Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sypialnia Inary
AutorWiadomość
Sypialnia Inary [odnośnik]06.02.16 20:57
First topic message reminder :

Sypialnia Inary

Azyl. Pokój Inary znajduje się na piętrze dworku, z szerokimi oknami i widokiem na ogród. Wszystko obite jasnym drewnem, otulone delikatnymi, rzeźbionymi wykończeniami.
Widoczne niemal w każdym rogu pokoju - płótna, pędzle i sztaluga rozstawiona pod ścianą, wyraźnie świadczą o artystycznych zapędach właścicielki. Nie braknie też kilku jeździeckich akcesoriów, schludnie ukrytych za suwaną, drewnianą płytą. Niedaleko jednego z okien, stoi łóżko, spod którego wystaje kilka zarysowanych kartek. Nocne rysowanie podobno wychodzi najlepiej.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 10.11.16 18:53, w całości zmieniany 1 raz
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary - Page 2 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Re: Sypialnia Inary [odnośnik]03.08.16 1:13
Zanim jeszcze jasne drzwi stanęły przed nim otworem, zanim przywitało go jej smutno-zmęczone spojrzenie, zanim zacisnął palce na jej dłoni i zanim usłyszał jej głos – jednocześnie kojący i łamiący się lekko – był przekonany, że do działania wciąż popychał go wczorajszy gniew. Złość, co prawda cichsza, mniej intensywna i już nie tak chaotyczna, była bowiem nadal obecna, kotłując się gdzieś pod skórą i zatruwając jasność myśli. W sposób irytujący i drażniący, przypominała mu o najgorszych fragmentach szalonego pościgu, o chwilach, w których nie miał żadnej kontroli nad sytuacją, rozwijającą się przed jego oczami jak jakaś szalona, teatralna sztuka. Planował powiedzieć jej to wszystko: to, jak głupio postąpiła, rzucając się w ślad za domniemanym mordercą i jak nierozsądny był jej karkołomny skok z okna; chciał wymóc na niej obietnicę większej rozwagi, wzmożonej ostrożności i zaniechania niepotrzebnego wychylania się, ale… nie mógł. Bo wystarczyła sama jej obecność, żeby wszystkie te wyrzuty uciekły gdzieś na drugi plan, ustępując świadomości, że była cała i zdrowa.
Nie wiedział, skąd brało się towarzyszące mu od progu poczucie deja vu, ani dlaczego jego myśli powędrowały nagle do ich przypadkowego spotkania na początku sierpnia, choć faktycznie miał wrażenie, że w którymś momencie ich historia zatoczyła smutne koło. Przynajmniej jeśli chodziło o niego; już dawno nie czuł tej przytłaczającej beznadziejności, która – paradoksalnie – zamiast wywoływać u niego skrajne emocje, wciągała go coraz głębiej w otumaniający, znieczulający marazm. Chociaż wiedział, że jeszcze niedawno rysował w umyśle obiecujące plany na przyszłość, wreszcie odnajdując szczątki radości we własnej pracy i, cóż, życiu, to obecnie ten cały entuzjazm zamienił się w odległe echo, przypominające brzmieniem szyderczy śmiech. Mimowolnie nabierał pewności, że przez ostatnie tygodnie tylko naiwnie oszukiwał sam siebie, składając puste obietnice i budując nową rzeczywistość na nieprawdziwych fundamentach, które obróciły się w pył przy najlżejszym podmuchu wiatru, czy może – razem ze smugą czarnomagicznego zaklęcia. Może naprawdę był przeklęty. Może naprawdę nie zasługiwał na nic więcej.
Czuł uścisk drobnych palców na dłoni, ale i tak nie miał zamiaru jej puszczać; nie, kiedy to właśnie ona wydawała mu się ostatnim, z pozoru wątłym łącznikiem z lepszą wersją jego samego – tą, którą chciał widzieć patrząc w lustro i tą, która znów wyrywała mu się z rąk. Też nie spałeś. Pokręcił głową, niejako potwierdzając jej słowa, bo nie było sensu udawać; oczywistym było, że żadne z nich nie zmrużyło oka. Podejrzewał zresztą, że większość uczestników feralnego sabatu miała tej nocy problem z ucieczką w odprężające ramiona snu.
Mimowolnie powędrował wzrokiem do migoczących pozostałości po wazonie, jednak jego spojrzenie szybko wróciło do Inary. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zawahał się, dając jej okazję, żeby go uprzedziła. Więc słuchał, nieświadomie marszcząc brwi i obserwując, jak przymykała oczy i jak bezwiednie zaciskała drżące wargi. Nie musiała się obawiać, wczorajsza złość opuściła go już dawno, ograniczając się do odległego strachu i lekkiego rozczarowania. Nie zdążył jednak jej o tym powiedzieć, nie zdążył powiedzieć niczego, bo znów go zaskoczyła, czy może – zaskoczyła go jej dłoń na karku i usta, dziwnie łatwo odnajdujące drogę do jego ust.
Zadziałał instynktownie, odruchowo przyciągając ją bliżej, czując, jak topnieją resztki jego silnej woli i zdrowego rozsądku. Musiał naprawdę oszaleć z braku snu i zmęczenia, bo zamiast przypomnieć sobie o celu wizyty i odsunąć się do tyłu, uśmiechnął się, uświadamiając sobie nagle i bez żadnego związku przyczynowo-skutkowego, że po raz pierwszy całuje swoją narzeczoną. Może miała rację – może nie warto było wracać już do przeszłości, nawet tak niedalekiej, skoro niczego nie mogli cofnąć, zmienić ani poprawić. – Wystraszyłaś mnie wczoraj – powiedział w końcu, gdy już opadła z powrotem na całe stopy, a ich twarze oddaliły się od siebie na tyle, że ją widział. Wiedział, że troska oraz resztki strachu musiały odbić się w jego oczach, mimo to nie odwracał wzroku. – Nie rób tego więcej – dodał cicho. Dokładnie tyle zostało z jego stanowczej przemowy, której… nigdy tak naprawdę nie ułożył.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]10.08.16 19:21
Zamykała oczy zbyt często. Z zaciśniętymi ustami w wąską linię, z palcami wbijającymi się w materiał gładkiej, zabarwionej łzami poduszki, odcinała się od karykaturalnych obrazów przerażenia, które widziała w źrenicach wczorajszych osób. Nawet, gdy już dawno zniknęli jej z oczu. A ona siedziała sama, niewidząco wpatrując się w zamknięte drzwi, jakby na ich tafli znajdował się niewyobrażalny punkt w przestrzeni, zamykający ją na wszystko. Ale ciemność i tak zaglądała przez szpary, sącząc się przez dziurkę od klucza i zatykając chowane ślady światła.
Inara nie mówiła o tym głośno, właściwie nie mówiła wcale, ale - bała się, a to - przerażało ją jeszcze bardziej - jej własny strach, który gnieździł się w sercu, szukając podatnych na zranienie drobin, szukając zapłonu, rozlewającego po całym krwiobiegu paraliżującą truciznę.
Coś niebezpiecznie szarpało jej świadomością, próbując rozedrzeć pewność i wiarę, że wszystko minie, że krwawe, płynące po marmurowej podłodze strugi znikną, zanim na dobre wrysowały się pod powiekami, niby bolesne tatuaże.
Atakujące ją cienie, tańczyły przez moment na rozbitych drobinach szkła, czarując widokiem i obiecując ukojenie. Musiała tylko się poddać, ułożyć głowę w ramionach strachu, który zamknąłby ją w objęciu ciaśniejszym, niż objęcia kochanka. I to ją obudziło, odsuwając myśli jedne po drugiej, rozumiejąc, że jedyne ramiona, które mogły ja otulać, należały do mężczyzny, który przed nią stał, słuchając jak kolejne chwiejne słowa próbują się zwerbalizować w zrozumiałej formie.
A wszystko wydawało się przecież układać. Niefortunnie, kulejąc w dobieraniu do siebie wydarzeń, łamiąc blokady, które stawiała, wrzucając ją w wir niepojętych informacji, by na koniec rzucić na oślep, gdzieś na zamazaną strachem podłogę, z której próbowała się pozbierać.
Zaciskała kurczowo palce na dłoni Percivala i nie próbowała się ze swojego uczynku tłumaczyć, ani przed nim, ani tym bardziej przed sobą. Tak, jak chwilę później z pocałunku. Tak łatwo odkryła się z tęsknotą, gdy szukała jego ust. Ujawniła pragnienie, gdy przylgnęła całym ciałem, przyciągnięta męską dłonią jeszcze bliżej. Nie kontrolowała dreszczu, zaskoczona własną intensywnością i pasją, gdy ich wargi zatańczyły w mieszaninie urwanego oddechu i smaku, który tak niedawno poznała.
Oderwała się niechętnie, nieporadnie zatrzymując się jeszcze blisko, udzielając się milimetrową przestrzenią, by spijać ciepło oddechu wprost z jego ust.
Opadła na ziemię powoli, czując jak serce zagłusza inne bodźce. Nie odsunęła się daleko, tylko tyle, by móc spojrzeć na twarz mężczyzny i oczy, które nadal kryły ślady burzy - odległe i rozmazane, ale - jeszcze się tlące. Nie odjęła swojej dłoni, wciąż zaplątanej gdzieś na karku. Przesunęła ją jednak niżej, muskając opuszkami palców linię ucha, by dalej sięgnąć skroni, a wędrówkę zatrzymując niżej, kreśląc kciukiem wzdłuż jego szczęki.
- Przepraszam - szeptała, ale nie miało to większego znaczenia. Słyszał ją, widział jak jej wargi się poruszają i z nich samych mógł odczytać kolejne słowa - nie tego chciałam... - dodała powoli, boleśnie i nagle zdając sobie sprawę, że Percival bał się o nią. Uparcie więc tkwiła w toni zmęczonej teraz zielni źrenic, nie odrywając się nawet wtedy, gdy pokręciła lekko głową - Wiesz, że musiałam, prawda? - słowa zdawały się być przyobleczone w jakąś przypominaną prawdę. Znał ją. Pamiętał ile razy (czasem głupio) narażała się, wędrują u jego boku podczas smoczych wypraw. Opowiadała mu o swoich podróżach, o jazdach o tęsknocie za tajemnicą i upartym dążeniu do jej odkrycia. Nawet jeśli wiązała się z niebezpieczeństwem - Mogę obiecać, że nie będę się narażać bez ciebie - kącik ust uniósł się i opadł, gdy przechyliła głowę. Jej dłoń niezmiennie tkwiła przy policzku mężczyzny, nie rejestrując, że od czasu do czasu wodziła opuszkiem palca po bladej ze zmęczenia skórze. Zupełnie, jakby chciała wyrysować tam ścieżki do zapamiętania.
- Poszedłbyś sam - stwierdziła, nadal działając na granicy słyszalności - Gdybyś nie wiedział, że tam jestem i tak podążyłbyś za... - urwała, wypuszczając nagle powietrze, by na kilka uderzeń serca przymknąć powieki, uciekając przed gwałtownym obrazem rozlanej czerwieni - Nie mogłam patrzeć bezczynnie. Nie mogłam też tam zostać sama, ale..znalazłeś mnie - otworzyła oczy z jakąś ulgą odnajdując się w rzeczywistości, w której Łowca był obok niej. Zbyt blisko, by mogła odczuć sunące wokół nich cienie, zatrzymujące dzikie spojrzenie, na rozbitych odłamkach pod oknem.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary - Page 2 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]13.08.16 20:35
Było coś kojącego w samej jej obecności, jakaś ulotna obietnica, że nie wszystko jeszcze było stracone. Nie był pewien, skąd się to brało – czy robiła to świadomie, czy może to jego myśli zaczynały w jej towarzystwie biec jakoś inaczej? – ale w pewien sposób odkrył to już wcześniej; nieco ponad tydzień temu, w jego mieszkaniu (czy to możliwe, że minęło tak niewiele czasu?), na opuszczonym placu zabaw i wtedy, na kamienistym brzegu, gdy jego życie zdawało się rozsypane na milion niemożliwych do poskładania kawałków. Trochę jej tego zazdrościł; tego, jak w magiczny sposób potrafiła wywrócić wszystko na drugą stronę, rzucić na rzeczywistość zupełnie inne światło i w kilka sekund wyciągnąć go ze znajomej pułapki powolnej autodestrukcji, w którą co jakiś czas spychały go jego własne błędy.
Nie to, żeby problemy całkowicie znikały – większość z nich wciąż znajdowała się bezpiecznie na swoim miejscu, gotowa, żeby w chwili nieuwagi podłożyć mu nogę. Chodziło raczej o to, że z jakiegoś powodu przestawał o nich myśleć; nie skupiał się już na sobie, nie zastanawiał nad własnym bezpieczeństwem i nie dbał o własne szczęście, a zamiast tego zaczynał troszczyć się o nią. Był w tym jakiś paradoks, owszem, bo Inara Carrow była ostatnią osobą, która mogłaby sprawiać wrażenie, jakby potrzebowała nieustannej opieki – od zawsze, odkąd ją poznał, nieustraszenie biegła do przodu, przeskakując nad przeszkodami, o które inni się potykali – ale może właśnie dlatego była w jego pokrętnym rozumowaniu taka cenna. Zwłaszcza teraz, gdy cała reszta czarodziejskiego świata drżała w swoich posadach.
Westchnął ciężko, przyglądając się z bliska jej twarzy, ale nie potrafił już wzniecić z powrotem tego gniewnego ognia, który jeszcze do niedawna szarpał jego wnętrzności i sprawiał, że przez większość wczorajszego wieczoru zachowywał się jak kretyn. Może nie chciał; miał wystarczająco czasu, żeby przemyśleć wszystko z chłodnego dystansu i tak właściwie nie wiedział, co dobrego mogłoby przyjść z rzucenia jej w twarz wyrzutami. Miała rację – znał ją, wiedział, jaka była, i że to właśnie ta oscylująca na granicy brawury i lekkomyślności odwaga czyniła z niej osobę tak niezwykłą. Czy gdyby pewnego dnia dziarsko nie zdecydowała się przemaszerować przez zbutwiałą, kołyszącą się na wietrze kładkę, na którą inni tylko zerkali z nieufnością, nie wpadła w sam środek rwącego strumienia i na koniec nie zbagatelizowała całej tej sytuacji śmiechem, w ogóle zwróciłby na nią uwagę? – Wiem – odpowiedział niechętnie, równie cicho, co ona. Przez moment jego usta pozostawały otwarte, podczas gdy tańczyło na nich niewypowiedziane, niemalże słyszalne ale, po to tylko, żeby po kilku sekundach rozproszyć się wraz z nieznacznym potrząśnięciem głową. Być może musiał po prostu zacząć się do tego przyzwyczajać, akceptując fakt, że niedługo mieli zacząć dzielić ze sobą nie tylko nazwisko. Czy zaledwie kilka dni temu nie obiecał jej w liście, że nie będzie jej ograniczał?
Zabrał dłoń z jej pleców, przesuwając ją do twarzy i odgarniając z jej czoła kilka luźnych kosmyków. – Obiecaj mi – powiedział, przyglądając jej się intensywnie – że następnym razem zaczekasz na mnie. Nie wydaje mi się, żebyś w ogóle była świadoma mojej obecności na sali, kiedy rzucałaś się w pogoń. – Uniósł wyżej jedną brew. A później jakby sobie o czymś przypomniał; jego twarz przyoblekła się na ułamek sekundy w wyraz subtelnej konsternacji, po czym jego stężałe w powadze rysy wygładziły się niespodziewanie, a kąciki ust drgnęły nieznacznie. W rozbawieniu? – Swoją drogą – zaczął powoli, podczas gdy coraz to nowe szczegóły poprzedniego dnia wypływały na powierzchnię jego pamięci – Adrien nie mówił ci przypadkiem, dlaczego się spóźniliśmy? – zapytał, tym razem przyglądając się jej nie tyle wyczekująco, co badawczo. Wyglądało na to, że do głowy już na dobre uderzyło mu niewyspanie, bo w następnym momencie przypomniał sobie kilka rzuconych przez lorda Carrowa słów i musiał odwrócić wzrok, żeby powstrzymać cisnący się na usta uśmiech, który tak pasował do okoliczności, jak górski troll do salonów.
Uspokoił się lekko, gdy jego spojrzenie ponownie spoczęło na połyskujących odłamkach szkła. – Chodź – mruknął, opuszczając dłoń, choć druga nadal ściskała delikatnie palce Inary. – Posprzątamy ten bałagan – dodał, nie do końca świadomy, że tak naprawdę miał na myśli znacznie więcej, niż tylko potłuczony wazon i rozchlapaną wodę.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]20.08.16 4:30
Miniona noc odbijała się na ich twarzach, niby odbity listowny lak. I oni kryli w sobie ukryte słowa, zapieczętowane przed niechcianym wzrokiem, a przeznaczone do odczytania, tylko dla...siebie? Inara nie wiedziała już, czy szaleńczo wirujące w jej głowie myśli, powinny pozostać na swoim miejscu, goszcząc się zbyt pewnie, pośród pokruszonych ram pewności. A zmęczony umysł opowiadał na nowo krwawą historię, od początku przekładając kartki koszmaru, który widziała. I bez końca podpowiadał, że na Sabacie była sama, nawet odnaleziona, stanowiła tylko odnośnik do gniewu, który malował się w malachitowym odcieniu jego źrenic. Przynajmniej do wczoraj.
Z bliska wyglądał inaczej. Im więcej wyłapywała szczegółów z percivalowej twarzy, tym mocniejsze wrażenia targały niewyspanymi myślami; zanim przyszedł, zanim usłyszała pukanie do drzwi, była przekonana, że spotka tylko burzę. Pioruny ogarnął jej pokój niszcząc coś więcej, niż szklany wazon z lśniącymi, zastygłymi na nim nieruchomo kroplami wody, które zbijały światło. Zupełnie jak jego oczy. Czasami, w ulotnej, nierealnej wręcz chwili wydawało się, że zieleń tęczówek, była tak przejrzysta, że mogłaby się w nich bez przeszkód przeglądać. Wracało światło, jak strudzony pielgrzym z bardzo długiej wędrówki - powoli, ale wytrwale.
Widziała też coś innego. Smutek, który chował się w kącikach ust, malował cienie pod oczami i szarpał milczeniem zalegającym zbyt długo na języku. I wszystkiego uczyła się od niego na nowo. Bliżej i mocniej, odrzucając w końcu barierę, lustro? przez które na niego patrzyła. Z początkowym lękiem, wciąż się cofając  przepuszczała go do siebie, samej wstępując na ścieżkę całkowicie jej nieznaną, po której nie umiała się poruszać. Może dlatego, że czuła się wobec niego bezbronna,  Możliwe, że nieświadomie? zdołał rozbić wszelkie blokady i tarcze, którymi się obłożyła. I nie mogła nawet wskazać momentu, kiedy dokładnie się to zaczęło. Na kamienistym brzegu Weymouth? Na opuszczonym placu zabaw, czy może dużo wcześniej, wkradając się do jej serca niepostrzeżenie?
Niepewność - to ona trzymała jej usta zamknięte na słowa, które cisnęły się od jakiegoś czasu, a wydarzenia z sabatu, zburzyły jeszcze bardziej spokój, którego próbowała rozpaczliwie się trzymać. Chciała uspokoić drżenie za każdym razem, gdy na nią patrzył i udawać, że wcale się nie zdradzała, a szkarłat zdobi jej policzki wyłącznie od chłodu.
Czekała na ale, które jednak zniknęło z jego warg niewypowiedziane (może umknęły przed pozostawionym przed chwilą śladem pocałunku?). Z westchnieniem przyjęła dłoń, odgarniającą potargane porannym bałaganem włosy. Przymknęła powieki na chwilę odrobinę dłuższą niż mrugnięcie. I słuchała uważnie, wpleciona w spojrzenie, które przenikało jej źrenice sięgając otwartych na niego, ciemnoorzechowych przestrzeni.
- Obiecuję - zaczęła ostrożnie, nawet na moment nie opuszczając wzroku. Oddech dziwnie niejednoznacznie zakołatał się w piersi, dodając kilka dodatkowych uderzeń serca więcej, do wybijanego rytmu - bo nie byłam tego świadoma - zanim pobiegła, łapała się na myśli, że po prostu ją zostawił, a listy były tylko jej wymysłem - Nie byłam pewna, czy jeszcze się pojawisz - dodała w końcu, klejąc słowa do tej pory formowane tylko w myślach. I na pewno nie mogła mu powiedzieć, jak długi czas siedziała na balkonie wierząc, że wystarczyła chwila i przekroczy próg drzwi.
Wypuściła powietrze przez nos, chociaż wargi wciąż pozostawały rozchylone, milcząco obserwując zmiany, które przywiało na jego oblicze. Zawtórowała mu uniesieniem brwi, oderwana od ciągu, który przetaczał kolejne, wzburzone fale w jej umyśle. Coś jasnego, niby złapany przez szybę promień przemknęło przez twarz Percivala, a ujawniło się pytaniem. Czy było podchwytliwe? _ Wspominał, że ratowaliście mojego kuzyna... - sięgała do wczorajszej rozmowy z ojcem, gdy wrócili do dworku, ale większość umykała w rozmytych treściach i konfrontacji z kulminacją wieczoru - Wiem, że wygrałeś w kasynie i... - zmarszczyła brwi, przygryzając wargę w zamyśleniu - coś o anegdotce? - na jej licach malował się wyraz coraz większej konsternacji, a wymęczony umysł (na szczęście) nie potrafił połączyć faktu dziwnego rozbawienia mężczyzny z przyczyną ich spóźnienia. Zmrużyła lekko oczy, zapisując niewerbalnie w myślach, by dopytać rodziciela o przebieg spotkania w kasynie. Coś tkwiło na rzeczy i miała wrażenie, że udział w tym brała męska solidarność. Chyba. Była na tyle zagubiona, że zawodziła ją nawet kobieca intuicja, blikająca nerwowo alarmowymi światłami. Wolała odpuścić. Przynajmniej na chwilę ignorując drganie percivalowych ust, zwiastujących śmiech.
Zerknęła w stronę, którą sięgną wzrok Łowcy. Wszelkie teorie spiskowe zostały rozmyte, umykając pospiesznie przed rozbiciem, rysującym się na podłodze szklanymi odłamkami. Nie protestowała, gdy pociągnął ją pod okno. Stąpała ostrożnie, by zatrzymać się przed bałaganem, który uczyniła - Nie wiem, czy jeszcze można to odtworzyć - przykucnęła przed stertą skrzących się zielenią odłamków, pociągnęła za sobą Percivala - Chyba bardziej mi szkoda kwiatów - wyciągnęła wolną dłoń po ułamaną łodygę ciętej, białej róży. Nigdy nie pamiętała kto wstawiał je do pokoju, ale pojawiały się przy okiennej wazie odkąd pamiętała. Uniosła kwiat wyżej, zatrzymując białe płatki nieruchowo, przy wargach.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary - Page 2 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]11.10.16 0:42
Trudno było mu uwierzyć w to, jak bardzo inaczej przedstawiała się jego rzeczywistość dosłownie dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Chociaż w pewnym sensie wciąż miał jeszcze na sobie zapach kasyna, potrafił przywołać smak palącego w gardło, drogiego alkoholu, a srebrna piersiówka ciążyła mu wyraźnie w wewnętrznej kieszeni zimowego płaszcza, to miał wrażenie, jakby wszystkie te wydarzenia miały miejsce wiele tygodni temu. Czy to możliwe, żeby zaledwie wczoraj jego problemy ograniczały się do nerwowego wygładzania rękawów wyjściowej szaty, przeglądania kilku wymienionych w czasie świąt listów, sprawdzania, czy pierścionek wciąż znajdował się tam, gdzie powinien (ukryty bezpiecznie w ozdobnym pudełeczku) i upewniania się (z częstotliwością ośmiu razy na minutę), że na pewno postępował właściwie? Ta możliwość wydawała mu się co najmniej surrealistyczna; mimo że odtworzył przebieg sylwestrowego wieczoru w pamięci już wielokrotnie, przez kilka godzin na zmianę to przewracając się w pościeli, to dreptając nerwowo po sypialni, w żaden sposób nie potrafił połączyć ze sobą dwóch kompletnie niepasujących połówek tego samego dnia. Może dlatego, że tak naprawdę nie chciał, naiwnie łudząc się jeszcze, że jeśli postara się wystarczająco, to uda mu się zamienić niechcianą rzeczywistość na sen. Paskudny, ale taki, z którego można się obudzić.
Zabawne; niby wiedział doskonale o uciążliwej przewrotności losu, wielokrotnie doświadczywszy jej na własnej skórze, a i tak nagły zwrot o sto osiemdziesiąt stopni go zaskoczył, spychając na teren, po którym nie chciał i nie potrafił się poruszać. Jego wielkie plany i małe niepewności legły w gruzach, przygniecione stosem spoczywających w sali balowej ciał i nie umiał już nawet sprawiać wrażenia osoby, która świetnie sobie radzi. Bał się, i najprawdopodobniej z tego właśnie strachu brała się cała jego złość, tymczasowo schowana gdzieś głęboko pod skórą.
Odetchnął trochę swobodniej, słysząc ciche obiecuję. Może było to tylko słowo, błahe i lekkie, ale potrzebował go bardziej, niż byłby skory przyznać. Dzięki niemu miał coś, czego mógł się złapać; coś, co mógł nazwać pewnym, w tym momencie własnego życia, w którym pewne nie było już nic. Przyciągnął ją bliżej siebie jeszcze na moment, tym razem lekko muskając ustami jej jasne czoło, jakby chcąc w ten sposób wygładzić kilka maleńkich zmarszczek zmartwienia (troski?), które się tam pojawiły. I odegnać cichą niepewność, wyłaniającą się nieśmiało spomiędzy jej słów. – Nie mógłbym się nie pojawić – powiedział, wbrew pozorom nie mając wcale na myśli rodowych obowiązków, które nakazywały mu obecność na organizowanym przez Nottów sabacie. Myślał raczej o złożonym w liście zapewnieniu, że się zobaczą. Porozmawiają. Teraz obawiał się odrobinę, że noworoczna tragedia odbije się również na ich relacji, nie przejmując się, że najprawdopodobniej było to z jego strony mocno egoistyczne. Jasne, ostatnie wydarzenia wstrząsnęły arystokratycznym światem, ale gdzie stawiały ich? Bał się zapytać. – Powinienem być wcześniej – dodał, uświadomiwszy sobie nagle, że gdyby zamarudził w kasynie kilka minut dłużej, najprawdopodobniej nie zdążyłby jej dogonić i zwyczajnie zastałby po przybyciu mnóstwo chaosu i ani śladu Inary. Po plecach przebiegł mu dreszcz. – Przepraszam – mruknął, zatrzymując spojrzenie na jej oczach i starając się zawrzeć w tym jednym słowie (od zawsze był w nich oszczędny) o wiele więcej niż potrafił. I o wiele więcej, niż był jej w stanie wynagrodzić.
Nie wiedział, skąd w tej całej poplątanej atmosferze wzięło się nagłe uczucie rozbawienia, ale właściwie był za nie wdzięczny, bo chociaż na chwilę oderwało jego myśli od nieustannego i męczącego rozmyślania o chwiejącej się na kiepskich fundamentach przyszłości. Może stłumiony śmiech stanowił właśnie pewnego rodzaju odpowiedź przeciążonego systemu obronnego; może naprawdę potrzebował snu. – Obawiam się, że akurat anegdotka była przeznaczona tylko i wyłącznie dla moich uszu – powiedział, wzruszając ramionami na wspomnienie barwnej opowieści, która przez moment wydała mu się odrobinę mniej odległa i jakby odrobinę bardziej rzeczywista. – Resztę… opowiem ci później – obiecał. Wciąż czekała ich więcej niż jedna rozmowa, wolał jednak odłożyć je na czas, w którym oboje będą odrobinę mniej wyczerpani.
Przykucnął na mokrej podłodze, ciesząc się, że ma okazję zająć ręce jakąś czynnością, nawet najbłahszą. Podwinął  rękawy, wyciągając z kieszeni różdżkę i jednym zaklęciem wysuszył rozchlapaną wodę. – Reparo powinno uratować wazon – powiedział, podążając za jej wzrokiem i przyglądając się przez chwilę ostrym odłamkom. Żałował, że nie wszystko dało się naprawić tak łatwo. – To tylko kwiaty – dodał, przenosząc spojrzenie na jej twarz. Uśmiechnął się. – Przyniosę ci nowe. – Żałował, że nie pomyślał o tym wcześniej. Z drugiej strony – kiedy wychodził z rezydencji, kupowanie bukietu było ostatnim, co zaprzątało jego głowę, wypełnioną raczej mało optymistycznymi obrazami i słowami. Niebywałe, że wystarczyło kilka minut, żeby wszystko to uciekło z niepamięć.

| chyba zt? <3


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Sypialnia Inary [odnośnik]13.10.16 1:30
Ton jej własnego głosu, zdawał się odległy, bardziej stłumimy i cichszy niż zazwyczaj. Podobno nie każdy jest w stanie rozpoznać dźwięk wypowiadanych przez siebie słów. Zupełnie, jakby umysł odciągał uwagę, by skupić się na właściwej treści przekazu. I nie każdy pamiętał, że głos miał znaczenie. Drobne - wydawać by się mogło - zmiany, drżenia, implikujące za sobą dużo ważniejszy przekaz, niż same wyrazy. ten fakt, chociaż mocno oderwany od sytuacji, zaplatał się w głowie Inary, niby sieć, przez którą miały przejść kolejne zdanie.
Była na zmianę przewrażliwiona lub dziwnie głucha na płynące ku niej bodźce. Chaos, rodził chaos, a jego rozstrojonym centrum, tkwiło maleńkie, wciąż pełgające światło. Niegasnąca lampka, której nie mogły sięgnąć nawet wirujące wokół cienie wspomnień i wykrzywionych w bólu twarzy pod sabatowym sufitem rezydencji. Ciężko było uniknąć na nowo odtwarzanej sceny, zapętlonej w punkcie zapalnym, jakim było pierwsze spojrzenie na groteskowo ułożone ciała na środku. I przytłaczająca świadomość, ze została sama. Moment krótki, nim pojęła kłamstwo, a jednak trącający struny, których nie spodziewała się u siebie zastać. Tak było wczoraj, zakamuflowane i zawoalowane wizją czegoś...co nie nastąpiło. A chociaż wcale nie chciała się do tego przyznawać, coś  zdradziecko ukąsiło jej serce, przypominając gorzko o powodach, które przez bardzo długi czas chroniły ją przed zranieniem. I wszystkie jątrzące ją drzazgi, rysujące na sercu nierówne szramy - topniały zaskakująco szybko. Wystarczyła jego obecność.
Nie, nie była naiwna, chociaż wielokrotnie posądzano o to jej poczynania. Ufała mu nie dlatego, ze ślepo wierzyła jego słowom. Znała go, na tyle, na ile zdążyła i pozwolił on sam. I patrzyła głębiej, niż przewidywała to szlachecka etykieta. Zaglądała w oczy, przenikając zielone tęczówki, sięgając po kryjące się elementy, niewypowiedziane i przysłonięte. I miało to jedną wadę. A może zaletę? Im dalej sięgała, tym więcej odsłaniała z siebie, niejako zgadzając się na wdarcie we własną, otuloną tajemnicą, przestrzeń...duszy? Gdzieś, gdzie można było się zgubić, gdzieś, gdzie coraz częściej potrzebowała ciepłej dłoni, zaciskanej na jej palcach, w cichej pewności, że nie jest sama. Kroczyła po niepewnym i nieznanym dla niej gruncie. I wciąż, chociaż wiedziała, miała trudności z nazwaniem głośno uczucia, które od kilku miesięcy ją ogarniało.
Głos na sabacie się mylił.
Ciche westchnienie było jedynym, na co przez moment było ją stać, gdy poczuła ciepły oddech na skórze i lekki, ledwie muśniecie, dotyk ust na czole. Kąciku warg uniosły się, jakby w potwierdzeniu - że rozumie - No tak, obiecałeś mi przecież taniec - a może to ona mu obiecała? nie pamiętała. Za to przez całe ciało, powoli przepływała ulga, rozlewająca się coraz wyżej i rozluźniając spięte ramiona, niby ożywcza siła - A ja powinnam zaczekać. Ale chyba nie będziemy się licytować - pokręciła głową. Gdybanie nad powinnościami nigdy nie wychodziło dobrze. Tym bardziej przeszłymi. Wstrzymała jednak kolejne słowa, które uwięzły na języku, gdy Łowca utkwił w niej spojrzenie. Dłużej. Jedno słowo, wypowiedziane niewyraźnie, ale pewnie, przekazywało jej coś więcej, niż mogła usłyszeć. Albo w to chciała wierzyć. Przymknęła powieki, by zatrzymać je w tej pozycji przez trzy uderzenia serca. Kiedy otworzyła je na powrót, ciepły uśmiech zdobił już nie tylko kąciki jej ust. I jeszcze zanim pociągnęła go za sobą, klękając na mokrej podłodze, dłoń powędrowała do męskiego policzka, przesuwając się po skórze i kończąc wędrówkę na brodzie - Dziękuję.
Inara musiała zapewne od nowa przyzwyczajać się, ze jej ojciec...miał własne plany co do..całego jej życia. Nawet jeśli Adrien powszechnie sprawiał wrażenie dobrotliwego, alchemiczka doskonale zdawała sobie sprawę, że potrafił być bardzo...przekonujący. Dlatego zmrużyła lekko oczy i przechyliła głowę, nieco intensywniej skupiając na mężczyźnie ciemne źrenice - Czuję w tym coś więcej...ale nie będę nalegać - anegdotek się nasłuchała nawet ona. A ciekawość uśpiła, na poczet kolejnego zdania - Zapamiętam obietnicę - zacisnęła odrobinę mocniej palce splecione z tymi, należącymi do Percivala.
Podwinęła brzeg sukienki, w końcu puszczając rękę narzeczonego. Oparła obie dłonie na suchej już podłodze, podążając wzrokiem za mieniącymi się zielenią, drobinami szkła, w końcu złączonych w całość. Na brzegu wazonu, pozostał ledwie widoczny ślad, drobna kropelka krwi. Zwinęła palce zranionej dłoni, ale po delikatnym rozcięciu pozostała już tylko cienka rysa - Tę obietnice, też zapamiętam.

zt :pwease:



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sypialnia Inary - Page 2 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Sypialnia Inary
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach