Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Polana w głębi lasu   20.11.15 19:25

First topic message reminder :

Polana w głębi lasu

Nie słychać stąd dźwięków morza, zdaje się, że polana odcięta jest od reszty świata - a szkoda, bo urzeka malowniczością. Jednak kto wie, może na jednym z powalonych drzew, wśród kwitnących przez większość roku białych kwiatów miało miejsce niejedno romantyczne spotkanie? W różnych częściach polany można znaleźć kwitnąco dziko róże oraz czarne jagody, bokiem płynie jedna z odnóg rozlewiska, niegłęboka rzeczka, lecz pomiędzy jej brzegami - może tylko na potrzeby festiwalu? - ktoś  stworzył niewielki, drewniany mostek. Próbując przejścia w inną część polany, należy uważać na przeszkody w postaci kamieni, korzeni, powalonych konarów, zapadnięć terenu, jeśli nie chce się skończyć przechadzki z najróżniejszymi otarciami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 18:22

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 18:33

Drobniutka sylwetka poraziła go jak strzała. Nie ta, należąca do zniewieściałego Amora, lecz Fortuny, bez pytania przywłaszczającej sobie własność kuzyna - rzymskiego bożka. Przeznaczenie deptało mu po piętach i choć zapierał się, że w nie nie wierzył, to ciągle odnajdywał jego znamienne ślady w swym rozkładającym się życiu. Przykładów nie szukał daleko; zmierzchająca żona o identycznym nazwisku, słodkie aniołki o kruchych kościach i błęktinej, choć słabej krwi... I chuda, blada ręka zaczepiająca się o jego ramię, jak kotwica, nawet w tak niezobowiązującej partii wiążaca Magnusa z rodziną.
-A może raczej: sir - odparował w tonie chłodnej uprzejmości, wyuczonej latami pozorowanych konwersacji. Popsuł efekt kpiącym uśmiechem, sygnalizując dziewczynie? kobiecie?, że się z niej naigrywa, a tytularna błazenada wprawiła go w równie wesoły nastrój, co lampka wina, a może nawet i dwie. Ów środek (znaczy dziedzictwo) był cenny w drodze do celu, a tym razem on sam wpadał w lepkie ręce Rowle'a, chytrze zaciskającego palce, gdy tylko poczuł zaciekłe trzepotanie. Każde retoryczne uniesienie brwi skutkowało aprobatą mężczyzny i przeczuciem, iż ich starcie (z pewnością do niego dojdzie, słownie, czy fizycznie) okaże się bardziej wyścigiem, niż walką. Wygra ten, kto będzie szybszy, sprytniejszy, silniejszy. Lepszy. Nareszcie szykowało się ciekawe widowisko, w ich żyłach płynęła wszak ta sama krew, która zakazywała odpuszczania.
-Jakiej odmowy? Przecież to był m ó j pomysł - wyartykułował, wyraźnie przeciągając samogłoski, by dłużej rozbrzmiewała ta władcza etiuda. Przypisywanie sobie cudzych zasług - potępiał, lecz przecież byl Rowle'em i mógł... tak naprawdę dużo, dużo więcej. Rzucenie jokera zza mankietu koszuli nie znaczyło nic, prócz przyzwolenia na zabawę w szarady. Młodziutka Lara otóż utrafiła w sedno: Magnus uwielbiał tajemnicę, zwłaszcza te, jakich jeszcze nie poznał. Sam miał spory arsenał na przehandlowanie, a te najlepsze - cóż za zaskoczenie - chował w rękawie. Albo w rękawiczkach, może rzuci je twarz jakiemuś natrętowi, a później opowie Dolohov enigmatyczną historię o tym, jak to się stało.
-Podważasz moją wielkoduszność? - była bezczelna, ten sam charakterek co Moira, wychodzący na wierzch przy zbyt gwałtownym doborze krwi. Gdyby przedstawiała się Nikt, miałaby rację, lecz skoro dzielili dość wąską pulę genów, automatycznie stawała się mu zbyt bliska, aby traktować ją jak powitrze. Dziecko szczęścia, z krótkowzrocznej perspektywy bawiących się ludzi tak musiała wyglądać bezbarwna towarzyszka lorda Rowle'a. Złapała Merlina za nogi - albo i znacznie wyżej, ale przynajmniej Magnus cenił w niej coś ponad zadziornością i filigranową sylwetką - poproś mnie o jedną rzecz, a ja spełnię twoje życzenie. Jedna rzecz, prosto z mego czystego serca, bez ukrytych intencji i konieczności zapłaty - zaoferował, miał niezły humor, a przytyk Lary, zapewne słodko nieświadomej, nieco podniósł mu ciśnienie - zastanów się - poradził łaskawie, bo kiedy klamka zapadnie, Magnus nie będzie oglądał się za siebie, choćby na padające za nim trupy. Tych mógł się spodziewać, spoglądając w przepastne oczy Dolohov, osadzone w bladej, niemal białej twarzyczce. Nieporuszonej i pięknie spokojnej, mężczyzna odnajdywał autentyczną przyjemność w analizowaniu szczegółów jej aparycji, mocno wybijającej się poza przeciętną linię wszystkich ślicznotek. Biła z niej jakaś znajoma siła i upór, podkreślający kształty i kanty ciała, obleczone w prostą sukienkę, którą z powodzeniem mógłby zaadresować do służki. Lubił ten dysonans, więc uśmiechnął się do niej - odwrotnie, bo ciepło, jak na niemalże niedźwiedzi wyraz zarośniętej twarzy - przyjmując celną ripostę.
-Masz przed sobą wiele upojnych nocy, Laro Dolohov - szepnął w zamyśleniu, bo młodziutkie dziewczę (kolejne!) zaintrygowało go czymś innym niż bielą piersi, niby przypadkiem wychylającej się z grzecznego dekoltu - i równie dużo wyrzeczeń, niepowodzeń i cierpienia. Nawet w tak czystej miłości, jak twoja, tych pojęć nie zdołasz rozerwać - zauważył, ściskając lekko jej dłoń i sugerując, by uniosła wyżej nogi, unikając plączących się korzeni. Musiała o tym wiedzieć, a Rowle mówił szeroko: począwszy od trudu nauki, poprzez społeczne napiętnowanie kobiet, kończąc na finansowym zapleczu. Czekała ją ciężka orka, lecz tym bardziej fascynowała Magnusa, gotowa na wszystkie poświęcenia.
-Miłość wiąże się z rozkoszą, natomiast pożądanie jedynie z przyjemnością. Odcięte nie gra na wyższych rejestrach i jest właściwie tylko żądzą. Miłość pozbawiona pożądania to przywiązanie, to nawyki, to wszystko, czego nie potrafimy nazwać, ale źle znieślibyśmy tego brak - zadziwiająco ostrożnie układał myśli w słowa, pragnąc trafić nimi w samo sedno i odpowiednio wyłożyć to, co ciążyło mu na żołądku - dopiero zespolone niosą prawdziwe spełnienie - stwierdził, pocierając zarośnięty policzek i odpowiednio mocniej przyciskając Larę do swego boku. Wkraczali w tłum, gotów porwać jego towarzyszkę i rozdzielić ich nieźle dobraną parę.
-Powiem ci - ochrypły szept spłynął prosto do jej ucha, kiedy nachylił się nad nią - nie było to trudne przy tej różnicy wzrostu - kiedy zostaniemy sami - wyprostował się i uśmiechnął, zrelaksowany i całkiem podekscytowany wizją wyjątkowej zabawy. Mogli zgubić się razem w tym labiryncie, a on nie odczuwałby niepokoju; kafkowskie więzienia napawające go realnym strachem nie funkcjonowały w rzczywistości przesyconej zapachem lasu, beztroski i orientalnej nuty kardamonu, łapczywie łapanej przez mężczyznę.
-Nie traćmy czasu - rzekł, wskazując dłonią wejście do labiryntu. Zanim jednak zdołała wsunąć drobne ciało między równo przystrzyżone klomby, ubiegł ją kilkoma zwinnymi krokami. Nie była damą - mógł oczywiście ją tak potraktować, lecz szybko ocenił, że nie na tym jej zależy. Zostali partnerami, więc po tym oczywistym wystawieniu środkowego palca w stronę konwenansów, zrównał się z Larą, ale zamiast (nie wracał do kurtuazji) pochwycić ją pod ramię, przesunął dłonią po swej piersi w rutynowym geście, odruchu czarodzieja. Różdżka była na miejscu, a mimo zapewnień organizatorów, spodziewał się niespodzianek. Choćby ryżego zdrajcy Prewetta, którego przy odrobinie szczęścia napotka w ślepej uliczce.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 18:33

The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 55


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 18:40

Nie była nigdy pewna, skąd brała się w niej fascynacja w ludzkiej fizjognomi. To w obliczach spotykanych sylwetek upatrywała istoty osobowości. W kącikach warg, które unosiły się na jej widok, w marszczeniu brwi, gdy zastanawiali się nad odpowiedzią, w delikatnych zmarszczkach wokół oczu, nad cieniami, które tańczyły na licach i w końcu na samych źrenicach. Dwa lustra, tafle chroniące rzeczywistość ukrytą w duszy. Tam wypatrywała głębi, odnajdowała odpowiedzi i spotykała się z tajemnicą, którą nie zawsze rozumiała. Talent pozwalał, by wyrywała z rzeczywistości fascynujący ją fragment i przelewała na papier, prezentując portretową wizję spotkanej istoty. Zachary miał w sobie podobną tajemnicę, która przyciągała wzrok i zadawała niewerbalne pytanie o to, kim był. Odnajdowała przyjemność w jego towarzystwie i wcale nie kryła się w tej emocji. Jeśli nie musiała, nie kryła emocji. Potrzebowała towarzystwa, które wciąż chowało w sobie zagadki. I światło, które dostrzegała, nawet za stertą drgających licznie cieni. I świadomie, bądź nie, samej wychodząc z płonącą iskrą w sercu.
- Chcesz posłuchać o tym, co działo się w mojej głowie, czy o tym, czym zastała nas rzeczywistość? - usta rozciągnęły się w pełnym uśmiechu, tym jaśniejszym, że odnalazła ten sam wyraz nie tylko na ustach swego towarzysza, ale i w spojrzeniu - To była bardzo dziwna...ekspedycja z Ministerstwa - wydęła wargi na wspomnienie głębokich dołów i przerażenia, które malowało się w oczach zebranych. Nikt do końca nie potrafił wytłumaczyć, co się wydarzyło i dlaczego. Początek magicznych anomalii? - Oni, może nie przewidują, ale słyszałam o atrakcjach, które spotkały walczących z ognistym magiem na Wzgórzu - powoli wysunęła różdżkę z rękawa. ostatnimi czasy, służyła jej przede wszystkim, podczas warzenia eliksirów. Mimowolnie uniosła kącik ust, gdy drewienko limby rozgrzało się lekko pod jej dotykiem. Musnęła opuszkami palców jej wierzch i schowała ponownie, by spojrzeć na uzdrowiciela. Wiedziała po ojcu, że w takiej pracy, nie było wyboru. Magia pomagała im leczyć obrażenia, które bez ich pomocy, mogłyby doprowadzić do śmierci. Czasem, Inara zastanawiała się nawet, jak w takich sytuacjach radzili sobie mugole. Słyszała, że używali "własnej magii", ale nie próbowała dociekać, na czym polegała.
Na polanie zbierało się coraz więcej osób. I kilku wybranym, poświęciła swojej uwagi. Przechodząc, musnęła policzek Evendry, życząc jej szczęścia. Opiekuńcze ramię Tristana wieściło, że nie spotka jej najmniejsza krzywda. Uśmiechnęła się lekko do przyjaciela, chociaż wiedziała, że ten otulał uwagę swa małżonkę. Drgnęła na powitanie jeszcze kilku innym sylwetką, ale ostatecznie zatrzymała się na własnym towarzystwie. Tym bardziej, gdy pojawili się organizatorzy.
Historię Ariadny znała, aż nazbyt dobrze. Może był to zbieg okoliczności, ale podobna historia pojawiła się w przeszłości, w labiryncie, którego podobno nie było. Był nawet moment, że wypatrywała tajemniczej sylwetki, która błyskała fioletem w źrenicy.
Drgnęła, gdy przemowa dobiegła końca, a oni zostali pokierowani do jednego z wylotów labiryntu. Po drodze, dla podparcia, chwyciła ramię szlachcica, ale, gdy otrzymali sygnał do ruszenia, pozwoliła sobie na samodzielną wędrówkę, wciąż trzymając się boku Zacharego - Mam kilka pomysłów - odwróciła się do mężczyzny, posyłając mu jeden z bardziej nieodgadnionych uśmiechów. Spojrzenie urwał przelatujący nad jej głową, skrzydlaty elfik. Smuga światła owionęła maleńką sylwetkę, nadając jej aury nieważkości. Ciche, dźwięczne śmiechy gdzieś w pobliżu świadczyły o licznej obecności, nie tylko tych magicznych istot - Zobacz - przechyliła głowę na bok, chwytając ciemna źrenicą maleńka sylwetką, która umknęła gdzieś za kotarą żywopłotu - Ciekawe, czy będą pomagać, czy psocić - ruszyła do przodu lekko, zanurzając się cieniu postawionego labiryntu. Co miało ich tu spotkać? Odpowiedzi, jak zawsze, miały czekać już u wejścia. A u boku przyjaciela, Inara podejmowała wyzwanie, gdzieś z tyłu głowy pamiętając o przeszłości i wyprawach, które dane jej było przeżyć - Smoków raczej nie spotkamy - dodała jeszcze, mrugając do Zacharego. Niepokój przegoniła. Zostawała przygoda.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 18:40

The member 'Inara Nott' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 80

--------------------------------

#2 'k10' : 2


Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Już do ciebie serca nie mam, w dziką jabłoń cię zaklęłam,
A wspomnienia, czy pan słyszy? Zamieniłam w polne myszy...
OPCM : 10
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 19:40

Najmłodsza panienka Sprout, gdyby poznała myśli swej ukochanej towarzyszki, najpewniej jak przystało na dojrzałą oraz kulturalną niewiastę znającą swoją wartość nad wyraz dobrze — nabzdyczyłaby się okropnie, prychając przy tym co i rusz. Żeby określić ją mianem czegoś, co snuje się i węszy wszędzie? Niedopuszczalne! Jeśli już, to kroczy dumnie pośród leśnej kniei, roztaczając swój wdzięk i blask, jednocześnie zapobiegawczo rozglądając się dookoła. Tak, to brzmiało zdecydowanie lepiej. I tego się trzymajmy Pomona, jasne?! Drobną dłonią poprawiła jasną sukienkę o rozkloszowanej spódnicy, wyszywaną w niewielkie różowe kwiaty, na twarz zaraz to przywołując delikatny uśmiech, tchnący rozbawieniem. Choć ostrożność nie wydawała się opuszczać rudzielca ni o krok, tak dobry humor stopniowo wkradał się w każdy zakamarek ciała uzdrowicielki.
Ach, iskro rywalizacji jak ładnie tlisz się w jej kocich oczach — zanuciła Rowan wesoło, unikając o dziwo fałszywych tonów w swym jakże niezbyt melodyjnym głosie. Czerń jej oczu wyłapała pośród zbliżających się par sylwetki przyjaciółek, które były wystarczająco daleko by nie usłyszały Pomkowego Jarzębinkowania (bo Red wiedziała...nie, miała pewność, że z chęcią by przydomek ten adoptowały i używały nader często, zwłaszcza gdy wino lałoby się strumieniem nieprzerwanym. Za to je kochała, lecz zdecydowanie nie byłoby jej źle, jakby nigdy się o tym nie dowiedziały. Im mniej złośliwości skierowanej w stronę magomedyczki, tym lepiej. Tak trzeba żyć), lecz na tyle blisko by spostrzegły jak im macha na powitanie. Nie miałaby nic przeciwko, gdyby Ria oraz Max wygrały. Znaczy, miałaby, ale byłoby tego stanowczo mniej niż w przypadku osób sobie obcych, bądź takich, które są bliskie, jednak mogłyby nie wygrać. Czy jakoś tak. Ogromne ego niezbyt ogromnego dziewczęcia bywało przerażające. A polowanie na maliny zraniło je już wystarczająco.
Nie — wzdycha dramatycznie Red, zaraz to uśmiechając się szeroko — Spędziliśmy fantastycznie czas — oznajmiła, zadzierając lekko nosa. Choć tylko pozornie, bo wewnątrz niej wciąż tliła się obawa, iż pan Wright w rzeczywistości nie bawił się w jej towarzystwie tak dobrze, jak ona. Co przecież było niemożliwe, bo Rowan jest świetna. Prawda? Profesor Vane? Och, byłam na jego wykładzie. Człowiek okropnie wyprany z wszelkiego romantyzmu, acz wydaje się miły. Opowiadał o śmierci gwiazd, wiesz? Że jak spadają, to nasze życzenia ślemy do kosmicznych trupów. To przykre — przyznała, zaraz to mocniej ramię starszej Sproutówny ściskając — Ale bawiłaś się dobrze? Czy był miły? Kulturalny? Kupił ci coś dobrego? Zaprosi cię może jeszcze gdzieś? — pyta przejęta, bo chciałaby, żeby jej siostrzyczka spotkała wreszcie kogoś, kto doceni jej cudowną osobowość, a sama Rowan mogłaby założyć jakąś uroczą ponad miarę sukienkę druhny w niedalekiej przyszłości — Co za potworny brak rodzinnej solidarności — prycha ostatecznie pannica, słysząc, iż kochane kuzynostwo miast wstawić się za nią, tak by ją do więzienia posłali. Bezczelność. Będzie musiała z nimi kiedyś porozmawiać, napomknąć, że więzy rodzinne są ważniejsze niż jakiś tam obowiązek. Plus, co złego to nie ona. To przecież oczywiste. Duh.
Ahaaa — mruczy, wsłuchując się w wykład. Trochę ziewa, w miarę jak historia się rozwleka (i trochę też zazdrości, bo dusza romantyczki wciąż jest w niej silna). Rozbudza się, dopiero gdy wkraczają do labiryntu, a ciemne oczy miast spoglądać na wszystko z podejrzliwością, tak powoli patrzą z narastającą ciekawością.





Nolite Te Bastardes Carborundorum
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 19:40

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85


Powrót do góry Go down
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 14
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 19:49

Uśmiechnął się rozbawiony dając Jessie, a jakże, zmierzwić te swoje kłaki. Zaraz zresztą sam je wzburzył potrząsając raptownie głową na jej słowa.
- Nie, nie! Nie poganiaj go - błyskawicznie zaoponował z refleksem godnym znanego sportowca. - Sam napisze jak będzie chciał. Jeszcze weźmie odpisywanie staremu wujkowi za jakiś obowiązek jak sprzątanie pokoju i dopiero byłoby nieszczęście - dodał. To by Joeyowi chyba złamało serce, gdyby Amoś smarował listy tylko z obowiązku. Bo kto lubi obowiązki? Z pewnością nie dzieci! Jak więc Joe wprost nienawidził czekać, tak... w tym wypadku postanowił uzbroić się w cierpliwość. W tym wypadku i tylko w tym wypadku.
Co do jarmarku festiwalowego wzruszył ramionami, choć wciąż z nieznikającym z jego twarzy uśmiechem.
- Jak to na jarmarku... Chociaż tobie by się pewnie spodobało - jest dużo błyskotek - odparł tylko trochę uszczypliwie, jakby wytykanie jej faktu, że jest kobietą było wyjątkowo zabawne. W sumie trochę było: cenił Jessę między innymi dlatego, że nie była typową przedstawicielką płci przeciwnej, która poza lusterkiem i pięknymi strojami nie widziała świata. Była dziewczyną sportu.
Czarodziej, który pojawił się na podwyższeniu, ględził niemiłosiernie i Joseph wyłączył słuchanie już po pierwszym czy drugim jego zdaniu, bardziej zainteresowany tym co było wokół, a więc ludźmi (z których sporą część znał i którym machał ręką lub kiwał głową korzystając z monologu dziadka) i samym labiryntem, do którego mieli wkrótce wkroczyć. Tylko od czasu do czasu przeszkadzał Jess w skupianiu się i wyłapywaniu jakichś (z pewnością straszliwie ważnych informacji - tja, jasne) z tej nieszczęsnej mowy swoimi docinkami. Przynajmniej był na tyle dobry, że wypowiadał je półgłosem. Sam miał ochotę przerwać staruszkowi głośnym: "skończ wreszcie!", ale też się powstrzymał. Łamał się, ale tego nie zrobił, co z pewnością było oznaką jego dojrzałości, za to zaczął ze zniecierpliwieniem przebierać nogami, jakby rozgrzewał się do meczu. W sumie rozgrywki to rozgrywki.
W końcu zostały też objaśnione zasady, a Joe wraz z Jessą poprowadzeni, jak każda inna para, w stronę jednego z wejść do labiryntu. Sam nie wyciągał jeszcze różdżki, za to wyszczerzył się do towarzyszki.
- Spokojnie, maleńka, przy mnie nic ci nie grozi - powiedział do niej niezbyt głośno specjalnie przy tym obniżając ton głosu, jak to zwykle robił bezczelnie podrywając ładne dziewczyny. A to wszystko z tym swoim szelmowskim uśmiechem. Sama chciała być podpuszczana, nie?
Chwilę później ogłoszono start i nim się Jessa oglądnęła, Joe złapał ją za wolną od różdżki rękę i pociągnął biegiem między zielony żywopłot. Pal licho ostrożność i "niebezpieczeństwa", liczył się wynik, prawda? Dlatego pognał przed siebie.




Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 19:49

The member 'Joseph Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49


Powrót do góry Go down
Lara Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5641-lara-dolohov https://www.morsmordre.net/t5643-hagalla#132372 https://www.morsmordre.net/t5646-lara#132376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5644-skrytka-bankowa-nr-1387#132373 https://www.morsmordre.net/t5645-lara-dolohov#132374
Zawód : badaczka klątw, konstruktorka pułapek
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A star’s light shines the brightest
When it’s starting to collapse
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 22:08

Wilczy uśmiech Lorda Cheshire stanowił zaproszenie do zabawy, które przyjęła bez zająknięcia – jak wszystko, co rzucało jej pod nogi życie, bez względu na to, czy była to kolejna kłoda, czy wysoko urodzony kuzyn. Znała swoje miejsce w stadzie i nie zamierzała ujadać głośniej, by odwrócić swój nieszczęsny los. Wolała po cichu i skrupulatnie wykonywać powierzoną rolę, choć ta nie koniecznie pokrywała się ze społecznościowym wzorcem; na całe szczęście nie musiała poszukiwać szczęścia u boku szlachetnego męża, nie sądziła też, by kiedykolwiek wzbudzała wystarczające zainteresowanie u ojca, by ten zechiał sprzedać ją niczym dojną krowę. Biedna dziewczyna, powtarzały wszystkie panny na wydaniu, płacząc nad jej losem, nie wiedząc, że w tej całej swojej niedoli, Dolohov czerpała z życia pełnymi garściami.  
Bezsprzecznie przyjęła zasady gry, które wytyczył sir Rowle. Wiedziała, że z nią pogrywał; na tym polu nie musiała wcale z nim walczyć. Nie chciała; podporządkowywanie się przychodziło jej łatwo, kiedy pierwsze skrzypce grały towarzyskie przepychanki.  
- W takim razie daruj mi śmiałość, sir Magnusie – wyartykuowała z powagą, nie siląc się na grę aktorską. Natura nie obdarzyła jej charakterem estradowym; zdolnościami do brylowania w towarzystwie, do przykuwania męskich spojrzeń. Jej uśmiech nie skrywał w sobie żadnych obietnic, a spojrzenie nie było kokieteryjne – tylko chłodne i surowe jak Durmstrang, w którym przyszło jej dorastać. - Wszystko wskazuje na to, że któreś z nas dopuściło się haniebnego włamania do cudzej głowy. - Nie grał czysto – bo mógł. Tym razem nie pozwoliła mu jednak na to, by osiadł na laurach; zaskarbiał jej zasługi, flagował światy niepodbite przez niego. Nie wywołało to u niej irytacji – był arystokratą, a tym zawsze przypadały należne tytuły, ziemie i czyny, choćby ich rola ograniczała się do skinienia palcem. Władczość musiał wyssać z mlekiem matki, podobnie jak i impertymencję, w której Dolohov zamierzała dorównać mu kroku. - Legilimencja jest karalna, sir. - Ta nomenklatura nawet ją bawiła. - Choć wieczór w Tower za nadużycie zdolności magicznych brzmi znacznie bardziej widowiskowo, niż zostatnie gościem za brawurowe wyrównywanie porachunków z obrońcami mugoli. - Nie kpiła z niego; sam podał się jej na złotej tacy zażenowania, choć nie wiedziała, jaką reakcję miało wywołać u Magnusa to napomknęcie, z którego nie mógł być dumny. Nie czuła strachu – podobnie jak nie czuła go mierząc się z coraz bardziej skomplikowanymi klątwami, które niejednokrotnie oplatały ciasno swoje czarnomagiczne pęta wokół jej ciała lub umysłu. Empiryzm wszedł jej w krew, być może wraz z plagą koszmarów, która niszcząc jej dzieciństwo, jednocześnie uczyniła ją nieczułą wobec samej siebie.    
- Skądże. - Przyznała zgodnie z prawda, bez zbędnego wyrachowania – sir musiał źle zrozumieć jej słowa, lub przy porannej toalecie zapomnieć o wyszorowaniu uszu. Ten przypadek zechciał jednak, by Lord Rowle poczuł się w odpowiedzialności do niezwykle szczodrej oferty. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że nie istniały układy idealne, jednak wrodzone ciekawość i krnąbrność zachłannie wyciągały ręce po wszystko, co znalasło się w ich zasięgu. - A co, jeśli poproszę o niemożliwe? - Zapytała, spoglądając na kuzyna z ukosa, nieznacznie marszcząc brwi. Miał zostać jej dobrą wróżką, czy może hojnie rzucał pustymi frazesami? Miał w sobie wystarczająco odwagi, by przyznać, iż w gra w rosyjską ruletkę nie jest dla niego opłacalna, czy może wolał głupio zaryzykować – dla Nikogo?
Jedno i drugie zasługiwało na podziw, jednak czy duma Magnusa była w stanie przełknąć niewypłacalność?
Czuła na sobie jego spojrzenie – spojrzenie samca alfy, rozrywającego ofiarę na kawałki, wydzierającego dla siebie najlepsze kąski. Trudno było zaprzeczyć, iż wyglądała u jego boku inaczej niż ofiara właśnie: jak lewy but do pary, jak plama po skrzacim winie na białej koszuli. Nikogo nie interesowało to, że ich rodzice dzielili łono jednej matki; jednak to nie Larissa była narażona na towarzyskie faux pas. Dolohov czuła się cudownie bezkarna w jego towarzystwie, celowo przeciągajac struny, by odnaleźć nowe dźwięki - które mogły stworzyć zarówno dysonans jak i najsłodszą symfonię.
- Mam. - Potwierdziła jego przepowiednię, na moment wyprzedzając go o krok, by kawałek przespacerować plecami w kierunku marszu. Nie po to, by lepiej przyjrzeć się twrazy Magnusa, a po to, aby to on mógł dostrzec zacięcie wymalowane w kącikach jej warg, pracowitość odcinającą się lekką bruzdą na czole i pewność siebie bijącą z oczu Larissy. Utrzymywała równowagę, choć w chwili, gdy mężczyzna ujął jej dłoń, zachwiała się, zupełnie zbita z pantałyku; jej buta nieomal doprowadziła ją do upadku. Pogrywający z jej ambicją Rowle, jak na ironię, okazał się jej ostatnią deską ratunku. - Mam również świadomość tego, jak owocna potrafi być kooperatywa. - Dodała, gdy dziękuję nie przeszło jej przez krtań. Lubiła działać sama; być może nawet preferowała samotne wdrapywanie się na szczyt. Ale nawet tak prozaiczne chwile ściągały ją na ziemię, brutalnie uświadamiając, że była to mordercza wędrówka, w której liczyła się każda pomoc. A ona dojrzała do tego, by zgodzić się na jej przyjęcie.
Dotarłszy na polanę, szybko stwierdziła, iż w zasadzie większość twarzy pozostawała dla niej obca – rzadko wyścibiała nosa poza Nokturn, a lata spędzone w Sakndynawii oraz Rosji nie przyczyniły się do zawarcia zbyt wielu znajomości.
- Być może ty zadowalasz się tylko tym, co najlepsze i najgłębsze, sir. - Podążyła wzrokiem za jego dłonią, którą przycisnął do swojego policzka, przypatrując się uwypuklonym, błękitnym żyłom, rozgałęziającymi się pod silną tkanką. - Być może żyjesz cudzymi snami. W zasadzie jestem tego niemal pewna. - Był arystokratą – dla niego nie mogły istnieć żadne bariery. - Ale świat na zewnątrz jest brudny i cierpki, czasami nie pozostawiając szarym zjadaczom chleba wyboru. Miłość lub pożądanie. Nie uważam, by świat celowo robił sobie krzywdę, rodzierając te pojęcia. Krzywdą jest wmawianie pospólstwu, że może żyć jak w bajce. - Spojrzała na niego ostro, tym samym wymykając się z mocnego uścisku. Mogła u jego boku czuć się jak księżniczka, jak najważniejsza osoba pośród wszystkich uczestników zgromadzonych przed wejściem do labiryntu – i doskonale wiedziała, że byłoby to wyłącznie złudzeniem.
Przyglądała się mu z przymrużeniem oka, być może ze względu na pochodzenie, które malowało dla niego zupełnie inny obraz świata, zamazując na jego życzenie wszystkie skazy i niepowodzenia. Nie, nie zazdrościła mu, ani też nie współczuła – raczej ze stoickim spokojem analizowała jego perspektywę, próbując odtworzyć to dzieło pod własnymi powiekami. Dopiero pełna świadomość mogła skłonić ją do sądu ostatecznego. Sądu, który i tak nie miał dla Rowle'a najmniejszego znaczenia.
Przyjemny dreszcz otulił jej kark, gdy obietnica z ust Magnusa spłynęła wprost to jej ucha; nie uniosła wzroku, jedynie nieznacznie kiwając głową, sygnalizując, iż w stosownym momencie nie zawaha się pociągnąć go za język. Podążali w końcu w kierunku przygody – choć nie tylko labirynt zdawał się tutaj jedyną niewiadomą. Dolohov musiała przyznać, że bezpieczne przejście, solennie zapewniane przez organizatorów, nie stanowiło dla niej rozrywki, czego jednak nie śmiała pomyśleć o Magnusie. Tak naprawdę się nie znali. Tak naprawdę nie darzyli się zaufaniem. A nic nie pociągało Larissy mocniej niż niepewność.
Odetchęła z ulgą, gdy kuzyn odpuścił kurtuazje, zdejmując z jej barków rolę damy, która może i jej nie ciążyła, ale z pewnością nie sprawiała, że czuła się najlepszą wersją siebie. Nie przywykła do tego, nie przywykła chociażby do równości – jej miejsce było na szarym końcu i tam właśnie czuła się najlepiej.
- Już zostaliśmy sami. - Zauważyła, zatrzymując się; oto przed nimi labirynt rozlewał się na trzy strony, zmuszając do jednogłośnej decyzji – albo kompromisu. Snopy światła przelewające się przez splecione gałęzie nie chciały zdradzić właściwej ścieżki, choć Dolohov była pewna, że przez chwilę w polu jej widzenia pojawiło się coś więcej, niż złoty błysk.




It's true, I won't lie
The darkness does seem kinder

When she says good night

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   09.07.18 22:08

The member 'Lara Dolohov' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 33

--------------------------------

#2 'k10' : 6


Powrót do góry Go down
Maxine Desmond
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
mad max

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   10.07.18 23:37

Maxine miała podobne odczucia co Ria; naprawdę szkoda, że w zabawie mogły wziąć wyłącznie po dwie osoby w zespole. W większej grupie mogłoby być z pewnością o wiele zabawniej. Wzięłyby Rowan, Jean i Jessę pod pachy i ruszyły w labirynt. Prawdziwie wymarzona drużyna.
- Och, z tego co widziałam, to byłaś nie mniej zajęta... - odpowiedziała Maxine tonem niewiniątka, nie dając się nabrać na smutny ton głosu i podkówkę ust. - Wiem! - urwała na chwilę dramatycznie, sprawiając takie wrażenie, jakby nie miała zamiaru dzielić się tą wiedzą, lecz westchnęła z łaskawością. - To Benjamin Wright był. Pewnie oszalała z radości - wyjaśniła ze śmiechem Desmondówa. Ich urocza przyjaciółka szalała zarówno za quidditchem, jak i jego gwiazdami; fakt, że jej wianek wyłowiła dawna gwiazda sportu musiał przyprawić rudą o palpitacje serca.
Na docinki Rii odpowiedziała pokazaniem języka, a co!
- Niestety nie był zbyt rozmowny... - westchnęła ciężko, przewracając przy tym oczyma; zdążyła Josepha już trochę poznać - prędzej by wbił zęby w boisko, niż zdradził jej cokolwiek mającego wspólnego z ich taktyką. To samo tyczyło się jej samej i Rii na pewno też. Tajemnice treningów były po prostu święte, prawda? Temat wyścigu odpuściła; skoro Ria nie miała na to ochoty, nie było sensu, by ją o to dręczyć. Zamiast tego w zamyśleniu zmarszczyła brwi wspominając wczorajszą zabawę, której - jak inne kobiety - przyglądała się z pewnej odległości.
- Głupota - mruknęła, kręcąc w głową. Mężczyźni też nie byli mądrzejsi, że wzięli w tym udział, ale skoro tak bardzo chcieli sie popisać - to mieli za swoje! Najgłupsi okazali się jednak policjanci. Aresztować aurora? Maxine prychnęła gniewnie. - Ostatnimi czasy władza nie wykazuje się ani rozsądkiem, ani pomyślunkiem... - powiedziała cicho; nie chciała, by ktokolwiek je podsłuchał.
Odpłynęła myślami, gdy zaczęła się opowieść o Tezeuszu i Ariadnie; rozmyślała nad tym, co czeka je wewnątrz labiryntu. W stronę jednego z wejść ruszyła pełnym energii krokiem, z uśmiechem na ustach. W przeciwieństwie do Rii nie życzyła już nikomu powodzenia - to one miały zwyciężyć (albo Jean)! Obie wkroczyły pewnie pomiędzy gęstwinę żywopłotów. Maxine uśmiechnęła się do jednego z elfów. Wciąż rozczulały ją nieco te stworzonka.
- Że niby my to złoczyńcy? - zaśmiała się Maxine, również sięgając po swoją różdżkę; nie wiadomo wszak, co tam na nie czekało.





szukam świata, w którym jedna jaskółka czyni wiosnę, szukam świata, gdzie szewc w butach chodzi, szukam świata, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem



Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   10.07.18 23:37

The member 'Maxine Desmond' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 42


Powrót do góry Go down
 

Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Obrzeża lasu
» Droga obok lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18