Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Wejście do rezerwatu   19.01.16 20:06

First topic message reminder :

Wejście do rezerwatu

Rezerwat Albionów Czarnookich nieopodal Dover chroniony jest licznymi zaklęciami odstraszającymi nie tylko mugoli, ale i czarodziejów, a zwłaszcza kłusowników. Ukryty w lasach, tuż przy klifach, przeszklony budynek nad wejściem ozdobion jest herbem rodu Rosier - fundatorów tego miejsca - a zamknięte wrota, do których prowadzą strome kamienne, obrośnięte mchem schodki, otwierają się same jedynie przed upoważnionymi do przejścia czarodziejami. Ścieżki rozwidlające się od bram prowadzą ku ogrodom, gdzie bezpiecznie chowane są smoki o białych jak księżyc łuskach i czarnych jak noc ślepiach. 
Za wrotami znajduje się niewielki przedsionek wraz z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Niewielkie przeszklone pomieszczenie odgrodzone jest od dalszych korytarzy magicznie zabezpieczonymi drzwiami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 44
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   20.09.17 19:19

Skinął głową na dźwięk jego słów, ostrzegawczo i lodowato, właśnie tak było: nie potrzebują porządku ani naprawy. Może trochę, ale to nie było żadnym problemem - wszystko było w porządku. Może przydałoby się sprzątnąć zwłoki za oknem i odremontować kilka rozwalonych dachów, ale to były drobiazgi - absolutne drobiazgi, które zostaną naprawione. Mordercza w iskra w jego oku sugerowała, że nie ma ochoty kontynuować tego tematu. Wystarczy mu tydzień, może trzy albo dwadzieścia, i doprowadzi to miejsce z powrotem do doskonałego stanu. Na pewno.
Nie podał ręki półolbrzymowi, lecz dostrzegł minę jego właściciela, skwitował ją lekko pobłażliwym i kategorycznym uśmiechem. I tak czynił im przysługę, pozwalając się temu pałętać po swoich włościach - w każdej chwili mógł przecież stracić nad sobą panowanie, wpaść w szał i zniszczyć więcej, niż wokół zniszczonego już było. Wierzył, że każda bestia powinna przede wszystkim rozumieć jedno - kto jest panem, a kto tylko bestią, a konsekwencja była absolutnie niezbędna, żeby tę spokojną homeostazę osiągnąć. Nie ustępował, nigdy, choć oczywiście, że zwierzęciu nie zawsze się to podobało - srogi wyraz twarzy jako zwiastun buntu pupila nie umknął jego uwadze, ale też żadnym ruchem ciała nie pokazał, żeby ten gest go poruszył - nie traktował go jako równego sobie, traktował jak pupila, istotę niższą, mniej bystrą, jak zwierzę: a zwierzę nie zawsze wiedziało, że to, co się z nim i wokół niego działo, musiało dziać się tak, a nie inaczej. Nie wątpił, że pojmowanie społecznych norm znajdowało się poza jego rozumieniem - co potwierdził zresztą późniejszy opryskliwy komentarz, na który zareagował jedynie subtelnym uniesieniem kącików ust.
- Nie przeszło mi to przez myśl - odezwał się do niego po raz pierwszy, wciąż z pewną pobłażliwością, przeszytą ironią, trwając w przekonaniu, że półolbrzym nie będzie w stanie jej pojąć. Na krótką chwilę złapał jego spojrzenie, nie bał się go. Z pewnością jego fizyczna siła robiła imponujące wrażenie, ale Tristan specjalizował się w okiełznywaniu magicznych stworzeń - a moc magiczna, którą dysponował on, pozostawała od mięśni znacznie potężniejsza. Nie przestawał go jednak obserwować z pewną fascynacją iskrzącą w oku, przez krótką chwilę zastanawiając się, czy ten cały Matt nie chciałby odsprzedać tego giganta. Przydałby mu się w rezerwacie. - Doskonale - odpowiedział już Bottowi, powracając ku mężczyźnie spojrzeniem. Nie poddawał ich słów wątpliwość, wyglądali na takich, którzy poradziliby sobie w najgęstszych mrokach Londynu, z zadowoleniem przyjął również sugestię, jakoby posiadali na tym polu pewne doświadczenie. Nie był pewien, czy sprawiali wrażenie skrupulatnych, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka - wyglądali na skutecznych, a to było najważniejsze.
- Wszystkie materiały zostaną zagwarantowane, ale może być potrzebna pomoc w ich przetransportowaniu na miejsce - rzucił krótko okiem na półolbrzyma, zrobiłby to szybciej, niż jakikolwiek czarodziej. Zaklęcia mogły obniżyć wagę i wielkość desek, gwoździ, drewnianych beli, ale równie dobrze mogły je po prostu zniszczyć: a na to nie mogli sobie pozwolić. - Szczegóły prześlę listownie, kiedy przygotowania zostaną zapięte na ostatni guzik. Sądzę, że to nie potrwa długo, złożę powiadomienie bezzwłocznie, gdy zakończymy prowadzić... - przez chwilę szukał eufemizmu - pertraktacje handlowe, a nasz architekt skończy rozrysować plany. Nie ukrywam, że zależy nam na czasie. - Nawet nie dostrzegł, kiedy zmienił liczbę na mnogą. - I liczę na pośpiech - nie miał pojęcia, ile właściwie taki remont zajmuje czasu, ale wiedział, że go to nie interesowało - robota miała być zrobiona szybko. Nie mogli czekać długo - z tego powodu nie zamierzał też na pracach oszczędzać, sprawa naprawdę była ważna. Raz jeszcze obrzucił półolbrzyma krótkim spojrzeniem, był w stanie wykonać pracę za dwóch, a może nawet trzech dryblasów.
- Jeśli nasza współpraca - lub raczej wasza praca - przebiegnie sprawnie - w znaczeniu: tak szybko, jak się da - zapłacę dwieście galeonów - nie proponował wynagrodzenia na głowę, praca półolbrzyma była warta więcej, ale półgłówkowi na nic nie były potrzebne pieniądze, był przekonany, że właściciel weźmie je dla siebie i nie zamierzał się w to wtrącać. - Czas i jakość wykonanej usługi zrewiduje moją propozycję - przestrzegł, bo Biała Wywerna naprawdę musiała stanąć picuś glancuś w perfekcyjnym stanie. - Ufam, że to zadowalająca kwota - nie zamierzał się targować, zdawał sobie sprawę z tego, że płaci dużo, być może więcej, niż tacy jak oni kiedykolwiek mieli w ręce. I również - dużo wymagał.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/29
SPRAWNOŚĆ : 28/44
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   24.09.17 0:46

A to skurwysyn.
Patrzyłem na to jak wygina usta w pobłażliwy uśmieszek, a potem niemalże staje się chodzącą fontanną swojej wspaniałości. Zupełnie jakby był walonym wyjątkiem mogącym wkładać ręce do ognia bądź ślizgać gołym tyłkiem po nieoszlifowanej desce naszpikowanej rdzewiejącymi gwoździami.
Patrzyłem wiec jak wkłada przysłowiowy widelec w gniazdko zastanawiając się jak mocno go popieści, jak daleko był ten przeklęty kominek i czy w razie czego uda mi się z niego skorzystać nim ktokolwiek zareaguje. Czas jakby na chwilę zwolnił, a ja mógłbym przysiąc, że słyszałem, jak skórzana kurtka towarzyszącego mi półolbrzyma trzeszczy i skrzypi opinając spinającego się z gniewu właściciela. Przymknąłem oczy, a usta nałożyłem na siebie tworząc wąską kreskę nie spodziewając się niczego dobrego. Chwila ciągnąca się godzinę po której nastąpiła absurdalna wymiana zdań. Bez rękoczynów. Jak na razie. Bezszelestnie wypuściłem z siebie nadmiar wstrzymywanego powietrza starając się nie dać po sobie pokazać jak cholernie mnie ta cała sytuacja zaczyna przerastać. Nie miałem nad nią żadnej kontroli. Jedyne co mogłem zrobić to spróbować doprowadzić do jej końca. Poczułem więc ulgę gdy zaczęliśmy przechodzić do konkretów. Gotowy byłem podać nawet wagę, numer buta i długość chuja w zwodzie jeśli gość miał gdzieś pod ręką miarkę byle tylko przebrnąć przez ten cyrk bez uszczerbku na życiu bądź pozyskania kolejnego problemu do rozwiązania.
Padła kwota. Dwieście galeonów. Ogarnęło mnie oszołomienie każąc doszukiwać się w tym wszystkim jakiegoś podstępu. Zmierzyłem więc go uważnie ostentacyjnie wręcz obnosząc się z naturalną nieufnością. Postawa Rosiera świadczyła jednak o tym, że był co do swojej oferty poważny. Nie wątpiłem też, że jako lord może sobie pozwolić na szastanie podobnymi kwotami. Zwilżyłem usta, zerknąłem na Oliego. Nie mogłem tak po prostu się zgodzić. To nie pocieszyłoby Oliego. Zresztą mnie też. Nie podobała mi się wizja łaskawej wypłaty po.
- Chcemy zaliczki - odezwałem się ignorując pytanie o to czy kwota zadowala. Nie mogła nie zadowalać. Bardzo dobrze o tym wiedział. Nie chciałem zawieszenia wypłaty aż do końca zlecenia po tym, jak on ją oceni. Chciałem pieniędzy. Pewnych. Teraz.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 https://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 https://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t4880-skrytka-nr-1247#105726 https://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
Zawód : zbir
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
OPCM : 2
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 42
Genetyka : Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   26.09.17 20:03

Nie patrzę już nawet na niego. Na nikogo. Niech sobie tam pogadają, mnie to nie interesuje. Po prostu jak nie zapłaci, to nie kiwnę palcem. Szkoda. Pewnie odbudowywanie w takim razie zajmie mu więcej czasu - a czas ponoć jest bardzo cenny. Skoro jednak woli ze mną toczyć wojny, to trudno. Jasne, że trochę mi przykro na samą myśl jakobym miał nie dostać gotówki, no ale takie życie. Nie pierwszy i ostatni raz robi mnie w chuja. Do tej pory żyłem sobie jakoś bez kasy Rosiera, pożyję jeszcze dłużej. Może akurat napatoczy się ktoś inny? Trzeba mieć kurwa nadzieję, bo jak się jej nie ma, to tak strasznie smutno jest. Dlatego oglądam sobie makabryczne widoczki dookoła i tak sobie myślę, że przydałaby się jakaś przekąska. Odcinam się niemal całkowicie od tamtej dwójki. Zaczynam sobie nawet cholernie irytująco pogwizdywać, chowam dłonie do kieszeni. Ten knypek ma szczęście, że nie rozjusza mnie jeszcze bardziej bo chwyciłbym go za gardło szybciej niż zdołałby mrugnąć, a co dopiero wyciągnąć różdżkę. Obiecałem Mattowi, że nie będę świrować pawiana (czy to taki ptak kolorowy?), więc myślę sobie o jakimś kurewskim, spokojnym jeziorku. A w nim skrzynia wypełniona po brzegi galeonami. O, to mnie od razu uspokaja. Tylko brew mi drgnęła słysząc kwotę, jaką ten smarkacz oferuje. Ma chłop gest. Ale to chyba jedna jedyna jego zaleta - jestem pewien. W zasadzie to dobrze, że dalej patrzę się gdzieś tam, bo po jego twarzy stwierdziłbym, że serio się zakochał, a to chyba sprawiłoby, że bym go obrzygał. Szkoda żarcia, ale co zrobić.
Usłyszawszy pomysł z zaliczką, kątem oka spoglądam na Botta, który widocznie mu nie ufa. I dobrze, też mu nie ufam. Pewnie odwalilibyśmy brudną robotę, a ten od razu by nas olał. Nie z nami takie numery. Niby od niechcenia więc splatam palce ze sobą, wyginam je w drugą stronę - cichy chrzęst kości być może niknie w odgłosach dookoła. Ponawiając pogwizdywanie najpierw odpinam mocno rozdrapane guziki rękawów kurtki, a potem te same rękawy podwijam pod łokieć. Nie mówię nic - nie przytakuję, nie zaprzeczam, nie robię też gwałtownych ruchów. Dopiero po chwili obracam się znów przodem do nich, wgapiając oczekujący wzrok w arystoklatę. Wszystko w jego rękach, cholera.




no one cares

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 44
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   27.09.17 19:32

Uniósł lekko brew, słysząc żądanie. Nie spodobało mu się to - był lordem, zarządcą rodzinnego rezerwatu, właścicielem zaczarowanego baletu, człowiekiem z interesami obytym. Oni - byli ludźmi z ulicy. Nie miał zamiaru zapłacić im ani knuta w ciemno, a potem szukać ich po zapyziałych knajpach, gdzie mieli zamiar przepić całą wypłatę, nie kiwnąwszy przy budowie nawet palcem. Nie - na to się zgodzić nie mógł, sprowadziłby na siebie śmieszność, gdyby pozwolił się wykiwać w taki sposób dwóm chłystkom. Czy też jednemu - i jego uroczemu pupilowi, który niespokojnie zaczyna pogwizdywać. Nie zwrócił na to większej uwagi, wciąż wpatrując się w Matta - przypuszczał, że półolbrzym znajdował się na umysłowym rozwoju trzy albo czterolatka, nie wyżej, takie umysły nie potrafiły zbyt długo koncentrować się na jednej rzeczy - znudzenie i niecierpliwość wydawały się absolutnie naturalne, prawdopodobnie akurat minęło coś około kwadransa odkąd rozpoczęli tę rozmowę - fakt, że dość długo na niego czekali, wydał mu się na tyle nieistotny, że już o nim nie pamiętał. Podchodził do niego jak do szczeniaka, który po oswojeniu się z nową przestrzenią z wolna zaczyna coraz odważniejsze figle, jako niestrudzony mały odkrywca wiecznie szukając nowego zajęcia. Wydawał się w swoim znudzeniu nieszkodliwy.
Jego usta wciąż trwały w uśmiechu, już nie pobłażliwym, a wilczym, zamiast wyuczonej sztucznej uprzejmości na jego twarzy pojawiło się coś ostrzegawczego - rysy skamieniały, przyjmując wyraz silniej obojętny. Zaskoczył go, być może przez chwilę było to po nim widać, ale nie miał zamiaru pozwolić zbić się z pantałyku - potrzebował ludzi, ale mógł na ich miejsce znaleźć innych; dobrze wiedział, że to on rozdawał tutaj karty.
- Sto sześćdziesiąt - poprawił swoją propozycję, powoli cedząc każdą głoskę. Nie przyszli do niego stawiać warunków - a z pewnością nie tym tonem. Być może w innych okolicznościach buta tego człowieka nawet by mu zaimponowała, ale nie dzisiaj, dzisiaj był zły. Przedstawił im - jemu - hojną propozycję, którą chcieli jeszcze przedyskutować. W porządku, mogli dyskutować, ostatecznie jeśli zjedzie z ceną jeszcze niżej, to wciąż będzie godziwe wynagrodzenie za wykonaną przez nich pracę - być może tacy jak oni nie lubili żyć w zbytku. - Traktuję tę sprawę poważnie - przypomniał jeszcze, składając obie dłonie razem z tyłu pleców, wyczekująco przyglądając się rozmówcy - kątem oka dostrzegł podwinięte rękawy koszuli Ogdena, ale nie wyglądało, jakby ten gest zrobił na nim wrażenie.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/29
SPRAWNOŚĆ : 28/44
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   05.10.17 3:47

Ta robota, to było coś co mogło rozwiązać dwa problemy spędzające mi sen z powiek. Pieniądze i to, że przynajmniej do końca umowy Burke być może nie zrobi mi czegoś przykrego. W momencie jednak, kiedy w grę wchodziła opłata po, oznaczało to mniej więcej tyle, że nie tylko być może serce będę miał dalej tam gdzie powinno być, jednak też, że być może tak właściwie nie zobaczę nawet knuta po tym, jak zrobię to co ode mnie wymagano. Nie podobało mi się to. Chciałem mieć coś pewnego, lecz zapowiadało się na to, że nic mi po tym. Do tego niemalże czułem, jak gość ma ochotę brać mnie pod włos. Z jego wyniosłych oczu aż ziało proste przesłanie: moja oferta, moje zasady. Działało to na mnie jak płachta na byka sprawiając, że oferta niższej stawki zadziałała na mnie odwrotnie niż powinna
- To nie ma znaczenia - dalej chcemy zaliczki. Robota ma się odbyć w niewiadomym terminie, wiadomej okolicy, a my mamy jeszcze stawić się na skinienie palca gdy tylko pojawi się takie pragnienie - nie mam nic przeciwko temu... - o dziwo naprawdę nie miałem. Rozumiałem, jak pieniądz rządzi światem, jak sprawia, że można wymagać. Drażniło mnie jednak to jak oderwana od rzeczywistości była to oferta, to jak wymagał bym to ja obdarzył go zaufaniem, że pieniądze w ogóle zobaczę na oczy bo jest Rosier. Mowy nie było. Gdy się robi interesy na Nokturnie każdego należny uważać za krętacza i łgarza - ...ale to oznacza ze do tego czasu, nie wiadomo właściwie jak odległego, mamy związane ręce, a ja nie mam zamiaru żyć na tekturze i deszczówce czekając na sowę, a potem srać pod siebie myśląc czy w ogóle dostanę cokolwiek za tę robotę, czy też jednak będę musiał przeciągnąć swoją dietę do lipca - nie miałem pojęcia czy dobrze zaprezentowałem swoje obawy, wątpliwości. Nie miałem zamiaru się z nimi czaić i udawać, że ich nie mam. Strzelałem, że takie problemy dla szlachcica to pewnie jakaś abstrakcja.
- Dlatego chcemy zaliczkę. Powiedzmy przykładowo pięćdziesiąt teraz, a reszta może być zrewidowana po tym, jak zostanie oceniony czas i jakość wykonanej usługi - zacytowałem wiedząc jak wiele niewiadomych się pod tymi słowami kryje. Ale to nie musiało mnie tak boleć - jak zapewni mi kawałek czegoś pewnego to byłem gotowy stać się na to niewrażliwy. Nie powiem jednak, że nie czułem strachu. Nie byłem aż takim idiotą by czuć się tu pewnie. Nie zdziwiłbym się gdyby moja nerwowość była w tym momencie bardziej zauważalna. Pomimo tego byłem gotowy iść w zaparte by w końcu spróbować wywalczyć po raz pierwszy od dawna coś pewnego. Pokrzepiała mnie myśl że Wywerna spłonęła pod koniec kwietnia. Blisko dwa tygodnie temu. On wciąż szukał. Podniosłem na niego swoje spojrzenie.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 https://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 https://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t4880-skrytka-nr-1247#105726 https://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
Zawód : zbir
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
OPCM : 2
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 42
Genetyka : Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   10.10.17 15:17

Stawka drastycznie maleje. No cóż. Matt ma rację, nie będziemy robić za darmo. Tacy jak ci arystoklaci może i mieli kasę, ale honoru to wcale. Byleby się tym hajsem z nikim nie dzielić, bo to przecież ujma na honorze. Straszne. Tak jakby bardzo miał zubożeć, nawet jeśli rzeczywiście mielibyśmy go oszukać - a nie mieliśmy. Całkiem serio podchodzę do sprawy, ale ja nie jestem dobry w ględzeniu. Najchętniej to po prostu chwyciłbym go za gardło i miotnął w budynek, ale tak to interesu nie zrobimy. Czasem coś wiem, nawet jeśli wydaje się, że wcale nie. Niech się zatem cieszy, że poddaję się znudzeniu zamiast robić z niego plamę. Pozwalam mówić Bottowi, bo on to tak jakoś ładniej w te słowa układa. Co prawda używa jakichś cholernie trudnych wyrażeń, ale dobra tam. Nie muszę tego w końcu rozumieć. Dalej sobie pogwizduję, z podniesionymi rękawami, oglądam otoczenie. I czekam. A to czekanie tak kurewsko się dłuży.
Mam ochotę spytać, czy w końcu płaci czy mamy iść, ale się powstrzymuję. Czasem posiadam ten instynkt zachwiany czy jakiś tam. Nie chce nas to nie, pewnie zrobiłbym robotę szybciej i sprawniej niż troje ludzi, ale skoro nie chce, to nie. Do tej pory jakoś żyliśmy bez galeonów tego dziada, przeżyjemy i więcej. Załatwimy sobie jakąś lepszą fuchę, może to nawet lepiej, że nie będziemy musieli słuchać jego biadolenia i oglądać tego zakochanego we mnie wzroku, bo już mi się rzygać chce od tego wszystkiego. Robię się coraz bardziej głodny, chyba nawet donośne burczenie żołądka wyrywa się z mojego wnętrza. Chujowo tylko, że przyszliśmy w zasadzie na darmo. A mogliśmy w tym czasie robić coś pożyteczniejszego - na przykład chlać albo mordować. O, to byłoby super. A tak to straciliśmy kupę czasu, żeby się tylko wkurwić. Ale dobra, stoję dalej, drogę przebieram już nogami ze zniecierpliwienia. Olejmy go ciepłym moczem (nawet dosłownie) i wynośmy się stąd kolego. W ogóle to całkiem ciekawe, że temu palantowi zależy na jakiejś tam karczmie czy co to tam było, w dodatku na Nokturnie. Nie może sobie jebnąć pałacu w tym swoim Devon czy gdzie on tam mieszka? Chyba nigdy nie zrozumiem tych idiotów, co robić.




no one cares

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 44
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   11.10.17 1:54

Założył ramiona na piersi, zastanawiając się, co było nie tak z tym dwojgiem. Oferował im pieniądze, których najprawdopodobniej nie zaproponowałby im nikt inny za taką błahą robotę - była to tylko robocizna, a do takiej pracy zatrudnić ludzi wcale nie było trudno, na dobrą sprawę powinien się więc zniecierpliwić ich bezczelnością i arogancją i wystawić ich za drzwi; problematyczny pozostawał fakt, że Tristan nie miał innych chętnych - rozbudzone anomalie skutecznie odrzucały ewentualnych śmiałków. Nie dziwiło go milczenie półolbrzyma, zdumiałby go znacznie bardziej, gdyby faktycznie zrozumiał wartość pieniądza, którą Tristan im oferował i wziął udział w negocjacjach, nie bez powodu jednak pełnił tutaj rolę dobrze wyglądającego pupila. Pupila być może świadczącego o kompetencji tych dwojga w zakresie usług, których potrzebował, mimo wszystko zdawał sobie sprawę z tego, że półolbrzym mógł okazać się niesamowicie cennym nabytkiem. Być może bali się, że ich oszuka. Oni, podwórkowe dryblasy, obszczymurki, że on, lord Kent, wywinie im numer i sprzątnie im kasę sprzed nosa. Nie wątpił, że w ich stronach rozwiązywano podobne sprawy w taki sposób, co jedynie utwierdzało go w przekonaniu, że kontynuowanie tej rozmowy nie było rozsądnym pomysłem. Znacznie prościej było mu uwierzyć w niesłowność tych dwojga niż uznać własną reputację za gołosłowną - zwłaszcza, kiedy proponował im horrendalną stawkę za prostą pracę, nawet, kiedy zabrał z niej niemal połowę nadwyżki - to wciąż było znacznie więcej pieniędzy, niż płacono za podobne zajęcia przeciętnie, nawet pomimo... niesprzyjającej okolicy.
Dryblas przedstawił sprawę w prostych, ale znaczących słowach; wizja życia bez pieniędzy szczególnie jawiła mu się jako coś mało odrealnionego, nie znał smaku biedy i nie rozumiał ich problemów. Co więcej, niezbyt go one obchodziły - potrzebował dobrze wykonanej pracy, a nie wychowanków, których będzie utrzymywał, kiedy ci będą zbijać bąki w swoich kanciapach. Chciał mieć coś pewnego - tyle mógł zrozumieć i, tak, mógł mu to nawet dać, ale inaczej, niż w złotych monetach.
- Spiszemy umowę - oznajmił więc, nie będąc pewnym, czy ten człowiek w ogóle wiedział, czym umowa była. Nieistotne, większego gwaranta nie mógł im zaproponować. - Panie... Matt, raczy pan wziąć pod uwagę, że nie należę do szczególnie hojnych darczyńców; rozdawanie moich pieniędzy ubogim nie leży w kręgu moich zainteresowań. Zamierzam zapłacić za wykonaną pracę, nie oddać własne pieniądze na utrzymanie człowieka, którego przyszłość jest równie niewiadoma, jak jego zamiary. - I tak przeciągali strunę. Mógł dać im pieniądze teraz - a oni mogli zniknąć jutro. Nie była to kwota, która wywołałaby u niego znaczące zubożenie, ale tylko zarządzając siłą pieniądza można było pojąć jego potęgę; nie chciał popełniać błędów. - Umowa zagwarantuje minimalne wynagrodzenie po wykonanej pracy, uwzględni również ewentualny zadatek za jakość i - przede wszystkim - szybkość wykonanej pracy. Obejmie również szereg oczywistych i pospolitych usterek, których obecność obniży standardowe wynagrodzenie. - Założył ręce z tyłu, unosząc lekko podbródek, uchwyciwszy spojrzenie Botta. Trochę wyczekująco, a trochę pytająco. - Do ukończenia prac, nie dłużej, mogę zagwarantować wyżywienie - dokończył, kątem oka wyłapując półolbrzyma. Wolał załatwić to pomyślnie - jeśli mieli do tego czasu zdychać z głodu, ostatecznie mógł im zapłacić za świnię czy rosół; nie będzie to kosztowało więcej, niż kwota, którą odciął od wynagrodzenia.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 13/29
SPRAWNOŚĆ : 28/44
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   29.10.17 22:33

Spiszemy umowę - powiedział, a ja się poczułem zaskoczony. Nie było to coś do czego dążyłem i chyba nie było to coś czego on też sam z siebie chciał. Zacząłem się nad nim zastanawiać słuchając go dalej. Umowa na pergaminie była gorsza od tej przypieczętowanej zaklęciem, lecz obecnie nie groziła skończeniem z serią niefortunnie wyczarowanych przez anomalię noży w piersi. Była bardziej jednak wiążąca niż słowa - zostawiała jakiś ślad. A najwyraźniej oboje byliśmy w stosunku do siebie bardzo przezorni i nie ufni. Mi na prawdę ciężko było uwierzyć, że jakiś szlachcic był w stanie nokturnowej męcie (no nie oszukujmy się) zaoferować taki deszcz galeonów, a jemu że faktycznie się z tego wywiąże. Umowa wydawała się więc pewnym kompromisem, gwarantem. Lichym bo lichym, lecz nawet ja byłem w stanie dodać jeden do jednego by zrozumieć że jedynym rozsądnym. W końcu dzięki temu osiągnę jakąś pewność, a tego przecież chciałem. Z tego powodu zacząłem dyskusję. Kompromis.
Nie byłem tego do końca świadomy, lecz robiłem minę wyrażającą intensywne myślenie. Co jak co rzadko mi się to zdarzało. Do tego pełna micha - to bardziej niż dla mnie było korzystniejsze na pewno dla Oliego i jego trzech krowich żołądków. No ale nie można było uznać tego, za jakiś gest.
- W porządku. Niech będzie - uległem czując się z tym nieco nieswojo. Jakaś część mnie kazała mi jednak triumfować nad tym, że wyszło trochę na moje. Co z tego, że nie małym kosztem. Bo kosztem kilkudziesięciu galeonów ale ego się prężyło - Matthew Bott - będzie to potrzebne do tej no, umowy - przetarłem dłonią pod nosem pociągając nim nieznacznie.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 37
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 44
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wejście do rezerwatu   30.10.17 0:08

Z westchnieniem przyglądał się minie niejakiego Matta, zastanawiając się, ilu już czasu spędził na tej rozmowie - nie powinien poświęcać im aż tyle czasu. Nie powinien płacić im aż tyle. Szukał ludzi konkretnych i zdecydowanych, a ci tutaj wyraźnie przyzwyczajeni byli do stawiania warunków. W pewien sposób - szanował to u ludzi -  w tym momencie jednak zwyczajnie nie miał na to czasu. Czekało na niego wiele obowiązków - nie tylko w rezerwacie, ale i poza nim - a zebranie zespołu odpowiedzialnego za ukończenie napraw było teraz absolutnym priorytetem. Uniósł lekko brew, oczekując odpowiedzi - płaca, którą proponował, winna przecież momentalnie skłonić ich do ochoczego przystąpienia do wykonywania swoich obowiązków. Powinna, ale tego nie zrobiła. Finalnie, nokturnowa zgraja jednak łaskawie zgodziła się na absurdalnie polubowne warunki dyktowane jedynie pośpiechem, na krótko przeniósł wzrok na stworzenie przyprowadzone przez Botta, może przez moment jednak nie będąc pewnym, kto jest tutaj właściwie mózgiem operacji, może upewniając się, że znudzony zbyt długim przebywaniem w jednym miejscu półolbrzym wciąż tutaj stoi. Stał - a transakcja wydawała się dopełniona.
- Matthew Bott - powtórzył za nim, zapewne chcąc zapamiętać nazwisko, machnięciem różdżki przywołał samopiszące pióro, które na lewitującym w powietrzu pergaminie spisało podane nazwisko. Półolbrzym nie był istotny, wystarczyło nadmienić go z rasy pomiędzy punktami, Ollie wydawał się bowiem Tristanowi zaledwie pupilem, zwierzątkiem równie odpowiednim do tego zadania, co koń pociągowy. - Zrobimy to od razu - uznał, odwracając się w kierunku pióra, które rozwinęło kolejny pergamin. Zaczął mu dyktować warunki zgodne z podjętymi ustaleniami, wpisując niższą z podanych płac, dookreślając termin jedynie jako przyszły, wpisując Botta z nazwiska - i półolbrzyma bezosobowo. Dopiero, kiedy dwie kopie były gotowe, złożył na nie swoje podpisy, oczekując od Botta, by ten dokonał tego samego - jeden z egzemplarzy przekazał gościom, drugi, zwinął w rulon i wrzucił do kieszeni szaty, skinąwszy głową dwójce osiłków. Przez moment zawahał się, wiedząc, że finalizacja umowy winna zakończyć się uściskiem dłoni, dostrzegając jednak dłoń Matta przesuwającą się pod nosem, którym pociągał, wyraźnie z tego zrezygnował. Papier był dowodem, dowodem na koneksje i powiązania z Białą Wywerną, ale powiązania te były tak oczywiste, że ich ewentualne wykrycie wydawały się Tristanowi niegroźne. Udział w remoncie spalonego budynku nie był - jeszcze - w tym kraju przestępstwem. Ostatecznie skinąwszy głową wycofał się wgłąb korytarzy, zostawiając dwójkę drabów samym sobie.

/zt x3 :pwease:





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Wejście do rezerwatu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Wzgórza rezerwatu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18