Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogrody
AutorWiadomość
Ogrody [odnośnik]19.01.16 20:11
First topic message reminder :

Ogrody

Ogrody należą zdecydowanie do najmniej bezpiecznej części rezerwatu, smokologowie rzadko wychodzą do nich samotnie. Przepełnione zewsząd bujną roślinnością, a bliżej samego budynku również przepięknie kwitnącymi rodowymi różami Rosierów, stwarzają smokom idealne warunki rozwoju. Wyjście do ogrodów jest strzeżone równie pilnie, co inne części rezerwatu; przez wrota nie przemknie się nikt niepowołany. Silnie odczuwalny jest tutaj zapach siarki, coraz wyraźniej czuć także spaleniznę...
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 08.12.17 7:51, w całości zmieniany 5 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ogrody - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ogrody [odnośnik]01.01.19 1:50
Odwrócił się, po raz kolejny, wyraźnie zirytowany faktem, że ktoś znów przeszkadzał mu akurat w momencie, gdy tak się spieszył. Zwolnił nieznacznie, widząc, że starszy mężczyzna z trudem łapał powietrze, aż w końcu zatrzymał się, poruszając się niespokojnie w miejscu niczym zwierz w klatce. Wsłuchał się w słowa towarzysza, chcąc, by jak najszybciej wyłożył, co chciał, a treść wiadomości wyraźnie go zaskoczyła. Chociaż jedna sensowna tego dnia... Brwi wciąż miał jednak zmarszczone, bo pomimo zreflektowania postaci alchemika, bez ustanku martwił się o smoka, którego zostawił kilkanaście minut temu pod opieką kilku pracowników. - Dziękuję - odparł krótko, nie angażując się w zbyteczne półsłówka. Obaj z alchemikiem zdawali sobie doskonale sprawę z faktu, że praca ze stworzeniami żyjącymi była często wyjątkowo nerwowa. Odpowiedzialność za drugą istotę potrafiła doprowadzić do bezsenności, gdy nie miało się pojęcia, co się działo, a żadne eliksiry nie pomagały w przypadku choroby. Morgoth na szczęście nigdy nie musiał stawać twarzą w twarz z faktem śmierci swojego podopiecznego i liczył na to, że nigdy nie będzie musiał tego przechodzić. Jednak to był dopiero początek jego kariery i zapewne jeszcze kilka kryzysów miał przeżyć z lepszym lub gorszym skutkiem. Wytrzymałości smoczycy nie zamierzał testować, bo była priorytetem - nie tylko dla rezerwatu, lecz również i dla niego samego. Chciał wiedzieć, co się działo i dlaczego, a póki co nie uzyskał odpowiedzi, pozostając bezradnym wobec zagrożenia. Co prawda jeszcze nie wydarzyła się tragedia, ale nie zamierzał nawet zbliżać się do kryzysowego momentu. Zdawał sobie sprawę, że każda sekunda zmarnowana w ogrodach, mogła położyć na szali życie wyjątkowego okazu. Nic więc dziwnego, że niemalże wystrzelił z powrotem do przodu, gdy tylko odebrał specyfiki. Odszedł od alchemika czym prędzej, pozostawiając mu do wyboru czy chciał wracać do swojej pracowni - gdzie powinien był zostać, chociażby ze względu na tkwiącą tam niepokorną dziewczynę - czy towarzyszyć Morgothowi w ważnej chwili próby uspokojenia wewnętrznych mechanizmów, których poddawany był wyspiarz. Nie oglądał się już za siebie, a wbiegając niemalże do cieplarni, ignorował fakt, że łapał powietrze nieco trudniej niż jeszcze chwilę temu. Miał zdecydowanie ważniejsze rzeczy niż swoja własna zadyszka. Pewien ciężar zszedł z jego barków, gdy okazało się, że stworzenie znów trafiło na ustabilizowany grunt i żadne wahania się nie odbywały, chociaż wskazanym było podanie odpowiednich środków. Alchemik miał rację i lepiej było dmuchać na zimne niż zbierać niechciane problemy.

|zt



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : 13
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 45
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 5/25
SPRAWNOŚĆ : 9/76
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Ogrody [odnośnik]28.03.19 21:19
15 października

Pogoda zdecydowanie pozostawiała wiele do życzenia. Ale Melisande przywykła już do nieco humorzastej aury Anglii. Nie było innego wyjścia jak pogodzić się z nią i zaakceptować. Nikt nie był na tyle potężny, by władać siłami natury przez cały rok. To nie zmieniało jednak faktu, że wilgoć w powietrzu bywała jej nie na rękę. A może bardziej nie na rękę kobietom, które układały jej włosy przed sabatami. Wilgoć sprawiała, że jej włosy dostawały objętości i zdawały się zaczynać żyć własnym życiem. Szczęśliwie dla siebie, nimi nie musiała przejmować się gdy wędrowała do rezerwatu. Wychodząc do niego niezmienne prezentowała się schludnie - a nawet nienagannie - ale twarzy nie zdobił - i tak zazwyczaj lekki - makijaż, ani wystawne suknie, które w większości znaczyły się większość swobodą ruchu, ale i skromnością. Nie widziała potrzeby, ani sensu, zakładania do rezerwatu kreacji wykładanych rubinami czy złotem. Sytuacja miała się jednak inaczej, gdy spotkało ją spotkanie z jednym z przedstawicieli innych rezerwatów. Wtedy pozwalała, by jej strój prezentował nie tylko ją całą, ale cały jej ród. To może nie tyle co dziwne, ale próżne - wszyscy o tym wiedzieli - jednak ludzie cenili po tym, co widzieli. Dopiero później pozwalali dojść do głosu logice i rozumowi.
Każdy dzień w Rezerwacie w Kent był inny, a jednak nie dało się ukryć, że jednocześnie podobny do siebie. Melisande w pomieszczeniach ich dziedzictwa czuła się jak w drugim domu. Znała dokładnie każde miejsce, do którego mogła wejść sama i trochę mniej każde do którego wchodziła razem z bratem. Znajomość swojego środowiska była dla niej istotna. Tak samo jak znajomość wszystkich ich zalet - a mieli ich wiele. Doskonale wiedziała jak wzbudzić zainteresowanie w osobie, która wpuszczali do rezerwatu - zawsze dając do zrozumienia, że to jeden z niewielu wyjątku, że owy gość winien czuć się zaszczycony, a jego ego połechtane, że to właśnie on, dzisiaj, miał okazję postawić stopy w miejscu w którym żyły najgroźniejsze ze stworzeń, jakie widział magiczny świat. Powinien też być pod wrażeniem. Głównie tego, że to właśnie oni - Rosierowie - wiedzieli jak te bestie usidlić i jak się odpowiednio nimi zaoopiekować.
Bo wiedzieli i tego nie należało poddawać pod żadną z wątpliwości. Przestudiowała w życiu więcej ksiąg, niż ktokolwiek mógłby to wyczytać z jej zawsze uprzejmie uśmiechniętej twarzy. Umiała zatrzymać dla siebie myśli i poprowadzić rozmowę. Wiedziała jak zachowują się ich smoki i potrafiła czytać z ich ruchów i zachowania sprawnie i rzetelnie.
Marine miała rację popychając ją w tym kierunku. Rozkwitała tutaj, miała możliwość rozwijania się dalej i robienia tego, co prawdziwie kochała. I nie potrafiła zrozumieć, czemu niektórym tak ciężko było to pojąć. Czemu miała godzić się na rolę ozdoby, dodatku do mężczyzny, kawałka sztuki którą każdy mógł podziwiać, skoro mogła być sobą. Mogła być towarzyszką, sprawną pomocą, cichą doradczynią pięknie prezentującą się u męskiego boku. Mogła być jak fatum, działać po cichy i powoli niszczyć, a ten który postanowił nią wzgardzić, nie zrozumie nawet, dlaczego szczęście opuściło go tak nagle.
Siedziała nad skrupulatnymi notatkami dotyczącymi Wyspiarza Rybojada. Byli jednym rezerwatem, który posiadał wśród swoich gatunków taki okaz. To ich rolą było nie tylko rozmnożenie i przedłużenie gatunku, ale udokumentowanie jego biografii biologicznej i behawioralnej.
I nie dziwnym było, że właśnie na tej drugiej skupiała się Melisande. By powstał odpowiedni rys behawioralny musiała zacząć od obserwacji. I na niej pozostać. Wyłapać małe niuanse, które świadczyły o mechanizmach smoczycy. I podzielenia ich na zachowania dyktowane charakterologią i psychologią smoczą. Powoli dochodziła do odpowiednich konkluzji i wiedziała, że nadchodzi moment w którym będzie mogła sprawdzać zachowanie na konkretne bodźce. Powoli i spokojnie, by nie sprawić nimi żadnych zmian w zachowaniu. One same winny możliwe jak najbardziej imitować naturalne zachowania. Sprawa nie była łatwa, ale nie chodziło to, by była. Ważnym było dokładnie zbadać wszystko. Ważniejsze jeszcze mieć pewność co do postawionych wniosków i tez. Dlatego też z uporem maniaka badania i obserwacje musiały być ponawiane i należało sprawdzać, czy otrzymany wynik podobny jest do wcześniejszych. A jeśli nie - jak mocno się różni - dzięki czemu można było wykreślić amplitudę zachowań odchodzących od norm.
Spisywała właśnie kolejny z raportów kiedy na jej biurku usiadła sowa wystawiając nóżkę, by mogła odwinąć od niej list. Dokończyła ostatnie zdanie i i odłożyła pióro sięgając po list. I gdy jej wzrok trafił na znany jej charakter pisma z każdym słowem jej brwi unosiły się ku górze. Gdy w liście jej brat wspomniał gatunek smoka podniosła się z cichym szurnięciem krzesła przerywając czytanie.
Euforia i radość, bo wiedziała, już, że jeśli Tristan pisze do niej - nawet, jeśli nie doczytała całe listu - to znak, że smok ten, należy już do nich. Do rezerwatu Kent, który miał szansę posiadać u siebie jeden z kolejnych, unikatowych gatunków. Zaczęła krążyć po pokoju, pozwalając, by jej myśli poczyniły już pierwsze plany. Pokręciła lekko głową, zatrzymując się i unosząc na nowo pergamin. Zaczęła czytać dalej.
Nie pomyliła się - a może zwyczajnie znała swojego brata. Chciał by znalazła dla niego miejsce nim wykopią dla niego akwen. Miał rację, przygotowanie go z pewnością będzie wymagało czasu. Musiała jednak zadziałać błyskawicznie, by transportowany do nich smok mógł od razu znaleźć się w zbiorniku zastępczym. Pochyliła się nad biurkiem, zapisując krótką informacje na kartce i oddając ją sowie wraz wypowiedzeniem naziwska. Zerknęła z góry na list, a palec wskazujący kilka razy, nerwowo odbił się od stołu. Czytała dalej kolejne wersy. Przytaknęła lekko głową o jedno będąc pewną. Ryb mieli w dostatku. Dbali o to, by mieć ich nadmiar. Nie pozostawało jednak wątpliwości, że trzeba dokonać wcześniejszego zamówienia. Nie istniała opcja by dopuścili do możliwości, że mogłaby ich zabraknąć. Poderwała list z biurka i ruszyła do drzwi wyjściowych z laboratorium.
Gdy docierała do ostatnich wersetów listu znajdowała się już w magazynie żywieniowym. Odnalazła spojrzeniem kierownika, zajmującego się dostawami.
- Złóż zamówienie na dodatkową dostawę ryb. Ta sama ilość. - powiedziała jedynie, odwracając się na pięcie, słysząc słowa oznaczające iż niezwłocznie zabierał się do pracy. Dobrze, skinęła głową. Mieli dobrze wyszkolonych ludzi. Na zewnątrz czekał już na nią kolejny z pracowników, zajmujący się koordynacją pracy rezerwatu - zasobami ludzkimi, pracami technicznymi i najmowaniem pracowników. Spojrzała na niego uważnie.
- Dzisiaj do naszego rezerwatu dostarczą Srebrnika. - poinformowała go składając trzymany w dłoni list od brata. Była odrobinę rozemocjonowana. Głównie dlatego, że wiedziała jak wielkie znaczenie ma ten fakt. Duma na nowo wypełniała ją całą. - Na nocną i poranną zmianę potrzebujemy dodatkowych smokologów. Na te same zawołaj też magizoologów. Smok jest ranny. Zleciłam już zamówienie dodatkowej ilości ryb, powinna dotrzeć za dwa dni - do tego czasu pokarmu nam starczy. - spoglądał na nią, uważnie słuchając i zapamiętując. Żaden z mężczyzn w rezerwacie jej nie lekceważył jej. Słuchał i wypełniał jej polecenia. Gdy potrzebowała rady udzielał ją, a gdy sama ją dawał przyjmował. - Do tego potrzebujemy biegłych w urokach i transmutacji - najlepszych. - uniosła dłoń i ruszyła w kierunku wejścia na ogrody. Przeszła obok niego wchodząc na długi korytarz z okiennicami wychodzącymi na ogrody by skierować się na schody prowadzące do obserwatorium. Timothy podążał za nią jak cień, gdy wprowadzała go w to, co już za chwilę miało nadejść. Gdy znaleźli się w obserwatorium mówiła dalej. - Zachodnia część. - powiedziała wskazując na nią dłonią. Była najbardziej odpowiednia. Ustawienie tam tymczasowego zbiornika było też najrozsądniejsze, a fakt, że tamte tereny łatwo poddawały się wpływom zaklęć działały na ich korzyść, wybudowanie tam akwenu logistycznie zdawało się najlepszą z możliwych opcji. - Musimy przygotować zastępczy akwen, do czasu, aż nie wybudujemy dla niego akwenu. Transmutujemy mniejszy i wzmocnimy go odpowiednio urokami. Ma być gotowy możliwie jak najszybciej. - zaznaczyła. Sowa wleciała do obserwatorium, odwiązała pergamin od niej nóżki i uśmiechnęła się lekko do siebie. Uniosła spojrzenie znad listu na mężczyznę. - To wszystko. - zakończyła, obserwowała jak przyjmuje do wiadomości jej słowa schylając lekko głowę i ruszając do wyjścia. Przygotowanie do rozmów, mogło zaczekać. Ale by pobudzić ciekawość innych rezerwatów starczył jedynie jeden ruch. Nic nie znaczące pytanie, by te przekazały informację dalej. Reszta, miała zadziać się sama. A listy z pytaniami zaczną nadchodzić, gdy ona będzie już gotowa całkowicie, by przystąpić do pertraktacji. Dzisiejsza noc, miała być długa - ale jakoś nie przeszkadzało jej to wcale.

| zt



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Ogrody [odnośnik]11.05.19 23:28
20/11/1956

Praca w Rezerwacie Albionów Czarnookich była jego życiową pasją. Przebywanie w pobliżu tych pięknych stworzeń napawała go dumą, dodawała energii i sprawiała, iż wiedział, że właśnie to jest jego miejsce na ziemi. Doglądanie smoków i opieka nad nimi była niebywale trudnym zadaniem. Niejednokrotnie stare smoki bywały kapryśnie, a dodając do tego temperament Albionów mogło zrobić się niebezpiecznie. Znał to miejsce lepiej niż którykolwiek z pracowników. Po raz pierwszy biegał po nim w wieku ledwie pięciu lat, kiedy razem z Tristanem umknął pracownikowi, chcąc posłuchać opowieści jednego z najstarszych ze smoków. Ich dziecięcia wyobraźnia wynosiła ich ponad pewien stan świadomości, nie mieli poczucia realnego zagrożenia, zafascynowani tym co robią. Dwójka małych chłopców biegająca samowolnie po rozległych terenach Rezerwatu… była niedopuszczalna. Mogli wtedy zginąć, a jednak dziecięca zwinność zapewniła im przeżycie. Na samo wspomnienie uśmiech pojawiał się na jego twarzy. Niemniej jednak, chodziło o to, że Rosier znał tu nie tylko każdy zakamarek, ale też każdego pracownika. Miał do czynienia z wieloma osobami, a teraz po prostu wiedział… że z jednym z nich było coś nie w porządku. Stąd szybka decyzja o interwencji. Próbował z nim porozmawiać, ale bezskutecznie. Zauważył też dziwne ślady na jego ciele. Połączył fakty, w końcu spostrzegawczość była jego mocną stronę i zaczął podejrzewać, że ów pracownik mógł zostać zaatakowany przez wilkołaka. Pierwszą osobą, o której Mathieu pomyślał była Sigrun Rookwood. Łowczyni wilkołaków. Wysłał do niej sowę, prosząc o pilne spotkanie na terenie Rezerwatu i równie szybko otrzymał odpowiedź.
Kolejnego dnia obserwował pracownika i jego dziwne zachowania, zapuścił się do Ogrodów, wraz z kilkoma innymi pracownikami. Niebezpieczny teren, choć z pewnością nic nie mogło im grozić. Mathieu nie chciał na razie pokazywać swoich podejrzeń, choć nie sądził, by odbyło się to bez konfrontacji bezpośredniej. Stanął przy bramie, wszak teren ogrodu należał do najbardziej strzeżonych. Odziany w szczelne ubrania, chroniące przed nieprzyjemną pogodą i ewentualnymi skutkami działać smoków, rozglądał się za Rookwood, która miała się tu zjawić lada chwila. Praca była dla niego bardzo ważna, podchodził do wszystkich kwestii sumiennie, nie pozwalając sobie na uchybienia. Ród Rosier był znany ze swojego zamiłowania do smoków, a on nie był inny. Widząc zbliżającą się postać przybrał mniej nonszalancką postawę. Był pewien, że nadchodzi jego gość.
- Witaj. – rzekł zwięźle, w ramach przywitania, a później przeprowadził Sigrun przez bramę, aby finalnie znaleźli się w ogrodzie. – Jestem wdzięczny, że pojawiłaś się tak szybko. – dodał jeszcze. Miał nadzieję, że nie pokrzyżował jej planów.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.04.20 9:22, w całości zmieniany 2 razy
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]12.05.19 18:13
Przed laty, na długo przed powrotem Toma Riddle do Anglii i powstania Rycerzy Walpurgii, poznała zarządcę rezerwatu smoków, obecnie noszącego sygnet nestora rodu Rosier, podczas jednego z polowań, będącego starą rozrywką dla wysoko urodzonych; rodzina Sigrun słynęła z wyśmienitych łowców i myśliwych, dlatego nierzadko dostępowała zaszczytu otrzymania zaproszenia do wspólnych łowów wraz ze szlachtą. Podczas jednego z nich poznała lorda Rosiera, z którym zawarła bliższą, choć przelotną znajomość; należący jednak do niego smoczy rezerwat, w którym chroniono albiony czarnookie, odwiedzała po raz pierwszy. Inaczej wyobrażała sobie tę wizytę, nie sądziła, że sprowadzi ją tu tak przykry incydent, niewątpliwie jednak czuła pewne podekscytowanie na myśl, że znajdzie się tak blisko smoków.
Do Dover w Kent przybyła pod postacią kłębu czarnej mgły. Od niemal miesiąca nad Wielką Brytanią szalała gwałtowna, czarnomagiczna burza; Sigrun na miotle latała dobrze, nawet bardzo dobrze, w latach szkolnych błyszczała na boisku Hogwartu, na tyle mocno, że otrzymała odznakę kapitana drużyny quidditcha Slytherinu, lecz z końcem listopada wichura była tak potężna, że wolała nie ryzykować - a na miejscu musiała pojawić się czym prędzej. Jeśli lord Mathieu Rosier domniemywał, że jego pracownik mógł okazać się wilkołakiem, z pewnością miał ku temu solidne podstawy. Zmaterializowała się nieopodal bram rezerwatu, resztę drogi przebyła pieszo, przed kroplami deszczu i wilgocią chroniła ją zaczarowana peleryna o ciemnozielonej barwie. Zastanawiała się, czy lord Rosier poinformował strażników o jej wizycie, czy przepuszczą ją przez bramy; jeśli za murami rzeczywiście czaił się niezarejestrowany wilkołak, lepiej, by jak najmniej osób wiedziało o tej wizycie. Zbliżywszy się jednak do bram ujrzała Mathieu we własnej osobie, problem rozwiązał się sam. Zsunęła z głowy kaptur, odsłaniając bladą twarz; jedynie oczy podkreśliła węgielkiem, przez co spojrzenie brązowych oczu zdawało się jeszcze cięższe niż w rzeczywistości.
- Lordzie Rosier - odrzekła z szacunkiem, skinąwszy mu głową. - Tak jak napisałam w liście - to jeden z moich obowiązków, a do nich podchodzę z należytą powagą - powiedziała, a w jej głosie rozbrzmiała żartobliwa nuta. Gdyby poznał ją jeszcze kilka lat temu, jeszcze przed podjęciem kursu na brygadzistę, najpewniej wybuchnąłby śmiechem.
Podążyła za smokologiem ścieżką wiodącą ku ogrodom rezerwatu. Skryli się pod zadaszeniem, z dala od spojrzeń innych pracowników, mieli więc okazję do dyskretnej rozmowy - a sprawa taka jak ta wymagała wszak dyskrecji i poufności.
- Powiedz mi więc, sir, o kogo chodzi i skąd wzięły się twe podejrzenia - poprosiła Sigrun. Wyczuła zapach siarki.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Ogrody [odnośnik]16.05.19 0:07
Sam nie podjąłby ryzyka i nie wsiadał na miotłę w tak niesprzyjających warunkach pogodowych. Uwielbiał latać, na miotle czuł się bardzo dobrze, kibicował najlepszym drużynom Quidditcha. Choć w jego żyłach jawił się ogień, a temperament niejednokrotnie ciężko było okiełznać, Mathieu nie był głupcem, ryzykantem, który z własnej woli podjąłby się wyzwania. Wystarczyła mu adrenalina, tocząca się w jego żyłach, kiedy pracował przy smokach. Nie wyglądało to tak, jak wyobrażali sobie z kuzynem za dziecka. Albiony miały swoje charaktery, a krew Rosierów płynąca w ich żyłach nie pozwalał na kontrolowanie smoka. Zabawne, do tej pory zdarzało mu się śnić o lataniu na grzbiecie białego smoka, który szybował wysoko w stronę słońca. Najwyraźniej z pewnych dziecięcych marzeń nigdy się nie wyrasta.
Z szacunkiem okazywał wdzięczność kobiecie, która zjawiła się w Rezerwacie. Sigrun miała w sobie iskrę, była zdolną Czarownicą, która znalazła się w elitarnym gronie, do którego i on pragnął należeć. Być może nie była szlachcianką, jednak wykazała się w swym życiu i powinno zostać to docenione, wszak byli sprzymierzeńcami, działali we wspólnej sprawie, jakże mógłby to pominąć. Pojawiła się na miejscu, bo to był jej obowiązek. Świetnie radziła sobie z wilkołakami, a Rosier cenił sobie tak wysoce rozwinięte umiejętności u innych. Tą kwestią postanowił rozwiązać sam, nie widział potrzeby fatygowania Tristana do takich rzeczy, w końcu, Mathieu doskonale wiedział co robi.
- Cała sprawa jest dość… nietypowa. Przynajmniej moim zdaniem. W minionym miesiącu słyszałem rozmowę ów pracownika z drugim, przechwalał się o poznaniu temperamentnej kobiety, z którą połączyło go coś więcej. Zdawało mi się, że w trakcie ich rozmowy padło słowo wilkołak. – wyjaśnił, pokrótce oczywiście. Nie miał pewności, nie znał szczegółów, ale nie mógł przecież podejrzewać kogoś na podstawie rozmowy z kolegą z pracy. Prawdę mówiąc ta historia mogła okazać się zwyczajnym wytworem wybujałej wyobraźni, a przedstawiona została w celu popisania się przed innymi. – W ostatnim czasie zaczął zachowywać się dziwnie, zauważyłem też rozległą bliznę. – przeszedł do sedna sprawy, nie chcąc dłużej przeciągać. Kroczył powoli u boku Sigrun, kierując się w głąb ogrodów, gdzie znajdywała się reszta pracowników. To nic pewnego, a Rosier chciał to zwyczajnie sprawdzić.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]25.05.19 16:47
Rookwood nigdy nie traciła rezonu, trudno było zbić ją z pantałyku, zazwyczaj chociaż udawała, że nadal jest tak pewna siebie, że graniczyło to z arogancją, w głębi ducha jednak zawsze czuła się nieco nieswojo w towarzystwie szlachetnie urodzonych. Z damami miała do czynienia niezwykle rzadko (głównie miało to miejsce w szkole, gdy z niektórymi dzieliła dormitorium i Pokój Wspólny Slytherinu), teraz właściwie wcale, nie miałaby o czym z nimi porozmawiać; lordowie zaś zwykli spoglądać na nią z góry, nie tylko przez wzgląd na niższe urodzenie, ale i płeć, przyzwyczajeni do dyskryminacji czarownic, ograniczania ich roli do zamążpójścia i powicia dzieci. Czuła się z tym nieswojo, musiała odnosić się do nich z szacunkiem pomimo tych spojrzeń, mieli pieniądze i władzę, aby zniszczyć jej życie, jeśli tylko by tego zapragnęli. Do tego uważała zdecydowaną większość za okropnych nudziarzy - sztywnych, ograniczonych etykietą, lalusiów i paniczyków w doskonale wyprasowanych w kant szatach, wartych więcej niż cały jej dobytek. Stroniła od nich wszystkich, Sigrun nie ciągnęło na szlacheckie salony; dobrze było jej w miejscu, w którym była, w jakim się urodziła, wyszarpała sobie wolność, pozostając przy tym przy swoim nazwisku - szlachetnie urodzona kobieta nie mogłaby sobie na to pozwolić.
Do lorda Mathieu odnosiła się z szacunkiem nie tylko dlatego, że musiała, bo nosił szlachecki tytuł, bo był krewnym najbliższego Panu sługi, bo miał więcej złota, niż byłaby w stanie to sobie wyobrazić - wydawał się bystrym, pełnym pasji do smoków mężczyzną, ceniła to w nim. Traktował ją z respektem należnym Śmierciożercy, nie zważając na niższe urodzenie, świadom istoty hierarchii, choć nie spotkali się tu dziś,w sprawie wspólnych idei, a służbowych obowiązków,
- Zmieniam się więc w słucha, sir - odparła cicho, wspierając ramieniem o kolumnę balustrady; przed nimi rozciągały się ogrody rezerwatu, kończące się dalej, niż Sigrun była w stanie sięgnąć wzrokiem. Szalała burza, deszcz lał jak z cebra, a mimo to w oddali ujrzała kłąb ognia. Z trudem oderwała od niego spojrzenie, by skupić je na twarzy Rosiera - najpierw praca, później przyjemności.
- Sądzi lord, że świadomie chadzał na spotkania z kobietą dotkniętą klątwą wilkołactwa i wcale się z tym nie krył? - spytała, by się upewnić; zmarszczyła brwi w zastanowieniu. Brzmiało to dość nieprawdopodobnie - wilkołaki były wszak spychane przez czarodziejów na margines społeczeństwa. Gardzono nimi, bano się ich, odpychano. Nikt nie chciał mieć z nimi do czynienia, Sigrun bynajmniej to nie dziwiło, zasłużyły wszak na podobne traktowanie jako obrzydliwe mieszańce. Na nie mniejszą wzgardę zasługiwali ci, którzy wyciągali ku nim pomocną dłoń - czy naprawdę ktoś był na tyle głupi, aby przechwalać się wilkołaczą kochaną?
Podążyła za Mathieu, naciągając na twarz kaptur, by schronić twarz przed deszczem.
- Na plecach? W którym miejscu? Nie dalej jak kilka dni temu była pełnia. Przed nią wilkołaki wydają się... chore. Zauważył lord cienie pod oczyma, zapadnięte policzki, ociężałe ruchy? Wspominał o złym samopoczuciu? - dopytywała.



She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Ogrody [odnośnik]25.05.19 19:46
Odpowiednie zachowanie, którego byli uczeni od najmłodszych lat, Mathieu wpoił bardzo dobrze. Owszem, miał świadomość, że urodzeni w zwykłych rodzinach, nienależących do szlachty nigdy nie będą się z nimi równać, jednak odpowiednie zachowanie było wymagane. Sigrun miała czystą krew, była na jednym z wyższych miejsc hierarchii. Pomijając już fakt, że szlamy nie miały wstępu w ich elitarne szeregi, gdyby jednak czysto hipotetycznie znalazł się ktoś taki, Rosier nie potrafiłby zachować się wobec w niego w taki sposób, w jaki zachowywał się względem Pani Rookwood. Miała lepiej. Miała wolność, swobodę, nikt jej nie kontrolował, nie sprawował nad nią władzy. Nie była kukiełką w rękach mężczyzn, nestora rodu, męża. Kobiety należące do szlachty, zdaniem Mathieu, nie posiadały własnego życia. Od samego początku, od najmłodszych lat były kreowane na kogoś, mówiono im jak mają żyć. Jak powinna zachowywać się dama, jak powinna zachowywać się żona, aż w końcu, jak powinna zachowywać się matka. Nigdy nie mogły być sobą. Z mężczyznami było inaczej i mieli to szczęście. Sigrun też spotkało ogromne szczęście.
Mathieu zawsze nieco się… różnił od innych. Nie był wychowywany w ten sam sposób, co Tristan. Jego ojciec pobłażał mu, choć kary bywały bardzo dotkliwe. Nauczyli go jednak podstawowych wartości i zasad panujących w tym świecie. Rosier był skryty, tajemniczy, małomówny, jednak pasja potrafiła wzbudzić w nim ogień, do granic możliwości. Może nie poznali się z Sigrun zbyt mocno, nie mieli okazji zgłębić wiedzy na swój temat, ale nie każdy tego potrzebował.
- Miłość bywa ślepa. – odparł zgodnie z powszechnym stwierdzeniem. – Czasem potrafi otworzyć takie drzwi, o których nawet się nie wie. – dodał jeszcze. To nie jest słowa i interpretacja. Czytał całkiem sporo, stąd znajomość kilku cytatów. Sądził, że do tej sytuacji pasuje to doskonale. Być może pracownik zakochał się i postanowił poddać pragnieniom, uciec w miłość, bez znaczenia, kim jest wybranka jego serca. Nie oceniał, bo nie znał uczucia miłości, było mu całkowicie obce. Nie zaznał zbyt wiele od matki, która po śmierci ojca starała się odsunąć syna od jedynego, co dawało mu szczęście – od smoków. Była chłodna, oschła, była damą z krwi i kości. Nigdy się nie zakochał, choć młodzieńcze hormony szalały w nim i dawały niejasne znaki. Nie znał tego uczucia, z tego powodu też nie rozumiał, jak można zakochać się w kimś, kto jest chory. Analizując zdobytą w życiu wiedzę, to jedyne co przychodziło mu na myśl.
- Blizna ciągnie się od barku, zachodzi na łopatki i schodzi w dół. Smok najpewniej w ten sposób pozbawiłby go życia. Cienie pod oczami być może się pojawiły. Wyrażę się w ten sposób… Nie znam się na sprawach wilkołactwa kompletnie, jednak zauważyłem te zmiany w zachowaniu. Stał się zamknięty, odsunął się od reszty pracowników, może dlatego, że chce to wszystko ukryć. – powiedział z powagą. Nie miał pojęcia jak zachowuje się młody wilkołak, właściwie, niewiele przedstawicieli tej rasy spotkał w życiu, stąd jego niewiedza. Liczył na to, że pani Rookwood pomoże mu w rozwiązaniu tej zagadki. – Tam jest, możemy go chwilę poobserwować z tego miejsca. – dodał, wskazując w kierunku, gdzie pojawił się ów pracownik. Faktycznie, jego ruchy były ociężałe, wolne, był dziwny.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]26.05.19 13:45
- Miłość?
Nie potrafiła powstrzymać kpiącego prychnięcia pod nosem. Jasna brew uniosła się w rozbawieniu, uśmiech przejawił w uniesionym kąciku ust. Miłość bywa ślepa, owszem, tak głosiło stare, ludowe porzekadlo, mające w sobie tyle prawdy, co horoskopy na najbliższe tygodnie publikowane w Czarownicy. Rookwood nie wierzyła w pojęcie prawdziwej miłości, uznając uczucie to za domenę słabych, nie rozumiała jej i nie chciała rozumieć - to co znała to pożądanie, żądza i przywiązanie, nic więcej. Nie potrafiła jednak wyobrazić sobie odczuwać pociągu fizycznego do szlamy, do wilkołaka, do jakiegokolwiek innego mieszańca - przecież to było obrzydliwe. Na myśl o nich krzywiła się z niesmakiem, jak gdyby miała dotknąć smoczego łajna, cóż mogło być w tym pociągającego? Oczywiście wspomniany pracownik mógł przejawiać dziwne dewiacje, nie były one Rookwood obce, obracała się w takim towarzystwie, że słyszała wiele niestworzonych, pikantnych i budzących obrzydzenie historii - ale one trzymane były w tajemnicy przed innymi, krygującymi się i lękającymi się własnych pragnień.
Nie rozumiała jednego: jak ów mężczyzna mógł skazać sam siebie na publiczny lincz, potępienie i niezrozumienie, opowiadając o swoich schadzkach z kobietą dotkniętą klątwą likantropii? To było głupie z wielu względów. Skazywał sam siebie na towarzyską banicję, a także narażał bezpieczeństwo tej kochanki, ściągając na nią uwagę łowców wilkołaków. Przywykła już jednak do mężczyzn nierozsądnych, nie w pełni rozumu. Czy powinna była się naprawdę dziwić?
- Nic w tym dziwnego - skomentowała cicho zmiany w zachowaniu pracownika, odnotowując je w pamięci. Nie czuła choćby odrobiny współczucia wobec niego - tym bardziej, że sam się prosił o podobne nieszczęście. Jeśli był na tyle głupi, aby rozpowiadać o przypadłości swej kochanicy, podejrzewała, że mógł zapragnąć wesprzeć ją podczas tej najtrudniejszej nocy w miesiącu - aż doszło do wypadku. Zasłużył na to w pełni. O ile oczywiście to wszystko było prawdą, to należało zweryfikować.
Podążała za lordem Rosierem nieświadoma tego, dokąd ją prowadzi, dopiero kiedy oświadczył, że zmierzają właśnie do niego, przystanęła gwałtownie i złapała mężczyznę za łokieć.
- Nie - syknęła cicho, oburzona. Wzięła głębszy oddech i odezwała się spokojniej, uprzejmiej, nie mogła zapomnieć, że miała do czynienia z lordem. - To wzbudzi jego podejrzenia, jeśli poczuje się obserwowany, będzie się lepiej ukrywał. Jeszcze gorzej, jeśli zapamięta moją twarz - wyrzekła cicho, próbując uświadomić Mathieu, że nagłe przyglądanie się mężczyźnie przez obcą kobietę w towarzystwie przełożonego nie było dobrym pomysłem. - Nie teraz. Z oddali, na oko, nie będę w stanie wiele stwierdzić. Lepiej powróćmy, sir, jeśli posiadasz jego dokumenty. Pełne dane, nazwisko, adres zamieszkania. Czy wspominał o imieniu tej kobiety? Być może widnieje w rejestrze, będę w stanie to stwierdzić, wciąż mam kontakt z Brygadzistami z biura.
Do sprawy należało podejść z należytą ostrożnością, by podejrzanego nie spłoszyć, jeśli poczuje się obserwowany, podejmie środki ochrony, a to utrudni Sigrun śledztwo.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Ogrody [odnośnik]29.05.19 13:40
Dla wielu z nich, wliczając w to Rosier, miłość była uczuciem zupełnie obcym. Arystokracja miała to do siebie, że działała na zupełnie innych zasadach. Należało to zaakceptować. On nigdy nie zastanawiał się nad tym, czy młode Lady pragnęły miłości, chciały wielkiego szczęścia i nie wiadomo czego jeszcze. Szczere mówiąc… On tego nie potrzebował i podejrzewał, że i one akceptowały swoje przeznaczenie. Każdy należący do wąskiego grona szlachetnie urodzonych, wiedział, że z zasadami, prawem i Nestorem nie ma co walczyć. Niektórzy jednak mieli więcej szczęścia, choć Rosier nie szanował ich całym sobą. Szlachta i rody czystej krwi to jedno, a plugawe mieszańce i szlamy to drugie. Ciężko ich żywot nazwać szczęściem, biorąc pod uwagę fakt, że w jego opinii byli gorsi w każdym calu. Mieli jednak wolność. Nawet rody Czystej Krwi ją miały, w przeciwieństwie do nich. Może Pracownik, o którym mowa, potrzebował nieco rozrywki, a może sięgnął granic szaleństwa. Nie jemu to oceniać, on musiał zwyczajnie interweniować.
Sigrun miała rację. Sam się prosił o nieszczęście bratając się z wilkołakiem. Niektórzy nie grzeszyli rozumiem i sami wystawiali się na zagrożenie. Nie mogli też wiedzieć czy ów pracownik żałował tego, co się stało, czy może zrobił to celowo i z premedytacją. Sam nie wiedział, kto dobrowolnie pokusiłby się o cos takiego, musiałby być niesamowicie zidiociały.
Pokiwał głową, na znak zrozumienia. Sigrun miała rację, ich obserwacja mogłaby wzbudzić podejrzenia, a tego woleliby uniknąć. Dlatego właśnie ją tu sprowadzić. Wiedział, że zna się na rzeczy i rozwiąże sprawę zgodnie ze swoimi wymaganiami i potrzebami. To ona była fachowcem. On się znał na smokach, nie na wilkołakach i to zupełnie naturalne jego zdaniem, że zasięgał porad kogoś innego. Powinni się wspierać wzajemnie, a oni to robili. Jak mógłby być niezadowolonym z takiego obrotu spraw!
- Posiadamy dokumenty wszystkich pracowników. – odparł na jej słowa ze spokojem. Wszak też należał do rodu Rosier, do którego należał Rezerwat. Co za tym idzie pozwolił sobie użyć właśnie tego zwrotu. Tristian był tu szefem, on rządził, to wszystko spoczywało na jego barkach. Mathieu często mu pomagał, dlaczego miałby tego nie robić, byli sobie jak bracia. – Nie przypominam sobie, abym słyszał imię tej kobiety. Nie będę próbował się dowiadywać, to wzbudziłoby podejrzenia. Jeśli jednak dotarłoby do mnie przypadkiem, od razu poinformuję. – dodał jeszcze. Tak będzie najrozsądniej. Węszenie zawsze wzbudzało niepotrzebne zainteresowanie, nie powinni ryzykować.
Ruszył w stronę miejsca, gdzie znajdowała się ewentualna dokumentacja. Rosier nie znał wszystkich pracowników, ani tym bardziej ich szczegółowych danych. Robił to tylko i wyłącznie w trosce o bezpieczeństwo Rezerwatu, wszak Pracownicy byli istotnym elementem w całym systemie. Zajęło im chwilę, zanim dotarli na miejsce, a Mathieu od razu zsunął kaptur z głowy, spoglądając w stronę Sigrun przez chwilę. Później odszukał potrzebne informacje i zapisał jej na kartce. Nie planował wyprowadzać dokumentacji poza Rezerwat, a to działanie było konieczne jego zdaniem.
- Co jeszcze mogę zrobić, aby usprawnić Twoją pracę? – spytał. Nie przepadał za ogromną współpracą, bądź, co bądź, Mathieu nie należał do najbardziej rozmownych osób.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]08.06.19 20:24
Niektóre z rodziny, takie jak rodzina Sigrun, pielęgnowały wciąż tradycję czystej krwi; nieliczne cieszyły się w przeszłości tytułem szlacheckim, traciły go z różnych przyczyn, lecz wciąż miały wielkie ambicje, dlatego pielęgnowały stare zwyczaje; Rookwoodowie nigdy lordami nie byli, lecz nie bratali się ze szlamem i tak jak wiele innych rodzin czystej krwi praktykowali aranżowane małżeństwa. Sigrun, w przeciwieństwie do szlachetnie urodzonych dam, cieszyła się wieloma swobodami, ale wolność tę musiała sobie siłą wyszarpać; kiedy była młoda, głupia i nie tak silna, gdy nie władała magią tak biegle, ojciec zdołał ją zmusić do wyjścia za mąż za tego, którego sam jej wybrał. Starszego, zamożnego czarodzieja czystej krwi, by podtrzymać tradycję. Nie miało to nic wspólnego z miłością. Ani nawet z pożądaniem, które doskonale znała i uwielbiała. Była jedynie czysta nienawiść, bo do szacunku do Alpharda Montague nikt nie był w stanie jej zmusić - wytrwała z nim jedynie do końca. Tak jak sobie przysięgali, rozłączyła ich śmierć. Jego śmierć, do której Rookwood z przyjemnością przyłożyła własną rękę. Tak, by mogła cieszyć się dziś swobodami i wolnością.
Tak, aby mogła bez przeszkód i cudzych pozwoleń wykonywać swój zawód.
Kobiety nieczęsto wybierały ścieżkę Brygadzisty. Trudną, wymagającą, wymagającą twardego charakteru. Większość pracowników w tej branży stanowili mężczyźni i niechętnie patrzyli na płeć piękną. Droga, którą podążała była usłana ostrymi kamieniami, przypominała po rozżarzonych węglach, ale była warta wkładanego weń wysiłku - czuła dumę w chwilach takich jak ta, kiedy sam lord Rosier wzywał po nią. Nie po innego Brygadzistę, bo miał kuśkę między udami i z pewnością tylko dlatego znał się lepiej. Zaufanie, jakim obdarzył ją Mathieu w taki delikatnej sprawie, jaką był przecież rezerwat, będący dziedzictwem jego rodu, Sigrun schlebiało i miała zamiar - jak zawsze - potraktować sprawę z należytą ostrożnością i priorytetem.
- Doskonale. Będę potrzebowała jego danych. To zostanie, rzecz jasna, między nami, sir - wyrzekła cicho, zapewniając smokologa o swej dyskrecji, być może niepotrzebnie, mógł jej ufać, wolała to jednak zwerbalizować, by nie było żadnych wątpliwości. - To prawda, panie, lepiej nie dopytuj teraz o nią specjalnie. Zaczekaj na odpowiednią chwilę, być może je powtórzy, a może jej imię zapadło w pamięć komuś, kto lubi plotki? - przytaknęła z łagodnym uśmiechem, rada, że Mathieu pojął w mig, że działać należy ostrożnie. - W każdym razie i tak je poznam. Prędzej, czy później. Nawet jeśli jego nie dotknęła klątwa, będzie lepiej dla niego, jeśli ta kobieta zniknie z jego życia. Nikt nie chce, by rezerwat stracił dobrego smokologa, czyż nie?
Za Mathieu podążyła w milczeniu, poniekąd ciesząc się, że zaraz znajdzie się w środku budynku administracyjnego i nie będą dłużej moknąć w deszczu; kiedy jednak przekraczali jego próg, obejrzała się z żalem za siebie, jakaś część Sigrun liczyła, że wizyta w rezerwacie będzie okazją do ujrzenia smoka na własne oczy. W pracy nie było jednak miejsca na rozrywkę, dlatego nie zamierzała o to prosić - nie teraz.
Zaczekała, aż odnajdzie odpowiednie dokumenty i przepisze dane mężczyzny, o którym rozmawiali na czystą rolkę pergaminu; wyciągnęła po nią rękę, przesunęła po starannych literach spojrzeniem, po czym wsunęła ją za pazuchę.
- Informuj mnie na bieżąco o tym, co się z nim dzieje, czy wygląda jakby chorował, czy bierze wolne. Resztę możesz pozostawić mnie.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Ogrody [odnośnik]11.06.19 23:51
Swoboda i wolność miały swą cenę. Nawet Lord o tym wiedział. Aranżowane małżeństwa były jego zdaniem pomyłką, a każdy szlachetnie urodzony powinien wiedzieć, w jaki sposób postąpić. Jeśli chciał bratać się z wrogami czy szlamami, powinien zostać usunięty, pozbawiony tytułów, gdyż jego zachowanie było zwyczajnie hańbiące. Niestety, w grę wchodziła polityka, którą Mathieu rozumiał doskonale. Większość tego typu małżeństw miała swój konkretny cel – biznes. Umocnienie pozycji w Świecie Magii czy naprawa stosunków między rodami. Było tego całkiem sporo. On sam miał to szczęście, że Nestorem jego rodu był Tristan i to będzie jego decyzją. Nie naciskał, choć Mathieu wiedział, że sądny dzień nadejdzie. Pozwolił mu wybrać samemu, przynajmniej na chwilę obecną, on wykorzystywał to i lawirował pomiędzy kolejnymi kandydatkami, kręcąc nosem. Odkładał to, czyniłby w ten sposób w nieskończoność, gdyby istniała taka możliwość. Mathieu nie chciał się wiązać, nie chciał brać ślubu i łączyć z kimś swojego życia. Jego profesja była niebezpieczna, jego dodatkowe działania na rzecz Rycerzy również nie należały do bezpiecznych. Dlaczego miał kogoś czynić wdową lub co gorsza, sierotami. Oczywistą kwestią było posiadanie potomków, to raczej nieuchronne. Dlatego odkładał to w czasie, oby jak najdłużej.
Zaufanie było istotną kwestią, a Mathieu stawiał właśnie na nią. Nie patrzył ani na podziały, ani na nic. Jeśli ktoś był dobry wykonując swoją profesję, wtedy obdarzało się go zaufaniem. Sigrun zdecydowanie była dobra, nawet bardzo, a już na pewno najlepsza z wszystkich, których znał. Jego wybór w tej kwestii był oczywisty.
- Nie jestem sympatykiem słuchania plotek, ale zobaczę co da się zrobić. – odparł z uśmiechem. Plotki. Coś, czego Mathieu zdecydowanie nie lubił. Sam był najmniej rozmownym człowiekiem w całym Rezerwacie, a rozmów i zbierania niepotrzebnych informacji unikał jak ognia. Niemniej jednak, ta kwestia była dość istotna, być może pracownicy będą coś między sobą mówić, może uda mu się zdobyć te cenne informacje. Sigrun pomagała jemu w palącym problemie, więc on zamierzał dołożyć wszelkich starań, aby ułatwić jej działania.
- Oczywiście. – odpowiedział na jej słowa. Być może uda się uchronić jakieś istnienia przed tym zgubnym przekleństwem, bo nawet jeśli pracownikowi nic nie było, wilkołaczka mogła skrzywdzić kogoś innego. Nie przepadał za zarażonymi tym cholerstwem, jak większość.
Sprawa była załatwiona. Przekazał Rookwood wszelkie potrzebne dane pracownika, zamierzał dowiedzieć się imienia tej kobiety, jednak ta kwestia była bardzo delikatna i należało postępować ostrożnie. Nie obiecywał, że zadziała błyskawicznie, jednak zamierzał się postarać w tej kwestii. Obserwował, jak kobieta chowa pergamin za pazuchę. Wiedziała co robić, wiedziała jak działać, a on ufał, że jej postępy będą widoczne już niebawem.
- Coś jeszcze mogę zrobić, aby przyspieszyć Twe działania? – spytał dla pewności. Jeśli istniało coś jeszcze, powinna go poinformować. To ich wspólne działanie, mające na celu wyeliminowanie szkodliwego czynnika. Rosier przydłużający się dla społeczeństwa, kto by pomyślał…



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]13.06.19 16:38
Małżeństwo było kajdanami, lecz jedynie dla kobiety. Czyż mężczyznom nie pozwalano na więcej? Mogli się żenić, ale wszyscy przymykali oko, kiedy brali sobie kochanki, gdy płodzili na boku dzieci, bo przecież mężczyźni tacy już są, mają większe potrzeby. Mogli na żonę podnieść rękę i traktować ją jak przedmiot. Wciąż panowało na to społeczne przyzwolenie - i choć lordowie byli zmuszani do poślubiania kobiet, których nie pożądali, to nie współczuła im wcale. Mieli na tyle galeonów i możliwości, by ukoić swój ból i otrzeć łzy.
- Podobno w każdej plotce tkwi ziarno prawdy, a informacja bywa najcenniejszą walutą, sir - stwierdziła Sigrun, wzruszając przy tym ramionami. Zwykło się twierdzić, że plotkowanie było domeną kobiet, lecz po całych latach spędzonych u boku czterech starszych braci oraz w grupie Brygadzistów, mogła śmiało stwierdzić, że to bzdura. Obie płcie plotkowały dokładnie tak samo, może jedynie czarownice mniej się z tym kryły; nie przepadała za większością kobiet, które znała, dlatego trudno było ujrzec ją plotkująca z koleżanką, ale często im się po prostu przysłuchiwała. Tak na wypadek. Lepiej wiedzieć więcej, czyż nie? Nigdy nie wiadomo kiedy która informacja może okazać się użyteczna. Kiedy będzie można przeciw komu ją wykorzystać. Sigrun do życia podchodziła w sposób praktyczny.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy lord Rosier po raz drugi zapytał o to samo. Wydawał się niezwykle przejęty zaistniałą sytuacją, co poniekąd nie dziwiło Sigrun wcale, obecność wilkołaka w rezerwacie albionów czarnookich w Kent, nad którym od wieków jego rodzina, ród Rosier, sprawowali pieczę była niedopuszczalna; jeśli tylko plotka o tym wyciekłaby na zewnątrz... Cóż - tak się jednak nie stanie, a sprawa zostanie załatwiona dyskretnie i tak szybko, jak tylko mogła. Mathieu mógł jej zaufać w tej materii. Nie tylko dlatego, że była dobrym łowcą, ba! Na tyle dobry, by sam lord Avery zabiegał, by dla niego pracowała, co było dla niej ogromnym awansem i nobilitacja, ale i z powodu walki dla wspólnej sprawy.
- Na ten moment nic, lordzie Rosier. Jeśli będę potrzebowała od lorda czegoś więcej, moja sowa z pewnością go odnajdzie. Proszę pozwolić mi działać i zachować dyskrecję - odparła, kryjąc sobie delikatne rozbawienie, przechylając przy tym lekko głowę, przy przyglądała się badawczo obliczu Mathieu.
- Pora już na mnie, sir. Gdy tylko czegoś się dowiem, wyślę list, bądź pojawię się tu osobiście. Mogę jedynie obiecać, że nie potrwa to długo - powiedziała już na koniec, nasuwając na głowę ciemną pelerynę.
Sigrun, zamiast jednak do drzwi, podeszła do okiennicy, by uchylić ją lekko. W następnej chwili zdematerializowała się. W miejscu, w którym stała pojawił się kłąb czarnej mgły - i zniknął on już kilka chwil później w ulewnym deszczu.


| zt x2


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Ogrody [odnośnik]17.06.19 13:04
| 10 listopada 1956

Od najmłodszych lat Mathieu Rosier marzył o pracy ze smokami. Jego ojciec był wybitnymi smokologiem, pracującym w rodzinnym Rezerwacie. Długie opowieści o smokach, wyprawach, zdobywaniu wiedzy na temat tych pięknych istot… Jako dziecko z zapartym tchem słuchał każdego z jego słów. W duszy Mathieu szybko zakiełkowało pragnienie, chciał doścignąć ojca w jego osiągnięciach, całkowicie oddać swoje życie smokom. Badania dotyczące zachować tych niesamowitych istot, obserwowanie ich życia, przyzwyczajeń, zachowań czy zdobywanie wiedzy na temat ich historii… To wszystko było czymś, co nadmiernie interesowało tego młodego człowieka. Zostało mu to, aż do dnia dzisiejszego.
W Rezerwacie spędzał większość swojego czasu, obserwując, notując, zapominając o reszcie świata, w pełnym skupieniu oddając się swej pracy. Ten dzień nie odbiegał od innych. Pogoda za oknem była niesprzyjająca, deszcz zacinał strugami z nieba, a chmury spowiły niebo całkowicie. Znajdując się na terenie biura nałożył zaklęcia ochronne na wierzchnie odzienie, nie chcąc przemoknąć do suchej nitki. Przygotowywał się w pełnym skupieniu, chcąc zadbać o każdy szczegół. Nie lubił popełniać błędów, nie przepadał za brakiem wygody w trakcie pracy. Gdy skończył nałożył na siebie czarny płaszcz, a kaptur zaciągnął na głowę. Opuścił biuro, mając na ramieniu torbę z potrzebnym ekwipunkiem.
Celem jego dzisiejszej obserwacji był Srebrny Staw, a dokładniej smok znajdujący się w jego wodach. Srebrnik Morski. Nie nadano mu jeszcze godnego imienia, jednak Mathieu uważał go za istotę niezwykle piękną, tajemniczą… Brak informacji na temat jego pochodzenia, sprawiał, że smok był dla niego ogromną zagadka. Kroczył przemokniętą ścieżką prosto w stronę stawu, podłodze mijając kilku pracowników zajmujących się swoimi zadaniami. W Rezerwacie nie mogli narzekać na brak pracy, smoki były potężnymi stworzeniami i mogły zrobić naprawdę wiele. Sprawność działania tego miejsca zależała w głównej mierze od ludzi, którzy tu pracowali.
Zanim dotarł nad staw został zatrzymany przez jednego z pracujących, który chciał zapytać o ważne kwestie dotyczące Wyspiarki Rybojadki. Mathieu wiedział o problemach z tym smokiem, o przeciągającej się depresji, niechęci do spożywania pokarmów. Zboczył z drogi, kierując swe kroki w stronę terrarium, w którym Edrea była przetrzymywana. Znalazł się przed nim i ze smutkiem w oczach spojrzał w stronę smoka, znudzonego, smutnego, wyglądającego tak, jakby całkowicie zamknął się w sobie.
- Nie powinno nas to dziwić. To nie jest jej naturalne środowisko. – powiedział tylko. Pracownicy doskonale o tym wiedzieli, jednak Rosier powtarzał to nadzwyczaj często. Było mu szkoda tego smoka, tej pięknej istoty zamkniętej w terrarium, z którego nie mogła zbiec. Edrea podniosła z wolna powieki i spojrzała na Mathieu, spojrzeniem nieufnym i niepewnym. Nie mógł się do niej zbliżyć, choć bardzo by chciał. Nie mieli pewności jak zachowa się, kiedy ktoś wtargnąłby na jej teren. Od dawna wiedział, że dziecięce wspomnienia były jedynie mrzonkami, a smoka nie dało się tak po prostu okiełznać. – No dalej… Zjedz coś. – mruknął, podchodząc bliżej szklanej tafli terrarium. Pracownik odszedł od niego chwilę temu, aby przygotować kolejną porcję pokarmu dla Wyspiarki. Ryby nie miały sposobności dostania się do terrarium w sposób naturalny, dlatego pracownicy przygotowywali je i podrzucali jej jedzenie. Zmarszczył brwi, może dokładnie w tym tkwił problem… Edrea nie mogła zapolować na pokarm, był jej podsuwany niemal pod nos. Może jej niechęć do jedzenia była spowodowana właśnie tym? Podszedł do pracowników, którzy właśnie szykowali się do działania. – Może spróbujcie w inny sposób? Tak, żeby zapolowała na tą rybę. – powiedział w ich kierunku. Zaklęciami mogli przemieszczać rybę, tak, aby „uciekała” Wyspierce, to mogłoby ją nieco pobudzić, przypomnieć jej to, co dzieje się w jej naturalnym środowisku. To tylko pomysł, wszak nie on zajmował się tym smokiem, a chciał dla niego jak najlepiej. Widząc niepewne miny pracowników wywrócił oczami, sięgnął do różdżki ukrytej za pazuchą i chwycił arganowe drewno w dłoń. Skupił się na działaniu. Najpierw przetransportował rybę prosto do akwarium, całkiem pokaźna sztuka, ale Edrea nie należała do ogromnych smoków. Wodził ją, skupił jej wzrok na rybie. Chciała kłapnąć paszczą i złapać ją, jednak Mathieu za sprawą magii przemieścił rybę. Wyspiarka podniosła łeb ku górze, nie odrywając wzroku od swojego posiłku. Zwyczajne wrzucanie ryby do wody było dla niej… nudne. Dlatego Mathieu osobiście chciał skusić ją do polowania. Terrarium było spore, ale nadal było terenem zamkniętym, na czym Edrea cierpiała dość mocno. Jej kolejny atak wymierzony w stronę ryby również okazał się niepowodzeniem. Mathieu uśmiechnął się, widząc jak smocze oczy skupiają się na zdobyczy, która w przeciwieństwie do wcześniejszych, nie chciała dać się złapać. Pozwolił jej dorwać rybę za trzecim razem. Wiedział doskonale, że nie tchnie w nią życia, nie zatrzyma jej stanu depresyjnego, ani tym bardziej nie skłoni jej do siebie. Nawet jeśli, po upolowaniu ryby spojrzała w jego stronę. Rosier uśmiechnął się lekko. Chciałby, aby świat wyglądał tak, jak w jego dziecięcych fantazjach, aby teraz mógł podejść do niej, pogładzić po pysku i dać siłę. Niestety, miał świadomość jak niebezpiecznym posunięciem by to było.
Poinstruował pracowników jak powinni działać. Wyspiarka Rybojadka była jedynym przedstawicielem tego gatunku, a ich zadaniem było zadbać o nią, o jej bezpieczeństwo i dobrobyt. Nie zamierzał popuszczać w tej kwestii, ani pozwalać na uchybienia. Edrea musiała odżyć, a oni powinni pomyśleć, w jaki sposób mają działać, aby tak się stało. Miał nadzieję, że pracownicy zajmujący się smokiem wezmą sobie do serca jego słowa, on musiał wracać do swoich zajęć, a to również nie było łatwe.
Droga do Srebrnego Stawu minęła mu szybko, bez większych problemów. Przystanął jedynie na moment, aby poobserwować dwa smoki, które wyraźnie zainteresowane sobą goniły się na tle zachmurzonego nieba. W takich warunkach Albiony były lepiej widoczne, a ich jasne, białe łuski odznaczały się na tle ciemnego nieba. Zachwycający widok. Smoki przetrwały wiele istnień i z pewnością przetrwają jeszcze długo, długo po nich.
Srebrnik Morski. Największa zagadka, jaką kiedykolwiek Mathieu Rosier miał okazję obserwować. Widział go raz, jego srebrne łuski załamywały światło, przez co znajdując się pod taflą wody, ciężko było go dostrzec, można powiedzieć, że było to wręcz niemożliwe. Mathieu od dziecka był spostrzegawczy, potrafił zanotować swoimi zmysłami nieco więcej niż przecięty. To nie był jego pierwszy raz nad Srebrnym Stawem. Srebrnik nie ukazywał im się zbyt często, w zasadzie udało mu się go zobaczyć tylko jeden raz, gdy wyszedł na ląd. Poza wodą nie był tak zwinny i szybki, zachowywał się niezręcznie, Mathieu określiłby to słowem nieporadnie. Teraz nie był widoczny. Ciemne chmury odbijały się w tafli Srebrnego Stawu, ukrywając całkowicie jego obecność. Przekręcił głowę w bok, skupiając wzrok na tafli. Schylił się, sięgając po nieduży kamień leżący na ziemi. Rzucił nim z całkiem sporą siłą, a ten zatonął w stawie. Nie stało się jednak nic, a przynajmniej nie to, czego oczekiwał. Ponowił swoje działania, a woda zawrzała.
- Tu jesteś… – mruknął. Buzująca woda pokazała mu przybliżoną lokalizację smoka, który mógł uznać, że w wodzie znalazł się jakiś pokarm, bądź coś zagrażającego jego życiu. Wyrzucił się, a jego srebrne łuski odbiły ciemno chmur spowijających niebo. Trwało to ledwie kilka sekund, widok był jednak niezmiernie piękny. Smok czuwał pod powierzchnią wody, a w momencie gdy ptactwo przelatywało zaraz nad jego taflą, wynurzył się i dorwał jednego z nich, wciągając pod wodę. Rosier zauważył, że Srebrnik żywi się rybami i ptactwem, był ciekaw czy na inne gatunki zwierząt, które zbliżyłyby się do stawu, również chętnie by zapolował. Nie miał jednak okazji zaobserwować tego wcześniej. Srebrnik zniknął, ponownie ukrywając się przed jego wzrokiem. – Powinniśmy nadać Ci imię, kolego. – stwierdził tylko. To jedyny nienazwany smok w ich rezerwacie, wciąż adaptujący się do nowego środowiska. Rosier wyciągnął z torby notes i pióro. Chwilowo przestało padać, choć miał świadomość, że to pewnie jedynie moment. Zaczął pisać zgrabnymi literami po papierze, zapisując swoje obserwacje, a w nich głównie to, w jaki sposób można namierzyć przybliżone miejsce pod wodą, gdzie znajduje się smok. Zapisał również gatunek ptaka, którego upolował, choć co do tego nie miał stu procentowej pewności.
Praca smokologa nie była łatwa, tym bardziej, że Rosier jedyne przejawy uczuć w skamieniałym sercu wykazywał wobec smoków. Przejmował się losem Wyspiarki Rybojadki, zamkniętej w terrarium, z brakiem chęci do działań. Przejmował się losem Srebrnika, pozostającego tajemnicą dla niego i reszt pracowników. Smoki były jedynymi stworzeniami, które potrafiły wywołać w nim uczucia. Nigdy nie przejmował się śmiercią człowieka, za to padający bez życia smok, był dla niego największą tragedią.
Spędził dłuższy czas nad Srebrnym Stawem, a Srebrnik Morski uraczył go jeszcze dwukrotnie widokiem swojego ciała. Raz nawet zbliżył się do brzegu, całkiem niedaleko miejsca, w którym stał Mathieu. Te smoki rzadko atakowały ludzi, dlatego nie obawiał się szczególnie, choć nadal miał w zasięgu różdżkę, której mógłby użyć w razie niespodziewanego. Warunki pogodowe nie pozwoliły mu jednak na spędzenie większej ilości czasu w tym miejscu. Przemarzał, wiatr wzmógł się, a deszcz znów zacinał. Mathieu zapakował wszystko, co było mu potrzebne i ruszył w stronę głównej części rezerwatu, a później ponownie do biura.
Zdjął z siebie wierzchnie odzienie, ogrzał ciało za pomocą zaklęcia i gorącej herbaty. Zanotował więcej informacji na pergaminach. Chciał rozgryźć żywot Srebrnika, chciał pomóc Wyspiarce, a aby to uczynić, musiał jeszcze bardziej oddać się pracy.

| Opowiadanie zakończone |
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]11.11.19 19:53
| 31 stycznia 1957

Osiągnięcie satysfakcji w pracy było nie lada wyzwaniem. Wiele osób cierpiało katusze musząc wykonywać swoje obowiązki, obrzydzając życie sobie i bliskim przy okazji. Odnalezienie własnej ścieżki było wyzwaniem, które nie każdemu udało się spełnić. Mathieu Rosier miał jednak więcej szczęścia, od dziecka wiedział, czym chce się zajmować i to właśnie robił. Zadanie smokologa było przygodą jego życia, a każdy kolejny dzień spędzony w pracy potrafił zaskoczyć nowościami. Wykonywał zadania na różnych płaszczyznach, opiekował się chorymi osobnikami, próbował zjednać sobie trudne przypadki, dbał o smocze jaja, które czekały na wielki dzień, kiedy skorupa wreszcie zostanie przebita, a mały smok pojawi się na świecie, zachwycając wszystkich wokół swoim pięknem i majestatem. Kochał smoki całym sobą i mógł spędzać w rezerwacie cały swój czas, choć nie było to możliwe.
Zima bywała trudną porą roku, niejednokrotnie zaskakiwała srogim mrozem i nie pozwalała się rozgrzać. Stosowanie zaklęć było naturalne, musieli się jakoś ogrzewać. Mathieu zrobił sobie jednak przerwę, zajmował miejsce przy biurku, delektując się gorącym napojem. Ogrzewał zmarznięte dłonie na ciepłej porcelanie, a zawartość filiżanki skutecznie rozgrzewała jego wnętrze. Był ubrany ciepło, miał na sobie odpowiednio przygotowane odzienie, które nie przepuszczało chłodu. O ile wolałby zostać w tym przyjemnie ciepłym, zamkniętym na świat miejscu, o tyle wiedział, że miał przed sobą jeszcze jedno ważne zadanie. Smocze jaja czekały w inkubatorze, miały szansę na wyklucie się niebawem, jednak należało zadbać o nie w odpowiedni sposób. Z jakiegoś powodu Rosier przywiązywał do tego ogromną uwagę. Zarzucił na ramiona płaszcz, który miał ochronić go przed chłodem i ruszył w stronę terrariów. Nie ruszył jednak od razu w stronę inkubatora. Najpierw postanowił zajrzeć do swojej ulubienicy.
Edrea. Klimatyzacja Wyspiarki Rybojadki przebiegała pomyślnie. Mathieu postanowił zajrzeć do niej, by sprawdzić jak się ma. Pracownik poinformował go, że właśnie chętnie zjadła posiłek. Stosowanie jego metody było skuteczne i przynosiło odpowiednie skutki. Rosier zaglądał do niej każdego dnia, aby upewnić się, że nic jej nie brakuje i jest zadowolona ze swojego bytu. Ożywiła się na jego widok, a on stanął blisko przeszklenia, aby móc przez chwilę obserwować pięknego smoka o purpurowych łuskach. Była zachwycająca. Lubił przebywać przy niej, karmić ją i mówić do niej. Skrzętnie spisywał w notatkach spostrzeżenia, które mógł wykorzystywać w przyszłości. Prowadził takie o każdym smoku, analizując przyzwyczajenia, to co lubią, a czego nie lubią. Większość smoków znał bardziej niż ludzi, wiedział o nich więcej, zafascynowany ich żywotem. Wiekowe stworzenia potrafiły rozbudzić jego lodowate serce. Edrea przez chwilę obserwowała go, aby później wrócić do swych zajęć. Zupełnie jakby wiedziała, że dzisiaj Mathieu miał inne zadanie.
Drzwiczki od inkubatora zgrzytnęły nieco. Pomimo chłodu na zewnątrz tutaj było bardzo ciepło. Jaja musiały być przechowywany w odpowiedniej temperaturze, którą Rosier sprawdził, jako pierwszą. Była odpowiednia dla rozwoju jaj, a raczej smoków ukrytych pod grubą skorupką. Widok porzuconych jaj zawsze wywoływał u niego smutek. Nigdy nie przywyknie do tego zjawiska i nigdy też go nie zrozumie. Skoro smocza matka nie zamierzała zajmować się jajami, ktoś inny musiał o nie zadbać. Poza zapewnieniem odpowiednich warunków cieplnych Mathieu często zajmował się nimi osobiście, dbając o skorupy, smarując eliksirami w odpowiedni sposób, dbając o ich ułożenie, polerowanie i tym podobne sprawy. Zadanie teoretycznie błahe, dla niego jednak miało ogromne znacznie. Nie było ich wiele, dlatego zadanie było stosunkowo szybkie do opanowania. Zaczął od końca. Znał lokalizację każdego z nich i mógł zająć się nimi w odpowiedni sposób. Bardzo delikatnie wziął do ręki, przemawiał do nich, jakby rozmawiał z istotą żyjącą, myślącą… Rosier zawsze był specyficzny pod tym względem, wielu pewnie uznałoby go za wariata, jednak nie przejmował się zdaniem innych. Poprawił wyściółkę pod jajem, dbając o jego wygodę, a raczej odpowiednie ułożenie. Oczyścił je w odpowiedni sposób, wszak nawet w tym miejscu osiadał kurz czy drobiny popiołu, których nawet szczelne oszklenie nie było w stanie zatrzymać. Pierwsze z jaj spoczęło na swoim miejscu, w odpowiedniej pozycji, pod odpowiednim kątem. W podobny sposób zajął się kolejnymi z nich, aż wreszcie wszystkie smocze jaja lśniły w sposób niezwykle zadbany, ułożone odpowiednio… Piękny obraz. Najważniejsze, że ktoś zajmował się nimi, bo ich porzucenie było straszną tragedią. Wyprostował się, wyjmując notes i pióro z kieszeni, zdjął rękawiczki, aby zapisać notatki i spostrzeżenia odnośnie rozwoju. Na jednym z jaj pojawiła się rysa, więc liczył na to, że być może wkrótce mały smok pojawi się na świecie. Może to jedynie złudne wrażenie, a jednak zapisał to w notatkach i w najbliższym czasie zamierzał sprawdzić, czy aby na pewno wyklucie miało nadejść. Chował pióro, kiedy ciszę przerwał okrutny ryk smoka…
Sprawdził temperaturę na sam koniec i odpowiednio zamknął drzwi. Szczelnie zawijając się w wierzchnie odzienie ruszył w kierunku, z którego dobiegały dźwięki i ryczenie smoka. To nie zwykły ryk, który towarzyszył im każdego dnia. Ten był przepełniony bólem, zupełnie tak, jakby któremuś z podopiecznych rezerwatu właśnie stała się krzywda. Coś, czego Rosier nie mógł przeboleć – cierpienie smoka. Pędził w kierunku, z którego dźwięki się nasilały. Kilku pracowników było już na miejscu. Na obrzeżach rozległych Ogrodów Rezerwatu w Kent leżał Albion. Rozpoznał go, jako jednego z młodszych osobników. Pracownicy próbowali zapanować nad cierpiącą istotą. Rosier szybko znalazł się zaraz obok niego. Przekazano mu, że znów doszło do powietrznej potyczki, a Albion oberwał w skrzydło i runął na ziemię. Zapewne dlatego miał wrażenie, jakby grunt pod jego nogami zatrząsł się razem z przeszkleniem terrarium. Upadek był bolesny, a smok cierpiał. Najpierw musieli jednak opanować jego cierpienie, zanim spali wszystkich żywcem, używając do tego swego ognia. To jedno z niebezpieczniejszych zadań, wszak zranione zwierze bywało nieobliczalne. Pracownicy rzucali zaklęcia leczące, próbując uśmierzyć jego ból. Mathieu również ujął różdżkę w dłoń, jednak mając świadomość swej nikłej wiedzy na temat leczenia, skupił się na mamieniu smoka, tak, aby ten w końcu mógł się uspokoić. Będą musieli przetransportować go do jednego z terrariów, gdzie dojdzie do siebie. Tam jednak czeka go dłuższa rehabilitacja, zanim wróci do pełni sił. Niepokorne stworzenia często występowały przeciwko sobie, walcząc o terytorium, pokazując swoją potęgę. Uspokojenie Albiona zajęło dłuższą chwilę, a kiedy smok był „znieczulony” w pewnym sensie, mogli zadbać o jego transport. Krótkie machnięcia różdżek kilku pracowników i Albion uniósł się kilka metrów na ziemią. Rosier kierował nimi, wszak to właśnie do jego rodu należał cały Rezerwat. Zmartwił się, nie chciał, aby smoki cierpiały, aby odczuwały ból. Przenieśli go do terrarium, gdzie był pozornie bezpieczny.
- Coś Ty narobił… – mruknął cicho, przemieszczając się obok jego pyska, kierując kroki w stronę skrzydła, które ewidentnie było zranione. Miał wrażenie, że wśród pracowników zapanował mały chaos, a on starał się zachować zimną krew. To nie pierwsza taka sytuacja, Albiony często walczyły ze sobą nad Kredowymi Klifami, jednak w większości przypadków obywało się bez rozlewu krwi. Pomagał jak mógł, uważnie obserwując każde posunięcie smoczych medyków. Wspólnie zabezpieczyli jego skrzydło tak, aby nie mógł nim poruszać, aby uniknąć większych uszkodzeń. Rosier powoli przesunął dłonią po chłodnych łuskach, a Albion spał obok niego. Cierpienie smoków sprawiało mu wewnętrzny ból. Teraz jednak smok był już bezpieczny. Pracownicy rozeszli się, a on został dłużej. Spisał notatki i obserwował go. Wszystko musiał zanotować uważnie i skrzętnie, aby nie popełnić błędów. Smoki musiały być u nich bezpieczne. Drgnął lekko, kiedy Albion poruszył się, przewracając na bok, na szczęście na zdrowe skrzydło. To trudne zadanie, ale i jedyna okazja, kiedy Mathieu mógł przebywać ze smokiem sam na sam. Mógł przyjrzeć się z bliska, stanąć oko w oko, dotknąć… Warunki jednak nie były odpowiednie. Aż przypomniało mu się, jak Tristan za dziecka powiedział mu, że Albiony słuchają krwi swych panów. Właśnie ich powinny słuchać, jednak dziecięce wymysły okazały się jedynie bujną wyobraźnią… Nad smokiem nie dało się tak po prostu zapanować.
W myślach dziękował, że zdążył wcześniej zaopiekować się jajami i do samego wieczora siedział w terrarium z rannym smokiem. Przyszła kolejna pracownicza zmiana, a on jedynie krótko wyjaśnił sytuację. Chciał być obok tego stworzenia i gdyby mógł, nie opuszczałby go na krok. Nikt nie komentował jednak jego zachowania, wszak to on był tu częściowo panem. Praca satysfakcjonująca, jednak niejednokrotnie bolesna, nawet za bardzo. Cierpienie smoków było jego cierpieniem, a ich wolność jego wolnością. Zawsze w takich chwilach smoki stawiał na pierwszym miejscu, nie chciał tego zmieniać. Opuścił Rezerwat dość niechętnie, kierując się do Chateau Rose, długo po tym, jak ciemność osnuła cały świat.


| Opowiadanie zakończone |



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Ogrody [odnośnik]10.05.20 11:58
| 28 kwietnia 1957

Praca była dla niego najważniejsza. Ostatnie kilka tygodni zaważyło na jego losie, a obowiązki były chyba jedynym, co skutecznie było w stanie odciągnąć jego myśli. Mathieu poświęcał ogrom swego czasu na pielęgnowanie smoków, poszerzanie wiedzy na ich temat, rozmowy z pracownikami, chcąc usprawnić działanie Rezerwatu. Jego szanowny kuzyn, właściciel tego przybytku, miał całkiem sporo na głowie, Mathieu pomagał mu w jego obowiązkach, choć swoich miał całkiem dużo. Dbanie o dobro Rezerwatu było priorytetem Rosiera, nigdy nie pozwoliłby na to, aby cokolwiek mogło pójść nie tak, a jakikolwiek smok, który znajdował tu schronienie, mógłby zostać narażony na niebezpieczeństwo. Same w sobie były niebezpieczne, często stanowiły zagrożenie same dla siebie... Nie zmieniało to faktu, że należało zadbać o ich dobro, a Rosier gotów był się poświęcić w pełni.
Akurat sprawdzał zamówienia, korzystając z pięknej pogody, którą koniec kwietnia raczył ich zaszczycić. Nie zamierzał gnić w biurze, kiedy można było zobaczyć piękno kwitnących ogrodów i cały urok Rezerwatu zyskiwał przez to jeszcze bardziej. Smoki musiały się czymś żywić, nie mogły być też zanudzane są samą dietą, o którą trzeba było dbać. W związku z tym zamówienia były często całkiem konkretne, a on wolał się upewnić, że żadnemu z ich podopiecznych nie zabraknie niczego. Kiedy w zasadzie kończył podszedł do niego pracownik, poinformował o wizycie młodej kobiety, która chciała porozmawiać z kimś "wyżej". Nie było sensu zawracać głowy Tristanowi, jeśli srpawa miała okazać się błaha, więc Mathieu podjął decyzję, że to on z nią porozmawia. Pracownik miał ją tylko przyprowadzić w to piękne miejsce w głównej części ogrodów, sama nie powinna chodzić po tym terenie, a później przejdzie pod jego opiekę. Nawet nie miał czasu się zastanowić któż to odwiedza rezerwat, ani jaki jest jego cel.
- Witam. Mathieu Rosier. - przedstawił się, kiedy już Calanthe znalazła się zaraz obok niego. Musiał zachowywać się profesjonalnie i gdzieś na bok odłożyć wszelkie swoje uprzedzenia odnośnie rozmów z kimkolwiek, kto nie jest jego rodziną lub Callistą. - W czym możemy sobie pomóc? - dodał z czarującym, lekkim uśmiechem. Kobieta była piękna, nie dało się ukryć, nawet nie zamierzał. Piękne panie powinny być doceniane przez świat, a Lord Rosier gustował w uroczych blondynkach, więc... ta mogła chwilowo skupić jego uwagę, byleby nie myślał o całej reszcie problemów.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 07.06.20 15:47, w całości zmieniany 1 raz
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Ogrody
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach