Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Główne wrota
AutorWiadomość
Główne wrota [odnośnik]19.01.16 20:06
First topic message reminder :

Główne wrota

Rezerwat Albionów Czarnookich nieopodal Dover chroniony jest licznymi zaklęciami odstraszającymi nie tylko mugoli, ale i czarodziejów, a zwłaszcza kłusowników. Ukryty w lasach, tuż przy klifach, przeszklony budynek nad wejściem ozdobion jest herbem rodu Rosier - fundatorów tego miejsca - a zamknięte wrota, do których prowadzą strome kamienne, obrośnięte mchem schodki, otwierają się same jedynie przed upoważnionymi do przejścia czarodziejami. Ścieżki rozwidlające się od bram prowadzą ku ogrodom, gdzie bezpiecznie chowane są smoki o białych jak księżyc łuskach i czarnych jak noc ślepiach. 
Za wrotami znajduje się niewielki przedsionek wraz z kominkiem podłączonym do sieci Fiuu. Niewielkie przeszklone pomieszczenie odgrodzone jest od dalszych korytarzy magicznie zabezpieczonymi drzwiami.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 24.04.19 1:02, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główne wrota - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Główne wrota [odnośnik]01.11.18 19:28
Nie zdawał sobie sprawy z tego, co czuł, bo nie znał stanu, w którym się znajdował. Nie potrafił go nazwać, a skoro nie potrafił tego zrobić, nie miał świadomości o istnieniu rozdarcia między czysto ludzkimi odruchami, a odpowiedzialnością oraz szlacheckimi zwyczajami. Zamknięci w klatce utkanej z konwenansów, konsusów i, zdawać by się mogło, zasad świata idealnego, nie mogli zaczerpnąć powietrza pełną piersią ani zobaczyć słońca, które czasami wnikało przez oddalone od więzienia okno. Czym były te promienie, które widział? Co je powodowało? Jak wyglądały naprawdę? Nigdy nie dostał odpowiedzi na te pytania w dzieciństwie, w dorosłym życiu tym bardziej, dlatego nie potrafił trafić w odpowiednie miejsce wraz ze swoim nieudolnym postępowaniem. Wszystko dla niego zawsze miało racjonalne wytłumaczenie, lecz gdy dochodziło do tak silnych relacji między ludźmi, gubił się. Jak wtedy gdy nie wiedział jak zareagować na postać ze swoich snów, spotkaną tak po prostu na schodach własnego domu. Jak wtedy gdy dostał w twarz wiadomością o zaręczynach. Jak wtedy gdy powiedziała mu, że mu ufa. Nie powinna była tego robić. Jego dłonie zbrukane były krwią aż po łokcie i karmazynowa fala wiodła dalej, nie zamierzając zatrzymywać się, aż nie pochłonie go całego. Twarz już dawno znaczyły ślady okrutnej walki o przetrwanie, którą wygrał wraz z przeraźliwym wrzaskiem rudowłosego. Niosący się wiele kilometrów między labiryntem drzew miał w końcu ucichnąć, pozostawiając Morgotha w amoku ciepłych, zasychających powoli na jego skórze skrzepów. Pamiętał ten zew krwi i chęci upolowania zdobyczy. Takim człowiekiem potrafił być, dlatego nie poczuł się zaskoczony, gdy Marine zawtórowała mu, odsuwając się, umykając przed tym brudem i nieczystością, którą w sobie niósł. Obserwował jej twarz, lekko zmarszczone brwi, zmarszczki znaczące czoło, gdy charakterystycznie je marszczyła w marsowym wyrazie. Wiedział, że postąpił błędnie, słuchając się serca, a nie rozumu i kolejny raz dostawał nauczkę. Czy nie było to oczywiste? Ile jeszcze razy miał iść tą drogą i ile razy miał się uczyć, by w nią nie skręcać?
- Rozumiem - odparł, prostując się i przejeżdżając dłonią przez włosy, czując, że znów ją zawiódł. Dobrze więc. Miał nauczyć się, że ów dystans, narzucony dystans, nie był niczym złym, a wręcz poszukiwanym. Ich bolesne, dziwne, niespotykane wręcz początki nie oznaczały łatwej przyszłości, a skoro właśnie tego chciała - niech i tak będzie. Chłód zmroził go i przywrócił do trzeźwości umysłu, którą na co dzień się odznaczał. Tak i teraz wszystkie emocje wyparowały, zostawiając go pustego i z obliczem tak typowym przy innych postaciach. Patrzył na nią jak ona na niego, lecz nie mogła już dostrzec dziwnego przejawu niepewnego wahania i kolaboracji. Anihilacja nadciągała i Yaxley miał pozostać sobą - niezmiennym, twardym i kamiennym. Dokładnie takim jak każdy inny przed nim. I po nim. Wiedział, że poruszała ważne kwestie, uzewnętrzniając się i opowiadając mu o tym, czego nie mogła nieść sama. Czego nie mogła nieść długo w swoim młodym i kruchym wnętrzu. Najwyraźniej to jemu miał przypaść ten obowiązek, by rozmówić się z nią, lecz nie oznaczało to jego niechęci. Pozbawiona obecności matki i uwagi ojca wyrosła i tak na o wiele lepszą szlachciankę niż jego kuzynki, które raniły go za każdym razem swoim absurdalnym zachowaniem. Przebywanie z nimi uzmysłowiło mu, że ten system, ich system nie był taki idealny, za jakiego go brali. Nie oznaczało to mimo wszystko, że był błędny. Był dostosowany do innych czasów, a teraz... Teraz wszystko było szalone. - Każdego dnia stajemy przed decyzjami większymi od nas, a jednak wciąż tu trwamy. Niepewność jest wpisana w nasze życia. Nie znam odpowiedzi na każdą z nich. Ty znasz? - spytał spokojnie, lecz jego ton nie przypominał już tego, którym obdarzał ją wcześniej. Niczym ojciec tłumaczący dziecku o regułach, na których opierała się rzeczywistość. Scena z Lilianą stanęła mu tak wyraźnie przed oczyma, jednak nie zatarła aktualnego stanu rzeczy. Nie zatarła mu twarzy narzeczonej, która najwyraźniej nie mogła pogodzić się z aktualnym stanem rzeczy. - Rozumiem - powtórzył ponownie, słysząc jej słowa. Nie mógł oczekiwać od osiemnastoletniej dziewczyny, że jedyne czego chciała to przedłużyć jego ród, oddając się mu nie tylko umysłem, ale również i ciałem. I wcale tego nie oczekiwał. Wiedział, że zaręczyny, tak prędkie i niespodziewane, były dla niej zaskoczeniem, a jakakolwiek wzmianka o spełnianiu małżeńskiego obowiązku działała niczym trucizna. Doskonale pojmował jej punkt widzenia, ale nie mogli sobie pozwolić na ten luksus docierania i poznawania lepiej. To było brutalne, lecz czy mylne? - Rozumiesz jednak, że życie przyspieszyło niebotycznie i nie wiadomo, ile czasu nam zostało? Że możemy nie zdążyć? - spytał, dobijając ją okrutnie, jednak mieli być szczerzy. A on nie zamierzał przedstawiać tego inaczej. Znała go jako opiekuna smoków, jednak nie o tę część swojego życia bał się najbardziej. Niezaznajomiona z przeciwnościami, którym musiał sprostać, mogła nie rozumieć wagi tych słów. Jej głębi i drugiego dna czającego się niczym zła wróżba nad głową Yaxleya. - Robiąc to, co robię, nie jestem w stanie określić, ile to jeszcze będzie trwało. Rok, dziesięć lat, pięćdziesiąt, a może tylko tydzień. Co zrobisz, gdy mnie zabraknie? Chcesz zostać sama do końca życia, niosąc na swoich barkach brzemię bezdzietnej? - Słowa cięły niczym nóż, którym wprawnie potrafił władać; nauczył się jednak, że ostrze werbalne potrafiło być o wiele groźniejsze od tego materialnego. Czy wizja szaleństwa samotnej młodej wdowy nie była aż tak daleka od realności? Zamknięta w swych komnatach i odcięta od wszystkiego... Ten obraz nie mógł się ziścić i jeśli go szanowała, chociaż odrobinę, musiała zrozumieć. Musiała przynajmniej starać się pojąć wagę tych słów. Chciał, żeby naprawdę im się udało współpracować i doczekać dni, w których staną ramię w ramię i przyznają, że dobrze spełnili swoje role. Wiodąc podwójne życie, Morgoth wiedział, że może tego nie doczekać.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]01.11.18 20:53
Nie widziała zabrudzonych krwią dłoni, nie słyszała warczenia wydobywającego się z wnętrza mężczyzny; nie znali się wszakże tak dobrze, by mogła domyślać się rzeczy, które trzymał w sekrecie tylko dla siebie. Być może chwaliła sobie umiejętność dojrzenia ponad jego powierzchowność, lecz nie śmiała twierdzić, że zajrzała w jego głębie i odtąd widziała już tylko prawdziwego Morgotha. Pewność siebie bywała zgubna, dlatego Marine nie zamierzała zakładać niczego pochopnie, wiedziała jednak, że mogą się okazać bardziej do siebie podobni, niż początkowo zakładali. To nie tylko charakter czy poglądy na pewne sprawy czyniły ludzi bratnimi duszami, ale umiejętność spoglądania na świat w podobny sposób i zbieżność oczekiwań także miały olbrzymie znaczenie w toku rozwoju każdej relacji. A ich nie była wcale zwyczajna i Lestrange na pewno nie miała nigdy o tym zapomnieć, nawet gdyby rutyna faktycznie spróbowała zawładnąć jej życiem – pamięć o sennym połączeniu miała trwać w niej już na zawsze. Oboje mogli uczynić z tego wspomnienie wzmacniające ich więź, lecz skorzystanie z tej szansy nie było wcale takie proste. Droga do siebie nie była łatwa, bo wcale taka być nie miała – czym byłby związek bez słodko-gorzkich momentów i wyzwań, które docelowo miały uczynić go silniejszym? To nie krew i grzechy widziała Marine, gdy spoglądała na twarz swojego narzeczonego i gdyby wiedziała, co dokładnie go trapi, dałaby wiele, by spojrzał na siebie jej oczami. Momentami strapiona twarz świadczyła o powadze, jakiej brakowało jego równolatkom, a czasem nawet i starszym czarodziejom. Morgoth jawił jej się jako nieugięty opiekun swojej rodziny i jej dobrego imienia, jakże mogłaby doszukiwać się w tej postawie jakichkolwiek braków? Chciała go poznawać i chciała, żeby on poznał ją samą, a jednocześnie dowiadywała się właśnie, że oboje mają różne spojrzenia odnośnie tego, ile czasu im pozostało. Panna Lestrange uważała, że była dopiero na początku swojej drogi, lecz słowa narzeczonego zabrzmiały tak poważnie, że poczuła się niczym głupia trzpiotka, myśląca tylko o sobie i swoich przyjemnościach.
A tak przecież nie było – chciała odkryć przed nim ten sekret, żeby razem opracowali rozwiązanie. Dlaczego więc miała wrażenie, że wyznanie nie zostało wcale dobrze przyjęte, mimo słów zapewniających o zrozumieniu? Czuła się tak, jakby ją zganił, chociaż ton jego głosu nie świadczył o wielkiej irytacji. Odpowiedziała, zanim zdążyła pomyśleć, a przecież tak bardzo starała się panować nad podobnymi wybuchami.
- Czy przeżywając dalej swoje życie zawsze już muszę mieć w myślach alternatywę na wypadek gdyby ciebie zabrakło? Cenię sobie umiejętność przewidywania nadchodzących ciosów, ale nie zamierzam popadać w paranoję – zsunęła brwi, patrząc na niego; nie chciała wyglądać na nadąsaną, lecz po raz kolejny zauważyła w nim tę niepewność odnośnie przyszłości, jakby spodziewał się, że za każdym rogiem może czyhać na niego niebezpieczeństwo.
Nie negowała takiej możliwości, bo naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, w jak ciężkich czasach przyszło im żyć, a na dodatek była doskonale świadoma posiadania sekretów, które mogły wpłynąć na takie, a nie inne postrzeganie różnych spraw. Nie znała jego tajemnic, lecz tych niewątpliwie było sporo, bowiem nie podejrzewała go o bycie paranoikiem – umiejętność chłodnej analizy sytuacji opanował chyba jak nikt inny. Jednocześnie obudził się w niej głos, który kazał przeciwstawić się tej wersji przyszłości, do której miała należeć.
- Zależy mi na tym, by wszystko między nami układało się pomyślnie – przyznała nie bez żalu, bo przecież wciąż czuła się jak skarcona wcześniej nastolatka – Zdaję sobie sprawę z tego, że możemy nie zdążyć, więc tym bardziej chcę wykorzystać do maksimum czas, jaki nam darowano.
Gdyby to jej nagle zabrakło, ułożyłby sobie życie od nowa bez problemu. Nieznośna myśl przemknęła jej gdzieś w głowie i osiadła w kłębowisku wszystkich tych, którymi karmiły się jej słabości. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, jak bardzo życie kobiet sprowadzone jest do roli przedmiotów bądź marionetek i nie zwykła była buntować się nawet we własnych rozmyślaniach.
Objęła się ramionami, choć wcale nie było jej chłodno.
- Zrobię jak zechcesz – przypomniała mu spokojnym głosem, bo przecież to jego pierścień nosiła na serdecznym palcu – Chciałam tylko żebyś wiedział co czuję.
Najwyraźniej miała pożałować tej spowiedzi, lecz jeszcze nie docierało to do niej tak mocno.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Główne wrota - Page 4 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Główne wrota [odnośnik]01.11.18 22:45
Czy przeżywając dalej swoje życie zawsze już muszę mieć w myślach alternatywę na wypadek gdyby ciebie zabrakło?
Nie odpowiedział. Wiedział, że jego odpowiedź dotknęłaby ją jeszcze bardziej, chociaż czy to nie ona powiedziała, że milczenie wyraża czasem więcej niż słowa? Bał się. Bał się jak ona, jednak ten lęk był skierowany zupełnie na coś innego. Ona dopiero stawała na początku dorosłego życia, a on czuł się jakby wszystko, co miał przeżyć, już miał za sobą. Opieka nad rodziną, która została mu z góry nałożona przesiąknęła do jego wnętrza tak silnie, że w każdym momencie mógł oddać swoje życie w imieniu wyższego dobra. W imieniu jej dobra. Byle tylko przetrwali, lecz nie jedynie egzystencją. Mieli być silni jak ich przodkowie, którzy znaczyli swoją ścieżkę krwią i żelazem. Wierni pradawnym prawom, które ustanowili. On też chciał do tego dążyć. Chciał być częścią rodu, na który nie zasługiwał, jednak dążenie do perfekcji zawsze stanowiło jego wielką słabość. Czy to w byciu odpowiednim szlachcicem, czy wykonując zadania typowe dla synowskich relacji, czy w patrzeniu na świat i dostrzeganiu ludzkich zachowań. Dążył do tego, by móc nazywać się Yaxleyem z krwi i kości, chociaż było wiele momentów, za które płacić miał do końca życia, odchodząc od wyznaczonej ścieżki. Lecz nikt nie miał cofnąć czasu i powiedzieć, by przestał i zawrócił. A każdy krok prowadzący go ku nieznanemu sprawiał, że krzywdził tym osoby wokół siebie, nie mając o tym pojęcia, a gdy dostrzegał skutki, było już za późno. Czy i tutaj nie było tak samo? Nie zachowując odpowiedniego dystansu, zapędził się w kozi róg, nie potrafiąc odpowiednio ocenić sytuacji, chociaż się tym szczycił. Krzywdził bliską mu osobę, z którą miał spędzić resztę życia niezwykle dotkliwie. Gdyby jej do siebie tak nie dopuszczał, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Chłodna kalkulacja byłaby czymś normalnym i nie wzbudzałaby w Marine aż takiego zmieszania, a milczenie nie wyjawiałoby tematów, o których rozmawiali. W których mieli zupełnie inne spojrzenie. Jak bardzo naiwny był w tym wszystkim, obarczając tak wieloma aspektami równie młodą osobę jak ona? Pozbawiona typowych dla niego doświadczeń, patrzyła na świat przez inny pryzmat i było w tym coś... Zachwycającego, jednak Morgoth zdawał sobie sprawę, że wszystko co było piękne, szybko zostawało pożerane w chaotycznym, plugawym jestestwie jadowitości i bezprawia. On dawno temu zatracił proste podejście do rzeczywistości, nie mogąc sobie nawet przypomnieć momentu, w którym to zaszło. Jednym z ostatnich wielkich zmian, które przeszedł, była wyprawa do Rumunii wbrew woli ojca, gdzie nauczył się nie tylko skomplikowanych zaklęć związanych z umysłami wielkich bestii, lecz również zapanował w nim gniew. Gniew, który nie ulotnił się. Stłumił na jakiś czas, uśpił, czekając na odpowiedni moment. Nie zdawał sobie sprawy z jego obecności, aż do teraz, gdy wszystkie wspomnienia z przeżytych wydarzeń uderzały w niego jedno po drugim. Kiedy zawodził. Kiedy wybierał źle. Kiedy mierzył się z konsekwencjami. Kiedy zadawał bolesne ciosy tym, których, jak twierdził, miał chronić. Lecz czy to zadanie nie wiązało się z tragedią narzuconą już od początków istnienia? Czy wiedza, siła, władza nie równały się z odpowiedzialnością? Nie widział innego wyjścia, a jeśli chciał to zrobić, chciał temu podołać, nie mógł trzymać blisko siebie osób. Były wtedy jego słabym punktem, jednak i to mu się nie udawało, bo gdyby ktoś zamierzał go skrzywdzić, doskonale wiedziałby jak to zrobić. Jakakolwiek szkoda wyrządzana jego bliskim wiązałaby się z podjęciem drastycznych środków, które nie mogły prowadzić do niczego dobrego. Bo czy ochrona matki nie złączyła się z poznaniem Lynn i nieadekwatnym przywiązaniem, wynikającym z manipulacji i głupoty? Na moment cel przysłonił mu wszystko inne, że zapomniał o czymś takim jak więzi. Stracił orientację w sytuacji i tak bardzo źle na tym wyszedł. Za bardzo się przywiązał. Za bardzo mu zależało. I dał się skrzywdzić; pozwolił na to. Wyciągnął z tego lekcję tylko po to, by później wkroczyć w dokładnie ten sam schemat. Nie mógł zrobić tego po raz kolejny. Nie mógł. Nie chciał, by rozproszenie, do którego mogła doprowadzić relacja z Marine, opętało go do tego stopnia, że zapomniałby o rodzinnych powinnościach i ciężarze, który wcale nie znikał z jego barków. Wciąż go niósł, lecz te momenty, w których wypierał jego istnienie, wytrącały go z równowagi i wbijały boleśnie w bruk.
Teraz słuchając jej słów, walczył sam z sobą, by się nie poddać. By nie pozwolić dojść jej bliżej, chociaż to wcale nie tego pragnął. Tak jak i ona chciał, żeby to małżeństwo było inne. Bo miało szansę takie być, jednak wiązało się to z wieloma niebezpieczeństwami, o których jeszcze nie wiedział. Nie oznaczało to, że nie zdawał sobie sprawy z ryzyka, jakiego chcieli się podjąć. O jakim mówiła jego narzeczona. Czy gdyby wiedziała o nim wszystko, wciąż by stała w tym samym miejscu? Czy dostrzeżenie tego jak bardzo był złamany, przyniosłoby jej przejrzystość i ubłagałaby ojca, by nie kazał jej się z nim związywać? Czy tak nie byłoby lepiej? Czy nie byłoby bezpieczniej? Morgoth okrutnie zdał sobie sprawę, że znał odpowiedzi na te pytania i jeśli miałyby odniesienie w rzeczywistości, chodziłby po rezerwacie smoków samotnie. Jak każdego wcześniejszego dnia. I każdego nadchodzącego. - Nie rozumiem uczuć - odpowiedział zbyt szybko nim zdążył przemyśleć wagę tych słów. Myśl, tak oczywista, miała być zachowana jedynie dla niego, lecz wypowiedział ją, dopiero po fakcie łapiąc się na tym, że wyznał ją na głos. Stał przez moment, wpatrując się w otulającą się ramionami Marine, a ten drobny gest kazał wrócić mu do tego pamiętnego pierwszego spotkania na schodach. Gdzie jej reakcja doczekała się odpowiedzi. Jednak nie tym razem. Ruszył dalej, zaciskając palce w pięści i wiedząc, że to wszystko miało inaczej się potoczyć.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]02.11.18 18:33
Jego milczenie wyrażało więcej, niż jakiekolwiek słowa. Przez moment zapomniała, z kim tak naprawdę ma do czynienia i oczekiwała żywej dyskusji, kolejnych argumentów, ścierania się opinii. Otrzymała tylko chłodną postawę i ciszę oraz spojrzenie, po którym poczuła się winna czynów niepopełnionych. Zamiast rozpracowywać pierwsze nieporozumienie, doczekali się drugiego. Marine było ciężko mówić o swoich obawach i słabościach, lecz jeszcze na początku tej rozmowy miała nadzieję, że zostanie wysłuchana i zrozumiana. Jak bardzo była naiwna, okazywało się dopiero teraz, gdy narzeczony nie tylko nie odpowiadał na jej prośby, ale wręcz odwracał się od niej, by maszerować dalej.
Nigdy by nie przypuszczała, że w smoczym rezerwacie dojdzie do takich scen, że właśnie tutaj – ze wszystkich miejsc w kraju – poczuje się zarówno winna własnych pragnień, jak i zawiedziona. Nie chciała całej odpowiedzialności za tę sprzeczkę pozostawiać na jego barkach, wszakże stali tu we dwoje i prowadzona rozmowa nie była pierwszą w ich życiu, a mimo to nie mogła choć odrobinę nie zezłościć się na przebieg spotkania. Morgoth nie był tak wyrozumiały, za jakiego go miała, ale winę za tę ocenę jego charakteru mogła ponosić wyłącznie ona. Nie obiecywał jej wszakże potulności ani uległości, żadna z tych cech nie przynależała Yaxleyom i Marine wiedziała o tym nie od dziś. Łudziła się, że wszystko rozwinie się i zakończy pomyślnie, spoczęła na laurach i przypłaciła to utratą czujności. Nie mogła brać go za pewnik, skoro problematyczne kwestie potrafiły skumulować się w ten sposób i wybuchnąć niczym ogień ze smoczego pyska. Czy i ich wzajemne zaufanie czekać miał gwałtowny koniec, po którym zgliszcza będą płonąć przez dalszy okres trwania narzeczeństwa?
Nie rozumiem uczuć.
Gdyby nie była urażona, pospieszyłaby mu z odpowiedzią, zapewniłaby go, że nie powinien się tego wstydzić, że nie świadczy to o kolejnej słabości. Niestety wezbrały w niej negatywne uczucia i jedynym, co mogłaby teraz powiedzieć, były słowa mające moc zranienia go do żywego. Bo czyż niepodjęcie żadnej próby nie stało na równi z tchórzostwem? Powstrzymała się, ponieważ nie chciała sprawiać mu przykrości, nie chciała żeby czuł się teraz tak, jak ona.
Widok jego oddalającej się sylwetki wywołał na jej ciele nieprzyjemny dreszcz; wbiła spojrzenie w plecy narzeczonego i chociaż podświadomość kazała jej za nim zawołać, nie zrobiła tego. Stała w miejscu, nie bardzo wiedząc, co ma teraz czynić. Oboje nie mieli już ochoty na swoje towarzystwo lecz żadnemu nie starczyło odwagi, by ostatecznie to wyznać.
Lestrange odwróciła wreszcie głowę, spoglądając na ścieżkę, którą dotarła do miejsca, w którym się znajdowała. Była niemalże pewna, że będzie potrafiła odtworzyć drogę powrotną, lecz jeszcze przez chwilę coś trzymało ją w miejscu. Ponownie zerknęła za Morgothem, niemo nawołując go, by się odwrócił, by na nią spojrzał i zadbał chociaż o jej bezpieczeństwo, by…
Zacisnęła pięści, nie doczekawszy się z jego strony spojrzenia. Frustracja przepełniała jej kruchą w tym momencie osobowość. Wiedziała, że nie może uronić ani jednej łzy, musi być silna i dumna jak stworzenia, na których terenie przebywała. Wszechobecny zapach siarki i połyskujące gdzieniegdzie łuski stanowiły preludium do czegoś większego, piękniejszego, lecz koncert życzeń jednak się nie odbył. Zamiast radości w rolach głównych wystąpiły zawiedzione nadzieje i wstydliwe słabości. Ani jeden gad nie pokazał się na nieboskłonie, ani jeden ryk nie przeszył powietrza – panowała tu nienaturalna wręcz cisza, tożsama z tym, co zaległo między narzeczonymi.
Marine wzięła głęboki oddech i wyciągnąwszy różdżkę – na wszelki wypadek – ruszyła w drogę powrotną, bez słowa, tak jak chciał tego lord Yaxley. Nie zamierzała być mu dłużej ciężarem.

| zt x 2



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Główne wrota - Page 4 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
Re: Główne wrota [odnośnik]13.12.18 20:50
8 września?
Kent w miejscach typowych dla gości świeciło pustkami. Wyludnione i nienaturalnie spokojne mogłoby uchodzić za opuszczone, porzucone. Jednak lwia część rezerwatu pozostała tego dnia zamknięta dla zwiedzających z powodu prac, tam wykonywanych. Nikt nie mógł ryzykować, że coś pójdzie nie tak i czarownice i czarodzieje zostaną ofiarami, zamiast mile spędzić czas na ziemiach należących do rodziny Rosier. Nikt jednak nie zabraniał gromadzić się przed wejściem i w bliskiej granicy głównych budynków, gdzie wciąż można było napotkać paru zainteresowanych ekspozycjami lub historią Albionów Czarnookich. Nie można było pójść dalej ze względów bezpieczeństwa. Tego dnia większość pracowników została odwołana od swoich rutynowych zadań - musieli być w pełni gotowości do pomocy i przenoszenia jednego z większych okazów króla przestworzy. Nie często zdarzało się, by taka czynność musiała mieć miejsce, ale konflikt między dwoma samcami we wschodniej ćwiartce musiał zostać przerwany. Oba smoki walczyły ze sobą od kilku miesięcy, a leczenie ran, które sobie tym samym zadawały, było zbyt ryzykowne - najwidoczniej gady zamierzały robić to tak długo, aż jeden nie pokona drugiego. Ów walka na śmierć i życie przeszkadzała w naturalnym biegu życia rezerwatu i utrudniała funkcjonowanie nie tylko kadry pracowniczej, lecz również i innych osobników. Same szkody, które wyrządzało dwóch samców musiały być naprawiane nawet kilka tygodni. W końcu zdecydowano się na drastyczne środki. Uśpiono jednego, a potem drugiego agresora, by napoić je środkami uspakajającymi, wyleczyć, a potem większego przenieść do zachodniej części. Oba krańce były od siebie na tyle daleko, że nie podejrzewano żadnych migracji. Tak samo jak ciężko było dookreślić się jaka dawka miała być odpowiednia dla bestii podczas transportu. Każde stworzenie miało wszak inny próg trzeźwości umysłu, dlatego spróbowano na oko silniejszej niż zawsze dawki, która okazała się być zbyt mała. Gdy tylko zwierzę zaczęło się wybudzać, uniosły się różdżki na wszelki wypadek, jeśli smok miałby zaatakować. Morgoth obserwował przez dłuższy moment przewalającego się na boki gada, któremu wyraźnie nie w smak była jakakolwiek zmiana miejsca osadzenia. Należało jednak go przetransportować prędzej czy później. Podszedł do jednego z mężczyzn, każąc mu opuścić różdżkę, by nie denerwować Albiona kolejną rzeczą. Już i tak było ciężko, a był to dopiero początek.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]13.12.18 21:59
Sztuka wymaga i poświęceń, i kreatywności. Tym razem, w poszukiwaniu niezwykłych plenerów, Gwen postanowiła wybrać się do smoczego rezerwatu, aby poobcować trochę z tymi niezwykłymi stworzeniami. Czy wiedziała o nich cokolwiek poza tym, że były olbrzymie, piękne i absolutnie urocze? Nie. Przybycie do Kent było wynikiem chwili, nagłym przeczuciem, że powinna się tam pojawić, by coś stworzyć. Nic więc dziwnego, że nie poświęciła nawet chwili na przeczytanie o tych zwierzętach i dowiedzeniem się, co może jej w takim miejscu grozić. Miała nadzieję, że o detale ich życia dopyta kogoś na miejscu; w końcu najwięcej zapamiętuje się widząc coś na żywo, a nie ucząc się o tym z książek, prawda?
Pojawiła się więc w rezerwacie z beztroskim uśmiechem na ustach, odziana w lekki płaszcz, kraciastą beżową koszulę oraz spodnie i stosunkowo wygodne buty. W końcu była na wsi, suknia nie sprawdziłaby się w tym miejscu najlepiej. W ręce trzymała dość obszerną torbę, w której zmieściła szkicownik, ołówki, kredki i inne przyrządy do tworzenia. Miała nadzieję, że uda jej się dziś wykonać kilka szkiców, które następnie już w domu przetworzy na wielkie i epickie dzieła, z których będzie mogła być po prostu dumna. Kwestie finansowe zdecydowanie nie były dla niej najważniejsze.
W jaki sposób Gwen przeszła na zamknięty teren dla gości? Trudno stwierdzić. Nie zauważyła znaków? Nikt nawet nie spojrzał na rude, mugolskie dziewczę? Może w zaklęciach pojawiła się jakaś dziura, luka, przez którą mogłaby przejść? Być może każda z tych teorii była prawdziwa jednocześnie, być może żadna z nich nie była trafiona. Pewne było jedno: rudowłosa malarka miała niezwykłe szczęście do pakowania się w tarapaty, w związku z czym znów udało jej się narazić samą siebie na niebezpieczeństwo. Nieświadomie i z jak najlepszymi intencjami. W końcu ludzi trzeba „edukować” o tak cudownych stworzeniach jak smoki, nawet jeśli sama nie miała o nich bladego pojęcia.
Oczywiście nie miała najmniejszego zamiaru schodzić z wyznaczonych dla gości miejsc. Z reguły posłuszna regułom nie chciała ich łamać. Zwłaszcza, że przecież rodzice zawsze uczyli ją, że w parkach przyrody należy szanować naturę właśnie w ten sposób. Wszystko dla dobra obecnych tu zwierząt.
I wtedy, w oddali, zobaczyła pierwszego smoka. Potężna, biała bestia, otoczona grupą czarodziejów… hej, co oni robią na tym wybiegu? To nie tak, że smoki… po prostu sobie żyją? I właściwie czemu wokół jest tak pusto? Zatrzymała się. Zwróciła uwagę, że poza nią w okolicy nie ma absolutnie nikogo. Wyłączając oczywiście grupę ludzi zajmujących się bestią. Spoglądała na nią zainteresowana, nie mając pojęcia, co tu się dzieje i co powinna o tej sytuacji myśleć, ale jednocześnie starając się zapamiętać jak najwięcej detali. To przecież doskonały motyw przewodni pracy. Tylko jak mogłaby ją nazwać? Co takiego oni właściwie robili?


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Główne wrota [odnośnik]14.12.18 7:40
Dbanie o bezpieczeństwo smoków było najtrudniejszym z zadań kręcących się wokół tematu opieki nad nimi, chociaż można by przypuszczać, że te wielkie stworzenia zajmą się sobą same - wszak nie miały żadnych naturalnych wrogów, nieprawdaż? Było to jednak myślenie bardzo powierzchowne i zgubne, bo jeśli znało się chociaż odrobinę na historii tych magicznych zwierząt, można było zauważyć wpływ człowieka na ograniczenie nie tylko terenów czy swobody latających gadów, lecz również i na ich liczebność. Ludzkość spychała i zmuszała smoki, by gromadziły się na coraz mniejszym terytorium, co wywoływało oczywiste zachowania niepożądane jak agresja wobec każdej żywej istoty czy siebie nawzajem. Przerost obecności poszczególnych jednostek musiało dać podobne efekty, jednak zanim ktokolwiek pomyślał o ochronie przedstawicieli, w dużej mierze było już za późno. Działające na terenie Wielkiej Brytanii rezerwaty były ostojami dla dwóch wiodących gatunków, jednak były jedynymi miejscami na wyspie, gdzie można było spotkać tam swobodnie smoki. Reszta została wytępiona lub wyginęła, o czym mogły świadczyć cmentarzyska podobne do tego na wyspie Wight. Pod jakimś kontekstem anomalie okazały się przydatne dziedzinie smokologii, ożywiając jedną ze smoczyc przynależących do antycznego gatunku wyspiarki. Uwiła sobie gniazdo i złożyła jaja, które były przyszłością nie tylko rezerwatu w Kent, ale również rozwoju wiedzy o przeszłości. Wszak archaiczne stworzenia były niezwykle cennym źródłem informacji o czasach, w których przyszło im żyć. Jednak nie tylko o nią należało się starać. Musieli dbać o każdego przedstawiciela panów przestworzy i zachować je w najodpowiedniejszym zdrowiu. Nie było ich stać na straty, a uważne spojrzenie Ministerstwa Magii jedynie czyhało na potknięcie się. Dlatego też ostatnio dbano znacznie bardziej o uważano na przepisy prawne - nie oznaczało to, że wcześniej nie miało się ich na uwadze. Absolutnie. Świadomość jednak wywoływała presję na pracownikach i czasami ktoś mógł postąpić błędnie niesiony impulsem. Opuszczenie różdżek miało zapobiec takim nieporozumieniom. Ostatnie czego tu chcieli to rozwścieczony smok, którego poskromienie mogło przerosnąć ich możliwości. Póki co nie potrzebowali zaklęć, a sprawniejszej pracy oraz znaczniejszej porcji eliksiru nasennego. Morgoth rozejrzał się więc, szukając spojrzeniem odpowiedniego alchemika, który towarzyszył im gdzieś obok, wycofując się w odpowiednich momentach, by nie stać się ofiarą gorących płomieni. Zamiast jednak na nim, uwaga Śmierciożercy skupiła się na oddalonej kawałek dalej panience, która nie wyglądała na pracownika, a jej twarz pozostawała mu nieznana. Czy wchodzenie na tereny zamknięte było ostatnio specjalnością nierozgarniętych dziewcząt? Mając w pamięci ostatnią sytuację z jedną z nich, poczuł niesmak. Zanim jednak postanowił się tym zająć, przywołał wspomnianego mistrza eliksirów i poprosił kilku mężczyzn, by wspólnymi siłami zaaplikowali smokowi środek uspokajający. Dopiero wtedy ruszył w kierunku rudowłosej, by stanąć tuż przed nią i spojrzeć jej prosto w oczy. - Co pani tu robi? - spytał z surowością nie tylko w głosie, lecz również wypisaną na twarzy. Ta nie objawiała się zmarszczonymi brwiami czy wyostrzeniem rysów - skupiała się głównie w chłodnym spojrzeniu. Cienka blizna na lewym oku drgnęła delikatnie, gdy opiekun smoków czekał na wyjaśnienia.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]16.12.18 1:55
Gdy jeden z mężczyzn zajmujących się smokiem ruszył w jej kierunku od razu wiedziała, że coś jest nie tak. Czyżby otoczony gad był niebezpieczny? Gwen nie była w stanie nic na ten temat powiedzieć. Smoki ziały ogniem i były raczej rzadkie, ale jej szkolna wiedza zatarła się i pomieszała z mugolskimi baśniami oraz opowieściami – dwa lata praktycznie bez magii robi w końcu swoje, prawda?
W przekonaniu utwierdziła się, gdy tylko zaczęła dostrzegać detale jego twarzy. Nieznajomy był mniej więcej w jej wieku, ale jeśli Gwen miałaby oceniać ilość lat po jego aktualnym spojrzeniu malarka pewnie dałaby mu sporo więcej. Zwróciła uwagę, że opiekun smoków ma w brodzie charakterystyczny dołeczek, który swobodnie pozwoliłby jej oddać jego osobę na szkicu nawet, jeśli postarzyłaby go o kilkadziesiąt lat.
Mimo przesłanek, że spotkanie z mężczyzną nie będzie należało do radosnych i przyjemnych gdy Morgoth się odezwał poziom stresu Gwen natychmiast podskoczył. Nie lubiła przecież być upominana, zwłaszcza w ten sposób.
Przyszłam porobić szkice – powiedziała nieco nerwowo, otwierając torbę. Mężczyzna mógł zobaczyć obecny w niej szkicownik o podniszczonej już okładce. Wyraźnie był często używany. – Coś jest nie tak z tym smokiem? – dodała po chwili rzucając krótkie spojrzenie w stronę białego gada. Choć stres nie zmalał w głosie dziewczyny Morgoth mógł wyczuć odrobinę faktycznej troski o zwierzę. Rudowłosa zdecydowanie nie chciała przecież, aby jakiemukolwiek zwierzęciu stała się krzywda.
Zamilkła dosłownie na ułamek sekundy, po czym wypaliła, nie potrafiąc się powstrzymać:
Coś zrobiłam nie tak? Tak tu… pusto… jakoś. Ale w końcu było otwarte, inaczej przecież bym tu nie weszła…
Sięgnęła myślami do swojej trasy. Faktycznie rezerwat był raczej pusty, ale nie pamiętała żadnych ostrzeżeń. Poza tym z tego, co wiedziała, istniały czary, które potrafiły odciąć dostęp do jakiś miejsc. Czy w takim razie jeśli nie mogła tu wejść nie powinny jej powstrzymać? Chyba, że działały inaczej, niż Gwen się wydawało… co było z resztą całkiem prawdopodobną teorią.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Główne wrota [odnośnik]17.12.18 8:41
Wiele się zmieniło, odkąd zaczął tu pracę. I nie chodziło jedynie o rezerwat w Kent, lecz również i prywatne sprawy, którym młody arystokrata się zajmował i w których brał udział. Nie mając pojęcia o tym, że już wkrótce spadnie na niego obowiązek opieki nad całym swoim rodem, który równocześnie będzie oznaczał porzucenie aktualnego zajęcia, zapalczywie oddawał się mu bez reszty. Zupełnie jakby podświadomie przeczuwał, że coś mogłoby się wydarzyć. Prawda była jednak inna - Morgoth pracował tak wiele, by oderwać się od aktualnej, wyjątkowo napiętej atmosfery rzeczywistości. W smokach od zawsze odnajdywał spokój i siłę potrzebną do dalszych działań. Nie wyobrażał sobie żadnych zmian pod tym kątem, lecz nie zamierzał się im przeciwstawiać, bo to rodzina była najważniejsza w jego piramidzie wartości. W latających gadach widział jednak pasję. Były czystą potęgą. Władzą, gracją, strachem, ale i pięknem. Dzięki swojej potędze i nieujarzmionemu charakterowi nigdy nie szły na kompromisy ze swoimi przeciwnikami i właśnie to w nich podziwiał. Były to cechy, które niewyobrażalnie cenił, a w których utwierdzał się na przestrzeni ostatnich lat poświęconych na lepsze poznawanie magicznych stworzeń. Jeśli miał przeanalizować to cztery lata w Peak District na rzecz Greengrassów nie mogły się równać z dekadami doświadczenia innych pracowników, których spotykał na swej drodze. Do tego choroba często przeszkadzała mu w cięższych zadaniach, chociaż nie przeszkodziło to w zostaniu opiekunem największego z okazów rezerwatu. A teraz był odpowiedzialny za jedynego przedstawiciela wymarłego już gatunku. Zamierzał wyciągnąć z tego doświadczenia wszystko, co tylko się dało. Obowiązki nie zatrzymywały się jednie na wyspiarce, dlatego też znajdował się przy pracownikach zajmujących się transportem - wspólnymi siłami starali się opanować zwierzę, by bezpiecznie je przenieść. Nie spodziewał się towarzystwa, lecz nie miał zostawiać nieznajomej samej sobie. Ostatniego czego potrzebował ten rezerwat to wieści o wypadku. Gdyby coś się stało i media wraz z Ministerstwem Magii wiedzieli, że młoda kobieta jest nieczystej krwi, mugolskiej krwi, rozpętaliby piekło i pogrom w kierunku Rosierów. Morgoth nie miał pojęcia, kim była, ale nie miało to dla niego znaczenia - musiała odejść i udać się na dostępne dla zwiedzających tamtego dnia budynki. Nigdzie dalej wędrować nie mogła. Jeszcze nie. Stanął naprzeciwko niej, lecz szybko odwrócił spojrzenie, by obserwować jak wyznaczeni do zadania mężczyźni starają się uspokoić smoka i podać mu eliksir. Skrzywił się delikatnie, widząc że pierwsza buteleczka wysunęła się z rąk alchemika i potoczyła się po ziemi, podczas gdy smok coraz szybciej odzyskiwał przytomność zmysłów. - Zwykły transport - odpowiedział zdawkowo rudowłosej, nie skupiając na niej swojego wzroku, będąc zbyt zaaferowanym wydarzeniami dziejącymi się kawałek dalej. Musiał załatwić sprawę z dziewczyną sprawnie, by wspomóc współpracowników. - Nikt pani nie zatrzymał? - spytał wyraźnie zaskoczony, będąc pewnym, że nic nie mogło stanąć na przeszkodzie dzisiejszego dnia w trakcie przenosin. Widocznie wczorajsi czarodzieje rzucający zaklęcia ochronne byli zwykłymi partaczami i nie objęli jednego z sektorów, by strzec bezpieczeństwa. Sądził jednak że ktokolwiek zauważyłby majaczącą postać i zatrzymał w porę. Najwidoczniej on był pierwszym, który miał się tym zająć. - Musi pani wrócić do głównych budynków. To strefa zamknięta - zwrócił się do niej, nakazując odejście. Liczył na to, że pamiętała drogę, a jeśli nie - miał posłać z nią jednego z pracowników, który od razu zasklepi dziurę w tarczy ochronnej. W każdej chwili samiec mógł otworzyć pysk i zionąć ogniem. - Przydzielę pani kogoś - dodał, chcąc, żeby wyzbyła się wszelkich wątpliwości, że dzisiejszego dnia będzie mogła szkicować. Na pewno nie w momencie, w którym smok był przenoszony.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]19.12.18 0:07
Z…zwykły transport? – spytała niepewnie, marszcząc brwi i zerkając kątem oka na smoka w oddali. Myślała, że… smoki same potrafią latać, nie? I skoro to rezerwat to chyba są trochę oswojone? Nie dało się ich zachęcić, by same poleciały? Przecież i zwierzęciu, i tym ludziom mogła stać się krzywda.
Pokręciła głową, słysząc pytanie pracownika rezerwatu.
Nie… – Zamyśliła się na chwilę. – Właściwie wszędzie wydawało mi się jakoś tak pusto? Bez nikogo? Zrzuciłam to na godzinę… ale też się ucieszyłam, lepiej pracuje się w ciszy.
Westchnęła, słysząc polecenie Morgotha. Nie chciała się z nim sprzeczać… absolutnie nie. Ale jednocześnie mężczyzna mógł wyraźnie zobaczyć, że rudowłosa jest zawiedzona.
Jest pan pewny? A gdzieś jest strefa otwarta? Wolałabym nie wracać od razu do Londynu… – przyznała. – Potem mogę nie mieć czasu, by tu wrócić… a zależy mi na szkicach. – Mina byłej puchonki wyglądała naprawdę żałośnie.
Przez myśl przeszło jej, że może mogłaby jakoś pomóc? W końcu mimo wszystko jest czarownicą, coś tam potrafi! Po chwili dotarło to niej jednak, że wszyscy wokół smoka to pewnie same osoby z niezwykłymi (jak dla mugolaczki żyjącej raczej po niemagicznej stronie świata) zdolnościami, które na dodatek wiedzą, co robią i doskonale pamiętają wszystkie potrzebne zaklęcia. Gwen zaś, po kilku latach po skończeniu szkoły, pamiętała na stałe głównie te podstawowe. Inne, bardziej skomplikowane, albo zupełnie „wyleciały” jej z pamięci, albo pojawiały się w jej głowie od czasu do czasu, gdy przypominała sobie ich znaczenie i działanie w najmniej niespodziewanych momentach. Gdy naprawdę musiała zrobić coś za pomocą czarów po prostu sprawdzała brzmienie czaru w swoim notatniku stworzonym specjalnie do tego celu.
Słysząc o przydzieleniu kogoś skinęła niechętnie głową. Zaplanowała wycieczkę, weszła na teren, zmarnowała czas i dzień… i nagle okazuje się, że jej niezwykły pomysł będzie musiał zaczekać. I to pewnie dłuższy czas: najbliższy czas miała dość dobrze zaplanowany i na tak dalekie wycieczki raczej na pewno nie będzie miała czasu.
Po chwili spytała:
Czy w takim razie jest gdzieś jakiś grafik z datami zamknięcia rezerwatu? Czy taki transport to nagła sytuacja?


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Główne wrota [odnośnik]20.12.18 8:56
Obserwując i słuchając młodej dziewczyny nietrudno było pojąć, że nie bywała w rezerwatach zbyt często. Morgoth miał dziwne odczucie, że w ogóle nie posiadała szerszej wiedzy na ten temat, ale nie zamierzał się w to zbytnio zagłębiać. Nie należał do osób niezwykle kontaktowych i przyjemnych w kontaktach z obcymi, dlatego wolał ograniczać te relacje do absolutnego minimum. Dlatego też jego wypowiedzi były jak zawsze krótkie i sprecyzowane, a szlacheckie naleciałości pozostawiały po sobie ślad bezkompromisowości oraz wyjątkowego zdecydowania. Szczególnie teraz w tej sytuacji, gdy nie mógł sobie pozwolić na zbytnie rozproszenie. Wszelkie informacje, które chciała uzyskać, znajdowały się w gablotach w budynkach dostępnych dla zwiedzających oraz w książkach tyczących się ów tematu. Opieka nad smokami nie była wiedzą tajemną, do której dostęp mieli jedynie wybrańcy. Istniały całe przewodniki pozwalające tę kwestię sobie przybliżyć - w pewnym sensie można było być teoretycznym mistrzem, jeśli poświęciłoby się temu wystarczającą ilość czasu. Teoria a praktyka jednak różniły się diametralnie o czym mógł się przekonać na własnej skórze. - Rozumiem - odpowiedział jedynie rudowłosej, pozostawiając kwestię tłumaczenia transportu w niedopowiedzeniu. Nie miał czasu mówić jej o tym, co się aktualnie działo i nie miał takiego obowiązku. Sprawy rezerwatu, ruchów w środku, pracy zatrudnionych oraz stanu przebywających weń jednostek było czymś, co pozostawało z daleka od wzroku publicznego. Ten mógł jedynie sięgać tam, gdzie chciał tego zarząd Kent, a rozprawianie o tym, co się aktualnie działo, nie było czymś przez nich akceptowalnym. I nie leżało w jego obowiązkach. Gdyby wyszła z absurdalną propozycją pomocy, Yaxley zastanawiał się bardziej nad wezwaniem służb z oddziału magipsychiatrii, dlatego dobrze, że zachowała podobne przemyślenia dla siebie. Nie odpowiadał na dalsze kwestie tylko ruszył parę kroków w przód, by podejść do jednego z pracowników stojących najbliżej niego i nieznajomej dziewczyny. - Bones - rzucił, kierując swoje słowa do niewiele starszego od siebie mężczyzny, który na co dzień zajmował się dbaniem o usuwanie skorup smoczych jaj z gniazd. W większości ten zabieg nie był konieczny, bo niektóre ptaki uzupełniały swoje witalne braki żywieniem się pozostałościami po jajach, jednak alchemicy dostrzegali w tym cenne źródło informacji oraz wiedzy, którą mogli później wykorzystać. Morgoth nie znał się na tym najlepiej, jednak używanie pozostałości po skorupach nie było niczym nielegalnym, dlatego też nie bano się po nie sięgać. Gdy tylko skupił na sobie uwagę współpracownika, odwrócił się, by odszukać spojrzeniem sylwetki rudowłosej. - Zaprowadź panią do obserwatorium. I nie spuszczaj z oczu - dodał, przenosząc na niego na moment uwagę. Ten jedynie niemo potwierdził przyjęcie tego zadania i wyglądał na wdzięcznego, bo zwykle nie przebywał aż tak blisko smoczych przedstawicieli, dlatego wizję ucieczki stąd przyjął z ulgą. Wspólnie podeszli już do dziewczyny, do której uśmiechnął się lekko w przeciwieństwie do wciąż poważnego Yaxleya. - Może pani skorzystać z obserwatorium, jednak tylko w towarzystwie pana Bonesa. Więcej nie mogę zrobić - zakończył, przedstawiając jej nowego opiekuna i na koniec skinąwszy jej lekko głową na pożegnanie.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]20.12.18 15:09
Gwen nie czuła się traktowana szczególnie dobrze: w ostatnim czasie wszyscy wokół niej byli raczej ciepli i sympatyczni, bo mało kto potrafił zachować zimno i powagę widząc szeroki uśmiech malarki. Niemniej, jak najbardziej rozumiała zachowanie mężczyzny. Nie znała się na smokach, ale przecież nie była głupia: to duże stworzenia, niekoniecznie bezpieczne i choć Gwen obawiała się o dobro białego gada znajdującego się w oddali to nie miała zamiaru kwestionować zachowania pracownika rezerwatu. To byłoby pozbawione sensu tak samo, jak pozbawione sensu było kłócenie się z opiekunem lwów w zoo odnośnie chęci wejścia na ich wybieg… albo w ewentualnej kwalifikacji zajmowałoby jeszcze wyższe miejsce.
Grzecznie czekała, gdy Morgoth na chwilę odszedł. Wtedy jednak zauważyła, że jej sznurowadło prawie się rozwiązało: wprawdzie jeszcze się trzymało, ale zapewne po kilku kolejnych krokach i tak musiałaby się schylić, dlatego korzystając z okazji kucnęła i zajęła się bucikiem.
Gdy mężczyzna wrócił wraz z towarzyszem i odezwał się, Gwen akurat skupiała się na mocnym wiązaniu, aby zapobiec powtórce z rozrywki; bardzo nie lubiła butów ze sznurowadłami, mimo że te zwykle były i wygodne, i całkiem ładne. Miała niestety dużego pecha do rozwiązujących się końcówek… a to wcale nie było nic przyjemnego. Nie raz i nie dwa prawie się przez nie przewracała, a kilkukrotnie zdarzało jej spotkać z ziemią. Ciekawe, czy koordynacje da się jakoś poprawić? Chyba nie do końca: przecież jako dziecko była bardzo aktywna, spędzała wiele czasu na dworze. I na nic jej się to obecnie zdawało.
Właśnie podnosiła się w chwili, w której mężczyźni zbliżyli się do niej, a Morgoth zabrał głos. Gwen wyprostowała się gwałtownie… tym samym znów dając popis swojej koordynacji.
Chociaż but był zawiązany wzorcowo to malarka zupełnie zapomniała o otwartej torbie, której nie zamknęła po tym, jak pokazywała pracownikowi rezerwatu jej wnętrze. Gdy się podnosiła przewieszona przez ramię torba przechyliła się. Szkicownik był jednak włożony właściwie na styk, dzięki czemu nie był w stanie prędko wypaść; piórnik z przyrządami również mocno się trzymał, ale nie można było tego powiedzieć ani o różdżce, ani o dużej latarce, którą Gwen często brała ze sobą na wszelki wypadek.
Pierwsza wypadła latarka, która poturlała się prosto pod nogi Morgotha, zatrzymując się tuż obok nich akurat w chwili, w której ten miał odchodzić. Różdżka na szczęście nie miała takiego rozpędu. Uderzyła o podłoże, ale poza tym nic szczególnego jej się nie stało.
Gwen odruchowo podniosła magiczny przedmiot, wpychając go do torebki.
Ojej, przepraszam najmocniej! – powiedziała prędko, chwilę po zamilknięciu mężczyzny. – Oczywiście, już tam pójdę, witam pana… panie Bones, tak? – spytała, spoglądając na mężczyznę. – Tylko… moja latarka…
Biorąc pod uwagę surowość nieznajomego Gwen wolała nie zbliżać się do niego jako pierwsza; tak na wszelki wypadek.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Główne wrota [odnośnik]21.12.18 8:57
Morgoth na pewno nie należał do osób o pogodnym nastawieniu i ciepłym temperamencie, a sama wizja jego w podobnej kreacji była wręcz arcykomiczna. Pochodzili z dwóch różnych światów i nigdy ich ścieżki nie miały się złączyć pod innym względem niż czysto przypadkowo jak właśnie w tym momencie, gdzie interakcja była wręcz wymuszona i koniecznie. Nie oznaczało to, że pożądana. Yaxley nie lubił, gdy coś odchodziło od jego planu, a pojawienie się dzisiejszego dnia kolejnej już zabłąkanej kobiety wcale nie wprawiało go w dobry nastrój. Nie chodziło jedynie o sam fakt jej najwyraźniej niewiedzy na podstawowe tematy poruszania się po Kent, ale nie podobałoby mu się to spotkanie, gdyby na tej drodze stanął ktokolwiek inny. W ostatnim czasie był do tego wyjątkowo rozdrażniony, a jak na złość praca wcale go nie uspokajała i nie przynosiła ukojenia. Wręcz przeciwnie. Takie momenty rujnowały cały spokój, który zdążył w sobie zaprowadzić. Dlatego z uniesioną niezauważalnie brwią, obserwował jak zawartość torby dziewczyny zaczęła wysypywać się na ziemię. Ktoś kto z takim pobłażaniem traktował swoją różdżkę, zdecydowanie nie był personą, dla której Morgoth mógłby poczuć chociażby fraktal sympatii czy nici porozumienia. Jednak to coś innego przykuło jego uwagę, gdy obiło się delikatnie o czubki skórzanych butów. Podniósł ów rzecz, chwytając je delikatnie acz pewnie w palce i czując pod nimi chłód metalu. Mugolskie urządzenia zawsze wprawiały go w lekką dezorientację i zniesmaczenie, jednak nie powiedział nic więcej. Chciał się po prostu rozstać i wrócić do swoich zajęć, dlatego też cieszył się, że Bones aż palił się do towarzyszenia młodej pannie w dalszej wędrówce. Oddał więc latarkę nieznajomej, wycofując się od razu i powiększając dzielący ich dystans. Nie musiał się odzywać, żeby towarzyszący mu mężczyzna wyszedł z inicjatywą i poprosił dziewczynę o to, by ruszyli dalej. Zrobił to tak wesoły tonem, że Yaxley na moment zastanawiał się czy miał do czynienia z tym samym pracownikiem co zawsze. Odprowadził spojrzeniem jeszcze ów parę, aż nie zniknęli za zakrętem, po czym obrócił się na pięcie i skierował swoje kroki ku czemuś, co zdecydowanie bardziej go zajmowało niż spotkanie z mugolakiem na terenie rezerwatu. Całe szczęście pracownikom udało się podać stworzeniu odpowiedni eliksir, dzięki czemu ogromny gad na powrót zapadł w głęboki i stabilny sen, pozwalając ludziom przenieść go w odpowiednie miejsce i nie narażając przy okazji niczyjego zdrowia. Ani życia.

|zt



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Główne wrota [odnośnik]25.12.18 21:07
W całej swojej prostocie Gwen nawet nie przeszło przez myśl, że różdżka w torbie, czy latarka może wzbudzić w kimkolwiek negatywną opinię. W końcu co za różnica, gdzie nosi się ten magiczny patyk, albo czy ma się przy sobie tylko rzeczy mugolskie, albo czarodziejskie? Rudowłosa od dawna starała się wybierać z obydwu światów to, co najlepsze. Latarka była ciekawszą alternatywą, niż „lumos” – dzięki temu mogła i świecić, i w razie czego czarować, a nawet jeśli przedmiot wypadłby z jej ręki, lub straciłaby skupienie i tak nie przestałby świecić. Poza tym Gwen już dawno nauczyła się, że choć na Pokątnej znajdzie najlepsze podobrazia to jednak mugolski okoliczny sklep oferuje lepsze płótna.
Gdy opiekun smoków podał jej latarkę dziewczyna Gwen zdziwiła się, że ten nie odezwał się ani słowem. Zwykle ludzie mówią coś w takich chwilach. „Och, coś pani wypadło!”, „Niech panienka bardziej uważa na swoje rzeczy!”, „Proszę bardzo, madame, może wybierzemy się razem na przejażdżkę na smokach?” – tego malarka spodziewała się zdecydowanie bardziej, niż zupełnego milczenia mężczyzny.
Skoro jednak on się nie odzywał, ona nie miała zamiaru tego komentować.
Dziękuję – odparła, nieco niepewnym tonem. Naprawdę nie przywykła do takich reakcji na swoją osobę.
Na całe szczęście Bones okazał się o wiele sympatyczniejszym człowiekiem niż swój szef. Niemal od razu odwrócił uwagę dziewczyny od ciemnowłosego rycerza, prowadząc ją do wskazanego przez Morgotha bezpiecznego miejsca. Rozmowa i żarty prędko poprawiły nadszarpnięty nieco nastrój dziewczyny.
Może jednak ten dzień nie będzie taki zły? Wprawdzie nie zobaczy smoków z tak bliska, ale przynajmniej naszkicuje cokolwiek. Poza tym koniecznie musi zapamiętać tę scenę: łapanie smoka to zdecydowanie ciekawy temat na obraz. A gdyby tak trochę to podkręcić? „Magowie znęcający się nad smokiem”… albo może lepiej namalować dzieło, które nazwie „Rodząca smoczyca w otoczeniu ludzkich akuszerów”? Zaraz… czy smoki nie składają jaj? Nie wahając się, od razu spytała Bonesa i od razu uzyskała odpowiedź.

| z/t


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Główne wrota [odnośnik]20.11.19 23:23
19 II 1957

Czuł, że wyróżnienie, którego go spotkało, nie jest wynikiem przypadku, lecz owocem ciężkiej pracy. Po powrocie do kraju i zdobyciu ministerialnego stanowiska to właśnie praca stała się istotną częścią jego życia i pochłaniała go wyjątkowo. Awans przyjął z satysfakcją, unikając jednak wywyższania się wszem i wobec. Rzeczywistość wokół niego nie zmieniła się diametralnie, kiedy wciąż do dyspozycji miał dokładnie ten sam gabinet. Zakres jego obowiązków nie powiększył się znacząco, właściwie to przedmiotem jego troski przestały być te bardziej przyziemne zagadnienia. Dostawał mniej dokumentów do przetłumaczenia, przysyłano do niego mniejszą liczbę petentów i kierowano do niego sprawy pilne, istotne, które mogłyby w jakiś sposób wpłynąć na współpracę brytyjskich władz z ambasadą Hiszpanii. Już po tygodniu zdążył się przyzwyczaić do tego, że na jego biurku spoczywały dokumenty sporządzone tylko w dwóch językach – angielskim lub hiszpańskim. Szybko też przyswoił sobie twarze, które zaczął widywać częściej, choćby dlatego, że niewielu pracowników Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów posługiwało się językiem hiszpańskim bezbłędnie.
Nie był specjalnie zaskoczony, gdy pod koniec stycznia otrzymał zaproszenie od samego ambasadora Hiszpanii. Spodziewał się, że po objęciu stanowiska do spotkania z dyplomatą prędzej czy później dojdzie, więc był właściwie wdzięczny za szybką reakcję drugiej strony. Rzecz jasna przygotował się merytorycznie do rozmowy, lecz i do przejścia na mniej ważkie tematy również był gotów. Doskonale też rozumiał wagę przyjacielskich próśb, dlatego wzmianka o ogromnej słabości najmłodszego syna ambasadora do smoków była sposobnością do okazania dobrej woli i wykazania się w procesie poprawy stosunków brytyjsko-hiszpańskich. Dopiero po zaproponowaniu wspólnej wizyty w jednym z brytyjskich rezerwatów przyszedł czas na zaplanowanie tego wydarzenia bardziej szczegółowo.
Wybór pomiędzy Rezerwatem Albionów Czarnookich w Kent a Rezerwatem Trójogonów Edalskich w Peak District był bardzo prosty. Choć stosunki Blacków z Rosierami nie były przyjazne z racji burzliwej historii łączące oba rody, to jednak udanie się na ziemie Greengrassów było znacznie bardziej rażącą wizją. Na dodatek to rezerwat prowadzony przez różany klan cieszył się większym prestiżem, wszak to tam można było ujrzeć wręcz legendarne okazy. Właśnie dlatego skontaktował się z lady Melisande, chcąc zapowiedzieć wizytę i poprosić ją o osobiste zaangażowanie w oprowadzenie rodziny ambasadora po rezerwacie. Chciał w ten sposób również wskazać, że docenia zaangażowanie damy w otoczenie potężnych istot należyta opieką. Gdy wielu lordów kobiece aspiracje zawodowe uważało za niebezpieczne, sam Alphard ambitne szlachcianki podziwiał w milczeniu.
Zgodnie z listowną zapowiedzią pojawił się w towarzystwie ambasadora Hiszpanii i jego rodziny przed głównymi wrotami rezerwatu, gdzie już czekała na nich ich przewodniczka. Musiał przyznać, że oddawała mu wielką przysługę, co nakazywało prędzej czy później wyrazić za to wdzięczność. Ale czy musiał się z tym spieszyć? Na razie pozostawał skupiony przede wszystkim na trzynastoletnim synu ambasadora.
Poczynił kilka kroków w stronę szlachcianki, pozostając na wskroś poważnym. Jak zwykle pozostawał odziany w czerń złożoną z garnituru i długiego płaszcza. Ciemny ubiór kontrastował z naturalną bladością Blacka. – Lady Rosier – powitał ją jak najbardziej uprzejmie, utrzymując dumnie wyprostowaną postawę. – Pozwól, że przedstawię ambasadora Hiszpanii, wicehrabia Salvador Artigas – wskazał ostrożnym ruchem dłoni mężczyznę. – Jego małżonkę, wicehrabinę Clarisa Artigas, oraz ich syna, Basilio – zwrócił uwagę na resztę rodziny, po czym skierował wnikliwe spojrzenie na hiszpańskiego czarodzieja. – Ambasadorze, naszą przewodniczką będzie dziś lady Melisande Rosier. Wierzę, że dzięki jej wiedzy i doświadczeniu nasza wizyta w rezerwacie będzie niezapomniana.
Cieszę się, że to właśnie lady zechciała wyjść nam naprzeciw – rzekł ambasador, skinieniem głowy oddając należne wyrazy szacunku dobrze urodzonej czarownicy.
Tato, wejdźmy prędko, chcę zobaczyć smoki – zwrócił się po hiszpańsku chłopiec, nie potrafiąc ukryć swojej ekscytacji widocznej na rozpromienionej twarzy przez ciekawy błysk w ciemnych oczach.
Prosiłam cię, byś mówił dziś po angielsku – wtrącił się matczyny głos żony ambasadora, które posłała uprzejmy uśmiech lady Rosier.
Musimy dziś spotkać… – spróbował wydukać z siebie zgodnie z życzeniem matki, lecz szybko się poddał, zerkając jakby ponaglająco na Blacka. – Czy zobaczymy srebrnika? Naprawdę muszę go zobaczyć.
Najmłodszy gość chciałby bardzo ujrzeć na własne oczy srebrnika – Alphard przetłumaczył szybko gorące życzenie małoletniego Hiszpana, zaraz po tym oczekując konkretnej odpowiedzi od samej Melisande.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Główne wrota
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach