Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stoliki przy oknie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stoliki przy oknie   19.02.16 0:06

First topic message reminder :

Stoliki przy oknie

Jeśli bywasz bardziej introwertykiem i wolisz zajadać się w odosobnieniu, bądź w wąskim gronie znajomych, albo po prostu przybywasz na ważną służbową rozmowę lub przyjacielską naradę, do dyspozycji masz niskie stoliki przy oknach (oraz przy drzwiach) z widokiem na ulicę Pokątną. Wygodne pastelowo fioletowe fotele odprężą równie dobrze, co rozpływające się w ustach słodkości, zaś znajome dzienne światło sprawi, że nie poczujesz się znużony.



Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   19.08.17 20:12

Zaczynał dostrzegać poirytowanie klientki, bo i ta coraz wyraźniej nim kipiała. Nie próbowała ukrywać, a wręcz dawała mu do zrozumienia, że jego pytania są co najmniej nie na miejscu przy pomocy wyrazu twarzy, czy tonu wypowiedzi. Nie dawał się jednak zbytnio zbić z tropu. Był typem któremu niejednokrotnie zdarzało się palnąć głupotę w nieodpowiedniej sytuacji, zachować nie-tak, najczęściej przez brak wyczucia co do tego jak zachować się powinien, czy dziwne, nieodpowiednie poczucie humoru - lub po prostu zadawać pytania, jakie innym wydałyby się dziwne. W szkole też nie był geniuszem, był dobry lub bardzo dobry z tego co go interesowało, jednak kiedy coś go nie pociągało, trzeba było stada wołów (lub matczynych gróźb, ta kobieta pisze wyjątkowo skuteczne wyjce) żeby zmusić go do zrobienia, czy uczenia się rzeczy nie leżących w zakresie jego zainteresowań - i na tych lekcjach niejednokrotnie wywoływał w nauczycielach podobne reakcje jak w tej chwili w pannie Blythe.
Możliwe, że po części się uodpornił, może i czuł się trochę głupio, na pewno jednak nie na tyle by zastanawiać się, co sobie myśli nieznajoma kobieta. Bardziej zainteresował go faktycznie sam balet.
- Nie, nie rozumiem. - przyznał szczerze, bo i udając, że wyobraża sobie w tej chwili to całe skakanie jako sztukę byłoby jeszcze głupsze. Coś w tym musiało być, skoro tylu ludzi chodzi to oglądać, na pewno też jest to w jakiś sposób eleganckie, nie może być takim o podskakiwaniem, może dlatego te wszystkie baletnice są takie chude? Może takim się łatwiej podskakuje? Ale będzie musiał w końcu zobaczyć, o co chodzi, to na pewno, bo w tej chwili faktycznie zaciekawiło go to jeszcze bardziej.
- Będę musiał zobaczyć w takim razie w końcu.
Stwierdził jedynie, bo i nie sądził żeby ktoś był w stanie faktycznie opisać mu, o co chodzi, skoro do tej pory najwidoczniej żył w błędzie.
Kiedy podszedł do dzbanuszka, do nieznajomej przysunęła się inna kobieta. Skupił się jednak na zaparzaniu, by doprowadzić wodę do odpowiedniej, nie za niskiej i nie za wysokiej temperatury. Sam zdecydowanie wolał zwykłą, czarną herbatę z mlekiem, wszystkie inne kolory pijąc sporadycznie, jednak w cukierni wszystkie napary podawali jak należy, więc i musieli wiedzieć, jak to zrobić.
Stuknął lekko różdżką o dzbanuszek, a kiedy ten wydał odpowiedni dźwięk, komunikując mu odpowiednią temperaturę, zalał herbatę i z elegancką, białą filiżanką powrócił do klientki. Druga była do siedzącej klientki w jakiś sposób podobna. Miały swego rodzaju manierę poruszania, miały także podobną, filigranową budowę. Rozmawiały chyba na temat sztuki, nowa nieznajoma wspominała coś o zawiłej choreografii, jednak odsunęła się, kidy Bott dostarczał zamówienie.
- Dziękuję za wskazówki, pani Blythe.
Powiedziała jedynie uprzejmie i dygnęła lekko nim odeszła szybkim, choć jednocześnie płynnym w charakterystyczny, dość nietypowy sposób krokiem do stolika przy którym czekał na nią jakiś mężczyzna.
- Uczy pani baletu?
W sumie to mógł się tego domyśleć. Pytanie wymknęło mu się z ust, zanim zdążył dokładniej przemyśleć, czy aby na pewno powinien znów zaczepiać już zirytowaną jego niewiedzą klientkę. Eh. Cóż, nie mógł się już tym przejmować, skoro znów się odezwał.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe https://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 https://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe https://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 https://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
17
5
0
3
15
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   20.08.17 10:55

Zmiana tonu, miny i podejścia wyraźnie zaznaczała się przy obecności młodej baletnicy, której przez chwilę tłumaczyła parę błędów, jakie udało jej się dostrzec w trakcie przedstawienia - również, o zgrozo, u pierwszej tancerki. Cierpliwie, aczkolwiek z pewnością i stanowczością prowadziła krótką dyskusję, jeszcze przez chwilę odprowadzając dziewczynę wzrokiem, uznając ją za towarzystwo przyjemniejsze od nierozgarniętego pracownika. Spojrzała na niego krytycznie, mimo wiedzy, że nie musiał wiedzieć o jej wcześniejszych sukcesach i nie miał możliwości, by rozpoznać nazwisko, wyraźnie użyte przez baletnicę. Wyrzuciła z siebie delikatne ekhem, podbarwione zakłopotaniem całą farsą. Głowę miała wciąż uniesioną w dumny sposób, siedziała wyprostowana, ale nie spięta.
- Powiedzmy - mruknęła pod nosem niewyraźnie, przysuwając do siebie filiżankę z gorącą herbatą. Poprowadziła palec po porcelanowej krawędzi, kończąc ten ruch dwukrotnym stuknięciem paznokcia. Zerknęła na chłopaka, znów w ten sam, oceniający sposób, zastanawiając się, jak uświadomić mu piękno baletu. Powoli stawało się to jej własnym celem, który trzeba było osiągnąć. Tępienie ignorancji było istotne - choć podejrzewała, że tak niedoinformowany osobnik musiał należeć do mugolskiego podgatunku czarodzieja. Powstrzymała usta przed mimowolnym skrzywieniem. Zamierzała wyjaśnić mu to najprościej, jak się dało, naokoło obchodząc zaawansowaną terminologię w języku, którego - jak podejrzewała - nawet nie zdołałby zrozumieć.
- Proszę spróbować stanąć na czubkach palców - wyłożyła stanowczo. - Bez zginania nogi w kolanie, stopa pod kątem dziewięćdziesięciu stopni względem podłoża, najlepiej wpadająca w łuk, w ten sposób - wizualizowała dłońmi, jedną z nich zatrudniając w roli posadzki, z drugiej zaś robiąc nogę. - Postać tak chwilę, bez najmniejszego ruchu - oczywiście, że nie mógł tego zrobić; nie mógł nawet dostać się na koniuszki palców, wymagało to lat praktyki, dopasowanych point, silnej woli, mocnych nóg, ogromnej chęci oraz odpowiedniego podłoża. Nie miał w tym miejscu i czasie żadnej z tych przesłanek. - Do tego proszę spróbować utrzymać ciężar ciała na jednej nodze, wciąż na palcach, a drugą podnieść jak najwyżej, oczywiście stabilnie, nie w kanciastym zgięciu - początkowo mógł próbować jej instrukcji, ale w ich trakcie stało się jasne, że niewiele może osiągnąć - jeśli zamierzał próbować, wzięłaby go za kompletnego błazna. - Kiedy już uda się panu - nie mogła powstrzymać się przed pogardliwą intonacją, zwyczajnie nie mogła - opanować te podstawy, proszę wykonać obrót, pełny, na palcach - bolało ją samo upraszczanie sztuki do tak pospolitych i niepoprawnych określeń, robiła to więc cicho, właściwie sycząc zapamiętale. - Wykonać kilka kroków, podskoczyć, a przy tym uniknąć skurczu, wyglądać lekko, zwiewnie i szlachetnie - zakończyła, już z większym spokojem, upijając z filiżanki łyk i odstawiając ją z cichym odgłosem na talerzyk.




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   20.08.17 18:07

Nie spodziewał się dłuższej wypowiedzi ze strony kobiety. W gruncie rzeczy sądził, iż ta po prostu zażyczy sobie aby odszedł i zostawił ją w spokoju, zajął się wykonywaniem swojej pracy. To też by uczynił, bo i czemu miałby się narzucać - jednak jej niespodziewana odpowiedź widocznie go zaciekawiła. Przystanął więc jeszcze chwilę, choć część dzisiejszych gość już wychodziła, osoba która wyszła mu pomóc powinna zapewne za chwilę wrócić na kuchnię, więc i on zdecydowanie nie może sobie stać i rozmawiać z klientką o podskokach jeszcze długo.
Zmarszczył jednak brwi na jej polecenie.
Gdyby nie był w pracy, pewnie by spróbował dla czystego że ja tego nie zrobię?!, jednak w pracy był i znając doskonale swoje możliwości był pewien, że podobna próba zakończyłaby się rozłożeniem na podłodze, stole obok albo jakimś przechodzącym kliencie. Zostawi sobie to więc na inną okazję, póki co jedynie usiłując sobie zwizualizować opisaną pozę, która wydawała mu się niezbyt realna, za to zdecydowanie bolesna. Po co ktokolwiek miałby stawać na czubkach palców?
Słuchając dalszych instrukcji, uśmiechnął się pod nosem. Brzmiało całkiem ciekawie. Dziwacznie. A gdyby zrobić słodycze, które kazałyby ludziom chodzić w taki sposób? Choć może lepiej nie, to wszystko nadal brzmiało dość boleśnie, więc jednak lepiej zostać normalnie na palcach. Ale rzecz jest do przemyślenia. A on zdecydowanie musi to wszystko zobaczyć. Już podjął decyzję! Tylko kiedy?
- Pewnie spróbuję, ale raczej nie tutaj i nie w godzinach pracy, dziękuję za instrukcję. - stwierdził, choć pewnie gdziekolwiek by podobnych wygibasów nie próbował, i tak wyszłaby z tego katastrof. Ale chociaż zabawna katastrofa, a takie są dopuszczalne, prawda?
Nie chciał, żeby kobieta pomyślała, że się z niej nabija, wizja takiego wygięcia wydawała mu się raczej zabawna, jednak skoro ludzie robią to w teatrze, skoro to wszystko ma być lekkie, zwiewne i szlachetne, może coś w sobie ma.
- Chyba będę musiał zobaczyć o co chodzi. Póki co dziękuję za miłą rozmowę. - dodał, uśmiechając się uprzejmie, z pogardy nie robiąc sobie nic a nic, nie przywykły do przejmowania się podobnymi rzeczami. Ruszył zaraz za ladę przy której stanęła kolejna osoba, którą trzeba było obsłużyć.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Yvette Blythe
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4582-yvette-sapphire-blythe https://www.morsmordre.net/t4613-jeszcze-pusta-klatka#99470 https://www.morsmordre.net/t4627-panna-blythe https://www.morsmordre.net/f290-blythburgh-suffolk-ivy-alley-28 https://www.morsmordre.net/t4718-yvette-sapphire-blythe#101045
alchemiczka, baletnica
25
Czysta
Panna
Beauty is terror.
Whatever we call beautiful,
we quiver before it.
5
5
17
5
0
3
15
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   21.08.17 11:35

Sama nie planowała rozwodzić się przesadnie nad tłumaczeniem - tak wyszło, gdy irytacja wzięła górę, nie pozwalając jej w spokoju darować chłopakowi i odegnać go do zajęć, jakie czekały na wykonanie chociażby w kuchni. Miała go za naprzykrzającego się pracownika, któremu wyraźnie zabrakło podstawowej znajomości kultury - sam powinien zorientować się, kiedy należało zostawić klienta w spokoju. Nie widziała swojego błędu, nieświadoma, że to ona w dużej części napędza rozmowę - była bowiem zaślepiona negatywnymi emocjami, oburzeniem. Nie wymagała od niego żadnych prób, właśnie przez wzgląd na to, że po takowych jej herbata mogłaby zgrabnie opuścić filiżankę, rozlewając się po bladej skórze z nieprzyjemnym pieczeniem. Gdyby usłyszała o zabawnych katastrofach - niezależnie od tego, czy miały dziać się w sali prób, na scenie, czy poza jakimkolwiek pomieszczeniem powiązanym z tańcem klasycznym - byłaby zapewne bliska omdlenia, dlatego lepiej, że myśli Bertiego nie wypłynęły na zewnątrz pod postacią słów.
- Życzę powodzenia - odrzekła sucho, starając się oszczędzić sobie wyobrażeń, w których Bott podejmuje amatorskie próby przyswojenia sobie podstaw baletu. Jeszcze gorzej, gdyby próbował zrobić to w odpowiednim stroju. Nie, zdecydowanie nie chciała widzieć tego wszystkiego. Wzdrygnęła się na samą myśl.
- Proszę nadrobić zaległości, choćby ze względu na uzupełnienie własnej wiedzy - poczyniła uwagę, którą pożegnała pracownika, zastanawiając się jeszcze krótką chwilę, czy jego uprzejmy uśmiech i nastawienie - nie starała się przecież być ani trochę miła - są jakąś formą gry albo żartu. Zerknęła w stronę lady z zażenowaniem i pokręciła głową, zanim oderwała się od tych okropnych wizji i tłumaczeń, by móc pogrążyć się w rzeczach bardziej odpowiednich i przyjemnych. Piła powoli herbatę, obserwując, jak lokal pustoszeje powoli - co jakiś czas podchodziły do niej pojedyncze osoby, pragnąc zamienić parę słów. Udzieliła kilku rad, wysłuchała paru komplementów, posłała nieco czarujących uśmiechów. Dopiero, gdy miała pewność, że nikt już nie będzie potrzebował od niej niczego - w szczególności tłumaczenia, jak wygląda taniec klasyczny i skakanie, opuściła lokal, nie chcąc pamiętać o tym dniu.

| ztx2




you're a chemical that burns, there's nothing but this
it's the purest element, but it's so volatile
feel it on me, love; see it on me, love

strangeness and charm

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   02.03.18 17:48

|29.05.1956r Badania nad pomadką z całuśnego lukru


Obserwował parę. To było przyjemne - widzieć, że ludzie mimo wszystkich szaleństw tego świata, mimo temu co dzieje się dookoła, co często jest złe i przerażające, nadal odnajdują tę radość którą można odczuć jedynie zaglądając w oczy drugiej osoby. Osoby które obecnie nie mają tej jednej, jedynej, drugiej połówki, które jej jeszcze nie odnalazły, często w pewnym zgorzknieniu odnajdują przyglądanie się podobnym scenom jako nieprzyjemne. Bertie to lubił. Lubił widzieć, że ludzie się odnajdują, że są szczęśliwi razem, bo wierzył że w grupach, a może czasem i szczególnie - w parach - są silniejsi, dzielą się każdy po trosze własną siłą.
Podobnie walentynki - dużo osób ich nie znosiło, on za nimi przepadał. Nawet będąc singlem, uwielbiał obserwować kochające się pary, lubił dawanie kwiatów przypadkowym kobietom, by choć na chwilę poczuły się tak wyjątkowe jak na to zasługują, by zobaczyć ich uśmiechy wywołane jego zachowaniem.
Tak i teraz przyjemność sprawiało mu dyskretne zerkanie na jej rumiane policzki, na te chwile kiedy ich dłonie na chwilę się stykały. Nie mógł im się trwale przyglądać, nie darowałby sobie gdyby zepsuł im tę wyjątkową chwilę, jednak zerkanie każdego z nich na usta drugiego podsunęło mu pewną myśl, którą niemal od razu spisał na pergaminie.

Było to zaledwie kilka dni temu, dziś z niewielką fiolką kupionej niedawno od znajomego alchemika amortencji siedział w kuchni i uważnie czytał dołączoną do niej instrukcję. Miał stworzyć szminkę, ale bez koloru, jedynie ochronną przed chłodem i wiatrem. Jak się dowiedział - pomadkę. Tak więc chciał zrobić pomadkę, która swoim zapachem kusiłaby do pocałunku. Nie chodziło tu jednak o oszukiwanie, nie chodziło o czarowanie drugiej osoby w sposób dosłowny. Nigdy nie był zwolennikiem korzystania z amortencji, takie przypadki wydawały mu się szalenie smutne. Koszmarna sprawa, że samotność może pchnąć kogoś na drogę oszustwa - na której okłamuje się nie tylko drugą osobę, ale i siebie. Bertie nie wyobrażał sobie, co musiałby czuć, by podać komukolwiek ten eliksir w celu do jakiego został on wymyślony i, jak straszne musiałoby być uczucie świadomości, iż ktoś na kim mu zależy zwraca na niego uwagę wyłącznie ze względu na czar.
Dlatego chodziło o podanie dawki minimalnej. Absolutnie najmniejszej, dołożenie jej do lukrowej pomadki na usta, która jedynie wywoływać będzie zapach który każdemu wydaje się najmilszy sercu. Chodziło tylko o to, by usta zaczęły pachnieć amortencją, o nic więcej. Do tego celu powinna wystarczyć zaledwie kropla.
Przygotował kociołek - duży, jeden z największych jakie mieli w Słodkiej Próżności. Najpierw ugniótł w nim kilogram cukru, później jeszcze jeden - by ten zaczął konsystencją przypominać proszek. Był już po godzinach pracy, jednak nie przeszkadzało mu to, badania nad nowymi słodyczami odbywały się zawsze po godzinach, nie należały z resztą do jego codziennego zawodu, a jedynie były częścią... dodatkowej działalności? Współpracował pod tym względem z rodzeństwem Frotescue, wszyscy wprowadzali słodycze w obieg, on sam chętnie udostępniał je Cynthii, jednak nadal było to coś ich. Własnego. Po trosze Bertie wierzył, iż dotrą w tych poszukiwaniach do czegoś dla siebie odpowiedniego. A być może że on sam dotrze? Że odnajdzie własną drogę? Swój zawód na pewno nadal wiązał z cukiernictwem i choć Cynthii był szalenie wdzięczny za posadę, za naukę i za miejsce w którym mógł działać dalej niezależnie czy tę pracę później odda cukierni czy nie - nie widział siebie w tym miejscu tak po prostu - na zawsze. Było cudowne, on jednak wiecznie chciał więcej i więcej.
Tak czy inaczej ugniótł cukier nie bez wysiłku i na pewno nie szybko, kiedy ten jednak bardziej przypominał puder niż typowe kryształki zalał je odpowiednią porcją wody i począł mieszać. Zastanawiał się nawet nad dodaniem jakiegoś owocowego soku, szybko jednak te myśli odrzucił - chodziło o zapach jak najbardziej neutralny, który nie przeszkadzałby łagodnej nucie zapachu amortencji, nie mieszałby się z nim. Ostatecznie więc przez kolejne minuty dodawał po kilka kropel wody by mieć pewność, że konsystencja jego wywaru będzie właściwa.
Mieszał więc w kociołku dużą porcję lukru, gdy ta z kolei zaczęła przybierać odpowiednią konsystencję, dodał odpowiednią porcję tłuszczu, która miała sprawić by pomadka nabrała właściwej sobie miękkości i dopiero do tego olbrzymiego wywaru dodał kropelkę - ale jedynie kropelkę amortencji.
Roztoczył się przed nim znajomy zapach perfum. Słodkich perfum jakie kojarzyły mu się z dawną miłością, uczuciem dawno utraconym, jednak nadal... cóż, były to piękne chwile, które pozostawiły po sobie cudowne wspomnienia szczerej radości, których nie miał zamiaru nigdy żałować.
Tylko przetestowanie tego produktu na pewno nie będzie łatwe...
Teraz jednak skupił się na tym, by formować z nich właściwe formy. Niewielkie, owalne, jak kobiece szminki.
W tym czasie z pieca - mugolskiego, z którego korzystał tylko, gdy miał ku temu czas - wyciągnął foremki na nie, zbudowane z prostego maślanego ciasta. Pomadki miały być małe, by całość nie zalegała w kobiecych torebkach zbyt długo i nie miała czasu, by się zepsuć lub nadto stwardnieć, stać się po prostu nieprzyjemna.
Uformował więc niewielkie rolki lukrowanych pomadek, przyjemnie miękkich dzięki dodanemu tłuszczowi, powsuwał każdą z osobna - a z dużego kociołka powstało ich szalenie wiele - w ciasteczkowe obudowy.
I oby były dobre, bo szkoda będzie powyrzucać wszystkie kolejnego dnia.
Dziś jednak pozostawił przy nich kartkę z napisem "TESTUJĘ - proszę nie usuwać, ani także nie sprzedawać, nie znam jeszcze z pewnością skutków pozytywnych ani negatywnych użycia ich.
Z wieczną miłością!
BB."

I odszedł - zastanawiając się w jaki sposób powinien przetestować nowy produkt.

zt





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   02.03.18 17:48

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   02.03.18 18:38

|02.06.1956r

Potrzebował przerwy - zdecydowanie. Nie tylko na zwykły i oczywisty odpoczynek, ale też na to, by zdobyć kolejną porcję eliksiru. Ten nie działał jak powinien, tego był już pewien. Porcja jakiej użył, choć zapobiegawczo wręcz maleńka, i tak była zbyt silna. O tym przekonał się niemal od razu po użyciu, zapach był zdecydowanie ZBYT intensywny, roznosił się zbyt szeroko, więc i dostępny był zbyt wielu osobom, kusił zbyt mocno.
I zniechęcał do dalszego bycia obiektem testów własnych badań zwłaszcza, kiedy dookoła znajdowały się nie tylko kobiety.
Nauczywszy się jednak znacznie lepiej opędzać, bronić oraz biegać Bertie nie tracił mimo wszystko entuzjazmu. No dobrze - odrobinę tracił, nie miał jednak w zamiarze się poddawać.

Wrócił więc do kuchni kolejnego dnia i od razu powyrzucał wszystkie próbki, ze zgrozą odkrywając że brakuje jednej. W pierwszej chwili jego brew uniosła się lekko ku górze, później dał znać wszystkim pracownikom i pracownicom, także stażystom i stażystkom Próżności, że zrobione przez niego wcześniejszego wieczoru pomadki z amortencją są zbyt silne i BARDZO nie poleca korzystania z nich publicznie czy przy kimkolwiek ponieważ skutki mogą być lekko mówiąc nieprzewidziane.
Więcej zrobić nie mógł, wcześniej z resztą zostawił ostrzeżenie, że obecnie wykonane pomadki są nietestowane i nie wiadomo, jaki będą miały wpływ na użytkowników - nie czuł się więc nadto winny za ewentualną przygodę osoby która podebrała jeden egzemplarz.

Dziś przygotował się lepiej - zapewne. Fiolka była jeszcze mniejsza, kociołek ten co poprzednio, jednak wrzucił do niego tym razem nie dwa, a cztery kilogramy cukru. Ubijanie nie było łatwe. Wymagało siły, a kiedy tej siły nie miało się w nadmiarze to i czasu. Oto jedna z chwil w których Bertie żałuje, że nie jest mięśniakiem, a bardziej przypomina zwykłego chuderlaka. Nic na to już jednak nie poradzi, wziął się za ubijanie i ucieranie cukru i nie marudził ani trochę że ręce bolą, aż w końcu nie udało mu się obrócić dużego, zajmującego ponad połowę objętości kociołka stosu małych, białych kryształków w pył. Poziom cukru także się obniżył i to o prawie jedną czwartą - na szczęście, bo za chwilę przyszło mu dodawać do cukru wody, jak poprzednio, bo i to okazało się być dobrą metodą. Trochę wody - mieszanie, trochę wody - mieszanie. I tak aż nie pozostała nawet najmniejsza grudka, jednak wywar pozostawał gęsty i dość twardy. Oto przyszła chwila na dodanie tłuszczu dzięki któremu mieszało się wszystko odrobinę lepiej, jednak niewątpliwie i tak całość stwardnieje jak należy dzięki dużej zawartości słodkiego cukru. Całość smakowała w sumie po prostu - jak duża ilość cukru, tym razem nie był to jednak słodycz tak po prostu do jedzenia.

Przyszła kolej na masę ciasteczkową: masło, mąka, cukier, drożdże, zwyczajne ciasto maślane, później uformować by wyglądało i po przekrojeniu mogło służyć jako pojemniczki na pomadkę. Dość spory stosik wstawił zaraz do mugolskiego pieca. Miał czas, by piec w ten sposób, więc to robił, unikając rzucania kolejnych, zbędnych w tej chwili zaklęć. W tym czasie nadal duża miska mieszała wywar w kociołku by ten nie stwardniał zanadto nim Bott do niego wróci. Porcja amortencji teraz znów była mniejsza, zaledwie kroplę przelał Bertie na łyżeczkę i połowę z tego do kociołka. Fiolkę odłożył, łyżeczkę umył i proporcję zapisał, nim solidnie zamieszał. Kilka minut mieszał dokładnie, by odrobinka eliksiru rozprowadziła się solidnie pomiędzy pozostałymi składnikami.
Później pozostało już tylko formowanie. ponownie sztuka za sztuką w niewielką kulkę o średnicy około centymetra. Gdy tylko wyjął ciasteczkowe formy, poprzekrajał je na pół, by zaraz wydrążyć środki i umieścić w nich pomadki. Ponownie pozostawił je na stoliku z karteczką.

"Poprzednie okazały się zbyt silne, nie wiem jak będzie z tymi - proszę zostawić je na miejscu, zanim nie zostaną przetestowane.

Całusy!
BB.


Spojrzał znów na stosik, poprawił kartkę by na pewno była widoczna, zabrał jeden obiekt - bo przecież oczywistym jest, iż właśnie on musi go przetestować - i wyszedł. W nadziei, iż tym razem wszystko pójdzie dobrze...

zt.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stoliki przy oknie   02.03.18 18:38

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83


Powrót do góry Go down
 

Stoliki przy oknie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Stoliki przy oknie
» Stolik przy oknie
» Stoliki przy ścianie
» Stoliki w głębi sali
» Płacząca wierzba przy stawie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Cukiernia "Słodka Próżności"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18