Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 15  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kuchnia   26.11.12 1:12

First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia w starej chacie, tak jak wszystko, wydaje się nieużywana od wielu długich lat. Półki pokryła warstwa kurzu, gdzieniegdzie można jeszcze znaleźć stare konserwy, dawno przeterminowane. Wszystkie sztućce zaśniedziały, na podłodze nie widać żadnych śladów oprócz odcisków mysich łapek. Kiedyś zapewne była taka jak reszta budynku: niewielka, czysta, schludna, przytulna i utrzymana w jasnej kolorystyce, można rzecz, że w typowo angielskim stylu. W kącie przy oknie, naprzeciw drzwi, stoi prosty, otoczony krzesłami stół. Na pokrytych białą emulsją ścianach wiszą skromne obrazy, pomiędzy których ramami pająki uwiły swe pajęczyny.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
3
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   09.03.17 2:51

Gdy przestępowała próg kwatery Zakonu, jej umysł był nadzwyczaj cichy. Żadnych drgających nerwowo obaw, żadnych słabo skrywanych strachów, żadnej syczącej wściekle złości; fala emocji, która przelewała się przez jej myśli przez ostatnie dwa dni – niedowierzanie, strach, troska, bezsilność, gniew – wreszcie się uspokoiła, pozostawiając po sobie głucho brzmiącą pustkę. Chłodny niepokój o los Just oraz resztę ich przyjaciół, choć stale obecny, póki co jedynie słabo chlupotał, oblizując solidne ścianki głębokiej studni, w której każde zasłyszane słowo zdawało odbijać się echem, rozpraszając mgliste obrazy unoszące się na drżącej tafli: zaklęcie rozbijające się tuż obok jej głowy; kremowo-szare odpryski tynku i farby, osiadające jej na włosach; przerażone tędy!, roznoszące się po ministerialnym korytarzu; mignięcie twarzy, niby jej własnej, ale wykrzywionej grymasem kogoś innego; rozbłysk zielonych płomieni. Widziała to wszystko, odtwarzała w umyśle setki razy jak filmową kliszę, pozornie tylko rozdrapując świeże rany, choć w rzeczywistości z tego charakterystycznego, niefizycznego bólu czerpała pokłady wewnętrznej siły, powstrzymującej ją od zapadnięcia się środka, mimo że jej starannie poukładany świat właśnie wysunął się gwałtownie spomiędzy jej palców. Chyba wciąż nie do końca obudziła się z wywołanego tym szoku; trudno było jej uwierzyć, że rzeczy, które do tej pory uznawała za nienaruszalną oczywistość – zapewniające bezpieczeństwo mieszkanie, kojącą obecność najlepszej przyjaciółki, wyznaczającą jasny cel pracę, luksus wyjścia na ulicę bez konieczności ciągłego oglądania się przez ramię – rozsypały się w proch w ciągu kilku sekund. Pełna napięcia cisza, wyłowiony z przestrzeni szept, podniesione krzyki poleceń – i puf, zniknęło wszystko, pozostawiając ją na krawędzi osypującego się urwiska, gdzie jedynym, o co wciąż była w stanie się oprzeć, był Zakon Feniksa.
Zerknęła na lśniący na palcu pierścień niemal odruchowo, jakby widok tego maleńkiego przedmiotu był w stanie pomóc jej solidniej stanąć na nogach; jeszcze w przedpokoju odwiesiła na stojak cienki, ciemny płaszcz, mający ochronić ją przed wieczornym chłodem, który mimo coraz odważniej panoszącej się wiosny, czasami wciąż wyciągał ku niej swoje długie macki. Reszta jej ubrań miała za zadanie po prostu nie rzucać się w oczy: najzwyczajniejsza koszula zapięta pod szyję, wpuszczona w kończącą się w połowie łydek spódnicę, grube, ciemnoszare rajtuzy, niskie, wiązane buciki; przechodząc do kuchni, bezwiednie poprawiła włosy, wyjątkowo upięte w wysoki koczek, utrzymujący w ryzach ewentualne luźne kosmyki. Schowaną w kieszeni różdżkę musnęła palcami pozornie przypadkowo; zakupiona zaledwie dzień wcześniej, leżała w dłoni obco, jakby za długa i roztaczająca nieznajomą woń cynamonowca zamiast kojącego zapachu eukaliptusa. Chociaż wiedziała, że w kwestii wykonania i drzemiącej w niej magii nic nie można było jej zarzucić, jakieś irracjonalne, niewyjaśnione przeczucie przekonywało ją, że nowa różdżka nigdy nie dorówna tej starej, zawodząc ją w najgorszym możliwym momencie; uciszała te głosy stanowczo, jednocześnie nie potrafiąc do końca odepchnąć od siebie wrażenia, że czegoś jej brakowało.
Gdy tylko jej spojrzenie spoczęło na Bathildzie, schyliła głowę z szacunkiem. – Dobry wieczór – mruknęła w odpowiedzi na powitanie, przysiadając na skraju drewnianego krzesła gdzieś przy końcu kuchennego stołu. Widok filiżanek, dzbanka z herbatą i ciasteczek wywołał u niej niekontrolowane uczucie deja vu, przez co przez ułamek sekundy czuła się jak wciągnięta pod lodowatą, wodną taflę własnych lęków, podczas gdy na jej wnętrznościach zacisnęła się metalowa obręcz; odwróciła spojrzenie prawie natychmiast, pozwalając by znajome twarze przywróciły ją do chwili obecnej oraz pomogły w szybkim odzyskaniu stanu wewnętrznej równowagi. Obecność pozostałych członków Zakonu zresztą naprawdę podnosiła ją na duchu; przywitała się z każdym z osobna, ciepłe uśmiechy posyłając zwłaszcza Freddiemu i Brénainnowi, choć większość jej uwagi i tak skupiła się na starszej czarownicy. Słuchała jej słów uważnie i ze spokojem; spokojny był również jej głos, gdy się odezwała, pozwalając zadanemu pytaniu zawisnąć w powietrzu tylko na moment. – Nie było tego wiele – zaczęła, między sylaby wplatając niewypowiedziane przeprosiny, że nie postarała się bardziej – ale według wydania Proroka z 1939 roku, Krucza Wieża należała do czarodzieja, którego oskarżono o paranie się czarną magią. Sam czarnoksiężnik nie dożył procesu – najprawdopodobniej padając ofiarą morderstwa – a jego ciało znaleziono na brzegu Wyspy Wight. Miejscowi uważają, że wieża jest przeklęta – powiedziała, starając się mówić jak najbardziej sensownie i rzeczowo, zaskoczona, że mroczne słowa wypływały spomiędzy jej ust tak swobodnie; być może nie było to najrozsądniejsze podejście, ale miała wrażenie, że pozostawione przez poprzedniego właściciela pamiątki będą stanowiły najmniejszy z ich problemów.




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
London calling
to the far away towns:
now war is declared
and battle come down.
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   10.03.17 16:12

Szaleństwo - zdawało się, że tylko tym jednym słowem można było opisać wszystko, co wydarzyło się w minionym miesiącu. Wprowadzenie całej tej policji już samo w sobie było osobliwością, ale żeby Ministerstwo zdecydowało się na uprowadzenie czarodziejów, którzy niczym nie zawinili, brzmiało już jak bujda, baśń, czytana do poduszki niegrzecznym dzieciom o absurdalnych strachach zewnętrznego świata. Fakt, że wśród nich byli ich przyjaciele, członkowie Zakonu Feniksa, przerażała go tym bardziej - nie dlatego, że mocniej troszczył się o bliskich, każde życie zasługiwało wszak na szacunek i ochronę - ale dlatego, że tliły się u niego podejrzenia, jakoby zupełnie nieprzypadkowo znaleźli się wśród nich członkowie Zakonu Feniksa. Marguax, Justine, Michael; czy naprawdę mugolskie korzenie były jedynym kryterium zaprosin na te śmieszne przesłuchania? Mógł zareagować wcześniej - wyrzucał to sobie - mógł już  w momencie, w którym Lily wspomniała mu o tych przesłuchaniach. Ostrzec, zebrać informacje - po prostu nie pozwolić, by do tego doszło. Przecież to nie było trudne do przewidzenia, patrząc wstecz na lawinę minionych zdarzeń, prosta kalkulacja. W zamyśleniu minął próg kwatery, okryty czarnym płaszczem, pod którym białą koszulę spinała granatowa, haftowana kamizelka; długie spodnie wpuszczone w cholewy wysokich skórzanych butów nie odstępowały barwą od płaszcza. Miał przy sobie tylko różdżkę, nieodłączoną i najwierniejszą przyjaciółkę niebezpiecznych wypraw, a pod ubraniem, zawieszony na srebrnym łańcuszki mieniła się obrączka Zakonu Feniksa. Znalazłszy się na miejscu, z szacunkiem pochylił głowę przed Bathildą Bagshot, a następnie skinął głową pozostałym: przywitał się z Margie, choć przez ciężar sytuacji nie był w stanie odwzajemnić jej uśmiechu, następnie Alanowi - o którym wiedział już, że może na niego liczyć. Florean, czy kiedykolwiek znalazł się w sytuacji zagrożenia życia? Ale to dobrze - że chciał pomóc. Nikt nie powinien siedzieć bezczynnie, kiedy działa się niesprawiedliwość. Na końcu ulokował wzrok na Fredericku, zatrzymując się tam na dłużej; nie będzie łatwo, Fox. Ale ty o tym przecież wiesz.
Pierwsza głos zabrała Margie, składając dłonie razem na stole, ignorując ciasteczka i imbryk z herbatką, Brendan w skupieniu wysłuchał jej słów, ostrożnie łącząc je z tym, co znalazł sam, liche potwierdzenie przypuszczeń, które udało mu się zebrać.
- Jest przeklęta - przytaknął z przekonaniem, choć nie bez obaw. - A kanwa tej klątwy prawdopodobnie opiera się na zaklęciu crepito - znów odnalazł źrenice Fredericka; nie był pewien, czy ktoś oprócz niego pojmie, co to właściwie oznacza. Żadne z nich nie potrafiło tak naprawdę radzić sobie ze ściąganiem klątw - oby potrafili się przed nimi chronić, w innym przypadku - będzie z nimi krucho. - To zaklęcie, które wywołuje... usunięcie gałek ocznych - mruknął oględnie, czarna, najczarniejsza, plugawa magia, nie miał pojęcia, czy Alan i Margie mieli z nim do czynienia w swojej praktyce uzdrowicielskiej, był pewien, że sama nazwa niewiele powie Floreanaowi. - Czarnoksiężnik to prawdopodobnie ówczesny władca tamtych ziem, Lestrange - dodał, przenosząc wzrok dalej - szukając potwierdzenia. - Więc możemy się spodziewać wszystkiego, co najohydniejsze - dodał bez zawahania: tego jednego, że dla błęktinokrwistych rodów nie było granic splugawienia, mógł być pewien jak niczego innego. - Oprócz tego, na wieżę prawdopodobnie nałożone zostały zaklęcia mieszająca w umyśle - dodał rzeczowo, jeśli mieli się z tym mierzyć - musieli wiedzieć z czym, to nie była pora na delikatność. - Prawdopodobnie - uściślił - równie dobrze ludzie mogli tracić rozum od okropieństw, które ujrzeli we wnętrzu tej wieży. Nad nią krążą agresywne kruki, można się spodziewać, że też będą lubić oczy. Miejscowi mówią, że kto wejdzie do środka, wyleci z niej jako czarny ptak, ale odsunąłbym to pod przesądy: faktem jest, że ludzie w jej wnętrzu znikali bez wieści. Mówią, że Lestrange został zamordowany, ale i tutaj warto zachować ostrożność - spojrzał znów na Margie, która podniosła tę informację jako pierwsza - Jedynymi obrażeniami na jego ciele były zniszczone gałki oczne. Rozdziobały je kruki, a może z jakiegoś powodu, sam, zawładnięty strachem przed zbliżającym się procesem lub szaleństwem, w sidła którego zepchnęła go czarna magia, a może nawet pod przymusem, rzucił się pod działanie własnej klątwy.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   10.03.17 18:29

Wszedł do kwatery i odczuł ulgę, widząc, że nikt nie stoi przy drzwiach. Dzięki temu mógł na chwilę przystanąć i wziąć głęboki wdech, mający na celu uspokojenie kołaczącego serca. Dlaczego, kiedy coś postanowiło się skomplikować, to i wszystko inne się psuło? Wczoraj dostał niepokojącą informację o pobycie Florence w szpitalu i dzisiaj nawet nie mógł spędzić z nią dnia. Wpadł na chwilę w odwiedziny, ale nie wpuścili go do sali ze względu na choroby zakaźne, jakie mógł tam złapać. Mimo wszystko nie chciał stamtąd wychodzić, pragnąc po prostu być przy siostrze, nawet jeżeli oznaczało to rozmowę na migi przez rozdzielające ich grube szkło. Czekał z wyjściem ze szpitala do ostatniej chwili, dlatego też musiał się pośpieszyć, żeby dotrzeć na czas na zebranie. Miał na sobie kremową koszulę, wpuszczoną w brązowe spodnie. Na to nałożył swój granatowy płaszcz i szal w podobnym odcieniu. Zawsze najchłodniej było mu w szyję i nawet w największe mrozy mógłby chodzić bez odpowiedniego odzienia, o ile cokolwiek zasłaniałoby tą konkretną część jego ciała. Na nogach miał swoje ulubione, choć już znoszone, skórzane buty, a jedynym kolorystycznym akcentem okazały się być żółte skarpetki w niebieskie kropki, niestety niewidoczne. W kieszeni trzymał swoją różdżkę, a na szyi pierścień zakonu. Wydawało mu się, że nic innego nie jest mu potrzebne. Wiedział też, że nie istnieje żaden przydatny gadżet, który podniósłby jego obecny poziom pewności siebie. Bał się. Nigdy nie brał udziału w podobnej akcji. Zdawał sobie sprawę, że nie będzie to nic podobnego do jego ostatniego spotkania z olbrzymem. Mógł nie być doświadczonym wojownikiem, ale to nie sprawiało, że był głupi.
Po minucie poświęconej na uspokojenie szalejących myśli, ruszył w kierunku kuchni. Wszedł do środka i przywitał się ze wszystkimi, ale jego twarzy wyjątkowo nie rozświetlił uśmiech. Usiadł na jednym z wolnych miejsc, spoglądając na leżące przed nimi ciasteczka. Miał zbyt ściśnięty żołądek, by móc w tym momencie cokolwiek przełknąć. Uniósł wzrok na Bathildę, zastanawiając się, czy naprawdę uważała, że słodycze i herbata to to, czego w tym momencie potrzebują. A może dolała do niego eliksiru płynnego szczęścia? Co prawda było to tak prawdopodobne jak to, że zaraz spadnie na nich meteoryt, ale i tak sięgnął po jedną z filiżanek. Od razu upił łyka, parząc sobie przy tym język, jednak gorący płyn rozlewający się po jego ciele sprawił, że Mętlik w jego głowie przestał tak szaleć. Słuchał informacji przekazywanych przez towarzyszy, zaniepokojony stwierdzając, że jego nie wniosą praktycznie nic nowego. - Znalazłem podobne informacje - powiedział, zerkając na Brendana i Margo. - Mogę dodać tylko tyle, że każda osoba budująca tą wieżę, zmarła w tajemniczych okolicznościach. Ocalał jedynie sam Lestrange i objęty jego mecenatem malarz, architekt i współprojektant wieży, niejaki Balon Fleetwell - przeleciał wzrokiem po obecnych, jakby chcąc się dowiedzieć, czy komukolwiek z nich znane jest to nazwisko. - Fleetwell tworzył magiczne labirynty, podobno niezwykle okazałe, ale słuch o nim zaginął na początku XIX wieku - dodał. To było wszystko, na co się natknął, choć spędził na poszukiwaniach naprawdę wiele godzin. Napił się jeszcze herbaty, doskonale zdając sobie sprawę, jak bardzo nie pasuje do tego grona. Dwoje uzdrowicieli, dwoje doświadczonych aurorów i... on. Jednak nie chciał bezczynnie siedzieć w domu, tylko czekając na najgorsze. Wbrew pozorom był gotów do walki.


Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
28 lat
Czysta
Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
10
5
3
22
1
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   11.03.17 18:57

W końcu nadszedł ten dzień. Dzień, na który czekał tak długo, jednocześnie z wytęsknieniem i obawą. Już odkąd zebrali się w kwaterze Zakonu, by dowiedzieć się o problemie, dyskutować o nim i postanowić o wzięciu spraw w swoje ręce, czuł pewne napięcie, które dopiero zaczęło kiełkować w jego trzewiach. Choć był w Zakonie od wielu miesięcy, tak naprawdę zawsze pozostawał za linią bezpieczeństwa, podczas gdy inni z uniesionymi głowami wychodzili zza niej, ryzykowali, a nawet oddawali życie w imię... no właśnie - czego? Mógł się jedynie usprawiedliwiać, spuszczając głowę i tłumacząc, że wtedy odsunął się od wszystkiego. Ale poczucie winy było w nim cały czas. Tak samo jak chęć walki, wzięcia sprawy w swoje ręce. I uratowania tych, którzy teraz potrzebowali ich pomocy. Tych, którzy byli im całkowicie obcy, ale również tych, którzy razem z nimi stawali w progach Starej Chaty, a których teraz brakowało. Nie chciał znów stać na cmentarzu i oglądać imion tych, którzy powinni tu ciągle być, wyrytych na szarych, zimnych nagrobkach. Miał dość cmentarzy jak na kilka ostatnich miesięcy. Dość.
Dzień ten jednak zdawał mu się najgorszym możliwym dniem na tego typu akcje. A wrażenie takie zakiełkowało w nim w chwili, gdy dowiedział się o pobycie Florence w szpitalu. Nie wiedział dokładnie co się stało, jednak nawet bycie pracownikiem Świętego Munga nie dawało mu biletu do odwiedzenia jej. Nie na wydziale chorób zakaźnych. Bał się, to oczywiste. Chciał być tam, pocieszać ją, mówić, że będzie dobrze. A na dobrą sprawę nawet nie wiedział co się stało. Czuł się okropnie.
Mimo to, krążąc po mieszkaniu i czekając na odpowiedni czas, czuł pewną wolę walki. A gdy ów chwila nadeszła, ubrał zwyczajowo jasno-szarą koszulę w kratkę, na nią zarzucając granatową marynarkę, a na nogi wciągając spodnie będące do niej kompletem. Na stopy wsunął czarne, wiązane buty, zaś na siebie zarzucił płaszcz, ponieważ nawet końcówka kwietnia nie sprawiała, że wieczory, noce i poranki pozwalałyby na bardziej lekki ubiór. Do kwatery udawał się z ostrożnością, często oglądając się za siebie i upewniając, czy na pewno nie jest śledzony. Gdy stanął w kuchni tuż po zdjęciu odzienia wierzchniego w salonie, nieświadomie obracał tkwiący na palcu pierścień zakonu. Czerwony kryształ, który zawsze zwykł nosić, wisiał niewidocznie na łańcuszku, na jego szyi, chowając się pod koszulą. Różdżka spoczywała bezpiecznie w jego dłoni.
Stanął i rozejrzał się po twarzy wszystkich z pewnym napięciem. Na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na starej Bathildzie, kiwając głową na powitanie i skłaniając się przy tym lekko na znak szacunku. Potem zawiesił wzrok na Floreanie, czując złość na niego, ale także na siebie za hipokryzje. Powinien być przy Florce, nie powinien ryzykować. Ale czy on sam nie mógł tego samego powiedzieć o Alanie?
Wysłuchał w spokoju słów Margaux, potem słów Brendana, a także Florka. W końcu i on złapał oddech, czując, że jednak przeczucie go nie zawiodło. Coś w bibliotece podpowiedziało mu, że to może się przydać, czy teraz, czy w przyszłości. Wyjął więc zwitek pergaminu, na którym krótko zanotował sobie o co chodziło, bo pamięć była przecież zawodna.
- A propos Barona Fleetwell'a - wtrącił dość nagle, na krótko po tym, jak Florek przestał mówić. Czując na sobie wzrok wszystkich, poczuł się nagle malutki. Ale złapał oddech i mówił dalej. - Natknąłem się w bibliotece na pewne bardzo ciekawe informacje prosto z publikacji Fleetwell'a. Pisze on o zastosowaniu transmutacji w architekturze. Wspomina o tym, że nawet materię nieożywioną i ożywioną można wykorzystać, za pomocą transmutacji zmieniając jej kształt i naginając do potrzeb. Wspomina także o animizowaniu ich jeżeli zajdzie taka potrzeba, a także o tym, że transmutacja ta jest wykorzystywana nie tylko w architekturze, ale również w dekoracji wnętrz. - Skończył, rozglądając się po wszystkich. Czy oni również myśleli o tym, o czym on myślał? - Czy tylko ja uważam, że wieża może być czymś więcej niż tylko wieżą?


|Sorki za ewentualne błędy, pisałam na szybko.





There are no escapes  There is no more world Gone are the days of mistakes There is  no more hope
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   11.03.17 19:45

Dwa dni – o dwa za dużo, by zwlekać, o wiele za mało, by zdobyć potrzebne informacje. Dlaczego wcześniej nie przewidzieliśmy takiego scenariusza? Dlaczego znów dopuściliśmy do tego, aby Ministerstwo zagrało nam na nosie? Czy wprowadzane dekrety i zmiany prawne nie nauczyły nas jeszcze, że ktokolwiek nie pociągał za sznurki, dążył do tego, by zdusić rebelię, zanim jeszcze zdążyła wybuchnąć?
Rząd rzucił nam rękawicę.  
Zamierzałem ją podnieść i splunąć władzom prosto w twarz. Nie mogliśmy pozwolić, by historia z Tower została powtórzona, choć opierając się o kuchenny stół i wysłuchując słów towarzyszy, z każdą chwilą uświadamiałem sobie, że w porównaniu do tego, co mogło nas czekać w Kruczej Wieży, Tower wydawało się spacerem. Próba odwzajemnienia uśmiechu Margaux okazała się bezskuteczna; zamiast pogodnej miny, kąciki moich ust zadrgały nerwowo, wyginając się nieznacznie w sposób bliższy grymasowi. I choć stwierdziła, że doszukała się niewielu informacji, tak naprawdę zrobiła więcej, niż pozostali. Gdyby nie ona, być może o aresztowaniach dowiedzielibyśmy się za późno.
Gdy Brendan zaczął mówić o klątwie, skrzyżowałem ręce na piersiach, niemo przytakując słowom aurora, jakbym kalkulował liczbę czekających na nas okropieństw – lub, co gorsza, okropieństw, na które mogli zostać skazani ci, których pojmano podczas przesłuchań. Wiedziałem, że poza kiloma członkami Zakonu Feniksa znajdowała się wśród nich także Magnolia. Nie wyobrażałem sobie Dziurawego Kotła bez jej niewyparzonego języka.    
- Czy któreś z was zagłębiało oklumencję? - Zmierzyłem wzrokiem każdego z osobna, gdy Weasley wspomniał o czarach mieszających w umyśle, licząc na to, że usłyszę choć jeden głos aprobaty.
Strzępki zebranych informacji budowały coraz bardziej ponury obraz miejsca, a po wypowiedzi Alana byłem niemal pewien, że przyjdzie nam zmierzyć się z miejscem przepełnionym zwodniczą magią. Krótkie, porozumiewawcze spojrzenie rzucone Brendanowi wystarczyło, by zakomunikować, że wcale nie podobało mi się to, co odkryliśmy.  
- Być może nie wszystkie przesądy należy ignorować. - Wtrąciłem w końcu. - Wierzono, że kruki silnie przyciąga obecność duchów zamordowanych. Symbolika tego ptaka jest zawsze podobna i złowróżbna. Niektóre podania przekazują, że po śmierci dusze ludzi o nieczystym sumieniu, a także tych, którzy skrywali wielkie tajemnice, są przez kruki porywane, a następnie więzione w ptasim ciele. Istnieje stary przesąd mówiący o tym, że noszenie kruczego pióra może uchronić od porwania, pozwalając ptakom wierzyć, że to ptasi duch, który opuścił ciało. - Wszak nawet zabobony miały gdzieś swe korzenie, wyrastając na zrąbie rzeczywistości. Niemal oczekująco spojrzałem w stronę Bathildy, licząc na to, że jako wybitny historyk będzie w stanie z naszych przekazów wydobyć esencję, która mogła nam umknąć.
Liczyłem na to, że nikłą wiedzę zrekompensuje mi posiadanie różdżki, która spoczywała w kieszeni lekkiego, ciemnego płaszcza. Dni były coraz dłuższe i cieplejsze, dlatego pod wierzchnim odzieniem miałem jedynie jasną koszulę, a także przytrzymywane na burgundowych szelkach granatowe spodnie, które wpuściłem w sięgające niemal do połowy łydki, skórzane kamasze. Na palcu lewej dłoni jak zwykle widniał niemal ascetyczny, drewniany pierścień Zakonu Feniksa, co mogli zauważyć wszyscy, gdy zdecydowałem się sięgnąć po jedno z ciastek, ale nawet cukier nie poprawił mi nastroju.
- Krucze patronusy często wybierają samotnych lub fałszywych. - Dodałem po chwili, gdy z odmętów pamięci przywołałem jeszcze jedną informację. - W opozycji do zwiastuna śmierci, mają też dobrą stronę. Symbolizują pamięć, długowieczność i wszechwiedzę.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   12.03.17 0:00

Bathilda uważnie wodziła spojrzeniem brązowych oczu od Margaux do Fredericka, przysłuchując się z namysłem temu, co przedstawiali sobie wzajemnie. Gdy zapadła między nimi cisza pokiwała siwą głową i jeszcze raz po nich spojrzała, nim przemówiła.
- To wszystko są bardzo istotne informacje. Bardzo dobrze się spisaliście, jednak jest to dopiero początek. Nie muszę wam mówić, że na wyspie Wight nie będzie zbyt wiele czasu na planowanie. Przemyślcie teraz wszystko dokładnie, moi mili, przeanalizujcie to, co odkryliście - posłała im jeszcze jedno, poważne i zarazem zmartwione spojrzenie, a następnie wstała ze strzyknięciem stawów. - Ech, starość nie radość - westchnęła, po czym podeszła do drzwi, odwracając się jeszcze raz do Zakonników.
- Pamiętajcie, że jesteście jednością. Działajcie jako jedno, tak będziecie najsilniejsi - oznajmiła, obdarzając całą piątkę ciepłym spojrzeniem. Frederick i Brendan mogli odnieść wrażenie, że we wzroku czarownicy coś się zmieniło, gdy dotarła do nich. Byli w końcu Gwardzistami, dobrze znali swoją rolę. I cenę.
- Nie lekceważcie starych tajemnic i przesądów, mogą być o wiele potężniejsze, niż przypuszczacie, miejcie to w myśli. Teraz niestety muszę was opuścić, ale wierzę, że podołacie. Nie zwlekajcie jednak zbyt długo z wyruszeniem i pamiętajcie, po co tam idziecie - zakończyła, uśmiechnęła się do nich z lekka smutno acz serdecznie i wyszła z kuchni zamykając za sobą drzwi. Piątka śmiałków tym samym mogła już liczyć tylko i wyłącznie na siebie.

| Tę kolejkę powinniście wykorzystać na opracowanie planu działania.
Na odpis macie 24 godziny.


Powrót do góry Go down
Margaux Vance
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t1789-margaux-vance https://www.morsmordre.net/t1809-parapet-margie https://www.morsmordre.net/t1791-margo https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t1817-margaux-vance
starszy ratownik magicznego pogotowia ratunkowego
27
Mugolska
Panna

all those layers
of silence
upon silence

20
0
0
32
0
0
3
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Kuchnia   12.03.17 18:19

Obraz, który wyłaniał się z mrocznych słów wypowiadających się kolejno członków Zakonu, wydawał się wysysać światło z pomieszczenia; przez większość czasu Margaux słuchała w milczeniu, starając się poskładać wszystkie szczegóły w pamięci, choć niektóre rozlewały się tam gwałtownie i niekontrolowanie, jak czarne kleksy na zapisanym starannie pergaminie. Nie chciała myśleć o wyłupujących oczy krukach, ani o czarnomagicznych klątwach nałożonych na mury, co do których nie mieli nawet pewności, że rzeczywiście były jedynie murami; nie chciała wyobrażać sobie niezliczonych ludzi umierających przy wznoszeniu wieży, o mogącym kryć się w środku labiryncie niebezpieczeństw, pełnym czyhającego na nich plugastwa, mieszającego im w głowach i odbierającego zmysły. Wiedziała, że ani tkwienie w złudnie bezpiecznych ramionach ignorancji i zaprzeczenia, ani nadmierne nakręcanie się, w niczym nie mogło jej pomóc, ale i tak poczuła się nagle dziwnie mała; czym była ich piątka wobec nieznanej magii, od lat rosnącej w siłę?
Czując ogarniające ją obawy, znów chwytała się myśli o Just: musiała sprowadzić ją z powrotem do domu, do ich bezpiecznego azylu, do fortu z poduszek; nawet w najbardziej przerażających i śmiałych wizjach przyszłości, nie wyobrażała sobie innej możliwości. Pamiętajcie, po co tam idziecie, powtórzyła sobie bezgłośnie, odprowadzając Bathildę wzrokiem, przez jedną żałosną sekundę mając ochotę poprosić ją, żeby została; nieuformowane jeszcze słowa zdusiła jednak w sobie, rozumiejąc, że to było ich zadanie – i że od tej pory mogli liczyć jedynie na siebie nawzajem.
Chociaż poprzednio zabrała głos jako pierwsza, teraz milczała, nie mając pojęcia, co mogłaby powiedzieć. Komentowanie przedstawionych faktów wydawało się bez sensu, zwłaszcza, że nie miała do zaoferowania żadnych gotowych rozwiązań; nie wiedziała nic o architekturze, nigdy nie przykładała się do transmutacji, a jej wiedza na temat oklumencji ograniczała się do podręcznikowej definicji, przeczytanej dawno temu. Co prawda praca w Czarodziejskim Pogotowiu czasami stawiała ją przed koniecznością uporania się ze skutkami czarnomagicznego zaklęcia, ale bardziej skomplikowane klątwy wykraczały już znacznie poza zakres jej umiejętności. Nie była też strategiem, zazwyczaj skupiając się raczej na wykonywaniu poleceń niż ich wydawaniu; miała jednak cichą nadzieję, że ta rola przypadnie któremuś z dwójki towarzyszących im aurorów.
Pochyliła się nieco na krześle, opuszkami palców rysując na wysłużonym blacie stołu niewidzialne wzory, przed oczami cały czas mając ministerialny korytarz i zgromadzonych na nim urzędników; eleganckie stroje, pudła z dokumentami i zapach unoszącego się w powietrzu kurzu, w jakiś sposób gryzły jej się z wizją tajemniczej, jakby wyjętej z mrocznych opowieści wieży. – Z tego co zrozumiałam, za… – zawahała się – …za nasz transport mieli odpowiadać pracownicy Ministerstwa. Jeżeli oni byli w stanie tam wejść, uwięzić pojmanych ludzi i bezpiecznie wyjść, to my też powinniśmy – powiedziała cicho, zdając sobie częściowo sprawę z tego, że najprawdopodobniej niewiele wnosi do dyskusji, ale wciąż nie potrafiąc połączyć drgających w dysonansie elementów w całość i naiwnie licząc na to, że wyrażenie wątpliwości na głos jakoś jej w tym pomoże. – Prawda? – dodała jeszcze ciszej, lecz jednocześnie pewniej, wodząc spojrzeniem po pozostałych. Mimo że sama misja nadal wywoływała w niej oczywiste obawy, zaczynał przeszkadzać jej bezruch; kto wie, może z każdą sekundą zbliżali się niechybnie do majaczącego niewyraźnie na horyzoncie za późno?




isn't it lovely, all alone?
heart made of glass, my mind of stone
tear me to pieces, skin to bone
hello, welcome home


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   12.03.17 19:15

Ani ciastko, ani słowa Bathildy, nie podziałały na mnie pokrzepiająco. Dopiero rozsądek Vance rzucił nieco światła na Kruczą Wieżę. Oznaczało to, że istniało bezpieczne wejście, a także sposób, aby uniknąć rzekomej klątwy – fakt, że nie potrafiłem go dostrzec, gotował mi krew w żyłach. Spojrzenie starszej kobiety niemal wypaliło we mnie dziurę na wylot; to ja – razem z Brendanem – przeszedłem próbę. To my byliśmy aurorami, przeszkolonymi do tego, by radzić sobie z najbardziej plugawą magią.
I choć znajdowaliśmy się jeszcze z dala od Wight, trudno było oprzeć się wrażeniu, że już zawodzę.
- Zanim znajdziemy się w środku, będziemy musieli prawdopodobnie uporać się z krukami. Same w sobie stanowią barierę, ale nie możemy wykluczyć, że wokół będą nałożone dodatkowe zaklęcia. - Z zebranych faktów starałem się wyciągnąć logiczne wnioski, choć czas nie działał na naszą korzyść. Powinniśmy już ruszać, a ja nadal nie miałem pomysłu, jak mogliśmy przeniknąć przez pierwszą linię obrony.
Myśl, Fantastyczny Panie Lisie.
- Z tego, co udało się nam dowiedzieć, wieża sama w sobie może podrzucać nam mylne tropy. Myślicie, że jej wnętrze może działać na zasadzie... schodów w Hogwarcie? Albo jak żywy labirynt? - Skoro wspomniany Baron specjalizował się w ich tworzeniu, nie wykluczałem, że budynek został wzniesiony w sposób, aby nikt z niego nie wyszedł. Zwłaszcza, jeśli w domyśle miał stanowić więzienie szaleństwa Lestrange'ów. - Być może będziemy się gubić. Jeśli uda się nam dostać do wewnątrz, a wierzę, że tak się stanie, warto będzie w jakiś sposób oznaczać miejsca, w których byliśmy. To też pomoże znaleźć nam drogę powrotną. - Przerwałem na chwilę, porządkując myśli. Dalej, Panie Lisie. Wciąż mało. - Nie jestem ekspertem, jeśli chodzi o transmutację - jak zwykle cierpiałem z powodu nieobecności Minerwy - ani tym bardziej oklumencję, ale liczę, że Veritas Claro pomoże nam odnaleźć się w murach wieży. Skoro iluzje są w stanie mieszać w głowach, powinniśmy trzymać się razem. Nie wiemy, w jaki sposób więzienie będzie próbowało nas oszukać, ale możemy ustalić sygnał, który pozwoli przynajmniej sprawdzać nam siebie nawzajem. - Mimowolnie podniosłem wzrok na Brendana, który jako jedyny był równie uczulony na weryfikowanie tożsamości i z własnego doświadczenia wiedział, że posługiwanie się unikatowym kodem potrafiło uratować życie.
A my mieliśmy ich do uratowania bardzo wiele.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
London calling
to the far away towns:
now war is declared
and battle come down.
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   12.03.17 20:57

Labirynty: doskonale, tego właśnie w tej zagadce brakowało. Krętych korytarzy, w których zgubią najpierw siebie nawzajem, potem samych siebie, a na końcu tych, po których tam przyjdą. Nie słyszał tego nazwiska, rad był, że Florean wyjaśnił im istotę sprawy: ale sam fakt, że architekt znał się na labiryntach, nie oznaczał jeszcze, że labirynt rzeczywiście napotkają. Transmutacja, jeszcze lepiej: nie było wśród nich nikogo, kto znałby się na tej dziedzinie magii. Na pytanie Foxa krótko pokręcił przecząco głową. Zarówno jego, jak i Bathildy słowa, utwierdziły go w przekonaniu, że być może przedwcześnie odsunął przesąd o działaniu kruków; w nich samych również tkwiła tajemnica. Mieli więc trzy czynniki: architekturę, kruki i klątwę crepito. Bathilda nie skomentowała ich doniesień - dała im wskazówki, ale drogę musieli odnaleźć sami. Z szacunkiem skinął głową, kiedy utkwiła w nim swoje spojrzenie, rozumiał je. Rozumiał, co próbowała przekazać - i nagle poczuł na swoich barkach ciężar odpowiedzialności, bo to po nim i po Fredericku oczekiwano w tym momencie więcej, niż od pozostałych. Przeszli próbę, oddali Zakonowi wszystko. Oddali swoją krew i swoje życie. Dalsza droga - i przyszłość - była oczywista i czarna jak nocne niebo.
Przeniósł wzrok na Margie, kiedy zabrała głos, lecz kiedy szukała potwierdzenia - nie odpowiedział. Nie, właściwie - nieprawda. Ministerstwo było dobrze przygotowane i z jakiegoś powodu zaciągnęło tych ludzi akurat do kruczej wieży. Być może mieli ją starannie przestudiowaną, być może robili to latami, nie kilkoma dniami, być może znali sposób, by ominąć te wszystkie zabezpieczenia. Być może tak. A być może nie - wszystko, co mieli, to tylko czcze spekulacje, co do których dopiero się dowiedzą, czy znajdą potwierdzenie w rzeczywistości. Żadne z nich nie miało nawet mapy, żeby faktycznie zastanowić się nad planem podejścia do budynku.
- Krucze pióro, mówiłeś - odezwał się po dłuższej chwili, kiedy umilkł głos Fredericka. - Przesąd, czy nie... myślę, że powinniśmy spróbować sprawić sobie po amulecie na sam początek. Jeśli istnieje choć cień szansy, że to może zagwarantować nam spokój, warto spróbować - bardziej snuł refleksję, niż stwierdzał fakt. - Wśród dodatkowych zaklęć jest klątwa - przypomniał. - Hexa revalio to podstawa. Nie wiemy, na co konkretnie jest nałożona, ale jest bardzo niebezpieczna. Bez oczu żadne z nas nie przyda się na tej wyprawie.
Skinął głową: oznaczanie drogi wydawało się konieczne. Najprostszy sposób na pokonanie każdego labiryntu - a zarazem jedyny skuteczny. Podobnież zgadzał się z aurorem w kwestii iluzji, przejrzenie przez nią może się okazać kluczem do sukcesu.
- I na koniec - dodał, mimowolnie zerkając na drzwi, za którymi zniknęła Bathilda, liczył ja jej mądrość i usiłował wyciągnąć rady przemycane przez nią pomiędzy wierszami - powinniśmy unikać rozdzielania się. A jeśli przyjdzie taka konieczność, musimy pamiętać, by równoważyć nasze umiejętności. Margaux, Alan, będziecie wtedy musieli iść osobno. - I my też, Fox. Ale o tym wiemy.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   12.03.17 23:40

Uważnie słuchał słów swoich towarzyszy, starając się zapamiętać wszystkie przekazywane przez nich informacje. Niestety każda kolejna okazywała się gorsza od poprzedniej, co tylko pogłębiało niepewność drzemiącą we Floreanie. Wiedział, że odpowiednie nastawienie potrafi zdziałać cuda, toteż nie chciał szerzyć niepotrzebnego pesymizmu. - Fleetwell nie był baronem - automatycznie poprawił Alana, jako historyk zawsze odczuwając potrzebę trzymania się znanych szczegółów. Od razu zasłonił pół twarzy filiżanką, postanawiając upić kolejny łyk ciepłej herbaty, bo to chyba nie był odpowiedni moment na takie uwagi. Co mógł dodać? Na architekturze nie znał się najlepiej, o krukach i oklumencji nie wiedział niczego, a choć trochę uczył się transmutacji to wciąż nie był w niej mistrzem. - Veritas Claro to nie jest proste zaklęcie, ale wydaje się najrozsądniejsze. Do głowy przychodzi mi jeszcze Divirgento, ale to już wysoce zaawansowana transmutacja - zauważył, odstawiając filiżankę z cichym brzdękiem na spodeczek. W końcu każda informacja mogła okazać się przydatna. Frederic i Brendan zdążyli powiedzieć o wszystkim najważniejszym, nie pozostawiając Floreanowi pola do popisu, niemniej zgadzał się z każdym ich słowem. Najbardziej skupił się na wzmiance o kruczym amulecie, zastanawiając się skąd taki zdobyć, szczególnie teraz przed samą misją. - Teraz z tym amuletem może być ciężko. Albo upolujemy jednego ptaka już na wyspie - co może rozjuszyć całą resztę i wyjdziemy na tym jeszcze gorzej - albo przetransmutujemy coś w piórko - co kruki mogą wyczuć i tak czy owak wyjdziemy na tym źle. Tylko czy mieli inne opcje? Florean jedynie kiwnął głową na resztę słów Brendana - razem z Lisem wyczerpali temat i nie miał nic mądrego do dodania. Zerknął tylko na Alana, zastanawiając się jak sobie radzi z myślą o Florence i czy jako uzdrowiciel miał okazję ją odwiedzić.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   13.03.17 0:40

Czas mijał nieubłaganie - zza ściany dobiegł do uszu Zakonników dźwięk zegara mieszczącego się w salonie obwieszczający, że wybiła dziesiąta.

| Czas przeznaczony stricte na przygotowanie się przed wyruszeniem na Wyspę Wight minął. Możecie założyć, że znacie miejsce zbiórki i jesteście w stanie się tam teleportować.
Alan otrzymuje pierwsze ostrzeżenie dotyczące braku odpisu. Jeżeli nie wykaże aktywności w rozpoczynającej się właśnie kolejce Mistrz Gry uzna, że został w Kwaterze. Radzę dobrze przemyśleć sytuację - jest to jedyny moment, w którym bez konsekwencji można zrezygnować z udziału w wydarzeniu.
Rozgrywkę kontynuujecie tutaj.

(Garrett i Crispin mogą bez przeszkód kontynuować swoją prywatną rozgrywkę w tej lokacji.)


Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   19.03.17 15:27

zatem kontynuuję

Crispin milczał - czy oznaczało to, że zmienił zdanie? Że dokonał zdrady wcześniejszych ideałów nie po to, by ostatecznie przekroczyć granicę pomiędzy dobrem a złem, na której balansował, a wyłącznie dla własnej wygody? Na czas przedłużających się sekund zapadła cisza; cisza przerażająca, wgryzająca się w umysł, drażniąca zmysły i sprawiająca, że... że w sercu Garretta zaczął buchać ogień - mocny, niepowstrzymany, rodzący irytację tak wielką, że nie potrafił zamknąć jej nawet w objęciach najskuteczniejszej oklumencji.
Bądź po prostu nie chciał - ale nie miało to już znaczenia.
- Rozumiem - powiedział cicho, cierpko, pozostawiając twarz niewzruszoną najmniejszym grymasem. Przez chwilę przypominał rzeźbę - wyostrzał rysy cięte w marmurze i tylko jego oczy wrzały, wrzały gniewem i czystym zniecierpliwieniem. Odepchnął się mocno od blatu, o który się oparł i zanim zaczął kroczyć w stronę zdrajcy, zamknął jeszcze mocno palce na uchwycie własnej różdżki, a drugą, lewą dłoń zacisnął w pięść.
Stojąc na przeciwko Crispina, zawiesił na nim naznaczone złością spojrzenie wyłącznie na chwilę - a potem wyprowadził cios prosto w jego twarz, nie przejmując się konsekwencjami, nie przejmując tym, że może zrobić mu realną krzywdę (może właśnie tego chciał); uderzenie jednak, mimo że dało mu wątłe poczucie chwilowej, chorej satysfakcji, nie ukoiło rozszalałych nerwów. A gdy przypomniał sobie, że dziś te pomioty zdecydowały się ich zaatakować w celu wydobycia informacji oraz, być może, dokonania mordu, ciśnienie wzrosło mu jeszcze mocniej. Kto jeszcze był w niebezpieczeństwie?
- Nazwiska, Russell - odezwał się powoli, lodowato, gorzko, bez żadnych oporów przykładając mu różdżkę do gardła - jeżeli przyjacielska rozmowa wyzbyta przemocy nic nie zdziała, porozmawiajmy inaczej. - Kim jesteście? Kto wam dowodzi? - Przerwał na chwilę, ale nie opuścił różdżki. Przez okno przebiła się srebrzysta poświata - Patronus w postaci ogiera, który zaraz odezwał się głosem Benjamina Wrighta. Garrett nie spoglądał na niego, nieprzerwanie wbijając spojrzenie w Crispina, jedynie wyłapywał padające słowa; wysłuchał posłańca w uwadze, w milczeniu i dopiero po tym jak zniknął (Garry nie skomentował zajścia nawet półsłówkiem), znów zaczął mówić. - Ile o nas wiecie? - Bo wiedzieć musieli, inaczej nie podjęliby próby ataku.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   19.03.17 15:27

The member 'Garrett Weasley' has done the following action : rzut kością


'k100' : 75


Powrót do góry Go down
Bathilda Bagshot
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t4085-o-bathilda-bagshot https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net
historyk magii
136
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   19.03.17 17:37

Bathilda Bagshot wkroczyła do kuchni energicznie dokładnie wtedy, gdy pięść Garretta leciała w Crispina. Milczała, kiedy rozległo się nieprzyjemne chrupnięcie i z nosa Russela poleciała krew.
- Jest lepszy sposób - zwróciła się lodwatym głosem do Garretta kładąc mu dłoń na ramieniu. Sama wyciągnęła własną różdżkę i przytknęła ją do skroni byłego Rycerza.
- Nie walcz ze mną - choć zdawało się to niemożliwe, jej głos stał się jeszcze zimniejszy. Przed oczami Crispina stanęły nagle wspomnienia ostatniego spotkania, w którym uczestniczył. Miał wrażenie jakby jego myśli wyciekały do przyłożonej różdżki. Nie stracił jednak kontroli nad wiodącym umysłem. W każdej chwili mógł przerwać wyciekanie informacji.
Za Bathildą do kuchni wkroczył dumnie unosząc ogon biały kot, który ocierając się o nogi Weasleya, wpatrywał się w krwawiącego z nosa mężczyznę.

|Na odpis macie 24 godziny.
Crispin, możesz przerwać odbieranie wspomnień przez Bathildę. Nie jest wymagane rzucanie kością, wystarczy, że zaznaczysz w poście, że się na to nie zgadzasz.




Ja, światło w ciemności, iskra pośród bezkresnej nocy...

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kuchnia   19.03.17 21:43

Po tym, jak knykcie Garretta z impetem zderzyły się z twarzą Russella, uniósł wzrok; napotkał spojrzeniem wchodzącą do pomieszczenia Bathildę i jej wyostrzone chłodem (i złością? czy to była złość?) rysy. Zdziwiła go jej obecność - nie dostrzegł staruszki w momencie, w którym przemieszczał się pospiesznie przez wąski korytarz chaty i nie spojrzał pokątnie w stronę salonu, w którym musiała wtedy przebywać. Chciał spytać, z jakiego powodu - wiedząc jednak, że nie otrzyma odpowiedzi, milczał. Wciąż wbijał koniec różdżki w gardło przesłuchiwanego i dopiero chwila, w której poczuł na ramieniu dłoń kobiety sprawiła, że wycofał się o krok - nie przestawał jednak z uwagą mierzyć do Crispina, gotów na powstrzymanie każdego jego ruchu.
- Napadli nas w trakcie aurorskiego patrolu - powiedział Bathildzie, wreszcie powoli opuszczając różdżkę i przypatrując się temu, co czyniła; wciąż targał nim gniew, choć w mniejszym stopniu niż wtedy, gdy dawał mu ujście, wykonując mocny cios. Teraz jego palce plamiła krew. - Mnie i Brendana. Dwóch mężczyzn, jednym z nich był Crispin Russell, ten tutaj - wskazał go brodą - oraz kobieta. Ponoć chcieli rozmawiać. Mam różdżki całej trójki. Określenie ich tożsamości powinno być formalnością. - Na chwilę zamilknął, w ciszy przyglądając się mającej miejsce scenie - przez chwilę czuł się jak widz w teatrze absurdu. Trwało to tylko ulotne sekundy; nie miał czasu na wewnętrzne dywagacje. - Russell - zaczął, nie wiedząc, jak dobrać słowa - zdradził swoich towarzyszy i zdawał się gotów powiedzieć wszystko, co wie, dlatego chciałem przesłuchać go w bezpiecznym miejscu. Zapewnić immunitet. Ale najwidoczniej to tylko spisek - ciągnął, znów rodziła się w nim złość - wbił spojrzenie w Russella, chcąc przeszyć nim mężczyznę na wskroś, obnażyć ze wszystkich sekretów, zrozumieć, dlaczego decydował się grać, czynić wszystko, czego się dopuszczał. Wypuścił nosem głośno powietrze. - Brendan z Benem przesłuchują drugiego mężczyznę. Kobieta uciekła, obracając się w czarną mgłę. Czarną jak magia, której była pochodną. - Zmarszczył lekko oczy, spoglądając teraz na Bathildę, nie na Crispina. - Nigdy wcześniej nie miałem do czynienia z niczym podobnym, pani Bagshot. - Przeniósł spojrzenie na ocierającego się o jego nogę, białego kota. Tego samego, który obserwował go beznamiętnie, gdy wykrwawiał się podczas Próby.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 6 ... 9, 10, 11 ... 15  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Stara chata-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18