Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]08.11.15 12:03
First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 24 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]08.06.18 11:28
Zazdrościła Cressidzie podejścia widząc, jak w nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji potrafi zawsze dostrzec coś dobrego. Nigdy nie miała jej też przez to za naiwną; krył się w tym pewien urok, którego Nephthys pozbawiono. Spoglądała na sprawę raczej przyziemnie, a mimo początkowego oburzenia na całą tę sytuację, wiedziała, że tak naprawdę to nic osobistego. Nikt nie zrobił jej tymi zaręczynami na złość, a jej osobiste niechęci musiała ponownie ukryć głęboko w sobie, by tam dołączyły do pozostałych skrzętnie ukrywanych emocji, na które pozwolić sobie jako dama z szanowanego rodu nie mogła. To nie tak, że na którymkolwiek etapie życia marzyła o małżeństwie z miłości. To była mrzonka, na którą naprawdę mogli pozwolić sobie tylko nieliczni. Mimo wszystko nawet w jej przypadku można było mówić o pewnym poczuciu ulgi, że to jednak Rameses; była przecież święcie przekonana, że zostanie zmuszona do wyjazdu do Egiptu. Po raz kolejny okazało się jednak, że to jedynie kolejna, mało wyrafinowana zemsta jej siostry, która najwyraźniej postanowiła wykorzystać to, że dobrze wiedziała o niechęci Nephthys do małżeństwa w jakiejkolwiek formie, a co dopiero, gdy miałaby całkowicie opuścić Anglię. Był taki czas, że Shafiq sądziła, że tak byłoby lepiej, znośniej; jednak dopiero gdy stanęła przed taką możliwością, nawet jeżeli była tylko wymysłem jej spaczonej siostry, dotarło do niej, że jednak zbyt wiele łączy ją z wyspami Brytyjskimi, by je tak bez żalu opuścić.
- Tak, ale nasza rodzina jest niezwykle liczna. Zresztą, u was też jesteście chyba w większości ze sobą spokrewnieni, w taki czy inny sposób, prawda? Poza tym różnica wieku raczej nie pozwalała nam się dotychczas jakoś specjalnie poznać - odparła, opuszczając na chwilę wzrok na mokry piach pod ich stopami, by za chwilę znów zerknąć na horyzont. Coś w widoku morza uspokajało. Słuchała jednak słów Cressidy, by w końcu spojrzeć na nią z rozbawieniem.
- To brzmi do niego podobnie - odparła jedynie. Tak naprawdę również to ją drażniło, że nawet gdyby chciała, to nie miała prawa odczuwać całej tej niechęci. Rameses, mimo jakiejś dziwnej ciemności, która momentami wyzierała mu z oczy, aż kwestionowała, czy wszystkie te paskudne plotki nie są przypadkiem prawdą, był dobry człowiekiem. Jej również nie wydał, gdy miał do tego okazję, a choć wiekowo zbliżony bardziej do ojca Nephthys, niż jej samej, nie miał z nim nic wspólnego. Chciała dodać coś jeszcze, gdy jej wzrok powędrował za wzrokiem Cressidy, która wyraźnie na coś wskazywała. Niemal pewna, że ktoś po prostu w bardzo efektowny sposób zanurzył się po wianek, nie spodziewała się zobaczyć tam Shafiqa. Zaskoczenie przemknęło po jej twarzy i schowało się za uśmiechem, ale i swego rodzaju zawstydzeniem; nie przypuszczała, że to zrobi, ba! Nie musiał tego wcale robić, tym bardziej tylko ze względu na nią. Policzki nieznacznie jej pociemniały, ale powściągnęła wszelkie inne reakcje, również wtedy, gdy Rameses w końcu zjawił się obok w jej wiankiem.
- To nie było konieczne, nic by się nie stało, gdyby odpłynął - powiedziała cicho, choć pozwoliła sobie na przelotny uśmiech w odpowiedzi na jego. Faktycznie, doceniła tym samym, że jej zbożowy wianek był wytrzymalszy; dzięki temu nie prezentował się na jej głowie jak zwiędłe wiechcie, choć i tak nieszczególnie zgrywał się z wyraźnie wschodnim krojem jej sukni. Mimo wszystko poprawiła go nieznacznie, lecz nie zdjęła. - Dziękuję - wypowiedziała jedynie, przez chwilę znajdując się w dziwnym zawieszeniu, przyszpilona jego spojrzeniem. Trwało to raptem sekundę i prędko zniknęło za dalszymi uprzejmościami, do których z ulgą przeszła.
- Na pewno nie spodoba się uzdrowicielom, gdy jutro wszyscy jak jeden mąż ruszą po eliksiry na przeziębienie - odparła, rozluźniając się w końcu, choć wciąż czuła się nieswojo i raczej nic nie mogło tego zmienić.



شاهدني من فوق
Nephthys Shafiq
Zawód : Alchemik, arystokratka
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
it's dark in my imagination.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 24 555b1b1a8fc42da72bdbf7456ee9a796
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5796-nephthys-shafiq#137060 https://www.morsmordre.net/t5820-amara#137531 https://www.morsmordre.net/t5822-zobacz-jak-cudownie-marniejemy#137534 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5861-skrytka-bankowa-nr-1433#138716 https://www.morsmordre.net/t5821-nephthys-shafiq#137533
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 10:23
Być może to niewinność i młodość Cressidy sprawiały, że wciąż doszukiwała się kolorów tam, gdzie inni widzieli szarość, że starała się chwytać każdej dobrej chwili i myśli. Była wrażliwą artystyczną duszą, patrzyła na świat nieco inaczej niż większość ludzi. Może byłoby inaczej, gdyby jej małżeństwo okazało się nieszczęśliwe i zabiło w niej resztki dziecięcej naiwności, ale tak się nie stało.
Wiedziała, że Nephthys była inna, bardziej twardo stąpająca po ziemi i konkretna, miała też inny stosunek do małżeństwa niż Cressie. Miała jednak szczęście – tak jej się wydawało. Nie musiała wyjeżdżać do Egiptu, nie musiała nawet zmieniać nazwiska ani rodziny, jak miało to miejsce w przypadku Cressidy. Swego czasu obawiała się, że przyjaciółka zostanie odesłana do odległego pustynnego kraju i nigdy więcej się już nie zobaczą. Byłoby to z pewnością przykre, tym bardziej, że Neph była jedną z niej nielicznych przyjaciółek, z którymi nie łączyło ją pokrewieństwo.
Musiała się więc zgodzić z jej słowami, bo tak w istocie było. Kiedy można było poślubiać jedynie czarodziejów i czarownice o szlachetnej krwi, nie było aż tak wielkiego wyboru.
- Owszem, jesteśmy – przyznała. – Wszystkie szlachetne rody są w mniejszym lub większym stopniu spokrewnione. Każdy, w kim płynie krew Flintów lub Ollivanderów, jest moim krewnym – wyjaśniła. A to była tylko ta najbliższa rodzina. Cressida miała naprawdę wielu kuzynów zarówno ze strony rodziny ojca, jak i matki. Z niektórymi z nich łączyło ją dość bliskie pokrewieństwo, mieli wspólnych dziadków lub pradziadków. Pamiętała też że miała babcię z Prewettów, po której odziedziczyła rude włosy i piegi. W dalszych powiązaniach traciła rachubę, ale pewnym było, że sieć rodowych powiązań była niezwykle gęsta i zawiła, i nie kończyła się zapewne tylko na tych najbliższych, znanych jej krewnych. U Shafiqów to wszystko wydawało się o tyle zaskakujące, że byli jedną rodziną; to tak, jakby Cressida miała poślubić innego Flinta, choć takie przypadki zdarzały się też w brytyjskich rodach. Musiało ich być jednak naprawdę dużo; Cressie poznała zaledwie kilku członków tej egzotycznej rodziny. – Dwadzieścia lat to dość sporo. Mnie i Williama dzieli dziesięć lat, i to już odczuwalna różnica. Nie chodziliśmy razem do szkoły, mieliśmy inne grona znajomych i inne doświadczenia życiowe. – Ale wiedziała też, że dziesięć czy dwadzieścia lat to nadal nie jest największa różnica wiekowa, bo zawsze mogło być gorzej, i Neph mogła zostać wydana za jakiegoś starego wdowca starszego o kilkadziesiąt lat. I takie sytuacje się zdarzały.
Pamiętała, że Rameses wtedy, przed laty, był wobec niej w porządku. Większość dorosłych pewnie od razu powiedziałaby o wszystkim jej ojcu, ale on tego nie zrobił, dlatego trzynastoletnia wówczas Cressida mimo wszystko go polubiła, na tyle, na ile mogła po tym jednym spotkaniu. Pytanie tylko, kim był teraz i jaki będzie dla narzeczonej?
Coś przykuło jej uwagę i dostrzegła Shafiqa łapiącego wianek i idącego z nim w ich stronę. Rozpoznała go, wyróżniał się na tle bladolicych Brytyjczyków. Kiedy podszedł bliżej, powitała go grzecznie zgodnie z etykietą, jednocześnie zerkając na niego z pewnym onieśmieleniem, ale i ciekawością.
- Dziękuję, lordzie Shafiq, mają się dobrze – odpowiedziała; minęły lata i sporo się zmieniło, Cressida nie była już chudą trzynastolatką, a dorosłą żoną i matką, która spełniła już swój obowiązek wobec rodu.
Obserwowała ich ukradkiem, wciąż z pewną nieśmiałością. Moment, kiedy mężczyzna nałożył wianek na skronie narzeczonej, wyglądał uroczo. Była gotowa się oddalić, nie chciałaby im przeszkadzać. Byli narzeczeństwem, Rameses właśnie wyłowił jej wianek, więc podejrzewała, że zamierzali spędzić resztę dnia razem. Pewnie później przyjdzie czas na to, by porozmawiać, o ile skryta Nephthys zechce się podzielić jakimiś opowieściami o tym dniu. Teraz ich wspólny czas zbliżał się ku końcowi.
- To co roku jest bardzo ciekawe widowisko – odpowiedziała na jego słowa, leciutko zarumieniona pod piegami; wciąż wypatrywała swojego męża, i wydawało jej się, że dostrzegła go zmierzającego ku wodzie. Utkwiła w nim wzrok. – To takie urocze, gdy mężczyzna wyławia wianek swej wybranki, a potem razem tańczą przy ognisku – dodała, ciekawa, czy Shafiqowie też zamierzają to zrobić, czy ich zastosowanie się do brytyjskiej tradycji ograniczy się tylko do zrobienia i złowienia wianka.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 11:21
Spotkanie, choć niespodziewane, w głębi duszy było jednak dość wyczekiwane. Druella nie widziała się ze swoim narzeczonym od tygodnia, może dwóch; straciła rachubę w ferworze przygotowań do Festiwalu Lata, jak gdyby faktycznie miał dla niej jakieś znaczenie. Jak gdyby rzeczywiście był czymś więcej, niż doskonałą okazją do zawierania umów pod stołem, epatowania nowym związkiem czy publicznym potępianiem tego czy tamtego zachowania podczas wieczornych przyjęć. Festiwal dawał każdemu to, czego ów osobnik najbardziej potrzebował w danym momencie - mogło to być zresztą powodem dla którego wszyscy czekali na niego z takim zniecierpliwieniem.
Jej spojrzenie złagodniało, ale na ustach pojawił się uśmiech, który nie mógł zwiastować niczego dobrego. Cygnus znał ją już całkiem nieźle, wiedział o jej słabościach, ale wiedział również, że jego narzeczona nie jest panienką łatwą w obejściu. Zwłaszcza sprowokowana.
- Nie powiedziałam, że twój widok jest mi miły - odpowiedziała spokojnie, przechylając głowę zalotnie w bok. Uwolnione od wianka loki spłynęły na jej ramiona, otaczając drobną twarzyczkę czarną kurtyną.
Obrzuciła Cygnusa uważnym spojrzeniem i przyłożyła dłoń do ust, osłaniając rozbawiony grymas, który wpłynął właśnie na jej wargi.
- Widzę, że przybyłeś w pełnym... rynsztunku. Nie muszę ci chyba mówić, że wchodzenie do morza w płaszczu jest mało roztropne, prawda? - spytała, ale on nie słuchał, ruszając w stronę rozbijających się o brzeg fal.
- Nie utop się! - zawołała jeszcze, żegnając swojego narzeczonego perlisym śmiechem. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie ujął jej swoimi słowami... Ale skłamałaby również gdyby powiedziała, że widok pożerających go fal i walka, którą stoczył o jej wianek z bzu z nieustępliwym morzem nie przyniosła jej złośliwej satysfakcji.
Przez chwilę, krótką, ulotną chwilę, czuła nawet odrobinę strachu. Cygnus nie miał szczęścia, a woda stawiała mu wyraźny opór, porywając wianek coraz dalej. Ostatecznie jednak Black, jak na Blacka przystało, zdobył to, czego pragnął. Patrzyła jak dociera do brzegu, jak wychodzi na plażę przemoczony do suchej nitki. Nie prezentował się już tak godnie i wyniośle jak wcześniej, ale Druella nie zamierzała mu współczuć. Wręcz przeciwnie. Gdy znalazł się obok, uraczyła go śmiechem, wesołością przejmującą błękitne spojrzenie.
- Było warto? - spytała, odwiązując jedwabną szarfę, która do tej pory przepasała jej talię. Stanęła na palcach i ostrożnie przetarła nią jego twarz, z trudem powstrzymując się od kolejnego chichotu.
Wiedziała, że są tu jak na świeczniku. Zaręczyny Blacka z Rosierówną wzbudzały sporo zainteresowania, zwłaszcza, że Cygnus - chcąc nie chcąc - był dziedzicem. Ona miała zaś ostatnie okienko przed łatką starej panny, co dodatkowo podgrzewało atmosferę. Sytuacja, w której się znajdowali, była skomplikowana, pokręcona i pełna niejasności. Ostatecznie jednak...
- Dziękuję. Spisałeś się - powiedziała po chwili, przelotnie dotykając palcami jego chłodnego policzka.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 13:25
Dla niego spotkanie wcale nie było dość niespodziewane. Wszystko dokładnie przemyślane, zaplanowane, nie było czasu, czy miejsca, aby wprowadzać w życie zamęt i nagłe, niezapowiedziane spotkania. Cygnus grał swego rodzaju rolę wizytówki. Jego obecność na większych, organizowanych przez inne rodziny arystokrackie wydarzeniach była obowiązkowa. Choć nie zawsze miał ochotę. Nie zawsze podobała mu się wizja spędzenia czasu wśród tych wszystkich ludzi. Kto, jak nie on niby miałby reprezentować tak szanowany ród? Wysłanie Alpharda mogłoby przynieść negatywne skutki, nigdy nie wiadomo co mu strzeli do łba. Lupus? Lekarz wokół którego unosi się zupełnie inna aura, niżeli jest oczekiwana od przedstawicieli Blacków. Ponadto zaręczyny, które odbyły się całkiem niedawno. Można powiedzieć, że od tamtej pory jest to ich pierwsze, wspólne wyjście na wydarzenie o takiej skali. No po prostu nie mogło go tu zabraknąć.
Podczas tego spotkania zachował niezwykłą tajemniczość. Nie zareagował na zaczepki Druelli, zupełnie jakby przepuścił jej słowa przez swoje ucho, pozwalając drugim zaraz wylecieć. Obdarzył ją ledwie widocznym uśmieszkiem, zupełnie nie przejmując się faktem, że zaraz wykona próbę wyłowienia w pełnym ubraniu, dość drogim zresztą. W ten sposób również zniknął z brzegu, oddalając się coraz bardziej. Porywane przez silne fale, unosił się tuż nad powierzchnią wody. Nie było to łatwe. Ciężar zmoczonych ubrań nie pozwalał na wiele, co jakiś czas blokując mu jego ruchy. Na chwilę pozwolił nawet sobie na stracenie wianka z oczu. Dostrzegł coś pod wodą, czerwonego, błyszczącego. Nie mógł zaprzepaścić takiej okazji! Wziął głębszy wdech, zanurkował i wyłowił zmiennokształtny koral. Chwilę po tym wydarzeniu łapiąc wianek swojej wybranki skierował się w stronę brzegu. Silne prądy wciąż nie chciały go wypuścić z wody, odpowiednio utrudniając powrót. Jak można się jednak domyślić - udało się. Umiał pływać, nauczył się tego za dzieciaka. Przydatna umiejętność, nie ma co.
Zaraz po wyjściu ruszył ku Rosierównie. Stając krok przed nią, wyciągając w jej stronę wianek, jakoby chwaląc się swoją zdobyczą. Choć wyglądał teraz jak siedem nieszczęść. Ubrania całkowicie przemoczone, włosy opadły, grzywa lekko przysłoniła blade czoło. Czy było warto? Kto to wie. On zbliżył swoją twarz do jej, nachylając się przy tym. Szybkim ruchem chwytając Druellę w talii, przyciągając do siebie nieco bliżej. Na tyle, żeby nie musiała się martwić dotykiem jego ubrań. Nie miał zamiaru zniszczyć przy okazji jeszcze jej kreacji.
- Myślę, że nie zaszkodzi to naszej relacji.
Posłał jej uśmiech, przy okazji puszczając ją. Zapaliłby. Fajki przemoczone, cholera. Wtem poczuł na swoim policzku delikatne palce brunetki. W tym momencie również nieco wzdrygnął się, odczuwszy delikatny wiaterek zza pleców. Wiecie, od morza nieco daje... Po jej słowach, delikatnie ukłonił się w jej kierunku.
- Do usług. Przejdziemy nad ognisko?
Nie to, że mu zależało na tym, aby się nieco wysuszyć, ogrzać. Nie, skądże znowu! No dobra, zależało. Nawet bardzo. Cholernie mocno! Jak nic, będzie musiał spędzić jakiś czas pewnie w gabinecie brata, umierając od gorączki, którą sobie zafundował tym młodzieńczym wyskokiem.

z.t x2 (Ja + Druella)


Ostatnio zmieniony przez Cygnus Black dnia 10.06.18 18:44, w całości zmieniany 1 raz
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 19:11
Odkąd wujek Garrett po raz pierwszy pokazał jej swoją jaskółkę, jasnego duszka krążącego po całym mieszkaniu, sypiącego skry spod ogona i napełniającego ją ciepłem i pewnością bezpieczeństwa, wiedziała, że to dobre ptaszyny przynoszące tylko dobre nowiny. Pójście za nią i pociągnięcie w jej kierunku również mamę, wydawało jej się jedynym rozwiązaniem. Tłumy rozpierzchały się na wszystkie strony, a one musiały wybrać własną ścieżkę. Ta, którą pokazała im jaskółka, była trudna, ale za to na pewno nie nudna! Życie Miriam było zazwyczaj monotonne, zakreślało łuki między jednymi drzwiami w domu a wybrzeżem przy domu dziadka nestora, między salą balową, gdzie uczona była tańca a salą z fortepianem, gdzie uczono ją nut i dźwięków wydobywających się z tego ogromnego, czarne pudła (nikt nie musiał jej tego uczyć, wszystkie je znała!). Odstępstwa od tej normy cieszyły ją niezmiernie, a przeprawa przez bagnisko było jak wymarzony prezent na gwiazdkę. Od początku lipca szybko się męczyła i zapominała, że jest chora, ale dzięki przyjmowanym codziennie dziwnie pachnącym mieszankom nie dusiła się na każdym kroku. Była trochę zmęczona, kiedy razem z mamą i zebranymi kwiatami usiadły na łące niedaleko, podejmując się plecenia wianków. Miała zwinne paluszki, ale ta technika wciąż była dla niej za trudna. Liczyła wszystkie wplatane gałązki, kiedy mama pomagała jej związać całą konstrukcję. Z czerwonymi policzkami pozwoliła sobie wsunąć na ryżą czuprynkę ten mniejszy, zrobiony przez ukochaną mamę, ale należący tylko i wyłącznie do niej.
Mogę ja? Mogę? – wyrwała się do przodu, coś świsnęło w jej oddechu, kiedy się podnosiła, ale jakby w ogóle tego nie zauważyła. – Tylko przymierzyć! – za pozwoleniem wzięła od mamy jej wianek i ostrożnie ułożyła na jej głowie. Zaklaskała, śmiejąc się radośnie. – Pięknie wyglądasz, mamusiu! Papa będzie zachwycony! – babcia ostatnio często powtarzała tego sława w odniesieniu do przeróżnych, najwyraźniej obcych jej osób z Festiwalu. Ciągle mówiła, że „wszyscy muszą być zachwyceni”. Wysłuchała słów mamy, przypominając sobie, jak to było rok temu i dwa lata temu. – Wszystko dobrze! Mamusiu, myślisz, że w tym roku papa nie wywróci się do wody? Rok temu tak śmiesznie wyglądał, bo we włosach zaplątał mu się mały krabik! – zachichotała, mimowolnie coraz mocniej ściskając rękę rodzicielki. – Mój też złapie tata czy ktoś inny?
Jeszcze nie rozumiała relacji damsko-męskich z tego poziomu, na którym aktualnie się znajdowała. Wszystko jednak wiedziała o fasolkach w łupinkach po orzechach.
Kiedy podeszły do brzegu, razem z mamą puściły swoje wianki na wodę.


Zgubiła swe kropki na łące
a może w ogródku na grządce

Molly Prewett
Zawód : żywe srebro Weymouth
Wiek : 8
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
in a world
where you can be
anything
be kind
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4347-miriam-prewett https://www.morsmordre.net/t4371-kremowka#93727 https://www.morsmordre.net/t4362-ile-biedronka-ma-kropek#93426 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4551-miriam-prewett
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 19:11
The member 'Miriam Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Wybrzeże - Page 24 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 24 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 20:23
Każdy poprzedni festiwal był dla Archibalda okazją do wypoczynku. Wraz z rodziną brali udział w co ciekawszych atrakcjach albo chodzili na przyjemne spacery zakończone przepysznym jedzeniem. W tym roku to wyglądało zupełnie inaczej - Archie odczuwał na swoich plecach ogromną presję, przyczepioną do niego przez nestora w zasadzie bez zapytania. Bo czy mógł wujowi odmówić? Oczywiście, że nie mógł. Biegał od jednej atrakcji do drugiej, kontrolując czy wszystko jest zapięte na ostatni guzik. W jego głowie wciąż brzmiały słowa jego matki, powracające do niego jak bumerang: wszyscy mają być zadowoleni.
Nie miał jednak zamiaru zapominać o swoich najbliższych. Obiecał sobie, że w tym rozgardiaszu znajdzie czas na zabranie gdzieś Edwina i Miriam - jeszcze nie był pewny gdzie, ale na szczęście na festiwalu było dużo atrakcji, więc coś wymyśli. Musiał również spotkać się z Lorraine i powinien znaleźć Julkę, chociaż wciąż nie był przekonany czy jest już gotowy na tę rozmowę. I czy festiwal jest odpowiednim miejscem na poruszanie tego tematu.
Przybiegł na wybrzeże, a to zasługuje na uwagę, bo często tego nie robił. Obawiał się, że się spóźni, a tego by sobie nie wybaczył. Zawsze łapał wianek Lorraine, chociaż byli już sześć lat po ślubie, ale chyba tym bardziej powinien pokazać, że nikt inny nie ma do tego prawa? To takie nieodpowiednie starać się i rzucać do zimnej wody, by po złożeniu przysięgi małżeńskiej przestać robić cokolwiek. Żona już nie zasługuje na chwilę uwagi? Archibald tak nie uważał, więc stanął obok innych mężczyzn i zaczął wyglądać żony. Wypatrzył ją bardzo szybko dzięki małej rudej istotce, która stała zaraz obok. Uśmiechnął się i zaczął zdejmować elegancką marynarkę oraz skórzane buty - trochę mu było żal nowej szaty, będzie musiał zaryzykować i wysuszyć ją zaklęciem po wyjściu z wody. Nie mógł sobie pozwolić na chodzenie po terenie festiwalu w mokrych ubraniach, jeszcze broń Merlinie z jakimś glonem przyczepionym do włosów! Cóż, nazwisko zobowiązywało - musiał odpowiednio reprezentować swoją rodzinę, szczególnie tutaj.
Czekało go trudne zadanie, bo musiał załapać aż dwa wianki na raz. Nie mogło być inaczej - albo dwa albo... albo dwa. Kiedy tylko zobaczył jak Miriam puszcza wianki, wziął głęboki wdech i wskoczył do wody!

Łapię wianki Lorraine i Miriam oww
Można złapać tylko jeden wianek

+


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Wybrzeże [odnośnik]09.06.18 20:23
The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 24 ZYbnwG7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 24 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]10.06.18 9:23
W. Black

Obserwowała, jak spleciony przez nią wianek dryfuje na wodzie i coraz bardziej oddala się od brzegu; otoczony był co prawda przez kilkanaście innych, bowiem na plaży znajdowało się tak wiele panien, ilu nie widziała chyba jeszcze na żadnej z Sali balowych podczas Sabatów. Na twarz Walburgi wstąpił krzywy grymas, gdy kobieta pomyślała jak wiele szlam i zdrajców krwi znajduje się w tym tłumie dookoła niej. Nie mogła uwierzyć, że rody, które otwarcie wzywają do tolerancji takich wybryków natury, wciąż mają czelność nazywać się szlachtą. Czarnowłosa miała jednak przeczucie, że ten Festiwal Lata był ostatni przed wielkimi zmianami, jakie czekały na czarodziejów nie tylko w kwestii polityki rodowej, ale i wewnątrzkrajowej.  Żaden Prewett czy Abbott nie będzie już uznawany za równego jej, potomkini szlachetnego i starożytnego roku Blacków.
Pogrążona w zamyśleniu ani na chwilę nie spuszczała oczu ze swojego wianka, który powinien już dawno zniknąć pod wodą lub odpłynąć na tyle daleko, by zniknąć z zasięgu jej wzroku. Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła poruszenie pomiędzy falami, gdzie dostrzegła walczącego z nimi Lupusa. Co on tam robił, czyżby jego droga narzeczona znajdowała się gdzieś obok, a ósmy cud świata, który zapewne wyszedł spod jej zgrabnych, szlacheckich paluszków, dryfował się gdzieś nieopodal dzieła Walburgi? Pannę Black zmroziło, gdy dostrzegła pełen obraz sytuacji i gotowa była cisnąć gromami w brata, zanim ten jeszcze postawił nogę na piasku, lecz ktoś, a raczej coś, zdecydowało się dopiec mu najpierw. Nie bez satysfakcji obserwowała, jak elfy dają mu popalić, jednak jej złość przebiła się przez to uczucie i kazała Walburdze ruszyć w kierunku Lupusa, by natychmiast zrugać go za to upokorzenie, które właśnie się dokonało.
Pogodziła się z byciem starą panną, a jej obecność na Wiankach miała wydźwięk czysto ironiczny, on jednak albo wcale tego nie rozumiał i litował się nad nią, albo okazał się najzłośliwszą z bestii, gdy zdecydował się sięgnąć po jej kwiatową plecionkę. Miała nadzieję, że oprócz elfów to niebieski oset zrani jego palce, że fale zmoczą go na tyle, że będzie wyglądał niegodnie i nieszlachecko. Chciała sięgnąć po różdżkę i kazać mu natychmiast odrzucić wianek, lecz nie mogła dać się ponieść. Nie mogła dać tej satysfakcji ani jemu, ani nikomu znajdującemu się na plaży. Była Blackiem, musiała trzymać fason.
- Przynoszenie ujmy naszemu nazwisku sprawia ci wyraźną przyjemność, bracie – wycedziła przez zaciśnięte zęby, gdy Lupus znajdował się już na tyle blisko, by mógł ją usłyszeć – Dorośnij wreszcie.
Kto to widział, by brat wyławiał wianek siostry? Czyż nie miał własnej narzeczonej? Czy Walburga była w tak złej pozycji, że musiał postawić na szali swoją własną? Jego motywacje nie mieściły jej się w głowie, nie pojmowała ich rozumem. Była zła, czuła się upokorzona i nade wszystko pragnęła zniknąć z tego miejsca czym prędzej; nie miała pojęcia co ją podkusiło, by choćby na chwilę opuścić ukochany Londyn.
Odgoniła jednak naburmuszony wyraz twarzy, bo przedstawienie musiało trwać, a ona chciała odzyskać swój wianek. Wyciągnęła po niego dłoń, uważnie wpatrując się w oczy brata i rzucając mu spojrzenie nie znoszące sprzeciwu. Lupus miał tylko jedną właściwą drogę wyjścia z całej sytuacji i niech Salazar ma go w opiece, jeśli wybierze inną.

[bylobrzydkobedzieladnie]


I show not your face but your heart's desire


Ostatnio zmieniony przez Ain Eingarp dnia 12.10.18 14:36, w całości zmieniany 1 raz
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wybrzeże - Page 24 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]10.06.18 19:21
Lorraine wspomnieniami wracała do swoich pierwszych wianków. Była wtedy w ostatniej klasie szkoły i choć nie pojmowała jakie to może mieć znaczenie to była tym niesamowicie podekscytowana. Plecenie własnego wianka, rozmyślanie o tym jak będzie wyglądała jej przyszłość kiedy w końcu znajdzie się ktoś kto ów wianek będzie chciał złapać. Zawsze miała adoratorów, ale co do mężczyzn była niesamowicie wybredna. Nie chciała nikogo przelotnie, nie chciała nikogo na chwile. Wręcz odwrotnie. Zawsze pragnęła czegoś więcej. Tak ją wychowano. Jej ród należał do tych poważnych, do tych, z którym zdaniem trzeba się liczyć. Teraz z perspektywy czasu inaczej potrafiła na to patrzeć. Miała wspaniałego męża, wspaniały dom, miała o co walczyć i o co się starać. Tak więc robiła. Miała nadzieje, że to wystarczy chociaż zawsze chciała dawać z siebie więcej i więcej. I w rodzinie i w zawodzie, teraz nawet i w Zakonie Feniksa. Uśmiechnęła się do córki pozwalając by ta wzięła od niej wianek. Teraz jednak chciała być więcej w domu. Martwiło ją samo wyjście na festiwal chociaż wiedziała, że nawet jakby się waliło i paliło musiała tutaj być. Jej teściowa nie pozwoliłaby na coś innego, nie wiadomo co musiałoby się stać, żeby jej brak obecności był wytłumaczalny. - Myślę, że tatuś już do nas biegnie… - zaczęła sama rozglądając się za mężem. Tak było co roku. Co roku zjawiał się by złowić jej wianek i ich córki. Wiedziała, że nie pozwoliłby by ktoś inny sięgnął po ich wianek. Schlebiało jej to. Czuła, że pamięta i choć nie mieli w ostatnim czasie zbyt wiele momentów by spędzić czas sam na sam, nie mieli zbyt wielu momentów by okazywać sobie uczucia tak jak robili to wcześniej to właśnie takie małe rzeczy były najbardziej istotne. Ceniła je najmocniej na świecie. - Wiesz skarbie, że dzisiaj jest mocno zajęty. To pierwszy raz kiedy tatuś pełni rolę prawdziwego gospodarza – dodała. Nie była jednak pewna czy Archie się zjawi. Wiedziała jak wielka to presja dla niego była, jak wielki zaszczyt i wielka odpowiedzialność. Nie chciała też, żeby Miriam była rozczarowana jeśli Archiemu nie uda się dotrzeć na czas. Uśmiechnęła się jednak kiedy jej oczy spotkały się z oczami męża. - Zobacz Mirciu! Jest! - to był znak by córka rzuciła wianki do wody. Co roku to wszystko kończyło się jeszcze zabawniej. Jej córka miała racje. Archibaldowi miało się udać nawet jeśli miał pływać w tej wodzie pół nocy. - Trzymajmy kciuki, żeby tym razem poszło łatwiej – dodała chociaż szczerze znając ich szczęście to Archie będzie się musiał przy tym mocno namęczyć.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Re: Wybrzeże [odnośnik]10.06.18 21:38
Nie kombinowała z wyborem ścieżki, poszła za większością panien, niewerbalnie pozwalając Hannie, by odnalazła własną drogę wśród kwiatów. Znała się na nich lepiej i na pewno wybierze te najpiękniejsze i zachwyci każdego, kto wyłowi jej wianek (oby był godny, osobiście tego dopilnuje) – co do tego w odniesieniu do siebie samej miała spore wątpliwości. Kwiaty, którym potrafiła nadać konkretne nazwy, mogła policzyć na palcach jednej dłoni. Róże… co tam jeszcze było… rumianek, bo zawsze parzyła z nim herbaty i właśnie nim, tak podpowiadała jej wyobraźnia, pachniał pled na jej łóżku. Tulipany, bo rosły wiosną na potęgę we wszystkich ogródkach. Nie było matki, która mogłaby nauczyć ją typowo kobiecych zachowań, tradycji. Nie było matki, która wpoiłaby jej naturalną delikatność i wrażliwość. Był za to ojciec, trzymający twardą ręką i nie pozwalający na odstępstwa od praktykowanych nauk. Ale coś w niej zostało, jakiś haczyk, który za pomocą odpowiednich bodźców mógłby zostać pociągnięty, odsłaniając tę część Jackie, która zawsze ukrywała przed światem i odpychała od siebie. Tę część, która teraz przybrała postać bordowej sukienki i zaplecionych w warkocz czarnych włosów. Wyglądała inaczej, co jednak nie znaczy, że również inaczej się zachowywała. Nie przejmowała się lekkim przygarbieniem, ramionami hardo splecionymi pod piersiami i groźną miną, która była w rzeczywistości jej naturalnym wyrazem twarzy.
Została niemal na brzegu, zbierając kwiaty ukryte wśród zielonych liści i długich źdźbeł traw. Nie miała pojęcia, co brała do ręki, ufając, że żadna z łodyg nie wbije w jej skórę swoich kolców, i nie wyzionie ducha na środku plaży. Kiedy zebrała materiał, wzięła się do plecenia wianka. Nie wyszło jej arcydzieło, nie wyszło jej nawet dzieło sztuki na miarę utalentowanego nastolatka. Podeszła do tego technicznie – spięła poszczególne gałązka źdźbłami traw, bo nie chciały się trzymać, i wpięła w wolne przestrzenie większe z kwiatów. Zapach nęcił zmysły. Szkoda, że musiała teraz to swoje mały twór puścić na wodę, żeby się zmarnował. Nie miała nadziei, że ktoś go pochwyci. Nie wypatrywała w tłumie Brena, bo to nie miało najmniejszego sensu – niby dlaczego miałby tu przyjść? Były ważniejsze rzeczy do roboty.
Ale ona była kobietą, wypadało.
Gdy stanęła nad brzegiem, westchnęła tylko i rzuciła wianek na wodę, modląc się, żeby zginął pod falami wzburzonej wody.



pora, żebyś ty powstał i biegł, chociaż ty nie wiesz,
gdzie jest cel i brzeg,
ty widzisz tylko, że
ogień świat pali
Jackie H. M. Rineheart
Zawód : zbrodniarz wojenny
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
our souls speak
as loud as
the thunder upon
our heads

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wybrzeże - Page 24 OUREPPN
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t5419-jackie-boy https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5423-skrytka-bankowa-nr-1349 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
Re: Wybrzeże [odnośnik]10.06.18 22:14
Co do tego, że Aldrich jest potwornie nieśmiały nie ma wątpliwości. Zawsze trzymał się na uboczu i był z natury cichy, choć przyjaźnie nastawiony do ludzi i, bądź co bądź jako syn malarki, wrażliwy nie tylko na ich odczucia, ale też piękno. Cechy te z czasem stawały się tłem dla jego pozytywnego charakteru, by w ostatnich latach znowu zbliżyć się do pierwszego planu, gdy na świecie zaczynało dziać się gorzej. Wydoroślał, nigdy nie stając się podobnym do ojca-lekkoducha. Zdecydowanie nie można było go nazwać wyluzowanym, nawet jeśli powierzchownie robił wrażenie zrelaksowanego. O ile jednak był w stanie podjąć decyzję o leczeniu pacjentów, czy nieraz odbywać kategoryczne rozmowy z marudzącą siostrzenicą, to niektóre z dziewcząt, z którymi znał się i lubił, a które nie czekając, aż będzie na to gotowy stawały się kobietami wprawiały go w konsternację i na nowo odkrywał w sobie chłopięcą nieśmiałość. Taki już był, jego przyjaciele mieli dość czasu, by przywyknąć i najwyraźniej to akceptowali. Ale żeby Sophia, taka przebojowa i konkretna, zrobiła się nagle równie milcząca i zagubiona, jak on – to było coś nowego. Aldrich nie próbował nigdy nadążyć za romantycznymi drganiami jej serca; w szkole, a tym bardziej po jej ukończeniu nie plotkował z dziewczynami. Po co miałby słuchać o cudzym życiu uczuciowym, kiedy miał naście lat i wolałby się sam zakochać? Nie czuł się dobrze w samotności, był w końcu podręcznikowym okazem Puchona. Lubił być otoczony przez przyjaciół, przez cały czas mieć jakieś towarzystwo; nigdy nie denerwował go odgłos rozmowy dochodzący zza ściany mieszkania wynajmowanego z innymi stażystami z Munga, a potencjalnie denerwujące drobiazgi jak nieporządek w łazience brał jako dobry znak, że ktoś czuje się swobodnie mieszkając z nim. I od jakiegoś czasu, w zasadzie zdał sobie z tego sprawę dość wcześnie, nie miał żadnych wątpliwości, że kiedyś chciałby mieć własną rodzinę. Przepadał za urokiem ślubów i liczył, że uda mu się doczekać własnego. Wsunąć jakiejś dziewczynie obrączkę na palec, ofiarować jej wszystko, co miał w sobie dobrego, wziąć odpowiedzialność za nią i za przyszłe własne dzieci. Nie żeby nie uważał siostrzenicy za własną, kochał ją nad życie, ale gdzieś głęboko pod myślami o absorbującej pracy i naprawie świata w szeregach Zakonu Feniksa czaiła się też myśl o małych McKinnonach. Była to odległa, ale nie taka znowu nierealna wizja. Był uzdrowicielem i prawda, że na co dzień obcował ze śmiercią, lecz nic mu w pracy nie groziło w porównaniu z aurorami. Patrząc na rozwój kariery Sophii nie dziwił jej się, że nie myśli nawet o ustatkowaniu się, choć kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie było mu jej czasem żal. W końcu, niezależnie od podłoża jego troski o nią, chciałby, by była szczęśliwa.
- Tak, chodźmy. – ruszył przed siebie w kierunku przeciwnym niż udawała się większość dobranych przez wianki par; wkrótce zeszli z plaży na mniej uczęszczaną ścieżkę. Z Sophią sprawdzali się lepiej jako przyjacielski duet, świadczyły o tym lata ich dobrych relacji i wzajemne zaufanie. Po co eksperymentować z mechanizmem, który już dobrze działa? Zamiast ręki wybranki miał już przecież w dłoni rączkę siostrzenicy i chociaż jej obecność wnosiła w jego życie mnóstwo światła i dobrej energii, mogła dużo skomplikować. Rzadko która kobieta skorzystałaby z promocji „dwa w jednym”, jaką mógłby sobą (i małą, której nie wyobrażał sobie zostawić nawet na jeden dzień) zaoferować. Aldrich miał jednak zbyt dużo na głowie, by przejmować się jeszcze swoim stanem kawalerskim.
- To całkiem sympatyczny zwyczaj. – podsunął jej argument za pleceniem wianków. Nawiązywało do silnych bodźców dla ludzkiej emocji: zaskoczenia, nagrody, pokusy zauroczenia. Może część tej ekscytującej atmosfery i jego skłoniło do pogoni za jej wiankiem…
- Oczywiście. – zaśmiał się, pamiętając ze szkoły, jak zaciekłą zawodniczką była Sophia i niejedną bójkę, w jaką wdała się na korytarzach Hogwartu. – Chciałabyś w nim zagrać?

Al i Sophia z tematu
Aldrich McKinnon
Zawód : uzdrowiciel
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/f123-earl-s-court-road-17-3 https://www.morsmordre.net/t6054-aldrich-mckinnon
Re: Wybrzeże [odnośnik]11.06.18 0:21
To było głupie. Były wakacje, a wszyscy kazali mu siedzieć w miejscu i nigdzie nie wychodzić, a już na pewno nie na festiwal. Był na tyle duży by zrozumieć, że to kwestia magii, która była wzburzona w jego pobliżu jednak był też zwykłym dzieckiem, chłopcem. Nie mógł być posłuszny. Zresztą ani razu nie zdarzyło się by w jego pobliżu wydarzyło się coś faktycznie niebezpiecznego. Dlatego teraz tutaj był. Towarzyszył mu jego kruk, który siedział mu dzielnie na ramieniu. Poruszał skrzydłami by zachować równowagę nie mając zamiaru opuścić swego pana. Norman zamierzał wziąć udział w zabawie związanej z wyławianiem wianków. To było tak romantyczne przedsięwzięcie, że poprostu nie mógł się pojawić i nie spróbować zawalczyć z losem, czasem o wianek. Wyłowić własną muzę! To dopiero by było. Konkurencja jednak była zażarta. Rywale z którymi miał stanąć w szranki byli przeważnie dwa razy wyżsi i dziesięć razy szersi od niego, lecz to jedynie naznaczało całe to wiankobranie heroizmem którego potrzebowała każda romantyczna opowieść. Lepiej być więc nie mogło.
Zdjął buty, skarpetki, podwinął nogawki i stanął przed linia wody. Nim rzuci się na głębiny potrzebował upatrzyć cel. Niemądrze by było gdyby tak bezmyślnie utonął nie widząc nawet dla jakiej barwy kwiatów które pragnął pochwycić. I wtedy go dostrzegł - wianek spleciony z tulipanów będących synonimem elegancji i wdzięku, rumianku ciągnącego za sobą znaczenie skromności i w tym wszystkim róża!
- Motyla noga... - mruknął pod nosem oszołomiony tym, jaki to ma potencjał! Widząc jednak, jak niedostrzeżona przez nikogo plecionka tonie - rzucił się w morską toń byle tylko zdobyć cel - wianek Jackie. Arnie siedzący na jego ramieniu z krzykiem wzbił się w powietrze.

|nie wiem czy młodym mężczyznom można rzucać na wianki ale to robię
Gość
Anonymous
Gość
Re: Wybrzeże [odnośnik]11.06.18 0:21
The member 'Norman Rineheart' has done the following action : Rzut kością


#1 'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 24 XcRpzDI

--------------------------------

#2 'Anomalie - DN' :
Wybrzeże - Page 24 N2btFvL
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 24 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]12.06.18 12:20
William Fawley

Tradycjom musi stać się zadość i nikt nie wiedział o tym lepiej niż William. Obcował z rodzinnym dobytkiem artystycznym całe swoje życie, oddając się malarstwu całkowicie. Nie wyobrażał siebie samego w innym położeniu i choć los poskąpił mu talentu, doskonale potrafił poznać się na każdym artyście. Czasem zastanawiał się, czy to na pewno osoba Cressidy przyciągała go do siebie czy to jednak jej fantazyjna kreska, którą zdążył podziwiać jeszcze przed etapem narzeczeństwa. Jego rodzice (i prawdopodobnie państwo Flint) idealnie przygotowali grunt pod przyszłe swaty. Już ich obecność na dworze Fawleyów musiała coś znaczyć, a wychwalanie obrazów wychodzących spod rąk ich najmłodszej córki po prostu przypieczętowało los mecenasa sztuki. Po skonfrontowaniu zasłyszanych peanów na temat rudowłosej zrozumiał, że w tych słowach nie było ani odrobiny przesady; a ocena jej zdolności pokryła się z wyobrażeniem, które wyrysował w swojej pamięci. Ujmowała go kobieca delikatność i wrażliwość na piękno, którego on cały czas poszukiwał. Dostrzeganie go nie tylko na ścianach, ale też w życiu stało się sposobem na jego przetrwanie, spędzenie. Jego przyszła narzeczona, a potem żona, stała się dla niego najpiękniejszym obrazem jaki miał okazję oglądać. Od tamtej pory wspierał ją we wszystkim dbając, by niczego jej nie zabrakło; i nie miał tu na myśli pieniędzy, tych zawsze mieli pod dostatkiem.
Pomny na tradycję przodków bardzo długo ubierał się stosownie do okazji. Nie postawił na wyluzowaną modę męską na wzór postępowych mieszczuchów, ale szatę przywdział lżejszą, bardziej przewiewną niż jeszcze w czerwcu, gdy zaskoczyły ich mrozy nieoczekiwanej zimy. Prezentował się nienagannie w niebieskim ubraniu z srebrnymi nićmi oraz rodowym herbem przypiętym gdzieś przy sercu. Nie mógł się już doczekać nadchodzącemu wyzwaniu. W myślach wyobrażał sobie co najmniej, że rzuci się po wianek żony w morskie fale, że będzie musiał walczyć z szarżującą na niego kelpią i że bohatersko przyniesie jej zgubę, a lady Fawley uwieczni tę heroiczną chwilę na płótnie, by zapamiętały go wszystkie pokolenia potomków Morgany Le Fay.
W drodze do Weymouth mówił dużo, choć głównymi tematami jego rozpraw były niedawno wystawione obrazy w brytyjskich galeriach. Część wydawała mu się warta wydania pieniędzy na sponsorowanie objawionych talentów, o części wypowiadał się w negatywny sposób, choć wciąż profesjonalnie i z taktem. Liczył, że Cressida doradzi mu co nieco, ale nim się obejrzeli, a już dotarli do punktu rozdzielnego. William ucałował czoło małżonki nim ta zniknęła z innymi pannami podążając na łąkę, a on sam skierował się od razu na wybrzeże. Miał niezwykle szczęście, bo akurat spotkał jednego z krewnych, z którym przestał cały czas oczekiwania na rozpoczęcie części dla panów. Tematy dotyczące nowych nurtów pojawiających się w malarstwie pochłonęły go na tyle, że znów się zagapił. Dopiero pożegnanie z członkiem rodziny, który spieszył się do zdobycia wianka swej ukochanej, uzmysłowiło mu, że konkurencja już dawno trwa. Mimo to lord Fawley nie zapomniał o zdjęciu butów oraz podwinięciu nogawek, bo nieskazitelny wygląd będący wzorem dla innych to podstawa. Faktycznie rzucił się w morską toń, ale nie spotkał tam kelpii ani choćby kraba, któremu mógłby wyrwać wianek. I tak był zadowolony i w tym zadowoleniu powrócił na brzeg wypatrując w tłumie wybranki. Jak tylko dostrzegł ją w towarzystwie lady Shafiq oraz mężczyzny, którego nie kojarzył, ruszył w ich stronę.
Skłonił się nieznajomym zgodnie z zasadami etykiety, a na jego twarzy nieprzerwanie tkwił lekki uśmiech.
- Miło mi cię widzieć, lady Shafiq – zwrócił się uprzejmie najpierw do kobiety, by potem przenieść wzrok na czarodzieja. Sądząc po stroju oraz wyglądzie, krewnym stojącej kobiety. – Lord William Fawley – przedstawił się, chcąc się wywiązać z uprzejmych powinności. Dopiero po nich zwrócił się do żony. – Chyba powinnaś zrobić miejsce na ten właściwy? – spytał z lekką nutą rozbawienia i spojrzał na wianek zdobiący skroń Cressidy. Nie po to go łowił, by z nim teraz chodzić? A może to on miał go sobie nałożyć? Brzmiało to absurdalnie.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wybrzeże - Page 24 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 24 z 47 Previous  1 ... 13 ... 23, 24, 25 ... 35 ... 47  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach