Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 28, 29, 30
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Główna ulica   02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Joseph Wright
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5364-joseph-e-wright https://www.morsmordre.net/t5428-do-joe#123175 https://www.morsmordre.net/t5417-joe-w#122688 https://www.morsmordre.net/f108-piddletrenthide-79-kamienny-domek https://www.morsmordre.net/t5462-skrytka-bankowa-nr-1335#124469 https://www.morsmordre.net/t5441-joe-wright
Zawód : ścigający Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : jeszcze 27 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
What if I'm far from home?
Oh, brother I will hear you call.
What if I lose it all?
Oh, sister I will help you out!
Oh, if the sky comes falling down, for you, there’s nothing in this world I wouldn’t do.
OPCM : 14
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
Zjednoczeni z Puddlemere

PisanieTemat: Re: Główna ulica   17.08.18 13:57

Cóż, trochę szkoda, że uważano go za kłamcę - sam sobie na szczęście nie miał nic do zarzucenia. A już z pewnością nie kłamstwo - głównie dlatego, że był święcie przekonany co do prawdziwości swoich słów. Tak samo jak co do tego, że w Azkabanie kraty były tak wąskie, że nawet mysz by się nie przecisnęła, a co dopiero dziecko. Tak czy siak nie było sensu się o to kłócić, szczególnie z Heathem. Tak naprawdę żaden z nich w tym konkretnym więzieniu nigdy (na szczęście) nie był.
Obaj się pogubili. Ciężko stwierdzić jak to o nich świadczyło... ale może wyjdzie im to na dobre akurat. No... niekoniecznie dla Joeya, bo jeśli Ayden się dowie, że Wright przekonał Heatha do przyszłej kariery jako obrońcy Kuraków... żeby go za to nie posadził na ławce rezerwowych! No, ale tym to się będzie martwił potem. Tak samo jak faktem, że zapewne nie spotka się z Heathem na boisku. Cóż, nikt nigdy nie mówił, że Joe należy do ogarniętych osób, a jak już to wręcz odwrotnie.
A czy pójdą do lodziarni? Joe już miał coś odpowiedzieć, ale poczuł w ustach krwawy posmak. Charknął niezbyt elegancko i splunął na ulicę, faktycznie - krwią. Czując też strużkę wypływającą z nosa otarł ją wierzchem posiniałej dłoni...
- Niech to ponurak - mruknął przekleństwo widząc czerwoną posokę. - Co do Salazara...? - dodał lekko zdezorientowany, ale zaraz wyciągnął z kieszeni kraciastą chustkę przytknął ją sobie do nosa. Jeszcze chyba w życiu krew sama z siebie nie puściła mu się z nosa! Dziwna sprawa. Tym bardziej podejrzana, że wciąż czuł smak krwi w ustach (bo sinych plam na rękach oczywiście nie zauważył).
- Tylko już żadnego obrażania wujka - zastrzegł trochę stłumionym przez chustkę przy twarzy głosem. - Zdenerwowałem się i widzisz co się stało - dodał, choć tym razem kryjąc cień uśmiechu za kraciastym materiałem. Tak, żartował sobie.
- Chodź, może Flo będzie tak dobra i użyczy mi trochę lodu, to sobie do nosa przyłożę - powiedział jeszcze i skinąwszy głową w odpowiednią stronę, ruszył prosto do Lodziarni Rodzeństwa Fortescue. Ha! Nawet popisał się znajomością zagadnień medycznych! Niestety tylko dzięki częstym urazom swojego kinola.

[ztx2?]





Beat back those Bludgers, boys,
and chuck that Quaffle here
No team can ever best the best of Puddlemere!


Powrót do góry Go down
Laurent Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6341-budowa https://www.morsmordre.net/t6376-pan-baudelaire https://www.morsmordre.net/t6372-laurent-baudelaire#161712 https://www.morsmordre.net/f187-dzielnica-portowa-thames-path-7 https://www.morsmordre.net/t6398-laurent-baudelaire#162760
Zawód : Właściciel antykwariatu, artysta
Wiek : 34
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A gdy czasem, tonący w leniwej niemocy,
Na ziemię łzę ukradkiem zroni w cieniach nocy,
Poeta, nieprzyjaciel snu, dusza marząca,

Zaraz w dłoń swoją zbierze tę bladą łzę żalu,
O odbłyskach tęczowych jak odłam opalu,
I w sercu swym umieści, z dala oczu słońca
- C.Caudelaire
OPCM : 5
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Główna ulica   26.08.18 22:24

13.07.56

Trzynaście razy zdarzyło mu się słuchać narzekań dotyczących pogody. Pozwoliło mu to stwierdzić, że niektórym przeszkadzała zmącony przez anomalię cykl natury. Lato, co prawda, odważnie wyszarpywało się z wnyków dzikiej magii za dnia, lecz siły wytracało szybko tuż po zachodzie słońca sprawiając, że noce i same poranki wciąż zaskakiwały chłodem. Było jednak w tym coś ujmującego. W tej przeciągniętej wczesnej wiośnie. Niby znak od walącego się świata. Podszept próbujący przekazać, że jest jeszcze czas na zasiew mogący zrodzić w przyszłości nowy plon. Nie przerywając spaceru zastanowił się czy czy było jednak coś czego kiełkowania by wyczekiwał. Zamyślił się, a chłodne poranne powietrze owiewało jego twarz niby w naglącym otrzeźwieniu. I może to był błąd - oddawać się myślom lotnym, wiotkim, odrywającym od ziemi po której w rzeczywistości chwilę wcześniej stąpał. Gdyby nie to prawdopodobnie zauważyłby czarodzieja, który wyłonił się nagle zza przecinającej Pokątną uliczki. Nie wpadłby na niego. Nie wytrącił mu z dłoni pakunków. Nie dotknął czegoś przeklętego. Prawdopodobnie również nie byłby w tym momencie żabą w stronę której owy przechodzień wyplatał wiązankę przekleństw po której zniknął równie nagle jak się pojawił zostawiając go samego sobie. Oczywiście po zdezorientowaniu nastał czas na panikę. Nowe wcielenie było kłopotliwe bo bardzo delikatne. Udał się skocznymi krokami pod ścianę jednej z licznie otulających ulicę kamienic mając nadzieję, że nie stanie się ofiarą żadnego kota. Przynajmniej dopóki słońce nie wzniesie się wyżej miał być to jedno z większych na tę chwilę zagrożeń.
- Przepraszam! Droga pani! Przepraszam bardzo, proszę się zatrzymać...! - odezwał się, dostrzegając, jak z przymglonej uliczki wyłania się niewieścia sylwetka. Starał się w podskokach podążać za ruchem jej trzewików równolegle, lecz czuł, że powoli zwiększa się dystans - Tu na dole! Z pani lewej! Proszę...! - wołał dalej z wychodząca na plan desperacją. Niewiele osób podążało tą częścią ulicy o tak wczesnej porze. To mogła być jego szansa!


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Główna ulica   07.09.18 14:51

Ten dzień miał niczym nie różnić się od innych lipcowych dnii. Panna Pomfrey zerwała się z łóżka skoro świt, nawet dwa kwadranse wcześniej, niż zazwyczaj, a gdy rozchyliła zasłony i wyjrzała przez okiennicę westchnęła z głębokim żalem. Niestety niewiele się zmieniło. Na przedmieściach Londynu wciąż unosiła się zimna, dziwna mgła, która wprawiała Poppy w dziwnie melancholijny nastrój i przejmujący smutek. W pośpiechu zjadła na śniadanie twarożek z warzywamii i kilka kromek z wiejskim masłem, popiła gorącą herbatą z cytryną, po czym ubrawszy się w skromną, jasną sukienkę i płaszcz, zaplotła ciemne włosy w warkocz i wyszła z domu. Do zaczarowanej torebki wrzuciła parasol, tak na wypadek, angielskie lato nawet i bez anomalii potrafiło być niezwykle deszczowe. Zwykle nie wychodziła tak wcześnie, do jej dyżuru w szpitalu św. Munga pozostało jeszcze sporo czasu, lecz obiecała sąsiadce, że załatwi dla niej kilka sprawunków dla ulicy Pokątnej. Pani Ackerley miała już prawie dziewięćdziesiąt osiem lat na karku i choć wciąż zachowała bystrość umysłu, to stawy już miała nie te. Poppy obiecała, że zakupi dla nie maść na bóle w aptece i kilka innych rzeczy. O tej porze w sklepach na Pokątnej nie powinno być żadnych kolejek, sądziła więc, że wszystko szybko załatwi. Po dyżurze w szpitalu miała umówione spotkanie, a po nocach nie chciała się tutaj włóczyć. Może Pokątna i była najpopularniejszym miejscem w czarodziejskim świecie, najbardziej zatłoczoną ulicą, lecz czasy nastały wyjątkowo niespokojne - a Poppy była jedynie słabą, bezbronną kobietą, której brakował umiejętności z zakresu magii obronnej.
Do centrum Londynu dotarła Błędnym Rycerzem. Ernie Prang jak zawsze zagwarantował jej emocje z samego rana, wyszła z magicznego autobusu zarumieniona i nieco skołowana szaleńczą jazdą. Przeszła przez zupełnie pusty Dziurawy Kocioł i znalazła się na Pokątnej. Szybkim krokiem przemierzała brukowaną ulicę, zamierzając dotrzeć do pewnej piekarni, która miała otworzyć się lada chwila. Marzyła o ich słodkiej bułeczce z jagodami na drugie śniadanie, choć najpewniej nie będzie miała nawet czasu, aby ją zjeść, tyle teraz w Mungu było pracy. Musiała udać się jeszcze do sklepu papierniczego, bo pani Ackerley zabrakło atramentu, a zwykła pisać bardzo długie listy do syna, pracującego jako łamacz klątw dla Banku Gringotta i podróżującego po całym świecie, najlepiej kilka dziennie.
Męski głos, przemawiający wyraźnie do niej, wyrwał ją z zamyślenia. Poppy obejrzała się to na prawo, to na lewo, nikogo jednak nie dostrzegła. Nie zatrzymała się więc, przekonana, że coś się jej wydawało, że się przesłyszała. Odezwał się jednak znowu - głośny i wyraźny, zdecydowanie nie będący figlem umysłu, czy westchnieniem wiatru. Zatrzymała się raptownie i spojrzała w dół - zgodnie ze wskazówką. Otworzyła szerzej oczy, marszcząc brwi.
- Ee... - bąknęła, bo zobaczyła... żabę? Żabę mówiącą ludzkim głosem? - To jakiś dowcip? - spytała od razu, rozglądając się czujnie. Czy jakiś nicpoń chciał ją nabrać z samego rana?





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
Laurent Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6341-budowa https://www.morsmordre.net/t6376-pan-baudelaire https://www.morsmordre.net/t6372-laurent-baudelaire#161712 https://www.morsmordre.net/f187-dzielnica-portowa-thames-path-7 https://www.morsmordre.net/t6398-laurent-baudelaire#162760
Zawód : Właściciel antykwariatu, artysta
Wiek : 34
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A gdy czasem, tonący w leniwej niemocy,
Na ziemię łzę ukradkiem zroni w cieniach nocy,
Poeta, nieprzyjaciel snu, dusza marząca,

Zaraz w dłoń swoją zbierze tę bladą łzę żalu,
O odbłyskach tęczowych jak odłam opalu,
I w sercu swym umieści, z dala oczu słońca
- C.Caudelaire
OPCM : 5
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Główna ulica   08.09.18 11:17

|zmiana stajlu :x

Prawdopodobnie, gdybym nie był z urodzenia, jak i pochodzenia Francuzem to być może nieco mniej ubódłby mnie fakt posiadania na ten moment żabich udek, pary rozbiegających się na boki oczu oraz połyskującą wilgocią płazią skórę. Po tym, gdy strach i niepokój osiągnął już w moim odczuciu apogeum to właśnie ten zbieg okoliczności zaczął mi najbardziej przeszkadzać. Wcale nie było to zabawne. Nie powinno więc nikogo dziwić, że rzuciłem się w podskokach w stronę pierwszego dostrzeżonego przechodnia. Podniosłem głos. Mocno, mocniej niż nie raz to czyniłem tylko po to by zostać zauważonym. W końcu właśnie ten krótki moment mógł zaważyć na mojej kruchej w tym momencie przyszłości.
- Nie wyobraża sobie pani, jak bardzo pragnę by był to żart – dzielę się przepełniającą mnie żałością przykładając swoją czteropalczastą żabią łapę do obślizgłej piersi by jeszcze mocniej zaakcentować wypowiedziane pragnienie. Dźwignąłem się na swoje nowe nogi będące nieproporcjonalnie długimi do równie nowego ciała przez co nie koniecznie dobrze prezentowałem się stojąc na przeciw kobiety, która zwróciła na mnie uwagę – Nazywam się Laurent Baudelaire, madam - rodzimy akcent wkradał się w angielszczyznę, a żabie nogi chybocząc się domagały się powrotu do pozycji dla nich bardziej naturalnej. Uległem ich żądani i oto znów siedziałem na bruku na czworaka. Z żabich ust uszło nie takie zaś żabie westchnięcie - Byłem światkiem, a zaraz potem stałem się ofiarą przestępstwa. Bladym świtem na Pokątnej! Wyobraża to sobie pani...? - niedowierzanie miesza się z oburzeniem - Wpadł na mnie jakiś jegomość będący w biegu, a po chwili skończyłem w...taki sposób. To musiało być coś przeklętego. Proszę mi pomóc. Nie chcę zostać zjedzonym przez wronę czy kota - zwierzam się jej, a potem podnoszę swoje żałosne żabie oczy ku niej, ku jej twarzy chociaż żabia perspektywa widzenia pozwalała mi w tym momencie na więcej. Usta wykrzywiam w smutny grymas.


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Główna ulica   08.09.18 13:29

Byli czarodziejami, poruszali się po świecie pełnym magii, nic więc nie powinno było ich już dziwić. Zwłaszcza, gdy światem zawładnęły anomalie, obracające w niwecz sformułowane dotychczas prawa magii, wymykające się wszelkim teoriom. Potrafiły czarodziejów ranić, obracać magię przeciwko nim, lecz posiadały także dziwnie karykaturalne poczucie humoru. Panna Pomfrey, wychowana w domu czarodziejów, powinna więc była przywyknąć do podobnych przypadków. Transmutacja człowieka w zwierzę nie była absolutnie niczym zaskakującym. Wśród znajomych miała nawet animaga! A także wielu innych obdarzonych niezwykłymi talentami, czy genami. Do dziwnych przypadków i przygód także przywyknąć powinna. Nie dalej jak miesiąc wcześniej, kiedy wędrowała sobie spokojnie Pokątną, zdarzył się jej bardzo podobny przypadek...
Ale i tak, gdy zorientowała się, że przemawia do niej żaba, zamarła w bezruchu i wpatrywała się w płaza jak oniemiała. Zamrugała kilkukrotnie, jakby chciała zetrzeć z powiek senną marę, lecz żaba jak była tak była - i dalej mówiła do niej z silnym, francuskim akcentem. Panna Pomfrey języka francuskiego nie znała, lecz akcent chyba rozpoznawała. - Och... Miło pana poznać, panie Baudelaire. Nazywam się Poppy Pomfrey - odpowiedziała żabie nie mniej uprzejmie, po czym zorientowawszy się, że to nieco niegrzeczne, patrzeć tak na mężczyznę z góry, przykucnęła i wbiła w płaza spojrzenie niebieskich oczu, słuchając go z uwagą. Niezwykle smutna historia, wypowiedziana nie mniej dramatycznym sercem, przywołała na piegowatą twarz Poppy szczery wyraz współczucia. A niech to, miała zdecydowanie zbyt miękkie serce. - To bardzo przykra historia, panie Baudelaire... - odezwała się szczerze zasmucona. - Oczywiście, że panu pomogę, tylko nie wiem jak. Jestem uzdrowicielką, nie łamaczką klątw - wyrzekła przepraszającym tonem. Wyciągnęła ku żabie obie dłonie, by na nie wskoczył. Nie wiadomo, kiedy zza rogu wychynie głodne kocisko, to prawda. - Powiem panu, że mnie samej zdarzył się podobny wypadek... Może to ten sam mężczyzna? - zwierzyła mu się konspiracyjnym szeptem. - Wyobraża pan sobie, że nie dalej jak miesiąc temu szłam spokojnie tą samą ulicą i nagle rozległ się głośny wybuch... Straciłam przytomność, a kiedy się ocknęłam, byłam pingwinem! I zostałam pozbawiona ludzkiej mowy, więc poniekąd ma pan szczęście...





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
Laurent Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6341-budowa https://www.morsmordre.net/t6376-pan-baudelaire https://www.morsmordre.net/t6372-laurent-baudelaire#161712 https://www.morsmordre.net/f187-dzielnica-portowa-thames-path-7 https://www.morsmordre.net/t6398-laurent-baudelaire#162760
Zawód : Właściciel antykwariatu, artysta
Wiek : 34
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A gdy czasem, tonący w leniwej niemocy,
Na ziemię łzę ukradkiem zroni w cieniach nocy,
Poeta, nieprzyjaciel snu, dusza marząca,

Zaraz w dłoń swoją zbierze tę bladą łzę żalu,
O odbłyskach tęczowych jak odłam opalu,
I w sercu swym umieści, z dala oczu słońca
- C.Caudelaire
OPCM : 5
UROKI : 1
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.09.18 16:33

Kobieta, której uwagę skradłem wyraźnie nie mogła mi się nadziwić, a przynajmniej mojej niecodziennej formie. Nie mogłem mieć jej tego za złe - tego, że z intensywnością zalewała żabiego mnie błękitem swoich oczu. Nie topiłem się jednak pod siłą spojrzenia nawet gdy wodospad jej oczu pochylił się mocniej nad moim, wyjątkowo w tym momencie, żałosnym bytem. Tak, miałem pretensje do losu zmuszającego mnie do żebractwa o czyjąś pomoc. Dobrze, że ta pojawiła się niemal natychmiastowo pod postacią Pomfrey.
- Frey mieszkający w pani nazwisku jest nordyckim bogiem pokoju, radości i bogactwa. Czyżby posiadała pani nordyckie korzenie? - zauważyłem odrywając nieco myśli od własnej tragedii i przelewając je na zaciekawienie. Baśnie, legendy i podania nie miały dla mnie tajemnic i jeżeli, nawet pozornie przypadkowo, wiązały się z kobietą oferującą mi pomoc czułem ulgę myśląc sobie, że to jednak mus mieć znaczne i jest dobrą dla mnie wróżbą – Myślę więc, że nawet jeżeli nie zna się Pani na klątwach to i tak lepiej trafić nie mogłem - uśmiechnąłem się pokrzepiając się i mimo wszystko pragnąc rozchmurzyć ją – Proszę wybaczyć... - mruknąłem nieco niepewnie stawiając jedną ze swych wilgotnych, rozczapierzonych łap na oferowanej mi dłoni na której po chwili znajdowałem się całym sobą.
- Właściwie nie zdziwiłbym się biorąc pod uwagę obciążenie służb pilnujących porządku, gdyby to był ten sam człowiek który łutem szczęścia uniknął uwadze. Dobrze, że jednak udało się Pani wyjść cało z sytuacji. I właściwie co do tego...zastanawiam się czy byłaby Pani skora poświecić mi dodatkowej chwili i skreślić list w moim imieniu do mojej kuzynki? Tak się składa, że zajmuje się ona tematyką klątw i być może będzie umiała zaradzić sytuacji. Dla mnie samego w obecnym stanie jest to poza zasięgiem. Nie wspominając nawet o ryzyku wiążącym się z podejściem do sowy...Tym bardziej obcej bo własnej obecnie nie posiadam - to mogłoby się skończyć dla mnie bardzo przykro – Chyba, że pani posiada jakichś własnych przyjaciół rozeznanych w temacie. Jeżeli bardziej komfortowo dla pani było poradzić się właśnie ich to proszę się nie krępować. Tak czy owak byłbym bardzo zobowiązany za pomoc


Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

hope
is the only thing
stronger than fear

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 12
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

PisanieTemat: Re: Główna ulica   10.09.18 21:39

Owszem, nie mogła się nadziwić, choć powinna była dawno już przywyknąć do podobnych przypadków, dziwnych wypadków i historii nie z tej ziemi. Nawet i bez anomalii magia potrafiła kreować nawet najbardziej nieprawdopodobne opowieści, o których Poppy się nie śniło. Wszystko jednak dlatego, że ona sama unikała takich dziwactw jak ognia. Była pedantyczna i sztywna, umiłowała sobie porządek, święty spokój i nie lubiła odstępstw od normy. Jednocześnie miała jednak gołębie serce i niezliczone pokłady empatii. Poppy nie potrafiła przejść obok cudzego cierpienia, czy problemu obojętnie, nigdy też nie odmawiała nikomu pomocy. To ogromna zaleta, a zarazem i wada - bo była także naiwna, co stwarzało niebezpieczeństwo, że w końcu ktoś to w okrutny sposób wykorzysta. Przez głowę jej jednak nie przeszło, że tak szarmancka żaba mogłaby mieć złe zamiary.
Sprawiała miłe wrażenie.
- Och, nic mi o tym nie wiadomo... - przyznała lekko zawstydzona, bo prawdę mówiąc - nigdy nie wgłębiała się aż tak w znaczenie swego nazwiska i jego historię. Po części dlatego, że ojciec nie żył, a ciotka Euphemia nie była skora do rozmów, a po części dlatego, że nie podejrzewała, że może mieć specjalne znaczenie. - Jestem Angielką. Pochodzę z Lancashire - zdradziła Poppy, uśmiechając się lekko; szczerze wątpiła, aby rodzina ojca miała korzenie nordyckie, nic na to nie wskazywało, lecz świadomość, że słowo frey budziło skojarzenia z radością i pokojem przywołało na jej usta uśmiech. - Zna się pan na nordyckiej mitologii? - zapytała z ciekawością. Mrugnęła do pana Baudelaire zaklętego w ciele żaby, gdy poprosił ją o wybaczenie. Dotyk obślizgłej, zimnej skóry płaza na jej spracowanych dłoniach nie należał do najprzyjemniejszych, lecz zdążyła przywyknąć; zwłaszcza ostatnio, kiedy tak wiele czasu spędzała w pracowni alchemiczne.
- Dobrze byłoby go znaleźć i postawić przed organami sprawiedliwości, zanim dojdzie do nieszczęścia... - westchnęła ciężko Poppy; a co jeśli następna żaba nie będzie miała tyle szczęścia i padnie ofiarą głodnego kocura? Nie chciała nawet tym myśleć. - Ależ oczywiście! Możemy udać się na sowią pocztę. Podyktuje pan co mam napisać, a wyślę list do pańskiej kuzynki. To żaden problem, proszę się nie martwić - zapewniła Laurenta uzdrowicielka z łagodnym uśmiechem na ustach. Gdy płaz znalazł się już na jej dłoniach, wstała z kucek, trzymając go na wysokości swej twarzy, tak, by mogli utrzymać kontakt wzrokowy - patrzenie na niego z góry mogłoby być niegrzeczne. Zaczęła nieśpiesznie iść w stronę miejsca, gdzie tymczasowo przeniesiono sowią pocztę, do czasu naprawy magii we właściwym budynku obok Banku Gringotta, uważając jednako, by uważnie stawiać kroki.
= Hmmm... - zastanowiła się - ... znalazłby się ktoś, lecz nie mieszka tu blisko. Ale jeśli sytuacja będzie tego wymagać, to skontaktuję z nimi. Wie pan co sobie przypomniałam? Otóż w ogrodzie magizoologicznym jest takie miejsce, które nazywają Tronem Księcia. Od lat czeka tam ropucha, będąca ponoć zaklętym księciem, czekająca na pocałunek prawdziwej miłości, który zdoła go odczarować - opowiedziała mu cicho; nie zamierzała się przyznawać, że była tam i ucałowała tę żabę. To zbyt intymne i krępujące, aby opowiadać podobne historie obcemu mężczyźnie.





I aim to be lionhearted, but my hands still shake and my voice isn't quite loud enough


Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 30 z 30Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 28, 29, 30

 Similar topics

-
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica
» Ulica czerwonych latarni
» Główna ulica
» Ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18