Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Skwerek

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Skwerek - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime05.03.16 22:01

First topic message reminder :

Skwerek

Zielone serce miasta z wielką fontanną, która przyciąga wzrok. To idealne miejsce na spędzenie leniwego popołudnia na jednej z ławek, spacery ze znajomymi pośród wijących się ścieżek lub rozłożenie koca na intensywnie zielonej, wiecznie młodej trawie. W tym miejscu tętni życie całej magicznej społeczności doków - tutaj nawiązuje się znajomości, podsłuchuje najgorętsze plotki. W powietrzu unosi się zapach magnolii, które dzięki magii kwitną tutaj o wiele dłużej, a w słoneczne dni, dzieci szaleją w wodzie pomiędzy ustawionymi figurkami łabędzi i syren.

Jak wszędzie w magicznym porcie, znajdzie się tutaj odrobinę magii - mieszkańcy twierdzą, że wrzucenie do wody monety przynosi szczęście - być może to tylko jedna z plotek, jednak gdy próbujesz, coś się dzieje (możesz rzucić kością k100):

1-20 - figura syreny ożywa i spryskuje cię wodą prosto w twarz.
21-30 - śledzisz wzrokiem, jak twoja moneta opada na dno fontanny. Nic się nie dzieje.
31-40 - łabędź ożywa, trzepocze agresywnie skrzydłami, wyciąga swoją długą szyję, próbując cię dziabnąć w rękę. Tracisz 1 pkt OPCM na okres trwającego miesiąca fabularnego.
41-60 - widzisz, że na murku fontanny znajduje się wielka żaba, która wskakuje ci do kieszeni/za dekolt, gdy tylko się zbliżasz. Jeśli nie czujesz obrzydzenia, możesz ją zatrzymać.
61-80 - syrena uraczyła cię swoim śpiewem. Niezależnie czy twój głos jest godny śpiewaka operowego, czujesz nieodpartą potrzebę, by stworzyć duet wraz z nią.
81-90 - śledzisz wzrokiem, jak twoja moneta opada na dno fontanny. Nic się nie dzieje.
91-100 - syrena ożywa, podpływa do ciebie, by dać ci buziaka. Otrzymujesz +1 pkt do OPCM na okres trwającego miesiąca fabularnego.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jean Desmond
Jean Desmond

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 18:18

Powinna zdecydowanie bardziej panować nad swoimi słowami. Zamiast podać własność kobiecie i wyjaśnić całą sytuację, niemalże od razu zarzuciła ją pytaniami, wyraźnie zaakcentowanymi znakami zapytania, jakby wręcz natarczywie domagała się tych kilku odpowiedzi. Być może nie miała ku temu żadnego prawa – w końcu to ona zabrała szkicownik wbrew wiedzy, a na pewno woli właścicielki. Wypadałoby aby najpierw rozprawiły się z tą kwestią, lecz umysł Jean, przesiąknięty naturalną ciekawością oraz zdziwieniem, wypełniał się potrzebą wyduszenia z siebie tych kilkunastu słów, które przecianły przestrzeń między nimi.
Obserwowała zdziwienie odbijające się na twarzy kobiety – uniesienie jasnych brwi, czujność. Nie tego spodziewała się, z pewnością, nie tego oczekiwała po kimś, kto przywłaszczył sobie jej własność, a potem postanowił ją zwrócić. Czy liczyła, że Jean nie zerknie do środka? Wszak jaki inny powód mógłby kierować nią, gdy zdecydowała się zabrać ze sobą szkicownik, jeśli właśnie nie wyjątkowość jego stronnic, tak odmienna niż ktokolwiek mógłby zgadywać? Gdy skończyła wyrzucać z siebie kolejne słowa, zamilkła, odruchowo przesuwając się w tył, wycofując. Nie była pewna, co lada moment miało nastąpić – czy brak kultury zostanie uwydatniony? Czy właścicielka uda, że żadne z pytań nie padło?
Jej spokój był zaskakujący, ton głosu pewny, musiała więc doskonale wiedzieć, o czym mówi. Jean powiodła spojrzeniem w stronę wspomnianego łabędzia, lecz nie dojrzała na nim żadnego pająka. Nie wiedziała, czy była to kwestia tego, że być może przemieścił się do innej części ogrodu czy po prostu nie była w stanie go dojrzeć, lecz nie było czasu, aby roztrząsać tę kwestię, bo nieznajoma postanowiła podzielić się skrawkami swojej wiedzy. Desmond nie przeszkadzała jej szczegółowość, sama wiedziała naprawdę niewiele o pająkach, dlatego każda, nawet najbardziej wątła nić informacji stanowiła ogromny skarb. Najchętniej wysłuchałaby jeszcze więcej, jednak nieznajoma w pewnym momencie wycofała się.  – Myśli pani, że nie obawiają się czarodziei? Jest ich tu całkiem sporo, zapewne strącenie, a nawet zdeptanie któregokolwiek nie stanowiłoby problemu.  – Ostrożnie rozejrzała się po skwerku, próbując wypatrzeć jeszcze cokolwiek, lecz nie potrafiła. Powróciła więc spojrzeniem do kobiety, w dalszej części przysłuchując się jej słowom.
Uścisnęła wyciągniętą dłoń Tildy, na moment powracając na ziemię. - Jean Desmond.
Uśmiechnęła się na jej pytanie, lecz zaraz pokręciła głową. – Nie, w zasadzie zazwyczaj ich nie zauważam – odparła z niemym rozbawieniem, choć zapewne w tej kwestii nie należała do wyjątków. Te stworzenia były nie tylko małe, ale również poszukiwały kryjówek, które zazwyczaj pozostawały niedostępne dla czarodziei. – Zaciekawił mnie pani szkicownik – odparła, lecz zaraz potem dodała. – Przepraszam, że do niego zajrzałam. Pająki to dość nietypowa tematyka, przynajmniej tak mi się wydaje. Pani posiada za to ogromną wiedzę w tej dziedzinie – stwierdziła, wciąż pozostając pod szczerym wrażeniem zarówno prac, informacji, jak i tego, czym podzieliła się z nią panna Fancourt. – Czy wobec tych wszystkich pytań, niegrzecznym będzie, jeśli zapytam, dlaczego pająki? – Szczerość pobrzmiewająca w jej głosie oraz uważne spojrzenie posłane Tildzie zdecydowanie uwydatniały towarzyszące Jean uczucia. Była gotowa w każdej chwili przestać, choć musiała i chciała zaryzykować jeszcze ten jeden raz.


Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
Tilda Fancourt

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3 https://www.morsmordre.net/t4010-skrytka-bankowa-nr-1022 https://www.morsmordre.net/t6385-tilda-fancourt#162295
Zawód : hoduję pająki
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


the good ones always seem to break


OPCM : 10
UROKI : 17
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 20:22

Nie była naiwna – doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pajęczy świat częściej budził w ludziach szczere obrzydzenie niż choćby okruch ciekawości.
Dorastając pod jednym dachem z osobą, która pająki darzyła najgłębszą nienawiścią, przywykła już od pełnych niechęci spojrzeń i nerwowych ruchów, ilekroć pająk znalazł się w zasięgu czyjegoś wzroku. Nawet jej klienci – zdawałoby się, że przyzwyczajeni do widoku tych istot – niekiedy ze strachem spoglądali w szyby terrariów w jej mieszkaniu, za którymi kryły się majestatyczne (przynajmniej jej zdaniem) tarantule i ptaszniki. Pokryte gładkim włosiem odnóża, czarne oczy błyszczące niczym rozsypane na podłodze koraliki, mlecznobiałe sieci snute misternie przez długie godziny – dla Tildy był to fascynujący widok, prawdziwy spektakl, który nigdy jej nie nużył, ale dla innych stanowił on nic więcej jak tylko senny koszmar.
Rozumiała to – starała się zrozumieć, przecież nie hodowała uroczych kociąt i piesków w sam raz na szlacheckie salony, a niebezpieczne gatunki – ale mimo to w głębi serca marzyła, aby więcej ludzi potrafiło docenić piękno i pożyteczność pająków.
Dlatego gdy tylko wyczuła w kimś iskrę zainteresowania, nie potrafiła oprzeć się pokusie, by opowiedzieć choć trochę o przedmiocie swojej fascynacji. Pytania kobiety były dla niej niczym pajęcza sieć, pułapka, w którą wpadła, oddając się monologowi, i najchętniej tkwiłaby w niej jak najdłużej, gdyby nie zdrowy rozsądek, podpowiadający jej, że ciekawość nieznajomej równie dobrze mogła mieć tylko podłoże grzecznościowe.
A jednak z każdą chwilą – z każdym pytaniem czarownicy – Tilda utwierdzała się w przekonaniu, że było wręcz przeciwnie.
- Czasem tak – odrzekła bez wahania. - Wyczuwają zagrożenie tak jak każda inna istota. Ale zwykle są na tyle sprytne, by unikać ludzi. Zresztą ze wzajemnością – na jej usta wypłynął nieco krzywy uśmiech, który zniknął jednak tak szybko, jak się pojawił.
Jean była sympatyczna – na tyle, że Tilda nie odczuwała wcale palącej chęci chwycenia szkicownika i skierowania swoich kroków z powrotem do mieszkania, tak jak planowała jeszcze kilka chwil temu.
Machnęła lekko dłonią, słysząc przeprosiny Jean.
- Nic się nie stało. Zrobiłabym dokładnie to samo – odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie miała wątpliwości, że na miejscu Desmond postąpiłaby podobnie.
Uśmiechnęła się lekko, słysząc pochwałę Jean, ale jej kolejne pytanie – doprawdy, gdyby Tilda miała zgadywać, zapewne uznałaby, że kobieta jest dziennikarką Proroka – dało jej nieco do myślenia. Umilkła na dobrą chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią.
Pająki były całym jej światem, dosłownie jej światem, bo nigdy nie słyszała o nikim ani nie spotkała kogokolwiek, kto posiadałby ten sam dar. Towarzyszyły jej od dziecka, a ich ciche szepty i snute niczym pajęczyna opowieści prowadziły ją przez całe życie, stanowiąc ucieczkę, kryjówkę i pocieszenie w najgorszych chwilach. Nie potrafiła wyobrazić sobie samej siebie bez nich – przemykających przez jej mieszkanie, stawiających delikatne kroki na jej dłoniach, szepczących Tildzie wszystkie sekrety, których strażnikami były tylko one.
Ale wątpiła, by była to odpowiedź, której oczekiwała Jean.
- Jest w nich coś fascynującego – odpowiedziała wreszcie, odwracając wzrok i zawieszając go gdzieś w przestrzeni. - Tak jak sama pani stwierdziła, zwykle nikt ich nie zauważa – dodała po chwili. - Wydaje mi się, że zawsze intrygowało mnie to, co dla innych jest niezauważalne lub niezrozumiałe. Pajęczy świat taki właśnie jest. Większość ludzi utożsamia go tylko z lepkimi sieciami w kątach pokojów i mebli. To niesprawiedliwe – kolejne wzruszenie ramion. Trochę bardziej nerwowe niż poprzednie. Trochę bardziej emocjonalne.
Niespodziewanie zapragnęła zmienić temat, czując, że zabrnęła nieco za daleko. Przywołując na twarz neutralny uśmiech, sięgnęła do kieszeni sukienki i wydobyła z niej monetę.
- Mówią, że to miejsce ma w sobie szczyptę magii – powiedziała, siląc się na wesoły ton. - Może sprawdzimy, czy to tylko plotki?
Odwróciła się ku wodzie i wrzuciła do niej monetę, obserwując, jak ta opada łagodnie na dno.




You have witchcraftin your lips





Ostatnio zmieniony przez Tilda Fancourt dnia 15.08.18 20:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Skwerek - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 20:22

The member 'Tilda Fancourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 97


Powrót do góry Go down
Jean Desmond
Jean Desmond

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 21:34

Nigdy nie była fanką pająków. Widywała je głównie w piwnicy rodzinnego domu, którą upodobały sobie szczególnie, rozciągając swoje srebrzyste sieci pomiędzy pozbawionymi życia meblami, zakurzonymi słoikami oraz ścianami wąskiego okienka, jedynego źródła światła. Za dnia nie były dostrzegalne – być może umykały w kąt, gdy tylko mijała próg pomieszczenia, wystaraszone ciężkimi krokami oraz obecnością niepożadanych osób. Pod wieczór jednak wręcz przeciwnie – widziała je bardzo dokładnie jak uciekały w stronę źródła światła, przemykały pośród nierównych powierzchni byle tylko dostać się tam, gdzie wciąż było jasno. Zgodnie, wraz z innymi członkami rodziny tępiła je, naiwnie uważając za obrzydliwe szkodniki, przez które wciąż trzeba było odkurzać wszelkie kąty mieszkania.
Nawet tutaj, w magicznym świecie, pozostawały nieproszonymi gośćmi, których regularnie pozbywały się wraz z siostrą. Przez myśli nigdy nie przyszło jej, że mogą pozostawać choć odrobinę ciekawe. Nic zresztą dziwnego, lekcje opieki nad magicznymi stworzeniami również nie sprzyjały szczególnie poznawaniu ich charakterystyki, o wiele bardziej skupiając się na innych, być może pożyteczniejszych stworzeniach. Pajęczaki wciąż pozostawały więc w tyle, przesiąknięte niezliczoną liczbą stereotypów oraz grymasów niezadowolenia potencjalnych obserwatorów.
I to właśnie sprawiło, że wobec spotkania, Jean nie potrafiła zapanować nad kaskadą pytań, która skutecznie zdominowała rozmowę. To było nietypowe, odrobinę dziwne, lecz zarazem interesujące. Dodatkowo zachęcona otwartością (pozorną?) Tildy, odważyła się sięgnąć po kolejne, być może w pewnym momencie zbyt osobiste. Nie zastanawiała się jednak do tej pory, jak bardzo pajęcza sfera stanowi część wspólną z życiem kobiety. Nie podejrzewała nawet, że taka część istnieje, wciąż przekonana, że rozmawia z pasjonatką lub przynajmniej najzwyklejszym hodowcą. Magiczny świat nadal częściowo pozostawał dla niej nieodkryty, stanowił zagadkę, po którą bała się sięgnąć, zrażona przestrzenią ostatnich lat i obawiająca się wpisać raz na zawsze do tego miejsca. Krótka, lecz zarazem bardzo treściwa rozmowa z panną Fancourt uświadomiła jej jednak, że dotychczas coś ją omijało – niewielka część życia, nikła, lecz niespodziewanie zarazem interesująca.
Nie ciągnęła już dłużej tematu. Wzruszenie ramion zabarwione nieodganionym wyrazem twarzy oraz słowa kobiety, sprawiły, że tym razem Jean zdecydowała się zatrzymać. Nie przyglądała się natarczywie, nie mówiła nic, odrobinę jeszcze odurzona słowami, które padły. I zmęczona myślą, że w zasadzie sama wpisywała się w opisany przez Tildę schemat, tak powszechny, a zarazem krzywdzący. Sięgnęła po szkicownik, który bez słowa oddała właścicielce, posyłając w jej stronę pokrzepiający uśmiech.
Być może jej monolog nie pójdzie na marne.
Tymczasem zgodnie z sugestią, Jean przyglądała się poczynaniom Tildy, która zaraz po wrzuceniu monety została obdarowana wilgotnym buziakiem od syreny. Jean roześmiała się na ten widok i postanowiła również spróbować. Wyciągnęła z szaty monetę, lecz zanim wrzuciła ją do wody, odezwała się ponownie. – Mugole podobno wrzucają pieniądze do fontann, żeby móc potem powrócić w to samo miejsce. W domyśle: powrócić, bo będą w stanie, będzie im to dane – wyjaśniła, nie będąc pewną, czy ujawnianie się ze swoją rozległą wiedzą na temat mugolskiego świata było bezpieczne. Tilda jednak wydawała się uczciwą osobą, przede wszystkim tolernacyjną, dlatego zdecydowała się zaryzykować i pozwoliła, aby miedziany krążek opadł w wodną toń.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Skwerek - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 21:34

The member 'Jean Desmond' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 19


Powrót do góry Go down
Tilda Fancourt
Tilda Fancourt

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3972-tilda-fancourt https://www.morsmordre.net/t3987-arachne https://www.morsmordre.net/t3985-porozmawiajmy-o-pajakach https://www.morsmordre.net/f149-redwood-avenue-17-3 https://www.morsmordre.net/t4010-skrytka-bankowa-nr-1022 https://www.morsmordre.net/t6385-tilda-fancourt#162295
Zawód : hoduję pająki
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


the good ones always seem to break


OPCM : 10
UROKI : 17
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime15.08.18 22:48

Prawdopodobnie powiedziała o kilka słów za dużo; zbyt pochopnie ubrała myśli w słowa, pozwalając sobie na większą niż zwykle wylewność wobec kogoś, kogo ledwie znała. Nie było to do niej podobne i nie tak zazwyczaj postępowała, nauczona gorzkim życiowym doświadczeniem, że z zaufaniem należało obchodzić się niezwykle ostrożnie, a przede wszystkim nie obdarowywać nim pierwszej lepszej napotkanej osoby.
Już raz popełniła ten błąd, czyż nie?
Niewykluczone, że jej nieco emocjonalne słowa i gesty były zupełną błahostką, o którą nie należało się w ogóle martwić, jednak Tilda nie byłaby sobą, gdyby nie wypominała sobie nawet drobniejszego potknięcia.
Mimo to z jakiegoś powodu Jean faktycznie budziła w niej zaufanie, a przynajmniej poczucie, że została wysłuchana z uwagą. Ani ton jej głosu, ani bystre spojrzenie błękitnych tęczówek nie zdradzało fałszywości, którą Tilda zwykle potrafiła wyczuć w ludziach, a poza tym Jean zdołała zyskać w oczach Fancourt, odnajdując jej zgubiony szkicownik.
Nie wyglądała na kogoś, kto miałby złe intencje – w najgorszym razie zbyt wiele pytań.
Tilda potrząsnęła lekko głową, jakby chcąc odgonić męczące ją myśli, po czym przyjęła od Jean szkicownik. Jej palce z ulgą zacisnęły się na gładkiej, nieco nadgryzionej zębem czasu okładce, podczas gdy na twarzy wykwitł przeznaczony dla Desmond uśmiech; nieco nieśmiały, ale jak najbardziej szczery. Nie minęło jednak nawet kilka sekund, kiedy tuż obok niej rozległ się plusk, a Tilda kątem oka ujrzała, jak kamienna syrena umiejscowiona w centrum fontanny ożywa, podpływając w jej stronę.
Choć monetę wrzuciła do fontanny bez większego przekonania, wyglądało na to, że nie doceniła magii tego miejsca.
Zamarła w bezruchu, obserwując kamienną postać, która sunęła z gracją przez wodę, by po chwili złożyć na policzku Tildy wilgotny pocałunek. Zanim zdążyła się zorientować, śmiała się wraz z Jean, a jej chichot przybrał na sile, gdy figura spryskała Desmond wodą prosto w twarz. Wciąż uśmiechając się pod nosem, odprowadziła syrenę wzrokiem, a ta z tą samą gracją powróciła na swoje miejsce i zastygła pośród delikatnych fal, na powrót stając się jedynie kamienną figurą.
Zdawało jej się, że wszystko to trwało krócej niż mgnienie oka.
Kręcąc z rozbawieniem głową, przypomniała sobie, co Jean powiedziała wcześniej o fontannach. Musiała przyznać, że zaskoczyły ją słowa Desmond; o świecie mugoli wiedziała bardzo niewiele, jako że dorastała w konserwatywnym domu, skutecznie odizolowana przez rodziców od jakiejkolwiek wiedzy na temat niemagicznego świata. Nawet gdy osiągnęła już dorosłość, stan tej wiedzy nie zmienił się ani trochę.
- Nie miałam o tym pojęcia – odpowiedziała, a w jej głosie zabrzmiało zainteresowanie. Przelotnie zastanowiła się jednak, skąd Jean posiadała takie informacje, lecz szybko uznała, że nie należało drążyć tematu. - Ale może w coś tym jest – stwierdziła w zamyśleniu, wygładzając materiał sukienki. - W takim razie mam nadzieję, że faktycznie będzie nam dane tu powrócić.
Niespodziewanie ten mugolski przesąd wydał jej się boleśnie rzeczywisty.
Obecne czasy były przecież tak niespokojne, że Tilda nie mogła w zasadzie przewidzieć, czy zdarzy się jeszcze taki beztroski, ciepły dzień, w którym usiądzie na brzegu tej samej fontanny, wdychając zapach magnolii i rozkoszując się słońcem.
Po chwili Tilda pożegnała się z Jean i uszczęśliwiona, że odzyskała swój szkicownik, podążyła z powrotem do swojego mieszkania.

zt




You have witchcraftin your lips



Powrót do góry Go down
Priscilla Morgan
Priscilla Morgan

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7142-priscilla-morgan#190036 https://www.morsmordre.net/t7149-ardra#190405 https://www.morsmordre.net/t7148-przesilenie-zimowe#190400 https://www.morsmordre.net/f162-beggars-hollow-5 https://www.morsmordre.net/t7150-skrytka-bankowa-nr-1765#190408 https://www.morsmordre.net/t7147-p-morgan#190391
Zawód : Wiedźmia straż
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Jeśli cokolwiek przygnębiało ją bardziej niż własny cynizm, to fakt, że często nie była aż tak cyniczna jak prawdziwy świat.
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Metamorfomag

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime20.06.19 21:43

| 7 grudnia

Rain podała jej dobre informacje. Departamentowi udało się zweryfikować, że statek handlowy transportujący przyprawy naprawdę próbuje przemycić smoki i smocze jaja. Należało więc statek przeszukać i wykazać winę przemytników, nie pozwalając im umknąć. Priscilla mogła nie znać się na magicznych stworzeniach, ale nawet ona wiedziała, że handlowanie tymi zwierzętami nie należy do procederów szczególnie legalnych. Osoby parające się takim zajęciem zdecydowanie należało więc zatrzymać.
Miała być częścią ekipy wspierającej. Magiczna policja miała wejść na statek, rekwirując zawartość, a ona, razem z kilkoma współpracownikami, miała zabezpieczać teren. Pilnować, aby przypadkiem nikt nie uciekł bokiem. W końcu skoro Departament miał przecieki… statek też mógł mieć.
Priscilla ubrała się w nierzucający się w oczy i nieszczególnie elegancki strój typowy dla kobiety klasy średniej. Miała przede wszystkim nie rzucać się w oczy, tkwić w cieniu i obserwować. Różdżkę schowała do kieszeni sukni, a swój wygląd zmieniła tak, by nikt nie był w stanie jej rozpoznać. Szarawe włosy, niezbyt piękny nos i odrobina zmarszczek – na taką twarz nikt nie powinien zwrócić szczególnej uwagi. Do rękawa płaszcza przywiązała tylko delikatną, czerwoną wstążkę, tak aby współpracownicy byli w stanie ją zlokalizować.
Przybyli na miejsce około piątej rano. Do świtu było jeszcze daleko: port zalegał w cieniu latarni. Wiatr nie dawał spokoju, podobnie jak grzmoty i deszcz, utrudniając widoczność jeszcze bardziej. Ponoć uchodziła zawsze za jedną z tych najbardziej spostrzegawczych… cóż, dzisiejszy dzień będzie dobrym sprawdzianem.
Morgan, idź na północ, Welles na zachód. A ty lecisz ze mną, tam jest dużo do obstawienia – wydał polecenia wysoki mężczyzna, którego twarz skrywał kaptur.
Priscilla kiwnęła tylko głową, bez słowa wykonując rozkaz. Ustalali to już wcześniej, wiedzieli, co należy robić, a Morgan nie miała w zwyczaju wykłócać się o cokolwiek z przełożonymi w trakcie akcji. Dopiero po mogła mieć pretensje. Nie była przecież nikim istotnym w ekipie. Jeszcze nie była.
Obecnie jedynym pragnieniem Morgan było po prostu wykonywanie swojej pracy. Jak najlepiej, z pełnym zaangażowaniem. Tych najbliższych i najbardziej ukochanych już straciła. Nie miała już okazji na bycie najlepszą żoną i matką pod słońcem; zaangażowała się więc ze wszystkich sił w prace, zaniedbując nawet matkę, rodzeństwo, czy kuzynostwo, mimo że ci wciąż byli dla niej nie mniej ważni. Od czterech lat po prostu uciekała. Bezustannie uciekała, z jednej strony szukając zapomnienia, z drugiej – nie dając samej sobie zapomnieć. Cóż za hipokryzja.
Dzisiejszego dnia miała jednak zamiar dać z siebie wszystko. Nie sądziła, by miała szczególnie wiele do zrobienia, ale jeśli ktokolwiek zdecyduje się uciec z miejsca zdarzenia… Ona to zauważy. Zareaguje i dopełni misji. Taki przynajmniej miała plan.
W końcu dotarła do docelowego miejsca. W tle słyszała dźwięk znajdującej się niedaleko fontanny. Morgan stanęła pod wiatą  spod której powinna mieć dobry widok na port. Zarys statku był ledwo widoczny, ale Priscilla dobrze wiedziała, że on tam jest. Rzuciła na niego okiem już poprzedniego dnia, nim przybił do brzegu. Potężny, ze wspaniałą brytyjską banderą, choć nieco zniszczony przez panujące na morzu sztormy. Ostatnie miesiące zdecydowanie nie sprzyjały jakimkolwiek środkom transportu. Statki nie były wyjątkiem. Wręcz przeciwnie, morski żywioł był w ostatnich tygodniach zabójczy.
Teraz musiała czekać. Służby wejdą dopiero, gdy zacznie robić się widno. Mimo tego wiedziała, że musi zachować czujność: każdy mijający ją człowiek mógł dzierżyć pod płaszczem smocze jajo. W taką pogodę przemytnicy mieli ułatwioną robotę.
Tego dnia wszystko było zaś w konflikcie ze sługami prawa. Ale czy kiedykolwiek nie było? To o dobro i sprawiedliwość należało bezustannie walczyć. Siły zła dawały sobie radę bez czyjejkolwiek pomocy. Tym razem nie miały jednak prawa wygrać. Nie w chwili, w której to jej zespół patrolował ulice, pilnując, aby nikt nie wymknął się ich obławie.
Czekała cierpliwie, starając się nie zwracać uwagi na drżące z zimna ciało, udając, że czyta niewielką książeczkę, wyjętą z torebki. Ludzie wokół co najwyżej mogli uznać ją za niegroźną wariatkę, która w taką pogodę, jeszcze przed świtem, postanowiła czytać romans w porcie. Postarała się, aby przybrana na chwilę twarz przywodziła na myśl nieco szaloną kobietę z gminu, dlatego nie sądziła, by ktokolwiek dłużej zastawiał się nad jej czynami. Ludzie z natury mieli innych wokół gdzieś, zwłaszcza w taką pogodę.
Czujnym okiem obserwowała jednak otoczenie. Świt powoli nadchodził. Niebo zaczynało szarzeć, a Priscilla zauważyła sylwetki wchodzące na statek. Grupa składająca się z magicznej policji i jednego przedstawiciela biura aurorów weszła do środka, gdy Morgan wstrzymała oddech. Powinni poradzić sobie bez problemu. Zdecydowanie powinni.
Nie pozwalała sobie jednak na chwilę rozluźnienia. Zaczęło się, właśnie się zaczęło… i teraz wszystko mogło się zdarzyć. Przygryzła wargę ze zdenerwowania. Lubiła te emocje. Dzięki nim czuła… czuła, że ma jeszcze jakiś cel. Że jest przydatna. Że żyje. Nawet, jeśli tylko stała w deszczu, gapiąc się w przestrzeń, nosząc nie swoją twarz.
I znów przyszło jej czekać. Ile to było minut? Piętnaście? Dwadzieścia? Może pół godziny, nie więcej. Niebo nie zdążyło jeszcze się w pełni wyklarować, wciąż świtało. Nie mogło więc minąć zbyt wiele czasu.
Wtedy usłyszała krzyk. Ze statku wybiegła grupa, za którą podążali policjanci. Priscilla nie rozróżniała słów pracowników departamentu… ale nie musiała. Wiedziała, co musi zrobić.
Przemytnicy rozpierzchli się. Priscilla trzymała oko na tych, którzy zmierzali w jej stronę. Nie miała zamiaru jednak tylko stać i się gapić, nie po to przechodziła tyle lat szkolenia. Złapała więc prędko spojrzenie innego członka wiedźmiej straży, strojącego na prawo od niej. Nie musiała nic mówić: obydwoje wiedzieli, co mają robić.
Biorąc głęboki oddech, Priscilla wyciągnęła różdżkę, gdy dwóch uciekających przemytników zaczęło biec prosto w ich stronę. Biegł za nimi policjant, który z ledwością był w stanie utrzymać kroku za przestępcami. Morgan zauważyła, że żeglarze to młodzi, ubrani w łachmany chłopcy. Pewnie niezbyt istotni dla całej sprawy, ale przecież nie mogli pozwolić im zbiec, czyż nie? Kara należała się wszystkim, którzy łamali prawo.
Ruszyła w stronę mężczyzny znajdującego się nieco bliżej niej, celując w niego różdżką.
Aeris! – wykrzyknęła w tej samej chwili, w której zrobił to jej kolega po fachu.
Zawiał mocny wiatr. Biegnący w ich stronę, zaskoczeni mężczyźni, wylądowali na ziemi. Policjant zaś zwolnił kroku widząc, że wiedźmia straż wkroczyła do akcji, gotowa uratować sytuację.
Priscilla nie czekała. Natychmiast ruszyła w stronę przemytników. Nim jednak dotarła do leżących na ziemi chłopców, zarówno policjant, jak i członek wiedźmiej straży już skuwali uciekinierów. Morgan podeszła więc do podnoszonych chłopców i zaczęła przeszukiwać ich kieszenie w poszukiwaniu różdżek. Dosłownie chwilę później trzymała już je w dłoni. Podniosła wzrok, spoglądając na policjanta.
Co się tam stało? – spytała. Nie oczekiwała spowiedzi, pewnie później dowie się detali. Ale chociaż szczegóły…
Spieprzyliśmy. Ten statek… to istny labirynt – powiedział tylko policjant, a Priscilla skinęła głową, nie naciskając, aby mówił jej cokolwiek więcej.
Dacie sobie z nimi radę? – spytała.
Przytaknęli.
Na razie trzymam różdżki, sprawdzę, czy ktoś jeszcze nie potrzebuje pomocy – odparła, nieznoszącym sprzeciwu głosem, mimo że spośród trzech zebranych stróżów prawa była tym z najniższym statusem. Mężczyźni nie próbowali jednak przywoływać jej do porządku.
Zgodnie ze swoimi słowami, zeszła z posterunku, idąc szybkim krokiem do centrum wydarzenia. Gdy tam dotarła okazało się jednak, że na próżno. Przemytnicy zostali złapani, a jaja odkryte. Miłośnicy smoków mogli więc tej nocy spać spokojnie, a Priscilla miała okazję, aby po raz pierwszy – i być może ostatni – raz w swoim życiu dotknąć i podziwiać prawdziwe, smocze jajo. Dotykając ciepłej skorupy miała wrażenie, że coś pod nim się porusza… i w pewnym sensie zrozumiała, dlaczego handel tym towarem był tak powszechny. I ją przez chwilę kusiło, by zająć się maleństwem, które za jakiś czas miało szansę zmienić się w potężną i fascynującą bestie.
Na całe szczęście była kobietą rozsądną i prędko odegnała od siebie tę myśl. Smoki to w końcu nie psy, które można przywiązać do łańcucha w ogrodzie, nie zwracając na nie więkzej uwagi.


| z/t





Istnieją wyłącznie i niezmiennie jedynie źli ludzie, ale  niektórzy stoją po przeciwnych stronach.

Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
One more time for my taste

I'll lick your wounds
I'll lay you down
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues

Skwerek - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Skwerek   Skwerek - Page 7 I_icon_minitime09.08.19 13:16

| 02.01
Deszcz kropla po kropli zalewał magiczny port, tak, jakby Merlin pragnął zatopić tę dzielnicę, zrównać ją z wzburzonymi wodami Tamizy, bezpowrotnie zmyć lodowatą cieczą popiół anomalii. Anomalie ustąpiły dopiero kilkadziesiąt godzin temu, Deirdre ciągle nie mogła w to uwierzyć, uznając, że chwilowa stabilizacja magii to tylko złośliwość losu, podstęp kumulującej się w udanych czarach mocy, mającej wybuchnąć za moment ze zdwojoną siłą. Stroniła od magii tak, jak robiła to przez ostatnie miesiące, nie dołączając do radosnego świętowania – a wokół niej wszyscy zdawali się być szczęśliwi, radośni, uśmiechający się nawet w strugach ulewy o temperaturze sugerującej rychłą zamianę w śnieg lub kulki niszczącego gradu. Rozchichotane panienki minęły ją, całe w uśmiechach, przytulając się do męskich ramion podtrzymujących eleganckie, czarne parasole; nieco dalej dżentelmen przenosił smukłą niewiastę przez kałużę przy akompaniamencie kokieteryjnych pisków oraz niechętnych pomruków starszych matron, wpatrzonych ze zgrozą na odsłaniane przy tej akrobacji nagie łydki dziewczyny. Uwagę Mericourt przyciągały jednak najmocniej dzieci: niesforna gromadka ścigała się wokół fontanny, beztrosko wskakując w coraz większe kałuże, rzucając się rozmokłymi śnieżkami z roztapiających się resztek śniegu. Czyniły to ze swobodą, ale i z lękiem, zdezorientowane nagłą wolnością, raz po raz zerkające na skryte pod sklepowym mansardami po drugiej stronie alei Theodosusa Traversa matki lub opiekunki – chcąc upewnić się, że wszystko jest w porządku. Że anomalie zamieniające dzieciństwo w koszmar już nie powrócą, że ta pozbawiona trosk zabawa będzie trwała w nieskończoność, że nie muszą się już niczym martwić.
Zazdrościła im tego: ślepej wiary w to, że są już bezpieczni. Szybkiego, szczerego przystosowania do nowych warunków – ona też pozornie przywykła do okrutnej rzeczywistości wygnania, lecz serce ciągle przeszywał cierń, odzywający się przy każdym głębszym oddechu. Skryta pod wejściową kolumnadą magicznego baletu, imponującej la Fantasmagorii, górującej nad luksusową częścią magicznego portu, nie musiała obawiać się deszczu, choć zimny wiatr i mgiełka wody, roztrzaskującej się na marmurowych schodach, otulała twarz wilgotną bryzą, osiadając na rzęsach rozświetlonymi drobinkami. Mogła się przeteleportować, podobno czarodziejski środek transportu znowu zaczął działać, ale nie ufała tym pogłoskom, nie miała w sobie radości tych głupich dzieci, przekonanych, że życie wróciło do normy – zresztą, wolała nie ryzykować, brzemienny brzuch był niezwykle wydatny, a magia dziecka i jej samej połączona zbyt ściśle, by móc z nią igrać w ten sposób. Do Parszywego Pasażera nie miała wszak daleko, kwadrans spaceru wśród pięknych budynków, zanim przekroczy nieopisaną granicę pomiędzy estetyką a brudem; pomiędzy smukłymi jachtami i zapierającymi dech w piersiach statkami, z których zerkali marynarze w perfekcyjnie dobranych szatach, a podziurawionymi łajbami, śmierdzącymi na milę kutrami rybackimi, z których wytaczali się zapijaczeni brodacze, lądujący od razu w rynsztoku lub pomiędzy opłaconymi udami portowej dziwki. Rozpoczynającej nowy rok w tym samym miejscu, co przez ostatnią dekadę.
Czy Deirdre czekało to samo? 1957 zaczynał raczkować, a ona zdołała tylko na moment wyrwać się z doków, by złożyć niezbędne podpisy do repertuarowych zamówień w Fantasmagorii. Przybycie tutaj na tych kilka godzin kosztowało ją wiele energii, musiała doprowadzić się do porządku po świątecznym okresie nieobecności, który spędziła w stanie katatonii – szczęśliwie pogoda pozwalała ukryć wymiętą, poszarzałą szatę pod obszerną peleryną, a spięte w kok włosy prezentowały się czysto i schludnie. Tylko bladości twarzy i matowej pustki oczu nie udało się jej zamaskować nawet wyniosłym uśmiechem, znikającym, gdy tylko opuściła budynek, chwiejąc się na podcieniach baletu, by przeczekać najgorszą ulewę. Chwiała się lekko na czubkach palców, niecierpliwie; jednocześnie chciała wrócić już do Parszywego Pasażera, położyć się na łóżku, ulżyć spuchniętym nogom, uciec od rażącego piękna świata fantasmagorii, który już nie należał do niej – z drugiej strony pragnęła nasycić się świeżym powietrzem, zapachem perfum, życiem a nie egzystencją, jaką prowadziła.
Coś skrzypnęło za jej plecami; ktoś inny opuszczał Fantasmagorię, słyszała pewne, mocne kroki – mężczyzna, marszand, artysta, interesant, a może pracoholik. Nieistotne, sądziła wszak, że ją wyminie, ale czarodziej przystanął obok niej, na jednym ze schodków prowadzących ku ścianie ulewy. Wyczuła na sobie jego intensywne spojrzenie, ignorowała je przez kilka sekund – chciał spytać o drogę do hotelu lub najdroższego portowego domu uciech? – ale w końcu odwróciła głowę w jego stronę.
Spoglądając prosto w oczy przeszłości. Zamrugała gwałtownie, to musiała być pomyłka, przywidzenie wywołane jednostajnym szumem deszczu, słońcem przecinającym ciemne chmury, przemęczeniem i wygłodzeniem, ale fatamorgana nie rozmywała się, a wręcz przeciwnie, konstytuowała się tuż przed nią w postaci zamkniętej miłosnej historii, słodkiej złośliwości losu, anomalii, równie nieprzyjemnej, co nieprzewidywalne zaklęcie, mogące zranić w najmniej spodziewany sposób. Milczała, zupełnie zaskoczona – i dopiero po kilku nieznośnie długich sekundach otworzyła spierzchnięte usta. – Co tutaj robisz? – wychrypiała głucho, bez powitań, bez sarkastycznych uprzejmości, nie odrywając spojrzenia od oczu, które kiedyś codziennie intrygowały ją swą barwą.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Skwerek

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19