Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 18 ... 31, 32, 33
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 33 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime02.12.12 0:17

First topic message reminder :

Główna ulica

Ulica Pokątna zmieniła się. Kolorowe, błyszczące witryny, które przedstawiały księgi zaklęć, składniki eliksirów i kociołki, były niewidoczne, ukryte pod przyklejonymi na nich wielkimi ministerialnymi plakatami. Większość tych posępnych fioletowych afiszy z zasadami bezpieczeństwa była powiększoną wersją broszur, które rozsyłano latem, a inne przedstawiały ruszające się czarno-białe fotografie znanych przestępców przebywających na wolności. Kilka witryn było zabitych deskami, w tym ta należąca do Lodziarni Floriana Fortescue. Z drugiej strony ulicy rozstawiono wiele podniszczonych straganów. Najbliższy, stojący przed księgarnią "Esy i Floresy", pod pasiastą, poplamioną markizą miał kartonowy szyld przypięty z przodu:

AMULETY
Skuteczne przeciw wilkołakom, dementorom i Inferiusom

Zaniedbany, mały czarodziej potrząsał naręczami srebrnych symboli na łańcuszkach i kiwał w stronę przechodniów. Zauważył, że wielu mijających ich ludzi ma udręczone, niespokojne spojrzenie i nikt nie zatrzymuje się, by porozmawiać. Sprzedawcy trzymali się razem, w swoich zżytych grupach, zajmując się własnymi sprawami. Nie widać było, by ktokolwiek robił zakupy samotnie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Now I feel the weight of a world on my back. I've seen the future, the future looks black. It's what I must do. I have no reservations, ain't talk 'bout self preservation.

Yeah, I feel something pulling me down, forcing me between myself and the ground. Of all the nightmares that ever came true, I think that gravity is you.

I've got a problem, a problem with hate, I can't go on dragging this weight. A cold steel hand that won't let go. Acid-filled thoughts out of control.

I built myself a nice little cage with bars of anger and a lock of rage. I can't help asking, "Who's got the key?", when I know damned well: it's me.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 33 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime04.09.19 20:02

| Ze sklepu miotlarskiego

Uśmiechnął się, gdy droga mu Hannah odpowiedziała mu, że Benjamin może po prostu nie wiedział jak wyrazić swoje emocje. Było to całkiem możliwe, biorąc pod uwagę to jak wcześniej zachowywał się najstarszy z Wrightów. Ben był specyficzny, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, rzecz jasna, ale niestety czasem ciężko się… wysławiał… Choć może nie zawsze! Czasem był całkiem dosadny. To pewnie zależało od różnych czynników i zapewne od tego o czym mówił.
Wszystko to jednak oznaczało, że Macmillan (w pewnym sensie) trochę paranoicznie się zachował. A może i nie? Coś wciąż mu podpowiadało, że jednak nie wszystko było w porządku, ale nie potrafił sprecyzować swojej niepewności. Tego i tak nie był w stanie się dowiedzieć, bo nie zauważył pewnych elementów, a i nie wyglądało na to, żeby je szybko zobaczył. Najwyraźniej Wrightówna miała szczęście, że trafiła na mało spostrzegawczego Anthony’ego, który mimo wszystko próbował wypaść na spostrzegawczego (ale przy tym wyraźnie się mu to nie udawało). On z kolei miał pecha, nie mówiąc o ciążącym poczuciu, że może postąpił zbyt pochopnie przychodząc prosto do Hanny.
Wiem – przytaknął jej. Wyraźnie się uspokoił. Benjamin pewnie zwyczajnie coś pomylił lub źle się określił. On z kolei zachował się zbyt… wścibsko, jak mu się zdawało. – Rozumiem – dodał dalej jej słuchając. Na pewno dużo się działo. Wobec tego nie miał wątpliwości. Zapewne nie tylko w samym sklepie, ale jeszcze poza nim. Spochmurzyła go jej uwaga dotycząca ochrony rodziny. Westchnął ciężko. Anglia na pewno nie była bezpieczna, nie tak jak kiedyś. Z tego sobie zdawał sprawę, ale chciał jeszcze wierzyć w dawny obraz spokojnej Anglii z dzieciństwa.
A kto będzie strzegł was? Pomijając Bena i Josepha, oczywiście – zapytał niespodziewanie na koniec jej wypowiedzi. Nie zastanawiał się długo nad tym pytaniem. Dopiero w trakcie jego zadawania zrozumiał, że brzmiało to trochę nieprzyjemnie. Ratując więc siebie od etykiety osoby zadającej niemiłe pytania, natychmiast zaznaczył dwójkę jej braci. Oni potrafili się bronić, pytanie jednak jak ich życie miało wyglądać w nadchodzących miesiącach. Martwił się rzecz jasna to nie tak, że uważał, że Wrightowie byli bez ochrony. Jak miało wyglądać życie Hanny? Była kobietą, niewinną i bezbronną, choć czarownicą. Cała trójka była dla niego zresztą bardzo bliska.
Spoglądał na nią przez chwilę, doszukując się odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Nie zdawał sobie nawet sprawy w to, że bezczelnie wpatrywał się w jej grzywkę. Szybko jednak, słysząc o propozycji przejścia się i spróbowania pączków, zaprzestał, otrząsnął się (choć nie dosłownie) i podniósł się. Nie chciał rozmawiać o polityce, której (jak wiadomo) i tak nienawidził, zmiana tematu mu sprzyjała. Znowu skupił się na tym, co miała mu dopowiedzenia. Uśmiechnął się szeroko, gdy usłyszał jej pytanie-prośbę. Oczywiście, że chciał jej pomóc. I ona, i każdy Wright wiele dla niego znaczyli. Czuł się nawet w obowiązku, żeby spróbować zadziałać w jej sprawie.
Naprawdę?! Nowa miotła?! – Zawołał entuzjastycznie. Natychmiast zatrzymał się na środku ulicy i niemal potrząsnął Hanną z radości. Zaczerwienił się jednak, gdy zrozumiał jak głośno wykrzyczał te trzy słowa i że jednak naruszył przestrzeń osobistą czarownicy i jeszcze popsuł jej fryzurę. – To znaczy… Jesteśmy związani z Quidditchem tak samo jak wy, Hanno – dodał już spokojniej. Zaraz jednak ponownie się zaczerwienił, bo zrozumiał, że mogło to zabrzmieć dwuznacznie, jak gdyby próbował się wywinąć od pomocy, więc natychmiast dodał: – Widzisz, mam wielu kuzynów, którzy są w drużynie, ale dziwi mnie, że Joe nie chciał dać tobie jakiś kontaktów. Przecież sam gra. Mógłbym poprosić nestora, żeby jakoś tobie pomógł albo chociaż wskazał mi odpowiednią osobę, do której moglibyśmy się zgłosić w twojej sprawie. Nie powinno być tutaj problemów. Nie przejmuj się, zajmę się tym. – Wyjaśnił, oferując jej przy tym ramię, żeby mogli ruszyć dalej w stronę sklepu, o którym mówiła. – Wiesz zresztą jak bardzo was cenimy, rodzina rodzinę. Postaram się coś zrobić, tylko musiałabyś mi bliżej przedstawić swój pomysł – wyjaśnił w drodze. Wydawał się być wyraźnie zainteresowany jej pomysłem. Znacznie się ożywił, jak gdyby sam wspominał okres, kiedy Quidditch był dla niego dosłownie wszystkim. – Rozumiesz, żebym wiedział gdzie zadziałać… Jakoś dziwnie gęstą masz tę grzywkę, nie mogę tobie nawet spojrzeć w oczy – dodał dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że przez cały czas wpatrywał się tylko w jedno oko.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime05.09.19 16:01

Zamknęła za sobą sklep, a klucze wsunęła do lnianej torby, którą przewiesiła przez ramię. Uspokoiła ją myśl, że Anthony zrozumiał. Nie spodziewałaby się po Benjaminie niczego nieodpowiedniego, możliwe, że bąknął coś przypadkiem, a Macmillan niewłaściwie go zrozumiał. Co do intencji Benjamina była zupełnie pewna, nie było więc o czym dyskutować. Jego troska była jednak rozczulająca. Spojrzała na niego nieśmiało i uśmiechnęła się ciepło. Jego chęci w niesieniu pomocy były niezwykle krzepiące. Był dobrym człowiekiem i miał wielkie serce. Dotknęła lekko jego ramienia w pokrzepiającym geście, nim ruszyli dalej, wzdłuż głównej ulicy.
— Nie martw się, damy sobie radę. Jakoś to się ułoży — mruknęła bez przekonania, spodziewając się, skąd te pochmurne myśli i pełne wątpliwości słowa. Nie była pewna, czy powinna mówić mu o wszystkim, co wiedziała — o Zakonie Feniksa, o ludziach, którzy go tworzyli. Sama wciąż była w tym nowa, świeża, nie poznała jeszcze wszystkiego. Nie była odpowiednią osobą, która mogłaby mu wyjaśnić sposób istnienia organizacji i uspokoić go, że ludzie, którzy ją tworzyli byli najodważniejszymi czarodziejami, jakich znała. Martwił się — to oczywiste. Jej myśli również błądziły od dłuższego czasu wokół przyszłości, która malowała się w coraz to bardziej ponurych barwach. Anomalie dawały w kość, na ulicach robiło się coraz niebezpieczniej — od sąsiadów słyszała wiele o czarodziejach pukających do ich drzwi i zakłócających spokój, gnębiących i napiętnowanych. Byłaby głupia, gdyby się nie bała. Czuła lęk, ale ten sam lęk dodawał jej siły w dalszej walce i utwierdzał ją w przekonaniu, że powinna walczyć jeszcze silniej.
Nagły entuzjazm Anthony'ego przyprawił ją o szeroki uśmiech. Potrząśnięta z radości spojrzała na niego z niedowierzaniem, zaskoczona jego reakcją. Wyszczerzyła się i pokiwała głową, choć po chwili już zamierzała pohamować jego radość.
— To na razie taki plan, który mam w głowie, nic pewnego. Po prostu chodzi mi po głowie pewien pomysł, i będę się za jakiś czas szykować do czegoś, może jego realizacji, ale wiele czynników się na to składa, więc... to wciąż spora niewiadoma — wyjaśniła spokojnie i ruchem dłoni zachęciła go do dalszego spaceru. — Joe jeszcze nie wiem, tak jak i Ben. Pomogą mi, wiem to bez pytania o to. Wiem też, że mogę na nich liczyć. Tak jak i to, że bezkrytycznie spojrzą na wszystko, co zrobię — dodała, zerkając na niego, by upewnić się, że nadąża za jej tokiem myślenia. — Dlatego przyda mi się ktoś z branży, kto nie jest ze mną spokrewniony i kto nie zawaha się wyrazić odpowiedniej krytyki, która będzie mi potrzebna, by faktycznie coś z tego wyszło.— Nigdy nie pominęłaby swoich braci w takim projekcie, ale było zbyt wcześnie, aby im cokolwiek wspominać. Wciąż musiała uporządkować sprawy z pieniędzmi, zgromadzić odpowiednie środki, rozważyć spłatę długu lub zaciągnięcie kolejnej pożyczki, która pozwoli jej na odpowiednia inwestycję i rozwinięcie skrzydeł. Ale do tego była długa droga, a ona miała jeszcze w międzyczasie mnóstwo zobowiązań, które musiała spełnić. — Dlatego nie rób jeszcze niczego i nikomu o tym nie mów, dobrze? Po prostu chciałabym wiedzieć, czy jeśli będę potrzebować, mogę liczyć na to, że mnie skontaktujesz z odpowiednią osobą. Nie dziś i nie jutro, może za jakiś czas.— Dziś nie miała jeszcze nawet konkretnego planu, szukała dróg i rozwiązań, które miały szansę w przyszłości przynieść odpowiednie owoce. Ona sama nie była w żadnym kręgu znana, ale jej bracia w świecie quidditcha nie byli anonimowi, nie chciała za ich pośrednictwem dochodzić do czegokolwiek, szczególnie, jeśli nie była gotowa na to, by zaprezentować odpowiedni produkt. — Dziękuję, Anthony — szepnęła, spoglądając na niego z wdzięcznością i opuściła głowę. Nurtująca go kwestia jednego oka nie dawała spokoju — ani jemu, ani jej. Musiała więc stawić temu czoła, chociaż w kłamstwie była beznadziejna. — To pewnie, przez tą opaskę... — mruknęła, nie odwracając się przodem w jego stronę, pozostawała profilem. — Drzazga mi wleciała podczas pracy i... no... mam problemy z nim. Ale to minie — wydukała, czując jak się momentalnie czerwieni. — A co u ciebie? Jak się trzymasz?




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f232-aldermanbury-5-15 https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, przewodniczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Nic, co ludzkie, nie jest mi obce.
Nawet jeśli to magia.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
Po co postępować z głową, skoro można bez

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime09.09.19 13:45

Oczywiście, że gdyby naprawdę urwało jej rękę to prawdopodobnie nie wychodziłaby z domu przez tygodnie, bojąc się nawet spojrzeć na różdżkę. To jednak jak na razie nie miało miejsca, a rozmowa z redaktorką wpłynęła na nią tak emocjonująco, że sprawy logiki zeszły na dalszy plan.
Żyjemy w magicznym świecie – powiedziała. – Rękę zawsze można wyhodować, prawda?
Bo to przecież było takie jasne, proste i bezbolesne. Przynajmniej dopóki zostawało w sferze teorii i tylko ewentualnej kontuzji. Co prawda Gwen przekonała się już o działaniu anomalii, raczej nie nadużywając różdżki, jednak w przeciwieństwie do nieznajomej to emocje stanowiły motywację do działania. Gdyby działo się coś wymagającego nagłego użycia czarów najpierw w sposób odruchowy sięgnęłaby po różdżkę. Analiza sytuacji przychodziła później.
Zmarszczyła brwi. Nie miała ochoty na dłuższe słuchanie bzdur wypowiadanych przez Gillian. Kobieta obrażała ją, była nieprzyjemna, a na dodatek wydawała się dziewczynie kompletnie nie czuła i oceniająca po aparycji, co malarce zdecydowanie się nie podobało.
Musi mieć pani smutne życie – stwierdziła tylko cicho, nie mając ani siły, ani chęci do dalszej dyskusji. Jeśli ktoś widział rzeczywistość w ten sposób, na pewno nie mógł być szczególnie szczęśliwym człowiekiem. Gwen co prawda nie zawsze była uśmiechnięta i zadowolona, ale naprawdę starała się, aby zachować dobry nastrój. Bycie nieprzyjemnym nikomu nie służyło.
Westchnęła, słysząc kolejce słowa kobiety, nie mając zamiaru jednak ich komentować. To naprawdę nie miało najmniejszego sensu. Poprawiła płaszcz, strząsając z niego część kropel.
Przepraszam, ale chyba muszę iść. Mam sprawy do załatwienia – oznajmiła, ruszając i nie oglądając się za siebie.
Po spotkaniu z Charlie miała naprawdę dobry nastrój, a Gillian… cóż, po prostu jej go zepsuła. Nagle deszcz wydał się Gwen bardziej odpychający, nagle poczuła się zmęczona otaczającym światem, czarami, wojną, polityką… Och, skąd się biorą tacy ludzie? Co prawda nie znała najlepiej panny Tremaine, ale ta krótka rozmowa wystarczyła, aby dziewczyna poczuła, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Ani teraz, ani w przyszłości. A rzadko, naprawdę bardzo rzadko, coś takiego jej się zdarzało.


| zt





Nie będę milczećani kłaniać się prawom zrodzonym z pogardy.
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Now I feel the weight of a world on my back. I've seen the future, the future looks black. It's what I must do. I have no reservations, ain't talk 'bout self preservation.

Yeah, I feel something pulling me down, forcing me between myself and the ground. Of all the nightmares that ever came true, I think that gravity is you.

I've got a problem, a problem with hate, I can't go on dragging this weight. A cold steel hand that won't let go. Acid-filled thoughts out of control.

I built myself a nice little cage with bars of anger and a lock of rage. I can't help asking, "Who's got the key?", when I know damned well: it's me.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 33 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime29.09.19 20:21

Był pewien, że cała trójka dałaby sobie radę. Wciąż jednak zależało mu na bezpieczeństwie Wrightów. Gdzieś w głębi siebie nadal wierzył w staromodne układy, w którym czystość krwi dodawała choć trochę władzy, która teoretycznie (i w to całkowicie wierzył) miała służyć do obrony „słabszych”. Z drugiej strony czasy się zmieniały, dawne układy odchodziły i doskonale to odczuwał. Wiedział jednocześnie o tym, że ci dawni „słabsi” w obecnych czasach okazywali się silniejsi. Wielki Benjamin oraz szybki i zwinny Joseph na pewno zaliczali się do tej gromadki osób, którzy byli w stanie poradzić sobie ze wszystkim, co stanęłoby na ich drodze. Nadal jednak martwił się, choćby o Hannę, która z jego punktu widzenia była jedynie kobietą i potrzebowała kogoś, kto mógłby ją bronić (nie miał tutaj jednak na myśli żadnego szowinistycznego podejścia do pozycji kobiet, nawet jeżeli tak to mogło brzmieć!) Zwyczajnie jedną nogą był jeszcze w staromodnym systemie, drugą wchodził już w nowy, szczególnie po wielu przygodach na Wschodzie, które znacząco wpłynęły na jego sposób myślenia. Do tego wszystkiego dochodziły zażyłości z Wrightami.
Mam nadzieję – odpowiedział jedynie, z trochę większym przekonaniem w głosie niż panna Wright. Naprawdę chciał wierzyć w jej słowa. Coś w tej przeklętej Anglii w końcu musiało się poprawić. Choćby trochę. Sam nie wiedział (jeszcze) o Zakonie Feniksa, a nawet nie zamyślał istnienia jakiejkolwiek podobnej organizacji. Był przekonany, że niestety zwykli czarodzieje byli po trochu pozostawieni na los czarnoksiężników i aurorów, o ile ci w ogóle wiedzieli jak z nimi walczyć. Z drugiej strony, aurorzy powinni być na tyle dobrze przeszkoleni, żeby być w stanie poradzić sobie z gromadką „oszołomów”.
Może więc i lepiej było, że Hannah sprowadziła ich na przyjemniejszy temat do rozmowy, który sprawił, że szeroki uśmiech na twarzy Anthony’ego dość długo się utrzymywał. Nowa miotła! I to wymyślona przez kobietę! Przez Wrightównę! Gdy jednak usłyszał, że to jedynie plan trochę ochłonął. Nadal jednak był zainteresowany tym, co panna Wright miała mu do powiedzenia.
Ale spełnisz go, prawda? – zapytał natychmiast po tym, gdy Wrightówna wypowiedziała pierwsze słowa wyjaśnienia. Brzmiał trochę jak duże dziecko, które oczekiwało spełnienia niewypowiedzianej na głos obietnicy. Musiała go spełnić, nie było innej mowy! – tak siebie przekonywał w myślach. Nie mógł tak po prostu dopuścić do tego, żeby jej pomysł został pomysłem. – Pomogę tobie jak tylko będę mógł, a do tego czasu będę milczał – zapewnił. Całkowicie nadążał nad jej tokiem myślenia. – Znajdę kogokolwiek, kto będzie ci potrzebny, tylko musisz mi dać znak, żebym to zrobił, jak już dokładnie zaplanujesz miotłę – przysiągł zaraz za tym. – Zresztą, myślę już o najlepszych graczach Quidditcha. Oni będą na pewno najlepszą krytyką, a i najlepszymi testerami. Znajdę też kogoś, kto mógłby cię dobrze zapromować – dodał, bo zamierzał, o ile tylko Hannah wyrazi na to zgodę, zwrócić się do najlepszych zawodników Zjednoczonych, z pominięciem niestety Josepha, który był przecież spokrewniony z Wrightówną i do bardzo blisko. Uśmiechnął się na koniec bardzo szeroko, klepiąc ją (delikatnie) po ramieniu. – Potem moglibyśmy stawić etykiety z projektem twojej miotły na butelki whisky. „Nowa miotła H. Wright, najszybsza, najzwinniejsza” albo jakieś bardziej chwytliwe hasło. Mój ojciec zajmuje się promocją – wyjaśnił. – I nie dziękuj. – To on był jej wdzięczny za to, że wyjawiła mu tę małą, „słodką” tajemnicę. Nie chciał jednak pytać o to czy ktoś jeszcze wiedział o jej planach.
Jego spojrzenie jednak mimowolnie wylądowało na grzywce, która rzeczywiście całkiem mocno go zastanawiała. Przeczucie czy nie – coś w tym było, że zwracało jego uwagę. Zdziwił się kiedy ujrzał opaskę. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak obróbka drewna może być niebezpieczna. Tak czy inaczej – całkowicie „połknął” wytłumaczenie czarownicy, nie pytając nawet o to czy aby na pewno tak było.
Aj – jęknął jedynie. Nie wiedział jak inaczej miał zareagować. Widać było, że mimo wszystko się przejął. – Oby szybko minęło. Mówią, że do wesela się zagoi – dodał, próbując choć trochę zabrzmieć optymistycznie. Nie wiedział jak bardzo bolało ją oko, ale miał nadzieję, że nie mocno. – Mam nadzieję, że szybko się z tym uporasz, głupio chować piękne oczy – uśmiechnął się skromnie, mimo wszystko łącząc się emocjami z problematyczną kwestią oka Hanny. – Musisz bardziej uważać przy obróbce drewna… To znaczy, wiem że uważasz, ale pewnie się przepracowujesz i potem zdarza się coś takiego. Może powinnaś znaleźć sobie jeszcze kogoś do pomocy? – Zapytał niepewnie. Nie chciał brzmieć jak „mądrala”. Nie chciał jej też urażać, tylko jakkolwiek (choćby słownie) jej pomóc. Dopiero po wypowiedzeniu tych kilku zdań ponownie zrozumiał, że może lepiej by było, gdyby w ogóle się nie odezwał. – U mnie wszystko jest w porządku. Staram się choć trochę działać z alkoholami, ale ciągle pojawia się coś nowego w przedsiębiorstwie… – odpowiedział jej. – A ty i rodzina? Pomijając ten mały incydent z drzazgą.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime12.10.19 22:50

Plany, o których mówiła i myślała były wciąż bliższe marzeniom niźli celom, które przed sobą postawiła. Chciałaby by się ziściły. Pragnęła nie tylko sprzedawać markowe miotły, które cieszyły się olbrzymią popularnością, które polerowała z należytym namaszczeniem i oddaniem; nie tylko produkować zwykłe użytkowe za niezbyt wygórowaną cenę, nie charakteryzujące się niczym szczególnym wyjątkowym, ale i zabłysnąć w świecie quidditcha — ponownie, choć tym razem w zupełnie odmiennej roli, bo w roli producenta, rzemieślnika i konstruktora nowego modelu sportowego, który cieszyłby się uznaniem zarówno laików, jak i wytrawnych, zawodowych graczy. Uśmiechnęła się nieco zakłopotana, spuszczając głowę, pozwalając by włosy opadły jej częściowo na twarz, choć odruchem zaczesała je za uszy, nie odejmując spojrzenia od bruku, po którym wolno kierowali się w kierunku kawiarni.
— Postaram się.— Nie mogła powiedzieć nic innego. Nic, by nie rozdmuchiwać zbyt mocno marzeń, nie nadawać im zbyt wielkiego znaczenia i samej sobie nie robi nadziei. Dziś, kiedy to wszystko było tak odległe i wciąż znajdujące się poza zasięgiem. To wszystko stopniowo rodziło się w jej głowie. Każdego dnia, kiedy o tym myślała, kreowała jej kształt — nowej miotły, rozważając drewno, z którego mogłaby być zrobiona, kolor, jaki by zyskiwała po odpowiedniej impregnacji, może szczególne, innowatorskie żłobienia, może zamiast stali użyłaby cynku lub miedzi przy wykończeniach. — Na razie do tego jeszcze długa i daleka droga, Anthony. Cały plan jest w powijakach. Nim w ogóle podejmę się jego realizacji muszę przemyśleć wiele rzeczy. — W tym zgromadzić odpowiednie środki, które okażą się niezbędne w trakcie zaawansowanych prób. Wiele materiałów z pewnością pójdzie na straty, liczyła się więc z kosztami, zdawała sobie doskonale sprawę, że przyjdzie jej do planowanych wydatków dodać te nadprogramowe, a w tym wszystkim w grę wchodziły jeszcze niespłacone długi, które ciągnęły się za nią jak smród po gaciach. Chociaż usilnie próbowała wyrzucić tę myśl z głowy.
Podniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się, promiennie, szczerze i szeroko. Po raz pierwszy tego popołudnia. Był jej tak życzliwy i przychylny, że po tym wszystkim, co ostatnio przeszła, trudno było jej się z tym oswoić. Miał w sobie tyle ciepła i dobroci, tyle optymizmu i wiary, że nawet sama zaczynała wierzyć, że to wszystko było znacznie prostsze niż sądziła, a problemy, które — jak sądziła — piętrzyły się z ojej plecami, były jedynie wytworami jej wyobraźni. — Dziękuję. Za wszystko. — Za dobre słowo, za wiarę, chęci i ofertę pomocy, która była dla niej bardzo ważna, szczególnie w obliczu marzeń, które zaczynały coraz częściej majaczyć na horyzoncie. — Na razie pozwól mi to wszystko sobie ogarnąć, przygotować. Nie rób niczego przedwcześnie. Czasy są takie, że kto wie, co będzie jutro, a co dopiero za tygodnie, czy miesiące. — Dziś myślała o własnej miotle, a jutro cała Pokątna mogła stanąć w płomieniach, stawiając ją w obliczu bardziej przyziemnych wyzwań.
Poprawiła opaskę na twarzy, kiedy zwróciła na nią szczególniejszą uwagę. Odetchnęła ulgą, że nie drążył tematu, a jej udało się wybrnąć z tego bez kłamstw i owijania w bawełnę. Zaśmiała się, choć nieco nerwowo, kiwając przy tym głową.
— Tak, do wesela na pewno — tym bardziej, że na żadne się nie zanosiło w jej przypadku. Powinna się tym prawdopodobnie martwić i myśleć o braku rodzinnych i domowych perspektyw, zamiast o planach biznesu, który przejęła po dziadku, i który prowadziła sama. Zupełnie sama. — Może, nie wiem, nie myślałam o tym nigdy wcześniej. W sklepie nie ma tak wiele pracy, z resztą sam widziałeś. To po prostu mały, rodzinny sklep, nic wielkiego. Nie wiem, czy taka osoba miałaby co robić, a utrzymanie pomocy kosztuje.— Na taki luksus aktualnie nie mogła sobie pozwolić, ledwie wiążąc koniec z końcem, powoli wychodząc na prostą. — To nieszczęśliwy wypadek, to wszystko. Na pewno się nie powtórzy.— Bo jeśli spotka na swojej drodze Rosiera, albo go zamorduje, albo zginie próbując. Temat alkoholi zaciekawił ją bardziej, uśmiechnęła się lekko, unosząc na niego spojrzenie. – Coś nowego testujesz? Jakieś smaki, czy... Jak to w ogóle wygląda? Oczywiście, nie chcę byś zdradzał mi sekret waszej produkcji, ale nigdy nie widziałam, jak przebiega proces. Efekty końcowe są za to zachwycające.— Rzadko miała okazję pić ich whisky, tak dobrą, znakomitą, ale była pewna, że była najlepsza spośród wszystkich jakich kiedykolwiek próbowała. — Jamie pomieszkuje u mnie, szuka czegoś nowego dla siebie, a Joe, jak pewnie się domyślasz, żyje od meczu do meczu, lawiruje w gąszczu fanek.— Wzruszyła ramionami. Powoli zbliżali się do kawiarni, którą zaproponowała. Wskazała na nią brodą. — Już prawie jesteśmy.




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Now I feel the weight of a world on my back. I've seen the future, the future looks black. It's what I must do. I have no reservations, ain't talk 'bout self preservation.

Yeah, I feel something pulling me down, forcing me between myself and the ground. Of all the nightmares that ever came true, I think that gravity is you.

I've got a problem, a problem with hate, I can't go on dragging this weight. A cold steel hand that won't let go. Acid-filled thoughts out of control.

I built myself a nice little cage with bars of anger and a lock of rage. I can't help asking, "Who's got the key?", when I know damned well: it's me.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
Główna ulica - Page 33 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime29.10.19 13:38

Chciał, żeby spełniła swoje marzenia. Każda osoba, która przyczyniała się do wzrastania popularności, ale i jakości Quidditcha była dla niego na wagę złota. Dla Hanny życzył wszystkiego najlepszego nie tylko z tego względu, ale także dlatego, że była mu droga prawie jak rodzona siostra. Panna Wright powinna dążyć do spełniania swoich pomysłów i powinna mieć kogoś, kto pomagałby jej w ich realizacji. Być może on nie był najbardziej odpowiednią osobą, którą mogła spotkać na swojej drodze. Jego chęci dotyczące pomocy były jednak szczere. Cieszył się, że zwierzyła mu się ze swoich planów i naprawdę miał nadzieję, że uda się jej je osiągnąć.
- Ważne, żeby był zrealizowany - odpowiedział jej, zgodnie ze swoimi nadziejami. Mógł jedynie domyślać się ile nakładu pracy i pieniędzy potrzebowała, żeby to wszystko zrealizować, nie mówiąc o uporządkowaniu planu działania...  Gdyby się mocno uparła, to może udałoby się jej wszystko osiągnąć nie w zbyt odgległym odstępie czasu. - Ja zawsze będę czekać na informacje z twojej strony - dodał, uśmiechając się ponownie bardzo serdecznie, chcąc tym samym dodać jej jeszcze większego wsparcia. - I cała przyjemność po mojej stronie, panno Wright.
Spoważniał odrobinę, gdy wspomniała o tym, że nie wiadomo czego oczekiwać każdego dnia. Było w tym racji, ale nadal łudził się, że wszystkie problemy za jakiś czas miały zniknąć. Wiara pozostawała tylko w lordzie Longbottomie i dobrych czarodziejach. Nadal jednak ziarenko niepewności powodowało swego rodzaju strach przed tym, co mogło nastąpić. Chcąc jednak odgonić od siebie wyjątkowo pesymistyczne myśli, postanowił skupić się na kwestii rodzinnego sklepu Wrightów. Martwił się o to, żeby siostra obu jego dobrych przyjaciół nie zrobiła sobie czegoś gorszego. Choć z drugiej strony, na pewno najlepiej znała się na swoim fachu.
- Wiele małych rodzinnych biznesów zostało przekształconych w ogromne przedsiębiorstwa, z czasem oczywiście - dorzucił do jej uwagi o sklepie. - Na pewno znalazłabyś dla takiego kogoś zajęcia. Quidditch jest w końcu naszym państwowym sportem. Drużyn jest coraz więcej. Ale nie zamierzam cię przekonywać, sama w końcu wiesz najlepiej. Wiele dzieci marzy o wspaniałej karierze i spogląda między innymi na twojego brata - Poklepał ją delikatnie po ramieniu, chcąc dodać otuchy i w jakikolwiek sposób przekazać, że nie zamierzał jej urażać swoimi komentarzami dotyczącymi sklepu. Chciał jedynie pomóc, okazać troskę i miał nadzieję, że Hannah była w stanie wyczuć jego dobre zamiary.
Słysząc jej pytania dotyczące alkoholi, trochę się zarumienił. Doskonale zdawał sobie sprawę ze swojego problemu, ale jednocześnie nie był w stanie się go pozbyć przez pracę z którą był związany. Tłumaczenie szczegółów zawsze sprawiało mu drobny problem, bo miał wrażenie jak gdyby przyznawał się otwarcie do swojego problemu. A jednak, nawet pomimo wstydu, nie mógł powiedzieć, że nie lubił rozmawiać o alkoholach.
- Chciałbym, ale co zabieram się do destylacji, to coś się psuje... gdzieś popełniam błąd. Chciałbym w końcu stworzyć coś swojego, a nie cały czas próbować. Ale tu brakuje mi wiedzy, niestety - przyznał, wyraźnie zasmucony. W myślach pocieszał się, że pewnego dnia poprawi swoje zdolności wytwórcze. Jej pytanie o produkcję, z kolei, wyraźnie go zaskoczyło. - Proces jest długi, czasochłonny. Musisz obrobić materiał, osuszyć go, przetworzyć w zacier, a potem kilkukrotna destylacja, dodawanie magicznych składników i długie czekanie na dobrej jakości whisky... choć niektórzy wiedzą jak przyśpieszyć ten proces. - Zamiast tłumaczyć dalej, postanowił szybko przeskoczyć do tematu związanego z jej braćmi: - Naprawdę? Jamie mieszka z tobą teraz? Nawet mi o tym nie wspomniał.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Główna ulica - Page 33 Empty
PisanieTemat: Re: Główna ulica   Główna ulica - Page 33 I_icon_minitime31.10.19 14:52

Uśmiechnęła się ciepło na jego słowa, ale nie podniosła już głowy w jego kierunku, by spojrzeć mu w oczy. Przepaska na jednym oku ją denerwowała, ale zaczynała przyzwyczajać się do aktualnego stanu rzeczy. Poprawiła włosy — w jakimś naturalnym, swobodnym geście, dzięki któremu zarówno grzywka, jak i pojedyncze kosmyki opadły jej na część twarzy, przysłaniając czarny materiał chroniący — według niej — wszystkich wkoło przed paskudnym widokiem pozbawionego gałki oczodołu. Pokiwała głową, wsuwając dłonie w kieszenie spódnicy.
— To miłe, co mówisz. Dziękuję — odpowiedziała w końcu, nie chcąc pozostawić go bez słowa. Wiedziała, że ma w nim oparcie, wiedziała też, że jeśli poprosi go o pomoc nie odmówi, choć życzliwość jaką jej okazywał na każdym kroku niezmiennie ją zaskakiwała. Dodawało jej to skrzydeł, energii, wzmacniało motywację, która — szczególnie po ostatnich zdarzeniach w sowiej poczcie — była na bardzo niskim poziomie. Plany, o których mu opowiedziała dojrzewały w niej powoli; uciekała do nich myślami, chcąc odepchnąć od siebie przykre wspomnienia, nieprzyjemne doświadczenia, zająć się czymś innym, byle nie doprowadzić do użalania nad własnym losem. Nie była taka, nie mogła się też stać. Nie mogła pozwolić temu wszystkiemu ją przygnieść. Wiedziała, że sobie poradzić tym, wiedziała, że z czasem się upora, a ból i strach ją wzmocnią, dodadzą jej sił.
— Nie stać mnie teraz na pracownika, Anthony — powiedziała w końcu, wzdychając przy tym, nie mając obaw co do odbioru własnych słów. Ledwie wiązała koniec z końcem, odkuwała się po zaciągniętych długach, oddanym potrzebującym środkach, zaczynając powoli inwestować w sklep, materiały i produkty, których używała. Czekała ją jeszcze długa droga, nim uda się zgromadzić wystarczającą kwotę, która pozwoli jej na rozwinięcie skrzydeł. Była świadoma stanu skrytki i swojej pozycji. — Ale jeśli tak twierdzisz, na pewno tak będzie — dodała z uśmiechem, czując jego pokrzepiający gest na swoim ramieniu.
Skręciła w prawo, przystając na moment przed kawiarnią, do której go chciała zabrać i odwróciła się jeszcze przystając w progu.
— Psuje? Co może się zepsuć przy produkcji alkoholu?— spytała z rozbawieniem; nie mogła sobie nawet wyobrazić, w jaki sposób wyglądała produkcja whisky, więc spojrzała na niego uważnie, dostrzegając, że na jego twarzy pojawia się lekkie zakłopotanie. Nie powinna naciskać, ale nie mogła się oprzeć, by nie spytać o to; liczyła więc, że Thony da się poprowadzić w temat świata alkoholi i przybliży jej tajniki produkcji. Ona sama zajmowała się domowym, rodzinnym biznesem, a wszystkiego, co dziś umiała nauczył ją dziadek. Kiedy jego metody zaczynały robić się zbyt przestarzałe, nie obawiała się eksperymentów i modyfikacji, które czasem — czasem nie — wychodziły jej na dobre. Potrafiła więc wczuć się w jego sytuację i wejść w jego skórę.
Zaskoczenie związane z miejscem zamieszkania Bena wzmogło w niej czujność. Zająknęła się — mieszkał, ale sam był w nielepszym stanie niż ona. Jego struny głosowe wciąż były w złym stanie, a jego twarz powoli dochodziła do siebie. Pokiwała głową, nie ciągnąc tematu; może powinien porozmawiać o tym sam. Zamiast tego chwyciła go za rękę i pociągnęła do środka.
— Chodź, zapraszam się na pyszną kawę.


| zt




Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić

Miejmy odwagę, nadzieję, pogardę

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 33 z 33Idź do strony : Previous  1 ... 18 ... 31, 32, 33

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19