Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Redakcja "Proroka Codziennego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Redakcja "Proroka Codziennego"   10.03.12 22:50

First topic message reminder :

Redakcja "Proroka Codziennego"

Jest to ogromne, podłużne pomieszczenie w pobliżu Banku Gringotta oraz apteki. Jego ściany przysłonięte są mnóstwem szafek, regałów, magicznych fotografii, książek, notatek i wycinków prasowych, a pod sufitem lewitują dziesiątki świec, rzucając na pomieszczenie przyjemne, jasne światło. Podłoga pokryta jest ciemnym, wychodzonym już parkietem, na którym poustawiano krzesła oraz biurka pooddzielane od siebie niewielkimi ściankami w stylu boksów. Ciężko dojrzeć drzewo biurek, gdyż cały blat pokrywają pióra, pergaminy, liczne dokumenty. W oszklonej szafce w samym kącie umiejscowiono magiczne aparaty fotograficzne. Zamieszanie, gwar i hałas są nieodłącznymi elementami tegoż pomieszczenia. W ubiegłym roku ktoś z redakcji powiesił przy drzwiach portret założyciela gazety, Allana Parvusa. Niektórzy szepczą, jakoby słynny dziennikarz miał niekiedy pomagać swym podopiecznym, służąc radą i podszeptując im co ciekawsze pomysły. Obecnie artykuły pojawiające się w Proroku kontrolowane są w głównej mierze przez arystokracje, przez co większość ich wyskoków nie trafia na pierwsze strony gazet.
Okna pomieszczenia wychodzą na ulicę Pokątną, dzięki czemu spragnieni weny dziennikarze mogą przesiadywać na parapecie, podziwiając przechodzących tędy czarodziejów i pisząc swe artykuły. Ze względu na niepokoje, pomieszczenie zostało zabezpieczone posągiem rosłej sowy, wpuszczającej do środka jedynie osoby posiadające tajemne hasło.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   12.06.16 17:15

Po ostatnim biegu przełajowym przez las przestałem liczyć na wyrozumiałość funkcjonariuszy magicznej policji. Źle się działo w państwie Brytyjskim – a przynajmniej w tej części, która znajdowała się we władzy Wilhelminy Tuft... a może raczej samego Grindelwalda? Może i nie posiadałem wieloletniego stażu na stanowisku aurora, ale trzy lata wystarczały, by zorientować się, że na deskach theatrum mundi to nie aktorzy, a niewidzialni suflerzy kierują przedstawieniem.
Czasami naprawdę odnoszę wrażenie, że minąłem się z powołaniem. Z drugiej strony – Garrett by sam świata nie uratował.
- A może zabrakło im miejsca? Ostatnio nietrudno tam wylądować, pewnie zapełnili wszystkie cele. - Żarty mnie nie opuszczają, choć jak zwykle igram gdzieś na granicy zdrowego rozsądku. Sprawa wolności słowa oraz czynów zaczynała być coraz mniej oczywista, za to coraz mocniej podejrzana.
Ale nie byłbym sobą, gdybym traktował wszystko ze śmiertelną powagą.
- Biorąc pod uwagę sens wszystkich dekretów, może się tak zdarzyć. Właściciele salonów piękności nie mieliby jednak na co narzekać. Taki dekret zapędziłby w ich progi zapewne wszystkich Weasleyów i Prewettów. Żyła złota. - Zaśmiałem się krótko, choć w moim tonie próżno było szukać prześmiewczej ironii, i miałem jedynie nadzieję, że rudzielec nie poczuje się urażony moim dobitnym poczuciem humoru. - Pozwolisz, że sprawdzę? - Sięgnąłem po Proroka, kiedy już młodszy czarodziej uiścił opłatę. Błyskawicznie przewertowałem gazetę – takie nowiny zwykle zajmowały pierwsze strony, jednak w oczy nie rzucił mi się żaden istotny akapit. - Wygląda na to, że jeszcze jesteśmy bezpieczni. - Odparłem z teatralną ulgą w głosie, oddając własność do rąk rudzielca.
- Fox. Pracuję z twoim bratem. - Odpowiedziałem żywo, wyciągając dłoń w jego stronę, zupełnie zapominając o tym, że nie miałem pewności co do tego, z kim mam do czynienia.
A już z pewnością nie miałem najmniejszego pojęcia o jego szemranych interesach.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   12.06.16 23:06

Jakby teraz czarodziejska policja z pomocą aurorów nie zgarniała pierwszych lepszych czarodziei, to może byłoby bezpieczniej na ulicach Londynu. Bo tak to niekiedy lepiej jest nie wyjść z mieszkania, niż wyjść i narazić się nawet swoją rudością na osobę, która niezbyt lubi bądź toleruje Weasley'ów.
- Pewnie mają jeszcze swoje kryjówki pod Tamizą. Marny nasz los.- żarty żartami, które teraz wybrzmiewały z ich ust, lecz mimo wszystko nie wiadomo, ile potajemnych kryjówek czy cel ma Ministerstwo, byleby tylko złapać odpowiednią ilość osób i zarobić. Bo czy nie o to chodzi Ministerstwu? Nie by zapewnić liche bezpieczeństwo, tylko by zapełnić może powoli tworzącą się dziurę? Kto tam wie. Z każdą irracjonalną sytuacją przychodzą kolejne wnioski, spekulacje, domysły, którym i tak ostatecznie nie można zbyt wiele dowierzać, bo w końcu nikt nie zna prawdziwych domysłów Pani Minister.
- Już widzę tę kolejkę, byleby się przefarbować.- zaśmiał się wyobrażając własnego brata, który czeka, by być takim blondynem. Nie no, rozbrajająca myśl, serio! I do tego kontrastujące piegi, których i tak nie da się niczym zakryć bądź pozbyć. To się chyba nie uda bez większego tylko pośmiewiska, jak i samej dyskryminacji. Bądź co bądź, nie czuł się urażony słowami Foxa, tylko g wręcz bawiły, bo jednak nie wyobrażał sobie takiej przyszłości. Bo wtedy to ... nawet by tego nie umiał nazwać w słowach. Takie debilne. - Pewnie.- przytaknął głową dając jemu sprawdzić, a gdy już skończył wertować, Barry wziął od niego gazetę i spojrzał na pierwszą stronę. Zbytnio jego ona nie zainteresowała, więc zgiął gazetę w pół i włożył ją pod pachę. - Ciekawe do kiedy/- dodał rudzielec z uśmiechem na ustach, który pozostał przez jeszcze czas. Podał Foxowi rękę na przywitanie. - Więc jesteś aurorem. To nie dostajecie dekretów do rąk, tylko też wyłapujecie je z gazet?- zadał nieco podnosząc brwi zaskoczony, jak i jednocześnie zakodował sobie Lisa, by uważać na niego. Z resztą, rudzielec musi uważać na każdego aurora, każdą osobę potencjalnie w dobrym kontakcie z bratem. Może przez sekundę była widoczna jego panika w oczach, która zaraz została zastąpiona zdziwieniem odnoszącym się do jego wypowiedzi.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   14.06.16 16:42

Urodziłem się jako naturalny wróg Weasleyów, a później dorosłem i sam stałem się lisem. Czasmi naprawdę miałem wrażenie, że byłem podrzutkiem, a moje prawdziwe oblicze, zapewne upstrzone piegami, zostało zatarte przez zdolność metamorfomagii.
- Nie wywołuj wilkołaka z lasu. - Zaśmiałem się, choć na sam dźwięk nazwy t e g o stworzenia, po plecach przebiegł mi zimny dreszcz. Nic nie paraliżowało mnie tak bardzo, jak wilczy skowyt.
- To by dopiero była heca – zostać przymkniętym za odziedziczoną pulę genów. Choć takie przypadki w historii zdarzały się już niejednokrotnie, a jak wiadomo, ta nieustannie zatacza pętlę. - Balansuję gdzieś pomiędzy żartem a gorzką prawdą, w głębi duszy zastanawiając się, skąd u ludzi bierze się ta cała nienawiść. Do tych, którzy nie pasują do schematu. Odmieńców. Innych. Ekscentryków. Czy boją się nieznanego? A może chodzi tylko o stabilność? O nie występowanie spoza szeregu, o równość, pomimo klasowych podziałów.
Prawdopodobnie nigdy się nie dowiem. Nie wszyscy mieli okazję urodzić się tak fantastycznymi jak ja. Może tylko wybitne jednostki, takie jak Dumbledore czy Horace Slughorn... Szkoda tylko, że wszyscy fantastyczni zaczęli nagle znikać.
- Zakładam, że do następnego wydania. Czyli do jutra. Nigdy nie wiadomo, kiedy prawo ulegnie kolejnym błyskotliwym transformacją. - Mocno ugryzłem się w język, by nie porwać się z podsumowaniem swojej wypowiedzi hasłem ku chwale ojczyzny. Zdaje się, że powinienem bardziej uważać z wyrażaniem swoich poglądów w miejscach publicznych. Na dodatek wśród świeżo poznanych osób – nawet, jeśli były dziedzicami nazwiska, które jako jedyne spośród listy sporządzonej przez Notta znajdowało jeszcze u mnie poszanowanie.
- Jak widać. - Rozwiałem wątpliwości Barry'ego, a na moim obliczy zakwitł uśmiech pełen pobłażania. Rzecz jasna nie dla rudzielca – a dla systemu, jaki ostatnio psuł mi krew.
Barry, zdaje się, mógł spać spokojnie. Na jego szczęście zajmowałem się sprawami nieco poważniejszymi.
Prawie zapomniałem, że spieszy mi się do pracy.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 https://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli https://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 https://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 https://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   15.06.16 12:42

Trochę jeszcze rudzielec pośmiał się z Lisem i nawet gdy nic nie odpowiedział na wywołanego wilka, to na jego twarzy nadal był wesoły uśmieszek. Mimo wszystko lepiej było nie wylądować w Tower czy nawet w ich innych kryjówkach. Lepiej żyć na wolności, która niestety jest dyktowana tworzącymi się ciągle dekretami. Dekrety...
- Lepiej już nie być czarnowidzem.- dodał nie przejmując się zbytnio jego słowami. Nie uważał ich za obrazę jego osoby, lecz lepiej nie wróżyć takiej przyszłości. Barry nie chciałby doświadczyć tego na własnej skórze. Woli mieć już te swoje rud włosy i piegi na twarzy, i wiedzieć za co jest się zamykany. A przynajmniej byłby irracjonalnie słuszny powód, a nie zgarnięcie ludzi, bo trzeba poprawić statystyki.
- Wolałbym, by te prawo zbyt szybko się nie zmieniało, bo nie da się za nim dosłownie nadążyć. Raz gromadzenia, potem zakaz czarowania, wolałbym nie widzieć inspekcji w swoim mieszkaniu.- dodał komentując wypowiedz co do prawa. Prawo za szybko się zmienia, przez co trudno jest nadążyć za nim. Rudzielec chyba wolał poprzednie prawo, które było przyjemne i nie wymagało nieustannej kontroli i myślenia. Zwłaszcza, kiedy wieczorami wychodzi do klientów. Bez patroli o wiele łatwiej by przechodził na Nokturn, bo teraz to nie jest wcale tak łatwo, szczególnie wieczorową porą. Oby tylko nie wprowadzili godziny policyjnej.
- Bez sensu... ale dobra, śpieszę się do pracy. W sumie i tak jestem spóźniony, lecz wolę nie stracić pracy. Pozdrów Garretta, jak jego znajdziesz gdzieś po drodze i ... przekaż mu, ze chciałbym w wolnej chwili z nim porozmawiać o istotnej sprawie. Miłego dnia.- powiedział chwilę się rozglądając, po czym skinął Lisowi głową.Czas szybko płynął, praca czeka, a pogadać to pewnie kiedyś pogadają. Zarówno Barry z Lisem, jak i z własnym bratem. Żeby tylko Garrett znalazł czas na chwilę rozmowy. I chciałby, bo Barry czuł się gotowy.
Po pożegnaniu udał się do pracy ruszając wśród dzikiego, pokątnego tłumu.

z.t





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   17.06.16 17:28

Spotkanie rozmownego rudzielca o poranku wprawiło mnie w jakiś podejrzanie dobry nastrój. I pomyśleć, że r o d z i n a wpajała mi od zarania nienawiść do Weasleyów! Biedni arystokraci. Musieli umierać za to, co usłyszeli w swoich kryształowych pałacach.
- W obecnej sytuacji spodziewałbym się raczej najgorszego. - Niby śmiejemy się w najlepsze zakładając najgorsze scenariusze, ale trudno nie wyczuć sceptycyzmu. Moja natura, pomimo iż nie pozwala mi przyjąć rzeczywistości na poważnie – bo to, co ostatnio działo się w Anglii z powagą miało niewiele wspólnego – nieustannie oscyluje wokół tematów o ograniczeniu wolności. W zasadzie dobrym pomysłem byłoby nie wychodzenie z domu, bo trzymanie języka za zębami nie należało do moich mocnych stron.
Siedzenie w domu też nie.
Siedzenie w ogóle.
Musiałem być w nieustannym ruchu. Może w spadku z tą arystokratyczną urodą dostały mi się też arystokratyczne owsiki, które rządziły się iście królewsko i nie pozwalały mi na spoczynek.
- Odnoszę dziwne wrażenie, że panujące prawo to nie koncert życzeń. - Pełna inwigilacja była już chyba tylko kwestią czasu. Co za szczęście, że w domu trzymałem tylko kilka mugolskich płyt i gramofon. Z pewnością mogłem spać bezpiecznie.
- Praca! - Wykrzyknąłem nagle, uderzając o czoło otwartą dłonią. - Zupełnie zapomniałem, też powinienem się pospieszyć. Miło było poznać, Barry. - Wyciągnąłem dłoń, bo tak przecież żegnali się prawdziwi mężczyźni. - Możesz na mnie liczyć. Udanej lektury! - Zasalutowałem jeszcze na pożegnanie, zastanawiając się na tym, dlaczego właśnie zostałem wyznaczony na posłańca. Czyżby bracia nie mieli ze sobą tak dobrego kontaktu, jak mi się wydawało? Ostatecznie jednak uznałem, że to nie mój biznes i pognałem ile sił w nogach do biura.
Trzecie spóźnienie w tym tygodniu, panie Fox. Pięknie. Zwłaszcza, że mamy czwartek.

zt





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   29.11.17 22:38

Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności
Od wybuchu magii budynek redakcji Proroka Codziennego pozostawał zamknięty, bo pojawiające się w jego wnętrzu anomalie były nie do opanowania. Czarodzieje, którzy wchodzili do środka, próbując okiełznać szalejące w przedmioty, wychodzili ze środka poranieni, poobijani z fatalnym nastawieniem, gdyż wszystkie próby okazywały się bezowocne. Wewnątrz było prawie zupełnie ciemno. Niegdyś palące się pod sufitem świece zniknęły bez śladu. Pozostała jedna jedyna, lewitując na środku pomieszczenia, nieopodal wejścia. W otaczającym ją kręgu bladego światła było zupełnie czysto i pusto, lecz im dalej od źródła blasku tym bardziej zauważalny był brud. Pojawiały się również ruchome fotografie, ale widniejący na nich czarodzieje wyrażali strach i cierpienie. Na ziemi leżały porozwalane książki, gdzieniegdzie, już na granicy ciemności znajdowały się uszkodzone, stare aparaty fotograficzne.
Tuż po przejściu przez próg wszystkie widoczne i ukryte w mroku przedmioty momentalnie ożywały, atakując intruzów. Książki uderzały w każdego z impetem, niektóre z nich szczypały, inne przelatując ze świstem kaleczyły ostrością swoich kart. Liczne notatki, zapiski, relacje, które pokrywały biurka fruwały w powietrzu, tworząc samoistne powietrzne tornado, które po dłuższym czasie atakowało czarodziejów; niezdatne do pisania już pióra wystrzeliwały z ogromną prędkością w kierunku ludzi, wbijając się w ciało niczym magiczne bełty. A to wszystko w całkowitej ciemności, gdyż w widniejącym nieopodal źródle światła nie działo się zupełnie nic, tętniąca w środku budynku magia wyraźnie unikała tego miejsca.

Etap I

Z każdą upływającą chwilą rosła szansa na otrzymanie obrażeń, które nie tylko uniemożliwią ustabilizowanie magii w tym miejscu, lecz także będą trudne do wyleczenia przez uzdrowicieli. Ponieważ jedyne źródło światła w tym miejscu wskazywało na to, że zdysharmonizowana siła nie działała w jego obrębie, jedynym rozsądnym wyjściem mogło być pozbycie się ciemności.

Wymaganie: Skutecznie rzucone zaklęcie Lumos Maxima przez co najmniej jednego czarodzieja.

Niepowodzenie doprowadza do ataku lewitujących przedmiotów, które odbierają 30 punktów żywotności.

Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 120, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy ½, a razy 1. Postać posiadająca pierwszy poziom biegłości mnoży razy 1½.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
Światło neutralizowało zakłócenia w działaniu znajdujących się w budynku przedmiotów, lecz normowanie magii wiązało się rozbijaniem wielkiego pokładu energii nagromadzonej w tym jednym miejscu. Nim wszystko dobiegło końca budynek zatrząsł się groźnie, a podłoga w jednej chwili zaczęła pękać, grożąc upadkiem na niższe piętro. Jedyną możliwością uniknięcia porażki było przedostanie się w bezpieczniejsze miejsce.

Wymaganie: ST dostrzeżenia bezpiecznego skrawka podłogi w kącie, z dala od biurek wynosi 60. Do rzutu należy doliczyć bonus z biegłości: spostrzegawczość. Niepowodzenie związane z dotarciem na dojrzane miejsce wiąże się z wpadnięciem w nowo-powstałą szczelinę w podłodze, upadkiem na niższy poziom i utratą 200 punktów żywotności. Aby podtrzymać działanie zaklęcia naprawczego przynajmniej jedna osoba musi być bezpieczna.



[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 22:33, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   09.01.18 10:15

— Pewnie tam, gdzie twój prawdziwy dobry humor i wyśmienite samopoczucie.
Spojrzała na niego poważnie dla odmiany, w jego szare oczy. W tym oświetleniu wydawały się jeszcze ciemniejsze, zupełnie inne od tych, które błyszczały w jasny, pochmurny dzień, nabierając głębokiego odcienia, lub jaśniały w promieniach południowego słońca; nieprzeniknione, intrygujące. Powinna ugryźć się w język, lecz jak zwykle, robiła wszystko na opak, z trudem balansując na granicy taktu i bolesnej szczerości. Wbijanie szpil w czułe miejsca nigdy nie leżało w jej naturze, ale znała go na tyle, by podejrzewać, że bardzo dobrze ukrywa pod swoją maską fantastycznego pana Lisa coś więcej. Powaga sytuacji powinna utrzymać ją w milczeniu, przypominając nieustannie o tym, że spotkali się dziś po to, by naprawić błędy, naprostować anomalie i wprowadzić ją na ścieżkę, na której pragnęła kroczyć od dawna, pełnej niebezpieczeństw i przeciwności losu. Ale tak się nie stało, a on wiedział, że niespecjalnie radziła sobie z trzymaniem języka za zębami. Spuściła wzrok, po chwili od wypowiedzenia swoich słów, dopiero zastanawiając się nad tym.
— Doceniam, ale nagrody pocieszenia mnie nie interesują — odpowiedziała mu, unosząc prawą brew. — Walczyć, by zwyciężać.
Nie pamiętała, gdzie zasłyszała te słowa, ale wydały jej się adekwatne dla silnej woli i ducha walki, jaki w niej mieszkał, walczyła do utraty tchu choć nigdy kosztem wszystkiego wokół. Kiedy opuścili szpital Świętego Munga, zerknęła na rozerwany materiał swojej kurtki — zreperuje ją później — i powróciła do wcześniejszej rozmowy. Przypomniało jej to o obawach Freda; uśmiechnęła się pod nosem, milcząc tylko przez chwilę.
— Złość na ciebie nie wyklucza bycia dumnym ze mnie. Tak w kwestii tych blizn. Taki obowiązek starszego brata, powinieneś coś o tym wiedzieć. — Była przekonana, że Jamie ochrzaniłby każdego dla zasady, nawet gdyby później miał go poklepać po ramieniu i pochwalić za to, że ktoś sprawuje nad nią pieczę (choć nieudolnie), a na Freda nie mógłby się złościć. — Z jego strony utrata części ciała ci nie grozi. Ale ja nie mogę ci tego samego obiecać — ostrzegła go lekkim, słodkim tonem, rozglądając się dookoła. Jeszcze nie wiedziała, dokąd zmierzali, choć już w oddali malował się budynek redakcji Proroka Codziennego. Nie wiedziała, że w środku szaleją anomalie. — Łajdacka szrama na oku by mi nie przeszkadzała, może niektórzy traktowaliby mnie poważniej. I poważniej odbeirali moje ostrzeżenia. Może nawet by się bali.— Zerknęła na niego kontrolnie, lecz tylko na chwilę. Sięgnęła dłonią do kieszeni, kiedy zwolnili, tam miała różdżkę — już wiedziała, że kierują się do redakcji, że to tam czeka ich kolejna próba. Wzięła głęboki wdech, odgarnęła grzywkę na bok i podciągnąwszy spódnicę wyżej, by jej nie przydepnąć, weszła do środka. Jego męskie towarzystwo mu w żaden sposób nie przeszkadzało, zachowała resztki kobiecości, wychowując się całe życie wśród mężczyzn, ale nie zamierzała utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że znajdują się na równi. Nie mogła udawać, ze realia były inne, ale znała swoje możliwości i zawsze wykorzystywała siłę, jaką zbudowali w niej bracia do tego, by być samodzielną i pomocną innym, a nie pomocy potrzebującą. I choć nigdy nie manifestowała swojej niezależności, póki radziła sobie sama nie chciała być traktowana łagodniej. Taryfy ulgowe były zbędne.
— Myślę, że mógłbyś ją obdarzyć kogoś, kto jej potrzebuje i będzie ci za nią wdzięczny. Znajdź sobie jakąś bezbronną pannę, na pewno doceni twoje zaangażowanie. Krew i ból zniosę. — Od własnej krzywdy były inne rzeczy, z którymi by sobie łatwo nie poradziła, ale ta strefa zwierzeń miała pozostać zamknięta i niedostępna dla irytującego aurora.
Od samego wejścia uderzyła w nich ciemność. Zatrzymała się odruchowo, blokując za swoimi plecami Foxa, jednocześnie unosząc dłoń z różdżką wysoko, celując przed siebie. Słyszała, że coś wokół nich się poruszyło, coś zaszeleściło, w innym miejscu zgrzytnęło. Odskoczyła w tył, wpadając na niego całkiem, gdy coś świsnęło tuż przed nią, choć wokół jedynego źródła światła w tym miejscu, nie działo się zupełnie nic niepokojącego.
— Lumos Maxima!




Here we are don't turn away now. we are the warriors that built this town from dust.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   09.01.18 10:15

The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 26


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   13.01.18 0:49

stąd

Choć szczelnie przykryta niewinną ironią, trafność twoich słów zawisa w powietrzu, sprawiając, że staje się coraz gęstsze, coraz cięższe, coraz mniej przyjemne. Nie, nie obezwładnia – ale skutecznie próbuje zedrzeć ze mnie maskę, pod którą wepchnąłem wszystkie niewygodne myśli. Myśli, którymi nie koniecznie mogłem się z tobą podzielić. Przynależność do Gwardii odcinała mnie grubym murem od człowieczeństwa, od prawdy, od oczyszczenia, zmuszając do ucieczek, choć oglądanie moich złotych medali za liczne dezercje zbrzydło mi już dobrych kilka lat temu. Pogodziłem się z samym sobą – i w tej zgodzie nie odnajdowałem miejsca dla gry.
Zmierzyłem się z twoim spojrzeniem, dostrzegając gorzki błysk powagi. Nieszczególnie leżało mi to, że wdarłaś się pod moją zewnętrzną powłokę, skoro jednak już tam byłaś, pozwoliłem ci pod nią pozostać, nie dostrzegając powodu, dla którego miałbym brnąć w absurdalne wyparcie.
- Dokładnie tutaj. Na cmentarzu. - Mieszam ironię z prawdą, wychylając czarę goryczy. Jej smak mnie nie odstrasza, już nie. Jak jest z tobą, Hannah? To też dzielnie zniesiesz? Emocje to nie to samo, co zbite kolana. Nie zabliźniają się za dotknięciem różdżki. - Handlowanie towarem, którego nie posiadasz. Jakim cudem nadal prowadzisz sklep, skoro z ekonomią jesteś na bakier? - Próbuję zatrzeć ponury pryzmat szczyptą nonszalancji, odwracając lisa ogonem.
- Jak na razie: wiać, aby walczyć. - Sprostowuję twoją maksymę, adekwatnie do naszej sytuacji. Być może – choć w noc, gdy zdradziłem ci tajemnicę Zakonu nie szczędziłem niewygodnych detali – miałaś dopiero przywyknąć do tego, że zwycięstwo było jedynie obietnicą rzucaną na wiatr, a być może twój idealizm był silniejszy, niż każda inna siła na ziemi. Nie, nie poddałem się – i nie zamierzałem. Ale konfrontacja z zimnym wiadrem rzeczywistości zmyła mi z nosa różowe okulary.
- O tym właśnie mówię. - Przyznaję ci rację, zauważ to. - Lisi ogon w towar nie wchodzi. Nie sądziłaś chyba, że chodzi o ciebie? - Szybko zmieniam strony, odcinając cię od ucieczki w argumentacji. Wbijam ręce w kieszenie płaszcza, niespiesznie sunąc przed siebie. Chłonę brudne, wilgotne, londyńskie powietrze, zupełnie zaskoczony faktem, że w tej ponurej scenerii odnajdujemy miejsce na tę słowną grę. Nie przerywając marszu, łypię na ciebie jednym okiem, gdy twój ton nabiera niemal kokieteryjnego charakteru. - Pogróżki. Nuta adrenaliny. Uważaj, bo jeszcze mi się spodoba, Hannah. Sama rozumiesz. Igranie z niebezpieczeństwem. Taka praca. - Wzruszam ramionami, kiedy tak przepychamy się jak dwójka smakrów w szkolnej ławce. Mamy zaskakująco przyjemną pogawędkę jak na ację ratowania świata. - Tobie nawet łajdacka szrama nie pomoże. - Brnę dalej, coraz odważniej, coraz bezczelniej. - Jeśli chcesz być straszna, musisz uderzyć w trochę inny ton, niż rzucane na wiatr pogróżki, które mają w sobie więcej z obietnicy na dobrą zabawę. - Wyjaśniam, wspierając cię całym sobą w oziębianiu twojego wizerunku, choć może bardziej w tym wszystkim chciałem po prostu ciągnąć tę naszą słowną rywalizację, której duch najwyraźniej okazał się poltergeistem.
Przy okazji musiałem pilnować, aby nie zabrakło ci rozrywek. Budynek redakcja Proroka Codziennego rysowała się przed nami coraz wyraźniej. Wkradliśmy się do wewnątrz niepostrzeżenie – i ten łut szczęścia szybko obrócił się przeciwko nam, grając nam na nosach. Bo wewnątrz nie tylko my pozostawaliśmy niepostrzeżeni. Nieprzenikniona ciemność uniemożliwiała poruszanie się, a ja wspaniałomyślnie postanowiłem pozwolić ci przejąć inicjatywę, skoro moje zaangażowanie urażało twoją dumę.
Bardziej niż tego, że twoje zaklęcie okazało się nieskuteczne, żałowałem tego, że przez to nie mogłaś dostrzec impertymenckiego uśmiechu, który właśnie ozdobił moje oblicze.
- Właśnie ją znalazłem. - Bezkompromisowo igram z twoim temperamentem, komentując pokaz twojej samodzielności, przy okazji w porę łapiąc cię za ramiona, tym samym asekurując przed upadkiem. - Daruj mi jeszcze tym razem, Hannah. Obiecuję, że następnym razem pozwolę, abyś strzaskała sobie siedzisko. - Reflektuję się szybko, tym samym puszczając cię i samamu unosząc różdżkę. Ostatecznie nie przyszliśmy tu dla rozrywki. - Lumos maxima.
kostko, chroń moją męską dumę





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   13.01.18 0:49

The member 'Frederick Fox' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 47

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   17.01.18 10:04

Jego odpowiedź nie była tym, czego się spodziewała, przez co podszyty kpiną uśmiech, który miał się pojawić, zupełnie odszedł w zapomnienie. Jego słowa — gorzkie i cierpkie, stały się wyraźnym przypomnieniem celu, dla którego się tu znaleźli, dla którego to robili, narażali własne życie. Dopadał ją lęk przed nieznanym, choć była gotowa brnąć w to wszystko dalej, w jego towarzystwie lub samotnie, zupełnie tak jakby od dawna była gotowa, by powziąć odpowiednie kroki, ale brakowało jej właściwej ścieżki. Przestrzegł ją, że to dopiero początek tej drogi, nie będzie łatwo — nawet się nie łudziła. Świadoma swojej decyzji, z każdym postąpionym dalej krokiem utwierdzała się w przekonaniu, że czyni słusznie. Jeśli miała braki, a miała nawet takie, o których nie wiedziała, otaczali ją ludzie, którzy skorygują je, pomogą zniwelować.
Zniosła jego spojrzenie dzielnie, długo nie odrywając wzroku od jego oczu. Dopiero po chwili, brwi ściągnęły się ku sobie w gniewnym wyrazie, a oczy zwęziły i pociemniały.
— Obracanie cudzym towarem też jest formą prowadzenia interesu. Nie wiem kto tu jest z ekonomią na bakier. Rozumiem, że metody handlu są ci zupełnie obce, a jedyne czym potrafisz obracać to wyhaczoną panną, ale nie mierz wszystkich swoją miarą— wypaliła od razu, nie zamierzając ciągnąć z nim tej dyskusji. Sprowokowana — odpowiedziała, ale kwestia sklepu, z którym ewidentnie sobie nie radziła miała pozostać wyłącznie w jej głowie. Długi, które zaciągnęła, by podnieść upadający biznes dziadka pozostawały niespłacone, odsetki stale się zwiększały, a ona zamiast zbierać na ich spłatę inwestowała, a później rozdała tym, którym świat się w ostatnim czasie zawalił. Przyspieszyła kroku, pozostawiając go w tyle. Wyjątkowo zaczął działać jej na nerwy. Sądziła, że potrwa to dłużej, a jego towarzystwo będzie bardziej znośne, lecz irytował ją niezmiennie, z przedziwną i zaskakującą łatwością tykając paluchami tam, gdzie nie trzeba.
—Szczurzy, czy lisi. Towar jak towar— odparła obojętnie, wzruszając jedynie ramionami od niechcenia. — Przynależność do osobnika nie zawsze z góry określa jego wartość. Nawet najdłuższa kita może nic nie znaczyć.
Frederick najwyraźniej mylnie odbierał wysyłane do niego sygnały. Zerknęła na niego kątem oka kontrolnie. Pieprzony masochista, cholerny typ czarodzieja, który wyjdzie z pracy, ale praca z niego nigdy.
— Brakuje ci wrażeń? — spytała, rzucając słowa luźno w powietrze, w końcu zatrzymała się i odwróciła do niego przodem. — To może zmierzymy się i sprawdzimy, czy mam wyłącznie niewyparzoną gębę i rzucam pogróżki w eter. Ty i ja. Bez użycia różdżek. Co ty na to? — Zadarła brodę wyżej i uniosła brwi wyzywająco. — Tylko nie próbuj zasłaniać się moimi braćmi. Jestem pewna, że potrafię cię obezwładnić w mniej niż minutę.
Nim odpowiedział ruszyła dalej. Mieli misję, zadanie do wykonania i dla niej stanowiło bezwzględny priorytet w całym tym śmiesznym spotkaniu. Dostrzegła, że świetnie się bawił, co irytowało ją jeszcze bardziej, ale nie mogła dać upustu swoim emocjom, póki otaczała ich niestabilna aura. Przeceniła swoje możliwości, myślała, że uda się z zamkniętymi oczami, lecz rozproszenie jakim okazał się ten nicpoń było silniejsze niż skupienie, jakie próbowała w sobie zgromadzić. Nie zwróciła uwagi nawet na to, że złapał ją, by nie wpadła mu pod nogi, widziała jedynie blask światła, który ją oślepił, a później, gdy oczy przywykły, zalał całą redakcję proroka codziennego, rozganiając panujące wokół mroki. Dopiero wtedy spłynęła na nią cierpka świadomość, że to nie jej różdżka rozprawiła się z demonami. Nie przeszkadzało jej to, by unieść brodę wyżej z dumą i udać, że nic takiego nie miało miejsca.
— Dobrze, że dałam ci szansę się wykazać— prychnęła, ruszając powoli do przodu. Pomimo zaciętego wyrazu twarzy, pozostała czujna. Rozejrzała się po redakcji, próbując odszukać źródło problemu, ale odkąd różdżka Fredricka iskrzyła wszystko ucichło. Powietrze w środku wydało jej się lepkie i nieprzyjemne. Jego ciężar spoczywał w jej płucach; źle się nim oddychało. Czuła, że czarna magia zalewa to miejsce i obezwładnia magię, która do niedawna funkcjonowała tu w pełnej harmonii ze światem. Pamiętała jego słowa, wiedziała, co powinna zrobić, by ustabilizować niebezpieczne wahania. Nie spojrzała w jego kierunku, poszukując w szarych oczach wsparcia i otuchy. Samodzielnie chciała się z tym zmierzyć. Wyciągnęła różdżkę przed siebie i skupiła się na tym, by poskładać magiczny świat, załatać szczeliny i wyrwy, z których kipiała czarna magia. Dłoń nieco jej drżała, lecz nie ze strachu. Nerwy dawały o sobie znać, szukała skupienia w ciszy i ukojenia w powolnych oddechach.
Dasz radę, Hannah.

| cały czas metoda zakonu oczywiście




Here we are don't turn away now. we are the warriors that built this town from dust.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   17.01.18 10:04

The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 7


Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   18.01.18 21:42

Moja szczerość najwyraźniej strąciła cię z pantałyku, choć nie potrafiłem zrozumieć dlaczego; dorastając pośród zimnych, marmurowych ścian i brodząc przez lata w siedlisku węży miałem znacznie więcej powodów od ciebie, aby nie wierzyć w moc słów. Lubiłem wyciągać towarzyszące mi emocje z szafy i wyprowadzać na spacer, choć równie dobrze potrafiłem grać dobrą minę do złej gry. Jedna rzecz pozostawała niezmienna – za każdym razem, gdy się tak obnażałem, postronnych ogarniał paraliż. Zupełnie tak, jakby uzewnętrznianie emocji było jakimś wynaturzeniem, podczas gdy dla mnie pomagało budować dialog z samym sobą.
Powinienem był się domyslić, że wykorzystasz moją przykrywkę do skumulowania w niej kolejnej porcji złej energii, która była dla mnie zaskoczeniem. Najwyraźniej zupełnie nieświadomie czymś cię rozdrażniłem, zastanawiając się, czy nadal mówiliśmy jeszcze o pertraktowaniu ze żmijoptakiem, czy też zupełnie nie.
- W takim razie przeceniasz moje możliwości. - Skomentowałem krótko, głosem noszącym znamię rozbawienia, tym samym zastanawiając się, skąd wyniosłaś przekonanie o moim charakterze casanovy. Z jednej strony nie mogłem zgodzić się z tą łatką, z drugiej... nie miałem nad głową aureoli, złote usta sprzyjały w szybkim kruszeniu lodów – i być może gdyby nie moje sumienie, połowa Londynu (ta ładniejsza) nie chciałaby mnie znać, druga zaś (ta równie ładna) najpewniej urządziłaby krwawe polowanie na lisy.
Zwykle potrafiłem zauważyć, kiedy przeginałem strunę; wyczuwałem moment, gdy żarty przestawały być zabawne. Ale nie dzisiaj – jakbyś postawiła mnie za grubym murem, zupełnie niepodobnym Wrightom, zupełnie obcym dla mnie, tym samym zmuszając mnie do ponownego sięgnięcia po moje ulubione narzędzie.
Szczerość.
- Przeanalizujmy to. - Zacząłem powoli, a na moim czole wykwitła bruzda, zwiastując mniej lub bardziej wygodne dywagacje. Odniosłem wrażenie, że nasza dyskusja znów zaczęła odbiegać od wyznaczonego toru, zamierzałem jednak odświeżyć ci pamięć, wracając do postawionych wcześniej zarzutów. - Martwię się o ciebie – źle. Martwię się o siebie – też źle. Pozostaję beztroski – to już całkiem najgorzej. - Wyliczałem beznamiętnie. - Częściowa suma – jest coś, o czym nie chcesz mi powiedzieć. - Lis-filozof. - Ogólna suma – nie chcesz mojej pomocy, ani zapewne mojego towarzystwa. - Lis-prorok. - Wierzę jednak, że wytrzymasz jeszcze trochę, dopóki nie opanujemy tej anomalii. Nawet ja, szukający wrażeń Lis, nie robiłbym tego w pojedynkę. - I, jak na ironię, w moich słowach nie było ani krztyny zgryźliwości, ale ty już pewnie zdążyłaś przekalkulować to na własną korzyść. Taka była z ciebie mistrzyni ekonomii. - Więc zostanę, bo inaczej sumienie nie da mi spokoju.
No i Ben, ale on też liczył się jako sumienie.
Pozostaję w bezruchu, gdy znów przechodzisz do pogróżek, spoglądając na ciebie ze spokojem, z łagodnością i już bez kpiącego uśmieszku – popatrz, jaką miałaś nade mną władzę! Miał być koniec głupich żartów, no to był. Od teraz to już tylko gęba jak cmentarz, choć ponoć z gębą jak cmentarz nie da się zbawić świata...
Mamy problem, Hannah. Ale spokojnie, jestem Fantastycznym Panem Lisem. Coś wymyślę.
- Skoro sama już wiesz, że o ludziach świadczą nie słowa, a czyny, chyba nie potrzebujesz mojego przyzwolenia? - Chwilę czekam, aż przejdziesz do tego obezwładniania, nadal uznając to za zwiastun dobrej zabawy, nic się jednak nie dzieje – pozostawiam więc komentarz dla siebie.
Znaczy, dzieje się. Tylko dopiero po chwili. I nie do końca z twojej przyczyny.
Czuję wirującą w powietrzu magię, ale dopiero światło ulatniajace się z końca różdżki ukazuje przede mną ten danse macabre. Redakcja rzeczywiście zdaje się cała tańczyć w porywach silnego wiatru, przemieniającego niegroźne przedmioty w śmiercionośne bronie.
- Uprzejmości zostawmy na później. Lepiej dla naszej sprawy, żebyś nie dawała mi kolejnej. - Nie zdołałem w porę ugryźć się w język, ponownie cię prowokując – i brnąc coraz bliżej źródła pulsującego światła, tym samym trzymając różdżkę w pogotowiu, gotów naprawić ten bałagan.
Pomimo twoich prostestów, trzymam się blisko ciebie. Przypominasz mi świeżo upieczonych kursantów, którzy rzucają się w wir niebezpieczeństwa, nie do końca świadomi ryzyka – to nie tak, że nie zamierzam pozwolić ci się oparzyć, Hannah. Wręcz liczę na to, że przyjdzie ci igrać z tym ogniem, że nabawisz się blizn, bo nie było lepszego nauczyciela od porażki.
Tylko muszę pozostać w zasięgu. Tak na wszelki wypadek. Jakby lekcje wymknęły się spod kontroli. Nawet, gdybym miał przypłacić za to twoim gniewiem.
Czarna magia spluwa nam w twarz, stawia opór, próbuje się wydrzeć - ale nie zamierzam jej odpuścić.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   18.01.18 21:42

The member 'Frederick Fox' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Redakcja "Proroka Codziennego"   28.01.18 10:40

Wzruszyła ramionami od niechcenia — temat czarownic, którym miękły kolana na widok uśmiechu Fantastycznego Pana Lisa stanowił dla niej źródło niemalże siostrzanych uszczypliwości, nie angażowała się w niego szczególnie mocno, nie analizowała jego odpowiedzi i nie ustosunkowywała ich w żaden sposób do siebie. Jeśli wydawało mu się, że w tej sposób robi jakieś rozeznanie, był w błędzie. Czarujący, nieco irytujący, pewny siebie — z pewnością robił wrażenie na innych dziewczętach, ją tylko tym irytował, drażnił wraz z tym nieustającym spokojem.
— Skoro tak, nie mamy o czym mówić — zakończyła temat, nie patrząc już na niego. Wystarczyło, że w jego głosie usłyszała nutę rozbawienia, nie zamierzała patrzeć na tryumfalny uśmiech, który musiał (prawda?) wypłynąć na jego twarzy.
Szczerość potrafiła zbijać z pantałyku, lecz wolała ją od najsłodszych kłamstw wypowiadanych przez najpiękniejsze usta. Miała siłę, by się z nią mierzyć, choć zaskakiwała, czasem dotykała bolesnych miejsc. Znała go na tyle, by spodziewać się od niego gwałtownych zwrotów w tematach, które mu nie odpowiadały lub sięgały zbyt głęboko. Świetnie radził sobie ze zmianą tematu i udawaniem, że wszystko jest w porządku, zupełnie jakby sądził, że wszyscy tego od niego oczekiwali. Ale ona nie. Chciała prawdy, a kiedy ją jej ofiarował musiała się nad nią zastanowić. Sama nie była dobra ani w kłamstwie. Za każdym razem, gdy próbowała oszukiwać jej policzki nabierały barwy wytrawnego czerwonego wina, a płynna mowa przekształcała się w niewyraźne pobąkiwanie. Nie była zadowolona z tego, w jakim kierunku poprowadził tę rozmowę.
— Nie musisz się o mnie martwić — odpowiedziała mu stanowczo, niemalże wchodząc w słowo. Zmarszczyła brwi, ale wiedziała, że długa grzywka przykryje jej wyraz niezadowolenia. Potem zamilkła na dłużej, zastanawiając się nad jego słowami głębiej, nie wiedząc, co chciałaby mu odpowiedzieć, by wyprostować tok jego myślenia. Od dawna darzyła go sympatią, był jej bliski i traktowała go jak brata. Nie zamierzała go atakować; nie było powodu, dla którego miałaby dawać mu odczuć, że cokolwiek między nimi się zmieniło, a jednak nie potrafiła tego powstrzymać.
— Nie zrobię tego sama — wyjaśniła w końcu, rękami pokazując na to wszystko, co ich otaczało. Nie chciała otwarcie mu powiedzieć, że jego pomoc w tym zakresie jest niezbędna. Była samodzielna, miała taka być zawsze i radzić sobie ze wszystkim w każdej, nawet najtrudniejszej sprawie. Lecz wciąż błądziła jak dziecko we mgle. Anomalie, pojedynki, interwencje dla Zakonu Feniksa — bardzo chciała temu wszystkiemu podołać, nie zawieść ani siebie ani nikogo z nich. Poproszenie o pomoc kogokolwiek było koniecznością, która jej przeszkadzała, a Lis był najlepszym nauczycielem o jakiego mogłaby prosić. Nie chciała, by traktował ją jak nieporadną czarownicę w potrzebie, słabą i domagającą się czyjejkolwiek atencji. Liczyła na to, że zrozumie, nie będzie ją o to pytał, a ona nie będzie musiała mu uzewnętrzniać tych wszystkich obaw, które ją rozstrajały odkąd dołączyła do Zakonu Feniksa. Obaw o to, czy podoła. — Twoje towarzystwo jest całkiem znośne. Po prostu musisz popracować nad sobą — dodała z uśmiechem, odwracając od niego twarz; na wypadek, gdyby jej jasne lica pokryły się szkarłatem, którego nie potrafiłaby powstrzymać.
— Nie potrzebuję. Ale nie zamierzam tego robić tutaj. Nawet ty, szukający wrażeń Lis wie, że jeśli zajmiemy się głupotami w pobliżu źródła anomalii, nie wyjdzie to nikomu na dobre. Proponuję uczciwą walkę, ale nie dziś i nie tutaj. No chyba, że jednak tchórzysz, kurczaku?— Uniosła brew i uśmiechnęła się szeroko.— Spokojnie, nikomu nie powiem — zapewniła go jeszcze, zerkając na niego przez ramię, z dołu i niewinnie.
Nie podołała swojej próbie. Zacisnęła zęby ze złości i palce na różdżce, czując gorycz porażki, w głowie powoli kłębił się już kpiący ton głosu Fredericka. Dumnie uniosła głowę wyżej, wzdychając przy tym ciężko, jakby ta nieudolność wcale jej nie ubodła. Chciała wierzyć, że miała prawo do tej porażki, ale nie potrafiła sobie tego w żaden sposób wyjaśnić – nie miała, powinna być skuteczna, powinna zgodnie z radami Fredericka i przekazaną przez niego instrukcją przywrócić równowagę temu miejscu, tymczasem wpływ czarnej magii jakby wzrósł. Nie wydarzyło się nic, dawała z siebie za mało. Kiedy Fox się przyłączył wiatr się wzmógł. Nie wyglądało tak, jakby cokolwiek miało się zmienić, jakby im się udało. Czuła tę moc, siłę, która ich otaczała i walczyła z różdżkami, które dzielnie wznosili.
— Nie mogę — powiedziała wreszcie, opuszczając różdżkę. To było ponad jej możliwości, anomalia była zbyt silna. Nie patrzyła na Freda, czując, że go zawiodła. Nie wykazała się niczym, co utwierdziłoby go w przekonaniu, że postąpił słusznie powierzając jej wszystkie swoje tajemnice. Będzie żałował, wiedziała. Wycofała się do tyłu, gdy Fox jeszcze walczył, ale i on wreszcie przerwał. — Musimy iść. Szybko!— Chwyciła go za rękę bez zastanowienia i pociągnęła w kierunku wyjścia. Przedmioty błyskawicznie zareagowały na ich bezowocną próbę unormowania tego miejsca, ruszyły w ich kierunku.

| zt




Here we are don't turn away now. we are the warriors that built this town from dust.
Powrót do góry Go down
 

Redakcja "Proroka Codziennego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Redakcja "Proroka Codziennego"
» Offtop w Offtopie
» Redakcja 'Capitol's Voice'
» Łamanie lodów.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18