Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 37, 38, 39
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wybrzeże   08.11.15 12:03

First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.


Puszczone wianki:

Lyanna Zabini
Lunara Greyback
Sybilla Vablatsky
Jean Desmond

Wyłowione:
 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.09.18 0:14

Dlaczego? Dlaczego od jakiegoś czasu niezmiennie całkiem przypadkiem los stawiał ich na drodze, popychając w swoim kierunku. Dlaczego wszechświat postanowił przypominać jej o nim? Nie potrzebowała tego. Nie potrzebowała jego. Był jedynie epizodem. Pomyłką. Niewiele znaczącym aktem. Kolejną porażką. Jednym z pierwszych upadków, po którym również i po raz pierwszy udało jej się podnieść. Zranił ją świadomie. Zostawił samej sobie. I choć wtedy ubodło ją to do żywego, dziś mogła być mu jedynie wdzięczna. Zyskała siłę, zyskała pewność, odnalazła też miłość, choć była ona jeszcze trudniejsza. Nigdy nie wierzyła w opowieści babci Wilde o klątwie Morowy, a jednak ta zdawała się niezmiennie nawiedzać ją, gdy jej serce skierowało się w stronę czystokrwistego czarodzieja. Może ona sama - ona i jej klątwa - były wszystkiemu winne.
Zacisnęła zęby, napinając mocniej szczękę, skóra rozciągnęła się po jej policzku. Jak krótka droga mknęła między jednym uczuciem a drugim? Równie gorącym, a jednak tak różnym. Nie odpowiedziała jednak, mając wrażenie, że tylko na to liczy - na jej odpowiedź, którą będzie mógł przekształcić wedle własnych planów. A wywracać jej słowa do góry nogami potrafił lepiej, niż ktokolwiek inny.
- Pojawiłam się w wielu złych miejscach o niewłaściwych porach. To nie było jedno z nich. - odpowiedziała spokojnie, bez emocji jednak nadal nie tracąc na skupieniu. Nie pozwalała sobie na rozluźnienie, czy odprężenie. Nie przy nim. - Wątpliwe. - stwierdziła jedynie, spokojnie, nie reagując na tego typu słowa. - Ale zachęcam, znajdź ją i przekonaj się sam. - dodała swobodnie. Doskonale wiedziała, co by znalazł. Nic, co byłoby go zainteresować. Chyba że w spektrum interesujących go rzeczy leżała ona, rzucającą się w pościeli podczas kolejnego koszmaru.
- Widocznie starczy być mną. - nie spuszczała z niego spojrzenia. Potrafiła wytrzymać je wcześniej, potrafiła wytrzymać je i teraz - mimo upływu lat. Była naiwna, starała się być mniej. Skamander wściekał się za nią za to. Ale teraz wiedziała już więcej, ufała mniej. A może nie mniej, a ostrożniej. Zmarszczyła lekko oczy obserwując jego poczynania. Uniosła wargi w krzywym uśmiechu. - O niczym więcej nie marzę. - odpowiedziała chłodno. Czy wiedział? Czy był świadom tego, co zrobił jej Mulciber na przestrzeni lat? Czy kpił z niej znowu, albo zwyczajnie dalej?
- Zostawiłam cię dawno za sobą. A jednak nieustannie podchodzisz. Po co? Lubisz mnie dręczyć? - zapytała spokojnie, zaraz jednak wsłuchując się w jego kolejne słowa. Nie chciała nic, poza spokojem. Nie chciała wracać do dawnych wspomnień, wcześniejszych lat. Chciała zostawić je za sobą. Musiała skupić się na teraźniejszości, na wojnie, która nieuchronnie zmieniała się w ich kierunku. - To mi nie grozi, nie jestem aurorem. - jeszcze. Przemknęło przez jej głowę, ale tego nie musiał wiedzieć. Chciała go jednak dotknąć, do żywego, przynieść ból. Znaleźć chwilę by podnieść się i oddalić na odpowiednią odległość. Odejść i nie spoglądając więcej za ramię. - Mortiodentio. - wybrała, korzystając z tego, że jej różdżka dotyka jego szyi. Wyrwanie zęba było bolesne, a ona potrafiła to zaklęcie - nie należało do skomplikowanych, jednak cholernie bolesnych. Przewidywała trzy możliwe ścieżki. Pozwoli jej umknąć, do czego zebrała się zaraz po wyszeptaniu zaklęcia. Anomalie uniemożliwią jej poprawne rzucenie zaklęcia. Albo zdąży złapać ją, ignorując ból, nim ona oddali się na odpowiednią odległość. Trzecia opcja zdecydowanie nie będzie dobra. Nie będzie, bo zaklęcie z pewością wywoła w nim wściekłość. A ona wiedziała, ja mocno potrafił się wściekać.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   11.09.18 0:14

The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   12.09.18 19:51

Anthony w nieco udawanym zamyśleniu skierował swoje spojrzenie ponad linię horyzontu jak gdyby dopiero w tym momencie zastanawiał się nad sensem ich obecności w tym miejscu i o tym czasie.
- Z grubsza – to tak - Głowa poruszyła się kiwająco na karku nie widząc w podobnym stwierdzeniu niczego złego. Wręcz przeciwnie – To takie rycerskie. Takie zgodne z tradycją - w przeniesionym na Samuela chłodnym spojrzeniu zielonych oczu przemknął ciepły refleks a w głosie zakołysała się karykaturalna pompatyczność, gdy tylko znalazł to subtelne powiązanie między wartkimi spostrzeżeniami kuzyna, a historią ich nazwiska – bo to właśnie do niej, a nie tradycji festiwalu nawiązywał. Rolą błędnych wojowników, rycerzy w chwilach wolnych od powołania było w końcu ratowanie dam z opresji. Choćby i tej związanej z samotnością. Zabawnym jednak było to, że to że ich ojcowie prawdopodobnie równo przyklasnęliby rękoma w nadziei na to, że to jakaś kobieta uchroni ich przed samotnością.
– Jedno na szczęście nie wyklucza drugiego – sprostował kuzyna z jakąś ulgą życząc mu jednocześnie owocnych łowów. Samemu podszedł do brzegu pozbawiony butów, skarpetek, z podwiniętymi nogawkami. Spojrzał raz jeszcze na taflę morza wypatrując najbardziej odległy wianek. W jego mniemaniu był nim ten oznaczony bielą konwalii należący do Eileen. Dziwne. Gdzie był jej małżonek...? Z tą właśnie myślą ruszył w stronę wianka tak by jakieś obce ręce lub odmęty morza nie porwały.

+




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   12.09.18 19:51

The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   12.09.18 23:55

Los lubił naigrywać się z ludzi i jak widać doskonale ostatnimi czasy obrał sobie ów dwójkę za cel, choć spotkanie na wybrzeżu było akurat z szatyna strony celowe – przynajmniej sama rozmowa, bowiem nie mógł wcześniej wiedzieć, iż tam ją spotka. Nie przypominała kobiety rajcującej się wiankami i innymi tego typu duperelami, przeszłość zdawała się to podkreślać, jednak podobnie jak i on z zupełnego przypadku postanowiła wziąć udział w zabawie. To było irracjonalne, dziwne, nie potrafił tego wyjaśnić w swej głowie, choć wówczas nie zaprzątał myśli owymi pytaniami. Chciał jedynie odpocząć, upić się uśmierzając tym samym ból powstały w wyniku walki z pieprzonym magiem i jego półolbrzymowym kumplem nieomieszkującym pozbawić go śledziony.
Dostrzegł napięcie na jej twarzy, czuł gęstniejącą atmosferę, był przekonany o istnieniu ran, które nigdy nie zostały w stu procentach zabliźnione i dawały o sobie znać przy każdej, nawet najbardziej banalnej sytuacji. -Oczywiście, że nie.- zakpił uśmiechając się przy tym paskudnie ironicznie. -Cmentarz też planowałaś i to ja znalazłem się w złym miejscu oraz czasie.- pokręcił głową z niedowierzaniem, a następnie upił kolejnego łyka ognistej. Odkąd pamiętał sprzeczali się jak dzieci obierając za źródło kłótni zupełnie absurdalną rzecz, czynność, by w następstwie dochodzić swojej racji lub prawdy. Łączyła ich upartość, pragnienie udowodnienia sensu we własnym toku myślenia, jednak mogli przełożyć swe ambicje na coś „większego” jak spór, który toczył się obecnie.
-Brzmi jak wyzwanie, wiesz że jestem ich fanem.- stwierdził zgodnie z prawdą rzucając jej pobieżne spojrzenie, by za moment na dłuższą chwilę skupić wzrok na jej iskrzących ze złości tęczówkach. Doskonale wiedział jak wielką, silną nienawiścią go darzyła, przeszłość pozostawała jedynie wspomnieniem, niezwykle żywym oraz prawdziwym, ale to właśnie owe uczucie podkreślało jego wagę. Tylko odpowiednie zaklęcie mogło na zawsze wymazać to co zniszczyli, co pozostawili za sobą bez cienia zawahania – a może po prostu ze strachu? -Jaka jest nagroda?- spytał unosząc brew z wyraźną ciekawością bijącą z twarzy. Nie oszukiwał, był ciekaw czy nadal nie brakowało jej spontaniczności.
Wielokrotnie powtarzał dziewczynie, iż owe słowa to istna bujda. Używało się ich by podkreślić wagę pewnych słów, ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Sztuczne ubarwianie nie mogło znaleźć szczęśliwego zakończenia – przekonała się o tym na własnej skórze.
Ramsey nie znał żadnych szczegółów znajomości szatyna z Justine. Drew pozwalał mu wiedzieć tyle na ile mógł sam spostrzec czyli notoryczne dręczenie i wyzwiska, którymi częstowali ją przy każdym spotkaniu. Świadomość Mulcibera w owej kwestii nie była konieczna, z resztą Macnair nikomu nie opowiadał o żadnej z zaistniałych sytuacji, więc całość wciąż pozostawała tajemnicą jeśli i dziewczyna zamknęła buzię na kłódkę. -Może spotkanie po latach przy kawie dobrze by wam zrobiło.- prychnął pod nosem przypuszczając jak prawdopodobnie by się to skończyło – rozlewem krwi. Klątwa pozostawała plotką, nie był przekonany o jednoznacznej wersji, a nigdy nie pytał o to samego zainteresowanego.
-Jak widać mój powrót do miasta nie jest Ci na rękę, a liczyłem na ciepłe i huczne przywitanie.- wykrzywił wargi w szelmowskim uśmiechu wyraźnie kpiąc z tematu. Nie obrał sobie za cel wchodzenia jej w drogę na siłę, właściwie nie zastanawiał się dlaczego zrobił to tego wieczora; pewnych, instynktownych działań nie potrafił zahamować. -Może po prostu się stęskniłem, a ty nieustannie celujesz we mnie różdżką?- uniósł brew nie zmieniając tonu wypowiedzi – ironia przelewała się przez każde jego słowo i niczym nóż przecinała jakiekolwiek nadzieje na szczerość.
Gdy wypowiedziała zaklęcie zacisnął mocniej dłoń na jej różdżce, bo choć inkantacja była mu nieznana domyślił się, iż nie miała na celu poprawić jego samopoczucia. Momentalny ból w tylnej części żuchwy zalał jego umysł hamując przy tym jakiekolwiek inne bodźce – nie czuł już kłucia w klatce, nie piekła go obita twarz tylko całość skupiła się na cholernych dziąsłach. Wypluł zebraną krew wraz z zębem, który doskonale wiedział, iż wyrwała. Czuł to wyjątkowo intensywnie. Przez myśl przeszło mu pragnienie skręcenia jej karku, wyrwania serca, skazania na tortury jakich nie wyśniła sobie w najgorszych koszmarach, ale wcześniej przyjął inną taktykę i takowej zamierzał się trzymać. Dzisiaj nie chciał walczyć. -Ból zniknie. Po czasie już nie pamięta się o nim, a samym urazie jaki miał miejsce. Masz jak widać z nim wiele wspólnego i to właśnie dzięki tobie do tego przywyknąłem.- powiedział zaciskając nieco mocniej wargi, choć nie biła z jego oczu złość. Był spokojny, nad wyraz opanowany. Zaraz po wypluciu kolejnej krwi docisnął różdżkę do podłoża tak, aby nie była już wycelowana w niego. Był silniejszy i musiała uznać jego wyższość, ale wciąż istniało ryzyko, że ponownie zerwie się do ataku. -Ty też zniknęłaś.- dodał patrząc jej prosto w oczy i puszczając tym samym drewno. Nie zamierzał walczyć, nie dziś. Odwróciwszy wzrok upił ognistej zerkając gdzieś przed siebie, na taflę lekko wzburzonej wody. -Możesz znów to zrobić.- w końcu jesteś w tym najlepsza.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Alix Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6354-alix-e-lestrange#160659 https://www.morsmordre.net/t6410-daphne#163152 https://www.morsmordre.net/t6389-rady-i-komplementy-warte-pol-knuta#162474 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6431-alix-lestrange#164054
Zawód : Salonowa mądrala i tłumaczka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
"Lecz nie! To tylko maska, sztuki podstęp nowy -
Ta twarz, co wyszukanym uśmiechem porywa.
Oto ściągnięte bólem straszliwym oblicze,
Oto prawdziwa głowa i oto twarz żywa
Za rysy tamtej maski kryje się zwodnicze.
Biedna wielka Piękności! Łkanie piersi twojej. "
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   14.09.18 20:10

Nie dzieli wrogości spojrzenia ani oschłości sylab. Nie odzywa się, choć milczenie zdaje się uwierać i razić. Zatoczyła dzisiejszego dnia pełne, dorodne koło - od marazmu, irytacji, wściekłości, wszystko aż do powrotu apatii.
Do tej pory pielęgnowała to uczucie – odnóżki motyla stąpające po dnie żołądka. Jeden z niewielu punktów zaczepienia, tematu z innymi pannami, wspomnienie zauroczenia, nieobecność niechęci i znużenia towarzystwem mężczyzny. Był dla niej wtedy inteligentnym arystokratą o płowych włosach – Lordem Malfoyem, Lordem Bulstrode, bądź karierowiczem od Crouchów. Jeden z wielu, ale to jemu mogła poświęcać chwile na kolejnych sabatach, to do jego osoby nie czuła niechęci i napięcia. Spotkała go lata temu, lecz przywiązanie do wspomnienia, kruchego, mętnawego i zmąconego tysiącami prób odtworzeń, było silniejsze niż większość relacji jakie próbowała nawiązać. To jego szukała, trochę obsesyjnie i rozpaczliwie, odrzucając odpowiedź leżącą tuż nieopodal. Ma wiele pytań, ale nie jest pewna czy odpowiedzi na nie są czymś, czego w tym momencie potrzebuje jej rozstrojona emocjonalność. Żyła podskórnym przeczuciem, że coś i ktoś na nią czeka, aby odmienić monotonię egzystencji. Myliła się.
Lord Longbottom nie jest już w jej oczach tym samym kawalerem co lata temu. Najpewniej od zawsze tkwił pod płaszczem fatamorgany i zlepku zdań, które w ówczesnej nastrojowości chciała usłyszeć, osobistą, błędną interpretacją liryki.    
- Poczułam się sprowokowana, lecz nie powinnam była się tak unosić. Podobnie stresujące sytuacje wymuszają na mnie postawę obronną - tłumaczy się po namyśle, tak jakby właśnie cytowała własnego ojca, który zajmował się analizą jej psychiki od niepamiętnych czasów. Odwraca się przy tym nieznacznie, szukając w obrębie leniwego spojrzenia czy aby ktoś się im nie przygląda. Na plaży nie dostrzegła wcześniej żadnej niewiasty, która mogłaby nieprzyjemnie naplotkować o ucieczce. Mężczyźni wystawieni na waleczną próbę bez obiecanej im nagrody, mogą stanowić nieco większe zakłopotanie. Nie martwi się tym, chyba iż zwycięzcą okazał się któryś z lordów.
- Tak, będę wdzięczna za eskortę. Zakładam, iż lord nie dba o tę kwestię, lecz będę zmuszona prosić o trzymanie się jednej wersji wydarzeń dzisiejszego wieczora. Jedynie gdyby ktoś był dociekliwy, bądź widział, albo słyszał, słowa bez odpowiedniego kontekstu.

zt x 2


Powrót do góry Go down
Elodie Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Zawód : Lady Harlequin
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Oh dear diary, I met a boy - he made my doll heart light up with joy
OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   15.09.18 2:02

Boi się. Nie potrafi jeszcze tego przed sobą przyznać i kiedy przegląda się w licznych lustrach, zdobiących wnętrze rodzinnej rezydencji — widzi jedynie promienny uśmiech osiadły w kącikach ust oraz błysk pierścionka zaręczynowego, pyszniącego się dumnie na jasnym paluszku. Nie tyle nie dostrzega, ile stara się po prostu nie zauważać niepokoju czającego się w orzechowych tęczówkach, ignoruje również nagłą sztywność wiotkiego ciała, gdy docierają doń kolejne listy gratulacyjne okraszane trzepotem sowich skrzydeł. Nie chce myśleć o nich jako o czymś przykrym, jako że zostały wysłane w dobrej wierze oraz niemej pochwale, za wypełnienie niewieściej powinności względem swego rodu. Nie zmienia to jednak faktu, że się boi. Być może nie samej zmiany statusu panny na coś więcej, nie tak do końca przynajmniej. Wszakże była do tego przygotowywana, odkąd tylko dane jej było zaczerpnąć pierwszy oddech, a fałszywe śluby zawierane z przypadkowymi członkami rodziny wypełniały dziecięcą codzienność. Odczuwała nawet pewnego rodzaju dumę, iż w tak młodziutkim wieku przyszło jej zaznać ślubnej gorączki, podczas gdy drogie przyjaciółki oraz znajome, wciąż balansowały na jakże okrutnej granicy staropanieństwa. Jednakże strach nie znikał, zawsze czaił się w podświadomości, burząc porządek wspomnień oraz spokój ducha. Nie miał on swego źródła w nadchodzącym ślubie, w osobie samego narzeczonego, w perspektywie zamieszkania w ponurym, przerażającym Durham. Nie, nie. To, czego Ellie obawiała się szczerze, co spędzało sen z cienkich powiek oraz wywoływało instynktowne drżenie serca, było ciszą. Lękała się milczenia ponad wszystko. Ukochała słowa, lawirowała w nich z równą zręcznością, z jaką wykonywała baletowe piruety — jeśli nawet nie większą. Używała ich w mowie i piśmie, karmiła się nimi, a zarazem pozwalała sobie w nich tonąć. Ich brak, znikomość komunikacji młodej pary mogąca przerodzić się w dystans, chłód oraz zniechęcenie, była nazbyt podła dla artystki. Bez rozmów, z niemymi wyrzutami czającymi się zewsząd, miała marne szanse na rozpisanie swojej własnej bajki. Bajki równie słodkiej, jak ta utkana prosto dla Evandry, obdarzonej urodą, urokiem oraz uczuciem wobec niej szczerym. Czy lady Parkinson miała szansę na, choć odrobinę tego, co otrzymała wila? Długo i szczęśliwie było czymś, czego nie była skłonna oddać tworzonym przez siebie postaciom tak łatwo, a co zaborczo zabrałaby dla siebie, nie szukając na siłę większych przeszkód. Póki co, wraz z przemijającym czasem, miała przykre wrażenie, iż przypominają wraz z lordem Burke, dwa dzikie stworzenia stłoczone na niewielkiej przestrzeni, zmuszone siłą do wspólnej koegzystencji, ku uciesze gapiów ciasno otaczających ich klatkę. Krążą wokół siebie powoli, oszczędni w agresywne gesty oraz większe wyzwania, póki co badając wzajemnie siebie oraz własne reakcje. Zastanawiają się, cóż rzec, jakich słów użyć, czy dany ton wprawi drugą osobę w niezadowolenie, czy w ogóle chcą, aby druga osoba była zadowolona? Elodie pragnie wierzyć, że tak — że chociaż czekało ich małżeństwo z rozsądku oraz potrzeby poprawienia nie najlepszych jak dotąd rodowych stosunków, tak nie muszą skazywać się na lata chłodu oraz zwodniczego piekła. Wystarczyła przecież odrobina akceptacji i uprzejmości, sympatii oraz próby zrozumienia. A przede wszystkim, potrzebowali czasu. Czasu spędzonego wspólnie, bez ciekawskich oczu ciągnących ku sylwetkom zajmującym ich własny skrawek plaży.
Było to trudne, różnili się przecież tak bardzo, jednak kiedy dziewczątko spoglądało w czeluść ślepi swego towarzysza, raptownie rozświetloną pogodnymi iskrami, ze swoistą tkliwością uznała, iż będzie w stanie to uczynić. Będzie w stanie polubić tego dziwnego, zamkniętego w sobie człowieka, zacznie odnajdywać się w zawiłościach jego szczątkowych min, nienachalnie ciągnąć za język, który przecież miał tyle intrygujących rzeczy do powiedzenia. I może, jeśli tylko los będzie dlań łaskawy, nauczy się czuć coś więcej.
Jesteście pewni? Wygląda dosyć niepozornie, lecz może się okazać prawdziwym zakapiorem — zauważa, również pozwalając sobie na nieznaczny żart nadto zadowolona z lekkości tonu, jaka wybrzmiewa w głębokim głosie narzeczonego — Jednak pochlebia mi wasza wiara w moje zdolności sir, będzie mi on skarbem — zapewnia zaraz, czując, jak różane wargi nie przestają wyginać się w uśmiechu. Nie jest to być może tak dziwnym, jako że należała do niewiast nader pogodnych, jednak przy Quentinie doświadczała zaskakująco sprzecznych emocji. Z troski przechodziła jakże gładko do urazy, z urazy w delikatność, z delikatności w ostrożność, którą zaraz przekuwała w jakąś przewrotną figlarność. Zupełnie tak, jakby jego towarzystwo w jakiś przedziwny sposób sprawiało, iż tworzyła się na nowo. Rozpadała się i chociaż kontury pozostawały takie same, tak wyuczone zachowania względem nieznanych (pozornie) jej person, ścierały się z trudną do opisania, nowo nabytą brawurą.
Z ogromną przyjemnością — zgadza się niemal natychmiast, z obawą odsuwając się, kiedy kolejni mężczyźni wynurzają się z morskich fal i zmierzają ku swym wybrankom, mijając przy okazji panienkę, bezczelnie grożąc jej tym samym, zetknięciem przypadkowym przemoczonych ciał — Cały czar tradycji znika, gdy jest tak tłoczno — przyznaje, subtelnie zwracając uwagę, iż w większości otacza ich obecnie plebs żądny tanich rozrywek, niźli szlachta godnie reprezentująca swój stan. Z uwagą przy tym zawija koral w jedwabną chusteczkę, którą chowa w kieszeń sukni, gdzie tkwi również sakiewka z jagodami jemioły. Zawierała ona uprzednio kilka galeonów, lecz czymże były liche monety w porównaniu ze znaleziskiem? Kiedy prezent jest bezpieczny, może poprawić chustę tkwiącą w zagięciach łokci i dopiero wtedy ujmuje ramię alchemika.
Zdradzi mi lord, czy zdołał pan zauważyć tego dnia coś interesującego? — pyta, spoglądając nań ze szczerą radością oraz ulgą, iż przychodzi opuścić im brzeg pełen coraz to głośniejszych ludzi. Wrażliwe uszy pisarki, nazbyt czułe na szlachetność melodii klasycznych oraz czystość głosów wykwalifikowanych śpiewaków, za nic nie mogły odnaleźć się pośród tej godnej potępienia kakofonii.




The ugly years of being a fool
...Ain't youth meant to be beautiful?
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 30
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   16.09.18 18:05

Im dłużej tutaj była, tym mocniej chciała zniknąć, rozmyć się w powietrzu, albo najlepiej cofnąć o kilka godzin wstecz i całkowicie i kategorycznie odmówić Wright - choć wiedziała, że i tak nie dałaby rady. Hannah posiadała coś w sobie - a może posiadali to w sobie wszyscy z jej rodziny - że nie potrafiła powiedzieć im nie. Wrightowy magnetyzm? Możliwe.
Nie było przypadku w tym, że zjawiła się tutaj. A może jej przypadkiem, były jej przyjaciółki. Szczerze wątpiła w pojawienie się Skamandera. Co dziwniejsze, nawet gdy myślała o tym, że mógłby się pojawić, jej myśli skłaniały się ku temu, że nie sięgnąłby po jej wianek. Z tylko sobie znanych powodów - ona nadal pozostawała ich pozbawiona.
Była spięta. Napinała wszystkie mięśnie każdego uważnie pilnując. Zacisnęła mocniej zęby napinając szczękę. Ta dyskusja prowadziła donikąd - jak wiele poprzednich. Jednak wtedy, w krótkich, bezsensownych sprzeczkach nie widziała nic złego, a właściwie coś pociągającego. Dzisiaj jedynie ją męczyły. Niepotrzebna strata energii i czasu.
- Myśl co chcesz. - powiedziała więc jedynie. Czy nie wiedział w jakim celu wędrowało się na cmentarz? Czy naprawdę sądził, że znalazła się tam tylko dlatego, by spotkać jego - nie mając nawet pojęcia o jego obecności w Londynie. Zostawiła go dawno za sobą. Zaleczyła stare rany. Oddała serce innemu. Choć klątwa i tak niezmiennie podążała za nią.
Uniosła na błękitne spojrzenie na niego marszcząc lekko brwi. Czy nigdy nie wychodził z roli, czy od zawsze nią był? Przestała już rozumieć, a może przestała próbować. Wiedziała że pod toną sarkazmu, i kilometrami ironii krył się ktoś inny. Nigdy jednak nie dotarła dostatecznie daleko, choć na tyle, by mieć tego świadomość.
- Będziesz miał niepowtarzalną okazję zobaczyć mnie ponownie. - odcięła się z niewzruszoną twarzą. To w tym miejscu znajdowała się ich największa różnica. On potrafił wchodzić świetnie w swoją rolę, zrósł z nią, nigdy z niej nie wychodził. Zdawał się rozluźniony, zwyczajny, pewny. Ona zaś nie potrafiła kłamać. Ani sobie, ani innym. Próbowała, jednak nic z tego nie wychodziło. Nie potrafiła więc przestać uważać, czy też ukryć tego, jak mocno pilnuje każdego ruchu.
- Może. - skwitowała krótko. Temat Mulcibera jej nie leżał i nie zamierzała udawać, że jest inaczej Podczas ich ostatniego spotkania na moście - w kwietniu - rzucił w jej stronę czarnomagicznego węża, a potem zostawił ją na jego pastwę. Chciał jej śmierci. A może zwyczajnie lubił się nad nią pastwić. Nie miało to znaczenia, nie chciała go oglądać.
- Masz dziwny sposób okazywania tęsknoty. - burknęła nadal widocznie spięta. Niezmiennie dokładnie pilnująca każdego kroku i ruchu. Ta rozmowa nie dała jej nic, poza rozdrażnieniem. Nic poza złością. Powinna była odwrócić się na pięcie i odejść. Choć wątpiła, by mocny uścisk na dłoni pozwolił jej się łatwo wyrwać.
Zamarła, gdy szarpnęła różdżką po wypowiedzianym zaklęciu chcąc podnieść się jednak bez skutku. Wyrwała z mocą, powracając na miejsce, gdy szarpnięcie okazało się za  słabe. Wstrzymała oddech, czując jak zdradliwy strach dotyka jej ramion. Oczy rozszerzyły się w zdumieniu, gdy się odezwał. Nie zapanowała nad emocją, która wykwitła na jej twarzy. Ukłucie mentalnego bólu targnęło nią nieprzyjemnie. Szok, dziwnie i smutek. Nie zareagowała, gdy przycisnął jej różdżkę do podłoża. Kolejne słowa zmarszczyły jej brwi, odwróciła głowę, nie mając ochoty obserwować jego profilu. Zacisnęła wargi. Poczuła jak nacisk na na różdżce zelżał. Szybko zabrała dłoń.  
Była zdziwiona, zarówno jego zachowaniem jak i słowami, które wbijały się w nią niczym zmyślne sztylety. Więc to ona była winna. I choć sądziła, że nie tylko ona tutaj zawiniła, to ubodło ją to mocno. Odsunęła się, jednak nie podniosła. A powinna, wiedziała że tak.
- Musisz mi pozwolić. - powiedziała do niego ze swojej pozycji. Odsunęła się jeszcze trochę, zaciskając mocniej dłoń na różdżce na wszelki wypadek. - Pozwól sobie kochać. Gdzieś znajduje się ktoś, kto zrozumie cię całkowicie. - dodała, wiedząc, że ma rację. Miłość nie była prosta i piękna. Nijak miała się do opowieści z książek. Ale ona spróbowała jej już, dokładnie i całkowicie. Mimo wszystko nie żałowała nigdy, że pokochała całkowicie Skamandera. Wiedziała, że mogłaby pokochać całkiem też jego, gdyby wszystko zwyczajnie potoczyło się inaczej. Powinna odwrócić się na pięcie i odejść, przecież, ponad wszystko chciała stąd zniknąć. A jednak nie ruszyła się nawet o milimetr.





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   23.09.18 14:12

Dziesięć lat temu pierwszy raz wyłowił z morskich odmętów wianek Moiry. Nosiła już wtedy na palcu pierścień, odcisnął na niej swoją pieczęć i naznaczył jako własność, ale pamiętał, że mimo tego jakiś gołowąs usiłował go skompromitować i ubiec w tym wyścigu. O mały włos wywiązałaby się wielka awantura; Magnusa bez reszty zalała krew, która naznaczyła również turkusowe fale. Nieszczęśliwy wypadek, młodzik musiał poślizgnąć się na kamieniu, rodzina obserwująca potyczkę znad brzegu pozostawała czujna i w porę zatuszowała skandal. Rowle wspominał zaś ten pojedynek z niejakim rozczuleniem zawsze, kiedy wracał nad wybrzeże i niezmiennie rzucał się po kwietną ozdobę splecioną przez jedną i tę samą kobietę.
W tym roku było inaczej, ale i tak powędrował na plażę, łudząc się, że przynajmniej pocieszy oczy widokiem rozedrganych panien w gołych głowach, z napięciem obserwujące wyczyny karkołomne wyczyny kawalerów, zmagających się ze zdradliwym żywiołem. Ustał z boku, z dala od centrum rozgardiaszu, oparł się plecami o pień wysokiego drzewa i leniwie odpalił papierosa. Ostatniego, chociaż z rana skrzat otrzymał rozkaz uzupełnienia jego papierośnicy. Magnus uniósł lekko brew - irytację na sługę zastąpił delikatny niepokój tak niekontrolowanego spożywania tytoniu. Wcale nie musiał zajmować czymś myśli ani rąk, może tylko w towarzystwie żony, bo wówczas drżały mu niemiłosiernie. Z żalu i obawy, że ją straci, to przecież oczywiste, że dlatego uciekał gdzieś, gdzie jakaś ślicznotka sama wepchnie mu się w ramiona. Było ich tu na pęczki, szlachcianki i mieszczki, pałętały się też i szlamy, ale z otoczki sukien, klejnotów i wymyślnie poupinanych włosów, Magnusowi w oczy rzuciła się jedna tylko dziewczęca sylwetka. Rozstali się w krępującej ciszy, w nieporozumieniu tak napęczniałym, że i teraz zdawało się zajmować wolną przestrzeń między nimi. Jeśli zrobi krok, przekłuje tę bańkę. Rozpryśnie się bez echa, czy uwolni toksyczną wydzielinę?
Poczuł, że zasycha mu w gardle, więc przełknął ślinę i ruszył chwiejnie do przodu, tracąc stabilne oparcie pod postacią wiekowego drzewa. Znowu czuł się jak niezgrabny nastolatek, nieprzyzwyczajony do nagle wydłużonych kończyn, gdy kroczył ku niej, gnany niedorzecznym... pragnieniem? tęsknotą? smutkiem? Zawsze był kiepski w nazywaniu emocji, o których wmawiał sobie, że zna je tylko z książek. Fiolet jej sukni wybrzmiał za to nadzieją - o ton jaśniejsza od jego wyjściowej szaty - więc moczył swoje odzienie, brodząc po pas w bystrej wodzie, rozglądając się zaciekle za wiankiem, który rzuciła. Nie widział wprawdzie tego momentu, zbyt skupiał się na niej, lecz wraz z delikatnym powiewem wiatru, pochwycił mocny, orzeźwiający zapach mięty i już wiedział. Nie tylko on zresztą czaił się na ten kąsek, uroda półwili, nawet przygnębionej - i to potrafił rozgryźć - przyciągała amantów, jak smutek nasycał dementorów. Magnus naparł więc mocniej, starając się stawić opór falom i pierwszy sięgnąć po wieniec, pachnący miętą i werbeną. Na głowie Yvette na pewno będzie wyglądać uroczo, lecz nie to chciał jej powiedzieć.

+


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   23.09.18 14:12

The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :


Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/39
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   23.09.18 21:15

Nie chciała spodziewać się, że nie przyjdzie, choć taki scenariusz wciąż chodził jej po głowie. Barty był znany ze swojego spóźnialstwa, ale akceptowała to w nim; akceptowała w nim wszystko to, z czego był złożony – z zalet i wad, z najmniejszych i największych cech, które znała i których konsekwencji mogła się domyślić. Kiedy nie mogła go odnaleźć w tłumie, a trzeba wspomnieć, że obracała się dookoła siebie i stawała na palcach, żeby wyjrzeć poza głowami zgromadzonych czarodziejów, nie wiedziała, co począć. Odejść niezauważenie? A może jeszcze poczekać? Choć chwilę.
A potem jeszcze jedną. I kolejną.
Nie była na niego zła, prędzej było jej do muśniętego zawodem westchnięcia, niż do zaciskania pięści z tej niemej frustracji. To był Barty, nie miała serca mu tego nie wybaczać. Gdy ostatecznie zauważyła, że większość czarodziejów odnalazła już swoje pary, zaczęła myśleć nad powrotem do domu. Może tam był, siedział przy stole i uważnie studiował traktaty transmutacyjne albo zasnął w fotelu, tak po ludzku, tak po prostu. Czasami tak się przecież zdarzało każdemu. Westchnęła po raz kolejny, zupełnie mimowolnie, i przesłoniła dłonią włosy, żeby spojrzeć na drogę, którą powinna podjąć, by dotrzeć do domu i ominąć największe skupiska zakochanych. I wtedy zobaczyła coś bardzo dziwnego. Nie moment, gdy mężczyzna wchodził do wody, ale już chwilę, gdy wychodził z niej razem z wiankiem, który zdołała rozpoznać jako swój. Biel konwalii odznaczała się w nim wyjątkowo wyraźnie. Konwalii, które uwielbiała. Na pewno nie pachniały już świeżością ani nie nosiły na sobie aromatu lasu, za to przesiąkły wonią morskiej soli i alg. Ale to wciąż był jej wianek. Podjęła powolny krok w stronę rozpoczynającej się skalnej granicy, wzrokiem pomknęła za odlatującym z krzykiem kormoranem. Mężczyzna walczył o jej wianek, w dodatku kojarzyła go ze spotkań Zakonu Feniksa. Dlaczego skojarzył jej się z Samuelem?
Miała prawdziwe szczęście, że to on, a nie jakiś napuszony, obcy szlachcic zdecydował się zawalczyć o jej drobne rękodzieło. Gdy spotkali się na plaży, na jej ustach pojawił się pogodny, pełen wdzięczności uśmiech.
Dziękuję. Nie wiem, czy to miał być faktycznie mój wianek, ale mężnie o niego walczyłeś – kąciki ust uniosły się jeszcze do góry. – Sądzę, że kormoran był naprawdę godnym przeciwnikiem.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Yesterday at 18:33

Strach nie jest niczym nietypowym - tak jak złym, o ile nie dajemy mu się zdominować. Od kilku lat moim umysłem rządzą wszelkie lęki, jakich nabawiłem się odkąd zrozumiałem, że nie jestem ani trochę niezniszczalny. Wręcz przeciwnie, moje ciało zawiera wiele niedoskonałości, gotowych rozpaść się na tysiące zwykłych kawałków i pogrąży mnie przy tym w braku istnienia. Źle jest nie istnieć, szczególnie w obliczu świadomości, że chcę żyć. Ostatnio długo musiałem się do tego zbierać, przekonując, że wreszcie nadejdzie dzień tryumfu - słońce wyjdzie zza chmur ogrzewając zimne policzki drobną siateczką nadziei, zaś świat uśmiechnie się promiennie pokazując właściwą drogę i oto jest. Wszechświatowi udaje się mnie rzucić na głęboką wodę, tak boleśnie dosłownie. Zimna woda powinna ostudzić zapał, pokazać, że wystarczy odrobina nieuwagi, żeby do rozgrzanych płuc wtargnął niszczycielski żywioł odbierając oddech na zawsze, ale sprzeciwiam się tym informującym o niebezpieczeństwie przesłankom. Stopniowo wyznaczam sobie granice, a kiedy zdołam je przekroczyć, przesuwam bariery jeszcze dalej. Pracuję nad sobą - to nie tak, że efekt pojawi się znikąd i to już na zawsze. Na wszystko potrzeba czasu, cierpliwości oraz determinacji. Dwóch ostatnich cech mi nie brakuje, więc czy mogę liczyć na łaskawość lady Parkinson po raz kolejny? Czy podaruje mi w prezencie chociażby niewielką paczuszkę złożoną z potrzebnego czasu? I czy sama zdobędzie się na wyrozumiałość podszytą cierpliwością? Mam wątpliwości. Nie wątpię co prawda w złote serce zachwycającej narzeczonej, ale raczej w to, czy znów zdobędzie się na miłosierdzie. Absolutnie nie musi tego robić - dała mi już szansę, zaś kolejna byłaby tylko aktem dobrej woli, na pewno nieobowiązkowej. Lubię jednak myśleć, że stać ją na tak drobne gesty dobroci; w przeciwnym razie już do końca życia będziemy jak te zwierzęta zamknięte w klatce, otaczające się oraz mierzące w siebie oceniającym spojrzeniem. Domyślam się, że się boi - nie wiem czy zmiany rodzinnego domu, mnie czy moich bliskich (a może wszystkiego po trochę?), ale nie znając sedna frapującej umysł sprawy nie umiem pomóc. Być może zdołałbym rozwiać wszelkie wątpliwości, gorliwie zapewnić o szczerych chęciach, łamiąc w ten sposób tabu związane z długimi przemowami, ale zrobiłbym to. Teraz już wiem, że relacje międzyludzkie nie polegają na obrażaniu się oraz tupaniu nóżką kiedy coś jest nie tak, nie, nie. To ciężka praca, sztuka kompromisów oraz wiadra dobrej woli. Bez tego nie uda się zbudować nawet lichej atrapy porozumienia. Tylko czy tak młoda, nieskalana żadnym strasznym wydarzeniem z przeszłości szlachcianka dojdzie do podobnych wniosków czy raczej zrzuci całą odpowiedzialność na mnie, nie starając się nawet zrozumieć? Na razie tkwię w optymizmie oraz dobrej myśli - co jest tak do mnie niepodobne, że zaczynam nie rozpoznawać własnego odbicia w gładkiej tafli lustra.
Zwyczajnie nie mam powodów do czarnowidztwa. Jak dotąd nie zawiodłem się ani razu, a wręcz z każdym kolejnym naszym spotkaniem czując się lepiej, tak jakoś lżej nawet. Może tracę czujność, ale czy w życiu mam być już zawsze zaszczutym, przewrażliwionym mężczyzną i doszukiwać się wszędzie spisków? Festiwal lata jest najlepszym momentem, żeby pozwolić umęczonemu umysłowi odpocząć, a ciało wprowadzić w rytm nieznanych do tej pory uniesień - emocji.
Stojąc tak naprzeciwko siebie w tłumie znajomych oraz nieznajomych czuję się całkiem dobrze niż jakbym miał odnaleźć się wśród samotności. Jesteśmy w tym razem i ta świadomość dodaje mi nieco otuchy. To dlatego moja twarz zdradza odprężenie, powoli zastępujące poprzednie napięcie spowodowane walką z falami oraz samym sobą. Żartobliwa uwaga pozwala przegnać każde zachmurzenia, jakie kiedykolwiek mogły pojawić się w mojej duszy, więc nawet próbuję się uśmiechnąć, ale wciąż w tym stanie wyglądam karykaturalnie. - Na szczęście nie ma roga - zauważam. - Poza tym przy tobie nic mi nie grozi - dodaję, nie spuszczając z dość rozbawionego tonu. - To nie wiara, to pewność - stwierdzam neutralnie, ale za to pewny siebie. Cierpliwie czekam, aż lady Parkinson będzie gotowa do dalszej wędrówki i mam nadzieję, że moje mokre ubranie jej do tego nie zniechęci. Chciałbym się osuszyć zaklęciem, żeby zminimalizować jej dyskomfort, ale mogłoby się to okazać wyjątkowo zgubne. Nie ufam już magii. - Wydawało mi się, że woli lady tłumy niż samotność - rzucam, kiedy jej dłoń spoczywa już na moim ramieniu, a my idziemy wzdłuż plaży, żeby dotrzeć w jakieś spokojniejsze miejsce, a tym samym oddalając się od centrum atrakcji połowu wianków. Nie, to nie ma być żadna uwaga lub przytyk, raczej sposób na poznanie jej upodobań, chociaż domyślam się, że chodzi raczej o jakość towarzystwa niż jego ilość. O tym jednak nie wypada mówić na głos. - Oprócz ciebie, pani, oraz koralu w wodzie nie zauważyłem nic interesującego. A ty, dostrzegłaś coś? - odpowiadam szczerze. Nie dostrzegłem nikogo z rodziny, najwidoczniej nie mającej ochoty brać udziału w imprezie Prewettów i zdecydowanie ich rozumiem; nic innego nie rzuciło mi się w oczy. - Wolisz lady potańczyć przy ognisku czy skręcić tam w zagajnik? Przed powrotem czarownic z wieńcami spacerowałem w tamtych rejonach, wydają mi się ładne - mówię, wskazując palcem na linę horyzontu po prawej stronie. - Podobno w lasach Weymouth można spotkać niezwykle rzadkie, białe jelenie - dodaję, nie wspominając o tym, że zwierzęta to mnie nienawidzą; wolę chyba zachować pozory, że to tylko tamten jednorożec nie zapałał do mnie sympatią…




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Elodie Parkinson
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6266-elodie-parkinson https://www.morsmordre.net/t6336-lethe https://www.morsmordre.net/t6343-once-upon-a-time https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t6333-skrytka-bankowa-nr-1568 https://www.morsmordre.net/t6335-elodie-parkinson
Zawód : Lady Harlequin
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Oh dear diary, I met a boy - he made my doll heart light up with joy
OPCM : 12
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wybrzeże   Today at 1:07

Wykonać pierwszy krok jest zawsze najtrudniej, świadczy o tym niespokojny trzepot serca oraz dech w piersi zamierający. Dreszcz przenikający na wskroś ciało, jak i dojmujące poczucie porażki, przytwierdzające stópki do podłoża zaklęciem stałego przylepca. Panika wdziera się do delikatnego gardła, półksiężyce paznokci pragną przebić wrażliwą skórę dłoni. Bo aby wykonać pierwszy krok, nie tyle ku celowi, a w stronę osoby drugiej, należy przełamać lęk i niepewność. Zmierzyć się z własnymi ograniczeniami tylko po to, by móc zarzucić toczoną grę pozorów na rzecz szczerości przynajmniej częściowo prawdziwej. Zaufanie komuś bardziej obcemu niźli bliskiemu, nawet jeśli wszem i wobec głoszone jest, iż od teraz nieznajomy niebawem elementem codzienności się stanie, nie jest tak proste, jak może się wydawać. Niedopowiedzenia krążą więc między nimi niczym aromat morskiej soli ciągnący od wód wzburzonych coraz to większymi falami, ostrożność zaś znaczy każdy gest i czyn. Elodie nie potrafi się jeszcze otworzyć, odsłonić wszystkich kart, zawierzając tylko słowom mężczyzny oraz ciemnym, hipnotyzującym tęczówkom. Chciałaby mieć jego pewność, wyrywającą się rozpaczliwie spod jarzma zrezygnowania, którą tak żarliwie karmił ją w dniu zaręczyn. Pewność oświetlającą ścieżkę przyszłości w nader rozkosznych, pozbawionych trosk barwach, gdzie Durham nie wydawało się być tak przerażającą wylęgarnią koszmarów i ciszy. Pewność zezwalającą na dzielenie się wydarzeniami dni minionych, nieśmiałym wyznaniem względem wróżb zagajnikowych oraz woskowym sercem bezpiecznie zamkniętym w ozdobnej szkatułce, zaskakującym spotkaniem kuzyna lorda Burke w rozgwieżdżoną noc, bądź nawet niefortunnym zetknięciem się ze złośliwymi chochlikami. Bez niej nie potrafi rozchylić różanych ust, utkać opowieści snutej słodkim trelem własnego głosu, tonąc w obawie, iż szczebiotanie to nie zostanie przyjęte z uprzejmym zaciekawieniem, a politowaniem tak często obecnym spojrzeniu wujaszka Amadeusa, choć przecież ten starał się mimo wszystko nie sprawiać jej przykrości. Nie chciałaby jednak w oczach Quentina widnieć jako podlotek, co to pstro w głowie ma i trwoni czas na głupoty, nawet jeśli te bliskie jej sercu są. Nie wie tak naprawdę, jak chciałaby być przezeń widziana, lecz podobnie jak reszta jej rówieśniczek pragnie atencji. Zadowolenia, jakie pojawia się z chwilą, gdy wzrok bruneta pada na jej osobę, utwierdzające tylko złaknione pochwał ego, iż oto jest najlepszą kandydatką na żonę dla tego człowieka. Perfekcyjną, wyhodowaną wychowaną z pieczołowitością niczym kruchy kwiat, który rozkwitnąć może tylko w smukłych dłoniach, nawykłych do skrupulatnego odmierzania ingrediencji. Nie ma być może w tym żadnej nuty romantyczności, jedynie próżność obierająca skandaliczny rozmiar, ale to jest już coś. Coś więcej niźli obojętność, obrzydzenie, tudzież niechęć wobec przyszłego małżonka. Chęć przypodobania się jest silna, jednak dziewczątko wie, że jeśli i lord Burke podaruje jej odrobinę czasu, poświęcą nadchodzące miesiące przed ślubem na sztuce wzajemnego poznania, będzie w stanie, choć częściowo się odsłonić. Wpuścić trzecią osobę do serca dzielonego na dwoje, zezwolić na zagoszczenie w nim na dłużej. Będzie to wymagało ogromu pracy, trzymaniu charakteru na wodzy oraz wykonania tego pierwszego kroku — podświadomie jednak Ellie wiedziała, że będzie warto. Bo...bo przecież musiało być, nieprawdaż?
Beztroska znaczy ich twarze, dotąd nazbyt skupione na utrzymywaniu masek utkanych z uprzejmości oraz pozorów. Wesołość i ten prywatny żart, który już na dobre miał pozostać ich wspólnym sekretem niedostępnym dla zewnętrznego świata — jest jedną z kolejnych nici porozumienia, jakie ich łączą. Czymś, co pozwala rozluźnić mięśnie i po prostu płynąć, płynąć wraz z wiatrem mierzwiącym z lekka wilgotne karmelowe kosmyki oraz radością popartą figlarnością nadchodzących zdań.
Więc będę cię strzec sir przed wszelkim uszczerbkiem — oświadcza pewnie, w zaintrygowaniu przyglądając się krzywemu uśmiechowi powoli rozjaśniającemu i tak niezdrowo bladą twarz. Jest w nim coś nienaturalnego, a jednocześnie przyjemnego, co nakazuje orzechowym ślepiom przylgnąć do nieszczęsnego lorda i pozostać tam na dłużej. Któż wie, jak często przyjdzie jej ujrzeć śmiech na zwykle poważnym licu alchemika? — W zamian jednak jestem zmuszona domagać się tego samego — dodaje już poważniej, lecz wrażenie to burzy nieśmiały chichot wymykający się spomiędzy ust, skrytych niemalże natychmiast za knykciami dłoni. Czuje niesamowitą lekkość oraz zadowolenie, przez co ma wrażenie, iż zachowuje się niczym nader niedorzeczny podlotek. Jednakże trwał festiwal lata i uznała, że delikatne drażnienie się z partnerem nie mogło być aż tak straszliwą zbrodnią — W takim razie, wasza pewność mnie uskrzydla sir — stwierdza, ujmując delikatnie ramię i nie wzdrygając się wcale, gdy mokry fragment szaty kala materiał srebrnej sukni. Czyż ten przeszywający chłód nie jest świadectwem poświęcenia, jakiego się podjął lord tylko po to, by móc zdobyć jej wianek? Jakże mogłaby czuć zniechęcenie, wobec takiego szlachetnego gestu, nawet jeśli dyktowany był on li jedynie poczuciem obowiązku?
Wolę... — zaczyna cicho, w zamyśleniu okraszonym lekko przepraszającym uśmiechem, gdy zmuszona jest wesprzeć się na męskim ramieniu, bardziej niż powinna. Obcasy pantofelków nie przepadają za piaskiem, w którym się zapadają, a lady Parkinson nie jest w stanie zdobyć się na ich zdjęcie. Byłoby to nader zawstydzające — ...wolę obserwować gwiazdy pławiące się w blasku księżyca, niźli ćmy ciągnące ku światłu tchnącym od płonących świec — przyznaje wyraźnie onieśmielona panienka. Czuła się pewniej pośród osób o szlachetnym pochodzeniu, dla których mogła być kimś cennym i wyjątkowym, wszak posiadała perfekcyjne maniery, a i charakter niezgorszy. Była idealnym odzwierciedleniem lady, której nijak nie ciągnęło do dziedzin kobiecie nieprzystojących. Jednak dla plebsu, dla tych wszystkich półkrewków, zdrajców krwi i szlam była rozpieszczoną pannicą, bez charakteru i ambicji, kimś gorszym w swej znakomitości. A to było niedopuszczalne oraz absurdalne. Czym innym więc dlań było uwielbienie dla towarzystwa i przyjęć, jakim się oddawała, a czymś innym tkwienie w żałosnym tłumie, gdzie zmuszona była dzielić swą jakże drogocenną przestrzeń życiową z kimś, kto nie tylko na to całkowicie nie zasługiwał, ale i sądził, iż to on w porównaniu z nią jest kimś lepszym. Niedoczekanie jego oraz jemu podobnym!
Ach, wiele rzeczy! Jednak wszystkie widziane miejsca oraz napotkani ludzie, bledną raptownie przy wspomnieniu lorda, dzielnie mknącego przez fale. Zaciekle walczącego z żywiołem tylko dla kwietnej plecionki. Jak coś innego mogłoby przyćmić ten obraz? Muszę więc cię lordzie obwinić za to, bowiem przy śniadaniu prawdopodobnie nie będę w stanie mówić o niczym innym — mówi wyjątkowo swobodnie, siląc się nawet na pełen fałszywego wyrzutu ton, acz nieznaczne ściśnięcie trzymanego ramienia, ma tylko utwierdzić rozmówcę, iż gniewać się za ten czyn w żadnym wypadku nie zamierza. Ba! Dumą ją wypełnia, choć jutrzejszego dnia rodzina przy stole nie będzie zapewne podzielać jej zdania. Nie po ponad dwudziestominutowym wykładzie przynajmniej, chociaż przyjęte to będzie lepiej, niźli potencjalne dąsy.
Z przyjemnością chciałabym ujrzeć te jelenie, z pewnością w wieczornej aurze wyglądają nad wyraz ujmująco — uznaje w lekkim zachwycie, zaraz kręcąc jasną główką — Jednak dla mego dobra, lord jest całkowicie przemoczony, a towarzystwo rozpalonych ognisk może coś temu zaradzić. W dodatku, nie wybaczyłabym sobie nigdy zmarnowanej okazji na pierwszy wspólny taniec — oświadcza, być może nieświadomie, a być może i nie, chroniąc nieszczęsnego Quentina przed potencjalnym zetknięciem się z kolejnym rozwścieczonym zwierzęciem. Zdecydowanie wolałaby spędzić tę noc na tańcach, z wysoko uniesioną głową oraz lśniącym na paluszku pierścionkiem zaręczynowym pośród tych wszystkich panien, którym niedane było korzystać z uroków narzeczeństwa oraz zamążpójścia. Odrobina zazdrości nigdy nie zaszkodzi.




The ugly years of being a fool
...Ain't youth meant to be beautiful?
Powrót do góry Go down
 

Wybrzeże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 39 z 39Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 37, 38, 39

 Similar topics

-
» Kamieniste wybrzeże.
» Wybrzeże
» Wielkie Księstwo Ro - wybrzeże
» Skaliste wybrzeże
» Dzikie wybrzeże, Walia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18