Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]08.11.15 13:03
First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 33 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]03.08.18 17:41
Ludzie lubią gadać – oznajmił ściszonym głosem, jakby objaśniał rozmówczyni jedną z najstraszliwszych prawd o świecie. – Nowy nauczyciel zawsze będzie tematem plotek. Właściwie nie przestaje nim być nigdy, choć może przestać być nowy – dodał po chwili tonem znawcy, wszak zdążył już poznać naturę ludzką przez te wszystkie lata. – Rzeczywiście co roku na festiwalu tworzony jest punkt obserwacyjny, ale nie jestem pewien czy zawsze na początku sierpnia jest dobra okazja do ujrzenia deszczu spadających gwiazd – odpowiedział zgodnie ze swoimi przemyśleniami. Niezbyt w młodości interesował się astronomią, nie mógł być pewien swoich przypuszczeń. Przeszedł szybko do kwestii, których był zdecydowanie bardziej pewien.
To spaczenie zawodowe – wyrzucił z siebie całkiem swobodnie, nie wstydząc się tego, że zawód, na który się zdecydował, zdefiniował całe jego życie. Już jako dziecko marzył o zostaniu aurorem i dopiął swego. Z wiekiem coraz poważniej podchodził do swego postanowienia, świadomie stawiając kroki do jego urzeczywistnienia, choć dziecięce mrzonki zatarł czas. Dawne marzenie stało się misją, dla której poświecił wszystko. Nawet teraz naraził się na śmieszność tylko po to, aby móc wydobyć informację z osoby prawdopodobnie spokrewnionej z agresorem, który ośmielił się zagrozić jego córce podczas próby ustabilizowania anomalii. Takie działanie w jego mniemaniu było w pełni uzasadnione, nikogo przecież w ten sposób nie krzywdził. Chwilę przecież odczekał zanim sięgnął po wianek. Żałosne usprawiedliwienie, ale przynajmniej jakieś miał. Nie skomentował wzmianki o efektywności poszukiwań, wiedział przecież, że działania ministerialnych służb bywają opieszałe. Właśnie dlatego wielu porządnych czarodziejów zdecydowało działać w inny sposób. Konieczność nie zna prawa. Zrzeszenie osób pragnących zmian na lepsze nie mogło być błędem, nawet jeśli wciąż pozostawało czynem nielegalnym. – Staram się pamiętać o wszystkim, aby nigdy nie pominąć żadnego szczegółu. Pozornie nieznaczące informacje często dają odpowiedzi na istotne pytania.
Pewnym krokiem stąpał przy boku Jocelyn, od razu orientując się, że rzeczywiście zmierzają w stronę jarmarku, jak wcześniej zasugerował. Spojrzenia z mniejszym natężeniem zatrzymywały się na nich, bo przy brzegu obserwować można było inne pary, które o wiele wylewniej okazywały sobie uczucia. Młodzi kawalerowie byli zdecydowanie zacniejszym widokiem niż nieuśmiechający się ani razu stary auror. Kontynuowali rozmowę, a przynajmniej Rineheart kontynuował, chcąc umiejętnie nią pokierować na interesujące go zagadnienia.
A był jeszcze inny zaginiony Vane? Wiedziałem tylko o jednym zaginięciu osoby z tym nazwiskiem, ale to było dość dawno – zmarszczył brwi z konsternacją, próbując wysilić umysł w poszukiwaniu tej informacji, jednak żadne wspomnienie nie wysuwało się na pierwszy plan. O zgłoszeniu zaginięciu Thomasa Vane’a dowiedział się, gdy zaczął szukać informacji na jego temat. Choć ogromna część dokumentacji spłonęła, to jednak udało mu się znaleźć niepełne akta i porozmawiać z osobami prowadzącymi niegdyś tę sprawę. – Czy jego powrót został już zgłoszony? W Ministerstwie wciąż panuje spore zamieszanie po ataku, jednak zawsze lepiej taką sprawę załatwić do końca – spojrzał z uwagą na pannę Vane, czekając na jej odpowiedź. Twarz rozmówczyni nie wyrażała zbyt wiele, Kieran był w stanie dostrzec pewien żal i smutek skryty pod uprzejmą maską zachowawczości. Powinien teraz powiedzieć coś nieco bardziej przyjaznego. – Nie chciałem poruszyć przykrego dla pani tematu. Najważniejsze, że brat odnalazł się cały i zdrów, a przynajmniej taką mam nadzieję.
Był w stanie zrozumieć to, jak bardzo zniknięcie brata mogło wpłynąć na Jocelyn. Dla niej jego odnalezienie wiązać się musiało z ogromnym szczęściem, jeśli pozostawała nieświadoma powodów jego powrotu. Gdyby je znała, z pewnością zachowywałaby się inaczej, przede wszystkim o wiele bardziej nieufnie podeszłaby do zadającego pytania aurora. Tymczasem w głębi duszy odczuwała ulgę, że Thomas się odnalazł. Czy powrót syna przyniósłby ulgę również jemu, ojcu, który przed laty zgodził się na to, aby ten opuścił rodzinny dom w gniewie? Nigdy go nie szukał, nie zgłosił nigdzie jego zaginięcia. Vincent przepadł i był z tym właściwie pogodzony, czasem jednak, kiedy nocami zaczynał rozmyślać o życiu i przeszłości dziwne ukucie w okolicach sercach dawało o sobie znać.
Brała pani udział w innych festiwalowych zabawach? Pierwszego dnia wiele panien zbierało maliny.
Kolejny mocno neutralny temat pasujący do luźnej pogawędki.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Wybrzeże [odnośnik]03.08.18 23:42
Josie co roku starała się być na festiwalu, choć dopiero od dwóch lat mogła uczestniczyć w atrakcjach. Niestety w tym roku nie skorzystała z tego, być może przez wciąż odczuwalne echa wspomnień wydarzeń z wyspy. Nie poszła szukać malin, w alchemii była beznadziejna, wiklinowy mag był tylko dla mężczyzn, więc dopiero wianki miały szansę ją przyciągnąć i możliwe, że na tym się zakończy, bo nie potrafiła jeździć konno, a quidditch nie uchodził dobrze wychowanej pannie i jawił się jako zajęcie typowo męskie. Pomijając oczywisty fakt, że latała kiepsko i nikt przy zdrowych zmysłach nie wziąłby jej do drużyny. Nawet w latach szkolnych wolała się uczyć niż oglądać mecze między domami.
- Opuściłam Hogwart dopiero dwa lata temu, ale muszę się z tym zgodzić – powiedziała, mając w pamięci, że za jej czasów nauki miało miejsce coś znacznie poważniejszego niż tylko pojawienie się nowego nauczyciela – nastanie czasów Grindelwalda, który zupełnie zmienił dotychczasowy porządek i nie sposób było tej zmiany przegapić, nawet kiedy się było zachowawczą Krukonką spędzającą całe dnie z nosem w książkach. – I pewnie nie co roku trafia się bezchmurne niebo – zauważyła jeszcze, w końcu żyli w Anglii, a tutaj chmury i deszcze były czymś powszechnym.
Nie raz spotykała się z ludźmi, których główną treścią życia była praca. W Mungu też takich nie brakowało, a może to kwestia tego, że z uzdrowicielami rzadko zbaczało się na inne tematy. Różnica wieku i pozycji nie pozwalała na zbyt duży luz i poufałość, na te mogła sobie pozwolić tylko przy innych stażystach w podobnym do niej wieku. Słyszała też, że aurorzy z dłuższym stażem często bzikowali pod wpływem swoich doświadczeń i że niewielu z nich było całkowicie normalnych.
- Rozumiem. Pańska praca zapewne zmusza do zwracania uwagi na rzeczy, które inni pomijają – odezwała się. Może nie powinna się dziwić, że auror patrzył na nazwisko Vane także przez pryzmat jakichś spraw, z którymi mógł mieć styczność. Sama też musiała mieć bardzo pojemną pamięć, żeby pochłonąć wiedzę z tak obszernej dziedziny, jak anatomia.
Ale potem rozmowa niespodziewanie zboczyła na Toma. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że mężczyzna celowo manipulował rozmową, żeby dowiedzieć się czegoś o jej bracie, więc póki co nie snuła podejrzeń. Nie była aurorem, więc szukanie spisków i wszechobecna paranoja były jej obce.
- Nie wiem, jak w jakiejś dalekiej rodzinie, z którą nie utrzymuję kontaktu, ale w bliższej to był tylko mój brat, który zniknął ponad rok temu – rzekła; słabo znała jakąś daleką rodzinę, bardziej interesowała ją ta bliższa a nie pamiętała, by zniknął ktoś z jej kuzynów lub wujostwa. Tylko Tom. To on przepadł na długi rok. Matka w ogóle nie była zainteresowana zgłaszaniem zniknięcia syna, to ojciec w końcu to zrobił pod naporem namów córek. – Ale nie wiem, czy stawił się w ministerstwie. Jest dorosły i żyje swoim życiem. Widząc go po raz pierwszy od roku nawet nie myślałam o ministerstwie, aurorach ani sprawie. – Auror służbista mógł tego nie rozumieć, ale takie były fakty. Ostatnim o czym myślała Jocelyn były formalności, liczyło się tylko to, że jej brat żyje. Tom ujawnił się tylko siostrom, nie odwiedził rodziców, nie pozwolił Josie powiedzieć nawet ojcu. Nie pobiegła też do ministerstwa by zgłosić jego znalezienie, bo dwa dni po jego odwiedzinach spłonęło i zapanował chaos. Ale był dorosły, sam stanowił o sobie i na pewno doskonale potrafił załatwiać swoje sprawy, bo zawsze był bardzo niezależny. Może też nie powinna rozmawiać o tym z obcym aurorem, ale nie wiedziała, że Tom mógł mieć cokolwiek na sumieniu, bo gdyby wiedziała, byłaby dużo ostrożniejsza i na pewno szybko zdradziłaby się zmianą zachowania. Thomas był bardzo dziwny podczas tych spotkań, a także skryty, nie powiedział jej, gdzie był przez cały ten czas ani dokąd zamierzał się udać później. Teraz mógł być dosłownie wszędzie, nawet za granicą. – Cóż, dla mnie najważniejsze jest to, że żyje. To jedna z najgorszych rzeczy: przez rok trwać w niepewności co do losów członka rodziny. – Ale wiedziała już, że Tom najprawdopodobniej uciekł sam. Wybrał własne egoistyczne szczęście i ucieczkę od problemów, ale czy mogła go za to winić, skoro nie mógł liczyć na niczyje wsparcie? Może to, co się z nim stało, było winą całej ich rodziny? Czasem dręczyły ją wyrzuty sumienia. Może zasłużyła sobie na ten chłód i oziębłość w ich relacjach, na to, że wcale nie chciał wracać do takiej rodziny i wolał się tułać nie wiadomo gdzie.
Mimo wszystko ulżyło jej, gdy mężczyzna zmienił temat.
- Niestety nie byłam na malinach, a alchemiczką jestem fatalną, więc dopiero dziś wzięłam udział w festiwalu i zrobiłam swój wianek – powiedziała, spoglądając na wciąż mokrą kwiecistą plecionkę, którą niosła w dłoni zamiast na głowie. – A pan? – zapytała, choć podejrzewała, że z całą pewnością nie szukał malin, nie widziała go też mieszającego w kociołku.



Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Jocelyn Vane
Zawód : Stażystka uzdrowicielstwa
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
,,,
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4747-skrytka-bankowa-nr-1200 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Re: Wybrzeże [odnośnik]04.08.18 1:32
Wieść o zakończeniu przez pannę Vane edukacji dwa lata temu nie była dla wielkim zaskoczeniem, tego właściwie można było się spodziewać, mimo to Kieran poczuł się przez to w pewien sposób dziwnie, jakby nagle coś zaczęło go uwierać. Różnica wieku panująca między nimi była widoczna gołym okiem i wcale jej nie ignorował, teraz jednak została ta kwestia poruszona, choć pośrednio, właściwie ledwo się o nią otarli. Niewątpliwie inne mieli bagaże doświadczeń i pozostawało jedynie to zaakceptować, bo podobnej różnicy nic nie jest w stanie zmienić.
Takie już uroki wyspiarskiej pogody – podsumował krótko warunki atmosferyczne, z jakimi Brytyjczycy musieli się mierzyć. Sam nigdy nie narzekał na pochmurne dnie, nawet na te deszczowe nigdy się nie skarżył, po prostu musiał się dostosować. I było coś niesamowitego w tym, jak siły przyrody potrafiły uczynić człowieka niewielkim. Z tego powodu uwielbiał przebywać w lasach, niby wszystkie takie same, a jednak całkowicie odmienne od siebie, bo każdy na swój sposób wyjątkowy. Miłość do natury zaszczepiono mu już w dzieciństwie i nigdy się od niej nie uwolnił, choć należy przyznać, że nawet się nie starał. Własne dzieci też zabierał na wycieczki do lasów, aby przyswoić im sztukę przetrwania w zielonym labiryncie, niezwykle złożonym ekosystemie. Rzecz jasna Vincent niezbyt zainteresowany był tym, jak można wyróżnić ślady konkretnej zwierzyny w leśnej ściółce, ale przynajmniej był szczęśliwy, kiedy mógł pójść nad wartki strumyk, bądź dłubać scyzorykiem w korze drzewa. Jackie z kolei chłonęła wiedzę niczym gąbka. Cóż, tak było kiedyś.
Taka praca poniekąd zmusza do stałej czujności – sprostował szybko. – Wierzę jednak, że nie jestem żadnym paranoikiem – dodał na swoją obronę, wszak nie dostrzegał w swoim zachowaniu symptomów szaleństwa. Nie ganiał po londyńskich ulicach z hasłami, że nad światem zapanuję śmierciotule. Również nie ganiał w szlafroku po parku, śląc na wszystkie strony przeróżne zaklęcia. Szaleńców na świecie było pełno, nawet w czarodziejskim społeczeństwie, jednak nieszkodliwych i zabawnych było niewielu, prawdziwi wariaci żyją w cieniu, maskują się i dokonują rzeczy strasznych. Czy Thomas Vane mógł mieć w sobie pierwiastek szaleństwa, który zachęcał go do siania zniszczenia? Zdecydował się zaatakować innych czarodziei przy anomalii, czego nie zrobił tylko z powodu kaprysu.
Jestem w stanie to zrozumieć – odparł w pierwszej chwili, choć może były to puste słowa. Sam żył dobre dziesięć lat bez jakichkolwiek wieści od swojego syna. Vincent uciekł i nigdy nie dał znaku życia. Tyle czasu już minęło. Kieran wolał po prostu o nim nie myśleć, nie zastanawiać się nieustannie, co ten właśnie robi, czy aby na pewno żyje.
Nie jestem zbyt rozrywkowym człowiekiem, jednak trochę się kręcę po festiwalu. Trochę z nudów, trochę z ciekawości.
Po dotarciu na jarmark, gdzie wciąż bawiły prawdziwe tłumy, ruszyli wzdłuż straganów, podziwiając wystawiony na sprzedaż towar. Nawet wymienili kilka uwag na temat niektórych interesujących obiektów. W końcu Rineheart pożegnał się ze swą uroczą towarzyszką i ruszył w swoją stronę.

| z tematu x 2 (Kieran i Jocelyn)



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Wybrzeże [odnośnik]04.08.18 12:47
Objęcia wody przyjemnie chłodziły i sprowadzały ulgę w cieple lejącym się od otoczonego złocistą koroną słońca; wianki jako romantyczna zabawa w podchody do pięknych panien nigdy go nie interesowała, być może był zbyt odcięty od świata wysokim murem, który sam zbudował, być może zbyt pochłonięty pasją walki, w której nie mógł zostać rozproszony. Sądził, że Marge podobnie podchodziła do tego święta - przynajmniej dzisiaj, kiedy ten, który powinien złapać ten wianek, rozpłynął się w niebycie. Garrett był silny, potrafił znieść wiele - póki nie znaleziono ciała Brendan wierzył, że jeszcze się odnajdzie. Zniszczony i odbudowany, silniejszy niż był. Nie zamierzał odprawiać mu pogrzebu, póki nie otrzyma niezbitego dowodu na jego odejście. Jednak im więcej mijało dni, tym kruchsza stawała się jego wiara w szczęśliwe zakończenie tej tragedii. To o nim myślał, kiedy podejmował pierwsze kroki w gęstej ciężkiej wodzie, jednym z pierwszych bohaterów, których miała zabrać ta straszliwa wojna. Prędzej czy później - spotkają się wszyscy.
Lubił pływać - pływał bardzo dobrze - zanurzył się w wodzie, za cel obierając sobie wianek Margaux i ruszył za nim, gdy wtem - nagle - poczuł uderzenie z bara, które wytrąciło go z równowagi. Nim ją odzyskał i wypluł całą nagromadzoną wodę, ze zmarszczoną brwią pociągnął spojrzeniem za winowajcą - pewien nadpobudliwy i niewątpliwie problematyczny kawaler najwyraźniej zamierzał wyłowić rękodzieło Marge przed nim - niedoczekanie. Wisiało nad nią wystarczająco dużo czarnych chmur, nie musiała dodatkowo mierzyć się z lubiącym sprawiać kłopoty absztyfikantem. Podjął rzuconą mu rękawicę i rzucił się w pogoń, nawet nie słysząc chichotu dobiegającego z piaszczystego brzegu ani nie dostrzegając, że w jego zaciśniętej ze złości dłoni zatrzymał się odłamek meteorytu. Podążył spojrzeniem za stadem morskich ptaków, które jęły pikować wprost na jego oponenta: festiwal miłości był świętem bliskim naturze. I widocznie tym razem natura, zamiast z niego zakpić, zdecydowała się mu pomóc. Mijając go, rąbnął go w bok łokciem, wytrącając całkiem z równowagi - i z zawodów - po czym wyciągnął dłoń za splotem kwiatów i porwał go ze sobą, płynnymi ruchami, już bez utrudnień, powracając na brzeg. Był przemoczony - dobrze, że zdjął ubranie - ale wskakując do morza musiał się z tym liczyć, ciężko wszak wyjść z wody suchą nogą. A stanąwszy przed nią - poczuł dziwną pustkę.
Jej uśmiech był szczery, wyrażał to widoczny w nim smutek zmieszany z konfuzją. Nie spodziewała się tutaj jego, to na pewno i w zasadzie on sam, przychodząc na plażę, również siebie tutaj nie wyobrażał. Powinien stać przed nią ktoś inny - tak podobny i inny zarazem. A jednak - jego już nie było.
- Morska woda jest niesamowicie zdrowa - odpowiedział na jej słowa, choć pytanie przecież dotyczyło znacznie szerszego spectrum niż jego upadek w wodzie. Zdawał sobie z tego sprawę - ale otwieranie się przychodziło mu trudno. I powoli zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, że właśnie świadomie się na to otwarcie wystawił - a może podświadomie go potrzebował. Z zakłopotaniem spuścił spojrzenie na trzymany przez siebie wianek, ale zaraz podjął jej słowa, zamierzając je naprostować. - Walczyłem o twój - stwierdził z przekonaniem, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że wciąż miał go w dłoniach -i szarpnął dłońmi w przód, wysuwając je w jej stronę. - Mogę? - upewnił się, nim nałożył ociekającą kroplami słonej wody kwietną koronę na mleczne włosy Marge. Ze szczerym uśmiechem wyglądałaby w nim piękniej, ale prawda była taka, że dziś na ten komfort pozwolić sobie mogło niewielu. - Tradycja ponoć mówi, że masz teraz obowiązek dotrzymać mi towarzystwa, ale nazwisko mi dowodem na to, że nigdy nie przykładałem do niej większej wagi. Wolałbym, żebyś zrobiła to z własnej woli. - Uśmiechnął się - lekko i bez pewności - nie zamierzał jej przecież do niczego zmuszać. Mogła chcieć być sama - i potrafił to zrozumieć. Chciał zapytać: jak się czujesz, Marge, wszystko w porządku?, myślisz, że jeszcze go zobaczymy? albo po prostu: trzymasz się jakoś?, jednak wszystkie te pytania utknęły mu w gardle - pomyśleć było prościej niż zrobić, a ona przecież wiedziała. Wiedziała i tak.


Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Brendan Weasley
Zawód : auror, szkoleniowiec
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
if thou gaze long into an abyss, the abyss will also gaze into thee
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Re: Wybrzeże [odnośnik]04.08.18 13:41
Rozmowa z Morgothem dużo mu dała. To znaczy - ciężko w ich przypadku mówić o czymś takim jak werbalny dialog, ponieważ sam Cyneric mówił więcej niż jego kuzyn, jednakże nawet wspólny spacer między spokojnymi dróżkami leśnymi podbudował ducha starszego Yaxley'a. Odzyskał równowagę, spokój, który był mu tak potrzebny - zwłaszcza w ostatnim czasie. Oddychał pełną piersią kiedy szum drzew kołysał rozedrgane nerwy. Chwilowo mógł nie martwić się o przyszłość magicznego świata - świata, jaki pragnął podarować swej żonie oraz w przyszłości potomkom ziem Cambrigeshire. Sprawa nie była ani prosta, ani przyjemna, jednakże wielkie rzeczy działy się właśnie w oparciu o poświęcenie poszczególnych jednostek. Musieli ciężko pracować, żeby osiągnąć swoje cele - wspaniałe oraz potężne, ku chwale Czarnego Pana oraz właściwego porządku pod batutą prawdziwych czarodziei, nie ich nędznych podróbek. Jednakże dzisiejszego dnia wojna miała zatrzymać się; na ten krótki, bajkowy czas.
Tereny Weymouth kojarzyły mu się dość dobrze, co stanowiło niemały kontrast w porównaniu do politycznej otoczki krążącej wokół Prewettów. Arystokrata starał się odrzucać od siebie niepotrzebne myśli - ten czas miał być radosny niczym jasny promyczek słońca wdzierający się porankiem przez szczelinę między grubymi zasłonami. Dający energię na dalsze działania jakie czekały ich już po wszelkich uroczystościach. Wojna stanie się jeszcze bardziej namacalna.
Oczyszczony z negatywnych myśli Cyneric dotarł wraz z Morgothem do wybrzeża, gdzie stłoczeni panowie oczekiwali na podniosłą chwilę zdobycia wianków upragnionej damy. Zdążyli praktycznie w ostatniej chwili - pierwsze panny brodziły już w wodzie, starannie układając wieniec na falującej tafli. Treser trolli obserwował je z nikłym zainteresowaniem, na chwilę ożywiając się zobaczywszy w oddali lady Lestrange, po której koronę z kwiatów sięgnął jego kuzyn. Czarodziej uśmiechnął się delikatnie, ledwie widocznie wśród gęstego zarostu - zaraz zresztą naprowadził spojrzenie na najpiękniejszą wśród dam. Pewnie obserwowałby Rosalie z narastającą dumą oraz zachwytem, gdyby nie wyraźne kuśtykanie lady Yaxley. Zmartwił się zastanawiając co było tego przyczyną. Widział grymas na pięknej i dotąd promiennej twarzy półwili - i nie rozumiał. Jednakże nie mógł spytać się o co chodzi dopóki nie wyrwał morskiej toni splecionego przez nią wianka - tak też uczynił, zdejmując część garderoby oraz zostawiając ją na porośniętym roślinnością brzegu. Bał się cholernie - nienawidził wody, była jego piętą achillesową. Aż wstrzymał oddech czując, jak otaczał go potężny żywioł; morderczy, nieposkromiony, nieprzewidywalny. Tym bardziej żona winna docenić jego starania - ignorując pulsujący ból w klatce piersiowej Cynek podążył w stronę plecionki złożonej z koniczyn. Przezwyciężanie lęków było osiąganiem wyżyn egzystencjalnych, tak właśnie robili prawdziwi wojownicy.

+



Sanguinem et ferrum potentia immitis.

Cyneric Yaxley
Zawód : treser trolli
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
There is a garden in her eyes, where roses and white lilies flow.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3851-cyneric-yaxley https://www.morsmordre.net/t3906-bagienna-poczta#73780 https://www.morsmordre.net/t3899-trolle-tez-sa-fajne#73626 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3907-skrytka-nr-974#73782 https://www.morsmordre.net/t3908-cyneric-yaxley#73784
Re: Wybrzeże [odnośnik]04.08.18 13:41
The member 'Cyneric Yaxley' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 33 GckaBlo
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 33 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]05.08.18 10:10
Los lubił płatać figle i nie tylko Louvel miał okazję się ku temu przekonać. Nie sądził jednakże, że Leia od początku założyła porażkę co do swojego wianka - skoro zdecydowała udać się do Weymouth oraz wziąć udział w konkurencji - to na pewno liczyła na jednego z kawalerów nurkującego po śliczną plecionkę z kwiatów. Rowle nie mógł wiedzieć, że poza symboliką za tym drobnym gestem tradycji nie kryło się nic więcej, prawdopodobnie mierząc wszystkie arystokratki - być może nawet każdą kobietę - jednaką miarą. One lubiły błyszczeć, tarzać się w oceanie pochlebstw oraz morzu adoracji, pragnąc uwagi, komplementów oraz wywyższenia; znajdującego ich osoby jeszcze wyżej niż zwykle sądziły stać. Mężczyźni istnieli po to, żeby te zachcianki spełniać - najpiękniejsze damy to te szczęśliwe i rozpromienione, tak mawiają. Lou poznał ich w życiu wiele, lecz to były jedynie drobne znajomości zaczerpnięte na sabatach tudzież innych uroczystościach, nic znaczącego. Przez większość życia pozostawał oddany jednej niewiaście, a ona przypominała szlachciankę w każdym calu. To właśnie sprawne pochlebstwa wreszcie zdołały udobruchać nieprzychylnie nastawioną do mężczyzny czarownicę, dzięki czemu ich wspólne życie zaczęło się układać. Dopóki nie zniszczył tego pracoholizmem - i dopóki choroba genetyczna nie wyrwała jej siłą z ziemskiego padołu.
Louvel zostawił przeszłość za sobą, nie pozwalając sobie na tkliwe powroty myślami w minioną historię - musiał wreszcie przełamać swoje słabości oraz ruszyć na Festiwal Lata, prawdopodobnie będącym ostatnim, na jaki przyjdzie mu się wybrać. Gorzkie wspomnienia nie wrócą Amaryllis życia, a on był człowiekiem silnym, prącym do przodu za wszelką cenę. Dlatego odpuścił rozważania na temat miłości oraz tego, czy nie popełniał błędu rzucając się po wianek niewiasty inny od zmarłej żony. To, co było, już nie wróci - życie należało poukładać na nowo, od początku. Może było to dobrym startem? Warto ryzykować - Lou przekonał się o tym już wielokrotnie, bowiem rzadko stał z boku. Raczej wyrywał wszystko siłą uznając, że należało mu się wszystko, o czym tylko zamarzył. Nie zwykł przebierać w środkach, chociaż częściej wolał subtelną sztukę perswazji.
Z tych powodów zdecydował zanurzyć nogi w wodzie. Ze zdziwieniem stwierdził, że była chłodna - chłodniejsza niźli się spodziewał. Jako zimnolubny Rowle odnalazł w tej sytuacji przyjemność oraz zrozumienie. Z początku przedzierał się do wianka spokojnie, lecz zobaczywszy konkurenta chęć rywalizacji tkwiąca w Louvelu od dawna doszła do głosu. Przyspieszył, nie omieszkując sprzedać tamtemu mężczyźnie silnego kuksańca w żebra - tak dla zasady. Kiedy tamten chwycił się za swój bok zwalniając tempa, lord hrabstwa Cheshire złapał w dłonie swą zdobycz. Z dumą oraz tryumfem pobłyskującymi w ciemnych oczach. Ani przez chwilę nie zmartwił się, że być może jego wybranka wolała spędzić wieczór z tamtym śmiałkiem - trudno, została skazana na niego.
Dostrzegłszy mieniące się w piasku kawałki bez zastanowienia schylił się po nie oraz schował przedmioty do kieszeni. Tym samym podszedł do Lei mokry i całkowicie skoncentrowany na wyczynie jakiego przed chwilą dokonał. - Lady Yaxley - przywitał ją uprzejmie, kłaniając się nisko. - Udało mi się przedrzeć przez niebezpieczeństwa fal oraz zażartą rywalizację, dlatego stojąc tu przed tobą, lady, pragnę złożyć na twej głowie twej roboty wianek - powiedział, niemalże deklamując niczym wiersz. Jak zapowiedział, tak zrobił, chociaż miał przy tym nadzieję, że woda nie była szlachciance straszna. Zwłaszcza, że mogła nieco nadwyrężyć fryzurę. - Zechciałabyś spędzić ze mną ten wieczór, lady? - spytał gładko. Nawet uśmiechnął się, żeby jego surowe rysy twarzy złagodniały, nadając Lou sympatyczniejszego wyglądu. Nie chciał bowiem kobiety wystraszyć, liczył na miły wieczór spędzony w doborowym towarzystwie.


When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Louvel Rowle
Zawód : łącznik z duchami w MM
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Death is not the end.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle https://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 https://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 https://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t4473-skrytka-bankowa-nr-1156#95529 https://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
Re: Wybrzeże [odnośnik]05.08.18 22:54
Prawie żałowała, że spacer z łąki na wybrzeże był taki krótki. Podczas tej krótkiej przechadzki, Lunara oddała się rozmyślaniom, ciesząc się jednocześnie rześkim, morskim powietrzem. Łapała każdy oddech pełną piersią, korzystając z okazji by zapamiętać dobrze ten specyficzny, słony zapach. Była raczej kobietą lasu, dzikie głusze porośnięte niezliczoną ilością rozłożystych drzew i krzewów były jej światem właściwie od dziecka. Wybrzeże także jednak miało swój urok, temu nie dało się zaprzeczyć. Wychłostane wiatrem jasne skały, zwieszające się nasz morzem białe klify i krzyk mew miały w sobie jakiś majestat, tak bardzo odmienny od głębokich, zielonych trzewi lasu.
Gdy tak powoli szła przed siebie, wkrótce jej oczom ukazało się miejsce zabawy - w oddali całkiem pokaźny tłumek osób, niektóre parami, inne osobno. Bystry wzrok Lunary bez większego trudu wyłowił spośród zgromadzonych sylwetkę, wyróżniającą się nie tylko imponującym wzrostem, ale także odcieniem bujnej brody - chociaż szczerze, Asbjorn spokojnie mógłby stanąć koło któregoś z członków rodu Prewettów i na pewno niejeden stwierdziłby, że wyglądają jak rodzina! Rozbawiona tą myślą Greyback dogoniła w końcu czatujące na brzegu panny. Nie miała oporów przed ściągnięciem pantofelków i zanurzeniem stóp w chłodnej wodzie. Niemal uroczystym ruchem ściągnęła swój wianek z głowy i lekko posłała go w morską toń.
Było coś magicznego w tym, jakże niepozornym widoku. Wiązanka polnych kwiatów odpływająca na coraz głębszą wodę, unoszona na niewielkich, szarych falach. Greyback robiła to po raz pierwszy i... prawdopodobnie ostatni. Dziś traktowała to jako zabawę. Była jednak świadoma, że cała ta piękna tradycja nie powstała bez powodu - a ona nie chciała swoim zachowaniem okazywać temu niesamowitemu zwyczajowi braku szacunku.
Uważając by nie zamoczyć sukni, Lunara prędko wyszła z wody, gdyż zaczynało jej być zwyczajnie chłodno. Morska toń była niezwykle urokliwa, ale bardzo szybko wysysała ciepło z ludzkiego ciała. Kobieta zdecydowanie nie zazdrościła tego dnia mężczyznom - miała tylko nadzieję, że jej rosły przyjaciel nie nabawi się po dzisiejszej kąpieli kataru!


You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Lunara Greyback
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Re: Wybrzeże [odnośnik]06.08.18 19:54
Znalezienie najpiękniejszych kwiatów i uplecenie z nich wianków zajęło Fantine więcej czasu, niż przewidywała. Wybrała się jednak z Melisandą i Evandrą, drogimi sercu siostrami, pogrążyła się z nimi w rozmowie tak bardzo, że straciła poczucie czasu; nie wiedziała ile go przeminęło, w przyjemnym towarzystwie płynął tak szybko. Zajęły miejsce na miękkiej trawie, plotkując i śmiejąc się się, a zdolne dłonie uplotły misterne dzieła; nie mogły przecież na wybrzeżu pojawić się z byle wiechciem. Nosiły nazwisko Rosier, były królowymi Róż i to, co wychodziło spod ich palców - musiało być doskonałe, królewskie, najpiękniejsze. W drogę na plażę każda jednak wybrała się samotnie; Evandra jako pierwsza, Fantine podążyła tam wkrótce za nią. Gdy zbliżała się już do piaszczystej plaży dostrzegła wysoką sylwetkę Tristana, który rzucił się w morską toń, by pochwycić wianek żony; uśmiechnęła się lekko pod nosem, pewne rzeczy się nie zmieniały, to dobrze.
Krocząc lekko i wdziękiem przez łąkę, ku plaży, Fantine nie rozglądała się wcale; nikogo nie szukała spojrzeniem, choć kusiło ją niezmiernie; potrafiła jednak nad sobą zapanować, grała tak jak zawsze - to nie ona szukała kawalerów, by wyłowili jej wianek, a to oni wypatrywali właśnie niej. To było już trzecie lato, kiedy brała udział w tej pięknej, romantycznej tradycji; wspomnienia z ubiegłych lat przywoływały na twarz figlarny uśmiech i iskrę w oku. Zawsze miała na tyle szczęście, aby ten wieczór spędzić z tym, z kim naprawdę pragnęła; te pragnienia ulegały zmianie, miała kochliwe serce, lecz i to mało wkrótce się skończyć. Nie młodniała z każdym Festiwalem Lata; wkrótce nadejdzie pora, aby wyszła za mąż - a wtedy jej wianek należeć będzie wyłącznie do małżonka. Zdziwiła się, gdy ujrzała lady Nott rozmawiającą z obcym mężczyzną - z pewnością nie lordem.
Zbliżywszy się do morza nie ściągnęła złotych pantofelków; nie była wiejską dziewuchą, by to uczynić. W prawej dłoni trzymała swe dzieło z białych i fioletowych bzów, upajające swą słodyczą, a lewą ujęła spódnicę, by nie zamoczyła się przez fale - a potem ostrożnie, niby niedbale, rzuciła wianek na morską toń.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Wybrzeże [odnośnik]06.08.18 23:52
Tylko jeszcze przez kilka sekund obserwowała jego poczynania. Gdy wchodził do wody, gdy rzucił jej to spojrzenie, po którym widziała już doskonale. Nie musiała dłużej patrzeć, by wiedzieć po czyj wianek sięgnie.
Jej, tylko po to, by zrobić jej na złość. Bo przecież nie wierzył w miłość. Nie potrafił, nie umiał, a może zwyczajnie nie chciał. Nie rozumiała czemu więc znalazł się właśnie tutaj. Może dokładnie po to, by zrobić jej na złość.
Szła przed siebie z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Ramiona poruszały się sztywno, naprzemiennie, plecy napięły się, jednak głowa pozostawała uniesiona wysoko. Zdawała sobie sprawę, że ktoś może obserwować całą tą sytuację, jej krzyk przyciągnął kilka pytających spojrzeń, ale i to jej nie interesowało.
Głos, teatralny, jak nigdy pozbawiony krzty spiny jedynie mocniej spiął jej mięśnie. Wiedziała - tak jak i wiedział i on - że jedynie gra piękny spektakl, dla każdego, kto będzie nim choć odrobinę zainteresowany. Ale nie mogła dalej uciekać. Postanowiła zmienić front. Zatrzymała się więc, zgodnie z prośbą, którą wystosował w jej kierunku i odwróciła w jego kierunku ubierając usta w lekki uśmiech.
- Z pewnością. - stwierdziła, jednak jej głos nie pozbył się nuty przekąsu. Pohamowała jednak wywrócenie oczami. Choć tyle udało jej się zrobić. Chociaż, albo aż tyle. Sama nie była pewna, która z odpowiedzi jest właściwsza do określenia jej sukcesów.
Jego słowa jej nie zabolały, choć - jak sądziła - wypowiedział je po to, by właśnie to zrobiły. Miała większe zmartwienia na głowie niż to, że jej wianek podryfuje w dal bez kogoś, kto mógłby ją złapać. Jednak fakt, iż wyłowić postanowił go on, zdecydowanie miał zmienić miły wieczór w coś znacznie gorszego.
- Nie mam za co dziękować- dokładnie tak brzmiała pierwsza część planu, Macnair.  - powiedziała mu, odpowiadając całkiem szczerze i zgodnie z prawdą. Bo w istocie, taka właśnie była pierwsza część planu. Część w której puszczają na wodę wianki i nikt ich nie łapie. Druga część tego samego planu była o wiele zabawniejsza i choć jej wianek jako jedyny został na fali wodnej z trzech które razem puściły, nie zamierzała z niego rezygnować. Uniosła kącik ust ku górze na ostatnie zdanie. Rozbawiło ją to, to, że próbował dowieść iż nikt nie jest w stanie zainteresować się nią, przez jej powierzchowność. Jednak, czyż nie był przy tym hipokrytom, sam poświęcając jej przed laty uwagę?



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wybrzeże - Page 33 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.08.18 10:51
Kiedyś czekałem z niecierpliwością na kolejny festiwal Prewettów, jednako uwielbiając letnią zabawę oraz uroczystości organizowane przez Nottów. Z biegiem lat oczekiwania jednak rosły, a różnice między jednym obozem a drugim powiększały się. Przez co wyczekiwanie na to pierwsze zacierało się, podobnie zresztą do zadowolenia. Ono upływało coraz bardziej, aż w tym roku osiągnęło wartość minimalną. Zgubne wpływy tolerancji na szlacheckie poglądy budziły niesmak, choć żałowałem. Naprawdę żałowałem, że to pewnie ostatni raz kiedy kroczyłem po Weymouth. Żałowałem przez wzgląd na piękne kramy, na konne wyścigi oraz wiele innych atrakcji, jakie witały czarodziejów każdego roku. To było smutnym doświadczeniem; widząc, że coś, co się lubi, upada na samo dno. Nie do końca chciałem zjawiać się każdego dnia imprezy, ale liczne grono rodziny namawiało mnie, bym sięgnął po wianek jednej z niewiast. Podobno brak mojej obecności tego konkretnego dnia na wybrzeżu byłaby niezwykłą stratą, a jako, że byłem egocentrycznym narcyzem, uznałem, że faktycznie część pięknych dam mogłoby poczuć zawód z powodu mojej nieobecności. Naprawdę szkoda, że można było pochwycić tylko jeden wianek, na pewno pozostałe czarownice będą rozczarowane, że to nie dzieło ich rąk wybrałem, by bohatersko rzucić się po nie w zimną wodę. W celu wydarcia zagrożonego wieńca ze szponów wzburzonych fal. To brzmiało tak idyllicznie oraz romantycznie, że aż uśmiechnąłem się do własnych myśli.
Mawiają, że to dobry moment na znalezienie swojej drugiej połówki. Ciekaw byłem czy dostrzegłbym ją w tłumie jak Angus swoją Caer, ale tak naprawdę nie zaprzątałem sobie tym głowy. Choćby dlatego, że miałem już ułożoną wizję po czyj wianek się skuszę; co prawda nie miałem planu awaryjnego w razie gdyby ktoś mnie ubiegł, ale byłem zadziwiająco pewny siebie. W końcu przybyłem do Dorset punktualnie, prezentując się nienagannie, jak zawsze. Bardziej od swojego wyglądu ciekawiła mnie cała ta otoczka wzniosłej tradycji. Czy będzie wyglądać tak samo jak w poprzednich latach? Czy widmo nadciągającej wojny przysłoni ogólną radość? Już docierając na miejsce zauważyłem, że jakby nic się nie zmieniło. Anomalie, ginący ludzie, to nie wzbudzało w nikim troski. Nie było jej widać w rozpromienionych twarzach. Widocznie każde z nich udzieliło sobie dyspensy na czas festiwalu miłości, może to i dobrze.
Dość długo czekaliśmy w męskim gronie aż kobiety zaczną schodzić się ze swoimi dziełami na brzeg. Wreszcie tak się stało; widziałem Marine wraz z jej narzeczonym dzielnie goniącym za jej dziełem, widziałem lady Harchę nabożnie celebrującą tą jakże podniosłą chwilę, a także Elise wciąż czekającą na kawalera mającego dotrzymać jej towarzystwa. Była młoda i piękna, na pewno niebawem jakiś gentleman zainteresuje się jej wieńcem. Nie chciałem się jej narzucać, na pewno liczyła na przyszłego męża, nie bliskiego kuzyna. Gdzieś mignęła mi twarz Melisande, ale po naszym ostatnim spotkaniu wolałem nie patrzeć na nią zbyt długo. Za to wzrokiem uczepiłem się młodszej z Róż, która właśnie w tamtej chwili oddawała koronę morzu. Ale królowa nie powinna przechadzać się wśród poddanych bez korony, dlatego niewiele myśląc postanowiłem zwrócić lady Rosier jej własność. Obym wyszedł z tej batalii z twarzą.

+


na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Flavien Lestrange
Zawód : pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5579-skrytka-nr-1373#130152 https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.08.18 10:51
The member 'Flavien Lestrange' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 33 VI6p9Ka
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 33 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.08.18 14:25
Stąpając ostrożnie po gorącym piasku, miała przemożną ochotę skrycia różanych warg za opuszkami smukłych palców, które być może częściowo mogłyby stłumić śmiech pragnący wyrwać się za wszelką cenę spomiędzy ust. Nie mogąc sobie pozwolić zarówno na jedno jak i drugie, musiała zadowolić się ciepłym uśmiechem rozjaśniającym twarz oraz figlarnymi iskrami, tańczącymi w orzechowych tęczówkach. Tak jak przeczuwała na samym początku — zbieranie odpowiednich kwiatów rzeczywiście okazało się zajęciem ekscytującym, w sposób jednak przynajmniej początkowo daleki od przyjemnego. Artystka nawet nie spostrzegła, gdy ścieżki jej oraz młodszych kuzynek rozdzieliły się, prowadząc je w zgoła różne części polany, zbyt zajęta zrywaniem najładniejszych kwiatowych główek, jakie wpadły w jej oko. Czerwień, biel i błękit wydawały się bardzo miłym zbiorem barw, lecz czegoś im brakowało, co przyjmowała ze swoistym smutkiem oraz zawodem. Bez serca, bez klejnotu koronnego będą wydawały się kolejną, nic nieznaczącą plecionką nieróżniącą się w niczym od dzieł niewiast obdarzonych ubogą wrażliwością na piękno. Nie mogła na to pozwolić, nie chciała na to pozwolić i nie zamierzała na to pozwolić, dlatego też trzymając blisko piersi zebrany bukiet oraz pilnując, by materiał drogocennej sukni nie uległ uszkodzeniu, pozwoliła sobie ruszyć w gęstwinę w nadziei, iż leśne ostępy kryją w sobie ciekawsze okazy niźli polana. Było to dosyć niewygodne oraz nad wyraz lekkomyślne, bowiem nie minęło nawet kilka minut, gdy dosłyszała piskliwe dźwięki, raniące wrażliwe uszy swymi wysokimi tonami. Chochliki pojawiły się niemal natychmiast w zasięgu wzroku, gotowe czynić podłe psikusy kosztem zaskoczonej, zdjętej nagłym lękiem arystokratki. Nie namyślając się zbyt długo, Elodie zaczęła po prostu uciekać przed siebie, na oślep i w dodatku machając żarliwie różdżką, nie bacząc na szalejące dookoła anomalie — choć ryzykowne, tak dosyć skuteczne, bo nim zgubiła magiczne stworzenia, była w stanie usłyszeć kilka wściekłych wrzasków skalanych bólem i sama przy tym nie obrosła w żadne piórka, stąd mogła odetchnąć z ulgą. Nie obyło się jednak bez strat, po drodze utraciła gdzieś swój kapelusik, kilka kwiatów zaś w pędzie straciło swe płatki i tylko suknia oraz pasująca doń chusta, jakimś cudem nie uległy zniszczeniu. Nerwowo poprawiając włosy, młodziutka Parkinson zdołała zauważyć, że wstrętne bestie zagnały ją wprost do urokliwego zagajnika, którego uroda była na tyle duża, iż z miejsca wybaczyła złośliwym potworkom ich okrucieństwo. Było tutaj tak piękne, iż łakomie spijała każdy element natury, zapamiętując skrzętnie by w przyszłości móc wpleść tenże element do fabuły jej przyszłych książek. Co więcej, wszędzie mogła zauważyć kwitnące krzewy magojagód, które wypełnią ubytki po utraconych kwiatach. Z radością zabrała się za wyplatanie, zachowując przy tym ocalałe główki maków, stokrotek oraz niezapominajek, dzięki czemu kwiecie magojagód nie wydawało się tak monotonne, a dodając jeszcze jagody jemioły pokrywającej krzewy, nie mogła nie docenić szczęścia, jakie ją spotkało. Wianek z elementami alchemicznymi dla alchemika, aż klasnęła ucieszona, bo chociaż nie należała do prymusek w obrębie eliksirów, tak doskonale pamiętała, że jagody jemioły miały właściwości alchemiczne. Zebranie ich na prywatny użytek nigdy nie zaszkodzi, zwłaszcza że znała kilka osób, którym mogła je sprezentować. Cóż za przedziwny, nieco zabawny, obfitujący w szereg emocji dzień!
A to przecież był zaledwie początek, nieprawdaż? Bo wraz ze zbliżającym się wieczorem, nadchodził długo wyczekiwany moment, dla którego doznała wszelkich niedogodności, wyławianie wianka pyszniącego się obecnie na jej głowie niczym korona, miękko osiadająca na karmelowych splotach. Nie rozglądała się, choć bystre spojrzenie dostrzegało w zadowoleniu obecność osób znajomych mniej lub bardziej. Widziała słodką Elise oczekującą dumnie na szlachetnego lorda, gotowego pomknąć w stronę jej dzieła. Drogiego sercu Flaviena, który zamiast odczekać, choć chwil kilka, dla zwiększenia dramaturgii — niemal od razu rzucił się po misterne sploty stworzone przez Fantine. Niemalże się skrzywiła, widząc samozadowolenie odbijające się na twarzy lady Rosier, urokliwa róża zdawała się po raz kolejny wyruszyć na polowanie i chociaż Ellie nigdy nie odczuwała pod tym względem żadnego zgorszenia, tak myśl o sercu lorda Flatfusa serwowanym na srebrnej tacy była jej wybitnie nie w smak. Uczucie to jednak zostało szybko zapomniane, gdy wzrok artystki padł na inną parę. Serce zatrzepotało gwałtownie w piersi, suchość, jaka spłynęła na gardło, zmusiła ją do nerwowego skubnięcia dolnej wargi, a doznawane dreszcze musiała stłumić mocniejszym otuleniem przedramion srebrną chustą haftowaną włosem jednorożca. Pozwoliła sobie na dziesięć sekund. Dziesięć drogocennych sekund podziwiających promienie słońca wplatające się w mokre, ciemnobrązowe teraz włosy. Krople wody sunące po poważnym obliczu, podkreślające wyrazistość rysów oraz dumny, acz czuły w swym hołdzie dla tradycji gest wobec ukochanej żony. Odwróciła wzrok zaraz płocho, skupiając się tym razem jedynie na falach oraz staraniach, by morska toń nie zamoczyła spódnicy, bądź srebrnych bucików, gdy w końcu dane jej było rzucić swój wianek. Odsunęła się zaraz na bezpieczną odległość, ze splecionymi dłońmi czekała, aż jakiś dzielny mężczyzna pogna za jej kwietną koroną.


Run your fingers through my hair,
Tell me I'm the fairest of the fair
Elodie Burke
Zawód : Dama na trzy etaty
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

she's a saint
with the lips of a sinner


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
she`s an  a n g e l
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.08.18 14:43
Nie powinno mnie tu być. Ani teraz, ani nigdy. Wuj Alaric już dawno oznajmił swoje stanowisko względem podobnych spędów - i nie sposób mu się dziwić. W naszych żyłach nigdy nie płynęła krew lekkoduchów, bawidamków oraz hedonistów, chociaż paradoksalnie to właśnie my handlujemy najlepszym w kraju opium. Od zawsze wolimy mieć kontrolę niż ją tracić - to wziąłem sobie do serca niezwykle mocno, unikając wszelkich używek. Jednak nie tylko to jest istotnym elementem tegoż poglądu. Otóż odwieczna niechęć łącząca nas oraz Prewettów jest dostateczną przesłanką, żeby nie angażować się w festiwal szlamolubów. Niestety silna wola oraz twarde niczym skała postanowienia umykają w ferworze informacji o organizowanym konkursie alchemicznym. Jak co roku, również i w tym nie umiem odmówić sobie uczestnictwa. Na chwilę udaje mi się zapomnieć, że zewsząd otaczają mnie zdrajcy oraz parszywe kreatury stworzone z niemagicznych rodziców - na dodatek ośmielają się oni równać z nami, prawdziwymi czarodziejami. Coś ohydnego. Zwycięstwo nad nimi ustawiam sobie za punkt honoru, ale niestety plany nie ziszczają się tak do końca. Można rzec, że trzecie miejsce nie jest miejscem złym, wszak wciąż znajduję się na podium. Ale jednak nie zwyciężyłem, co wprawia mnie w rozgoryczenie. Na niczym innym mi przecież nie zależało. Nie wtedy, kiedy toczyłem zażarty bój w gorących oparach złotego kociołka.
Jednak czas oraz wola nestorów podstawiła mi pod nos kolejną porcję obowiązków. Jeszcze nie wiem co myśleć o lady Parkinson - wydaje się być tak niewinna jak biel konwalii, ułożona w zwartą, nierozdmuchaną formę, zapakowana w najpiękniejszą krepinę oraz podana w ten sposób, że nie da się o niej myśleć inaczej niż w samych superlatywach. Ja nadal odczuwam dyskomfort na wspomnienie naszego pierwszego spotkania, dalekiego od wścibskich oczu arystokracji, dalekiego od dębowego parkietu tanecznego oraz srebrnych, lewitujących tac pełnych znakomitego wina oraz szumiącego szampana. Mam wrażenie, że nasza przyszłość nigdy nie ułoży się tak, jakbym tego pragnął - w Elodie już zawsze będzie tkwić politowanie skierowane w moją stronę w jej przypominających korę drzewa Wiggen oczach. To potwarz i ból jednocześnie, ale z drugiej strony wiem, że istnieję teraz tylko po to, żeby spełniać jej zachcianki. Muszę stawać na głowie, żeby różane usta wyginały się wdzięcznie do góry, żeby dumna postawa zdradzała oznaki zadowolenia. To nie jest wcale proste. Nie dla kogoś, kto z relacjami z kobietami nie jest za pan brat. Mimowolnie obserwując jej profil zastanawiam się jak bardzo jest podobna do mojej byłej żony. Czy też przyjdzie nam milczeć w osobnych komnatach, na zewnątrz tworzyć pozory szczęścia? Najprawdopodobniej. Nie mogę zaoferować jej zbyt wiele. Lojalność oraz spokojne życie nie przemawia do kobiet z rodzin arystokratycznych - one pragną wiecznej zabawy, nieskończonej adoracji oraz uwielbienia. I chociaż mogę z siebie wykrzesać przynajmniej część z tych cech, to nigdy nie będę salonowym lwem, u którego boku można poczuć się jak królowa. Na podstawie znajomych zauważam, że już lepiej być zdradzoną, ale za to wepchniętą na salony u boku prawdziwego amanta. I to prowadzi do dyskomfortu.
To dla niej zjawiam się w Weymouth po raz drugi, chociaż pierwszy miał być ostatnim. To dla niej czekam bezczynnie na wybrzeżu - a mógłbym wziąć się za coś pożytecznego. To dla niej stoję obserwując jak wraca ze swoim wiankiem. Widok wplecionych w niego maków przyprawia mnie o szybsze bicie serca, gdyż doszukuję się w tym geście aluzji; nauczony, że kobiety zawsze składają w przysięgi drugie dno. Nabieram odwagi w płuca i lezę w wodę, nawet niczego z siebie nie zdejmując. Nie zamierzam obnażać się w miejscu publicznym, wystarczy, że wystawiam się na publiczną opinię stawiając stopy na ziemiach Dorset.

+


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Re: Wybrzeże [odnośnik]07.08.18 14:43
The member 'Quentin Burke' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 33 MbVyI64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 33 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 33 z 47 Previous  1 ... 18 ... 32, 33, 34 ... 40 ... 47  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach