Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Akwarium z ośmiornicą
AutorWiadomość
Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.03.16 22:11
First topic message reminder :

Akwiarum z ośmiornicą

★★
Akwarium z olbrzymią ośmiornicą znajduje się w centralnej części magicznego portu; skryte jest pod okrągłą wiatą, przez którą przechodzi główny skwer. Ośmiornica - jeśli wierzyć tabliczce - jest niesamowicie inteligentna i posiada zdolności jasnowidzenia. Kiedy podchodzisz do akwarium, ośmiornica podnosi jedną z piłeczek (możesz rzucić kością k100), a legenda, którą oznakowane jest akwarium, objaśnia wróżbę:

1-20: czerwona piłeczka - jeśli jesteś tutaj z osobą przeciwnej płci, wkrótce może połączyć was głębokie romantyczne uczucie, w innym przypadku - poróżni was kłótnia.
21-40: zielona piłeczka - wkrótce twój sekret może zostać objawiony, jeśli to coś ważnego - miej się na baczności.
41-60: żółta piłeczka - to twój szczęśliwy dzień, cokolwiek by się nie działo - los będzie ci sprzyjał (+1 do wszystkich rzutów na okres bieżącego miesiąca fabularnego).
61-80: niebieska piłeczka - zbyt długo zbierasz się, by coś zrobić - chcesz komuś o czymś opowiedzieć, wyznać, zrzucić z siebie pewien ciężar, ale nie możesz znaleźć właściwej chwili - właśnie nadeszła.
81-100: biała piłeczka - powinieneś uważać na swoje zdrowie bardziej, niż dotychczas (jeżeli któraś z postaci choruje na jakąkolwiek chorobę, w tym momencie rozpoczyna się jej atak).

Od wewnętrznej strony wiaty znajduje się kaligrafowany regulamin, którzy przestrzega przed dokarmianiem ośmiornicy.

Lokacja zawiera kości.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 22:28, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]29.07.21 18:09
Upływ czasu zabawnie zmieniał perspektywę i wykrzywiał w zwierciadle wspomnień wiele kwestii; w tym momencie, po długich latach rozłąki, Morwena Hopkirk mogłaby przysiąc, że w szkolnych czasach Demelza była jej najdroższą przyjaciółką, że we dwójkę były dosłownie nierozłączne, nie tylko na trybunach w trakcie meczy domowej drużyny Hufflepuffu, ale i w trakcie posiłków w Wielkiej Sali, w ciężkich, drewnianych ławkach w trakcie zajęć czy w bibliotece w trakcie rozpaczliwych prób wbicia do głowy jak najwięcej wiedzy tuż przed egzaminami, przed którymi obie drżały ze strachu niczym liście na wietrze. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej, ale czy komuś szkodziły takie nostalgiczne wycieczki wzdłuż ścieżki wyidealizowanych wspomnień?
- Masz rację, Demelzo, zawsze byłaś taka mądra - roztkliwiła się Morwena, wypuszczając w końcu pannę Fancourt z uścisku, nim ta straciła dech z racji przedłużającego się braku tlenu. - Koniecznie! Może odwiedzisz nas w nowym roku? Sąsiadka obiecała przywieźć mi dorodną kurę od swojej rodziny z Rutland, ugotuję coś pysznego - jej myśli pędziły jak szalone, a kolejne słowa wypływały samoistnie z pełnych ust. - Och jesteś dla mnie aż nazbyt łaskawa... Za to dla ciebie czas stanął w miejscu, nic się nie zmieniłaś! Zdradź mi swój sekret, kochana - omiotła smukłą sylwetkę i młodzieńczą twarz wzrokiem pełnym uznania, ale pozbawionym zazdrości; cieszyła się szczerze, że Demelza była dobrego zdrowia i tak pięknie się prezentowała.
- Tak, alchemikiem. Bardzo mi pomagał w trakcie kursów, ale teraz zajmuje się o wiele niebezpieczniejszymi miksturami, martwię się czasem, że coś mu się stanie - uchyliła przed ciemnowłosą rąbka swych trosk, chociaż kłamstwem byłoby stwierdzenie, że płakałaby za nim po nocach, lecząc złamane serce - raczej wyklinałaby, że śmiał umrzeć i zostawić ją samą z dwójką dzieci na utrzymaniu. - Może odrobinę - zaśmiała się, niby z ociąganiem, przyznając ostatecznie rację dawnej koleżance, która zawsze była skrajną romantyczką. Morwena w niej to uwielbiała. - Oj tak. Wcześniej bardzo pomagała nam moja mama, ale niestety choroba zabrała ją tej wiosny - westchnęła ciężko, na parę chwil zagłębiając się w ponurych wspomnieniach żałoby. Niestety, jej życie wcale nie było tak bajkowe, jak mogłaby w to wierzyć Demelza i jak chciałaby to przedstawiać Morwena, piejąca peany o rodzinie pięknej jak z obrazka, o stabilizacji i dobrobycie. Mąż z biegiem lat okazał się być apodyktyczny i nieznoszący sprzeciwu, tkwił w swoich antyministerialnych przekonaniach i zmuszał panią Hopkirk do śpiewania tej samej śpiewki, a bliźnięta tylko na zmianę grymasiły i płakały, spędzając sen z powiek Morweny. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz się wyspała.
- Teraz wygląda jak ostatni kulfon - pokiwała głową smętnie, wspominając piękny nos Petera. - Bardzo brutalny, ale przyznasz szczerze, że ekscytacja płynąca z trybun zawsze była zaraźliwa - oznajmiła zaczepnie; rozlew krwi zawsze ją przerażał, nie rozumiała nawet za dobrze zasad tej gry, ale buzująca zewsząd adrenalina szybko udzielała jej się do tego stopnia, że zdzierała gardło do cna, skandując nazwiska graczy i zagrzewając ich do walki niczym najzagorzalszy kibic. - Och masz rację! Zawsze potrafił się ustawić i czerpać korzyści ze swoich znajomości, układy polityczne z pewnością otworzyły przed nim wiele możliwości... - zareagowała entuzjastycznie na gorącą plotkę, nagle dostrzegając połączenie pomiędzy ścieżką kariery a rosnącą niepokojąco tuszą Johna. Ach ci politycy! Pewnie nie tylko żołądki napychali kosztem podatników!


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]29.07.21 20:02
Czas rzeczywiście zacierał miłe wspomnienia, czynił je bardziej mglistymi, niewyraźnymi. Z biegiem lat coraz mniej było w nich prawdy, a więcej tego, co człowiekowi się wydawało. Dopisywał sobie różne teorie, ubarwiał, dopowiadał sobie. Jedynie te bolesne wspomnienia pozostawały wiecznie przerażająco wyraźne i szczegółowe. Człowiek najchętniej by się ich pozbył, ale to niemożliwe... Pozostaną w odmętach pamięci na zawsze i będą wracać w najmniej odpowiednich momentach. Szczególnie późną nocą, nie pozwalając zmrużyć oka. Powrót do wspomnień z lat szkolnych dla Demelzy zawsze był słodko-gorzki. Przeżyła w Hogwarcie wiele dobrych chwil, lecz myśli o dawnym życiu, gdy była kimś innym wprawiał ją w zakłopotanie, smutek i żal jednocześnie.
- Daj spokój, wcale nie - zaprzeczyła Demelza, kręcąc głową; wcale nie uważała, żeby była mądra. Gdyby była mądra, to nie dałaby się zwieść tylu mężczyznom - najpierw przez zakochanie, później przez naiwność. Gdyby tylko była trochę mądrzejsza, to jej życie wyglądałoby teraz inaczej. Może nieco podobnie do tego, które wiodła Morwena? Wydawało się proste, lecz dobre. Demelza nie domyślała się jak rozczarowująca była prawda Entuzjazm pani Hopkirk wydawał się taki szczery... - Sekret? To chyba brak czasu na jedzenie i trochę snu... - zaśmiała się, mile połechtana komplementem; starała się być skromna, lubiła jednak szczerze swoje odbicie w lustrze - rzeczywiście wyglądała na ciut młodszą, niż w rzeczywistości. - Bardzo chętnie, skarbie. Rzadko teraz kogoś odwiedzam. Wiesz, mało kto chętnie przyjmuje gości... - zgodziła się z radością. Jej czas wypełniała praca przy szatach, próby i występy w Piórku Feniksa. Praca, praca i jeszcze raz praca. Tymczasem ona tęskniła do ludzi. Do tego, co było dawniej. Do beztroskich spotkań, potańcówek i rozmów z przyjaciółmi. Nie chciała jednak teraz narzekać i podejmować trudnego, ciężkiego tematu, nie chciała psuć radości i odejmować uśmiechu z ust Morweny.
- O widzisz. Taki mężczyzna to skarb. Na pewno nic poważnego się nie stanie, Morweno, nie martw się na zapas - uspokoiła czarownicę, gładząc ją po ramieniu; praca alchemika wydawała się niezbyt niebezpieczna. To tylko mieszanie w kociołku. Sama Demelza nigdy nie miała do tego talentu, więc nie interesowała się alchemią szczególnie - ale raczej rzadko się słyszało, aby zawodowy alchemik wysadził się sam... - Och, przykro mi to słyszeć, Morweno. Przyjmij moje szczere kondolencje - odparła ze szczerym współczuciem i zamknęła na chwilę dłoń dawnej, szkolnej koleżanki w swojej własnej. Pomyślała jednak, że przynajmniej to choroba, naturalna kolej rzeczy, a nie wojna... Może z tym łatwiej było się pogodzić? Miała ochotę zapytać o relacje Morweny z teściową, ugryzła się jednak w język. Co, jeśli w ogóle jej nie miała?
- Na pewno nie wygląda tak źle... - bąknęła Demelza. To był okrutny wręcz komentarz pod adresem biednego Petera, obawiała się jednak, że Morwena mogła mieć rację, biorąc pod uwagę jak wyglądali niektórzy zawodnicy quidditcha... - Wspólne kibicowanie zawsze przynosiło wiele radości, z tym się zgodzę - przytaknęła potulnie. W szkole nie opuszczała żadnego meczu i poddawała się atmosferze stadionu - ale żeby śledziła rozgrywki klubowe, to tego nie mogła powiedzieć... - Niektórzy to wiedzą z kim się trzymać i co powiedzieć - powiedziała szeptem do Morweny, mrużąc przy tym oczy z niezadowoleniem, jakby to było coś złego. W rzeczywistości działało jej to na na nerwy, kiedy ktoś wybijał się po czyiś plecach, a nie swoją ciężką pracą i talentem. Otwierała już usta, by powiedzieć coś więcej, kiedy usłyszała głos kuzynki. Wołała ją.
- Przepraszam cię, skarbie, ale jestem z kuzynką... Muszę do niej wracać. Napisz do mnie list, koniecznie, dobrze? Musimy się niebawem zobaczyć. Baw się dobrze - pożegnała Morwenę z żalem, uśmiechając się przepraszająco. Uścisnęła raz jeszcze panią Hopkirk na pożegnanie, po czym oddaliła się, dołączając do krewnej.

| zt dla Demelzy i lusterka


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]31.07.21 12:07
Jarmark był wybornym przedsięwzięciem. Dawał możliwości, a Minister Magii podszedł do tego wydarzenia niezwykle skrupulatnie. Możliwość pobrania losu, niezliczona ilość atrakcji i urozmaiceń, z pewnością pozwoliła większości tu zebranych choć na chwilę zapomnieć o trudnych czasach wojny, z którymi przyszło im się zmagać. Mathieu doceniał takie możliwości, każdy choć na chwilę chciałby poczuć ulgę, odetchnąć od problemów dnia codziennego, a inicjatywa, którą zorganizował Minister była idealną ku temu okazją. Co prawda nie spodziewał się, że przyjdzie mu te kilka krótkich chwil na Jarmarku spędzić z samą Lady Cordelią Malfoy, oddając się przyjemnej rozmowie z młodą kobietą, która dopiero debiutowała w towarzystwie. Na jej barkach spoczywało nie lada zadanie, można rzec, że jej rola była swoistym wyzwaniem. Godnie reprezentowała swojego ojca i jego działa, wyglądała zachwycająco, błyszczała i przyciągała wzrok. Mathieu nigdy nie przypuszczał, że będzie w tym uczestniczył, a los obdarzy go takimi możliwościami. To dobrze, każde tego typu spotkanie, każde doświadczenie uzmysławiało mu, jaką ważną rolę mógł pełnić w społeczeństwie, jaką rolę przyszło mu odgrywać. Mimo wszystko, chciałby, aby jego imię zostało zapamiętane na wiele, wiele pokoleń.
- Wyjątkowe damy zasługują na wyjątkowe traktowanie, Lady. – wyjaśnił dość tajemniczo. Odpowiadał za siebie, tylko i wyłącznie. Czy Tristana można nazwać uprzejmym? Wzbudzał strach, wielu bało się stawać przed jego obliczem. Mathieu znał go z innej strony, był mu bratem, wspólnie wychowali się w różanym zamku, dzielili wspólne historie. Nie powiedziałby o nim złego słowa, a tym bardziej nigdy nie odczuwał przed nim strachu. Nie jemu jednak oceniać czy ktoś mógłby go odebrać jako uprzejmego i czarującego. Z Tristanem trzeba porozmawiać, aby móc wydać opinię. Dlatego Lady Cordelia musiała zadowolić się dość wymijającą odpowiedzią Mathieu.
- W takim razie ruszajmy w drogę. – zaproponował z uśmiechem. Wraz z Cordelią Malfoy skierował się w stronę straganów, to wszak miało być miejsce docelowe ich aktualnej podróży. Nieliczona ilość błyskotek i świecidełek w rzeczy samej zachwycała, można było podziwiać skrzętnie wykonane rękodzieło, które odzwierciedlało pasję twórców. Cordelia faktycznie miała zdolność wskazywania naprawdę interesujących przedmiotów, pewnie dlatego skusił się na mały zakup drobiazgów dla najbliższych. Odwieczny problem z doborem świątecznego prezentu – stawiał na symbolikę, coś prostego i personalnego. A tutaj wybór był całkiem spory. Wierzył, że ta podróż będzie owocna i właśnie tak się stało. Kiedy już wieczór dobiegał końca, a Mathieu musiał wracać do Chateau Rose, przystanął na chwilę przed Cordelią i ujął jej dłoń, aby złożyć na jej wierzchu szarmancki pocałunek, godny prawdziwej damy.
- Dziękuję za Twoje towarzystwo, Lady Malfoy. – powiedział na pożegnanie. Ich drogi w końcu musiały się rozejść, a każde z nich wróciło do swego domu.

ZT x 2



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]01.08.21 17:15
Lord Bulstrode westchnął z uciemiężeniem, blade lico lady Kent, lekko zaróżowione od mrozu na policzkach, spochmurniało zaś od niezadowolenia. Wolałaby usłyszeć coś innego. Zapewnienie, że wszystko będzie dobrze i wojenny koszmar wkrótce się skończy. Nawet jeśli to nie Fantine obiektywnie rzecz biorąc znajdowała się w roli uciemiężonej ofiary tego konfliktu, wprost przeciwnie, była na pozycji uprzywilejowanej - to niezmiennie czuła się ofiarą i jej krzywda liczyła się najmocniej. Doskonale jednak zdawała sobie sprawę z tego, że ani Maghnus, ani nawet Tristan nie mogli dać takiego zapewnienia - sytuacja była trudna. Fantine nie zdawała sobie nawet sprawy z tego jak bardzo. Mogła jedynie docenić, że nie jest traktowana jak dziecko i nie ukrywają przed nią prawdy, lecz nawet świadomość tego nie zdołała zatrzymać fali narzekań jakie niekiedy płynęły z ust Róży. Teraz nie pozwoliła sobie na nią, przygryzła wargę, nie chcąc psuć nastroju spotkania.
- Zdaję sobie sprawę z tego w jakim położeniu się znaleźliśmy - mniej więcej - wiara jednak czyni cuda, czyż nie? - wyjaśniła, lecz bez większego przekonania. Fantine nie była aż tak naiwnym dziewczątkiem. Po słowach Tristana przypuszczała, że to wszystko może jeszcze potrwać. Pewne uprzejmości i słowa jednak zwyczajnie wypadało powiedzieć. Nie wypadało zaś zdradzać Maghnusowi w jak bliskich relacjach pozostaje ona ze swoim bratem, na ile głębokie mają do siebie zaufanie, jak wiele Tristan jest w stanie zdradzić swojej siostrze - dlatego odpowiedziała dość wymijająco. Podejrzewała, co miał na myśli, pozycja Tristana była już powszechnie znana, lecz nie zamierzała się przed nim tak prędko odkrywać.
On przed nią zresztą też nie.
Odegnała z oblicza pochmurny wyraz, uśmiech sam wpłynął na pełne wargi, kiedy lord Bulstrode z kocią zwinnością wymigał się od udzielenia odpowiedzi, swoje przebranie na nadchodzący sabat pozostawiając wciąż w sferze niedopowiedzeń - nie spodziewała się, aby już zdradził jej prawdę. Ona sama by tego nie uczyniła. Fanny powstrzymała prychnięci śmiechem, kiedy zapytał, czy ona już zaczęła przygotowania - może po prostu jak to mężczyzna jeszcze nie zastanawiał się nad tym co ubierze dopiero za kilka tygodni. W przeciwieństwie do niej.
- Odpowiednie przygotowanie zajmuje wiele czasu. Zwłaszcza teraz - odpowiedziała z entuzjazmem, nonszalancko wzruszając ramieniem, jakby to było oczywiste i naturalne - do takiej okazji dama rozmiłowana w modzie jak Fantine przygotowywała się dłużej, niż miesiąc. Nie wstydziła się tego. Dbała o swoją prezencję, dbała o pozory, dbała o to, by robić wrażenie i lubiła znajdować się na cudzych językach. - Oby. Lady Nott niechętnie podchodzi do nowości, jest rozmiłowana w klasyce, ale może nie zaszkodziłoby nieco świeżej bryzy znad szerokich wód na angielskich salonach? Tak nawiązując do wielu planów. Co lord o tym sądzi? - odbiła pałeczkę zaczepnie, nawiązując do ich ostatniej rozmowy i korespondencji, o sztuce klasycznej i nowoczesnej, szukaniu przygód. Dziś jedną odnaleźli - na loterii. - Rodzinnych. Moja siostra wciąż... cierpi po swojej stracie. Te święta będą dla nas kameralne - wyjaśniła krótko Fantine, nie pozwalając pociągnąć się za język; nie zamierzała mu zdradzać planów jakie snuła, lecz brak dużych wydarzeń towarzyskich w Chateau Rose oraz żałoba Melisande nie były żadną tajemnicą. - Wierzę w lorda Burke. To mądry czarodziej - westchnęła jeszcze Fantine, kończąc temat zaręczyn lady Primrose i lorda Aresa Carrowa; miała szczerą nadzieję, że ta utalentowana czarownica będzie miała jeszcze okazję rozbłysnąć niczym klejnot w amulecie jakie tworzyły jej dłonie. Róża nie mogła jednak oprzeć się wrażeniu, że ostatnie zaręczyny pośród arystokracji były dość... pechowe.
- Zgodzę się z panem. Niekiedy trzeba wziąć sprawy we własne ręce i odrobinę popchnąć koło fortuny we właściwym kierunku - zaśmiała się Fantine. Jej słowa o przeznaczeniu zabrzmiały poetycko i wzniośle, lecz ona sama nigdy nie zdawała się na samo przeznaczenie. Tylko głupcy i przegrani to robili. Ona zaś nie zamierzała skończyć jak oni - pomagała przeznaczeniu, pociągała za nitki, działała, nie powierzała swego życia wyłącznie losowi. Coś podpowiadało jej, że Maghnus Bulstrode był w pomocy przeznaczeniu jeszcze bardziej zdecydowany.
- Mam nadzieję, że tak będzie, lordzie Bulstrode. Tak wiele zależy od pana - odpowiedziała po chwili milczenia, kiedy to obdarzyła go przeciągłym spojrzeniem, jakby rozważała w myślach jego prośbę. Nie chciała zapewniać, że na pewno tak będzie - niech nie czuje się zbyt pewnie. Uśmiechała się i zerknęła na męski kciuk, który przesunął o jedno uderzenie serca za długo po materiale rękawiczki. Kącik ust Fantine drgnął wyraźnie. Nie pozwoliła sobie jednak na zerknięcie w stronę przyzwoitki, która mogła coś zauważyć. - Są przepiękne - westchnęła raz jeszcze. Kryształy wpisywały się w gust Róży o wiele bardziej niż pstrokaty fluoryt, który podarowała Maghnusowi.
- Ochotę mam wielką, proszę jednak spojrzeć na zachodnie niebo, obawiam się, że zaraz nadciągnie niepogoda - odpowiedziała z żalem, wsuwając dłoń pod zaoferowane przez arystokratę ramię, pozwalając odprowadzić się dalej od straganu. Zerknęła w stronę, o jakiej mówiła, gdzie na niebie kłębiły się ciemne chmury. Zerwał się też mroźny wiatr. - Wielka szkoda. Rekomendacje pańskiej siostry narobiły mi nadziei na tę zabawę. Obawiam się jednak, że oboje byśmy jedynie zmarzli i nie mogli nawet rozmawiać. To nic, z przyjemnością napiję się grzanego wina, proszę prowadzić - zadecydowała ostatecznie, skoro lord Bulstrode pozostawił wybór właśnie Róży - w głosie czarownicy wyraźnie jednak rozbrzmiewał żal i zawód, że magiczny kulig ich dziś ominie.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]02.08.21 11:46
Thomas ruszył w kierunku nieznajomych chłopaków, ale słowa Eve go zatrzymały jeszcze na chwilę. Spojrzał na nią z lekko uniesioną brwią. Kobiety ponoć miały wyjątkowa intuicję; cyganki — z pewnością, posiadały po swych przodkach szczególny dar, jakby przyszłość ostrzegała je przed zagrożeniem. Ufał przeczuciu babki, nawet jeśli szybko o ostrzeżeniach zapominał. O ile Sheili słuchał z przymróżeniem oka z powodu jej moralnego kręgosłupa i wyjątkowej nadopiekuńczości, tak nie mógł ignorować słów Vause. Przez nią nie mogła przemawiać przesadna troska, podejmowała się ryzyka tak samo, jak on i Marcel; wpadała niegdyś w kłopoty równie często, co oni dwaj. Skąd więc te słowa teraz?
Dużo tu ludzi, jeśli ktokolwiek coś zauważy, zdążymy się rozproszyć. Każdy w swoją stronę, tak najbezpieczniej— by potem spotkać się razem już na ulicach za jarmarkiem, z dala od zaalarmowanych służb. — To taki zły pomysł?— spytał dla pewności, łapiąc jej spojrzenie. Jeśli chciała go przed czymś ostrzec to teraz miała na to ostatni moment. Kąciki ust mu drgnęły, gdy zgodziła się dołączyć, a jego ogarnęła jakaś dzika ekscytacja, zupełnie jakby robili to po raz pierwszy.
Ale gdy już się odwrócił z zamiarem ruszenia do dwójki młodych czarodziejów, ci już ruszyli w drugą stronę, łypiąc na jego rodzeństwo nieprzyjemnym spojrzeniem. Uniósł brew — może coś w tym było. Może przeczucie Eve nie zawiodło i nie powinni byli im się narażać. Ale kim mogli być?
Poprawił na ramieniu pasek z futerałem, a później odszukał spojrzeniem Thomasa. Ruchem głowy skierował go na bok, nie chciał krzyczeć. Ci dwaj im zwiali, ale nie musieli rezygnować z pierwotnego pomysłu. Musieli się tylko przejść między ludźmi, znaleźć odpowiednią osobę. Szedł przez chwilę powoli, mijał ludzi, wiedząc, że Eve jest tuż przy nim, a Thomas i Sheila nieopodal, kroczą w tym samym kierunku. Jego wzrok zatrzymał się, gdy dostrzegł parę dobrze ubranych czarodziejów w podeszłym już wieku. Z daleka trudno mu było ocenić, czy mogli pochodzić z zamożnej rodziny, ale nie zdobiły ich klejnoty, które mogły zdradzać ich szlacheckie pochodzenie. Tak było lepiej. Nie chcieli im podpaść, ich wpływy były ogromne, policja jadła im z ręki. Wyglądali właściwie przyjaźnie, ale z biegiem lat uodpornił się na wyrzuty sumienia. Może czasem to była zabawa, ale w ciągu ostatnich lat to była kwestia przeżycia.
Spojrzał na Eve, wiedząc, że widziała na kogo wcześniej patrzył.
— Spróbujesz na chwilę odwrócić jego wzrok? — Uśpić czujność. Nie musiała wiele robić, była tak urodziwa, że wystarczyło, by stała i patrzyła na dowolnego mężczyznę, by przyciągnąć jego uwagę. Nie chciał jej zbytnio narażać, ani zbyt silnie wiązać z tym, co zaraz miało nastąpić. Obrócił głowę, poszukując rodzeństwa. By nie zwracać na siebie uwagi wskazał głowa i palcem, podczas poprawiania opadających na oczy włosów i kaszkietu dwójkę czarodziejów. Plan Thomasa był dobry, wystarczyło, by skupili na sobie uwagę kobiety. Wyglądała na taką, która da się złapać na tanie sztuczki o emocjach. On w tym czasie zajmie się mężczyzną, może jej torebką. Nie wiedział jeszcze, co będzie korzystniejsze, łatwiejsze.—Gotowa? Poproszę o uśmiech— Ten, który lubił najbardziej, który jego samego przyprawiał o szybsze bicie serca, miękkie kolana. Puścił Eve perskie oko i ruszył przed siebie, przekładając pasek przez drugie ramię i przesuwając pokrowiec na plecy tak, by mu nie przeszkadzał.

| szukam ofiary
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]02.08.21 18:38
Był zbyt pragmatycznym człowiekiem, by pomimo lekkiej i przyjemnej natury dzisiejszego spotkania zbyć milczeniem bieżącą, nie za ciekawą sytuację - mimo to nie chciał psuć atmosfery i wdawać się w upolitycznione dyskusje, tym bardziej jeśli kompletnie nie miał pojęcia na jaki poziom świadomości została wciągnięta jego rozmówczyni. Absolutnie nie miał zamiaru być tym, który zedrze z jej oczu klapki, jeśli miałoby się okazać, że prawdziwe wydarzenia rozgrywające się wszędzie naokoło były jej prezentowane w przytłumionej, niezbyt obrazoburczej odsłonie. Z tą też myślą skinął ponownie głową, zgadzając się po raz kolejny, że zaiste, wiara czyniła cuda, chociaż ponad naiwną wiarę po stokroć bardziej cenił sobie samodzielne kształtowanie rzeczywistości zamiast czekanie na łaskę spadającą znikąd. Czekać można było całe życie, a to było zdecydowanie za krótkie, by tak trwonić czas.
- Jestem pewien, że długie przygotowania przyniosą zachwycające efekty - odpowiedział, wypływając ponownie na wody mniej zobowiązujących tematów, a na jego usta wkradł się uśmiech rozbawienia myślą, że żadne z nich nie miało najmniejszego zamiaru zdradzać żadnych znaczących szczegółów planowanych strojów ani masek. - Mam nadzieję, że pomimo aury tajemniczości uda nam się wzajemnie odnaleźć w noc sabatu - dodał niby od niechcenia, po raz kolejny rzucając luźną propozycję, bez zbędnego ciężaru wielkiej obietnicy. Krążyła mu po głowie myśl, by poprosić ją o zarezerwowanie dla niego jednego walca, lecz odłożył ten plan na później. Może na kulig? - Jestem gorącym zwolennikiem przeciwdziałania monotonii - oznajmił, poniekąd zgodnie z rozmową, którą odbyli w trakcie spotkania w Piórku Feniksa. - Może gdy nadejdzie odpowiednia chwila, zechcesz, pani, wyjawić mi nieco więcej szczegółów odnośnie swoich planów - bo nie wątpił w to, że nie miał zbyt wielkich szans na to, by już teraz dowiedzieć się więcej niż sama zamierzała wyjawić bez nalegania i proszenia. Cierpliwość, podobno, popłacała. - I na nas mocno odbiła się niespodziewana strata Alpharda - był wszak ich kuzynem z pierwszej linii, krwią z ich krwi, ubolewali nad jego losem niemalże równie gorzko jakby dzielił również to samo nazwisko. Ponownie milczeniem i odpowiednim gestem przyznał jej rację; lord Burke pod wieloma względami zasługiwał na szacunek, a Maghnus wysoce cenił sobie jego zmysł obserwacji przeważający nad krasomówstwem i przywiązanie do podejmowania decyzji na podstawie chłodnych kalkulacji, a nie sentymentów. Pod tym względem mieli ze sobą więcej podobieństw niż różnic.
- Otóż to, lady Rosier - uśmiech tańczył na jego ustach i miał już pewność, że i z Różą byłby w stanie bez większych problemów odnaleźć wspólny język, również w kwestiach ambitniejszych niż dyskusje o przyjęciach i plotki towarzyskie. - Zbrodnią byłoby zaniedbać taką zależność - szczególnie, gdy tak wiele możliwości czekało tylko na jego łaskę lub niełaskę; zupełnie tak jak teraz, gdy igrał z czujnością przyzwoitki, przeciągając jeden drobny gest przy wymianie wylosowanych drobiazgów. Chwilę później powiódł wzrokiem we wskazanym przez arystokratkę kierunku, by faktycznie dostrzec nadciągającą w ich kierunku niepogodę. Płytka, pionowa zmarszczka przecięła czoło pomiędzy jego brwiami; jak to możliwe, że nie zauważył tego wcześniej?
- Odmawiam podporządkowania się kaprysom pogody, lady Rosier. Jeśli dzisiaj krzyżuje nam szyki, może w którymś z nadchodzących dni będziemy mieć więcej szczęścia? Żałowałbym okrutnie, gdyby tak wychwalany kulig miał nas ominąć - zawyrokował, licząc na to, że ciemnowłosa będzie skłonna przystać na jego śmiałą propozycję. Jazda saniami w zawierusze, która niewątpliwie miała nadejść w ciągu maksymalnie kilkudziesięciu minut, byłaby wszak marną przyjemnością, nie było więc sensu upierać się przy kontynuacji powziętego planu za wszelką cenę. - Chodźmy więc skosztować grzanego wina, nim nie sięgnie nas śnieżyca, a do tematu kuligu wrócimy przy łaskawszej pogodzie - dodał ostatni punkt do zmienianego naprędce planu dnia, nim ruszyli w stronę straganu, z którego dobiegał smakowity zapach korzennych przypraw i plasterków pomarańczy.

| zt Maghnus i Fantine :pwease:


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]02.08.21 22:19
Dostrzegła przejęcie na twarzy córki, a w odpowiedzi na jej ustach odmalował się łagodny uśmiech; nic nie wydawało się jej równie ważne, co ambicja dziecka, cieszył ją entuzjazm córki, zainteresowanie i zapał, cieszył ją też podarek od samego Jaydena - i była absolutnie pewna, że kiedy Lysandra pójdzie do Hogwartu, nazwisko profesora będzie bardziej znane niż jest w tym momencie; kto wie, może będzie uczyła się z podręczników napisanych przez niego samego. Przygładziła głowę dziewczynki, unosząc spojrzenie znów na Jaydena. Wzbudził w niej tym wyznaniem nostalgię, nie chciała pytać o sens jego słów, nie sądziła zresztą, by miał ochotę ten sens przedstawiać. Wiedziała, że miał rację, że czasem należało usunąć się w cień dla dobra dziecka: kiedy małe ptaszę wzbija się ku niebu, musi nauczyć się frunąć po nim samodzielnie. Niemowlęta jeszcze nie latały, Lysandra też nie, ale nadejdzie taki dzień. Zrozumiała tyle, że matka chłopców zniknęła, bo musiała, i z pewnością tak było - w niepewnych czasach nietrudno było o rozterki. Miała nadzieję, że nigdy, ale to nigdy nie będzie musiała stanąć przed podobnymi - nie sądziła jednak, by kiedykolwiek była gotów na poświęcenie swojej relacji z Lysandrą, nawet ze strachu. Cokolwiek miałoby się nie wydarzyć, cokolwiek miałoby im grozić: będą razem. Nie pozwoli na nic innego. Była jak lwica, która bacznie strzeże swoje kocię - wiedząc, że nikt nie da Lysandrze tyle, co ona sama.
- To wiele dla mnie znaczy - odparła na jego obietnicę, niepewną, wątpliwą, obwarowaną kolejnymi jeśli, lecz właśnie dlatego - szczerą. O nic innego prosić by go nie mogła. - Dziękuję - dodała, zatrzymując wzrok na jego źrenicach na dłużej. Sprawiał wrażenie czarodzieja, który doskonale zdaje sobie sprawę z wagi kolejnych pokoelń, który potrafi rozpoznać światło wśród najmłodszych - była pewna, że był dobrym nauczycielem. Miał ku temu wszystkie niezbędne cechy. Chciałaby, by jej córka mogła pewnego dnia rozwinąć srocze skrzydła pod jego okiem - i wzlecieć ponad gwieździste niebo, doskonale znając znaczenie każdej jednej mijanej konstelacji. Jej uśmiech pogłębił się nieznacznie, kiedy podzielił się z jej córką życiową mądrością; podzielała tę prawdę, niemożliwe stawało się możliwym, kiedy rozmyślało się nad nim dostatecznie długo. Najważniejszym było znaleźć drogę i obmyślić rozwiązanie, wtedy można było sięgnąć gwiazd. Dosłownie lub w przenośni.
- Zatem zobaczymy, na której pierwszej zawiesi się oko Lysandry - odparła, przenosząc wzrok na nią, być może należało potraktować to jako wróżbę - w końcu nic nie działo się bez przyczyny, a przypadkowość między nią a Jaydenem nabierała przedziwnych znaczeń. Światło gwiazdy tez miało się nim pewnie stać. Przełożyla dłoń na ramię dziewczynki, muskając je opuszkami palców, podobał jej się szacunek, z jakim się do niej zwracał - nie zapominając, że mała była częścią tej konwersacji i częścią jej świata. Małym i jeszcze nieukształtowanym, ale - już człowiekiem. Skinęła głową, gdy wspomniał o zatrzymywaniu, była pewna, że miał swoje obowiązki, ze wzajemnością nie chciała zabierać więcej jego czasu. Ostatni raz przemknęła spojrzeniem na chłopców, odnajdując okrągłą buzię chłopca, którego nazwał jej imieniem.
- Dobrze było cię spotkać - odparła po chwili, przemykając spojrzeniem wzdłuż jego sylwetki - was - poprawiła się po chwili, bo spotkanie z jego chłopcami było jeszcze bardziej zaskakujące. - Dbaj o siebie - poprosiła i ona, choć ten wybrzmiał zapewnie w jej głosie wyraźniej, niż w jego. Z uśmiechem złapała owoce przekazane przez Jaydena, z zainteresowaniem oglądając je w dłoniach - po czym podała je córce, nie miała pojęcia, czym były, ale spróbują przekroić to w domu. Najwięcej egotycznych owoców jadła w Hogwarcie, ale tam nigdy nei spotkała się z niczym podobnym. - Przejdźmy się po placu, Lysandro - zadecydowała, popołudnie było jeszcze młode, mróz nie aż tak silny, mogły skorzystać z tego spaceru chwile dłużej. Wysunęła dłoń owleczoną cienką skórzaną rękawiczką, by uchwycić rączkę córki. - Zobaczymy, kto dzisiaj występuje? - zapytała, zabierając córkę w kierunku namiotu, z którego chyba dobiegały dźwięki snutej pieśni, wesołej, triumfatorskiej. Warto było zobaczyć coś barwniejszego od codziennego krajobrazu.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]04.08.21 14:37
Nie był zadowolony, że ich potencjalne ofiary tak szybko od nich uciekły. Próbował jeszcze moment za nimi iść, trzymając młodszą siostrę blisko siebie, jednak im bardziej ci odchodzili, tym bardziej rezygnował z tego planu. Nie było co gonić, to miało być bardziej naturalne i spokojne, a nie narwany. Mogli kogoś tutaj okraść, ale tak… ostrożnie, nie w tak oczywisty sposób jakby się mogło wszystkim innym wydawać, prawda?
Odszukał jednak wzrokiem młodszego brata i jego żonę, a widząc jego ruch głową, posłał mu po prostu uśmiech. Objął nieco pewniej ramieniem Sheilę, zerkając na młodszą.
- W porządku, Paprotko? Po prostu graj ze mną… - poprosił, bo może i nie było to najbardziej odpowiedzialne z jego strony, jednak… młodsza siostra była idealną podpuchą do zagadania kogoś, do stworzenia możliwości dla Jamesa i Eve, aby kogoś okradli.
Ruszył zaraz z młodszą siostrą w stronę kobiety, którą namierzył James. Wystarczyła im odrobina pewności siebie, zagadanie do niej… No i z Sheilą wyglądali jak dobre dzieci, prawda?
- Och, przepraszam piękną damę, że przeszkadzam. Chciałby zająć tylko moment pani czasu… - zaczął udając niepewnego, delikatnie się uśmiechając i nie ukazując ubytku w uzębieniu. Zerknął zaraz niepewnie w stronę siostry, a później znów na kobietę, którą wcześniej wskazał mu brat.
- Widzi pani… Mojej siostrze nie udało się nic wylosować w loterii, a niekoniecznie stać nas na kolejny los, więc próbuję poprawić jej nieco humor. Brała pani już udział w loterii? Mógłbym mieć skromną prośbę o przekazanie mi listu z podziękowaniem od Ministra Magii? Moja siostra uwielbia kwiaty, a teraz o tej porze roku jest nieco ciężko o nie… Więc składam z tych listów dla niej kwiaty - wyjaśnił dość, zaraz z uśmiechem pokazując na jednym z kwiatowych origami, w jaki sposób osiąga podobny efekt.- To prosta sztuczka, naprawdę, ale takie chyba najbardziej cieszą. Swoją drogą, to niezwykły jarmark, nie uważa pani? Odrobina spokoju i radości w tych czasach, i całe szczęście że Londyn jest tak bezpiecznym miejscem - mówił spokojnie i przyjaźnie, zagadując kobietę. Zaraz kiedy ta zainteresowana origami wręczyła mu pergamin z listem, zabrał się do składania z niego, ale tym razem królika. Cóż, magią takie składanie papieru było oczywiście szybsze, ale widok jak te wszystkie zagięcia powstają był swego rodzaju fascynujący. I to bez użycia podstawowego narzędzia czarodzieja!



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]04.08.21 18:13
|12/12/1957

Łeb nadal napierdalał mnie jak skurwysyn. Chciałabym, żeby to był kac, zwyczajny kac, który można będzie uciszyć kubkiem grzanego wina czy innego gówna, jakie tu serwują. Niestety winem nie leczy się efektów ubocznych walki z wyjątkowo irytującymi zjawami… chyba że ja o czymś nie wiem. Może trzeba wypić więcej niż jeden przeklęty kubek?
Na czole, w miejscu, gdzie jeszcze wczoraj miałam rozbabraną ranę, zrobił się strup, a miejsce dookoła rozcięcia zaczęło zmieniać barwę na bardziej radosno-kolorową. Kompletnie przeciwieństwo mojego nastroju.
Cholerny Londyn. Jebany jarmark.
Sama nie wiem, czemu tu przyszłam. Sprawdzić, co z tym miejscem było nie tak, że Kostie tu zatrzymali? Sprawdzić kto zatrzymuje, wyśledzić go, po czym zabić jego i całą jego rodzinę? Może. Cóż. Tego nie wykluczam. Mam w dupie, że oni spełniają swoje obowiązki. Wleźli w ten syf, znaczy, że chcieli. A jeśli chcą, to znaczy, że są pełni świadomi konsekwencji, jakie niesie ze sobą ich praca. Nie jest mi ich szkoda.
Lawiruję między przechadzającymi się odwiedzającymi, próbując nie dać się zadeptać. Ludzie tu łażą jak cielęta i nawet pod nogi nie patrzą, tylko zerkają na siebie i na stragany. Banda ślepych idiotów.
Jestem tak wściekła, że chyba każdemu bym wyłamała kark i odlała się później na ich groby. Ręce wkładam do kieszeni nadpalonej kurtki i w jednej z nich odnajduje monetę. Wyciągam ją i patrzę na numer. Zapamiętuję każdy numer seryjny, bo dzięki temu jestem w stanie stwierdzić, który goblin wykonał dane działo. Moneta lekko połyskuje, odbijając światło pochodni.
To ostatnia moneta, która została mi z wynagrodzenia od Bulstrode’a. Czuję jakąś odrazę do niej, chociaż nie powinnam, przecież to owoc pracy moich pobratymców. Musiałam się jej pozbyć w sensowny sposób. Wtedy mój wzrok pada na stragan z trzema wiedźmami.
Niech pieniądz trafi tam, skąd przyszedł. Tak będzie sprawiedliwie.
Płacę im i czując ogromną ulgę, patrzę, jak moneta trafia do innych - na nieduży stosik. Niech moneta idzie w świat i niech nie dotyka moich rąk, aż się nie oczyści z krwi. Albo niech utonie w krwi kogoś, kto powinien umrzeć.
Biorę w palce los i czekam, co mi wypadnie, po czym idę dalej.

/zt


Zlata Raskolnikova
Zawód : Komornik i najemniczka po godzinach
Wiek : 37
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Wisi mi kto wisi na latarni
A kto o nią się opiera
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półgoblin
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 LbyMwHj
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9153-zlata-raskolnikova#276833 https://www.morsmordre.net/t9433-sowa-bez-imienia#286806 https://www.morsmordre.net/t9439-zlata#287045 https://www.morsmordre.net https://www.morsmordre.net/t9434-skrytka-numer-2143#286811 https://www.morsmordre.net/t9432-zlata-raskolnikova#286793
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]04.08.21 18:13
The member 'Zlata Raskolnikova' has done the following action : Rzut kością


'Los' :
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 ZrrNns8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.08.21 1:36
Wystarczyła wymiana spojrzeń. Lekki, zwyczajny uśmiech, by wiedzieli już wszystko. Byli obaj gotowi do działania, mogli iść na żywioł. Potrafili sobie radzić nawet w najtrudniejszych sytuacjach, jakoś z tego wybrną. Thomas był z Sheilą, nie był pewien, czy młodsza siostra tak naprawdę wiedziała, co się święci, a jeśli jeszcze nie podejrzewała, co planują, z pewnością prędzej czy później się zorientuje, że została maskotką tego przedstawienia. Ale właśnie ze względu na nią, zorientował się w ostatniej chwili, że muszą to zrobić inaczej. Thomas będzie się nią opiekował, odwróci od nich ewentualne podejrzenia, przecież jej nie narazi. To on musiał wykonać ruch, jak za starych, dobrych czasów i wykorzystać właściwy moment, żeby się ulotnić, zniknąć z tłumu.
Ścisnął dłoń Eve. Spojrzał na nią szybko, zdjął z ramienia futerał na skrzypce i go jej wręczył.
— Odejdę w drugą stronę, żeby nie budzić podejrzeń, ściągać na was kłopotów. Spotkamy się przy wyjściu, tam nieopodal lodowiska. Wiesz gdzie, prawda? Czekaj tam na mnie— poprosił ją po romsku, wręczając jej swój najcenniejszy instrument i ruszył powoli przed siebie. Nie rozglądał się już. Rozeznanie w sytuacji zrobił wcześniej, wiedział, jak są rozmieszczeni ludzie wokół — którzy mogą zwrócić na niego uwagę, którzy się nie powinni zainteresować. Pamiętał, bo na tym polegało dobre przygotowanie, czego unikać, i w razie katastrofy, w którą stronę uciekać.
—My nic nie mamy, proszę odejść— odpowiedział od razu mężczyzna, który spojrzał na Thomasa podejrzliwie, ale kobieta, do której się zwrócił, obróciła lekko głowę z zaciekawieniem.
— Ale to list od Ministra Magii, chciałby pan go pognieść, a później wyrzucić? — zdumiała się, ale na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. Niedowierzania? Prowokacji? — Taki list warto zachować na pamiątkę, zamiast miąć dla zabawy, byle łatwej sztuczki.
Nie przysłuchiwał się rozmowie szczególnie, ale zbliżył od tyłu, spoglądając na siostrę na jedną chwilę. Zaraz jednak pożałował tego, bo kiedy ich spojrzenie się spotkało, czuł jak myśli w głowie rozpadają się razem z jego skupieniem i koncentracja. Był już za nimi, kieszeń mężczyzny miał na wyciągnięcie ręki. Potrzebował skupienia, czystego umysłu i przede wszystkim stabilnej dłoni. Musiał zachować lekki dystans, by nie dotknąć mężczyzny; by nie poczuł bijącego od niego ciepła, nie ujrzał na ziemi cienia; by kątem oka nie dostrzegł kogoś stojącego tuż za nim. To musiał być moment, jeden szybki ruch, wyciągnął rękę...

| zręczne ręce II; ST 30


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.08.21 1:36
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.08.21 3:49
Sunąc po lodzie czuł się trochę jak w powietrzu - pęd był szybszy, a ruchy płynniejsze, kręcąc kolejne ósemki na zarysowanej rzece lawirował między damami i dostojnymi panami, między młodszymi i starszymi, między dziećmi, od wielu z nich odbiegał strojem, ale tolerowano go tam - taniec na łyżwach był widokiem, który przyciągał czarodziejów zafascynowanych i zaciekawionych tymi pokazami, a kolejne piruety, wyskoki, nawet jeśli nie do końca sprawne - na łyżwach nie miał dużego doświadczenia, płozy ślizgały się pod stopami, ale doskonałe wyczucie równowagi przeważnie pozwalało mu zapanować nad ciałem. Zatrzymał się przy zejściu z lodowiska, pozwalając promieniom słońca musnąć bladą twarz, nieco zmęczony zszedł na ląd, paroma sprawnymi ruchami zrzucając z nóg łyżwy, które przewiesił przez ramię, niedbale wsuwając na zmęczone stopy zimowe skórzane buty o wysokich cholewach. Zamierzał skierować się prosto na Arenę - zbliżała się pora posiłku - kiedy ruszając w drogę kątem oka wypatrzył Jamesa; nie wahał się ni chwili, zmieniając kierunek, by ruszyć w jego stronę. Zdawało mu się, że gdzieś za nim dostrzegł sylwetki Sheili i Thomasa, czy rzeczywiście? Zdawało mu się też, że... James? Jimmy? Co ty...
Widział przecież, co zamierzał, i widział, że nic nie poszło po jego myśli; znał też lęki swojego przyjaciela, nie zamierzał na to pozwolić. Ale wszystko trwało ledwie ułamki sekund, które nie pozostawiały dużo czasu na reakcję. Nie myślał, kiedy przyśpieszył kroku, kiedy dostrzegł grymas na twarzy jegomościa, kiedy dostrzegł jego wzrok podążający za Jamesem, usta rozchylające się może do krzyku, a może do przekleństwa; maszerował jeszcze szybciej, znalazłszy się po drugiej stronie okradanego czarodzieja; rozluźnił palce, wypuszczając sznurowadła łyżew, pozwalając im opaść - niby przypadkiem - odwrócił się zamaszyście za łyżwami, chcąc je złapać, w tej samej chwili - nieprzypadkowym ruchem, całkowicie umyślnie - mocno potrącając czarodzieja barkiem. Chciał odwrócić jego uwagę, zrobić zamieszanie, które pozwoli odwrócić uwagę od Jamesa, które pozwoli na chwilę zawahania - wystarczająco długą, żeby Doe mógł nawiać zanim zrobi się gorąco. Na jarmarku roiło się przecież od służb mundurowych.

zręczne ręce II ? sprawność? zwinność?


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.08.21 3:49
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 92
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Akwarium z ośmiornicą [odnośnik]05.08.21 13:20
Plan uknuty przez dwóch braci wydawał się oparty na silnych fundamentach dobrze poznanych i wyćwiczonych strategii; nie była to dla nich pierwszyzna, zdołali więc odwrócić uwagę niczego nieświadomej kobiety. W czasie, w którym czarownica zajęła się łagodnym strofowaniem chłopca zabawiającego się z listem Ministra Magii, towarzyszący jej mężczyzna krytycznie przyglądał się Thomasowi oraz jego młodszej siostrze. Nie dał się nabrać na młodzieńczy urok i od początku wietrzył podstęp. Doszukiwał się go wszędzie, lustrując odzież Thomasa i czekając, aż ten wyciągnie z kieszeni różdżkę lub nóż. Tę wzmożoną uwagę chciał wykorzystać James, zachodząc mężczyznę od tyłu w typowy dla siebie sposób - bezszelestnie i cwanie. Wyciągnięte dłonie już prawie muskały wystający z kieszeni portfel, gdy wtem z przeciwnej strony nadbiegła grupa małych dzieci, przepychających się i bawiących w berka ku wielkiemu niezadowoleniu spacerujących. Jedna z dziewczynek zderzyła się łokciem z plecami Jamesa, wpychając go na mężczyznę i sprawiając, że minimalnie wsunięta do kieszeni dłoń wjechała tam na całą długość, wyrywając ze starszego czarodzieja wściekły okrzyk.
- Degenerat! Pederasta! Złodziej!
Czarownica odwróciła się plecami do Thomasa i Sheili z dłonią przyciśniętą do mostka.
- Pomocy! Łapcie go, na Merlina!
Mężczyzna, którego James próbował okraść, nie zdążył odwrócić się w jego kierunku, ponieważ w tym samym momencie wpadł na niego Marcelius; zderzenie się barku o żebra czarodzieja było na tyle silne, że na dłuższą chwilę odebrało okradanemu dech. Zatoczył się do tyłu i wpadł plecami na akwarium, w ostatniej chwili unikając morderczych łyżew - ostry metal zostawił na jego policzku wyłącznie płytkie rozcięcie. W dłoni Jamesa natomiast został jego portfel. Niestety, krzyki mężczyzny zdążyły już zwrócić uwagę dwóch młodych dryblasów, do tej pory podziwiających ośmiornicę. Jeden z nich - ten stojący bliżej -  zamachnął się na Jamesa, chcąc wymierzyć mu cios kolanem w brzuch. Drugi wyszarpnął różdżkę i wymierzył ją w Marceliusa
- Lapifors! - Wiązka zaklęcia okazała się jednak na tyle słaba, że byłaby zdolna co najwyżej przyprawić Marcelowi królicze uszy i zęby. W okolicy nie widać było jeszcze Magicznego Patrolu, ale zaogniająca się sytuacja z każdą chwilą przyciągała szerszą uwagę.

Interwencja Mistrza Gry w związku z krytyczną porażką Jamesa. James, udało ci się zdobyć portfel, w którym znajduje się 20 PM. Cios w brzuch, jaki próbuje ci zadać jeden z mężczyzn zada ci 10,5 punktów obrażeń z powodu złamania dolnego żebra. ST odskoku przed ciosem wynosi 66, do rzutu dodaje się podwojoną zwinność. Marcelius, leci w ciebie połowiczne udane Lapifors, które w przypadku nieudanej obrony przyprawi ci królicze uszy, wąsy, zęby i ogon. Okradany mężczyzna, trafiony barkiem, pozostaje zamroczony. W tej kolejce wszyscy uwikłani w kradzież (Thomas, Sheila, James i Marcelius) mogą podjąć próbę ucieczki przez tłum - ST udanej ucieczki wynosi 60, do rzutu dodaje się podwojoną zwinność. Jeżeli komuś nie uda się uciec, zostanie przechwycony przez tłum i trafi do Tower na tydzień za próbę kradzieży. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki, w razie pytań zapraszam do Elviry.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Akwarium z ośmiornicą - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 17 z 21 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21  Next

Akwarium z ośmiornicą
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach