Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]08.11.15 13:03
First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]12.06.18 22:19
Święto młodych, święto zakochanych; rozchichotane panny na brzegach o policzkach rumianych od dziewczęcego wstydu, odważni chłopcy zanurzający się w morskiej toni, wszechobecny zapach świeżo zerwanych kwiatów. Spienione fale oddalały je od brzegów, Brendan przyglądał się wydarzeniom znad brzegu, tak naprawdę nie zamierzając bawić się z innymi. Wyłowienie wianka panny było deklaracją uczuć, romantycznego zainteresowania, tymczasem on - nie zamierzał się wiązać. Romantyczne porywy były dla normalnych ludzi, takich, którzy nie narażali się co dnia i takich, którzy pragnęli podczas wojny uszczknąć dla siebie jeszcze nieco życia. I w zasadzie miło było na to patrzeć - na kochających się ludzi i kwitnące uczucia, na miłość, która na krótki wieczór zwyciężyła nad nienawiścią, pozwalając bawić się obok siebie zarówno arystokratom z rzekomo najszlachetniejszych rodów, jak dzieciom mugoli, którzy w obecnych czasach musieli czuć się w tym świecie bardziej obco, niż kiedykolwiek wcześniej.
Widział swoich bliskich: Julię, Pomonę, Jackie, Lorraine schodzących z plaży z - za? - mężczyznami - lub chłopcami. Widział też wianek Poppy, kołyszący się na falach, oczekujący swojego księcia z bajki, podobnie jak wianek Rii, im obu w uczuciach życzył szczęścia. I widział też jej wianek - skromny, puszczony bez wątpienia dla czarodzieja, który nie mógł go już dzisiaj złapać, a który duchem wciąż był gdzieś między nimi - jak mara, jak wspomnienie, jak sen, jak koszmar; to nie było sprawiedliwe. Przez te kilka miesięcy - lat? - Marge stała się właściwie częścią ich rodziny, trudno było uwierzyć, że to wszystko miało się - nagle - tak po prostu skończyć. Zawilce chłonęły wilgoć, mieniąc się w promieniach zachodzącego słońca  - z jednej strony czuł, że te kwiaty powinny dopłynąć aż do słońca, z drugiej - coś podpowiadało mu, że Margaux nie powinna spędzić tego wieczoru sama. To byłoby zbyt ponure, zbyt sprzeczne z ideą tego święta, a przede wszystkim po prostu przykre. Nie chciał jej o nim przypominać - to do niczego nie prowadziło - chciał zająć jej myśli choć na chwilę. Dotrzymać towarzystwa? Tak naprawdę obydwoje tego potrzebowali - tak mu się przynajmniej wydawało.
Wpierw zrzucił wysokie, sznurowane buty, odrzucając je na piaszczysty brzeg, w ślad za nimi zrzucił wierzchnią czarodziejską szatę. Lekka fala przyjemnie otuliły jego stopy, które podczas pierwszych kroków zatopiły się w rozmokłym piasku, woda była zimna, ale przy tym przyjemnie trzeźwiąca. Naprawdę lubił wodę - tak jak lubił pływać. W końcu wszedł w wzburzone morze, zamierzając złapać oddalający się wianek należący do Margaux.

+


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Wybrzeże [odnośnik]12.06.18 22:19
The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 25 P5OKogN
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]13.06.18 0:33
To był naprawdę dobry dzień. Czegóż więcej było mu potrzeba? Promienie ciepłego słońca przyjemnie ogrzewały jego twarz, wkoło wszędzie rozbrzmiewała radosna muzyka i śmiechy; wino lało się strumieniami, a na plażach, przy ogniskach, czarodzieje i czarownice tańcowali jak szaleni, zapominając o wszelkich zwadach i waśniach. Dolohov musiał przyznać, Festiwal Lata był naprawdę pięknym świętem; nie podchodził do tego ckliwie jak baba, skądże znowu. Nie wierzył w te wszystkie bajki o miłości, romantycznych schadzkach i księżniczkach na wieży, ależ skąd. Przez te wszystkie lata, które spędził na angielskiej ziemi zdążył się jednak przekonać, że to sierpniowe święto - to przede wszystkim dobra zabawa, czyli to co Dolohov lubił najbardziej. Uwielbiał wino, taniec i śpiew, a także piękne kobiety, a ich na Festiwalu nie brakowało. Wszędzie roiło się od panien! Młodych, starych, brzydkich, chudych, grubych, bogatych, biednych. Tyle kobiet, że aż kręciło mu się w głowie. Spoglądał bezczelnie to na jedną, to na drugą; gdzieś zgubił ciężarną żonę, więc nie czuł się winny.
Przecież mogła go pilnować, prawda?
Zmierzając ku plaży, gdzie wszystkie te ślicznotki miały puścić na morską toń swe wianki, coby wyłowił je wybranek, zdążył nawet się wzbogacić. Zagadał jakiegoś grubego czarodzieja w limonkowej szacie, proponując mu zakup ochronnych amuletów; zapewniał, że chronią przed anomaliami i sprawiają, że magia na terenie o średnicy dziesięciu metrów wokół człowieka staje się ustabilizowana i posłuszna. Kłamał, oczywiście, w medalionie były suszone odchody bahanki, ale biznes to biznes. Czarodziej mu nie uwierzył, ale nie szkodzi - bo i tak niepostrzeżenie zwędził mu pełną sakiewkę.
Na plaży pojawił się więc jako mężczyzna prawie zamożny! No, to może gruba przesada, ale przynajmniej dziś miał sporo grosza, należała mu się więc najpiękniejsza panna, czyż nie?
Krążył po plaży niczym drapieżnik, rozglądając się czujnie z łobuzerskim uśmiechem; gdzieś w oddali dostrzegł Matta rozmawiającego z wyjątkowo ładną gąską - ten to miał prawdziwe szczęście. Maszy nigdzie nadal nie było, więc nie miał zamiaru na nią czekać.
Zwłaszcza, gdy dojrzał dziewczynę, o której w jego stronach mówiło się, że jest pocałowana przez ogień. Zzuł buty bez zastanowienia i rzucił się w morską toń, aby wyłowić wianek należący do Rii Weasley.

+


I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Siergiej Dolohov
Zawód : Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I didn't do it,
but if I did,
I was drunk
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 https://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 https://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t4782-skrytka-bankowa-nr-1199#102283 https://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Re: Wybrzeże [odnośnik]13.06.18 0:33
The member 'Siergiej Dolohov' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 25 RUcXlNI
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]14.06.18 0:26
Nie rozumiałem natury zbrodni, której następstwem był ten Hankowy grymas. A może po prostu nie przypuszczałem, że aż tak mocno popsuję jej dzień swoim towarzystwem. Znaczy, po części mogłem się spodziewać, że będzie niezadowolona – znałem ją i wiedziałem, że lubi zadzierać nosa. Tak dla zasady. Zwłaszcza w konfrontacji ze mną. Ja również chętnie czyniłem to dla sportu, traktowałem to jako całkiem przyjemny trening dla głowy. Z tym, że czerwona od złości twarz Hanki w niczym nie przypominała niewinnych przepychanek, w które zwykle pozwalałem się wciągać. Ta niczym – przynajmniej z mojego punktu widzenia – nieuzasadniona złość aż zanadto przypominała mi dobrze znany schemat działania, który przejawiał się u pewnej Osy. Poczułem jak pod moją skórą zbiera się gniew, ostatnio – potrafiłem dokładnie wskazać od kiedy – towarzyszący mni częściej, niżbym sobie tego życzył. Źle znosiłem samotność, źle znosiłem jej nieobecność w moim życiu, jeszcze gorzej fakt, że żyłem snem, zamiast trzymać się rzeczywistości. A każde wspomnienie o Lovegood przynosiło ból. Nie chciałem tego, bo sprawiał, że czułem się słaby. I ta niemoc doprowadzała mnie do szaleństwa. Przeklęta Osa miała cholerną rację w każdym swoim słowie.  
Byłem głupcem.
Byłem głupcem także dlatego, że wmówiłem sobie, iż dzisiaj miało być inaczej. Znajdowanie przyjemności w prostych rozrywkach zwykle przychodziło mi z łatwością. Hannah miała stanowić oderwanie od gnębiących mnie myśli i starym zwyczajem trochę się ze mną posprzeczać. Wydawało mi się, że znałem ją wystarczająco dobrze, by mój emocjonalny wrak mógł poczuć się lekko w jej towarzystwie, bez wymuszonych uśmiechów, bez wymuszonych gestów i bez innych pozorów, które przyszłoby mi stwarzać przy innych. Być może nawet, po kilku lampkach wina, mógłbym powiedzieć jej kilka komplementów. Rola intruza, którą dla mnie przygotowała, stwarzała nowe środowisko, w którym musiałem się odnaleźć. Bo przecież nie wycofać, choć w gruncie rzeczy wolałem już skapitulować, niż zostać obarczonym piętnem niszczyciela przedniej zabawy. Jeśli miała swojego księcia na białym koniu – choć ostatnio usilnie starała mi się wyperswadować, że wcale takiego nie potrzebuje – nie zamierzałem niszczyć jej planów swoim towarzystwem.
Wystarczyło za nas oboje, że moje przestały istnieć dwa miesiące temu.
- Ta perspektywa pewnie bardziej by cię ucieszyła. - Byłem Lisem. Powinna wiedzieć, że tanio skóry – futra? - nie sprzedam. - Więc na złość tobie, zostawię go na swojej głowie. - W zasadzie nie wiedziałem, czy jeszcze pogrywaliśmy ze sobą w bezpiecznej strefie zaczepek, czy może właśnie wkraczaliśmy na wyboistą ścieżkę prowadząca prosto na wojenny front. Postanowiłem zaryzykować. Posłać Hance chytry uśmiech i dalej grać jej na nosie, dokładnie tak jak zaplanowałem. Najwyraźniej ze skutkiem; uśmiech, który próbowała przede mną zataić nie umknął mojemu bystremu oku. Może jednak dzisiejszy dzień jeszcze dało się uratować. - Wolałbym wyglądać paskudnie niż uroczo. Nie przywykłem do takich komplementów z twojej strony. Nie napiłaś się przypadkiem morskiej wody? Ponoć można się od niej rozchorować.
Role szybko się odwróciły. W chwili, gdy moja pewność siebie wróciła na właściwe dla siebie miejsce, Hanka zdawała się zapomnieć języka w ustach. Było mnie stać na szczerość, podobnie jak na wszystkie propozycje, które jej składałem – ale czy sama rzeczywiście chciała pozbyć się mojego towarzystwa? Wchodzenie w skórę przykrego obowiązku nie było moim największym marzeniem, nawet, jeśli widząc ją puszczającą wianek zaplanowałem sobie, że to ja go wyłowię, nikt inny. Nie do końca rozumiałem, o co w zasadzie jej chodziło. Ponoć nie o mnie, więc teoretycznie powinienem dać sobie spokój, ale coś mi się to wszystko mocno nie podobało.
I w tej sytuacji mogłem zrobić tylko jedną rzecz, która zwykle wychodziła mi nienajgorzej.
- Hannah. Muszę ci coś wyznać. - Wprowadzenie suspensu było istotne. - Być może myślałaś o mnie w innych katgoriach, ale... - urwałem, podnosząc na nią wzrok – celowo budując napięcie i tym samym stwarzając sobie przestrzeń na obserwację - ja zawsze wpadam na głupie pomysły. - Byłem przyjacielem Jamiego. W zasadzie to bratem. Takim przyszywanym. Dziwne, aby doszło do tego, gdybym proponował tylko mądre rozwiązania. Te wolałem zawsze zostawiać Ulyssesowi. - Schlebia mi fakt, iż miałaś o mnie lepsze zdanie. - Starałem się rozładować napięcie i zwinnie wybrnąć z tego niewdzięcznego zażenowania. Zarówno mojego jak i Hanki, choć w tej chwili to Wright wspinała się na wyżyny własnego upokorzenia. Mimowolnie ciągnąc mnie za sobą.
Kątem oka widziałem, jak próbowała zasłonić mnie przed ciosem Joego, by następnie niezręcznie starać się to ukryć. Łypnąłem na nią podejrzliwie jednym tylko okiem, pozwalając, by pod nosem zaplątał się nonszalancki uśmiech. No dobra, Hanka. Już wiem, że mnie lubisz. Wiem też, że popsułem ci dzień, ale dzielnie to zniesiesz. Fajnie, fajnie.
- Księcia z bajki ci nie zastąpię. - Przystałem na jej propozycję, kiedy w końcu zebrała się w sobie i doszła do słusznego zresztą wniosku, że nie ucieknie przed przeznaczeniem wspólnym tańcem. - Ale przynajmniej nie jestem z bajki. - Zakończyłem cierpko, mocno ściągając Hankę na ziemię, może nawet trochę zbyt stanowczo. Nie leżało mi to, aby dać się sprowadzić do roli marnego substytutu. I nawet jeśli Wright łaskawie zgodziła się na to, bym jej towarzyszył – a może szczególnie z tego powodu – zamierzałem udowodnić jej, że to popoołudnie (wieczór?) wcale nie musiało być gorsze.
Nie w moim towarzystwie.
Moja pewność siebie czasami mnie przerażała.  
Z teatralną kpiną spojrzałem na zaoferowane ramię, węrdrując wzrokiem ku wspomnianym butom, których rzeczywiście nie miała na stopach. Co więcej, nie tylko ona.
- Ja też. - Dopiero teraz zauważyłem, że kamasze, których pozbyłem się przed swoim pościgiem za wiankiem, musiały zostać skradzione przez fale nieustannie głaszczące wybrzeże. - Ale dobrze się stało. Przynajmniej jesteśmy sobie równi. I nie będziesz miała wymówki, że bez butów nie da się tańczyć. - Byłem niemal pewien, że będzie starała się znaleźć wszelkie luki, byleby tego uniknąć. Na całe szczęście przypadek nosił w sercu lisa i postanowił wyręczyć mnie z przechytrzenia Wright. - Chodź, wybawco mojego honoru. - Godnie przyjąłem swoją rolę panny, bez pytania biorąc Hankę na ręce – tak, wiedziałem doskonale, że ani nie była delikatną arystokratką, ani też nie potrzebowała wokół siebie gentelmanów i w ogóle postąpiłem karygodnie, zachowując się przy niej jak na mężczyznę przystało (zwłaszcza, że przecież miałem być panną). Silna Hannah Wright, kobieta niezależna, samodzielna, zdolna i tak dalej. W nosie jednak miałem to, co zamierzała sobie o tym myśleć czy mówić. Musiałem ją jakoś przenieść przez te kamienie, bo naprawdę obawiałem się, że z tego tańcowania to już nic nam dziś nie wyjdzie.
A trzeba było jeszcze znaleźć wino. I miękkie podłoże.  

zt ja i Hannah, idziemy gdzieś, gdzie jest trawka lub piasek


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wybrzeże - Page 25 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Wybrzeże [odnośnik]14.06.18 22:49
Wpatrywała się w znikające w morskiej toni wianki coraz mocniej przymykając oczy. Czekanie ją nużyło - życie w ciągłym biegu nie sprzyjało spokojnej naturze. Ogniście rude włosy idealnie odzwierciedlały charakter Rii; dzień zaczynała statecznie, przez wielkie okno sypialni wpatrując się w horyzont, świat po drugiej stronie szyby. Później nabierała tempa goniąc za ludźmi oraz zadaniami do wykonania i ze statecznością Weasley nie mała wiele wspólnego. Nic dziwnego, że uśpił ją szum wody oraz coraz mocniej przerzedzający się goście Weymouth. Kwietna korona godna królowej znikała powoli z zasięgu wzroku i rudowłosa zamierzała właśnie wstać i ruszyć w drogę powrotną do domu. Żałowała jedynie, że żaden ze świetnych scenariuszów z wczorajszego wieczoru nie doszedł do skutku - nie mogła oceniać stylu w jakim panowie nurkowali po wianek ukochanej ani uśmiechać się na dźwięk śmiechu Rowan; los naprawdę płatał okrutne psikusy.
Wstając na równe nogi stanęła na zranioną stopę nieprawidłowo i z tego powodu zachwiała się nieznacznie. Pomogła sobie rękoma ustać w miejscu, a po podniesieniu głowy oraz odrzuceniu włosów na ramiona, Rhiannon zobaczyła przed sobą zaskakujący widok. Jej ciemnym oczom ukazał się najpierw barczysty brunet spektakularnie tonący w wodzie, później inny śmiałek - zaatakowany bestialsko przez mewy. Czarownica uniosła brwi ze zdziwienia; nie spodziewała się, że na festiwalu miłości pojawią się pozbawione delikatności zwierzęta. Nie to jednak było najdziwniejszym, co Rii udało się dostrzec dzisiejszego wieczora - znacznie bardziej zadziwiający okazał się pejzaż bogaty w odważnego rycerza bez białego aetonana, za to podpływającego po spleciony dłońmi rudowłosej wieniec. Weasley zamrugała ciężko, a zaskoczenie odjęło zdolności poruszania się. Dopiero po upływie kilku niezwykle krótkich sekund przetarła powieki - nie dowierzała. Mężczyzna natomiast zbliżał się do niej niestrudzenie, upewniając tym samym Harpię w przekonaniu, że nie pomylił zdobyczy z żadną inną. Lekkie rumieńce wykwitły pod piegami, dłoń samoistnie odgarnęła miedziane kosmyki za ucho, a ciało poruszyło się niespokojnie.
Kiedy czarodziej stanął tuż przed nią, Rhiannon uśmiechnęła się promiennie. Z pewną dozą nieśmiałości stwierdziła, że nieznajomy był naprawdę przystojny. Silnie zarysowana szczęka, jasne, połyskujące oczy wywołały w niej zakłopotanie. Do tego ta barczysta, umięśniona postura - nieobeznana z relacjami damsko-męskimi (nietkwiącymi silnymi korzeniami w gruncie przyjaźni) Weasley nie do końca wiedziała jak zareagować w tej sytuacji. Musiała szybko przetłumaczyć sobie, że to nic takiego - ot, czekało na nią miłe spędzenie tych kilku godzin.
- Cześć, jestem Ria Weasley - przedstawiła się od razu, wyciągając dłoń do mężczyzny. Jeśli ten zdecydował się ją pochwycić, na pewno wyczułby silny, pewny siebie uścisk - rudowłosa wyglądała dość niepozornie, ale nadal pozostawała zawodniczką Quidditcha, sport czy sprawność fizyczna była nieodłącznym elementem obrazu rudowłosej. - Świetnie sobie poradziłeś ze wzburzonymi falami, jestem pod wrażeniem - dodała z wyraźnym zadowoleniem. Gustowała w zaradnych mężczyznach; nie przyglądając się uważnie Siergiejowi nie dostrzegła obrączki na palcu. To i tak nie było problemem; najważniejsze, że nie znała profesji jaką Dolohov się parał. Tak jak Rhiannon nie dyskryminowała nikogo przez wygląd bądź ubranie, tak złu nigdy nie dawała przyzwolenia. Poczucie prawości pozostawało istotną cechą Harpii i nic nie zdołałoby zmienić tego wypracowanego podejścia do życia czy ludzi. Jak na razie Weasley odczuwała po prostu zadziwiającą lekkość, może wręcz sielankę? spowodowaną błogimi chwilami zarówno niewiedzy jak i czerpania wszystkiego co najlepsze z przyjemnej atmosfery lata oraz festiwalu. - Wedle tradycji powinniśmy spędzić ten wieczór razem. Wyznam ci jednak, że naprawdę marna ze mnie tancerka. I jeszcze kuśtykam, bo natrafiłam po drodze na niezwykle ostry kamień - zwierzyła się Rosjaninowi bez poczucia wstydu i zażenowania. Nawet śmiało pokazała rozwalony but, z którego na szczęście udało się usunąć ślady krwi. - Nie wiem kto rozrzuca takie niespodzianki po łąkach? - zaśmiała się. Zdawała sobie sprawę, że miała po prostu pecha i nikt nie zrobił jej na złość. Rii pozostało mieć już jedynie nadzieję, że mężczyzna nie zrazi się napotkanymi na drodze problemami i przynajmniej odprowadzi rudowłosą do najbliższego przystanku Błędnego Rycerza jeżeli wolał z kimś innym przetańczyć (całą?) noc.



Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Ria Macmillan
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
be brave
especially when you're scared
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 15:27
Objęta na łące droga wbrew przeczuciu nie zaprowadziła jej bezpośrednio na wybrzeże, lecz na nieuczęszczaną polanę, pełną fioletowego bzu i konwalii. Bez namysłu sięgnęła doń, zrywając kilka pięknych gałązek a potem usiadła pod drzewem, przechodząc do splatania kwiatów. Nie zauważyła z początku, że na jej kolana spadło kilka drogocennych odłamków, te zauważając dopiero po chwili, kiedy urozmaicała fioletowy wianek drobnymi, białymi konwaliami.
Upleciony wianek w dziwny sposób zasmucał Francuzkę, chociaż nie umiała odnaleźć przyczyny tegoż zaskakującego smutku, gdy sama prowizoryczna czynność zbierania roślin sprawiała jej przyjemność; po dłuższej chwili wpatrywania się w kwiaty, zaciągania się ich odurzającym, słodkim zapachem, podniosła się z ziemi, kierując w stronę brzegu. Również i tu całe towarzystwo skrzętnie ominęła odległą ścieżką prowadzoną pomiędzy krzakami. Widziała przecież, że każda z bliskich jej osób była zajęta a ona zresztą nie miała zbyt rozmownego humoru i chęci do uśmiechania się na widok czyjegoś szczęścia. Dostrzegła oddalającą się wraz z partnerem Druellę, wyłapała spojrzenie Odette, zastanawiając się, czy już zdołała zakląć ją po raz kolejny w myślach za to, że nie znalazła się na tej plaży pierwsza, skoro wisi nad nią klątwa staropanieństwa, czy chociaż tym razem oszczędziła sobie zmartwień wypatrując w oddali Marcela zdobywającego jej wianek. Uśmiechnęła się nawet pobłażliwie, gdy zaledwie po chwili odpowiedziała sobie na zadane w myślach pytanie – jej siostra stanem cywilnym przejmowała się zdecydowanie bardziej, niż sama Solene. Liliany nie dostrzegła wcale, co wyraźnie ją zmartwiło; serdecznej przyjaciółki nie spotkała jeszcze tutaj ani razu.
Jasnowłosa zrzuciła pantofelki na piasku, dalej podążając boso a gdy weszła do zimnej wody zdecydowanie głębiej, niż inne kobiety, obróciła swój twór w delikatnych dłoniach. Wnet przypomniała sobie opowieści matki o leśnych, pięknych istotach, o tradycji, w której ten chłopiec, szczęśliwiec zdobywający wianek, miał okazać się tym jedynym na zawsze – bądź przynajmniej przez jeden wieczór miał nie zwracać uwagi na inną kobietę, poświęcając się w pełni swojej wybrance. Uśmiechnęła się szerzej; z wiekiem przestała wierzyć w podobne opowieści, jak i w przesądy o złączeniu dwóch dusz poprzez splecione ciasno kwiaty, ani nawet w to, że zebrani wokół panowie potrafili tańczyć tak, jakby zapomnieli o otaczającym ich świecie, gdy świat łypał na nich w napięciu, oczekując najmniejszego błędu godnego dalszych plotek. Nie była nawet pewna, czy chce, żeby ktokolwiek jej dzisiaj towarzyszył, ale zauważyła, że w ostatnim czasie coraz częściej robiła na przekór swoim chęciom; w końcu na festiwalu miała nie pojawić się w ogóle, uciekając po ukończeniu konkurencji, którą otwierała a jednak stała teraz zwrócona tyłem do zebranych wokół osób. Kiedy woda moczyła dół fiołkowej, zwiewnej sukni, zdążyła kilkukrotnie zastanowić się, po co to właściwie robi, jeśli nie wierzy w tak piękną tradycję, choć musiała podtrzymać przekonania z przemowy sprzed trzech dni. Nie wiedziała: mimo to już po chwili rzuciła kwiaty do wody, przez moment obserwując jak unoszą się na falującej wodzie.
Odetchnęła z ulgą z wypełnienia swojego obowiązku, wyszła z wody i chwytając pantofelki do ręki, ruszyła do wyjścia z plaży. Nie odwracała się za siebie, sprawiając wrażenie bycia ponad to i innych; jakby istniała tylko ona i ścieżka, którą szła, a porozumiewawcze spojrzenie, które rzuciła siostrze mogła zauważyć tylko młodsza Baudelaire.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wybrzeże - Page 25 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 16:21
Długo zastanawiał się, czy powinien zawitać na Festiwalu Lata właśnie dzisiaj. Tradycja puszczania wianków kojarzyła mu się raczej z kawalerskimi latami, kiedy to heroicznie rzucał się w morską toń, by wyłowić splot kwiatów należących do najpiękniejszej z panien. Najpiękniejszą z panien była oczywiście Heather, nie znalazł śmiałka, który ośmieliłby się kwestionować owe stwierdzenie. Tak więc konsekwentnie, rok po roku zanurzał się niemal cały, by później wrócić do swej pani po odbiór zasłużonej nagrodny. Wraz z jej śmiercią zaprzestał jednak przychodzić na letnie uroczystości, wymigując się natłokiem spraw i obowiązków. Swą obecnością zaszczycał jedynie na meczu Quidditcha, obok którego siłą rzeczy, nie mógł przejść obojętnie. Tak powinno być i w tym roku, powinien zjawić się na Festiwalu dopiero na jego zakończeniu, nie dziś. Co więc się zmieniło? Chciałoby się powiedzieć, że niemal wszystko, choć odpowiedź ta byłaby zbyt ogólna i wymijająca. Zmienił się świat w którym żyli, a każdy dzień równie dobrze mógł być ostatnim. Zmienił się też Ayden, który znacznie częściej i chętniej wychodził do ludzi, zauważając i czując tym samym więcej. Niektórzy mogliby pomyśleć, że złym pomysłem jest organizowanie podobnych zabaw, kiedy świat pogrąża się w chaosie, ale to nieprawda. Zadaniem arystokraty ludzie (on również) potrzebowali właśnie takich płomyków nadziei. Potrzebowali radości, uczucia beztroski... Zwłaszcza w czasach, w których brakowało tego przysłowiowego światła.
Z sentymentem więc spoglądał na bawiących się przy wodzie ludzi, w pamięci odtwarzając wspomnienia lat minionych - w takich chwilach jego serce znów rwało się w stronę niemożliwego, lecz wbrew podejrzeń usta nie wyginały się w grymasie. Tęczówki pozostawały w kolorze bezchmurnego, letniego nieba, podobnie co twarz mężczyzny, kiedy rejestrował poszczególne sytuacje. Zatrzymał swe kroki dopiero, kiedy jego wzrok padł na znajomą mu sylwetkę, owianą fioletową kreacją zapewne własnego projektu. Towarzyszące mu zdumienie, popchnęło go w kierunku Solange, która coraz głębiej zanurzała się w morskiej toni. Czyżby ta, która nie wierzyła w miłość, jednak się nawróciła? Usta Aydena wygięły się w nieco łobuzerskim uśmiechu, a marynarka trzymana na prawym barku, niemal natychmiast znalazła się na piasku - podobnie również i buty, których pozbawił się dużo wcześniej, by swobodnie spacerować po plaży. Bez większego zastanowienia zanurzył się w zimnej wodzie, swe kroki kierując w stronę wianka Solene. Skupiony na wyławianiu kwiatów nie zdawał sobie sprawy z tego, że cała sytuacja przypominała tę sprzed kilku lat. Znów zachowywał się jak dawny on, zmieniła się jedynie osoba, czekająca na brzegu.

+


People hope to touch the sky,
I dream of kissing it.

Ayden Macmillan
Zawód : Młodszy trener Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
There's always a glimmer in those who have been through the dark.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 TxUdpQz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5933-ayden-macmillan-budowa#140515 https://www.morsmordre.net/t6049-elips#144453 https://www.morsmordre.net/t6053-fly-with-me#144464 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6052-skrytka-bankowa-nr-1489#144459 https://www.morsmordre.net/t6050-ayden-macmillan#144455
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 16:21
The member 'Ayden Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 25 VI6p9Ka
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 17:33
Bycie ponad to zweryfikowało się zaledwie kilka metrów dalej, gdy usłyszała zdenerwowane szepty a gniewne spojrzenie wprost wypalało jej dziurę na plecach. Nie musiała się odwracać, by uznać, że zna ten wzrok; zazdrosny, pełen nienawiści i chęci skoczenia jej do tętnicy, kiedy zapewne coś nie poszło po myśli panny zaklinającej ją teraz w każdy możliwy sposób, chociaż Francuzka nie była niczemu winna - tylko jej geny.
Odwróciwszy się, zerknęła pierw na dziewczynę, spłoszoną widocznie swoim brakiem dyskrecji, a dopiero potem zorientowała się o co chodzi. Zryw Aydena nie zaskoczył jej tak jak to, że brnął przez fale niemal ramię w ramię z innym mężczyzną, widać miłością stojącej nieopodal ciemnowłosej. I chociaż chciała stąd uciec jak najszybciej, by nie być świadkiem całego zdarzenia i wrócić prosto do domu fundując zebranym wokół czarodziejską wersję uciekającej księżniczki, tak nagłe wywrócenie się rywala prosto w falę wbiło ją w ziemię. Oczywiście nie sądziła, że Macmillan był zdolny do podobnych czynów, jak podstawianie nóg, rzucanie zaklęć, czy zwykłe popychanie, zrzucając to na karb nierównego podłoża, jednak widok wyłowionego przezeń wianka przywołał na jej bladoróżowe wargi lekki, mimowolny uśmiech zadowolenia. Bez pośpiechu – i wyrzutów sumienia, że zaprzepaściła biednej dziewczynie okazję do tańca z wypatrzonym przez siebie wybrankiem, który siłą rzeczy złapał tamten wianek – ruszyła w stronę brzegu a tam początkowo poniosła z ziemi marynarkę. Rzucenie jej w piach, ten niecny występek, wymagał reprymendy, wszak nie po to się starała i ściągała materiał spoza Anglii, żeby teraz zastanawiać się, czy przypadkiem w żadnym miejscu się nie zaciągnął, kiedy nie miała nawet możliwości naprawy. Złożywszy odzież, przełożyła ją przez przedramię a potem wyszła naprzeciw Aydenowi, który z niezwykle uradowaną miną i wiankiem na głowie zmierzał ku niej. Powodu tego entuzjazmu również nie była w stanie zinterpretować: czy nie odczuwał zimna i nieprzyjemnego przyklejania się ubrania do ciała? Czy pijany szaleństwem zdążył zapomnieć co oznacza wyłowienie kwiatów z wody? Była jednak zadowolona, że wciąż tkwił w nim mężczyzna, którego poznała i polubiła bardziej od stonowanej, poważnej wersji.
Powinien zatonąć, takie było jego przeznaczenie. – Nie zamierzała skakać z radości, rumienić się i kłaniać w pas, podchodząc do całej sytuacji z lekkim dystansem, jednocześnie oddając marynarkę mężczyźnie i odpuszczając sobie pouczanie go.
Jesteś cały przemoczony – stwierdziła więc, nie pozwalając mu dojść do słowa – chodź, powinieneś się ogrzać. Nie potrzebujesz choroby przed meczem. – Splotła palce ich dłoni w ciasnym uścisku, dopiero teraz konfrontując swojego spojrzenie z jego wzrokiem.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Wybrzeże - Page 25 274c01e0cf54568df315ddc1a8c04a91
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 19:27
Brnął żwawo przed siebie, za nic mając opór i temperaturę wody, która choć sierpniowa, daleka była od wyobrażeń letnich kąpieli. Miał jednak cel. Nie jakiś tam byle jaki i podrzędy, bo sam wianek panny Baudelaire. Oczyma wyobraźni już chwytał w swe dłonie, kiedy nagle, kątem oka zauważył, że kto inny również zmierza w jego kierunku. W kierunku kwiatów, które wyłowić mógł tylko on i nikt inny. Nie mógł przecież pozwolić, żeby jakiś obcy położył swoje brudne łapska na tym pięknym tworze. Kto wie co by z nim zrobił? I co zrobiłby z Solene? Tak krótka kalkulacja pozwoliła mu rzucić się przed siebie z całej siły, w międzyczasie odpychając nieproszonego konkurenta na tyle mocno, by przykryła go nadchodząca fala. Kiedy w końcu już dobył upragnionego skarbu, odwrócił się w kierunku Solene, by z szerokim uśmiechem na twarzy oznajmić jej, że OFICJALNIE to ON złapał jej wianek - zupełnie tak, jakby z całego zajścia nie zrobiło się już wystarczające przedstawienie. Brodząc po pas w morzu, powoli ruszył w kierunku brzegu, by zgodnie z tradycją nałożyć splecione kwiaty na głowę kobiety, do której należały. Droga zajmowała może parę jardów, miał więc czas przyjrzeć się bliżej trzymanej w dłoni wiązance. Bez trudu rozpoznał w nich dziką różę, niezapominajki, konwalie i bez, którego zapach unosił się w powietrzu pomimo częściowego zamoczenia w wodzie. Nagle jednak niebieskie tęczówki napotkały na coś innego, równie pięknego i przykuwającego spojrzenie. Kiedy mężczyzna schylił się, by pochwycić owo cudo w dłoń, zorientował się, że to odłamki spadającej gwiazdy, które szybkim ruchem wsunął do kieszeni spodni.
- Na szczęście byłem w pobliżu - odpowiedział jej, ponownie wyginając usta w łobuzerskim uśmiechu. Trzeba było przyznać, że dzień ten był pełen niespodzianek, a sam arystokrata w ciągu sekundy zdołał pozbyć się melancholijnego nastroju. - Zgodnie z tradycją, za to poświęcenie, winna panna spędzić ze mną resztę tej jakże uroczej nocy - wypowiedział nieco teatralnie, skłaniając jej się w pas - za kapelusz posłużył mu wianek, który po zakończeniu ukłonu, ponownie wylądował na jego głowie. Postanowił przekazać go Solene dopiero jak trochę obeschnie, nie chciał niszczyć ani jej sukni, ani ułożonej fryzury. Obciekał więc niemal cały wodą, a materiał koszuli nieprzyzwoicie oblepiał jego ciało; sprawa ze spodniami miała się podobnie. Nie przeszkadzał mu ten fakt jednak niemal w ogóle, choć wzdrygnął się kilkukrotnie wraz z mocniejszymi powiewami wiatru. Nie pamiętał kiedy ostatnio czerpał tyle radości z tak prozaicznej rzeczy; jeszcze kilka minut temu nie przepuszczał również, że weźmie udział w całej zabawie. Spoglądał na nią jeszcze chwilę, w ciszy przyjmując już jedyną suchą rzecz jaka mu pozostała. Dopiero teraz zorientował się, że już kiedyś czuł się podobnie. Ignorując ucisk na żołądku, schylił się również po buty leżące nieopodal, po czym splatając swoje palce z palcami blondynki ruszył ku wyjściu z plaży.


People hope to touch the sky,
I dream of kissing it.

Ayden Macmillan
Zawód : Młodszy trener Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
There's always a glimmer in those who have been through the dark.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 TxUdpQz
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5933-ayden-macmillan-budowa#140515 https://www.morsmordre.net/t6049-elips#144453 https://www.morsmordre.net/t6053-fly-with-me#144464 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6052-skrytka-bankowa-nr-1489#144459 https://www.morsmordre.net/t6050-ayden-macmillan#144455
Re: Wybrzeże [odnośnik]15.06.18 20:08
Przez dłuższy moment w milczeniu śledziła swój wianek spojrzeniem, obserwując, jak morskie fale ciągną go coraz dalej i dalej od brzegu, chociaż jasne płatki zawilców niezwykle łatwo było zgubić wśród panującego na wybrzeżu zamieszania. Nie spodziewała się, by ktokolwiek poza nią miał zwrócić na niego uwagę – ten, który mógłby to zrobić, znajdował się już daleko poza jej zasięgiem, najprawdopodobniej w miejscu, którego nie potrafiła sobie wyobrazić – ale i tak nie planowała spędzić wieczoru na radosnych tańcach przy ognisku. Chciała jedynie porozmawiać z Eileen, być może razem z nią zaczekać na Herewarda, przywitać się z migającymi w tłumie przyjaciółmi i wrócić do mieszkania – spokojnej oazy, która stała się ostatnio również i jej kryjówką, odciętą od świata zewnętrznego i jeszcze zachowującą resztki poczucia bezpieczeństwa.
Jej myśli znajdowały się właśnie tam, na stałe zaplątane wśród przyziemnych planów na najbliższą przyszłość, i najprawdopodobniej dlatego nie od razu zauważyła, że w kierunku kołyszącej się na wodzie wiązanki, splecionej jej własnymi dłońmi, zmierzał nie jeden, lecz dwóch czarodziejów; do rzeczywistości przywrócił ją dopiero donośny plusk, za którym podążył roznoszący się wzdłuż brzegu chichot – trójka młodych, wyplatających wianki dziewcząt, zakrywała dłońmi usta i wyraźnie wskazywała na coś szczupłymi palcami, nawet nie próbując zachować dyskrecji. Margaux się nie śmiała, ale wstała, by lepiej widzieć, bo wydało jej się, że wśród wzburzonej wody mignęły jej charakterystyczne, rude włosy Brénainna. Drugiego z mężczyzn nie znała, ale nie miała czasu, żeby lepiej mu się przyjrzeć, bo w następnej sekundzie przysłoniło go stadko przelatujących mew – dlaczego upatrzyły go sobie na cel, nie miała pojęcia – a świecące jej prosto w twarz słońce sprawiło, że z oczu zniknął jej zarówno jej wianek, jak i rozgrywająca się wokół niego scenka.
Podeszła bliżej bezwiednie, zatrzymując się dopiero, gdy czubki butów liznęły wypychane na brzeg fale, mocząc również dół jasnej, plączącej się wokół jej łydek sukienki; chciała sprawdzić, czy Brénainnowi nic się nie stało – widziała jego upadek do wody, a chociaż na pewno potrafił pływać, to płytko pod powierzchnią mogły i tak czaić się ostre kamienie – jednak coś, wspomnienia, których nienawidziła, zatrzymały ją w miejscu, powstrzymując przed zanurzeniem choćby kostek. Kiedyś morskie odmęty kojarzyły jej się z domem i ojcem, który wracał z długich połowów; dzisiaj były jedynie symbolem nieznanego, echem koszmarów, przykrytych złudną, srebrzącą się w słonecznych promieniach warstwą.
Zaczekała, aż w polu jej widzenia na nowo pojawi się twarz Brénainna, zanim pozwoliła sobie na uśmiech – szczery, ciepły, lekko zdezorientowany, zanieczyszczony ledwie wyczuwalnym smutkiem niewiadomego pochodzenia. – W porządku? – zapytała, przyglądając się przemoczonym ubraniom, choć być może tak naprawdę nie pytała wcale o wodę ani ewentualne otarcia od przebiegłych, morskich skał. Od czasu pożaru w Ministerstwie nie rozmawiała o Garretcie ani z nim, ani z Nealą, nie wiedząc, co właściwie mogłaby powiedzieć, albo po prostu nie mając odwagi by ubrać w słowa to, co powiedzieć potrzebowała. Nie miała jej też teraz, ale Bren stał tuż przed nią, mozaika blizn i wspomnień, odbijających się na tle roześmianych czarodziejów i czarownic niemal tak surrealistycznie, jak ona sama się pośród nich czuła. – Nie mam pojęcia, o czyj wianek postanowiłeś tak bohatersko zawalczyć, ale muszę cię rozczarować – uniosła wyżej jasne brwi, obejmując się ramionami i nimi wzruszając – bo dostał ci się mój.  


sorrow weighs my shoulders down
and trouble haunts my mind
but I know the present will not last

and tomorrow will be kinder


Margaux Vance
Zawód : starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

all those layers
of silence
upon silence

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4449-skrytka-bankowa-nr-479#95033 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.06.18 1:13
Lady Carrow szybko pożałowała swojej decyzji o zagłębianiu się w las za pięknymi roślinami, gdy okazywało się, że im dalej szła, tym kwiatów było mniej, w dodatku zdecydowanie niezbyt urodziwych. Nie rozumiała jak to było możliwe, ale nie załamywała się: potrafiła przecież tworzyć piękne bukiety, więc splecenie wianka i nadanie mu pozornej urody nie stanowiło dlań raczej problemu.
Pochłonięta myślami nad takim stanem rzeczy nie spostrzegła wystającego z ziemi konaru, równie szybko zahaczając o niego delikatnym pantofelkiem i wywracając się, na szczęście, na trawę. Przyzwyczajona jednak do podobnych wydarzeń, wszak już nie raz upadała na twardą ziemię, pozbierała się, poprawiła czerwoną sukienkę i ruszyła dalej, zaledwie kilka metrów dalej natrafiając na polanę pełną roślin. Zachwycona jęła się zbierania konwalii i niezapominajek, dopóki jej uwaga nie została odwrócona poprzez ciche parsknięcie nieopodal.
Nie była zazwyczaj niemiła, lecz prawie od razu wyobraziła sobie jak wiele z miniętych wcześniej dziewcząt ucieka z piskiem przed niebezpieczeństwem, które nie dość, że było małe, to w dodatku piękne i niegroźne. Nie ruszyła się z miejsca; wiedziała przecież jak obchodzić się ze zwierzętami i co zrobić, by ich nie spłoszyć i pokazać, że nic im nie grozi, ten krótki moment wykorzystując na przyjrzenie się jednorożcowi. Nie wiedziała co tu robił: czy przypadkiem nieopodal nie znajdowały się zagrody, które powinny być odpowiednio zabezpieczone do okazji? W końcu festiwal był okazją nie tylko do zabawy, ale i do ewentualnych łowów ingrediencji, gdy wszyscy zajęci byli sobą, niż fauną i florą. Zaś to magiczne stworzenie, widocznie pozbawione instynktu, wywołało w niej dziwne poczucie irytacji. W końcu kochała zwierzęta, nie mogła więc przyjąć myśli, że coś mogłoby mu się stać.
Nie powinieneś się tak zbliżać do nieznajomych. – Wierząc od dziecka w to, że każda istota rozumiała co się do niej mówi, wysunęła ostrożnie dłoń i bez problemu pogłaskała zwierzę po lśniącej grzywie. Nie zamierzała jednak chwalić się komukolwiek tym spotkaniem, zachowując wspomnienie przytulającego się jednorożca tylko dla siebie.
Po dłuższej chwili podniosła się z kolan i ostrożnie odgoniwszy zwierzę, upewniła się, że zniknęło w lesie. Zaraz po nim zniknęła ona, powracając na łąkę z pokaźną ilością roślin, które szybko splotła w mocny, piękny wianek. Jednak puszczenie go w wodę okazało się dlań zdecydowanie trudniejsze, niż ostatnim razem. Dostrzegłszy nieopodal Lupusa z siostrą, kuzynki i matkę, wbijającą w nią wyczekująco spojrzenie, zaczęła zastanawiać się nad tym, kto wyłowi jej kwiaty, skoro dotychczas było to zaledwie dwóch mężczyzn.
Podeszła do brzegu i zaraz po podwinięciu sukni, postąpiła kilka metrów w przód. Nie przeszkadzał jej chłód wody, zaskakujący jak na sierpniowe standardy, ani niespokojne fale, w których pokładała nadzieję o zatopieniu kwiatów. Wreszcie położyła wianek na jednej z nich, czekając aż prąd wciągnie go wgłąb morza, a potem zawróciła do brzegu. W pierwszej chwili nie dostrzegła swojego wybranka, kiedy jednak się to stało, poczuła wewnętrzną panikę i chęć ucieczki, gdy intuicja podpowiedziała jej, że ten dzień może nie skończyć się tak spokojnie, jak tego chciała. Włos z grzywy dostrzegła wkrótce później.


FreedomThere is more than one kind of freedom. Freedom to and freedom from.
Don't underrate it.


Aurelia Carrow
Zawód : opiekunka aetonanów
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
It is part of her beauty, this quality of being not quite there, dreamlike.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5614-aurelia-carrow https://www.morsmordre.net/t5754-blawatek#135744 https://www.morsmordre.net/t5753-arielka#135741 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t5755-skrytka-bankowa-nr-1386#135745 https://www.morsmordre.net/t5756-aurelia-carrow
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.06.18 1:41
4 VIII

Już od początku Festiwalu Lata, tuż po jego inauguracji, najdroższa matka nie omieszkała przypomnieć mu, że czeka go obowiązek, o jakim zapomnieć w żadnym wypadku nie może. Wspomniała nawet o kultywowaniu tej jednej tradycji przez długie lata, bo właśnie tak wypadano czynić nie tylko narzeczonym, ale również młodym małżeństwom. Na wszelkie sposoby kobiecy głos przypominał mu o jego powinności – wiele razy za pomocą słodkich sugestii oraz przynajmniej dwa razy otwarcie wyraźnym komentarzem, w którym pobrzmiewał stanowczy nakaz. Gdy jednak nadszedł ten dzień, jakże wyczekiwany przez zacną lady Black, tylko żądaniami już był raczony, a raczej jednym bardzo konkretnym. Może to właśnie przez to instynktownie kierował swoje kroki w stronę wybrzeża.
Kiedy już znalazł się na miejscu swego przeznaczenia, a przynajmniej o czymś podobnym napomknęła podczas jednej z rozmów rodzicielka, natychmiast odnalazł mocno roztargnionym spojrzeniem tę jedną kobiecą sylwetkę, której wypatrywał. I wcale nie czynił tego z przymusu, przeciwnie, to był odruch, w żaden sposób nieprzemyślany, całkowicie dobrowolny oraz pełen dziwnych uczuć, o jakie się nie podejrzewał. Spoglądał krótką chwilę na Aurelię, potem spojrzał dalej, za nią, na odpływający wianek, jaki splotły jej smukłe dłonie. Chciał, żeby fale całkowicie się zatrzymały, nie niosły kwiecistej plecionki dalej. Żałował też, że właścicielka dzieła nie zaczekała kilku sekund dłużej na jego osobę. Ale przede wszystkim nie myślał o wszelkich rozterkach, z jakimi mierzył się w lipcu.
Dostrzegł cień strachu na jej twarzy, ale nie miał czasu analizować tego wyrazu, doszukiwać się przyczyn w jej zachowaniu. Musiał działać, to był wewnętrzny przymus. Szybkim, niespokojnym krokiem, ponaglając swoje ruchy, skierował się w stronę wody, wychodząc naprzeciw falom, aby wreszcie w nie wejść. Zrobił to w pełni ubrany, nawet nie pomyślał o zdjęciu marynarki. Udało mu się nie wzdrygnąć pod wpływem chłodu wody, który potęgowała atakująca morska bryza. Nieustępliwie kierował się ku temu jednemu wiankowi, nie tracąc go nawet na jedną ulotną chwilę z oczu. Chciał uchwycić wianek Aureli, najlepiej jak najszybciej, udowodnić wszystkim, że może tego dokonać, że tego chce.

+
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.06.18 1:43
The member 'Alphard Black' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 25 XLsEws6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 25 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 25 z 47 Previous  1 ... 14 ... 24, 25, 26 ... 36 ... 47  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach