Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Terrarium
AutorWiadomość
Terrarium [odnośnik]19.01.16 20:10
First topic message reminder :

Terrarium

Zdobione przeszklone drzwi osadzone w ozdobnym metalowym stelażu prowadzą do terrarium wewnątrz rezerwatu, gdzie chowane są osobniki słabsze, chore, stare lub z innych względów niezdolne do życia na wolności, często również smoczęta. Drzwi obłożone są podobnymi zaklęciami, co wrota wejściowe - nie otwierają się przed czarodziejami, którzy nie są powołani do przejścia. Po minięciu krótkiego korytarza napotyka się kolejną identyczną barierę - wszystko ze względu na bezpieczeństwo ośrodka. Za drugimi drzwiami zapach siarki uderza bardzo mocno i może być trudny dla osób, które nie są do niego przyzwyczajone.
Terrarium dzieli się na kilka części, niektóre z osobników mają więcej przestrzeni dla siebie, inne mniej, jedne z różnych względów są izolowane, inne przetrzymuje się parami. Nieopodal znajduje się również inkubatorium dla porzuconych jaj.
Na terrarium nałożone jest zaklęcie Muffliato.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Terrarium - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Terrarium [odnośnik]14.01.20 8:38
Prawie zapomniała już, jak intensywny potrafił być unoszący się w powietrzu zapach siarki, tak charakterystyczny dla miejsc, w których stale przebywały smoki. Nie przeszkadzał jej - a przynajmniej nie robił tego już teraz, w trakcie kolejnych wizyt w rezerwacie blaknąc stopniowo i zlewając się z tłem, stając się jego naturalnym elementem; jak cienie smoczych skrzydeł przesuwające się czasami po ścieżkach, albo wysoki skrzek, niosący się wzdłuż zabudowań wraz z południowym wiatrem. To były detale, drobne elementy, których jednak w ostatnich, spędzonych na rekonwalescencji miesiącach jej brakowało; dziś, czując się już znacznie lepiej, i nie mając nad sobą wiszącej groźby anomalii, cieszyła się z możliwości powrotu do rezerwatu. Stopniowego, większość czasu wciąż poświęcała Evanowi, nie chcąc zbyt długo pozostawiać go pod opieką piastunek. Nie przez wzgląd na brak zaufania; osoby odpowiedzialne za dobro jej syna zostały wybrane starannie, a większość z nich znała już wcześniej - ale zwyczajnie chciała być obecna, jakby obawiając się utraty cennych minut, które mogła spędzić z dzieckiem.
Mimo wszystko starała się powoli wracać do obowiązków, zaczynając od warzenia prostych mikstur i nadrabiając alchemiczne zaległości. Nie wahała się, kiedy Mathieu zwrócił się do niej o pomoc, prosząc go również, o możliwość towarzyszenia mu w dzisiejszej wizycie; chociaż sama jej obecność w terrarium nie mogła pomóc choremu smokowi, chciała go zobaczyć, wciąż pamiętając o rozmowie toczącej się przy stole w trakcie świątecznego spotkania. Wtedy miała wrażenie, że Mathieu traktował nierówną walkę o ocalenie młodego smoka prawie osobiście, a kolejne miesiące tylko to potwierdziły. Miała nadzieję, że mu się uda. - Mathieu - odpowiedziała na jego powitanie, powstając z uśmiechem, kiedy tylko przeszedł przez próg. Czekała na niego w gabinecie, wciąż ubrana w strój przystosowany do dłuższego przebywania na zewnątrz: długi płaszcz spięty pod szyją różaną klamrą, lekki, ale chroniący przed kaprysami wiosennej pogody. - Tak, możemy ruszać. Dziękuję ci za miłe słowa - i za to, że zgodziłeś się, bym ci dzisiaj towarzyszyła - odpowiedziała, w naturalnym geście wspierając się o wyciągnięte ramię smokologa, ruszając za nim w głąb terrarium i starając się dorównać mu kroku. Chociaż bywał milczący i mógł wydawać się przez to nieprzystępny, lubiła jego towarzystwo; zarówno wcześniej, kiedy głównie mijali się na salonach, jak i później - gdy stawali się rodziną. - Czy udało wam się poczynić jakieś postępy? - zapytała, zerkając w górę i zawieszając spojrzenie na męskim profilu. Minęło kilka miesięcy, byłą więc ciekawa, czy czas przyniósł dla młodego smoka jakieś zmiany. Nie wiedziała, jak szybko te mogły zachodzić, a co za tym idzie - jak bardzo wskazany był pośpiech.


różo, tyś chora:
czerw niewidoczny,
niesiony nocą
przez wicher mroczny,

znalazł łoże w szczęśliwym
szkarłacie twego serca
i ciemną, potajemną
miłością cię uśmierca


Evandra G. Rosier
Zawód : alchemiczka w smoczym rezerwacie w Kent, harfistka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

beauty is terror.
whatever we call beautiful,
we quiver before it.

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7039-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t7155-melpomena https://www.morsmordre.net/t7040-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7054-skrytka-bankowa-nr-1701#185873 https://www.morsmordre.net/t7053-evandra-rosier#185872
Re: Terrarium [odnośnik]16.01.20 22:29
Rola matki była trudna, kobiety sprawowały opiekę nad potomkami, kiedy ich mężowi zapewniali rodzinie to, co było najpotrzebniejsze. Tristan mógł sprawdzić się w roli ojca, a Evandra w roli matki. Mathieu nie spodziewał się, że szybko dane mu będzie wybierać imię dla dziecka, że w ogóle kiedykolwiek zostanie ojcem. Na razie to daleka przyszłość, choć zapewne niedługo po ślubie usłyszy o obowiązku spoczywającym na jego barkach i przedłużanie potęgi rodu Rosier. Nie byłoby to zaskakujące, wręcz przeciwnie, właśnie tego się spodziewał. Nie miał pojęcia jakie podejście do tych kwestii miała jego przyszła małżonka, nie rozmawiali na ten temat, ale zapewne również będzie czuła się zobowiązania wobec rodowych tradycji. Obowiązki wobec rodu musiały zostać wypełnione. Oczywiście cieszył się, że w ich rodzinie pojawiło się dziecko, to dla niego bardzo ważne. Isabelli również będzie lżej, będzie mogła czerpać przykład z Evandry i na pewno wspólnie będzie im raźniej.
- Moja droga, wiem że jesteś w stanie mi pomóc i że wierzysz w powodzenie. – odparł na jej słowa. Nie musiała mu dziękować, to było naturalne, że wspólnymi siłami próbowali osiągnąć pewien cel, którym w tym przypadku było uratowanie młodego smoka i podarowanie mu szansy na życie. Wspólna walka o jego istnienie była dla niego najważniejsza. Nigdy nie wzbraniał się przed sugestiami, ale wziął sobie za punkt honoru, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby go uratować. W jego myślach nawet przez moment nie pojawiła się możliwość, że mogłoby się to okazać niepowodzeniem. Nie mógł zwyczajnie pozwolić aby czarne myśli zasnuły jego umysł.
- Niewielkie postępy… – odparł ze smutkiem w głowie, zerkając na nią ukradkiem. Małżonka jego kuzyna zawsze była dla niego miła i zdawała się rozumieć jego milczenie. Podczas gdy inni starali się na siłę wyciągnąć z niego jakiekolwiek słowa, Evandra nie naciskała. Za to był jej wdzięczny. Dotarcie do Terrarium zajęło ledwo kilka chwil, Mathieu otworzył przed nią drzwi i wpuścił do środka. Wewnątrz szklanych ścian nie było już tak upalnie. – Szukałem w księgach podobnych przypadków, ale każdy jest odosobniony. Szczerze mówiąc… Potrzebuję rozmowy z kimś, burzy mózgów… Może w ten sposób coś wymyślimy wspólnie. – dodał jeszcze, stając przed klatką ze smokiem. Taka właśnie rozmowa była mu potrzebna. Zajmował się z Evandrą różnymi kwestiami w rezerwacie, ale być może wspólnie uda im się coś opracować.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]04.02.20 8:08
Wierzyła. Być może naiwnie - stwierdzenie, że daleko jej było do wiedzy i doświadczenia pracujących w rezerwacie smokologów byłoby potężnym eufemizmem - ale z jakiegoś powodu spisanie chorego smoka na straty tak wcześnie, przed sprawdzeniem wszystkich możliwości, wydawało jej się niewłaściwe. Wciąż pamiętała moment, w którym zobaczyła je po raz pierwszy - dwa potężne albiony przecinające bezchmurne niebo, pewnie i władczo, jak gdyby należało do nich - a chociaż od tamtej chwili zmieniło się niemal wszystko, to nie osłabła cicha, przepełniona szacunkiem fascynacja tymi niezwykłymi stworzeniami. Chciała wiedzieć więcej, stać się - być może pewnego dnia, z czasem - już nie tylko gościem, ale też częścią tego wszystkiego.
Cieszyła się, że Mathieu nie próbował jej do tego zniechęcać. Mógłby, albiony czarnookie były jego dziedzictwem od urodzenia; ona przyszła na świat na wyspie Wight, wśród śpiewu syren, nie smoczego ryku - a chociaż teraz nosiła nazwisko Rosier, to robiła to zaledwie od roku. - Nie dałeś mi nigdy powodu by w nie wątpić, Mathieu - odpowiedziała lekko, uśmiechając się. Wierzyła nie tylko w jego umiejętności, ale i determinację, odbijającą się w spojrzeniu ciemnych oczu nawet teraz.
Westchnęła bezgłośnie, słysząc odpowiedź przeczącą, chociaż właściwie właśnie takiej się spodziewała; gdyby którekolwiek z wdrożonych rozwiązań przyniosło oczekiwane efekty, jej pomoc nie byłaby potrzebna. Zastanowiła się przez moment, przechodząc przez przeszklone drzwi prowadzące do terrarium i rozglądając się odruchowo; nie była tutaj od dłuższego czasu. - Studiowałeś księgi z czytelni należącej do rezerwatu, czy również innych zbiorów? - zapytała, przenosząc na niego spojrzenie. Zastanawiała się, czy odpowiedź, której szukali, mogła znajdować się gdzieś indziej - poza Wielką Brytanią, może nawet poza kontynentem. - To schorzenie - wiadomo, czy jest nabyte, czy genetyczne? - odezwała się ponownie po chwili, marszcząc jasne brwi. Wiedziała, że osłabiony smok urodził się z deformacjami, lecz ich pochodzenie pozostawało dla niej niewiadomą; czy w grę wchodziło wyleczenie choroby, czy tylko zahamowanie lub złagodzenie objawów? - Lub czy pojawia się tylko w obrębie tego gatunku? - Zatrzymała się w ślad za Mathieu, przenosząc spojrzenie na młodego smoka, oddzielonego od nich wzmocnioną zaklęciami konstrukcją. Nie wiedziała o tych stworzeniach wystarczająco dużo, by być w stanie wzrokowo ocenić rozmiary problemu, choć na podstawie słów już zasłyszanych wiedziała, że był poważny. Żałowała go - tego, że musiał przebywać w izolacji, z daleka od innych bestii. - Czy to go boli? - zapytała ciszej. Widok istoty tak dumnej i potężnej, zamkniętej w klatce i marniejącej, wywoływał u niej jakiś trudny do uchwycenia smutek.


różo, tyś chora:
czerw niewidoczny,
niesiony nocą
przez wicher mroczny,

znalazł łoże w szczęśliwym
szkarłacie twego serca
i ciemną, potajemną
miłością cię uśmierca


Evandra G. Rosier
Zawód : alchemiczka w smoczym rezerwacie w Kent, harfistka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

beauty is terror.
whatever we call beautiful,
we quiver before it.

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7039-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t7155-melpomena https://www.morsmordre.net/t7040-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7054-skrytka-bankowa-nr-1701#185873 https://www.morsmordre.net/t7053-evandra-rosier#185872
Re: Terrarium [odnośnik]04.02.20 22:41
Nawet w tak… pozornie błahych kwestiach należało mieć odpowiednich sojuszników. W ten sposób powinien traktować współpracę z Evandrą, która podobnie jak on pokładała wiarę i nadzieję w uratowaniu tego młodego smoka. Niewiele było osób, które za wszelką cenę podjęłyby się walki o naprawienie tej dramatycznej sytuacji. Oboje mieli wątpliwą okazję słuchać, że przez niektórych smok został spisany na straty. Owszem, wiedział, że w życiu zdarzały się sytuacje bez wyjścia, które nie pozostawiały cienia nadziei na poprawę sytuacji. Być może i ta była właśnie taka, jednak póki istniał cień szansy, a w jego mniemaniu tak było, nie zamierzał się poddawać. Oddanie tej sprawy bez uprzedniej walki i sprawdzenia wszelkich możliwych rozwiązań byłoby skazą na jego honorze. Dlatego cieszył się, że Evandra postanowiła go wspierać w tej kwestii. Nie chciał oczywiście kłaść zbyt wielkiego ciężaru na jej barkach, dlatego odrobina pomocy, o którą prosił, nie była nadmiernym narzucaniem się.
- Studiowałem również księgi z Biblioteki Londyńskiej. – odparł od razu, rozglądając się wokół. Na tym polegała jego praca, na dociekaniu i szukaniu rozwiązać nieszablonowy. Oczywiście nie każde poszukiwania były owocne, większość okazywała się niepowodzeniem, jednak Rosier trwał w swoim postanowieniu i nie poddawał się. – Bezskutecznie. Rozważam zapoznanie się z zasobami innych bibliotek. Na to jednak potrzebne jest wiele więcej czasu. – dopowiedział po chwili namysłu. Na pewno istniały zapiski, które mogłyby im pomóc. Jednak trzeba było szukać. Przydałaby mu się pomoc w tej kwestii, chociaż szczerze wątpił, że znajdzie więcej osób, które chętnie podeszłyby do tego tematu i pokładały wiarę w powodzenie podobnie jak on. Niemniej jednak, będzie działał w tej kwestii.
- Wydaje mi się, że to problem genów. Urodził się taki, deformacje były z nim od początku. Schorzenie genetyczne jest wielce prawdopodobne, jednak z tego skojarzenia nie pojawiały się problemy. Być może wyjątek potwierdza regułę. – odparł na jej słowa, poprawiając skórzane rękawice na dłoniach. Przesunął wzrok na Evandrę. Towarzyszyła im od dłuższego czasu, też już co nieco wiedziała na temat Albionów. Tristan miał prawdziwe szczęście trafiając na taką kobietę. Ciekawe czy Mathieu będzie mógł podobnie powiedzieć o Isabelli. Czy ona również będzie interesowała się tym, czym interesował się będzie jej mąż.
- Szczerze mówiąc… nie jestem w stanie odpowiedzieć. Wypadki się zdarzają, problemy genetyczne również, nie tylko u Albionów. To stworzenia jak każde inne, w końcu nawet my, czarodzieje cierpimy na choroby genetyczne. – odparł. On akurat nie miał tego problemu, ale Evandra raczej wiedziała o co mu chodzi, wszak Tristan objawiał pewne problemy tejże natury. Na szczęście jego loteria genetyczna ominęła i udało mu się trafić w pełnię zdrowia. – Myślę, że jeszcze wiele tajemnic świata jest przed nami dalece ukrytych. – dopowiedział zamyślając się. Wiele sytuacji było dla nich nowych, wiele niespodziewanie pojawiało się, zaskakując na każdym kroku.
Spojrzał na smoka, kiedy Evandra zadała pytanie. Kiedy na niego patrzył, wręcz czuł to, co smok. Biedne stworzenie, tak bardzo dotknięte przez lot, tak bardzo cierpiało izolację, odosobnienie, pozbawione możliwości obcowania z innymi przedstawicielami swego gatunku.
- Z pewnością cierpi. – szepnął zamyślony. – Każda deformacja jest stanem odbiegającym od normy budowy, więc sprawia mu ból. – dodał. To przykre, że tak piękne stworzenie musiało znosić coś takiego. – Jest tu okrutnie samotny. Rozważałem, aby umieścić go w jednym terrarium z Edreą, ona również cierpi z tego powodu. Nie wykazuje agresywnych zachowań, kontrolowanie można byłoby dopuścić ich do siebie, aby jedno i drugie mogło się wspierać. Początkowo kontrolowanie oczywiście, z możliwością odpowiednio szybkiej reakcji w razie komplikacji. Co o tym sądzisz? – spytał, przesuwając uważne spojrzenie na jej tęczówki.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]06.02.20 11:28
Kiwnęła głową, przez dłuższą chwilę milcząc i wysłuchując odpowiedzi Mathieu. Spodziewała się, że zdążył do tej pory sprawdzić wszystkie najbardziej oczywiste opcje - był smoczym opiekunem i łowcą nie od dzisiaj; z pewnością zmierzył się już z niejednym problemem, jeszcze zanim ona sama po raz pierwszy ujrzała smoka na własne oczy. - Na wyspie Wight jest miejsce, które nazywamy smoczym cmentarzyskiem - powiedziała, podejrzewając, że jej rozmówca o tym wiedział; to w końcu tam, na ziemiach należących do jej rodu, odkryto wskrzeszoną anomaliami wyspiarkę rybojadkę, a chociaż sam Mathieu nie towarzyszył Tristanowi w tej wyprawie, to prawdopodobnie znał wszystkie jej szczegóły. - Przyznam, że nie wiem, czy - i w jakim stopniu - nad odnajdywanymi tam szkieletami były prowadzone badania, ale jeśli były, to zapiski wciąż powinny znajdować się na wyspie - dodała powoli, ostrożnie ważąc słowa. Przestudiowanie podobnej dokumentacji mogło zabrać dużo cennego czasu - a jeżeli jej sugestia okazałaby się nietrafiona, byłby to czas stracony, który można było poświęcić na sprawdzanie innych rozwiązań. Pozostawiała to ocenie samego lorda Rosiera. - Być może wymarłe gatunki były przodkami dzisiejszych, albo chociaż ich dalekimi kuzynami - wyjaśniła swój tok rozumowania. - Tylko zgaduję - uściśliła; jej słowa nie mogły być brane za pewnik, niepodparte niczym poza domysłami.
Ale - jeżeli winą rzeczywiście należało obarczać obciążenie genetyczne - być może nie tak bardzo odległymi. Przeniosła spojrzenie na odgrodzonego barierą smoka, przyglądając się pokrytemu lśniącymi łuskami grzbietowi, skrzydłom złożonym wzdłuż boków, pazurom, które wyryły długie ślady w podłożu. Gdyby nie trzeci róg, wystający z czaszki w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinno go być, nawet by się nie domyśliła, że ze stworzeniem coś było nie tak.
Kiedy Mathieu wspomniał o chorobach genetycznych u czarodziejów, odruchowo przeniosła na niego wzrok, a w jasnych tęczówkach odbiło się lekkie zaskoczenie. Jej choroba nie była tajemnicą wśród najbliższych członków rodu, w rozmowach zahaczano jednak o nią rzadko; był to zresztą temat, którego Evandra instynktownie unikała, kierowana jakąś nieuzasadnioną obawą, że stanie się nią - że patrząc na nią, będą widzieć jedynie serpentynę, zaciskającą kościste palce na bladej szyi. Częściowo to rozumiała, a odkąd stała się matką, potrafiła zrozumieć też, dlaczego w dzieciństwie uparcie starano się zamknąć ją w bezpiecznej, złotej klatce, ale ta świadomość nie łagodziła wcale uwierających ją myśli. Wypuściła bezgłośnie powietrze z płuc, bezwiednie poprawiając długie rękawy sukni - gestem wyniesionym z lat nastoletnich, kiedy to za wszelką cenę starała się ukryć błękit zbyt mocno prześwitujących przez skórę żył - i wreszcie kiwając lekko głową. - A jednak - nam udało się znaleźć sposób na okiełznanie większości z tych chorób - odpowiedziała cicho. Okiełznanie, nie wyleczenie; jakby same w sobie były groźnymi bestiami, czającymi się w cieniu. - Być może to samo moglibyśmy zrobić dla niego - dodała z nadzieją. Gdyby tylko wiedziała więcej. - To prawda - zgodziła się z kolejnymi słowami Mathieu. Chociaż żyli w magicznym świecie od urodzenia, ten wciąż nieustannie ich zaskakiwał, a przykładów nie trzeba było szukać daleko: nie minął nawet rok, odkąd anomalie na wiele miesięcy wywróciły do góry nogami wszystkie reguły i zasady, które wydawały się niepodważalne. Przerażało ją to - i fascynowało jednocześnie.
Zacisnęła mocniej wargi słysząc padające z ust Mathieu potwierdzenie. - Nie jesteśmy w stanie mu jakoś ulżyć? - zapytała; kiedy Teddris wracał do zdrowia, warzyła dla niego specjalne maści, ale wtedy problemem były gojące się zranienia - podejrzewała, że w tym przypadku sprawa była znacznie bardziej skomplikowana. Nim odezwała się ponownie, wyraźnie się zawahała. - Nie chciałabym być złym doradcą Mathieu, a obawiam się, że mogłabym wydać mylny osąd w tej sprawie - odpowiedziała. Serce podpowiadało jej, że owszem - że izolacja nigdy nie była dobra, że zarówno ludzie, jak i zwierzęta, mieli w zwyczaju marnieć, oddzieleni od istot sobie bliskich; z drugiej strony wiedziała też, kierowanie się sercem bywało niebezpieczne, a zamknięcie smoka w odosobnieniu z pewnością nie było bezpodstawne. - Jeżeli uważasz, że nie będzie to stanowiło dla żadnego z nich zagrożenia, to myślę, że jest to próba, którą warto podjąć - ale może powinieneś zapytać o opinię Tristana lub Melisande. Wiedzą więcej o Edrei niż ktokolwiek inny - dodała; w jej głosie pobrzmiewały nieme przeprosiny - żałowała, że nie mogła pomóc mu bardziej.


różo, tyś chora:
czerw niewidoczny,
niesiony nocą
przez wicher mroczny,

znalazł łoże w szczęśliwym
szkarłacie twego serca
i ciemną, potajemną
miłością cię uśmierca


Evandra G. Rosier
Zawód : alchemiczka w smoczym rezerwacie w Kent, harfistka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

beauty is terror.
whatever we call beautiful,
we quiver before it.

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7039-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t7155-melpomena https://www.morsmordre.net/t7040-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7054-skrytka-bankowa-nr-1701#185873 https://www.morsmordre.net/t7053-evandra-rosier#185872
Re: Terrarium [odnośnik]06.02.20 21:30
Wyspa o której mówiła Evandra to miejsce, które Rosier odwiedził w przeszłości, nie przy okazji uchwycenia Edrei, ale znał szczegóły wszystkich wypraw. Nie zawsze był dostępny i nie zawsze mógł zaoferować swoją pomoc w łowach. W rezerwacie spędzał większość swojego czasu, oddając się dbaniu u smoki i pomoc w ich rozwoju. Przypadek, o którym rozmawiali był niezwykłym wyzwaniem, spędzał mu sen z powiek od kilku tygodni. Wysłuchał słów Evandry, rozważając je bardzo dokładnie. Owszem, miała rację, wymarłe gatunki najprawdopodobniej były przodkami dzisiejszych smoków, jednak nie był pewien czy wybranie tego tropu i podążanie nim, było odpowiednią opcją. Powinien to przedyskutować z Tristanem, może zaangażować więcej osób. Skrzyżował ręce na wysokości klatki piersiowej i westchnął cicho. – Rozważę to.
Choroby genetyczne były w zasadzie normą w dzisiejszych czasach i nie uważał tego za oznakę słabości lub gorszego stanu. Owszem, wiedział o jej przypadłości, ale nigdy nie uznałby tego za skazę. Evandra była wspaniałą kobietą, niesamowitą i jako jedna z niewielu osób potrafiła go zrozumieć, nawet jeśli nie byli ze sobą niezwykle blisko. Niemniej jednak, przypadłości się zdarzały, nie powinna się tym przejmować. To był jedynie przykład, wszak skoro wśród czarodziejów takie zjawiska mogą wystąpić, wśród smoków nie powinny być zaskoczeniem. Może właśnie mieli do czynienia z rodzajem choroby genetycznej w wydaniu smoczym? Tego jeszcze nie wiedzieli.
- Trzeba byłoby najpierw upewnić się, że to właśnie to. – niestety, na tą tezę brakowało im niezbitych dowodów, a nie mogą działać bez pewności, jeśli istniało ryzyko sprawdzenia na smoka większej ilości cierpienia i bólu. Wolałby nie myśleć jak mogłoby się to skończyć. Cierpiał dostatecznie mocno, aby jeszcze mu dokładać. Evandra z pewnością wiedziała o co chodzi Mathieu.
Dlatego właśnie Evandra była obok niego i to właśni z nią rozmawiał. Mogła spojrzeć na sprawę świeżym okiem, nie skażona porażkami w próbach ulżenia magicznemu stworzeniu. On sam potrzebował rozmowy z kimś innym, z kimś kto od razu nie skreśli tej misji i nie założy, że będzie ich największą porażką.
- Nie jestem pewien, ale warto byłoby spróbować z eliksirem przeciwbólowym. Nie wiem czy odczuwa ból spowodowany deformacjami, ani tym bardziej jak silny mógłby być. Nie jestem znawcą eliksirów, moja droga, jak zapewne wiesz, jednak… Może Ty byłabyś w stanie coś zaradzić? – spytał, przyglądając jej się przez chwilę. Eliksir przeciwbólowy ze składników, które nie mogłyby zaszkodzić smokowi. Może jakaś maść. Mathieu miał na tyle odwagi, aby podjąć próbę nałożenia jej na niego osobiście. Nie bał się Albionów, nie chciał, aby smok cierpiał.
- Porozmawiam z Tristanem… Zagrożenie zawsze istnieje, wszak to smoki, jednak w warunkach kontrolowanych, może oboje przypadliby sobie do gustu. – stwierdził jedynie, uśmiechając się lekko. Spojrzał na smoka, zapewne był głodny. Co prawda pora karmienia dopiero miała nadejść, ale podstawą rekonwalescencji było odpowiednie żywienia. Tym też potrafił się zająć, więc bez oporów zbliżył się do smoka, aby go nakarmić. – Naprawdę nie chcę, abyśmy posuwali się do najgorszego rozwiązania. Chcę, żeby żył. – powiedział dopiero po chwili, zerkając na Evandrę. Mathieu Rosier – potrafił bez mrugnięcia okiem wycelować brutalne zaklęcie w stronę szlamy, mugola czy przeciwnika. Za to cierpienie smoków zadawało się jego osobistym.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]10.02.20 10:06
Kiwnęła lekko głową, słysząc jego odpowiedź. Widziała, że zastanawiał się nad jej słowami, nie ponaglała go jednak, ani nie próbowała przekonywać; wierzyła w jego rozwagę i trzeźwą ocenę. – W razie, gdybyś postanowił podążyć tą ścieżką, zbiory w Thorness Manor będą do twojej dyspozycji – tak samo, jak mój czas – dodała jeszcze z uśmiechem, nieco podszytym sentymentem; jak długo już nie odwiedzała rodzinnej wyspy? Nie chciała się rozpraszać, nie w tym momencie, kiedy powinna skupić się na pomocy, o którą poprosił ją Mathieu, ale na sekundę jej myśli mimowolnie pomknęły ponad białe klify i rozbijające się o nie, morskie fale; w myślach zaczęła liczyć, docierając do maja – i pozwalając, by inne wspomnienie wypłynęło na powierzchnię jej świadomości.
Zastanowiła się przez moment, również myśląc nad tym, co właśnie powiedział jej rozmówca. – Czy jest jakaś inna diagnoza, którą rozważasz? – zapytała. Wciąż nie wiedziała wystarczająco na temat smoczych chorób, by wysnuć własną, ale być może fakt, że pracujący w rezerwacie smokologowie stykali się z podobnym przypadkiem po raz pierwszy, sam w sobie stanowił podpowiedź. – Kiedy dokładnie się wykluł? W trakcie anomalii czy wcześniej? – Odwróciła się, pytające spojrzenie jasnych oczu zatrzymując na męskiej twarzy. Chciała się upewnić, ostatnie miesiące były dla niej rozmytą mozaiką zlewających się ze sobą zdarzeń; naznaczonych głównie strachem – narodzonym wraz z majowym wybuchem, który niemal odebrał jej życie, i zmytym dopiero w grudniu, spływającym do ziemi razem z niezwykłym deszczem oraz świadomością, że jej syn urodził się cały i zdrowy; że nic już mu nie zagrażało.
Kiedy zadał jej kolejne pytanie, nie wahała się nad odpowiedzią. – Oczywiście. Przygotowywałam już mikstury i maści łagodzące ból dla albionów, mogę przygotować taką, która będzie dla niego bezpieczna – przytaknęła, odwracając na moment spojrzenie i zatrzymując je na młodym smoku, w myślach zastanawiając się już, jaka forma przeciwbólowego środka byłaby dla niego najlepsza. – Będę potrzebować kilku informacji, wieku, szacowanej masy ciała, żeby właściwie dobrać dawkę. Czy są jakieś składniki, na które źle reagował w przeszłości? – zapytała, ponownie odnajdując wzrokiem twarz Mathieu, ożywiając się nieco; w ogólnych rozważaniach na temat smoczych przypadłości nadal jeszcze czuła się, jakby błądziła we mgle, z alchemią było jednak inaczej – jak z wygrywaniem utworu na dobrze opanowanym instrumencie.
Z pewnością wybierzecie najlepsze rozwiązanie – odpowiedziała, nie mając co do tego wątpliwości – widziała na własne oczy, jak bardzo troszczyli się o dobro żyjących w rezerwacie smoków, nie wzbraniając się przed poświęceniem długich miesięcy, by uratować jednego z nich. – Musiałyby być pod ciągłą obserwacją? – zapytała po chwili, nie do końca wiedząc, jak w przypadku stworzeń tak potężnych i nieprzewidywalnych wyglądały kontrolowane warunki; podejrzewała, że odrobinę inaczej niż te, które panowały w pracowni alchemicznej.
Zawahała się, kiedy Mathieu bez oporów skrócił bezpieczny dystans, dzielący ich od smoka, ostatecznie jednak pozostając w miejscu; z jednej strony chcąc podejść bliżej, z drugiej – nie chcąc, by jej obecność zaburzyła spokój stworzenia, nieprzyzwyczajonego do jej towarzystwa. – Ja też tego chcę – odparła, orientując się, że była to prawda – a nie jedynie uprzejme przytaknięcie. Przyglądała się przez moment, jak mężczyzna zabiera się do karmienia. Smok, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie wydawał się agresywny – ale być może była to kwestia przywyknięcia do opiekuna. – Czy ja mogę?.. – zapytała, nie kończąc zdania, ale gestem wskazując przed siebie.


różo, tyś chora:
czerw niewidoczny,
niesiony nocą
przez wicher mroczny,

znalazł łoże w szczęśliwym
szkarłacie twego serca
i ciemną, potajemną
miłością cię uśmierca


Evandra G. Rosier
Zawód : alchemiczka w smoczym rezerwacie w Kent, harfistka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

beauty is terror.
whatever we call beautiful,
we quiver before it.

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7039-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t7155-melpomena https://www.morsmordre.net/t7040-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7054-skrytka-bankowa-nr-1701#185873 https://www.morsmordre.net/t7053-evandra-rosier#185872
Re: Terrarium [odnośnik]14.02.20 21:55
Wspólna walka o przetrwanie tej pięknej i wyjątkowej istoty miała dla Rosiera ogromne znaczenie. Nie każdy podjąłby się walki, o której teraz rozmawiał z małżonką Tristana. Cenił sobie zdanie Evandry i jej wsparcie, nie mógłby wyobrazić sobie ich relacji jako lepszej. Kiwnął głową na jej słowa, akceptując to, że może na nią liczyć w każdej chwili. Nie chciał oczywiście zanadto obciążać młodej matki, miała swoje obowiązki przy Evanie, więc nie będzie nadwyrężał jej czasu. Oczywiście nic nie stało na przeszkodzie, aby mogli swobodnie porozmawiać, szczególnie jeśli sprawa miała dla nich tak wysoką rangę. Dla niego oczywiście każda kwestia i każdy aspekt życia smoków był na pierwszym miejscu, nie wyobrażał sobie, aby jego życie mogło wyglądać inaczej.
- Zirael i Azael wykluły się przed anomaliami… – odparł najpierw. Nie pamiętał dokładnej daty, choć większość takich wydarzeń miała dla niego istotne znaczenie. Ten smok od razu miał problemy, ten deformacja czaszki… Przykry widok. Rokowania były nieznane od samego początku, ale skoro przeżył tyle miesięcy, była dla niego nadzieja. – Nie wiem… Zastanawiałem się czy istniały przypadki bliźniaczych wykluć, w jednym jaju dwa smoki… Nie słyszałem o tym wcześniej. To może szalone, nie znam się na genetycznych kwestiach, ale… może mogło nastąpić wchłonięcie bliźniaczego smoka? Wiem, brzmi to głupio i szalenie. – mruknął kiwając głową. Cholernie głupi pomysł, nie znał się na tym za bardzo i szczerze mówiąc… musiałby zgłębić kwestie genealogii i tego wszystkiego. Ważne, żeby coś dało się wymyślić w ich kwestii i jakoś rozwiązać smoczy problem.
- Nie przypominam sobie, żeby na cokolwiek źle zareagował. – odpowiedział, wracając myślami do przeszłości, ale był niemal pewien, że smok nie reagował źle na żadne ingrediencje czy inne składniki. – Tak, musiałby cały czas ktoś był obok. – dodał, uśmiechając się lekko. On by się poświęcił, bez najmniejszego problemu. Z drugiej strony, to kwestia ważna, żeby przedyskutować wszystko z Tristanem. Może kuzyn podzieli jego zdanie.
Za to Mathieu nie był pewny czy pozwalać Evandrze podchodzić bliżej smoka. Z jednej strony był zaraz obok, więc mogłoby się stać, z drugiej… Azael nie był zbyt przyjazny wobec osób, których nie znał. Pozbawiony kontaktu z innymi smokami, w ciągłej izolacji. Mathieu kiwnął głową, jednak kiedy Evandra zrobiła krok, smok poruszył się nerwowo.
- Chyba nie jest dziś w humorze. – zatrzymał ją od razu. Zbyt wiele ryzykowali, nie było sensu. Ważne, że smok był nakarmiony i podjęli wstępne rozmowy, co do sposobu ograniczenia bólu. Najważniejsze, że będą mogli razem działać. Skierował się z Evandrą do wyjścia i stanął przed Terrarium. – Dziękuję, że przyszłaś. Muszę jeszcze wykonać kilka rzeczy. Porozmawiamy wieczorem w domu. – grzecznie podziękował bratowej za wsparcie i kiwnął głową na pożegnanie. Jej pomoc była nieoceniona.

ZT



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]24.02.20 15:24
Przytaknęła milcząco w reakcji na odpowiedź Mathieu – zaprzeczenie wysuniętej przez nią teorii nie przyniosło jej rozczarowania, zdawała sobie sprawę, że w pracy ze smokami brakowało jej doświadczenia; rozważając kwestie związane ze smoczą chorobą, poruszała się więc głównie na ślepo, kierując się bardziej intuicją niż wiedzą, i pozwalając, by jej słowa weryfikowali czarodzieje posiadający zdecydowanie więcej wyrobionego latami wyczucia. Mathieu również musiał zdawać sobie z tego sprawę, wyglądało jednak na to, że nie przeszkadzało mu prostowanie jej pomyłek – wątpiła zresztą, by wezwał ją tutaj licząc, że przedstawi mu gotowe rozwiązanie. Być może chodziło po prostu o świeże spojrzenie na stary problem, o nieskażone poprzednimi porażkami przemyślenia kogoś, kto nie poruszał się wydeptanymi przez innych smokologów ścieżkami – bo zwyczajnie nie wiedział, którędy przebiegały. – Nie odnajduję głupoty ani szaleństwa w twoich słowach – zaprzeczyła, z jednej strony rozumiejąc wątpliwości targające smoczym łowcą, z drugiej – uważając, że nie miał ku nim powodów. – Podejrzewasz, że proces nie przebiegł do końca tak, jak powinien i nastąpiła mutacja? – zapytała, zachęcając go, by od razu nie odrzucał tego tropu jako mylny – przynajmniej, dopóki nie rozważy wszelkich możliwości. – I co by to oznaczało dla samego smoka? Chodzi mi o rokowania na przyszłość – dodała, zastanawiając się, czy jeżeli okazałoby się, że Mathieu faktycznie miał rację – to byłaby to dobra, czy zła wiadomość?
W porządku – kiwnęła głową. – Porozmawiam jeszcze wobec tego z pozostałymi alchemikami – nie chciała popełnić błędu; nie w sprawie tak delikatnej i istotnej – i od razu cię poinformuję, kiedy mikstura będzie gotowa – dodała, w myślach już zastanawiając się nad doborem właściwych ingrediencji. Nie miała wątpliwości, że będzie musiała zajrzeć do zgromadzonych w rezerwacie zbiorów, być może zasięgnąć opinii kogoś bardziej doświadczonego – problemy, z którymi borykał się młody smok, drastycznie różniły się od zwyczajnych zranień czy otarć. Jednym z dodatkowych czynników był też z pewnością wiek bestii i fakt, że do tej pory przebywała głównie w warunkach terrarium; wiedziała, że takie smoki bywały mniej odporne od tych, którym było dane żyć poza ścianami chronionego budynku.
Zdając sobie sprawę z konieczności zachowania ostrożności, zaczekała cierpliwie na odpowiedź Mathieu, dopiero później robiąc powolny krok w przód – i nieruchomiejąc, gdy smok poruszył się niespokojnie, szarpiąc zdeformowaną głową. Skrzyżowanie spojrzeń ze smokologiem wystarczyło, by odebrała milczącą informację, a jego następne słowa tylko ją potwierdziły; wycofała się więc na bezpieczną odległość, czekając, aż lord Rosier do niej dołączy. – To żaden problem – zapewniła, uśmiechając się jednak na słowa podziękowania. – I – oczywiście, nie będę zajmować więcej twojego czasu – odpowiedziała, zdając sobie sprawę z ogromu ciążących na Mathieu obowiązków. – Do zobaczenia – pożegnała się, gestem zaznaczając, że nie było konieczności, by lord Rosier odprowadzał ją z powrotem do gabinetu; znała już tę część rezerwatu wystarczająco dobrze, by poruszać się po niej swobodnie – pewna, że nic złego nie mogło jej tutaj spotkać.

| zt <3


różo, tyś chora:
czerw niewidoczny,
niesiony nocą
przez wicher mroczny,

znalazł łoże w szczęśliwym
szkarłacie twego serca
i ciemną, potajemną
miłością cię uśmierca


Evandra G. Rosier
Zawód : alchemiczka w smoczym rezerwacie w Kent, harfistka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna

beauty is terror.
whatever we call beautiful,
we quiver before it.

OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7039-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t7155-melpomena https://www.morsmordre.net/t7040-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7054-skrytka-bankowa-nr-1701#185873 https://www.morsmordre.net/t7053-evandra-rosier#185872
Re: Terrarium [odnośnik]25.08.20 21:54
2 VII

Rezerwat Albionów Czarnookich ponownie gościł w swych progach lorda Blacka. Czy komukolwiek jeszcze wydawało się to dziwne? W ostatnich miesiącach wydarzyło się wiele dziwniejszych rzeczy, ale możliwość połączenia dwóch zwaśnionych rodów zdołała pobudzać wyobraźnie zapalonych czytelniczek Czarownicy. To były ledwie pogłoski, za którymi nie stał żaden twardy dowód. Jeszcze. Sam Alphard za najbardziej wymowne świadectwo połączenia uznawał elegancki pierścionek zaręczynowy, którym chciał ozdobić palec serdeczny swej wybranki. Czy chęć długo jeszcze będzie pozostawać mrzonką? Pragnął oświadczyć się jeszcze w tym roku, nie widząc w tym nic zdrożonego, choć podejrzewał, że to może nie być proste.
Już sam fakt, że pewnie stąpał po terenie dziedzictwa rodu Rosier wiele mówił. Zapewne w innych okolicznościach nie miałby wstępu do tej części rezerwatu, gdzie przebywać mogli tylko pracownicy, jednak tym razem nie przybywał tu jako zwiedzający, wciąż całe przedsięwzięcie otaczał opieką prawną, ale przede wszystkim był jedynym, który doskonale znał hiszpański. Uważnie przyglądał się poczynaniom smokologów zajętych przemieszczaniem monstrualnych rozmiarów klatki, w której potężna istota nie miała możliwości rozwinąć skrzydeł w całej ich rozpiętości. Ogniomiot kataloński pozostawał ospały, łeb trzymał nisko, a jego powieki nie podniosły się ani razu, nawet kiedy przy wkraczaniu do terrarium klatkę trzeba było obrócić w asyście kilkunastu czarodziei. Alphard nie bez powodu chciał wszystkiego dopilnować, bo choć niewiele wiedział o magicznych istotach, a wiedzę o zasadach wedle których powinny być transportowane miał pobieżną, to jednak musiał jasno podkreślić swój udział swoją obecnością. Chciał tu być również z jednego powodu, wcale nie tak bardzo przejęty losem smoka na obowiązkowej kwarantannie przed wypuszczeniem go na otwartą przestrzeń.
Ujrzał ją w tej samej chwili, kiedy klatka zniknęła, a metalowy stelaż pojawił się na swoim miejscu, zamykając nowy okaz w ograniczonej przestrzeni. On jednak był w stanie przyglądać się tylko kobiecej sylwetce zastygłej być może z ekscytacji na widok nowego podopiecznego. Zbliżał się powoli, ostrożnie, zastanawiając się nad tym, co powinien powiedzieć na samym początku. Od ich ostatniego spotkania minęły prawie trzy miesiące. W tym czasie postanowił się w żadnym razie nie narzucać; nie zadręczał jej listami, nie szukał desperacko okazji do kolejnego spotkania, ani nie wypytywał nikogo o to, jak się miewa i czy zajmuje ją coś ciekawego lub ktoś ciekawy. Był wystarczająco czujny, aby wiedzieć, że żadna inna lordowska sylwetka nie pojawiła się na horyzoncie, a to mu w zupełności wystarczało. Każdy kolejny tydzień był coraz bardziej pracowity, lecz zmęczony umysł i tak odnajdywał chwile, aby uciec myślami ku lady Rosier. Stanowczo utrzymywany czas rozłąki pomógł mu upewnić się co do tego, że żywione do Melisande uczucie nie jest jedynie kaprysem, cały czasie to samo pragnienie było w nim żywe.  
Czy możesz obecność tego smoka uznać za spóźniony prezent urodzinowy? – spytał spokojnie, nie odrywając od niej czujnego spojrzenia. Kiedy poznał datę jej urodzin, długo zastanawiał się, czy wypada mu podarować z tej okazji cokolwiek. Myślał o posłaniu klejnotów czy cennych ksiąg, lecz ostatecznie nic nie wydawało się adekwatne. Zdobył więc dla niej smoka. Słyszał, że obecność tego gatunku w rezerwacie może przyczynić się do posunięcia wielu badań dotyczących całego rodzaju do przodu, więc sam w ten sposób argumentował przed hiszpańskimi urzędnikami konieczność zawiązania transakcji pomimo zmian w krajowym prawodawstwie. Miał też nadzieję, że możliwość kontynuowania badań może ją choć trochę uradować, w końcu to było jej dziedzictwo, jej wielka pasja i misja. – Miałaś już okazję wcześniej ujrzeć przedstawiciela tego gatunku? – był szczerze ciekaw jej odpowiedzi, bo może kiedyś w towarzystwie krewnych odwiedziła kataloński rezerwat pod Tarragoną, złożenie podobnej wizyty nie wydawało się być wielkim wyczynem.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Terrarium [odnośnik]26.08.20 3:33
Nie miała pojęcia, jakie Black otrzymał zadanie. Nie wypytywała też o nie Tristana, bo cokolwiek by to nie było, jeśli chciał posiąść choć nikłą szansę, musiał je wypełnić. Blask w tęczówkach Alpharda, kiedy widziała go ostatni raz, wydawał się jaśnieć bez zawahania czy obaw, co do tego czy podoła. Była skora stwierdzić, że nawet gdyby musiał zjechać cały świat, zrobiłby to, bo właśnie tego chciał. Skałamałby jednak, gdyby powiedziała że z zapartym tchem oczekiwała na list niesiony przez monochromatyczną sowę. Krótka rozmowa z bratem dawała jej pogląd na to, jak on sam zapatruje się na całą sprawę i tyle wystarczyło jej by wysnuć wnioski i wiedzieć swoje. Zajmowała się dalej sobą. Wspierała rezerwat. Spędzała kolejne godziny na przygotowywaniu się do pertraktacji, do których - po jej ostatnim sukcesie - Malcolm zaczynał dopuszczać ją odważniej. Nie przestawała jednak zajmować się samymi smokami, nadzorując kolejne zachowania, spisując kolejne notatki i przeglądając te, które przynosili jej opiekunowie. Mimo mijających lat nigdy nie poczuła się zawiedziona tym, że nie stawała oko w okiem ze smokiem, tak jak widziała to jeszcze za dziecięcych lat. Wraz z biegiem czasu zaczynała rozumieć, że nigdy nie będzie taka jak brat. Ale nie przeszkadzało jej to. Znalazła swój własny sposób na świat.
Wieść, że jej rezerwat pozyska dziś smoka, o którego wcześniej starał się jej brat dotarła do niej wcześniej, ale nie odciągnęła jej ona od jej codziennych spraw. To dopiero dziś jej skupienie zdawało się uciec. Przeglądała kolejne księgi wertując informacje, spisując słowa klucze na jednym z pergaminów, ale nie mogła na niczym skupić się dostatecznie. Myślała, że sprawna ogniomiota katalońskiego jest z góry przegrana. Nowe przepisy które weszły uniemożliwiały im transport smoka, a strona hiszpańska zablokowała transakcje. Sama przeglądała dokumenty, ale na niewiele się to zdało. Nie miała pojęcia jak na Mahaut katalończyk miał jednak znaleźć się u nich, ale wiedziała, że Tristan był w stanie dokonać wiele. Co jakiś czas zerkała na zegar, odliczając do czasu o której miał przybyć transport. A kiedy poruszenie zaczynało ogarniać cały rezerwat, złapała w dłoń księgę, kilka spisanych pergaminów i jeden pusty, wraz z samopiszącym piórem, które zawsze było dostępne w laboratorium. I do którego zawsze wracało i tak.
Nie podchodziła bliżej, ustawiając się jednak tak, by widzieć wszystko dokładnie. Z daleka obserwując kolejne poczynania, spod lekko zmarszczonych brwi przyglądając się zarówno poczynaniom pracowników, jak i zachowaniu gada. Jej oczy przesuwały się po jego sylwetce, a usta co jakiś czas wypowiadały słowa, które skreślało pióro. Trzymana przy piersi księga tylko raz została przez nią otwarta, kiedy w zastanowieniu coś w niej sprawdzała, całkowicie swoim działaniem pochłonięta. I taka została, rozłożona, wprawiona w ruch lewitacją, kiedy złapała za jeden z pergaminów zawierających kopię informacji o dostarczonym smoku. Stalowe tęczówki sprawdziły coś na pergaminie, zerknęły w księgę i zawisły na smoku, kompletnie ignorując cały świat. Dłoń powędrowała do góry i skubnęła dolną wargę.
Najpierw drgnęła, ledwie zauważalnie kiedy obok niej mignęła sylwetka.
- Tak, tak. - mruknęła z początku, widocznie zawieszona jeszcze w myślach na których się skupiała. Sądząc, że pada jedno z typowych pytań dostawców, którzy zazwyczaj chcieli wiedzieć, czy magazyn jest tam. A tam, znaczyło jedyne zejście, które znajdowało się kawałek dalej za miejscem w którym właśnie stała. Wyciągnęła dłoń, żeby przewrócić jedną ze stron, pochyliła się trochę do przodu, ale nagle zamarła. Coś było nie tak. Pytanie nie brzmiało tak jak powinno. A głos przecież znała. Odwróciła głowę, a jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu, kiedy w końcu poprawnie zrozumiała o co pytał, stojący obok niej Alphard Black.
Ale jak?
Wyprostowała się prostując nieistniejącą fałdę na spódnicy z lekkiego materiału w którą została wciśnięta biała koszula wyszywana złotymi nićmi. Wyglądała, swobodniej, naturalniej, z włosami luźno spiętymi wstążką na plecach i mniej formalnymi ubraniami. Spojrzenie przesunęło się na smoka, a brwi zmarszczyły, by za chwilę powrócić do Alpharda kiedy wnioskowała, a kolejne rzeczy zaczynały wchodzić na swoje miejsce. Przesunęła spojrzenie na bok na smoka, zdawała się nie patrzeć na niego, widocznie pochłonięta własnymi myślami. Lewą ręką podtrzymała prawą, która uniosła się. Kciuk wylądował pod wargą, a wskazujący zatrzymał się nad nią na chwilę. I w końcu je znalazła - rozwiązanie. A to sprawiło, że zaśmiała się w rozbawieniu kręcąc głową i opuszczając dłonie. Uśmiech pozostał na jej wargach.  
- Winszuję, lordzie Black. - skinęła z uznaniem głową. Swoją uwagę poświęcając na powrót jego sylwetce, którą zmierzyła spokojnie finalnie zawieszając stalowo-błękitne tęczówki na jego twarzy. A więc udało mu się zrobić coś, co dla nich było nieosiągalne. - A co do twojego pytania - nie obawiasz się do jakich rozmiarów może urosnąć moja zachłanność, gdy za pierwszy podarek uznam to o czym mówisz? -  uśmiech nadal błądził w okolicy jej ust, sięgając też oczu. Kusząca propozycja, choć jej logiczność i tym razem wygrała.
- Tak. - odpowiedziała na drugie z jego pytań, zwracając się znów w kierunku smoka i to na nim skupiając uwagę. - Byłam przez tydzień w Hiszpańskim rezerwacie. Jednak to za mało. Tym co ciekawe jest fakt, że że poza nazwą chiński i kataloński ogniomiot rozbiegają się w swojej własnej gatunkowej złożoności. - wypowiedziała gładko i ze spokojem. Zamykając nadal lewitującą przed nią księgę i machnięciem różdżki ściągając z niej zaklęcie, by objąć ją dłońmi i przycisnąć do piersi. Zaprzestając wykładu nie chcąc zanudzać go różnicami gatunkowymi dwóch gadów. - Czy chcę wiedzieć jak? - zapytała zamiast tego, zerkając na niego. Mogłaby obstawić w tej sprawie kilka kart, tym razem jednak nie zakładała postanawiając poczekać na odpowiedź.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Terrarium [odnośnik]30.08.20 19:34
Po raz pierwszy miał przyjemność ujrzeć Melisande tak bezbrzeżnie skupioną, że aż zdawała się tonąć we własnym świecie przemyśleń. Od pierwszej chwili nieustannie pozostawała wpatrzona w smoka, jakby spojrzeniem pragnęła uchwycić każdy detal występujący w sylwetce masywnego stworzenia. Wiedział, że w jej przypadku ten cel jest osiągalny, bystrość jej umysłu i ostrość wejrzenia stanowiły ogromne atuty przy tym zadaniu. Trzymała się w bezpiecznej odległości, wypowiadając kolejne słowa niby bezwiednie, a jednak te nie padały bez powodu, wszelkie spostrzeżenia utrwalało samopiszące pióro na czystym pergaminie. Widok poruszających się różanych ust był intrygujący. Pochłonięta przez swoje myśli czarownica nie zainteresowała się od razu tym, kto narusza jej spokój i z jakiego powodu to czyni, nie mogła więc zauważyć, jak spoglądał na nią przez chwilę z głodem w ciemnych oczach. Dla własnego dobra musiał powstrzymać się przed wyobrażaniem sobie zbyt wiele, kiedy w terrarium były obecne osoby postronne. O ile nikt tutaj nie ośmieli się nawet złego słowa powiedzieć pod adresem lady Rosier, to lord Black mógł nie zaznać podobnego przejawu przychylności, wszak nie był u siebie, tutaj zawsze będzie tylko gościem. Na razie jednak wszyscy pozostawali skupieni na smoku. Był w stanie zrozumieć dlaczego przegrywał starania o uwagę szlachcianki z dopiero co przybyłym do rezerwatu nabytkiem. Kiedy ona całą swą ekscytację kierowała ku ogniomiotowi, on wciąż nie odrywał spojrzenia od niej.
Gdy wreszcie łaskawie zwróciła się ku niemu, wpierw ujrzał na jej twarzy chwilowe zdumienie, które zaraz zamaskowała duma. Jak zwykle prezentowała się nienagannie, obleczona w rodowe barwy, choć w swobodniejszym wydaniu niż na salonach. Przyglądał się jej dalej, może nieco mniej intensywnie, a jednak zdecydował się śmiało śledzić wędrówkę unoszonej przez nią dłoni. Przeczuwał jaki gest wykona i nie pomylił się, rzeczywiście leniwie skubnęła wargę. Upewnienie się co do jednego z jej nawyków sprawiało mu satysfakcję, tak jak jej śmiech wypełnił go przyjemnym ciepłem. Również się uśmiechnął, przekonany o tym, że dama połączyła odpowiednio elementy, aby ułożyć z nich pełen obraz sytuacji. Oczywistym było, że jego obecność tutaj nie była przypadkowa, sam to zresztą zakomunikował przed chwilą.
Nabieram coraz większej wprawy w osiąganiu tego, co wydaje się trudne czy wręcz niemożliwe – odparł z zuchwałą nutą, odwołując się do sprawy smoka, ale także do kwestii pojednania ich rodów poprzez węzeł małżeński. Coraz odważniej ustanawiał dla siebie kolejne cele i nie miał się czego obawiać, z każdym dniem stawał się coraz bardziej godny noszonego nazwiska. – Gotów jestem wziąć pełną odpowiedzialność za twoją zachłanność, jeśli to ja dam jej początek.
Rzeczywiście byłaby skłonna w przyszłości żądać od niego nierealnych rzeczy? Do tej pory wydawało mu się, że Melisande poddaje wszystko chłodnej kalkulacji. Absurdalne żądania wcale nie pasowały do jej charakteru. Jeśli jednak się mylił? Nie zdołał jeszcze poznać jej natury dogłębnie, był jednak przekonany, że ma do czynienia z inteligentną czarownicą, która nie kierowała się kaprysami.
Istota magiczna sama w sobie nie była składanym przez niego podarkiem, jego zasługa było jedynie sprowadzenie jej do rezerwatu. Smok był własnością rezerwatu, to ród Rosier wyłożył fundusze na jego zakup, jednak większą część kosztów transportu pokrył Black, nie chcąc dopraszać się o dodatkowe środki pieniężne, kiedy nie stanowiły żadnego problemu. Wkład finansowy nie był w jego mniemaniu stratą, całe przedsięwzięcie rozpatrywał w kategorii inwestycji, która zwrócić mu się w przyszłości. Miał na względzie takie korzyści jak ustabilizowanie jego wewnętrznej pozycji w rodzie czy umocnienia poszanowania dla jego osoby w ministerialnych strukturach. Jego największym pragnieniem było jednak osiągnięcie osobistego szczęścia, którego upatrywał właśnie w niej. Czasem doskwierało mu uczucie pustki, miał też dość samotności.
Docisnęła księgę do piersi, znów bardziej zaabsorbowana smokiem, jednak po chwili znów zwróciła się ku niemu. Uśmiechnął się lekko, ukontentowany jej pytaniem. – Kilka listów i rozmów, kilka wzajemnych przysług – wymienił swobodnie metody, które posłużyły mu do osiągnięcia celu, nie zamierzając jednak wdawać się w szczegóły. Konieczne było nie tylko wykorzystanie różnych kontaktów, musiał zaangażować się osobiście, pośrednictwo w tej sprawie mogłoby okazać się dla niektórych obraźliwe. – Miło było ponownie odwiedzić Hiszpanię – oznajmił ciszej, nie kryjąc swojej nostalgii, gdy za młodu miał okazję nieco dłużej bawić w słonecznym kraju. Wtedy jego życie było zdecydowanie prostsze, z racji wieku nie musiał zbyt wiele się martwić, pozostawał odsunięty od ważkich spraw. To nie mogło jednak trwać wiecznie, musiał w końcu wydorośleć. – Najważniejsze, że wiesz dlaczego – dodał jeszcze poważnym tonem, znów obdarzając ją wnikliwym spojrzeniem, jakby na dnie błękitno-szarych tęczówek chciał dostrzec samą duszę. – Nic mi nie obiecano. Jeszcze.
Był przygotowany na to, że zamiast propozycji przymierza otrzyma kolejne zadanie, lecz wcale się tego nie obawiał. Najwyżej przyjdzie mu zacisnąć zęby, zmuszony też będzie przełknąć całą gorycz, ale ostatecznie dopnie swego. Pewności siebie mu nie brakowało, brała się ona z jego determinacji.
Nie wiem za wiele o smokach, jednak ciekaw jestem prowadzonych przez rezerwat badań. Od strony numerologicznej jestem w stanie pojąć ich naturę – zaczął ostrożnie, aby zachęcić ją do rozmowy na temat odpowiadający jej gustom. Wcale nie udawał zainteresowania, był ciekaw tego, co obdarza tak wielką pasją, jednocześnie mógł dowiedzieć się o niej samej czegoś więcej.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Terrarium [odnośnik]02.09.20 19:40
Była zajęta. Skupiona na smoku, który widocznie pozostawał jeszcze pod działaniem zaklęć. Mogła jednak wstępnie sprawdzić czy dostarczone zwierze jest zgodne z tym, którego zakup planowali. Mimo wszystko, to musiało uzyskać swoje potwierdzenie. Co więcej fakt, że w rezerwacie pojawił się ogniomiot kataloński otwierał przed nimi nowe drogi. Drogi, o których sądzili, że przynajmniej na razie pozostaną zamknięte. A sam ogniomiot był stworzeniem, którego sama jeszcze dokładnie nie zbadała pod względem behawiorystycznym, to zaś było zwyczajnie ekscytujące. Zatopiła w dwutorowym toku, jeden dotyczącym tego, co robiła teraz. Drugi wybiegał dalej wybierając konkretne metody badawcze i układając powoli plan postępowania. Nie zostawało już wiele miejsca, na dostrzeganie bardziej niż ledwie otoczenia. Dlatego w pierwszej chwili nie zwróciła też i tej uwagi na jednostkę, która pojawiła się obok biorąc ją za nikogo, kim mogłaby się zainteresować na dłużej. W dwa toki myślowe z lekkim opóźnieniem wbił się sens zdania, które padło a to sprawiło, że jej tęczówki przesunęły się w stronę Alpharda. Połączenie wszystkich faktów nie było trudne, zwłaszcza, że Black sam przyznał że obecność smoka niejako jest jego zasługą. A jaki inny interes mógłby mieć w wyświadczaniu im przysługi, jeśli nie chęć sprostania zadaniu, które pozwoli dosięgnąć jej dłoń, po którą sięgał?
- Na to wygląda. - zgodziła się swobodnie oddając mu z lekkością to, o czym mówił. Nie mogła zaprzeczać, że dokonał czegoś, czego ona nie mogła osiągnąć. Kolejne słowa sprawiły, że jej brew uniosła się odrobinę ku górze. - ...i koniec? - zapytała by zaśmiać się łagodnie. Uśmiechając się znacząco nawiązując do jego własnego planu w którym finalnie, mogła - a może nawet miała - zostać żoną. Jego żoną. Jako mąż, to on miał decydować, posiadać ostatnie zdanie, a czasem - czy też zazwyczaj - jedyne i niepodważalne. Była gotowa na taki stan rzeczy. Nigdy nie sądziła głupio, że decyzje mogą należeć do niej. Mogła jedynie spróbować pchnąć je odpowiednim kierunku, lub zmienić ich tor. Tylko, albo aż. I to też, nie zawsze. - Niech więc będzie wedle twej woli, lordzie Black. - zgodziła się nie zamierzając w tym momencie z uporem odmawiać. Jeśli chciał wziąć odpowiedzialność za, może nie za nią, a za szeroko zakrojoną zachłanność winna mu przecież pozwolić. Nie ugiął się pod ciężarem zadania i doprowadził je do końca. Zależało mu, by ją mieć. A biorąc ją za żonę, będzie odpowiedzialny za jej dobro. - Dziękuję, sprawiłeś mi radość. - stwierdziła wspaniałomyślnie nie przestając się uśmiechać. W jej spojrzeniu widoczne były iskierki podniecenia i prawdziwej radość. Obecność smoka widocznie była jej na rękę i wpływała na jej dobry humor. Mimo wszystko, jej postawa, wygląd czy zachowanie nie różniło się bardzo od większości ich wspólnych spotkań. Odrobinę swobodniejsza. Nadal ważąca słowa. Ułożona. Ale rozluźniona, możliwe, że przez znane od lat otoczenie.
- Wiem. - zgodziła się już po raz kolejny dzisiaj. Kiedy połączyła fakty, wysnuła odpowiednie wnioski i nie wątpiła, że zrobiła to dobrze. Kolejne słowa wypowiedziane przez mężczyznę jedynie to potwierdzały. - Ja też nic ci dziś nie obiecam. - zastrzegła krzyżując z nim błękitno stalowe tęczówki bez obawy. Jej wzrok przyciągnęła sylwetka kobiety, która wędrowała zza Blacka w kierunku miejsca w którym spędzała najwięcej czasu.
- Diano, poczekaj. - zatrzymała kobietę odsuwając z chwilą opóźnienia wzrok od Alpharda. - Zabierz wszystko do laboratorium. Stan rzeczywisty zgadza się z wstępnie z opisem. Poślij notkę do smokologów. Niech Arcton i Dariell dołączą do reszty i pomogą przy pomiarach, póki działają zaklęcia i smok jest ospały. - Wydała kolejne polecenia, przekazując księgę i pergaminy kobiecie, która z lekkim dygnięciem zapewniła, że już się za to bierze.
- Przejdźmy do obserwatorium. - zaproponowała, wskazując ręką drogę. Zrobiła krok, jednak zatrzymała się, odwracając się na pięcie.
- Ah, Diano. - podniosła odrobinę głos bo kobieta znajdowała się już dalej. - Przyślij do mnie Larry’ego.- jasnowłosa dziewczyna, odwróciła się, skinęła głową i dygnęła odchodząc. Melisane zwróciła się we wcześniejszą stronę podejmując wędrówkę.
- Nie wątpię w twoją numerologiczną wiedzę, ale właściwie, co wiesz o smokach, Alphardzie? - zapytała wędrując korytarzem w kierunku obserwatorium. To było dobre miejsce, zarówno by porozmawiać, jak i by obserwować smoki i ich zachowanie.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Terrarium [odnośnik]06.09.20 18:51
Bardzo do niej pasował ten łagodny śmiech, który z siebie wydała bez skrępowania. Musiał dojść do takiego wniosku zapewne dlatego, że zazwyczaj prezentowała mu poważne oblicze, a wcześniejsze uśmiechy były nikłe i wynikały jedynie z konieczności utrzymania pozornej uprzejmości. Tym bardziej doceniał możliwość spotkania w rezerwacie, gdzie czuła się tak swobodnie. Lecz oddech ugrzązł mu na dnie płuc dopiero wówczas, kiedy otrzymał od niej podziękowanie. Nie przypuszczał, że mogłaby mu podziękować za sprawienie jej radości, bo czy nie powinna takich uczuć zachować dla siebie. Właśnie przez takie drobne gesty zaczął nosić w swoim sercu pewne nadzieje, łudzić się, że może jednak jej też w pewnym stopniu zależy. Stał się jeszcze bardziej podatny na takie drobne wyrazy uznania, od kiedy jego intencje stały się w pełni jawne. Wiedział przecież, że nie da mu żadnego zapewnienia, zwyczajnie nie mogła, to jednak w głębi duszy liczył na to, iż dostrzeże cień obietnicy w jej oczach. To zapewne z tego powodu nie był w stanie oderwać od niej spojrzenia, wręcz boleśnie skupiony tylko na jej osobie. – Rozumiem – tylko w taki sposób mógł zareagować na jej stanowczość w tej materii. Choć rozumiał, to jednak czuł inaczej i ciężko było z tym walczyć. Na całe szczęście potrafił pozostać spokojny, gdy nie dochodziło między nimi do angażujących potyczek słownych. Właściwie  nie miał nic przeciwko nim, były całkiem intrygujące, to jednak w takich okolicznościach był wdzięczny za okazywaną mu łaskawość, bo w każdej chwili ktoś mógł na niego spojrzeć i surowo ocenić za brak ogłady. A prawie zapomniał o obecności innych osób, przypomniała mu o niej sama Melisande, kiedy przywołała kogoś uprzejmym tonem, dzięki czemu znów miał okazję ujrzeć ją w kolejnej odsłonie.
Przypadł mu do gustu jej talent organizatorski, dysponowanie ludźmi w sposób efektywny wcale nie było tak prostym zadaniem, jak niektórym mogło się wydawać. Musiał też pogodzić się z tym, że to smok wzbudzał w niej znacznie więcej ekscytacji, co jednak nie znaczyło wcale, że był na przegranej pozycji. To jego działania sprawiły, że to całe podekscytowanie miało w ogóle możliwość wybuchnąć. Dość niechętnie przeniósł spojrzenie na Dianę, poświęcając jej ledwie jedno spojrzenie i ułamek ze swojej uwagi. Ochoczo chciał ruszyć dalej i poczynił pierwszy krok, by zaraz zatrzymać się i ponownie być świadkiem zarządczych poczynań lady Rosier. Wciąż Diana nie wzbudziła jego zainteresowania, tak samo jak wspomniany Larry. Udało im się powrócić do wędrówki ku obserwatorium.
Wyjdę zapewne na ignoranta, ale wiem zaledwie tyle co widać gołym okiem. Są wielkie, mają łuski i ogromne pazury – odpowiedział szczerze, nie kryjąc rozbawienia i nie czując się w najmniejszym stopniu zażenowanym. Choć odkrywał przed nią swoją ogromną niekompetencję, był pewny tego, że w innych dziedzinach wyróżniał się na tyle znacząco, aby wybaczyć mu inne braki. Gdyby swego czasu nie przykładał się bardziej do nauki historii magii czy zajęć z retoryki ani też nie znał obcych języków, prawdopodobnie nie przyszłoby im spotkać się tego dnia, aby powitać w rezerwacie w Kent ogniomiota katalońskiego. – Mocno wierzę w to, że w przyszłości, chcąc nie chcąc, dowiem się o nich znacznie więcej – rzeczywiście w jego głosie pobrzmiewała wielka pewność, ponieważ był już coraz bliżej postawionego sobie celu. Ale słowa te kryły w sobie jeszcze więcej prawd. Spojrzał na nią z nową mocą, chcąc zapewnić, że złączenie ich dróg nie sprawi, by musiała kiedykolwiek zrezygnować ze swojego dziedzictwa, które stało się jej życiową pasją. We własnej żonie nie chciał widzieć osoby pozostającej tylko na jego wyłączność, chciał po prostu mieć przy sobie kogoś, z kim dane mu będzie dzielić sukcesy i porażki, najlepiej te wspólne.
Nigdy nie jest za późno na pierwszą lekcję, więc może zacznijmy ją teraz – zaproponował z dużym spokojem, w korytarzu wolno stawiając kolejne kroki, dostosowując je do tempa chodu damy. Chciał trzymać się przy jej boku, nie za nią; widok jej pleców mimo wszystko nie mógł się równać z podziwianiem profilu.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Terrarium [odnośnik]11.09.20 20:03
Nie męczyła się w pracy, czasem dnie były wymagające, ale z pewnością nie nużące. Smoki były tym, co było jej tradycją, jej przeszłością i przyszłością. Co kochać uczyła się wraz z wszystkim tym, co czyniło z niej Rosiera. Dlatego też i dzisiaj, a może zwłaszcza, kiedy do Rezerwatu miał przybyć nowy krok zwiększała swoje wysiłki, chcąc by wszystko było odpowiednie. Nie spodziewała się tutaj dzisiaj Blacka. Więc to zdecydowanie dało mu przewagę i udało mu się ją zaskoczyć. Ale już nie tak, jak wcześniej kiedy jego pojawienie się go wywoływało złość, niechęć czy irytację. Dopięła swego. Owinęła go sobie wokół palca. Sprawiła, że z początkowej niechęci zapadł się, zaczynając jej pragnąć. Sam wyjawił jej jasno swoje plany, kiedy widzieli się ostatnim razem. Nie obawiała się, dlatego że wiedziała że jeśli Tristan pozwoli mu zdobyć jej rękę, to najpierw gruntownie go sprawdzi i upewni się, że nie stanie jej się żadna krzywda. W tym momencie, on też jej dla niej przecież nie chciał. Chciał jej i jak się dzisiaj dowiedziała, to ona była powodem, dla którego ogniomiot kataloński finalnie znalazł się w ich rezerwacie.
Nie zamierzała jednak nic w zamian mu obiecać. Mogła podarować mu chwilę swojej uwagi. Ostateczne decyzje należały do Tristana i w te ingerować nawet nie próbowała. Jej brat był w stanie sam miał podjąć decyzję, dotyczącą jej samej, jak i jednocześnie całego rodu. Miraż z Blackami, byłby wielkim zwrotem w relacjach między ich rodami. Jednocześnie nie łatwym. Zdawała sobie z tego sprawę. Nie wszyscy w jego domu będą do niej nastawieni w sposób, który prezentował Alphard. Wręcz przeciwnie, była postawiła tezę, że właściwie większość będzie żywić do niej uczucia podobne do tych od których ich znajomość się rozpoczęła. Skinęła jedynie głową na krótkie słowo, które padło z jego ust. Czuła, że chciałby więcej, ale więcej dostać nie mógł.
Zatrzymała Dianę, wydając jej kilka poleceń. Wraz z każdym miesiąciem i rokiem mijającym jej w Rezerwacie wyrabiała sobie coraz większy posłuch, ale i sama radziła sobie coraz lepiej. Pamiętała ukradkiem rzucane spojrzenia smokologów. Szepty, które mówiły, że jej obecność tutaj jest jedynie wynikiem zachcianki. Musiała udowodnić swoją wartość i zrobiła to, zmieniając nastawienie pracowników, tak samo jak zrobiła z nastawieniem Blacka.
- Z pewnością nie wiesz wiele. - zgodziła się ze znajomym dla niej spokojem, kiedy Alphard w krótkim zdaniu stwierdził to, co wie odnośnie smoków. Nie można powiedzieć, że wiedział dużo. Właściwie nic, tak byłoby to lepiej ująć. Na jej ustach błąkał się cień uśmiechu. Kolejne słowa sprawiły, że jej twarz zwróciła się w kierunku Alpharda, a jedna z brwi powędrowała do góry. - Chcąc nie chcąc? - zapytała nie zamierzając odpuścić uczepienia się tego jednego zwrotu, trochę złośliwie, trochę prowokująco. Weszła na schody prowadzące do obserwatorium, prowadząc przez chwilę Alpharda za sobą. Jednak ten zrównał się z nią na nowo, gdy tylko wyszli na korytarz. Kilka kroków później wchodzili do obserwatorium. Dość sporych rozmiarów pomieszczenie posiadało w sobie kilka stolików z rzeźbionymi krzesłami. Zapach siarki uderzał w nos praktycznie od samego wejścia, tak samo jak uczucie wiatru i zapach morza. Wszystkie ściany, od niecałego metra od ziemi zbudowane zbudowane były ze stelaży i szkieł. Zabieg ten był celowy. Gdzieś dalej znajdowała się dwójka pracowników, która kończyła swój posiłek. Na widok Melisande podnieśli się witając krótko i rzucając krótką wzmiankę o Valsharessie, która widocznie nie była w dobrym humorze. Podeszła do jednego z okien zaplatając dłonie na piersi, wypatrując wspomnianego smoka, kiedy cień potoczył się po nich, a samica opadła kawałek dalej. Zmrużyła lekko oczy. Zaleciła, by spróbować dać jej dzisiaj kozła. A później odsunęła się wskazując Alphardowi miejsce.
- Chcesz żebym nauczyła cię czegoś o magicznych stworzeniach, czy stricte o smokach? Możliwe że bardziej przydatna na początek będzie klasyfikacja stworzeń Ministerstwa? Albo zachowania przy tych, na które natknąć się możesz w Anglii. - zapytała go więc, skupiając swoją uwagę znów na nim. Sama zajęła jedno z miejsc z których był dobry widok na ogrody.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615

Strona 8 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Terrarium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach