Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sypialnia Inary
AutorWiadomość
Sypialnia Inary [odnośnik]06.02.16 20:57

Sypialnia Inary

Azyl. Pokój Inary znajduje się na piętrze dworku, z szerokimi oknami i widokiem na ogród. Wszystko obite jasnym drewnem, otulone delikatnymi, rzeźbionymi wykończeniami.
Widoczne niemal w każdym rogu pokoju - płótna, pędzle i sztaluga rozstawiona pod ścianą, wyraźnie świadczą o artystycznych zapędach właścicielki. Nie braknie też kilku jeździeckich akcesoriów, schludnie ukrytych za suwaną, drewnianą płytą. Niedaleko jednego z okien, stoi łóżko, spod którego wystaje kilka zarysowanych kartek. Nocne rysowanie podobno wychodzi najlepiej.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 10.11.16 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]23.04.16 23:39
13 grudnia

Siedziała na podłodze od dłuższego czasu. I - bynajmniej nie było w tym nic strasznego. Inara potrzebowała przestrzeni i dobrego widoku, gdy wpatrywała się w małą, puchatą kuleczkę, cicho pomiaukującą na jej posłaniu. Z podłogi, oparta łokciami o brzeg łózka, mogła spokojnie obserwować śpiącą istotkę z rozczuleniem, które malowało się w ciemnych oczach alchemiczki.
Pod kolanami znajdowało się kilka czystych kartek, które rozrzuciła w próbie znalezienia idealnej proporcji dla odzwierciedlenia malucha, ale...jednak wolała rysować ludzi. I - obserwować malucha, który atakował ją taką aurą słodyczy, ze ciężko jej było oderwać się od zajęcia, nawet, gdy czuła powoli, jak drętwieją jej nogi, a ciemnozielona spódnica zawijała się, odsłaniając nawet kolana.
Czekała. Z Harriet umówiła się jeszcze poprzedniego dnia, tym razem organizując spotkanie u niej w dworku. Miała nadzieję, że przyjaciółka zostanie na noc, skoro - jej ojciec i tak coraz częściej bywał na nocnych dyżurach, dzieląc swój czas jeszcze na badania, w których uczestniczył wraz z Inarą. Znowu brakowało jej ojcowskich rozmów i wypadku, jaki przeprowadzili we wrześniu.
Przesunęła się bliżej kocięcia, które nieporuszone, wciąż oddychało snem. Czarnowłosa ułożyła głowę, tuz obok puchatych łapek stworzonka, pozwalając, by czarne włosy, przysłonił leżącą obok poduszkę. Pelce pomknęły w nieśpiesznej pieszczocie, ku czaro-białej, futerkowej powierzchni maleństwa, gładząc opuszkami miękką sierść, jednocześnie starając się, nie wybudzić go ze snu.
Brakowało właściwie chwili, by czarne rzęsy opadły, przysłaniając widok, jaki prezentował sobą kociak, gdy usłyszała dźwięk otwieranych drzwi na dole. Uśmiechnęła się pod nosem, unosząc się na łokciu, wciąż jednak nie stając na nogi. Wiedziała, że Sebastian wpuści gościa i wskaże pokój Inary. I zgodnie z przewidywaniami, usłyszała miękkie kroki, tak charakterystyczne dla chodu wili.
- Wejdź Hattie - odezwała się półgłosem, ciepło, wiedząc, że przyjaciółka ją usłyszy i - nie pogniewa się, za brak osobistego powitania przy frontowym progu. Przesunęła się do przodu, jednocześnie zasłaniając puchatą kulkę za sobą. Z nieskrywanym uśmiechem, wciąż siedząc na ziemi, spoglądała na jasnowłosą kobietę, która - wywoływała w jej sercu niezmienną eksplozję ciepła. Nie wyobrażała sobie, żeby mogło cokolwiek w tej kwestii się zmienić, upatrując w Harriet siostrę, której nigdy nie miała.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]24.04.16 17:48
Grudzień wypełniał każdą komórkę jej ciała dziwnym, nieznanym dotąd napięciem. Zbliżające się święta, zawsze wyczekiwane z utęsknieniem, tym razem wisiały nad głową Harriett niczym ponure widmo, a wesoła atmosfera przygotowań do rodzinnych uroczystości coraz łapczywiej wyciągała swoje macki, by pochłaniać coraz to kolejne osoby naokoło, wszystkich, tylko z jednym wyjątkiem - ale myśli te odganiała od siebie niczym natrętne muchy, a w syntetycznej poprawie nastroju doskonale pomagało grzane wino, na które sezon trwał właśnie w najlepsze.
Przybyła do posiadłości na przedmieściach, nie znając już ani jednej z trosk stale zaprzątających jej głowę. Nie chciała po raz kolejny tonąć w słodko-gorzkich wspomnieniach i ponurych refleksjach, nie chciała tracić czasu, który przecież był tak cenny. Dni mijały szybko, wszystko nabierało szaleńczego tempa, a wykroić wolne popołudnie w przypadku niektórych graniczyło z cudem, a Harriett tego cudu nie zamierzała zmarnować. Przywitała się uprzejmie z Sebastianem, który wpuścił ją do środka i przyjął ciężkie futro, osuszyła zaklęciem buty, na których zalegały resztki roztapiającego się w cieple wnętrza rezydencji śniegu, zacisnęła palce dookoła drobnego pakunku i zgodnie z instrukcjami podążyła do komnat przyjaciółki. Pogodny uśmiech rozświetlił jej lico, gdy przestąpiła próg pomieszczenia i ujrzała tak dobrze znaną jej twarz.
- Dobrze cię widzieć, In, cieszę się, że mogę ci tak egoistycznie skraść wolny czas - oznajmiła, podchodząc bliżej alchemiczki, by dołączyć do niej na podłodze, usiąść naprzeciwko i ucałować oba policzki w ramach przywitania. - Czyżbym zastała cię w twórczym szale? - zapytała, przekrzywiając lekko głowę, by spojrzeć na porozrzucane arkusze papieru, którym mimo wszystko poświęciła zbyt mało uwagi, żeby dojrzeć niecodzienny obiekt, jaki został na nich częściowo uwieczniony; podobnie zresztą sprawa się miała samego modela panny Carrow, który słodko śpiąc za plecami szlachcianki, wciąż pozostawał niewidoczny. - Mam wrażenie, że minęły wieki od naszej ostatniej rozmowy, musisz mi powiedzieć wszystko, żebym nadrobiła zaległości - dodała po chwili, dość miękko zaczynając konwersację, chociaż w głowie miała jasno wyznaczoną listę tematów, które pragnęła poruszyć. Wszystko w swoim czasie.


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]25.04.16 22:31
Grudzień wydawał się Inarze niezwykle..intrygujący? Działo się wystarczająco dużo, by zaprzątać umysł i uwagę na długie godziny. W ciągu dnia - przynajmniej ostatnio - podejmowała się pracy naukowej. Pierwsze spotkanie odbyło się zaledwie kilka dni temu, a skoro był to początek i pełniła rolę kierowniczą grupy, ciążyła na niej odpowiedzialność ogarnięcia całości i spisania poszczególnych protokołów. jednak nie kończyło się na tym, wciąż starała się doszkalać i szukać informacji, które mogłyby ruszyć badania do przodu.
Znajdowała jednak czas i na coś jeszcze. Nie byłaby sobą, gdy zapomniała o świątecznej tradycji podarków. Właściwie, gdyby mogła, rozdawałby je bez okazji, ale - skoro mogła...
I tak było z maleńką puszystością, bez przerwy pogrążonej we śnie. Inara chwilami miała ochotę zostawić malucha w swoim mieszkaniu, ale...doskonale wiedziała, że trafi w opiekuńcze ręce, które - zdecydowanie bardziej potrzebowały utulenia, niż alchemiczka.
- Ty go nie kradniesz, a mi go darujesz - przyjaciółka dołączyła do jej podłogowej pozycji i już czuła miękkie usta na swoich policzkach. Przez moment zatrzymała jej ramiona przy sobie, opierając głowę o gładkie ramię, by westchnieniem oddechu omieść gładką skórę - coś pochodnego - odsunęła się, błyskając białymi ząbkami w uśmiechu. W głos wdarła się nuta tajemnicy, która odbijała się echem w inarowych źrenicach. Mimo, że była dużo niższa od wili, kociak ulokowany za jej placami, był na tle mały i cichy, że czarnowłosa bez problemu osłaniała go swoją drobną sylwetką.
- To działa w obie strony, ale...najpierw musisz zamknąć oczy - przestała się uśmiechać, chociaż cień wesołości, wciąż targał jej wargami - no już, nie żartuję, chyba nie chcesz, żebym ci zawiązała ci opaskę? - sięgnęła dłoni przyjaciółki, by ułożyć je po bokach, ale spokojnie czekała, aż jasnowłosa spełni jej prośbę. Dopiero, upewniwszy się, że nic nie widzi, odwróciła się, by ostrożnie sięgnąć po kociaka, który nieznacznie się poruszył w jej dłoniach, wydając cichy pisk niezadowolenia, że został wyrwany z ciepłego miejsca. Inara umieściła malucha na kolanach Harriet, a jej dłonie ułożyła na stworzonku, które otworzyło w końcu oczka, ziewając szeroko - Możesz otworzyć oczy - szepnęła, wpatrując się w jej twarz z ciekawością. Sama oparła się o brzeg łóżka, przesuwając nogi pod siebie i chowając pod spódnicę.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]02.05.16 20:05
Cudownie było mieć coś, co pochłaniało myśli bez końca i zaprzątało na tyle skutecznie, by wszystkie poboczne kwestie, widma i męczące echa przeszłości zostały odcięte. Może to prawda, co mówią; im więcej ma się czasu wolnego, tym większą rzeźnię funduje psychika, która dostaje zbyt wielkie pole do popisu w postaci niczym nieograniczonej swobody. Niewdzięczna sprawa, dlaczego swoimi największymi katami jesteśmy my sami? Wątpliwe, by ktokolwiek wiedział o tej paskudnej zależności lepiej niż Harriett, wciąż niepotrafiąca znaleźć drogi wyjściowej z ciemnego tunelu, w którym błądziła od dłuższego czasu po omacku. Jedyne momenty, w których w jej myślach panował zupełny spokój, były te, kiedy poświęcała się całkowicie pracy, a delikatne materiały, mieniące się urokliwie aplikacje i niekończące się metry wielobarwnych nici były jej jedynymi zmartwieniami.
- W takim razie mam zamiar ci go darować bardzo dużo - zaśmiała się, odruchowym gestem wygładzając fałdy sukni marszczącej się w okolicy zgiętych kolan. Zauważyła charakterystyczny błysk w oczach Inary, znała ten błysk już w czasach szkolnych i wtedy zazwyczaj zwiastował on kolejny szalony pomysł panny Carrow, czego więc dotyczył tym razem? Harriett podświadomie zmarszczyła brwi, gdy to tajemniczej aury otaczającej ciemnowłosą doszło polecenie zamknięcia oczu. - Nie wiedziałam, że lubisz się bawić w opaski na oczy - zażartowała niepoważnie, posyłając przy tym szlachciance rozbawiony uśmiech, po czym grzecznie podporządkowała się życzeniom przyjaciółki i zacisnęła powieki. Zaskoczenie półwili podskoczyło, gdy jej uszu dobiegł cichy pisk, a niewielki, acz wyczuwalny ciężar znalazł się na jej udach. Smukłe dłonie zostały skierowane na miękkie futerko, w których odruchowo zatopiła palce, czując rozlewającą się po jej ciele falę ciepła. Otworzyła wpierw jedno oko, potem drugie, powoli, jakby spodziewając się, że puszysta istotka zniknie nagle, okazując się być tylko złudzeniem, lecz była wciąż na swoim miejscu, przeciągając się leniwie na jej kolanach i eksponując różowiutkie podniebienie w trakcie ziewania.
- To jest zdecydowanie najlepszy sposób na odciągnięcie mnie od poważnych tematów - wyszeptała z ekscytacją mocno rozbrzmiewającą w głosie, gdy po raz kolejny przesunęła opuszkami po lśniącym futerku, by po chwili spojrzeć na alchemiczkę. - Nie mówiłaś mi, że sprawiłaś sobie malutkiego, mruczącego towarzysza. Jest absolutnie rozbrajający. Jak go nazwałaś? - odezwała się po chwili, wciąż przyciszonym szeptem, by nie stresować młodego zwierzaczka. I chociaż Harriett Lovegood lubiła uważać siebie za istotę względnie inteligentną, wciąż nie wpadła na to, że ma właśnie przed sobą prezent bożonarodzeniowy.


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]05.05.16 23:43
Odpoczywała. W delikatnym oddechu, w spokojnych gestach i spojrzeniu utkwionym w maleńkiej istocie. Odnajdowała przyjemność w prostocie chwili, która - napełniała spokojem myśli, zbyt często ostatnio przepełnione chaosem, albo może inaczej - intensywnością, którą z uporem maniaka odrzucała, albo ignorowała, albo - jedno i drugie. Kluczem było znalezienie "rzeczy' wystarczająco mocno skupiającej na sobie uwagę, by nie dopuszczać do świadomości tych niechcianych myśli, albo tych, które wywołują absurdalna lawinę zaprzeczeń.
Chwilowo - jej umysł był czysty, zaabsorbowany tak kociakiem, jak i przyjaciółką, która - na szczęście nieświadoma prezentu - usiadła tuż obok niej. Nie pamiętała, czy umawiały się by porozmawiać o czymś szczególnym, czy - wykradły sobie nawzajem trochę czasu dla samej obecności, więc - na słowa Hattie pokiwała energicznie głową, aż ciemne pasma włosów spłynęły na ramiona. Policzki miała zarumienione, a w źrenicach nietrudno było zauważyć wesoło pełgające ogniki. zaciskała usta by się głośniej nie roześmiać, czekając, aż przyjaciółka spełni jej prośbę - Nie wiedziałam, że lubię, może mnie nauczysz? - przygryzła wargę, przemycając w słowach łobuzerską aurę, jaka jej się załączyła. Być może była to chwilowa naiwność, a może za długo wpatrywała się w dokumentacje, by teraz myśleć poważnie.
Odsunęła się i z nieodgadnionym wyrazem na ustach, obserwowała reakcję. Przyglądała się dłoniom, które gładziły jasne futerko malucha i oczom, w których zajaśniało ciepło - Wiem! Za dużo nam tych tematów się nagromadziło...więc trzeba wprowadzić trochę niepoważnej słodyczy! - przysunęła się bliżej, sięgając palcami pod pyszczek kociaka - Bo nie sprawiłam - zmrużyła oczy, spoglądając od dołu na twarz Harriet - a na imię czeka..musi mu je nadać jego opiekunka, ale coś się ociąga - wygięła wargi, by nachylić nad puszysta kulką, tym razem kierując słowa wprost w kocie oczka - Jak myślisz? Domyśli się w końcu? czy będziemy dalej słodko wyglądać i udawać, że nic nie wiemy? - cichutkie miauknięcie, było jedynym odzewem, jakie do niej dotarło, ale niemal na potwierdzenie, maleństwo wtuliło pyszczek w dłoń wili, która nie przestawała gładzić puchatego futerka - Oh Hattie - parsknęła w końcu, podnosząc się znów do pozycji siedzącej - Wszystkiego najlepszego na święta, wiem, wiem że jest za wcześnie! ale nie mogłam się oprzeć jak go zobaczyłam. Będzie cie uczył dobrze spać - objęła ramiona kobiety, uważając, by przypadkiem nie trącić siedzącego, a właściwie zasypiającego na nowo kotka.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]07.05.16 18:38
Wciąż pozostawała nieświadoma i chociaż kwestia była tak, mogłoby się zdawać, błaha, była to odświeżająca odmiana - ostatnimi czasy intuicja do spółki z wybujałą wyobraźnią co chwila podsuwała nowe, palące teorie spiskowe, które, niestety, okazywały się być prawdziwe. Czy Lovegood odczuwałaby większy komfort psychiczny, gdyby pewnych rzeczy najzwyczajniej na świecie nie wiedziała ani nie podejrzewała? Możliwe.
- Jeśli tylko będziesz chciała - pokiwała głową, wyginając usta w rozbawionym uśmiechu. W towarzystwie Inary tak łatwo było jej zapomnieć o wszystkich rzeczach, które z dokładnością godną podziwu wymazywały z niej wszelkie przejawy wesołości. Teraz siłę działania alchemiczki dodatkowo wspierała puszysta kuleczka, którą Harriett głaskała namiętnie, nie mogąc się nasycić uczuciem miękkości futerka uginającego się lekko pod jej palcami. Zmarszczyła brwi ponownie, z sekundowym ociąganiem odrywając spojrzenie od kociaka i przenosząc je na przyjaciółkę. Cóż to za enigmatyczność? Czyżby umykało jej coś oczywistego? - Panno Carrow, kto to widział, żebyś miała przede mną tajemnice z małym kotkiem - próbowała udawać oburzoną zaistniałą sytuacją, lecz jej próby spełzły na niczym, gdy wpatrywała się w iskrzące się charakterystycznie oczy szlachcianki. Blondynka nie mówiła nic więcej, nie dopytywała się, chociaż może powinna, miała jednak na uwadze to, że zwierzątko na jej kolanach szykuje się do ponownego spania, a ona każdym swoim słowem tylko by mu przeszkadzała. Nowe myśli powoli kiełkowały w jej głowie, gdy wysłuchiwała kolejnych wypowiedzi Inary, lecz wciąż nie chciała się porywać na nadinterpretację, która później skończyłaby się gorzkim rozczarowaniem. - Och - wyrwało się z jej ust, krótkie i jakże wymowne, gdy została ostatecznie oświecona. - To jest najcudowniejszy prezent, jaki mogłaś mi podarować, dziękuję, aż nie wiem co powiedzieć - zreflektowała się po chwili, ściskając ciemnowłosą tak mocno, jak tylko to było możliwe z uwzględnieniem małej istotki znajdującej się pomiędzy nimi. - Też mam dla ciebie prezent. Niby jest jeszcze trochę czasu, ale zapewne klan Carrowów upomni się o ciebie w terminie bliższym świąt, wolałam więc nie ryzykować - dodała, przypominając sobie o pakunku, który schowała pomiędzy fałdami ciężkiej spódnicy nim zasiadła na podłodze, wyciągnęła więc jedną dłoń spod kociaka, by sięgnąć po aksamitny pokrowiec, w którym znajdowały się trzy wyjątkowe, owinięte jak najcenniejsze kryształy pędzle o różnych rozmiarach i wręczyć go przyjaciółce. - Mam nadzieję, że twoja pasja artystyczna nigdy nie osłabnie. Ten najcieńszy został wykonany z miłorzębu japońskiego i włosów trzminiorka, wydaje mi się, że będzie idealny do delikatnych kresek i konturów. Ten drugi to surmia i włosy z grzywy jednorożca, do linii zarówno zdecydowanych i pełnych, jak i bardziej finezyjnych, miękkich i urywanych. Ten najgrubszy powstał z cynamonowca i włosów centaura, podobno cudownie współgra z farbami i atramentami i świetnie nadaje się do wypełnień i cieniowania. Wytwórca tych pędzli opowiadał o nich z taką pasją, jakby był Ollivanderem rozprawiającym o swoich różdżkach... chociaż właściwie to poniekąd różdżki - podjęła opowieść, dopiero gdy lady Carrow rozwinęła atłasową kopertę, a w jej dłonie trafił po kolei każdy ze skrytych w środku przedmiotów. - Wszystkiego najlepszego, kochana - zakończyła, ściszając głos. Gładząc palcami kocie futerko i deliberując nad imieniem nowego podopiecznego, zerkała co chwila na przyjaciółkę, wyczekując jej reakcji.


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]14.05.16 16:17
To wcale nie było proste. Nuty z melodii, która grała w jej myślach, zmieniały się, za często ostatnio wybijając się poza znajomy rytm. Uparcie wracała na wyżłobione ścieżki, ale - jeśli wystarczająco się nie pilnowała, myśli mknęły w nieznanych kierunkach, niby uwolnione skrzaty.
Łatwiej było działać, gdy w pobliży znajdowało się ciepło, uwalniające ją od ciągłego napięcia. Zbyt wiele duchów wracało po odpowiedzi, gdy umykała z pytaniami, których nie rozumiała, albo nie mogła zadać. Rozpaczliwie trzymała się wiary, że będąc wiatrem - nie może zatrzymać się nigdzie dłużej, że nikt nie może przy niej zbyt długo trwać, gdy zaglądała im w oczy, dotykając lustrzanych dusz i - zabierała ich maleńki fragment.
A jednak, dziś się zatrzymała, z oderwaną od tłoczonych obowiązków i zasad rzeczywistością, w której - jasnowłosa wila siedziała z nią na podłodze, z niegasnącymi uśmiechami. Zupełnie, jak małe dziewczynki, zachwycające się zwyczajnymi rzeczami, które wlewały ciepło tam, gdzie to było potrzebne - Niestety, lubię mieć tajemnice, a wyobraź sobie, że ten puchaty przystojniak potrafi takowe zachować - miała ochotę centralnie położyć się na podłodze, opierając brodę na łokciach i z właściwej perspektywy oglądać rozczulającego malucha. Zanim jednak to uczyniła, została zamknięta w uścisku przyjaciółki - Najlepiej imię dla kociaka, tyle mi z twoich słów wystarczy - odpowiedziała, gdy w końcu mogła oddychać. Odsunęła się na tyle by kobieta mogła zauważyć unoszące się w zaskoczeniu brwi - A myślała, że tylko ja się tak śpieszę - zaśmiała się cicho, kręcą głową, ale umilkła, słuchając słów jasnowłosej i zatrzymując spojrzenie na opisywanych przedmiotach. Po kolei chwytała w palce smukłe pędzelki, przesuwając opuszkami po cieniutkich brzegach - Nie maluję zbyt często farbami, ale...przy tak wyjątkowych podarunkach, nie potrafiłabym odłożyć ich na półkę - westchnęła, podnosząc do góry ostatni ze wskazanych, przyglądając się z bliska delikatnym włoskom, mieniącym się w niknącym, zachodzącym słonecznym promieniom - Różdżki...to prawda, tylko magia jaka za ich pomocą powstaje, zależy wyłącznie od ich właściciela - wróciła spojrzeniem ku przyjaciółce, wyrywając się z zamyślenia, pchającego alchemiczkę w kolejną, wizualizację. Momentalnie uśmiechnęła się wesoło - Jesteś skarbem, wiesz? - zerwała się na nogi, czując , jak spódnica zafalowała przy gwałtownym geście - Skoro jesteśmy już przy prezentach... - przysiadła na łóżku, opierając się kolanami o brzeg, by sięgnąć dłonią niepozornej półeczki - to mam coś jeszcze dla innego twego psotnika - wyciągnęła - nieopakowane puzderko - Pomyślałam, że Charlie będzie mógł przez nie obserwować  smoki...i zatrzymywać wybrane momenty, żeby dłużej zachować chwile - wróciła na miejsce, prawie robiąc piruet, by z furkotem obracającej się, cienkiej materii spódnicy - usiąść na podłodze. Podała przyjaciółce omniokualary - Dzisiaj wolę skupiać się na takich..dobrych rzeczach, niż znowu bombardować głowę... - zawiesiła głos, czując jak tor jej myśli wracał niebezpiecznie właśnie do osób, o których usilnie próbowała zapomnieć. Zwarła usta, potrząsając głową, jakby chciała pozbyć się namolnej muchy - Za dużo się ostatnio nasłuchałaś o mnie. Opowiedz mi coś - raz jeszcze uśmiechnęła się, łagodnie przenosząc wzrok na - znowu śpiącego kociaka. Zdecydowanie zbyt słodkiego, by uniknąć przyglądania.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]30.05.16 12:46
Uśmiechnęła się po raz kolejny - nie byłaby już w stanie policzyć który, ale i nie czyniła w tym kierunku nawet żadnych starań. Lata płynęły, ale ten jeden element wiecznie pozostawał stały, w obecności Inary usta samoczynnie wyginały się w szczery uśmiech, jakby ciepło bijące z przyjaznego spojrzenia alchemiczki zdolne było stopić każdy ciężar, jaki Lovegood nosiła na barkach. Kiedyś porównywała ciemnowłosą do słońca, przyjemnie ogrzewającego i zachęcającego do rozkwitnięcia wszystkich naokoło, lecz później poznała prawdziwe słońce - i przekonała się, że historia Ikara jest nieprzemijającym toposem, a uzależniające promienie spalają bezlitośnie. Tak, zdecydowanie, wiatr był lepszy od słońca; nie patrzył, a koił, nie stapiał, a przynosił pełny ulgi oddech, był ożywczym powiewem świeżości, za którym tęskniła za każdym razem, gdy powietrze stało w miejscu, zamiast owiewać sylwetki, kpiąc sobie z potarganych fryzur i rozwianych strojów.
- Oby jak najwięcej takich tajemnic - zaśmiała się cicho, a puchata kulka na jej kolanach zatrzęsła się lekko razem z nią. Sekrety, rozmowy szeptem, przyciszone śmiechy i siedzenie na podłodze, na której porozkładane były rysunki; czy mogłyby robić coś, by jeszcze bardziej poczuć się jak w czasach szkolnych? - Wybiorę odpowiednie imię, gdy tylko spędzę z nim trochę czasu i lepiej poznam - stwierdziła pogodnie, gładząc palcami koci pyszczek. Przez parę długich chwil wpatrywała się uważnie w poruszające się sennie wibrysy, jakby oczekując, że zwierzę samo da jej znać jakie imię życzy sobie nosić. - Wiem. Ale może przyda ci się trochę nowych wyzwań i znajdziesz radość w szlifowaniu umiejętności z innej dziedziny - odpowiedziała, wyjawiając motywy, jakie nią kierowały w momencie nabywania wyjątkowych pędzli; nie wątpiła w to, że Inara zrobi z nich dobry użytek. - Mając taką właścicielkę, z pewnością zdziałają cuda. I chcę te cuda później zobaczyć! - zastrzegła pospiesznie, roszcząc sobie prawa do wglądu we wszystkie przyszłe dzieła panny Carrow, która momentami zdawała się być nieświadoma tego, jak ogromny talent posiadała. Może powinna podjąć współpracę z Margaux i ozdobić chociaż jedną książkę dla dzieci swoją wizją świata? - Tamta kłótnia i szlaban w Beauxbatons były najlepszą rzeczą, jaka mogła nam się przytrafić - stwierdziła rozbawionym głosem, nawiązując do zamierzchłych utarczek w alpejskich murach, które nim były niemym świadkiem umacniającej się przyjaźni, trwającej po dziś dzień, nasłuchały się trochę niemiłych słów, wynikających tylko i wyłącznie z koszmarnego nieporozumienia - czy to zostałoby rozwiązane, gdyby nie wspólny szlaban? Możliwe, że nie. Jasnowłosa uniosła głowę, śledząc spojrzeniem przemieszczającą się szybko lady Carrow, która nawet w tak banalnych okolicznościach wyglądała tak, jakby tańczyła z gracją, której wiele osób mogło tylko pozazdrościć. - Naprawdę nie musiałaś, rozpuszczasz go - zaśmiała się zupełnie tak, jakby sama nie była najbardziej bezkrytyczną matką roku, na każdym kroku przychylającą Charliemu kawałek nieba. - Dziękuję. Przypomnę mu, żeby napisał do ciebie list, chociaż obawiam się, że ilość błędów może ci zjeżyć włosy na głowie - dodała, kwitując całość ledwie słyszalnym westchnięciem. Dotychczas ciężko jej było zmotywować syna do wymiany krótkiej korespondencji z dalszą rodziną, lecz gdy zaledwie miesiąc temu zapragnął bez jej wiedzy udać się do Peak District, sam sięgnął po pióro i pergamin. Czy prezent od Inary tylko wzmoże pragnienie chłopca, by ruszać na kolejne wyprawy do rezerwatu, będącego ostatnim miejscem na ziemi, w którym powinien się znaleźć?
- Nie mam nic przeciwko bombardowaniu, jeśli ma oczyścić atmosferę - zaprzeczyła, potrząsając głową, a niesforne pasmo srebrzystych włosów opadło miękko na jej policzek. Przez parę sekund milczała, przeczesując palcami puszyste futerko na kocim grzbiecie i bijąc się z myślami. Czy powinna wyciągać na wierzch nieprzyjemny temat, który wciąż wisiał gdzieś w eterze? - Czy coś się zmieniło od naszego ostatniego spotkania? Czy… rozmawialiście? - zapytała ostatecznie, zwalczając początkowe zawahanie i wbiła uważne spojrzenie w błyszczące tęczówki przyjaciółki. Nie potrafiłaby opowiadać o nic nieznaczących sprawach, kiedy czuła pod skórą, że to nie koniec.


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]21.06.16 15:32
Większość ludzi nie zdawała sobie sprawy, jak wielką siłę w sobie nosili. I nie chodziło i te najbardziej widoczną. To o czym mówiła - należało do sfery bardzo często ukrytej, także przez samych właścicieli. I trudno byłoby wskazać, co dokładnie składało się na określenie tej mocy. Bywało, że objawiała się w słowie, rzuconym gdzieś z oddali, gdy żegnało się przyjaciela, czasem krył się w geście, gdy palce sunęły, otaczając dłoń drugiej osoby. Czasem wystarczył uśmiech, a były i długie rozmowy, które tak lubiła - nawet, jeśli gdzieś z tyłu głowy, szeptały złowrogie głosy, przypominające o tkwiących w nas cierniach. A miał je każdy. I patrząc na przyjaciółkę - ten sam cichy głos przypominał o ranach, które w sobie nosiła. I ona i Hattie.
- Imiona są ważne - na brzegu łózka ułożyła łokieć, na którym oparła podbródek, by spod półprzymkniętych powiek obserwować jasnowłosą i puchate stworzenie na jej kolanach - indywidualizują nas, nawet jeśli ktoś inny nosi podobne - nie będzie tym samym - mówiła przez moment sennie, jakby śpiący kociak udzielił jej swej aury - może ci sam powie? - otworzyła szerzej oczy, wybudzając się z chwilowej, może nieco zbyt filozoficznej zadumy.
- Wyzwań ostatnio mi nie brakuje - podniosła kolejny pędzelek, oglądając smukła linię tworzywa. Przejechała palcem po wierzchu, jakby chciała sprawdzić jego fakturę, a przecież już wiedziała, jak delikatny przedmiot trzymała w dłoni - Coś wymyślę dla ciebie - zaśmiała się, odkładając na miejsce prezent, by zgrabnie zawinąć je i odłożyć - tymczasowo na półkę.
- Kto by pomyślał, że kara, która w teorii miała nam utrzeć nosa, miała zupełnie nieprzewidywalne skutki uboczne. Trochę...jak z nowymi eliksirami - uniosła dłoń do ust, przypominając sobie małą wojnę, którą prowadziły, chociaż - każda znała zupełnie inną przyczynę. kto wie, czy miałyby kontakt, gdyby nie doszło do nieporozumienia?
- Ja tylko biorę przykład z jego mamy - Ani trochę nie speszyła się rozbawioną naganą - Pisanie listu w jego wieku, to wciąż wyczyn. Widocznie ma dobrą nauczycielkę - zamrugała, by raz jeszcze oprzeć się o brzeg łózka, poprawiając przy okazji podwinięty brzeg spódnicy - I moje włosy wystarczająco nabawiły się własnej woli, żeby ignorować podobne mankamenty... - nie dokończyła, wiedząc, że i tak nie ucieknie przed jasnym spojrzeniem przyjaciółki. Skupiła się więc na świetlistym promieniu, które padło na włosy wili, sunąc po jasnych pasmach niby płonąca iskra.
"...czy rozmawialiście? - mogłaby przedłużać moment odpowiedzi, próbując pytać o kogo chodzi lub zbijać śmiechem narastające, szczypiące skórę dreszcze, ale było za późno. Gdyby Hattie nic nie wiedziała o jej małej tajemnicy - potrafiłaby bez kłopotu zmienić tor rozmowy. jej wargi zadrgały, poruszając się, by mimowolnie wypuścić ciche westchnienie - Rozmawialiśmy raz - nawet teraz nie umiała zapomnieć spotkania na opuszczonym placu zabaw -..a wczoraj wysłałam mu prezent - przekręciła głowę, opierając ja o wezgłowie łóżka. Spoglądała przez chwilę w górę, dziwnie zafascynowana malunkami na suficie - miał urodziny - dodała, jakby próbowała wytłumaczyć się ze swego uczynku, po czym wróciła spojrzeniem do swej jasnowłosej towarzyszki - Hattite...nie musisz już się tym przejmować. Cokolwiek myślisz - przestań - mówiła łagodnie, chociaż - nie była pewna, czy ze względu na kobietę, czy sama siebie, czując, jak nieprzyjemnie zimne dreszcze, łapią ja za gardło - Potrafię zapominać. Jestem w tym dobra - i w uciekaniu. W tym jestem czasem lepsza - proszę...nie mówmy już o nim..o tym - rozciągnęła usta w dziwnie krzywym uśmiechu i poprawiła się w miejscu, szukając dla dłoni zajęcia, które stały się dziwnie puste. Zupełnie, jakby ktoś przed chwilą zacisnął na nich palce i umknął. Wyciągnęła rękę, by z westchnieniem ułożyć ją na puchatej kulce.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]03.07.16 11:19
Podzielność uwagi zdawała się nie być mocną stroną Harriett - pochłonięta bez reszty puchatą kulką szczęścia, nie potrafiła się skupić na czymkolwiek innym. O wymyślaniu na poczekaniu pasujących imion nie było absolutnie żadnej mowy.
- Na to właśnie liczę - zaśmiała się, zatapiając ponownie palce w miękkim futerku kocięcia nieświadomego tego, jak wielkich rzeczy się od niego oczekuje. Może to lepiej, że na razie pozostawał w słodkiej krainie snów. Lovegood pokiwała głową, wciąż nieco roztargniona. Nie wątpiła w to, że Inara nie narzekała na brak zajęć, jej życie przecież ostatnimi czasy toczyło się zupełnie innym tempem.
- To miła odmiana, gdy rządzący życiem przypadek okazuje się mieć pozytywne skutki - stwierdziła niemalże filozoficznie, unosząc na chwilę kota do góry, by wyprostować nogi. Już nie te lata, łydki zdrętwiały jej nieco, a teraz powracały do życia z nieprzyjemnym uczuciem mrowienia.
- Faktycznie, można powiedzieć o mnie wszystko, ale na pewno nie to, że jestem surowym rodzicem - chwilę później jej dźwięczny śmiech odbił się echem w pomieszczeniu od ścian sypialni. Nigdy nie pretendowała do tej roli, chociaż sama już nie wiedziała czy to dobrze, czy źle. - Zdaje się, że to tylko kwestia motywacji. Jeśli bardzo chce, jest w stanie zrobić naprawdę dużo - dodała wciąż z lekkim uśmiechem wyginającym usta, starając się za wszelką cenę, by uśmiech ten nie skwaśniał wymownie. Niektóre wydarzenia wciąż siedziały zadrą w jej sercu. Spojrzała na Inarę wymownie - od kiedy to właśnie ona pragnęła rozmawiać o sprawach tak błahych, jak fryzury?
Czekała. Obie wiedziały, w którym kierunku zmierza ta rozmowa i nie było już sensu wywierać dodatkowych nacisków. Te zresztą odniosłyby tylko skutek przeciwny do zamierzonego. Chociaż sprawa była trudna, a w wachlarzu możliwych wypowiedzi nie istniały dobre rady, Lovegood cieszyła się, że Inara jednak postanowiła jej zawierzyć i wtajemniczyć w tę część swojego życia, której istnienia blondynka nie była w ogóle świadoma. Należało to przyznać, lady Carrow doskonale potrafiła maskować targające nią rozterki, Harriett była jednak przekonana o tym, że pewnych tematów nie należało odpuszczać, a jeden bodziec potrafi czasem zmienić wiele - czy tak było w tym przypadku?
- I prawidłowo. Z unikania siebie jeszcze nigdy nie wynikło nic dobrego - skwitowała pewnym tonem nieco enigmatyczny przekaz ciemnowłosej, by zaledwie chwilę później zmarszczyć brwi w konsternacji. - Zapominać? - powtórzyła, nawet nie kryjąc zdziwienia. - Chcesz przekreślić wszystko, nawet nie wiedząc czym właściwie to wszystko jest? - zapytała już znacznie łagodniej, hamując swoje odruchy gorącego zaprzeczenia. Zapominanie było jedną z tych rzeczy, w których Lovegood zdecydowanie nie wiodła prymu - i chociaż wiedziała doskonale, że rozdrapywanie starych ran nie prowadzi do niczego innego, jak do zbędnego bólu, uparcie odmawiała wierzenia w to, że czasem odcięcie się bywa najlepszą opcją. Ale przecież przypadek Inary był inny, nie było w nim żadnych cierni, żadnej zamierzchłej goryczy - w czym więc była rzecz?
- Dobrze więc, nie będę już wracać do tego tematu… Ale pamiętaj tylko, że jeśli chcesz mieć coś, czego nigdy nie miałaś, musisz zdobyć się na coś, czego nie robiłaś nigdy wcześniej. Nic nie spada tak po prostu z nieba - odwagi, Inaro, pragniesz uciekać przez całe życie?
Zmieniła tory konwersacji, winny wszak utrzymywać ją w radosnej atmosferze przedświątecznej. Rozmawiały o wszystkim, śmiejąc się do bólu brzucha i nie czując zupełnie upływu czasu. Gdy ostatecznie się pożegnały, składając sobie najserdeczniejsze życzenia i obiecując jak najszybsze ponowne spotkanie, Harriett schowała pod połę futra najnowszego domownika posiadłości Honey Hill, by razem z nim wejść do kominka i zniknąć w zielonkawych płomieniach sieci Fiuu.

| zt x 2


I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Harriett Lovegood
Zawód : spadająca gwiazda, ponurak
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
the show must go wrong
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t2776-skrytka-bankowa-nr-394#44885 https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]26.07.16 2:32
| 1 stycznia, popołudnie

Nie powinien był do niej przychodzić.
Przypominało mu o tym wszystko: zdziwiony, podejrzliwy wzrok lokaja, który otwierał mu drzwi; nieschludne, potargane włosy, które dostrzegł we własnym odbiciu w jednym z mijanych luster; dziwna trudność, z jaką pokonywał schody; rozdrażnione, wlekące się ledwie myśli, którym odmówił tej nocy oczyszczającego działania snu, nie zmrużając nawet oka. Wiedział, że lepiej by było, gdyby dał sobie jeszcze spokój, pozwolił emocjom opaść, zaczekał, aż wybrzmi echo niosącego się po sali balowej krzyku i aż pozbędzie się wspomnienia metalicznego zapachu krwi, ale… nie potrafił usiedzieć w miejscu. Sposób, w jaki potoczyło się ich ostatnie spotkanie, był jedną z wielu kwestii, które spędzały mu sen z powiek, zwłaszcza, kiedy wróciwszy nad ranem do swojego pokoju, w odwieszonej przez służbę marynarce odnalazł pierścionek.
To nie tak miało wyglądać, tłukło mu się po głowie, bo rzeczywiście, zupełnie inaczej wyobrażał sobie sabatowy wieczór. Miał odnaleźć ją niby przypadkiem, ukrytą przed tłumem w ich miejscu, powiedzieć jej, jak pięknie wyglądała, między wierszami pochwalić się zwycięstwem w karty, a później razem mieli śmiać się z ratowania jej pijanego kuzyna do spółki z Adrienem. Tylko na to czekał przez całe święta, na usłyszenie tego ściągającego troski z ramion śmiechu i wysnucie wspólnych wniosków, że ze wszystkim sobie poradzą i wszystko będzie dobrze. Potrzebował jej jak życiodajnego tlenu, choć sam przed sobą w życiu by się do tego nie przyznał; a jednak, stał pod jej drzwiami, przestępując nerwowo z nogi na nogę i wpatrując się w jasne framugi i matowe przeszklenia, które skutecznie odcinały go od wszystkiego, co było za drzwiami.
Wyciągnął rękę, chcąc zastukać lekko w gładkie drewno, ale zaciśnięta w pięść dłoń zawisła kilka centymetrów od twardej powierzchni, wstrzymana kolejną falą wątpliwości. Chciał się z nią zobaczyć, rzecz w tym, że nie miał bladego pojęcia, po co właściwie się u niej pojawił. Czas i miejsce nie sprzyjały przecież oświadczynom ani omawianiu małżeńskich umów – nie, kiedy pod powiekami wciąż miał wyrywkowe migawki z poprzednich kilkunastu godzin, wyraźniej koncentrujące się nie tylko na makabrycznej scenie z rozciągniętymi pod żyrandolem zwłokami w roli głównej, ale też na jego własnym strachu. I wyrzutach sumienia? Wydawało się to absurdalne, ale jednak; chociaż próbował za wszelką cenę ignorować napływające mu do głowy myśli, zamykając się za drzwiami bezsensownych zajęć i wychylonej już po północy szklanki ognistej, to nie mógł pozbyć się wspomnienia znikającej w drzwiach kobiecej sylwetki, rozpływającej się w niemym akompaniamencie trzepotu czarnej peleryny. Owszem, nikogo nie udało im się doścignąć, ale co by było, gdyby było inaczej? Gdyby nie zatrzymał jej w korytarzu, nie zauważył w porę albo nie zdołał dogonić? Powinien był ją chronić, właśnie to miał obiecać jej za kilka miesięcy na ołtarzu, a zawiódł już w kilka dni po ustaleniu zaręczyn. Mimo że zdawało się, że Sabat potoczył się najgorszym możliwym scenariuszem, on dostrzegał znacznie bardziej przerażającą alternatywę – i może dlatego sterczał właśnie przed drzwiami Inary, jednocześnie pragnąc i obawiając się wejść do środka.
Ale musiał ją zobaczyć; nie mógł pozostawić sposobu w jaki się pożegnali w stanie nienaruszonym. Musiał sprawdzić, czy wszystko było z nią w porządku, czy czuła się dobrze – choć dobrze było raczej nieosiągalnym życzeniem – i… tak, trochę nierozsądnie, ale musiał usłyszeć jej głos.
Wypuścił wreszcie powietrze z płuc, a jego ręka opadła, dosięgając celu. Zastukał trzy razy, niezbyt głośno – w końcu była zaraz za drzwiami – i przez chwilę rozważał, czy nie sięgnąć klamki, ale finalnie po prostu zabrał dłoń z powrotem, krzyżując nadgarstki za plecami i czekając. Nasłuchiwał kroków, lekkich, znajomych, topiąc ostatnią falę wszystkich za i przeciw w świadomości, że nie było już odwrotu. I mając nadzieję, że cała ta burza, która przetoczyła się przez jego umysł przez ostatnie, nerwowe godziny, nie odmalowywała się na jego twarzy.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]27.07.16 11:54
Srebrzysta smuga rozbiła się na tysiące małych kropelek i kryształowo opalizujących zielenią drobin.  Na jedną niezwykle długą sekundę czas zwolnił maksymalnie i absurdalnie, uderzyło ją piękno sceny, która moment później, wywołała drżenie obu dłoni. Mrugała zaskoczona, wyczuwając  - znowu - zbierające się pod powiekami łzy, szybko odnajdując drogę ujścia.
Uklękła pośród szklanych odłamków rozbitej wazy, rozlanej wody i kilku ciętych kwiatów, które rozsypały się wokół jej czarnej sukienki, pozostawiając po sobie mokre ślady, tak na materiale, jak na jasnej podłodze, niby groteskowy krajobraz. Wyciągnęła rękę, by nieco bezmyślnie sięgnąć po większy odłamek iskrzącego wrogo szkiełka, oczywiście rozcinając przy tym jasną skórę na palcu.
Czuła się źle, daleko poza naturalnym spokojem, który ją otaczał. Rozbita, idealnie komponując z bałaganem, jaki właśnie uczyniła. Nie mogła spać, nie mogła uspokoić rozbieganych myśli, ani tym bardziej ciągłych, niekontrolowanych ataków łez. A po sabatowych wydarzeniach, czuła, że coś w niej pękło i wylało, prześlizgując się przez palce niby woda. Nic nie było takie, jak być powinno. Chociaż, czy wiedziała jakie powinno być? Czy jej pragnienia nie były tylko wymysłem? Czy fakt, że tak mocno chciała go zobaczyć, było właściwe? Nawet teraz, gdy intuicyjnie przewidywała niosącą się z nim burzę.
Właściwie nie spała, gdy w końcu dotarła do dworku po sabatowych wydarzeniach, zamykając się w swoim pokoju. Rozumiała niepokój ojca, rozumiała gniew Percivala, ale...nie mogła inaczej. I obaj doskonale o tym wiedzieli. Musieli wiedzieć. A mimo to, czuła niejasny ból coraz silniej lokalizujący się w okolicach serca, które załomotało szaleńczo, wybite z i tak nierównego rytmu, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
Odwróciła głowę, wpatrując się w jasne drewno przy wejściu, zapominając, że od dłuższego czasu siedzi na podłodze pośród rozbitego szkła, a na blado-zielonej koszuli wykwitła drobna plamka krwi, gdy - nie wiedząc kiedy - zacisnęła na rękawie zranione palce. To nie mógł być ojciec. Wiedziała o tym doskonale. Wiedziała już wcześniej, nieświadomie przywołując sylwetkę mężczyzny, który pośród sabatowej zawieruchy oplatał ją ramionami, na jedną chwilę odsuwając ciemne chmury, które znaczyły się ciężkim śladem w zielonych źrenicach.
Przetarła dłonią oczy, zmywając pozostałości łez. Nie mógł jej takiej widzieć, chociaż nie mogła nic poradzić na cienie malujące jej lica, na drżenie, ani..rozbity wazon, którego nie zdążyła uprzątnąć. Wystarczyło kilka kroków, by znaleźć się pod drzwiami, ale te wydawały się nienaturalnie straszne. Ułożyła dłoń na klamce, ale zanim przekręciła mechanizm, zatrzymała gest. Zamknęła oczy, by oprzeć czoło o gładką powierzchnię przed nią. Raz. Dwa. Trzy. Oddechy, uderzenia serca i drżenie dłoni. Dopiero wtedy cofnęła się i uchyliła drzwi, wpuszczając do pokoju cichą burzę, zamkniętą pod powiekami Łowcy. I mimo rosnącego w klatce piersiowej ucisku, nie mogła oderwać spojrzenia od jego twarzy. Zmęczonej, naznaczonej mieszanką niepokoju, złości i bezsenności. I nadal przystojnej. Mimo całej ogarniającej ją paniki, podskórnie przeczuwając  finał - usta wygięły się lekko, posyłając mu ciepły uśmiech.
Chciała go widzieć
- Percy....nie słyszałam kiedy przyszedłeś - jej własny głos wydawał się odległy, zduszony, ale poprawiła się kolejnym uśmiechem, nadal zaciskając nieszczęsną dłoń na rękawie koszuli. Chaos potęgował fakt, że pierwszy raz znajdował się w dworku jej ojca. Pierwszy raz wchodził do jej pokoju. I pierwszy raz bała się go wpuścić. zawiesiła spojrzenie za sobą, ostatecznie odsuwając się od drzwi, by mężczyzna mógł wejść do środka. Zamknęła je cicho, by samej oprzeć się plecami o jego chłodną fakturę. Zupełnie jakby szukała wsparcia, choćby w postaci ściany za sobą.
Nie zapytała dlaczego przyszedł. Wiedziała, a ciemnookie spojrzenie powędrowało do nadal rozbitego kryształu pod oknem.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]28.07.16 3:57
Znów miał wrażenie, że grunt uciekał mu spod stóp, że z każdym desperackim ruchem zapadał się głębiej, nieistotne, jak zapalczywie nie walczyłby o utrzymanie się na powierzchni. Ta krucha iluzja stabilności, to pełne pustych obietnic i ułudy wszystko będzie dobrze, rozsypywało się przed jego oczami, przesypując mu się przez palce; prawie słyszał gdzieś za sobą (a może we własnej głowie?) cichy, szyderczy śmiech, uświadamiający mu, że znów to zrobił – dał się nabrać, uwierzył, że może czekało go coś więcej niż tylko popełnianie wciąż i wciąż tych samych błędów. Więcej niż bierne obserwowanie, jak bliscy mu ludzie znikali, rozpływając się gdzieś we mgle, aż w końcu zaczynał się zastanawiać, czy w ogóle istnieli w jego życiu, czy może tylko ich sobie wyobraził; tak, jak wyobraził sobie, że kiedykolwiek może być szczęśliwy.
Wstrzymał oddech, wsłuchując się w ledwie słyszalne stąpanie po drugiej stronie drzwi; kroki, które zatrzymały się kilkadziesiąt centymetrów od niego i umilkły, tak jakby Inara – tak samo, jak on – zastanawiała się, czy chce przekręcić klamkę. Czekał w milczeniu, mimowolnie rozglądając się dookoła: po jasnych ścianach, kremowych dywanach, delikatnych słojach, ledwie zaznaczonych na drewnianych powierzchniach. Nie mógł przestać zastanawiać się, jak to możliwe, że wszystko wyglądało tak czysto i spokojnie, wręcz surrealistycznie, zwłaszcza w zestawieniu ze wciąż żywym wspomnieniem zaciemnionych korytarzy, skropionej krwią podłogi, wykrzywionych twarzy i długich cieni kołyszących się w rytm kroków, odcinających się wyraźnie od perłowobiałego śniegu. Wydawało mu się, że swoją obecnością bruka ten nienaruszony kawałek przestrzeni, że wnosi razem ze sobą wszystko co, co tak bardzo chciał zostawić w tyle.
Może naprawdę nie powinien był tu przychodzić.
Klamka poruszyła się prawie bezgłośnie i drzwi stanęły otworem, jakby na komendę przypominając mu, że czas na odwrót już minął. Podniósł spojrzenie, napotykając wreszcie Inarę i coś boleśnie szarpnęło się w jego klatce piersiowej na widok jej twarzy; nadal pięknej, ale w jakiś przepełniony smutkiem sposób, bledszej, z szarobłękitnymi cieniami pod oczami, sugerującymi, że i ona nie spała tej nocy zbyt dobrze. Wyglądała dokładnie tak, jak on się czuł, i chyba właśnie ta świadomość była tym, co po raz pierwszy od poprzedniego wieczora kazało mu się uśmiechnąć – słabo, wątle, krótko, dla niej. Może w tym tkwiła cała tajemnica jego odwiedzin; może potrzebował jej nie po to, żeby podniosła go na duchu, a po to, żeby miał dla kogo być silnym. Albo przynajmniej udawać, że jest. – Wasz lokaj mnie wpuścił – powiedział, tłumacząc się odruchowo. – Mogę wejść? – zapytał, a widząc, że odsuwa się od drzwi i go przepuszcza, zrobił kilka kroków do przodu, przestępując próg niepewnie i jakby z wahaniem.
Chociaż starał się powściągać ciekawość, nie mógł nie rozejrzeć się dookoła: po jasnych meblach, zasłoniętych płótnami sztalugach, wyłożonej poduszkami kanapie i wreszcie małym bałaganie na samym środku drewnianej podłogi – rozbitym wazonie, którego mokre odłamki załamywały światło w sposób odlegle kojarzący mu się z roztrzaskanymi fragmentami kryształowego żyrandola. Odwrócił się; nie miał pojęcia, dlaczego to właśnie ten widok kazał mu spojrzeć na nią badawczo, przyjrzeć jej się dokładniej, ale dopiero teraz zauważył zaciskany w dłoni, zakrwawiony rękaw. Nie zapytał, co się stało, zamiast tego wyciągając rękę i łapiąc ją za nadgarstek delikatnie i stanowczo jednocześnie. Zrobił krok w jej stronę, unosząc jej dłoń nieco wyżej, a drugą ręką rozprostowując jej zaciśnięte palce i wyplątując spomiędzy nich pomięty materiał. Skaleczenie na szczęście nie wyglądało na poważne (nie to, żeby był w stanie coś zrobić, gdyby było inaczej – nie znał ani jednego zaklęcia z magii leczniczej), więc po prostu zacisnął własne palce na jej dłoni, żeby chwilę później unieść ją do ust i pocałować jej wierzch z czułością, w jakimś nieokreślonym geście, będącym karykaturą obowiązującego na salonach powitania, ale przekazującym znacznie więcej niż ono samo. – Jak się czujesz? – zapytał, nie licząc wcale na wymijające w porządku, a naprawdę chcąc wiedzieć. Nie, nie wybaczył jej jeszcze tego lekkomyślnego pościgu za niebezpieczeństwem, ale świadomie póki co odkładał gniew na bok, pozwalając mu tlić się niegroźnie gdzieś w dalszych obszarach umysłu.


but the blood on my hands
scares me to
death



Ostatnio zmieniony przez Percival Nott dnia 30.07.16 1:12, w całości zmieniany 1 raz
Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]28.07.16 21:31
Migoczące płomyki promieni przeskakiwały przez kolejne rozrzucone szkiełka, zupełnie, jakby poruszane wyciszonymi taktami melodii. Karykaturalnie uśmiechając się w swoim pięknie. Gdzieś pomiędzy nimi czerwieniła się niemal niewidzialna kropelka, pochłaniająca rzucane na nią blaski. Inara mogłaby przysiąc, że krew potrafiła wychwytywać światło i zamykać je w bordowych ramach. Tylko to nie były obrazy, które chciała oglądać. Wykrzywione, zniekształcone, groteskowe portrety martwych ciał i pustych spojrzeń, które wlepiały zastygłe w przerażeniu źrenice. I...to wszystko czarnowłosa widział, za każdym razem, gdy zamykała powieki.
Nie mówiła nikomu co działo się, gdy ciemność zaglądała jej w oczy. Nie skarżyła się, milcząco łamiąc od nowa rysowane obrazy. Nie mogła się skarżyć. Nie była jedyną, którą prześladowały szarpiące cienie, a ten którego chciała widzieć najbardziej, sam obleczony był w ciemną powłokę smutku, który niezaleczony mógł przeobrazić się w zalegającą, niby lepka pajęczyna - rozpacz. A ta potrafiła siać spustoszenie stokroć bardziej niebezpieczne, niż jakakolwiek rana. Nie. Musiała znaleźć te drobiny światła, przysłonięte, ale wciąż pełgające. Zupełnie jak słoneczne promienie ukryte za burzową chmurą. Tylko musiała je znaleźć i wydobyć. Tak u siebie jak u niego. Bo przecież był tutaj. Z nią. W czterech ścinach azylu, jaki przez długi czas oferował jej ojcowski dworek. I chociaż widziała w nim oferowany spokój, to brakowało jej czegoś, czego nie potrafiła nazwać. A może potrafiła, ale pozostałości dawnych granic uparcie wypierały fakt, że brakowało jej kogoś, a dokładnie jednej osoby. Dokładnie w tym momencie uzupełniając odczuwany brak swoją obecnością.
Ściana za jej plecami wydawała się rzeczywiście przyjemnie chłodna, wywołując delikatną gęsią skórę na skórze. A może jednak powód znajdował się gdzieś dalej? W mężczyźnie, który bacznie obserwował jej postać, docierając do kręgów, które rozpaczliwie chciała ukryć?
Nie próbowała się opierać, gdy sięgnął jej dłoni, w zdziwieniu przypominając sobie swoja nieuwagę i niewielką ranę, uporczywie zaciskaną na rękawie; uderzyło ją ciepło rozchodzące się wraz z dotykiem palców i dla samego wrażenia poddawała się jego zabiegom. Rozchyliła usta w kiełkującym na języku pytaniu, które umknęło spłoszone, gdy poczuła dotyk ust na uniesionej dłoni. Tym razem to ona zacisnęła lekko palce, nie chcąc umykać z oplatającej ją siły. Bo taką otrzymywała. Niewerbalną, może nieświadomą, niemierzalną, płynącą z prostymi gestami, przywracając cichą równowagę, niby brakującego powietrza dla tonącego.
- Zagubiona, zmęczona, smutna i rozbita... - mimowolnie zerknęła na odłamki szkła pod oknem -  ...i głupio szczęśliwa, że tu jesteś - nawet jeśli od początku mówiła głosem stłumionym, teraz szeptała, wymawiając kolejne wyrazy wolniej, unosząc głowę wyżej, finalnie zamykając się w spojrzeniu percivalowych źrenic - Też nie spałeś - dopowiedziała szybko zatrzymując się dłużej na cieniach rysujących wyraźnie ślady pod jego oczami. Pierwotnie chciała wycofać się tak, jak wielokrotnie czyniła w towarzystwie Łowcy. Jednak dłoń zamknięta w uścisku mężczyzny przypominała jednoznacznie gdzie się znajdowała. Zmieniła zdanie. To nie tak miało wyglądać. Nic nie było dobrze, a rozpaczliwe tego dobrego potrzebowała. Oboje potrzebowali, przebijając się przez świadomość kroczącej tuż obok burzy.
- Wiem, albo przypuszczam, że wiem co cię do mnie przygnało - oddech powoli sprawiał jej trudność - wczorajsze wydarzenia...wczoraj padło kilka decyzji, które...nie każdy uznał za słuszne - potrząsnęła głową, by ze świstem wypuścić powietrze. Coraz mocniej zaciskała dłoń, której nadal, uporczywie nie wypuszczała z ujęcia jego palców -...ale zanim cokolwiek powiesz, zanim powiemy za dużo, albo...za mało...- przymknęła powieki nie mogąc zwerbalizować plączących się myśli, ani warg, które rozpoczęły dziwny, drżący taniec. Wirujące przed oczami mroczki i dudniące w uszach echo rozdygotanego serca doprawiało całości. Nie była pewna niczego, przynajmniej dopóki nie otworzyła oczu. Dopóki w nagłym odruchu nie stanęła na palcach, podciągając się lekko do góry, dopóki drobną dłoń nie wsunęła za kołnierz męskiej koszuli, zatrzymując palce na karku. Dopóki bez namysłu nie przyciągnęła się bliżej, przekraczając dzielący ich dystans do odległości kilku milimetrów. Dopóki go nie pocałowała. Egoistycznie, przecząc wszystkim burzom, cieniom i goryczy - chciała jego, oddając mu - już dawno temu - siebie samą.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Sypialnia Inary
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach