Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Terrarium
AutorWiadomość
Terrarium [odnośnik]19.01.16 20:10
First topic message reminder :

Terrarium

Zdobione przeszklone drzwi osadzone w ozdobnym metalowym stelażu prowadzą do terrarium wewnątrz rezerwatu, gdzie chowane są osobniki słabsze, chore, stare lub z innych względów niezdolne do życia na wolności, często również smoczęta. Drzwi obłożone są podobnymi zaklęciami, co wrota wejściowe - nie otwierają się przed czarodziejami, którzy nie są powołani do przejścia. Po minięciu krótkiego korytarza napotyka się kolejną identyczną barierę - wszystko ze względu na bezpieczeństwo ośrodka. Za drugimi drzwiami zapach siarki uderza bardzo mocno i może być trudny dla osób, które nie są do niego przyzwyczajone.
Terrarium dzieli się na kilka części, niektóre z osobników mają więcej przestrzeni dla siebie, inne mniej, jedne z różnych względów są izolowane, inne przetrzymuje się parami. Nieopodal znajduje się również inkubatorium dla porzuconych jaj.
Na terrarium nałożone jest zaklęcie Muffliato.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Terrarium - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Terrarium [odnośnik]20.09.20 22:40
Był pewien, że Melisande bez trudu wychwyci aluzję skrytą w jego słowach i jak zwykle nie spotkało go rozczarowanie. Prezentowana przez niego pewność siebie mogła być uznana za zuchwalstwo, bo nic jeszcze nie było przesądzone, mimo to chciał jak najdłużej tkwić w przekonaniu nadchodzącego tryumfu. Dla niego smak zwycięstwa był jednoznaczny z ciepłem jej skóry, wonią kręconych włosów i kształtem jej ust. Zaraz po nim powtórzyła to drażliwe sformułowanie, poprzez uniesienie brwi podważając jego trafność, lecz on na prowokacyjną nutę odpowiedział figlarnym uśmiechem, choć wypadało ukrywać go dalej, przynajmniej do czasu oficjalnych zaręczyn. – Chcąc nie chcąc będziesz wiele słyszeć o polityce – pociągnął jeszcze swoją kontrowersyjną myśl, nie mówiąc niczego wprost, bardziej bawiąc się wyobrażeniem przyszłych konsekwencji złączenia ich dwóch ścieżek w jedną. Poprzez takie drobiazgi chciał udowodnić jak bardzo mu zależy na jej osobie, choć dobry obyczaj nie zezwalał nawet na tak nikłą szczerość wobec własnych pragnień.
Przyjemnie było iść korytarzem tuż obok niej, z każdym krokiem zbliżać się do sali wypełnionej ciepłem i towarzyszącym mu zapachem siarki. W trakcie tego spotkania dowiadywał się o niej więcej. Nie było nic dziwnego w tym, że pracownicy powstali na jej widok, jednak nietypowe było to, z jak niekłamanym szacunkiem zwracali się do niej celem zdania relacji z ostatnich poczynań. Takie uznanie musiała zdobyć sama, zapewne ciężką pracą, bo tylko poprzez czyny człowiek dobitnie udowadnia swoją wartość. Dobrze wiedział jak się to odbywa, bo dzięki nazwisku miał może w Ministerstwie Magii nieco łatwiejszy start, to jednak wraz z czasem musiał zadbać o własny rozwój, jeśli nie chciał stanąć w miejscu jako jeden z miernych urzędników. Stanął obok, uważnie przyglądając się sylwetce Melisande, gdy ona sama spoglądała przez szybę na smoka, wcale nie żądając od niej w żaden sposób uwagi. Gdy łaskawie powróciła do niego myślami, usiadł na wskazanym miejscu.
Wcale nie czuł się zakłopotany przez swoją niewiedzę, skoro stanowiła całkiem dobry pretekst do podtrzymania rozmowy. – Klasyfikacja Ministerstwa nie jest mi obca – odpowiedział zgodnie z prawdą, szybko przypominając sobie, że oparta ona była na pięciostopniowej skali określającej jak bardzo niebezpieczne może być spotkanie z danym zwierzęciem. Miał okazję odświeżyć sobie podstawową wiedzę z zakresu opieki nad magicznymi stworzeniami, gdy zapoznawał się z prawnym statusem olbrzymów przed wyruszeniem do kumbryjskiego plemienia. Od praktycznej części obchodzenia się z magicznymi stworzeniami zdecydowanie bardziej wolał część teoretyczną, gdzie wystarczyło jedynie pochylić się nad odpowiednią lekturą. Przede wszystkim zaczął od próby zrozumienia tego na jakiej podstawie cały szeroki zbiór magicznych stworzeń dzieli się na dwie kategorie – istoty oraz zwierzęta. W rodowej bibliotece natrafił zresztą na ciekawą rozprawę, która dokonywała badań na tym gruncie przez pryzmat historii, szczegółowo opisując działania Rady Czarodziejów w XIV i XV wieku, konfrontując je z poczynaniami powstałego w XVIII wieku Brytyjskiego Ministerstwa Magii. W taki oto sposób dowiedział się dlaczego olbrzymy zostały uznane za istoty. Również przy organizacji transportu ogniomiota katalońskiego dane mu było zagłębić się w te ustawodawcze kwestie. Co chwila powracała do niego włączona do Międzynarodowego Kodeksu Tajności Czarodziejów Klauzula 73 mówiąca o obowiązku ukrywania magicznych zwierząt, istot i duchów przez magiczne organy władzy w obrębie terytorium, nad którym sprawuję pieczę. Hiszpańska strona najbardziej obawiała się tego, aby istnienie smoków pozostało tajemnicą dla mugoli niezależnie od dalszego rozwoju konfliktu w Wielkiej Brytanii i Irlandii. – Opowiedz o smokach. Z jakiegoś powodu to one zafascynowały cię najbardziej – właśnie to ciekawiło go najbardziej, w większej mierze chciał dowiedzieć się więcej o niej niż o gadzim gatunku niezależnie od jego majestatyczności.
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Terrarium [odnośnik]27.09.20 19:45
Pociągnęła za słowa, powtórzyła zdanie specjalnie wychwytując pewne słowa, inne pozostawiając niewypowiedziane. Robiła to skrupulatnie, rozważnie dokładnie tak, jak zawsze. Odsunęła od niego spojrzenie, przenosząc je na drogę przed sobą.
- Odważnie snujesz swe plany, Alphardzie. - stwierdziła, słysząc jego odpowiedź, unosząc znów ku niemu błękitno szare tęczówki. Mierząc nimi jego profil, jasną skórę oblekającą kanciastą twarz otuloną czernią włosów. Jeszcze nie otrzymał odpowiedzi, a i ona sama nie otrzymała kolejnych poleceń. Czekała na nie spokojne, będąc pewną że w momencie w którym Tristan podejmie ostateczną decyzję, będzie pierwszą, która się o tym dowie. - Jeśli miałabym, wolałabym byś słuchał mnie bardziej chcąc, niźli nie chcąc ani trochę. - dodała po chwili łaskawie. To nie ona wybiegała w przód kiedy nic nie było postanowione. To nie ją miał spotkać zawód, przy możliwej odmowie. Choć w tą wersję wątpiła. Pamiętała rozmowę w Baśniowej Puszczy. Kwestia zdawała się coraz mocniej przechylać z czy na za ile. Sama zresztą zapowiedziała swoją gotowość do działania. Zawsze doprowadzała do końca to, czego się podejmowała, możliwie najlepiej jak mogła. Małżeństwo, na ten moment, było dla niej jedynie kolejnym projektem. Nie mogła odmawiać tego, że w jakiś sposób lubiła towarzystwo Blacka, nie nudziła się przy nim - niezależnie od tego, czy prowadzili jedynie rozmowę, czy spierali się na argumenty. Z biegiem czasu, zaczęła się czuć przy nim… swobodniej. Właściwie od momentu, kiedy wiedziała że postawiła na swoje. Obserwowała z zaciekawieniem jak miota się w sobie w końcu uciszając wojnę w swojej własnej głowie. To spotkanie jako pierwsze, zdawało się nie wzbudzać w nim tak wielu sprzecznych emocji. Wręcz przeciwnie, zdawał się być w dobrym humorze. Weszli do obserwatorium w którym na kilka chwil jej uwaga została odciągnięta i kiedy zasiedli na rzeźbionych krzesłach wystosowała zapytanie.
- Oh. - skomentowała krótko marszcząc na chwilę brwi. - To nawet sens ma. - zgodziła się spokojnie. Kolejne jego słowa sprawiły, że jej brew lekko drgnęła, uchyliła wargi, żeby się odezwać, kiedy ktoś im przerwał.
- Lady Em, przepraszam ten, przyszedł żem, Diana mówiła że wołany jestem i żebym wina przyniósł i kieliszki dwa. Ale widzę, że ten gościa ma panienka, więc tu ten wino, a ja pójdę.  - zza jej pleców wyrósł młody chłopak, niewiele młodszy od niej, nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat. Na głowie kręcone pukle jasnych jak siano włosów, oczy w kolorze zieleni. Uniósł rękę, żeby przetrzeć nią kark.
- Podejdź, jak się ma Sally?- zapytała i nakazała spokojnie, jeszcze przez chwilę wpatrując się w Alpharda, by przenieść na niego wzrok.
- A dobrze, dobrze. Je buraki, młody też rośnie jak trzea. - wypowiedział krótko, widać było, że jest poddenerwowany. Przestępował z nogi na nogę.
- Lord Black sprowadził do rezerwatu ogniomiota katalońskiego, pomyślałam, że chciałbyś asystować przy jego pomiarach, Arcton i Dariell właśnie powinni się do niego wybierać. - oznajmiła obserwując jak na twarzy mężczyzny zaczyna wyłaniać się coraz większa radość. Skłonił się w kierunku Alpharda wracając spojrzeniem ku Melisande. - Ale najpierw ręce. - oznajmiła zmazując uśmiech, który zdążył zakwitnąć na usta.
- Lady Em, naprawdę nie trzea. - zapewnił, ale nie upierał się długo, wiedząc, że nic to nie da. Wyciągnął przed siebie dłonie, na których widocznych było kilka mniejszych blizn i jedno świeże oparzenia. - To nic, naprawdę, przyrzekam, Zirael kiedy… - zaczął, ale przerwał kiedy uniosła się jej ręka.
- Przyłapie cię jeszcze raz i przyjdzie nam się pożegnać. Wracaj do Ziraela. - poleciła, ale chłopak mimo wszystko nadal stał, kopiąc butem w posadzkę.
- Może mógłbym do tego.. - uniosła na niego błękitne spojrzenie.
- Możesz patrzeć z daleka nie wchodząc na teren. - osądziła, wiedząc, że brak możliwości podejścia, był już dostateczną karą. Larry skłonił się płytko nie mając nawet odwagi zerknąć w kierunku Alpharda, po czym zniknął równie szybko jak się pojawił.
- Wina? - zapytała najpierw Alpharda, kiedy Larry opuścił ich, znikając na dobre. Odchyliła się na krześle, układając ręce na jego oparciach. Pozostawiając w jego gestii napełnienie kieliszków.
- Czyż los nie jest przewrotny, Alphardzie? - zapytała najpierw mrużąc odrobinę jasne oczy. - Pomyśleć, że ledwie rok temu do głowy nie przyszłoby ci, że przyjdzie ci o coś takiego pytać. Pytanie, czy bardziej zainteresuje cię moja wiedza, czy też moje własne doświadczenia.- nie tylko dla podtrzymania rozmowy, nie dla znalezienia dobrego miejsca do ataku, tylko dlatego, że zwyczajnie nie obojętna była mu ta wiedza. Odsunęła od niego tęczówki przesuwając je dalej za okno, na kształt jednego ze smoków w oddali. - Połączmy je może, będzie prościej - czyż nie? - zaproponowała ze spokojem, nie wracając do niego wzrokiem. - Mogłabym powiedzieć, że miłość do smoków krąży po prostu w naszej krwi. - stwierdziła na początek. Bo w większości i tak było. Rosierowie kochali róże i smoki i to im dedykowali swoje własne życie. - Może tak nie jest z każdym z nas, ale odkąd pamiętam chciałam dwóch rzeczy - pracować ze smokami i być jak Tristan. To drugie nie było możliwe, choć podjęłam przed laty próby wprowadzenia tej wizji w życie. Chcąc nie chcąc, może kiedyś ci i o tym opowiem. - z rozmysłem użyła wcześniejszej sentencji, która padła z jego ust. - Chciałam zostać smokologiem, bo… jest coś fascynującego w myśli, że człowiek jest w stanie w jakimś stopniu okiełznać tak niebezpieczne stworzenia. - wyznała, nadal błądząc spojrzeniem za oknami obserwatorium. Czuła na sobie wzrok Alpharda, pozwalała mu na niego, świadoma ciemnych tęczówek skupiających się na jej twarzy. - Nie mogłam długo znaleźć sobie miejsca. Z wiadomych przyczyn nie mogłam pracować tak jak opiekunowie. - spojrzała na niego na krótką chwilę, by zaraz znów przenieść wzrok na jednego ze smoków. - To Marie podsunęła mi pomysł. A właściwie to rozpisała dokładnie. - wyznała, a na jej twarzy pojawiła się nostalgia na wspomnienie skrawka papieru, który odnalazła we własnych komnatach. Na wspomnienie siostry, za którą - mimo kolejno mijających lat - nadal tęskniła.  - Behawioryści nie potrzebują obcować ze smokiem, wystarczy, że dane im jest obserwować go… z cienia. - wyjaśniała dalej. Przemykała w cieniu, nie lśniąc jak najstarsza z sióstr i nie skupiała aż tak spojrzenia, nie łaknąc uwagi i pochlebstw jak młodsza. Patrzyła i wyciągała wnioski, czytała emocje, ruchy, zachowania, zbierała informacje. - Spójrz tam. - podniosła dłoń, wskazując na znajdującego się po prawej stronie smoka. - Valsharessa ma nisko ułożony łeb, skrzydła ciasno przy ciele, mocno osiada na nogach, uginając je trochę. Te wszystkie czynniki wskazują na jej rozdrażnienie. Uderzający rytmicznie ogon, unoszony najpierw wysoko jest sygnałem dla reszty, dlatego żaden inny smok jej nie prowokuje. Jest humorzasta z natury, ale dzisiaj widocznie czymś rozdrażniona, co sama prezentuje. - zamilkła na krótką chwilę - Potrafię je zrozumieć. - wyznała, spoglądając znów na Alpharda, krzyżując z nim spojrzenie. -  Choć najpierw muszę nauczyć się języka, którym się posługują. Dla większości jest on… podobny, ale każdy gatunek inaczej reaguje na niektóre bodźce. I każdy ze smoków jest inny. Badania Edrei pod względem behawioralnym musiały zostać przeprowadzone od nowa, bo jej gatunek wymarł w XII wieku a samych wzmianek na ich temat nie było wiele. Jej zdobycie umożliwiło nam wiele manewrów i przyniosło pewną renomę. - dodała zaraz za ostatnim stwierdzeniem, poświęcając swoją uwagę na nowo Blackowi. -  Jeśli kiedyś staniesz przed smokiem, a on wyciągnie szyję w górę, łeb odrzucając do tyłu, uznaj to za ostrzeżenie, że naruszyłeś jego teren. - poradziła spokojnie łatwo dopasowując się do rozmowy, zwłaszcza, ze opiewała ona temat w którym się specjalizuje. Jednak zdradziła na swój temat więcej, pozwoliła, by poznał ją bardziej. Niewiele osób wiedziało o takich niuansach, nieczęsto te wychodziły w rozmowie. Była dziś łaskawa, racząc go opowieściami nie tylko o smokach, ale i o samej sobie. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie robiła tego rozmyślnie.




the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Terrarium [odnośnik]22.11.20 18:47
Rościł sobie coraz większe prawa do jej osoby, choć nikt z różanego rodu nie złożył mu żadnej obietnicy, przede wszystkim z ust samej Melisande nie padło jakiekolwiek mniej lub bardziej wyraziste przyrzeczenie. Dziwnym trafem Alphard zaczął podążać za mrzonką i ostatecznie poczynał sobie dość śmiało, choć był świadom tego, że w ogólnym rozrachunku można było odnieść wrażenie, ze poniósł sromotną klęskę. Miał w sobie tak wiele z głupca, mimo to odczuwał ogromną satysfakcję. Jego obecność w rezerwacie nie była dziełem przypadku, przeciwnie, to był efekt starań, których musiał się podjąć, jeśli chciał udowodnić swoją determinację. – Zawsze słucham cię ze szczerą ochotą – odparł lekko figlarnie, bardzo z siebie zadowolony. Wszelka frustracja całkiem go opuściła, ciemne spojrzenie pozostawało utkwione w szaroniebieskich oczach lady Rosier.  Zwiodła go dama, wielu już lordów spotkał taki los, ale Black nie sądził, aby był na tym stratny. Krucjata prowadzona przeciw niej była pouczająca i ożywcza, zatem jak bardzo intrygujące mogą okazać się wojenne kampanie, gdy lady Rosier znajdować się będzie u jego boku jako jego żona?
Mógł się spodziewać, że podczas spotkania w rezerwacie w czasie przekazania katalońskiego ogniomiota nie będzie znajdował się w centrum uwagi. Rzecz jasna  przegrać ze smokiem nie było aż tak bardzo wstyd, ale na przerywniki w ramach interakcji z pracownikami rezerwatu nie był przygotowany. Poprawił się na krześle, zerkając na młodego czarodzieja, oceniając go po prezencji, choć zaraz potem jego wzrok uciekał ku jednej z szyb, przez które można było dostrzec smocze sylwetki. Udało mu się odnaleźć w roli obserwatora, kiedy wysłuchiwał rozmowy, w której najpierw uderzono w miłe tony, by z prywaty przejść zaraz do zawodowych powinności. W pierwszej kolejności Alphard zauważył obeznanie damy z życiem zwykłego pracownika, następnie zaczął analizować całokształt tego, jak się z nim obeszła. Nagana ugodziła go, jednak nie pozostawiła całkowicie rozbitego. Pokazał posłusznie dłonie, zrozumiał swój błąd i tym samym nie został całkowicie odsunięty od nowego nabytku, musiał tylko utrzymać dystans. Jakież umiejętne zagranie. – Metoda kija i marchewki? – spytał uprzejmie, gdy tylko młody czarodziej odszedł. Black jakoś  mimowolnie pomyślał o tym, że Melisande ma zadatki na bycie dobrą matką, choć w mgnieniu oka podobne podejrzenie zdało mu się być wielką abstrakcją. Dobrze, że rozmowa ruszyła płynnie dalej.
Rok temu nie pomyślałbym o wielu innych sprawach – nie miał jej za złe pośrednie wytknięcie przeszłości, był daleki od urazy, gdy zdołał pogodzić się z własnymi błędami. Wyciągnął z nich naukę i był przekonany, że nie popełni ich ponownie, ponieważ nigdy nie pozwoli sobie zlekceważyć kobiety, którą sam wybrał do tego, by dzieliła z nim życie. Budził się w nim romantyzm, dobrze kontrolowany przez narzucony zawczasu pragmatyzm, kiedy to swoje starania o jej rękę musiał uargumentować wymiernymi korzyściami. Główną istotę swych działań znał tylko on sam, kierowało nim w pierwszej kolejności pragnienie. – Czas jednak jest doskonałym nauczycielem, choć pamiętam, że podczas jednej z naszych pogawędek rozmijaliśmy się w kwestii postrzegania wpływu przemijania – doskonale pamiętał wszystkie słowne potyczki, do jakich doszło pomiędzy nimi. Drugie starcie w herbaciarni pani Figg, kiedy to znów znienacka zakłócił spokój szlachcianki, przerywając miłą rozmowę z inną smokolożką.
Sięgnął po butelkę z winem i rozlał czerwony trunek do kieliszków, chwilę później chwytając po jeden. Nie uniósł naczynia do ust, przyjął milczącą postawę, tylko skinieniem głowy dając znać, że chce czerpać z jej wiedzy oraz doświadczeń. Tak jak przewidywał, to właśnie tradycja rozbudziła w niej fascynację smokami, doskonale też rozumiał pragnienie dorównania rodzeństwu. Chciała być jak Tristan, on z kolei w dzieciństwie pragnął być niczym Cygnus, żeby móc zdobyć uznanie ojca. W końcu mu przeszłości, musiał odpuścić i starać się nie być przyczyną hańby rodzica. Melisande także musiała zrewidować swoje oczekiwania, zmienić taktykę. Pomogła jej siostra, której utrata pozostawała wciąż nieodżałowana. Wspomniała, że w przeszłości czuła się zagubiona, on sam czuł się zagubiony do chwili obecnej, choć wpasował się doskonale w ministerialny krajobraz. Czy przyjdzie mu kiedykolwiek poczuć się pewnie? Chce z przekonaniem zajmować pozycję godnego spadkobiercy Blacków.
Przeniósł spojrzenie we wskazanym kierunku, aby przeanalizować pozycję smoczej sylwetki. Stworzenie zgodnie z opisem poruszało ostrzegawczo ogonem, subtelnie sygnalizując gotowość do zareagowania w każdej chwili. – Mogę przejrzeć zapiski w rodowej bibliotece Blacków, być może natknę się na jakąś wzmiankę o tym gatunku – zaproponował po chwili, bo wiele wiekowych tytułów znajdowało się w zbiorach należących do jego rodu, również takie poświęcone innym obszarom niż historia magii. Podejrzewał jednak, że osoby pracujące w rezerwacie zrobiły wszystko, aby dotrzeć do wszelkich możliwych źródeł wiedzy odnośnie wymarłego gatunku. – Dziękuję za cenną radę – dodał cicho, zerkając na kobiecą szyję, jakby opisane ruchy zarzucenia głowy do tyłu miały być wskazówką przy odczytywaniu jej nastrojów. Mimowolnie spostrzegł, że Melisande była posiadaczką jasnej i gładkiej skóry. Zakłopotany tą myślą wreszcie upił łyk wina, czyniąc to z grzeczności niż potrzeby, rozpraszając się smakiem alkoholu.
Nie zawsze chciałem być związany z polityką – wyznał cicho, chrapliwie, lekko zamyślony. – Po ukończeniu szkoły podróżowałem po Europie. Nakłaniano mnie, żebym podróżował przy okazji odbywania stażów w kolejnych placówkach dyplomatycznych, ale wówczas doznałbym namiastki tego, czego chciałem – dziwnie było wyznać coś takiego, jednak pragnął odwdzięczyć jej się za darowaną mu szczerość. Bardzo chciał poznać ją lepiej, spragniony jej myśli i tajemnic równie mocno, co bliskości. – O swoich podróżach opowiem więcej w przyszłości – to była obietnica, którą poczynił z lekkim sercem i subtelnym uśmiechem, może nawet lekko rozmarzonym. Docisnął jednak dłoń ułożoną w pieść do ust i odchrząknął z postanowieniem powrócenia na wcześniejsze tory rozmowy. – Jeśli zacznę się powoli wycofywać z naruszonego terenu, to czy smok ruszy do ataku? A może dostrzeże skruchę intruza i zignoruje?
Alphard Black
Zawód : specjalista ds. stosunków hiszpańsko-brytyjskich w Departamencie MWC
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
step between the having it all
and giving it up
OPCM : 27
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5636-skrytka-bankowa-nr-1378 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
Re: Terrarium [odnośnik]14.12.20 11:27
- Chyba że akurat przypadkiem moje słowa cię zirytują, sir? - postawiła żartobliwie pytanie, w jedno ze słów wlewając dosadną nutę znaczącą jedynie o tym, że wypowiadane przez nią słowa i podjęte działania są przez większość czasu odwrotnością przypadku. Odważnie spoglądała w ciemne tęczówki swojego rozmówcy nie odrywając wzroku. Nie udawała zawstydzonej, choć czasem nawet na tym można było coś zyskać - a nawet ugrać. Tym razem jednak, miała już wszystko do czego chciała doprowadzić. Sam Alphard zaś zdawał już sobie sprawę z siły, którą posiadała i umiejętności które dzierży w dłoniach. Przebywanie na własnym terenie jedynie potęgowało jej poczucie pewności bezpieczeństwa.
- Nie do końca. - pokręciła łagodnie głową, marszcząc na krótką chwilę brwi tęczówki jasnych oczu lokując na znajdującym się za jednym z okien smokiem. - Przyjmowanie nowych smoków do rezerwatu zawsze jest wydarzeniem, finalnie dlatego pozwoliłam by mógł znaleźć się niedaleko. Ale od tego ważniejsze jest przestrzeganie naszych zasad. Początkowo chciałam żeby im asystował bo mógłby nauczyć się czegoś, czego jeszcze nie wie, swoim zachowaniem pokazał, że nie jest na to gotowy. Budowanie nawyku jest ważne, a nauczyć się tego mają jeszcze zanim wejdą na ogrody. Młode smoki nie zranią tak dotkliwe jak dorosłe. Ale to o te drugie w dłuższej perspektywie się rozchodzi. Zależy nam na na smokach. Ale zależy też na ludziach którzy się nimi zajmują, jeśli robią to odpowiednio. - westchnęła krótko. - I tak jestem dla nich zbyt wyrozumiała. - wyznała uśmiechając się odrobinę przepraszająco - bardziej do samej siebie niż do niego, bo nadal wpatrywała się w stworzenie. Kiedyś tego pożałuje, wiedziała już teraz.
- Oh. - jej usta opuściło krótkie stwierdzenie a wzrok znów powrócił do niego. - W tej kwestii moje zdanie pozostaje niezmienne. - odpowiedziała częstując go pięknym, całkowicie szczerym uśmiechem, który zahaczał o spojrzenie. W tamtej chwili był dla niej jedynie trutniem, który z niewiadomych jej całkiem przyczyn postanowił zaburzyć jej spokój sądząc, że da się podejść po raz drugi. Mimo to, każde wypowiedziane wtedy słowo było jej własnym poglądem na sprawę.
- Będę zobowiązana. - zgodziła się swobodnie, unosząc kieliszek wypełniony winem ku górze, zanim upiła z niego łyk skinęła w krótkim podziękowaniu głową Alphardowi. Nie sądziła, by jakieś zapiski dotyczące wyspiarki mogły gdzieś się ostać, ale nie znała też rozmiarów rodowej biblioteki Blacków. Słynęli ze swojej historycznej wiedzy, tylko głupiec nie skorzystałby z wysuniętej propozycji. Skupiła się znów na smoku opisując zachowania, dodając coś jeszcze, co uznała za przydatną informację w przypadku konfrontacji z jednym z osobników tego gatunku. - Korzystaj z niej mądrze. - wypowiedziała lekko, spoglądając w stronę Blacka, unosząc łagodnie kąciki ust ku górze.
- W przyszłości. - zgodziła się na wypowiedzianą przez Alpharda obietnicę, unosząc ku górze kąciki ust w odpowiedzi do jego. Odchyliła się na krześle, przez chwilę wprawiając w ruch płyn w naczyniu. Nie oczekiwała od niego wyznań, sama podzieliła się informacjami o sobie wiedząc, że są też tym, co go interesuje. -  Gdyby się nad tym zastanowić, lordzie Black, czy to czego chcesz musi rozmijać się z tym, co powinieneś? - spytała retorycznie odciągając wzrok od krążącego w kieliszku płynu, na kilka chwil krzyżując spojrzenie z ciemnowłosym mężczyzną. Uniosła szklane naczynie i przechyliła je czując cierpki smak napoju na języku.
- Zależy. Samce posiadają większą wyrozumiałość w przeciwieństwie do samic, które rzadko dają drugą szansę. - odpowiedziała na zadane przez Blacka pytanie. - Musisz mi wybaczyć, Alphardzie, ale nie jestem w stanie poświęcić ci więcej czasu. Pozwól że odprowadzę cię do wyjścia. - zaproponowała podnosząc się ze swojego miejsca, po krótkiej chwili ruszając w kierunku wrót wejściowych do rezerwatu. Choć rozmowy z nim były ożywcze, a teraz nie budziły w niej już przeważnie irytacji, bo Alphard robił wszystko, by zjednać ją sobie, to niezmiennie znajdowała się w pracy. Uśmiechnęła się przepraszająco do niego kiedy znajdowali się już przy wejściu. - Bywaj, lordzie Black. - dygnęła przepisowo, odwracając się na pięcie, zrobiła kilka kroków, żeby zatrzymać się i zwrócić w jego kierunku. - Spodziewał się ktoś kiedyś...? - rzuciła nie kończąc zdania - pozostawiła je niedopowiedziane, posyłając w jego kierunku ostatni uśmiech, po którym odwróciła się, więcej nie spoglądając za siebie ponownie.

| zt



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Terrarium [odnośnik]16.05.21 12:12
| 08/12/1957 |

Rezerwat Albionów był drugim domem Lorda Rosiera i to miejsce miało dla niego ogromne znaczenie, choćby sentymentalne. Mathieu przywykł do obecności smoków w swoim życiu, uwielbiał pracować przy nich, dbać o ich bezpieczeństwo, a każdy okaz znajdujący się w Kent był dla niego chlubą. Dlatego bez najmniejszego problemu gotów był chwalić się nimi i pokazywać światu. W większości zamieszkiwały go Albiony, Wyspiarka i Srebrnik były cennym nabytkiem, ale Mathieu i tak planował powiększyć ich kolejkę, chciał zrobić to, co zaczął jego ojciec, a w jego rękach pozostało dokończenie dzieła. Planował, siedząc w gabinecie spoglądał na mapę Nowej Zelandii, na której wyznaczone miał już odpowiednie punkty, w których będą mogli się zatrzymać. Smocza wyprawa to coś, czego brakowało mu najbardziej, a dokończenie dzieła ojca było dla niego punktem honorowym, musiał tego dokonać.
Spojrzał na zegarek i sięgnął po przygotowany wcześniej notes. Skoro jasnowłosa Lady Carrow chciała poznać Rezerwat i jego mieszkańców, postanowił zrobić to w najmniej oczywisty sposób – zabrać ją ze sobą na jeden dzień do pracy. Ona nie była taką zwyczajną szlachcianką, zauważył to niemal od razu i choć nie był pewien, czy nie przekracza pewnej granicy… nie zważał na to, oddał to na dalszy plan i nie zamierzał się przejmować. Zasługiwała na coś więcej, niż suche historyjki opowiadane do znudzenia. On chciał jej pokazać, jak to jest naprawdę. Podniósł głowę, kiedy jeden z pracowników poinformował go o przybyciu Calypso. Mathieu z uśmiechem polecił mu odebrać wierzchnie ubranie Lady i przyodzianie jej w skórzaną kurtkę, której zadaniem było chronienie jej przed ewentualnymi problemami. Kiedy już Calypso była ubrana zjawił się w jej pobliżu, obrzucając pełnym niechęci spojrzeniem jej służkę. Zdzierży to, nie ma innego wyjścia.
- Wyglądasz zjawiskowo Lady Carrow… – powiedział podchodząc do niej, ujął jej dłoń i subtelnie musnął ustami. – Wybacz za zmianę Twego odzienia, ale to kwestie bezpieczeństwa. – dodał jeszcze, biorąc ją pod ramię. W drugiej ręce trzymał notes, pióro i kałamarz, aby móc zanotować najważniejsze rzeczy. Wyprowadził Calypso z ciepłych gabinetów, na dość chłodną przestrzeń, którą musieli przejść, aby dotrzeć do Terrarium. Nie zamierzał narażać Lady Carrow na przeziębienie, stąd też celem wizyty stało się miejsce Edrei i jaj, które trzymali w inkubatorze. Odpowiednio podszedł do całości tego działania.
- Lady wybaczy, że bez jej zgody postanowiłem nieco zmienić program tego spotkania. Doszedłem do wniosku, że nie będziesz usatysfakcjonowana historyjkami opowiadanymi bez większego zaangażowania… – powiedział spokojnie, w tym też momencie kilkanaście metrów nad nimi niebo przecięła Risaran. Zachwycający okaz, była tak cichym smokiem, że potrafiła zaskoczyć swoim nagłym zjawieniem się. Piękna, niezwykła… Łomot jej skrzydeł wzburzył wiatr, który rozwiał włosy Calypso, co Mathieu dość szybko naprawił. – Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takiej zmianie, Lady Carrow. – dopowiedział, otwierając przed nią drzwi do Terrarium.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]18.05.21 15:08
Stukot jej wysokich butów przystosowanych bardziej do jazdy konnej, niż chodzenia po salonach niósł się stukotem płaskich obcasów. Nie ubrała się w suknie, a dość nietypowo, jak na kobietę jej stanu w spodnie z wiązanym pod biustem pół gorsetem, a do tego koszula w błękitnym kolorze. No i płaszcz rzecz jasna, który zgodnie z poleceniem Lorda Rosiera został jej odebrany przez służbę.
Kobieta nie miała na sobie żadnych zbędnych błyskotek, a wszystko, czego mogłaby potrzebować jako dama, znajdowało się w podręcznej torbie niesionej przez służkę.
Dlatego tez skórzana kurtka podana przez Mathieu pasowała idealnie do jej stroju.
- Dziękuję Lordzie Rosier… Nie powiem, że nie starałam się zrobić na tobie wrażenia. - Uśmiechnęła się zadziornie, wysuwając długie włosy zza kołnierza kurtki. - Na szczęście ogólnego konceptu na ubiór ta kurtka mi nie psuje, więc ostatecznie mogę Lordowi wybaczyć… - Odparła, nie wyglądając jednak zupełnie ani trochę na złą.
Pozwoliła dlatego bez najmniejszych oporów wziąć się pod ramię i ruszyła razem z nim, czując się dziwnie uniesiona, żeby nie użyć słowa podniecona.
Pierwszy raz miała mieć styczność ze smokami… No, nie licząc samego Mathieu, którego traktowała nieco, jako ludzkiego przedstawiciela tych zwierząt w królestwie czarodziejów.
Przyjemny chłód dworu orzeźwił ją, bo kolejną rzeczą, której Mathieu nie mógł jeszcze o niej wiedzieć, było to, że od żaru lata, zdecydowanie wolała chłód zimniejszych pór roku. Jak to mawiała — miała wystarczająco ognisty charakter, żeby wystarczało na wszystko wokół.
- Zaskoczenie to całkiem przyjemna sprawa… Z miłą chęcią oddam się w Lorda ręce w kwestii smoków. Wierzę, że nie wybrał Lord tego bez powodu, bo obserwacje poczyniono słuszne… - Uniosła na niego wzrok. - Historyjkami można się karmić, gdy nie ma się odwagi podejść bliżej do źródła ognia. - Czy mówiła teraz o smokach? A może o tym, który się nimi zajmował? Chociaż równie możliwe było, że chodziło o całe ich spotkania — poczynając od terenów jeździeckich, przez koncert, aż do dzisiaj. Wszystko ją intrygowała w postawie mężczyzny i nie zamierzała zaprzeczać, że jest inaczej.
Inną sprawą było to, że słyszała pokątne plotki o tym, że rzekomo był dwukrotnie zaręczony. Cóż… Jeśli był rzeczywiście tak kochliwy, to już ona powinna się postarać, żeby dla niej stracił na tyle głowę, żeby nie w głowie były mu inne jasnowłose szlachcianki.
Nie zamierzała jednak, dla własnego dobra, ponaglać sprawy, w razie, gdyby któraś z poprzednich wybranek powróciła — była sobą i nie zamierzała się zmieniać tylko dlatego, że tak by wypadało.
Liliana dreptała za nimi, w milczeniu obserwując jej panią i Lorda Rosiera, którego nie lubiła od pierwszego spotkania. Zupełnie nie rozumiała, co Lady Carrow w nim widzi. Był arogancki, zbyt pewny siebie, a na dodatek, zdawał się z wzajemnością lubić jej panią.
Nie miała chęci zostawać tej dwójki samej, bo jeśli kiedykolwiek by do czegoś doszło, to być może Lady kazałaby ją odesłać… A źle w Sandal Castle nie miała. Powinna dowiedzieć się więcej o Lordzie Rosier i znów niby mimochodem wspomnieć na zamku o jego poczynaniach. Może wtedy Lady dałaby sobie z nim spokój?



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Terrarium [odnośnik]19.05.21 21:30
Ściśnięta skórzaną kurtką talia Lady Carrow uwydatniała jej walory. Przyznała otwarcie, że starała się zrobić na nim wrażenie, a on sam musiał przyznać, że wychodziło jej to wybitnie dobrze. Była piękną, młodą kobietą, która swoim urokiem potrafiła olśnić, zauroczyć… Być może chodziło o te oczy, w których igrał ogień. Nie widział jeszcze czegoś tak intensywnego, a miał do czynienia z naprawdę wieloma kobietami. Calypso bywała na ziemiach Kent nader często w ostatnim czasie. Czy to jego zasługa? Wpadł w oko młodej panience Carrow, która z takim zacięciem dążyła do spotkań z nim, a na nich robiła wszystko, aby nie mógł oderwać od niej wzroku? Jeśli tak, każde jej działanie musiało być skrzętnie przemyślane.
Służka obserwowała każdy jego krok, każdy gest. To dość zabawne, bo jego hobby było robienie im na złość, obojętnie która akurat trafiła na niego. Nie uciekał do niestosownego zachowania, jednak ignorował ich obecność na tyle, na ile było to możliwe. Jak dla niego Ancalagon mógłby ją zjeść na śniadanie, a on nie odczułby z tego powodu żadnego żalu czy smutku. Obawiałby się jednak o wrażliwe smocze podniebienie, bo zwyczajnie mogłaby mu zaszkodzić.
- Nie wątpię w Twoją odwagę Lady Carrow, jednak…. taniec ze smokami to nie kwestia odwagi. – powiedział cicho, łapiąc jej dłoń w swoją i pokazał bliznę, tą po smoczym ogniu. Nie wypalony znak runy, który został mu po Locus Nihil, gdzie tak sprytnie pokonał jednego z przeciwników. Nosił na ciele wiele blizn, nie tylko te od smoczego ognia, ale również takie, które niewiele miały z nimi wspólnego. Uśmiechnął się delikatnie i zabrał rękę, a później poprowadził do Terrarium, gdzie będzie miała możliwość przebywania w bliskim otoczeniu pięknego smoka.
- Wyspiarka Rybojadka. Wykluta około tysiąc setnego roku, po stu latach popadła w stan hibernacji. – zaczął swobodnie, a na dźwięk jego głosu Edrea podniosła głowę. Reagowała na niego, wiedział doskonale dlaczego. Znała jego głos, jego zapach, był u niej codziennie. Z początku traktowała go nieufnie i minęło wiele miesięcy, zanim w końcu przekonała się do niego. Mathieu nie czuł wobec niej strachu, nie obawiał się nagłej i porywczej reakcji z jej strony, a jednak nie wiedział jak zareaguje na nowe towarzystwo. Nie znała Calypso, nie wiedziała kim jest, a zapach, choć był piękny, dla smoka był zupełnie obcą wonią. – To jedyny żyjący smok tego gatunku. Anomalie wróciły ją do życia, zabraliśmy ją z Wyspy Wight razem z trzema jajami. Za chwilę przejdziemy do inkubatorów. – powiedział spokojnie, aby nakreślić Calypso historię tego konkretnego smoka. Edrea była coraz swobodniejsza, coraz pewniej się czuła. Mathieu stanął zaraz obok Lady Carrow i rozłożył dziennik z zapiskami, jego staranne pismo zdobiło tak wiele stron, że zaczynało brakować świeżych, do zanotowania kolejnych uwag. – Zaraz ją nakarmimy. – mruknął, mimochodem patrząc w stronę Liliany. Nie, nie zamierzał jej rzucać Edrei na pożarcie, mimo wszystko. – Wyjątkowo przepada za dorszem i sandaczem, to jej ulubione ryby, żywi się tylko nimi. – dodał jeszcze i złapał w rękawicę jeden całkiem żywy okaz ze zbiornika. – Edrea – wypowiedział imię Wyspiarki, która powiodła głowę w jego stronę, a kiedy rzucił jej rybę kłapnęła groźnie szczękami pochwytując ją. Zaledwie kilka metrów od nich. A jeszcze tak niedawno robił to za pomocą magii i nie przebywał w jej towarzystwie.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]22.05.21 23:00
Czy powinna tak otwarcie okazywać zainteresowanie Lordem Rosierem, podczas gdy zawsze i wszędzie słyszała, że kobiety winny pokornie czekać na to, aż jakiś mężczyzna zwróci na nie uwagę? Cóż… To nie było przecież tak, że rzuciła mu się z miejsca na szyję. Nie… Przejmowała swoistą inicjatywę, bo wreszcie dowiedziała się, a przynajmniej częściowo ją uprzedzono o tym, że Lord Rosier był dwukrotnie zaręczony w tym roku. Czy to ją odstraszyło? Absolutnie nie. Domyślała się jednak, że może nie chcieć w poważnym stopniu się wiązać w tym momencie. Bo czemu miałby?
Nie miała zbyt wielkiego doświadczenia w randkowaniu, czy chodzeniu na spotkania z potencjalnymi absztyfikantami, ale słyszała opowieści koleżanek, czy dalszych kuzynek. Że najlepiej to wpatrywać się w swoje buty, żeby nie wyjść na bezczelną.
Niedoczekanie… A potem co? Całe życie miałaby tak siedzieć?
Nie było to jednak zachowanie wyrachowane — nie. Nie miała wobec Lorda Rosiera żadnych celów niecnych, czy też nie dybała na jego majątek. Jak słusznie zauważono, była kobietą młodą, a buzujące w niej uczucia wreszcie znalazły obiekt zainteresowania nie tylko pod względem fizycznym. Rozmowy z Lordem stanowiły przyjemność również intelektualną.
Co prawda Liliana absolutnie nie przepadała za mężczyzną, jednak nie liczyła się z jej zdaniem. Liliana czasem za dużo mówiła, jak na służącą, a ktoś kiedyś wspomniał, że bywała okropnie zazdrosna o swoją panią.
Nie zrozumiał jej… Nie chodziło jej o smoki w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jednak nie zamierzała się tłumaczyć. Przecież nie raz i nie dwa razy jeszcze będzie miała okazję spróbować z nim gierek słownych.
Wszystkie myśli uleciały jej jednak z głowy, gdy zrozumiała, jak poważnie on traktuje swoją pracę. Jednak nie słowa, a jego dotyk zrobiły na niej największe wrażenie.
Poczuła jego skórę na swojej — w geście tak prostym, a tak wiele znaczącym. Dzielił się z nią małymi iskrami swojego świata. Nawet delikatne chrząknięcie Liliany nie zrobiło na niej wrażenia. Ale jednak Mathieu zabrał dłoń, a ona została z zawzięcie tłukącym się sercem, gdy ruszyła za nim.
- Domyślam się… Przypuszczam nawet, że ci, którzy wchodzą między smoki jedynie z odwagą, mają małe szanse na to, żeby wyjść bez szwanku. - Powiedziała z powagą. Są bowiem tematy, z których można żartować i takie, z których nie powinno się.
I wtedy jej oczom ukazał jej niesamowity widok. Nie miała nawet słów, by opisać to stworzenie. Majestatyczne, absolutnie przepiękne i tak bardzo wiekowe… Nic co do tej pory widziała w swoim życiu, nawet nie umywało się do tego smoka.
W milczeniu słuchała słów lorda, a jej spojrzenie przesuwało się po całym ciele stworzenia. Widziała, jak spojrzała na Mathieu, jak wsłuchiwała się w jego głos podobnie jak sama Calypso.
- Jest piękna… - Powiedziała, wciąż wpatrując się w smoczycę, jakby coś zmuszało ją do tego, by patrzyła.
- Mówi Lord, że jest jedyna… co się z nią stanie teraz? Czy to znaczy, że jeśli ona padnie… to już nigdy nie będzie nikomu dane zobaczyć takiego smoka? - Dopiero teraz spojrzała na Mathieu z jakby… wyrzutem? Czemu nie szuka sposobów na wznowienie tego gatunku? Z pewnością z pomocą magii można było coś zdziałać… prawda? - Bo co jeśli z tych jaj nic się nie wykluje? - Dopytała, bo wiedziała przecież, że chociażby drobiowe jaja, które pozostały niezapłodnione, nie nosiły w sobie młodych. Co, jeśli z tymi jajami było podobnie?
O dziwo Calypso nie wyglądała na bardzo przestraszoną. Raczej podnieconą bliskością ze smokiem, ale też z szacunkiem. Nie miałaby najmniejszych szans w starciu ze smoczycą. Znów zamilkła, gdy przyszło do karmienia. Liliana najchętniej trzymałaby się z tyłu, ale wtedy Calypso przywołała ją delikatnym gestem, jakby nie chciała robić nic gwałtownego.
Liliana wysłuchała dyskretnego szeptu, a potem z torby Lady podała jej szkicownik i węglowy rysik.
- Lord pozwoli, że sobie naszkicuję? - Powiedziała, tym razem wzrok skupiając na nim. Była to nie tylko wymówka. Chciała móc patrzeć na smoka jeszcze po powrocie do domu… A czemu wymówka? Żywe ryby wywoływały w Calypso strach większy niż smok i tylko cudem jeszcze nie krzyknęła na ich widok.
W uszach wciąż słyszała potężne kłapnięcie szczęk… To było coś, czego nie zapomni do końca życia.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Terrarium [odnośnik]23.05.21 12:34
Obserwowanie kogoś przy pracy pozwalało na poczynienie ciekawych obserwacji. Mathieu był raczej zagadką, którą bardzo ciężko było rozgryźć, a jedyną możliwością oferowaną przez los była ta, w której sam zechciał się otworzyć. Najbardziej sobą był tutaj, w Rezerwacie, przy smokach, kiedy mógł powiedzieć tak wiele na temat zwierząt, którymi naprawdę się interesował. Bądź co bądź, nie lubił mówić o sobie, zawsze podchodził do wszystkiego z dystansem, obawiając się, że ktoś może wykorzystać to przeciwko niemu. Chronił swoją prywatność i nie lubił, kiedy ktoś bez zastanowienia wchodził na jego terytorium. Nie bez powodu zaprosił do Rezerwatu Calypso. Nie chodziło tylko o to, że obiecał jej poznać smoki, ale sam wiedział też, że inaczej zachowa się w towarzystwie swoich podopiecznych.
Widział jej błyszczące oczy, które tak pięknie zalśniły na widok smoka. Uśmiechnął się pod nosem, zupełnie naturalnie i niekontrolowanie. Dla kogoś, kto wcześniej styczności z magicznymi stworzeniami nie miał, było to naprawdę wspaniałe i zachwycające doświadczenie. Widać było, że Calypso poza swoim zachwytem, podchodzi do smoka z należytym szacunkiem. Na pewno sama świadomość, że jeden niezgrabny ruch i może spotkać się ze śmiercią, była budująca w takich momentach. Odpowiednie podejście miało ogromne znaczenie.
- Jeśli Edrea dokona żywota, a z jej jaj nie wyklują się smoki… zostanie jedynie zapisem na kartach historii, wspomnieniem w pamięci tych, którym dane było ją ujrzeć. Moim, Twoim… – nie chciał nawet sobie wyobrażać takiej sytuacji. Ten wiekowy smok odżywał, z tygodnia na tydzień Mathieu odnotowywał postępowe, pozytywne zmiany. Chciałby ujrzeć ją na wolności, kiedy słońce odbije się od jej purpurowych łusek. To było jednak zbyt ryzykowne, nie mogli jej stracić. Musiała istnieć nadzieja dla tego gatunku. – Robimy wszystko jednak, aby tego uniknąć. – dodał po chwili, kładąc notes na małym stoliku, wyjmując kałamarz i pióro. Zanurzył je w granatowym płynie i napisał na kartce kolejną datę. Spożyty posiłek, ogólny stan zdrowia, podchodząc bliżej przyjrzał jej się uważnie. Była nieufna wobec obcych, dlatego obecność Calypso sprawiała, że stała się nieco bardziej spięta. Musiała jednak przyzwyczajać się do obecności innych, poza Mathieu i stałymi pracownikami mogli też zjawiać się tu obcy ludzie, od czasu do czasu, tak jak dzisiaj. Przesunął wzrok na Calypso, słysząc jej pytanie.
- Oczywiście. – odpowiedział i przyjrzał się uważnie pokryciu Edrei. Łuski były w doskonałej kondycji, odpowiednia dieta i wyżywienie robiły swoje. Na początku wyglądała o wiele gorzej, wieki w hibernacji i słaby stan były czymś, co z pewnością da się naprawić. Poza ogólnym stanem smoka sprawdził również jej otoczenie, musiało być zadbane i utrzymane w odpowiednich warunkach. Zmierzył temperaturę otoczenia, która wahała się w prawidłowych przedziałach normowych. Pozwolił Lady Carrow skupić się na rysunku, a sam zajął się swoimi obowiązkami, w końcu uświadomił jej, że to rutynowy dzień w pracy… No, nie do końca rutynowi, bo nie zawsze obok była piękna kobieta, do której mógł uciekać spojrzeniem.
- Przejdziemy do inkubatora, jeśli Lady już skończyła. – zaproponował, zwijając cały osprzęt, który ze sobą zabrał. Edrea udała się na drzemkę, w swoje ulubione miejsce. Najedzona i zadowolona, a przynajmniej wszystko na to wskazywało.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]24.05.21 20:05
Ruchy Calyypso były ostrożne, miarowe. Nawet gdy szkicowała, nie spieszyła się, chociaż też nie chciała opóźniać pracy Lorda Rosiera. Kreśliła bardziej szkic, który odtworzy później w domu z większą dokładnością.
W głowie analizowała słowa Lorda, który mówił o smoczycy, jak o czymś więcej niż dzikim zwierzęciu. Smok był starszy niż wszyscy czarodzieje, których znali, a najpewniej przeżyje ich oboje… Jeśli z jaj wyklują się smoki, to ich życie może trwać tak długo, że wymrą wszystkie ludy.
- W obecności takich zwierząt, wszystkie spory i waśnie stają się dość maluczkie prawda? - Czy miała na myśli wojnę dwóch róż? Z pewnością między innymi, no bo jakże inaczej oni już patrzyli na sytuację, podczas gdy w czasie, gdy Edrea była w połowie swojego obecnego wieku, trwał konflikt między rodami. Teraz w przedziwnym miejscu historii stali oboje przed potężnym zwierzęciem we dwoje — Liliany nie liczmy.
O dziwo oprócz smoka, pojawiła się w szkicowniku również postać mężczyzny, o szlachetnym i pięknym profilu, który w skupieniu przyglądał się smokowi.
- Wierzę, że Lord sprawi, że wszystko będzie, jak należy. - Powiedziała, na moment podnosząc oczy znad szkicownika, żeby posłać mu uśmiech. Żeby widział, że poważnie traktuje zadania, z jakimi musi się mierzyć. - Pytałam raczej czysto hipotetycznie, sam Lord rozumie… Dla zrozumienia. - Ileż gatunków wcześniej, o których nie mieli pojęcia, przepadło bezpowrotnie w odmętach przeszłości, bo nie miały okazji trafić pod skrzydła Lorda Rosiera i jemu podobnych?
Chwilę jeszcze szkicowała, w skupieniu to patrząc na papier, to znów na smoka lub Lorda, żeby wreszcie zamknąć szkicownik.
- Dziękuję za możliwość uchwycenia tego momentu. - Powiedziała, chociaż nie wątpiła, że w jej głowie ta chwila zostanie tak czy siak.
- Opowie mi Lord, jak wyglądała jego pierwsza styczność ze smokami? - Powiedziała tuż po tym, jak potwierdziła głową, że rzeczywiście mogą iść dalej. - O swoim pierwszym razie opowiadać nie będę, bo jest Lord jego świadkiem. - Zażartowała, chociaż wciąż jeszcze czuła się nieco oszołomiona tym całym spotkaniem. Jak dobrze, że miała pod ręką szkicownik, który pozwolił nieco uspokoić nerwy. To nie był naprawdę strach, a prawdziwe przejęcie. Była pewna, że będzie powracać do tej chwili jeszcze długo.
I obecność samego lorda dużo dała. Nie wiedziała, ile kobiet zapraszał na wyprawę po rezerwacie, nie miała pojęcia, czy to tylko chęć zaimponowania, czy zwyczajna grzeczność, na którą się zgodził, bo ona go poprosiła.
Jakiekolwiek nie stały za tym motywy — ona z tego miała niewątpliwe korzyści.
- Wiem, że to może głupie pytanie, ale… - Spojrzała na niego, jakby oceniając, czy może go o to zapytać. - Czy jest jakiś sposób, by się z nimi porozumieć? Nie mówię tu o zasadzie jak ze zwierzęciem… Czy one nie są jakąś formą inteligencji wyższej? - Może ją wyśmieje, ale ona kiedyś czytała różne powieści i nigdy, ale to nigdy smoki nie były tylko bestiami. A ona smoka nigdy wcześniej nie widziała, to miała prawo nie wiedzieć!



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Terrarium [odnośnik]25.05.21 21:45
- Na szczęście ich nasze spory i waśnie nie dotyczą. – odpowiedział na jej słowa i przeniósł na nią spojrzenie. Wojny i ludzkie problemy nie dotyczyły tych majestatycznych stworzeń i to było w nich najważniejsze. Nie musiały przejmować się polityką czy innymi sprawami, żyły bezpieczne w Rezerwacie pod ich opieką, całkowicie odizolowane od wszelkich niebezpieczeństw. Wystarczyło spojrzeć na Edreę, los chciał, aby ten gatunek smoka raz na zawsze zniknął z powierzchni ziemi, a jednak piękna i wyjątkowa smoczyca żyła na terenach Kent, pod ich troskliwą opieką. Żywił szczerą nadzieję, że z jaj w pewnym momencie wyklują się jej smoczy potomkowie. Nie mieli jednak pewności.
- Jestem tu po to, aby odpowiadać na Twoje pytania Lady. Chciałaś poznać Rezerwat i smoki, a gdy po raz pierwszy ma się z nimi styczność, pytań jest ogrom. – powiedział, uśmiechając się pod nosem. On był wychowany z tymi smokami, a raczej z historiami o nich. Pamiętał jak jego ojciec, Anselme opowiadał mu ze szczegółami wszystko co dotyczyło wypraw, opieki nad smokami, tego w jaki sposób powinno się o nie dbać, a chłonny dziecięcy umysł zapamiętywał każdy szczegół. Mathieu pamiętał to o wiele intensywniej niż jakiekolwiek inne wspomnienie, które nabył w późniejszym czasie. Ojciec był jego wzorem, który później siłą rzeczy został przeniesiony na Tristana. Wuj i tak nigdy nie byłby zadowolony z bratanka, miał butny charakter ojca i brakowało mu pokory. Teraz wiedział, że to właśnie to zaprowadziło ojca prosto w objęcia śmierci. Antypodzki Opalooki okazał się być końcem jego historii, ale Mathieu i tak zamierzał udowodnić, że jest Rosierom pisany.
- Pierwsza styczność ze smokami? – na samo wspomnienie uśmiechnął się lekko, wyraźnie rozbawiony. – Mój ojciec mnie i Tristana do Rezerwatu, miałem jakieś sześć lat. Tristan siedem. Zamknęli nas w obserwatorium i kazali lokajowi pilnować. – historia zaczynała się dość nudnawo, ale miała swoje ciekawe zakończenie. – Zwialiśmy na klify, przekonani o oddaniu smoków wobec naszej krwi przyzwaliśmy Ancalagona, najpotężniejszego z naszym smoków. Dwa Albiony zaczęły atakować się na błękicie nieba, byliśmy niemal pewni, że walczą o to, kto pierwszy ma złożyć przed nami pokłon. – dopowiedział, główną część historii. To ona była kwintesencją tego, jak zapoznawał się ze smokami i jak bardzo zapragnął już wtedy pracować ze smokami. Każdy element życia decydował o następnym wyborze, następnej decyzji. To nie takie proste sprawy, a jednak…. nawet śmierć ojca nie sprawiła, że zniechęcił się do smoków i smoczych wypraw. – To ja namówiłem Tristana, a on później miał przechlapane. – stwierdził, już nieco poważniej. To wszystko była jego wina, ale… ich zawsze różniło wiele. Ojcowie mieli różne podejścia, Tristan był przygotowywany do swojej roli, a Mathieu… nie był mu nigdy pisany jego los i w zasadzie bardzo się z tego faktu cieszył.
- To inteligentne stworzenia, rozumieją co się wokół nich dzieje. Edrea reaguje na głos, na słowa, wie kiedy mówię do niej. Nie odpowie mi jednak, choćbym tego bardzo pragnął. – odpowiedział na jej słowa, przepuszczając ją w drzwiach. Jej przyzwoitka, służka czy jak ją tam zwał czaiła się gdzieś za ich plecami, a Mathieu specjalnie nie zwracał na nią uwagi, był u siebie. Teraz weszli do cieplejszego pomieszczenia, temperatura w inkubatorze będącym częścią terrarium była o wiele, wiele wyższa. – Jaja muszą mieć zachowaną odpowiednią temperaturę. – mruknął i spojrzał wymownym spojrzeniem na służkę Calypso, która dość ociągała się z wejściem do pomieszczenia, przez co ciepło uciekało. Powinien nią nakarmić smoka, była irytująca. – Pośpiesz się. – mruknął do niej ostro i oschle. Była służbą i nie miało znaczenia, że nie był jej panem, był Lordem i to się liczyło. – Lady Carrow. Możesz zobaczyć, dotknąć… jak specyficzną skorupę mają smocze jaja. Są wyjątkowe w dotyku, pomimo licznych wypustek są bardzo delikatne i niezwykle twarde. – dopowiedział jeszcze, zbliżając się do jaj ułożonych w odpowiednim miejscu, oznaczonych w odpowiedni sposób. – [t]Te należą do Edrei. [/b] – dodał jeszcze, nachylając się na Calypso i mówiąc jej cicho do ucha.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]27.05.21 3:01
Zgodziła się — być może długowieczność smoków i innych stworzeń wynikała z tego, że za nic miały waśnie tak małe i nic nie znaczące, jak właśnie te ludzkie?
Miała więc nadzieję, że niezależnie od wyniku wojny — tej, czy każdej następnej, zwycięzcy będą szanować rezerwat wraz ze wszystkimi jego mieszkańcami.
- Czy byłby Lord mi łaskaw powiedzieć, jakie macie tutaj zaklęcia nałożone? Bo domyślam się, że to nie jest tak, że gdyby smok postanowił wzbić się w powietrze, to nic nie dzieliłoby go od niebios. - Zapytała, poprawiając blond pukiel, nie spuszczając jednak spojrzenia z Lorda. Tym razem to nie gierka na flirt, a zwykły gest mający zająć czymś ręce. Gdy nie rysowała, a wciąż była w stanie ekscytacji, nie umiała nieco panować nad gestami. Nie, żeby cierpiała na nadpobudliwość, ale z pewnością pomagało jej to się skoncentrować.
Miał też rację, bo wyglądało na to, że zadane przez nią pytanie, stanowiło tylko wierzchołek góry lodowej. Cieszyła się więc, że Mathieu tak chętnie dzieli się z nią swoją wiedzą.
- Nawet Lord nie wie, jakie to dla mnie wyróżnienie, by móc zobaczyć smoki w takich warunkach. Jeszcze rok temu wyprawa taka wydawała mi się dość niemożliwa. A teraz? Teraz proszę… Jak 12 miesięcy może zmienić człowieka. - Zwłaszcza w tak młodym wieku, w jakim była Calyspo. Wszystko wydawało jej się ekscytujące, a świat pędził z zawrotną prędkością. A może po prostu tak mocno biło jej serce w obecności Lorda Rosiera?
I jego historie, które wywoływały u niej dreszcze zaciekawienia, gdy opowiadał o wyprawie z Tristanem, który jak się domyśliła, był nestorem rodu Rosier. To jego widziała na koncercie w towarzystwie Evandry i to nad jego urodą przez chwilę dumała.
Jednak to Mathieu znacznie bardziej był w guście młodej Lady, co można było wywniosować, chociażby po tym, że to właśnie z nim spędzała kolejne już godziny.
W pewnym sensie przedziwnie było słuchać o tym, że dwóch lordów może popaść w tarapaty, z czego jeden obecnie był przecież nestorem rodu, ale z drugiej strony… Czy nie każdy młody czarodziej, niezależnie od pochodzenia, nie czyni za młodu jakiejś głupoty?
Jedni uciekali na klify, narażając życie, inni wstępują do przedziwnych organizacji sympatyzujących z mugolami. Rozsądek w obu sytuacjach Calypso oceniała na podobny. Jednak niektórzy wyciągają dobre wnioski, inni nie.
- Domyślam się, że te dwa walczące smoki nijak nie miały zamiaru się wam kłaniać? - Zapytała wyraźnie zaintrygowana, o cóż takiego takie dwie bestie mogły walczyć na niego.
- Przypuszczam, że mimo wszystko najbardziej przechlapane miał lokaj, który pozwolił na ucieczkę. - Zaśmiała się, zupełnie zapominając, że Liliana idzie tuż za nimi. Ona, chociaż nigdy nie podniosła dłoni na nikogo ze służby, czy nie unosiła się złością, zdecydowanie nie traktowała służby, jak równych czarodziejów.
- Czy Lord osobiście zabrał Edree z wyspy? Nigdy tam nie byłam. - Zanotowała w pamięci, by spytać o nią, gdy zakończą temat smoków. Nic bowiem w tym momencie nie było w stanie jej rozproszyć, jeśli chodzi o te zwierzęta.
No… prawie nic.
Gdy weszli do pomieszczenia, a Lord Rosier ponaglił jej służkę, Calypso momentalnie odwróciła się w jej stronę, przyglądając się jej chłodno.
- Liliana… Nie ociągaj się. Nie chcemy oziębić jajek. Idź, stań proszę, gdzieś w rogu i nie rzucaj mi się w oczy. - Powiedziała nad wyraz spokojnie, ale jednocześnie w sposób sugerujący, że jeszcze ze sobą porozmawiają.
Gdy służka odeszła w najdalszy kąt, Calypso zwróciła się do Mathieu.
- Proszę wybaczyć Lordzie... Człowiek myśli, że wszystko jest jasne, a oni dalej swoje… - Pokręciła głową nad ciężkim, szlacheckim żywotem, jednak zaraz skupiła się ponownie na celu wizyty.
Zwłaszcza że Lord Rosier i ona, znaleźli się nagle niebywale blisko siebie. Jego szept łaskotał jej ucho i bok szyi, a gdy odwróciła nieznacznie głowę, jego twarz była dosłownie na wyciągnięcie szyi.
Uniosła więc niespiesznie dłoń i położyła na jajku pierwszym od prawej. Rzeczywiście natrafiła na wypustki, ale nieprzyzwyczajony do ciemności wzrok niewiele dostrzegał, zwłaszcza że jeszcze przed chwilą patrzyła na przystojną twarz młodego lorda.
Kilka przyspieszonych oddechów minęło, nim spojrzała na przyszłe, smocze potomstwo.
Dłoń poprowadziła delikatnie, niespiesznie.
- Wiadomo, kiedy zostały złożone? Albo ważniejsze pytanie… - Zatrzymała dłoń, ponownie odwróciła lekko twarz, zniżając głos do zupełnego szeptu. - Kiedy się wyklują?



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Terrarium [odnośnik]27.05.21 21:37
Calypso była żywo zainteresowana tym, co jej opowiadał. To przyjemny widok, kiedy młodej kobiecie tak błyszczały oczy z czystej ekscytacji. Chciała wiedzieć więcej, poznać więcej, zdobyć nowe doświadczenia. Mógł się z nią podzielić wieloma informacjami, ale nie każdą, którą posiadał. Ochrona Rezerwatu to nie tylko kwestia tego, aby smoki nie mogły się z niego wydostać, ale też taka, żeby nikt bez ich pozwolenia nie mógł się wedrzeć do środka. Z pewnością znała kilka, być może kilkanaście zaklęć ochronnych, na pewno Sandal Castle było mocno strzeżonym miejscem.
- Nie mogę odkryć wszystkich kart przy pierwszym spotkaniu, Lady Carrow, bo jeszcze przypadkiem stracisz mną zainteresowanie. – odpowiedział dość tajemniczo, z cwanym uśmiechem na zadane przez nią pytanie, dając jednocześnie do zrozumienia, że te informacje leżą poza zasięgiem. Nie mógł jej powiedzieć w jaki sposób chronią smoki, to byłoby wykroczenie poza pewne granice. Liczył jednak na to, że Calypso zrozumie jego pobudki i nie będzie miała z tym problemu. Bądź co bądź, podobało mu się to w jaki sposób wypowiadała się o smokach, jak ciężko było jej panować nad naturalnymi odruchami, które nijak nie wpisywały się w kanon młodej damy i wielu powiedziałoby, że łamała pewne zasady. Na szczęście on też przepadał za łamaniem zasad, więc odpowiadało mu to całkowicie.
- Dwanaście miesięcy może zmienić bardzo, bardzo wiele. – powiedział całkiem poważnie. Coś o tym wiedział. Ostatni rok był dla niego zaskakujący, obfitujący w zmiany. Calypso nie miała pojęcia, że jeszcze rok temu zapewne na Terenach Jeździeckich by do niej nie podszedł, zignorowałby jej obecność i przemilczał całą sprawę. Trafiła w odpowiednim momencie, kiedy Mathieu zaczynał sam siebie przekonywać do pewnych nowości, kiedy docierało do niego, że nie jest jedynie pionkiem w grze, a może sam rozdawać pewne karty. Był Rosierem i chyba zbyt późno postanowił wyjść z cienia, bo mógł osiągnąć o wiele, wiele więcej.
- Nie miały zamiaru. – stwierdził rozbawiony. Te dwa smoki zapewne pozbawiłyby ich życia w kilka sekund, ale wtedy o tym nie myślał. Teraz docierało do niego, że jako sześciolatek wielkościowo przypominał raczej rosłą owcę, niż kogoś, komu należały się ukłony. – Też… Miał z nas nie spuszczać oczu. Zakładam jednak, że mój ojciec przewidział taką sytuację. Do jego śmierci byłem… bardzo ciekawym świata chłopcem. – wyznał na jej pytanie o lokaja. Służba nie miała dla niego znaczenia, on miał zadbać o ich bezpieczeństwo, ale tego nie zrobił. Z drugiej strony, Anselme na pewno spodziewał się, że Mathieu i Tristan jakoś się zerwą, no i oczywiście wyjdzie to wszystko od młodszego z chłopców. Tristan nigdy nie był skory do łamania reguł.
- Nie, w czasie wyprawy na wyspę Wight byłem we Francji, prowadziłem badania w Auvergne. Byłaś we Francji, Lady? – spytał, przekręcając lekko głowę w bok. Francja była piękna, ród Rosierów wywodził się właśnie stamtąd. Mathieu uwielbiał tereny leżące nad Sekwaną. To urokliwe miejsce, który każdy musiał poznać. Teraz, przez wojenne czasy wszystko było utrudnione i nie mógł tak po prostu zerwać się, zapomnieć o wojnie toczącej Anglię i zniknąć, na kilka tygodni zapewne.
Nie skomentował jej słów odnośnie służki, bo zapewne… dodałby zbyt wiele. Nie przepadał za takimi, którzy nie rozumieli i nie chcieli pojąć pewnych kwestii. Bądź co bądź, miała tutaj być po to, aby pilnować Calypso, a w obecności Mathieu nie groziło jej zupełnie nic, no chyba, że Carrowowie uznawali jego samego za zagrożenie, a tak z pewnością było. Lady Carrow na ziemiach Kent, a oni nie mieli nic do powiedzenia. Robiła to dobrowolnie i to chyba najprzyjemniejsze w tym wszystkim.
- Nie wiemy tego… – powiedział cicho. Nie przeszkadzało mu to, że znajdował się tak blisko niej. – Przed wykluciem zajdą w nim pewne zmiany. – szepnął jeszcze, z jakiegoś powodu w tym miejscu uwielbiał ciszę. – Sprawdzamy ich temperaturę i to, co dzieje się wokół nich. – dopowiedział, przekazując w jej dłonie przyrząd, który miał zmierzyć temperatury w otoczeniu jajka, a kiedy znacznik pojawił się w odpowiednim miejscu, Mathieu odczytał z niego wynik i zapisał na odpowiedniej stronie w notesie. – Wilgotność powietrza musi być odpowiednia. – dopowiedział po chwili i również to sprawdził, a następnie zapisał pomiar. – Liczę na to, że w odpowiednich warunkach wszystko się ułoży. Wielu korzysta z magii obchodząc się z jajami smoka, wolę jednak sięgać po tradycyjne sposoby, magia bywa nieprzewidywalna, a ja wolałbym… nie uszkodzić ich, skoro są jedyną nadzieją na przywrócenie tego gatunku. – dopowiedział cicho, odwracając głowę w jej stronę.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Terrarium [odnośnik]30.05.21 18:10
Już kilka razy przy nim okazała, że naprawdę wiedza była dla niej istotna. Nigdy nie mogła zrozumieć ludzi, którzy zdobywszy jakiś mały skrawek wiedzy na dany temat, nie chcieli zgłębiać jej bardziej. Gdyby miała do końca życia operować na wiedzy wyniesionej z Hogwartu, czułaby się jak głupia gęś.
Kiedyś podzieliła się tą myślą ze swoją znajomą. Cóż, dowiedziała się wtedy, że właśnie dlatego nie ma męża. Bo szuka wiedzy, zamiast dobrego ożenku.
Calypso uznałaby tę znajomość za skończoną, gdyby nie fakt, że kilka chwil wcześniej znajoma nie poinformowała ją o tym, że jest w ciąży. Paradoksalnie więc, chociaż tak bardzo to krytykowała, to sama została obiektem obserwacji, bo o samej ciąży Lady Carrow nie wiedziała również zbyt wiele, a w osobie tej koleżanki, miała żywy obiekt.
Zaśmiała się na jego słowa, kręcąc jednocześnie głową.
- Lord mnie źle zrozumiał. Zupełnie nie zamierzam dopytywać o inkantacje. Chodziło mi raczej o rodzaj — są przecież zaklęcia chroniące przed wykryciem, przed ogniem… - Zamilkła na moment, dopóki jej wzrok nie odnalazł jego spojrzenia. - Zniewalające… - Ale rzeczywiście, źle dobrane słowa mogły sugerować, że Lady Carrow planuje włamać się do rezerwatu, obchodząc zabezpieczenia. - Ale rozumiem — nie będę dopytywać. Bezpieczeństwo smoków jest najważniejsze. - Powiedziała, nie czując się w żadnym razie obrażoną, że nie chciał się dzielić z nią wiedzą. Ona najpewniej zachowałaby się tak samo, gdyby chodziło o rodzinną hodowlę aetonów.
Bardziej jednak uśmiechnęła się na to, że miałaby stracić nim zainteresowanie. Wiedziała, że jest bystry, więc nie zdziwiło jej to, że zrozumiał jej bezpośrednie podejście. Na dodatek nie wydawał się w żaden sposób tym zmieszany.
- Słuszna uwaga… Wole odkrywać wszystko w małych kawałkach. Wtedy będę miała więcej pretekstów do widywania się z Lordem. - Powiedziała, uśmiechając się bez skrępowania. Lubiła też, że i on wydawał się relaksować w jej obecności. Pomimo zachowania protokołu, śmiał się i żartował, a ona mogła nie bać się wyrażać opinii na swoje tematy, widząc, że albo podejmie się z nią merytoryczną dyskusji, albo będą mogli żartować, jak z jego pierwszego spotkania ze smokami.
Wyobrażanie sobie jednak lorda nestora Rosiera w takiej sytuacji dawało jej poczucie pewnej więzi. Może to tylko wyobraźnia jej to podsuwała, ale jednak dawno z żadnym lordem tak dobrze jej się nie rozmawiało. To nie była uprzejma pogawędka, gdzieś na przyjęciu, czy sabacie. To była rozmowa dwójki dorosłych czarodziejów, gdzie jeden uczył drugiego pewnych spraw. A że przy okazji Lord Rosier był bardzo przystojnym mężczyzną, to tylko była kolejną zaletą jej pojawienia się w Rezerwacie.
- Nigdy nie byłam we Francji. Ale z chęcią bym ją zwiedziła. Miałam przyjemność nauki tego języka i opanowałam go w całkiem niezłym stopniu. - Nie, żeby się przechwalała — odkrywała po prostu kolejny punkt na mapie wspólnych zainteresowań. - Jak tam jest? I czy to prawda, że francuscy czarodzieje często mylą zaklęcia, bo używają możliwie najdalszych skojarzeń do angielskiego? - To było tylko to, co słyszała z jakichś przypadkowych plotek. Nigdy nie miała okazji zweryfikować plotek na ten temat.
W terrarium jednak wszystkie myśli o dalekich wojażach musiały odejść gdzieś na tył głowy, a ona chciała skupić się, jak najbardziej na tym całym doświadczeniu.
Bliskość Mathieu i przekazywana przez niego wiedza, sprawiały, że Calypso niemal drżała z ekscytacji. Zachowała się jednak z klasą, przyjmując od niego przedmiot do pomiaru temperatur. Niby przypadkiem, jej delikatne palce musnęły wierzch jego dłoni.
- Jakie zmiany w nim zajdą? - Zapytała, wiedząc doskonale, że mała była szansa, żeby była tutaj na czas wyklucia się smoków. Chciała więc wiedzieć już teraz, co ją ominie.
Gdy odwrócił głowę w jej stronę, nie spłoszyła się, przez chwilę spoglądała mu prosto w oczy, pozwalając, by mogli przez krótką chwilę czytać z siebie, jak z otwartych kart. Żadnych gierek, żadnych przeszkód — tylko dusza w oczach.
- Jesteś Lordzie niemal jednym z nich. - Szepnęła, ledwo rozchylając pąsowe wargi. Dopiero cofnęła się o krok, w myśl jego własnej zasady.
Nie dawać zbyt wiele, zbyt szybko, by nie stracił zainteresowania.
Spojrzała ponownie na smocze jaja, wiedząc, że być może teraz kończy się proces dojrzewania młodych smoków, gdzieś tam w środku. I zapragnęła mieć, chociaż fragment skorupki kiedyś. Coś, co powstało na długo przed nią, a najpewniej zostanie długo po niej. Zaczynała nieco bardziej rozumieć fascynację smokami, chociaż ją interesowało pojęcie wieczności.

zt



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose



Ostatnio zmieniony przez Calypso Carrow dnia 30.05.21 23:34, w całości zmieniany 1 raz
Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Terrarium [odnośnik]30.05.21 22:57
- Rezerwat jest chroniony licznymi zaklęciami. – odparł na jej słowa. Nie musiał mówić, jakie to zaklęcia i czemu mają służyć. – To zupełnie naturalne, musimy dbać przede wszystkim o ich bezpieczeństwo. – dopowiedział. Miał gdzieś mugoli, którzy straciliby życie, gdyby smoki wolno latały nad terenem całego hrabstwa. Z drugiej strony, musiał zachowywać pewne pozory, które krył przede wszystkim za osłoną ich bezpieczeństwa. Dbałość o szczegóły była istotna, najważniejsza… Był jednak pewien, że Lady Carrow doskonale rozumie jego pobudki.
Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, kiedy powiedziała o większej ilości pretekstów do spotykania się z nim. Lady Carrow najwyraźniej spodobało się towarzystwo Mathieu, skoro tak chętnie i otwarcie o tym mówiła.. Nie spodziewał się tego. W końcu, nie uważał, aby było w nim coś niespotykanego, coś czego nie mogli zaoferować jej inni lordowie. Tym bardziej, że Rosierowie i Carrowowie mieli ze sobą na pieńku od wielu, wielu pokoleń. Może Calypso zwyczajnie miała skłonność do łamania zasad albo chciała zrobić na złość swojej rodzinie, kusząc się na spotkania z nim? Nie był pewien, nie znał jej zbyt dobrze, właściwie niewiele mógł o niej powiedzieć. Czy chciał ją poznać? Owszem. Była intrygującą i ciekawą osobą, a Mathieu właśnie takich ludzi chciał, potrzebował teraz w swoim życiu. Po tak wielu ciężkich miesiącach, potrzebował odmiany.
- Francja jest piękna, niezwykły kraj, bardzo różniący się od Anglii. – odpowiedział na jej pytanie dotyczące sąsiadującego państwa. We Francji przyszło mu pobierać nauki, choć musiał przyznać, że jej pytanie wyraźnie go rozbawiło. – Radzą sobie z zaklęciami równie dobrze jak my, to tylko plotki. – dodał, choć wyraźnie go to rozbawiło. Calypso powinna wybrać się do Francji, tam panował zupełnie inny klimat, to miejsce diametralnie inne od tego, w którym mieszkali. Tutaj musieli mierzyć się z zupełnie innymi sprawami, zupełnie inaczej wyglądało życie. Dobrze wspominał Francję, lubił do niej wracać, przepadał za pięknem krain, które tak różnorodnie zdobiły jej ziemię.
- Na skorupie pojawią się mikropęknięcia, które z czasem zaczną się powiększać. – odparł, przyglądając się jej uważnie. Podobało mu się to, że chciała tak wiele wiedzieć, że interesowały ją te tematy. Mógł jej pokazać dużo więcej, jeśli w przyszłości będzie chciała. Dla niego rozmowa o smokach była czymś, co prowadził płynnie. Zwyczajnie znał się na tym co robi, wiedział sporo i lubił się tą wiedzą dzielić. – Nigdy nie będę, choćbym chciał. – szepnął, widząc jak się odsuwa. Był Różą, był smokiem. Miał tak wiele do zrobienia, tak wiele obowiązków ciążyło na jego barkach, a komplementy Calypso tak przyjemnie łechtały jego duszę. Dokonał zapisów na kartach, zgrabnym pismem kreśląc kolejne słowa. Wszystko skrzętnie notował, aby w przyszłości nie być zaskoczonym. Przekręcił lekko głowę w bok, słysząc otwierane drzwi. Jeden z pracowników właśnie znalazł się we wnętrzu inkubatora.
- Azael, sir. Mamy problem. – powiedział na jednym tchu, wyraźnie zdyszany. Mathieu od razu wyprostował się, chowając do przepastnej torby wszyscy co ze sobą miał. Wyraźne przejęcie było widoczne na jego twarzy. Wziął głęboki oddech i podszedł do Calypso.
- Musimy niestety zakończyć nasze spotkanie, Lady. Emery odprowadzi Was do wyjścia. – powiedział w jej stronę, a później przeniósł spojrzenie na mężczyznę. Przekazywał bezpieczeństwo Lady Carrow w jego ręce, musiał zadbać o jej bezpieczeństwo. Azael to smok, na którego wyraźnie musieli uważać. Był chorym osobnikiem, z licznymi problemami, które mogły okazać się sporą przeszkodą. – Do zobaczenia, mam nadzieję niedługo. – szepnął, ujmując jej delikatną dłoń. A później ruszył w dalszą drogę.

zt



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 9 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Terrarium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach