Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Zagroda wschodnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zagroda wschodnia - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime10.02.16 15:01

First topic message reminder :

Zagroda wschodnia

Górzyste tereny Peak District zajmuje rezerwat smoków pochodzących z okolic Edale, a fundatorami tego miejsca jest ród Greengrassów. Położona w najbardziej cywilizowanej i rozbudowanej części rezerwatu zagroda wschodnia, jest jednocześnie najczęściej odwiedzaną przez ewentualnych gości. Wykonane z ciemnej cegły budynki wznoszą się na różną wysokość, skrywając w sobie głównie pomieszczenia biurowe, medyczne oraz archiwa, ale to potężny półokrągły mur nieopodal przykuwa największą uwagę. Zapewne z powodu wystających zza niego niekiedy potężnych paszczy ogniomiotów katalońskich. Wydostana z Gringotta wyjątkowa para już bardzo wiekowych smoków o oczach zaciemnionych bielmem od roku przebywa w Peak District, będąc wyjątkowo spokojna - zapewne przez bliskość niechybnego zakończenia żywota.
W centrum wschodniej części rezerwatu można załatwić sprawy administracyjne, skorzystać z archiwum, a także próbować zdobyć zaproszenie do oglądania rezerwatu z wyszkolonym opiekunem smoków, co wymaga jednak specjalnej zgody i jest okolicznością niezmiernie rzadką. W ceglanych budynkach znajduje się także miniaturowa sowia poczta oraz salonik z kominkami Fiuu. Dwie mile od zabudowań zagrody wschodniej znajduje się wybrukowana droga i oficjalne wejście na teren rezerwatu, zabezpieczone zaklęciami zarówno antymugolskimi, jak i tymi pozwalającymi na przejście przez kamienną bramę wyłącznie osobom znającym specjalne hasło, zmieniane raz na tydzień przez przedstawiciela rodu Greengrassów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Coinneach Macmillan
Coinneach Macmillan

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7783-coinneach-macmillan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7860-skrytka-bankowa-nr-1869#221030 https://www.morsmordre.net/t7872-coinneach-macmillan#221867
Zawód : Pałkarz Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
A man can be des­troyed, but not de­feated.
OPCM : 5
UROKI : 7
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
Rodzina: najnowszy sport ekstremalny.

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime01.10.19 18:56

Czy Coinneach zdawał sobie sprawę kto tak naprawdę miał oprowadzać ich po rezerwacie? Absolutnie, w ogóle, nie. I właściwie nie było to nic dziwnego, Coin, choć posiadał podstawową wiedzę o sprawach szlachty, heraldyce i innych, czystokrwistych banialuków, to należał do ignorantów w tej dziedzinie. Najwięcej wiedział o własnej rodzinie, a wszystko co miało miejsce poza Puddlemere, w innych rodowych siedzibach, znał tylko ze skrawków rozmów ciotek wszelakich uchwyconych w pokoju herbacianym. Albo od Anthony'ego, który bardziej się orientował w politycznych sprawach. Coina bez reszty pochłaniały treningi i jego syn - Heath, za którym naprawdę trudno było czasem nadążyć. Choć jako staruszek robił wszystko co w jego mocy, żeby nie zostawać w tyle.
Słysząc jak Percival powstrzymał się od lordowania, uśmiechnął się nieco szerzej - z nieukrywaną wdzięcznością i odwzajemnił uścisk dłoni, jednocześnie ze śmiechem przyjmując ekscytację swojego pierworodnego.
Spokojnie, Heath nie powinien sprawiać problemów — zapewnił Blake'a — Raczej. — Nie mógł powstrzymać się przed dodaniem tegoż słówka - kto w końcu mógł przewidzieć jak zachowa się pięciolatek? Coinneach był jego ojcem, co prawda w lwiej większości był w stanie odgadnąć myśli rodzące się w łepetynce młodego Macmillana... Jednak jasnowidzem nie był. A i oni mogli sobie z tym zadaniem nie poradzić.
Ruszajmy więc! — zakrzyknął entuzjastycznie i porwał swojego syna w powietrze, sadzając sobie na barana. Z takiej wysokości młody chyba więcej zobaczy, prawda? Zerknął przy tym także na Percivala wysłuchując jego słów z uwagą i podążając za nim posłusznie. Cóż, te Macmillany raczej nie łapały się w typowe ramki wysoko urodzonych. Ale na pewno łapały się w stereotyp typowych Macmillanów. Szkockich łobuzów.
Ja sam nigdy nie byłem w Rezerwacie, aż wstyd się przyznać... — mruknął. W końcu był mężem jednej z Greengrassów, powinien kiedyś chociaż zahaczyć o te rejony, zwłaszcza, że miał możliwość. A tu bubel, wolał jeździć po wrzosowiskach konno, albo szlajać się po stadionach. Chciał jak najlepiej wyedukować Heatha, a sam na tym korzystał.
Latheri? Każdy smok w rezerwacie ma jakieś imię? Znakujecie je jakoś? — skrzywił się nieco na wzmiankę Percy'ego o karmieniu. Smoki raczej nie były roślinożerne, a Heath przeżyłby istną traumę, gdyby zobaczył jak smoczyca pożera podstawioną owcę - czy cokolwiek żywego. Od pewnego czasu sam Coinneach wstrzymywał się od polowań, żeby jego pierworodny nie przyłapał go z jakąś dziką kaczką przewieszoną przez ramię... Młody Macmillan przejawiał wielkie zainteresowanie magicznymi stworzeniami - i zwierzętami w ogóle. Jasne, łańcuch pokarmowy był naturalny, jednak... On miał dopiero pięć lat. Nie musiał jeszcze wiedzieć - i widzieć - wszystkiego.




– A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść?– Co wtedy?
- Nic wielkiego. Posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika.



Powrót do góry Go down
Heath Macmillan
Heath Macmillan

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime04.10.19 21:56

Naprawdę szkoda, że nie dało się latać na smokach. To dałoby tak wiele możliwości, tyle różnych sportów. Kto wie? Może powstałyby ekstremalne wyścigi na smokach, albo coś w tym guście, jako alternatywa dla skrzydlatych koni. Na pewno miałyby wzięcie, bilety wyprzedawałyby się na pniu. Chociaż... gdyby tak zrobić zawody w ujeżdżaniu smoka? Byłoby widowiskowo bez dwóch zdań, tylko skąd wziąć śmiałków na takie przedsięwzięcie? Tymi bardziej skomplikowanymi dylematami mały Heath się nie zajmował, wyobraził sobie jedynie jak fajne by były wyścigi na smokach i tyle.
- A jak blisko na ogół można podejść?- zwrócił się do ich przewodnika -Można podejść na tyle blisko, żeby ich dotknąć?- za pierwszym pytaniem zaraz poleciało następne.
Ze śmiechem dał się porwać swojemu tacie na barana. To była doskonała technika powstrzymująca małego Macmillana przed wybieganiem mocno w przód. Z barków Coinneacha mógł co najwyżej ponaglać dorosłych do szybszego marszu, żeby jak najszybciej zobaczyć smoki.
-Uhmm... takiego prawdziwego to nie, ale mam figurkę smoka! Jest taki fajny, czerwony!- poinformował radośnie Percivala.
-Jak rozpoznajesz, który smok jest który?- zainteresował się pytaniem taty i sam postanowił zadać kolejne z nich. -Latheri coś oznacza?- Heath miał coraz więcej pytań, ale to chyba nic dziwnego. Rezerwat był bardzo ciekawym miejscem.
Co do samego karmienia smoków chłopiec nie podjął tematu. Zdawał sobie sprawę z tego, że smoki są zadeklarowanymi mięsożercami i jedzą inne zwierzęta... a czasem pewnie i człowiekiem nie pogardzą, przynajmniej wedle różnych legend, ale nie zastanawiał się nigdy jak to tak właściwie wszystko się odbywa. Kiedyś pewnie się zorientuje co i jak, ale na razie żył sobie w błogiej nieświadomości, której jego tata nie zamierzał brutalnie rozwiewać.
-O... a jaki smok jest w dotyku? Będę mógł jakiegoś pogłaskać?- dziwne, że dopiero teraz zadał te ważne pytania, ale należy mu trochę wybaczyć. Wokół całkiem sporo się działo. -Ile jest smoków w rezerwacie?- nie dawał Percy'emu spokoju.


Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 28
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime12.10.19 21:18

Zajęcie przez Heatha miejsca na szerokich barkach ojca wywołało u niego ciche uczucie ulgi – czuł się jakoś spokojniej z myślą, że energiczny chłopiec nie skakał beztrosko po pomoście, gotów w każdej chwili wyrwać się do przodu; dzieci kojarzyły mu się zawsze z siłą nieokiełznaną i nieprzewidywalną, która odrobinę go przerażała – zwłaszcza, gdy przed jego oczami malowała się perspektywa karkołomnego pościgu na pięciolatkiem, w otoczeniu stworzeń, które zapewne uznałyby go za wyjątkowo natrętną muchę. Być może przesadzał, wolał jednak dmuchać na zimne: z więcej niż jednego powodu.
Kiwnął Coinneachowi głową w reakcji na słowa zapewnienia. – Niewielu czarodziejów nas odwiedza – odpowiedział, nie dodając, że w głównej mierze wynikało to z niechęci Greengrassów do wpuszczania obcych na teren rezerwatu. Według Percivala – słusznie, nie wyobrażał sobie tłumów ciekawskich ludzi przechadzających się alejkami bez jakiegokolwiek nadzoru, zresztą – zadaniem rezerwatu była przede wszystkim ochrona mieszkających na wzgórzach smoków. – Zgadza się – przytaknął, kiedy poruszył kwestię imion. – Zazwyczaj posiadają oznakowanie z symbolem rezerwatu na jednej z tylnych nóg, jednak bardziej na wypadek ewentualnej ucieczki niż na użytek tutejszych opiekunów. Oczywiście to tylko środek zapobiegawczy, otaczają nas silne zaklęcia ochronne – zaznaczył, nie chcąc, by mężczyzna pomyślał, że regularnie giną im smoki.
Jeśli sądził, że ich wycieczka minie we względnej ciszy, to srogo się pomylił – ledwie znaleźli się na pomoście, z ust Heatha popłynęła niepowstrzymana fala pytań, sprawiająca, ze Percival musiał mocno skupić się na tym, żeby o jakimś nie zapomnieć. Nie, żeby mu to przeszkadzało, wprost przeciwnie; był smokologiem, same smoki stanowiły jego życiową pasję i potrafił opowiadać o nich w nieskończoność; bardziej niż irytacją chłopiec ryzykował tym, że zostanie przegadany, albo zalany falą informacji, których wcale nie chciał usłyszeć. – To zależy, ale raczej nie za blisko. Smoki – nie licząc tych bardzo młodych i jeszcze niedojrzałych – są na ogół mocno terytorialne i nie lubią być niepokojone. Jeżeli zachodzi potrzeba, żeby się do nich zbliżyć, na przykład w przypadku konieczności podania eliksiru lub sprawdzenia zranienia, usypiamy je albo podajemy środki uspokajające. Co, jak możesz się domyślać, bywa trudne – odpowiedział z uśmiechem, odwracając się, żeby spojrzeć na chłopca. Jego entuzjazm wydawał się zaraźliwy, i Percival łapał się na tym, że rola przewodnika – przyjęta z początkową niechęcią – zaczynała mu się coraz bardziej podobać. – Czerwony, mówisz? – zainteresował się. – Ze złotymi kolcami na głowie? – dopytywał, ciekaw, czy figurka, o której mówił Heath, odzwierciedlała gatunek ogniomiota chińskiego. – Każdy wygląda inaczej – odpowiedział, pytanie wydało mu się oczywiste; zaraz potem zreflektował się jednak, orientując się, że dla kogoś, kto nie miał na co dzień do czynienia z tymi stworzeniami, mogło wcale takie nie być. – To znaczy, wszystkie posiadają jednakowe cechy gatunkowe, ale oprócz tego różnią się między sobą: wielkością, kształtem i rozmieszczeniem kolców, odcieniem łusek i skrzydeł – rozwinął swoją wcześniejszą wypowiedź. Chociaż nie pracował w rezerwacie długo, potrafił już każdego z jego podopiecznych rozpoznać z daleka – wystarczyło wiedzieć, na co patrzeć.
Nad następnym pytaniem zastanowił się przez moment. – Nie jestem pewien – odpowiedział szczerze; nie było go w rezerwacie, kiedy Latheri się wykluła. – Została nazwana po swojej matce, która była jedną z pierwszych smoczyc pod opieką rodu Greengrassów – dodał, mając nadzieję, że ta informacja rzuci trochę więcej światła na sprawę.
Nie umknął mu lekki grymas, który przemknął przez twarz starszego z Macmillanów, gdy wspomniał o karmieniu. – Jeszcze nie dostała posiłku – dodał szybko, rozumiejąc, dlaczego wizja smoka rozszarpującego owcę na oczach pięciolatka mogła nie podobać się jego ojcu. – Ale możliwe, że będzie go szukać. – Smoki, tak jak ludzie, nabierały przyzwyczajeń. Zaśmiał się cicho, słysząc kolejne z serii chłopięcych pytań; musiał przyznać, że większość z nich nie przyszłaby mu do głowy. – To zależy od gatunku. Większość ma grubą skórę pokrytą bardzo twardymi łuskami, ale mogą być różne: gładkie, chropowate, ostre – niektóre są pokryte śliską warstwą, która pod palcami przypomina szkło. Co do głaskania… Zobaczymy, co się da zrobić. – Mrugnął zaczepnie w stronę Heatha, nie chcąc składać obietnic, co do których nie był pewien, czy będzie mógł ich dotrzymać. Miał zamiar zaprowadzić ich do zamkniętego terrarium, w którym trzymali smoki zbyt młode lub zbyt chore, żeby mogły przebywać razem z resztą osobników – ale nie wiedział, w jakiej będą kondycji. – W tej chwili siedemnaście. Ostatnie dwa wykluły się w grudniu. – Pośród szalejących anomalii; odczuwał niepokój na tę myśl, że skażona magia mogła odcisnąć na malcach nieodwracalne piętno. – Zatrzymajcie się – polecił nagle, również stając w miejscu; znaleźli się na wyższej części pomostu, przebiegającej nad doliną, mniej więcej w połowie drogi do terrarium; po ich lewej stronie rozciągała się połać otwartego terenu, a dalej skrzyło się jezioro, otoczone pozbawionymi liści drzewami. Na kamienistym brzegu, pochylając się nad chlupoczącą pod rozbitym lodem wodą, stała Latheri we własnej osobie; jej pokryte łuskami ciało, długie na sześć metrów, czerniło się kilkanaście metrów od nich wyraźnie, jej pokryty kolcami łeb pochylony, skrzydła złożone – ale odbijające światło w charakterystyczny sposób. Ogon miała częściowo uniesiony, rozdzielający się na troje. – Nie widzi nas ani nie słyszy – przypomniał Percival, na wszelki wypadek – wskazując dłonią w stronę smoczycy.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
Heath Macmillan
Heath Macmillan

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t6203-heath-macmillan#151883 https://www.morsmordre.net/t6876-listy-do-heatha#179597 https://www.morsmordre.net/t6233-bo-jak-nie-my-to-kto https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6237-heath-macmillan#216112
Zawód : n/d
Wiek : 5
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime19.12.19 20:25

Mimo, że Heath nie był w stanie poruszać się swobodnie po tym jak Coinneach wziął go na barana, to wcale nie przeszkadzało mu się swobodnie rozglądać, a głowa mu chodziła jakby była częścią nakręcanej zabawki, a nie małego czarodzieja. Także dorośli czarodzieje mieli przez chwilę czas, żeby porozmawiać w spokoju, no a potem… cóż ich przewodnika zalała fala pytań, na które teraz mały lord dostawał odpowiedzi.
-Uhm… A jak to robicie? Jakoś na odległość? - no bo skoro trzeba je uśpić do podania eliksiru, to jak sprawić, żeby zasnęły? -Rzucacie w nie eliksirem słodkiego snu?- tylko takie rozwiązanie przyszło mu do głowy.
-O no, taki właśnie. Z kolcami!- poruszył się dość gwałtownie gdy Percy opisał właśnie tego smoka o którego mu chodziło.
Chłopiec popatrzył na Percy’ego trochę pustym wzrokiem, gdy użył zwrotu „cechy gatunkowe”, cóż, po prostu nie wiedział co to takiego, ale zaraz o tym zapomniał. Dalszą część wypowiedzi ich przewodnika zrozumiał bez problemu.
Zrobił trochę rozczarowaną minę, gdy Percy przyznał się, że nie wie co oznacza imię smoczycy, ale też nie upierał się przy tym temacie. Trudno i tyle. Mały Macmillan i tak był bardzo zadowolony, że Percy odpowiada na jego pytania. Nie każdy dorosły tak robił.
-A… są raczej zimne w dotyku czy gorące?- jeszcze jedna rzecz go nurtowała. Z jednej strony trochę przypominały jaszczurki, ale z drugiej… smoki ziały ogniem a jaszczurki nie. - Oooo! – wydał z siebie cichy okrzyk na stwierdzenie, że zobaczą co da się zrobić. Już nawet otwierał usta by się dalej po dopytywać o różne rzeczy, ale na szczęście dla Percy’ego litania Heathowych pytań się skończyła, bo ich oczom ukazała się smoczyca, o której wcześniej mówił ich przewodnik. Heath prawie stanął na barkach swojego ojca, żeby trochę lepiej widzieć i uważnie przyglądał się ognistemu jaszczurowi. Mężczyźni od razu mogli zauważyć po minie chłopca, że widok smoka na żywo zrobił na nim niemałe wrażenie. Dobrze, że Coinn go mocno trzymał, bo Heath, zafascyowany widokiem gotów byłby podbiec w kierunku Latheri, żeby przyjrzeć jej się z jeszcze bliższa.
-Myślisz, że za chwilę odleci?- zobaczyć jak startuje taki smok to byłoby coś. -Urośnie jeszcze większa?- zaraz potem padło kolejne pytanie. Sześć metrów dla Heatha to było całkiem sporo i smoczyca wydawała się naprawdę duża, ale… coś mu mówiło, że Latheri wcale nie była taka duża jak na smoka.


Powrót do góry Go down
Percival Blake
Percival Blake

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 33
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?

OPCM : 28
UROKI : 42
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Zagroda wschodnia - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Zagroda wschodnia   Zagroda wschodnia - Page 10 I_icon_minitime16.02.20 23:26

Musiał przyznać, że im więcej czasu mijało, tym bardziej był pod wrażeniem ilości pytań, jakie młody lord Macmillan był w stanie wymyślić na poczekaniu; ciekawość chłopca wydawała się nieograniczona – a każda udzielona odpowiedź powodowała pojawienie się nowej fali wątpliwości. Zaśmiał się, słysząc te związane z kwestią podawania smokom mikstur, przez moment wyobrażając sobie smoczych opiekunów uczących się rzucać fiolkami do celu. – Nie, nic z tych rzeczy – ciśnięcie w nie eliksirem raczej nie odniosłoby żadnego skutku, smoki są znacznie bardziej odporne niż my – odpowiedział, spoglądając w bok, na tkwiącego na ramionach ojca Heatha. – W większości przypadków udaje się podać im miksturę po ukryciu jej w posiłku, chociaż niektóre są wyczulone na tyle, że nie tkną nic, co pachnie im nieodpowiednio. Wtedy trzeba oszołomić je najpierw zaklęciami – wyjaśnił cierpliwie. Do ostatniej z opcji uciekano się rzadko, gdy już nie było innego wyjścia, a pozostawienie trójogona samemu sobie mogłoby zaszkodzić mu znacznie bardziej niż oszołomienie. Nie bez powodu: zaufanie smoka raz zaatakowanego przez ludzi niezwykle trudno było odbudować.
Drgnął niespokojnie, kiedy chłopiec wykonał nagły manewr, przygotowując się do ratowania go przed ewentualnym upadkiem, ale zdawało się, że miejsce na barkach czarodzieja było stabilniejsze niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. – W takim razie wygląda to na ogniomiota chińskiego – zawyrokował, uśmiechając się i oddychając z ulgą, że obyło się bez przykrych wypadków. – W Anglii występują bardzo rzadko, ale mamy w rezerwacie parę ogniomiotów katalońskich, ich bliskich kuzynów – powiedział; dwa smoki, już starsze, z oczami zasłoniętymi bielmem, zostały odratowane z Banku Gringotta. – Potrafią strzelać kulami ognia na kilkadziesiąt metrów – dodał, uznając po chwili zastanowienia, że ta informacja mogłaby Heatha zainteresować.
Nie zdawał sobie sprawy, że niektóre z jego słów mogły pozostawać dla chłopca niezrozumiałe – nieczęsto miał do czynienia z dziećmi, zwłaszcza na polu zawodowym – pozostawał więc w błogiej nieświadomości własnych potknięć, starając się mimo wszystko wyjaśnić tak wiele, jak tylko był w stanie. – Smoki mają wyższą temperaturę ciała niż my, więc gdybyś dotknął wprost ich skóry, wydałaby ci się ciepła – zaczął, próbując odpowiedzieć na pytanie Heatha w sposób zarówno prosty, jak i najbliższy prawdzie. – Ale przez to, że są pokryte grubymi łuskami, ciepło nie przedostaje się na zewnątrz. No chyba, że zieją ogniem – wtedy ich ciało się rozgrzewa i samo w sobie jest zdolne oparzyć. – Nie był pewien, czy ktokolwiek próbował dotknąć smoka w trakcie, gdy ten ział ogniem, nie wiedział więc, jak dokładnie wyglądałyby konsekwencje – ale podejrzewał, że na zwęglonej skórze i mięśniach obrażenia by się nie skończyły; tak drastycznych obrazów nie chciał jednak roztaczać przed młodym lordem, zwłaszcza w obecności jego ojca.
Obserwował go kątem oka, kiedy na brzegu pojawiła się Latheri, ciekaw jego reakcji; uśmiechnął się pod nosem – wciąż pamiętał, kiedy sam zobaczył smoka na własne oczy po raz pierwszy, a choć w jego przypadku miało to miejsce znacznie później, już w trakcie stażu w ministerstwie, to był niemal pewien, że na jego twarzy musiała malować się wtedy podobna fascynacja. – To możliwe – odpowiedział, zachowanie smoczycy trudno było przewidzieć. – Tak, będzie rosła jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie osiągnie dorosłości – dodał, przenosząc spojrzenie na trójogonkę. Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę, gdy zginała szyję, by napić się wody ze strumienia – zanim odezwał się ponownie. – Jeżeli przejdziemy jeszcze kawałek pomostem, dotrzemy do starej oranżerii – mieszkają tam cztery młode smoki, wykluły się niedawno. Co wy na to? – tym razem to on zadał pytanie, przenosząc spojrzenie to na chłopca, to na jego ojca, nie do końca pewien, który z nich w tym wypadku miał głos decyzyjny.





as my story came to a close I realized
I was the villain all along
Powrót do góry Go down
 

Zagroda wschodnia

Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Derbyshire, Peak District :: Rezerwat Trójogonów Edalskich-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20