Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lasy Cairngorms

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 30, 31, 32, 33, 34  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Lasy Cairngorms   24.02.16 14:45

First topic message reminder :

Lasy Cairngorms

Cairngorms w Szkocji to jeden z największych i najbardziej rozległych parków narodowych Wielkiej Brytanii; obszerne wysokie lasy roztaczające się na zboczach delikatnych gór są schronieniem dla tuzinów różnego rodzaju zwierzyny i ptactwa łownych, przez co w trakcie sezonu łowieckiego przyciągają ku sobie myśliwych nie tylko ze wszystkich stron Królestwa, ale i z dalszych zakątków Europy.
Część lasu wyodrębniona przez czarodziejów i chroniona zaklęciami, które sprawiają, że mugole nie odczuwają ochoty wejścia na ich tereny, są również ulubionym rejonem czarodziejskich polowań.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   28.01.17 12:25

Wpływy rodziny w przypadku Ulyssesa miały zupełnie inny wymiar niż te ze strony Slughornów i z perspektywy czasu mężczyzna mógł swoim najdroższym rodzicom jedynie podziękować. To dzięki nim i ufności, pokładanej w jego własnym podejściu do świata, mógł myśleć o ludziach obiektywnie. Poznał wielu i ci z bogatszym bagażem praktycznego doświadczenia pochodzili częściej z rodzin skażonych. Ich trudy miały inne podłoże. Nie odejmując oczywiście problemom arystokracji - te jednak zdawali się tworzyć powielając schemat rodzinnych błędów i tradycji. Cóż, rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby wiedzieli, jak daleko sięgała wolność myśli Ulyssesa akurat w tym temacie, ale póki pozostawały jego własnymi, nie musiał obawiać się poważnych rozmów. Wystarczająco niepokojące miał już za sobą, gdy próbował buntować się przeciwko niepodważalnej zasadzie. Burzliwy czas został przerwany, prowokując swym sposobem opłakane skutki. Był to czas, w którym odciął się od świata w największej skrajności. Z tego okresu zostało mu wiele. Miał wręcz wrażenie, że wciąż trwał, zawieszając go w dziwnej przestrzeni. Ale przecież nie był jedyny.
Przerzucenie uwagi z rośliny na hipogryfa wydawało się w tym momencie jedynym rozsądnym posunięciem i nikogo nie powinien dziwić fakt, że w końcu i Ollivander porzucił jej kontrolowanie. Spojrzenie, utkwione w ich nowym towarzyszu, nawet kątem nie sięgało zieleniącego się okazu. Pomarańczowe ślepia z uwagą oddawały się dwóm sylwetkom, z początku spokojnie, czujnie, ale bez złych intencji. Ulysses nie odpowiedział już nic na słowa Evelyn, nie chcąc drażnić stworzenia uwagami wymienianymi szeptem, bo nie wątpił, aby było to coś, co zwierzę pomijało. Osobnik nie był jeszcze tak wyrobiony, jak jego starsi pobratymcy - coś w jego podejściu wyraźnie świadczyło o ciekawości, ale uchwycenie jej z tak daleko stanowiło niemały problem. Krótki dreszcz przebiegł po plecach mężczyzny, kiedy potencjalny wierzchowiec postanowił zademonstrować im swoją przewagę, a tak przynajmniej sądził Ollivander, kiedy usłyszał donośny, przenikliwy skrzek - wciąż noszący znamiona pisklęcego, choć już był w drodze do dojrzałości. W tej sytuacji, wbrew pozorom, zdecydowanie nie powinni zmieniać frontu i uciekać. Skutkowałoby to tylko pogorszeniem ich położenia. Zresztą, on sam uparł się i za punkt honoru przyjął okiełznanie hipogryfa, pieczołowicie ustawiając sobie poprzeczkę, skoro już miał okazję do forsowania jakiejkolwiek. Zbyt mało rzeczy zaskakiwało go w ostatnim czasie żeby mógł sobie po prostu odpuścić taką oka... Szelest za ich plecami, cichy, zupełnie losowo przebił się przez słuch Ollivandera.
- Obserwuj go - polecił towarzyszce, nie chcąc ryzykować jednoczesnego przerwania kontaktu z hipogryfem, nie mając pewności, czy usłyszała wątły dźwięk - możliwe że w zamian tego poczuła lekko mdlący zapach, którego nie zdołał wyczuć Ulysses, ze względu na osłabiony zmysł powonienia. Odwrócił głowę w kierunku źródła szelestu, spodziewając się ujrzeć tam raczej wiewiórkę w paprociach. Chrząknął cicho, ale wymownie, przekazując w ten sposób lady Slughorn, że sytuacja komplikuje się minimalnie. Niepozorna roślinka, niczym fasola z mugolskiej bajki, zaczęła piąć się wolno w górę, barwiąc plamkami na kolor własnego serca, które zdążyło przybrać barwę purpury. Pyłek nie ginął już w przestrzeni w postaci kurzu, zamiast tego mienił się czerwienią w leniwych słonecznych promieniach. Szybka kalkulacja podpowiedziała czarodziejowi, że powinni oddalić się od źródła tak jawnego zagrożenia. Prawdopodobnie na nie tak buntowniczo reagował hipogryf.
- Na lewo - zarządził stanowczo, przecinając ciszę pewnym tonem, który, jak mniemał, nie powinien drażnić zwierzęcia bardziej niż nieokiełznane pędy rośliny. Postawił kilka kroków, nie rozczulając się zbytnio nad tempem, zachowując jej w normie - gdyby zwolnili, byłoby im bliżej skradania się, przyspieszenie zaś mogło pokazywać popłoch. Nie chcieli ani jednego, ani drugiego. Szli po łuku, zachowując taki sam dystans od hipogryfa, który nieco rozkojarzony przypatrywał się na zmianie im oraz roślinie, rozkopując ziemię pod kopytami i zarzucając niepokojąco łbem, prawdopodobnie wyczuwając zapach, który w dalszym ciągu nie docierał do Ollivandera.

k6:
1, 4 - hipogryf robi się coraz bardziej skołowany, ale swoją nieufność, czy już może zalążek złości, koncentrując na roślinie - zostawia czarodziejów w spokoju, jakby zlali się z tłem
2 - roślina zwija się w niepokojące kształty, powoli rozporządzając pędami, które usiłują dosięgnąć szlachciców i hipogryfa jednocześnie, rozrastając się niespiesznie, ale wciąż niepokojąco - każda ze stron koncentruje się na "swoim" pędzie, hipogryf porzuca więc obserwowanie dwójki
3 - pod stopami przebiega im małe stworzenie, czyniąc na tyle hałasu, że hipogryf bierze go za próbę ataku ze strony czarodziejów, pogłębiając negatywne nastawienie do nich
5 - o dziwo, po oddaleniu się od rośliny, ta zaczyna się uspokajać - nie rośnie i zastyga w formie, w jakiej skończyła rozwój, a pyłek opada powoli, osadzając się na leśnych skarbach, wytworzyło się go jednak dużo i pewna część lasu czerwieni się pod nim, hipogryf opanowuje swoje wzburzenie
6 - roślina schnie, grubsze po rozroście pędy marszczą się, jedynie serce odzyskuje zdrową, zielonkawą barwę. Hipogryf, wciąż lekko strosząc pióra i poskrzekując w zamyśle obrony własnej, porusza się w kierunku, który możesz ustalić w poście - stworzenie lekko łagodnieje po wyciszeniu rośliny, ale do ufności trochę mu brakuje




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   28.01.17 12:25

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k6' : 3


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   29.01.17 15:26

Evelyn tak naprawdę zbyt mało wiedziała o świecie, o prawdziwym życiu poza starymi dworami, poza hermetycznym światem, w którym przyszła na świat. Wciąż była młoda i poddana silnym wpływom rodziny, nie posiadała niezależności, jaką mogli poszczycić się mężczyźni, zwłaszcza ci z bardziej liberalnych rodów. To ród kształtował jej sposób postrzegania rzeczywistości nawet jeśli sądziła, że jest zbyt inteligentna, żeby pozwolić sobą manipulować. Tak naprawdę była po prostu kolejnym produktem szlacheckiego chowu.
Dawno nie miała do czynienia z hipogryfami, szczególnie dzikimi. Te szkolne były przyzwyczajone do obecności ludzi, uczniowie uczyli się, jak się z nimi obchodzić, mogli nawet ich dotykać i głaskać, jeśli tylko zaufały danej osobie i po wymianie ukłonów pozwoliły do siebie podejść. Ten okaz wyglądał na nieobeznanego z obecnością czarodziejów. Sądząc po jego zachowaniu, mógł uważać ich za zagrożenie. A może to nie oni byli przyczyną jego podenerwowania, a dziwna roślina, której pędy już po zwinięciu się serca nagle zaczęły wydłużać się i piąć w górę po pniu?
Coś podpowiadało Evelyn, że lepiej nie dotykać pędów gołymi rękami. Wokół nich unosił się połyskliwy pyłek, który osadzał się na korze drzewa, nie czyniąc mu szkody, ale dla ich skóry mógłby być dużo bardziej nieprzyjemny. Ulysses nie musiał jej nic mówić, sama wiedziała, że lepiej się odsunąć. Ostrożnie, tak, żeby zbytnim pośpiechem nie rozdrażnić niespokojnego hipogryfa, który skrzeczał i stroszył się, próbując wyglądać na większego i bardziej groźnego. Nie była pewna, czy bardziej bał się ich, czy może rośliny, której pędy wciąż oplatały drzewo, a niektóre z nich zaczęły już pełznąć po ziemi w kierunku dwójki czarodziejów oraz hipogryfa. Wyraźnie wyczuwały bliskość żywych istot, a Evelyn próbowała sobie przypomnieć książkowe opisy tego rzadkiego okazu, to, czy reagował w taki sposób, żeby się bronić, czy może atakować potencjalne zagrożenie dla serca rośliny?
Tuż obok nich przemknęło jakieś stworzenie. Jego szelest spłoszył hipogryfa, który rozłożył skrzydła i machnął nimi ostrzegawczo, zwracając łeb nie w stronę mniejszego zwierzątka, które, niezauważone, szybko uciekło, a dwójki czarodziejów.
Może, zamiast spróbować go udobruchać, powinni jednak jak najszybciej się stąd wycofać, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli i zostaną zaatakowani albo przez zwierzę, albo przez roślinę? Nie chciała spotkać się bliżej ani z wielkim dziobem, ani z połyskliwymi pędami. Zrobiła kolejny krok do tyłu, wciąż podtrzymując kontakt wzrokowy ze stworzeniem i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów, choć jednocześnie uważała, żeby nie zbliżyć się do pędów rośliny. Nie musiała nic mówić, wyczuwając, że Ulysses także to wie i nie zrobi niczego głupiego.

k6:
1 – Hipogryf nagle rusza w stronę czarodziejów, wciąż wymachując skrzydłami i skrzecząc. Nie ufa im, wciąż postrzega ich jako zagrożenie.
2 – Pędy rośliny wystrzeliwują w powietrze i oplatają się wokół jednej z nóg hipogryfa. Zwierzę traci zainteresowanie czarodziejami, próbując uwolnić się od rośliny.
3 – Jeden z pędów wystrzeliwuje w stronę stojącej bliżej Evelyn. Dziewczyna może zrobić unik lub może pomóc jej Ulysses.
4 – Pędy wystrzeliwują w stronę obojga czarodziejów. Oboje mogą zrobić unik, żeby uniknąć pochwycenia przez roślinę. Mogą też spróbować użyć czarów.
5 – Pędy, wyczuwając że czarodzieje oddalili się od serca rośliny, przestają dalej rosnąć i powoli się wycofują, nie stanowiąc zagrożenia ani dla nich, ani dla hipogryfa.
6 – Hipogryf, po wcześniejszym ostrzegawczym sygnale, powoli zaczyna się uspokajać. Pędy rośliny nieruchomieją i nie atakują żadnego z nich. Może nadal można spróbować obłaskawić zwierzę?






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   29.01.17 15:26

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   01.02.17 22:53

Skrajne rodowe poglądy wywoływały w Ollivanderze skrajnie nieprzychylne uczucia, choć nauczył się żyć w ich obecności - miał kuzynów, znajomych z tak zaślepionych (jego zdaniem, pozostającym wciąż tylko w jego głowie) rodzin, dlatego przywykł do odmienności zdania. Jego najbliższa rodzina unikała bezpośrednich deklaracji, ale inne nie wahały się i jawnie określały swoje stanowiska. Mimo wszystko, mimo uprzedzeń, Ulysses starał się traktować każdego indywidualnie, a czasem nie było innego sposobu, niż poglądy zepchnąć na drugi plan.
Syknął cicho pod nosem, kiedy mała wiewiórka, prawdopodobnie spłoszona rozbestwioną rośliną, świsnęła między ich nogami, naturalnie za nic mając sobie wszystkie bogactwa podszycia leśnego, wyśpiewujące teraz arię szelestów. Podejrzanych, jak się okazało, kiedy hipogryf wyraził swoje niezadowolenie. Nieznany (a przynajmniej nierozpoznany przez obecną w lesie dwójkę) gatunek także nie wyglądał na zbyt potulny, rozprzestrzeniając swoje pędy na wszelkie możliwe strony. Kluczyli mimo wszystko dalej, nie mając innego wyjścia. Ulysses wciąż nie miał zamiaru opuszczać jeszcze tego miejsca, ciekawiąc się bardziej rozwojem wydarzeń - adrenalina przyspieszała bicie serca, roznosząc się głuchym echem po kończynach. Aż, wreszcie, kiedy znaleźli się w stosunkowo dużej odległości od dziwnego okazu, ze stworzeniem wciąż łypiącym swymi pomarańczowymi ślepiami, nastąpił przełom.  Roślina zamierała stopniowo, najpierw zwalniając tempo rozrostu, później jej pędy ściemniały lekko, dziwny pyłek przygasł, opadając na podszycie niczym popiół, serce, choć oplecione, wracało do poprzedniego stanu. Wydawało się, że całość raczej usycha, niż się cofa - lecz ucichło, co było częścią najważniejszą. Wtedy też Ollivander zatrzymał się, muskając dłonią ramię Evelyn, aby zakomunikować jej, że przestaje kluczyć, aby przypadkiem nie wpadli na siebie. Hipogryf złagodniał, wyraźnie uspokojony zmianą w podejściu dzikiej flory. Sytuacja znów wydawała się sprzyjająca, lecz ciągły kontakt wzrokowy stawał się męczący.
- Do trzech razy sztuka? - zapytał, chrypiąc cicho pod nosem, a kącik ust po wypowiedzianych słowach pozostał w lekkim uśmiechu, w którym czaiła się nuta wyzwania - nie dla hipogryfa, ale dla nich. Wyprostował się, przyjmując szlachetną pozę, bo taką też przyjęło stworzenie. Było piękne. Nawet z dzielącej ich odległości jego aura robiła wrażenie. Mógł nie być z ludźmi oswojony, ale przebijała się przez niego wyraźna ciekawość. Ulysses skłonił się, w wyrazie szacunku, licząc na powodzenie tego manewru.

rzut k6:
parzysta - powodzenie (jeśli 6 - hipogryf przekonuje się do obojga i ukłon Evelyn skutkuje powodzeniem)
nieparzysta - niepowodzenie (jeśli 1 - hipogryf odrzuca obydwoje)




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   01.02.17 22:53

The member 'Ulysses Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   03.02.17 15:11

Slughornowie jeszcze nie byli tymi najbardziej skrajnymi. Byli konserwatywni, owszem, ale nie lubili mieszać się do polityki, woląc wieść spokojne życie w cieniu. Nie interesowało ich otwarte wypowiadanie wojny mugolom, zadowalali się bierną pogardą i trzymaniem z dala od wszystkiego, co związane z ich światem. Praktyczni i introwertyczni, woleli poświęcić swój czas na własne sprawy. Evelyn myślała bardzo podobnie, a od wzgardy i niechęci leżała jeszcze daleka droga do jawnej nienawiści. Ta z kolei byłaby przejawem mocnego (i negatywnego) zaangażowania, a przecież Evelyn nie miała w zwyczaju angażować się w sprawy, które jej nie dotyczą ani nie interesują.
Na szczęście, kiedy oddalili się od rośliny, ta zaczęła powoli się wycofywać. Pędy zasychały i już nie wydłużały się w ich stronę, roślina najwyraźniej uznała, że niebezpieczeństwo dla niej zostało zażegnane. Chociaż gdyby znowu się zbliżyli, kto wie, czy wszystko nie zaczęłoby się od początku, więc Evelyn wolała póki co tam nie podchodzić. Chociaż chciała zapamiętać to miejsce i tę roślinę, i kiedyś wrócić tu już po przeczytaniu wszystkiego, co zdoła na jej temat znaleźć. Może okaże się przydatna do jakiegoś eliksiru, skoro posiadała tak interesujące właściwości obronne?
- Kiedyś tutaj wrócę. Po odpowiednim przygotowaniu – mruknęła pod nosem do Ollivandera. Tak łatwo nie zapomni o tak interesującym okazie.
Inną istotną rzeczą było to, że hipogryf także znacząco się uspokoił, kiedy tylko roślina zamarła w bezruchu. Przestał skrzeczeć i łypać na nich podejrzliwie; teraz Evelyn miała wrażenie, że jego czujny wzrok zdradza raczej zainteresowanie niż strach czy wrogość.
- Spróbujmy – zgodziła się. Także miała ochotę spróbować przekonać do siebie hipogryfa. Może teraz, kiedy oddalili się od rośliny, łatwiej zaufa czarodziejom?
Podobnie jak Ulysses, skłoniła się zwierzęciu z szacunkiem, oczekując na jego reakcję. Po kilku dłużących się w niepewności sekundach stworzenie zdecydowało się ugiąć przed czarodziejami kolana i pochyliło łeb. Evelyn raczej nie miała wątpliwości, że był to ukłon.
- Ciekawe, czy pozwoli nam się zbliżyć – zastanowiła się półszeptem, wciąż obserwując stworzenie. Zaufało im na tyle, żeby się odkłonić, ale czy pozwoli im do siebie podejść?
Po chwili wahania wykonała pierwszy niepewny krok.

k3:
1 – Hipogryf odsuwa się i oddala za pobliskie drzewo. Nadal boi się bliższego kontaktu z czarodziejami, chociaż jego największa nieufność została już przełamana.
2 – Hipogryf stoi nieruchomo, obserwując uważnie poczynania czarodziejów. Nie ucieka, ale też nie wykonuje pierwszego ruchu. Sprawia wrażenie, jakby oceniał, czy może pozwolić im na większą poufałość.
3 – Gdy Evelyn bardzo powoli i ostrożnie zbliża się do niego, ostatecznie pozwala jej na pogładzenie go po lśniących piórach na głowie.







Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   03.02.17 15:11

The member 'Evelyn Slughorn' has done the following action : rzut kością


'k3' : 3


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   03.02.17 17:51

Ollivander także nie zamierzał odpuszczać tajemniczemu okazowi - wyglądało na to, że serce tej przedziwnej rośliny może kryć wiele ciekawych właściwości, przydatnych nie tylko w alchemii - przy pomyślnych wiatrach mógłby doszukać się w nim rdzenia. Nie znał jego struktury i charakteru (poza tym temperamentnym pokazem obrony), więc więcej było do odkrycia czy eksperymentów. Najpierw czekały go sterty opasłych ksiąg, aby znaleźć wskazówki oraz drobne nakierowania. Może był to gatunek występujący tylko na tych terenach? Z pewnością był rzadki, a jeśli nie - musiał znaleźć się tu przypadkowo. Ulysses przemierzył wiele lasów, ale nigdy wcześniej się z nim nie spotkał. Wahał się nawet przez chwilę, czy nie zaproponować Evelyn współpracy, połączone siły mogły zdziałać więcej w poszukiwaniach i odkrywaniu - ostatecznie skupił się na hipogryfie, zostawiając tę sprawę na później.
Jeden kącik ust drgnął mu nieznacznie w uśmiechu triumfu - po chwilowych przejściach i komplikacjach zwierzę nie opierało się im, przyjmując czyste intencje. Ukłon świadczył o tym, że byli ze stworzeniem na równi - nie wyżej, ani nie niżej w ich wspólnej hierarchii. - Spróbuj - zachęcił lady Slughorn, a w tonie dało się wyczuć pewność, że z samym podejściem nie będzie problemu. Nie mogli mieć gwarancji co do lotu, ale pierwsze kuguchary pomknęły już za płoty! Ulysses podążał zaraz za towarzyszką, niedługo po niej decydując się na przebadanie struktury stalowoszarych piór.
- Jesteś młodszy niż myślałem - zwrócił się do stworzenia łagodnie, starając się ignorować myśl, usadzającą się z tyłu głowy - świetna okazja do zdobycia rdzeni. Na szczęście rozsądek był bardziej okrzesanym wytworem niż ten pomysł, dlatego bezpiecznie odsunął go od siebie. Może los postanowi sprzyjać i sam podsunie korzyści - jeśli nie, trudno. - Nie więcej niż trzy lata.
Stworzenie było rozumne i Ollivander nie wyobrażał sobie tak po prostu próbować wcisnąć mu się na grzbiet i kazać wznieść w powietrze. Powinni czuć się ze sobą swobodnie, dlatego, kiedy już poklepał hipogryfa po dziobie - pewnie aczkolwiek nie mocno - cofnął się na naturalną odległość, przenosząc spojrzenie na Evelyn.
- Co powiesz na krótką przerwę, lady? - zapytał, wskazując omszałe miejsce pod drzewem. Nie zapowiadało się na to, aby ich nowy znajomy zniknął w zaroślach - był tak samo ciekawy, jak oni. Nie czekając na zgody, ruszył we wskazane wcześniej miejsce. Kucnął, szukając w trawie kamieni, a gdy je znalazł, powiększył trzy zaklęciem, aby mogli zająć miejsca. Jak w domu! Mogli teraz, chociażby, wymyślić hipogryfowi imię.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   04.02.17 21:18

Evelyn nie miała w zwyczaju łatwo zapominać o czymś, co ją zaintrygowało. A już sam fakt, że było to coś rzadkiego i posiadało takie właściwości, samo w sobie było interesujące i domagało się bardziej wnikliwego przyjrzenia się. Może ojciec wiedziałby coś więcej o tajemniczej roślinie, jego zielarska wiedza była naprawdę ogromna. Będzie musiała opowiedzieć mu o tym, co widziała, i żywiła przekonanie, że będzie równie zaintrygowany co ona.
Najpierw jednak musieli zająć się hipogryfem. Do rośliny zawsze mogli jeszcze wrócić. Evelyn skupiła się na tym, żeby spokojnie i miarowo stawiać kolejne kroki na ściółce. Nie odrywała wzroku od stworzenia, obserwując każdy jego ruch i okazując mu respekt, ale nie strach. Stworzenie nie umknęło ani nie okazało agresji; już po chwili Evelyn zbliżyła się na tyle, że mogła powoli i ostrożnie wyciągnąć w jego stronę rękę. Delikatnie pogładziła lśniące i gładkie pióra, muskając opuszkami także wielki dziób barwy stali, zakrzywiony jak u orła.
- Jest taki piękny – zachwyciła się. Hipogryfowi najwyraźniej spodobało się głaskanie, bo przymknął pomarańczowe ślepia i zamruczał cicho. Nie zaprotestował także, gdy do Evelyn dołączył Ollivander i również zaczął go głaskać. – Ciekawe, czy jesteśmy pierwszymi czarodziejami, których widzi.
Oczywiście Evelyn również nie zdołałaby się poważyć na taki ruch, jak bezceremonialne wpakowanie się na grzbiet zwierzęcia ledwie to zaczęło okazywać im akceptację. Hipogryf był młody i niedoświadczony, ale zbyt dumny i inteligentny, żeby można było traktować go w taki sposób. Z racji swojego zainteresowania magicznymi stworzeniami, a w szczególności smokami, potrafiła odczuwać respekt i szacunek dla tych istot, i zdawała sobie sprawę, że nie były tylko bezmyślnymi zwierzętami, które można było lekceważyć.
- Zgadzam się – powiedziała, by po chwili odsunąć się od hipogryfa. Na początek nie należało przyzwyczaić, chciała, żeby stworzenie stopniowo się do nich przyzwyczaiło i zrozumiało, że nie mieli złych zamiarów. Usiadła więc w pobliżu Ollivandera; hipogryf tymczasem usadowił się w plamie słońca kilkanaście metrów od nich, sprawiając wrażenie odprężonego i rozleniwionego, chociaż od czasu do czasu nadal ich obserwował tym samym czujnym, oceniającym wzrokiem. Pewnie gdyby nie to, że był to młody osobnik, zachowywałby się wobec nich jeszcze ostrożniej i jeszcze trudniej byłoby zdobyć jego zaufanie, ale teraz mogli skorzystać z niezwykłej okazji do podziwiania go ze stosunkowo bliskiej odległości.
- Czy interesuje się pan magicznymi stworzeniami? – zapytała po chwili, spoglądając z ciekawością na swojego towarzysza, z którym przeżyła dziś parę niespodziewanych przygód. – Jeśli tak, to tylko w wymiarze zawodowym, czy niekoniecznie?
Jako różdżkarz na pewno często obcował ze stworzeniami, by zdobyć materiał do rdzeni. Ale może jego zainteresowanie wykraczało poza tę płaszczyznę?






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   05.02.17 18:56

Ollivander rozsiadł się na kamieniu na tyle, na ile było to możliwe, wyściełając najpierw siedzisko własnym płaszczem - zdążył się nieco zgrzać, więc rześki, kwietniowy wietrzyk był niewątpliwie przychylnością. Poprawił kapelusz na głowie, pstrykając w niego krótko palcami, aby nie przysłaniał mu widoku, ale i nie dopuszczał słonecznego światła do oczu, choć głowę miał delikatnie uniesioną. Zaciągnął się lekko wiosennym powietrzem, aby móc rozkoszować się jego świeżością choć odrobinę. Nie śmiał sobie wyobrażać, jak intensywne zapachy mijały go przez całe życie. Mina, o ile wcześniej złagodniała przy ich nowym towarzyszu, znów powróciła do swojej typowej dyscypliny - chłodnej i niewzruszonej, nawet jeśli odbierał otoczenie dosyć intensywnie.
- Interesuję się wieloma dziedzinami, nie dzielę ich na wymiary - odparł po chwili, przyglądając się skąpanym w słońcu piórom hipogryfa. Wciąż kusiły. Nie wspominając o pazurach - teraz mógł przebadać zwierzę w całej jego okazałości, nie musząc obawiać się zerwania kontaktu wzrokowego. Lubił słuchać i czytać o wszystkim, o ile było podane w sposób ciekawy - nie musiał przodować, ale wiedzę rozwijał całe życie, starając się nie ukracać tego etapu do Hogwartu. Nie lubił być ignorantem w żaden sposób, a szerokie horyzonty ułatwiały życie. Choćby i rozmowy z klientami, jeśli uczepić się sfery zawodowej, oraz manipulację. Dar przekonywania, jego zdaniem, dało się dopracować, a proces ten był naturalną wypadkową inteligencji. Świadomość respektu ze strony innych również była dla Ollivandera istotna - ego miał nieco większe, niż zdarzało mu się to pokazywać. - Moja sztuka wymaga uniwersalności, im więcej dowiem się z ciekawości, tym bardziej na tym skorzystam - wyjaśnił. Ze stworzeniami nie był związany aż tak, jak z drzewami, co nie znaczyło, że zawężał się do kręgu danych, jakie musiał znać. - Choć do wybitnego znawcy stworzeń jest mi daleko - przyznał obojętnym tonem. - Niemniej, co nieco wiem i nie przestaję wiedzy rozwijać. A panna? - dopytał, urywając kwestię w tonie, który nie wskazywał jeszcze na jej zakończenie - wciąż obojętnie, ale trzymając wątłą iskierką napięcia, pozwalając ciszy wytrwać chwilę, zanim powrócił do reszty zdania. - Widziałaś, chociażby, testrala, lady Slughorn? - nie spuszczał wzroku z hipogryfa przez cały czas, a kiedy ten zaszczycił znów czarodziejów spojrzeniem, uniósł nieco rękę i poruszył palcami, chcąc zachęcić go do podejścia.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   06.02.17 12:50

Usiadła wygodnie na miękkiej, soczystej trawie. Naprawdę lubiła wiosnę, ten piękny czas, kiedy roślinność budziła się do życia po zimie. Lubiła też przebywać na łonie natury, więc nie uważała siedzenia na trawie za rzecz uwłaczającą swojej godności, choć oczywiście wcześniej sprawdziła, czy pod tym drzewem nie czai się nieprzyjemna niespodzianka w postaci kolejnej nieprzyjaźnie usposobionej rośliny. Ale wyglądało na to, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- To rzecz naprawdę godna podziwu – powiedziała. Jej sympatia do Ollivandera pewnie wzrosła dzisiejszego dnia, kiedy miała okazję się przekonać, że wcale nie jest takim mrukiem, który czasami migał gdzieś na obrzeży salonów... jak i ona. Nigdy nie znali się szczególnie blisko, ale jego wiedza, ciekawość świata i stosunek do natury niewątpliwie mogły jej zaimponować. Evelyn także lubiła wiedzieć dużo, chociaż niewątpliwie miała kilka dziedzin, które fascynowały ją najbardziej. Zdawała sobie również sprawę z tego, że wiedza otwierała liczne możliwości i niejednokrotnie pomagała uniknąć problemów i niebezpieczeństw. Zarówno alchemicy, jak i różdżkarze musieli wiedzieć sporo o magicznych roślinach i zwierzętach oraz ich właściwościach. Evelyn potrzebowała tego, żeby odpowiednio dobierać składniki do mikstur, Ulysses – żeby tworzyć różdżki. Czasami wciąż zastanawiała się, skąd różdżkarze wiedzieli, jak dobierać rdzeń do drewna, i jak dopasować powstałą mieszankę do danego czarodzieja. Naprawdę fascynująca i tajemnicza gałąź magii, o której większe pojęcie miał tylko elitarny krąg dopuszczony do nauk różdżkarstwa.
- Moje podejście jest podobne, chociaż moje zainteresowanie nie jest powodowane tylko i wyłącznie alchemią – powiedziała. Nie warto było ograniczać swoich horyzontów tylko do jednej pasji, nawet jeśli to ta konkretna pasja była największym rodowym dziedzictwem. Tak, jak dla Ollivanderów różdżki, czy dla Rosierów smoki i róże. Slughornowie uczyli swoje potomstwo szacunku i respektu wobec natury... a także wobec przeszłości, wszak historia lubiła się powtarzać. – I również czuję, że ciągle bardzo wiele jest przede mną. Nie na darmo mówi się, że ludzie uczą się całe życie.
Pragnęła pewnego dnia dorównać starszym członkom swojego rodu. Jej niedoścignionym wzorem od zawsze był ojciec. Chciała kiedyś wiedzieć tyle, co on, a póki co dążyła do zyskiwania jego aprobaty. Na podziw w jego oczach trzeba było sobie zasłużyć.
- Nie widzę testrali – odpowiedziała na jego pytanie. Szczęśliwie nigdy nie była świadkiem niczyjej śmierci, a tylko wtedy można było zobaczyć te stworzenia. Ich wygląd znała tylko z ilustracji w książkach. – Ale widziałam smoki. Pracuję w rezerwacie Rosierów, wykonuję eliksiry na użytek podopiecznych oraz pracowników rezerwatu.
Wyprostowała się dumnie, zerkając na Ollivandera, chociaż starała się nie okazywać po sobie ciekawości, czy jej słowa zrobiły na nim jakieś wrażenie. Chwilę temu miała wrażenie, że trochę w nią powątpiewał.
- Widział pan kiedyś żywego smoka, panie Ollivander? – zapytała więc w podobnym tonie, chociaż na jej ustach wciąż błąkał się lekki uśmiech, a jej pytanie nie nosiło na sobie oznak złośliwości. Może odrobinę przekory i ciekawości, czy Ollivander, chcąc zdobyć części smoka do różdżek, obcował z tymi stworzeniami, czy może kupował gotowe składniki? Miała jednak nadzieję, że nie przykładał swojej ręki do zabijania tych niezwykłych istot, a zdobywał serca od już martwych okazów.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   07.02.17 0:16

Wiosna była ulubioną porą roku Ollivandera - pyłki kwitnących roślin i traw na szczęście nie miały wpływu na jego podstępną chorobę, dlatego nie musiał przejmować się bardziej niż zwykle, a korzyści z tego okresu było naprawdę mnóstwo. Słońce nie grzało jeszcze zbyt mocno, wszystko budziło się do życia po zimowym letargu, spacery były najprzyjemniejsze. Energia wracała stopniowo, nawet podkopywana bolesnymi wspomnieniami i żałobą.
Ulysses traktował ludzi, z założenia, neutralnie. Nie miał problemu z bezwzględną obojętnością, raczej nie okazywał przesadnego zainteresowania bez powodu, nie doszukiwał się rozmów na siłę, zdecydowanie do towarzystwa nie lgnął, choć czasem miał na nie ochotę. Salony nie były jego żywiołem, lasy - jak najbardziej. Odpowiednie miejsce wpływało na niego dosyć zauważalnie. Wciąż zachowywał rezerwę, ale pogawędka w sprzyjających warunkach, sam na sam, bez tłumu arystokracji, siłą rzeczy musiała wyglądać inaczej. Nie rzecz w presji, raczej w samej obecności. Ollivander dzielił uwagę równo między słuchacza i otoczenie, starając się nie pomijać szczegółów i wychwytywać najmniejsze zmiany w tonie głosu, w mimice - dlatego wolał grunty neutralne. Starannie dbał też o charakter nawiązywanych relacji, konsekwentnie utrzymując je na przeciętnym poziomie, unikając zawiązywania bliższych. W niezobowiązujących pogawędkach był dosyć wdzięcznym rozmówcą, nie tylko ze względu na uprzejmość czy kulturę, ale również przez różnorodne zainteresowania. Starał się nie ograniczać do książkowej wiedzy, chętnie zasięgając opowieści specjalistów oraz zapaleńców. Nie zawsze wierzył na słowo, wiele razy korygował przyjęte informacje poprzez późniejsze przeszpery w bibliotekach. Był szczegółowy i skuteczny, zawierzał tylko własnej intuicji i bądź co bądź - wychodził na tym dobrze. Miał tylko dwie niesprzyjające cechy, które potrafiły burzyć najlepsze rozmowy. Często ignorował pytania, zadając wiele własnych, nie chcąc zdradzić o sobie nie tylko zbyt wiele, momentami nie chciał mówić o sobie zupełnie nic. Niechętnie dzielił się też zdobytą wiedzą, wyrażając się o niej na ogół zdawkowo, unikając sprecyzowania i wejścia w temat. Zazwyczaj udawało mu się maskować ten mankament - rzucał nieistotne ciekawostki osnute w trafnie dobrane słowa oraz przechodził do pytań, robiąc to naturalnie, zaszczycając rozmówcę wyczuwalną nutką ciekawości, która w kontraście do jego zwyczajowej beznamiętności stanowiła element podtrzymujący. Ludzie zazwyczaj lubili mówić o sobie, co wykorzystywał bez zająknięcia. Wystarczyło wiedzieć, jak ich podejść. On nie starał się dorównać nikomu, nawet jeśli odczuwał względem niektórych respekt. Sam wyznaczał sobie granice i poprzeczki, jasno określając cele.
Wyczuwając prawdziwą dumę w głosie Evelyn oraz kątem oka dostrzegając, jak prostuje plecy, powodowana swoim sukcesem, postanowił udzielić jej nieco więcej uwagi. Wyswobodził hipogryfa spod swojego spojrzenia, lustrując dziewczynę błękitnymi tęczówkami, unosząc brwi. Kiwnął lekko głową, pozwalając plamie słonecznego światła wedrzeć się na moment pod rondo kapelusza i rozjaśnić oczy jeszcze bardziej, co tylko zaakcentowało zainteresowanie oraz niewerbalną pochwałę. Nie był pod wrażeniem, choć lekko go zaskoczyła - potrafił jednak bawić się w takie gesty, dlatego podał jej respekt na złotej tacy.
- W takim razie geny Slughornów są u panny silne i skuteczne, Rosierowie nie zadowalają się byle kim - połechtał dumę rodową oraz profesję za jednym zamachem, podkreślając też świadomość we względzie prestiżu miejsca pracy. Tym razem nie kpił, ale wciąż trzymał rozmowę pod swoją komendą.
- Zdarzało się - zwięzła odpowiedź towarzyszyła ucieczce spojrzeniem - tylko dlatego, że hipogryf podnosił się ze swojego miejsca. Z początku udawał obojętnego, ale w końcu zdecydował się podejść do nich, najwyraźniej przekonany do pieszczot, jakich wcześniej nie zaznał. Ulysses uśmiechnął się nieznacznie, gdy stworzenie przełamało się i dołączyło do rozmowy. Wyciągnął rękę i pogładził je po całej długości dzioba, ryzykując tym nieco, ale uważne spojrzenie złagodniało, gdy dotarł palcami do linii piór. Czuł go. Był źródłem mocnych, porządnych rdzeni. - W zeszłym miesiącu musiałem sięgnąć pomocy Greengrassów. Jakimś cudem smok znalazł się w naszych lasach - powrócił do tematu smoków, rzucając krótką informacją, zanim zadał kolejne pytanie. - Od jak dawna pracuje panna w rezerwacie? To fascynujące miejsca, zazwyczaj wynosi się z nich wiele opowieści - pominął fakt, że bliznę pod okiem, zacienioną teraz dzięki kapeluszowi, zawdzięcza właśnie smokowi z rezerwatu.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Evelyn Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2975-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/t3222-poczta-evelyn https://www.morsmordre.net/t3220-evelyn-slughorn https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t3224-evelyn-slughorn
Dama, alchemiczka w rezerwacie smoków
23
Szlachetna
Panna
Szczęśliwy, kto zdołał poznać przyczyny wszechrzeczy.
10
10
21
0
1
1
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   08.02.17 22:16

Chociaż matka Evelyn dołożyła wszelkich starań, żeby jej córka, oprócz cech i umiejętności niezbędnych dla Slughornów, posiadła także umiejętności odpowiednie dla młodej damy, dziewczyna wcale nie czuła się pewnie w zawiłościach salonowego życia. Oczywiście uwielbiała być szlachcianką, czuła ogromną dumę ze swoich korzeni i rozpierało ją poczucie wyższości nad szarą masą czarodziejów bez znakomitego rodowodu i nazwiska, ale lepiej czuła się w cieniu niż w centrum uwagi. Czuła większą swobodę, kiedy nie patrzono na każdy jej krok, a to nieodłącznie wiązało się z byciem w centrum zainteresowania. Pod presją łatwiej było o popełnienie błędu, a te w sztuce alchemii nie były pożądane. Ceniła jednak te okazje, kiedy mogła poznać interesujących rozmówców. Nawet w zalewie panienek, których głównym sensem życia było kupowanie kolejnych sukni, można było znaleźć prawdziwe perły w postaci ludzi z ciekawą wiedzą i doświadczeniem.
Ale nawet jej introwertyzm i zamiłowanie do unikania centrum uwagi nie oznaczały, że nie lubiła komplementów. Lubiła, kiedy ktoś okazywał jej podziw i szacunek, lubiła imponować innym nie swoim wyglądem czy pamięcią do plotek, a tym, co osiągnęła w rozwijaniu swoich pasji. Chyba każda szlachcianka, nawet ta mniej towarzyska, była na swój sposób próżna, a próżność Evelyn łechtało zainteresowanie tym, czym się zajmowała. Zauważyła, że Ollivander chyba zainteresował się jej słowami, zapewne nie co dzień spotykał na swojej drodze kobiety, które pracowały w smoczych rezerwatach.
- Ten rezerwat należy do mojej rodziny ze strony matki, co niewątpliwie było bardzo pomocne w daniu mi szansy na możliwość wykazania się talentem – powiedziała. – I bardzo się cieszę, że mogłam ją otrzymać.
Ostatecznie wśród Slughornów nie brakowało zdolnych alchemików, zdarzali się i wśród członków innych rodów, więc Evelyn musiała udowodnić, że mimo młodego wieku nadaje się do tego, by pobierać nauki od alchemików zatrudnionych w rezerwacie i pomagać im w przygotowywaniu wywarów. Ale dobre relacje jej matki z rodem jej pochodzenia niewątpliwie także odegrały w tym dużą rolę, a także w tym, że Evelyn w ogóle zainteresowała się smokami. Gdyby jej rodzicielka wywodziła się z innego rodu i nie pokazała jej w dzieciństwie smoków, może dziś zainteresowania Evelyn wyglądałyby zupełnie inaczej, tak więc musiała być wdzięczna Guinevere, że zapoznała ją ze spuścizną swoich korzeni.
W międzyczasie, gdy tak rozmawiali o jej pracy dla rezerwatu, hipogryf wstał i postanowił podejść bliżej, najwyraźniej mając ochotę na kolejną porcję pieszczot. Evelyn podniosła się i zaczęła ostrożnie głaskać go po łbie, stopniowo przesuwając dłoń w kierunku grzbietu. W jego połowie pióra łagodnie przechodziły w końską sierść, również szarego koloru. Jednocześnie, choć chwilowo jej uwaga skupiła się mocniej na hipogryfie, wciąż słuchała mężczyzny.
- Czy ten smok wydostał się z rezerwatu? Czy był to dziko żyjący okaz? – zapytała z ciekawością. Mimo zabezpieczeń smoki czasami wydostawały się na wolność, ale dziko żyjące okazy nie należały do częstych, ponieważ przez szkodliwą działalność mugoli ich populacja znacząco się skurczyła. Dlatego też musiały istnieć rezerwaty – żeby chronić smoki przed całkowitym wyginięciem. – Mam nadzieję, że udało się go pomyślnie zabrać w bezpieczne miejsce. – Zdawała sobie sprawę, że gdyby smok kogoś zabił, mógłby znaleźć się na celowniku odpowiednich działów ministerstwa, więc liczyła na to, że sprawa znalazła pomyślny finał bez ofiar, a smok znalazł się w rezerwacie, gdzie odpowiednio wyszkoleni pracownicy potrafili się z nim obchodzić.
- Pracuję tam odkąd skończyłam kurs alchemiczny. W tym roku miną trzy lata – odpowiedziała. – Rzeczywiście jest to miejsce, skąd można wynieść wiele opowieści. – Ale nie wszystkie były przyjemne. Evelyn zdarzało się już widzieć martwego smoka czy ciężko poparzonych ludzi. Były też piękne chwile, jak możliwość zobaczenia młodych smoków czy sama możliwość pracy w takim miejscu. – Chociaż jestem pewna, że pracownicy zajmujący się bezpośrednio smokami mogliby opowiedzieć jeszcze więcej.






Felix, qui potuit rerum cognoscere causas.

Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Lasy Cairngorms   22.02.17 1:33

Pochwały były tym typem komplementu, który większości odpowiadał - kto bowiem nie chciał być ceniony i poważany ze względu na swoją wiedzę i umiejętności? Jeśli wkładało się w coś ponadprzeciętne starania, oddając zajęciu sercem, duszą i najmniejszymi zakątkami rozumu, poświęcając czas oraz zaangażowanie, negatywne i niepochlebne opinie były w sposób oczywisty krzywdzące, zaś te przychylne w pewnej części wynagradzały wysiłek oraz łechtały największą część ego - dumę, talent. Jakkolwiek krytycznie nie patrzyłoby się na pochlebstwa, utrzymywały naturalną ochotę do działania, podburzając ją nieco, gdy gasła pod naporem samodyscypliny. Ollivander wiedzę o takich szczegółach pielęgnował nie po to, aby sprawiać rozmówcom przyjemność, ale by stopniowo zdobywać przychylność i wyciągać potrzebne informacje. Potrzebne tylko dla niego, ale taki już był - uwielbiał wiedzieć jak najwięcej, czasem traktując najprostsze relacje międzyludzkie jak grę, wykres czy tabelę - byle przeznaczone do analizy.
- Powiązania rodzinne to wciąż zbyt mało, aby zająć tak istotne stanowisko - odparł. Świat eliksirów, choć fascynujący, był zupełnie inną ścieżką niż ta, którą sam obrał. Znał kilka receptur na pamięć - tych jednak nie znali alchemicy spoza jego rodziny - niekiedy warzył pomniejsze mikstury, nieskomplikowane i przyjemne. Wiedzą nie wybijał się poza podstawy alchemii i kilka drobnych ciekawostek, ale przez całe życie zdążył zebrać tyle doświadczenia, aby szanować osoby parające się miksturowymi zawirowaniami. Eliksiry były sztuką podobną do różdżkarstwa, subtelną i skomplikowaną, najmniejsze przeinaczenie mogło zmienić całą koncepcję lub zepsuć ciężką pracę. Zaufany alchemik był więc cenny - choć na takiego było trafić łatwiej niż na zaufanego różdżkaża - tych było znacznie mniej. - ale świadomość ich wpływu to istotna rzecz.
Hipogryf nie tracił ani zaufania, ani ciekawości, nie oddalając się od nich, wciąż zadziwiając mężczyznę zaskakująco szybkim tempem budowania tej przelotnej relacji. Stworzenie mrużyło oczy, wyraźnie łase na pieszczoty, jakie im serwowali. Ollivander postanowił wycofać się ze swoich początkowych planów, dając mu czas na zatęsknienie za nowymi znajomymi. Nieco egoistycznie dostrzegał w tym zwlekaniu pewniejszą szansę na późniejsze ewenualne zdobycie rdzeni, dlatego kontynuował rozmowę z towarzyszką.
- Był dziki. Greengrassowie świetnie sobie z nim poradzili, poza drzewami nikt nie ucierpiał - zwięźle podsumował całą akcję, przy której nabawił się sporo nerwów. Smok panoszył się blisko entów, więc wszystko mogło skończyć się o wiele gorzej. Nieproszony stwór siał zamęt w okamgnieniu, pozostawiając za sobą potworne zniszczenia. Kiwnął głową, przyjmując ostatnie zdanie Evelyn - w rzeczy samej, od pracowników rezerwatu słuchał wielu ciekawych opowieści.
- Gdyby nie naglący czas, chętnie wysłuchałbym i tych od panny. Obawiam się jednak, że obowiązki nie darują mi pogawędek. Nasz nowy znajomy musi poczekać na wspólne podziwianie wierzchołków drzew - poklepał hipogryfa po dziobie raz jeszcze, żegnając się z nim w ten sposób. - Proszę wracać ostrożnie i przekazać ojcu pozdrowienia - poprosił, skłaniając lekko głowę, kiedy wymieniali ostatnie słowa.

/ztx2




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Lasy Cairngorms

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 31 z 34Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 30, 31, 32, 33, 34  Next

 Similar topics

-
» Lasy Cairngorms

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18