Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lasy Cairngorms

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 29, 30, 31 ... 35  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Lasy Cairngorms   24.02.16 14:45

First topic message reminder :

Lasy Cairngorms

Cairngorms w Szkocji to jeden z największych i najbardziej rozległych parków narodowych Wielkiej Brytanii; obszerne wysokie lasy roztaczające się na zboczach delikatnych gór są schronieniem dla tuzinów różnego rodzaju zwierzyny i ptactwa łownych, przez co w trakcie sezonu łowieckiego przyciągają ku sobie myśliwych nie tylko ze wszystkich stron Królestwa, ale i z dalszych zakątków Europy.
Część lasu wyodrębniona przez czarodziejów i chroniona zaklęciami, które sprawiają, że mugole nie odczuwają ochoty wejścia na ich tereny, są również ulubionym rejonem czarodziejskich polowań.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Cyneric Yaxley
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3851-cyneric-yaxley https://www.morsmordre.net/t3906-bagienna-poczta#73780 https://www.morsmordre.net/t3899-trolle-tez-sa-fajne#73626 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3908-cyneric-yaxley#73784
treser trolli
25
Szlachetna
Żonaty
There is a garden in her eyes, where roses and white lilies flow.
10
10
0
0
0
10
0
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   23.12.16 10:22

Każdy potrzebował swojej samotni. Miejsca, gdzie może bezkarnie zbierać rozbiegane myśli. Nie różnili się od siebie tak bardzo jak mogłoby się wydawać. Podobno to przeciwieństwa się przyciągają, lecz oni byli żywym dowodem na to, jak wiele może się zdarzyć wśród bliskich sobie osób. Jak mocno niektórzy nie doceniają komfortu podobieństw. Wspólnych poglądów jednoczących określonych ludzi. Cyneric czuł się związany ze swoim rodem, historią oraz tradycjami, tak jak czuł się złączony z Morgothem. Zawsze byli gdzieś obok siebie gotowi wspomóc drugiego lub razem natrzeć na wrogów świętości ich rodziny. Życie. Piękne, harmonijne - takie powinno być - zapierające dech w piersiach, jak sam uważał. Wypełnione odpowiednimi osobami. To wszystko dzięki poszanowaniu dla niezmiennego prawa ustanowionego dawno, dawno temu przez mądrych, szlachetnych przodków. Utrzymywali oni ład oraz dyscyplinę nie bez powodu i on w to szczerze wierzył. Prawdopodobnie mogło się to okazać naiwne z jego strony - czyżby nie miał własnego rozumu? - lecz taki wybrał sposób na życie. W takim, niezmiennym stanie było mu najlepiej. Ułożony, do bólu pragmatyczny, działający według konkretnych schematów - tak czuł się najbardziej komfortowo. Nawet rozmawiając z kuzynem na tak osobiste, czyli niewygodne tematy. Dla innych to byłby zlepek nieokreślonych dokładniej słów wypuszczanych z ust jednego lub drugiego - niewielu wiedziało, że to prawdziwy dialog pełen wzajemnego zrozumienia. I dobrze.
Nie oceniał. Nie prawił morałów. Starał się zrozumieć. Kiedyś i on miał wszystkiego dość. Obciążony psychicznie przez rodzinną historię wydawało mu się, że tego nie przetrzyma. Że ugnie się pod naporem ciężaru świadomości. Przetrwał to. Zawziął się w sobie, wydobył prawdziwą siłę z wnętrza trzewi, zaczął żyć. Stając się może odrobinę większym pustelnikiem niż wcześniej, ale zyskał na mocy. Nic i nikt nie mógł go już złamać. Wierzył w to szczerze, jak w wiele rzeczy.
Obawiał się tylko, że za tym stoi coś, co nie jest warte ucieczki. Coś, co może złamać charakter młodszego Yaxley'a. Nie chciałby tego, a już na pewno mu tego nie życzył. Dlatego zbiesił się lekko, zamyślił na krótką chwilę i pogładził brodę wpatrując się w Morgotha. Faktycznie odnajdując w jego obliczu prawdę, którą przekazywał słowami.
Kiwnął mu głową, zaraz przenosząc zainteresowanie na zwierzynę. Kiedy ta została trafiona, zbliżyła się do nich jeszcze trochę, zaraz padając na ziemię. Obserwował poczynania przyjaciela, zaraz za nim kucając przy ubitym łosiu.
- Wierzę w twoją roztropność - odparł jedynie, zerkając na niego. Zaraz jego skoncentrowany wzrok pobiegł ku sylwetce powalonego stworzenia. Martwego. Z pustym wzrokiem patrzącego w dal. Pogłaskał jego pysk w krótkiej zadumie. Z której wyrwało go pytanie. Uniósł wzrok z powrotem na kuzyna, trochę się dziwiąc temu tematowi.
- Kojarzę, że był kilka roczników wyżej. I miał… rozsądne poglądy - powiedział, zgodnie z prawdą. Nie wiedział o nim prawie nic. Dzieliła ich zbyt duża różnica wieku, która okazała się być nie do przeskoczenia. Pomimo wątpliwego pochodzenia Toma, Cyneric uważał go za charyzmatycznego, konkretnego mężczyznę. Tylko dlaczego Morgo o niego pytał? Zawiesił na nim spojrzenie będącym pytaniem samym w sobie.





Sanguinem et ferrum potentia immitis.

Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   23.12.16 21:57

Morgoth mógł się wydawać spokojny. Mógł się wydawać w tej chwili skupiony jedynie na polowaniu i wsłuchiwaniu się w odgłosy natury. Było to jednak mylące i złudne. Był wściekły. Jednak ten gniew nie wiązał się z żadną konkretną osobą w jego otoczeniu. Ogarniała go wściekłość zapewne najgorsza ze wszystkich - był zły na samego siebie. Za to że był naiwny i zachowywał się zupełnie niezgodnie z tym, czego go uczono. Powinien wyczuć, że coś było nie tak o wiele wcześniej, ale zignorował to, bo uważał, że tak będzie słusznie. I wyszedł na tym oczywiście zupełnie inaczej niż zamierzał. Było mu w pewnym sensie nawet wstyd, bo spędzając czas z ojcem czy Cynericiem wiedział, że oni na pewno postąpiliby inaczej. Nie dali się ponieść czymś tak ulotnym i złudnym jak uczucie. Stąpali twardo po ziemi, wiedząc doskonale, że Yaxley'owie tak nie postępują. To było dobre dla rozmemłanych Abbottów czy zadufanych w sobie Rosierów. A on stłamsił w sobie głos rozsądku, instynkt. Jednak może było to dobre. W końcu wiedział, że już nigdy nie będzie słaby. Nie pozwoli sobie na to, a szczególnie mając blisko siebie idealnych przedstawicieli rodu. Kiedyś też się uważał za wiernego swojej rodzinie. Teraz musiał starać się ze wszystkich sił, jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, by wrócić do dawnej postawy. I chociaż nigdy nie zdradził w żaden sposób Yaxley'ów, nikt nie wiedział o jego chwilowej głupocie, sam źle się z nią czuł. Nie zamierzał nikogo zawieźć. W głębi duszy zdawał sobie jednak sprawę, że nawet jeśli mu się uda, nie będzie dawnym sobą. Chłopiec zaczynał znikać i zapewne niedługo miał całkowicie dać się pochłonąć przez Mroczny Znak. Ten sam który wkrótce będzie widniał na jego przedramieniu.
Słowa kuzyna w tej chwili były niezwykle ważne. Morgoth wierzył w niego i we wszystko, co robił. Wydawało mu się, że kuzyn był wręcz nieomylny. W końcu był idealnym przedstawicielem Yaxley'ów. I mogło się to wydawać zabawne, ale opiekun smoków nigdy się nie zawiódł na Cynericu. Ktoś kiedyś powiedział mu, że ciężko ich zabić. I chyba w to wierzył. Nie zareagował, gdy blondyn odpowiedział na jego pytanie.
- Chciałbym cię z nim zapoznać - odpowiedział, przenosząc wolno spojrzenie na swojego najlepszego i jedynego powiernika. - Ale jeszcze nie teraz - dodał, wstając. - Porozmawiamy, gdy wrócę.
Umilkł na chwilę, rozglądając się po lesie dookoła nich jakby zaraz miał wyskoczyć z nich kolejny dziki zwierz. Lubił naturę i spokój, ale wiedział, że ich pobyt tutaj dobiegał końca. Zdobyli to, po co przybyli, a ich rozmowa potoczyła się wolno, ale trafiła na właściwe tory. Mógłby jeszcze coś powiedzieć, ale to nie był dobry moment. Odwrócił się do Cynerica i mruknął:
- Wracajmy. Czekają na nas.

|zt x2





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Morgoth Yaxley
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-morgoth-yaxley#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#143800
Opiekun smoków
22
Szlachetna
Zaręczony
A man can have anything, if he is willing to sacrifice.
With your berth comes a solemn vow.
You will have nothing.
Your privilege is the dirt...
In the darkness, only ambition will guide you.
The Oath you swear,
The promises you make,
They are yours alone.
Your freedom will be the wars you wage.
Your birth right, the losses you suffer.
Your entitlement, the pain you endure.
And when darkness finds you, you will face it, alone.
5
5
0
0
40
24
5/25
5/62
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   26.12.16 14:13

|z niebieskiego lasu

- ..na - dokończył przerwane imię czarodzieja króla Artura, tym razem lądując w kolejnym lesie. Machnął różdżką i ponownie dookoła niego zapanowała względna jasność. Chociaż okolica dookoła niego zdecydowanie nie była tak przyjemna jak z niebieskim lesie w okolicach rezerwatu. Pełna odgłosów dzikich zwierząt wydawała się jakby specjalnie odganiała niechcianego gościa ze swoich terenów. Morgoth chętnie by posłuchał tego głosu natury, gdyby leżało to w jego możliwościach. Teraz był zależny od czkawki. A żeby ją pokonać, musiała się po prostu skończyć. Nie wiedział co denerwowało go bardziej - czkawka czy fakt, że marnował czas, który mógł poświęcić na czytanie odpowiednich ksiąg? Lekko drgnął, gdy przeszył go nieprzyjemny chłód. Do tego brak wierzchniego ubrania wcale nie pomagał. Dopiero po chwili Yaxley zorientował się, że stoi dokładnie w tym samym miejscu, gdzie jakiś miesiąc temu polowali wspólnie z Cynericiem. Wciąż miał w głowie ogromnego łosia, którego powalili. Ciekawe czy jego kuzyn też kiedyś męczył się z tą czkawką? A, właśnie. Morgoth poczuł, że zaraz ponownie zniknie.

|zt





You collect scars because you want proof that you are paying for whatever sins you've committed
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   13.01.17 23:56

| okolice 18 kwietnia?

Las był przyjemnie spokojny i przesycony balsamiczną wonią igliwia i młodych roślin, które zaczęły pojawiać się wraz z nastaniem wiosny. Dookoła było słychać śpiew ptaków i cichy szelest gałęzi poruszanych wiatrem. Była to wprost idealna sceneria do poszukiwania spokoju na łonie natury, jednak Evelyn nie przyszła tutaj tylko i wyłącznie w celu kontemplowania piękna budzącej się po zimie natury.
Aportowała się na niewielkiej polance. W przeszłości już bywała w tym miejscu, ojciec kilka razy zabrał ją tu na wspólne poszukiwania ziół, ponadto las ten był lubianym miejscem czarodziejskich polowań, w których Evelyn również chętnie uczestniczyła, gdy miała okazję. Dziś sprowadzał ją tu jednak dużo bardziej spokojny cel – poszukiwania ingrediencji, już nie z ojcem, a samotnie. Nie bała się. Miała w końcu do dyspozycji różdżkę, a i nie planowała zagłębiać się w bardziej niebezpieczne obszary, zamierzając kluczyć wokół miejsc, które znała. Jej ojciec znał dużo miejsc, gdzie można było znaleźć rzadkie gatunki ziół i wiele z nich pokazał córce, która chętnie korzystała z tej wiedzy. Ojciec zawsze był dla niej prawdziwym autorytetem, szczególnie jeśli chodziło o alchemię.
Jej torba powoli wypełniała się kolejnymi ziołami. W pewnym momencie kilka metrów nad swoją głową dostrzegła jednak sporych rozmiarów kiść jemioły, ale żeby się do niej dostać, musiała wspiąć się na drzewo. Jako dziecko robiła to regularnie ku dezaprobacie matki i guwernantek. Później, gdy była starsza, już nie wypadało, ale przecież w takich miejscach jak to nikt jej nie widział. Nikt nie będzie jej oceniał. Nie musiała przejmować się tym, że dobrze wychowanej szlachciance nie wypada, że zapewne powinna powierzyć zbieranie ziół służbie albo kupować gotowe. Lubiła jednak zrywać je samodzielnie, a ojciec nigdy jej za to nie ganił, aprobując zaangażowanie córki w jej pasję, będącą zarazem rodową spuścizną Slughornów. Po chwili zakasała więc dół wygodnej sukni w ciemnej kolorze, jaką zazwyczaj przeznaczała do takich wypraw i zaczęła się wspinać. Drzewo było wiekowe i posiadało dużo grubych, rozłożystych gałęzi, więc bez problemu wspięła się na tą, na której zauważyła dorodną jemiołę. Chociaż dość dawno tego nie robiła, dzięki niewielkim gabarytom udało jej się utrzymać równowagę. Usadowiła się wygodnie i już miała zacząć zrywać ciemnozielone pędy, kiedy nagle usłyszała trzask, przywodzący na myśl nadepniętą gałąź. Odruchowo się rozejrzała, podejrzewając, że to jakieś zwierzę, ale potem dostrzegła kawałek dalej poruszenie się... i zbliżającą się w jej stronę sylwetkę, raczej nie wyglądającą na zwierzę. Był to mężczyzna, sądząc po ubiorze, czarodziej jak ona. Chociaż tyle dobrze, że nie jakiś mugol, chociaż z drugiej strony, dla mugola byłaby kimś całkowicie obcym. Znieruchomiała, wciąż przycupnięta na gałęzi, mając nadzieję, że ów ktoś nie zauważy jej i przejdzie ścieżką dalej. Tak rzadko napotykała kogokolwiek podczas zbierania ziół, że czuła się dość dziwacznie w tej sytuacji. Obserwowała mężczyznę, który powoli wyminął jej kryjówkę. Poruszyła się lekko, czując, że jej noga zaczyna drętwieć... Niestety właśnie wtedy jeden z jej bucików ześlizgnął się z jej stópki i spadł w dół, prosto na ścieżkę.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   14.01.17 1:27

Leśne podróże, zaplanowane na marzec, okazały się w mniemaniu Ollivandera niewystarczające. Rok w rok sprowadzało się do tego samego scenariusza - mimo skrzętnie gromadzonych zapasów, zawsze pojawiało się jakieś miejsce, do którego koniecznie musiał się wybrać w poszukiwaniu nowych okazów. Marzec przeciągał się na kwiecień, kwiecień na maj, dążąc tym torem do późnego listopada, choć i zimą zdarzało mu się poszukiwać potencjału w śpiących roślinach. Każde drzewo różniło się od siebie, tak jak i stworzenia były różne - lokalizacje zaś definiowały je w sposób wyjątkowy. Unikaty przesiąknięte swoim pochodzeniem, w połączeniu z wiedzą, sprawną ręką, talentem i kreatywnością, potrafiły służyć wiele lat i nie tracić swej wyjątkowości. Z pozoru mogły to być zwykłe drzewa, przechodzień mógłby ominąć je, nie zwróciwszy w ich stronę ani krzty swojej ignoranckiej uwagi. Ulysses jednak postrzegał je jak białe kruki. Na tle czarnych ptaszysk nie sposób było je pominąć.
Ich też poszukiwał w szkockich lasach, obiecując sobie, że ograniczy się tylko do prawdziwych rzadkości, nienapotkanych jeszcze w żadnym innym lesie. Spacerował niespiesznie, zatrzymując się od czasu do czasu, wprowadzając w leśne odgłosy szum swoich kroków. Nie znał Cairngorms, ale wycieczki tego typu były dla niego czymś zupełnie typowym, a niezawodna różdżka, dzierżona przez całą drogę i wykorzystywana do sprawdzania niektórych drzew, była gotowa do ewentualnej akcji. Liście, choć zieleniły się zawzięcie, nie ocieniały jeszcze lasu w zupełności, przepuszczając coraz cieplejsze promienie słoneczne. Zbliżała się jedenasta, kiedy Ollivander, w cienkim płaszczu i czarnym, prostym kapeluszu, zatrzymał się na moment przy imponującym klonie. Trzask łamanej pod butem gałązki rozprysnął w przestrzeni, kiedy mężczyzna badał drzewo. Poza tym, że miało za sobą wiele lat, na oko dałby mu około stu osiemdziesięciu, nie wyróżniało się niczym specjalnym, choć Ulysses wyczuwał w pobliżu coś specyficznego. Napięcie? Rozejrzał się po najbliższym otoczeniu, nie pomijając koron drzew, ale gruby pień sprawnie zasłaniał mu siedzącą na gałęzi szlachciankę. Ruszył więc dalej, powoli i wciąż czujnie, aby zatrzymać się nagle w reakcji na dźwięk, jaki rozległ się za jego plecami. Odwrócił się, nieco zbyt szybko, ale wciąż nie gwałtownie. But, leżący na trawie, od razu rzucał się w oczy. Uniósł nieznacznie kącik ust, w swoim typowym, lekko prowokacyjnym uśmiechu. Z tego miejsca potrafił dostrzec materiał sukni, uwieszonej na drzewie, ale przemieścił się kilka kroków, najpierw spoglądając na zaginionego buta, a potem na Evelyn, która również go obserwowała. Stał w odległości, która pozwalała mu obserwować szlachciankę bez zbędnego zadzierania głowy, choć oczywistym było, że musiał nieco unieść brodę. Milczał chwilę, w myślach przeczesując wszystkie rodziny, aby dokopać się do jej nazwiska. Z powodzeniem, rzecz jasna.
- Lady Slughorn - mruknął, razem z uniesieniem kapelusza prowadząc jedną brew. Nakrycie głowy przywitało pannę, po czym wylądowało na swoim miejscu, dyrygowane dłonią mężczyzny. Jej położenie, mówiąc bez ogródek, nieco go bawiło, ale zachowywał się, jakby nie było w tym nic nadzwyczajnego. - Cóż za interesy sprowadzają damę na ten rosły klon? Cóż za niegodziwe opryszki zaciągnęły lady tak wysoko? Któż śmie pozbawiać obuwia? To się zupełnie nie godzi, lady Slughorn. Bardzo niebezpieczna sytuacja - kpił? Możliwe, choć w pewien sposób oferował jej pomoc i rozeznawał się w temacie.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   14.01.17 16:06

Evelyn, patrząc, jak jej but leci w dół i upada na ścieżkę, przeklęła w duchu. To musiało zwrócić uwagę nieznajomego; za sprawą kapelusza na jego głowie początkowo go nie rozpoznała, to mógł być ktokolwiek... Nawet ktoś o niekoniecznie dobrych zamiarach. Co prawda miała przy sobie różdżkę, ale wolałaby nie musieć jej używać. Spięła się lekko, patrząc, jak mężczyzna odwraca się w jej stronę, jak w ślad za butem wodzi wzrokiem w górę, by w końcu lekko zadrzeć głowę i dostrzec ją siedzącą na gałęzi może pięć metrów nad ścieżką. Dopiero, kiedy uniósł kapelusz, mogła zobaczyć wyraźniej jego twarz i rozpoznać go. On najwyraźniej też ją rozpoznał, i chociaż Evelyn nie należała do dziewcząt, które rumieniły się z byle powodu, teraz jej policzki leciutko poróżowiały.
- Lordzie Ollivander – odezwała się uprzejmie. Mimo całej tej niezręcznej sytuacji, jak to, że mężczyzna zobaczył ją siedzącą okrakiem na gałęzi drzewa, pamiętała o etykiecie i o tym, kim była. – To nic szczególnego, jedynie... pasja do alchemii przywiodła mnie w to miejsce. – Wskazała dłonią na kiść jemioły zwisającą z gałęzi obok niej, której część zdążyła oberwać, zanim mężczyzna się tu pojawił. Dzielnie próbowała się do niego uśmiechnąć, starając się zachowywać zupełnie normalnie. Nie była pewna, czy w jego głosie brzmiała kpina, czy może troska, ale przecież nic takiego się nie działo, była alchemikiem i zbierała świeże ingrediencje do swoich zapasów. Co z tego, że żeby zdobyć niektóre, należało się trochę postarać? Jako różdżkarz na pewno doskonale o tym wiedział, gdy poszukiwał drewna i rdzeni do swoich różdżek. Na pewno nie zawsze było to takie łatwe i przyjemne.
Nie powinni jednak rozmawiać w taki sposób, kiedy jedno z nich wciąż siedziało na gałęzi. Evelyn, z torbą z ziołami wygodnie przerzuconą przez ramię, ostrożnie podniosła się i pokonała kilka kroków dzielących ją od pnia. Robienie tego w jednym bucie może nie było wygodne, ale gałąź na szczęście była szeroka, więc dziewczyna po chwili mogła zacząć schodzić w dół. W pewnym momencie jednak brzeg jej sukni zawadził o ostry brzeg wystającego konara i rozdarł się, a w dolnej części sukni powstało długie na paręnaście cali rozcięcie. Evelyn jednak zeskoczyła na ziemię i naprawiła to szybkim Reparo. Podeszła do leżącego na trawie bucika i założyła go, po czym zwróciła się twarzą w stronę Ollivandera.
- Czasami trzeba na trochę oderwać się od ziemi, żeby zdobyć to, czego potrzebujemy – powiedziała lekko, poprawiając zbłąkany kosmyk ciemnych włosów, który połaskotał ją w policzek. – Zapewne pan o tym doskonale wie... Mniemam, że i pana przywiodła tutaj praca?
Równie dobrze mógł poszukiwać spokoju na łonie natury, ale zapewne miał do dyspozycji lasy w swoich rodzinnych stronach... Więc przypuszczała, że może sprowadzał go tu jakiś konkretny cel.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   14.01.17 21:21

Subtelne promienie słoneczne, odbijające się od bladziutkiej cery Evelyn, podkreślały delikatne rumieńce, spowijające teraz jej policzki - widoczne nawet z odległości kilku metrów w tym feralnym kontraście barw. Nic strasznego się jednak nie działo, rumieńce rzadko kiedy odbierały urok szlachciankom, choć Ulysses zdawał się potwornie obojętny na takie szczegóły. Odwzajemnił uprzejmy uśmiech, pozwalając mu nawet na chwilowe sięgnięcie do oczu, jaśniejących w lekkim rozbawieniu. Wprawdzie wciąż wisiała nad aura, typowa dla niego mieszanka obojętności, wycofania i braku jakiegokolwiek zaangażowania, lekko ponura, subtelnie wyzywająca, w pewien sposób prowokująca do dyskusji - ciekawych, bo takich od ludzi oczekiwał, choć stykał się zazwyczaj z pobieżnymi wymianami zdań.
- Rozumiem - odparł krótko, nie pozwalając kącikom ust opaść, choć refleksy, tańczące w oczach, uspokoiły się i wróciły do typowego, klasycznego spokoju. Podążał czujnym wzrokiem za Evelyn, udając, że we wspinaczkach nie ma nic dziwnego. Ba. Każda dama musiała odbyć w swoim życiu takie lekcje, nieprawdaż? Posłał jej dyskretny uśmiech i poprowadził spojrzenie w korony drzew, na chwilę, aby dać jej znać, że nic nie zaszło, choć późniejszymi słowami zaprzeczył gestom. - Jak najbardziej. Czasem zaś wystarczy Accio, wnoszące się nad ziemię niemalże tak skutecznie, jak zwinne szlachcianki; ewentualnie zwykłe zaklęcie rozcinające i jemioła powinna wylądować u stóp - niewybredna sugestia i niewinna kpina z iście mugolskiego sposobu na zdobycie składnika. Nie należało rozumieć go źle - absolutnie nie miał problemu ze wspinaczkami na drzewa, zarówno w swoim, jak i czyimś wykonaniu. Czasem szlachetni nie dostrzegali swojej hipokryzji, gardząc każdym przejawem zastąpienia magii zwykłym działaniem, równocześnie głosząc poglądy antymugolskie. W tych czasach Ulysses był na to wyjątkowo wyczulony, a narastająca presja do określenia się w stosunkach względem niemagicznych była jak irytująca mucha, brzęcząca uparcie przy uchu.
- Wiem - potwierdził krótko, nieco łagodniej, po czym kiwnął głową. - Praca i czysta ciekawość - uzupełnił. - Nie trafiłem wcześniej na okazję, aby poznać lasy Cairngorms, ale jestem pewien, że są w stanie mnie zaskoczyć. Pozwoli panna, abym dotrzymał towarzystwa w poszukiwaniach? - czysta formalność i maniery, przybrane w wystudiowany uśmiech, do którego zazwyczaj nie zmuszał się, kiedy znał kogoś wystarczająco dobrze.
- Wiosna sprzyja przyrodzie, łatwiej znaleźć wyjątkowo cenne drewno, a te bardziej żywotne drzewa, co ciekawe, często gromadzą wokół siebie przeróżne zioła. Wiedziałaś o tym, lady Slughorn? - zapytał, kiedy pokonali kilka pierwszych kroków. - Na przykład tam - wskazał różdżką kolejny klon, nie tak duży, na jaki się wspinała, ale w jego okolicy rzeczywiście można było dostrzec zarówno zioła, jak i grzyby.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   16.01.17 11:16

Evelyn wiedziała, że mogłaby użyć magii i za pomocą zaklęcia przywołać pędy jemioły, chociaż wolała zerwać je własnoręcznie, przynajmniej jeśli znajdowały się w stosunkowo łatwo dostępnym miejscu. Przy rzucanym z odległości zaklęciu nie miało się takiej kontroli nad tym, w którym miejscu pędy rośliny zostaną przerwane i czy nie stracą za dużo cennych soków. Mogła też zaklęciem oderwać całą gałąź i zrzucić ją na ziemię, ale wtedy roślina uległaby uszkodzeniu. Ojciec nie byłby zadowolony, gdyby przyniosła mu brzydko połamane zioła, noszące na sobie ślady obchodzenia się z nimi bez należytej ostrożności. Zwracał bardzo dużą uwagę na jakość składników i ganił swoje dzieci, jeśli zbierały je niedbale. Jednak gdyby nie to, że drzewo i gałąź wyglądały tak kusząco, tak bardzo przywoływały wspomnienia tych bardziej beztroskich chwil dzieciństwa, pewnie użyłaby bardziej magicznego sposobu. Nie była przecież bezmyślna i na pewno nie weszłaby tam, gdzie nie czułaby się bezpiecznie. Nie weszłaby tam też, gdyby wiedziała, że ktoś to zobaczy, i to ktoś ze szlacheckiego grona. W ostatnich czasach, kiedy nadeszła dorosłość, praca i obowiązki młodej, dobrze wychowanej damy, Evelyn czasami brakowało pewnych swobód z lat młodzieńczych. Emocji, które odczuwała kiedyś, robiąc coś dużo ciekawszego niż wybieranie nowych sukien czy nauka tańca. Na przykład bawiąc się z braćmi, zwiedzając rodowe piwnice z mnóstwem interesujących zakamarków lub nawet... dachy.
Odezwała się po krótkiej chwili namysłu, gdy już znajdowała się pewnie na ziemi.
- Owszem, ale ojciec zwykł uczyć mnie, że lepiej mieć wpływ na odpowiedni sposób zbierania składników – powiedziała więc. – Alchemia to niezwykle subtelna sztuka, nie zawsze lubi drogi na skróty. Wie pan, że nawet sposób przygotowania ingrediencji ma wpływ na jakość eliksiru?
Wielu czarodziejów jej nie doceniało, ale liczyła, że różdżkarz to zrozumie. Tworzenie różdżek też było sztuką. A jeśli chodziło o zbieranie składników, Evelyn nie widziała nic złego w zbieraniu ich ręcznie, ojciec w końcu zawsze uczył ją, że w większości przypadków to najlepsza i najbardziej precyzyjna metoda, przynajmniej dopóki nie chodziło o naprawdę groźne okazy, do których lepiej było nie zbliżać się bez różdżki w ręku. Tak samo z ich późniejszym przygotowywaniem przed przechowywaniem lub wrzuceniem do kociołka. Jej stosunek do mugoli nie miał tutaj nic do rzeczy, nikt nie powiedział w końcu, że jako czarownica dumna ze swoich korzeni musiała używać zaklęć do absolutnie każdej wykonywanej czynności. Zachowywała zdrowy rozsądek, nie pozwalając, żeby duma i pycha całkowicie go przysłoniły, chociaż, podobnie jak większość czarodziejów, również uważała niektóre czynności za uwłaczające dla kogoś, kto miał taki rodowód. Na przykład, zajmowanie się domem, co było przecież zajęciem dla skrzatów.
- Więc nigdy pan tutaj nie był? – zapytała, nieco zdumiona. Nawet, jeśli nie lubił magicznych polowań, była pewna, że doświadczony różdżkarz znał każdy las w tym kraju. – Z przyjemnością. Chociaż nie jestem tutaj pierwszy raz, zawsze raźniej w towarzystwie.
Chociaż nie bała się bycia samą w lesie, nie miała nic przeciwko jego obecności, skoro już się spotkali i mieli za sobą ten niezręczny wstęp. W końcu nie darzyła go żadnymi negatywnymi odczuciami ani nie uważała za pustego paniczyka, który tylko by jej zawadzał i irytował ją samą obecnością. Może dowie się od niego czegoś interesującego? Bardzo ceniła ludzi z pasją i wiedzą, a ten mężczyzna na takiego wyglądał.
- Naprawdę? – zapytała go z wyraźnym zainteresowaniem, ale, jakby się zastanowić, to musiała przyznać, że w pobliżu starych drzew często rosły zioła. Zupełnie jakby czerpały swoją magię z obecności wiekowych drzew, a tych nie brakowało w tym lesie. Odludnym, spokojnym, nie zniszczonym przez mugoli. – Muszę to mieć na uwadze. Dziękuję za interesującą wskazówkę – przyznała, powoli zbliżając się do drzewa wskazanego przez czarodzieja. Kilka kolejnych roślin znalazło się w jej torbie, a Ollivander mógł zauważyć, z jakim namaszczeniem jej drobne dłonie zbierały kolejne pędy, listki i kwiaty. – Myślę, że mój ojciec ucieszy się z tych zbiorów. – Chociaż oczywiście Evelyn także miała zamiar z nich korzystać do swoich eliksirów.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   20.01.17 17:11

Ulysses odnosił wrażenie, że tęsknota do swobody, beztroski czy uchylonych zasad, tliła się w każdym szlacheckim potomku, mniej lub bardziej ukrywana. Nawet w tych ustawiających się w pierwszej linii jeśli chodziło o obronę tradycji i czystości, musiał rodzić się jakiś wewnętrzny bunt. Mógł tylko przypuszczać, ale do tej pory doświadczenie nauczyło go, że ochota do łamania reguł i norm działa tym bardziej kusząco, im więcej się ich narzucało. Choć nie dało się tego porównać do niewinnego wspinania się po drzewach w wykonaniu Evelyn, wiele osób posuwało się do znacznie gorszych przewinień. Szlachta miała bowiem niesamowity talent do zagłuszania sumienia. Ten stereotyp, niestety, trzymał się rozmyślań Ollivandera dosyć uparcie, a wyjątki od niego wcale nie wskazywały na to, by miało być inaczej.
- Domyślam się, tego nas zresztą uczono na eliksirach - kiwnął głową, nawet nie myśląc o ignorowaniu tak ważnego aspektu przyrządzania mikstur. Rzadko pomijał szczegóły, doskonale wiedząc, że mają ogromne znaczenie w całości. - Nie mogę się nie zgodzić, najlepiej mieć wpływ na każdy etap, szczególnie w tak misternych profesjach. Podejrzewam jedynie, że znalazłby się ktoś, kto oszczędziłby damie ryzyka i ewentualnych złamań - nie byłby sobą, gdyby przyznał się do faktycznej myśli, że warto czasem posadzić swój szlachecki tyłek na twardej, drewnianej i niewygodnej ławie, rezygnując z wygodnych poduszek, a już zwłaszcza podczas takich wypraw. Większość spostrzeżeń zachowywał jednak dla siebie, tak też zrobił i tym razem, kierując się wyłącznie ku uprzejmości i wyuczonej trosce. - Żywię nadzieję, że jemioła była warta zachodu. I naturalnie cieszę się, że obyło się bez szkód - wszak panny z dobrych domów nie wspinały się na drzewa, nawet jeśli im się to zdarzało. Od takich zadań mogły mieć wykwalifikowanych ludzi.
Rzeczywiście rozumiał podejście Evelyn, właściwie od samego początku, ale bardziej niż różdżkarstwo miało na to wpływ własne zdanie i obserwacje, które podpowiadały, że oddanie zajęciu i wykonanie go porządnie, powinny być doceniane. Pokręcił ledwo głową, zastępując tym twierdzące "nie".
- To jedno z nielicznych miejsc, do których wcześniej nie zbłądziłem. Znam sporo odległych lasów, nie tylko na naszych wyspach, ale wolę poznawać je dokładnie i powoli, zamiast podróżować po kilku równocześnie i sięgać tylko wyrywkowych części. A lasy, jak panienka wie, to duże przestrzenie - odpowiedział, wyczuwając w jej głosie zdumienie. Niewiele odbiegała od prawdy, myśląc, że doświadczony różdżkarz znał każdy las - w rodzinie Ollivanderów tak właśnie było, ale Ulysses obrał sobie nieco inny sposób, przełamując niektóre z tradycji. Lubił myśl, że eksperymentując doda coś własnego do zebranych przez wieki sposobów, dlatego skupiał się na elementach, które często były uznawane za nieistotne lub pozostawały nieodkryte. W zamian za swoje tendencje do wycofywania się, wliczając to wycofywanie się z własnych uczuć, dostał umiejętność dostrzegania rzeczy drobnych. Zdawały się ściągać jego wzrok.
- Zbiera je panienka tylko dla ojca? - zapytał, dostrzegając, że więcej wspominała o nim, niż o własnych zamiarach użycia ingrediencji. Osobiście nieczęsto dzielił się swoimi zdobyczami i nieczęsto z innych korzystał, choć w kwestii rdzeni nie zawsze miał możliwość do samodzielnego pozyskania. Evelyn nie znał zaś na tyle, aby wiedzieć, czy bliżej jej do zielarki, czy kontynuuje rodzinne tradycje Slughornów. Coś jednak przykuło uwagę Ollivandera, subtelnie wyglądając spomiędzy paproci. Choć blask był bardzo niewyraźny w świetle dnia, przebijał się lekko przez cień, rzucany przez drzewo. Wysłuchał odpowiedzi, po czym uciekł spojrzeniem w stronę znaleziska, sugerując, że mogą sprawdzić, co chowają paprocie. Kucnął przy roślinach, odchylając lekko zielone liście i przyglądając się okazowi. Choć bywał w lasach i kojarzył wiele gatunków, czasem z nazw, czasem niekoniecznie, z tym nigdy się nie spotkał. Łodyżka nie mogła mieć więcej niż osiem centymetrów, ale była dosyć gruba, w kontraście do filigranowych odnóżek, plączących się ze sobą w przedziwne wzory - były dłuższe i krótsze, unosiły się zgodnie w górę, oplatając naokoło serce rośliny. To właśnie ono przebłyskiwało przez pędy, lśniąc lekko. Wokół unosił się pyłek, który prawdopodobnie wydobywał się ze środka, połyskiwał bowiem jak wnętrze okazu, ale oddalając się od niego, tracił swoje  właściwości, przypominając już bardziej kurz.
- Nie trafiłem na coś takiego wcześniej. Potrafi to panna zidentyfikować? - zapytał, przenosząc spojrzenie na Evelyn, znajdującą się obok.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   22.01.17 13:33

Evelyn doskonale wiedziała, jak to jest, bo sama nie raz doświadczyła tej tęsknoty. Nigdy jednak nie zrobiła niczego naprawdę nagannego. Chodzenie po drzewach czy zwiedzanie piwnic jej wiecznie zajęty ojciec zbywał machnięciem ręki, interweniując w zabawy dzieci dopiero wtedy, gdy istniało prawdopodobieństwo, że zrobią sobie krzywdę. Dużo gorszym występkiem byłoby spoufalanie się ze szlamami i mugolami, ale w tym względzie Evelyn miała czyste sumienie, bo nigdy ją do takiego towarzystwa nie ciągnęło i wolała zachowywać zdrowy dystans od ich niepokojącego świata pełnego nieznanych zagrożeń. Tego nauczyła ją rodzina.
Jeśli zaś chodziło o eliksiry, z Evelyn był taki problem, że zwykle nie ufała w pełni osobom spoza rodziny. Miałaby pozwolić, żeby ingrediencje zbierał dla niej jakiś szlamowaty parobek bez odpowiedniej wiedzy? Wolała sama wybierać się na poszukiwania takie, jak dzisiejsze (przynajmniej w miejsca, które znała, bo w tych bardziej ryzykownych wolała jednak mieć jakiekolwiek towarzystwo), również po to, żeby zażyć odrobiny wolności, umknąć na trochę od dusznych salonów na łono natury. Złapać odrobinę wolności w sposób, który nie był zakazany.
- Och, zebrałam dziś nie tylko jemiołę. Wiosna bardzo sprzyja pojawianiu się świeżych ziół – wskazała swoją torbę, wypełnioną rozmaitymi częściami roślin, którymi po powrocie do posiadłości odpowiednio się zajmie, dzieląc je odpowiednio na gatunki i przygotowując we właściwy sposób. – A ze zbiorów zapewne będą korzystać wszyscy domownicy. Głównie ja i ojciec. Jemioła była dla niego, jest mu potrzebna do nowego eliksiru, a nie mamy jej w rodowej szklarni – wyjaśniła. – Właściwie każde z nas, może oprócz matki, ma coś do czynienia z alchemią. – Chyba jedynymi miksturami, które interesowały Guinevere, były perfumy i pachnidła. Była typową damą, a jej najmłodsza córka chyba jednak bardziej wdała się w swojego ojca.
- O tak, zaiste. Potrzeba byłoby więcej dni, żeby przejść ten las w całości. Jest naprawdę ogromny – przytaknęła, rozglądając się dookoła. Gdzie nie spojrzeć, otaczały ich drzewa. – Przyznaję jednak, że nie znam wszystkich jego odmętów. Głównie te obszary, w które zabierał mnie ojciec lub gdzie kilka razy uczestniczyłam w magicznych polowaniach.
Uśmiechnęła się lekko. Szli dalej, a w pewnym momencie Ollivander najwyraźniej coś zauważył, bo ruszył w stronę kępy paproci. Evelyn poszła za nim, także kucając przy roślinach i spoglądając na gruby, połyskujący pęd otoczony wieńcem splątanych odnóżek. Była pewna, że kiedyś, dawno temu, widziała podobną roślinę, choć nie była pewna, czy na żywo, czy może jedynie na rycinie w książce. Przez chwilę oglądała ją i już miała się odezwać, kiedy nagle usłyszała głośny szelest, trzask nadepniętej gałązki, po którym nastąpił głośny skrzek.
Coś się do nich zbliżało, bo szelesty było słychać coraz bliżej. Evelyn podniosła się, odruchowo sięgając dłonią do kieszeni z różdżką.

| Rzut kostką k3:
1 - Wciąż słychać odgłosy zbliżania się czegoś, ale stworzenie jeszcze się nie pokazuje.
2 - Zza pobliskich zarośli, kilka metrów od Ulyssesa i Evelyn, powoli wynurza się senny hipogryf. Nie atakuje czarodziejów, choć łypie na nich pomarańczowymi ślepiami.
3 - Hipogryf, widząc obcych, gniewnie kłapie dziobem i głośno skrzeczy. Rusza szybko w ich stronę.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   22.01.17 13:33

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k3' : 2


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   22.01.17 23:35

Ollivander w tej nienaganności był z kolei bardzo uzdolniony. Swoje kontakty z nieczystymi trzymał w warunkach tak sprzyjających, że nie naprzykrzały się innym i nie wychodziły zbytnio z kręgu jego tajemnicy. Był dużo mniej ortodoksyjny niż większość przedstawicieli szlacheckich rodów, ale nie obnosił się z tym, swoje opinie trzymając na tej cienkiej krawędzi. Ani tak ani nie. Może. Jak częsta to była odpowiedź, zawoalowana w odpowiedniejsze słowa! Odpowiedź zapleciona tak, aby dopasować ją do odbiorcy, nie pozostawiając cienia wątpliwości, choć niewiele się w niej zawierało. Ollivanderowie byli w takich kwestiach mistrzami. Sztuka na miarę różdżkarstwa.
- A czy coś poza jemiołą ściągnęło pannę w tak odległe miejsce, jak klonowe gałęzie? - dopytał z subtelnym rozbawieniem, wyczuwalnym przez powściągliwy ton. Pokiwał z udawanym uznaniem głową, zerkając przelotnie na torbę. Wiedział, że zebrała więcej. On z kolei nie natrafił jeszcze na żadne drzewo, które zadowoliłoby własny, wybredny gust.
- Tym lepiej. Jemioła to ostatecznie pasożyt, więc byłaby w szklarni niepożądanym okazem - pomijając, że drzew, na których pasożytują, nie zamyka się raczej w szklarniach dodał w myślach, darując sobie rzucanie kpin. - Waszym miksturom mało które mogą się równać - uznał, zgodnie z prawdą. Niejednokrotnie miał w rękach eliksiry spod rąk Slughornów. - Dlatego domyślam się, że zioła wykorzystacie w najlepszy możliwy sposób - pamiętał doskonale, że jemioła była składnikiem plugawym. Znał też szepty, mówiące o geniuszu trucizn, powstających za zamkniętymi drzwiami.
Kiwnął głową w zastanowieniu. - W takim razie, skoro uważność dzielimy dziś na dwoje, możemy spróbować odkryć nowe miejsca - zasugerował, choć dla niego każde miejsce w tym lesie było jeszcze nowe.
Chwilę przed odgłosem, jaki poderwał Evelyn do pionu, Ulysses wpatrywał się uparcie w roślinę, mając wrażenie, że coś się w niej zmienia. Zmarszczywszy nieznacznie brwi, wyciągnął w jej stronę dłoń - nie zamierzał jej absolutnie dotykać, nie wiedząc, czy przypadkiem nie skończy się to opłakanymi skutkami. Chciał raczej sprawdzić jej mechanizm obronny, ale zatrzymał dłoń na początku drogi - właśnie przez ten trzask, przecinający powietrze i wznoszący w nim szczyptę niepokoju. Sam zmartwił się chyba mniej niż panna Slughorn, przytrzymując jeszcze spojrzenie na roślinie, zaledwie o dwie sekundy. W tym czasie jej serce pociemniało. Reagowało na zagrożenie? Wtedy też wstał, spokojniej, kątem oka dostrzegając stworzenie, okazujące się hipogryfem. Różdżkę miał w pogotowiu, zaciskając na niej palce, ale rozsądniejszym wyjściem, zważając na spokój zwierzęcia, wydawało mu się przetrzymanie jej w specjalnych szlufkach płaszcza, przytrzymujących ją stabilnie wewnątrz kieszeni. Mógł po nią sięgnąć w każdej innej chwili, jeśli okazałaby się potrzebna, dlatego rozluźnił palce i sięgnął delikatnie do dłoni dziewczyny, subtelnym gestem nakazując jej opuszczenie różdżki. Pokręcił powoli głową, sugerując jej również tym ruchem zmianę działania. Wpatrywał się w hipogryfa, nie odrywając od niego wzroku nawet na moment.
- Jest młody - ocenił, cichym i do bólu spokojnym głosem, choć serce na całą sytuację przyspieszyło mu nieco. Uspokajało się jednak na myśl o zalążku doświadczenia, jakie przyszło mu uzyskać. Z hipogryfami do czynienia miał głównie w Zakazanym Lesie, kiedy uparł się na wyprawę z Benjaminem - po rdzeń. Zwierzę było jeszcze stosunkowo daleko. - Widziałaś lasy Cairngorms z grzbietu hipogryfa, lady Slughorn? - zapytał, nie mogąc powstrzymać drgnięcia kącika ust w uśmiechu. Los dawał im świetną szansę na przygodę, sprowadzając młodego hipogryfa. - Nad koronami drzew zapewne nie znajdziemy ziół, ale zawsze to jakaś forma rozrywki - widocznie lord Ollivander bywał niepoważny, choć interpretować musiała sama. Zamierzał latać, czy nie? Choć przez ton przebijała się ironia - zamierzał. Przypatrywał się hipogryfowi, nie robiąc żadnego kroku. Ściągał na siebie jego spojrzenie, pragnąc zbudować wymagane zaufanie, a kiedy sukces zawiśnie w powietrzu, ukłonić się z wymownym szacunkiem, aby pozwolił im na krótką wycieczkę.

Rzut k3:
1 - hipogryf zbliża się nieznacznie, ale wciąż ciężko stwierdzić, czy jest w stanie zaufać czarodziejom.
2 - hipogryf podchodzi spokojnie, nie wyczuwając złych intencji, choć dalej trzyma się na dystans, wymagając inicjatywy ze strony Evelyn.
3 - hipogryf, choć młody, burzy się nieco, strosząc pióra na skrzydłach w obronnym geście, jednak nie wszystko stracone - wciąż nie atakuje. Być może lady Slughorn jest w stanie go udobruchać.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   22.01.17 23:35

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k3' : 1


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   24.01.17 15:38

Poglądy Evelyn były silnie przesiąknięte wpływami rodziny. Od dziecka uczono ją, jak powinna myśleć, wdrażano w odpowiednie schematy i określano, z kim mogła się przyjaźnić, a z kim nie. Nie wpajano jej nienawiści i wrogości, ale podkreślano, że jej czysta krew i dobre pochodzenie czynią ją lepszą od potomków mugoli, i powinna o tym pamiętać, gdy pierwszy raz wyjedzie do szkoły. Wtedy też pierwszy raz zetknęła się z osobami spoza tego ciasnego, hermetycznego światka, w którym dorastała. Mimo to w czasach nauki trzymała się głównie towarzystwa innych nastolatków z brytyjskich szlacheckich rodów. W Beauxbatons nawet międzyrodowe uprzedzenia odchodziły na dalszy plan, skoro w obcym kraju warto było trzymać się razem.
W odpowiedzi na jego pytanie tylko westchnęła i wzruszyła ramionami, jednak komplementy na temat mikstur Slughornów połechtały jej rodową dumę.
- Eliksiry to nasza specjalność – rzekła więc. Slughornowie doskonalili się w sztuce alchemii od pokoleń. Opracowali lub udoskonalili wiele receptur, i pielęgnowali swoje talenty i zamiłowania w tym zakresie z nie mniejszą starannością, niż Ollivanderowie dbali o rozwijanie sztuki różdżkarstwa. Miała też świadomość, że członkowie jej rodu nie ograniczali się tylko do wywarów leczniczych czy użytkowych. Sama warzyła już w swoim młodym życiu trucizny, wypróbowując przepisy znalezione w starych, zakazanych księgach. Nikt poza najbardziej zaufanymi osobami z grona rodziny o tym nie wiedział, tym bardziej, że takie wywary przyrządzała głównie w ramach nauki i eksperymentów, i praktycznie żaden nie opuścił murów posiadłości. Jej ojciec sprzedawał jednak bardzo różne wywary, chociaż w tym względzie również Evelyn posiadała zaskakującą umiejętność nieabsorbowania tym swojego sumienia.
- Może znajdziemy coś wyjątkowego – powiedziała po chwili. Może Ollivander podzieli się z nią jeszcze jakąś ciekawą informacją.
Roślina, którą znaleźli, niewątpliwie była bardzo interesująca. Także Evelyn zauważyła jej nietypowe reakcje; krótki, gruby pęd pociemniał i zaczął się zwijać, by zrolować się ciasno tuż nad nasadą płożących, wąskich liści. Reakcja na pojawienie się obcych mogących chcieć go zerwać? Nie ulegało wątpliwości, że był to magiczny gatunek, ale niestety, póki co oboje musieli raczej skupić się na potencjalnym zagrożeniu. Kto wie, co kryło się w zaroślach? To mogło być zwykłe zwierzę, na jakie czarodzieje lubili tu polować, ale równie dobrze mogli spotkać coś bardziej groźnego. W tym oddalonym od mugolskich siedlisk lesie lubiły ukrywać się również magiczne stworzenia.
Po chwili jednak oboje mogli zobaczyć źródło niepokojących odgłosów. Był to hipogryf, dość młody, sądząc po nieco jaśniejszym dziobie i gabarytach nieco mniejszych niż dojrzałe osobniki. Miał piękne, ciemnoszare pióra, w połowie jego ciała przechodzące w równie szarą sierść. Pół orzeł, pół koń. Stał w pewnej odległości od nich, przypatrując im się czujnymi, połyskującymi ślepiami. Nie wiadomo, czy miał jakieś doświadczenia z czarodziejami; Evelyn miała nadzieję, że nie nabył jeszcze uprzedzenia do ludzi i nie zaatakuje ich.
Zgodnie z niemym poleceniem Ollivandera opuściła różdżkę. Trzymanie jej uniesionej nie było konieczne, skoro zwierzę nie atakowało, a lepiej było go nie prowokować. W Beauxbatons miała do czynienia z hipogryfami; nie były może tak groźne, jak smoki, które żyły w rezerwacie, dla którego pracowała, ale pod żadnym pozorem nie należało ich lekceważyć.
- Nigdy nie miałam okazji – wyszeptała w odpowiedzi na pytanie mężczyzny. Widziała las z góry, ale z grzbietu ateonana, nigdy nie dosiadała hipogryfa, co niewątpliwie byłoby bardzo ciekawym doświadczeniem... Chociaż wątpiła, żeby ten okaz zaufał im na tyle, żeby dał się dosiąść.
Przez cały czas nawiązywała kontakt wzrokowy ze stworzeniem, nie wykonując żadnych podejrzanych ruchów, a po chwili skłoniła się, wiedząc, że tak należało postępować z hipogryfami, które były niezwykle dumnymi zwierzętami.

Rzut kością k3:
1. Hipogryf skrzeczy i stroszy pióra. Wciąż jest nieufny wobec obcych. Może kiedyś został skrzywdzony?
2. Hipogryf nie odwzajemnia ukłonu, ale też nie atakuje. Stoi spokojnie, obserwując ich. Czarodzieje muszą się bardziej postarać, żeby zdobyć jego przychylność.
3. Hipogryf po chwili ugina nogi w kolanach i skłania głowę w stronę czarodziejów. Najwyraźniej gest Evelyn przypadł mu do gustu. Jednak czy pozwoli im do siebie podejść?






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   24.01.17 15:38

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k3' : 1


Powrót do góry Go down
 

Lasy Cairngorms

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 30 z 35Idź do strony : Previous  1 ... 16 ... 29, 30, 31 ... 35  Next

 Similar topics

-
» Lasy Cairngorms

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18