Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wzniesienie
AutorWiadomość
Wzniesienie [odnośnik]11.11.15 21:32
First topic message reminder :

Wzniesienie

Skromna polana nieopodal plaży mieści się na niewysokim wzniesieniu, z którego roztacza się widok na falujące, bijące wilgocią morze. Upstrzona polnymi kwiatami za dnia jest mało uczęszczana. Nocą jest doskonałym punktem widokowym na niebo, brak koron drzew w promieniu przynajmniej kilkuset metrów pozwala podziwiać księżyc oraz gwiazdy. Początkiem sierpnia, podczas festiwalu lata, można zaobserwować sunące komety.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wzniesienie [odnośnik]06.10.18 19:03
Niebo gwiaździste nade mną... prawo moralne we mnie.
Kiedyś, będąc dużo młodszą, z lubością wczytywała się w księgi i dziedziny, które wykraczały poza obowiązujący kanon ze szkolnych wykazów. Filozofia należała do takich, więc fragment cytatu, który niósł ze sobą gwiaździsty przekaz, mimowolnie zaplatał się w umyśle Inary. W końcu niebo, to bezkresne, widzialne i niewidzialne dla oka, niosło ze sobą prawdopodobnie tyle samo nieodkrytych tajemnic, co sam człowiek. Co prawda, tematyka, której sie przysłuchiwała, odbiegała od ulotnej refleksji, która na chwile zatrzymała sie przy niej, ale wciąż mieściła się w zakresie inarowego zainteresowania.
Było w tym coś jeszcze. Milcząco umknęła towarzystwu roześmianych szlachcianek, czując niejasna potrzebę sięgnięcia po odrobinę samotności. Nie tej wymuszonej brakiem. Chciała odetchnąć. Czymś, co nie drażniło płuc niepokojem i nie zaciskało się w piersi częstszym milczeniem, które otrzymywała. A otulona granatem wieczoru rozświetlonego  ledwie gwiazdami, otrzymywała ten oddech. Zupełnie jak po długo trwałym nurkowaniu pod wodą. Nikła przystań, w której zatrzymać sie nie mogła, ale pozwalała zebrać siły i ruszyć dalej.
Miękki koc pod palcami i ten, chroniący ja przed chłodem, dodawał całości kolejnej wartości. Może była w tym idiotyczna, dziecinna myśl, ale otoczona materiałem, czuła siębezpieczna, ignorując (tylko na chwilę) fakt, że w rzeczywistości, nie była to żadna ochrona. Nie, przed niebezpieczeństwem, które czaiło się nad Londynem, przytłumione złudnym, festiwalowym poczuciem, że wszystko jest w porządku. Nie było. Tym bardziej, że miała więcej niż jeden powód do zmartwień.
Jeszcze zanim usłyszała własne imię, wołane głosem drobnej kobiety, przesunęła dłońmi nieco poniżej piersi i przesuną się w dół, do brzucha, którego wypukłość był wystarczająco zauważalna, jeśli nie zadbała o odpowiednio, kryjący go strój. Chciałaby powiedzieć, że się nie bała. Chciałaby z dumą uniesc głowę z naturalną wiarą, że wszystko znajdzie swój dobry finał. Ale czuła się coraz bardziej sama, odsuwana na bok. I ciężko było jej znaleźć kogoś, z kim mogła podzielić się kiełkującym boleśnie niepokojem.
- Tak, to prawda. Bardzo niespokojny. Ale nie powinnyśmy się na tym skupić, prawda? - odpowiedziała lakonicznie, chociaż czuła, że w głosie zatańczyła fałszywa nuta. Pociągnęła uśmiech do warg, ale ten nie dotarł do ciemnych oczu - W porządku - dodała zdawkowo, pozostawiając jednak uśmiech, bardziej szczery. Lubiła Cressidę, ale nie była z nią na tyle blisko, by odsłaniać jej sekrety własnych myśli. Wydawała się Inarze mocno... oderwana od rzeczywistości. Skupiona na rodowych obowiązkach. No tak. Prawdziwa szlachcianka, do której Inarze było daleko. Gorzka myśl zalśniła i zgasła, stłumiona wstydem tak pochopnej oceny.
Rozmowa, pociągnięta na tory astronomicznej refleksji, pomogły wyrównać chaos tłoczących się obrazów w głowie. Słuchała słów kobiety, przesuwając wzrokiem po rozgwieżdżonym niebie - Niebo jest piękne, to prawda. Nie da się temu zaprzeczyć - potwierdził poważnie - i w ten sposób też patrzę. Alchemiczna strona astronomii raczej odzwierciedla sie przede wszystkim w pracowni. Jest jeszcze ta typowa, teoretyczna strona - uniosła brodę wyżej - ale magia wpisana jest w nie bezdyskusyjnie - przechyliła głowę, odnajdując profil towarzyszki, wpatrzonej w rozpościerający się nieboskłon - Są dokładnie tam - wskazała raz jeszcze migoczące plamy na granacie horyzontu - a właściwie były - sprecyzowała, poprawiając opadający rąbek koca z ramion - To, co widzimy, to tylko maleńki fragment nieba. Jest tam cała gama innych elementów. Komet, meteorytów, planet, księżyców, nawet gazowych skupisk... z tego co mi wiadomo. Jest nawet obiekt zbudowany z diamentu - rozluźniła się. Mówienie o dziedzinie, w której z przyjemnością się odnajdowała, było wyjątkowo odprężające.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Wzniesienie [odnośnik]06.10.18 23:08
Astronomia była w pewnym sensie ważna dla Flintów, a na pewno była ważna dla żyjących w lasach Charnwood centaurów. Oczywiście, że Cressida w dzieciństwie została zapoznana z tymi stworzeniami oraz z astronomiczną wiedzą, ale aktualnie mogła jedynie czuć wstyd z powodu swoich luk w wiedzy, co zrodziło w niej postanowienie, by w nadchodzących dniach poszukać jakichś ksiąg na ten temat, by pozwoliły jej lepiej zrozumieć informacje usłyszane na wykładzie profesora Vane’a. Wiele naukowych faktów, które mówił, brzmiało dla niej abstrakcyjnie, bo wydawało jej się, że centaury postrzegały astronomię zupełnie inaczej niż ludzie, i twierdziły nawet, że na niebie można zobaczyć przyszłość.
Cressida była artystką i nie miała naukowego zacięcia, i choć jej wiedza w zakresie zielarstwa i opieki nad magicznymi stworzeniami nadal utrzymywała się na dobrym, ponadprzeciętnym poziomie, tak ta astronomiczna gdzieś uleciała, choć młódka spaliłaby się ze wstydu, gdyby miała się do tego przyznać ojcu. Nawet po ślubie nadal był dla niej największym autorytetem i jego opinia bardzo się dla niej liczyła. Jeśli uważał, że czegoś jej brakowało, to na pewno miał rację. To zrodziło w dziewczątku tym silniejsze postanowienie, żeby odkurzyć wiedzę z zakresu astronomii, dlatego właśnie przyszła tu dziś na wykład i obserwację spadających gwiazd. A napotkanie Inary okazało się cudownym zrządzeniem losu, tym bardziej, że dawno nie miały okazji porozmawiać dłużej.
Z racji różnicy wieku i odległego pokrewieństwa nigdy nie poznały się bardzo blisko i nie miały szans nawiązać przyjaźni, chociaż Cressida lubiła Inarę, wydawała się całkiem ciekawą osobą, która, podobnie jak Cressida, nie starała się być na świeczniku, a trzymała się na uboczu salonowych intryg. Jej pasja do alchemii także była nietypowa na tle innych szlachcianek, choć zarazem nie budziła w Cressidzie zgorszenia, jaką budziły męskie zawody, których podejmowały się kobiety zbuntowane, obnoszące się ze swoją niezależnością. Jak duża część młódek Cressie rzeczywiście była oderwana od prozaicznej rzeczywistości zwykłych ludzi, którzy musieli pracować, żeby mieć za co żyć, nie mieli niczego zagwarantowanego urodzeniem. Ona natomiast była skupiona na rodowych obowiązkach, bo rodzina była dla niej najważniejsza.
- Tak, racja – przytaknęła, nie chcąc myśleć o tym, co złe, a cieszyć się pięknem corocznego Festiwalu Lata, który odbył się mimo przeciwności. – Cieszmy się tym pięknem, które nas otacza. To nocne niebo wygląda niesamowicie – rzekła. – Centaury żyjące w lasach należących do mego rodu mówiły, że na niebie widać przyszłość. Zawsze były jednak tajemnicze i enigmatyczne, więc nie rozumiałam wielu rzeczy, które dla nich były oczywiste. Ale czy ma to jakieś odzwierciedlenie w wiedzy naukowej? Nie wiem, jak to się ma do rozgrzanych kul ognia, którymi podobno są gwiazdy. Nie ulega jednak wątpliwości, że nocne niebo jest pełne tajemnic, choć pewnie poznałaś już wiele z nich, interesując się tą dziedziną. – Dla niej wykład profesora Vane’a na pewno był dużo jaśniejszy niż dla Cressidy, która nie rozumiała wielu terminów, o których wspomniał astronom w swojej prelekcji. Ale niewątpliwie uzupełni wiedzę, kiedy uda się do biblioteczki Fawleyów i znajdzie tam jakąś księgę traktującą o astronomii. – Mam nadzieję, że żadna z tych rozgrzanych kul na nas nie spadnie. Wolę patrzeć na nie z daleka, jak przecinają nocne niebo – dodała, wzdrygając się na samą myśl o takiej rozgrzanej, rozpędzonej materii uderzającej w ziemię. Ale profesor twierdził, że większość z nich wyparowywała zanim dotarła do ziemi. – Pamiętam, że kiedyś w szkole obserwowaliśmy niebo przez teleskopy i rysowaliśmy mapy nieba. Ale mam wrażenie, że teraz nie narysowałabym żadnej, nawet nie pamiętam nazw większości konstelacji. Kilka lat po zakończeniu nauki astronomii gwiazdy są dla mnie przypadkowo rozmieszczonymi błyszczącymi punktami na granatowym tle. Mój ojciec byłby tym zawiedziony, więc wolałabym, żeby się nie dowiedział, jak wiele zapomniałam – zarumieniła się lekko z zażenowania, choć nie było tego widać, pora była już późna i ledwie było widać siedzące na wzniesieniu sylwetki. Kiedy wykład dobiegł końca, słyszała tylko stłumione szepty rozmawiających i szelesty poruszających się sylwetek, które rozglądały się, wypatrując spadających gwiazd. I Cressida ich wypatrywała, jednocześnie kontynuując rozmowę z Inarą, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o astronomii. – Naprawdę gdzieś tam w górze istnieje obiekt zbudowany z diamentu? – zapytała ze zdumieniem. – Gdyby na Ziemię spadły diamentowe meteoryty wiele dziewcząt na pewno byłoby zachwyconych – zaśmiała się cicho. Choć sama ozdabiała się dość skromnie, były dziewczęta, które uwielbiały obwieszać się diamentami i innymi cennymi kamieniami. Ale tak czy inaczej, jeśli to co widzieli było tylko maleńkim fragmentem wszechświata, to ciekawe co kryło się dalej, poza tym, co mogli zobaczyć?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Wzniesienie [odnośnik]09.10.18 14:10
Zrozumiała, że nieudana kariera alchemiczki nie jest kamieniem na sercu Tildy, że nie stanowi bolesnego tematu i uśmiechnęła się lekko, z ulgą. Bardzo nie chciała wprawić rozmówczyni w zakłopotanie, bądź niechcący pociągnąć czułej struny. Noc była na to zbyt piękna, aby się smucić.
- To cieszę się, naprawdę... Widzisz, czasami życie układa się zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażaliśmy. Możemy snuć plany, wielkie plany, a los ma dla nas przygotowany zupełnie inny scenariusz... Najważniejsze, że jesteś zadowolona z tego, co robisz - odpowiedziała ciepłym tonem. Ileż znała osób, którym nie udał się dostać na wymarzony kurs, czy staż i byli zmuszeni wybrać coś innego, a koniec końców wcale nie wychodzili na tym źle? A czasami nawet i po tych kursach zajmowali się zupełnie czym innym? Całe mnóstwo. Ba! Była pewna, że i panna Fancourt miała w swym otoczeniu wiele takich czarodziejów i czarownic. Los bywał wyjątkowo przewrotny.
- Ulżyło mi... Trzymać takie potwory, och, na Merlina, nie wyobrażam sobie tego... - mamrotała Poppy, przypominają pewnie przy tym gderliwą, zacofaną cioteczkę, ale cóż - taką już miała naturę. Właściwie zawsze, także w latach szkolnych, zdawała się mieć duszę sporo starszą, niż rówieśnicy. Do tego wyjątkowo staromodną. Nie lubiła dziwactw, a zamiłowanie do niebezpiecznych, dziwnych stworzeń tak właśnie postrzegała. - Wybacz mi, ja po prostu trochę boję się pająków. I myszy. To wszystko - dodał przepraszającym tonem, uświadomiwszy sobie, że przez jej narzekanie i przestraszone miny Tilda mogłaby poczuć się urażona, a przynajmniej tak jej się wydawało. - Dlatego mam dwa koty - dorzuciła, śmiejąc się cicho; chociaż kiedy ostatnio Winnie przywędrował do kuchni z włochatym, tłustym pająkiem w pyszczku, to wcale nie było jej do śmiechu.
Teraz właśnie powinny się śmiać, opowiadać sobie zabawne i przyjemne historie, które je spotkały. Festiwal Lata miał być wszak czasem radości i beztroski, świętem miłości i przyjaźni. Wszystkie te emocje wygasły jednak, gdy Tilda poruszyła temat Charliego. Pojawił się żal i przejmujący smutek, poczucie niesprawiedliwości i tęsknota. Gorzki posmak pod językiem i łzy cisnące się do oczu. Poppy westchnęła ciężko, starając się je powstrzymać, zapanować nad sobą. Machnęła ręką, aby dać Tildzie do zrozumienia, że nic nie szkodzi, nie mogła przecież wiedzieć. Nic dziwnego, że spytała. Nigdy nie wyjawiła koleżance prawdziwego powodu, przez który Charlie nie mógł uczyć się w Hogwarcie, lecz czasami nie mogła się powstrzymać i mówiła o nim zbyt często, bo i myśli natrętnie krążyły wokół jego osoby. Korespondowali ze sobą wtedy codziennie, nie mogło być inaczej.
- Tak, mnie też... - wydusiła z siebie, spoglądając w gwiazdy. - Ale wierzę, że tam gdzie jest wreszcie zaznał spokoju - dodała cichutko. Naprawdę bardzo chciała w to wierzyć. W to, że tam gdzie teraz był nie było już bólu, cierpienia i wstydu, że był tam szczęśliwy. I że czekał tam na nią.
Wzdrygnęła się, gdy nagle poczuła dotyk kobiecej dłoni na swojej, lecz to przez zaskoczenie. Nie cofnęła swojej, lecz splotła ją w z dłonią Tildy w przyjacielskim uścisku.
- Zaraz spadnie ich wiele, jeśli będę myśleć życzenie przy każdej, to wszystkie się spełnią? - spytała żartobliwie, odwzajemniając nieśmiało uśmiech,
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Re: Wzniesienie [odnośnik]10.10.18 13:33
2.08

Noc spadających gwiazd była jednym z tych wydarzeń, na które Florence nie mogła się nie wybrać. Jedna z niewielu okazji by móc obserwować niebo w jego pełnej krasie, girlandy skrzących się komet, ciągnących za sobą zwiewne, lśniące ogony. Chociaż magia była w życiu Florence obecna niemal od zawsze, to dopiero podczas oglądania takich widoków, człowiek miał wrażenie, że obcuje z czymś prawdziwie magicznym. Lubiła je więc obserwować - śledzić ich lot, jak przecinają niebo, wyróżniając się na atramentowoczarnym tle nocnego nieba. Nawet jeśli niespecjalnie wierzyła w tę całą legendę, jakoby zobaczenie spadającej gwiazdy miało jakimś cudem spełnić marzenie obserwatora... po prostu lubiła na nie patrzeć. Do pełni szczęścia tego wieczoru brakowało jej tylko brata u boku - ale jak znała życie, on znów wybrał się w inne rejony festiwalu ze swoją towarzyszką. Dopiero teraz do Florki docierało, jak wiele czasu tamta dwójka ostatnio przebywa w swoim towarzystwie. Z jednej strony było to bardzo podbudowujące - Florean zasłużył na to, by w końcu uśmiechnęło się do niego szczęście. Z drugiej strony... mogło to znaczyć, że panna Fortescue finalnie zostałaby sama. Trochę się bała takiego scenariusza. Kiedy wyobrażała sobie siebie samą w ich mieszkanku na Pokątnej...
Och, nie. Dziś takim smutnym myślom mówimy stanowcze "nie". Bo chociaż Florence odczuła pewną nostalgię, że nie mogła dziś oglądać spadających komet razem z bratem, jak za dawnych czasów, dziś wolała skupić się tylko na ich pięknie. A i owszem, zamierzała również po cichu wymówić jedno niewielkie życzenie. Ale jego treścią nie podzieliłaby się z nikim innym - nawet ze swoim bliźniakiem.
Gdyby przybyła na to szczególne wzniesienie, z którego ponoć najlepiej widać było piękno mknących po nieboskłonie gwiazd, znalazła się pośród całkiem pokaźnego tłumku ludzi. Widowisko przyciągało wielu gapiów, nie była więc tak naprawdę zaskoczona. Na szczęście teren wzniesienia był dość rozległy, dlatego też nie trzeba się było martwić tym, że będzie tu panował ścisk. Oczywiście, gwiazdy równie dobrze mogła podziwiać z okna swojego własnego mieszkania... doskonale jednak zdawała sobie sprawę, że to nie byłoby to samo. Miasto swoimi dźwiękami i światłami odebrałyby temu zjawisku całą magię. Aby móc w pełni docenić deszcz lśniących ciał niebieskich, należało to zrobić na łonie natury, w miejscu, gdzie na raz wiele par oczu tęsknie spoglądały w niebo z nadzieją, że ich życzenie się spełni.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Wzniesienie [odnośnik]10.10.18 18:18

Scott nie lubił tłumów, ogólnie średnio przepadał z ludźmi. Więc można zadać sobie pytanie co on tutaj robił. Sam się nad tym zastanawiał opierając się o pobliskie drzewo. Który moment jego życia doprowadził go do tej sytuacji. Stał na wzniesieniu, i wgapiał się jak skończony dureń w niebo, tylko po to aby zarejestrować swoim wzrokiem spadające na ziemię skały...i to nawet nie spadające. Przecież nim dotkną one ziemi to spalą się przy wejściu w atmosferę. A, jednak jak widać był tutaj. Wszystko to zawdzięcza "znajomym" z pracy, którzy tak usilnie go namawiali, że ostatecznie uległ. Do pewnego momentu wszyscy trzymali się razem, aż nagle jedna osoba spotkała kogoś znajomego, potem znowu ktoś uznał, że idzie zrobić wianek, a jeszcze ktoś inny uznał, że wyłowi jakiś pęk kwiatków rzuconych na wodę. Takim o to sposobem Scott został sam, i nie bardzo wiedział co miał z sobą zrobić. Naturalnie, mógł w każdej chwili wrócić do domu, ale z drugiej strony czy to by nie było zbyt niegrzeczne...tak...jak by mężczyzna przejmował się tym, iż kogoś urazi.
-Strata czasu- Mruknął cicho sam do siebie, i rzucił niedopalonego papierosa, którego przed chwilą miał między wargami pod stopy, po czym wgniótł go butem w ziemię. Ruszył powoli przed siebie, ale dopiero w tamtej chwili dotarło do niego to, że dosłownie kilka kroków od niego stoi jakaś inna osoba. Mężczyzna w ostatniej chwili wyhamował, przez co udało mu się przeciwdziałać kolizji, która najpewniej miałaby miejsce w chwili gdyby szedł dalej przed siebie. Scott odskoczył trochę do tyłu, bo wedle niego stał zdecydowanie za blisko kobiety i po prostu się w nią wpatrywał. Tego typu spotkania, zawsze dla mężczyzny były trudne. Nigdy nie wiedział co powiedzieć, czy zrobić.
-Pani wybaczy...ale na przyszłość radzę częściej rozglądać się dookoła, a nie w niebo, bo następnym razem naprawdę ktoś na panią wpadnie- Scott starał się zachować jak najbardziej grzeczny ton głosu, chociaż najpewniej powiedział już coś co tę kobietę zirytuje, i zaraz usłyszy, że jest bezczelnym chamem, który nie zna się na kulturze. Takie sytuacje już mu się zdarzały, ale całe szczęście nauczył się z tym jakoś żyć.
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Wzniesienie [odnośnik]12.10.18 2:31
Rzadko zdarzały się takie dni tak ten - kiedy Florence decydowała się unieść głowę, spojrzeć w niebo i poświęcić dłuższą chwilę na refleksję o niczym. Zwykle była osobą kierującą się raczej rozsądkiem, w duecie Fortescue to ona była mózgiem, podczas gdy jej brat robił za serce i często dawał się ponosić emocjom. Na szczęście zwykle tym dobrym. Ona zamartwiała się rzeczami praktycznymi, kłopotami dnia codziennego. To dlatego ten wieczór był tak szczególny - moment, w którym pozwoliła sobie na chwilę zadumy nad rzeczami totalnie abstrakcyjnymi. Obserwowała niebo i patrzyła na te migające światełka, a jej myśli, zwykle skupione na składnikach lodów oraz innych kłopotach związanych z prowadzeniem lokalu, dziś krążyły wokół barw, kosmosu, kolorowych światełek i inteligentnych form życia zamieszkujących inne planety.
No i trochę rozmyślała też o miłości, ten temat jednak dość szybko od siebie odepchnęła.
Było to o tyle proste, że w pewnej chwili poczuła coś. Tę dziwną presję, jakąś siłę, obecność, którą czuło się, zanim nawet dostrzegło się ją oczami. Właściwie nie było w tym uczuciu nic specjalnego, znajdowała się przecież pośród sporej grupy ludzi - uznała więc, że po prostu któryś z widzów dzisiejszego nocnego spektaklu przeszedł za jej plecami. Aż tak bardzo się nie pomyliła. Jednak spojrzenie, które posłała mężczyźnie stojącemu za jej osobą posłała spojrzenie raczej zaskoczone, niż rozgniewane. Czy on naprawdę powiedział to, co powiedział? Po krótkiej analizie jego słów, Florence miała ochotę się roześmiać.
- Przyszedł pan na wzgórze, z którego najlepiej widać dzisiejszy deszcz meteorytów. Dziś wszyscy patrzą w niebo -  wyjaśniła z rozbrajającą prostotą. To w końcu nie ona niemal na niego wpadła. - Panu też radzę, przystanąć i zadrzeć głowę, bo to dość rzadki widok. - jeśli miałby zamiar się z nią dalej kłócić, o tym, kto powinien patrzeć w niebo a kto rozglądać się na boki, mogła się kłócić. Ale niekoniecznie w tej chwili. Teraz wróciła do obserwowania nieboskłonu, bo oto leciały kolejne komety. Florence zrobiła więc krok w bok, oferując nieznajomemu by stanął obok i także popodziwiał gwiazdy - a czy z niego skorzysta to już jego wybór.


What is my life?
Am I doing this right?
I just realized that I might

Not know what the hell is going on!

Florence Fortescue
Zawód : Bezrobotna
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
If you can't see anything beautiful about yourself...
Get a better mirror!
Look a little closer!
Stare a little longer!
THEY WERE WRONG
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_p0ebmcr3Ki1wbxqk4o1_540
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3964-florence-fortescue https://www.morsmordre.net/t3969-hiacynt#76587 https://www.morsmordre.net/t3968-florkowe-o-smaku-czekolady#76586 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3970-florence-fortescue#76622
Re: Wzniesienie [odnośnik]13.10.18 0:26
2 sierpnia

Lubiła gwiazdy, choć niekoniecznie się na nich znała. Kojarzyła je z dzieciństwem, błogim okresem, kiedy nie było zmartwień większych od tego, kto zje ostatni kawałek ciasta, ze wspólnymi wieczorami spędzanymi w gronie licznej rodziny; z piękną pogodą i przede wszystkim spokojem, który w ostatnim czasie w ich świecie był towarem deficytowym. Nie mogła więc opuścić wykładu, którego wysłuchałaby do końca ze szczerą uwagą, gdyby nie zionący nieco alkoholem natręt nie postanowił jej przerwać. Chociaż z początku udawała, że rzucane w jej stronę komentarze i aluzje puszcza mimo uszu, tak kiedy chłopak przesunął się doń, zbytnio się spoufalając, niemal od razu straciła spokój. Niemal, bo jeszcze przez pewien czas spokojnie i stanowczo, słownie, próbowała się go pozbyć, jednak gdy to zawiodło, poczuła się bezradna. Agresja budziła agresję, krzyk i jawna złość mogła spowodować, że chłopak odebrałby to jako dalszą zachętę, ale nie pozostawiał jej wyboru; innym nie zamierzała psuć wieczoru, lecz wątpiła, by ktokolwiek chciał jej pomóc. Gdy jedna z jego dłoni znalazła się na jej talii, bez namysłu wykręciła mu palce i korzystając zaledwie z kilku sekund zdezorientowania, zerwała się na równe nogi.
Tak jak podejrzewała – nieznajomy nie zamierzał puścić jej tego płazem. W pewnej chwili jednak usłyszała za swoimi plecami dziwnie znajomy głos, którego przekaz z początku wydał się jej niejasny. Zegarek, randka, spóźnienie, co? Odwróciła się. Z lekką konsternacją przyglądnęła się męskiej twarzy, bo choć go znała – dokarmiając biedaka czymś więcej niż kanapkami podczas godzin jego pracy zresztą po godzinach swojej własnej – nie mała pojęcia jak się nazywał. Dlatego zazwyczaj unikała zwracania się po imieniu, w myślach nazywając go uroczym Panem Kanapką.
Szczęściem w nieszczęściu Sproutówna została obdarzona rozumem i zdolnością dedukcji, dlatego po chwili zrozumiała o co mu chodziło. Bynajmniej nie zwracał się do innej dziewczyny, a do niej, próbując wybawić ją z rąk natręta.
Chciałam zająć ci miejsce. Jak widać, nieskutecznie – ufała mu w pewnym stopniu, więc cofnęła się i bez większych oporów wsunęła swoją rękę pod męskie ramię. Nie chciała oczywiście, żeby z jej powodu miał problemy, lecz najwidoczniej koledzy tamtego chłopaka mieli więcej rozumu w głowie; rzucając pod jej adresem jeszcze kilka komentarzy odeszli w swoją stronę. Gdy upewniła się, że byli wystarczająco daleko, wysunęła rękę z powrotem, krzyżując ją za swoimi plecami. – Nie musiałeś tego robić, ale dziękuję – uśmiechnęła się szczerze, czując jak całe napięcie powoli ustępuje.


* * *like a flower made of iron


Primrose Sprout
Zawód : złodziejka ciastek; pomocnica w Czekoladowej Perle
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W walce między sercem a mózgiem zwycięża w końcu żołądek.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 5ec844eba06fd06c3663bd04febb9f2f
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6323-primrose-sprout#159252 https://www.morsmordre.net/t6427-cynamonka#163819 https://www.morsmordre.net/t6426-prymula#163818 https://www.morsmordre.net/f189-dolina-godryka-dom-numer-101 https://www.morsmordre.net/t6428-p-sprout#163820
Re: Wzniesienie [odnośnik]13.10.18 16:40
Najważniejsze, że jesteś zadowolona z tego, co robisz.
Czyż Poppy nie miała racji? Być może nie było to życie, o jakim marzyła Tilda, ale czy chciałaby z niego rezygnować? Kiedyś niczym pająk snuła misterne plany o alchemicznej karierze, spędzała godziny nad parującym kociołkiem i oczyma wyobraźni widziała siebie za kilka, kilkanaście lat, odnoszącą niebywałe sukcesy w dziedzinie eliksirów. Teraz jednak wizje te nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, w której się obracała i która – wbrew pozorom – wcalenie była dla niej powodem do żalu. Naprawdę czerpała przyjemność z tego, czym się zajmowała; w przeciwieństwie do większości ludzi uwielbiała otaczać się pajęczymi istotami o smukłych nogach, błyszczących oczach i głosach cichszych niż najlżejszy szmer, które tylko ona potrafiła zrozumieć. Poznawanie ich świata fascynowało ją, a znajomość ich sekretnego języka dawała Tildzie poczucie, że była związana z tym światem jakąś głęboką tajemnicą.
- Tak, jestem zadowolona – przyznała po chwili, spoglądając w skrzące się nad ich głowami niebo. Mówiono, że przyszłość zapisana była w gwiazdach, więc czy tak naprawdę ktokolwiek mógł mieć na nią wpływ, nie mogąc nawet zbliżyć się do tych lśniących jasną łuną punktów na nocnym niebie? - Może dobrze się stało.
Nie kontynuowały już tego tematu, choć Tilda czuła, że jej myśli jeszcze przez pewien czas będą wokół niego krążyć.
Słysząc słowo potwory, musiała ugryźć się w język, by nie zamęczyć biednej Poppy wykładem na temat cudowności pająków. Znała jej strachliwą naturę i wiedziała, że miała niewielkie szanse zmienić zdanie Pomfrey – zresztą ze świecą mogła szukać entuzjastów akromantul – dlatego postanowiła przemilczeć ten komentarz.
Wyglądało jednak na to, że Poppy zorientowała się, iż jej słowa mogły zaboleć Tildę, lecz ta machnęła tylko dłonią, uśmiechając się lekko. Nie było to dla niej nic nowego; oczywiście, że wybaczała koleżance.
- Nic się nie szkodzi. Nie zmuszam nikogo do tego, by pokochać pająki – rzuciła, usiłując zapewnić ją, że nie czuła się urażona. Na wzmiankę o kotach parsknęła śmiechem - towarzystwo dwóch wąsatych, futrzastych kulek w pewien sposób pasowało do Poppy. - Każda szanująca się czarownica musi mieć kota. Albo dwa – zażartowała.
Zdawało jej się jednak, że z chwilą, gdy zadała feralne pytanie, cały swobodny, beztroski nastrój tej nocy prysł w mgnieniu oka. Z trudem patrzyła na łzy lśniące w oczach Poppy, nie czując się dobrze z myślą, że w pewien sposób była im współwinna.
Dlaczego o niego zapytała?
Ale z drugiej strony – skąd mogła wiedzieć, co się stało?
- Na pewno tak jest – potwierdziła po chwili, ściszając lekko głos. - Żyjemy w niebezpiecznych czasach, ale tam, gdzie teraz przybywa, już nic nie może mu zagrozić. I bez wątpienia czuwa nad tobą, nawet jeśli o tym nie wiesz – słowa z dziwną łatwością spływały z jej ust, choć przecież mówiła o czymś, co wcale nie było proste.
Cieszyła się, że Poppy nie odtrąciła jej dłoni; odwzajemniła lekko uścisk, po czym puściła dłoń dłoń czarownicy.
- Tak, tak to właśnie działa – odpowiedziała ze śmiechem, mając nadzieję, że nastrój radości i beztroski właśnie do nich powracał. Zamilkła na moment, dając im obydwu czas na pomyślenie życzenia, po czym odezwała się ponownie. - Jeśli moje życzenie się nie spełni, chyba wyślę do Prewettów sowę z zażaleniem – nadała swojemu głosowi poważny ton, po czym znów się roześmiała.


You have witchcraftin your lips



Tilda Fancourt
Zawód : hoduję pająki
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


the good ones always seem to break


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3 https://www.morsmordre.net/t4010-skrytka-bankowa-nr-1022 https://www.morsmordre.net/t6385-tilda-fancourt#162295
Re: Wzniesienie [odnośnik]14.10.18 23:27
2 sierpnia
Przysłuchiwała się wydarzeniu w pewnej odległości od pozostałych zebranych. Wykład Vane'a wyglądał  dokładnie tak samo jak za czasów Hogwartu. Same jego słowa, sposób, w jaki przedstawiał tak odległe dla nich zjawiska, istotnie wydawał się magiczny i piękny. Pod tym względem mogłaby słuchać jego opowieści godzinami, a nie być znudzoną nawet przez chwilę. Próbowała skupić uwagę na przemawiającym przez cały czas, ale niestety druga część wykładu nie dała rady rozkojarzeniu panny Hagrid. Zamiast słuchania zadarła wysoko głowę, by przyglądnąć się tym rozgrzanym i najwyraźniej romantycznym kulom. Cecily nigdy nie była dobra w tym całym „romantyzmie”. Czasami żałowała, że nie potrafi lepiej wczuć się w emocje innych, albo przynajmniej być dobra w udawaniu ich. Niestety, ta dziewczyna nie potrafiła kłamać ani też nie widziała żadnego powodu w ukrywaniu przed ludźmi prawdy. Jeśli więc coś myślała, nie omieszkała tego powiedzieć na głos, często mimo mało sprzyjających okolicznościom dyskusji. Z tego powodu łączyła też  z postacią Jaydena wiele ciepłych wspomnień. Nie należał do typu mściwych belfrów, którzy za cel swojego życia postawili sobie mszczenie się na swoich podopiecznych. Wręcz przeciwnie, za każdym razem, gdy pakowała się w tarapaty, czy to chodziło o podwędzenie kilku specyfików botanicznych, albo bawienie się teleskopem, on zawsze ratował ją z opresji. Cecil nie była w stanie teraz powiedzieć ile godzin kozy zostało jej oszczędzonych przez wstawienie się profesora. Zastanawiała się też właściwie jak teraz do niego się zwracać? W szkole nie trzeba było rozważać takich spraw. Kto nosił tytuł nauczyciela, ten był przełożonym, kimś do kogo należy się zwracać ze stosownym do dzielącego ich doświadczenia i wieku szacunkiem. Z tego, co pamiętała, niektóre koleżanki Hagrid, w zaciszu gryfońskich komnat plotkowały chichotliwie o tym jak chętnie uczęszczają na astronomię, lub też jak wielki zapał do owego przedmiotu wzniecił w nich pan Vane. Cecil przekrzywiła głowę na bok by przyjrzeć się mu lepiej. Poza murami szkoły dzieliła ich różnica dziewięciu lat, nie była pewna czy jest to dużo, czy mało. W każdym bądź razie nie sposób było odmówić mu pewnego czaru, jaki mężczyzna wokół siebie roztaczał. Mówił zabawnie, wciągająco i z łatwością zastępował skomplikowane definicje zupełnie codziennymi anegdotami. Szczególnie jednak zaskoczył dziewczynę puentą całego wykładu.
- Nie dajcie sobie wmówić, że meteoryty są romantyczne. – Wymruczała pod nosem, powtarzając te słowa z zaciekawieniem. Czasami łatwiej jej było zastanowić się nad daną kwestią, gdy wymawiała zdania na głos. Dzięki temu stawały się przynajmniej trochę bardziej realne. Cecylia bowiem, chyba przede wszystkim, była realistką. Rzadko trzymała głowę w obłokach, a jeśli już to raczej nie skupiała się na marzeniach, ale rozważaniach. Nie lubiła zastanawiać się nad czymś zgoła nieosiągalnym lub dalece wątpliwym w obawie o to, że zwyczajnie się zawiedzie. Nie zliczy momentów swojego stosunkowo krótkiego życia, kiedy to jej uczucia zostały zranione, a ciche prośby zniweczone. Każda z takich drobnostek stanowiła surową naukę na przyszłość.
Po oklaskach zamierzała podejść do byłego nauczyciela, ale dosyć szybko pochłonęła go rozmowa z inną słuchaczką. Cily rozglądnęła się po bokach czy przypadkiem w pobliżu nie ma znajomej twarzy, ale najwidoczniej żadne z bliskich czarnowłosej nie zdecydowało się wziąć udział w wykładzie. Postanowiła zatem odpuścić rozmowę, nie chcąc przeszkadzać astronomowi w ważniejszych dywagacjach i wyruszyła na wzgórze, by móc nacieszyć się widokiem szumiącego uspokajająco morza, idealnie komponującego się z ciemnością nocnego nieba. Nie zorientowała się nawet, że ktoś stanął w niedalekiej odległości. Dopiero rzucenie szybkiego spojrzenia pozwoliło rozpoznać Jaydena. Opuściła skrzyżowane ręce i podeszła do niego skinąwszy przy tym głową.
- Panie profesorze, wspaniały wykład. Cecily Hagrid, może mnie pan pamiętać z... No byłam jedną z głośniejszych uczennic na pańskich zajęciach. – Uśmiechnęła się nieśmiało na wspomnienie tamtych chwil, po czym znów zwróciła wzrok w stronę horyzontu. – Teraz żałuję, że nie przykładałam się bardziej do pańskich, może łatwiej byłoby mi zrozumieć naukowe podejście do tego zjawiska. Ale jedno trzeba panu przyznać. Wiele kobiet straciło nadzieję, że los ich życia miłosnego leży w rękach gwiazd przez pańską przemowę. – Dodała, markując poważny wyraz twarzy.


Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Cecily Hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_nv6n6eEOtY1tesu1wo2_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Re: Wzniesienie [odnośnik]15.10.18 10:05
Był wyraźnie zmęczony towarzystwem kobiety, która go zaczepiła i zamierzała podkopać naukowy materiał na rzecz romantyzmu, którego tak broniła. Jayden wcale nie twierdził, że podobnego zabiegu uczuciowego nie ma, absolutnie! Chodziło mu jedynie o fakt, że łączenie astronomii z przepowiedniami czy z zawierzeniami losu swojej miłości czemuś, co nie miało na to wpływu, było błędne i bez żadnego rozsądnego umotywowania. Gwiazdy były jedynie gwiazdami, a meteoryty odłamkami skalnymi nie mającymi pojęcia o ludzkich emocjach i unoszących się setki mil od obserwujących. Owszem - podziwianie deszczu meteorytów było zaprawdę fascynującym, można by rzecz, że intymnym zjawiskiem, na które chodziło się najczęściej z bliską osobą. Nic dziwnego, że czuło się pewną wyjątkowość tego momentu, lecz ciała niebieskie nie spełniały życzeń. I może było to odbieranie ludziom marzeń, lecz Jayden nie zamierzał nikogo oszukiwać. W końcu nie wątpił, że każdy dorosły zdaje sobie sprawę z faktu, że lecąca na niebie smuga nie odpowie na jego pragnienia. Sądzę, że pana wykład miał podkreślić romantyzm tego wydarzenia, wznieść nas wszystkich pod niebiosa, do gwiazd - gdzie odrobina radości? Brakowało w tym typowej dla niego radości? Czy od początku jego wykład miał być jedynie zawoalowaniem prawdy na rzecz czegoś nierzeczywistego? Czy ludzie przyszli tam, by posłuchać bajek czy nauki? Nie potrafił już odpowiedzieć na te pytania, błądząc między nimi niczym dziecko we mgle i nie umiejąc odnaleźć drogi. Jednak był naukowcem i postrzeganie jego dziedziny jako opowiastki wyssanej z palca nie współgrało z tym, do czego był stworzony. Ci, którzy znali Jaydena wiedzieli, że nie istniał bardziej roztrzepany, emocjonalny człowiek i zarzucanie mu pustki uczuć, było jak stwierdzenie, że morze to tylko woda. A przecież wewnątrz tętniło życie. Chciał uciec. Zapaść się pod ziemię i nie wychodzić. Pożałował wręcz tego, że przyjął propozycję wystąpienia. Poza tym, uważasz, że wszyscy zrozumieli to, co chciałeś przekazać? A co jeśli miała rację? Co jeśli w tym jednym momencie runął zupełnie jego pogląd na to czy był dobrym nauczycielem i wykładowcą? Zdawał sobie sprawę, że temat, który wybrał nie był prosty i same nazwy czy charakterystyka meteorytów mogły się wydawać nudne w porównaniu z resztą astronomicznych tematów. Być może był to błąd debiutanta, a może naprawdę... Zdanie kobiety było jednym przeciwko dziesiątkom lub nawet setkom, lecz boleśnie wryło się w umysł profesora i nie chciało go opuścić. Przejął się i zasmucił. Gdyby nie otaczający go mrok, wszyscy mogliby dostrzec jak bardzo mężczyzna sposępniał. Oddalony od reszty skrył się w samotności, mając nad głową jedynie niebo, które tak sobie upodobał. Nie wiedział nawet, że ktoś pojawił się tuż obok lub że sam przerwał komuś indywidualne dywagacje.
Cichy, nieśmiały głosik wyrwał go z rozmyślań i wpatrywania się w niebo. Mężczyzna drgnął jakby lekko zaskoczony, po czym przeniósł spojrzenie na osobę obok. Księżyc świecił wystarczająco jasno, by nie musieli poruszać się po omacku, lecz równocześnie wiele szczegółów uciekało w ciemnościach. Mimo to kojarzył jej charakterystyczne rysy posiadające wiele rozbrajającego, typowego tylko dla niej uroku, jednak nie potrafił dopasować tej twarzy do odpowiedniego czasu i miejsca. Dopiero następujące słowa uzmysłowiły go, skąd miał wyblakłe wspomnienia stojącej przed nim panny. Wyjątkowo wysokiej jak na swój wiek. - Witaj, Cecily - przywitał ją ciepłym uśmiechem, odpowiadając tak samo na jej wcześniejsze skinienie głowy. Gdyby tego nie zrobiła, nie miałby jej absolutnie tego za złe, lecz przyjemnie było widzieć wciąż żyjący szacunek w młodych osobach. Gdy wspomniała o jego wykładzie, odetchnął ciężko, wstrzymując uprzednio oddech. Miłym gestem z jej strony było jednak dodanie parę słów o zajęciach, które prowadził w Hogwarcie. Uśmiechnął się blado na jej ostatnie słowa. - I chyba równocześnie zepsułem im wieczór - odparł, posyłając szybkie spojrzenie dziewczynie, jedynie przez krótką chwilę pozwalając, by kąciki ust uniosły się w wyrazie wyraźnego przygnębienia. - Powinni zaprosić kogoś innego - dodał cicho.
Poza tym, uważasz, że wszyscy zrozumieli to, co chciałeś przekazać?


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wzniesienie [odnośnik]16.10.18 17:14
Scott miał prawo być w tej chwili rozdrażniony. Przyczyn było kilka. Po pierwsze znajdował się teraz w miejscu, w którym najpewniej w normalnych okolicznościach nigdy się nie pojawił, po drugie...jedyne o mógł zrobić to czekać, aż dostanie informacje, że został zwolniony. Cóż...biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w kraju, kursy teleportacji musiały zostać odwołane, a co za tym idzie Scott pozostał w zasadzie bez robotny. Chociaż na razie nic nie wskazywało na to, że ktoś chciałby go wyrzucić, nie mniej widział spojrzenia współpracowników, i słyszał ich szepty. Mężczyzna nie bał się tak naprawdę samego zwolnienia. Wiedział, że pewnie sobie jakoś poradzi, ale nie bardzo mu się widziało wracać do pracy w jakiś spelunach. Użeranie się z pijanymi czarodziejami zawsze mu się wydawało, że jest trochę poniżej jego godności, o ile sam Scott jaką kolwiek godność jeszcze miał.
Kiedy kobieta postanowiła mu odpowiedzieć, mężczyzna obadał ją wzrokiem od góry do dołu. Można powiedzieć, że wręcz utkwił w niej swoje błękitne tęczówki, i przez chwilę nawet otwierał już usta, aby coś powiedzieć, ale ostatecznie z tego zrezygnował i posłusznie ustał obok niej zadzierając głowę do góry.
-Niech Pani nie myśli, że jest to znak tego, iż zgadzam się- Mruknął po chwilce milczenia wsadzając sobie ręce do kieszeni.
-Z tego co mnie życie nauczyło...z kobietami nie ma sensu dyskutować, i tak ostatecznie postawią na swoim bez względu na to jak logiczne argumenty można podawać- A i też jego nieżyjąca matka stosunkowo dobrze nauczyła go tego, kiedy należy się wycofać. Bywały takie momenty kiedy walka z góry była przegrana, i wówczas nie było sensu dalej ją prowadzić. Tym bardziej, że Scott naprawdę nie chciał wyjść na większego chama niż był w rzeczywistości.
-Więc...- Zaczął cicho kołysząc się lekko na swoich stopach.
-Skoro już w jakiś dziwny sposób coś nas skazało na siebie...dowiem się obok kogo przyszło mi stać?- Próba poznania imienia tej kobiety wydawało się być całkiem dobrym wstępem do znajomości, chociaż znając Scotta po drodze palnie jakąś głupotę, i kolejną znajomość będzie można wyrzucić do kosza.
Scott Spencer
Zawód : Departament transportu magicznego - Komisja kwalifikacyjna teleportacji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6210-scott-spencer https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6244-scott-spencer#154997 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6243-scott-spencer#154995
Re: Wzniesienie [odnośnik]16.10.18 19:08
Spojrzała na Jaydena odrobinę zakłopotana jego ewidentnie zasmuconą miną. Jakaś część Cecylii zwyczajnie chciała go pocieszyć i powiedzieć miłe słowo, ale druga alarmowała przed zbytnim okazywaniem koleżeńskości wobec nauczyciela. Byłego. Tak często zapominała o tym, że jest już dorosła, że nie chronią ją dłużej mury Hogwartu, tylko te, które sama wokoło siebie buduje. Odkąd pamięta miała z tym problem. Ludzkie emocje stanowiły dla dziewczyny skomplikowaną układankę, podobną budową do zaczarowanego kalejdoskopu, który dostała na dwunaste urodziny od matki. Obrazy ciągle się zmieniały, a ich składniki ulegały modyfikacji. W podobny sposób działali ludzie, tak przynajmniej lubiła sobie to tłumaczyć. Wystarczyło niewielkie wstrząśnięcie kalejdoskopu, a prezentował on zupełnie nową gamę barw, dodatkowo wszystko układając z właściwą harmonią.
- Ludzie często szukają wytłumaczenia dla dręczących ich spraw tam gdzie go nie ma. – Stwierdziła, wiercąc czubkiem buta dziurę w żwirze. Rzadko potrafiła usiedzieć w jednym miejscu, co niejednokrotnie dawało jej się we znaki podczas dłuższych lekcji. Dlatego właśnie ukochała przedmioty takie jak Uroki, czy ONMS gdzie mogła spożytkować żywioł tkwiący w jej drobnym ciele. Na całe szczęście, im starsza była, tym łatwiej przyszło Cecylii panować nad własną energią, co nie znaczy, że lepiej jej szło z uczuciami.
- Wydaje mi się, że czasami nie radzą sobie ze sprawami takimi, jakie są w rzeczywistości, więc wolą zrzucić odpowiedzialność na ramiona gwiazd. Uświadomienie przez kogoś, że zawierzają własny los ognistym kulom pewnie nie należy do najprzyjemniejszych. – Nie była pewna czy to, co mówi ma sens, ale słowa same cisnęły się na usta. To rzadkość w przypadku Cecily, że dokładnie wiedziała co powiedzieć. Bez plecenia głupot i mówienia, zanim pomyślała. Chyba rzeczywiście poważnieję. Stwierdziła w myślach jednocześnie smutna i zadowolona. Spojrzała ponownie na Vane’a, którego najwidoczniej też pochłonęły własne sprawy. Ciekawiło dziewczynę, jakie jego muszą trapić problemy. Świat oszalał, a to co działo się na ulicach przerastało większość zwykłych ludzi, a co dopiero niespełna dwudziestodwuletnią czarownicę. Widziała wiele anomalii w pracy, niektóre o całkiem zabawnych skutkach, ale inne... Pewne obrazy już na zawsze zostaną żywe w jej pamięci, a wspomnienie niektórych przypadków sprawi, że będzie budziła się w środku nocy zlana potem. Niewiele słyszała o sytuacji, w jakiej teraz znajdywał się Hogwart, prócz niespójnych wieści przekazywanych przez hagridowych kuzynów w wieku szkolnym. Na pewno sprawy jawiły się inaczej z perspektywy pracownika tego zacnego przybytku, a zwłaszcza profesorów. Tyle ile wiedziała o mężczyźnie, co potrafiła wyczytać z jego zachowania, to na pewno fakt, że należał do ludzi uczuciowych, nawet wrażliwych, jeśli takie określenie nie przeczyło jednoczesnemu hartu ducha. Zawahała się odrobinę, ale postąpiła kilka kroków naprzód i położyła rękę na ramieniu byłego nauczyciela.
- Proszę się nie martwić profesorze, wybrali odpowiednią osobę do tego wykładu. Trochę tak jakby ktoś kazał mi uczyć innych o tym, jak irytować ludzi. Nie da się pokazać i wytłumaczyć czegoś tak skomplikowanego w jedną godzinę lekcyjną. – Dodała, tym razem już ze swoim typowym uśmiechem i iskrą w oku.


Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Cecily Hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_nv6n6eEOtY1tesu1wo2_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Re: Wzniesienie [odnośnik]17.10.18 9:01
Nie chciał sprawiać nikomu problemu, lecz nie chciał już tego dnia ukrywać, że coś ewidentnie było nie w porządku. A przynajmniej Hagrid trafiła na moment, w którym uśmiech nie pojawił się na jego twarzy, co zdarzało się naprawdę rzadko. Co nie znaczyło, że w ostatnim czasie zaduma i zmartwienie nie wyrzeźbiły paru zmarszczek w skórze profesora. Cierpienie uczniów, spalone Ministerstwo Magii, wybuchy coraz to nowszych anomalii... Mimo że odszedł z Zakonu Feniksa i nie pamiętał wielu zdarzeń, w których brał udział, miał świadomość wszechogarniającego zła, które tylko czyhało, żeby uderzyć i stłamsić ostatni bastion dobra. Lecz Jayden wierzył w to, że nawet nikłe światło rozpraszało mroki - dopóki istniało, on nie zamierzał się poddawać i porzucać nadzieję. Nie wiedział, że już wkrótce miał stanąć przed najcięższą z prób, przy której wymazanie pamięci na własne życzenie było niczym. Teraz jednak pozostawał błogo nieświadomy całego zajścia i co innego dręczyło jego biedne serce. Zawsze starał się, by ludzie zrozumieli to, co miał do przekazania, ale widocznie dorośli na Festiwalu Lata różnili się od dzieci i od naukowego świata., do których przywykł Nie spodziewał się jednak, że mogą chcieć słyszeć opowiastki wyssane z palca. Nie wiedział, że pomiędzy słuchaczami byli jeszcze tacy jak panna Hagrid, którzy nie podeszli do niego po wykładzie i nie powiedzieli dla przeciwwagi oskarżeń paru dobrych słów. Mówiła to jednak teraz i przynosiła spokój, ukojenie Vane'owi, który na wykładzie i po nim czuł się wyjątkowo samotny. Mimo że otaczało go tak wielu ludzi. Dla Jaya takie właśnie momenty były niezwykle cenne, bo wydawało się, że wszechświat nie chciał, by wątpił i rezygnował z ustalonej wcześniej drogi. Przysłał kogoś zupełnie niespodziewanego, lecz odpowiedniego do takiego zadania. Słowa Cecily były niezwykle ważne, mądre, a wypływające z ust kogoś tak młodego wydawać by się mogło, że niestałe. Jay jednak nigdy nie wątpił w intelekt, rozwagę i błyskotliwość młodzieży. Pracując z nimi, opiekując się nimi, uczył się od nich tak wiele, widział tak wiele. Nie sposób było ich nie doceniać, dlatego nie zamieniłby swojego stanowiska na żadne inne. Nawet jeśli Królewskie Stowarzyszenie Astronomów zaproponowało mu stołek przewodniczącego.
Jakieś ciepło rozlało się po jego wnętrzu, gdy Cecily położyła mu dłoń na ramieniu, poniekąd zmuszając go, by na nią spojrzał. Brzmiała niezwykle znajomo, a pewne skrępowanie w okazywaniu uczuć przypominało mu o kimś, kogo długo nie widział i za kim tęsknił. Mia... Gdzie była? Czemu milczała? Czy to nie było zadziwiające, że ktoś z jego przeszłości przypominał mu o najważniejszych osobach? Uśmiechnął się już szczerzej na słowa dziewczyny i posłał jej wyrozumiałe spojrzenie w podziękowaniu za to, że nie zostawiła go samego. Że nie przemilczała, ale zabrała głos. Był jej wdzięczny i ta wdzięczność widniała na jego spokojnej już twarzy. Nieco zawadiacki błysk w oczach dawnej uczennicy na nowo sprowadził wspomnienia i pozwolił wierzyć profesorowi, boleśnie błędnie, że już nic złego nie miało się wydarzyć. Nieświadomy tkwił tu i teraz, chcąc chłonąć to, co przyszło mu przeżywać i kogo przeznaczenie postawiło na jego ścieżce. - To prawda - zaczął spokojnie, odnosząc się do wcześniejszej wypowiedzi Hagrid. - Jednak teraz nauczyłaś mnie czegoś bardzo ważnego w niecałą minutę - dodał szczerze, a w jego głosie nie było słychać fałszywego komplementu, lecz prawdę samą w sobie. Mogła uważać się za osobę nieodpowiednią do kierowania ludźmi, jednak zawróciła swoją obecnością i swoimi słowami właśnie jego z nieprzyjemnego toku myślenia. Ze smutku. Nie było wiele takich osób, więc powinna czuć się wyjątkowa. Na własne oczy mogła dostrzec jak Vane odsuwał od siebie zdradliwe myśli, prostował się, a jego twarz znów nabrała tego ciepłego, gładkiego wyrazu, z którym codziennie witał uczniów. Znała go. Mniej lub bardziej, ale to wciąż był ten sam człowiek. - Powiedz, Cecily. Co tu robisz tak zupełnie sama? Dopiero zaczęto rozpalać ogniska - zagadnął już wyraźnie rozluźniony. Jego wykład był tylko jedną z wielu atrakcji, które plasowały się w planie tej nocy i tylko ją rozpoczynał. Tańce, jarmark, muzyka i opowieści. To wszystko dopiero stało przed nimi otworem. - Na pewno jest tam o wiele ciekawiej niż tutaj. Nie sądzisz? - dodał z uśmiechem, chcąc poznać jej punkt widzenia. I przyczynę dla której uciekła od całego towarzystwa. Jego powód już znała, lecz JJ nie dawał w żadnym wypadku do zrozumienia, że musiała to powiedzieć w odwecie. Kim teraz była Cecily Hagrid?


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Wzniesienie [odnośnik]20.10.18 12:18
Spojrzała w stronę wąskiej dróżki znajdującej się u podnóży wzniesienia, która prowadziła do miejsc ogniskowych. Dobre pytanie, co ja tu właściwie robię? Weymoth pękało w szwach od bawiących się tu i tam czarodziei, a ona, zamiast dołączyć do wesołej biesiady, prowadziła egzystencjalną pogawędkę ze swoim byłym nauczycielem. Czy mogła jednak na tę sytuację coś poradzić? Spędziła już dosyć czasu z rodzicami, im więcej lat doliczało się do bilansu pani Hagrid tym większą potrzebę czuła znalezienia osób spoza rodzinnego grona. Ileż można siedzieć z ludźmi, którzy znają cię od kołyski? Kuzynki, kuzyni, cioteczki i wujkowie, więzy krwi nie ułatwiają zawieranie znajomości, a wręcz przeciwnie. Rodzina zobowiązuje do konkretnego zachowania, a także tego, że niektórych spraw zwyczajnie nie będziesz poruszać. Cecily nienawidziła martwić swoich bliskich, zapewne zmartwienie to pochodziło jeszcze z czasów łobuzowania w Hogwarcie, wolała zawsze sama załatwić sprawę kary, odsiadki w kozie czy sprzątania kurzu z półek w bibliotece, niż rozmawiać o tym z Sabriną i Rawdonem, co oznaczało przysporzenie im kolejnych zmartwień. Wolała by słyszeli na temat córki jedynie pozytywne rzeczy. Tak czy siak, wiedzieli przecież jakim wulkanem energii jest, jak często nie ma problem z usiedzeniem w jednym miejscu, więc z pewnością domyślali się jak aktywnie spędza czas w Hogwarcie.
Niestety, mimo nieograniczonych pokładów miłości, rodzina nie wystarczała jako kompan do rozmów. No może poza Tangwystl, ale ta stała się zupełnie nierozłączną częścią życia Cecylii, której zwierzała się ze wszystkiego. Prawda była taka, że potrzebowała większej grupy przyjaciół, prawdziwej kompani, z którą mogłaby urządzać spontaniczne wypady za miasto, chociażby na Festiwal Lata. W Mungu poznała wiele osób, ale tylko niektóre z nich wydawały się chętne do tworzenia jakichkolwiek relacji. Na stanowiska uzdrowicieli zwykle aplikowali, cóż, młodzi lekarze, zachwyceni wizją ratowania ludzkich żyć i swojej wyższości nad innymi, bliskimi im profesjami. Oczywiście, nie wszyscy tacy byli, zwyczajnie takie wrażenie odniosła ona sama – wielokrotnie czując się inna od reszty grupy, przez własne pochodzenie, fakt że często popełniała błędy i gafy, a przy tym nienaturalne dla dziewczyny było ich tuszowanie. Zwyczajnie, nie potrafiła znaleźć wytłumaczenia ani dla kłamstwa, ani dla udawania, że nic się nie stało, jeśli faktycznie jakiś problem miał miejsce. Cecil zupełnie nie rozumiała tych, którzy wspinali się po szczeblach różnych karier, używając podstępu i spisku. Jak mogli spać nocami? Czy praca dawała im jakąkolwiek satysfakcję? A może, choć wydawało jej się to zupełnie nie do pojęcia, robili to tylko dla materialnych profitów posady?
- Cóż, wie pan jaka jestem, lubię być inna niż wszyscy i nie płynąć z prądem. – Stwierdziła, śmiejąc się. Coraz częściej łapała się na maskowaniu własnych zmartwień żartami i tym samym bagatelizowaniu ich. Chyba wciąż brakowało Cecil pewnej dojrzałości do stawania twarzą w twarz z własnymi rozterkami. Bała się, że jeśli ostatecznie uzmysłowi sobie ich istnienie, to pokonanie przeciwności zwyczajnie ją przerośnie. Zamilknęła na chwilę, podziwiając roztaczający się przed nią i Jaydenem krajobraz. Wreszcie ponownie spojrzała w stronę rozmówcy.
- Przyjechałam tutaj, żeby odpocząć, chociaż chwilę od Londynu. Skończyłam staż uzdrowicielski i zostałam ratowniczką Magicznego Pogotowia, uwierzy pan profesorze? Cecylia Hagrid ratuje życia innych. – Zawsze brzmiało to tak zaskakująco, kiedy wymawiała na głos nazwę własnego stanowiska. Cecylia Hagrid śmieszek, rozbójnik i dziarska czarownica – tak. Cecylia Hagrid odpowiedzialna, dojrzała kobieta, która wie, czego chce... Z tym było już gorzej. Z jakiegoś powodu, mimo wszystkiego, przełamała się i powiedziała to właśnie teraz i tutaj. Może to mistyczna „moc gwiazd”, w którą wierzyły pozostałe słuchaczki wykładu, a może nastrój, jaki roztaczał w sobie letni wieczór opatrzoną wizją zabawy do białego rana, ale Vane wydawał się Cecylii odpowiednią osobą do wyznań. Tak jak kiedyś przyznawała się do podmiany złotego znicza na pomalowaną żółtą farbą rolkę po papierze, teraz ujawniała zakamarki własnego charakteru. To robi dorosłość z człowiekiem.


Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps
Cecily Hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wzniesienie - Page 8 Tumblr_nv6n6eEOtY1tesu1wo2_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Re: Wzniesienie [odnośnik]21.10.18 12:03
Życie różnie się układało. Los bywał niezwykle przewrotny. Niektórym łaskawie pozwalał, aby ich życie biegło według ułożonego przez nich planu, innym znowuż mieszał jak chochlą w kociołku, serwując to, co najbardziej nieoczekiwane. Skoro jednak Tilda czuła się szczęśliwa, to czyż nie tak miało właśnie być? Lepiej było myśleć w ten sposób, niż zadręczać się niespełnionymi planami sprzed lat.
Odetchnęła z ulgą na myśl, że jasnowłosa czarownica nie czuła się urażona. Czułaby się z tym naprawdę paskudnie, gdyby tak było, a nie miała przecież nic złego na myśli. Przemawiał przez nią jedynie strach.
- Albo ropuchę - zaśmiała się Poppy. - Podczas czerwcowego wyścigu na sankach wygrałam kanarka. Czasami się martwię, że zostanie ich obiadem... - westchnęła; zabezpieczyła klatkę, lecz jej kocury bywały zaskakująco kreatywne w swej przebiegłości, gdy chodziło o jedzenie.
Przeczuwała, że Tilda, dostrzegłszy wilgotne oczy, pomimo nocnej pory, poczuje się tego winna, dlatego naprawdę starała się powstrzymać cisnące się do oczu łzy i zapanować nad emocjami, wytrącającymi ją z równowagi. Tyle lat minęło od śmierci Charliego, lecz Poppy nic nie minęło. Wspomnienia jego twarzy, głosu, uśmiechu były w jej głowie tak żywe, jakby rozmawiali zaledwie wczoraj. Zmusiła się do bladego uśmiechu; Tilda nie powinna czuć się winna i nie chciała wpędzać koleżanki w takie poczucie. Skąd mogła przecież wiedzieć? Nic dziwnego, że z jej ust padło takie pytanie, skoro przed laty Poppy mówiła o nim wielokrotnie. Nigdy nie zdradziła jego sekretu, nie powiedziała na co choruje, może w ogóle nie powinna była o nim mówić, nie chciała jednak, by sądził, że wstydzi się ich przyjaźni. Jak tu zresztą ukryć tyle listów, które od niego otrzymywała każdego dnia w Hogwarcie? Ich sowy ledwie wytrzymywały tak częste podróże, a do pokonania miały całą Szkocję i Anglię, by dotrzeć na południowe wybrzeże wyspy...
- Wiem - odparła, spoglądając wreszcie na Tildę z dziwnym rozczuleniem, przypominając sobie nagle dlaczego tak wiele czasu spędzały razem w latach szkolnych. Żałowała, że ich drogi się rozeszły na tak długo. - Czuję to każdego dnia - wyznała jej w sekrecie, wcale nie wstydząc się tych uczuć. One wciąż były żywe, on taki był - w jej sercu i głowie. Zawsze był z nią. Zawsze był obok.
Wilgotne spojrzenie Poppy oderwało się od twarzy Tildy i powędrowało ku niebu, które kilka uderzeń serca później roziskrzyły smugi spadających gwiazd; a raczej odłamków meteorytów, które spalały się w atmosferze. Obie o tym wiedziały, interesowały się wszak alchemią, lecz wypowiedzenie tego na głos popsułoby magiczną atmosferę tej nocy. Poppy uchwyciła wzrokiem jedną z gwiazd i pomyślała jedno życzenie, wbrew żartobliwej uwadze; nie śmiała prosić o więcej. Bo co jeśli na jedną gwiazdę przypadało naprawdę tylko jedno życzenie? Tylu było czarodziejów i czarownic na wzniesieniu...
- Nie mów o nim nikomu, a spełni się z pewnością - powiedziała Poppy nie mniej poważnie, lecz zaraz uśmiechnęła się łagodnie. Tak bardzo chciała, aby spełniła się choć część prośby, która ukształtowała się przed chwilką w jej myślach. - Wiesz, Tildo... To wszystko tak dziwnie się potoczyło... Czy nie chciałabyś może wpaść do mnie na herbatę w wolnej chwili? Poznasz moje koty - zaproponowała nieśmiało. Może to nie przypadek, że znów się spotkały?
Poppy Pomfrey
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285

Strona 8 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 11, 12, 13  Next

Wzniesienie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach