Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Terrarium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Terrarium   19.01.16 20:10

First topic message reminder :

Terrarium

Zdobione przeszklone drzwi osadzone w ozdobnym metalowym stelażu prowadzą do terrarium wewnątrz rezerwatu, gdzie chowane są osobniki słabsze, chore, stare lub z innych względów niezdolne do życia na wolności, często również smoczęta. Drzwi obłożone są podobnymi zaklęciami, co wrota wejściowe - nie otwierają się przed czarodziejami, którzy nie są powołani do przejścia. Po minięciu krótkiego korytarza napotyka się kolejną identyczną barierę - wszystko ze względu na bezpieczeństwo ośrodka. Za drugimi drzwiami zapach siarki uderza bardzo mocno i może być trudny dla osób, które nie są do niego przyzwyczajone.
Terrarium dzieli się na kilka części, niektóre z osobników mają więcej przestrzeni dla siebie, inne mniej, jedne z różnych względów są izolowane, inne przetrzymuje się parami. Nieopodal znajduje się również inkubatorium dla porzuconych jaj.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   31.08.17 19:48

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 48

--------------------------------

#2 'k10' : 4

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   01.09.17 0:04

Zaklęcie Tristana okazało się skuteczne - Arnold bezsilnie wypuścił z ust powietrze, jego spojrzenie zaszło lekką mgłą, a ciało stało się bezwładne jak szmaciana lalka oczekująca na polecenia marionetkarza; był zbyt wycieńczony, by szarpać się bądź walczyć z zagrożeniem. Tristan wciąż czuł się zaskakująco dobrze, nie opuszczała go energia, a jego poprawiający się stan zdrowotny nie ulegał negatywnym zmianom - kto wie jednak, jak długo potrwa ten stan.

127/220, -20 (tura 2 na 3)


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   01.09.17 12:35

Przez kolejny krotki moment przygladal się mu bez ruchu, nieufny juz wobec otaczajacej go magii. Próbował przejąć kontrole nad tym czlowiekiem tak długo, że finalny sukces zakrawal o absurd, choc przeciez zwykle wierzył w swoje umiejętności. Nie rozluznil nadgarstka mocno trzymajacego rozdzke choc przeciez potrafil rozpoznac udana klatwe, choc przeciez wiedzial, ze wreszcie odniósł sukces. Opadl obok, ciezko opierajac sie o pobliska sciane, choc wcale nie czul bolu. - Uderz głową o ścianę - nakazał ze rezygnowaniem, sprawdzajac reakcje, ale i uwalniajac sie od złości na tego zalosnego człowieka. Zanim oprzytomnial, im wiecej obrażeń mial na ciele, tym gorzej dla samego Tristana. - Stój - zatrzymał go więc zanim to zrobił.
- Wrocimy teraz do negocjacji - zażądał, wspinajac sie po ścianie do pozycji stojącej. - Do stolu - dodał , odczekawszy, aż jego kompan wstanie, gotow w razie potrzeby udzielic mu p omocy. Nie wiedzial, na ile mogl byc oslabiony. Musieli jednak porozmawiać, jesli jego ochroniarce uda sie tutaj wedrzec, powinni ja zastac podczas kulturalnej rozmowy pomimo wybuchu anomalii. - Teraz powiesz mi wszystko - wyjasnil spokojnie, uwaznie obserwujac jego twarz. - Bedziesz trzymal sie wersji, zgodnie z ktora wybuch pobliskiej anomalii przeszkodzil nam w transakcji. Potrzebujemy wiecej czasu na rozmowy. Jesli wejdzie tu kobieta, ktora z toba przyszla, powiesz jej, ze musisz zostac dluzej bo przez wypadek nie zdazylismy wszystkiego omowic. Natychmiast zaczniesz tez mowic o cenie smoczej watroby i bedziesz to robil wiarygodnie. Wyprosisz ja z meskiej rozmowy. Dasz mi swoj falszoskop. Kiedy zostaniecie sami i nadazy sie okazja, powiesz jej, ze uszkodzila go anomalia. - dlatego swiszczal. -Wykorzystasz swoje umiejetnosci dobrego polityka, umiejetnosci klamstwa, zeby zatuszowac wszystko to, co sie tutaj wydarzylo. A poki jestesmy sami, powiesz mi wszystko, co wiesz, o najblizszej wizycie Ministra Magii w Azkabanie 20 maja, powiesz mi, kto bedzie mu towarzyszyl. Powiesz mi tez po co wam jest smocza watroba, co wiesz o programie oswajania dementorow, kim jest kobieta, ktora przedstawiles mi jako sekretarke i co ona potrafi. Powiesz mi tez, gdzie jest terminarz Ministra Magii. - Po drodze do stolu zabral przygotowany pergamin z umową, to szalenstwo musialo wyglądać wiarygodnie pomimo krwi, ktora splynela mu z nosa na szyje, pomimo kurzu, brudu i zasinien na ciele asystenta, pomimo jego wymietej szaty. Zalezalo mu na tej watrobie a ostatecznie obydwoje żyli, sądził, ze gdyby anomalia naprawde wybuchla, Cleese i tak zrobilby wszystko, zeby dopiac transakcje na ostatni guzik. Wydawal sie nia przejety. - Doprowadz sie do porzadku i zachowauj sie naturalnie. Bedziesz tuszowal te wydarzenia przed kazdym - wiec nawet przede mna.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   02.09.17 19:36

Cleese zrobił to, co mu nakazano - podniósł się i uderzył mocno głową w ścianę, rozcinając sobie przy tym łuk brwiowy. Nie jęknął w cierpieniu, choć z pewnością musiało zadać mu to niezwykły ból; gęsta krew ściekała mu po skroni i po policzku. Kulał, ale zdołał powrócić do stołu; Tristan mógł dostrzec, że z ust i nosa Arnolda także ściekała posoka, a jego skóra siniała - anomalia dla niego również nie była łaskawa.
Przez chwilę milczał, wpatrując się w Tristana tępo i nie dając żadnej gwarancji, że rzeczywiście uczyni to, co mu nakazano - nie przyrzekł tego, nie skinął głową, nie wyraził aprobaty. Był jak lalka, jak posłuszny inferius, jak cień człowieka bez słowa przyjmujący wszystkie otrzymane polecenia.
- Wizyta odbędzie się dwudziestego maja o godzinie dziewiętnastej, o osiemnastej trzydzieści siedmioosobowa świta wysoko postawionych pracowników Oddziału Kontroli Magicznej jak zawsze weźmie udział w przyspieszonym szkoleniu. Spotkają się ze mną w sali, w której znajdzie się świstoklik prowadzący do Azkabanu, gdzie przekażę im te same informacje, co zawsze. Nie pamiętam nazwisk tych ludzi, najczęściej co eskorta miesiąc się zmienia. Nikt nie chce za często wracać do Azkabanu. Lista znajduje się w gabinecie Ministra. Zaangażowani policjanci dopiero w ostatniej chwili dowiedzą się, w czym wezmą udział, to kwestie bezpieczeństwa - mówił jednostajnie, miał głos równie tępy i pusty co spojrzenie; gdy otwierał usta, niekiedy z ich kącików wyciekała krew, na którą nie zwracał najmniejszej uwagi. - Smocza wątroba jest składnikiem eliksiru, który według magomedyków pomoże wyzdrowieć Wilhelminie Tuft. W trakcie wizyty Minister Magii chce go jej - przy okazji - dostarczyć. Prace nad oswajaniem dementorów mają miejsce w Departamencie Tajemnic, nie posiadam do nich wglądu. Słyszałem tylko, że ich dotychczasowe efekty nie zadowalają Ministra. Nie powiedziano mi, kim jest ta kobieta. Otrzymałem informację, że tym razem będzie służyć mi za sekretarkę, a w razie czego zainterweniuje. Nie widziałem jej nigdy wcześniej w Ministerstwie. Podejrzewam, że to metamorfomag bądź pracownica bardzo tajnych służb. Może oba jednocześnie. Oponowałem, ale moje zdanie nie miało znaczenia, i tak mi ją przydzielono. Terminarz Ministra aktualnie znajduje się w jego gabinecie. - A po kolejnych słowach Tristana obmył wyczarowaną wodą swoją brudną od krwi twarz, usunął plamy z koszuli, krótkim zaklęciem zaleczył krwotok z nosa. Nie pomogło mu to wiele, wciąż wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy.

127/220, -20 (tura 3 na 3)
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 04.10.17 22:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   04.09.17 1:19

Słuchając go, korzystał z przypływu sił i podpisał umowę, dopisując do treści umowy wcześniej ustaloną cenę, musiał pamiętać, żeby zawrzeć tę transakcję - dopieścić wszystkie formalności minimalizując w ten sposób ryzyko. - Podpisz - polecił, przekazując mu tak pióro, jak pergamin z umową. Lek dla Wilhelminy, pierwszy trop, wydawał się przez cały czas najbardziej wiarygodny - potwierdzenie domysłów zdawało się nie mieć dla nich większego znaczenia, choć być może gdyby wiedział wcześniej, na ile silna jest jego pozycja w tych pertraktacjach, zdołałby ją lepiej wykorzystać. A przynajmniej - spróbowałby. Teraz było już na to za późno, podjął się działań bardziej radykalnych, bez wątpienia pewniejszych i jeszcze bardziej bez wątpienia ryzykownych. Dziewczyna pochodziła ze służb tajnych, była zapewne wiedźmią strażniczką, nie aurorką - lepiej dla niego. Pozostałe informacje wciąż tworzyły chaos, trudną do odgadnienia zagadkę, wśród strzępek wiadomości próbował chwycić się tej, która stanie się ich kluczem do zwycięskiego przejścia przez najlepiej strzeżone więzienie w tej części globu albo na całym czarodziejskim świecie w ogóle. - Odpowiedz mi zgodnie z prawdą na wszystkie pytania, dlaczego bali się, że interwencja będzie konieczna? - Nie musiał tego wiedzieć, ale mógł; musiał wiedzieć, na ile Ministerstwo było ostrożne w stosunku do niego samego. Dziewczyna wcale nie musiała chronić go przed nim, mogła przed anomalią, przed tym, co miało wydarzyć się później - musiał to wiedzieć. - Jaki jest cel twojej kolejnej wizyty? - Śpieszył się, ale przecież był politykiem, równie dobrze mógł wybierać się na spotkanie z samym Ministrem, co z chorymi dziećmi w Mungu albo obywatelami pragnącymi otworzyć nowy butik. Czas mógł mu już minąć, nie miał tego jak sprawdzić - ale mężczyzna miał przy sobie zegarek. - Ile zostało ci czasu? - Zostało cokolwiek?
Kwestię dementorów mógł odłożyć, przynajmniej póki co; zmartwił go fakt, że Minister nie był usatysfakcjonowany wynikami, ale nic ponadto nie był w stanie zrobić. Musieli liczyć na to, że Ramsey opuści Departament Tajemnic zwycięsko.
- Czy jesteś w stanie niepostrzeżenie podmienić świstokliki w taki sposób, żeby odesłać nimi policjantów w inne miejsce? Takie, z którego nie teleportują się z powrotem do Ministerstwa szybko i łatwo? - Nie wiedział wiele o tym, jak działa Ministerstwo - trzymał się z dala od wszystkich znajdujących się tam sal. Ale asystent powinien to wiedzieć - i wierzył, że tchórzliwy człowiek będzie w stanie realnie ocenić swoje możliwości. - Jeśli nadarzy się okazja i tylko wtedy, kiedy nie sprowadzi to nadmiernego ryzyka, kiedy znajdziesz się w gabinecie Ministra bez świadków, wykonasz kopię zarówno listy policjantów, jak i terminarza przy pomocy zaklęcia geminio i wyślesz je do mnie. - Więcej zrobić nie mógł. - Będziesz nosił przy sobie, w niewidocznym, ale łatwo dostępnym miejscu, nóż. Jeśli ktokolwiek cię nakryje, a tobie nie uda się z tego wyłgać, jeśli dostrzeżesz wokół siebie cokolwiek podejrzanego i zbyt długo przyglądających ci się czarodziejów, o których wiesz lub podejrzewasz, że należą do służb porządkowych, a zwłaszcza aurorów, jeśli ktokolwiek wokół ciebie sprawi na tobie realne wrażenie, że rozpoznał klątwę imperiusa, wbijesz sobie ten nóż w gardło i przeciągniesz nim, wszerz tak, by nie dało się ciebie uratować. Zrobisz to, będąc sam, chyba, że sytuacja wymusi na tobie towarzystwo. - Nikt nie mógł wyciągnąć z niego sekretów, martwy zostanie zastąpiony inną osobą - żywy mógł być skarbnicą informacji dla ludzi, których wolał nie drażnić. - Jeśli uda ci się uzyskać dodatkowe informacje odnośnie Azkabanu lub dementorów bez podejmowania dodatkowego ryzyka, również mi je przekażesz. - Musiał uśpić czujność tej dziewczyny - a w tym celu, Cleese powinien opuścić to miejsce całe. Istniał tylko jeden sposób. - Sacrificio - szepnął, usiłując zrobić to po raz pierwszy w życiu: nie był pewien, czy poprawnie akcentował zaklęcie, nie był pewien, czy ruch jego różdżki był dokładny, ale nie zawahał się - nic rozsądniejszego zrobić już nie mógł, chciał oddać mu własne siły. Nie umknęło jego uwadze, że rzucił proste zaklęcie lecznicze - potrafił to - ale potrzebował znacznie silniejszej pomocy.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   04.09.17 1:19

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 53

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   04.10.17 23:14

Cleese posłusznie wysłuchał polecenia - podpisał dokument, choć wyglądał przy tym dość słabo; dłoń dzierżąca pióro barwiła się powoli sinym kolorem.
- Nie wiem, przysięgam - wyrzucił z siebie szybko, będąc widocznie zdenerwowanym. - To niebezpieczne czasy - dodał natychmiast, najpewniej niepotrzebnie stwierdzając oczywistość. - Następna wizyta związana jest z Międzynarodową Konfederacją Czarodziejów MKCz, będzie to posiedzenie celem ustalenia dokładnych szkód, do jakich doszło przez wystąpienie z organizacji - dopowiedział na jednym wdechu, bezsilny i wyraźnie morderczo zmęczony wszystkim tym, co miało miejsce. Zerknął niespiesznie na zegarek. - Cztery minuty i trzydzieści sześć sekund - powiedział martwym, wyzbytym większych emocji głosem. - Jestem w stanie je podmienić, ale nie potrafię sam stworzyć świstoklika.
Nie skinął głową na kolejne słowa Tristana, ale nie wyglądał też jak ktoś, kto miałby się przeciwko nim zbuntować; powoli oddychał, patrząc tępym wzrokiem w przestrzeń.
Chwilę po tym, jak Tristan wypowiedział formułę zaklęcia, które miało poświęcić jego siły i oddać je Arnoldowi, obraz przed oczami Rosiera zaczął się rozmywać - opanował go ból, narastająca bezsilność, ogólne osłabienie ciała. Zanim opadł bezwiednie na posadzkę, dostrzegł jeszcze kątem oka, jak Cleese się podnosi - najpewniej powróciły mu siły.

Tristan obudził się dopiero następnego poranka we własnym łóżku; dookoła niego kręcili się medycy. Mógł dostrzec na ciele pozostałości niedawnego ataku sinicy - spotkał się z informacją, że jeśli nie będzie ostrożny, to może nabyć tę chorobę przewlekle. Został jednak przede wszystkim poinformowany, że w trakcie podpisywania umowy z asystentem Ministra doszło do tragedii - anomalia spowodowała wybuch w rezerwacie, który zranił Cleese'a i odebrał Tristanowi przytomność. Z informacji, które usłyszał, nie wynikało, że ktoś podejrzewał go o spowodowanie tego wypadku - a nawet jeśli, to połączenie zdolności przemawiania, kłamstwa oraz doskonale sfabrykowanego miejsca zbrodni sprawiło, że Tristan potrafił się z tego wyłgać. I nikt nie mógł mu - przynajmniej póki co - niczego udowodnić.

Dnia 11 maja, już po odzyskaniu sił, Tristan otrzymał list, natomiast 12 maja w Proroku Codziennym pojawiła się dość istotna notka.

| Tristan, dziękuję za grę - przygotowania do wydarzenia już za tobą!


Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   29.01.18 12:47

20 maja?

Dover. Kiedy był tutaj jedynie z ciekawości, a nie prowadzony interesami czy pracą chociażby w najmniejszym stopniu związaną z Peak? Być może gdy był jeszcze dzieckiem, a wuj od strony Flintów zamierzał pokazać mu wszystkie miejsca związane ze smokami na terenie Wielkiej Brytanii. Być może. Teraz jednak znajdował się tutaj prowadzony zarówno ciekawością jak i po części pracą. Normalnie nigdy by się tu nie pojawił i nie mógł się pojawić - nie w tej części rezerwatu. Dostęp do niej był dla obcych, w tym i niego, zamknięty, jednak odkąd trafiła tutaj smoczyca z Wyspy Wight również i niektórzy w pracowników Peak District mogli się tutaj pojawiać. A przynajmniej znikoma ich garstka. Jako członek wyprawy dostał to pozwolenie, lecz było to w pewnym sensie niewłaściwe, niesprawiedliwe wręcz wyróżnienie. Nie miał pojęcia dlaczego wybrano go do tego zadania, chociaż mógł się domyślać, że być może stał za tym Tristan, ale również i chęć wdrożenia młodego dzieciaka w bardziej znaczące działania związane z zajmowaniem się magicznymi stworzeniami. Obojętnie co się tam wcześniej wydarzyło, odczuwał wstyd, ale również i pewną odpowiedzialność. Dlatego zjawiał się regularnie od tych paru dni w rezerwacie Albionów Czarnookich pod pretekstem opiekowania się nad wyspiarką pochwyconą na terenach Lestrange'ów. Morgoth chciał ją obserwować - nie zajmował się nią zbyt bezpośrednio, gdyż nie pozwalano mu się do niej zbliżać, ale też nie protestował w związku z tymi decyzjami. Nie był w swoim rezerwacie, a jeśli miała się utrzymać ta krótkotrwała współpraca między Kent a Peak, musiał wypełniać polecenia. Nie było to jednak równoznaczne z tym, że zamierzał trzymać się od niej z daleka. Już kilka razy pojawiał się w terrarium z notatkami, w których spisywał zachowanie stworzenia, a także własne spostrzeżenia. Nie był behawiorystą, lecz nie równało się to z pozostawieniem wszystkiego odpowiednim ludziom. Tylko raz w życiu zdarzała się podobna sytuacja, by obserwować wymarły już gatunek tak pełen... Życia. Yaxley nie chciał jej zmarnować tylko dlatego, że nie nosił odpowiedniego tytułu badacza, a jedynie opiekuna. Nie chciał się też opierać wcześniej na żadnej literaturze, która od razu nastawiłaby go do smoka w nieobiektywny sposób. Chciał sam ją poznać i zrozumieć. Co działo się wraz z nią po tak długim czasie? Jak wpływały na nią zmiany klimatyczne? Jak podchodziła do ludzi i otoczenia? Jak reagowała na bodźce? Nic dziwnego, że potrafił zatracić się w czasie i przestrzeni, obserwując jedynie magiczne stworzenie i czując jak hipnotyzowało go z każdą chwilą. Co jeszcze mogło się równać z ich pięknem i unikatowością? Które zwierzę potrafiło być tak brutalne, wielkie, a zarazem wdzięczne i wzbudzające respekt? Wyspiarka może nie była niebotycznych rozmiarów, lecz to nie siła decydowała o jej potędze. To zwinność odpowiadała za to czym była. Morgoth zastanawiał się czy i smoki postrzegały świat jak reszta zwierząt. Za pomocą obrazów, krótkich, jednotorowych emocji. Wszelka literatura w końcu opisywała je jako niesamowicie inteligentne bestie. Mógł się o tym przekonać, gdy połączył umysły z jednym z przedstawicieli, lecz nie był to pełen dryft. Czegoś tam brakowało... Czy tak jak i on w skórze wilka widział świat, tak samo również było ze smokami? Chyba nie mógł poznać odpowiedzi na to pytanie, jednak nie zamierzał rezygnować z pojawiania się w Dover. Zresztą pamiętał aż za dobrze, że koniec wyprawy nie był dla niego najlepszy i nie pomagał, a wręcz przeszkadzał swoim towarzyszom, dając się słabości, której tak w sobie nienawidził. Przeklęte anomalie i przeklęta Ondyna. Nawet teraz wspomnienie tego wydarzenia odcisnęło się na kolejnym złamanym ołówku, a siedzący na ziemi Yaxley, odetchnął zrezygnowany i oparł czoło o barierkę, za którą siedział. Chłód stali mógł jakoś ukoić jego gniew na siebie, jednak nie mógł cofnąć czasu. Nienawidził, gdy to choroba brała nad nim górę i stawał się balastem.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   01.02.18 3:48

Wyspiarka była zjawiskiem niezwykle niecodziennym - i cennym zarazem - myśl, że zdołali ją pojmać i, co najważniejsze, nałożyć na nią niewolę rezerwatu, budziła w nim tak dumę, jak niepokój. To piękne stworzenie zasługiwało na wolność, ale - przynajmniej póki co - z całą pewnością nie było na tę wolność gotowe, zdziczałe, rozbudzające się po kilkutysiącletnim śnie, nie potrafiące odnaleźć się w realiach tak innych od tych, które - być może - pomimo hibernacji wciąż pamiętała. Dziś po niebie latały stalowe mugolskie smoki, potrzebowała długich dni, tygodni, może nawet lat, żeby się uspokoić i na nowo odnaleźć w obcym już dla siebie świecie. Przychodził do niej często, czasem tylko po to, by nacieszyć oczy: była tym, co miało w tym miejscu wrócić jego dobre imię. Nie miał wielkiego wpływu na spustoszenie, jakie rozpierzchło się po rezerwacie za sprawą pulsującej anomalii, ale fakt, że miało ono miejsce krótko po tym, jak to właśnie Tristan przejął opiekę nad rodzinnym przybytkiem, nie pozostawał bez znaczenia. Tym razem jego wizyta miała charakter rutynowy, sprawdzał, czy wyspiarka zaczyna się przysposabiać do nowego miejsca. Wciąż odmawiała jedzenia, ale jeszcze nie dość długo, by zacząć obmyślać plan żywienia jej przymusem - miał w ręku wiadro wypełnione różnymi gatunkami ryb, w tym kilkoma bardziej egzotycznymi. Próbował  - w końcu smoczyca musiała odczuć głód nazbyt dokuczliwy, by na pierwszym planie stawiać kobiece kaprysy. Już od progu jednak spostrzegł, że nie był tutaj sam.
- Morgoth - Nie obejrzał się na niego, postępując w kierunku terrarium; powitanie, oprócz uprzejmości, miało być alarmujące, zaznaczające obecność nieproszonego gościa - Yaxley wyglądał nieco, jakby nie był w formie, a Tristan zwykł szanować prywatność ludzi, których cenił. Morgotha zaś cenił na więcej niż jednej płaszczyźnie, wspólnie oddali życie tej samej sprawie, co potwierdzały mroczne tatuaże rysujące się tożsamym kształtem na ich przedramionach, świetnie spisał się na wyprawie - pomimo późniejszej słabości wywołanej niepokojącym atakiem duszności. Anomalie kpiły ze wszystkich czarodziejów i pozostawały bez znaczenia w obliczu większego sukcesu - Yaxleyowi brakowało doświadczenia, które nadrabiał talentem. Stanąwszy przed szkłem oddzielającym go od bestii, odszukał spojrzenie jej diamentowych oczu - było w nich widać niesamowity intelekt. Przewiesiwszy wiadro przez ramię, wyjął z niego jedną z barwniejszych, większych ryb, ostrożnie podając ją do wnętrza więzienia smoczycy przez niewielkie okno służące do podawania pokarmu bez potrzeby wchodzenia do środka - nie spotkało się to jednak z większym zainteresowaniem wyspiarki. Była enigmą dla nich wszystkich, a w tym momencie, po długim śnie, może nawet także dla samej siebie. Darował sobie głośne zachwyty, oboje wiedzieli, że wyspiarka była piękna - i absolutnie wyjątkowa. - Wciąż nie chce jeść - przełamał ciszę, stwierdzając oczywistość. - Mam nadzieję, ze to tylko kwestia czasu. Oswojenia się z nową rzeczywistością. - Nowym światem, realiami, czasami. Piękna lat, w których żyła, już się nie wróci, dziś obowiązywał Kodeks Tajności. - Od dawna tu jesteś? - Przeważnie miał te kwestie pod kontrolą - przeważnie, kontrola wyleciała mu z rąk razem z ładem i porządkiem początkiem miesiąca.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   12.02.18 10:36

Nietrudno było odnaleźć w smokach nie tylko piękno, lecz także charakter, który ukazywał jak niewiele magia mogła zdziałać w ich towarzystwie. Owszem, istniały zaklęcia potrafiące odebrać im przytomność, ale zanim powaliło się ogromne zwierzę, mogło narobić wielkich szkód, tak samo okazałych jak nieodwracalnych. Niewiele istnień to potrafiło, a połączana gracja z oczywistym wręcz respektem i trwogą tworzyły mieszankę doskonałą. Czy i arystokraci nie próbowali jej odtworzyć, chociaż ze zdecydowanie mniejszym skutkiem? Kiedyś było o wiele prościej i stare zapisy mówiły o tym, że do szlachetnej krwi odnoszono się z szacunkiem, na jaki zasługiwała. Lub przynajmniej powinna, bo zniszczenie i wewnętrzne zniszczenie odpowiednich poglądów czy zachowań towarzyszyły tej sferze od setek lat. Pieniądze potrafiły spowić każdą inną powłokę życia i zamazać główny, najważniejszy cel. Teraz dzięki tym pieniądzom mógł obserwować władzę nie tylko na płaszczyźnie politycznej, ale również i tą przed sobą - antyczny smok otrzymał każdą dogodność, która była mu potrzebna by przeżyć. A przynajmniej musiała jeszcze dostosować się do nowych warunków - już nie była jedynym smokiem w okolicy i musiała to wyczuwać. Tak samo wzmożony ruch ludzi, którzy wcześniej trzymali się z daleka. Na pewno wyczuwała i jego obecność, bo od czasu do czasu kierowała pysk w jego stronę i chociaż się nie poruszał, musiała wiedzieć, że tam jest. Yaxley drgnął, gdy usłyszał głos i zaraz skierował uwagę w stronę nadchodzącego kuzyna.
- Tristanie - powiedział, gdy już wstał, by uszanować towarzystwo drugiej osoby. Od niedawna był tutaj również główną osobowością, co czyniło go jeszcze bardziej godnym szacunku. Jego doświadczenie znacznie przewyższało to Yaxleya, dlatego niewątpliwie doceniłby opinię na własny temat, lecz obaj wiedzieli, że żaden z nich nie chciał o tym rozmawiać. Obserwował jak mężczyzna stara się w jakikolwiek sposób zachęcić stworzenie do zainteresowania się pokarmem, jednak smok wciąż pozostawał niewzruszony. Morgoth podczas swoich wizyt nie widział, by jadła - pokładał to w nieodpowiednich porach. Tristan wyjawił mu główne zmartwienie, od którego mogły zrodzić się kolejne. Apatyczność z fazami wzmożonej agresji, utrata wagi, powikłania gastryczne... - Dopuszczacie ją do jaj? - spytał po chwili, gdy głos Rosiera ucichł. Nie widział ich w terrarium. Być może były jeszcze badane, chociaż Peak District nie miało innego wyjścia - nie posiadając matki, nie zamierzali ich podrzucać obcemu gatunkowi i ryzykować przy tym odrzucenia lub nawet pożarcia młodych. Stworzenia w nowym otoczeniu najczęściej się denerwowały, chociaż każde odstępstwo od przyjętych ram musiało zostać odnotowane i sprawdzone. Być może wyspiarka miała się wkrótce przełamać, gdy głód stanie się nie do zniesienia, a może przyczyna leżała w czymś zupełnie innym i musieli być gotowi na jej utratę? Póki co musieli robić wszystko co w ich mocy, by nie padła. Byłaby to ogromna strata nie tylko dla nich, ale też nauki, która być może pierwszy raz w historii mogła oprzeć się na żywej skamielinie - nie jej odpadkach.
Od dawna tu jesteś?
- Niecałą godzinę - odparł, nie mogąc dokładnie doprecyzować. Słońce nie zmieniło drastycznie swojego położenia, więc nie mogło to trwać dłużej. - Zgłosiłem się zaraz po wejściu - dodał, nie zamierzając pojawiać się w nieswoim rezerwacie bez żadnej kontroli. Zdawał sobie sprawę, że Tristan brał swoje obowiązki bardzo poważnie i nie zamierzał mu w żaden sposób w nich przeszkadzać. Jego nazwisko widniało więc w spisie w budynku zarządu. Umilkł ponownie, wkładając notatnik do kieszeni marynarki i wciąż wpatrując się w wyspiarkę. Chociaż umęczona nie straciła blasku. Mógł spędzać tu dzień za dniem, a on wcale by nie blakł w jego oczach.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   02.03.18 3:26

Była tak piękna, jak piękna może być tylko historia: niepodobna stworzeniom widywanym dzisiaj, bliższa baśniom, najdawniejszej, pierwotnej postaci magii, pochodziła z czasów, w których to jeszcze czarodzieje władali krainami - nie mugole i ich toporne, głośne, brudzące środowisko maszyny. Inspirowała: ułożył u niej część utworu, który zamierzał skończyć, kiedy pozna ją lepiej. Była legendą, fragmentem bajki wyrwanym z wiecznego snu, przeżytkiem, smoczycą, o jakiej nigdy dotąd nawet nie śnił, że ją spotka. Jej błyszczące diamentowe oczy zdawały się patrzeć wprost na niego, kiedy podszedł zbyt blisko zaczarowanej szyby - zdradzała oznaki strachu, zagubienia, nieufności, ale żadnej z tej reakcji nie mogli się dziwić. Przebudziła się w obcym dla siebie świecie i nic, co ją otaczało, nie było znajome. Ani ludzie ani smoki ani tym bardziej klaustrofobiczna przestrzeń - ale na większą nie była jeszcze gotowa. Musieli mieć pewność, czy będzie w stanie o siebie zadbać - i, a może przede wszystkim - czy nie będzie zagrażała innym gadom w rezerwacie. Skupiony na reakcjach stworzenia, wciąż trzymając rybę w nadziei, że ją zwabi, nie odwrócił się w kierunku Morgotha, ani nawet na niego nie spojrzał, słyszał go jednak doskonale.
- Nie - odparł po dłuższej chwili, nie od razu, wahając się, czy dźwięk jego głosu nie odstraszy smoczycy od jedzenia - kiedy jednak cisza również nie wydawała się wystarczająco zachęcająco, zdecydował się ją przerwać. Upuścił trzymaną rybę, wrzucając do środka trzy kolejne, grube, ciężkie. Może musi oswoić się z ich zapachem - może dziś pachną inaczej niż przed laty, kiedy jej podobne smoki jeszcze istniały. - Jeszcze nie - uściślił, bo rzecz jasna zamierzał na to pozwolić, za jakiś czas - nie jest gotowa. - Ale czy kiedykolwiek będzie w stanie powiedzieć, że gotowa jest? Ile miał zamiar czekać - tydzień, miesiąc, rok? Jaja wciąż były badane, później mogą zostać zahibernowane odpowiednimi zaklęciami i poczekać na lepszy czas, wszystko dało się zorganizować. Nie mogli jednak przy tym czekać w nieskończoność - nawet nie znali jeszcze jej wieku. Założył ręce na piersi, odstępując od szyby, ofiarując stworzenie więcej intymności i większą przestrzeń. - Wciąż nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak się zachowa, kiedy je zobaczy. Być może zrobi się bardziej nerwowa. Być może je zniszczy, nieudolnie próbując chronić siebie i młode, zapewne samej nie rozumiejąc przed czym. Być może je porzuci, zachowując ten stan, pomiędzy apatią a depresją. Mamy wiele do stracenia, nie możemy zadziałać lekkomyślnie - Ani się nie tłumaczył, ani nie ganił Yaxleya za jego pytanie, artykułował na głos własne wątpliwości, wcale nie będąc pewnym, które z możliwych działań było najmniej ryzykownym. - Gdyby to zależało od ciebie, co byś postanowił? - zadał więc pytanie wprost, sięgając po jego opinię - wyspiarka równie dobrze lada dzień mogła paść z osłabienia. Z głodu. A oni - zostaną wtedy z niczym. Dla potomnych ich odkrycie wówczas będzie niczym - nie będą wszak dysponować żadnym dowodem na to, że odnaleźli żywego smoka, a nie jedynie jego stary szkielet, który i tak się zachowa. Musieli przywrócić smoczycę do życia, matka wpierw musi zadbać o siebie, potem o miot: jeśli padnie ona, smoczęta także nie przeżyją. Nie dysponowali żadnymi badaniami, które mogłyby im podpowiedzieć, jak zająć się wyklutymi młodymi. Morgothowi mogło brakować doświadczenia, ale jego teoretyczne przygotowanie przewyższało niejednego pracownika jego rezerwatu - nie wątpił zresztą w to, że jako Yaxley, dziedzic błękitnej krwi, posiadał możliwości szersze od przeciętnego czarodzieja.
Skinął lekko głową na informację odnośnie czasu - nie zamierzał go kontrolować, wolał patrzeć na niego jak na kuzyna rozwijającego wyjątkową pasję, śmierciożercę sięgającego po wiedzę, nie jak na wysłannika wrogiej placówki - z którą, swoją drogą, nie zamierzał swojej części dotrzymywać umowy.
- Dobrze się spisałeś podczas wyprawy - przynajmniej do czasu, kiedy zmógł cię atak choroby, o tym jednak nie zamierzał wspominać - bo też o tym Morgoth doskonale wiedział - i mam nadzieję, że wiele z niej wyniosłeś - Nie był wszak na wielu: a każda niosła za sobą więcej doświadczenia, niż choćby i rok pracy w zamkniętym ośrodku.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   03.03.18 18:27

Jego zapiski, mimo że bardzo dokładnie, nie mogły oddać prawdziwego charakteru smoka. Przecież obcowanie z tym stworzeniem w rzeczywistości czasem zapierało dech w piersiach i nie można było znaleźć odpowiednich słów do opisania tej chwili. Morgoth nawet och wcale nie szukał. Po prostu trwał, woląc napawać się tym, że mógł poznawać naturę magicznych zwierząt z tak bliska. Że pozwolono mu na te drobne przyjemności, które później stały się fascynacją. Bo gdyby nie postawił na swoim chociażby ten jeden raz, ojciec zapewne odesłałby go do czegoś zupełnie innego. Do czegoś co nie sprawiałoby mu satysfakcji ani przyjemności. Smoki oznaczały doskonały absolut łącząc w sobie delikatność papierowych skrzydeł i potęgę kolczastego grzbietu czy ogona, który jednym ruchem mógł burzyć wielkie domostwa. Być może właśnie w zestawieniu tych dwóch tak kontrastujących ze sobą cech Morgoth dostrzegał pewną analogię do siebie - że równocześnie przy chorobie, która została na niego zesłana, mógł być silnym czarodziejem. Czy praca ze smokami nie była również tą walką z przeciwnościami? Czy chciał coś sobie udowodnić? A może komuś? Gdy pojawiały się takie myśli, od razu jego spojrzenie trafiało na jednego z podopiecznych i wszelkie wątpliwości ulatniały się. Przebywanie z tymi stworzeniami nie było żadną rekompensatą. Wręcz przeciwnie. Przyjemności nie dało się zmierzyć i nie trzeba było szczególnie znać Morgotha, by wiedzieć, że czuł się lepiej w gronie monstrualnych bestii niż osobników własnego, ludzkiego gatunku. Zdolność animagii była kolejnym ogniwem, które łączyło go silnie z naturą i pragnieniem większej swobody.
Obserwował uważnie Tristana, który próbował jakoś zwabić smoka do jedzenia. Złowione na wybrzeżach wyspy Wight były oczywistym wyborem - wszak właśnie do nich wyspiarka była przyzwyczajona. A przynajmniej tak sądzili. Chociaż jak mocno mogły zmienić się miejscowe gatunki ryb, by stworzenie nie chciało ich ruszyć? Być może niewiele. Albo wręcz przeciwnie. Póki co nie mieli większego wyboru, starając się ją nakłonić do chociażby spróbowania smakołyków. Lądujące na ziemi ryby na srebrnym talerzu byłyby rajem dla podniebienia dla niejednego szlachcica. Samica jednak nie zamierzała nawet patrzeć na jedzenie. Jedyną jej reakcją był jedynie cichy syk ostrzegawczy. Nic więc dziwnego, że Rosier wycofał się i przez moment wspólnie się w nią wpatrywali. Słuchał jego słów, doskonale rozumiejąc argumenty, które przedstawiał. Z tym okazem należało obchodzić się niezwykle delikatnie i ostrożnie. Jeden nierozważny krok i mogli ją stracić. Jednak musiała również istnieć metoda prób i błędów, gdy początkowe założenia zawiodły.
Gdyby to zależało od ciebie, co byś postanowił?
- Pokazałbym je jej - odparł bez zająknięcia, wpatrując się w smoczycę. - Prędzej czy później padnie z wyczerpania, chociaż wciąż ma odruch budowania gniazda nawet bez jaj. Jakby odruch bezwarunkowy. Umysł i ciało mówi jej, że ma potomstwo, które musi chronić. Odebraliśmy jej fizyczne potwierdzenie tej teorii i czuje się zagubiona. Zwróciłbym jej jaja. Być może to jedyna droga do ocalenia. Tylko jedno na początek. Musi być prawdziwe, bo wyczuje, gdy będzie inne. Odrzuci je. Jeśli nie spróbujemy... Nie dowiemy się - umilkł po dłuższym wywodzie, popadając w zadumę. Ufał Tristanowi i wiedział, że nie dałby nikomu skrzywdzić smoka, lecz nie mieli wystarczająco dużo czasu by odnaleźć właściwy sposób. Jego kuzyn miał rację - nie dysponowali wieloma źródłami, które mogły im powiedzieć, co należało w tej sytuacji robić. Przecież taka sytuacja zdarzała się pierwszy raz! Niesamowicie silna anomalia obudziła szkielet pogrzebanego setki lat temu smoka? Ożywiła i dała mu materialne ciało? Nauka mogła wyciągnąć z tego wiele, lecz martwy smok nie miał im się tak przydać jak żywy. Wyrwał się z zamyślenia, słysząc kolejne słowa Rosiera. Dziwnie się poczuł, słysząc jego wypowiedź, ale nie nawykł do odbierania komplementów. W ogóle ich nie przyjmował.
- Zrobiłem zbyt mało - odparł, krzywiąc się nieznacznie na wspomnienie. Wiedział też do czego zmierzał jego dalszy kuzyn i czego nie poruszył, ale obaj nie musieli o tym mówić na głos. - Im więcej tym lepiej - dodał, przenosząc na chwilę spojrzenie na starszego opiekuna. - Nie podziękowałem ci jeszcze za tę możliwość.
Wiem, że to twoja zasługa.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   17.03.18 0:14

Stał - i patrzył, na smoczy relikt przeszłości, potężną bestię, która cudem ocalała, wykluczone ogniwo ewolucji, które miało nie przetrwać. Stał i patrzył, na relikt, który ocalili i który musieli zachować przy życiu, żeby ich osiągnięcie znaczyło cokolwiek - jeśli nie uda się przedłużyć jej gatunku, wszystkie ich wysiłki okażą się tak naprawdę wyścigiem po nic. Morgoth miał rację, smoczyca wiedziała, że czegoś jej brakowało - być może pamiętała, że ma jaja, być może pamiętała, że jest matką, a może to jedynie instynkt wymagał od niej odpowiednich zachowań; wszystkie ich dotychczasowe założenia, podobnie jak chaotycznie działania, były oparte jedynie na niepotwierdzonych teoriach. Byli weteranami, to, czego próbowali dokonać, nie uczynił wszak nikt przed nimi: rybiarki wyginęły dawno temu, posiadali na ich temat zbyt niewielką wiedzę, by móc uprawdopodobnić którąkolwiek z tez. Mogli się zdać wyłącznie na swój instynkt - i analogię związaną z innymi smokami, najbliżej spokrewnionymi z nią rasami. A przynajmniej takimi, które wydawały się najbliżej spokrewnione - nawet w tym nie mogli mieć absolutnej pewności.
- W ten sposób ryzykujemy, że przyjmie jedno jajo, a pozostałe odrzuci - Ale przecież każde z rozwiązań, które rozważali, było mniej lub bardziej ryzykowne. To konkretne wydawało się mniej, jeśli smoczyca zniszczy jajo - zniszczy tylko jedno. Będą mieli dwa kolejne, wobec których będą mogli przyjąć inną taktykę - spróbować wysiedzieć je pod inną matką lub sztucznie - a przy odrobinie szczęścia mogła przecież przyjąć je wszystkie. Widok młodych mógł ją ożywić, pozwolić odnaleźć siebie, znaleźć w chaosie nowego życia jeden stały fragment, zgodny z rzeczywistością, którą pewnie wciąż - w jakiś sposób - pamiętała. Założył ręce na piersi, wciąż wpatrując się w wyczerpaną smoczycę, w zamyśleniu skinąwszy mu głową - nie potrzebował wylewnych podziękowań.
- Więc zrób więcej - odparł, dopiero po chwili odwracając się w jego stronę. Wkład Morgotha w wyprawę był niezaprzeczalny, nie miał się po czym rehabilitować, Tristan jedynie uchwycił się wypowiedzianych przez niego słów. - Daj jej to jajo i przypilnuj, żeby nie zrobiła mu krzywdy. - Być może miał słuszność, być może nie, pozostało im tylko jedno wyjście: spróbować. Musiał podjąć jakąkolwiek decyzję zanim będzie nad nią rozmyślał, póki zwierzę nie zdechnie zanim spróbują czegokolwiek.
- Wiele razy zachęcałem cię do zmiany miejsca, któremu użyczasz swoich umiejętności - słowo praca było tutaj nieadekwatne, to wszak pasja, absolutnie wyjątkowa, hańbiący zwrot nie był ani adekwatny ani potrzebny. - Greengrassowie coraz bardziej pogrążają się politycznie, nastroje ulegają zaostrzeniu. - Propaganda promugolska była wśród nich jasna i żywa, żaden porządny czarodziej nie chciał być z nią utożsamiany - a Tristan wiedział przecież, jaki znak znajduje się na lewym przedramieniu Morgotha. - Popłynęli nie z tym prądem, z którym płynąć powinni, nad czym wszyscy ubolewamy. - Nie oceniał, stwierdził fakt, dzielili poglądy odnośnie kierunku, w którym winien zmierzać świat - wolny od szlamu. Nigdy nie darzył Greengrassów szacunkiem bądź sympatią, upatrując w nich naukowej rywalizacji: teraz jednak chodziło w tym o coś więcej. - Ponawiam swoją propozycję, przenieś się tutaj - Jego wzrok podążył za łomotem wewnątrz terrarium, smoczyca próbowała rozłożyć skrzydła, zbyt późno orientując się, że przestrzeń jest zbyt mała na lot. - Nazywa się Edrea - dopiero dziś dopełnił formalności związanych z dokumentacją smoczycy i nadał jej imię. Morgoth był tym samym pierwszym, który je poznał. - Potrzebuję kogoś, kto będzie miał do niej odpowiednie wyczucie. Kogoś, komu ufam. - Nie powierzyłby smoczycy w ręce byle kogo, musiała pozostać pod opieką tych, którzy wydarli ją z zaklinowanych zrębów czasu. Percival miał zbyt wiele obowiązków w Ministerstwie, Benjaminowi nigdy by jej nie oddał. On sam - zamierzał poświęcać jej czas, ale nie mógł poświęcić jej całego swojego czasu. - Zostań jej opiekunem - Morgoth był ku temu najlepszy - nawet, jeżeli odstawał im doświadczeniem, wciąż mógł zasięgnąć ich rady - pod moim nadzorem - dodał więc, nie zamierzając zrzucać na niego całej odpowiedzialności za losy wyprawy.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
10
1
0
33
22
5/26
8/50
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   08.04.18 0:19

Nikt poza opiekunami smoków i ludzi żywo się nimi pasjonujących nie wiedział jak cennym znaleziskiem była wyspiarka. Ile mogła powiedzieć nie tylko o sobie, ale również o czasach, w których żyła i o klimacie, który panował na terenach, na których bytowała. Magia miała to do siebie, że otwierała nie jedną, a wiele furtek przy nowych odkryciach. A smok który znajdował się w terrarium niewątpliwie nim był - mieli na tym skorzystać nie tylko oni czy ogólnym rynek zajmujący się tymi magicznymi stworzeniami, ale również historycy, botanicy, alchemicy i wielu innych. Lawina możliwości wciąż się piętrzyła, gdy tylko się o tym pomyślało, ale zasadniczą kwestią było utrzymanie żywej skamieliny przy życiu. Nie mogli jej tak po prostu pozwolić umrzeć na własnych oczach i potem wyrzucać sobie, że nie zrobili wszystkiego, co było w ich mocy. Tristan zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji - balansowanie metodą prób i błędów było ryzykowne, ale mieli tylko to. Analogiczne rasy również były jedynie domysłami, ale musieli operować tym, czym mieli. Nikt i nic samo nie miało do nich przyjść z wyjaśnieniem i dokładnymi instrukcjami co robić w takiej sytuacji. Byli zdani na siebie i swoje umiejętności. Nie ma innego wyjścia. Nie musiał tego mówić na głos. Tristan znacznie bardziej doświadczony w ich zawodzie bezbłędnie przedstawił argumenty za i przeciw i wspólnie dostrzegli, że te za były zdecydowanie bardziej przekonujące. Ryzykowali zniszczeniem jaja - to prawda, ale jeśli smoczyca miała je przyjąć, mogli wiele zyskać. Nawet jeśli koniec końców wyspiarka miała paść z wycieńczenia, wysiadywanie jaj pozwalało na odtworzenie gatunku. Początkowo kalekie ze względu na bliskie powiązania domniemanych przedstawicieli, lecz z każdym pokoleniem coraz szersze i liczniejsze. Jego rozumowanie nie było błędne, lecz wychodziło gwałtownie do przodu - musieli się skupić na tym, co działo się tu i teraz. Samica budowała gniazdo, więc był to jakiś znak zdecydowanie słuszny. Wszak miała jaja. Jeśli tylko będą gotowi, by przenieść jej chociażby jedno z nich, najważniejszym będzie zapewnienie jak najbardziej sprzyjających warunków lęgowych. Niepokojone smoki mogły nawet porzucić gniazdo na zawsze, z tym większym prawdopodobieństwem, im mniej zaawansowany był lęg. W związku z tym zbliżanie się do gniazd winno być jak najrzadsze i jak najpóźniejsze. Wszyscy pracujący z tymi stworzeniami wiedzieli, że smoczyce były niesamowicie agresywne w tym okresie, a zagryzanie nieuważnych obserwatorów czy nawet niszczenie jaj nie było aż taką rzadkością.
Myślenie przerwał mu sam Tristan, zwracając się do młodszego szlachcica przodem i oferując mu coś, czego się szczerze nie spodziewał. Nie odezwał się przez całą wypowiedź kuzyna, a na koniec jedynie poruszył się niespokojnie, nie szukając nawet odpowiednich słów wdzięczności, bo żadne z nich nie miały oddawać tego, co czuł. Ale Tristan znał go na tyle, by nie oczekiwać wylewności ze strony Yaxleya. Ten po dłuższej chwili jedynie skinął głową, przyjmując wszystkie warunki, które zostały przed chwilą podyktowane. Polityka stawała się coraz bardziej zażarta, a przebywanie wśród ludzi o innych poglądach mogło trwać, lecz swoją pracą popierał niewłaściwą stronę i nie mógł temu zaprzeczyć. Prawdą było, że popłynięcie nie z tym prądem było wyjątkowo delikatnie powiedziane. Często zastanawiał się czy przypadkiem jego ojciec nie zaakceptował neutralnych stosunków z właścicielami Peak District, właśnie dlatego, że jedyny syn tam pracował... Była to jednak pora, by stanowczo powiedzieć nie. Ostatnio myśli wszystkich były skierowane gdzie indziej, a miejsce opieki nad magicznymi stworzeniami tak po prawdzie było najmniejszym zmartwieniem Yaxleya. Oferta Rosiera stanowiła ostatnie podpięcie, które miało zaważyć nad decyzją, a dziedzic Cambridgeshire nie zamierzał jej zmarnować. - Zrobię to - powiedział w końcu, chociaż Tristan już doskonale o tym wiedział. Spojrzenie Morgotha było w tym momencie wbite w smoczycę, która przez moment obserwowała również dwójkę mężczyzn, zupełnie jakby wiedziała, że mówili o niej. Przybył tu bez żadnych oczekiwań, teraz jednak widział w niej coś więcej nad potencjał do badań. Mógł zobaczyć w niej swoją podopieczną.





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   10.04.18 17:53

Zrobi to. Tristan jedynie skinął głową, powoli, równie powoli przenosząc spojrzenie na nieprzerwanie czujną smoczycę. Była ich skarbem, była czymś więcej, niż tylko smokiem - była historią samą w sobie, historią, która miała niegdyś - być może - pomóc smokologii dotrzeć do zupełnie nieznanych dotąd lądów wiedzy. Edrea miała być jego przepustką do rodzinnych kronik, potrzebował jej, tuż po tym, kiedy dał anomaliom zniszczyć rezerwat - nie miał z tym nic wspólnego, to oczywiste, ale nie zamierzał tłumaczyć tego nestorowi. Wolał, by ten przekonał się o jego wartości w inny sposób, niż usłyszanym od niego samego śmiesznym pustosłowiem. Nigdy nie oddałby smoczycy w ręce kogoś, komu nie ufał - długo zastanawiał się, którego ze swoich dotychczasowych pracowników mógłby wybrać, ale nie odpowiadał mu nikt spośród nich. Byli od Yaxleya starsi, bardziej doświadczeni, niekoniecznie dużo lepiej przygotowani merytorycznie, ale nie widzieli jej na wolności. Nie mieli okazji obserwować jej ruchów, jej emocji, strachu, złości, gniewu, a w końcu zemsty - i finalnej rezygnacji. Nie mogliby jej zrozumieć tak dobrze, jak dobrze zrozumieć mógł ją Yaxley; z pewnością bardziej kompetentny choćby i ze względu na płynącą w jego żyłach krew - która świadczyła również o intelekcie i zdolnościach, Tristan wierzył w to bardzo głęboko. Był pewien, że podoła zadaniu najlepiej, jak potrafił - i że potrafił wiele. Ten ryzykowny eksperyment mógł go zresztą wiele nauczyć, jego zgoda była rozsądna. Przeniósł spojrzenie na bystre, gadzie oko smoczycy. Potrzebował tutaj Morgotha, dobrych - i oddanych sprawie - czarodziejów można było szukać ze świecą.
- Jaja są przetrzymywane w zachodniej części terrarium - Nic nie stało na przeszkodzie, by w takim razie zaczął od razu. Zmarnowali dość czasu, stojąc nad smoczycą z założonymi rękoma. Przechowywali zniesione jaja, nie tylko Edrei, wszystkie, niekiedy smoczyce je porzucały lub odbierano je z innych badawczych powodów, w specjalnie przystosowanym do tego pomieszczeniu, które zapewniało jajom bezpieczeństwo. Temperatura, wilgoć powietrza, odpowiednie zaklęcia były w stanie sprawować nad tym wszystkim kontrolę - miał pewność, że były w najlepszym stanie. Oglądał je, ale badaniom zapewne lepiej przysłuży się rozbita skorupa - kiedy małe już się wyklują. Prędzej czy później - to się musiało zdarzyć. - Weź je. Jeśli ktoś cię zatrzyma, powołaj się na mnie. - Kości zostały rzucone, zwlekał z tą decyzją, bo bał się ryzyka, ale przecież od początku dobrze wiedział, że ta ucieczka jedynie rozciąga owe ryzyko w czasie: nie dało się go uniknąć. - Rozpoznasz je - Były w końcu inne. Niecodzienne. Niewątpliwie był w stanie rozpoznać jaja złożone przez każdą smoczą rasę stale przebywającą w rezerwacie, wyspiarka zaś pozostawała wyjątkowa pod każdym względem. I już uczynił krok w tył, zamierzając zostawić tych dwojga samych, kiedy przypomniał sobie o rzeczy niezwykle istotnej:
- Zanim dzisiaj wyjdziesz, zajrzyj do administracji - Samo słowo to za mało, musieli dopełnić pewnych formalności. - Będą chcieli kilku podpisów. Zgłoszę, że potrzebujesz własnej przepustki. - Musiał wszak posiąść możliwość poruszana się po rezerwacie swobodnie, bez patrzących mu na ręce smokologów. Miał się stać częscią tego miejsca.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Terrarium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18