Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Magiczne zbiory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Magiczne zbiory   10.02.16 14:59

First topic message reminder :

Magiczne zbiory

Wystrój utrzymany jest w zgodzie z architekturą budynku. Z wejścia zaskakują swoimi mocarnymi wielkościami wysokie regały z książkami. Aby ułatwić znajdowanie odpowiedniej lektury, co rusz ustawiono bezpieczne drabiny z podestem otoczonym barierką, umozliwiając czarodziejom poruszanie się wzdłuż wyższych kondygnacji półek, przesuwając się po szynach drabiny z pomocą magicznego zaklęcia: Depulso, popychającego podest dalej.  Wstępu mugolom do tego miejsca broni magiczne zaklęcie otaczające pobliskie korytarze, wywołujące w mugolach poczucie, że czegoś zapomnieli zrobić i natychmiast powinni opuścić teren wokół katedry, udając się w inną lokalizację. Zaczarowane księgi znajdują się również w innych częściach sali, tutaj jednak są zgromadzone ich największe zbiory.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   13.07.16 12:52

Leniwie oparła się o półkę z książkami, powoli wertując kartki znalezionej przed chwilą książki. Wzrok szybko przesuwał się po literach w poszukiwaniu nowych informacji z zakresu historii czarodziejów. Od dzieciństwa lubiła poznawać przeszłość, starając się zapamiętywać nazwiska sławnych osób, ich dokonania i ucząc się na ich błędach. Po za tym to ją w pewien sposób odprężało, a ostatnio zdecydowanie potrzebowała chwili wytchnienia. Wydarzenia na sabacie wydawały się przewrócić świat czarodziejów do góry nogami, doprowadzając wszystkich do szaleństwa. I chociaż Elisabeth nie czuła się w żaden sposób zagrożona, to i ją dotknęły ostatnie wydarzenia. Bo przecież jak można przejść obojętnie wobec faktu, że przyjęciu pełnym ludzi, służby i z pewnością jakiś środków zabezpieczenia, zginęli nestorzy? I nieistotnym było z jakich rodów się wywodzili - liczył się sam fakt, który skłonił lorda Parkinson do podjęcia licznych działań, mających na celu wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa dla niego i rodziny. Na szczęście dla samej Elisabeth nie skończyło się to zakazem opuszczania posiadłości bez towarzystwa.
Elisabeth cicho westchnęła, zamykając opasłe tomisko i szybko odkładając je na miejsce. Poczuła zawód - na pierwszy rzut oka książka wydawała się być interesująca, a okazała nudna.
Wyprostowała się, chcąc przejść do innego działu - dzisiaj historia widać nie chciała przynieść ukojenia, więc może znajdzie je gdzie indziej?
Powoli ruszyła przed siebie, błądząc pomiędzy regałami, gdy nagle kątem oka dostrzegła rude włosy. Zatrzymała się nagle, rozglądając. Chociaż nikogo nie dostrzegła, to podświadomie wiedziała kogo właśnie spotkała albo raczej z jakiego rodu się ta osoba wywodziła. Na jej twarzy wykwitł chytry uśmiech - nie mogła się powstrzymać, toteż już po chwili skierowała się w tamtą stronę, przy czym starała się robić jak najmniej hałasu butami na dość wysokim obcasie. Prawdopodobnie i tak najlepszy efekt uzyskałaby przemieniając się w kota, jednakże dookoła było zbyt dużo osób, a przecież to był jej sekret. Nie mogła poświęcić go na rzecz głupot. Po za tym już po chwili udało jej się dotrzeć do celu niezauważonej. Jej uśmiech poszerzył się na widok znajomej postaci - chociaż nie miała jeszcze okazji osobiście poznać Lyry Travers, to dzięki dobre pamięci, Elisabeth potrafiła przywołać jej obraz z sabatu czy też słowa kuzynki dotyczące byłej panny Wesley.
W końcu ruszyła w jej stronę, opierając się bokiem o jeden z regałów.
- Może lepiej nie niszcz książek, ktoś chciałby je jeszcze przeczytać, a nie sądzę by było cię stać na kupno nowej - powiedziała, uważnie się jej przyglądając. - Chociaż nie wiem jak teraz, po ślubie z Traversem mogło się wiele zmienić.
Nie chciała się silić na uprzejmość. Nie zwykła robić sobie wrogów u osób które mogły przynieść jej jakieś korzyści, jednakże inaczej sprawy miały się z osobami z niektórych nieprzyjaznych rodów, a szczególnie tych przepadających za mugolami.
- Wybacz, my jeszcze nie miałyśmy przyjemności poznać się osobiście, aczkolwiek ty nie musisz się przedstawiać. Dużo osób mówi o powoli pnącej się po szczeblach hierarchii społecznej byłej Wesley. - powiedziała po chwili, prostując się. - Jestem Elisabeth Parkinson. Z pewnością znasz moją kuzynkę, Emery.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   13.07.16 15:24

Wydarzenia na sabacie długo nie chciały opuścić myśli Lyry. Nie było to coś, o czym można było ot tak zapomnieć. Pstryknąć palcami i udawać, że nic takiego nie miało miejsca. Nawet, jeśli nie wydarzyłoby się nic więcej (choć naiwnością byłoby myśleć, że to już koniec i teraz wszyscy są bezpieczni), to i tak przerażał sam fakt, że ktoś mógł być na tyle potężny i pewny siebie, że wykończył sześciu czarodziejów, w tym czterech nestorów w posiadłości, gdzie znajdowała się połowa szlacheckiego środowiska. Ten ktoś mógł w każdej chwili znowu dać o sobie znać, a Lyra z lękiem przyjmowała listy i przeglądała gazety, obawiając się kolejnych porcji złych nowin, lub, co gorsza, ataku na kogoś z bliskich jej bądź jej męża. Co, jeśli reszta rodu Traversów również była zagrożona, skoro ich nestor był wśród ofiar? Niczego nie mogli być pewni.
Nawet w bibliotece nie była w pełni spokojna, mimo że przychodziła tu już tak wiele razy, zazwyczaj samotnie, tak jak teraz. Nie chciała prosić Glaucusa, by asystował jej podczas każdego wyjścia, miał swoje sprawy, którymi musiał się zająć, sprawy zapewne poważniejsze niż trywialne zachcianki młodziutkiej malarki.
Zajęta wyciąganiem książki, nawet nie zdała sobie sprawy, że została zauważona i jej samotność za chwilę zostanie zakończona, i to przez kogoś, kogo towarzystwa raczej nie pragnęła, ani teraz, ani w innych okolicznościach.
Słysząc głos, podskoczyła nerwowo, o mały włos znowu nie wypuszczając z rąk książek. Szybko jednak wstała, ściskając oba woluminy w dłoniach, po czym zadarła głowę lekko do góry, by spojrzeć w twarz nieznajomej kobiecie. Ale, chyba nie tak zupełnie nieznajomej, bo pamiętała jej twarz z sabatu, siedziała chyba po drugiej stronie sióstr Yaxley. Jednak słysząc jej słowa i sposób, w jaki je wypowiedziała, na piegowatych policzkach Lyry pojawiły się lekkie rumieńce. Kobieta uderzyła w jej czuły punkt – biedę, z której tak desperacko próbowała się wydostać.
- Myślę, że nie musisz się tym martwić, lady Parkinson. Wszystko jest w jak najlepszym porządku – powiedziała chłodno, ale mimo wszystko uprzejmie do kobiety, która przedstawiła się jako jedna z Parkinsonów, rodu, z którym Weasleyowie pozostawali w negatywnych stosunkach. Machinalnie przesunęła dłonią po grzbiecie książki, ocierając z niego drobinki kurzu. Nic poza tym nie stało się przy upadku, chociaż zdarzały się woluminy, z których nawet przy lekkim dotknięciu wysypywały się strony. – Więc co takiego mówią? – zmarszczyła brwi, zdając sobie jednak sprawę, że ślub młodej Weasleyówny z jednym z Traversów nie przeszedł bez echa w magicznej społeczności i na pewno nie brakowało takich, którzy nie mogli zrozumieć, dlaczego Traversowie wybrali dla swojego syna właśnie ją. – Można tak powiedzieć, że znam, chociaż nigdy nie obracałyśmy się w podobnych kręgach. – Oczywiście, że znała, ale wolałaby nigdy nie poznać. Emery Parkinson była jedną z najbardziej nielubianych przez nią osób w Hogwarcie, drwiąca z niej z powodu pochodzenia i wyraźnie niezadowolona z faktu, że ta młoda, biedna Weasleyówna w znoszonych szatach i ubraniach z drugiej ręki również posiada rzadki dar metamorfomagii. Lyra starała się jej unikać, a później, gdy starsza o parę lat Parkinson ukończyła szkołę, mogła odetchnąć z ulgą, bo później już praktycznie nie miały ze sobą do czynienia.
Ale nie miała pojęcia, dlaczego ta Parkinson w ogóle marnowała na nią swój czas. Nie miała poważniejszych zajęć niż natrząsanie się z byłej już Weasleyówny?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   14.07.16 21:44

Nie wiedziała, czego może spodziewać się po byłej Weasley, bo chociaż jej kuzynka kilkakrotnie wspominała o niej, pomimo plotek zasłyszanych z ust innych, Elisabeth wierzyła tylko temu, co sama dostrzegła. Póki co nie miała okazji zbadać kobiety, toteż teraz była na to dobra okazja. Nie mogła jednak powiedzieć, że chęć poznania świeżo poślubionej kobiety była przyczyną marnotrawienia czasu - prawdopodobnie udałoby się jej obyć bez tej i tak, delikatnie rzecz ujmując, nieprzynoszącej żadnych zysków znajomości. Nie, to był po prostu jeden z kolejnych kaprysów panny Parkinson, nic ponadto.
- Jestem pewna, że co nie co na swój temat zdążyłaś już usłyszeć, lady Travers - odpowiedziała Elisabeth, po chwili prostując się i niby to od niechcenia prostując i tak nienaganne w wyglądzie ubranie. Potrzeba perfekcyjnego wyglądu wydawała się płynąć w jej żyłach wraz z ojcowską krwią, co skutkowało wręcz pedantycznym przykładaniem uwagi do wizerunku zewnętrznego.- Wzmożone zainteresowanie twoją osobą nie powinna cię jednak dziwić. Wydaje się, jakbyś pojawiła się znikąd, a już masz na swoim koncie udany wernisaż i dość dobrze prosperujący związek - wielu może tylko pomarzyć o tak nagłym awansie społecznym.
Parkinson nie przyznała, iż ona również jest tym faktem zainteresowana, aczkolwiek nie w tak dużym stopniu jak inni. Tłumaczyła to raczej tym, iż dwa dość mierne rody znacznie do siebie się przyciągnęły, tworząc omawiany przez wszystkich związek. I chociaż zazwyczaj o wiele bardziej liczyły się dla niej wartościowe sojusze, to były rody, dla których nie zrobi wyjątku od niechęci.
- To chyba zrozumiałe - odpowiedziała na wzmiankę o kuzynce, jednakże powiedziała to cichszym głosem, bardziej do siebie niż do rozmówczyni. Dobrze znała Emery, płynęła w nich ta sama krew, przez co ich dobór towarzystwa bywał podobny, a już szczególnie tyczyło się to nieprzyjaznych rodzin.
Elisabeth przez chwilę wpatrywała się ponad ramię rudej, obserwując kilka osób przechodzących obok regału. Z początku wyglądało to tak, jakby interesował ich ten konkretny, obok którego stały dwie szlachcianki. Widok tej dwójki wydawał się ich speszyć, przez co ostatecznie postanowili się wycofać - Parkinson nie kojarzyła ich z rodów czystej krwi, toteż mogła jedynie podejrzewać, iż do żadnego z nich nie należą. Gdy Ci zniknęli jej z pola widzenia, z powrotem leniwie przeniosła spojrzenie na rudą rozmówczynię, uważnie się jej przyglądając.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.07.16 15:53

Rzeczywiście, można było tak powiedzieć, że Lyra pojawiła się znikąd. Zaledwie kilka miesięcy temu ukończyła Hogwart i zadebiutowała w towarzystwie – najpierw na swoim pierwszym sabacie po zakończeniu szkoły, tym, który miał wprowadzać młode panny w dorosłość, potem na wernisażu, na który została zaproszona, bo podczas tych długich godzin na Pokątnej ktoś zauważył jej talent, niezwykły jak na młody wiek i niewielkie możliwości rozwoju. A później już nie musiała gnieść się na ulicy bez względu na warunki, otrzymała własną pracownię, gdzie mogła wykonywać część zamówień. Tak czy inaczej, wciąż jednak dopiero stawiała pierwsze kroki w towarzystwie, nie mając jeszcze zbyt wielu znajomości w tych kręgach i nie bardzo wiedząc, czego się spodziewać. Przez brak prawdziwie szlacheckiego wychowania była niejako osobą z zewnątrz, w oczach niektórych zapewne nie zasługującą na swój awans społeczny mimo że jej ślub został zaaranżowany zgodnie z zasadami, w dodatku z inicjatywy samych Traversów.
- Muszę przyznać rację – rzekła w końcu, chociaż tak naprawdę z większości pogłosek nie zdawała sobie nawet sprawy, przez większość czasu, jaka upłynęła od ślubu, niewiele wychodziła z posiadłości. – Nie prosiłam się jednak o tak duże zainteresowanie, to przyszło nagle i nieoczekiwanie. – Mimo wszystko wolałaby nie budzić większych emocji, a w spokoju cieszyć się zmianami w swoim życiu, przynajmniej tymi pozytywnymi, jak udany wernisaż i ślub z Glaucusem. Bo pogorszenie relacji z braćmi zdecydowanie nie było korzystną zmianą, budziło w Lyrze rozżalenie i tęsknotę za rodziną, z którą ostatnio właściwie nie miała kontaktu. Nie chciała jednak żyć na pokaz, a w spokoju robić to, co lubiła. – Jednak i tak z pewnością nie cieszę się równie dużą uwagą, jak przedstawicielki innych rodów. Wiele innych panien wyszło za mąż lub zrobi to wkrótce.
Wcale nie żałowała, że takie osoby, jak Emery wolały inne towarzystwo. Sama nie potrafiłaby się czuć przy niej komfortowo, zbyt silna była niechęć Parkinsonów do Weasleyów, zbyt mocno różniły się od siebie te dwa rody. Sama Lyra w Hogwarcie częściej obracała się wśród osób wcale nie tak szlachetnej krwi, bo tych było najwięcej w domu, do którego przynależała. Dlatego Lyra wyrosła na osobę tolerancyjną, co jednak nie przeszkadzało jej marzyć o awansie społecznym i sięgnięciu po lepsze perspektywy.
Także zerknęła na nieznajomych przybyszów, którzy przeszli obok nich między regałami, jednak ci chwilę później się wycofali. Lyra odłożyła na półkę książkę, którą wcześniej niechcący zrzuciła, wciąż trzymając w rękach tą, którą chciała wypożyczyć. Właściwie mogłaby więc po prostu odejść, nie kontynuując konwersacji z Parkinson, ale odwrócenie się na pięcie i odejście nie należało do zbyt kulturalnych, a nie chciała, zwłaszcza przy kimś pokroju tej kobiety, pokazać się jako osoba prymitywna i pozbawiona ogłady. Dlatego powinna się wycofać powoli, na razie robiąc tylko mały krok do tyłu i wciąż nie spuszczając spojrzenia z kobiety.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.07.16 16:22

Patrząc na Elisabeth ktoś mógłby pomyśleć, że wcale nie przykłada uwagi do wypowiadanych przez lady Travers słów. W rzeczywistości jednak było inaczej, Lisa dokładnie słuchała, starając się jednocześnie czytać ukryte przekazy, niewypowiadane wprost. Czasami były to tylko ton głosu, który potrafił wiele jednak zdradzić. Wielu nie zdawało sobie sprawy z tego, jak łatwo odczytać ich chociażby poprzez proste gesty - czasami ludzie wbrew pozorom byli otwartą księgą, wystarczyło tylko umieć dobrze ją przeczytać.
- Jak już mówiłam, nie powinno to lady dziwić. Ludzie lubią dowiadywać się wszystkiego o wszystkim i o wszystkich. - odpowiedziała, zastanawiając się przy tym kiedy jej rozmówczyni nie zniesie napięcia. Nie było niczym dziwnym, iż rozmowa nie sprawia jej przyjemności, a najlepiej gdyby takowa w ogóle nie miała miejsca. Sama Elisabeth również w tym czasie mogłaby robić wiele innych czynności, jak choćby zgłębiając historię sławnych polityków czy rodzin czarodziejów. O wszystkim decydował kaprys. - Nie raz słyszy się na ulicy głośne rozmyślania nad tym, co było powodem takiego wyboru. Z pewnością młody Travers mógłby związać się z każdą inną młodą szlachcianką, pochodzącą z bardziej uprzywilejowanego rodu. Do tej pory chyba nikt tego nie wyjaśnił, czyż nie? Chyba, że coś mi umknęło, sama rozumiesz - wiele się dzieje.
Zerknęła na odkładaną przez kobietę książkę, wracając do niej wzrokiem.
- A jeśli chodzi o ogrom ostatnich wydarzeń, składam serdeczne kondolencje z powodu tragedii Twojego nowego rodu, z pewnością wszyscy bardzo przeżyliście utratę swojego nestora - rzekła, po chwili sięgając po książkę, którą Lyra wcześniej strąciła przez omyłkę. Delikatnie otworzyła ją na pierwszej stronie, obojętnie zerkając na jej tytuł, robiąc tym samym przerwę w wypowiedzi. Szybko jednak zamknęła książkę, nie odkładając jej jednak na miejsce. - Zdaje mi się, czy ty wraz z mężem dość szybko opuściliście posiadłość lady Nott? Dotarłam nieco później niż inni i nie dostrzegłam was nigdzie.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.07.16 21:27

Tak naiwna i wciąż niedoświadczona osóbka jak Lyra wielu rzeczy nie była świadoma, nie potrafiła też zbyt dobrze panować nad swoimi emocjami i gestami. Które niekiedy zdradzały ją, nawet przez rumieńce na policzkach czy niespokojne mięcie brzegów rękawów. Wielu rzeczy wciąż musiała się nauczyć, aby móc poradzić sobie w środowisku, do którego wraz ze swoim ślubem zaczęła przynależeć. A ta przynależność niosła ze sobą nie tylko pozytywne aspekty, ale również takie, których wolałaby uniknąć. Jak choćby to, że każde jej potknięcie było obserwowane i na salonach nie mogła czuć się w pełni sobą. Może jednak Garrett miał trochę racji, uciekając od tego świata? Szybko jednak przypomniała sobie, że ona nie miałaby szans, będąc na jego miejscu. On był mężczyzną, aurorem, ona – słabym dziewczęciem, którego największym talentem był ten do malowania. Niezbyt przydatny w prawdziwym życiu.
- To jego rodzina zadecydowała o tym związku. Mnie postawiono właściwie przed faktem dokonanym – odpowiedziała, całkiem zgodnie z prawdą, bo inicjatywa wyszła od Traversów, a Weasleyowie zgodzili się, zapewne zadowoleni, że przytrafiła się szansa tak dobrego wydania młodziutkiej i utalentowanej artystycznie latorośli. A Lyra nie wiedziała, czy najbardziej zaważył jego nie tak młody wiek, fakt, że przez rok nie było go w kraju, pozytywne stosunki rodowe czy może to, że Traversowie wysoce cenili transmutację i być może chcieli wprowadzić w rodzinę gen metamorfomagii, który posiadała Lyra. – Z pewnością musieli mieć swój powód, dla którego wybrali właśnie mnie – dodała tylko, ale nie wdawała się w szczegóły. Po co zdradzać zbyt dużo, szczególnie osobie z wrogiego rodu?
Póki co obie zachowywały do siebie dystans, rozmawiając bez większej wrogości, ale też bez poufałości. Lyra sama nie wiedziała, do czego to wszystko prowadziło, ale pozostawała uprzejma, przynajmniej tak długo, jak długo była taka jej rozmówczyni. Podziękowała jej za kondolencje, patrząc, jak lady Parkinson zdejmuje z półki książkę, którą odłożyła tam Lyra.
- Opuściliśmy Hampton Court szybko po tym zajściu. Żadne z nas nie czuło się komfortowo w obliczu tak tragicznej i nagłej śmierci nestora i kuzynki mojego męża – odpowiedziała, zatrzymując się. Znów lakonicznie, nie zdradzając, że zasłabła na widok zakrwawionych ciał, że jej wrażliwy organizm nie wytrzymał tak silnych emocji i Glaucus był zmuszony szybko ją stamtąd zabrać.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   15.07.16 23:19

Elisabeth była nie tylko dobrą słuchaczką, oczywiście w zakresie wyciągania z konwersacji jak najwięcej szczegółów dla siebie, ale i dość spostrzegawczym obserwatorem, szczególnie w przypadku niedoświadczonych osób, nie przystosowanych do ciągłego obserwowania każdego ich poczynania. Młoda Travers wchodząc na salony choćby i nieświadomie powiększyła grono osób jej przychylnych, lecz także i tych życzących jej jak najgorzej. Od momentu gwałtownego rozgłosu każde jej poczynanie miało być teraz śledzone, jeszcze bardziej zwiększając uwagę jej osobą. Parkinson korzystała z tego wszystkiego pełnymi garściami, w głowie już widząc siebie piszącą w ukochanym notatniku, w którym dla własnej przyjemności, ale i korzyści pisała o napotkanych osobach. I nie zawierała tym informacji jak to wspaniale się z nią rozmawiało - to byłoby marnotrawienie tuszu i papieru. Panna Parkinson pisywała tam o ich zachowaniach, nawykach, spostrzeżeniach, wadach, zaletach oraz korzyściach, które mogłaby z tych osób czerpać. A takowe mogła nawet z nieświadomych tego wrogów. Wystarczyło tylko odpowiednio podejść daną osobę, próbując różnych metod. A nawet jeżeli to nie pomogło, mogła posunąć się do tych bardziej podstępnych.
- Z pewnością tak było - przytaknęła, czując jak jej warga mimowolnie unosi się lekko ku górze. Możliwe iż jej ruda rozmówczyni co nie co na ten temat wiedziała, nie chciała jednak tego wyznać. Nie było to dziwne, w końcu Elisabeth była ostatnią osobą, której Lyra chciałaby się z czegokolwiek zwierzać - było to całkowicie zrozumiałe. W wypowiedziach panny Travers czuło się uprzejmość, jednakże nie miała ona podłoża w sympatii skierowanej w stronę brunetki, lecz zapewne przeświadczenia iż tak należy. Panna Parkinson bez trudu wyczułaby choćby nie znając jej tożsamości, że rozmówczyni wcześniej nie była tak dokładnie wychowywana jak inne bardziej dumne szlachcianki. Sama Elisabeth w przypadku takiej rozmówczyni byłaby całkowicie szczera, a najchętniej wymieniając się przy tym wyrachowanymi dawkami jadu, odeszłaby od niej, by na sam koniec zastosować najbardziej silną broń, nawet stoika wyprowadzającą z równowagi - ignorancję. Lyra jednak nie była Parkinson ani Crouch, nie miała tego we krwi i z pewnością nie zdobyłaby się na coś takiego.
- Ah, rozumiem - odpowiedziała, co jakiś czas przekładając tomik z ręki do ręki, przyglądając się mu co jakiś czas. - Taki widok musiał być wstrząsający dla lady, ledwie dołączyłaś do tej rodziny, by w dość krótkim czasie już przeżywać jej tragedię.
Elisabeth słyszała pogłoski, co mogło być przyczyną zamachu na ich życie, wszystkich nestorów łączyło opowiedzenie się przeciwko jednej osobie, wydającej się sprawować zatrważająco dużą władzę w świecie czarodziejów. Prawdopodobnie śmierć tak istotnych osób było przestrogą dla innych, którzy zastanawiali się nad poparciem zmarłych.
- A jak z tym wszystkim radzi sobie młody lord Travers? Z pewnością jego szczególnie poruszyła tak ogromna strata.
Jak do tej pory rozmowa krążyła wciąż wokół młodej kobiety, Elisabeth chciała jak na razie za pomocą zmiany przedmiotu konwersacji wybadać grunt. Nie łudziła się, iż uśpi czujność młodej lady, nie była pewna czy finał tego spotkania przyniesie cokolwiek pozytywnego dla brunetki, jednak jedno teraz by osiągnęła - przełamała pierwsze lody i w razie potrzeby będzie mogła kolejnym razem już bez żadnych zahamowań uciąć z nią pogawędkę.





A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   16.07.16 22:29

W tego typu sytuacjach nie czuła się zupełnie komfortowo, bo jednak nie była jeszcze przyzwyczajona do salonów, ciągłego oceniania oraz gry pozorów. Nigdy nie była zbyt dobra w udawaniu, jej kłamstwa miały dosyć krótkie nogi. Będąc metamorfomagiem, powinna posiadać większe umiejętności, jednak gdy w grę wchodziły emocje, zbyt łatwo dawała się im ponieść i się odsłaniała. Ale, jakby nie patrzeć, była jeszcze bardzo młoda, no i w odróżnieniu od innych panien, w dzieciństwie nie odebrała odpowiedniego wychowania. Jej matka nie była szlachcianką, więc sama również nie posiadała dużej wiedzy oraz wrodzonego obycia. Na prywatnych nauczycieli nigdy nie byłoby ich stać, więc dzieciństwo Lyry było właściwie bliższe temu, jakie wiodły dzieci z nieszlachetnych rodzin. Jedyne, co miała na start, to pochodzenie i tytuł. Po wszystko inne musiała sama sięgnąć, starając się dorównać rówieśniczkom, które miały nad nią przewagę całych lat nauki odpowiednich umiejętności. Każdy, kto posiadał odpowiedni zmysł obserwacji, mógł łatwo to wychwycić.
Skinęła lekko głową; co nieco wiedziała (lub raczej – domyślała się), ale nie wszystkim się dzieliła, nie chcąc i nie mając obowiązku się zwierzać. Starała się po prostu nie wyjść na zupełnie niewychowaną i z grzeczności podtrzymywała konwersację, próbując jednocześnie dociec, co kryło się pod płaszczykiem uprzejmości i zainteresowania ze strony lady Parkinson. Coś musiało się kryć, ale niewprawna w obserwowaniu Lyra nie potrafiła zdefiniować, co dokładnie.
- Rzeczywiście, to był nagły i nieoczekiwany wstrząs. Kilka dni wcześniej spokojnie braliśmy ślub, a później wydarzyło się coś takiego. – Lyra wzdrygnęła się na myśl o tym, jak przewrotny potrafił być los. – Dla Glaucusa z pewnością to trudny czas, w końcu to jego rodzina, ale stara się sobie z tym poradzić. Dziękuję za troskę.
Poprawiła dłońmi rękawy sukienki i zamyśliła się. Glaucus starał się przepracować swoje zmartwienia, zresztą podobnie jak i Lyra, która przez większość czasu malowała, bądź uczyła się oklumencji. Zaczęła jednak zastanawiać się, jak inne rody radziły sobie z tą tragedią, bo była prawie odcięta od informacji.
- Skoro była tam pani obecna dłużej, może pamięta, jak zakończyła się ta nieprzyjemna sprawa? – zapytała nagle, uświadamiając sobie, że może ona również może dowiedzieć się czegoś od rozmówczyni. Która, jakby nie patrzeć, była obecna na miejscu zdarzenia i była bardziej zorientowana towarzysko. Tylko pytanie, czy zechce podzielić się wiedzą, czy pozostawi młodziutką malarkę w aurze niedomówień?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   20.07.16 11:34

Elisabeth uważnie obserwowała rozmówczynię. Niestety, chociaż wiele jej emocji wyłożone było przed nią jak na tacy, to ponad to wszystko nie umiała wychwycić czegoś więcej, czegoś istotnego, co mogłoby jej posłużyć w przyszłości. Ten stan rzeczy nie zadowolił brunetki, która liczyła iż wszystko łatwo jej przyjdzie - to było chyba rodzinne, że Parkinsonowie wiele wiedzieli, łatwo podchwytywali plotki czy inne informacje o innych ludziach. W tym przypadku jednak Lisa nie szukała tylko nieznacznej plotki, bo takie mogła dostarczyć jej kuzynka.
Słuchając wypowiedzi lady Travers miała ochotę się skrzywić, powstrzymała się jednak, pozostawiając twarz spokojną i jedynie oczy wyrażały swego rodzaju wyższość. Z jej ust nie padł również komentarz, w którym zaprzecza jakoby w pytaniach kierowała nią troska, chociaż cisnęło jej się to na język.
- Każdy po sabacie przeżywa jakąś swoją tragedię - podsumowała tylko, przenosząc wzrok na trzymanej wciąż książki. Po chwili postanowiła ją odłożyć delikatnie na miejsce, wiedząc że i tak nie będzie miała z niej użytku. Przy tym też mimowolnie na chwilę powędrowała myślami do zmarłych kuzynek. Szybko jednak odtrąciła tą myśl, uważając to za coś niedorzecznego - nigdy nie łączyły ją z nimi szczególnie mocne więzi poza tymi rodzinnymi, dlatego też nie powinna wracać do nich myślami.
I już nie wracała, a zaczęła zastanawiać się nad właściwą odpowiedzią na pytanie rudowłosej.
- Wyszłam później, ale to nie znaczy że dłużej zabawiłam. Kiedy doszłam na miejsce zbrodni panował tam istny chaos i trudno było zorientować się w tym, co się dzieje dookoła. Gdzieś przed oczami mignęła mi jedynie postać omdlałej lady Nott. - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Rzeczywiście gdy przyszła na miejsce, dookoła panowało ogromne zamieszanie, a Elisabeth nie chciała z nim w żaden sposób walczyć. Zamiast tego wróciła do domu i przeczekała kilka dni, by następnie wyjść do ludzi i zdobywać informacje na temat wydarzeń z Sabatu. Miała nadzieję usłyszeć coś ciekawego i tak też się stało, jednakże nowinki nie we wszystkich częściach były dla niej przyjemne. Wydarzenia jednak już minęły, a zmarłych nie można było przywrócić do życia, o czym wielu zapominało. Do tej pory panna Parkinson nie może powstrzymać przewrotu oczami, gdy gdzieś obok przewiną się jakiekolwiek kondolencje. I chociaż przed chwilą sama je złożyła na ręce lady Travers, to cel ich wypowiadania był zupełnie inny.
- Finał był jednak tragiczny, cały magiczny świat o nim trąbi od tamtego czasu - dodała po chwili, zauważając małą wiedzę rozmówczyni. Najwyraźniej ta musiała nie wiedzieć o tym, co działo się wokół posiadłości organizatorki sabatu.




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   20.07.16 20:02

Tak naprawdę Lyra nie robiła w swoim życiu wielu rzeczy, które byłyby godne wyjątkowo smakowitych plotek. Co prawda jej utrzymywanie kontaktów z osobami spoza szlacheckiego kręgu mogło w oczach niektórych budzić kontrowersje, ale nadal nie było to coś naprawdę niesamowitego i zaskakującego. Młodziutka była Weasleyówna mogła wydawać się aż do bólu nudna i spokojna – pozbawiona odpowiedniego obycia, za to wykonująca zawód jak najbardziej adekwatny dla zamężnej szlachcianki. Miała też, oczywiście, swoje tajemnice, ale o nich wiedziało niewielu.
- Zgadzam się – przytaknęła jednak; nie tylko ród Traversów został w jakiś sposób poszkodowany, a ze względu na bliskie powiązania wielu rodów, spora część uczestników sabatu mogła mieć powiązania z ofiarami, chociaż Lyra nie wiedziała, że było ich jeszcze więcej, niż czterech nestorów i małżeństwo Bulstrode.
Żałowała jednak, że lady Parkinson nie wiedziała (lub wiedziała, ale nie chciała powiedzieć) niczego więcej. Lyra liczyła na jakąś pozytywną wiadomość, w rodzaju wieści o odkryciu sprawcy tego okropnego czynu, ale póki co wciąż pozostało jej tkwienie w niepewności, kto za to odpowiadał i czy na tym zakończył. Czuła się coraz bardziej niezręcznie w towarzystwie tej kobiety, lustrowana jej bacznym spojrzeniem, być może w jakiś sposób przez nią oceniana. Parkinson była, jakby nie patrzeć, bliską rodziną jednej z jej największych szkolnych zmor. Lyra niemal zaczynała marzyć o oddaleniu się i uwolnieniu od jej towarzystwa, zwłaszcza kiedy już rozwiały się jej złudzenia, że dowie się czegoś istotnego o wydarzeniach rozgrywających się na sabacie.
- Myślałam, że... Zresztą nieważne – powiedziała, odwracając na moment wzrok i nieznacznie się prostując, próbując ukryć chwilowe zmieszanie i podenerwowanie, oraz to, że nie wiedziała niczego, a powinna. Bo przecież również była tam tego dnia i dotyczyło to między innymi rodu jej męża. – Nie będę zabierać więcej czasu – dodała po chwili, mocniej zaciskając palce na książce, którą miała zamiar wypożyczyć, chociaż przed opuszczeniem londyńskiej biblioteki powinna jeszcze zahaczyć o dział z książkami poświęconymi magii umysłu, by znaleźć poszukiwaną pozycję na temat oklumencji. – Do widzenia, lady Parkinson. – Grzecznie pożegnała kobietę, po czym powoli oddaliła się w stronę wyjścia z działu o sztuce i przez chwilę jeszcze krążyła po bibliotece, zanim wreszcie znalazła to, po co tak naprawdę tu dziś przybyła.

| zt.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Elisabeth Parkinson
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
tłumacz
25
Szlachetna
Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
6
8
1
0
15
5
6/36
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   21.07.16 10:49

Elisabeth nie zwykła kryć się ze swoim dość bezpośrednim spojrzeniem - gdy z kimś rozmawiała albo ktoś przykuł jej uwagę, nie obawiała się przyglądać mu się, nie licząc się z tym, co dana osoba myśli. Panna Parkinson nigdy albo raczej praktycznie nigdy nie liczyła się ze zdaniem innych - jedynie zwracała uwagę na to, co tamci mogą odczuwać w momencie, gdy potrzebowała daną osobę mieć za sojusznika. Tak naprawdę jednak Elisabeth wiedziała, że nie ma osób nie do zastąpienia - jak nie ten alchemik, to inny; jeżeli ten mistrz czarnej magii się obrazi, zawsze gdzieś po drodze uda jej się spotkać innego. Każdego można było wymienić na lepszy model.
Kobieta czuła, że rozmowa dobiega ku końcowi. I chociaż próby dokładnego wybadania rudej nie przyniosły takiego skutku jakiego by sobie życzyła, to nie miała zamiaru przeciągać konwersacji, w końcu z pewnością ich drogi jeszcze nie raz się skrzyżują.
Oczy kobiety na chwilę spoczęły na trzymanej przez rozmówczynię książkę, w głowie zapisując sobie jej tytuł. Sama nie była ogromną pasjonatką malarstwa, lecz w czasie nudy człowiek robił różne rzeczy.
- Do rychłego zobaczenia, lady Travers - odpowiedziała Elisabeth na pożegnanie, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, pojawiającego się na jej twarzy. Po tych słowach wolnym, lecz dumnym krokiem wycofała się do tyłu, by skierować się w stronę działu z książkami o historii. Tam sięgnęła po jeden z tytułów i nawet nie przeglądając książki, ruszyła by ją wypożyczyć. Wszystko robiła automatycznie, chociaż nie bez gracji. Jej myśli krążyły wokół rozmówczyni - usilnie analizowała każde słowo i ruch, chcąc odnaleźć cokolwiek.
Nic.
Efekty z pewnością nie były owocne, ale tylko utrzymywały ją w przekonaniu, że była Weasley miała swoje tajemnice, tak jak każdy. A takowe są po to, by je odkrywać.

|zt




A little learning is a dangerous thing...

Powrót do góry Go down
Ted Foss
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3567-theodore-foss
Teoretyk magii
26 lat
Mugolska
Kawaler
Dum inter homines sumus, colamus humanitatem
0
8
0
0
0
15
0
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   23.08.16 0:35

|8 lutego

Mroźny poranek pokrzyżował plany spędzenia wolnego czasu ze swoją młodszą siostrą, która tego dnia nie zamierzała w ogóle wychodzić z domu. Mężczyzna nigdy nie rozumiał ludzi stroniących od zimna, ale za to szczerze nienawidził lata i panującego wtedy gorąca. Niemniej, zmusiło go to do zmiany swoich planów, bo nie pasowało mu spędzenie całego dnia siedząc bezczynnie w domu. Szybkie spojrzenie do notatnika wskazało mu zajęcie na dzisiejsze popołudnie jak i nie cały dzień. Termin przygotowania materiałów dla amerykańskiego badacza zaklęć powoli mijał, a Ted jeszcze nawet nie zabrał się do pracy. W ciągu ostatnich tygodni zupełnie nie chciało mu się pracować, zresztą... on miał tendencje do zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Pod presją czasu o wiele inaczej się pracuje, bo nie masz już odwrotu i musisz to wykonać w danym momencie. No chyba że chcesz ponieść złe konsekwencje z niewywiązania się z obowiązku!

Foss miał o tyle dobrze, że w zasadzie nie posiadał sztywnych ram czasowych, które kazałyby mu uczęszczać do zakładu pracy na wyznaczoną godzinę. Nigdy nie powróciłby do czasów, kiedy musiał wstawać na godzinę ósmą, żeby zdążyć na osiedlowy targ z warzywami. Ah, mugole... Teraz zupełnie inaczej spoglądał na swoich sąsiadów czy sklepikarki, które znały go za młodzieńczych lat, ale przecież jego rodzice również nimi byli, dlatego nigdy nie straciłby szacunku do tych niemagicznych istot. Szczególnie wzięło go na takie przemyślenia przechodząc obok sklepu, w którym spędził prawie 2 lata swojego życia. Jednak wspomnienia jak i tamto miejsce należy zostawić w tyle. Ted kierował się teraz w stronę biblioteki mieszczącej się na obrzeżach Londynu. Piękny budynek, który był widoczny również dla mugoli, ale ci niechętnie do niego wchodzili. Trudno im się dziwić, bo w końcu na tak ważne miejsce musiały być rzucone odpowiednie zaklęcia antymugolskie. Zdjąwszy kapelusz i płaszcz, oddał je w ręce skrzata, który szybkim krokiem powiesił je na odpowiednim wieszaku. Nie trudno było odnaleźć należące do Teda odzienie, które nieznaczenie wyróżniało się na tle futer i drogich płaszczy. Mimo wszystko, mężczyzna się już przyzwyczaił do tego widoku i niezbyt zawracał sobie nim głowę. Trzeba ruszać do pracy!

Szybkim ruchem wziął znajdujące się na pobliskim stoliku kartki i magiczne pióro, które miało zapisywać wszystkie jego słowa, a następnie udał się do działu z magicznymi zbiorami. Jego dzisiejsza praca należało do jednych z prostszych, które przyszło mu wykonywać. Czarodziej szczególnie zainteresował się zaklęciami rzucanymi na różdżkę jak Priori Incantato albo Deletrius. Nie była to wiedza tajemna, bo przecież o tych zaklęciach wspomina się nawet w Hogwarcie na ostatnich latach nauki, ale najwyraźniej badacz z Ameryki chciał zobaczyć co kryje się w bibliotekach Starego Kontynentu. Cóż, nie było to ważne , bo liczył się wyłącznie pieniądz, który miał wpłynąć do skrytki w Banku Gringotta. Wyjął różdżkę i wykonując niewielki obrót stuknął najpierw w kartki, a następnie w pióro.

- Volitavi - rzekł spokojnym głosem, a papier jak i pióro delikatnie zakołysały, a następnie poderwały się do góry i wędrując za Tedem lewitowały w powietrzu. Dział związany z zaklęciami zawsze był niezwykle oblegany, a przynajmniej bardziej niż inne regały. Ah, no tak... O godzinie 10 ciężko było tutaj znaleźć kogoś innego niż badaczy i pasjonatów zaklęć, którzy przesiadują w bibliotece niemal całe dnie. Takie uroki zarówno roku szkolnego jak i zimy, która w niektóre dni dawała mocno o sobie znać. Chociaż pana Fossa niezwykla ciekawiła praca, którą się zajmował, to ciężko było mu się zabrać do roboty, więc poszukiwania odpowiednich książek trwały niezwykle długo. Nie był nigdy specjalnym fanem historii, ale przy badaniu zaklęć jest to pomocna wiedza, a przynajmniej ta związana z epokami historycznymi. Pierwsze książki traktujące o różdżce, jej właściwościach i "umyśle" znajdowały się na dolnych półkach biblioteki. Starożytni niezwykle podchodzili do tego tematu, szczególnie że rozkwitała wtedy filozofia, która dawała wielu czarodziejom pole do popisu i tak też zrodziło się wiele teorii na temat odpowiedniego rdzenia czy drewna, a także powiązania składników różdżki z wolą czarodzieja i otaczającej go natury. No tak, bo przecież musieli widzieć we wszystkim większy sens i cel... Ted nie był zbytnio fanem filozofów, bo wolał wiedzę potwierdzoną badaniami, która miała podstawy i była rzeczywista. Mało go interesował fakt czy jest istotą wyższą lub niższą, bo przecież to nie jest najważniejsze w magii. Wyciągnął różdżkę z kieszeni i wskazawszy na drabinę, wykonał dynamiczny półobrót nadgarstka i dźgnął różdżką w kierunku celu.

- Depulso - szepnął nieznacznie, a po chwili drabina poruszając się na plastikowych kółkach, przemierzyła niemal połowę biblioteki, aby dotrzeć do regałów poświęconych średniowieczu. Był to dział stosunkowo najmniejszy ze wszystkich, jeżeli chodzi o sekcję zaklęć, bo nie bez przyczyny ludzie zwali te czasy "ciemnymi wiekami". Mugole tłamsili działania czarodziejów, a wręcz starali się zabijać ich. Cóż, nie dziwił im się i możliwe, że sam by postąpił podobnie, bo w końcu przeróżni duchowni wmawiali im to jako prawdę oświeconą. Yh, drabina. Niewygodna, a dodatkowo bardzo niebezpieczna, ale trzeba było się po niej wspiąć w celu zdobycia potrzebnych książek traktujących o zaklęciach, które Ted musiał opracować. Nareszcie! Materiały zebrane.

Prostym zaklęciem przesunął drabinę na początek swojej drogi, a sam ruszył w kierunku pulpitów znajdujących się przy prawej ścianie. Rozłożył wszystkie skarby, które odkrył w regałach biblioteki i zaczął studiować zawarte w nich treści. Przebrnięcie przez starożytność była nie lada wyzwaniem, bo połowę tego wyrzuciłby do kosza. Nieprzydatne filozoficzne gadanie wręcz zniechęcało go do kontynuowania nauki, ale przecież na tym polegała jego praca i tak też zarabiał na swoje życie. Zresztą, warto znać opinie innych na dany temat, chociaż są to opinie z kosmosu. Średniowiecze! W końcu coś go odpowiednio zadowoliło, ale w zasadzie nic ciekawego się z tego nie dowiedział, bo w większości to były zapychacze z odnośnikami do starożytności, które już czytał w wersji pierwotnej. W czasie czytania mówił sobie pod nosem najważniejsze zdania, które potem mogłyby go zaciekawić czy też poruszyć umysł na tyle, żeby był w stanie wysnuć coś ciekawego na temat umysłu różdżki i zaklęć, która może "pamiętać". Niemniej w samej teorii nie za wiele mógłby uzyskać, trzeba przejść do praktyki.

O to jednak było niezwykle trudno, ponieważ potrzeba było obecności drugiej osoby. Na szczęście poproszenie pierwszego lepszego fascynaty zaklęć nie było problemem, bo oni sami pragnęli bardziej wziąć w tym udział niż Ted. Kładąc swoją różdżkę na stoliku, zaproponował swojemu nowemu znajomemu użycie na niej Priori Incantato celem wydobycia widma ostatniego zaklęcia. Nagle nad różdżką zaczęła się formować czerwona smuga światła, która leciała w jednym kierunku jakby chcąc coś przepchnąć. Kolor szybko się jednak zmienił, bo zaczął przybierać odcienie szarości, a nawet czerni. Hm... Po szybkim usunięciu widma, przyszła kolej Fossa, który sprawnie wykonał wyżej wspomniane zaklęcie. Z różdżki drugiego badacza uformowała się biała chmura, która zaczęła swobodnie unosić się w powietrzu, aby po chwili przybrać kolor czerwieni i zniknąć, kiedy Deletrius wkroczył do akcji. Po dość krótkiej konwersacji okazało się, że różdżka jegomościa to ostrokrzew z krwią reema w środku. Ah... No tak, to by się zgadzało. Widmo przybiera nie tylko symbole i kolory ważne dla ostatnio użytego zaklęcia, które wręcz obrazują, ale również są w stanie wskazać cechy samej różdżki czy też właściciela, który nią operuje. Ale czy to nie jest trochę jak wejście do czyjegoś umysłu? A może po prostu różdżka to oddzielny organ, który sam "wytwarza" magię i ją niejako kontroluje, a również posiada własne cechy i emocje, które stara się przekazać!

- Ym... dziękuję - odpowiedział krótko do przyglądającego mu się wciąż kolegi, który ucieszony pobiegł szukać szczęścia. Ted w tym czasie zawinął swoje notatki w rulon, a następnie ruszył w kierunku znajdującej się tutaj sowiarni, aby wysłać list do swojego "pracodawcy". Nareszcie! Notatki wysłane, chociaż niezbyt spójne, to zapewne bardzo logiczne. A przynajmniej tak mu się wydawało... Cóż, czas powrócić do szarej codzienności, bo filozoficznego gadania wystarczyło mu na przynajmniej miesiąc.
|z/t


Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   01.09.16 13:12

| luty?

Minęło trochę czasu, odkąd Raiden powrócił do domu, a Sophia wciąż starała się poukładać sobie wszystko w głowie. Na szczęście jej praca nie pozwalała na zbyt długie babranie się w nostalgii, co powitała z wdzięcznością. Zależało jej jednak, żeby jakoś naprawić nadwątlone relacje z bratem. Chciała, żeby dogadywali się tak, jak kiedyś, ale w obliczu tego, co wydarzyło się niespełna dwa miesiące temu, było to trudne i wymagało więcej czasu. Sophia nie była już małą dziewczynką, utrata już kilku bliskich osób zmieniła ją, zmusiła do większej dojrzałości i pokory.
Do biblioteki nie sprawdziła jej tym razem praca, chociaż jej plany poniekąd były związane z zawodem. Od dłuższego czasu fascynowała się animagią i miała zamiar nauczyć się tej umiejętności, licząc, że pomoże jej ona w pracy. Animagia była jednak niezwykle trudną sztuką, podczas kursu nie miała czasu się jej uczyć, więc robiła to już po jego ukończeniu. Ale żeby się uczyć, musiała sporo na ten temat przeczytać, stąd te wizyty w bibliotece.
Wpadła tutaj po zakończeniu dzisiejszej pracy. Na szczęście ten dzień był dosyć spokojny, poświęcony głównie papierkowej robocie. Była w końcu młoda, niedoświadczona, to nie zabierano jej na wszystkie akcje. Nabierała obycia w biurze, i choć papierkowa robota nie była jej ulubionym zajęciem, także była konieczna.
Znalazła na regałach parę jeszcze nie czytanych książek o animagii i zamierzała podejść do jakiegoś stolika, żeby je przejrzeć przed wypożyczeniem. Ale właśnie wtedy gdzieś w pobliżu mignęła jej inna ruda czupryna. Zwróciła się w tamtą stronę, dostrzegając również charakterystyczną tyczkowatą sylwetkę i piegowatą twarz, którą pamiętała z Hogwartu. Bo pewnych osób nie dało się tak szybko zapomnieć.
- Barry? – rzuciła, powoli idąc w tamtą stronę. Najwyżej się zbłaźni, jeśli to jednak jakiś inny rudzielec, ale przecież ten kolor włosów nie był aż tak częsty.


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   01.09.16 18:30

|19 luty

Oburęczność - zdolność bądź umiejętność czarowania przy pomocy ręki, która od urodzenia nie byłą przeznaczona do czarowania.
Tak brzmiał wstęp książki, po którą rudzielec sięgnął z półki. Myślał ostatnio nad tym, by nauczyć się oburęczości. Bo dlaczego nie. To może jemu przydać się nawet na pojedynkach, kiedy zostanie obezwładniony tak zwanym Concitusem. Wtedy póki druga ręka jest sprawa, to można by wtedy dalej czarować. Niesamowite korzyści z tego. W dodatku pewnie zostanie pochwalony, że nie marnuje czasu na głupoty, tylko próbuje się dokształcać. Że nie stoi z rozwojem w miejscu, tylko pcha się do przodu.
Bo to przecież było istotne, czyż nie?
Wyjął książkę z regału, gdy nagle usłyszał ten głos. Dziewczęcy, dobrze jemu w sumie znany... chociaż niekoniecznie dobrze, bo dawno zapomniał, do kogo on należy. Ups?
Odwrócenie, utkwienie spojrzenia w jego oczach... czyżby to była Carter?
- Sophia? - nie był pewny, czy to ona, czy może ktoś inny. Może to jakiś kolejny Macmillian, którego wzrokiem gdzieś minął w szkolnych ławkach.
Z resztą... ciekawe, co ona tutaj robiła.
- Hej, co ty tutaj robisz? Widzę, że nie rozstajesz się z książkami. - rzucił wesoło jednocześnie sam jeszcze spojrzał na wcześniejszy regał i wziął z dwie dodatkowe książki. No dobra, to ma co czytać. Czas zagłębić się w lekturę.
- Masz jakieś wolne miejsce obrane? - zadał zerkając na nią, a zaraz potem w stronę wolnych miejsc.
Wracamy do szkolnych czasów, kiedy to się siedziało i studiowało to, co się chciało po nocach?





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
29
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Magiczne zbiory   03.09.16 18:22

Trudno byłoby zapomnieć Barry’ego, dawnego kompana ze szkolnego Klubu Pojedynków. Był rok niżej od niej, ale któregoś razu przyszło im ze sobą walczyć. Nie pamiętała co prawda, które wygrało to pierwsze starcie, bo później były kolejne, nie zawsze w ramach klubu. Kiedyś walczyli na przykład na jednym z opuszczonych korytarzy, z trudem unikając szlabanu za swoją samowolkę. Sophia zawsze bardzo lubiła pojedynki. Może nigdy nie plasowała się w ścisłej czołówce, ale z pewnością wiele się tam nauczyła, mogła też poczuć smak rywalizacji. Szczególnie emocjonowała się starciami ze Ślizgonami; była dumna z każdej wygranej, a porażki bolały mocniej, niż w przypadku członków innych domów. Chciała udowodnić im wszystkim, że bez względu na swoją krew nie ustępuje im w magii.
- Tak, to ja! – potwierdziła, uśmiechając się. – Minęło sporo czasu, odkąd się ostatni raz widzieliśmy – zauważyła, zupełnie nieświadoma zmian w życiu Weasleya, tego, jak zbłądził już po tym, jak oboje skończyli Hogwart i szkolna znajomość się rozeszła. – Chyba to, co i ty... Uczę się nowych rzeczy – potwierdziła, choć nie pokazała mu książek. Ale chyba nie musiała się jakoś mocno ukrywać, w końcu do jej ewentualnego zostania animagiem zostało bardzo dużo czasu, zresztą, jako auror, i tak musiałaby się zarejestrować.
- Nie, ale jeśli chcesz, możemy poszukać czegoś razem. Jako wspomnienie starych, szkolnych czasów – zaproponowała. Bo w sumie dziś nie miała niczego pilnego do zrobienia, nie zawadzi rozmowa z dawnym znajomym, którego, dziwnym zbiegiem okoliczności, spotkała właśnie tutaj.
Pospiesznie odnalazła jakiś wolny stolik i przywołała Weasleya gestem.
- To co, opowiesz mi, czym się zajmujesz, odkąd skończyłeś Hogwart? – zapytała z ciekawością. Jego starszy brat był aurorem, kojarzyła go z pracy, ale kim był on?


Powrót do góry Go down
 

Magiczne zbiory

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Magiczne używki
» Magiczne zawody - rozwój, spis
» Magiczne kajdany
» Frau
» II piętro - Zakażenia Magiczne

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: Royal Borough of Kensington and Chelsea :: Biblioteka Londyńska-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18