Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Terrarium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Terrarium   19.01.16 20:10

First topic message reminder :

Terrarium

Zdobione przeszklone drzwi osadzone w ozdobnym metalowym stelażu prowadzą do terrarium wewnątrz rezerwatu, gdzie chowane są osobniki słabsze, chore, stare lub z innych względów niezdolne do życia na wolności, często również smoczęta. Drzwi obłożone są podobnymi zaklęciami, co wrota wejściowe - nie otwierają się przed czarodziejami, którzy nie są powołani do przejścia. Po minięciu krótkiego korytarza napotyka się kolejną identyczną barierę - wszystko ze względu na bezpieczeństwo ośrodka. Za drugimi drzwiami zapach siarki uderza bardzo mocno i może być trudny dla osób, które nie są do niego przyzwyczajone.
Terrarium dzieli się na kilka części, niektóre z osobników mają więcej przestrzeni dla siebie, inne mniej, jedne z różnych względów są izolowane, inne przetrzymuje się parami. Nieopodal znajduje się również inkubatorium dla porzuconych jaj.
Na gabinet nałożone jest zaklęcie Muffliato.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : aktualnie nic nie robię
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   11.04.18 10:37

Wiedział, że nie był to przypadek, dla którego Tristan powziął taką a nie inną decyzję. Jeśli dostrzegł w nim odpowiednią osobę, Morgoth nie zamierzał go w żaden sposób zawodzić. Na wyprawie nie spisał się priorytetowo, ulegając słabościom niezależnym od niego, lecz panujących nad jego ciałem. Teraz dostał jednak możliwość odpokutowania tych przewinień i załatania potężnej dziury na swoim honorze. Powodem, lekarstwem i źródłem, które miało to naprawić była właśnie smoczyca, która nie potrafiła odnaleźć się w terrarium - szczelnie zamkniętym przed światem zewnętrznym, przypominającym bardziej izolatkę niż wybieg, ale w istocie czy właśnie nią nie był? Przyglądając się ruchom ogona stworzenia, przypominał sobie jej postać w leju, przy którym znaleźli jedną z jaźni smoka, a potem wysoko w powietrzu, skąd atakowała obóz. Nie obyło się bez krwi tamtego dnia, jednak śmierć była wpisana w tę profesję już dawno temu i nic nie miało się zmienić. Jakkolwiek by się starano uniknąć ofiar, nie było to możliwe, bo smoki były po prostu nieujarzmione. Niektóre mogły zawiązywać ze swoimi opiekunami pewnego rodzaju więź, lecz nie było to nawet w jednej setnej podobne do wiernego psa czy konia. Latające bestie niosły w sobie prawdziwą dzikość i pierwotną naturę - nic nie było w stanie tego zmienić, a doceniając te niebezpieczne, acz piękne wartości, można było odejść spełnionym. Teraz stając się odpowiedzialnym za nie jedno, ale kilka tych istnień, stał się również częścią nowego rezerwatu, który miał być odpowiedniejszym wyborem niż dotychczasowy. I nie chodziło o podopiecznych z Peak District; za nimi Morgoth miał zapewne tęsknić jeszcze dłuższy czas, zastanawiając się czy Gostir wciąż był równie nieposkromiony, czy Glaurung kiedyś miał się ponownie wzbić w powietrze, czy Skat przestał atakować innych przedstawicieli własnej rasy. Wiedział, że równocześnie miał się odciąć od tego, co było, ale nie było to takie proste. Nie, gdy dotyczyło smoków, przy których pojawiał się od ukończenia Hogwartu. Zmiany najwidoczniej nadchodziły na każdym z frontów, a racja leżała po stronie Tristana - zajmując się stworzeniami w rezerwacie Greengrassów, w oczach innych nie wspomagał zwierząt, ale poglądy i działania właścicieli. Fortunnie drugi z azylów panów powietrza szedł zgodnie z przekonaniami Yaxleyów i Morgoth nie musiał całkowicie rezygnować z aktualnego zajęcia. Miał przed sobą przyszłość, o którą należało się zatroszczyć. Edrea... Ta, która jest mocna, potężna, silna, skuteczna. Niezawodna. Czy jej imię miało równocześnie nie tylko spisywać jej przeszłość, teraźniejszość, lecz również i przyszłość? Czy ukazanie jej jaj miało zostać przez nią odpowiednio przyjęte? Chciał wierzyć, że tak. Słuchał uważanie nowych wytycznych, wiedząc, które z jaj były właściwymi. Kilka z nich wciąż zajmowało specjalne miejsce w wylęgarni w Peak District, jednak nie zbliżał się do nich, wiedząc, że Greengrassowie objęli je specjalną kwarantanną i miały pozostać odizolowane jeszcze jakiś czas. Badania, które prowadzili składały się na razie na zbieraniu danych, lecz Morgoth podejrzewał, że tamtejsi pracownicy oddaliby wszystko, by dowiedzieć się, co aktualnie działo się z matką tych jaj. Ile daliby za chociażby zapiski, które trzymał w dłoni? Kent było przed nimi, a teraz on miał mieć w tym swój udział. - Dziękuję - powiedział jedynie, ponownie skinąwszy lekko głową opiekunowi Kent i mężczyźnie, któremu teraz podlegał. Na jego twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech, jednak gdyby był człowiekiem nieco bardziej ekspresywnym, ten grymas byłby o wiele mocniejszy.

|zt





They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can’t be killed.

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   08.05.18 1:17

Podziękowania i mdły uśmiech na twarzy Morgotha wystarczyły, by był pewien swojego; znał wszak Yaxleya nie od dziś i pomimo jego skrytości był niemal całkowicie przekonany, że potrafił - nie tylko potrafił, przede wszystkim chciał - oddać się sprawie całym sobą. Braki w doświadczeniu nadrobi szybko, wiedzą wkrótce nie będzie odstępował od bardziej znamienitych badaczy pracujących w Kent, jeśli Tristan mógł mieć w tym swój udział - tym lepiej. Chciał go przeciągnąć ku sobie już od dawna, nie w smak mu była obecność Yaxleya na terenach Greengrassów i sam nie mógł mieć pewności, czy to nowe polityczne wiatry ostatecznie przekonały go do zmiany stanowiska; nie wiedział, choć nie miał wątpliwości co do poglądów młodego lorda doskonale wiedząc, co zdobi jego lewe przedramię, to kwestia obcego rezerwatu pozostawała mglista; podejrzewał, że Morgoth zdołał przywiązać się do tamtejszych podopiecznych - gdyby był na jego miejscu, gdyby był kilka lat młodszy, miał inną pozycję, to jedynie podobne uczucia byłyby w stanie utrzymać go na dłużej przy obrońcach zdrajców krwi. Niechętnie, ale podziw wobec tych niezwykłych, prastarych stworzeń, pozostawała niezrównana z jakimkolwiek innym uczuciem.
Dlatego wydawało mu się, że ostatecznie przekonał go ku temu raczej argument ostateczny, jakim była Edrea. Ta piękna bestia miała się nigdy nie przebudzić, jej gatunek miał zostać zapomniany, wymarł przed wieloma laty, a jednak: jej przedstawicielka właśnie ziewała wewnątrz jego terrarium, na jego ziemi, schwytana na jego polecenie. Greengrassowie w tym pomogli, ale Tristan umniejszał ich udział; od zawsze zwyczaj miał celebrować przede wszystkim własne osiągnięcia, nieszczególnie zainteresowany cudzymi. Sama jej obecność była cudem. Co dnia, kiedy się budził, miał obawy, czy jej istnienie było tylko wspaniałym snem, czy ziściło się naprawdę; czy anomalie, które sprowadziły ją do świata żywych, będą w stanie zabrać ją z tego świata równie szybko i łatwo, czy to zrobią. Czy wciąż tutaj była - równie piękna, potężna, legendarna. I wyjątkowa bardziej, niż cokolwiek, co znalazła się w jego posiadaniu odkąd się urodził, wyjątkowa bardziej, niż cokolwiek, co zostało schwytane przez łowców rezerwatu od setek lat. Dokonali przełomowego odkrycia - i zostaną wypisani na kartach historii smokologii już na zawsze. Rodzina powinna być z niego dumna - wiedział, że musiał uważać na każdy swój krok. Jej bystre oko błyszczało w półmroku jak klejnot, była klejnotem - najcenniejszym w skarbach tego miejsca i klejnotem w jego rodzinnej koronie. Minęła dłuższa chwila, w trakcie której wpatrywał się w smoczycę, nim odpowiedział Morgothowi tym samym - krótkim skinięciem głowy. Nie podziękował we wzajemności, stał wszak nad nim wyżej, był pewien, że kuzyn zdawał sobie sprawę z tego, że Tristan nigdy nie złożyłby mu podobnej propozycji, gdyby nie uważał, że ten jest jej wart.
- Powodzenia - dodał krótko - wieczorem przejrzę raport - Miał nadzieję, że smoczyca zareaguje lepiej na czarodzieja, którego już zdążyła poznać na wolności. Dostrzegał drobne różnice w tym, jak traktowała jego lub Percivala - a jak innych. Nie zwlekając dłużej, przeciąganie tej chwili nie miało większego sensu, energicznym krokiem opuścił to miejsce, wychodząc naprzeciw pozostałym obowiązkom dnia.

/zt





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : aktualnie nic nie robię
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   16.05.18 11:48

14 lipca

Obserwowanie antycznego gatunku magicznego stworzenia było jednym. Drugim natomiast było opiekowanie się nim i dbanie o to, by niczego mu nie zabrakło. By głód nie odebrał smokowi siły. By poczuł się bezpiecznie. By nie zniszczył otoczenia ani nie był dla niego agresywny. I nie chodziło jedynie o to, by samemu czuć się bezpiecznie - latające monstra były cenniejsze niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a dla kogoś kto posiadał świadomość istoty ich egzystencji, to przetrwanie było potężniejsze. Wzbierało niczym morze przed sztormem, gdy można było obserwować rozwój podopiecznego lub lot w pełnej krasie. Morgoth jednak jeszcze długo miał pozostać przy ziemi wraz z przydzieloną mu wyspiarką z wyspy Wight. Wkrótce miał uderzyć gong oznajmujący dla niego czas dwóch miesięcy, odkąd znajdował się w rezerwacie Albionów Czarnookich nie jako wizytator, ale jako pracownik. Wciąż poznawał nowe elementy miejsca jak i gry, w którym przyszło brać mu udział, jednak ufał czuwającemu nad wszystkim Tristanowi i nie zamierzał w żaden sposób go zawodzić. Powrót do zdrowia po wydarzeniu związanym z odbijaniem więźniów z Akabanu był żmudnym okresem, od którego jednak nie było ucieczki. Nie oznaczało to mimo wszystko zostawienia spraw mu poddanych losowi czy pracownikom Kent, którzy mieli mu pomagać. Sprawa znalezionej smoczycy była podległa jemu, a on miał składać regularne raporty Rosierowi i chociaż nie był jeszcze w pełni sił, pojawiał się w Dover regularnie, by nadzorować socjalizację i rekonwalescencję wyspiarki. Wcześniejsze notatki, które stworzył, pracując jeszcze dla Peak District, były przydatne nie tylko w kwestii opisu behawioralnych działań, ale również zmian zachodzących od chwili pochwycenia do teraz. Stan łusek wyraźnie uległ poprawie, tak samo jak pazurów i rogów. Nawet niedostrzegalne na pierwszy rzut oka mięśnie, rysowały się przy każdym jej ruchu. Pod tym względem jej budowa wciąż go zaskakiwała - nie przywykł do wodnych gatunków, zajmując się rosłymi panami przestworzy. W porównaniu do nich wyspiarka była mała i powierzchownie niegroźna. Zdążył się jednak przyzwyczaić, że należało mieć oczy dookoła głowy przy spotkaniach z każdym przedstawicielem smoczej rasy - Edrea już na początku nie pozwoliła mu o tym zapomnieć, czego pamiątkę nosił po dzień dzisiejszy. Ślady po jej zębach na lewym ramieniu, chociaż widoczne i bezbolesne miały pozostać już tam na zawsze. Morgoth próbował dopasować budowę stworzenia do żyjących jej pobratymców, lecz to też musiało być brane z przymrużeniem oka. W źródłach historycznych wyspiarki miały w pełni uzębione szczęki i długie ogony natomiast u form późniejszych nastąpiła redukcja ogona, a szczęki pozbawione zębów upodobniły się bardziej do dzioba. Ta przedstawicielka musiała więc być bardzo wiekowa, co sugerował silny ogon i szczęki dalekie od ptasiej formy. Jej popis nad obozowiskiem podczas wyprawy potwierdzał, że ten rodzaj smoków rozwinął aktywny lot od samego początku. Budowa ciała i nogi przypominały małego dwunożnego dinozaura, których szkielety można było podziwiać w londyńskich muzeach, jednak wyspiarka potrafiła się dostosować i używała obu par kończyn - nie zaś jednej jak sugerowali niektórzy badacze z wczesnych lat. Chodząc po terrarium, nigdy nie utrzymywała pozycji pionowej na co najwidoczniej nie pozwalał jej złożony i silnie zbity kręgosłup. Tego dnia Edrea okalała swoim ciałem gniazdo, czuwając nad jajami, które zostały jej przywrócone. Ten widok i świadomość, że jego eksperyment, chociaż niebywale ryzykowny, udał się, sprawiał, że coraz mniej myślał o pozostawionych w rezerwacie w Peak District podopiecznych. Sentyment wciąż się w nim tlił, bo to tam zaczynał swoją pracę, to tam się rozwijał, to tam został opiekunem kilku ze wspanialszych okazów. Porzucenie tego dotknęło go, chociaż nie zamierzał w żaden sposób tego po sobie poznać - zdawał sobie sprawę, że Greengrassowie nie zasługiwali na posiadanie pod swoją pieczą tych wspaniałych stworzeń, a ich polityka czyniła to jeszcze bardziej niedorzeczną i skrzywioną. Bo czy smoki nie należały do przeszłości pełnej magii i czarodziejskich podbojów? A oni chcieli to oddać w ręce mugoli, zapraszając ich do swego świata... Potrząsnął lekko głową, chcąc pozbyć się zbędnych myśli i skupić na okazie przed sobą. Wyobrażał sobie jak już wkrótce młode wyspiarki miały ujrzeć światło dzienne - zapewne wypuszczone na własny wybieg miały biegać i skakać do lotu trzepocząc skrzydłami, próbując oderwać się od ziemi. Ich matka wznosiła się podobnie jak współcześni pobratymcy. Jej skrzydła zbudowane były z błony skórnej rozpiętej między wydłużonym czwartym palcem przedniej kończyny a bokiem ciała podobnie jak dzisiejsze nietoperze, chociaż wcale nie przeszkadzało jej to w naziemnym poruszaniu się. Wręcz przeciwnie. Była diabelnie szybka i parę razy, nawet osłabiona, rzucała się na każdego kto pojawił się w terrarium. Z tego co pamiętał skrzydła długie i wąskie mogły częściowo składać się w locie, dzięki temu uzyskiwała większą zwrotność, szybkość i sterowność - musiała to być konsekwencja silnie zbudowanego mostka, który opierał na sobie całą moc kości.
- Coś się zmieniło? - spytał jedno z towarzyszących mu ludzi, przechodząc wolno wzdłuż jednej ze ścian i obserwując pozornie spokojną smoczycę. Trwała przy jajach już od jakiegoś czasu, chociaż gdy przyniesione jej pierwsze z nich, Yaxley na chwile zwątpił w powodzenie ryzykownych działań jakim było oddanie jej jaj. Ale albo to, albo mieli mieć wkrótce zagłodzonego smoka wartego więcej niż każdy inny. Pierwszej nocy czuwał cały czas, nie dając nikomu się zmienić lub przeszkodzić. Wpatrywał się uporczywie w gniazdo, na którym leżało cenne znalezisko - jego skorupa pozostawała nienaruszona, ale matka nie chciała do niego podejść. Morgoth zdawał sobie sprawę, że jeśli nie miała się nim wkrótce zaopiekować, płód umrze z zimna. Nie wyłapał momentu, w którym zasnął, ale gdy się ocknął, wyspiarka owijała się dokoła jednego jaja. Od razu kazał przynieść następne i tak oto byli tutaj. Edrea nie tylko zaczęła zajmować się swoimi dziećmi, ale również zaczęła jeść, co stało się kolejnym powodem do świętowania sukcesu. Żyjąca głównie blisko wybrzeży morskich lub innymi większymi wodami i odżywiała się głównie rybami i kałamarnicami, dlatego zaczęto jej dostarczać ich w ogromnych ilościach. Jej wydłużony pysk wypełniony ostrymi, cienkimi zębami wbijał się w śliskie, pokryte śluzem ciała ryb i bez problemu je pożerała. Obserwowanie jej pełnej życia i chęci do dalszego działania było ogromną nagrodą. Motywacja w postaci instynktu macierzyńskiego podziałała, a wyspiarka wiedziała, że musiała przeżyć, by odpowiednio zająć się potomstwem. Po odpowiednich ustaleniach z zarządem Morgoth postanowił niedługo przenieść okazy na własny, odizolowany wybieg, gdzie oddalone od reszty smoków, miały się rozwijać. Trzymanie takich bestii w zamknięciu nawet dla ich własnego dobra było smutnym widokiem. Ale już niedługo.
- Stan jaj jest stabilny. Nie wiemy jak długo pozostaną w stanie inkubacji. Nie posiadamy takich informacji - odpowiedział mu mężczyzna, po czym odszedł, gdy Morgoth skinął krótko głową. Zgodnie z jego poleceniami zaczęto przygotowywać terrarium do przenosin - musiało się to odbywać dłuższy czas, bo wyspiarka była wyjątkowo wyczulona na nawet najmniejszy ruch czy uderzenie. Nawet teraz drgnęła lekko i otworzyła trzecią powiekę, gdy przy Yaxleyu stanął jeden z pracowników, czekając na instrukcje. Śmierciożerca sądził, że będzie odpowiedzialny jako jedyny człowiek za opiekę nad nią, ale dopiero później zrozumiał jak bardzo różniło się to od tego, co znał wcześniej. Zresztą osłabiony czarną magią nie byłby w stanie się nią teraz odpowiednio zająć. Mógł jedynie nadzorować. - Trzeba zwiększyć temperaturę - powiedział, nie odrywając spojrzenia od smoka. - Jej grzbiet porusza się niespokojnie. Oddaje swoje ciepło jajom, a nie otrzymuje nic w zamian - dodał bardziej do siebie niż do drugiej osoby i skierował się ku odpowiednim wyznacznikom. Termometry wskazywały ciepło na poziomie stabilnym dla smoczyc z gatunku albionów, lecz wyspiarka nie była jedną z nich. Podniósł ją o kilka stopni, zastanawiając się, kiedy miał nadejść okres wyklucia. Wciąż unosili się na nieznanych sobie wodach i równocześnie największa tajemnica i odpowiedź kryła się w istocie otulającej jaja. Miał nadzieję, że to się stanie już wkrótce.

|zt





They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can’t be killed.

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#168856
Zawód : aktualnie nic nie robię
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Through action,
a man becomes a hero.
Through death,
a hero becomes a legend.
Through time,
a legend becomes a myth.
Through hearing a myth,
a man takes action.
OPCM : 1
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 27
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Terrarium   03.12.18 16:47

14 września
Myśl o zwołanym na połowę września szczycie nestorów w Stonehenge sprawiała mu pewnego rodzaju ulgę. Napięcie wśród personelu pracowniczego w rezerwacie w Kent rosło z dnia na dzień i nikt nie mógł uzyskać odpowiedzi wprost czy zagrożenie zostało zażegnane, czy największa próba stała dopiero przed nimi. Morgoth jako jeden z młodszych i niedawno zatrudnionych opiekunów był spychany przez pomniejszych na bok, lecz nie przeszkadzało mu to - nie lubił rozmawiać w trakcie pracy jak i po wyznaczonych godzinach, do tego rozumiał doskonale zdystansowanie zatrudnionych w Dover czarodziejów oraz czarownice. Widząc zaledwie podlotka, który zajmował się ich klejnotem koronnym - wspaniałą, antyczną wyspiarką - musieli czuć wyraźny niesmak lub nawet niesprawiedliwość. Niczym policzek wymierzony ich stażom i doświadczeniu. Nie wszyscy zachowywali się w ten sposób, lecz i z nimi Yaxley nie przystawał, woląc wciąż krążyć po swej własnej orbicie i nie wchodzić w żadne poważniejsze relacje. Miał wystarczająco dużo na głowie, a teraz za sprawą dociekliwego Ministra Magii, spięcia między członkami załogi rezerwatu Albionów Czarnookich jedynie wzrosły. Nie trzeba było zbyt długo być jej częścią, by zauważyć jak bardzo zainteresowanie rządu wzbudziło represje i niepokój wśród pracowników. Chodzili nerwowi i poirytowani, a kilku z nich przez nieuwagę oraz roztrzepanie wylądowało w Szpitalu Świętego Munga, bo podchodzili smokom praktycznie pod same gniazda lub, zbyt pochłonięci myślami o przyszłości, nie uchylali się w odpowiednim czasie przy karmieniu młodych. Zagęszczenie atmosfery wśród szefostwa przeszło na niższe partie struktury, a gdy doszły również i do Yaxleya, nie dziwił się temu za bardzo. Longbottom zamierzał pokazać wszystkim, że nie boi się otwartej walki, jednak robił to w sposób wyjątkowo haniebny i Morgoth nie mógł zrozumieć jak ktoś szczycący się takim przywiązaniem do wartości własnego rodu, mógł zszargać dobre imię innych rodzin. Zbrukał i wystawił na szwank Rosierów, Burke'ów. Teraz również i sięgnął do Yaxleyów, zarzucając im brak kontroli nad trollami, zamieszkującymi od pradawnych czasów ich ziemie. Wkraczał ze swoją polityką tam, gdzie opór był oczywisty, ale młody opiekun smoków sądził, że właśnie o to Ministrowi Magii chodziło - chciał wojny, chciał ognia, chciał sprzeciwu. Nie rozumiał jeszcze dlaczego, ale być może ów zagadnienie miało się rozwiać już wkrótce na szczycie. Jednak póki co Śmierciożerca zamierzał skupić się na swojej pracy, bo ta nigdy nie brała wolnego, a jego podopieczni wymagali wciąż takiej samej uwagi bez względu na polityczne niesnaski i rewolucje.
Zmierzając ku terrarium, w którym przebywał niemal od rana do nocy, przyglądał się mijanym ludziom. Dzisiejszego dnia również nie brakowało wrażeń na terenie rezerwatu, jednak jednymi z poważniejszych zbrodni były roztłuczone fiolki z eliksirami i poniszczone ubranie jednego z gości. Całe szczęście nie doszło do niczego więcej, ale nieuwaga strażnika mogła go kosztować posadę, chyba że Rosierowie zamierzali okazać mu ten jeden raz łaskę. Morgoth szczerze w to wątpił, bo bezpieczeństwo Kent od zawsze było stawiane na pierwszym miejscu, a jakiekolwiek incydenty zdarzały się nadzwyczaj rzadko. W tak gorącym czasie nie mogli sobie jednak pozwolić na tego rodzaju błędy. Każde potknięcie mogło być podchwycone przez wysłanników Ministerstwa Magii i wykorzystane, by podkopać długotrwały autorytet zajmujących się rezerwatem szlachciców. Z tego co wiedział, ów pokrzywdzonym gościem nie był żaden zwolennik Longbottoma, więc może mogło to zostać załatwione w granicach Dover bez publikowania na zewnątrz. Promugolscy czarodzieje i czarownice częściej zaglądali do Peak District, by tam obserwować smoki, ale nie było w tym nic zaskakującego. Obawiający się malkontenci, nie rozumieli, że w Kent nie mordowało się gości, lecz poświęcanie temu uwagi nie miało najmniejszego sensu. W końcu sam zrezygnował z pracy w tamtym miejscu ze względów politycznych i chociaż czasami zastanawiał się jak sprawowali się jego byli podopieczni, nie żałował zmiany. Praca z wyspiarką mogła dać mu doświadczenie przeważające lata tkwienia w Peak District i już odczuwał zmiany, które zachodziły w jego postrzeganiu smoków jako ogólnego podrzędu magicznych stworzeń. Poszerzyła jego horyzonty i nauczyła pozornie nieważnych, nieistotnych, umykających wszystkim aspektów. Przy wyspiarce i jej wciąż zamrożonych w czasie jajach musiał wzmożyć swoją uwagę i koncentrację. Bez niej już dawno stałby się jedynie jej pożywieniem. Jedna chwila nieuwagi wystarczyła, by przypłacić ją życiem lub poważnym kalectwem. Ilu bardziej doświadczonych od niego pozwoliło sobie na błąd, którego w żaden sposób nie mogli naprawić?
Wszedł do terrarium i od razu uderzyło go gorąco panujące wewnątrz. Pomimo później pory i opuszczających to miejsce pracowników, Morgoth nie przejmował się nadgodzinami. Dość często pozostawał do późnej nocy, obserwując zafascynowany hipnotyzujące ruchy i zachowanie smoczycy. Każdego dnia dowiadywał się czegoś nowego lub zauważał kolejny element większej układanki. Wszystkie składały się nie tylko na danego przedstawiciela swoje gatunku, lecz również i pozostałe egzemplarze. Mógł dostrzec wiele podobieństw, analogii do zachowań Albionów czy Trójogonów. Wyspiarka jako ich przodek nadała im w kodzie genetycznym behawioryzm, którego nie mogły się wyprzeć. To było jak badanie historii równocześnie z teraźniejszością. Yaxley usunął się z drogi barczystemu mężczyźnie, który łypnął na niego spode łba, ale nic nie powiedział. Najwyraźniej był on ostatnim z pracowników przydzielonych do terrarium. Cóż. Przedostatnim. Śmierciożerca pokonał drogę do odpowiedniego miejsca niemalże z pamięci, wiedząc, który stopień się zapadał, a na którym mógł bezpiecznie postawić stopę. Ironiczne, że myślał o schodach, gdy szedł ku znacznie poważniejszemu zagrożeniu i to na własne życzenie. Przebywanie koło smoków było dla niego o wiele prostsze od towarzystwa ludzi, a ostatnie momenty jedynie go w tym utwierdzały. Dlatego niemalże odetchnął z ulgą, mogąc poświęcić się doglądaniu podopiecznych, a nie zastanawiać się nad przyszłością rodziny oraz swoją własną. Nikt jeszcze nie wchodził na wybieg, gdy smok był w środku i Morgoth nie zamierzał łamać tej zasady, chociaż pewna iskra hazardzisty zawsze próbowała go przekonać, by odblokować wejście i spróbować oszukać los. Spróbować. Podejrzewał, że każdy z pracowników posiadał ów głos, lecz trzeźwość umysłu spychała go na dalszy plan. Tak jak i teraz, starając się go wygłuszyć.
- Jestem sam - mruknął Yaxley, podchodząc do granicy określonego miejsca, za którym znajdowała się wyspiarka wraz z jajami. Wiedział, że go słyszała, chociaż nie mógł jej dostrzec. A przynajmniej jeszcze nie. Przyuważył jedynie poruszenie kilku liści po prawej. - Spokojnie - powiedział wolno, jednak nie zniżał specjalnie tonu głosu. Nadał mu głębszej, uspakajającej barwy, badając spojrzeniem lśniące łuski zwinnej bestii, która powoli wyłaniała się z zarośli, by ukazać mu się w całości. Rzadko kiedy to robiła, chcąc zachować dla wroga ów niespodziankę na ostatni moment. Morgoth wiedział, że wciąż badała grunt i sprawdzała na ile może sobie w jego obecności pozwolić i chociaż od czasu schwytania minęło niemalże dokładnie pięć miesięcy, smoczyca nie wykazywała żadnych oznak oswojenia lub przywyknięcia do obecności ludzi. Aż do teraz. Podeszła bliżej, nie odrywając od niego uważnych ślepi. Ziemia pod jej krokami delikatnie drżała, a jeśli ktoś się na tym nie skupiał, mógł to całkowicie przegapić. Nic dziwnego, że wyspiarka podchodziła do ofiary bezszelestnie i potrafiła atakować w mgnieniu oka. Z jakiegoś powodu Morgoth poczuł również dyskomfort w miejscu, gdzie zacisnęła swoje szczęki kilka miesięcy wcześniej. Lewe ramię zawsze odzywało się, gdy znajdował się w pobliżu wielkiego gada - czy była to konsekwencja fizyczna, czy psychiczna, tego nie wiedział. Zamiast tego analizował zachowanie stworzenia z należytą uwagą, zdając sobie sprawę, że ten moment był niezwykle ważny. Smoczyca nie bała się pokazać mu w całej swojej okazałości, a przy okazji zaznaczyć, które miejsca miała najdelikatniejsze - opierając się na boku, eksponowała jaśniejszy, gładszy brzuch, który pomimo pancerza łusek, mógł zostać przebity łatwiej niż na grzbiecie. Żadne stworzenie, nawet pies, jeśli nie czuło się bezpiecznie, nie uwydatniało pięt achillesowych. To świadczyło bardzo wiele o tym, co działo się w rezerwacie - jak traktowano wyspiarkę, jak dbano o jej dobra, czy miała przetrwać. Wychudzona i zmęczona nie miała siły do zajmowania się jajami, a potrzebowali jej, by i one przetrwały. Jak długo jeszcze miały tkwić w stagnacji? Ciężko było powiedzieć. Morgoth jednak zamierzał wykorzystać ów sytuację i zaklęciem naprowadził pożywienie dla smoka wprost w miejsce, gdzie zazwyczaj je dostawała. Ta, skuszona zapachem i charakterystycznym odgłosem rybich ciał, podniosła się i obróciła tyłem do swojego opiekuna. Zawierzała mu na tyle, by to zrobić. Yaxley odetchnął głęboko, zupełnie jakby do teraz wstrzymywał ciągle oddech. Większość spisywało wyspiarkę na straty i nie sądziło, by kiedykolwiek była w stanie się zasymilować. Oto otwierała się przed nimi szansa na odnowienie gatunku wymarłego stworzenia. Na czerpanie z niego garści informacji. Na przełom. Z jakiegoś powodu ucieszył się, że był przy tym sam jeden. Było to egoistyczne, lecz nie wyobrażał sobie już dzielić tego momentu z kimkolwiek. Nawet, a może w szczególności, z Marine.

|zt





They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can’t be killed.

Powrót do góry Go down
 

Terrarium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover :: Rezerwat Albionów Czarnookich-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19