Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Podziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Podziemia   11.03.16 3:31

Podziemia

Rozbudowane przez mugoli w czasach napoleońskich oraz podczas II wojny światowej podziemne korytarze sięgają trzech pięter w głąb ziemi. Na wzgórzu znajduje się kilka wylotów, które prowadzą do dwóch najwyższych poziomów, z czego trzeci, najniższy i najmniej znany znajduje się tuż pod starym zamczyskiem. Podczas II wojny światowej funkcjonował tutaj szpital polowy oraz przeprowadzano tajne operacje wojskowe, lecz pod sam jej koniec w najniższym z pięter przeprowadzono zamach. Żołnierzy oraz chorych ewakuowano wątpiąc w stabilność podziemnych konstrukcji. Od tamtej pory wejścia do tuneli pilnują mugolscy policjanci, wszak wielu nieroztropnych młodzików wyrusza w ich głąb w poszukiwaniu przygód. I najczęściej nie wraca.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   11.03.16 14:00

05.12.1955r.

Od zawsze wiedzieliście, że Tom Riddle posiada przyjaciół w przeróżnych kręgach i potrafi sobie zjednać każdego, kto choć odrobinę mógłby przysłużyć się jego sprawie. Gdy poznaliście jednak Lewisa Godfreya, zapewne zastanawialiście się, jaki użytek ma z niego ten uzdolniony, młody wizjoner. Mężczyzna miał około sześćdziesięciu lat, chodził o lasce i mieszkał na obrzeżach Dover w starym, zaniedbanym domku, do którego wpuścił was niechętnie, gdy wcześnie z rana, kiedy jeszcze słońce nie wychyliło się zza horyzontu, stanęliście pod wskazanym przez Toma adresem i zapukaliście do drzwi. Spędziliście u niego zbyt wiele czasu cisnąc się na zapadniętej kanapie lub stojąc w kącie opartym o ścianę, podczas gdy miły staruszek zaparzył wam ziołowej herbaty, której zapewne nie tknęliście, aby przysiąść w fotelu i rozpocząć historię. Być może czuliście się oszukani czy zniesmaczeni, gdy rozpoczął ją od swojego udziału w II wojnie światowej – był wszak czarodziejem półkrwi silnie związanym ze swoją mugolską rodziną – i przynudzał opisami krwawych wydarzeń, o których większość z was nie miała zielonego pojęcia. W końcu jednak doszedł do sedna: opowiedział wam o tym, jak poznał pewnego czarodzieja pod koniec wojny, gdy kontuzjowany pracował w podziemiach Zamku w Dover. Czarodziej ten, którego imienia i nazwiska nie mógł wam zdradzić, namówił go, mamiąc i obiecując niezliczone profity, aby pomógł mu wkraść się do pilnie chronionych wówczas przez uzbrojonych mugoli korytarzy. Kilka dni później budynkiem wstrząsnął wybuch. To najniższe piętro zostało zawalone. Natychmiast ewakuowano wszystkich znajdujących się w podziemnych tunelach w obawie przed zawaleniem reszty z nich. Tamtego dnia Lewis zdezerterował przytłoczony przez wyrzuty sumienia, przez niego bowiem zginęli ci ludzie znajdujący się w najniższym z korytarzy. Historia dobiegała końca, a wy z pewnością mieliście chęć potraktować smutnego staruszka którąś z dobrze znanych wam paskudnych klątw, by zaczął mówić szybciej i prędzej dokończył swą opowiastkę. Pamiętaliście jednak, jak Tom nazwał go w liście przyjacielem i pouczył was, byście byli dla niego życzliwi, wszak przysłużył się powodzeniu waszej misji. Przy końcu staruszek powstał, podszedł do starej komódki, z której wyciągnął plik akt, aby przewertować je i jednemu z was włożyć do ręki mapę podziemnych korytarzy. Zastrzegł, że wejścia często pilnują mugolscy policjanci, ponieważ do tunelów lubią wkradać się bezdomni oraz chuligani. Dodał także, że podejrzewa, co zostało ukryte w cmentarnych tunelach. Wy także wiedzieliście, czego szukacie. I Tom bez powodu przysłał was tutaj, abyście odnaleźli tajemniczą księgę. Potem opuściliście jego dom prędko, zanim zdążył was życzliwie pożegnać i życzyć szczęścia.
Początek grudnia nie sprzyjał wędrówkom, czuliście przenikający przez wasze ciepłe ubranie ranny chłód. Temperatura sięgała poniżej zera, a w wasze twarze uderzał mroźny morski wiatr. Jedynym pozytywnym aspektem waszej wyprawy były z pewnością niecodzienny widok kredowych białych klifów, choć zapewne nie mieliście czasu (ani chęci?) ich podziwiać. Przemierzając niewydeptany, pokryty cienką warstwą śniegu teren, z daleka dostrzegliście dwójkę ciepło ubranych, palących papierosy i rozmawiających ze sobą mężczyzn. Ci którzy słuchali uważnie wskazówek irytującego staruszka, poznać mogli mundur mugolskiego policjanta. Oni jednak zdawali się jeszcze was nie dostrzegać, choć nie uda się przejść koło nich niezauważonym, ponieważ, co zobaczyliście chwilę później, znajdują się ledwie kilka metrów od zakratowanego wylotu do tunelu.



Pamiętajcie, aby w poście wyraźnie opisać ekwipunek, ubiór oraz – jeśli ktoś wpadł na to, by go ze sobą zabrać – prowiant. Pragnę także podkreślić, że event nosi rangę zagrażającego życiu, jeśli więc ktoś nie będzie odpisywał regularnie lub w ogóle, zostaną wyciągnięte poważne fabularne konsekwencje.
Osoby, które mają zgłoszoną nieobecność (Isolde Bulstrode, Deimos Carrow) mogą dojść w trakcie rozgrywki. Osoby, które jej nie zgłosiły, muszą napisać posta do niedzieli (13.03.) wieczór. W posiadaniu mapy znajduje się osoba, która jako pierwsza napisze posta.


Skład grupy:
Elsie Rookwood
Tristan Rosier
Deimos Carrow
Isolde Bulstrode
Lorne Bulstrode
Alfred Parkinson



(Łapcie także filmiki, coby wczuć się w klimat podziemnych, militarnych korytarzy! Pierwszy. Drugi.)

Powodzenia i miłej zabawy! <3


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   11.03.16 15:46

Tego mu brakowało - kontaktów ze staruszkiem zbyt blisko powiązanym z mugolami; chichot losu, że akurat w podobnych warunkach przyszło im szukać artefaktów dla Toma Riddle'a. Nie tylko żołnierz - ale i dezerter, czy mógł zhańbić się bardziej? Dla dobra sprawy przez cały pobyt u staruszka Tristan trzymał swoją pogardę głęboko ukrytą, nie komentując kolejnych historyjek mężczyzny, a właściwie - nie mówiąc nic. Nie rozumiał powodów, dla których ich przywódca, Tom, nazywał kogoś takiego przyjacielem, przyjaciele Toma zasługiwali jednak na szacunek, niezależnie od tego, kim się stali na starość. Mugolscy policjanci - bajka, podziemne tunele - ach, cudownie, przyjdzie im taplać się w szlamie wśród szlamu, na dodatek w grudniu. Chociaż tyle, że blisko domu - Tristan Dover znał bardzo dobrze, były to wszak jego rodzinne ziemie. Wątpił jednak, by w jakikolwiek sposób pomogło mu to podczas tej wyprawy, nigdy nie zapuszczał się w mugolskie rejony, widok klifów nie czynił na nim jednego tego dnia wrażenia. Romantyczna dusza w konfrontacji z lękiem przed misją nie tyle niebezpieczną, co złowieszczą, musiała ustąpić.
Obserwował z daleka mężczyznę ubranego w mundur mugolskiej policji, prawdopodobnie, nigdy nie był dobry w odznaczeniach, ale jeśli wierzyć wskazówkom starca, to musiał być on. Cóż, wygląda na to, że będą musieli sobie z nim poradzić...
Tristan ubrany był w czarodziejską szatę, która w jakiś sposób musiała zwracać na niego uwagę otoczenia, nie mógłby jednak przywdziać mugolskich ubrań. Na dłoniach miał rękawice wykonane ze smoczej skóry, które chroniły przed ogniem - ostatnio uratowały mu życie, wierzył więc, że nawet, jeśli nie okażą się przydatne, może przynajmniej przyniosą mu szczęście - w końcu jeszcze żył, a zawsze je przy sobie miał w rezerwacie. Nogawki spodni wpuszczone były w wysokie cholewy skórzanych, wiązanych wysoko butów; nie wiedział, czego mógł się spodziewać, ale przypuszczał, że ich wyprawa nie okaże spacerem po korytarzach biblioteki. W kieszeni miał piersiówkę z whisky i trzy papierosy, w sakwie - trzy pajdy chleba i zabezpieczone brzękadło. Byli w końcu w Dover, którego niebezpieczeństwa Tristan znał aż za dobrze - a poprzednia przygoda nauczyła go przezorności. Naturalnie, miał przy sobie również różdżkę. Na jego szyi, skryta pod ubraniem, na srebrnym łańcuszku wisiała czarna perła.
Obejrzał się przez ramię na swoich kompanów, nie chcąc podejmować działań samodzielnie - choć wyjście było tylko jedno, należało unieszkodliwić strażników tunelu, który - nolens volens - musieli spenetrować. Oby ta przygoda była tego warta, powtarzał w myślach, kryjąc przemarznięte policzki w postawionym kołnierzu czarodziejskiej szaty. Śnieg skrzypiał im pod nogami, nie powinni podchodzić zbyt blisko, zaskoczenie zawsze było przyjacielem agresorów. Tristan nie dostrzegał możliwości pertraktacji - z mugolami?
- Możemy uderzyć z zaskoczenia - zaproponował bez chwili zawahania, ciszej, na tyle cicho, by policjanci go nie usłyszeli i na tyle głośno, by pozostali nie mieli z tym problemu. - Wystarczy odwrócić ich uwagę... - Nie wyglądają na bystrych.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Elsie Rookwood
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t2009-elsie-rookwood http://morsmordre.forumpolish.com/t2153-lorum#32437 http://morsmordre.forumpolish.com/t2051-elsie#30840 http://morsmordre.forumpolish.com/t2110-elsie-rookwood
Zawód : Urzędniczka w departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, walczy o prawa kobiet
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   11.03.16 17:08

Może reszcie niezbyt odpowiadał fakt, że musieli spędzić czas z jakimś staruszkiem, który zanim przeszedł do sedna sprawy, uraczył ich jakże długą historią na temat II wojny światowej. Elsie przyjęła to jednak z lekkim spokojem, nie było to przecież nic do nie wykonania. Czasami nawet uraczyła mężczyznę lekkim uśmiechem i być może jako jedyna wychodząc rzuciła ciche “do widzenia”. W końcu był przyjacielem Toma, a te osoby zasługiwały na większy szacunek, jakkolwiek nudzące by nie były.
Dzisiejszy dzień był dniem dosyć chłodnym. Umówili się w Dover, Elsie niezbyt dobrze znała te tereny, ale polegając na instrukcjach gdzie mają się spotkać, o dziwo nie miała większych problemów z dotarciem. Miała na sobie czarodziejską szatę, ciepłe buty, w które wsadziła spodnie. Nawet ona nie chciała dzisiaj zabawiać się ze spódnicą. Do tego na dłoniach zwykłe skórzane rękawiczki. Pod szatą ukrytą miała małą torebeczkę, od środka powiększoną zaklęciem, gdzie zmieściła się jakaś manierka z wodą, trochę chleba. Nic nadzwyczajnego. Starała się przygotować jak najlepiej, ale nie ukrywajmy, była to pierwsza jej taka misja i nawet nie wiedziała, czego ma się spodziewać. W kieszeni póki co spoczywała różdżka, a ona stała i obserwowała Mugolskich policjantów. To był dla nich bardzo zły dzień, bardzo zły dzień na przebywanie w tym miejscu. Gdyby tylko wiedzieli, że dzisiaj szykuje się tutaj jakaś akcja, zapewne zostali by w domu symulując choroby, albo chociażby oddalili się od miejsca, pozostawiając nam drogę wolną. Tak, to był dla nich bardzo zły dzień.
Elsie gdyby mogła, całą misję wykonałaby bez narażania kogokolwiek. Wychodziła z dziwnego założenia, że póki nie trzeba, to lepiej, żeby było jak najmniej śladów, zaginięć, czegokolwiek. W końcu cicha misja, na której należało tylko coś znaleźć, nie powinna zwrócić na siebie zbyt dużej uwagi. Widząc spojrzenie Tristiana Rosiera, westchnęła lekko.
- Mogę do nich podejść, z innej strony oczywiście. Zajmą się mną, mogę ich odciągnąć. Wy wejdziecie do środka, albo poczekacie na mnie, ogłuszając ich od tyłu - stwierdziła lekko, acz również ściszonym głosem. - Możemy jednak też podejść od razu, jeśli teleportujemy się tuż za nich, od razu atakując ich zaklęciem ogłuszającym, a potem wyczyścimy pamięć i gdzieś ukryjemy, to też będzie dobrze.
Oczywiście wśród tej grupce sześciu osób, prawdopodobnie będzie miała najmniej znaczący głos, chociażby dlatego, że jest tylko kobietą, z czym przecież tak ciężko walczyła. Ale miała nadzieję, że mężczyźni i lady Bulstrode, zgodzą się z jej tokiem myślenia.


Powrót do góry Go down
Lorne Bulstrode
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t2048-lorne-bulstrode#30733 https://www.morsmordre.net/t2072-salvador-lorne https://www.morsmordre.net/t2071-lorne-bulstrode https://www.morsmordre.net/f212-manor-road-1 https://www.morsmordre.net/t3058-lorne-bulstrode#50155
Zawód : łowca smoków i opiekun w rezerwacie Kent
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   11.03.16 18:39

Lorne zdawał sobie sprawę z rangi zadania, które zostało im powierzone. Z jednej strony puchnął z niewypowiedzianej dumy, że to właśnie on był cząstką kompanii, ale z drugiej obawiał się, że byli niedostatecznie przygotowani. Wszak więcej było pytań, niż odpowiedzi na nie, a oni będą brodzić w szlamie i niepewności aż do samego końca. W odróżnieniu do Tristana, nie wzgardził mugolskim ubraniem - wcześniej (teraz?) czy później może okazać się to pewną przewagą. Lorne przyodział solidny, szary płaszcz, a przy kołnierzu takowego wystawał zmięty i nieco zmechacony sweter niebieskiego koloru. Skórzane buciory, które od niepamiętnych już czasów skrywały się w jego szafie, w końcu dożyły dnia chwały. Nie były szczególnie ciężkie.
Lorne zainwestował także w czarny, przepastny plecak, który miał dopełnić dzieła. Wyglądał jak prawdziwy mugol! Jak przeciętny Brytyjczyk, który coś tam o modzie słyszał, ale zdecydowanie minął się z obecnymi trendami. W plecaku skryty był suchy prowiant, nie za wiele, by nie odczuwał zbędnego ciężaru. Miał także nieco rachatłukum, które kupił dla Isolde. Przyjęła tylko połowę, więc i to wrzucił do plecaka. Wewnątrz obijały się też dwie niewielkie butelczyny - z najczystszą wodą i najczystszym alkoholem. Był gotów do wyprawy! Przygody pełnej smrodu i tajemnicy, gdzie drogę krzyżują wraz z mugolami.
Skinięciem głowy zgodził się z Tristanem. Skrzywił się jednak na słowa Elsie, ponieważ ta przyodzianą miała czarodziejską szatę.
- Lepiej będzie, jak ja podejdę. Nie będę wzbudzał podejrzeń, więc obędzie się nawet czyszczenia mugolskich głów. - mruknął, poprawiając na sobie szary płaszcz. - Udam zagubionego trzpiota i zamienię parę słów. Wy zajmijcie się resztą.
Nie czekając na potwierdzenie własnej idei, począł iść. Wcześniej dotknął jeno rękojeści swej różdżki, by dodać sobie odwagi. Przyjemne podniecenie przenikło przez jego ciało, choć wchodzenie w interakcję z mugolami nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy. Mimo wszystko była to świetna odskocznia od nudnego życia magnaty. Większą przyjemność sprawiłby mu dodatkowy dzień w rerzerwacie!
- Dzień dobry! - zaczął pewnie i ze swoim standardowym lornowskim uśmiechem. Jego szerokie czoło zmarszczyło się, a on sam wyglądał serdecznie w tym swoim karkołomnym mugolskim stroju. - Spacerowałem tutaj z moją maleńką siostrzenicą, która pognała gdzieś, by skryć się przed swym wujem. Nie chcę, aby zabawa w chowanego skończyła się wielogodzinnym poszukiwaniem. Czy mogę zapytać, czy widzieliście państwo małego szkraba o złotych warkoczach?
Rozejrzał się wokół, rzekomo przeczesując wzrokiem to urokliwe miejsce w poszukiwaniu nieistniejącej dziewczynki.
- Lidia! - zawołał, mając nadzieję, że jego towarzysze nie będą zwlekać. - Zaczynam się trochę martwić.


Powrót do góry Go down
Alfred Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1679-alfie-parkinson#17486 http://morsmordre.forumpolish.com/t1693-magenta#17983 http://morsmordre.forumpolish.com/t1694-incendio#17984 http://morsmordre.forumpolish.com/f103-gloucestershire-cotswolds-hills-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1695-alfred-parkinson#17987
Zawód : Wiedźma Straż
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Cynik i król bez miłości - to tylko tytuły.
OPCM : 10
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Podziemia   12.03.16 12:47

Alfred niekoniecznie miał ochotę ryzykować swoje życie. Jednak rozkaz był rozkazem i bez żadnych marudzeń przyjął zarówno skład grupy jak i miejsce, do którego mieli się udać. Oczywiście, to nie była jakaś wymarzona paczka, z którą chętnie wypiłby ognistą whisky, posiedział przy ognisku, słuchając starych legend z Dover, lecz bądź co bądź żadne z nich, będące w szeregach Toma Riddle, nie mogło wykazać się skrajną głupotą. Wszystkich łączył spryt i chęć tego samego. Alfred przyzwyczajony do wyjeżdżania na przeróżne misje, niekoniecznie chciał się tak szybko rozstawać z żoną. Głuche pytania, kiedy wróci, bolały najbardziej, bo co jeśli w ogóle nie wróci? Nie mógł opowiedzieć Maire o przeraźliwie ciemnym dziale czarnej magii. Jedyne zapewniał, że musi mu zaufać. Zostawił swoją obrączkę, zamkniętą w szufladce sekretarzyka. Nie chciał, aby Maire została boleśnie uświadomiona o niebezpieczeństwie misji, a wściekle migająca obrączka na pewno nie działałaby kojąco na jej nerwy. Pakując do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy takie jak kilka bandaży, koc, kanapki, piersióweczkę ognistej na rozgrzanie, butelkę wody oraz co prawie najistotniejsze papierosy, mógł z lekki powątpiewaniem stwierdzić, że chyba jest gotowy do wyprawy. Założył magiczny kompas na szyję (jeśli zakupy zostaną zaakceptowane). Krótki pocałunek i pospiesznie opuszczenie dworu. A co jeśli widział ją ostatni raz? Sprawdził, czy różdżkę ma w czarnym płaszczu, lecz ta bez zmian była tuż obok papierosów.
Cała przygoda zaczęła się od najgorszej możliwej strony. Alfred nigdy nie miał cierpliwości do opowiadanek jak tam źle żyło się mugolom w ich świecie. Wojna nie dotknęła przecież tylko ich. Niespecjalnie się odzywał, szukając czegokolwiek, czym będzie mógł zająć ręce oprócz tej paskudnej ziołowej herbaty. Mimo wszystko staruszek zaskakująco szybko, jak na niego, co zdążyli już poznać, przeszedł do puenty. Dover i korytarze w kredowych skałach nie kojarzyły mu się z jakąkolwiek formą bezpieczeństwa. Podziemia brzmiały równie tajemniczo jak i sam staruszek, który na każde pytanie nie raczył odpowiadać konkretnie. Jednak musieli go szanować jak każdego przyjaciela. Mimo wszystko jego wskazówki były wyraźne i konkretne, za co zapewne cała grupa podziękowała, przynajmniej na swój dziwny sposób. Szalona temperatura wybijała Alfreda z równowagi. Zimno nigdy nie było dobrym pomocnikiem. Dwie sylwetki oddalone o dość spory kawałek wydawały się niewyraźne, lecz jakby uwierzyć w słowa staruszka, będą mieli do czynienia z mugolami. Ale ich zaszczyt kopnął. Już miał się dołączyć do omawiania jakiegoś planu, gdy Lorne wziął sprawy w swoje ręce.
- Dwóch na jednego to szalenie idiotyczny… Ech – nie zdążył dokończyć, bo jego w sumie już drogi kuzyn zaczął szukać jakieś złotowłosej dziewczynki. Czy mieli teraz rzucić się w śnieg i udawać, ze ich nie ma? Alfred kiwnął głową, aby zeszli z jakiegoś pola widzenia - Możemy spróbować zakraść się od tamtej strony, o ile złotowłosa dziewoja się nie znajdzie – zakpił, szepcząc do towarzysza obok, a pewnie do Tristana, bo z nim miał chyba najbardziej „poprawne” relacje.






If I risk it all,
could You break my fall?

Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
Zawód : magipsychiatra
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Ne puero gladium
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   13.03.16 17:32

Kilka ostatnich tygodni zlało się w całość ciągłej żałoby, złości i poczucia niesprawiedliwości, nawet nie zauważyłam jak listopad został zastąpiony grudniem. Apatyczne wędrowanie pomiędzy szpitalem a domem, apatyczne wypełnianie kolejnych obowiązków, bezwolne trwanie w czasie. Moja obsesja na punkcie znalezienia istoty magii i wyzbycia się wszystkich chorób genetycznych trawiących arystokratyczne rody po śmierci Beatrice zaczęła ocierać się o szaleństwo. Poczucie winy nie dawało mi spać, trzymało w stanie pełnej świadomości lepiej niż Ondyna. Na twarzy wykwitły ciemne cienie pod oczyma, skóra stała się nieco cieńsza, jeszcze bledsza, wręcz sina. Jakby wiecznie było mi zimno, jakbym zamarzła gdzieś od środka.
Ogrzewa mnie tylko ten mały, bursztynowy naszyjnik. Noszę go blisko siebie, przy piersi, nie rozstaje się z nim ani na minutę, bo tylko on przypomina mi, że jest coś ponad żalem, winą i szaleństwem, rozchodzące się od niego ciepło przywodzi na myśl Caesara, Rudolfa i Rabastka, jest powodem dla którego podnoszę się rano z łóżka, wychodzę z pracy czy wygrzebuję spod tysięcy zapisanych kartek nie prowadzących do nikąd. Pomaga małymi krokami zbliżać się w stronę światła, daje mi - na razie jeszcze tylko - wierzyć, że to minie. Ten stan apatii i pustki minie.
Nie minie jednak żal. Podobnie jak sam nie rozwiąże się problem zżerający nas od środka. Dlatego  wszystkie wątpliwości i cały strach związany z osobą Toma Riddle'a postanowiłam zostawić za sobą. Dalej przeraża mnie jego potęga, ale jednocześnie wiem, że jest jedyną osobą, która jest w stanie pomóc mi osiągnąć to czego chcę, znaleźć to czego szukam. I jestem w stanie zapłacić za to cenę bezgranicznej wierności.
Czuję się jednak nieco pewniej wiedząc, że Lorne jest obok mnie, trzymam się blisko brata przez cały czas, nie przerwanie. Otuchy dodaje mi też obecność Deimosa, Alfreda i nawet Tristana, czuje się pewność wiedząc, że są gdzieś obok. To właściwe miejsce, stanie pośród nich, nawet jeśli wciąż nie każdy z nich jest przekonany co do mojej obecności w szeregach rycerzy. Teraz lepiej rozumiem złość Tristana, po poznaniu Riddle'a lepiej rozumiem jego obawy, teraz już nie uniosłabym się tak dumną i głupią złością jak podczas spotkania w Wiwernie. Jednak Rycerze to miejsce dla mnie. I jestem gotowa to udowodnić każdemu - tylko z większą pokorą.
To nie jest zabawa dla małych dziewczynek ni naukowe teoretyzowanie, zdaje sobie sprawę jak niebezpieczne może się okazać to zadanie. Starałam się do niego dobrze przygotować. Ubrałam się wygodnie i ciepło, w strój przypominający ten jeździecki, ocieplane spodnie, buty z wysokimi cholewami, do tego wełniany sweter z golfem. Na to najcieplejsza z magicznych szat jaką znalazła Peony. Pod nią ukryta, przewiązana na biodrze średnich rozmiarów saszetka w której schwałam trochę jedzenia (kanapki są istotną częścią każdej wyprawy, nauczyłam się tego przed misją Caesara), termos z herbatą i jedno z magicznych lusterek. Z wdzięcznością przyjęłam tez słodkości od kochanego brata. Przed wyjściem z domu zadbałam o porządną inhalację, oddech był więc, jak narazie, dość mocny i jednostajny. Na szyi błyszczał bursztyn, różdżkę na wszelki wypadek miałam pod ręką, gotowa użyć jej w każdym momencie. Nie czułam się specjalnie pewnie - ale bardziej gotowa już nie będę.
Nie spodziewałam się, chyba żadne z nas nie spodziewało się, że rozpoczniemy zadanie od tak dziwacznej wizyty. Mimo to, ściśnięta na kanapie obok brata, wysłuchałam opowieści z pewnym zainteresowaniem, zastanawiając się nad okrucieństwem mugolii. Rozwijanie własnej technologii tylko i wyłącznie po to by była jeszcze bardziej śmiercionośna, wydało mi się to niesamowicie obrzydliwe. Zwierzęce w najgorszy ze sposobów. Zabijanie dla samego zabijania, tego nigdy nie potrafiłam zrozumieć - doskonale zdaje sobie sprawę, że świat nie jest tylko czarno-biały, oscyluje raczej w odcieniach szarości i czasami trzeba ubrudzić sobie ręce, dla większego dobra, wyższego celu.
Ale wojnie mugoli nie przyświecał żaden wyższy cel i żadne większe dobro. Tylko zachłanność.
Wychodząc, pożegnałem się jednak czuło ze starcem. Nawet jeśli wydawał się nieco szalony, to sam fakt, że ktoś taki jak Riddle nazwał go przyjacielem, sprawiał, że należało go traktować z ogromnym szacunkiem. A odrobina życzliwości jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziła, prawda? Szczególnie w tak zimny dzień.
Trzymając się wciąż blisko brata, przyglądałam się klifom. Nawet w takim momencie poczułam się mała przy potędze natury. I ta świadomość napawała mnie dziwnym spokojem. Przekonaniem, że wszystko ma swoje miejsce i czas - Nie możemy ich po prostu skonfudować? - spytałam, rzucając krótkie spojrzenie w stronę brata i mugolskich policjantów. Nie wiem czy dadzą się kupić podobnej bajeczce. Nie trudno zauważyć kilka postaci odzianych w dziwne szaty zakładających się w stronę tuneli, jeszcze brakuje nam oskarżenia o branie udziału w dziwacznym kulcie czy podobne brednie.
Choć, jakby nie patrząc, jesteśmy trochę kultem - wiernymi wyznawcami Toma Riddle.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 0:48

Policjanci zajęci dyskusją na nieznany wam temat, nie zauważyli nawet nadejścia Lorne, na którego spojrzeli zaskoczeni ze śmiechem zastygłym na poznaczonych już zmarszczkami twarzach – zapewne zbliżali się wielkimi krokami do okrągłej czterdziestki.
-Złote warkocze, hę? - mruknął jeden z nich z zastanowieniem, aby pokręcić głową – Nikt tędy nie przechodził od dobrych kilku godzin, właściwie – zarechotał, jak gdyby miał zamiar powiedzieć znakomity dowcip – nikt tędy nie chadza.
Drugi z policjantów przejął się jednak, wbrew pierwszemu, który nadal uśmiechał się głupkowato. Rozejrzał po okolicy wyraźnie zafrasowany czy może... zaniepokojony? Zapewne dostrzegł grupkę rozmawiających i dziwnie ubranych czarodziejów, ponieważ na krótką chwilę zawiesił na niej wzrok, lecz nie przejął się nimi szczególnie i zwrócił się do Lorne:
-Nietutejszy? - brzmiało to prędzej jak stwierdzenie niźli pytanie – Nie powinien bawić się Pan z dzieckiem w takim miejscu ani na chwilę spuszczać go z oka, do diaska! Wokół jest od cholery klifów – wyjaśnił poirytowany, najprawdopodobniej głupotą czy lekkomyślnością turysty – Tak, na Pana miejscu także bym się martwił.
-Ejej, nic się jej nie stało, mój partner jest przewrażliwiony – towarzysz, któremu uśmiech nadal nie schodził z twarzy, machnął lekceważąco ręką – Niechże się Pan nie martwi!
-Może niech zapyta Pan tamto towarzystwo... - skinął głową w kierunku wyglądającej na zagubioną – czy może podejrzaną? - grupki – choć też nie wyglądają na... - nie udało mu się dokończyć, ponieważ jego partner ruszył z nagła przed siebie w kierunku zgromadzonych. Zapewne do tej pory ich nie dostrzegł.
-Hej wy! Czego tu szukacie?! Tędy nie można spacerować!

Pamiętajcie, że na odpis macie 48 godzin!


Powrót do góry Go down
Alfred Parkinson
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1679-alfie-parkinson#17486 http://morsmordre.forumpolish.com/t1693-magenta#17983 http://morsmordre.forumpolish.com/t1694-incendio#17984 http://morsmordre.forumpolish.com/f103-gloucestershire-cotswolds-hills-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1695-alfred-parkinson#17987
Zawód : Wiedźma Straż
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Cynik i król bez miłości - to tylko tytuły.
OPCM : 10
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 8:47

Adrenalina zamiast krwi. Wiedział, że to był głupi pomysł. To był wręcz idiotyczny pomysł. Powinni się najpierw schować, a potem Lorne mógłby wyruszyć na te troskliwe gadki o dziecku. Alfred był wściekły na swojego kuzyna, że nie postanowił obgadać tego z grupą, a teraz wszyscy jak na zawołanie zostali zauważeni. Może trochę za mocno pociągnął za Isolde, aby skryć ją za sobą, ale potem wpadł na najgorszy możliwych z pomysłów.
- To mugole, a w dodatku niezbyt bystrzy - mruknął do narzeczonej swojego przyjaciela, czując niemal najcięższy z obowiązków na jego sercu: pilnować Isoldę i zrobić wszystko, aby nic jej się nie stało. W jaki sposób miał odwrócić uwagę tych dwóch półgłówków? Jeden z nich zdawał się dalej rozmawiać z Lornem, a drugi szedł prosto na nich. Westchnął cicho i nawet jeśli nie powinien, objął Isolde w talii.
- Dopiero, co się zaręczyliśmy, obiecałem mojej narzeczonej i przyjaciołom pokazać najpiękniejsze klify na całym świecie! - powiedział głośno, licząc, że reszta wpadnie na świetny pomysł unieszkodliwienia dwójki policjantów. Niech walą czymś w tył głowy, niech użyją magii, myślał gorączkowo. Kłamstwo nabierało rozpędu, liczył, że Isolde zaangażuje się w nie równie mocno jak i on. Tylko, żeby potem Caesar mu nie przyłożył na dzień dobry.
- Przed chwilą opowiadałem, że najlepsze wschody słońca są właśnie tutaj, czyż się pan ze mną nie zgodzi? Och, proszę teraz spojrzeć na niebo! - powiedział, udając rozczulonego i aż żałował, że wpadł na tak durny pomysł. Miał nadzieję, że Isolde nie zapomniała o pierścionku zaręczynowym albo rozsądnie trzymała dłonie w rękawiczkach, aby ich kłamstwo szybko nie wyszło. Postanowił tak zagadać mugolskiego osiłka, aby inni znaleźli sposób na unieszkodliwienie ich. Jak się do cholery zachowują mugole, spytał się z obrzydzeniem.
- Właśnie przy takim wschodzie słońca powiedziała "tak", czy widzi pan jakie mnie szczęście spotkało? - zatracił się w swoim kłamstwie, w głowie widząc wizję, gdy Caesar próbuje mu wydłubać oczy różdżką. Chronienie Isoldy nie było wcale łatwym zadaniem, ale który narzeczony pozwala swojej kobiecie na taką samowolkę? Będzie musiał poważnie porozmawiać ze swoim przyjacielem i uzmysłowić go, z jakim śmiertelnym zagrożeniem mieli do czynienia. Pominie jednak fragment, gdy podawał się za narzeczonego Isoldy. Zagadywał jak tylko mógł policjanta, nie rozglądając się nawet na boki. Czy reszta grupy już zaczęła się rozchodzić i próbować go unieszkodliwić? Ta wesoła pogawędka musiała się szybko skończyć.






If I risk it all,
could You break my fall?

Powrót do góry Go down
Isolde Bulstrode
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t918-isolde-bulstrode https://www.morsmordre.net/t936-oktawiusz https://www.morsmordre.net/t933-czesc-isolda https://www.morsmordre.net/f149-whitehall-10-4 https://www.morsmordre.net/t1307-isolde-bulstrode#10005
Zawód : magipsychiatra
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Ne puero gladium
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 4
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 1
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 11:20

Widząc jak jeden z mugolskich policjantów kieruje się w naszą stronę przewróciłam oczami i nie siląc się na dalsze sentymenty, gotowa byłam do szybkiego rzucenia confundusa, kiedy niespodziewanie zostałam przesunięta przez Alfreda. Z zaskoczenia zachłysnęłam się powietrzem, więc kiedy zaczął odgrywać małą szaradę, początkowo zamrugałam tylko, nie do końca wiedząc co się dzieje i dlaczego jeszcze nie oszołomiliśmy dwójki stojącej na naszej drodze. Co to, staliśmy się nagle kółkiem miłośników mugoli?
Potem zorientowałam się, że ręka Parkinsona swawolnie spoczywa na mojej talii. I kiedy on obawia się, że dostanie w nos od Caesara, ja myślę o tym jak bardzo będzie bolało wydrapywanie oczu przez Maire.
- Och! Panowie! - westchęłam, uśmiechając się przy tym najniewinniej jak tylko potrafię. Mam nadzieję, że mruganie wzięli za nieśmiałość albo niegroźne opóźnienie umysłowe - Mój Bernie tak dobrze mnie zna! Zawsze marzyłam o zaręczynach w podobnym miejscu, gdzie człowiek czuje się tak cudownie mały przy monumentalności przyrody. Jak u Hardy'ego! - proszę mnie nie oceniać. To jedyny, poza Szekspirem, mugolski pisarz którego znam. Kiedyś zmiana na stażu dłużyła się niemiłosiernie, a na korytarzu leżał zagubiony egzemplarz Tess d'Ubervilles. To przeczytałam. Ponad pół tysiąca stron opiewania prostego, wiejskiego życia i narzekania jak technologia niszczy godność człowieka, to nie była najbardziej emocjonująca noc mojego życia.
Na wszelki wypadek objęłam Alfreda dłonią, na której nie nosi się zaręczynowego pierścionka, drugą trzymając w kieszeni. Ten od Caesara jest naprawdę piękny, dlatego też bezpiecznie leżał na nocnej szafce. W ostatnim momencie postanowiłam go jednak zostawić - nie wiedziałam co przyjdzie nam robić, a zgubienie go nie wchodziło w rachubę. Na odchodne, pół żartem pół serio, rzuciłam do Peony, że gdyby nie udało mi się wrócić żywą to ma nałożyć mi na martwą dłoń klejnot. Nawet jak zabiorą mi go przed pochowaniem (w końcu takie błyskotki nalezą do rodziny) to przynajmniej jeszcze chwilę go ponoszę.
I byłabym wdzięczna gdyby ktoś wreszcie sięgnął po różdżkę, policzki mnie już bolą od cielęcego uśmiechu zakochanej fanki Hardy'ego.


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 13:26

Elsie miała rację, była z nich wszystkich najodpowiedniejsza do odwrócenia ich uwagi - pomimo tego, że była feministką, wciąż posiadała całkiem przyjemną aparycję, do tego, był pewien, potrafiła kokietować; nie zdążył jednak chwycić za płaszcz Lorne'a nim odłączył się od ich grupy i podszedł do policjantów, pierwsza próba współpracy chyba zawiodła. Westchnął, słysząc "idiotyczny" z ust Alfreda, być może, ale nie z takich tarapatów już wyciągano Lorne'a - trzeba mu po prostu pomóc.
Skinął głową, zakraść się w ich kierunku nie było wcale głupim pomysłem, albo raczej - nie byłoby, gdyby policjanci ich nie dostrzegli wcześniej. Odejść stąd raczej nie mieli zamiaru i niestety tylko tyle mogli przekazać tym dwóm rzeczywiście niezbyt rozgarniętym mężczyznom. Dłoń Tristana odruchowo powędrowała do kieszeni szaty, kiedy kątem oka dostrzegł dłoń Alfreda wędrująca na talię Isoldy - i uniósł lekko brew, choć być może podobne sytuacje powinny przestać go dziwić. Wiedział, że Isoldy po prostu nie powinno tutaj być - ochrony widać miała aż zanadto, ale jeśli wszyscy się o nią troszczyli, dlaczego po prostu nie odesłali jej do domu? Nie rozumiał, a absurd okoliczności ich pierwszych spotkań po pamiętnym burzliwym rozstaniu przytłaczał go zbyt mocno. Tristan należał do tych emocjonalnych ludzi, tych pamiętliwych i zazdrosnych, drażniąca obojętność Isoldy nie pomagała mu skupić się na zadaniu, które mieli do wykonania. A przecież - jakieś mieli.
I gdzie do cholery był Carrow? Nie, żeby mu go brakowało - nie łączyły ich zbyt ścisłe więzi - ale nie wzgardziłby dodatkową różdżką uzdolnionego czarodzieja, przyszłość nie malowała się przed nimi w zbyt kolorowych barwach - tunele z jakiegoś powodu wydawały mu się wyjątkowo złowrogie.
- Do dzieła, księżniczko - szepnął do Elsie, wyglądało na to, że tylko ich dwoje zostało na placu boju, czas przejść do ofensywy, kurtyna konspiracji opadła. Właściwie nie wiedział, czym grozili im mugole - mieli jakąś broń? Gryźli może? Ani tym bardziej jaką mieli odporność, domyślał się jednak, że mniejszą od nich - pod każdym kątem byli przecież słabsi. Tak mówią. - Everte stati - wycelował różdżkę w stojącego bliżej siebie policjanta, mając nadzieję, że przygrzmoci w ziemię wystarczająco mocno.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 13:26

The member 'Tristan Rosier' has done the following action : rzut kością


'k100' : 70


Powrót do góry Go down
Elsie Rookwood
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t2009-elsie-rookwood http://morsmordre.forumpolish.com/t2153-lorum#32437 http://morsmordre.forumpolish.com/t2051-elsie#30840 http://morsmordre.forumpolish.com/t2110-elsie-rookwood
Zawód : Urzędniczka w departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, walczy o prawa kobiet
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 14:10

Dziewczyna zaliczyła przysłowiowego facepalm’a, który Lorne, po swoim krótkim monologu, że on nadaje się do tego lepiej, bez konsultacji z resztą, ruszył do przodu, prosto na mężczyzn. I może plan by wypalił i dałby radę zajść ich od tyłu, gdyby nie fakt, że kazał im się rozejrzeć w poszukiwaniu jakiegoś dziecka. Elsie słysząc to prychnęła pod nosem, sama nie wiedząc, czy jest bardziej rozbawiona, czy zażenowana.
Mugole, może i niezbyt bystrzy, już po chwili zwrócili na nas uwagę. Nie dość, że Lorne odstawił swoją szopkę, to teraz Alfred razem z Isoldą zaczęli odstawiać kolejną. Elsie nie wiedziała, czy zacząć im wtórować, czy walnąć się na ziemie i udawać, że jej nie ma, czy może teleportować się za mężczyzn i najzwyczajniej świecie przygrzmocić im kamieniem w łeb. No cóż, to też jakieś rozwiązanie.
Automatycznie wyciągnęła różdżkę. Tak samo jak Tristian, bo oboje zostali jako jedyni, którzy w tej sytuacji i w tym momencie mogą cokolwiek zrobić. Zerknęła na niego kontem oka, gdy zwracał się do niej “księżniczko”. Może normalna dama w jej wieku by się zarumieniła i odpowiedziała podobnym tekstem, jednakże Elsie nie czuła się zbyt komfortowo, kiedy jakiś mężczyzna zwracał się do niej takimi zwrotami. Uznała to jednak, za nic złego i lekko kiwnęła głową.
- Do dzieła - odpowiedziała.
Tristian od razu wykonał ruch. Jego zaklęcie odrzuciło jednego z mugolskich strażników. Aż na twarzy dziewczyny na chwilę pojawiło się zdumienie. Rosier był dobry. Nie było jednak czasu na czekanie, w końcu mogli mieć mugolską broń, a lepiej nie pozwolić im na jakiekolwiek skorzystanie z jej. Miała nadzieję tylko, że w razie czego, któryś z ich towarzyszy, zamiast dalej odgrywać durne scenki rodzajowe, poprawi, gdyby z jakiegoś powodu jej zaklęcie nie zadziałało.
- Everte Stati - powtórzyła za mężczyzną, biorąc kolejnego z policjantów.




Ostatnio zmieniony przez Elsie Rookwood dnia 17.03.16 8:56, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Podziemia   15.03.16 14:10

The member 'Elsie Rookwood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 68


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Podziemia   16.03.16 13:18

Rozpocznijmy od tego, że Dover, to nie były najbardziej ulubione tereny przez Deimosa. Ba, każdy inny Carrow przemierzał je z podobną dozą mieszanych uczuć: zazdrość, że nie nasze , gorzkie wspomnienie pamiętnej wojny, której sceny wciąż rozpościerają się na ścianach w pałacach oraz lekkie rozbawienie, że to właśnie na tych ziemiach znajduje się przedmiot, po który przyszli. Z niejaką wyższością Carrow myśli teraz o sobie, bo pod jego nosem nie ma schowanego czegoś bardzo ważnego dla Riddla. - Może poproś ogrodnika, żeby ci ogródek przetrząsnął, Rosier - śmieje się Deimos, zbliżając się do Tristana niedługo po wyjściu z szopy starca. A trzeba przyznać, że nie wydawał się, jakby było mu do śmiechu po tej wizycie. Wciśnięty pomiędzy jedną poduszkę a kolegę (koleżankę?), miał do wyboru przyjąć herbatę albo jej nie przyjąć. Natura kazała mu przyjąć napój, a jednak zaraz podziękował sobie, że jest tak mądry i w swej przebiegłości skitrał zapas alkoholu w piersiówce. Ta woda wszak nie wydawała się być płukana w jedwabiu.
Żarty żartami, ale po niedługim czasie okazało się, że przy wejściu rzeczywiście stoją panowie policjanci (mugole). Deimos już wyjął różdżkę, żeby ich skonfundować, już mu przeszło przez myśl, że może odrazu rzuci na nich Avadę, ale Rosier miał inny pomysł. W takim wypadku postanowił się wycofać i nie uczestniczyć w rzucaniu losów, kto będzie królikiem. Na szczęście wybawił go z tego Lorne wysuwając się na prowadzenie. Szło mu nawet dobrze, kiedy ten pacan Parkinson łapie Isoldę za talię i idzie robić to samo. Deimos w tym momencie stracił wiarę w pracę grupową, w której to też nigdy się nie odnajdywał. Pomyślał sobie, że sam lepiej poradzi sobie z tymi dwoma zagubionymi mugolami. - Po co wy sie chcecie z nimi tak cackać - wzdycha sobie i patrzy spokojnie, lecz w gotowości, jak Rosier eksploduje ziemię, a Rockwood też coś tam robi. I jasna sprawa, uznał, że skoro wszyscy sięcackają, to on nie będzie. Celuje z dalszej odległości, ale rzuca proste zaklęcie, mające na celu pozbycie się w końcu problemu mugoli.
- Confundus- mówi i ma nadzieję, że kanapki, które schował sobie po kieszeniach nie porozwalają się za bardzo od tego, że chyba to początek używania czarów.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
 

Podziemia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 19Idź do strony : 1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Sala Tortur (Poziom - II; podziemia)
» Świątynia Szatana [Podziemia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kent, Dover-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18