Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Herbaciarnia   20.02.16 23:26

Herbaciarnia

Herbaciarnia nie należy do największych - znajduje się tutaj zaledwie pół tuzina niewielkich, metalowych stoliczków. Klientom podawane są wyłącznie herbaty na bazie liści najróżniejszych kwiatów, tych lokalnych, a także tych egzotycznych. Do herbaciarni wiodą liczne, kręte schody. Wejście tak wysoko jest jednak warte swojej ceny - przy odrobinie wysiłku można delektować smakiem serwowanych tu napoi i cieszyć oczy doskonałym widokiem na tę część ogrodu botanicznego. Choć w pomieszczeniu nie ma wiatru, gałęzie posadzonych tu roślin egzotycznych - agaw, palem, a nawet drzewek Bonsai - delikatnie się kołyszą, wpływając relaksująco na atmosferę; w tej miniaturowej dżungli można swobodnie się wyciszyć.


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 13:58

| połowa lutego?

Ogród botaniczny był naprawdę niezwykłym miejscem, szczególnie zimą, kiedy na zewnątrz wszystko było pokryte śniegiem lub, co zdarzało się częściej, rozmokłą, topniejącą pluchą. Lyrze naprawdę brakowało odrobiny zieleni i ciepła, więc, kiedy niedawno napisał do niej Titus, zaproponowała mu spotkanie właśnie w tym miejscu. Miała przecież tyle do opowiedzenia dawnemu przyjacielowi z Hogwartu, z którym siedziała razem na niektórych lekcjach i spędzała czas w pokoju wspólnym. Chociaż właściwie to znali się już wcześniej, ale dopiero w szkole zakolegowali mocniej, kiedy Tiara Przydziału umieściła ich w tym samym domu. Po Hogwarcie oboje mieli jednak inne obowiązki; Titus zajmował się nauką różdżkarstwa, podczas gdy Lyra stawiała pierwsze kroki jako malarka, najpierw uliczna, a później, po wernisażu, otrzymująca coraz więcej konkretnych zleceń. W międzyczasie zadebiutowała towarzysko, zaręczyła się i wyszła za mąż, chociaż nawet nie skończyła jeszcze dziewiętnastu lat.
Większość stycznia miała jednak dosyć zajętą. Nie miała nawet kiedy w pełni przeżywać wydarzeń na noworocznym sabacie (choć to akurat dobrze), bo musiała malować nowe obrazy (przez to, że przed ślubem i po nim nie miała czasu ani głowy do malowania, nazbierało się kilka zleceń do wykonania), uczyć się oklumencji, uczęszczać do klubu pojedynków i w międzyczasie budować relacje z mężem. Zanim więc mogła spotkać się z przyjacielem, nadszedł już luty.
Przybyła do ogrodu wcześniej, chcąc jeszcze pozwiedzać go i uzupełnić szkicownik o kilka szkiców. Lubiła obserwować rośliny, zapamiętywać ich detale, by potem wiarygodnie odwzorowywać roślinność na swoich obrazach. Spędziła więc całkiem miły czas, przechadzając się po szklarniach i innych zakątkach. Nie miała na dzisiaj żadnego zlecenia, a Glaucusa i tak nie było w domu, chociaż, oczywiście, uprzedziła go jeszcze kilka dni temu o swojej chęci zobaczenia się z dawnym szkolnym kolegą.
Gdy zbliżała się godzina spotkania, wspięła się po schodkach na wyższą część szklarni, gdzie znajdowała się niewielka, ale przytulna herbaciarnia, którą odkryła już dawno temu. Na szczęście nie było tu wielu ludzi, więc znalazła wolny stolik, gdzie usiadła i zamówiła dla siebie herbatkę. Czekała.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 15:43

/połowa lutego :D

Cholera, jak zwykle jestem spóźniony... - przeszło mu przez myśl gdy gnał jedną z zaśnieżonych ulic Londynu, by w końcu przekroczyć bramę ogrodu botanicznego, gdzie jego towarzyszka zapewne już czekała. Przeklął pod nosem rzucając okiem na zegarek, po czym pędem wbiegł na kręte schody prowadzące do herbaciarni. Brudne od na wpół rozmokłego śniegu buty łomotały o jasny metal, zostawiając nań błotniste ślady, a dłonie odziane w rękawiczki bez palców sięgnęły ku górze, zaciskając palce na materiale ciepłej czapki, którą zaraz ściągnął z głowy, ostatecznie umieszczając w kieszeni szarego płaszcza. Głęboko odetchnął zatrzymując się dopiero na piętrze, gdzie niewielkie stoliki ginęły w zielonej dżungli egzotycznych roślin. Powodził wzrokiem dookoła szukając znajomej, rudej czupryny, a gdy dostrzegł ją siędzącą przy herbacie, wyszczerzył zęby w uśmiechu - był prawdziwie podekscytowany tym spotkaniem, w końcu nie widzieli się, miał wrażenie, całe wieki, a przecież jeszcze nie tak dawno temu była jego promyczkiem rozświetlającym nawet najpochmurniejsze dni. Machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku, tym samym chcąc poinformować Lyrę, że za chwilę do niej podejdzie tylko zamówi sobie gorący napar - idealny na zimowe dni! Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że zdecydował się na białą, jaśminową herbatę z dodatkiem bzu i dużą ilością cukru - musiał przyznać, że pachniała fenomenalnie, a jeszcze lepiej smakowała, bo naturalnie nie mógł powstrzymać się by od razu nie spróbować. Trochę poparzył sobie język, ale nie ma tego złego...! Tak czy siak wreszcie, z filiżanką w dłoni, zbliżył się do stolika zajmowanego przez panią (o zgrozo!) Travers i delikatnie się pochylił na powitanie całując dziewczę w sam czubek głowy.
- O kurza kapota, wieki się nie widzieliśmy! - pokiwał łbem, ostrożnie odkładając naczynie na blat, po czym zrzucił z ramion płaszcz odwieszając do na oparcie jednego z krzeseł, pozbył się także rękawiczek i zasiadł na siedzisku. Wciąż przyglądał się przyjaciółce, co rusz mierząc wzrokiem ogniste kosmyki jej włosów oraz oczy równie zielone co otaczające ich wnętrze. Z jego ust nie schodził delikatny uśmiech i chociaż miał mnóstwo pytań chyba sam nie wiedział od czego zacząć...
- No to... jak ci życie mija? Masz pewnie tyyyyle do opowiedzenia! Ja zresztą też!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 16:12

Lyra także czekała na to spotkanie i żałowała, że po ukończeniu Hogwartu widywali się tak rzadko. Dawniej spędzali czas codziennie, czy to na lekcjach, czy już po ich zakończeniu, ale po szkole wszystko się zmieniło, dla obojga nadeszło nowe, dorosłe życie i nowe obowiązki. Póki jeszcze malowała na Pokątnej, widywali się regularnie, gdy tylko chłopak pojawiał się w sklepie Ollivanderów. Gdy zniknęła z ulicy po dekrecie i wernisażu (oba te powody, łącznie z nadejściem zimy, przyczyniły się do tego, że przestała pojawiać się na Pokątnej), i ten kontakt zanikł i zazwyczaj pozostawały do dyspozycji głównie listy.
Ale teraz oboje znaleźli czas na spotkanie i Lyra przez cały czas miała nadzieję, że nic mu nie wypadnie i że wkrótce się pojawi.
I pojawił się. Dostrzegła jego charakterystyczną sylwetkę, którą tak dobrze pamiętała. Miała ochotę podbiec i się przywitać, ale w porę przypomniała sobie, że była mężatką i takie zachowanie w miejscach publicznych już nie przystawało. Pozostała więc w miejscu, obserwując go, jak zamówił dla siebie herbatę i po chwili ruszył w stronę stolika, przy którym siedziała.
- Mi też miło cię znowu zobaczyć – przywitała się, uśmiechając lekko, gdy ten ucałował czubek jej głowy i po chwili usiadł naprzeciwko niej. – Ostatnie parę miesięcy było bardzo... obfitujące we wrażenia, ale już jest lżej, naprawdę – zapewniła go, wciąż pełna entuzjazmu. Jego widok poprawił jej humor. – Zaraz ci o wszystkim opowiem, daj mi się chwilę nacieszyć tym, że wreszcie się widzimy. Prawie jak w Hogwarcie! – dodała, wpatrując się w niego uważnie, zastanawiając się, czy i on się zmienił. Ona sama, choć wciąż była tak jak zawsze ruda, blada i piegowata, wydawała się nieco mniej mizerna, a jej ubrania prezentowały się jak przystało na młodą szlachciankę. Teraz już nikt nie mógłby się wyśmiewać z biednego wyglądu, jak w Hogwarcie. Na jej dłoniach błyszczały pierścionek zaręczynowy oraz obrączka, symbole związku z Glaucusem Traversem. O jej zaręczynach na pewno wiedział, bo miały miejsce w sierpniu, a później jeszcze widywali się na Pokątnej. Czy jednak wiedział o ślubie? Oczywiście zaprosiła go, ale najwyraźniej nie mógł się pojawić. Łudziła się, że chodziło tylko o obowiązki w związku z nauką różdżkarstwa.
Ale postanowiła zacząć od początku i opowiedziała o tym, jak została zauważona na Pokątnej i zaproszona do zaprezentowania swoich obrazów na wernisażu w galerii lady Avery, co umożliwiło jej artystyczny debiut i poprawiło jej sytuację. Dopiero potem przeszła do ślubu, zręcznie prześlizgując się nad mniej przyjemnymi wydarzeniami, które miały miejsce w międzyczasie, jak konsekwencje dekretu na Pokątnej, kłótnia z bratem czy sabat, choć o tym ostatnim z pewnością musiał już słyszeć, nawet jeśli nie był tam obecny osobiście. Póki co nie chciała jednak poruszać tak nieprzyjemnego, wciąż trapiącego ją tematu, ograniczając się do tego, co lżejsze i łatwiejsze do opowiedzenia.
- Naprawdę sporo się wydarzyło i dużo zmieniło – dodała na koniec, sącząc łyk herbaty i zerkając na moment na ogromne liście egzotycznej rośliny zwisającej nad ich stolikiem. – Aż trudno uwierzyć, że nie minął nawet rok, odkąd ukończyliśmy Hogwart! Czy i dla ciebie te miesiące były tak przełomowe? Odkryłeś już jakieś nowe rdzenie do różdżek?
Nadal uczył się rodzinnego fachu? Czy może rodzina już zaczęła myśleć o odpowiednim urządzeniu mu przyszłości? W to drugie jednak wątpiła, chłopcom zwykle pozwalano na dłuższy okres młodzieńczej swobody, nie pchano ich w małżeństwa tuż po skończeniu szkoły. Mąż Lyry był dwanaście lat od niej starszy, zdziwiłaby się więc, gdyby Titus oznajmił, że ma narzeczoną. Bardzo by się zdziwiła, bo trudno było jej go sobie wyobrazić jako statecznego męża, wciąż wyglądał jak beztroski młodzieniec, który umilał jej czas w wieży Gryffindoru.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 17:07

- Czasem to bym wrócił do Hogwartu, tam wszystko było znacznie prostsze. - pokiwał głową. Nie to, żeby życie jakoś szczególnie mu ciążyło, ale nauki, które pobierał podczas wakacji, okazały się jedynie wstępem do prawdziwego różdżkarstwa i chociaż kochał to co robił, a magiczne patyki były jego największą pasją, to czasem zwyczajnie tęsknił za tymi sielskimi latami spędzonymi w murach szkoły, kiedy największym problemem był troll z historii magii za brak niebotycznie długiego wypracowania na temat wojen goblinów... A może to były skrzaty?... Otoczył dłońmi filiżankę, opuszkami palców przesuwając po rozgrzanej porcelanie. Nie spuszczał oka ze swojej towarzyszki - widział, że się zmieniła, że nie jest już tą drobną, zubożałą szlachcianką, którą nie raz bronił przed ostrymi słowami innych... Teraz wyglądała jak prawdziwa dama, jakby wychowała się na salonach i całe życie spędziła w luksusach.
Słuchał co też działo się u tej kruszynki, co rusz kiwając głową tudzież popijając herbatę - z entuzjazmem przyjął wieść o wernisażu i o tym, że wciąż rozwija się artystycznie, on także ostatnimi czasy podniósł swoje umiejętności w dziedzinie rzeźbiarstwa, spędzając mnóstwo godzin z dłutem w ręku. Oh, przestał już liczyć ile razy skaleczył się ostrym narzędziem, tudzież nabawił drzazg! Temat ślubu natomiast... No cóż, wieść o jej zamążpójściu odbiła się cieniem smutku na twarzy Titusa. Przecież pamiętał jakby to było wczoraj, jak śmiali się, że może niebawem przyjdzie im stanąć na ślubnym kobiercu i spędzić ze sobą resztę życia, obydwoje wtedy żartowali, że w zasadzie nic by się wówczas nie zmieniło, skoro i tak są prawie że nierozłączni... Dla Ollivandera jednak nie było to tylko czcze gadanie - on naprawdę miał nadzieję, że pewnego dnia faktycznie wsunie obrączkę na jej smukły palec... Kiedyś, jako dzieci, kłócili się czasem tak mocno, że miał ochotę przyłożyć jej dziecinną miotełką, ale gdy zaczęli dorastać zauważył, że jej włosy nie są już marchewkowe, tylko ognisto-słoneczne, a piegi nie szpecą, tylko zdobią jej mały nosek, w oczach natomiast dostrzegł szmaragdową łagodność i chciał by to spojrzenie w połaczeniu z uroczym uśmiechem witało go każdego ranka. Pamiętał, że z początku nie chciał dopuścić do siebie myśli, że młoda Weasleyówna zajmuje w jego sercu specjalne miejsce, ale z czasem przestał z tym walczyć... Kiedy więc dostał zaproszenie na ślub był załamany. Jasne, wiedział o wcześniejszych zaręczynach, ale jakiś cichy głosik w głowie powtarzał mu, że zaręczyny zawsze można zerwać! Niestety, nadzieja umarła w dniu, w którym sowa zastukała w okienko przynosząc mu jakże radosną nowinę. Już wtedy wiedział, że nie pojawi się na uroczystości, a swoją nieobecność zamierzał zgonić na totalny brak czasu.
- Niech mnie Pani Jeziora utopi! W porównaniu z twoim, moje życie wydaje się takie nudne! - parsknął śmiechem, na nowo zwilżając usta gorącym naparem - Nowych rdzeni jeszcze nie odkryłem, ale spędzam naprawdę mnóstwo czasu z różdżkami. Czasem czuję się tak, jakbym wciąż był w szkole bo ciągle się tylko uczę i uczę. Wiesz, ostatnio byłem z ojcem w Rumunii, w rezerwacie smoków, po smocze serca. Widziałem na żywo długoroga i rogogona i jeszcze żmijozęba. Wspaniałe! Teraz, jak na poważnie mam zająć się różdżkami, ojciec stwierdził, że pora wreszcie zacząć przedstawiać mnie handlarzom i w ogóle. Zaczynam uzupełniać książeczkę z kontaktami. - roześmiał się. Postanowił póki co nie wspominać o tym, że nie wszyscy jego nowi znajomi działali tak do końca legalnie... Ale było coś, co nie dawało mu spokoju, coś, o co musiał prędzej czy później zapytać - delikatnie zmrużył oczy, kilkukrotnie stukając palcem w krawędź filiżanki..
- A jak tam... Jak twoje stosunki z mężem? Układa wam się?




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 18:08

Lyra pokiwała głową. Patrząc z perspektywy czasu (krótkiego, ale jakże obfitego w wydarzenia w porównaniu do statecznych czasów szkolnych), ona czasem także chętnie wróciłaby do szkoły. Chociaż nie zawsze było łatwo, kiedy się było zaledwie marną Weasleyówną, pamiętała te czasy jako pełne beztroski i młodzieńczych marzeń, przebywanie z przyjaciółmi wynagradzało jej te wszystkie zaczepki ze strony Ślizgonów, a najpoważniejszym problemem były egzaminy. Nie musiała obawiać się o bliskich (a biorąc pod uwagę wydarzenia na sabacie, były to obawy uzasadnione), ani o własną przyszłość. Mimo to wciąż była pełna wiary i nadziei, że będzie lepiej, że powróci ład i spokój, i że jej relacje z braćmi także z czasem się naprawią i będą dobre tak, jak kiedyś.
- Ja też, Titusie. Ja też – przytaknęła, uśmiechając się z nostalgią. – Brakuje mi tego, ale kiedyś i na nas musiał przyjść czas, by dorosnąć.
Oczywiście pamiętała te momenty, gdy zastanawiał się, jakby to było ją poślubić, ale zawsze była przekonana, że to tylko żarty, chłopięce przekomarzania. Oboje czasem zastanawiali się, jakby to było, gdyby rodziny zaaranżowały ich związek, ale Lyra nigdy nie traktowała tego w pełni poważnie. W czasach szkolnych nie myślała jeszcze o mężczyznach ani związkach, ominął ją etap tęsknego wzdychania do płci przeciwnej, a zaręczyny spadły na nią zupełnie nieoczekiwanie. Chcąc nie chcąc, musiała się na nie zgodzić, Traversowie byli dużo bardziej znaczącym rodem niż Weasleyowie, odmowa z jej strony nie byłaby dobrze widziana, i mogłaby nawet przekreślić jej malarskie aspiracje. Poza tym, naprawdę lubiła Glaucusa, znała go jeszcze przed ślubem, bo przychodził do niej na Pokątnej i kupował jej obrazy, czasem nawet obdarował ją jakimś drobiazgiem, jak nowy zestaw pędzli, czy farb.
- Naprawdę? – uniosła brwi. – Och, zawsze się zastanawiałam, w jaki sposób różdżkarze potrafią zapamiętać tyle rodzajów drewna i rdzeni. To taka fascynująca gałąź magii... – Dla Lyry różdżki różniły się tylko kolorem, długością i zdobieniami. Zupełnie się nie znała na drewnie, nie mówiąc o sposobach łączenia go z rdzeniem tak, żeby powstała prawdziwa magiczna różdżka. A jej dawny przyjaciel naprawdę się tego wszystkiego uczył, i może kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy przyjdzie ze swoimi dziećmi do sklepu na Pokątnej, to on będzie im sprzedawał zrobione przez siebie różdżki? – I w dodatku możesz jeździć po świecie i zwiedzać tyle ciekawych miejsc! Naprawdę podziwiam, wiesz, że też zawsze o tym marzyłam.
Uśmiechnęła się marzycielsko. Glaucus obiecał, że ją gdzieś zabierze, ale najpierw musiała nauczyć się walczyć ze swoimi lękami, które obecnie uniemożliwiały jej pełne uczestniczenie w życiu męża.
Słysząc pytanie Titusa, zamyśliła się na moment, a jej policzki zarumieniły się pod piegami.
- Tak... To znaczy, Glaucus jest naprawdę w porządku, lubię go – odpowiedziała, bawiąc się obrączką i obracając ją lekko wokół palca. Czy aby na pewno tylko go lubiła? – Oboje próbujemy się jakoś odnaleźć i zaakceptować nasze nowe życie. – Nie zawsze było łatwo, ale uczyli się sobie ufać, a Lyra odkrywała, że coraz bardziej jej na nim zależy i potrzebuje jego obecności. – Tylko moi bracia chyba nie do końca to akceptują – zawahała się i opuściła wzrok; jej przyjaciel wiedział dużo o jej braciach, w Hogwarcie i tych miesiącach, gdy malowała na Pokątnej, mnóstwo mu o nich opowiadała. – Ale poza tym jest dobrze. I mam nadzieję że będzie jeszcze lepiej. – Uparcie odepchnęła ciążące nieznośnie myśli o Garretcie, którego od czasu swojego ślubu widziała tylko raz, i została przez brata zignorowana, jakby była kimś obcym. To bolało. Zmieniła więc temat. – Muszę kiedyś odwiedzić cię na Pokątnej, zobaczyć, jak sobie radzisz. Odkąd wydano ten nowy dekret prawie w ogóle tam nie bywam, zresztą... zima to nie jest dobry czas na malowanie na ulicy. Wolę swoją nową pracownię. – Młody Ollivander, odwiedzając rodzinny sklep, z pewnością wiedział o nowych przepisach dotyczących ulicy Pokątnej, może więc rozumiał lęk Lyry, choć nie wiedział, że padła ofiarą nowego zarządzenia.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 18:36

Czas by dorosnąć... Titus westchnął - wciąż był niesfornym młodzieńcem, któremu nawet nie śniło się stateczne życie z rodziną, który dla własnego szczęścia (a czasem także zwykłego widzimisię) gotów był łamać wszelkie konwenanse. Jeśli to on miałby w najbliższej przyszłości powiedzieć sakramentalne tak jakiejkolwiek kobiecie, to wybranka jego serca dostałaby do wychowania duże dziecko. Bronił się przed dorosłością rękami i nogami wciąż mieszkając w rodzinnej posiadłości i wydając pieniądze Ollivanderów. Może ciągła praca była pierwszym krokiem do dojrzałości, ale... wcale mu się nie spieszyło.
- I to dosłownie gałąź. - roześmiał się ze swojego żartu, wskazując Lyrę jednym palcem - Wbrew pozorom to nie takie trudne. - wzruszył ramionami. Był prawdziwym zapaleńcem, a dryg do różdżkarstwa miał w genach. Cała Anglia nosiła różdzki jego rodziny i Titus był z tego prawdziwie dumny, ba, marzył, że kiedyś to jego dzieła będą nosić młodzi czarodzieje nie tylko na Wyspach Brytyjskich, ale całym świecie! Był ambitny i pracowity, nawet jeśli czasem przysypiał na wykładach o drewnie, albo nie do końca rozumiał niektóre rzeczy... Wciąż był jednak młody i ufał, że z czasem nauczy się wszystkiego.
- Jeśli chcesz możesz jechać ze mną w następną podróż. Ojciec planuje wysłać mnie samego, ale jeszcze nie dostaliśmy odpowiedzi z francuskiej hodowli jednorożców. - obruszył się w nadziei, że wyrazi chęci. Ach! Podróżować w tak wybornym towarzystwie to by było coś! Wiedział, że bawiliby się świetnie zwiedzając najbardziej magiczne zakamarki prowansji bądź Paryża!
Lubię go... Ponownie zmrużył oczy z uwagą przyglądając się swojej towarzyszce - musiał szczerze przyznać, że te dwa słowa trochę podniosły go na duchu. Lyra zdawała się szczęśliwa, ale wyglądało na to, że nie usycha z miłości do męża, a to był dobry znak. Dobry dla samego Titusa.
- Wiesz, wcale się im nie dziwię, ostatecznie Glaucus jest od ciebie sporo starszy, pewnie woleliby cię widzieć przy boku kogoś w TWOIM wieku. Ile on w ogóle ma lat? Czterdzieści? - uniósł jedną brew, na moment poważniejąc. Spił kolejny łyk herbaty, mocno zaciągając się jej słodkim zapachem. Ach, jaśmin, najwspanialszy kwiat jaki zrodziła Ziemia. Uśmiech powrócił na jego usta kiedy wspomniała o odwiedzinach. Oby rychłych.
- Jasne! Zapraszam! Często bywam w sklepie i obserwuję jak idzie sprzedaż, wiesz, czasem, jak wuj ma przerwę a ktoś akurat się napatoczy to robię za obsługę. To takie ekscytujące wybierać dla kogoś różdżkę! Czuję wtedy, że to trochę ode mnie zależy dalsza kariera tego czarodzieja. - ponownie parsknął śmiechem - Ten dekret to jest jakaś kpina, mam nadzieję, że szybko go zdejmą... Może to zabrzmi strasznie abstrakcyjnie, ale brakuje mi magii na Pokątnej. - przeciągle westchnął.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   31.07.16 20:35

Lyra pod pewnymi względami była jeszcze dość infantylna. Nadal potrafiła cieszyć się z drobnych rzeczy, drobiazgami potrafiła się też przejmować. Musiała jednak szybko dorosnąć; wychowana w biednej rodzinie, od razu po skończeniu Hogwartu musiała nauczyć się odpowiedzialności i zacząć zarobkować, by odciążyć nieco matkę i brata. To też może było powodem, dla którego matka tak szybko postanowiła oddać ją Traversom, którzy poszukiwali narzeczonej dla swojego syna. Ślub i nowe obowiązki także wymuszały dostosowanie się do nowego życia, choć na tle Glaucusa wciąż była dzieckiem. Jej mąż ukończył Hogwart, zanim ona w ogóle się tam pojawiła, i przez te lata zdążył już swoje przeżyć i nabyć doświadczenia, których Lyra nie miała.
- Skoro uczysz się tego od dziecka, to pewnie nie – zauważyła Lyra. Zapewne małemu Titusowi zamiast zabawek dawano kawałki drewna, by od najmłodszych lat uczył się przyszłego fachu. Na jego miejscu Lyra również byłaby dumna z takiego rodowego dorobku, jak umiejętność różdżkarstwa. Bo Weasleyowie niestety w mrokach dziejów zatracili swoją dawną tożsamość, majątek i wpływy, stając się tym, czym byli teraz: pogardzanymi przez resztę rodów biedakami, według nich nie zasługującymi na posiadanie tytułu, który był jedną z nielicznych pozostałości wspaniałej, długiej historii.
- Byłoby cudownie – westchnęła z rozmarzeniem. – Ale nie wiem, czy w obecnej sytuacji przystoi mi... No wiesz. – Jako mężatka zapewne nie powinna podróżować samotnie w towarzystwie obcego mężczyzny nie będącego jej mężem ani członkiem rodziny.
Zamyśliła się i zaczęła skubać palcami brzeg obrusu, którym był nakryty stolik.
- Trzydzieści jeden – poprawiła go. Przed jej oczami stanęła uśmiechnięta twarz męża z zawadiacko rozwianymi włosami i dołeczkami w policzkach. Takim widziała go dziś rano, takiego lubiła widzieć go każdego dnia. Był kimś więcej niż tylko obowiązkiem, który musiała spełnić. – Ale myślę, że chodzi o coś innego... Może się mylę i wysuwam zbyt daleko idące wnioski, ale mam wrażenie, że chyba woleliby, żebym nadal żyła tak, jak do tej pory – skrzywiła się. Bo przecież nie znosiła być pogardzaną biedaczką i możliwość zmiany tego stanu rzeczy była niespodziewanym prezentem od losu. Jej najstarszy brat miał skłonności do pewnej mugolaczki i sądząc po jego reakcji podczas ich grudniowej kłótni, najwyraźniej próbował się odciąć od szlacheckich korzeni w przeciwieństwie do Lyry, która pragnęła je podtrzymać, nie chciała, by Weasleyowie przepadli w mroku dziejów, lub zostali ostatecznie uznani za zdrajców. Lyra bała się tego, nie chciała zostać zdrajczynią i nie rozumiała, dlaczego Garrett jest gotów zaprzepaścić to, co mógł mieć, gdyby tylko trochę otworzył się na ten świat. Nie rozwinęła jednak tematu, bo pierwsze spotkanie po dłuższym czasie nie było dobrym momentem, by poruszać tę niewygodną i drażliwą kwestię.
- To pewnie spora odpowiedzialność, odpowiednio robić i dobierać różdżki – zauważyła. Gdy w wieku jedenastu lat matka zabrała ją do Ollivanderów, wypróbowała kilka różdżek, zanim znalazła tę właściwą, hebanową z kłem chropianka; gdy tylko wzięła ją w dłoń, od razu poczuła ciepło rozchodzące się w koniuszkach palców i już wiedziała, że to jest dobra różdżka. – Chętnie tam zajrzę, przynajmniej na chwilę. – Oby tylko akurat nie było tam Barry’ego, bała się niezręcznej rozmowy, jak na sabacie, kiedy właściwie ignorowali swoją obecność. – Też mam nadzieję, że niedługo to zdejmą. Tęsknię za tą normalną, przyjazną okolicą, którą pamiętam z wakacji i ze szkolnych zakupów w poprzednich latach. – Mówiąc o dekretach i Pokątnej, ściszała głos, jakby przeczuwała, że nie jest to temat, o którym należy mówić głośno. Miała nadzieję, że dekret zostanie szybko zdjęty, ale póki co tak się nie działo, a atmosfera stawała się coraz bardziej napięta, zwłaszcza w okolicy nowego roku. – Byłeś na sabacie? – zapytała nagle. Nie pamiętała, by go widziała, początkowo dziewczęta i mężczyźni bawili się osobno i mieli spotkać się razem w sali o północy, ale do głównej zabawy nie doszło, ponieważ w sali balowej odnaleziono ciała kilku martwych nestorów. Lyra, widząc tak przerażającą scenę, zemdlała i została od razu zabrana do domu przez męża. Zdecydowanie nie miała głowy do rozglądania się, kto jeszcze jest tam obecny.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   01.08.16 11:21

Wzruszył ramionami - pewnie miała rację, ostatecznie fachu uczył się odkąd pamiętał. Te wszystkie brzozy, dęby, palisandry i inne śmieszne nazwy tak mu się wryły w mózg, że ktoś musiałby chyba wyciąć jego część żeby Titus o nich zapomniał.
- Daj spokój... - wywrócił oczami - Przecież znamy się od takiego szczyla - jedną dłonią nakreślił w powietrzu poziomą kreskę - To tak jakbyśmy byli rodziną. - pokiwał głową. Wiedział, że nie przystoi jej włóczyć się z innymi mężczyznami, ale byłby naprawdę rad gdyby jednak wyraziła chęć wspólnej wycieczki i obiecał sobie, że na każdym kroku będzie jej o tym przypominać, aż pewnego dnia, zmęczona ciągłym namawianiem, zgodzi się na ten krótki wypad. Ostatecznie nie proponował jej także ucieczki z domu, tylko... krótki urlop z dala od Anglii i wszystkiego co w niej zostało.
- Trzydzieści jeden... - powtórzył. Mocno zmarszczył brwi, wciąż przyglądając się swojej towarzyszce, postukał plcem w blat stolika - Myślisz? Ale przecież wydajesz się szczęśliwa, to powinno im wystarczyć. - kiwnął łbem. Miło było patrzeć jak promienieje, a choć wolałby by promieniała przy jego boku, to musiał przyznać, że szlacheckie życie naprawdę jej służyło.
- O tak, to wieeeeeelka odpowiedzialność! Dlatego muszę mieć wszystko tutaj. - postukał się jednym palcem w skroń. Na moment zawahał, po czym wystawił ten najmniejszy, szeroko się przy tym uśmiechając - O, albo tutaj. - kiwnął czerepem. Nieznacznie pochylił się nad stolikiem, wspierając nań oba łokcie i na nowo splatając palce na filiżance - zerknął wgłąb naczynia dochodząc do wniosku, że upił już tyle herbaty, że bez problemu może uzupełnić płyny. Rozejrzał się naokoło, wyciągając szyję by dokładnie obadać teren - Dokładnie, ja też... - westchnął, po czym sięgnął do kieszeni płaszcza wyciągając z niej metalową piersióweczkę, którą niedawno kupił w jednym z mugolskich lombardów za kupę kasy - podobno jej poprzednim właścicielem był sam Elvis Presley, a tak się składa, że gdyby Titus poszedł na jego koncert to zapewne krzyczałby równie głośno co tłoczące się pod sceną fanki. Uchylił wieko wlewając kilka łyków wody ognistej do swojej herbatki, po czym wyciągnął piersiówkę w kierunku Rudej.
- Chcesz trochę? Reszteczka. - rzucił na wpół szeptem delikatnie kołysając pudełeczkiem - resztki cieczy zadzwoniły obijając się o metalowe ścianki. Zmarszczył brwi słysząc jej pytanie.
- Nie... Nie miałem do tego głowy, nie miałem czasu ani chęci. Ale słyszałem różne plotki, co tam się właściwie stało? - oj był ciekaw, to trzeba przyznać, a skoro miał okazję dowiedzieć się wszystkiego z wiarygodnego źródła, to czemu nie skorzystać? Wbił w Lyrę spojrzenie, z uwagą oczekując tego co miała mu do opowiedzenia.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   01.08.16 13:44

Lyrę nie miał kto takiej wiedzy uczyć, nawet malarstwa musiała nauczyć się sama, czytając książki o sztuce i malując. Metodą prób i błędów, oraz długimi, wytrwałymi ćwiczeniami w końcu wydobyła z siebie talent. Nie uczono jej nawet standardowych szlacheckich umiejętności, bo jej matki nie było stać na prywatnego nauczyciela, więc tylko sama co nieco wytłumaczyła córce, ale że nie była szlachcianką, wiedza od niej również była dziurawa i fragmentaryczna. Lyra zadebiutowała na salonach, nie umiejąc nawet poruszać się tak pięknie jak inne panny, więc wszystkie braki, przynajmniej te, które mogła, starała się nadrobić w tych miesiącach po ukończeniu szkoły. Chciała być przecież równie dobra, jak rówieśniczki.
- Zapytam Glaucusa. Może nie będzie mieć nic przeciwko – stwierdziła. Titus zawsze był najpierw „tym irytującym dzieciakiem od Ollivanderów”, a później przyjacielem z Hogwartu. Kiedyś na pewno opowiadała mężowi o szkolnych znajomościach. Glaucus nie musiałby się czuć zazdrosny. Już chyba prędzej ona mogłaby się obawiać o niego podczas jego podróży, ale... przecież mu ufała, prawda?
Niektórzy jej znajomi wydawali się zszokowani różnicą wieku pomiędzy Lyrą a jej mężem, chociaż w ich świecie, pełnym aranżowanych małżeństw zawieranych dla interesu rodów, takie różnice nie były niczym rzadkim, zwłaszcza że mężczyznom pozwalano dłużej pozostać w stanie wolnym.
- Tak, jestem szczęśliwa – potwierdziła. Tylko jedna rzecz rzutowała na jej szczęście i nie pozwalała w pełni się nim sycić – bracia. No i wydarzenia na sabacie, ale to była zupełnie inna sprawa. – Brakuje mi ich, wiesz? Żałuję, że nie mogę jednocześnie być szczęśliwa i mieć ich obecnych w swoim życiu, tak jak do tej pory. Chciałabym nie musieć wybierać. – Nie miała zapędów do umartwiania się na siłę i przedkładania cudzego dobra nad własne, więc z bólem serca podjęła właśnie taką decyzję. Jak przystało na naiwne, pełne marzeń dziewczę, łatwo dała się ponieść nadziei na lepsze życie, choć w dotychczasowym przecież też była szczęśliwa, choć w inny sposób. Miała dobrą, kochającą rodzinę i spokojne dzieciństwo, ale brakowało jej wielu możliwości, które mogłaby mieć, gdyby przyszła na świat w innej rodzinie. Na przykład możliwości rozwijania swoich talentów w należyty sposób, na jaki zasługiwała, a którego, z braku pieniędzy, nie mogła mieć. Ale może chociaż jej przyszłe dzieci będą mogły dorastać bez poczucia braków?
Kiedy wyjął małą piersiówkę, Lyra uniosła lekko brwi.
- No dobrze, może odrobinkę – zgodziła się i wlała dosłownie kilka kropel do swojej herbaty. Czasami tak robili, kiedy byli nieco młodsi, oczywiście wtedy, kiedy nikt z rodziny nie patrzył. – Działo się dość dużo. Może zacznę od samego początku – niespokojnie potarła policzek i odwróciła się, by upewnić się, że w pobliżu ich stolika nikt się nie kręci. Herbaciarnia była jednak prawie pusta, jeśli nie liczyć starszej pary czarodziejów parę stolików dalej. – Na początku nic nie zapowiadało nieszczęścia. Nigdy nie przypuszczałabym, że później... Ale dziewczęta bawiły się w posiadłości lady Nott, która urządziła nam niezły test wiedzy z historii rodów, za niewłaściwą odpowiedź trzeba było wypić kieliszek wina – zaczęła. Każdy sabat wyglądał inaczej, a skoro Titusa nie było na tym, postanowiła mu co nieco opowiedzieć, jak to wyglądało. – Mężczyźni w tym czasie bawili się w magicznym kasynie, później także przybyli do posiadłości. Mieliśmy tańczyć razem w głównej sali, zdążyłam już nawet znaleźć Glaucusa... Kiedy nagle wszyscy usłyszeliśmy krzyki i po wejściu... po wejściu do sali ukazały się... straszne rzeczy. – Z wrażenia aż zaczęła się jąkać. Musiała na chwilę zrobić przerwę, bo nie było jej łatwo o tym mówić. – Tam leżeli nestorzy, martwi. Oprócz nich zginęło jeszcze kilka innych czarodziejów. – Lyra dowiedziała się później, że oprócz czterech nestorów, w tym tego odpowiadającego za ród Traversów i małżeństwa z rodu Bulstrode, później znaleziono także ciało męża lady Avery oraz dwóch dziewcząt z rodu Parkinson. – To była... najstraszniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu. Nie wiem, kto mógł zrobić coś tak podłego, ale mam nadzieję, że już nigdy więcej... – Pokręciła z powątpiewaniem głową. Jaką miała pewność, że to się nie powtórzy? Żadnej. Ale ten moment, widok nestorów w kałuży krwi, porozrywanych czarnomagicznymi klątwami, był niczym surrealistyczny koszmar. Nie była to pierwsza przerażająca scena w jej życiu, bo kilka miesięcy wcześniej była świadkiem śmierci pewnego aurora na Nokturnie, ale... tego było zwyczajnie za dużo. I mimo wytrwałej nauki oklumencji, i tak regularnie o tym śniła.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   02.08.16 10:31

Jej słowa przyjął z wielkim etuzjazmem, który odbił się szerokim uśmiechem na twarzy Titusa.
- Jasne! Jak tylko się czegoś dowiem od razu wyślę ci sowę. - energicznie pokiwał głową, w duchu skacząc pod sufit z radości. Nie chodziło tylko o to, że to Lyra być może będzie mu towarzyszyć (choć w głównej mierze oczywiście tak), ale on po prostu nie znosił samotności! Duszą towarzystwa był od małego, kiedy to jako szczyl wciąż biegał za guwernantką błagając by czytała mu książki bądź recytowała wiersze - oj, nie raz wyklinała na niego w ojczystym języku, co Ollivander naturalnie podłapał biegając po domu i bluźniąc po rosyjsku. Ojciec nie był zadowolony z takiego obrotu spraw.
Spoważniał kiedy wspomniała o braciach - młodszego pamiętał jeszcze z Hogwartu, zresztą pracował w sklepie Ollivanderów, więc widywali się czasem za ladą, a starszy? O nim dużo słyszał, kto wie, może nawet spotkali się kiedyś, dawno temu, kiedy dziecięcy umysł nie był jeszcze w stanie pielęgnować wszystkich wspomnień?
- Przyjdzie czas, że i oni za tobą zatęsknią i wtedy wszystko jakoś się ułoży. W końcu jesteście rodziną, a co by się nie działo rodzina powinna trzymać się razem. Nawet jeśli czasem ktoś o tym zapomni, to uwierz, że prędzej czy później Los na pewno mu o tym przypomni. - wyciągnął jedną rękę by w geście wsparcia, na krótką chwilę, oprzeć dłoń na dziewczęcej dłoni. Szybko jednak ją zabrał, w zamian chwytając wspomnianą już piersióweczkę - oddał jej puzderko z ochotą, a gdy i ona wlała co nieco do swojej herbaty, mrugnął doń jednym okiem, ostatecznie na nowo wciskając chłodny metal do kieszeni płaszcza zwisającego z oparcia krzesła. Upił łyk wzmocnionego naparu, po czym nieznacznie się skrzywił i przetarł usta wierzchem dłoni - oj, chyba trochę przesadził z tym alkoholem, ale trudno! Najwyżej podczas podróży do domu będzie mu znacznie cieplej niż przy kierowaniu się tutaj.
Powrócił do obserwowania swojej towarzyszki, szczególnie, że zaczęła snuć swą opowieść. Kąciki ust Titusa nieznacznie się uniosły kiedy wspomniała o kieliszkach wina oraz magicznym kasynie - to brzmiało klawo! Później, niestety, całkiem spoważniał, a nawet zmarszczył nos, głęboko zastanawiając się nad każdym kolejnym słowem. Podekscytowany tą całą historią nawet nie zauważył, że pochyla się w kierunku Lyry, słuchając jej z zapartym tchem. Kiedy skończyła długo nic nie mówił - był zwyczajnie w szoku! Coś takiego! W końcu jednak głeboko odetchnął i opadła na krzesło przyklejając plecy do oparcia.
- Potworność! - pokręcił głową, w międzyczasie splatając ręce na piersi i zaciskając palce na ramionach. Zaraz na nowo pochylił się wprzód, tym razem wspierając łokcie na blacie stolika - Wiadomo kto to zrobił? Złapano sprawcę? Albo... sprawców? - ufał, że jeśli nie to już niebawem winni wylądują w Azkabanie. Strach wyjść z domu,kiedy wokół dzieją się takie rzeczy!




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   02.08.16 12:02

- Dobrze, będę czekać na jakieś wieści. A nawet jeśli to nie wypali, możemy znowu spotkać się gdzieś w Londynie. - Lyra uśmiechnęła się nieco niepewnie, bo naprawdę nie wiedziała, czy będzie mogła to zrobić, chociaż oczywiście chciała. Bała się tylko, że ktoś może to uznać za przejaw niewierności wobec męża. Może to głupie, ale przejmowała się swoją opinią, skoro już stawiała pierwsze kroki w szlacheckim świecie a jej pozycja w nim była dosyć niepewna. Dla wielu z nich była osobą niegodną, na zawsze naznaczoną piętnem weasleyowskiej biedy i pogardy do obyczajów, jakich nie mógł zmazać nawet ślub. A przecież pragnęła zostać dobrą szlachcianką i uznaną malarką.
- Więc myślisz, że kiedyś się pogodzimy? – zapytała, a w jej zielonych oczach błysnęła nadzieja. Chciałaby pogodzić się z braćmi, choć czy ich przyjazne stosunki przetrwają przy tak znaczących różnicach w podejściu do życia i aspiracjach? Miała wrażenie, że powrót do relacji z przeszłości, sprzed kłótni wydaje się niemożliwy. Coś pomiędzy nimi pękło, i trudno oczekiwać, by udało się wrócić do punktu wyjścia. Ich relacje, nawet jeśli się odbudują, będą wyglądać inaczej niż wtedy, kiedy była dzieckiem, a potem nastolatką. Oboje zbyt mocno się zmienili, żeby tak po prostu wrócić do tego momentu. Jednak Lyra i tak chciała mieć z nim kontakt, nie musieć znosić tej niepewności co do niego.
Poczuła ciepłe muśnięcie i spojrzała na swoją dłoń, którą Titus na moment nakrył swoją. Jej bledziutkie policzki znowu lekko się zarumieniły, ale doceniła przyjacielski gest ze strony młodego Ollivandera.
Chwilę później nastrój ich rozmowy zauważalnie się zmienił, bo przyszedł czas na kolejną trudną opowieść, streszczenie wydarzeń rozgrywających się na sabacie. Nie tak łatwo było je dokładnie opisać, szczególnie tą dalszą, makabryczną część, ale chciała z nim o tym porozmawiać, nawet jeśli to było trudne. Lyra zresztą, szczęśliwie dla siebie, widziała ją bardzo krótko, bo potem zasłabła, i nawet nie wiedziała, co jeszcze działo się w dworze lady Nott. Chciała dowiedzieć się, co o tym wszystkim myślał, zauważyła jednak, że Titus wydawał się bardzo zszokowany jej słowami. Czyżby nikt mu tego nie powiedział wcześniej?
- Niestety, nie. Przynajmniej, nic mi o tym nie wiadomo, aby znaleziono już... tego kogoś. Ale spałabym spokojniej, gdyby tak się stało. Wśród ofiar był także nestor rodu Glaucusa – skrzywiła się na myśl o tym, że sprawca tak ohydnego czynu nadal pozostaje na wolności. Ministerstwo potrafiło wsadzać za kratki ludzi, którzy użyli czarów na Pokątnej (albo nawet i nie, sama została złapana zupełnie bezpodstawnie w dniu wydania dekretu), a nie potrafiło (lub nie chciało, co chyba brzmiało dość absurdalnie w kontekście wpływów szlacheckich rodów) odnaleźć osoby lub osób odpowiedzialnych za wydarzenia na sabacie. Bo czy jeden czarodziej dałby tak łatwo radę, aby pokonać czterech potężnych nestorów i kilka innych osób? Chyba nie. Tak czy inaczej, Lyra nic nie wiedziała o tym, by sprawa drgnęła, choć mogła mieć nieaktualne informacje. Ale czekała na moment, gdy ten ktoś się odnajdzie i odpowie za swój uczynek.
- Gdzie ty byłeś, Titusie? Nie było cię ani na ślubie, ani na sabacie, wydajesz się nic nie wiedzieć... Byłeś wtedy na wyjeździe z ojcem, tak? – dopytywała, zwyczajnie chcąc wiedzieć, co porabiał dawny przyjaciel w czasie, kiedy magiczny świat żył wydarzeniami na sabacie. Ale dla niego to może lepiej, że to go ominęło, że nie przeżył tych momentów strachu i niepewności, które Lyra czuła jeszcze przez dłuższy czas po nowym roku, zerkając z niepokojem na męża za każdym razem, gdy ten opuszczał ich dworek i mając nadzieję, że nie znajdzie w gazecie wieści o kolejnych tragediach.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   02.08.16 16:15

Pokiwał głową - no cóż, jeśli będzie musiał pójdzie na kompromis. Chciał przecież żeby ich relacje wróciły do momentu, w którym w uściskach żegnali się na peronie dziewięć i trzy czwarte podczas ostatniej podróży Hogwart-Londyn. Dopiero kiedy ją zobaczył dotarło do niego, że naprawdę tęsknił, a uczucie, zdecydowanie mocniejsze niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, na nowo odżyło dzięki temu jednemu spotkaniu. Już wcześniej, jak tylko wszedł do herbaciarni i dostrzegł tą znajomą, rudą główkę, poczuł dziwny ścisk w okolicach serca, który szybko zawędrował na żołądek za sprawą jej stanu cywilnego. Nie była już panną, a on chyba nadal nie potrafił dopuścić do siebie tej myśli.
- Mhm, tak myślę. Widzisz są osoby, których nie da się zastąpić, nawet jeśli się próbuje i z ręką na sercu mogę przyznać, że jesteś jedną z nich. Zwiedziłem już trochę świata i uwierz, że nie ma dwóch takich samych Lyr Weasley. Twoi bracia wkrótce też to zrozumieją. - znowu kiwnął łepetyną, a choć delikatny uśmiech widniał na jego twarzy, to i tak więcej w nim było jakiegoś dziwnego smutku czy nostalgii niźli prawdziwej radości. Może przez własne słowa zrozumiał, że i on nie będzie potrafił zastąpić ją żadną inną kobietą... Nawet jeśli ta tutaj była definitywnie zajęta.
- Rozumiem... Ministerstwo jest pierwsze do karania porządnych obywateli, ale jak coś się dzieje to trzeba czekać wieki na rozwiązanie! - pokręcił głową. Bardzo możliwe, że ojciec albo matka wspominali mu o tych strasznych wydarzeniach, ale... Titus pogrążony w kartach starych ksiąg nie słuchał nikogo i niczego, jedynie kiwając głową, na znak, że wszystko do niego docierało. A nie docierało. Może umknęło mu kilka naprawdę ważnych informacji, bo zamknięty w warsztacie całkowicie oddawał się różdżkom, na wszystko inne wypinając się do tego stopnia, że często nie wiedział co dzieje się w świecie. Bywał rozkojarzony, roztargniony i zdarzało mu się bujać w obłokach, a rozmyślania o sprawach iście błahych potrafiły przyćmić wszystko inne.
- Taak... Wycofałem się trochę z życia kulturalnego, cały czas poświęcając pracy - bywałem tu i tam, załatwiałem to i tamto. Jak już się zamknę w warsztacie to nic nie jest w stanie mnie stamtąd wyciągnąć. Zresztą ciągle myślę o tych wszystkich rdzeniach i drewnach i... chyba niektóre sprawy zwyczajnie mnie omijają. Brzmi jakbym był kompletnym świrem. - roześmiał się, z rozbawieniem kręcąc głową. Jego spojrzenie opadło na filiżankę z herbatą, więc zanim uniósł ją do ust dwukrotnie okrążył palcem jej krawędź. Spił kolejny łyk naparu, jeszcze raz nieznacznie się krzywiąc.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   02.08.16 17:02

W tamtym momencie, gdy oboje żegnali się na peronie podczas swojego ostatniego powrotu z Hogwartu (uświadamiając sobie, że to już naprawdę koniec etapu szkoły), Lyra jeszcze nie wiedziała, co przyniesie nieodległa przyszłość. Przytuliła go wtedy  na pożegnanie i obiecała odwiedzić go w sklepie na Pokątnej, wiedząc, że to tam już w najbliższych dniach zacznie zarabiać na swoje potrzeby malowaniem obrazów, nie wiedząc, że za pół roku na jej palcu pojawi się obrączka, a w międzyczasie wydarzy się jeszcze tyle innych rzeczy, których sporą część i tak ominęła podczas tego spotkania, nie chcąc zarzucać Titusa zbyt dużą ilością informacji, zresztą o pewnych rzeczach wolała zapomnieć. Nie wiedziała również tego, co działo się w jego głowie, gdy odprowadzał ją wzrokiem, kiedy odchodziła w stronę swojego brata mającego zabrać ją prosto z peronu do swojego mieszkania, w którym miała zamieszkać wraz z nim.
- Ich też nikt inny nie może zastąpić – westchnęła. Podświadomie w pewnych aspektach próbowała zastąpić Garretta Glaucusem (jako osobę, której mogła ufać, podziwiać i czuć się przy nim bezpiecznie), ale to było coś zupełnie innego. Mąż nigdy nie mógł stać się zamiennikiem brata, ich relacje były inne, choć również przyjacielskie i mające, w definicji, opierać się na wzajemnym zaufaniu i akceptacji tego, że każde poza wspólną sferą życia posiada też własną, jak malarstwo Lyry, czy żeglarstwo Glaucusa. Odnośnie braci, pewnie już zawsze będzie odczuwać ten brak, dopóki się nie pogodzą. O ile to nastąpi, a to stało pod znakiem zapytania, biorąc pod uwagę zawziętość Garretta i to, że po ich zakończonym spotkaniu w klubie pojedynków w styczniu, w ogóle nie zainteresował się tym, że zranił ją swoim ostatnim zaklęciem. Tak po prostu odwrócił się i odszedł, a Lyra pozostała z poparzoną urokiem ręką, samotna i odtrącona przez kogoś, kto zawsze był jej bardzo bliski. Tamto wydarzenie, zresztą jak sam ich konflikt, do tej pory ją bolał, więc na chwilę umilkła, nerwowo zaciskając dłonie.
- Masz całkowitą rację – skrzywiła się. – Mimo to mam nadzieję, że ktoś coś z tym zrobi, bo takie rzeczy w ogóle nie powinny się dziać.
Zamyśliła się na moment, spoglądając na ścianę szklarni ledwie widoczną zza kurtyny bujnych roślin, które otaczały herbaciarnię.
- Chyba mam podobnie, kiedy zbyt mocno skupię się na malowaniu – zauważyła, z wdzięcznością przyjmując odejście od tematu sabatowych wydarzeń. Wtedy potrafiła zupełnie odlecieć od rzeczywistości, pochłonięta pokrywaniem płótna farbą, dlatego słowa Titusa wcale nie brzmiały zupełnie niewiarygodnie. Po prostu każde z nich oddawało się jakiejś sztuce, bo różdżkarstwo też nią w pewnym sensie było. – Czasami można do mnie mówić, a i tak nie słucham, bo myślami jestem daleko stąd. Przyjemne uczucie, ale czasem można przegapić wiele rzeczy.
Znowu upiła łyk herbaty. Napój w filiżance powoli się kończył, nawet nie zauważyła, że już tyle czasu ze sobą tutaj rozmawiali. W Hogwarcie również czas spędzony razem upływał im szybko i przyjemnie. Jak w takim razie mogłaby go nie lubić i nie cieszyć się, że są szanse na wznowienie przyjaźni? Bo Lyra wciąż postrzegała ich relację jako przyjaźń, niezmąconą żadnymi ukrytymi pobudkami ani zakazanymi uczuciami. Och, jak bardzo była nieświadoma pewnych rzeczy!






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   03.08.16 11:08

Wiedział co czuje - kilka lat wstecz, gdy zaczynał swoją przygodę z Hogwartem, a stara Tiara niespodziewanie przydzieliła go do domu Godryka, Titus stracił ojca i choć wielu męskich członków rodu Abbott, choć inni Ollivanderowie próbowali go zastąpić na nic to się zdało. Nikt nigdy przenigdy nie był dlań drugim ojcem, nawet jeśli niektórzy bardzo starali się wyhowywać go jak własnego syna. Na szczęście starszy Ollivander wkrótce przejrzał na oczy, a nadszarpnięte relacje udało się odbudować w znacznym stopniu. Teraz byli prawie że nierozłączni, a ojciec znów był prawdziwym bohaterem w oczach swojego dziecka. Ufał, że i Weasleyowie kiedyś zrozumieją, że rodzina to coś więcej niż więzy krwi, że nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, nie zawsze jest tak kolorowo jak powinno być i niezależnie od wyborów wciąż łączy ich coś wspaniałego. Ufał, że nie puszczą przeszłości w niepamięć, a sentyment do wspólnie spędzonych lat wygra z oślą upartością, którą chyba nosili w sobie wszyscy Weasleyowie.
- Zgadza się, to nie powinno mieć miejsca. - sam był już zmęczony rozmową na ten temat. Wypełniła jego umysł niepotrzebnymi, czarnymi scenariuszami, których chciał pozbyć się jak najszybciej. Naiwnie twierdził, że może wcale go to nie dotyczy, choć prawda była całkiem inna - cały magiczny świat winien drżeć, bo źle się działo... Co jeśli była to tylko zapowiedź znacznie gorszych rzeczy?...
- Oooo, coś o tym wiem. - pokiwał głową, przypominając sobie te wszystkie wieczory, kiedy glindził jej godzinę w pokoju wspólnym, a ona pochłonięta szkicami wcale go nie słuchała, w zamian starając się wydobyć wszystkie charakterystyczne cechy kolejnego portretu - Właśnie! Jeśli już przy malarstwie jesteśmy to będę miał do ciebie pewną sprawę, ale szczegóły ustalimy przez sowę lub przy następnym spotkaniu bo jeszcze nie wiem czy chcę portret czy coś innego. - kiwnął łbem. Uniósł do ust filiżankę dopijając herbatę do końca, po czym odstawił puste naczynko na spodek, podkładając pod nie mały palec, by porcelana nie dzwoniła przy nagłym spotkaniu - guwernantka byłaby z niego dumna, bo to ona wpajała w niego te drobnostki, by w przyszłości umiał zachować się jak na szlachcica przystało. Najwidoczniej nauki nie poszły na marne, choć pozornie Titus nie miał w sobie zbyt wiele z arystokraty. Rzucił okiem na zegarek. Oj, wuj będzie zły jak znowu spóźni się na polerowanie różdżek...
- Ale ten czas leci! - obie jego ręce wystrzeliły ku górze, gdy przeciągnął się z cichym westchnieniem - Mógłbym tu siedzieć do nocy albo nawet i do rana, ale wuj chyba urwałby mi za to łeb. - roześmiał się - Spotkajmy się w najbliższym czasie, albo chociaż do mnie pisz, ja też będę pisał. - poprosił i choć z wolna zaczął zakładać rękawiczki, czapkę oraz płaszcz, to czekał chcąc opuścić herbaciarnię w towarzystwie swojej przyjaciółki.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
 

Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sklep i Herbaciarnia
» Herbaciarnia "Zielony Smok"
» Herbaciarnia
» Herbaciarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield :: Ogród botaniczny im. Beaumonta Marjoribanksa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18