Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Stajnie
AutorWiadomość
Stajnie [odnośnik]10.01.16 15:33

Stajnie Carrow

Rozległe budynki w dużej części zajmują stajnie. W posiadłościach Carrowów hoduje się kilkanaście rodzajów Aetonanów z czego duża część ląduje na rynku. Hodowla tych wspaniałych skrzydlatych koni stała się istotnie tradycją i głównym punktem zarobku rodu Carrow.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]10.01.16 15:57
Szacowny pan Deimos Carrow, o którym Caesar wypowiadał się raczej w słowach pozytywnych, te mniej pozytywne zachowując dla pana Avery'ego i pana Rosiera, mógł faktycznie poszczycić się posiadłością niebanalnych rozmiarów. I choć krążyły plotki, że ego tegoż jegomościa jest jeszcze większe niż tereny, jakimi zarządzał, postanowiłam się nie zrażać, gdy przemierzałam powoli wydeptaną ścieżkę prowadzącą wprost do stajni. Nie kłopotałam się tym, by zajrzeć najpierw do wielkiego dworku, który górował na okolicą; wszak bardziej interesowały mnie konie niż mieszkańcy tej rozległej posiadłości. Caesar zresztą ostrzegał mnie, że lepiej nie wchodzić do środka, bo panuje w nim nastrój tak ponury, że człowiek momentalnie traci wszelką radość życia. Niewątpliwie więc świeżo poślubiona małżonka pana Carrowa musiała się czuć w tej swojej, radosnej scenerii niezwykle szczęśliwa.
W każdym razie ja podążałam wspomnianą ścieżką krokiem dość raźnym i pewnym siebie, dążąc do celu, który z każdą sekundą stawał się coraz bliższy, a upojny zapach stajni, siana i końskiego potu wwiercał się powoli w mój mały, cudowny nosek. Ten sam, który Caesar czasami szczypał, żeby zrobić mi na złość i rozproszyć mnie w pracy - głupek, a gdybym tak pomyliła się w obliczeniach? Ech, pewnie nie chciał, żebym zobaczyła, jak wielu jego przyjaciół korzysta z atrakcji Wenus na krechę, a ilu w ogóle nie ma zamiary w ogóle z nich płacić. Cud, że ten jego interes jeszcze jakoś się trzymał i dobrze, że się pojawiłam w kryzysowej sytuacji, bo niedługo mój biedny kuzyn zostałby puszczony z torbami i musiałby zamieszkać pod mostem z jakimiś szlamami.
Otworzyłam wielkie drzwi, które o dziwo nawet nie skrzypnęły, jakby pan Deimos dbał o nie bardziej niż o swoje ego i wsunęłam się do środka, przez chwilę delektując się nagłą ciszą. Przerywaną jedynie cichym szelestem końskich kopyt i czymś na podobieństwo chrapania i prychania. Spodziewałam się, że zastanę w środku jakiegoś stajennego lub przynajmniej osoby, które doglądały zwierząt, ale najwyraźniej nikogo nie było, a Aetonany zostawiono samym sobie, by im nie przeszkadzać i nie drażnić ich niepotrzebnie. Postanowiłam nie marnować czasu i ruszyłam wzdłuż boksów, przyglądając się kolejno tym majestatycznym zwierzętom i zastanawiając się, czy starczy mi odwagi, aby ich dosiąść. Przywykłam do tego, że zawsze dostawałam wszystko, czego sobie zażyczyłam. Więc gdy jeszcze w sierpniu przeczytałam w Czarownicy o wyścigu tych zwierząt, który odbył się na Festiwalu Miłości, od razu zapragnęłam się nauczyć na nich jeździć. I tak długo suszyłam o to głowę Caesarowi (właściwie zaczęłam już pierwszego dnia, gdy tylko się do niego wprowadziłam), aż w końcu dla świętego spokoju odesłał mnie do pana Carrowa. Obiecał też, że wyśle mu list i poinformuje go o mojej wizycie, ale w kwestii odpisywania na listy i wysyłania listów Caesar był równie słowny jak cnotliwa była Deirdre.
Podeszłam w końcu do zwierzęcia, które wydawało mi się najmniejsze ze wszystkich, a przez to najmniej groźne, chociaż i tak było ode mnie kilka razy większe. Moja drobna sylwetka przy tym kolosie wyglądała bardzo niepoważnie i po raz kolejny odezwały się we mnie wątpliwości, czy na pewno dobrze robię. Mogłam sobie kupić takiego konia i trzymać go w rodowej posiadłości - ojciec na pewno nie miałby nic przeciwko i z chęcią wysupłał trochę galeonów - ale najpierw musiałam mieć pewność, że będę umiała oswoić takie bydlę. Pozostawałam więc pełna nadziei, że pan Carrow będzie bardzo dobrym i łaskawym nauczycielem.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Stajnie [odnośnik]11.01.16 20:06
To nie tak, że stajnie stały puste i absolutnie każdy mógł wejść i sobie obejrzeć konia. Gdyby lordowie Carrow tak postępowali, najpewniej więcej mieliby z tego całego interesu szkód niż zysku. Na terenie całego hrabstwa obowiązywały najsroższe zabezpieczenia jeżeli chodzi o stajnie - wszak to dawało największą szansę na uniknięcie kradzieży. Tych w ostatnich latach nie było, nie licząc oczywiście Lorda Adriena, któremu nie w głowie zakazy, oraz jego najmłodszej, najpiękniejszej, naukochańszej - i jedynej latorośli. Ta dwójka, chociaż uciekła pod sam Londyn, z częstotliwością ogromną, nagminnie zawracała głowę i spokój Deimosowi. Już nie raz stwierdził, że to istna hipokryzja: wyprowadzać się tak daleko, a później wracać kiedy tylko nadzie ochota na przejażdżkę. I jakkolwiek użyczać mógł im koni - ufał swej rodzinie jak nikomu innemu, że akurat ze zwierzętami poradzi sobie dobrze; to te niezapowiedziane wizyty szarapły mu nerwy. Nie jeden raz!
I dziś, kiedy dowiedział się, że ktoś wtargnął do stajni, stwierdził, że to m u s i być na pewno Adrien, bądź Inara. Tej drugiej obawiał się widoku, myślał przez chwilę, czy nie wysłać Megary - ale tej jak zwykle nie było w posiadłości. Czasami Deimos zastanawia się, gdzie wychodzi jego żona. A później przestaje się przejmować, bo rozmyślanie o tych wszystkich ubraniach, które sobie nakupi (musi wszak uzupełnić swoją szafę o małżeńskie stroje), przyprawiają go o ból głowy. Jak łatwo zauważyć - Deimos nie przepada za bólem głowy.
Zszedł na dół i już wchodzi do stajni. Nie rozglada się. Ktoś stoi nieopodal. Deimos podchodzi od tyłu i chociaż intruz nie był wysokim barczystym łysolem, nie przypominał nikogo o kim mógł teraz pomyśleć. Inara? Nie, Inara się tak nie zachowuje. Któż więc?
- Któż to zawitał w me progi - oglądając sobie sylwetkę, pyta w dość uprzejmy, a w każdym razie spokojny sposób. Wychyla się i widzi... - Morgan - której nazwisko wyjmuje z szufladek pamięci w ostatniej chwili. Z tego co wie, Morgan (Cecylia?), nie posiadała szlacheckiego ojca. Dlatego Deimos nie zamierzał przepraszać za ten niespecjalnie elegancki sposób witania. Unosi brew. Och, Cezar raz chlapnął informacją, która miała uspokoić Carrowa. Więc C e c y l i a była krwi czystej? Carrow unosi lekko głowę i zdziwiony, zszokowany, czy tylko zrezygnowany zadaje pytanie, które miało rozjaśnić jej powód odwiedzenia jego włości. - Przynosisz jakąś wiadomość?
Od cezara, od toma? Cóż tu robi mała Morgan
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]14.01.16 15:39
Wielkie oczy zwierzęcia wydawały się bardzo, bardzo mądre i ufne - na pewno o wiele mądrzejsze i bardziej ufniejsze od oczu Carrowa, którego głos najpierw rozbrzmiał w moich uszach, by potem zmaterializować się pod pełną sylwetką szlachcica. Cóż, jak na dopiero co upieczonego małżonka wcale nie wyglądał na zbytnio szczęśliwego i tryskającego energią. A może po prostu miał zawsze taki wyraz twarzy? Na spotkaniach naszego małego kółeczka adoracji Toma wyglądał przecież podobnie, a wtedy jeszcze nie był żonaty. A może to stres? Może żonka nie daje mu chwili wytchnienia? Ach, miałam kolejny powód, by odwlekać moje małżeństwo w nieskończoność, chociaż wedle wszelkich możliwych standardów uchodziłam już za starą pannę.
- Jam posłaniec boskiego cezara - zacytowałam machinalnie jednego z rzymskich klasyków, chociaż kompletnie nie pamiętałam teraz którego. W każdym razie panu Deimosowi na pewno nie stanowiło to większej różnicy, czy dwa tysiące lat temu te słowa wypowiedział Cyceron czy Seneka Młodszy. Wolałam zresztą posłużyć się elokwentną frazą z przeszłości, niż odburknąć niemiło, że nie jestem sową, by przynosić wiadomości w staniku. Swoją drogą ciekawe, czy do jazdy na tych olbrzymich zwierzętach będę musiała się przebrać w ten śmieszny strój, w których często spotykam jeźdźców. I... o Merlinie, czy będę musiała założyć spodnie? Przecież to absolutnie niekobiece! - Mój kuzyn, Caesar, miał wysłać panu wiadomość, panie Carrow, ale jak przypuszczam, pewnie o tym zapomniał - powiedziałam z lekkim zatroskaniem, złorzecząc przy okazji w myślach na Caesara. Pewnie siedzi teraz w jednym z burdelowych pokoi i powoli się wybudza po ostatniej nocy. - Cóż... przyszłam tu z pewną prośbą - czy słowo prośba odpowiednio zaakcentowałam? Może należało spojrzeć na niego spod rzęs i ładnie się uśmiechnąć, żeby wzmóc efekt mojego b ł a g a n i a? - jako że od pewnego czasu fascynuję się tymi wspaniałymi zwierzętami, chciałabym się na nich nauczyć jeździć. A każdy przecież wie, że pana rodzina dysponuje największymi stadami aetonanów - wyjaśniłam uprzejmie. Może powinnam się czuć nieco nieswojo, pakując się do prywatnej szlacheckiej stajni, ale właściwie guzik mnie to obchodziło. Deimos Carrow nie był przecież białą kartą, ale osobnikiem znanym mi wystarczająco, by wparować mu między zwierzyniec i nie zachowywać się przy tym płochliwie.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Stajnie [odnośnik]02.02.16 12:29
- Wcale mnie nie dziwi, że nie zdołał wysłać listu - wszak to Cezar, a obowiązku w nim żadnego nie znajdziesz. A poza tym, liczył się pewnie z tym, że odmówiłbym. I jak wtedy odpowiedziałaby na to jego duma, jej duma. Może obraziliby się na mnie, och napewno. Ale Cezar mniej. Gorzej, że ona liczy mu pieniądze w kasie, jakby się na niego obraziła, mógłby nagle zacząć mniej zarabiać. - Tak? - zastanawiam się z jaką znów prośbą mogło owe stworzenie chcieć się do mnie zwrócić. Doprawdy, wyglądam na kogoś, do kogo odsyłałby Lestagne swoje zbłąkane owieczki. Z drugiej strony, Cecile nie wydawała się aż tak zbłąkana, skoro pojawiała się na spotkaniach Rycerzy Walpurgii. Ale pozory mylą. Kiedy więc wypowiada swoją prośbę, swój problem, swoje oczekiwanie czy nadzieję, ja unoszę brwi.
- Rozumiem - a właściwie to nie. - Ale niestety nie prowadzę szkółki jeździectwa- przepraszam ją i idę uspokoić biedne zwierze, które zaatakowała swoją nieznajomoscią. Nie ufam niekomu, kto wchodzi do moich stajni bez uprzedzenia. Wyobrażam sobie oczywiście najgorsze rzeczy, nie chcę stracić moich ukochanych zwierząt. - Zresztą, Morgan, jeżeli nie masz doświadczenia w jeździe na koniach, nie możesz porywać się na atenonany - głaszczę po szyji brązowego rumaka. Jego czekoladowa sierść jest tak piękna, tak lśniąca. Palce powoli przesuwają się po ciepłej szyji. - To na prawdę ciężka umiejętność, jeżeli zaś chciałaś się nauczyć, może trzeba było odwiedzić stajnie tego podrzędnego hodowcy z okolic Londynu, Sss.. Skamandra? - z niemiłym uśmiechem, wrednym, mówię o Skamadrach, którzy mają pięć koni i im sie wydaje, że są hodowcami. Brązowy atenonan porusza się niespokojnie, bo nie lubi kiedy jestem tak niemiły wobec.. wszystkiego. Wyciągam z kieszeni smakołyk i przepraszam go. Zastanawiam się. Coż, nie byłem zbyt pomocny. Dlatego po chwili milczenia pytam na głos. Jestem bowiem zdumiony.
- Na prawdę przyszłaś po to?

Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]26.03.16 20:48
Wpatrywała się w stajennego jak w ostatniego głupca. Prosiła  o przygotowanie jej aetona a ten wybrał chuchro, które prawdopodobnie załamało by się  nawet pod ciężarem Megary. Na nic zdały się tłumaczenia, że klacz jest spokojna, dobrze ułożona i idealna dla lady Carrow. Kazała odesłać ją ponownie do boksu  mrucząc pod nosem, że sama wybierze sobie wierzchowca.  Owładnięta wciąż niegasnącą radością i podniecaniem wybrałam masywni zbudowanego rumaka o lekko szalonym spojrzeniu. Biedny mężczyzna cały czas powtarzał, że zwierze nie jest w pełni ujeżdżone ale ona wpuszczała wszystko jednym uchem a wypuszczała drugim. Oczami wyobraźni widziała jak galopują po łąkach lub unoszą się gdzieś ponad chmurami. Przecież nic złego nie mogło się stać. Taka właśnie była Megara, owładnięta emocjami zapominała czym jest zdrowy rozsądek.  Czekała aż przygotują wierzchowca w między czasie wysłuchując trzęsącego się głosu.  Mężczyzna wspominał coś o pytaniu lorda Carrowa o zgodę na podobą…wycieczkę. Megara nie zaszczyciła go choćby jednym spojrzeniem. Deimos był zbyt zajęty żeby przejmować się wybrykami swojej żony.  I słusznie, dzisiejszy dzień miał należeć tylko do niej. Dlatego zanim stajenny skończył swój wywód wyprowadzała zwierze na zewnątrz i w przeciągu kilku kolejnych sekund już ścigała się z wiatrem. Plan był stosunkowo prosty, dojechać do klifów i wzbić się w powietrze. Tam nie dosięgną jej niczyje dłonie. Poczuje wiatr we włosach i będzie wolna. Może zniknie gdzieś wśród chmur i już nikt jej nie znajdzie. Czy to nie byłaby piękna historia? Wlecieć w białe obłoki wiszące nad ziemią i przestać istnieć dla tego świata. W białych obłokach nie będzie złych smoków, mężów, kuzynów czy ojców. Będzie tylko ona i jej rumak. Czy to nie wspaniałe? Ale to za chwilę. To jeszcze nie czas by odbić się do ziemi. Megara gnała prze siebie poprzez łąki otaczające stadninę. Gdzieś daleko mignął jej obraz Marseet ale była zbyt podniecona by się tym przejmować. Każda miniona przeszkoda, nie ważne czy było to przewalone drzewo czy też stary płot dodawały jej jedynie pewności siebie. Dziki ogień wypełniał całe jej ciało zmuszając do ciągłego popędzania rumaka. Gnali na złamanie karku, wydaje się, że oboje uparcie wierzyli w to iż świat nie ma dla nich żadnych granic.  Gdyby nie ten nieokiełzany pęd usłyszałaby szum fal  uderzających o skały klifów. W końcu i one zaczęły zarysowywać się w oddali. Przekonana, że nic nie jest wstanie jej powstrzymać Meg pognała swojego wierzchowca myślami już szybując w powietrzu. Ciężko powiedzieć kiedy dokładnie poczuła, że traci panowanie nad zwierzęciem. Najgorsze było jednak to, że się nie bała. Nawet nie próbowała go zatrzymać. Z każdą sekundą klify stawały się coraz wyraźniejsze a ona choć mocniej trzymała się siodła mogła myśleć jedynie  o tym czy śmierć pod kopytami aterona to koniec godny Carrowa. Dopiero w momencie w którym poczuła, że kostucha zaciska swe kościste palce na jej ramieniu poczuła strach. Zacisnęła mocno powieki szykując się na ból, który miał przyjść wraz z ostatnim tchnieniem. Nie chcę umierać zdążyłam powtórzyć kilkukrotnie.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Stajnie [odnośnik]28.03.16 21:05
Oderwany od codzienności, spoglądam przez okno. Widzę żonę, jak przemierza drogę wiodącą do stajni. Czy mnie szuka? Zignorowałbym ją, pozwolił by znalazła mnie za kilka godzin, oderwałbym wzrok od jej płaszcza, ale z jakiś niezrozumiałych względów, robię rzecz całkowicie odwrotną. Pojawiam się zaraz w ogrodzie, mam jeszcze na sobie powiewający na wietrze szlafrok w którym witam gości - zachmurzone czoło marszczę i postanawiam iść w stronę w która poszła i ona.
Kiedy zaś podchodzę do stajni, pracujący tam mężczyzna dziwnie się poci i nogi mu się uginają pod moim spojrzeniem. - Spytałem, gdzie moja żona - mówię, a kiedy ten wyjąkał, że wzięła Zarba, nagle me oczy zapłonęły niespodziewanie gorącym gniewem. Zamachnąłem się i uderzyłem głupca, a ten upadł na kolana. Nie czekam by spojrzeć na jego cierpienie, kiedy ten dotyka ziemi, ja już wskakuję na Al Buraka, który chyba wyczuł sytuację i sam się pojawił w niedalekiej odległości.
Przeklęte dziecko Malfoyów, egoistyczna, bezmyślna mała wredota, zołza.
Myślę o niej w najgorszych słowach. A wysapane przez zęby każde z nich pozwala mi jechać szybciej i szybciej. Spinam konia, a galop staje się jeszcze bardziej prędki. Widzę jej sylwetkę, jest na horyzoncie przedemną. Czy wie, gdzie sie kieruje? Jeżeli wie to czy nie robię głupstwa, ganiając ją przez pół Yorku? Może chce popełnić samobójstwo, może chce mnie uwolnić spod swojej obecności, może czuje się przytłoczona tym moim ostatnim zachowaniem, tym, że tyle nocy spędziła w moim łożu. I dlatego chce się zabić? Nie, nie wiem, nie wiem, co znów za demony siedzą w jej głowie. Kto podpowiedział jej, by robiła takie głupstwa. No przecież nie Medea, a do Lady Rowle miała dzisiejszego ranka jechać. A może będzie to jutro? Może nie chce jechać do siostry?
Nie ma mowy, bym tych myśli pęd mógł wytrzymać, jednocześnie skupiając się na pogoni.
Dlatego oczyszczam umysł i mając na celu dogonienie Megary, zaraz skracam sobie drogę. Nie mogę niestety wzbić się w powietrze, bo istnieje prawdopodobieństwo, że nie dogonię jej na czas, zresztą niezbyt dobrą miałem do tego trasę. Zbyt płasko.
Już jestem coraz bliżej.
I myślę: a gdyby tak odpuścić, dać jej spróbować? Ale widzę, że czeka ją tylko wielka katastrofa, bo co innego? Zarb nie był okazem, który umiał latać. Miał za małe skrzydła, które należało poprawić mechanicznie. Ba, on wcale nie latał, był za to niesamowicie głupi i chciał próbować. Znaleźliśmy go ostatnio i uznaliśmy, że możemy mu pomóc, ale na początek należało nieco go oswoić, bowiem był niespokojny. Nie mam pojęcia jak stajenny miał czelność pozwalać Megarze jechać na tym koniu? Znając ją sama go wybrala, bo ma piękną sierść. Lśni jak sierść jednorożca.
Jestem na odległość dwóch koni. Ona mnie jednak nie słyszy. Za za pół minuty spadnie w przepaść. Wyciągam różdżkę i w ostatniej chwili unoszę ją (niestety konia nie mogłem unieść, zbyt wielki ciężar) i gdyby nie Alburak, spadłaby na ziemię. Ten jednak spina się i udaje mu się przyśpieszyć a ja łapię ją i wciągam przed siebie. Później już wzbijamy się w powietrze. Mój wierzchowiec leci gładko, zatacza w niebie koło. Ja zaś przyciskam do siebie tę niewdzięczną małą kobietę i spoglądam w dół.
Zabiła mi takiego konia, takiego konia.
Kiedy wylądujemy będzie kara.
Jest już w moich ramionach, odwracam wzrok i kierujemy się spowrotem na ziemię. Megaro, otwórz oczy, jeszcze nie umarłaś. Jeszcze nie dziś.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]28.03.16 22:31
Najgorsze było odliczanie. Jedno uderzenie kopyt, drugie i trzecie. Czy za czwartym nastąpi już koniec? Miała zniknąć wśród chmur a jej ciało roztrzaska się o skały. Ktoś to zauważy zanim nadejdzie przypływ i zniknie wśród fal? Proszę, niech ktoś to zauważy. Zdążyła się jeszcze cicho pomodlić zanim jej ciało uniosło się ku górze.  Gdyby miała choć trochę odwagi może i by otworzyła oczy. Ale ona mogła myśleć tylko o ty, że pewnie miała szybką śmierć. Teraz  jej dusza unosi się ku przestworzom. Czy zaświaty wypełnione są krewnymi zniesmaczonymi jej zachowaniem? Czy może duszami ludzi, których zawsze chciała spotkać i zadać tak wiele pytań. Nie, jeszcze nie będę otwierać oczu. Co jeśli zmierzam ku mugolskiemu piekłu? Nie chciałam zrobić nic złego.  Naprawdę! Jej myśli przypominały jeden wielki chaos. Pełno było w nich obaw i nadziei co będzie jak już otworzy oczy. Był wśród nich również rachunek sumienia. Okazało się, że jak niespełna dwudziestoletnią dziewczynę lista grzechów była dość długa. Coś przyciskało ją do siebie. Nieświadomie  zacisnęła palce na koszuli Deimosa. Chwytała się jej jakby był jej deską ratunku, ostatnią nadzieją. I gdzieś ten przez chaos myśli przedostał się znajomy zapach a wraz z nim pełna żalu świadomość, że  po tym wszystkim co zrobiła postanowił męczyć ją nawet po śmierci. Nigdy już się nie wydostanie, nigdy nie ucieknie.  Czego nie była do końca świadoma do pewnego momentu słyszała jedynie szum własnej krwi w uszach. W końcu jednak rozpoznała jeden dźwięk. Nie była pewna ale przypominało jej to uderzenie skrzydeł. Zapłonęła w niej iskierka nadziei, że może jednak się jej udało. Może wciąż żyje i nic złego się nie stało.  Otwarłam powoli oczy i pierwszym co zobaczyłam była twarz Deimosa. - Hej niebiosa, pokażcie twarz ukochanego. Niech ten ostatni raz w oczy jego spojrzę. On był panem  mojej duszy i to w jego ramiona uciekać będę- - pół przytomna pozwoliła by  ciche słowa wiersza wydobyły się  jej gardła. Nadzieja zgasła ale wierzyła, że niebiosa dały jej ten dar. Nawet jeśli miał być tylko złudą. Nareszcie będą sami a cały świat stracił już znaczenie. Zamknęła ponownie oczy nie do końca świadomie wtulając się w ramiona Deimos. Nie chciała się zabić ale…to i tak już nie ma znaczenia. Rżenie konia zmusiło ją do uchylenia powiek. Chciała sprawdzić czy nieszczęsny rumak jest w niebie wraz z nią.  Przymglone niebieskie oczy przesuwały się po ciele zwierzęcia by w końcu ze zdziwieniem stwierdzić, że to nie ten sam aeton. -Al Burak? - wypowiedziawszy imię konia na głos zaczęła się wybudzać z dziwnego stanu otumanienia. Dźwięki powoli zaczęły się do niej przedzierać. Wiatr, morze, uderzenia skrzydeł. Wzdrygnęła się nerwowo  bojąc się spojrzeć na Deimosa. W jednej chwili przestał być aniołem z jej skrawka nieba. Zdezorientowana szukała wzrokiem miejsca z którego miała wznieść się  w powietrze. Z przerażeniem dostrzegła martwego Zarba u podnóża klifu. - Co ja narobiłam…- wydusiła z siebie mając problem ze złapaniem oddechu. Zakryła oczy dłońmi jakby na siłę próbowała wrócić do poprzedniego stanu.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Stajnie [odnośnik]29.03.16 23:06
Jej przerażenie drży mi w ciąż w ramionach. Podźwignąłbym ją z niego, lecz staram się złapać równowagę i pokierować Al Burakiem aż do krawędzi ziemi. Megaro, moja najdroższa żono, niewiele sprawiłaś mi przyjemności, więcej miałem z ciebie przykrości. Ale jeżeli bym cię dziś stracił, cóż mógłbym osiągnąć? Twój los teraz w moich rękach. Mogę spojrzeć ci w oczy ostatni raz i puścić cię, byś uderzyła głową pięć razy o ścianę klifu i zmasakrowana legła zaraz u boku Zarba.
Ale zatrzymajmy się przy tych dobrych chwilach. Lepiej do nich wracać pamięcią. I kiedy pomyślę, że mógłbym być nawet z ciebie dumny, że tak się boisz trafić dziś do mugolskiego piekła. przeinaczyłbym specjalnie na własną korzyść wszystkie słowa, postawiłbym akcent na te, które mnie najmocniej interesują.
Nie doszłyszałem słów, które szepcze Megara, lecz pojedyńcze wyrazy o ukochanego twarzy i ramionach, każą mi wierzyć, mieć nutę z nadzieii miodu płynącego rzeką daleko osadzoną w raju, że kiedyś uda nam się spostawić tam stopy i w tym kraju miodem i mlekiem płynącym, przeżyć chociaż odrobinę przyjemności z życia.
Al burak ląduje nieprzyjemnie i ciężko. Upadają mu kopyta na ziemię, w biodrach odczuwam cieżar. Wciąż trzymam Megarę przy sobie, chociaż jej dłonie już tak chętnie mnie nie obejmują. Czyżby miała za nic mój wysiłek. Schodze z konia i ściągam ją na ziemię. Jestem wzburzony, lecz pierwsze co robię, to spacer na sam kraniec urwiska.
No dalej, zepchnij mnie na jego dno, niech spadnę.
Wracam.
- Zabiłaś mi konia - oskarżam o rzecz oczywistą, ale nie mam innego pomysłu. To dla mnie najważniejsze, ona wszak już jest bezpieczna.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]30.03.16 0:13
Wstrząs. Byli już na ziemi. Żyła, była bezpieczna. Mimo to  wciąż chciała uciekać. Rozprostowała palce które do tej pory tak silnie czepiały się Deimosa. Była zbyt zajęta rozpamiętywaniem chwil gonitwy za wiatrem. Oczami wyobraźni widziała każdą sekundę. Niemal czuła jak rumak przebiega tuż obok nich.   Co ja narobiłam powtarzała bez ustanku choć dobrze znała odpowiedź. Ocknęła się gdy poczuła jak Deimos ściąga ją z Al Buraka. Stanięcie na ziemi było dla niej wyjątkowo bolesne. Miała wrażenie, że wątły kręgosłup nie jest wstanie utrzymać jej ciała i zaraz osunie się na trawę . Cały świat wirował przed jej oczami skazując ją na odtwarzanie w pamięci ciała zmasakrowanego zwierzęcia. Nigdy nie widziała czegoś podobnego. Znów tracąc świadomość oparła się o wierzchowca Deimosa. Tylko to sprawiało, że wciąż potrafiła utrzymać się na dwóch nogach. Kilka uderzeń serca wraz nimi głębokie oddechy mające doprowadzić ją do stanu użyteczności. Uniosła głowę wpatrując się  w oddaloną nieznacznie sylwetkę Deimosa. Wracały do niej słowa cytowanego wcześniej wiersza. Nie usłyszał ich, tak było lepiej. Cóż po kilku wyświechtanych fraz skoro on mnie nienawidzi  . Zagryzła dolną wargę uświadamiając sobie coś jeszcze. Uratował ją, pojawił się gdy tylko był jej potrzebny. Nie musiał tego robić. Mógł pozwolić jej umrzeć, uwolnić ich oboje od ciężaru wspólnego życia. Mimo to uratował ją. Żyła bo ona tak chciał. Żyła ponieważ był blisko niej. Gdy wciąż był do niej odwrócony plecami udało jej się zrobić pierwszy krok. Nie upadła, nie czuła zawrotów głowy. Potem drugi, trzeci i jeszcze kolejny aż będzie mogła dotknąć i podziękować mu za  to co zrobił. Obiecać tyle ile będzie chciał, zrobić jeszcze więcej. Tyle, że na końcu tej drogi był obraz zdruzgotanego ciała. Zatrzymała się w połowie czując potężny zawrót głowy. Powróciło otępienie, powrócił strach powróciły i wyrzuty sumienia. Oskarżenie dotarło do niej z opóźnieniem. Z początku nie rozumiała co znaczą jego słowa. Przecież nie byłaby wstanie nikogo skrzywdzić, nie chciała tego.  Później nie miała pojęcia co powinna właściwie powiedzieć. Objęła się ramionami spuszczając pokornie głowę. - Ja nie chciałam - wydusiła w końcu z siebie kilka słabych dźwięków. - Nie wiem co się stało- - zaczęło się nerwowe jąkanie na którym nie była wstanie zapanować. - Przepraszam….ja naprawdę nie wiem co się stało. - Wiedziała, że jej słowa nic nie dadzą ale pocieszała się faktem, że mówiła szczerze. Powinna się rozpłakać ale łzy uparcie nie chciały płynąć. Powinnam zemdleć ale wciąż stała o własnych siłach. Jedyne do czego była zdolna to zaciskać palce na własnych ramionach i uciekać gdzieś wzrokiem.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Stajnie [odnośnik]30.03.16 23:53
Prawdę mówiąc, byłem zdumiony, że ona wciąż trzyma się na nogach. Oczekiwałem może niedoszłego trupa, który legnie na ziemię i wszystkie jego kości będą przykrywały trawę zieloną. Pod moimi stopami. I może mógłbym nawet patrzeć na to, lecz byłaby to ostatnia rzecz, którą kiedykolwiek mógłbym zobaczyć. Jej upadek, jak rozpada się na kawałeczki, albo w pyle księżycowym, najlepiej w świetle księżyca również, żeby się mieniły jej włosy, tak jak zapamiętałbym to w przeszłości. Koniec mógłby nastać wtedy i już nigdy nie spojrzałbym na nic.
Gniew jest pierwszą reakcją. Nadchodzi powoli, kiedy nie spodziewam się jeszcze. Odwracam w stronę żony i już jestem zły, okropnie zły.
- Nienormalna jesteś!? - przerywam jej wrzaskiem, żeby jeszcze mocniej ją przerazić - Myślisz, że pozjadałaś wszystkie rozumy i nie masz za grosz szacunku do stajennego, a później NIE WIESZ CO SIE STAŁO - w tej chwili zapiekła mnie dłoń, przypominając jak potraktowałem starca, który tłumaczył mi co się stalo z Megarą. Powinienem mieć do niego więcej szacunku, przecież zajmuje się moją zwierzyną. Jest najlepszym nie-Carrowem, który umie się zachować przy koniach. A ja go uderzyłem, bo powiedział mi, że Megara może zrobić sobie przez jego brak asertywności krzywdę. A on nigdy nie miał dobrego podejścia do kobiet. Inara praktycznie zawsze umiala go w coś wrobić, już nie wspominam o Milburdze, a nawet Cynthia...
- Jesteś okropnie nieodpowiedzialna - z tym odrzuceniem łączy się jednocześnie zaprzeczająca nim ręka moja, którą wyciągam w jej stronę i obejmuję plecy i przysuwam jej ciało do swojego. Moja żona rozdygotane ma kości, mięśnie także jakieś niespokojne. Zrobiłem to, co odczułem, że powinienem był, ale stało się to tak prędko... nie podjąłem tej decyzji świadomie. Już jest ona w moich ramionach, tam gdzie może uspokoić swe galopujące przerażenie. Moja dłoń znajduje się na jej głowie i raz czy dwa przeczesuję jej włosy, jakbym ją gładził uspokajająco.
Nie ma słów, które powinny się pojawić.
Że się cieszę, że jest przy mnie. Że nie zginęła jak tamta szkapa. Że udało mi się ją wyciągnąć, że jest tu i oddycha i że tylko to się liczy.
Jest cisza, a później krok do tyłu. Zgubione spojrzenie odnajuje jej twarz.
- Nigdy więcej nie wolno ci tego robić
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]31.03.16 8:37
Nie była wstanie zmierzyć się z jego gniewem. Drżała nerwowo przy każdym słowie cofając się  o kilka kroków. Chciała się wytłumaczyć. Zapewnić, że nie miała zamiaru zrobić nic złego, to przecież miała być tylko zabawa. Chciała uciec…nie to złe słowo,  on źle na nie reaguje… chciała po prostu pobiegać. Nie mogła wydobyć z siebie dźwięku, który przypomniał by  coś więcej prócz kilku zdławionych sylab. Kurczyła się w sobie pod ogromem wyrzutów sumienia. Oddałaby wszystko by móc spojrzeć mu w oczy i rozpalić w sobie choćby udawaną nienawiść. Wykrzyczeć, że to wszystko nie jego sprawa  i gdyby się nie wtrącił na pewno jakoś by sobie poradziła. To byłoby dużo prostsze.  Nie stała by w miejscu zawieszona gdzieś pomiędzy życiem i śmiercią gdzie pragnienie by ją przytulił, choćby dotknął walczyło ze strachem. Zacisnęła palce na ramionach wpatrując się wciąż to w  oddaloną stajnię to w las po przeciwnej stronie klifu.  Gdy tylko otworzył usta wzdrygnęła się przeczuwając kolejną falę gniewu. Ale jego słowa były spokojniejsze miała dziwne wrażenie, że…nie, dość trudno jest to opisać w kilku słowach. Jakby odetchnął, tak w jego głosie wyczuć można było jakąś ulgę. Chociaż może to tylko złudzenia. -Ja nie chciałam- pisnęła cicho. Chwilę później był już przy niej, obejmował ją  tak jak o to prosiła. Wizja upadku zaczęła się oddalać,  z każdą chwilą jej serc biło coraz spokojniej a nerwowe drgnięcia zaczęły ustawać. Jego dłoń gładząca białe włosy i znów mogła zacząć spokojnie oddychać. Świat przestał wirować  i wydawać się , że już wszystko będzie dobrze. Tylko gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl nad którą później będzie musiała się zastanowić. Dla czego potrafimy być dla siebie czuli tylko wtedy gdy coś drugiemu zagraża? Odsunął się od niej a ona poczuła lekki żal. O mało niw wyciągnęła do niego rąk cicho błagając by to potrwało jeszcze sekundę albo dwie. Szukał wzrokiem jej twarzy ale sama nie była na tyle silna by móc na niego spojrzeć. Bała się co zobaczy gdy choć na chwilę oderwie wzrok od ziemi pod jej stopami. Słuchała go ostrożnie kiwając w głową w geście zaprzeczenia czy zgody. Nie wiedziała co powinna powiedzieć, jakie słowa okazałby się najlepsze. Poprzestała na cichym. - Obiecuje  - w tym momencie była pewna, że już nigdy nie wsiądzie na konia. A jeśli nawet to z pewnością nie zbliży się do klifów. Przed ucieknięciem wzrokiem w stronę miejsca gdzie spoczywało nieszczęsne zwierzę powstrzymała ją myśl, która przed chwilą była jeszcze tak żywa.  W jej wyobraźni była to piękna scena pełna uniesień  i wzruszeń. Sama niestety była zdolna tylko do kilku gestów i słów. Wciąż lekko trzęsącą się dłoń wsunęła między jego palce. -Uratowałeś mi życie, pojawiłeś się…dziękuje-- cichy głos, prawie szept nie odzwierciedlał w pełni wszystkich uczuć kotłujących się w jej sercu. Ale odważyła się podnieść lekko wzrok. Wiedziała, że jeśli zobaczy na jego twarzy tą typową dla niego obojętność pęknie jej serce.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Stajnie [odnośnik]31.03.16 22:10
Zamiast ujrzeć jednak czystą obojętność, widzi twarz skupioną. Twarz mężczyzny, który podburzony nagromadzoną ilością wydarzeń, miał dziś stoczyć walkę nie tylko z losem, ale przedewszystkim z własnymi pragnieniami. Czy chciał ratować Megarę? Czy warto było ścigać ją przez pół Yorku? Mógł przecież odwrócić wzrok od jej postaci, która kierowała się w stronę stajni, mógł kontynuować palenie cygara i zatapianie się w rozmyślaniach na temat szermierki. Może właśnie wybierał się na trening ze swoim bratem. Może dowiedziałby się o tragedii będąc u niego na podwieczorku. Co wtedy by zrobił, czy przejąłby się? Czy może porozumiewawczo wymienił spojrzenia z Fobosem i dalej pił swoje Whisky. A może oboje czekali na ten dzień, może specjalnie podstawił im ktoś pięknego konia-nielota, bo to jak obluzowanie hamulców w aucie. Praktycznie nie do wykrycia przez ofiarę. Skąd ona mogła to wiedzieć? Czy nie była tylko gościem w hrabstwie Yorku?
- Musisz w końcu zrozumieć, że moje wierzchowce nie są szkapami na których uczyłaś się jeździć. To już nie zabawa - ujmuje jej twarz za podbródek, który unosi, by patrzyła na niego niezmiennie. I by błękity ich oczu połączył jeden ocean myśli. - Jako Lady Carrow powinnaś się tego nauczyć, więc pokaże ci jak z nimi postępować. Ale masz się już nigdy nie wywyższać ponad ludzi, którzy znają się na opiece lepiej niż ty, rozumiesz? - delikatna jej twarz i oczy przerażone i okrągłe ze zdziwienia, a może to łzy powiększają ich wyraz. Deimos nie zastanawia się, czy właśnie odrzuca kolejne nici łączące go z nienaruszalną dotąd myślą o wiecznym niezadowoleniu z żony. Wyciąga do niej rękę po raz kolejny, ale na pewno nie ostatni. Jako Carrow pamięta jej błędy, ale ma jedną zasadę: jeżeli ktoś zawiedzie raz - można to zrzucić na zapominalstwo czy lenistwo, jeżeli zawiedzie drugi - pojawi się mur nieufności, ale przy trzecim razie drzwi zamykają się na pięć spustów. I dopiero sadzonka kolejnej białej róży może otworzyć te drzwi. Niech jedną z tych wielu sadzonek, które oferuje jej po kolejnych wtopach, będzie dziś ta ręka wyciągnięta. Chce nią siągnąć aż do głębi, do miejsca w którym niewdzięczne dziecko powinno mieć serce. I chce czy nie chce, znów to on staje się tym dobrym. Czy do tego stopnia zadziałały słowa Adriena? Czy stary kuzyn ma aż tyle do powiedzenia, czy ma taki wpływ. Jest to możliwe, ale może to coś czego nie da się wytłumaczyć. Coś co sprawia, że Deimos znów chce przytulić swą żonę.
I nie jest tak, że musi coś jej udowadniać, ale zabiera dłoń od jej twarzy i przeciera swoją.
- Powinienem sprawdzić.. - nie kończy, ale zostawia ją, a dłonie ich rozplątują się z supła ogromnego. Wsiada na Al Buraka i spogląda jeszcze raz ze smutkiem na Megarę. To w gruncie rzeczy nie jej wina, ale niech zostanie tu sama przez chwilę. Zlatuje w dół, by ocenić, że dla Zarba nie ma już nadziei. Ulżył mu w tym ostatnim cierpieniu, biorąc na siebie ciężar, który chyba dla każdego Carrowa jest najgorszy.
Wraca do Megary dopiero, kiedy Zarb otrzymuje ostateczne pożegnanie. Wraca na górę z miną nietęgą i przeraźliwie poruszoną. Ale to już nie jest to co widziała Megara w jego twarzy, kiedy oczekiwała jakichkolwiek uczuć. Ta pustka i ból, ból pustki, bolesna pustka -ten smutek jest nie do zniesienia.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Stajnie [odnośnik]31.03.16 23:29
Czuła, że powinna unieść dłoń i lekko pogładzić jego twarz. Zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Zrobić cokolwiek by sprawić, że odetchnie a to skupienie które dostrzegła przeminie. Sprawił, że wciąż stała o własnych nogach a jej myśli powoli przeobrażały się z chaosu w spójną całość. Powinna mu się odwdzięczyć. Tak, tak właśnie to powinno wyglądać. Sięgać po jego dłoń chroniącą przed upadkiem i wyciągać swoją zwłaszcza wtedy gdy wydaje mu się, że tego nie potrzebuje.
Dziwne uczucie. Ta świadomość, że nie jest na świecie sama. Już nie musi każdej wolnej chwili spędzić na wylewaniu łez w poduszkę. Nie musi walczyć przeciwko całemu światu. Nie musi się buntować, nie musi krzyczeć. Pierwszy raz w życiu wierzyła, że nie jest na świecie sama. W tej jednej chwili mogłaby zrezygnować z dumy i dać się poprowadzić. Przyznać, że jest dzieckiem i sama nie da sobie rady. Słuchała każdego słowa ale gdy chwycił jej podbródek chciała się cofnąć i uciec. Nie potrafiła wyjaśnić czemu tak łatwo poddawała się jego woli. - Rozumiem- odezwała się w końcu ciąż nie będąc wstanie nadać wydobywającym się dźwiękom żywszej barwy. - Będę posłuszna - te słowa tak obco brzmiały w jej ustach. Chyba sama była zaskoczona, że jest zdolna je wypowiedzieć. A mimo to mówiła szczerze. Wiedziała, że jego słowa były początkiem mostu, który mógł ich połączyć. Nie mogła odrzucić wyciągniętej ręki. Spaliła już tak wiele białych róż.
W pewnym momencie coś się zmieniło. Mówi słowa, których Megara nie jest wstanie zrozumieć. Odsuwa się od niej, zostawia ją samą. Chciała za nim pobiec i zadać te wszystkie pytanie, które z takim uporem tłoczyły się jej na usta. Wciąż jednak nie odzyskała pełni sił. Mogła tylko patrzeć jak wsiada a swojego wierzchowca i unosi się w powietrze. Zrozumiała co chce zrobić gdy zaczął obniżać lot. Nogi same zaprowadziły ją nad skraj klifu. Zmusił się by odszukać wzrokiem konające zwierze i choć w pierwszej chwili szybko odwróciła wzrok zaraz znów wpatrywała się w pierwszą ofiarę jej grzechów. Łzy, które jeszcze przed chwilą tak usilnie starały się spłynąć po jej policzka teraz wyschły. Widziała wszystko, jak Deimos sprawdza czy można go jeszcze uratować i jak przyspiesza agonie zwierzęcia. Nie cofnęła się, nie spuściłam wzroku. Wiedziała, że powinna być tego świadkiem bez względu na to, że kosztuje ją to kolejne lata życie. Coś w niej pękło…już nie była tym niewinnym kwiatem. Nie mogła być. Nie ważne, to nie ważne . Gdy Deimos wróciła na górę w końcu oderwała oczy od ubarwionych krwią skał. Podeszła bliżej niego a chude ramiona same związały się wokół jego szyi jednocześnie opierając głowę o ramię. - Przepraszam, to wszystko moja wina szeptała cicho. Czuła jego ból, wydawało jej się, że w końcu zaczęła go rozumieć. To nie było tylko rodowe dziedzictwo, sposób na zarabianie kolejnych gór złota. Aetony nie zawodziły, nie kłamały tak jak ludzie. Wierne i spokojne do samego końca. Przez nią musiał jednego z nich zabić. Poświęcił ukochane zwierze by ratować znienawidzoną żonę. - Przepraszam- powtórzyła cicho wzmacniając swój uścisk na tyle na ile pozwalały wątłe ramiona.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Stajnie [odnośnik]03.04.16 1:39
Ratowanie życia nie należało w naturze Deimosa. Nie po to spotyka się po nocy z Samanthą by torturować niewdzięcznych mugoli (swoją drogą za co mają być wdzięczni, za te obelgi, którymi ich obrzuca, czy za to że jest przekonany, że jeżeli ich wytępi to znikną wszelkie choróbska na tym świecie), żeby mienić się rycerzem na białym koniu. Owszem, rycerzem był, lecz innego sortu. A Al Burak niestety nie miał białej sierści. Białą miał Zarb, lecz o nim należy już zapomnieć.
Jej zapewnienia, jej szczodre obietnice. Nie chciało mu się wierzyć w nie ani trochę. Ale wiara nie jest istotna, w każdym razie nie aż tak, jeżeli mamy do czynienia z roztrzęsionym do reszty człowiekiem, z którym przyjdzie żyć kolejne ileś lat. Zapamięta jednak każdą obietnicę, gotowy wyłowić ją na powierzchnię, kiedy nadejdzie czas odpowiedni.
- Jak tylko dojdziesz do siebie, zaczniemy - odpowiada w końcu i później schodzi na dół.
Czy może być straszliwsza rzecz od zabijania swoich dzieci? Szczególnie tych pokrzywdzonych, bezbronnych. Nie ma gorszego uczucia i przekonuje się własnie teraz o tym Deimos. Już stoi na ziemi, a Megara stoi obok uwieszona na ramionach... głupia, głupia dziewucha. Jest tu jednak jedyną pociechą. To, że wciąż żyje.
Nie pyta, czemu chciała się zabić. Bo widzi,że najwyraźniej nie miała takiego zamiaru. Coś poszło nie tak, chciała poczuć wiatr we włosach? A może to taka zabawa: ja się umartwię, a ty mnie ratuj Deimosie? Cokolwiek się zdarzyło, nie może być zapomniane tak łatwo i już nigdy nie może się powtórzyć. Jej ramiona przestają mu przeszkadzać, ale w konsekwencji pędzących myśli, ściaga je z siebie, na tyle delikatnie, żeby nie spłoszyć jej.
- Wracajmy do domu
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Stajnie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach