Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wybrzeże
AutorWiadomość
Wybrzeże [odnośnik]08.11.15 13:03
First topic message reminder :

Wybrzeże

Nie dajcie się zwieść, wybrzeże tylko z pozoru wygląda na spokojne. W ciągu chwili mogą powstać fale, szczególnie odczuwalne bliżej brzegu. Piasek miesza się z kamieniami, szczególnie w wodzie, gdzie głazy stają się coraz to większe, pokryte morskimi glonami, co czyni ich niebezpiecznie śliskimi. Nietrudno tutaj o niespodziewane wgłębienia, dlatego lepiej sprawdzać podłoże przy każdym kroku, oczywiście jeśli nie chce się zaliczyć kąpieli w morskiej pianie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 43 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 15:09
Kiedy dziewczyna wspomniała o tym, że zawsze można komuś załatwić magiczną protezę, Rudolf przez chwilę zastanawiał się nad jej słowami by po chwilce uśmiechnąć się lekko w jej stronę.
-Widzę, że masz rozwiązanie z każdej sytuacji- W żaden sposób nie zniechęciło go to co powiedziała dziewczyna. Niektórzy pewnie by bulwersowali się tym, że ta nawet nie spróbowała udać, ze mogłoby być jej przykro w takiej sytuacji. Tylko pozostaje pytanie po co. Rudolf zawsze wolał osoby, które zamiast tonąć w smutku, potrafiły wziąć się w garść i nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji, znaleźć jakieś rozwiązanie problemu.
Młody lord widząc wyraźne zakłopotanie swojej towarzyszki uśmiechnął się po prostu delikatnie, przechylając lekko głowę w bok. Najzabawniejsze w tym wszystkim było, że blondyn naprawdę uważał, że jej imię jest interesujące. Nietuzinkowe, wybijało się ponad tę szarość która go otaczała. Nawet jego imię, było zwyczajne, chociaż matka uznała, że "Rudolf" na pewno jest rzadkim imieniem. Szkoda, że sporo szlachetnie urodzonych ma tak na imię.
-Więc w takim razie upomnę się o ten wianek pod koniec naszego spotkania. Obiecuję, że położę go w bezpiecznym miejscu- To nie tak, że chłopak był odporny na jaką kolwiek wiedzę. Nieprawda, że nie posiadał w sobie chociażby odrobiny dobrych manier. Po prostu pokazywał je tym, którzy bardziej na to zasłużyli. Więc czym zasłużyła sobie na to ta dziewczyna. Nie była przecież nawet szlachcianką. No i właśnie o to chodziło. Była zwykłą dziewczyną, z którą Rudolf mógł normalnie porozmawiać. Nic więc też dziwnego, że kiedy ta wyraziła chęć spędzenia czasu z Rudolfem, zrobiła to w bardzo prosty sposób. Nie bawiąc się w żaden głupie rzeczy typu "będę zaszczycona"
-Wybacz jeżeli moje imię nie będzie na tyle spektakularne co twoje- Na tym polu raczej nie zabłyśnie za bardzo, ale z drugiej strony czy imiona były takie ważne. Po śmierci być może nikt już nigdy o nim nie wspomni z imienia. Patrząc na to, jednak jeszcze pod innym kątem. Ludzie lubili nazywać różne rzeczy, aby pokazać, że do nich należą...było to na swój sposób smutne i niesprawiedliwe.
-Rudolf Abbott...do usług- Przedstawił się i ponownie skinął głową w stronę dziewczyny. Był teraz ciekawy jej reakcji. Czy wzruszy ramionami i uzna, że nazwisko chłopaka w żaden sposób nie wpływa na to jak ona go postrzegała, czy może wręcz przeciwnie nagle poczuje się nieswojo w jego towarzystwie i postanowi czym prędzej od niego uciec, przypominając sobie nagle o jakiejś niezwykle ważnej sprawie do załatwienia.
Rudolf Abbott
Zawód : Stażysta w departamencie przestrzegania prawa czarodziejów
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Czasami lepiej umrzeć od razu, niż każdego dnia po trochu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6470-rudolf-abbott#165263 https://www.morsmordre.net/t6536-samira#166708 https://www.morsmordre.net/t6535-rudolf-abbott#166707 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 22:10
Skinęła głową na słowa Lysandry, jeżyny, na które natrafiły, były po prostu jeżynami - a krótki postój, jaki spędziły na zbieraniu owoców, sprawił, że pobliskie tereny opustoszałe - ostatecznie opuściły łąkę jako jedne z ostatnich. Cassandrze się nie śpieszyło, chciała pokazać córce pełnię magii tego miejsca - na swój sposób było bardzo wyjątkowe. W jakiś sposób pierwotne. Być może miała okazję to poczuć, kiedy odnalazła drogę do malowniczego zagajnika; czarownica przygładziła włosy dziewczynki, wpatrując się w ametystowe płatki tutejszych bzów. Nie widziała sensu szukać ani iść dalej, gałązki były idealne. Jej córka odeszła kilka kroków, kiedy przysiadłszy na pieńku wiązała ozdobę złożoną z białego i fioletowego, tak pięknie pachnącego bzu, przeplecionego wierzbową gałązką. Na polanie kwitły także stokrotki, ale po te nie sięgnęła - były pospolite, zwykłe i skromne, podczas gdy wianek spleciony z bzów przypominał leśną koronę. Podobała jej się - i naprawdę jej pasowała. Zresztą, lubiła fiolety. Kiedy Lysandra powróciła z drobnymi białymi kwiatkami, uniosła ku niej spojrzenie pytająco, nim odebrała odnalezione przez nią skarby. Potrafiła je rozpoznać.
- To odłamki spadającej gwiazdy - wyjaśniła córce, obracając jeden po drugim między palcami, po czym oddała je z powrotem do jej rąk. Wiedziała, że nie zginą. - Są bardzo rzadkie i bardzo cenne - dodała, z subtelnym uśmiechem. Lysa mogła być dumna, że je odnalazła. - Ich olbrzymia moc pozwala zastąpić każdy, nawet najcenniejszy składnik eliksiru. Weźmy je do domu, na pewno się przydadzą. - Dostrzegłszy, że miała w dłoni jeszcze kilka śnieżnych kwiatuszków, których nazwy nie potrafiła wymienić, wysunęła w jej stronę wianek, pomagając wpleść kwiaty wśród gałązek. Z pozostałych - pomogła Lysandrze upleść mniejszy, śnieżny i delikatniejszy - dla niej.
Słońce chyliło się już ku zachodowi, kiedy opuszczały łąkę - większość kobiet dawno wróciło nad brzeg. Coraz silniejszy wiatr szarpał jej włosy i szerokie poły luźnej szaty przysłaniające krąglejszy brzuch. Tak trawą, jak i piaskiem szła boso, nie puszczając rączki Lysy i bez zawahania wchodząc w fale, pozwalając ,by woda obmyła tak jej stopy, jak dolny kraniec szaty. Spojrzała w dal, na chłopców uganiających się za najdalej rzuconymi wiankami - nie była z niej żadna panna, miała siedmioletnią córkę. Ale magii Weymouth trudno było nie dać się ponieść.
Ostrożnie zsunęła spleciony z gąłązek wianek z głowy, przez chwilę trzymając ho ponad kołyszącymi się falami - po czym cisnęła go przed siebie, tak daleko, jak daleko była w stanie; jeśli ktokolwiek pokusi się na wyłowienie tego konkretnego wianka, winien włożyć w to nieco wysiłku.
Nie była pewna, czy tutaj będzie, a nawet jeśli będzie - nie była pewna, co zrobi. Nie musiała być, swoim rzutem oddała się - oddała ich -  przeznaczeniu. Ścisnęła dłoń córki, zerkając na nią ze spokojem - obserwując, jak i ona przekazuje morzu swoje kwiaty.




bo ty jesteś
prządką



Ostatnio zmieniony przez Cassandra Vablatsky dnia 04.11.18 23:52, w całości zmieniany 1 raz
Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

i am my mother's savage daughter

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 22:11
Wybrzeże pustoszało, z każdą chwilą było na nim jakby mniej ludzi. Piasek coraz bardziej mieszał się z trawą, która rzadko porastała brzeg. Te długie źdźbła, które przetrwały spotkanie z tabunem mokrych stóp i butów, falowały delikatnie na wietrze, kołysały się do jego szmerów. Woda, która wcześniej zalewała kamienie i brzeg teraz płynęła spokojniej. Już prawie nikt nie wskakiwał do zimnej wody, nie burzył jej, nie kotłował, nie wprowadzał zamieszania. Powoli i tutaj zaczynał zaglądać błogi spokój. Jakby źródło zabaw i uciech hołdujących wieloletnie tradycje przeniosło się gdzieś indziej, gdzieś, gdzie skierowane ku sobie nicią przeznaczenia pary odbywały pierwszy taniec, lub gdzie w ciszy i błyskach bocznych ognisk spojrzenia pożerały się z powodu pożądania.
Przechadzał się wolnym, leniwym krokiem człowieka, któremu niewiele się już chce. Człowieka, który jest niezainteresowany braniem udziału w szopkach i zabawach ludzi szczęśliwych, pełnych energii, życia i emocji. Majaczył na horyzoncie jak duch, obserwując poświęcenie kawalerów i mężów, którzy zatapiali się po uszy w wodzie, by zdobyć wianki. Nie oceniając, nie obdarzając ich srogim spojrzeniem, okraszonym kpiną uśmiechem, a jednak w duchy gardząc tradycją i śmiesznym zwyczajem. Głupim zabobonem, śmieszną wróżbą.
Zatrzymał się na skraju, obserwując młodzieńczy skok do wody, dumę wybranki, której wianek wybrał i odbijającą się w jej krystalicznych jak zwierciadła ozach niepewność. Czy mu się powiedzie, w jakim stanie będzie jego zdobycz. Był ciekaw co myślała, co czuła, jakie pragnienia nią kierowały naprawdę.
Był gotów odejść. Lekko cofnął się o krok, jak w tańcu, którego za nic nie potrafił, by płynnie obrócić się i odejść, kiedy jego oczom ukazała się sylwetka nie wodnej nimfy, nie syreny, a bosej wiedźmy kroczącej wybrzeżem w towarzystwie młodego ducha. Czarne włosy zalśniły w słońcu, jak niefortunny omen, zwiastujący brak odwrotu. Głupota, śmieszne zabawy, pomyślał, śmieszny sposób przekazywania wiedzy córce, poprzez zabawę zbierania i układania kwiatków, splatania je jeden z drugim, jakby przez to miały zacząć coś tworzyć. Ale one uschną. Jeśli nie dziś i nie jutro, to za kilka dni. Zeschną się, zwiędną, zmarnieją i umrą, pokrywając się brunatnym kolorem suchych roślin. Piękne kwiaty zebrane na moment. Patrzył na jej poczynania z daleka, sceptycznie, jak na nieudany eksperyment, który nie wiadomo czego miał właściwie dowieść.
Chciał tylko patrzeć, jak płynie. Włożyła sporo wysiłku w to, by prezentował się w taki sposób — dla niego zwykły zlepek kwiatów. Wcale nie wyjątkowy. Pchnęła go mocno w wodę, złapał szybki i zwarty nurt. Wiedział od razu, że popłynie daleko, że trudno go będzie zdobyć. Ale wybrzeże nie było jeszcze tak opustoszałe. Gdzieś na brzegu wciąż znajdowali się kawalerowie, którzy wyczekiwali na pochwycenie splotów kwiatów, roślin. Patrzyli na nie jak na zdobycze, by później te trofea ułożyć na głowach wybranek i wykorzystać daną im przez los chwilę na przekonanie ich do siebie. Przestało go to bawić jakimś cudem. Nie w smak było mu się tu zjawić i moczyć ubranie, skakać w morską toń i w bohaterski sposób wyławiać efekty pracy kobiecych dłoni. Nie potrafił ujrzeć w tym ani piękna, ani szczególnego sensu. Nieopłacalne przedsięwzięcie, wymagające większych nakładów pracy niż dające satysfakcji. Nie wiedzieli, że bez, który dryfował plotła matka z córką, wróżbitka Vablatsky. Jej dziedzictwo, nazwisko, jej spojrzenie — na szczęście — nie odbijały się w żywej rzeźbie, którą puściła z nurtem. Nie wiedzieli kim była, nie wiedzieli co ich spotka. A ona była tak bezmyślna, że zaryzykowała— głupio, desperacko, traktując to jak zabawę. Świadomość, że którykolwiek z czyhających na kwiat zdolny był ją tknąć sprowokowała go do pierwszych kroków skierowanych w stronę uspokajającej się wody. Nie potrzebował zamieszania, krwi, krzyku, świadków makabry, jego gniewu, którego nie powinien w sobie nosić. Nie z takiego powodu, nie z jej powodu. Po co doprowadzać do rozlewu krwi, dlaczego go do tego próbowała zmusić?
Tuż przed linią brzegu zsunął buty. Rękawy czarnej koszuli podwinął, pozwalając by mroczny znak na prawym ramieniu błysnął na białej skórze. Zamoczył wpierw kostki — woda była cieplejsza niż sądził, a może lubił chłód, nie przerażał go tak bardzo. Zamoczył nogawki, choć sądził, że płynie wprost ku niemu, że zdoła go pochwycić z nonszalancją, że skarci ją spojrzeniem — głupia kobieta. Prowokowała go do głupich czynów. Musiał ją naprostować, pilnować, korygować zachowania, z których powinna dawno wyrosnąć. Zachciało jej się puszczać wianki na wodzie, zapraszać obcych mężczyzn do siebie, kusić ich spojrzeniem szmaragdowych oczu, gładkością bladej skóry. Tej samej, której smaku i zapachu nie mógł zapomnieć. To nie był dobry dzień na mord, po cóż jej to było?

+



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Wybrzeże - Page 43 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 22:11
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 43 DZnjekW
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 43 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 22:34
Archibald nie sądził, że w ten piękny dzień wydarzy się tak nieprzyjemny incydent. Przecież miał zamiar jedynie spędzić chwilę czasu ze swoją rodziną, wyrwać się na moment z organizacyjnych szponów i z przyjemnością wskoczyć do wody po kolorowy wianek. A tu coś takiego! Człowiek nigdy nie przestaje być uzdrowicielem, zawsze może nadejść moment, w którym będzie musiał wykorzystać swoje umiejętności. Tak jak teraz, kiedy z nozdrzy Miriam niespodziewanie wydobywa się (co prawda niewielka, ale jednak!) kula ognia. Archibald przeklął w myślach swoje braki w magicznej edukacji, które uniemożliwiły mu rzucenie zwykłego aquamenti. A może to jednak wina anomalii? Naprawdę nie lubił wymigiwania się niestabilną magią, ludzie stali się tacy leniwi, ale nie mógł uwierzyć, że nie wyszło mu tak proste zaklęcie! A uratowałoby całą sytuację. Wiedział, że Lorraine pocieszy Miriam, dlatego całą uwagę skupił na biednym chłopcu. Kucnął naprzeciwko niego, przyglądając się (na szczęście) niewielkim oparzeniom. - Spokojnie, do wesela się zagoi - uśmiechnął się, pozwalając sobie delikatnie dotknąć jego czoła. Miał nadzieję, że żaden Macmillan nie będzie miał mu za złe, że ich mały Heath doznał takich obrażeń. Co prawda jak dobrze pójdzie to nie będzie widać żadnego śladu, ale jednak etyka uzdrowicielska nie pozwalała Archibaldowi jedynie przemilczeć tego dość istotnego faktu. Cóż, jeżeli nie spotka tutaj jego ojca, poinformuje go o zajściu listownie. - Rzucę na ciebie zaklęcie i przestanie boleć - uprzedził go, celując różdżką w oparzenia, które na pewno musiały go przeraźliwie szczypać. I tak zachowywał się naprawdę dzielnie. Nie tylko żadna łza nie spłynęła mu po policzku, ale nawet jego twarz nie wykrzywiła się z bólu. To godne podziwu u tak młodego człowieka, nawet jeżeli ma wyrosnąć na silnego lorda! Archibald na pewno by się zestresował na jego miejscu, a oczy poczerwieniałby mu od nadchodzących łez. - Cauma Sanavi - wypowiedział miękko, mając nadzieję, że szalejąca magia będzie łaskawa, a zaklęcie zadziała i przyniesie młodemu Macmillanowi ulgę. Potem odprowadził go do opiekunki, przepraszając za zaistniałe zajście, jeszcze raz upewniając się, że nic mu nie jest.

zt

[bylobrzydkobedzieladnie]


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning



Ostatnio zmieniony przez Archibald Prewett dnia 15.12.18 16:12, w całości zmieniany 1 raz
Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : 7 +3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 29 +6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Wybrzeże [odnośnik]17.10.18 22:34
The member 'Archibald Prewett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 78

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Wybrzeże - Page 43 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 43 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]19.10.18 21:46
4.08

Cały Festiwal Lata był wydarzeniem, które sprawiało, że usta Lucana mimowolnie wyginały się ku górze, rozjaśniając cała jego twarz w uśmiechu. Obecność obowiązkowa, nie było innej możliwości. I chociaż wszystkie atrakcje przygotowane przez Archibalda oraz jego rodzinę były naprawdę interesujące i, czasami dosłownie, zapierające dech w piersiach, Lucan nigdy nie był fanem brania udziału w zmaganiach przeciwko Wiklinowemu Magowi czy przechodzenia przez labirynt wypełniony zagadkami. Nie był też szczególnie skory do spróbowania sił w gonitwie, chociaż ojciec i siostra stale powtarzali mu, że jeźdźcem jest przecież całkiem niezgorszym i powinien się zgłosić. Na ich słowa pokręcił tylko głową, ograniczając się do obserwowania zmagań innych i kibicowania poszczególnym z zawodników. Zapytany o powód, odparłby każdemu, że przybył na Festiwal Lata aby wypocząć. Nabrać sił, zapomnieć o pracy, posilić się swojskim smakiem potraw przygotowanych nad ogniskiem, a nie w bogato wyposażonej kuchni rezydencji Abbottów. I chociaż wszystkie te konkurencje dostarczały także bardzo konkretnej porcji rozrywki, Lucan postawił na zdecydowanie mniej ekstremalny sposób spędzania czasu.
Tę tradycję cenił sobie szczególnie. Puszczanie wianków na wodzie wydawało mu się nie tylko zwyczajem pięknym, ale także niezwykle symbolicznym. Już za dzieciaka koniecznie chciał skakać do wody, aby tylko móc wyłowić kwiaty którejś z pięknych panien czekających na brzegu - a gdy już udało mu się zataszczyć któryś wieniec na brzeg, czuł się niemal jak bohater. Jego dziecięce ego zawsze było mile łechtane przez jego wybrankę - i nie robiło mu wtedy specjalnej różnicy, że zwykle były to jakieś dalsze kuzynki, starsze od niego o dobrych kilka lat, które obdarowywały go później delikatnymi pocałunkami w czoło i oba policzki. Wtedy wyławiał te kwiaty dla zabawy. Co zrozumiałe, dopiero z biegiem czasu pojął jaki naprawdę cel przyświecał całemu temu wydarzeniu. I dlatego też z tym większą uwagą i niecierpliwością próbował wypatrzeć gdzieś pośród panien na brzegu tę jedyną - niezwykle urokliwą, ale i temperamentną, matkę jego syna i najpiękniejszą spośród niewiast. Kobietę, którą z dumą nazywał swoją żoną.


We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Lucan Abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Re: Wybrzeże [odnośnik]19.10.18 23:54
Festiwal Lata. Åsbjørn szanował tę tradycję - była to w końcu namiastka tego, co odbywało się rok w rok w Norwegii w dzień przesilenia letniego. Obchody letniego święta w Anglii miały jednak odrobinę inny charakter. Festiwal Lata był urządzany ku czci dwójki czarodziejów, nie pamiętał do końca jak tak właściwie się nazywali - nie przykładał bowiem do tego większej uwagi. Tak czy siak, święto miało na celu uczczenie miłości tej dwójki. Daleko spoczywało to od Midsommar, tradycji tak starej jak sama Skandynawia. Mieszkańcy mroźnej północy czcili wtedy naturę, jej nieposkromione siły, wychwalali ją za hojne dary - mimo, ze tak naprawdę żyli na jednym z najbardziej surowych skrawków tego świata. Cieszyli się z najdłuższego dnia w roku, który w niektórych miejscach trwał już ok kilku, kilkunastu tygodni, osiągając swe apogeum. I tak krótką już noc rozświetlali więc blaskiem niezliczonej ilości ognisk - każda wioska rozpalała ich tyle, ile stało w osadzie domów. Na jeden dzień i jedną noc zapominano o waśniach, wspólnie pijąc i ucztując bez względu na animozje pomiędzy poszczególnymi rodzinami. To był dzień, w którym zwyciężało światło, wszystko co dobre i żywe - należało się radować i bawić, bowiem z każdym kolejnym dniem miało być już coraz ciemniej i chłodniej, co zwiastowało nieuchronnie zbliżającą się zimę i da co niektórych kolejne miesiące walki o przetrwanie.
To jednak nie było Midsommar, ani groźna Norwegia. Ingisson żył teraz w Anglii, niepokojąco skonfliktowanej Anglii. Węszył w tym wszystkim jakąś przykrywkę, tuszowanie problemów - jakby Brytyjczycy udawali, że wszystko jest w porządku, że wcale jeden z drugim nie patrzy na siebie z ukosa rozważają, jak ukrócić tamtemu oczekiwanie na nadejście śmierci. Norweg nie rozumiał fenomenu święta miłości - i to święta trwającego siedem dni. Przyszedł jednak na wybrzeże razem z Lunarą. Nie był pewien, kto to zaproponował, ale ostatecznie znaleźli się tu z własnej woli, żeby choć na chwilę oderwać się od zapachu ziół i mokrej sierści, które czaiły się niezmiennie w kątach domów. Tu mogli trochę poudawać, jak ci szlachcice, którzy zaraz po skończeniu festiwalu znów zaczną jeden na drugiego naskakiwać w gazetach i mównicach.
Åsbjørn po Wymouth chadzał boso, napawając się uczuciem mchu, ziemi i piasku pod stopami, toteż nie musiał tracić czasy na zdejmowanie butów. Podwinął jednak nogawki spodni i rękawy poszarzałej, lnianej koszuli i nie poświęcając jakiejkolwiek myśli odcinającym się od jego jasnej skóry czarnym tatuażom na przedramionach ruszył do wody, starając się dogonić dryfujący na wodzie wianek Lunary.

+
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Wybrzeże [odnośnik]19.10.18 23:54
The member 'Asbjorn Ingisson' has done the following action : Rzut kością


'Wianki - M' :
Wybrzeże - Page 43 Ae1lkeF
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże - Page 43 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wybrzeże [odnośnik]20.10.18 14:52
Gdy szła powoli wybrzeżem, kierując się ku miejscu, w którym to zbierali się mężczyźni, ona także pozwoliła sobie na chwilę refleksji o tym, czym właściwie było to święto - i czy w tak niespokojnych, niemal już groźnych czasach, powinni w ogóle bawić się w takie dziecinady jak Festiwal Lata? Najprostsza odpowiedź na jedno z tych pytań była względnie prosta i powinna ona brzmieć: nie. A jednak byli tu, oni wszyscy. Szlachcice, zwykli mieszkańcy, matki, ojcowie, dzieci. Przyszła ona sama. Ponad miesiąc temu spłonęło Ministerstwo, zginęli ludzie - a oni wszyscy, zgromadzeni na brzegu, kibicowali mężczyznom, którzy skakali do wody, aby wyłowić powiązane ze sobą łodygami kwiaty. Kontrast był przeraźliwie duży, więc gdzie podziała się logika?
Czym jednak właściwie był Festiwal Lata? Świętem ku czci natury. Upamiętnieniem starej opowieści. Obecnie jednak było przede wszystkim odskocznią. Chwilą zapomnienia. Nadzieją. A ludzie potrzebowali nadziei. Tak samo jak po każdej pełni, Lunara z niecierpliwością wypatrywała powoli wyłaniającego się zza horyzontu słońca, które uwalniało ją od potwornej, ohydnej formy drapieżnika, tak zwykli mieszkańcy Anglii łapali się każdej możliwej odskoczni od roztaczającej się przed nimi rzeczywistości - szarej i coraz bardziej niepokojącej. Nie było to rozwiązanie najefektywniejsze - bo przecież odwracanie wzroku nie miało nic zmienić, nie gwarantowało bezpiecznej i świetlanej przyszłości. Ale nie mogła powiedzieć, że nie rozumie, co powoduje takie zachowanie.
- Co tam zobaczyłeś? - zagadnęła wesoło, gdy już ociekający morską wodą Åsbjørn powrócił na brzeg. To oczywiste, że zaciekawiło ją, czemu rudzielec oddalił się na znaczącą odległość, dodatkowo idąc w zupełnie innym kierunku niż początkowo zmierzał. Oczami wyobraźni już widziała, jak jej wianek odpływa w siną dal i pewna była, że będzie musiała z tego powodu nieco mu podokuczać. Asta na pewno by mu tego nie darowała. Typowa młodsza, złośliwa siostra. - To było całkiem imponujące. Nauczysz mnie kiedyś pływać, co ty na to? - zaproponowała, biorąc od niego wianek i bez skrępowania wsuwając go na głowę Åsbjørna. Był sporo wyższy od niej, więc musiała stanąć na palcach i mocno się wyciągnąć, ale swój cel finalnie osiągnęła.


You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!


Ostatnio zmieniony przez Lunara Greyback dnia 21.10.18 16:38, w całości zmieniany 1 raz
Lunara Greyback
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Re: Wybrzeże [odnośnik]20.10.18 23:26
Åsbjørn brnął w tę falę, choć może tak właściwie nie powinien w nią przeć - zainteresowanie rybek jego ubraniem nie było mu zbyt na rękę. Chciał załapać ten wianek i wrócić z nim do Lunary, byleby jak najszybciej zniknąć z widoku. Nie lubił być na świeczniku, a tak się właśnie czuł. W wodzie ludzie wydawali się niczym wystawieni na scenę, za łatwo było zwrócić na nich uwagę. Dziwne zachowanie zwierząt wzbudziło jednak jego zainteresowanie. Postąpił za ławicą jeden, drugi, trzeci krok. Powoli oddalał się od wianka i wchodził coraz głębiej do wody. W głowie zaświtała mu jednak myśl, że może ryby suną do swojego siedliska. Tam takie rybki lubiły gromadzić różne interesujące przedmioty. Tak też było i tym razem. Małe podwodne sroczki, pomyślał Norweg, zbliżając się do groty. Wyciągnął rękę i złapał jeden z kamieni, pewnie ku rozpaczy plumpek. Swoją drogą, kto też wymyślał takie bzdurne nazwy dla stworzeń.
Kręcąc głową, Ingisson schował bezpiecznie kamień i wrócił do skupienia się na powodzie, dla którego w ogóle wszedł do morza. Rozejrzał się dookoła i ze zrezygnowaniem stwierdził, że jednak nie uniknie całkowitego zamoczenia się. Wianek dryfował na tyle daleko, że musiał po niego popłynąć. Mruknął tylko niezadowolony i zrobił to, co zrobić musiał. Kiedy pochwycił kwietne kółko założył je sobie na lewą rękę i zaczął wpław wracać na piaszczysty brzeg. Wolał nawet nie myśleć o tym, ile to teraz spojrzeń musi być w nim utkwionym.
Kiedy pod nogami wyczuł dno stanął pewnie i spuścił wzrok, od razu ruszając do przodu. poziom jego dyskomfortu sięgnął zenitu - a przynajmniej tak mu się wydawało. Odnalazł brązowooką Lunarę gdzieś - szczęście w nieszczęściu - w miarę na uboczu. Podszedł do wilkołaczej mamy jakby chcąc skurczyć się w sobie i wyciągnął w jej stronę wianek. Uśmiechnął się koślawo, wstrzemięźliwie - proszę. Z tyłu głowy nieustannie miał jednak myśl, że chciałby już stąd zniknąć. A najlepiej to wrócić do domu i przez kilka dni z niego nie wychodzić. Samo przebywanie z taką ilością ludzi wymęczało go psychicznie, nawet nie musiał wchodzić z nimi w interakcje. Kiedy tak rozglądał się na boki poczuł, jak coś ciężkiego i pachnącego morzem ląduje mu na głowie. Norweg drgnął i z przerażeniem w oczach popatrzył na Lunarę - naprawdę?
Nie zdjął jednak ozdoby z głowy, nie chcąc sprawić jej przykrości.
- Mogę - tylko idźmy już sąd. - Nawet teraz - tylko naprawdę stąd pójdźmy.
Spojrzał przy tym w bok, gdzie jakieś dziecko wskazywało go palcem. Spojrzał zaraz na powrót na Lunarę, ruchem głowy wskazując kierunek, w którym zaraz zaczął też iść. Krople wody spływały mu ze skroni niżej, na policzki, szyję, aż do obojczyków wyłaniających się zza krawędzi koszuli. - Okropnie dużo ludzi. I jakoś tak - urwał i wykonał ręką niedbały gest w powietrzu. Byle jak. - To wszystko jest przy tym sztuczne. Na siłę - dodał, zerkając na idącą u jego boku Greyback. Wyraźnie czekał na jej opinię w tej kwestii.
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Wybrzeże [odnośnik]21.10.18 14:30
Ona także niespecjalnie lubiła tłumy, właśnie dlatego trzymała się na uboczu. Jej introwertyczność nie była jednak tak mocna jak w przypadku Åsbjørna, ponadto kobieta starała się z nią jednak jakoś walczyć. Wystarczyło, że dostawała chwilami lekkiej paranoi, że ktoś może odkryć jej sekret. Nie mogła pozwolić, aby strach przed wyjściem do ludzi uniemożliwił jej normalne funkcjonowanie - a tym samym również opiekowanie się grupą. Zawsze traktowała bezpieczeństwo swoich podopiecznych priorytetowo. Być może podświadomie chciała część tej śmiałości przekazać Åsbjørnowi, stąd właśnie wianek wylądował na jego głowie. Jego w końcu również traktowała jako część stada, chociaż jego rola była tutaj znacznie bardziej istotna. Był dla Lunary niesamowitym wsparciem, podporą, bez której dziś ciężko jej było sobie wyobrazić, jak mogłaby sama ogarniać cały ten kram. Odwdzięczała mu się jak mogła, głównie tym, czego miała w nadmiarze - ciepłem, dobrym słowem, opieką oraz zaufaniem.
- Teraz nie - pokręciła głową przez chwilę podziwiając jak Åsbjørn prezentował się w wianku. Prawdopodobnie powinna go sama włożyć. Właściwie nie była w stanie powiedzieć, co ją podkusiło, aby kwietną ozdobę wsunąć na rude włosy Norwega. Ruszyła zaraz za nim, nie chcąc już dłużej przeciągać jego dyskomfortu. Ona sama wytrzymałaby w towarzystwie jeszcze przez jakiś czas, jej tolerancja na tłum była sporo wyższa - nie widziała jednak potrzeby by zostawać na plaży. Spacer u boku Åsbjørna wydawał się dużo lepszym pomysłem. Lekcje pływania lepiej jednak było zostawić na inny dzień.
- Sztuczne? - uniosła brwi, oglądając się za ramię, na mężczyzn wciąż skaczących do wody, a także na kobiety które wrzucały kolejne z wianków do morskiej toni. Nie podzielała tego zdania, ale też nie wiedziała, jakie Åsbjørn miał porównanie. Nie słyszała o zwyczajach, jakie praktykowano na północy. Mogła jednak z całą pewnością powiedzieć, że twarze większości niewiast, które mijała w drodze z łąki nieopodal plaży, ozdobione były prawdziwymi uśmiechami. Choć raczej brakło w nich prawdziwego ducha tego święta.
- To fakt, że dziś ludzie zapomnieli już, co dokładnie jest świętowane. Nawet ja rzuciłam ten wianek po części dla zabawy, niż z poszanowania tradycji - przyznała się nieco niechętnie. Gdyby wrzuciła kwiaty do morza, głęboko wierząc w ten zwyczaj, to raczej nie Åsbjørn powinien go łowić - Ale pozwala to ludziom na chwilę zapomnieć o nudnej, szarej rzeczywistości. Rozerwać się. Poznać nowych ludzi. Właśnie od tego są te festiwale. - odparła, zerkając na niego z uśmiechem. Anglia bardzo różniła się od krain dalekiej północy, tego nie dało się ukryć.


You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Lunara Greyback
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Re: Wybrzeże [odnośnik]21.10.18 16:40
Przytaknął głową. Tak, sztuczne. Zerknął na Lunarę, ciekaw jej opinii i w sumie był całkiem zadowolony z faktu, że rozumie jego punkt widzenia. Czuł jednak, że powinien był jeszcze to wytłumaczyć. Najpierw jednak wysłuchał Brytyjki.
- Rozumiem - przytaknął, przeczesując palcami brodę. - Ale takie udawanie jest bez sensu. Ci wszyscy szlachcice i tak skaczą sobie do gardeł. Tylko w inny sposób. Albo mężatki puszczające wianki na wodę. Bez sensu - pokręcił głową, nie rozumiejąc dlaczego kobiety zamężne też brały udział w zabawie. - To trochę wykrzywia tradycję. U nas tak nie jest, jak już kultywujemy jakiś utarty zwyczaj to robimy to porządnie - odparł, składając zdecydowanie dłuższą wypowiedź niż zwykle miał okazję. - Ale też wypada się bawić, nie ważne jak dramatycznie dzieje się na świecie - dodał, nie chcąc aż tak bardzo się wywyższać, bo nie o to mu przecież chodziło. Bardziej o wykazanie kulturowych różnic między ich krajami. - Jakbyś kiedyś zobaczyła jak wygląda u nas letnie przesilenie, Midsommar, to może łatwiej byłoby mi to wytłumaczyć - uśmiechnął się lekko nieobecnie, na chwilę odlatując do zupełnie innych miejsc i czasów.
Im dalej znajdowali się od tłumu, tym bardziej rozluźniony Norweg się stawał. Ludzie działali na niego niczym klatka na dzikie zwierzę - jednak on zamiast próbować szarpać ją zębami i pazurami wolał skulić się w kącie i próbować prześlizgnąć się między prętami. Teraz mógł odetchnąć głębiej, jakby ktoś zdjął ciężar z jego piersi. Niespiesznie sięgnął po spoczywającą na jego głowie ozdobę i z niewielkim uśmiechem podał ją Lunarze. Zaraz jak tylko jego ręce stały się wolne wyciągnął z kieszeni biały, lśniący kamień, który udało mu się znaleźć w czasie pogoni za uwitym przez Greyback wiankiem. Przystawił go pod słońce, zmrużył oczy, zmarszczył brwi aż w końcu coś zaskoczyło.
- Fluoryt - powiedział, uśmiechając się. Nie miał okazji pracować z tym kamieniem od dłuższego czasu, jednak po chwili zastanowienia nazwa powróciła do niego. Uniósł pytająco brew, jakby zadając pytanie, czy wilkołaczyca miała okazję kiedyś się zetknąć z tym magicznym kryształem.
Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Wybrzeże [odnośnik]21.10.18 18:37
- Anglii nie zaludniają tylko szlachcice - pokręciła głową, słysząc jego odpowiedź. Wystarczyło się tylko rozejrzeć. Owszem, Festiwal Lata zorganizowany był przez jedną z czystokrwistych rodzin. I owszem, wśród biorących udział w zabawie, natknąć się można było na całkiem liczną gromadkę szlachciców. Jednak znaczną większość stanowili zwykły ludzie. Ona. Åsbjørn, choć on trochę wbrew swojej woli. Asta pewnie też kręciła się gdzieś w tłumie, razem z grupką swoich podejrzanych znajomych. Poza tym jednak nie można było zapominać o tym, że nawet szlachcice byli zwykłymi ludźmi, czasem chcącymi się rozerwać. Nie ważne jaka krew płynęła w ich żyłach.
Mogła się w sumie tylko domyślać, jak istotnym elementem było dla Åsbjørna kultywowanie starych tradycji. Tu na wierzch wychodziły różnice kulturowe. Anglicy, nie muszący na co dzień zmagać się z tak bezwzględnymi warunkami, jakie panowały na północy, zwyczajnie z czasem zapominali, za co tak naprawdę powinni być wdzięczni. Gdy coś brało się za pewnik, powoli zanikała wdzięczność z faktu tego posiadania. W Anglii zimy nie były tak surowe, a choć lato także nie należało do przesadnie ciepłych, słońca było dużo więcej. Lunara mogła więc tylko nieco bezwiednie wzruszyć ramionami.
- Niektórzy traktują tradycję nieco luźniej, Perełko. - zaczęła, by po chwili namysłu podjąć temat - Sądzę jednak, że tak długo jak ludzie czerpią z tego jakąś nadzieję i radość, nie ma większego znaczenia, czy ściśle podążają za kultywowanymi od lat zwyczajami, czy też podchodzą do tego nieco swobodniej. - spróbowała mu wytłumaczyć. Nie oceniała, co jest bardziej właściwe. Nie mogła się jednak do końca zgodzić z Åsbjørnem - uważała, że fakt, iż kobiety zamężne wrzucały w morską toń swoje wianki, wcale nie był pozbawiony sensu. Było to swoistym potwierdzeniem, że więź łącząca małżonków, wciąż jest mocna jak w dniu, gdy ich uczucie dopiero się narodziło! Przynajmniej ona tak chciała o tym myśleć.
- Opowiedz mi więcej o Midsommar - poprosiła, uśmiechając się do niego i zakładając wianek na swoją głowę, tak jak powinna uczynić na początku. - Przesilenie letnie co prawda dawno minęło, ale możemy w domu zrobić coś, co praktykowało się też w twoich stronach. - zaproponowała. W końcu był Festiwal Lata, czas radości i nadziei.
Gdy Åsbjørn nagle wyciągnął z kieszeni lśniący, jasny kamień, Lunara zaparzyła się na nieco z zaciekawieniem. Słyszała kiedyś tę nazwę, nie potrafiłaby jednak rozpoznać owego kryształu, gdyby ktoś ją o to poprosił. Nie mogła też powiedzieć, że wie, do czego ten magiczny kamyk służył. - Jest piękny. Znalazłeś go w wodzie?


You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Lunara Greyback
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Re: Wybrzeże [odnośnik]21.10.18 19:58
Tangie lubiła czasem poleżeć i pomarzyć. Jednak w takim zwyczajnym, normalnym do bólu życiu odzywała się jej dość racjonalna i logiczna strona. Czasami bywała głupawa, ale ojciec wraz z matką nauczyli ją, by szukała rozwiązań a nie tylko na nie czekała.
- Pewnie nie każdej, ale ponoć zawsze można znaleźć sposób. - odpowiedziała mu, wzruszając lekko ramionami. Bo i taka była prawda i nie było co mówić i twierdzić, że jakoś inaczej jest, jak wcale nie było. Znaczy, no zdarzały się sytuacje bez wyjścia, albo w których wyjścia nie dało się znaleźć od razu, albo nie każdy mógł je znaleźć. Ale to wtedy należało iść do osoby, która mogła pomóc w rozwiązaniu takiej sytuacji i za mocno się nie przejmować zbyt wieloma sprawami bo to ponoć do niestrawności i bólu brzucha doprowadzało.
Tangwystl nie przywykła do tego, by ktoś chwalił ją za imię. Większość osób wykładało się już przy próbie wypowiedzenia go. Nieliczni, którym się to udawało raczej mamrotali, że to nie imię, a jakaś wymyśla tortura dla języka. Ale i tym się starała nie przerywać. Zazwyczaj po prostu zwano ją Hagridem i ani trochę jej to nie przeszkadzało bo była dumna z własnego imienia i własnego pochodzenia. Nie mogłaby więc wstydzić się tego kim była i skąd pochodziła.
- To mamy umowę! - podsumowała z entuzjazmem. Właściwie nie wiedząc nadal na cóż mu ten wianek, ale i odrzucając rozmyślania o tym na bok. Może zwyczajnie i tak po prostu chciał go. A przecież nie miała zamiaru nie dotrzymywać słowa, tym bardziej, że jej samej wcale nie zależało na tym, by go mieć. Zgodziła się na jego towarzystwo, trochę dlatego, że tak wypadało i trochę dlatego, że właściwie sama tego chciała. I tak nie miała na dzisiaj żadnych większych planów.
- Miło cię poznać, Rudolfie. - zawyrokowała po chwili spoglądania na niego, a potem sięgnęła dłonią do jego prawej ręki i ścisnęła może odrobinę za mocno. Na rodach szlachetnych właściwie znała się tak, jak na gracze tego Quiduicha - czy jak to się nazywało - czyli, praktycznie wcale. - Chodźmy zobaczyć co się dzieje przy ognisku. - powiedziała do niego, wskazując ręką drogę i ruszając przodem. Spędzili miło czas, naprawdę miło. A gdy zrobiło się już późno, a ona czuła zmęczenie na powiekach ściągnęła z głowy wianek i pożegnała się wręczając mu go zgodnie z umową, którą zawarli wcześniej.

| Tangie zt :pwease:
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid

Strona 43 z 47 Previous  1 ... 23 ... 42, 43, 44, 45, 46, 47  Next

Wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach