Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Stoliki w tylnej części herbaciarni
AutorWiadomość
Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]02.12.15 15:18
First topic message reminder :

Stoliki w tylnej części herbaciarni

★★
Różnią się od reszty herbaciarni tylko jedną rzeczą - stoliki ustawione są w głębszej jej części, tylko i wyłącznie wzdłuż ściany z obsadzonymi w niej kilkoma dużymi oknami, za którymi rozciąga się widok na taras.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:33, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]23.12.19 2:56
Pierwszy dzień marca. Kalendarzowo jeszcze zima, ale w sercu powoli jednak wiosna. Mimo wszystko, dzień wydawał się Gwen jakby cieplejszy od poprzedniego i jakby jaśniejszy, chociaż w gruncie rzeczy naprawdę niewiele się zmieniło.
Malarka, choć raczej otwarta na wszystkich wokół, musiała czasem polegać na Johnatanie w kwestii jego magiczno-artystycznych znajomości. Nie dość, że jego matka zapewniła mu pod tym względem dobry start, to na dodatek był starszy i spędził w Londynie chyba nieco więcej czasu od niej. Ach, i pałętał się po dziwnych miejscach, to także sprzyjało nowym znajomym. Gdy więc chłopak zaproponował jej spotkanie z Valerianem Blythe, kuratorem magicznej sztuki, zgodziła się od razu. Nie wiedząc, że Johnatan go zna, bałaby się zaproponować mężczyźnie spotkanie. W końcu była mugolaczką, a czasy były ciężkie. Bojczuk jednak nie zapraszałby jej na rozmowę z kimś, kto będzie chciał ją pogrążyć przez sam fakt pochodzenia… prawda?
To ty masz coś do klasyki, Johny, nie ja – odpowiedziała mu, unosząc zaczepnie brew i śmiejąc się cicho pod nosem.
Chłopak zaprowadził Gwen prosto do Czerwonego Imbryka. Dziewczyna podała mu płaszcz, pod którym skrywała się zielona, czarodziejska szata: dość prosta, ale przez swoją barwę z odrobiną typowej dla magicznego świata ekstrawagancji. Miała wrażenie, że taki strój lepiej wpasuje się w to spotkanie.
Dała się poprowadzić do stolika, przy którym czekał już kurator. Wciąż w kwiecie wieku, choć nieco starszy od nich, ciemnowłosy i całkiem wysoki wydał się Gwen wzorem elegancji. Szczególnie, przy Johnatanie, którego wprawdzie w pełni akceptowała, ale cóż, nikt nigdy nie nazwałby go wymuskanym paniczykiem. Szczególnie, że zazwyczaj cuchnęło od niego alkoholem na kilka dobrych metrów.
Witam, monsieur Blythe. – Skinęła grzecznie głową. Choć w przeciągu ostatnich miesięcy francuski wyleciał jej po części z głowy to pewne zwyczaje po spędzeniu dwóch lat w Paryżu jednak jej zostały. – Też jestem rada z naszego spotkania. Johnatan mi o panu opowiadał.
I to ile! Gdy Bojczukowi na czymś zależało, czasem dosłownie nie był w stanie zamknąć ust.
Usiadła przy stoliku, gdy grzecznościowe formułki w końcu na to pozwoliły. Na twarzy dziewczyny malował się grzeczny uśmiech. Milczała jednak na razie, pozwalając dawnym znajomym na wymianę kilku zdań i czekając na pytania, czy to ze strony Johnatana, czy Valeriana. Dama w końcu powinna czasem wykazywać się cierpliwością.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]24.12.19 0:22
Francja stanowczo nauczyła go większej tolerancji. Był jednak pracownikiem prywatnej galerii lady Avery, która ulokowania była w Londynie, na brytyjskiej ziemi. Nie miał pełnej swobody odnośnie decydowania o tym, czyje dzieła może wystawić, choć to on tworzył koncepcje kolejnych wystaw. Musiał stronić od kontrowersji, patrzeć na dzieła nie przez pryzmat ich jakości czy wydźwięku, ale także zwracać swą uwagę na urodzenie samego artysty. Trzymał się narzuconych zasad, osobiste opinie pozostawiając dla siebie i osób, z którymi pozostawał w na tyle dobrej komitywie, aby rozmawiać z nimi swobodnie o otwartości w sztuce. Jednym z rozmówców, który podzielał część jego poglądów, był Johnatan. Czy kiedykolwiek wkradło się między nich skrępowanie czy uznawali jakieś tematy za tabu? Polityka nigdy nie była przedmiotem ich zainteresowania, woleli kłócić się o to, czy od klasyki trzeba raz na zawsze uciec, zaprzestając czynić do niej dalszych odwołań. I właśnie dlatego oczekiwał tego spotkania, aby móc całkowicie oddać się ożywczej rozmowie, podczas której nikt nie będzie na każdym kroku analizował jego słów w kontekście politycznym. Przecież nawet szlachta nie odrzucała w całości mugolskiej sztuki, doceniając wielkich twórców.
Jak zwykle Bojczuk był jednym wielkim nieładem. Może i nie zadbał o ułożenie fryzury, ale tym razem wyglądał wystarczająco schludnie. Nic dziwnego, towarzyszyła mu piękna czarownica, a zieleń jej szaty podkreślała rudość poskręcanych kosmyków. Czuł w kościach, że poznanie jej będzie dla niego dużą przyjemnością. Wierzył, że Bojczuk nie śmiał skłamać w kwestii jej talentu.
– Doskonale pamiętam. Upiłeś się w Calais, a potem wlazłeś na pomnik upamiętniający mieszczan tego miasta, aby wpaść w ramiona szewca – w jego myślach błyskawicznie pojawił się obraz ulokowanych blisko siebie kilku rzeźb, które topornie nakreśliły męskie sylwetki, jednak upamiętnieni ludzi trzymali w dłoniach, które miały przywodzić na myśl konkretny cech rzemieślniczy. Świadomie nie wspomniał o tym, że wówczas też wypił całkiem sporo i sam zaczepiał kowala. Ale o tym może później.
W trójkę zasiedli przy stoliku, mogąc cieszyć oczy zarówno widokiem przytulnego wnętrza, jak również obrazem obecnym za dużym oknem. – Może herbaty? – zaproponował uprzejmie, wszak to on zdecydował o wyborze miejsca i chciał uprzyjemnić im spotkanie aromatycznym naparem. Ale rozmowa jednak ruszyła dalej i szkoda by było z nią zwlekać w oczekiwaniu na odpowiedź. – Jak go znam, wiele rzeczy ubarwił albo wręcz przeciwnie, zataił – zażartował z psotnym błyskiem w oku, posyłając spojrzenie temu lekkoduchowi. – Ale nie dziwię mu się, sam chciałbym wypadać w oczach innych jak najlepiej, a już zwłaszcza w oczach tak pięknej damy – może i powinien zaprzestać tych komplementów, lecz trudno mu było pozostawać niewzruszonym wobec kobiecego piękna, które doceniał po każdą osłoną. Lub zwyczajnie nie potrafił się ustatkować.
Złapał filiżankę, chcąc upić łyk naparu, jednak zaraz ją odstawił, nieco popędliwie, choć to było lepsze rozwiązanie, niż gdyby wypuścił ją z uścisku z wrażenia po słowach Bojczuka. Przyjrzał mu się uważniej, bo choć głównym tematem miała być twórczość Gwen, to jednak wzmianka czarodzieja była zbyt intrygująca, aby mógł ją zignorować.
Prawdziwie to mówisz czy sobie ze mnie żartujesz? – spytał z pobrzmiewającym w jego głosie niedowierzaniem. Nigdy nie podejrzewał, że takie słowa wypadną z ust szalonego poszukiwacza przygód. Rzecz jasna nie sposób było mu odmówić umiejętności, ale zawsze zdawał się być niedbały, a jego poglądy odnośnie twórczości rozumianej jako ogół mogły odstraszać bardziej statecznych artystów. – Już dawno znalazłbyś mecenasa na poziomie, ale prędzej nastąpiłoby to we Francji – to była prawda, mimo wszystko nie dało się uciec od ograniczeń narzucanych przez politykę w świecie czarodziejów nawet w obszarze sztuki, ale naprawdę nie chciał mówić o tym otwarcie. – Aż ciekaw jestem skąd ci się wzięło na tę powagę, może opowiesz w międzyczasie – zaraz przeniósł spojrzenie na czarownicę. – Mówmy sobie po imieniu – wyszedł z propozycją bez skrępowania. – Gwen, masz może przy sobie może szkicownik. Chciałbym zobaczyć próbkę twoich możliwości i od ciebie usłyszeć, co jest najbliższe twemu sercu. Co częściej malujesz? Portrety, pejzaże, martwą naturę? Jaki kierunek w sztuce pociąga cię najbardziej?


Art, like morality, consists in drawing the line somewhere
avatar
Zawód : kurator wystaw, artysta
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler


watch her moving in elliptical patterns


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 VK2vTfp
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7511-valerian-blythe https://www.morsmordre.net/t7564-artystyczna-korespondencja#209469 https://www.morsmordre.net/t7562-meet-the-artist https://www.morsmordre.net/f96-ansdell-street-3-7 https://www.morsmordre.net/t7563-skrytka-bankowa-nr-1821 https://www.morsmordre.net/t7565-valerian-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]27.09.20 19:16
| 13/08/1957

Wyjścia do Londynu w okresie letnim zdarzały mu się nader często. Piękno kredowych klifów rzecz jasna przyciągało wzrok o tej porze roku, jednak przebywanie wśród innych ludzi pozwalało na znalezienie nowych... ciekawych pomysłów do działania. Sytuacja w mieście nadal była niestabilna, ale niewiele to zmieniało. Miał możliwość swobodnego przemieszczania się i chciał z tego korzystać. Nader często spotykał osoby znane sobie, z którymi miał wcześniej kontakt, mógł też zaczerpnąć nowych informacji i dowiedzieć się ciekawych rzeczy, które czasem mogły okazać się bardziej pomocne niż cokolwiek innego. Tego dnia wybrał się na pokątną i to nie w celach służbowych. W zasadzie potrzebował sprawić prezent swojej narzeczonej i zanim wieczorem pojawi się w Ludlow Castle kupić jej kilka ulubionych smakołyków w pobliskiej cukierni. Lady Avery nie powinna przemieszczać się po Londynie, a przynajmniej on nie miał zamiaru na to przyzwalać. Wiedział, że był zbuntowana, ale troszczył sie o jej bezpieczeństwo i miał coś do powiedzenia w tym temacie. Callista respektowała jego zdanie i jako jego przyszła żona raczej nie zamierzała się buntować w tej kwestii. Oby, bo inaczej będzie musiał ją utemperować.
Przechodził akurat koło Czerwonego Imbryka i zauważył znajomą postać. Szczerze mówiąc... minęło sporo czasu, całe wieki nawet, od ich ostatniego spotkania, stąd jego chęć porozmawiania z kobietą. Wszedł za nią do wnętrza lokalu i skierował się za nią do stolika. Wyglądało to tak, jakby przyszli tu wspólnie. Rosier jednak postanowił zaskoczyć ją i usiadł naprzeciwko.
- Niespodzianka. - zaczął rozmowę i puścił jej oczko. - Pomyślałbym, że mnie unikasz od bardzo dawna. Mam nadzieję, że miałaś ku temu ważne powody. - skrzyżował palce dłoni i ułożył je wygodnie na stole. Przekręcił głowę lekko w bok. Uczyli się razem w tej samej szkole, choć dzieliło ich kilka lat. Anqelique było bliżej do Callisty niż do niego, ale miło było, kiedy patrzyła na niego z podziwem. Rozmawiali kilka razy czy to na szkolnym korytarzu czy dziedzińcu, nawet tu w Londynie. - Co u Ciebie słychać? - spytał nieco ciszej, zainteresowany. Miał nadzieję, że dalej było tak, jak dotąd i nie ugodziły w nią wydarzenia ostatnich miesięcy.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.10.20 19:18, w całości zmieniany 2 razy
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]28.09.20 21:47
| 13 sierpnia 1957 r.

Trzynaście nie zdawało się jej za specjalnie nieszczęśliwym numerem. Nigdy szczególnie nie wierzyła w przepowiednie, bardziej traktując je jako miłe kojące opowieści na dobranoc w wykonaniu swojej matki. Po kilku, kilkunastu latach nic się w tej sprawie nie zmieniło. Gdyby zapytano ją o piątek trzynastego, odparłaby spokojnie, że był dla niej dniem jak każdy inny. Choć gdyby przewidziała, co stanie się trzynastego sierpnia tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego roku, pewnie odpowiedziałaby zupełnie inaczej.
Tego dnia udała się do herbaciarni. Miała spotkać się z dawną znajomą ze szkoły – Beauxbatons było znane ze swojego prestiżu i gromadzenia wśród swoich uczniów tylko potomków najbardziej eleganckich czarodziejów, więc pomimo tego że obie reprezentowały płeć piękną, nie było nic dziwnego w umówionym miejscu spotkania. Mogłyby wpaść na siebie przypadkowo w dowolnym miejscu, ale… No właśnie, chyba nie godziło się celowo wybierać jakiejś zaniedbanej lokacji, prawda? Trochę byłby to wstyd dla kogoś tak dobrze wychowanego i usytuowanego jak absolwentów Beauxbatons.
Tak czy siak, w restauracji zjawiła się punktualnie, co raczej nie było niczym dziwnym – jak dotąd mało kiedy można było jej zarzucić spóźnialstwo, zwłaszcza gdy bardzo zależało jej na spotkaniu. Usadowiła się z gracją przy stoliku, oczekując na przybycie znajomej. Po jakimś czasie jednak czekanie zaczęło jej się dłużyć, więc sięgnęła po menu, przeglądając w poszukiwaniu, co z potraw mogłaby zamówić, kiedy już będą tu we dwie.
Minuty mijały, jednak dalej nie dostrzegała nigdzie znajomej. Wyjrzała delikatnie zza karty dań. Czyżby coś jej wypadło? Niemożliwe. Jeśli nie zamierzałaby się pojawić, na pewno wysłałaby sowę z wiadomością, żeby Angelica daremnie na nią nie czekała, prawda? Na pewno. A przynajmniej… Taką półwila miała nadzieję. Na przestrzeni lat nauczyła się, że w niewielu z poznanych przez nią osób miała przyjaciół. Kiedy oszołomienie jej urodą mijało, cały czas jakby pryskał i każdy o niej zapominał. Jakby nie należała do tego świata, choć niezaprzeczalnie robiła na wszystkich jego mieszkańcach wrażenie. Dziewczyna, która miała się tu zjawić, nie należała jednak do grona jej przyjaciół. Była zwykłą znajomą, nikim więcej, więc Blythe czuła, że nie musi się tym przeświadczeniem zbytnio martwić. Stosunki między nimi nigdy nie były zbyt dobre, a więzi silne – po prostu traktowały się ze wzajemnym szacunkiem i spotykały, kiedy trafiała się ku temu okazja.
Niepokój, który zaczął dawać się jej we znaki i nie pochodził z przeświadczenia, że jej znajoma najprawdopodobniej się nie pokaże. Choć samotność ewidentnie była czymś smutnym i złym to mimo wszystko nie odczuwała jej tak bardzo. A przynajmniej nie tak bardzo jak to, że była zupełnie sama. Pośród naprawdę wielu, wielu ludzi. I to naprawdę blisko. Właśnie w chwilach takich jak ta ogarniała ją lekka panika, a ona sama chciała skulić się w sobie na tyle, by nikt jej czasem nie zauważył. Nie lubiła tego uczucia. Od dziecka jej nieśmiałość była problemem. Teraz również stanowiła spory kłopot.
Zacisnęła mocniej palce na karcie. Nie powinna była się tak dużo rozglądać… Ale teraz, gdy już to zrobiła, było za późno. Czuła się tak, jak wtedy po śmierci matki. Jakby jeden list mógł odebrać całe zaufanie i bezpieczeństwo. Nie mogła opanować zmartwienia malującego się na jej twarzy. Przygryzła delikatnie wargę.
Z tego transu wyrwał ją jedynie znajomy głos, choć nieco zajęło jej rozpoznanie go i odwrócenie się w stronę jego źródła. Zamrugała, jednak po chwili cicho się odezwała. Nie zauważyła nawet, że wszedł tu tuż za nią – odniosła wrażenie, że czekała na znajomą dość długo, chociaż było to tylko złudzenie.
Ma-Mathieu – zaczęła, orientując się jednak, że może nie powinna się do niego w ten sposób zwracać, szybko się poprawiła. – To jest, lordzie Mathieu… Co cię tu sprowadza?
Uśmiechnęła się zakłopotana jeszcze w odpowiedzi na jego wcześniejsze słowa. To prawda że długo się nie widzieli…. Najpierw śmierć brata Angelique, potem jej wyjazd do Francji, a w końcu problemy dziejące się w całym Londynie. Nigdy wcześniej nie pomyślałaby nawet, że będzie musiała się legitymować i udowadniać swoje pochodzenie. Kłopoty zdawały się mnożyć i mnożyć, a ich rozwiązania nie było widać końca.
Nie, skądże – zaśmiała się dźwięcznie, choć odrobinę nerwowo. – To bardziej kwestia ostatnich wydarzeń, dużo się działo… Przed nastaniem kwietniem nie było mnie nawet zbytnio w kraju.
Zastanowiła się, czy powinna mówić mu o tym wszystkim, co miało dotychczas miejsce… Próbowała ujawnić morderców swojego brata, to nie było czymś, czym chwaliłby się każdy na ulicy. Zacisnęła jasnoróżowe wargi w wąską linię. Mimo wszystko, skoro już przyszedł, nie wypadało się uchylać od odpowiedzi. To byłoby niegrzeczne. Zresztą, kryło się w niej coś w rodzaju podziwu względem Rosiera – ukończył tę samą szkołę co ona i Angelica uważała, że sama nigdy nie mogłaby mu dorównać. To dla takich jak on była przeznaczona honorowa gablotka w szkole, nie dla niej. Nie chciała mu zatem okazać braku szacunku.
Wiesz… – zaczęła, jednak jej wypowiedź została niespodziewanie przerwana. Do jej uszu dotarła muzyka dochodząca z cudownych instrumentów orkiestry. Od razu półwili został wręczony olbrzymi bukiet barwnych kwiatów, nie było jej jednak wiadomo, skąd ta cała reakcja. Wstała i uniosła brwi, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia. Czyżby ktoś próbował ją sobie kupić, próbując się jej romantycznie oświadczyć? Już nie takie dramaty znosiła. A może chodziło o jakieś podziękowania po ostatnim z jej koncertów? Jeżeli jednak tak było, musiała zmartwić zleceniodawcę – prezenty przyjmowała od razu po występie, nie w jakichś przypadkowych miejscach. Potrafiła oddzielić życie prywatne od pracy.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]30.09.20 22:26
Piękna czarownica czystej krwi, półwila, śpiewaczka operowa. Angelique potrafiła oczarować już za czasów szkolnych, choć była od niego dużo młodsza i nie zawracał na nią wcześniej uwagi. Była rówieśniczką Callisty, a warto zaznaczyć, że nawet wtedy na obecną narzeczoną uwagi nie zwracał. Ostatnimi czasy samopoczucie Lorda było lepsze, miał więcej chęci na rozmowy i spędzanie czasu w towarzystwie innych. Niewielka sprawa zmieniała jego podejście, dziękował przeznaczeniu, że usunął z jego drogi zdradziecką żmiję i ponownie postawił na nim Lady Avery. To potrafiło zdziałać cuda. Stąd jego zaczepne słowa w stronę panny Blythe. Może nie było między nimi wielkiej przyjaźni i zaangażowania, ale Angelique potrafiła zdziałać cuda i ukoić jego nerwy. Zapewne dzięki krwi płynącej w jej żyłach, z prostego powodu było to dla niego zrozumiałe. Półwila mieszkała w Chateau Rose, jego bratowa Evandra również nią była i znał dokładnie to przenikające uczucie, które miało miejsce tylko wtedy, kiedy znajdowała się w pobliżu.
Nie spodziewał się, że spowoduje u niej nerwy lub stres. Wystarczyło spojrzeć w jaki sposób zwracała się do niego, choć powitanie skwitował uniesieniem kącika ust w górę. Przecież nie musiała obawiać się jego osoby, ani tym bardziej przejmować doborem odpowiednich słów. Te niuanse były zwyczajowe i dla niego nie miały specjalnego znaczenia. To nie żadna oficjalna kolacja czy spotkanie, raczej zwykła chęć rozmowy ze znajomą twarzą, której bardzo dawno nie widział.
- Podróżowałaś? - spytał, kiedy przyznała się do nieobecności w kraju. Wiele zmian zachodzących w życiu mogło mieć błahe powody. Mogło stać się zarówno coś przykrego jak i niezwykłego. Przepadał za słuchaniem ludzi i tego co mieli do powiedzenia, teraz jednak zastanawiał się co mogło się wydarzyć. Zaczęła nawet mówić... a wtedy bezczelnie im przerwano. Dźwięki muzyki, zdziwienie kobiety... on sam był zaskoczony tym co właśnie miało miejsce. Orkiestra grała i ewidentnie ten mały pokaz był zorganizowany dla nich. Nie spodziewał się, że fani Angelique mogą dopaść ją nawet w kawiarni i rozpocząć fiestę. Może liczyli na pokaz zdolności operowych kobiety?
- O co chodzi? - mruknął, spoglądając najpierw na nią, później na mężczyzn. Czy wszyscy tutaj powariowali?




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]06.10.20 0:11
Domyślała się, że formalność w jej przypadku często zabijała już na starcie wiele obiecujących relacji. Od dziecka jednak wychowywano ją podobnie do szlachcianek – z tym, że jej przychodziło to o wiele łatwiej. Każdy jej pobłażał, a gdy popełniała jakiś błąd, zwykle dzięki jej wilej aurze pozostawał niezauważony. Poza tym, była urodzoną damą. Zawsze dbała o maniery czy o to jak dobrze się ubrać. Nie pałała nawet zwykle miłością do zainteresowań, które były niegodne. A gdy już pałała, miała ku temu dobry powód.
Bardzo grzeczne przywitanie było jednak nie tylko wynikiem jej nadmiernej formalności, ale i nerwowości. Przez chwilę czuła się tu taka mała… Jakby nic nie znaczyła, nawet jeśli siedziała w najzwyklejszej herbaciarni. Szczęśliwie, wraz z przybyciem Mathieu to wrażenie zniknęło jak mgła, choć Angelica nie mogła zaprzeczyć, że to dziwne uczucie nadal pozostało. Na dnie serca, ale jednak.
Już, już miała mu odpowiedzieć na pytanie o podróżach, że była we Francji i najczęściej przebywała w stolicy Paryża, ale ich rozmowa została dobitnie przerwana przez głośną muzykę. Co to miało znaczyć? Westchnęła ciężko, unosząc dłoń i próbując tym gestem uciszyć kapelę.
Szczęśliwie muzycy zorientowali się, co miała na myśli i muzyka szybko przycichła. Blythe dostała bukiet kwiatów, zaś jej towarzysz otrzymał szampana najlepszej jakości wśród kostek lodu. Wciąż jednak nie do końca rozumiała, o co w tym wszystkim chodziło. Normalnie tylko ona dostałaby prezent, skoro to byli jej fani. Jednak to, że Mathieu również coś otrzymał, musiało wskazywać na coś innego. Wykluczyła z góry możliwość spotkania wielbicieli obu stron – taki zbieg okoliczności byłby wręcz niemożliwy, prawda?
Sytuacja wyjaśniła się w momencie, gdy właściciel zaczął klepać mężczyznę po plecach, życząc szczęścia na nowej drodze życia. Zmarszczyła brwi zażenowana. Najwyraźniej wzięli ich za parę – i to nie byle jaką, bo nowożeńców!
Potrząsnęła głową, szykując się do naprostowania całego tego nieporozumienia. Gdyby nie szczery uśmiech właściciela, który nieświadomy tej pomyłki tak bardzo cieszył się ich szczęściem, byłaby zrobiła to od razu. Sprawa była o tyle trudna, że ta para mogła się w ogóle tu nie pojawić… Angelica prawdopodobnie była jedyną ubraną w ten sposób kobietą w lokalu. A to oznaczało, że ci młodzi kochankowie mogli się pokłócić, co by chyba zupełnie złamało serce właściciela herbaciarni, gdyby się o tym dowiedział.
Z drugiej strony nie chciała nikogo oszukiwać. Mężczyzna pewnie był jakimś przyjacielem właściciela i słono zapłacił za te wszystkie przyjemności. Co jeśli Angelica i Mathieu musieliby oddawać pieniądze? Cóż, dla jej znajomego pewnie nie stanowiłoby to problemu, w końcu należał do arystokratycznego kręgu. Dla niej jednak mogłoby to okazać się sporym kłopotem – zbierała każdy galeon zarobiony w trakcie pracy, by móc kiedyś wybudować swój mały zakątek i zamieszkać gdzieś, gdzie żadne oko jej nie sięgnie. Jakiekolwiek straty finansowe z pewnością pokrzyżowałyby jej te plany.
Uśmiechnęła się niemrawo, szykując do zburzenia pięknej wizji właściciela. Nie było innego wyjścia. Albo jego marzenia, albo jej musiały legnąć w gruzach.
Widzi pan… – zaczęła i nieśmiało spojrzała w oczy starszemu mężczyźnie. Nagle cała odwaga ją opuściła i momentalnie zaschło jej w gardle. Nie potrafiła z siebie wydusić ani słowa. Te oczy były takie radosne… Nie umiała się zmusić, by tak po prostu to zniszczyć. – Um… – zaśmiała się nerwowo. Przełknęła ślinę i posłała w kierunku Mathieu błagalne spojrzenie. Nie miała serca, by to zrobić, ale może on mógłby wyratować ją z opresji?




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]12.10.20 18:39
Wchodząc do Czerwonego Imbryka za kobietą nie był świadom co może go czekać. Podejrzał, że również i ona nie wiedziała jak może potoczyć się to spotkanie, nie wspominając o niespodziance, na którą żadne z nich nie było przygotowane. Obserwował to wszystko z niewzruszonym wyrazem twarzy, przyjmował gratulacje i widział szeroki uśmiech na ustach mężczyzny, który najwyraźniej był niezwykle zadowolony ze swojego działania. Wiele osób zwróciło ku nim spojrzenia, wyraźnie zainteresowane tym co się dzieje. Szczęście na nowej drodze życia? Akurat w tym momencie było to niestosowne, wszak jego zaślubiny z Callistą miały się odbyć dopiero w styczniu przyszłego roku. Muzyka ucichła, a mężczyzna radośnie poklepał go po ramieniu wyraźnie naruszając jego przestrzeń osobistą. Czy nie wiedział kim był? Nie miał pojęcia kto przed nim stał i takie zachowania były niestosowne. Szczęka poruszyła się, kiedy zacisnął mocniej zęby. Angelique postanowiła tego nie komentować, a raczej chciałaby coś powiedzieć przy okazji nie niszcząc rozpromienionemu mężczyźnie humoru.
Niestety, Rosier takich oporów nie miał, mało tego, w tym momencie nie był mu potrzebny skandal towarzyski i wolałby, aby Callista nie dowiedziała się o tym wyskoku. Była zazdrosną kobietą, a nerwowe sytuacje wpływały na nią źle. Dlatego uznał, że o wiele lepiej będzie, jeśli ukrócą to od razu. Klepiący go facet będzie musiało jakoś przeżyć rozczarowanie, z którym przyszło mu się właśnie spotkać.
- Najwyraźniej zaszła pomyłka. - powiedział prosto z mostu, patrząc jak rzednie mu mina. Nie będzie owijał w bawełnę, mało tego, zrobił krok w tył zwiększając dystans. Nie przepadał za takimi sytuacjami i nie lubił, kiedy ktoś bez powodu naruszał jego przestrzeń. Nawet członkowie jego rodziny o tym wiedzieli. Niestety, nie każdy. - Nie wstąpiliśmy na nową drogę życia, nie jesteśmy małżeństwem, ani nawet parą. - odparł mu chłodno, obrzucając go surowym spojrzeniem. Był Lordem i nie przywykł do takich sytuacji. Najwyraźniej jednak mężczyzna był niedoinformowany, wszak o jego ślubie z pewnością będzie głośno i na pewno praca będzie o nim pisać. W końcu wstąpienie w związek małżeński dwóch ważnych i groźnych Rodów było wydarzeniem, które nie umknie nikomu. Być może Angelique pożałowała jego natychmiastowej reakcji i chłodnego podejścia, widać było na pierwszy rzut oka, że wolałaby załatwić to delikatniej. No trudno, Rosier nie był delikatny.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]22.10.20 22:41
Nie spodziewała się, że Rosier tak szybko przejdzie do rzeczy, nie dbając o delikatne załatwienie sprawy. Miała ochotę westchnąć ze znużeniem, szczęśliwie jednak tego nie zrobiła, nie chcąc go mimo wszystko urazić. Czego ona oczekiwała? Mężczyźni czasem byli tacy niedomyślni… Ale przecież próbowała mu tak wyraźnie pokazać, żeby nie robił scen i wymknął się z całej sprawy z należytą gracją! Każdy arystokrata mógłby to zrobić, choćby nie znajdowali się na wystawnym przyjęciu, a jednak tak się nie stało. Chciała pokręcić głową na to wszystko, ale zamiast tego na jej twarzy pojawił się lekki grymas niezadowolenia. Wygięła usta inaczej niż zazwyczaj, nic więcej.
Zamrugała kilkakrotnie jakby zmęczona. Nie było rady. Musiała pospieszyć z pomocą, żeby komuś nie zrobiło się przykro.
Mathieu – szepnęła niemal bezgłośnie tak, by tylko właściciel imienia mógł to usłyszeć.  Miała nadzieję, że tym razem zrozumie przekaz. Musnęła delikatnie jego dłoń, po czym wysunęła się nieco naprzód.
Zebrała się na odwagę i podniosła wzrok. Utkwiła go w twarzy właściciela przybytku, siląc się na niespuszczanie go, chociaż to z każdą kolejną sekundą było coraz trudniejsze. Niby był to tylko przypadkowy czarodziej, zupełnie jej nieznajomy… Z drugiej strony nie chciała tak po prostu zepsuć mu humoru. Sama ceniła spokój swojego ducha ponad miarę, na jego miejscu na pewno rozpamiętywałaby taki incydent do końca dnia. A to że chciała wrócić jeszcze do tego miejsca bez większej obawy o awanturę ze strony mężczyzny, to już była inna rzecz. Wciąż jednak była na tyle istotna, by Blythe dalej miała ją w swojej złotowłosej głowie.
Pan wybaczy, ale nie jesteśmy tym, za kogo nas pan wziął – wyjaśniła szybko z odrobinę pobłażliwym uśmiechem na ustach. Dalej odczuwała zakłopotanie, ale uczucie to zeszło na drugi plan. – Choć niezaprzeczalnie każda kobieta chciałaby, by lord Mathieu się z nią ożenił, to w tym wypadku muszę pana zmartwić, ale lord Rosier nie jest moim bien-aimé. Co więcej, nie planowaliśmy wziąć ślubu. – Nie potrafiła znaleźć odpowiednika dla słowa „ukochany” przez chwilę, więc posłużyła się francuskim odpowiednikiem, licząc, że starszy mężczyzna jakoś zrozumie, co chce mu przekazać. W porę jednak zorientowała się, że ostatnie zdanie brzmiało co najmniej dwuznacznie i nabrała ochoty zapaść się pod ziemię. Czy wszystko dzisiaj musiało iść nie po jej myśli?
Na moment zamilkła, szukając wyjścia z niekomfortowej sytuacji. Czemu kiedy się denerwowała, musiało być to tak trudne, och, czemu? Czasami naprawdę żałowała, że była taka nieśmiała i tak szybko traciła zimną krew w sytuacjach stresowych. Była jednak ćwierćwilą, wpisywało się to po prostu jej życiorys – kiedy było źle, dla niej było bardzo źle, a kiedy było dobrze, było wręcz bardzo dobrze. Nie mogła nic na to poradzić. Musiała pogodzić się z tym, że przeżywała wszystko dwa razy mocniej.
Zatrzepotała niewinne rzęsami, siląc się na znacznie słodszy wizerunek niż dotychczas i po chwili znów się odezwała. Nie mogła tak tego zostawić.
Chodzi mi o to, że… Nie jesteśmy parą. Ale jestem pewna, że pańscy przyjaciele na pewno doceniliby taki gest i byliby z pana dumni na naszym miejscu. – Próbowała wszystko ubrać w słowa, ale coraz bardziej miała wrażenie, że mówi od rzeczy. – P-prawda, Mathieu? – wyjąkała cicho, siląc się na coraz sztuczniejszy uśmiech. Ta sytuacja była co najmniej dziwna. Czarodzieje zwykle toczyli o nią bój, nie gratulowali jej wejścia w nowy związek. A już na pewno nie w taki wyimaginowany. Miała tylko nadzieję, że całego zajścia nie uchwyciła prasa. Niepotrzebny był jej skandal.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]28.10.20 23:13
Nie widział powodów, aby miał w grzeczny sposób sugerować właścicielowi popełnienie błędu. Może jakby typ nie wkroczył w jego przestrzeń osobistą bez pardonu i nie zaczął tak żywo ekscytować się nieistniejącą sprawą... może wtedy Rosier byłby milszy, ale nie czuł się zobowiązany w tej sytuacji. Angelique próbowała delikatnie zasugerować mu zmianę postępowania, a na wypowiedziane przez kobietę imię zareagował niemal od razu. Obrzucił ją spojrzeniem pod tytułem "No co...", jakby to była zupełnie naturalna reakcja. W zasadzie była. Każdy zareagowałby w ten sposób, a tym bardziej ktoś pokroju Lorda Rosiera, który nie przepadał za nagłymi atakami i ingerencją w jego własną przestrzeń osobistą. Tak nie powinno być, to zwyczajnie nie miało prawa mieć miejsca, a mężczyzna... miał po prostu pecha. Mathieu nie przepadał za niepotrzebnym rozgłosem, nie lubił kiedy mówiono o jego osobie, a przecież te wszystkie śmieszne gazety miały biznes w interesowaniu się cudzym losem. Tego mu brakowało przed ślubem z Callistą, aby wybuch skandal na miarę śmietanko towarzyskiej Anglii.
On wyłożył kawę prosto z mostu, nie siląc się na wysublimowane słowa, bo nie było takiej potrzeby. O ile się nie mylił mężczyzna pochodził raczej ze średniej klasy społecznej, więc nie było konieczności sięgania po salonowe słowa, którymi zwykła posługiwać się szlachta. Mogło się wydawać to ostre i nieprzyjemne z jego strony, jednak każda osoba, która znała Rosiera wiedziała, że był bardzo nieprzystępnym młodym mężczyzną. Taki jego urok, raczej mu to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Nie zamierzał się płaszczyć przed mężczyzną, być uroczym i chichotać jak nastolatka z powodu nieporozumienia które zaszło. Stało się, zostało wyjaśnione i wszystko - po co drążyć temat.
Musiał przyznać, że niespecjalnie słuchał jej drugiego tłumaczenia. Wystarczyło, że on powiedział to dobitnie, a ona ubrała ładnie w słowa i świergotała do niego... czego już nie zanotował, skupiając się na obserwowaniu otoczenia i zwróceniu uwagi czy ktoś przypadkiem nie kroi z tego sensacji. - Co? Tak, tak... - mruknął i machnął ręką, zupełnie tak jakby ktoś wyrwał go z tej rzeczywistości i umieścił w innej, a potem próbował nagle sprowadzić na ziemię. - Doprawdy uroczy sposób. - dodał jeszcze i spojrzał wymownie na Angelique. Najpierw chciała, żeby ją ratował, a teraz uważała, że robi to w nieodpowiedni sposób. Typowa kobieta.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]06.11.20 21:22
Musiała przyznać, że sytuacja była nie tylko niekomfortowa, ale też niezręczna i odrobinę nie w dobrym tonie. W końcu gdyby wyszła na jaw, dziadkowie dziewczyny nie wiadomo co by sobie pomyśleli – ale najpewniej to, że niepotrzebnie podsuwają jej jakichkolwiek kochanków, skoro owinęła sobie wokół palca potomka Rosierów, a to już byłby naprawdę jeden wielki żart. Przecież ona radziła sobie z flirtem jak z gotowaniem – nawet jeśli jej to wybaczano, zawsze kończyło się to jedną wielką chmurą czarnego dymu! Wstyd i hańba, bo jako bywalczyni salonów powinna mieć to już w stu procentach opanowane… To znaczy uwodzenie, nie pichcenie. Jednak, prawdę powiedziawszy, w jej przypadku nie było takiego wymogu, wile geny same w sobie pełniły tę rolę. Czasem nie mogła nawet wyjść z podziwu, ile to razy wszystko uchodziło jej na sucho wyłącznie dzięki jej urodzie.
Mogła zrozumieć, że dla Mathieu taka pomyłka była karygodna, ale postanowiła nie przyznawać tego głośno. Nie mogła. Wiedziała, że ktoś musi załagodzić konflikt. Nawet jeśli z reguły arystokratów powinno się szanować i darzyć większym respektem niż resztę czarodziejów, zdawała sobie sprawę, że nie wszyscy tej zasady przestrzegają. Podobnie przecież było z potomkiniami wil – choć miały w sobie niesamowitą grację i roztaczały wokół cudowną aurę napawającą innych do robienia wspaniałych rzeczy i tak zawsze musiał znaleźć się ktoś, kto zagrażał im i prawdziwie ich nienawidził. I tak właśnie, oni również – pomimo że mężczyzna na pierwszy rzut oka nie wyglądał na groźnego – nie wiedzieli do końca, na kogo natrafili w londyńskim lokalu.
Starała się to wytłumaczyć najgrzeczniej i najlogiczniej, jak tylko umiała. Albo raczej – na ile jej własna nieśmiałość jej pozwalała. I tak było jej nadal trochę wstyd, bo to całe zajście nie miałoby miejsca, gdyby się tu nie pojawiła. Powinna była wyjść z kimś z rodziny w jakieś lepsze miejsce… A może nie powinna była dzisiaj wychodzić w ogóle. Wiedziała, że opuszczanie domu było głupim pomysłem.
Miała nadzieję, że mężczyźnie z jej pokrętnych wyjaśnień uda się coś wyciągnąć i że ich przeprosi i da im spokój. Nie chodziło przecież o to, kto miał rację czy kto był bardziej poszkodowany. Mogli rozejść się w pokoju po tym drobnym nieporozumieniu, nikt przecież nie został zamordowany.
Kiedy usłyszała, jak wymijająco odpowiada, poczuła chwilową ulgę. Gdy jednak pochwyciła jednak jego spojrzenie, jej mina zrobiła się nieco markotna, a jej właścicielka posłała mu piorunujące spojrzenie. Jeśli chciał mierzyć się na spojrzenia, to lepiej by był przygotowany na porażkę. To ona była królową spojrzeń, zwłaszcza tych śmierci. W jej opinii wyjaśnienie wszystkiego było na pewno rozsądniejszym wyjściem – lepszym niż doprowadzenie do bójki czy czegoś w tym stylu. Miała ochotę jednak westchnąć z frustracją, bo Mathieu zdawał się uważać inaczej.
Tak, w rzeczy samej – odpowiedziała, łącząc dłonie niczym do modlitwy. Wszystko szło jak z płatka. – Uroczy.
Na moment ogarnęło ją zdezorientowanie i nie była pewna, co powinna zrobić, ale tak – powinna się stąd jak najprędzej ulotnić. Mathieu zresztą też. Nie chciała skandalu. I mogła się założyć, że jej towarzysz myślał to samo. Wzięła głęboki wdech, szykując się do kolejnej wypowiedzi.
Tak czy siak przepraszamy za tę drobną pomyłkę i dziękujemy – dopowiedziała najnaturalniej, jak potrafiła. – Ale czas nas goni, więc jesteśmy zmuszeni pana rychło opuścić. Mamy nadzieję, że nie ma nam pan tego za złe. Na pewno tu jeszcze kiedyś się pojawimy.Wtedy, gdy sytuacja przycichnie, a pan o nas kompletnie zapomni.
Posłała Rosierowi przelotne spojrzenie zza ramienia i niemal niezauważalnie kiwnęła głową. Oby zrozumiał przekaz i podtrzymał jej wymówkę. Teraz naprawdę najlepszym wyjściem było stąd zniknąć. Nie musiała się na szczęście martwić zamówionym daniem i zapłatą za nie – w końcu niczego jeszcze nie zamówiła.




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]08.11.20 12:36
Owinięcie sobie wokół palca Lorda Rosiera wywodzącego się z Rodu o tradycyjnych poglądach nie wchodziło w grę. Mathieu nie wyobrażał sobie pojąć za żonę kogoś kto byłby niżej urodzony niż on. Znaczenie miała dla niego błękitna, szlachetna krew płynąca w żyłach kobiety, którą miał poślubić. Angelique mogła sie poszczycić jedynie czystą krwią, ale to on wywodził się z selektywnego grona osób, które cieszyła się największym statusem. Mógł rozmawiać z każdym, zachowywać się tak jak należało i wymagać szacunku takiego, jaki mu się należał z racji pochodzenia. Niemniej jednak, nigdy nie splugawiłby własnej szlachetnej krwi wiążąc się z kimś, kto nie wywodził się z dwudziestu siedmiu rodów, określonych w księgach. I nawet jeśli trafią na języki, bo prasa będzie miała ochotę zrobić z tego pożytek... Każdy wiedział, że to nieprawda i racji bytu mieć nie będzie, chyba, że w kontekście kolejnej rozrywki młodego Lorda.
Uroczym była nieśmiałość kobiety i jej pokrętne próby wytłumaczenia sytuacji, która tego nie wymagała. Angelique powinna zrozumieć postawę Rosiera, który nie przywykł do takich sytuacji, mało tego... nie miał zwyczaju rozwiązywać spraw w taki sposób. Powiedzieli mu raz, dosadnie i prosto, powinien zrozumieć, przeprosić i odpuścić zamiast brnąć w swoje i upierać się, że to właśnie dla nich przygotował swoją niespodziankę. Zastanawiał się jak zareagowałaby Callista... w jaki sposób zachowałaby się jego narzeczona, gdyby napadnięto ich z kwiatami i szampanem w zupełnie nieznanym miejscu. Dla niego to wszystko było nielogiczne, nawet jeśli ktoś rzeczywiście planował takie świętowanie. Jego ukochana wiedziała jak alergicznie reaguje na wszelkie przejawy naruszenia jego przestrzeni osobistej, stąd pewnie nie miałaby nic przeciwko, gdyby zachował się właśnie w ten sposób.
Dowidzenia nie zamierzał mówić, zareagował na słowa o wyjściu prawie od razu. Ta kawiarnia była dla niego chwilowo przekreślona, obawiałby się, że kelner napluje Lordowi do herbaty, a tego wolałby uniknąć. Dlatego na słowa o rychłej ewakuacji z miejsca od razu, bez pożegnania skierował swoje kroki w kierunku wyjścia. Zatrzymał się jeszcze na moment pod drzwiami i spojrzał na Angelique. - Niebywała pomyłka. - skwitował jednym krótkim zdaniem i przesunął wzrokiem po drzwiach, za którymi widział właściciela lokalu zerkającego w ich stronę. Może szukał sensacji? Kto wie. - Być może uda nam się jeszcze spotkać, w mniej nieprzewidywalnych warunkach. Wszystkiego dobrego Angelique. - dodał z lekką powagą i posłał jej delikatny uśmiech na koniec. W rzeczy samej, powinien już wracać. Wmieszał się w tłum i zniknął w nim tak szybko jak się pojawił.

ZT




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]19.11.20 22:48
Miała ochotę westchnąć na to całe zamieszanie i na to, jaką taktykę obrał sobie młody Rosier, żeby wybrnąć z sytuacji. Mathieu ulotnił się po prostu po angielsku. I nie było to niczym dobrym, mimo że miało piękny język w nazwie. Chciałoby się powiedzieć, że to przecież naturalny instynkt, który ujawniał się na tyle, że każdy robił to odruchowo… Ucieczka nie była jednak czymś godnym damy, a już tym bardziej nie lorda.
Zmarszczyła brwi pochmurnie na słowa Rosiera. Miał tupet, by zostawiać ją samą w tej jakże niezręcznej sytuacji. Wiedział, że sobie nie poradzi, a jednak to zrobił. Był jak jej przyrodni bracia – rozmowny, ale tylko do chwili gdy zaczynały się kłopoty. Wtedy w jakiś dziwny, niepojętny sposób po prostu znikali.
Tak czy siak, szczęśliwie kryzys został zażegnany. Co prawda mężczyzna dalej wydawał się być w wielkim szoku po pokrętnych wyjaśnieniach Angelici, ale zwaliła to na szybkość potoczenia się całej tej sytuacji. Wkrótce powinien to przetrawić i wrócić do swoich codziennych obowiązków. A przynajmniej – miała taką nadzieję. Sama dobrze wiedziała, że czasem ciężko było pogodzić się z tym, jaka była rzeczywistość. Ale nie mieli wielkiego wyjścia. Musieli skupić się na tym, co było teraz, nie na swoich marzeniach czy oczekiwaniach. Ten świat bez nich przecież łatwo by upadł.
Złożyła ręce, mocniej ściskając je między sobą. Nic tu po niej. Powinna się stąd jak najszybciej wynieść, żeby uniknąć fałszywych oskarżeń… o ile plotka o rzekomym romansie już się nie rozniosła.
Do widzenia – powiedziała z lekkim skinieniem głowy. Nie chciała się kłaniać, żeby czasem nie przesadzić.
Odwróciła się na pięcie, zostawiając właściciela i całą orkiestrę samych sobie. Wolała, żeby porozmawiali o tym ze sobą. Sama nie czuła się odpowiednią osobą. Ani trochę ich nie znała, nie wspominając o parze, która miała się tu zjawić. Było jej głupio i źle z tym, że w ogóle się tu pojawiła. Ale nie mogła wiedzieć, że akurat będzie w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze.

[z/t]




Wiesz, czemu śnieg jest biały? Bo zapomniał już, kim był dawniej.
Angelique Blythe
Zawód : Śpiewaczka operowa
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Kiedy na Ciebie patrzę, czuję to.
Patrzę na Ciebie i jestem w domu.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Stoliki w tylnej części herbaciarni - Page 7 Fc0329004d837b1e8b9c4ed128660124
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7798-angelique-blythe-budowa https://www.morsmordre.net/t8098-christine https://www.morsmordre.net/t8129-markiza-angelica#232491 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8095-skrytka-bankowa-1875 https://www.morsmordre.net/t8096-angelique-blythe
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]17.02.21 1:26

17 X 1957


Pogodna melodia wydawała się nieść sama, wymykać spomiędzy różanych ust słodkim trelem, unosić się w powietrzu zdobionym jeżynową nutą. Uderzała w wysokie tony, gdy zbliżane do serca sukienki nie okazywały się w lustrzanym odbiciu wystarczająco dobre, pomimo zgrabnego kroju oraz prześlicznych wzorów, a gdy jednak poszczególny element wydawał się wyjątkowo przypaść jej do gustu, tak dźwięczny głos zniżał się do zadowolonych pomruków, przywodząc tym samym na myśl szczęśliwe kocie opite najsłodszą pośród śmietanek. Materiały układały się przed wymagającym wzrokiem miękko, skrzaty domowe poddawały się ruchom drobnych dłoni, przenosząc zawartość jesiennej garderoby w zasadzie wszędzie, tak by jasnowłosa panienka miała perfekcyjny wgląd w zawartość swej niepoprawnie bogatej oraz ogromnej szafy. Wierna służka, towarzyszka niewieścich niedoli stała tuż obok, kiwając gorliwie głową przy każdym pytaniu, wzdychając ze współczuciem podczas nawet najlżejszego zmarszczenia jasnych brwi czy poruszaniu kształtnego noska. A przy tym jednocześnie była czujna, gotowa wyciągnąć ręce w stronę wirującej z kolejnym strojem półwili i pomóc usiąść na wyściełanym krzesełku, poratować łykiem czarnej herbaty pieczołowicie parzonej w porcelanowym czajniczku, byleby tylko pozwolić odetchnąć równie kruchemu istnieniu. Lecz Euri nie miała czasu na spoczynek, a przynajmniej na spoczynek dłuższy, albowiem krótka chwila spędzona na wygodnej kanapie z przymkniętymi oczami liczyć się nie mogła jako pełnoprawna przerwa dla tak zapracowanej duszy. Miała przecież jeszcze tyle do zrobienia! Nade wszystko musiała dobrać dzisiejszy strój - skromny, ale nie za skromny, stonowany, acz przyciągający oko, podkreślający niebywały urok lwiątka, a zarazem ukazujący powagę, a także pełen profesjonalizm, jaki to miała prezentować. Musiała wyglądać niczym najdostojniejsza pośród lady, a zarazem ktoś, z kim można podzielić się myślą otwarcie, bez potencjalnego onieśmielenia jej wspaniałością. Z żalem więc zamyka wieczko pudełeczka z ulubioną tiarą wysadzaną szafirami, uznając, iż lśniące srebro włosów musiało wystarczyć jej dziś za koronę, chociaż nie potrafiła odmówić cudownej parze kolczyków zdobionych diamentami. Czarna, jedwabna wstążka wpleciona we włosy, winna zachować harmonię wobec drogich akcesoriów, ukazać idealny obraz skromności, przy jednoczesnej majętności przy tych wszystkich Londyńskich tragediach, o których nie myślała w zasadzie wcale. Nazbyt zajęta była wizją nadchodzącego spotkania, psotna natura ustępowała ciekawości, podekscytowanie wyzwalało coraz to nowsze pokłady energii. I chciała się przy tym śmiać, że oto ona, lady Eurydice Nott szykuje się pieczołowicie na wyznaczoną wizytę nie w celu towarzyskiego spędzania czasu ze znajomą arystokratką, czy przystojnym lordem przyjaźniącym się z szanownymi lwimi braćmi, a po to, by się czegoś dowiedzieć. Wręcz nauczyć, a przecież szkolne podręczniki wciąż tkwiły w kufrze i wydawałoby się, że nigdy więcej nie ujrzą światła dziennego, dopóki ich właścicielka nie zostanie zmuszona do zlitowania się nad maluczkimi i nie podaruje ich jakimś biedaczkom, chociaż samo wyobrażenie wywoływało wzdrygnięcie. W końcu to były jej rzeczy. Niemniej poznać miała czarownicę, o której bardzo ładnie - czy nie za bardzo ładnie? - wypowiadał się drogi kuzyn Oleander, umęczony wielce niczym jej własne rodzeństwo, kiedy to zamęczała go pytaniami odnośnie alchemii, bo przecież jako uzdrowiciel jakąś wiedzę musiał posiadać...prawda? Zapewniał, iż kobieta jest bardzo bystra, a zarazem przyjemna w słowie, dzięki czemu wszelkie niepewności zaległe w sercu ustąpią kagankowi oświaty. Może nie do końca mówił w ten sposób, ale znaczenie pozostawało takie samo, więc równie dobrze zdania młodzieńca mogła ubrać równie pięknie co samą siebie. Och! Jakże się cieszyła! Być może uda się zaczerpnięte informacje przełożyć na ledwie raczkującą pasję, wyzwolić kreatywność ze sztywnych ram i nadać początek czemuś wielkiemu. Aż wzdycha z lubością, wreszcie zadowolona z efektu i splatając palce drobnych dłoni niczym do modlitwy, ich knykcie zbliża do wygiętych w uśmiechu ust, prosząc tym samym samego jak-mu-tam-było-sławnego-alchemika o pomyślność nadchodzących godzin. Byleby nie zemdlała od natłoku wiadomości, przy drugiej kobiecie nie było to warte zachodu, jakkolwiek ta nie byłaby miła.
W Czerwonym Imbryku pojawiła się chyba nieco zbyt wcześnie, jednak to pozwoliło na chwilę beztroskiej rozmowy ze służącą, która jej towarzyszyła nim ten miły, rumieniący się ponad miarę chłopiec z obsługi przyprowadzi do zajmowanego stolika oczekiwaną postać. Do tego czasu przeglądała menu ze słodkościami bez zbędnego oburzenia wzrastającymi cenami, te mogły godzić boleśnie w osoby ubogie, przerywając zaraz lekturę, żeby odpowiedzieć łagodnie na padające słowa od strony drugiego dziewczęcia.


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]21.02.21 1:16
Niezbadane były koleje losu oraz ścieżki, jaką ten ostatnio wyznaczał przed eteryczną alchemiczką. Pomoc Oleandrowi, jeszcze w szkolnych latach, wydawała jej się czymś normalnym. Wtedy panna Burroughs była prefektem przejawiającym niezwykłe zdolności w dziedzinie eliksirów (o czym świadczyło choćby członkostwo w Klubie Ślimaka) a to motywowało do pomocy innym uczniom, nie rozumiejących meandrów magicznych mikstur. Znajomość przetrwała, Frances nie spodziewała się jednak, że młody Flint poleci ją dalej. Nie była byle jakim alchemikiem, w wieku ledwie dwudziestu jeden wiosen piastowała stanowisko prawej ręki wybitnego profesora i prowadziła własną pracę naukową, nadal jednak nie uważała się za kogoś, do kogo możnaby zgłosić się po lekcje - choćby przez niezwykle napięty grafik i masę obowiązków, jakie spoczywały na jej barkach. Pewnych listów nie powinno się jednak odrzucać, a słowa spisane przez pannę Nott oraz wspomnienie dawnego “ucznia” sprawiły, że Frances zgodziła się na spotkanie.
Zapewne gdyby pani Wroński wiedziała, z jaką pieczołowitością lady Nott poszukiwała odpowiedniego stroju poczułaby do dziewczęcia cień sympatii. I ona niezwykle dbała o swoją prezencję, przekonana iż jest ona niezwykle istotną kwestią codzienności. To prezencja decydowała o tym, jakie społeczeństwo posiadało zdanie na temat danej osoby, a Frances zawsze chciała robić dobre wrażenie. Zwłaszcza teraz, gdy przyszło jej nosić nazwisko swojej bratniej duszy oraz tytułować się jego żoną. Nie chciała by kiedykolwiek mógł się jej wstydzić, jednocześnie niezwykle lubiąc przyciągać spojrzenie jego oczu.
Dzisiejszego dnia postawiła na klasykę - czarną, obcisłą sukienkę z dekoltem w kształcie serca, subtelnie odsłaniającym damskie obojczyki połączoną z białymi rękawiczkami skrywającymi jej dłonie, sznurem pereł na łabędziej szyi oraz białą etolą otulającą wątłe ramiona. Stukot obcasów towarzyszył jej gdy wchodziła do Czerownego Imbryka. Przywitała kelnera delikatnym uśmiechem oraz kilkoma słowami, by ten mógł poprowadzić ją do odpowiedniego stolika.
Szaroniebieskie spojrzenie z zaciekawieniem powiodło po buzi siedzącej przy stoliku dziewczyny. Wyglądała na młodszą od niej, zapewne będąc niewiele starszą od jej młodszego brata. Innych wniosków z prezencji panny Nott nie wyciągała (nawet jeśli materiał jej sukni wydawał jej się niezwykle urodziwy) wiedząc, że nie raz ocena bywała niezwykle błędna - a ona nie chciała się uprzedzać się przed lekcją, jakiej miała udzielić. O ile można było to nazwać lekcją bez wrzących kociołków oraz wonnych ingrediencji.
- Lady Nott? - Spytała delikatnym głosem, zaciekawione spojrzenie ogniskując na młodej buzi. Nie sądziła, by doszło do pomyłki, choćby przez drogie materiały oraz okazałą biżuterię dziewczyny. Dwa, niewielkie detale któych druga kobieta z pewnością by nie przegapiła. - Frances Wroński, niezmiernie miło mi lady poznać. - Przedstawiła się, wyciągając w kierunku jasnowłosej swoją dłoń, by dopełnić konwenansów powiązanych z powitaniem. A gdy to było dopełnione, zajęła miejsce naprzeciwko dziewczyny i założyła nogę na nogę, by smukłe palce mogły poprawić czarną materię sukienki. - Przyznam, że panny list był dla mnie niewielkim zaskoczeniem. - Zaczęła, nie odrywając szaroniebieskiego spojrzenia od buzi dziewczęcia. Była ciekawa, z jakim poziomem przyjdzie się jej dzisiaj zmierzyć, nawet jeśli wiek towarzyszącej jej czarownicy wykluczał jakiekolwiek wyzwanie. A może jednak była w błędzie? Nie wiedziała. - Jakie pytania pannę trapią? - Spytała, chcąc przejść do konkretu ich spotkania, nie potrafiąc powstrzymać się przed wdaniem się w rozmowę tyczącą się jej największej pasji.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Stoliki w tylnej części herbaciarni [odnośnik]02.03.21 14:15
Czy nie jest to najbardziej urocze w przewrotności losu? Na ścieżce zdarzeń splata byty tak różne, a zarazem tak sobie podobne pod względem pasji, choć dzielone ich doświadczenie zdaje się być dystansem, który trudno jest przebyć. Tylko cierpliwość, łagodność w słowie oraz bystrość światłego umysłu potrafiły zburzyć wszelkie bariery, doprowadzić do pojednania i kroczenia u swego boku ramie w ramię. A przynajmniej właśnie taką romantyczną wizję roztaczała w swej srebrno-złotej główce lady Nott, oczarowana wyobrażeniem kobiet sukcesu - których częścią niewątpliwie była, choć póki co zawdzięczała to ledwie urodzeniu - spotykających się na wspólnej herbacie i rozmawiających o swych pasjach oraz dokonaniach. Czy nie byłoby to absolutnie zachwycające? Nie kryć się jedynie w męskim cieniu, zapisać się dumnie na kartach historii, inspirować przyszłe pokolenia czarownic. Aż wzdycha rozmarzona, chwytając się za nieskalane, ślicznie blade policzki w urzeczeniu, co uprzejmie ignoruje jej służąca Marie, nazbyt przyzwyczajona do sennego błądzenia na jawie swej pani. I nie budziło wątpliwości, iż malutką lwicę kierowało poczucie niewieściej wspólnoty oraz potęga rozwoju, nie zaś jakże samolubna próba wybicia się w jakiś sposób na tle innych równie utalentowanych dam. Euri nigdy nie zniżyłaby się do podobnych, jakże niecnych planów. Nigdy. Absolutnie nie. Była dojrzałą oraz rozsądną panienką. Tak było. Nie ściemniam.
Oczekiwanie na gościa nie dłużyło się więc wcale, gdy dusza błądziła po coraz to wymyślniejszych baśniach spisanych własną myślą, a chaber oczu pilnie śledził zawartość kart z deserami, ważąc każdy przysmak ceną przyprawiającą zapewne o zawrót głowy tych, który zwykli ledwie wiązać koniec z końcem. Szampańskie trufle skąpane w różowej czekoladzie, nad którymi unoszą się skrzące bąbelki, brzmiały prawdziwie zachwycająco, ale czy nie byłyby nazbyt ciężkie do lekkiej konwersacji, jaka miała mieć miejsce? Zastanawiała się leniwie, niespiesznie, na dźwięk stukotu obcasów unosząc spod woalu czernionych rzęs niebieskie tęczówki. Kobieca sylwetka nie była jej znana, choć pewność, z jaką się nosiła, zdecydowanie świadczyła o tym, iż nie znalazła się przypadkiem w kawiarence. Była starsza od Euri, pozbawiona tej niewinnej świeżości dziewczątka wkraczającego w świat dorosłości, ale to dobrze, inaczej lwiątko nie mogłoby się pozbyć wrażenia, iż rozmawia z kolejnym ptasim móżdżkiem, który sądzi, iż pozjadał wszystkie rozumy mile połechtany pochwałą drogiego Oleandra. Czasem blondyneczka miała przykre wrażenie, iż najdroższy kuzyn posiada w sobie nazbyt wielką wiarę w ludzi i przypisuje im zdecydowanie więcej umiejętności, niż rzeczywiście posiadają. Miała szczerą nadzieję, iż w tym przypadku było odwrotnie i nie dozna okrutnego rozczarowania, bo będzie zmuszona płakać rzewnie na swym łożu, narażając tym samym delikatne powieki na opuchliznę.
- Pani Wroński - wita się miękko, słodyczą głosu pieszcząc uszy, łagodnością uśmiechu podkreślając delikatność natury. Skinęła ostrożnie główką na kelnera, na znak, iż może zostawić je same, krucha dłoń zaś musnęła rękę służącej, która na ten niemy gest powstała i dygnęła, zajmując miejsce przy stoliku obok, przyzwalając na prywatną konwersację między jasnowłosymi niewiastami - Mi również, mam nadzieję, iż mój list nie sprawił pani zbyt wielu kłopotów - pozwala sobie na zbędną uprzejmość, na ledwie uderzenie serca odpowiadając słabym, ulotnym uściskiem. Była lady, nie musiała nikomu przecież miażdżyć paluszków, by pokazać swoją wyższość oraz pewność - I ufam, iż tylko zaskoczenie towarzyszyło pani. To okropnie smutne, nie uważa pani, tak być dla kogoś rozczarowaniem - spomiędzy różanych ust dobiega przykre westchnięcie, żałobne tony doprawdy wychodziły Eurydice coraz to wprawniej od czasu pogrzebu jakże tragicznie zmarłego lorda Black. Rozjaśnia się zaraz, łącząc ze sobą rączki, przyciąga je do serca w szczerym zachwycie - Ach, widać nie jest pani entuzjastką słów na wietrze niesionych, cudownie. Nim jednak zasypię panią mnogością zapytań, pragnę przeprosić za mą niewiedzę, wierzę jednak, iż wybaczy mi pani tak niemożliwy brak podstaw i nie uzna mnie pani za głuptasa, gdy pozwolę sobie pytać o oczywistości. Proszę się również nie krępować i zamówić sobie coś pysznego, nic tak pięknie nie łączy się z nauką jak słodki smakołyk - mówi grzecznie, nie wykazując się butą szlachetnie urodzonej arystokratki, ni rozkapryszeniem okrutnym, upokarzająco świadoma swych braków - Zacznę od czegoś banalnego, mam nadzieję, iż nie będzie to problemem? Zastanawiam cię, co sprawia, iż dana ingrediencja staje się sercem tworzącego eliksiru. Co na to wpływa? Magiczne właściwości stworzenia, lub rośliny, z jakich jest brane? Wierzeń oraz symbolizmu? Efektu, jaki daje w naturalnych warunkach? I jak mieć pewność, iż ingrediencje dodatkowe nie będą stać w sprzeczności z samym sercem? Czy jest to już kwestia astrologiczna? Ach, czuje się zawstydzona brakiem podstaw w tej kwestii - opuszcza aż wzrok przejęta wyraźnie, iż może być brana za panienkę, co to ma pstro w głowie. Paluszki to splatają się ze sobą, to rozplatają w geście niepewności, swoistej nerwowości.


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Stoliki w tylnej części herbaciarni
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach