Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38 ... 40 ... 44  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wybrzeże   08.11.15 13:03

First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.


Puszczone wianki:

Lyanna Zabini
Lunara Greyback
Sybilla Vablatsky
Jean Desmond



Wyłowione:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Fantine Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Zawód : dama, alchemiczka, malarka z zamiłowania
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna

veni
vidi
amavi

OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 22
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
królowa kier

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   26.08.18 10:56

Od kilku tygodni nie cieszyła się tak wyśmienitym humorem jak teraz.
Czas przemijał i z wolna leczył rany, które pierwszomajowa noc rozdarła po raz wtóry, odbierając im ukochanego ojca, lorda Corentina Roosiera, a one wciąż nie zdążył się zabliźnić po utracie Marie; nieustannie bolały, paliły żywym, smoczym ogniem i dawały o sobie znać. Maj wtrącił Fantine w ramiona smutku, a czerwcowa nieprzygoda na bezimiennej wyspie, w domu Maureen Fancourt, jedynie pogłębiła te stan. Przez pierwsze dni nie potrafiła zmrużyć oka. Nieustannie drżała z lęku, ze strachem przed strasznymi, czerwonymi oczyma zjawy spoglądała w lustra, nie pozwała Prymulce wygasić świec, gdy kładła się do łoża. A kiedy już wymęczająca bezsenność przeminęła, to mimo wszystko odpocząć nie potrafiła wcale - bo dręczyły ją okrutne koszmary, w których powracał wspomnienia. Festiwal Lata miał przynieść jej wytchnienie od wszelkich trosk i cudowną zabawę; niepowodzenia w zabawach dla panien, w których wzięła udział nieco popsuły jej humor, jednakże już teraz, gdy stanęła u brzegu, aby podarować swój wianek morzu, wszystkie zmartwienia rozpierzchły się, prysnęły jak bańka mydlana. Morska bryza popieściła blade policzki delikatnym westchnieniem, chłodna woda zmoczyła odsłonięte kostki i złote pantofelki; zmrużyła oczy, rozkoszując się tą chwilą - a gdy je otworzyła prędko dostrzegła mężczyznę, który ruszył za nim w pogoń. Nie wzbudziło w niej to zdziwienia, właśnie tego się spodziewała; tak jak zdradziła Elise Nott w dniu wczorajszym - to nie ona marzyła o kawalerze wyławiającym jej wianek. To oni snuli fantazje o jej koronie z kwiatów.
Uśmiech na różanych ustach poszerzył się, gdy w ślad za nieznajomym mężczyzną podążył nie kto inny jak lord Flavien Lestrange. Żałowała, że nie może ujrzeć teraz miny Elise. Uczyniła kilka kroków w tył, by woda nie dostała się do środka bucików i przystanęła na plaży, obserwując heroiczną walkę Flaviena jej wianek. Wyprostowała się z godnością, uniosła wysoko brodę, przyjmując prawdziwie królewską pozę, gdy lord Lestrange pochwyciwszy dzieło rąk Fantine zawrócił na brzeg.
- Był pan niezwykle dzielny, lordzie Lestrange - odezwała się Róża, gdy młodzieniec zbliżył się już, ociekający wodą, lecz wciąż oszałamiająco przystojny; uśmiechała się łagodnie, choć spojrzenie - jak zawsze - miała wyniosłe.





Jej słowa wonią sąróżaną,
Jej słodki oddech to muzyka!


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   26.08.18 15:01

Nie liczył na to, że tego wieczora stanie się jej księciem z bajki, była zbyt interesująca, by liczyć na zachwyty kogoś takiego jak on - był prostym czarodziejem, jego ojciec prowadził warsztat, w którym przyjmował zużyte przedmioty czarodziejskiego użytku, by nadać im trochę życia i poprawić formę. On sam marzył jednak o dalekich podróżach, poznawaniu świata, odwiedzaniu jego najdalszych zakątków. Znał się dobrze na ingrediencjach, miewał jednak kłopoty z korzystania z czarodziejskich środków transportu. Źle znosił podróże świstoklikami i teleportacje, a przemieszczanie się pociągami nie uczyniłoby z niego znakomitego podróżnika i poszukiwacza sekretnych składników. Nim cokolwiek zdołałby przywieźć z powrotem do domu minęły całe wieki, a jego kariera rozwijałaby się w ślimaczym tempie. Zbierał więc je w okolicy, dostarczał do zielarzy i alchemików, oferując im swoje skromne usługi. Ona zaś, przypominała mu królową, która mogłaby bez precedensu zasiadać na kamiennym tronie i chłodno spoglądać na swych poddanych. Mógłby jej służyć, choć jego duma łatwo by się z tym nie uporała.
— Robert Bennett — przedstawił się, skinając grzecznie głową, choć nie spuścił z niej oczu ani na chwilę. Spojrzenie gdzie indziej byłoby stratą pięknej chwili, a tej nie chciał marnować na coś, co było mało interesujące. — Domyślam się, że masz wiele ciekawszych spraw i atrakcyjniejszych kandydatów do wyboru na ten wieczór, lecz uczyniłabyś mi przyjemność, chcąc docenić me starania i spędzić ze mną resztę wieczoru — odpowiedział jej śmiało, nadstawiając swoje ramię. Dla zachęty i próby przekonania jej do odpowiedzi, na jaką liczył, postanowił szybko dodać. — Obiecuję, że nie zanudzę cię swoim towarzystwem, a jeśli będziesz chciała, opowiem ci magii roślin. Choć przyznam szczerze, że wolałbym dziś słuchać ciebie.— Starał się jej nie narzucać, lecz zgrabnie podsunąć kilka możliwości, z których mogłaby wybrać dla siebie najdogodniejszą, byle tylko zgodzić się z nim udać w kierunku ognisk, a może nawet zaszczycić go festiwalowym tańcem. Był dobrym, o ile nie doskonałym tancerzem. Wierzył, że jeśli tylko pozwoli mu się poprowadzić, zachwyci się tańcem i tym, co potrafił w ludziach wyzwalać.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   26.08.18 15:42

Fascynacja, widoczna w zielonych oczach mężczyzny, nie wprawiła Deirdre w zakłopotanie. Przywykła do tak intensywnych spojrzeń - to zachowanie mężczyzny, uprzejme, wręcz dżentelmeńskie, mogłoby ją nieco zawstydzić. Uśmiechał się do niej szczerze i promiennie, nie wypowiadał dwuznaczności ani niemoralnych zaczepek, po prostu proponując wspólne spędzenie wieczoru. Bez żadnych niesfornych implikacji, bez nonszalanckiej - i irytującej - przesadnej pewności siebie. Gdyby tylko była normalną czarownicą, mogłaby w duchu dziękować Merlinowi za to, że popchnął w jej stronę tak odpowiedzialnego i miłego mężczyznę.
Kąciki pełnych ust zadrgały lekko, gdy usłyszała personalia. Bennett. Przed oczami stanęła jej scena spod posągu kochanki, agonalne piski blondynki, rozpaczliwe próby Alana, inkantacja Zaklęcia Niewybaczalnego, wiążącego jego wolną wolę z decyzjami Deirdre. A później - Azkaban, skok prosto w lodowate morskie fale, tragiczny koniec zdolnego uzdrowiciela. Czyżby miała do czynienia z krewnym swej niedawnej ofiary? Nastrój nieco się jej poprawił, ale dalej perspektywa obserwowania radości Tristana wzbudzała w niej frustrację. Trudną, ale nie niemożliwą do stłumienia. - Sui - przedstawiła się odruchowo, odgarniając z czoła wilgotne kosmyki włosów. Wianek w dalszym ciągu ociekał zimną wodą, czuła jak sól osadza się na jej policzku. Zerknęła w dół, na zaoferowane jej ramię, lecz wahała się tylko krótką chwilę, przyjmując propozycję. - Jesteś przesadnie skromny, Robercie - pokręciła nieco krytycznie głową, dobrze odnajdując się w roli łaskawej i przyjaznej dziewczyny, zaintrygowanej doskonale ułożonym czarodziejem. - Na pewno masz wiele do zaoferowania. Uwielbiam słuchać o roślinach - odpowiedziała z uśmiechem, wiedząc, że białe zęby oraz uniesione wysoko kąciki pełnych, zmysłowych warg, są w stanie całkowicie zawładnąć męską wyobraźnią, sprawiając, że zapomni on o całym świecie i jakiejkolwiek ostrożności. - Jakim kwiatem mogłabym być według ciebie? - zagadnęła kokieteryjnie, dając blondynowi zaprowadzić się dalej, wgłąb lasu, w stronę ognisk. Zamierzała ofiarować mu jeden taniec a potem dyskretnie zniknąć, pozostawiając po sobie niedosyt. Pokaże się na wiankowym święcie, na moment zapomni o Rosierze, a potem powróci do Białej Willi - mogąc w spokoju zajmować się ważniejszymi rzeczami.

| ztx2




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Rufus Longbottom
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6317-rufus-longbottom https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6340-uratuje-cie-przed-koncem-swiata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6390-rufus-longbottom#162493
Zawód : ratuje świat!
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I czy jest tak właśnie
W innym królestwie śmierci?
Budzimy się samotni
W chwili kiedy ciało
Przenika czułość
I wargi co chcą pocałunków
Do strzaskanego modlą się kamienia.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   28.08.18 1:55

Smukłe sylwetki czuwające nad brzegiem, ich rząd – niczym kolumny strzegące swej świątyni. Z sukniami lekkimi, powiewającymi na wietrze i spojrzeniami zaszklonymi, wpatrzonymi w malutkie dzieła sztuki uplecione z kwiatów i liści, delikatnie kołyszące się na iskrzącej wodzie, subtelne i niewinne, kuszące zdobywców niewieścich serc i najprawdziwszych wojowników. Och, cóż to był za koncert różnorodności, skrajnych emocji i namiętności, o których pamiętać będą tylko liczne piaski Weymouth, jako jedyne pamiętające najstarsze i najskrytsze sekrety swych artystek: i tych łaknących uwagi i tych opuszczonych, które z zziębniętymi sercami umykały z plaży, podczas gdy ich fantazje miłosne i senne marzenia pochłaniały morskie nieposkromione fale. Wyścig o wianki zawsze były czymś absurdalnie okrutnym, powodem nieraz do dumy, gdy wygrywasz bitwę o choć cień uwagi tej, o której marzysz nocami, lecz innym razem żałosną przegraną, gdy wychodzisz z wody z pustymi rękami, aby tęsknie spoglądać na tego, który składa na głowie niewiasty swą zdobycz. Taneczne morskie pojedynki, które toczono niezmiennie od wielu lat zawsze go zadziwiały – koguci taniec przesączony do cna możliwości czystym testosteronem, pokazem siły i dominacji. Tylko raz wziął udział w tej piekielnie emocjonującej zabawie, lata temu, kiedy sądził jeszcze, że takie atrakcje będą sprzyjać jego zainteresowaniom. Imienia i twarzy już nie pamiętał, być może była śliczna, być może głos miała anielski, mógł się wówczas zakochać, oddać jej swe serce i dręczyć tygodniami listami, by zwróciła się ku niemu choć na chwilę. Spragniony, z błaganiem wsączonym starannie w każde z kreślonych słów, lecz również dumny, bezpardonowy. Miała dostrzegać w nim poświecenie, histeryczne wręcz nienasycenie, ale również coś na kształt surowej stanowczości, jak gdyby słowa przeznaczone były tylko dla niej, serce otwarte tylko i wyłącznie przed nią, kruche, skryte pod powłoką nienaruszalności.
Cóż to była za iluzja, prawda? Niech walczą, szarpią się, niech toną za twym wiankiem, lady, ale pamiętaj, uhonoruj ich za to niebanalne poświęcenie.
Z rzadka zapamiętywał kobiety, nigdy nie odbierały mu oddechu, nie sprawiały, że miękły mu przed nimi kolana, stąd podziwiał ich wszystkich, oszalałych z miłości do niej, rzucających się w otchłań po choć płatek kwiatka z jej marnego wianka, listek niemal. Bawiło go to właściwie, jej obojętność, miał nadzieję ujrzeć tam rozbawienie, może pogardę, lecz nie dawała mu tej satysfakcji. Właściwie nie rozumiał, czemu to uczynił, czemu ruszył w jej kierunku, zatrzymał się tuż obok niej, nie minął tej smukłej kolumny o smutnych liściach, lecz pozwolił jej pochwycić swój wzrok. Czyniąc samego siebie więźniem czegoś, czego jeszcze nie pojmował, przed czym być może uchronić chciał go zawsze brat – przed głupotą i pochopnością, przed gwałtownością w słowach, działaniach i uczuciach.
-Nie może się już panienka doczekać swego kwietnego rycerza? - obdarzył ją tą bezczelnością i drwiną, spojrzeniem niewesołym, z iskrą, ale również niepokojem. Kimże przecie był, by zwracać się do syreniej panny o sercu młodym i kwitnącym, lecz wdowim spojrzeniu, tej przed którym uginały się setki kolan?
Właściwie nie wiedział, czemu prowokował los. Być może w istocie im zazdrościł, tych namiętności i skrajnych emocji, tegoż szaleństwa, najpiękniejszego i niemal literackiego, czegoś tak intensywnego, że byłby w stanie rzucić się za tym do wody i stoczyć pojedynek na śmierć i życie o marne kwiaty i przemokłe liście.
Był jednak marnym puchem szepczącym jej do ucha szpetne prowokacje, niczym więcej.
-Każdy z nich pragnie być ziemią po której stąpasz, wiankiem, którym cię przywdzieją i suknią, która cię oplata, pokusiłbym się nawet o sierdzenie, że o tym ostatnim nie śmią nawet marzyć – nie znał jej nawet, nie winien był czynić jej podobnych aluzji, lecz nie mógł się powstrzymać, rzec był w stanie wiele, choćby dla tej jednej bruzdy na masce jej doskonałości – Musi czynić Cię to szczęśliwą.
Kobiety pragną, uwagi, prawda? I pochlebstw. Czy jest jednak większe pochlebstwo niż to, co się przed nami odgrywa?


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   28.08.18 15:24

Podążał za upatrzonym wiankiem aż na głębszą wodę - wysokie fale zniosły go nieco dalej, choć nie na tyle, by nie był w stanie go sięgnąć. Uchwycił dłoń na jego splocie, przysuwając ku piersi - ponad taflę - by uciekł od słonej wody. Promienie słońca nie osuszą go, nim dotrze do Evandry, ale mógł się przynajmniej postarać, by zminimalizować ilość wylanej na nią wody. Błyszczący kamień, jaki dostrzegł po drodze, okazał się odłamkiem spadającej gwiazdy - pochwycił go między palcami, obracając, by dostrzec mieniące się w słońcu refleksy. Odłamki były nie tylko cenne - były też rzadkie i piękne, dokładnie tak jak sama Evandra. Spędzali wspólnie tę tradycję już od wielu lat - tak jak od wielu lat zdobił jej głowę kwietną koronę. Zawsze wiedział, że pewnego dnia stanie nad wodą jako lady Rosier - i rzadko się mylił. Dziś nie musiał się już zmagać z konkurentami - choć jej wianek wciąż miał prawo wyłowić każdy, pierścienie na jej palcach jasno zdradzały jej przynależność - do niego. Wyzywające spojrzenie, które uchwycił, spoglądając na jej nieskazitelnie piękną twarz skwitował równie wyzywającym - aroganckim - uśmiechem.
- Nigdy ostatni - odparł bez zawahania, bo to nie w przeszłość powinni patrzeć, a przyszłość - po raz pierwszy tutaj wspólną  - i już na zawsze wspólną. - Moja pani - poprosił o uwagę, przyzwolenie, nim jak diadem uniósł kwietną koronę i dopiero za zgodą złożył ją na skroni damy swego serca. Skłonił się przed nią - dworsko - dziękując za czas, który teraz zgodnie z tradycją musiała z nim spędzić. - Straszny tu gwar - zauważył, podając jej ramię, by mogła się na nim wesprzeć - piaszczyste podłoże nie było przyjazne jej eleganckim pantofelkom. - Odejdźmy od tłumu - poprosił, w swoim stanie Evandra potrzebowała ciszy, spokoju i świeżego powietrza, a wśród największego tłumu nie było nic z tych rzeczy. Jął prowadzić ją w tył, dalej od innych, ku dalszej częśći plaży, która mocniej świeciła pustkami, skąd mogli przejść nad jedno z ognisk - tam też powinni zostać zobaczeni.
- Znalazłem drobinę spadającej gwiazdy - przyznał, z wolna wysuwając ku niej dłoń z błyszczącym kamieniem. - Przypomina urodą ciebie. Będzie pięknie wyglądać, jeśli każę wprawić ją w naszyjnik - Czy to sprawi jej przyjemność? Ostatnio tak wiele przeszła - chciałby wynagrodzić jej ten czas. Ukoić nerwy, dać radość, nosiła przecież pod sercem jego dziecko. - Jak ci minął czas? - Niechętnie wypuściłby ją na łąkę samą, dlatego zadbał, by pojawiła się tam w towarzystwie jego sióstr. Była chorowitą półwilą, damą, ciężarną kobietą, dmuchnięcie wiatru mogło ją skrzywdzić. Wydawało mu się, że dobrze dogadywała się zarówno z Fantine, jak i z Melisande - wolał to jednak usłyszec z jej ust, niż zostawić domniemaniu.

/zt Tristan i Evandra





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Alix Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6354-alix-e-lestrange#160659 https://www.morsmordre.net/t6410-daphne#163152 https://www.morsmordre.net/t6389-rady-i-komplementy-warte-pol-knuta#162474 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6431-alix-lestrange#164054
Zawód : Salonowa mądrala i tłumaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Lecz nie! To tylko maska, sztuki podstęp nowy -
Ta twarz, co wyszukanym uśmiechem porywa.
Oto ściągnięte bólem straszliwym oblicze,
Oto prawdziwa głowa i oto twarz żywa
Za rysy tamtej maski kryje się zwodnicze.
Biedna wielka Piękności! Łkanie piersi twojej. "
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   01.09.18 2:13

Bezsens, widzi we wszystkim bezsens.
Chciałaby przemienić się w rześką nutę morza, popłynąć z prądami i wirami niczym wianki zapomnianych przez nadzieję, panien. Nie może. Traci swoją jedyną szansę na odejście bez naocznienia przez stąpających po lądzie świadków.
Obcy cień przenika do prywatnej strefy wytyczonej śladami piaszczystych odbić, ale Lestrange nie wzdryga się, tłamsząc w sobie chęć natychmiastowej ucieczki. Zjawia się ktoś i nie pozwala zanurzyć się w beznadziei, ani potrzymać głowy pod wodą.
Nie on pierwszy walczyłby o względną uwagę sposobami mniej konwencjonalnymi. Jeszcze nie wie czyj głos wdziera się do świadomości, wciska pomiędzy szum morza i wrzaski taplających się w falach kawalerów. Kto tym razem zakłóca (nie) spokój i śmie przyłapywać ją w roli niewieściej damy o plebejskich perypetiach ? Modli się o zstąpienie Flaviena, ojca, kuzyna, wybawiciela i księcia na białym koniu.
- Pąsowieję na samą myśl o nim i o jego walecznym sercu. Jeszcze go nie znam, ani nie widzę, a już za nim tęsknię. – brzmi beznamiętnie znużona, acz odpowiada z teatralnym uniesieniem cyzelującym głoski. Mimochodem potęguje dystans ich dzielący, jak to zawsze ma w zwyczaju czynić w towarzystwie niezaufanych przedstawicieli płci męskiej.
Początkowo sądzi, iż poczuwa się zbyt dumna, by uraczyć kawalera gracją niezwykle cennego, głębszego spojrzenia. Jaka szkoda, że zarówno zamykanie buźki na kłódkę, jak i poskramianie ciekawości, nigdy nie należały do jej mocnych stron.
- Cóż za nieprzyzwoitości Pan prawi. Niemniej, winszuję wyśmienitych zdolności interpretacyjnych. Wręcz niespotykanych! Pokusiłabym się o twierdzenie, iż jest to opis oparty o własne doświadczenia i nastroje. Być może, jak najbardziej... aktualne?
Mierzy go wzrokiem, przesmykując pobieżnie po najważniejszych punktach młodziutkiej, jeszcze świeżej twarzy. Migawka błąkająca się po utartych meandrach pamięci, szepcze wyraźnie - znasz go, widziałaś i to niejednokrotnie. Hogwart, Twój rocznik, siedem długich lat spędzonych w jednej akademii magii. Puchon, Gryfon, ktokolwiek. Nigdy nie wyglądałaś poza swoje ciasne, ograniczone podwórko, wszystko poza cię nie obchodziło, Alix.
- Jakże płytką egzystencję muszą wieść jednostki, które podobne, plebejskie rytuały i tanie pochlebstwa, utożsamiają z definicją “szczęścia”.
Proszę bardzo - sili się na chłodnie wykalkulowaną kontrę, zwłaszcza iż widzi dłonie pozbawione kwiecistych plątanin, oraz złote włosy niezroszone jeszcze słonością morza. Nieuchronnie wpada w pułapkę prowokacji, której pomyślnie przeprowadzona próba, budzi wybudzenie z marazmu.
- Idąc tym tokiem myślenia, mężczyzna pozbawiony kwiecistej korony swej wybranki, spędzi resztę roku pisząc smętne treny, które skryje na dnie swojej szuflady? Czy to właśnie ma Pan zamiar zrobić po powrocie do domu?


Powrót do góry Go down
Rufus Longbottom
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6317-rufus-longbottom https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6340-uratuje-cie-przed-koncem-swiata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6390-rufus-longbottom#162493
Zawód : ratuje świat!
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I czy jest tak właśnie
W innym królestwie śmierci?
Budzimy się samotni
W chwili kiedy ciało
Przenika czułość
I wargi co chcą pocałunków
Do strzaskanego modlą się kamienia.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   01.09.18 21:05

Pojedynek toczył się zawzięcie, jeden z morskich rycerzy właśnie powalił swojego dzielnego oponenta, a jego chwilę nieuwagi próbował wykorzystać ten trzeci, który rzucił się za wiankiem w dramatycznym geście próbując pochwycić kwietną abstrakcję – jak gdyby sam picasso położył rękę na tym roślinnym dziele sztuki. Szczerze go to bawiło, zarówno jak dźwięczne słowa księżniczki, o której minuty uwagi walczyli Ci dzielni mężowie. Miotali się, pełni nienaturalnej ekspresji i szaleństwa, splątani pianą morską, jak gdyby z morza wynurzał się sam Laokoon i gibkie cielska węży oplatające jego ramiona – w tej gwałtownej walce triumf mógł wieść tylko jeden z nich, opętanych i rozpalonych do granic możliwości na samą myśl o urodzie swej wybranki.
To uczucie było wprawdzie dziwne i niepokojące, jej spojrzenie i gesty, z lekka odpychające. Wężowy wzrok syczał – gryzę, odejdź wędrowcze, nie zbliżaj się. Nie będę twoją zwierzyną, nie będę twoją ofiarą. Mimo subtelności i lekkości, jak gdyby jej anielskie ciało nie posiadło nigdy ciężaru tego świata, wisiało nad nią coś, czego winien się obawiać i co sprawiało, że chciał posunąć się o krok dalej. Ślepo i bez opamiętania, jak gdyby jej wdzięk opętał jego umysł, zawładnął myślami i odebrał zmysły – te zwrócone tylko do niej, nie znały już innego świata poza tym znudzonym, żelaznymi oczyma.
-Moje pragnienia nie sięgają po nic poza grobowym spojrzeniem pięknej Pani, a jeśli niegodzien jestem tej stali, niechże wyłupią mi oczy, bo jeśli miałbym Panią już nigdy nie oglądać, nie chciałbym widzieć niczego – cóż za emfaza, pasja przesączona najszczerszymi emocjami, słowa przeznaczone dla czułego szeptu, nie otwartego wyznania namiętności i wyzywającego, ognistego wzroku, którym ją obdarzył. Pełnego czegoś na kształt rodzącej się nienawiści, czy wyzwania? Może rozbawienia. Ciężko stwierdzić.
Między brwiami pojawiła się bruzda, kolejne słowa nie raniły go, niestety tylko wpędzały w coraz większą irytację, nieprzyjemne uczucie łaknienia, którego nie mógł zaspokoić – nie poddawała się, niczym rzeźba trwała na swym posterunku, niezraniona, trochę spokojna, czyniła to czego mógłby od niej oczekiwać, odpowiadała ze wzgardą, prowokując, niemal obrażając. A może robiąc to w sposób otwarty i właściwy dla jej pozycji? Pani tysiąca serc, dla której nieistotnym było, z kim spędzi ten wieczór, i tak czeka na pana, któremu zostanie podarowana w podzięce za najznakomitsze dary. Te natomiast przypadną nikomu innemu jak jej zrodzonej z muzyki i piany morskiej rodzinie.
-A jeślibym już odebrał sobie z życie tęsknoty za Panią, to niechże postawią posąg nad mym grobem o pani podobiźnie! – cóż to za piękna wizja, anioł śmierci pochylający się nad marmurem w ich rodzinnej krypcie, piękna Lestrange o twarzy wykutej z najszczerszego kamienia – Tak jak teraz, gdy oczekuje Pani na swego wybranka, to piękna postać, piękna lecz i ponura – skąd ten zachwyt? Skąd ta pasja w tych malarskich sylwetkach, nienaturalnie powyginanych, ze światłem padającym na roziskrzoną od wody skórę i mokre włosy przylepione do przystojnych twarzy – Nie – odpowiedział na jej ostatnie słowa, z lekka ostro, ze wzrokiem wbitym już nie w nią, a w bitwę o jej serce – To szczęście Pani, nie moje, choć nie jestem pewien, czy cokolwiek jest w stanie wykrzesać jakiekolwiek emocje na tym licu, ale staram się – być może doprowadzić cię od furii. Ciskaj ogniem, pogrąż mnie w rozpaczy za twoim głosem, utop moje marzenia o twoim oddechu, dla ciebie mógłbym utonąć i może utonę, ale przez ciebie – i myślę, że będę tego żałować – jak wielu przede mną i wielu po mnie.


Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Zawód : Asystentka Julii Prewett
Wiek : 23
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Silly Sally
OPCM : 11
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   02.09.18 20:23

Pomyślałam, że jest zabawny. Nie że śmieszny tylko to co przy nim się działo, ta jakaś dziwna aura lekkości sprawiała, że po prostu usta się wyginały. Może to też jego śmiałość. Ta ego dziwna odwaga w swobodnym byciu zwyczajnie sobą dodawała mi samej zachęty. Przygryzłam dolną wargę. Zsuwając z niej zęby czułam jak kąciki ust same wyginają mi się wyżej. Pouczyłam się zauroczona tym mężczyzną, który emanował zdecydowaniem. Poczułam się bardzo wygodnie tym, że on wiedział wszystko i gotowy był się mną zaopiekować, poprowadzić dalej. Chociaż nie wiem, czy płomień paleniska nie zaczął znajdować się okrutnie za blisko.
- Już nie będę więc, Ernie. Właściwie już teraz się nie martwię. Mam nawet nadzieję, że ruszymy w stronę ogniska - dołeczki w policzkach się pewnie pogłębiły bo jakoś tak faktycznie poczułam nagły przypływ ekscytacji. Spojrzałam w stronę gołąbków. Przez chwilę się zawahałam. Spojrzałam jednak na Erniego, którego głos był miękki, na jego oczy przepełnione beztroską - Nie - powiedziałam z pewnością w głosie. Uśmiechnęłam się przy tym ciepło - To też i jej wieczór, a ja jestem dużą dziewczynką - Zadarłam podbródek nieco wyżej w dziecięcej formie dumy. Trochę się wygłupiłam tym, no trzeba przyznać lecz co ja zrobię. Wywróciłam oczami w rozbawieniu pozwalając sobie wsunąć rękę pod ramię mojego mężczyzny na jedną noc. Nie chciałam by Poppy czuła się za mnie odpowiedzialną i odbierała sobie magię dzisiejszego wieczoru.


Powrót do góry Go down
Apollinare Sauveterre
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4149-apollinare-sauveterre https://www.morsmordre.net/t4299-rembrandt#90382 https://www.morsmordre.net/t4232-powidoki https://www.morsmordre.net/f208-horizont-alley-21-3 https://www.morsmordre.net/t4239-skrytka-bankowa-nr-1066#86886 https://www.morsmordre.net/t4236-apollinare-sauveterre#86874
Zawód : artysta, krytyk, dyrektor Galerii Sztuki
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Sztuka zawsze, nieustannie zajmuje się dwiema sprawami: wiecznie rozmyśla o śmierci i dzięki temu wiecznie tworzy życie.
OPCM : 9
UROKI : 18
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   02.09.18 23:39

Miał jasno określony cel. Gdy już raz się na coś zdecydował trzymał się swojego postanowienia. Więc gdy spostrzegł już wianek, z pozoru prosty, jednak jemu jawiący się jako jeden z ciekawszych, piękniejszych, nie zamierzał odpuszczać. Przyśpieszył, dostrzegając, że nie tylko on zmierza w jego kierunku. Nie zamierzał się poddawać, jeśli istniała jeszcze szansa na zwycięstwo. Krótkie machnięcie różki i sprawne Aeris odrzuciło mężczyznę na tyle skutecznie, by Apo bez problemów dotarł do wianka jako pierwszy. Wracał pewnie, rozglądając się za właścicielką.
Nie czekał na miłość. Właściwie nie wiedział już, czy nadal w nią wierzy. Nie, też nie tak. Poczuł przecież smak miłości. Postanowił jednak, że nigdy nie da się jej już omamić i pozwolić, by zawładnęła nim i jego życiem. Nie wierzył w zabobony, nie ufał też tej konkretnej tradycji. Szczerze wątpił iż uda mu się odnaleźć dziś kogoś, kogo byłby zdolny pokochać. Z tego prostego powodu, iż obawiał się, że nie pozwolić sobie już więcej na to uczucie, które uczyniło go słabym i zależnym. Pragnął siły i władzy, wiedzy, którą otrzymywał od nowego Mistrza przez usta śmierciożerców. Sam miał niedzielę niedługo stać się jednym z nich. Chcę wejść głębiej, dowiedzieć się więcej, zyskać wiedzę i moc, która kusiła.
Melodyjny głos odciągnął jedno myśli, wyrzucając go na powrót na plażę. Zerknął w dół na twarz którą już znał. Warg drgnęły lekko na słowa, które wypowiedziała w jego kierunku. To dzięki niej znalazł się szybko i bez większych problemów na Nokturnie, to ona powiedziała mu o runie znajdującej się na jego piersi. Może pozostawiony sam sobie, nigdy nie dotarłby do swojego przyjaciela, u którego udało się przełamać nałożoną na nich klątwę.
- Ale trudniej rozmawiać z tobą. A z tych dwóch rzeczy, zdecydowanie skłaniam się ku temu drugiemu. Zwłaszcza, że jeszcze właściwie nie podziękowałem ci za pomoc. - odpowiedział jej spokojnie, dokładnie lustrując ją ze swojego pułapu. Miała coś w spojrzeniu, coś, co ciągnęło jego wzrok ku jej tęczówkom. Prawdopodobnie właśnie dla takich spojrzeń mężczyźni tracili głowę. Oderwał niechętnie wzrok od jej twarzy, przenosząc go za jej spojrzeniem wprost na wianek który trzymał w dłoniach. Puścił go jedną dłonią, którą wyciągnął w jej kierunku, by poprawić kosmyk włosów na jej głowie, a potem nałożyć go prawie z namaszczeniem, w której znajdowała się łagodność, spokój i pewność. Opuścił dłonie tylko na chwilę, by zaraz jedną unieść i poprawić złote oprawki na nosie. - Jak mógłbym spłacić zaciągnięty dług? - zapytał odnosząc się do ostatnio udzielonej mu przez nią pomocy. Wyciągnął w jej stronę ramię, zachęcając gestem do objęcia i wspólnego spaceru. Wszak - wedle tradycji winna poświęcić mu choć trochę czasu. I miał nadzieję, ze właśnie to zrobi. Miała coś w sobie, obok czego nie potrafił przejść obojętnie - i nie chciał. Prawdopodobnie był swoim największym wrogiem. Gdyby lata temu nie pomknął za błyskiem w oku, za przyciągającym spojrzeniem, wtedy nie musiałby umierać po raz pierwszy. Ale nie żałował. Tylko głupcy żałowali własnych wyborów, które podjęli świadomi. I tak jak w tamtym, tak i w tym wypadku był gotów na konsekwencje własnych wyborów.




Just wait and see, what am I capable of

Powrót do góry Go down
Alix Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6354-alix-e-lestrange#160659 https://www.morsmordre.net/t6410-daphne#163152 https://www.morsmordre.net/t6389-rady-i-komplementy-warte-pol-knuta#162474 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6431-alix-lestrange#164054
Zawód : Salonowa mądrala i tłumaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Lecz nie! To tylko maska, sztuki podstęp nowy -
Ta twarz, co wyszukanym uśmiechem porywa.
Oto ściągnięte bólem straszliwym oblicze,
Oto prawdziwa głowa i oto twarz żywa
Za rysy tamtej maski kryje się zwodnicze.
Biedna wielka Piękności! Łkanie piersi twojej. "
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   04.09.18 21:25

Uporczywa wrzawa, istny kociokwik, echem roznoszący się po swarliwych falach morza, pełźnie po piaszczystym wybiegu i dociera do jej uszu.
Udaje, że nie słyszy.
Udaje, że nie rozpoznaje renesansowego obrazu malowanego na płótnie bajora.
Udaje, że rychło nadchodzące przybycie podtopionego wybranka, wcale jej nie obchodzi.
Przymyka powieki na przedłużający się fragment chwili; może to ziarenka piasku zaniesione przez wiatr, może to drobiny anomalii unoszących się w nadmorskim zefirze. A może szuka wyciszenia i stłumienia narastającej, prężnie produkowanej parzącej pary, która ujście mogłaby znaleźć w jej nozdrzach. Młodzieniec ma przed sobą transparentną tablicę Mendelejewa, ukazującą rzędy akcji i reakcje wszystkich pierwiastków, ale to nie jej wina, iż nie potrafi tejże odczytać.
Oczy otwiera, lecz nie następuje ukojenie narastającego rozemocjonowania, zamiast tego, lustruje impertynencki błękit jego źrenic. Kim jesteś i czego właściwie ode mnie chcesz? Jak śmiesz mi prawić podobne bzdury, nakręcać w spiralę osaczenia i odbierać ostatnie, tak skrupulatnie oszczędzane, minuty spokoju i harmonii?
Jest dla niej tym, kim większość twarzy kroczących w barwach innych niż zieleń, była za szkolnych czasów - pustą, białą kartą, na której nie ma nic. Nic, co przywołuje wyraźną adnotację, cokolwiek, co mogłaby wykorzystać w wymianie, którą aktualnie przegrywa. Byłych adoratorów o złamanych sercach zazwyczaj pamięta, jak przez listopadową mgłę, ale pamięta.  
Ponura i piękna.
- Wie pan co? - podnosi głos, nie modulując go już pod beznamiętną nutę - wydać się to może całkiem niedorzeczne, lecz gdyby ta konwersacja miała miejsce kilka lat temu, to najpewniej natychmiast oddałabym panu swoje serce.
Od wypadku w Ministerstwie, nie kusi losu w obawie o kolejny wybuch męskiej chciwości, ale nie udaje się Alix odprawić nieszczęśnika z pustymi rękoma. Mogłaby również, roześmiać się i obrócić wszystko w wyrafinowany dowcip - tak jak zapewne wiele panien by uczyniło. Jaka szkoda, że Lestrange nie kipi od przesadzonego dystansu do swej osoby. Dlatego też, usłyszanej recytacji nadaje obelżywych tonów, woląc brnąć w słowną szermierkę. Wycofanie i łagodzenie utraciły melodyjność. Nie należą do niej.
- Bezczelność przestała mi imponować. Myliłam ją z ikrą, dosyć długo, ale teraz wiem, iż podobnymi sposobami parają się osoby bez manier i wyobraźni.
Słodka Alix, nie pomyliłaś się ani trochę, gdy pewnego razu, lata temu, jako pisklę wyfrunęłaś na obkute lodem salony. Posmakowałaś wtedy czegoś świeżego i orzeźwiającego, koronując grubiaństwo tytułem zasłużonemu Księciu na Białym Koniu.
- Sądzisz, iż powinnam odejść, zanim wianek powróci do mych rąk. Odrzucić ich bohaterskie wyczyny i ostatnie chwile wieczoru oddać najmężniejszemu z nich wszystkich, temu który jest zbyt dumny aby umoczyć stopy w morzu, temu który zbyt wysoko ceni swój honor, ale wciąż chce posiąść le meilleur prix zabawy?
Wzroczy na cherubinowe sklepienie, niby anielskie, a zdradliwie zgryźliwe i niepokorne. Łagodny, ale nie odstępujący, z zacietrzewieniem i przedziwną ostrością w głosie. Chce go złamać, tak jak on próbuje ująć jej fasadę w bruzdy.


Powrót do góry Go down
Primrose Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6323-primrose-sprout#159252 https://www.morsmordre.net/t6427-cynamonka#163819 https://www.morsmordre.net/t6426-prymula#163818 https://www.morsmordre.net/f189-dolina-godryka-dom-numer-101 https://www.morsmordre.net/t6428-p-sprout#163820
Zawód : złodziejka ciastek; pomocnica w Czekoladowej Perle
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W walce między sercem a mózgiem zwycięża w końcu żołądek.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   04.09.18 21:29

Kolejne potknięcie się o korzeń doprowadziło do tego, że czarownica wreszcie wróciła myślami na ziemię i rozejrzała się wokół siebie. Ciemny las zdawał się nie być wcale tak przyjemny, jakim go pamiętała, a mając na uwadze przestrogę babci o zdwojeniu swojej uwagi, szczególnie w tak ciężkich czasach – zawróciła na łąkę tą samą ścieżką, którą wybrała. Uznała, że przy brzegu nie mogło być aż tak źle, jak sądziła zaledwie przed kilkoma minutami, że na pewno był jeszcze jakiś kawałek ziemi, do którego nie dotarły smukłe nogi i palce, i wcale się nie pomyliła, kiedy w przeciwieństwie do mijanej wcześniej grupki dziewcząt, poszła w przeciwnym kierunku. Była sama, rozkoszując się ciszą przeplataną śpiewem ptaków, i widokiem co jakiś czas lądujących w koszu amarylisów. Białe, czerwone, różowe – mimo braku szczególnie zaawansowanych zdolności do plecenia wianków, miała pewność, że mizerny splot z pewnością wynagrodzi ta piękna roślina.
Kwiatów miała dość, przynajmniej na skromny wianek, niekoniecznie oplatający całą głowę a trzymający się raczej wątpliwie na samym czubku, lecz to nie one zwróciły uwagę dziewczyny po długim marszu. Gdy tylko pochylała się, by dorzucić do wiklinowego kosza kilka następnych muszelek, jedna zdawała się błyszczeć w sposób do muszli niepodobny. Nie wiedziała, że ma do czynienia z odłamkiem gwiazdy; wiedziała jednak, że z pewnością przekaże ją którejś z kuzynek, mających większe pojęcie o możliwych do znalezienia ingrediencjach, niż ona.
Po spleceniu wianka i chwili kontemplacji nad doborem tak niewspółpracującego materiału, oddaliła się od zebranych wzdłuż brzegu osób. Pantofelki zrzuciła jeszcze na trawie, a potem unosząc nieco spód brązowej spódnicy, weszła do wody zaledwie do połowy łydek. W drugiej dłoni z kolei obracała ciasno spleciony wianek, w myślach wypowiadając życzenie, lecz wbrew pozorom o sobie pomyślała na końcu. W pierwszej kolejności poprosiła duchy wód i lasów o pomyślność dla bliskich, za którymi jeszcze się nie rozglądnęła. Wiedziała, że każda z kuzynek miała teraz swoje tajemnicze sprawy i chociaż nie podobał się jej taki obrót sytuacji, nic nie mogła na to poradzić. Rzucona na falę ofiara odpłynęła, z kolei jej twórczyni skierowała się na niewielkie, piaszczyste wzniesienie.




* * *like a flower made of iron


Powrót do góry Go down
Rufus Longbottom
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6317-rufus-longbottom https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6340-uratuje-cie-przed-koncem-swiata https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6390-rufus-longbottom#162493
Zawód : ratuje świat!
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I czy jest tak właśnie
W innym królestwie śmierci?
Budzimy się samotni
W chwili kiedy ciało
Przenika czułość
I wargi co chcą pocałunków
Do strzaskanego modlą się kamienia.
OPCM : 20
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   04.09.18 23:32

Oddałaby mu swe serce? Och, cóż za łaskawość, cóż za dobroduszność Pięknej Pani, że raczy nawet na niego spojrzeć! Obdarzyć spojrzeniem o wadze najszczerszych bogactw schowanych na dnie morza, skarbów ukrytych tak głęboko i pogrzebanych pod piaskiem - nieosiągalnych dla oka zwykłego śmiertelnika, istoty marnej i niegodnej – całkiem jak on. Stał koło niej, śmiał podnieść głos i zaburzyć nieskalaną harmonię, zniszczyć tę cieniutką powłokę spokoju, który tak nieuchronnie i boleśnie wymykał się spod jej smukłych palców.
Czujesz jak tracisz swoją wolność, lady Lestrange? Wypatrujesz swego księcia, władcy twego wieczoru, najodważniejszego z odważnych, człowieka honoru i triumfatora dzisiejszego pojedynku na śmierć i życie?
Kim był on?, właściwie cichym obserwatorem, kimś dla kogo stanowiła nieporządek na tle tego pięknego widowiska, zaburzała jego przestrzeń osobistą, przyciągała i doprowadzała do granicy wytrzymałości. Był bliski wyśmiania jej prosto w to piękne, gładkie porcelanowe lico, lecz pielęgnował w sobie cenną cierpliwość, cnotę lordów północy, zwłaszcza na widok pojedynczych pęknięć, które zwiastowały jego osobiste zwycięstwo. Nie potrzebował jej wianka, marnego zresztą, by złożyć go na jej czole, nie potrzebował jej uwagi, czasu i uśmiechów, właściwie ta złość iskrząca w oczach była czymś na co uważał, że zasłużył. I o co tak dzielnie, nieustępliwie wojował. Nagroda była już blisko, można nawet rzec, że w zasięgu ręki, wystarczyło tylko ją wyciągnąć.
-Doprawdy? - czy tego właśnie chciał? - Uważasz, że gdybym pragnął ten wieczór spędzić z Tobą, nie rzuciłbym się w pogoń za twą koroną? - oczywiście, że mógł tego pragnąć i mógłby również stosować ohydne próby namówienia jej do ucieczki. Taki właśnie był? Nieprzyzwoity. Niewychowany może? Szalony? Człowiek, który zapomniał o manierach, a właściwie zapomniał się, próbuje wedrzeć do komnaty, która nigdy nie będzie należała do niego? Zagarnąć bogactwa syrenich książąt dla siebie, a właściwie... najpiękniejszy, można się porwać o takie stwierdzenie, kamień w ich koronie? Raptownie i bez godności, niczym złodziej, ukraść ją z brzegu morza i porwać w szalony wir tańca i festiwalowych wróżb.
-Mógłbym to uczynić, mógłbym stoczyć o nią bitwę i wygrać, czekać pół dnia na twoje skinienie i teraz pojedynkować się z tymi odważnymi mężami o te kilka chwil, które mi podarujesz w zamian za moje męstwo, mógłbym, naprawdę! - naprawdę! Właściwie przez chwilę nawet o tym myślał, zastanawiał się, kalkulował, czy jest gotów na to, aby znów rzucić się w wir tej chłopięcej zabawy. Uczucia nie były czymś oczywistym, właściwie przestrzegał się ich, uważał, by nie wpaść w bolesną pułapkę ślepego zauroczenia i miłosnego szaleństwa. Kobieta przed nim miała wystarczająco wielu adoratorów, by odważyłby się o niej pomyśleć w kategoriach wychodzących poza cichą fascynację jej urodą i irytację na widok tegoż ideału. Jak gdyby akademicką piękność, gładką i wypolerowaną płaskimi ruchami pędzla wmalować w obraz o intensywności i strukturze impresjonizmu. Plaża była czymś żywym, wręcz można powiedzieć – wrażeniowym. A ona? Niczym wyrwana z tegoż bajecznego, iskrzącego obrazka, trwała nad wodą, spokojna i delikatna, żywa i nieżywa, ze wzrokiem niesmutnym, lecz również niewesołym, twarzą piękną lecz nieprzepełnioną gamą emocji i podekscytowania na widok pojedynku. Jej oczy winny iskrzyć, wpatrywać się w ten cudowny obraz z młodzieńczym oczekiwaniem i westchnieniem.
Lecz ona była ponadto, ponad nimi wszystkimi.
-Lecz to ty czynisz nieprzyzwoite aluzje, ponieważ ja...? Kim jestem, pani? Stoję tu tylko, towarzyszę twej piękności, raczę dobrym słowem, oto co czynię. Niczego nie oczekuję w zamian, lecz jeśli pragniesz właśnie tego, bym towarzyszył ci w tej szalonej ucieczce, nie wiem czy jestem godzien, ale kajam się i ofiaruję swoje ramię - pozwolił by te słowa zawisły między nimi - Jedno słowo!


Powrót do góry Go down
Billy Moore
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający Jastrzębi z Falmouth
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler


I have no hope in solitude


OPCM : 20
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   05.09.18 1:11

Nie planował pojawiać się tego dnia w Weymouth. Właściwie – pierwotnie nie planował robić tego wcale, w wyrobionym przez lata odruchu unikając ostrożnie wszelkich okoliczności, które mogłyby umieścić go w centrum niechcianej uwagi. Nie przepadał za tłumami, zapobiegawczo omijając zwłaszcza zbiorowe wydarzenia towarzyskie, wiedząc doskonale, że wśród ubranych w lekkie sukienki i szaty czarodziejów, kryło się co najmniej kilku reporterów magicznych czasopism. Tych od pewnego czasu obawiał się znacznie bardziej niż zwykle, zdając sobie sprawę, że pokazując się publicznie, narażał na obnażenie nie tylko siebie, ale i Amelkę; Czarownica co prawda nie wychwyciła jeszcze faktu, że od maja niemal wszędzie towarzyszyła mu kilkuletnia dziewczynka, ale wiedział, że była to jedynie kwestia mijających tygodni; wciąż jednak łudził się, że zdoła ochronić ją przed nieprzychylnymi spojrzeniami nieznanych jej ludzi, aż za bardzo skorych do oceniania niczemu winnego dziecka za jego własne błędy.
Koniec końców, do pojawienia się na wybrzeżu, skłoniła go samotność; nie, nie szukał zwiastowanej przez kwiatowe wiązanki miłości, nie wierzył w przesądy ani urokliwe tradycje – ale pozostawanie w pustych czterech ścianach wyjątkowo mu się przykrzyło, zwłaszcza gdy pomyślał, że wszyscy bliscy jego sercu czarodzieje, gromadzili się właśnie na terenach Prewettów, śmiejąc się i bawiąc, i korzystając z okazji, by choć przez moment udawać, że wojna nie czekała przed ich progiem. Ta perspektywa, okraszona obietnicą przygotowanych przez organizatorów atrakcji, przyciągnęła go na tyle skutecznie, że zdecydował się skierować kroki prosto na wybrzeże – jak się okazało, mocno już opustoszałe.
Nie potrzebował sokolego wzroku szukającego, żeby stwierdzić, że zabawa dobiegała końca, zresztą – wiedział to, zanim jeszcze dotarł do morskiego brzegu, po drodze mijając co najmniej kilkanaście zmierzających ku ogniskom par: roześmianych mężczyzn i kobiet z ociekającymi wodą wiankami na głowach, na tyle zaaferowanych sobą nawzajem, że (na szczęście) nie zwracali na niego większej uwagi. Samo wybrzeże zastał niemal zupełnie opustoszałe, z jedynie kilkoma wiankami wciąż unoszącymi się na spokojnych falach. W pierwszej chwili nie zainteresował się nimi poważniej, mając zamiar po prostu odnaleźć jakąś znajomą twarz, ale wydawało się, że zjawił się na to zbyt późno; niezręcznie było mu z kolei tak po prostu stać, więc – tknięty impulsem – strącił ze stóp buty, zdjął skarpetki i ruszył prosto w morze, sięgając ku jednemu z barwniejszych i piękniejszych wianków, nie wiedząc jeszcze, że należał do czarownicy, która sama nosiła imię jednego z kwiatów – Primrose.




soldier keep on marching on
head down till the work is done


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   05.09.18 1:11

The member 'Billy Moore' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :


Powrót do góry Go down
Alix Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6354-alix-e-lestrange#160659 https://www.morsmordre.net/t6410-daphne#163152 https://www.morsmordre.net/t6389-rady-i-komplementy-warte-pol-knuta#162474 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6431-alix-lestrange#164054
Zawód : Salonowa mądrala i tłumaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Lecz nie! To tylko maska, sztuki podstęp nowy -
Ta twarz, co wyszukanym uśmiechem porywa.
Oto ściągnięte bólem straszliwym oblicze,
Oto prawdziwa głowa i oto twarz żywa
Za rysy tamtej maski kryje się zwodnicze.
Biedna wielka Piękności! Łkanie piersi twojej. "
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   05.09.18 2:38

Patrz, wyjawiam ci swój mroczny sekret, rzucam przyznaniem do głęboko już zakopanej żałosnej słabości, nie zaszczuwam obrzydliwą trutką obłudy. Narzucasz mi się, nacierasz nieuzasadnioną tyranią i kpiną w głoskach. Nie rozumiem cię ani w co grasz, mogłabym zamilczeć, machnąć dłonią, odwrócić się i odejść zostawiając za sobą nielinearne ślady wyryte w mokrym piasku. Zamiast tego, odpowiadam ci, patrzę w oczy, mogłoby mnie już dawno tu nie być. Ale ty tego nie doceniasz.
- Nie. Sądzę iż mimo wszystko jesteś zbyt dumny na to, Lordzie Longbottom.
Przywołuje go na twardą posadzkę, zezując na rodowy pierścień zdobiący dłoń. Tak jakby stopowała zabawę, przywoływała z krainy fantazji i ról teatralnych. Żaden z ciebie podrzędny giermek, ze mnie żadna pierwsza lepsza syrenka z jeziorka. Spójrz - jesteś Lordem, a ja Lady, mamy swoje rangi i przypinki, nie maski, odgrywajmy je.
Chyba nie sądzi, że nie zna arystokratycznych facjat z tego samego rocznika? Może nie wymienić imienia, ani tonu głosu, ale za każde faux pas dostałaby linijką po łapach.
Odsuwa się jeszcze dalej, drąży dystans między nimi, tak jakby nie rosnąca irytacja górowała nad jej emocjami, a płochliwość i pierzchliwość.
- Każde kolejne słowo wypeł... wychodzące z twych ust jest niczym innym niżeli obelgą. Piękne te twoje poetyczne uniesienia, ale sensu i treści w nich brak. Ubliżasz mi.
Mówi ostro, ale tak, aby żmijowym syczeniem nie podekscytować słownego przeciwnika. Wargi wygina w prostą linię, niedaleko jej do ciskania w niego gniewnymi błyskawicami. Karmi ją bełkotem, ale jeszcze nie zna stawki gry, którą nakręca. Nie odczytuje go - nie potrafi, może z nasilenia irytacji, niepokoju i amplitudy nastrojów. Już sama wędrówka kątem oka w kierunku wojowników wianka, zapędza w matnię zdenerwowania i bezsilności. Odczuwa presję osaczenia z każdej strony i co gorsza, nie widzi żadnego ratunku. Uszu dochodzą dźwięki zgoła inne, obawia się, iż mogą oznaczać najgorsze.
- Jedyną osobą czyniącą sprośne aluzje, jest pan. - zauważa zdawkowo, odwracając się w stronę morza i poświęcając całą swą uwagę losom wianka, który właśnie się ku nim zbliżał - z jego prawowitym właścicielem. Racjonalne myśli wnet opuszczają jej kopułę, dołącza do nich matka chaosu i anarchii. Nie jest już chłodną statuą, a same lęki nie mają logicznego uzasadnienia. Zaczyna panikować.
- Nie zasługujesz na to. Żaden z was nie zasługuje.
Ciężkim westchnieniem przecina milczenie - zdecydowała, co ukazuje chyżym zwrotem, odwróceniem się na piętce i wyminięciem cherubinowego demona.
Alix, nie wypada, Alix, nie powinnaś.
- Zabierz mnie stąd. Ale podkreślam, nie szukam pańskiego towarzystwa.





Change in the air
And they'll hide everywhere. And no one knows who's in control


Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 44Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38 ... 40 ... 44  Next

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże
» Dzikie wybrzeże, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18