Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Salon   11.03.16 14:52

First topic message reminder :

Salon

Znajdujący się praktycznie naprzeciwko drzwi wejściowych salon utrzymany jest w ciepłej, ciemnej kolorystyce. Wszystkie meble w pokoju wykonane są z litego drewna wiśniowego i obite w miękką, rubinową tkaninę. W rogu pomieszczenia znajduje się dobrze wyposażony barek, będący w stanie zaspokoić gusta nawet najbardziej wybrednego gościa, na jednym z regałów opatrzonych pamiątkami z podróży znajduje się gramofon i kolekcja winylowych płyt, a w najbardziej oddalonym od wejścia zakątku ulokowany jest pokaźnych rozmiarów kominek podłączony do Sieci Fiuu. Ciężkie, inkrustowane złotem drzwi salonu rzadko kiedy są zamykane.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
40
16
0
5
0
1
15
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   19.03.16 12:05

Reakcja Charliego mocno go zaskoczyła. I nie, nie czuł się nieswojo, obserwując wygięte w podkówkę usta chłopca ani tym bardziej nie był zażenowany jego łezkami, mimowolnie opuszczającymi wielkie, dziecięce oczka. Wright po prostu nie potrafił wybrnąć z tej sytuacji, nagle postawiony pod ścianą nie tylko ze względu na pytanie, nerwowo brzmiące jeszcze w powietrzu niczym irytujące brzęczenie drapieżnej pszczoły, ale też ze względu na to, że najchętniej wziąłby chłopca pod pachę i zabrał na jeszcze dłuższą, męską wycieczkę. Widział w nim tą samą pasję, jaką sam odczuwał; widział w nim i potencjał i jakąś...wrażliwość, będącą dla Bena czymś nieoczywistym i odległym. On sam nigdy by się nie zachował w ten nieco dramatyczny sposób, prędzej kopiąc opiekunki i rzucając zabawkami. Charles mimo wszystko wykazywał się sporą dojrzałością, nawet jeśli odwracał się smutno i mówił słowa, które mimo gruboskórności Wrighta, trafiły także i do jego serca. - Ej, mały, Hatsy...twoja mama niczego ci nie zabiera. Po prostu jest nadopiekuńcza - sprostował z czułym spokojem, chcąc nieudolnie załagodzić jakoś sytuację. Wyprostował się powoli, zerkając to na odwróconego plecami chłopca, to na Harrett, w końcu kierującą swoje słowa do niego. - W porządku. Poradzę sobie - mruknął w odpowiedzi na jej pytanie, nagle słodkie i wręcz kochane, co dziwnie współgrało z tym, co widział (i słyszał) przez zaledwie chwilą. Nie dał się oszukać - widocznie zaufanie do Lovegood spadło do minimum - odchrząknął więc ponownie, robiąc krok w kierunku Charliego, którego przyjacielsko potarmosił po jasnych włosach. - Nie martw się, smoku, może się jeszcze spotkamy. W razie czego twoja mama wie, gdzie mnie szukać - powiedział bardziej do chłopca niż do Harriett, mimowolnie, w jakimś opiekuńczym odruchu ocierając potężną dłonią tę małą twarzyczkę z łez, po czym odwrócił się w kierunku drzwi, przez chwilę jeszcze wpatrując się w Hatsy w jakimś trudnym zastanowieniu, czy powinien cokolwiek powiedzieć. Z jego ust nie padło jednak żadne pożegnanie, żadna obietnica ani żaden chamski tekst. Uśmiechnął się tylko trochę krzywo, trochę przepraszająco i zniknął za drzwiami wyjściowymi, od razu po przekroczeniu progu odpalając mugolskiego papierosa. Ciągle mając w głowie to drżące pytanie Hattie i obraz płaczącej buzi Charliego.

Benio zt




Make my messes matter, make this chaos count.
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   19.03.16 13:00

Bezpieczny. Te słowo zawisło w mych myślach, jakby było jakimś jednym z najgorszych słów. Czemu mama nie może mi zaufać? Czemu nie pozwoli mi na odrobinę swobody? Nie chcę ciągle siedzieć sam w domu. Chciałbym coś robić, odwiedzać małe smoki, pobawić się z nimi, może zagadać jakiegoś opiekuna który by mi opowiedział o ich życiu. Co innego słuchać niań i ich opowieści, a co innego poczuć smoczą skórę i łuski. Gdybym chociaż miał jakieś rodzeństwo... brata lub siostrę...
Ale tak się nie stanie. Tata nie żyje i nie będę miał żadnego rodzeństwa. Więc co mi pozostaje robić samemu w takim dużym domu? Ta jej nadopiekuńczość nie jest dla mnie dobra. Postanowiłem nie odzywać się do mamy, i tak też było. Stałem odwrócony do nich, a pierwsze słowa Bena jakoś mnie nie pocieszyły. Ale przynajmniej stanąłem w miejscu, bo pierwotnie chciałem iść do swojego pokoiku i tam się zamknąć.
Ale poczułem nagle czyjąś wielgachną dłoń na moich włosach. Podniosłem głowę chcąc zobaczyć, kto to zrobił. Ben. Moje usta wygięły się w mały uśmiech, gdy otarł moją twarz. Tylko oczy wyglądały lekko wilgotne, jakby chciały wyrzuci morze łez, lecz powstrzymałem się. Powtórzyłem sobie w myślach to, co właśnie teraz mi powiedział. Może się jeszcze spotkamy. Miałem nadzieję, że tak się stanie, więc zaraz przytuliłem się do jego nogi. Tak na chwilę, bo potem musiałem jego puścić. Miałem nadzieję, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Chciałem zobaczyć jeszcze inne smoki! O ile mama się zgodzi, lecz sam słyszałem, jak wcześniej krzyczała na niego z powodu naszej poprzedniej wyprawy. Czemu mama jemu nie ufa? Była naprawdę dziwna.
I zła.
Ale stałem w miejscu spoglądając tęsknie na Bena, jakbym się obawiał, że mimo tych słów, mimo moich marzeń, więcej się nie zobaczymy. A gdy on zniknął za drzwiami, nawet nie zerkając na mamę, udałem się do swojego pokoju. O ile w międzyczasie mama mnie nie zatrzymała, lecz z nią nie chciałem teraz zbytnio rozmawiać.

zt





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   10.04.16 22:56

| 9 grudnia |

Chłodniejszy wiatr zdawał się być nieznośny, ale im bardziej ustępował, tym Katya chciała wyjść do ludzi. Spędzić z nimi trochę czasu i zatrzymać się w miejscu, by przestać wreszcie myśleć o tym, co się stało kilka dni temu. Nie miała już w głowie myśli związanych z przykrym wieczorem w domu pana Mulcibera, bo jedynym wspomnieniem, które zaprzątało jej głowę były słowa, które potwierdzały diagnozę. Obawiała się, że może być chora, a genetyczny defekt uaktywni się w najmniej odpowiednim momencie. I tak właśnie się stało. Przykre koszmary nawiedziły ją w chwili, której się nie spodziewała, a to przelało szalę goryczy i czystego smutku. Starała się zadbać o dzienną porcję ćwiczeń, ale to było wciąż za mało. Chciała znaleźć sposób.
Po wymianie listów z Harriettą, nie wahała się. Najzwyczajniej w świecie teleportowała się pod jej dom, w którym mieszkała z małym Charlesem, za którym Ollivander zdążyła się stęsknić, a kto mógł umilić bardziej czas od uroczego chłopca? Chyba tylko jej własny, które nie planowała w najbliższej przyszłości. Nie potrafiła sobie wyobrazić siebie w roli matki, ale to już był ten czas i doskonale o tym wiedziała.
-Pamiętaj tylko, że dzisiaj nie wykradamy żadnych cukierków - powiedziała pół żartem pół serio, wszak czego Hattie nie zobaczy, tego sercu nie żal. Wiedziała, że w pewnym momencie i tak będzie mogła oglądać jak jej syn próbuje wygrzebać z pudełek smakołyki, które skonsumują, a jedyny ślad zbrodni pozostanie widoczny na ich twarzach, gdy to umorusani dookoła warg będa uśmiechać się do blondynki rozkosznie sugerując, że nic złego nie zrobili. To oczywisty plan działania, prawda? -Musimy mieć jednak duuuużo siły, bo czeka nas dzień pełen przygód. Jesteś gotowy? - zagaiła jeszcze luźno, gdy wreszcie kucneła na wprost chłopca i posłała mu szeroki uśmiech.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time


Ostatnio zmieniony przez Katya Ollivander dnia 29.06.16 12:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   10.04.16 23:54

Nie miałem pojęcia, co przyniesie dzisiejszy dzień. Każdy dzień jest dla mnie zagadką, którą co każdy ranek chcę rozwikłać i śmiać się, co by nie było zbyt cicho w domu. Bo ta cisza niekiedy byłą zbyt mocno przygnębiająca. Nie umiałem jak mama, usiedzieć w jednym miejscu i zająć się jedną rzeczą. Moje ręce i nogi pragnęły ciągłego ruchu, więc nic dziwnego, że po śniadaniu mama zabrała się za robienie sukienki dla jakiejś pani, którą mało w sumie znam, a ja sięgnąłem po miotełkę. Jednak zanim mogłem polatać, mama nagle podeszła do mnie i powiedziała, że ktoś mnie dziś zabierze. Że tą osobą, wybawicielką będzie ciocia Kat. Ucieszyłem się i to mocno, bo to oznacza, że wyjdę poza ogród, do którego nawet i teraz niezbyt mogę wychodzić, bo jest zimno na dworze. Obiecałem mamie, że będę grzeczny, po czym mama poszła dalej pracować, a ja wsiadłem na miotełkę i zacząłem latać. Latać, by poczuć ten niewielki, lecz znaczący wiatr we włosach, tę moc wzbicia się nad ziemią.
Nagle moim oczom ukazała się ciocia Ollivander, którą przywitałem entuzjastycznie i nawet do niej podleciałem. Zsiadłem z miotły kładąc ją na łóżko (mama wybaczy pewnie) i przytuliłem się do cioci na dosłownie chwilę, bo sekundy później już stalem koło cioci z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Jestem silny niczym smok na polowanie na dziewice.- powiedziałem hardo podnosząc swą prawą dłoń dając cioci sygnał, że jestem gotów na wszystko jak i silny na wszystko. Jestem w końcu smokiem, prawda? Siła jest moją naturą. Nic mnie nie pokona. Nic mnie nie zwycięży. Zerkałem na ciocię z oczekiwaniem, że lada moment zostanę zabrany gdzieś w jakieś magiczne miejsca. Może będzie tam śnieg? Może będzie bitwa na śnieżki? Bo ponoć teraz jest zima, a mama mówi że zimą jest śnieg. Więc chodźmy na śnieg!





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   11.04.16 19:39

Dzieci miały swoistego rodzaju beztroskę, której Katya im najzwyczajniej w świecie zazdrościła. To było dość niezwykłe, bo wiele oddałaby za dzień, w którym mogłaby się stać małym szkrabem. Roześmianym i radosnym, bez problemów i dodatkowych zmartwień. Czy wymagała za dużo? Być może, ale nie przejmowała się tym teraz, bo za każdym razem, gdy tylko widziała Charles'a czuła się lepiej. Był pociesznym dzieckiem, ale jakże dzielnym i odważnym.
Pokręciła z rozbawieniem głową, gdy dostrzegła w końcu jak ląduje przy niej i się przytula, co oczywiście odwzajemniła. W ostatnich dniach nie doświadczyła zbyt wiele czułości, toteż ten rozkoszny gest był dla niej niezwykle rozbrajający. Przyjrzała mu się jednak badawczo, a gdy tylko padło pierwsze zdanie chłopczyka, otworzyła szerzej usta. Zastanawiała się skąd zna takie powiedzenia, ale ciekawość zdawała się nad nią górować.
-Smoczku, a skąd ty znasz takie słowa? - uśmiechnęła się przekornie i ujęła jego drobną rączkę, by poprowadzić go w stronę kanapy, jakby wiedziała, że czeka ich niezwykle poważna rozmowa. Harrietta miała świadomość, że jej syn był tak wyedukowany? -Wiesz co oznacza - dziewica? - skrzywiła się mimowolnie, bo przecież nie zamierzała tłumaczyć dziecku przyziemnych i dość cielesnych aspektów znajomości między kobietą a mężczyzną. Może miała złe podejście, ale nie była matką i w najbliższej przyszłości nie zamierzała tego zmieniać. Przygryzła policzek od środka i usadowiła Charles'a na sofie, a sama kucnęła na wprost niego. -Bardzo będziemy dziś psocić? - zapytała jeszcze asekuracyjnie, bo dopiero wczoraj wyszła ze szpitala i liczyła, że nie wróci tam zbyt szybko.




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   11.04.16 19:54

Nie rozumiałem, dlaczego za każdym razem, gdy wspominam owe magiczne słowo, wszyscy dorośli jak w jakimś rytuale pytają się mnie, co to znaczy. Może te słowo ma inne jeszcze znaczenie? Bo przecież bez powodu mnie się by nie pytali. Ale zaraz porzuciłem tę myśl, bo schwyciłem za rączkę cioci i usiadłem grzecznie na kanapie zerkając z wesołością na ciocię Kat.
- Jak byliśmy z mamą w księgarni to taki wan z brudnymi włosami chciał dać mi książkę o smokach i dziewicach, ale mama nie wiem czemu, ale zaprotestowała.- zacząłem z małym niesmakiem. Przeczytałbym tę książkę kiedyś no! Może gdy znów tam z mamą pójdę, to poproszę tego pana aby mi dał tę książkę. Albo chociaż ją przekartkuję, by zobaczyć czy jest obrazek dziewicy. - Mama mi powiedziała, że jest to pani opiekująca się smo... tfu, jednorożcami, która jest zjadana przez smoków jako jedzonko.- powiedziałem wzruszając bezradnie ramionami. Ile jeszcze będę musiał się tłumaczyć z tego słowa? Ech, chyba znów zapytam się Bena, bo chyba mi do końca nie odpowiedział... tylko nie wiem kiedy to teraz zrobię. Coś wymyślę. Zaraz uśmiechnąłem się w stronę cioci ciesząc się na zadane przez nią pytanie. W końcu wracamy do sedna sprawy! - A dokąd idziemy?- zapytałem się zaciekawiony. Czy musiałem mówić, że będę się psocić? Nie, widać to po moich oczach i uśmiechu, który był wesoły niczym u niebieskiego stworka. Chochlik, tak? Niecierpliwie zacząłem delikatnie machać nóżkami, które odbijały się od tapicerki sofy. A tam, mama wyczyści.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   11.04.16 22:45

Katya nie miała najzwyczajniej w świecie doświadczenia w obcowaniu z dziećmi. Charles był jedynym osobnikiem, tak młodym, który sprawiał, że jej uśmiech gościł na twarzy częściej niż można było początkowo zakładać. Przypominał jej urocze stworzenie, które można chwycić za policzki i nieco wytarmosić, ale przecież zadzierać z groźnym smokiem nie wypada, prawda? Uśmiechnęła się wręcz rozczulona jego odpowiedzią, na którą parsknęła pod nosem śmiechem.
-Och, rozumiem... - kiwnęła głową na znak, że naprawdę tak jest i skrzywiła się nieznacznie. Kto na Merlina daje dzieciakowi takie książki? -Dobrze twoja mamusia zrobiła. Na wszystko przyjdzie pora, Charles. W szczególności na dziewice i jednorożce - dodała asekuracyjnie, bo to było dość zabawne, że podchodziła do tematu jak do jajka, o które należało dbać i uważać na nie, by tylko nie spadło. Co jeśli jednak Harrietta nie do końca zdawała sobie sprawę, że jej synuś jest taki mądry? Opuszkami palców przesunęła po policzku chłopca i raz jeszcze posłała mu ciepłe spojrzenie.
-To my też musimy znaleźć odpowiednie jedzonko dla nas, zgadza się? - zagaiła luźno, a błysk w oku był widoczny i nie oznaczał on nic dobrego ani właściwego. Przynajmniej dopóki mama nie patrzy. -Robimy małe polowanie na łakocie? - zaproponowała entuzjastycznie i zaklasnęła w dłonie, bo cóż było lepszego jak pałaszowanie w kuchni, gdy rasowy kacur był gdzieś daleko?




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Charles Lovegood
avatar

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t1833-charles-seth-naifeh#23978 https://www.morsmordre.net/t2031-smocza-skrzynka#30186 https://www.morsmordre.net/t1867-slodki-smoczek#25036
buntownik z powołania
5
Półkrwi
Kawaler
Chcę jeść!
0
0
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Salon   12.04.16 17:53

Nie wiedziałem, co ciocia miała na myśli. Rzeczywiście coś jeszcze było w tym znaczeniu? - To znaczy, że dziewice też znaczą coś innego o dziewczynach? Bo mama mówi że nie jest dziewicą, a kuzynka Amara że jest... to znaczy, że dziewice to małe dziewczynki co nie wyszły za mąż?- zadałem pytany zaciekawiony własną teorią. Ja naprawdę w tym słowie nie widziałem nic złego! Mama powtarza, bym nie używał tego słowa, ale ono przecież nie jest obraźliwe! Przynajmniej to mi jest wiadome.
Zaraz uśmiechnąłem się czując jej palce na moim delikatnym policzku, a gdy rzuciła hasło: polowanie na łakocie, to uniosłem radośnie rączki ku górze. - Tak!- okrzyknąłem radośnie i zaraz wstałem z wygodnego siedzenia. Poszukiwanie słodyczy... nic lepszego nie mogło być! Zaraz słowa o dziewicach mi gdzieś uleciały, bo to już spadło głęboko... w wielkie dno niepotrzebnych w tym momencie faktów. Później może odkopię, ale na razie nie trzeba. Uruchomiłem swój siódmy zmysł wyszukiwania słodyczy i schwyciłem rączkę miotły.
- Chce ciocia coś kontre...konkret...kon-kre-tniej-sze-go?- musiałem przesy.... no podzielić sylaby na kilka części, bo miałem problem z wymówieniem tego trudnego słowa. Rzadko używam tego słowa, prawie wcale. Tak czy siak, zaraz wsiadłem na miotłę i oczekiwałem odpowiedzi od cioci Kat.





being human is complicated, time to be a dragon


Powrót do góry Go down
Katya Ollivander
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
25
Szlachetna
Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
8
6
0
0
0
0
0
1
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Salon   14.04.16 14:20

-Charles... - zaczęła poważnie, bo jego logika była tak okrutnie trafna, że Katya nie była w stanie podejść do tematu odpowiednio. Jakby mogła mu przyznać, że o to właśnie chodzi, choć wbrew - w jej przypadku - nie do końca? -Kochanie, jesteś bardzo mądry, ale wiele słów ma wiele znaczeń, musisz o tym pamiętać - mruknęła pod nosem, bo doprawdy traciła pewność, czy jest w stanie wybrnąć z ów sytuacji. Miała wrażenie, że niestety nie. Dzieci ją przerażały w pewien sposób, owszem miała dobre podejście względem nich, ale świadomość tego, że niebawem sama mogła zostać matką była dla niej przytłaczająca.
Cieszyła się więc, że zmienili temat na ten bardziej przyjemny. Było to oczywiste, że preferowała rozmowę o cukierkach i słodyczach niż o dziewicach. Podjęła jednak w międzyczasie decyzje o wysłaniu listu do Harrietty, by zaraz potem z nią porozmawiać na temat sukni ślubnej i jej nad wyraz mądrego synka.
-Zdaję się na gust mojego małego smoczka - dodała i asekurując go względnie, gdy już siedzał na miotle, poszła za nim. Musiała mieć na tego smyka oko, wszak zdecydowanie potrafił wariować i to za bardzo, a ona nie chciała być powodem jego upadku. Posłała mu jeszcze pokrzepiając uśmiech, a już po chwili znajdowali się w kuchni. -Tylko nie za dużo, żebyśmy nie wpadli w kłopoty.

/kuchnia <3




meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   13.01.17 0:58

/06.04, południe

Nie mogła powiedzieć, by nie tęskniła za półwilą, nawet, jeśli podobne wyznanie charakteryzowałoby się irytującą ckliwością, której sobie odmawiała i szczerze nią wzgardzała. Wyglądało jednak na to, że cała plejada ciepłych, miękkich uczuć, jakie wywoływała w niej kuzynka, tworzyły spiralę niezgodności w jej głowie, które jednak zaraz były gaszone przez wspomnienie jej uśmiechu. Prawdopodobnie nie istniało na świecie nic, nawet jej własna kariera, o co dbałaby bardziej niż o Harriett Lovegood. I to chyba wszystko przez wspomnienie z dzieciństwa, kiedy niezależnie od wszystkiego, od łez cisnących się jej do oczu, nie miała zamiaru pokazywać po sobie tego bólu - wtedy Osa zdała sobie sprawę, jaka drobniejsza blondynka jest podatna na krzywdy tego świata i nie potrafiła nic poradzić na to, że miała ochotę rozłożyć wokół niej parasole, które będą odbijać wszystko co złe. Upartość była rodzinna, bo młodsza kobieta nigdy nie pozwalała jej na zbytnie profanacje własnej siły, jakby nie rozumiała, że Selina z największą przyjemnością będzie dla niej silna i nie widzi w tym żadnego ciężaru, którego mogłaby nie udźwignąć.
Mimo wszystko musiała jej o tym czasem przypominać. Lata mijały, a matka Charliego zaczynała być coraz skrytsza, używać gry aktorskiej nawet przed najbliższą przyjaciółką, zdając się być trawiona przez niechęć do samej siebie za słabość. I z tym ścigająca nie potrafiła sobie już poradzić, kompletnie nie mając pojęcia jak dać jej oparcie, kiedy zapadała się sama w sobie, oddalając się coraz bardziej, kiedy utrzymywała, że wszystko jest w najlepszym porządku. Ścigająca sama tkała zbyt regularnie gęste sieci kłamstw, by nie zauważyć podobnego cienia. I chyba tylko to zmuszało ją do wynurzeń, jakby liczyła na to, że to tknie tą drugą stronę do podobnych czynów. A deklaracja w ostatnim liście była już ostatecznym aktem poświęcenia, kiedy obiecała absolutną szczerość. Ze strony Harriett nie mogła się jednak spodziewać niczego złego, więc uspokajała samą siebie zawzięcie, że nie powinna się niepokoić. Właściwie to szła przecież na to spotkanie z uśmiechem na twarzy - tak dawno się nie widziały! Ten niespodziewany wyjazd (właściwie to wciąż nie znała dokładnego powodu poza chęcią zmiany i odpoczynku, co oczywiście było niczym innym jak mydleniem oczu!), potem cisza po jej powrocie... Ale w końcu miały okazję wszystko nadrobić i znowu zbliżyć się do siebie tak, jak dawniej. Nie mogłaby się bardziej cieszyć.
Oczywiście, sprawy wspominane przez kuzynkę w liście zmywały jej nieco zadowolenie z oblicza. Wydawała się zmartwiona. Coś musiało się wydarzyć. Porzuciła tak łatwo swoje nadzieje i entuzjazm, co jasno wskazuje, że po raz kolejny się zawiodła.
Kolejne procesy myślowe, które tylko boleśnie kuły ją w klatkę piersiową, kiedy tylko zdawała sobie z większej ilości czynników sprawę, zostały przerwane przez wypowiedzenie odpowiedniego adresu i zniknięcie w odmętach pyłu, by chwilę później przekroczyć próg dobrze znanego pomieszczenia.
-Hattie?-otrzepała szatę, rozglądając się wkoło. Znalezienie gospodyni nie było jednak tak trudną sztuką.-Wyglądasz blado.-zauważyła z cichym cmoknięciem, zanim przyciągnęła ją do siebie, by niedelikatnie uściskać. Takie okazywanie czułości z jej strony nie były częstym aktem, więc bez wątpienia tęsknota odcisnęła na niej swoje piętno.-Brakowało mi ciebie.-powiedziała pod wpływem chwili, z policzkiem wciąż przyciśniętym do jej głowy. Odsunęła się szybko, jakby oparzona tym nagłym przypływem czułych wyznań.
Obrzuciła raz jeszcze drugą blondynkę uważniejszym spojrzeniem, oceniając jej stan.
[b]-Jak się czujesz?-zapytała konkretnie, przechodząc do kuchni, by zakomenderować, by odżyła i zaczęła proces parzenia herbaty za tknięciem różdżki. Nie miała zamiaru czuć się w jej domu nieswojo, a tym bardziej dać się dłużej zwodzić.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Salon   13.01.17 16:50

Rozkojarzenie pełzało po ścianach i oplatało coraz ściślej smukłą sylwetkę Harriett, która kręciła się z kąta w kąt, nie mogąc znaleźć sobie miejsca ani zająć się niczym, co skutecznie odciągnęłoby jej myśli w rejony neutralne, nieskażone echami ostatnich przeżyć. Słodka ekscytacja wywołana wizją wielkich zmian, jakich zamierzała się podjąć w nowym roku, ulatywała z niej stopniowo niczym powietrze z przebitego balonika, a ona sama nie wiedziała za bardzo co uczynić, by zatrzymać ją w miejscu - i czy w ogóle miało to jakikolwiek sens. Może przeceniła swoje możliwości dokonania prawdziwej rewolucji, może zbyt namiętnie trzymała się utartych schematów, by pozostać wierną złożonych sobie obietnic i wskoczyć od razu na głęboką wodę, wciąż nie wiedząc jak dobrym pływakiem się okaże?
Wyczekiwała spotkania - minęła cała wieczność odkąd widziały się ostatnim razem - i jednocześnie czuła wzbierający się pod skórą niepokój przed konfrontacją ze swoim zwierciadłem prawdy. Nie wątpiła ani przez chwilę w to, że jej ukochana kuzynka wyczytała już między wierszami wszystko, co tylko było do wyczytania i niezależnie od tego, jak wiele młodsza z blondynek próbowała i będzie próbować załagodzić, kolejne warstwy mamiących złudzeń zostaną zdarte jedna po drugiej, dopóki nie zostanie już nic oprócz tego, czego Harriett nie chciała widzieć. Ale, pomimo odczuwanego napięcia, czuła przecież niewypowiedzianą wdzięczność za perspektywę zbliżającej się oczyszczającej atmosferę rozmowy, możliwości uzewnętrznienia się przed tą jedną osobą, która, choć nienawidziła jej zawodzić, nigdy nie wyrażała pod jej adresem wyłącznie surowej krytyki, nie oceniała jej brutalnie, podcinając przy tym skrzydła, a wprost przeciwnie - robiła wszystko, by zdjąć jej z barków ciężar, ugładzić zwichrzone zawieruchą pióra i pomóc ponownie wzbić się w przestworza. Osa, żądląca dotkliwie wszystkich oprócz półwili, najprawdopodobniej nigdy nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak uzdrawiająca jest jej troska. Jak bezcenna jest jej obecność.
Ostatnie dni poświęciła głównie zaległościom korespondencyjnym, niewielkich rozmiarów sowa przesiadująca na parapecie nieopodal sekretarzyka od zaledwie początku kwietnia odbyła więcej lotów niż przez cały pierwszy kwartał roku i chociaż większość listów nagromadzonych na blacie z wiśniowego drewna pozostawało dziwnie niezrozumiałych i wprawiało Lovegood w konsternację wyrażaną marszczeniem jasnych brwi, list, który właśnie przytraczała do wyciągniętej nóżki Alfonsa był dobrym listem. Gratulacyjnym, skierowanym niedaleko, zaledwie na nadmorskie granice Kent. Zamykała właśnie okno po wypuszczeniu w świat sowy, gdy usłyszała charakterystyczny trzask kominka sprawiający, że momentalnie odwróciła się na pięcie, by szybkim krokiem przemierzyć odległość dzielącą ją od Seliny.
- To zapewne brak słońca, Sel - zaśmiała się cicho, chłonąc ciepło jej objęć, jakby sama odczuwała tylko chłód. Zimowe miesiące nie są łaskawe, sama wiesz jak jest.
- Przepraszam, że tak długo zwlekałam ze spotkaniem, cholernie się stęskniłam - szepnęła w zagłębienie jej szyi, nim do ścigającej dotarło jak dalece odbiegła od swojego zwyczajowego (nie)wyrażania uczuć, zmuszając ją do odsunięcia się. Jak się czujesz? Pytanie zadźwięczało donośnie w jej uszach.
- Już lepiej - odpowiedziała ostatecznie, dochodząc do wniosku, że brzmi to bardziej wiarygodnie niż dobrze, a względność tego krótkiego stwierdzenia właściwie nie czyni go nieprawdziwym. Może nie lepiej niż wtedy, gdy adresowała do Lovegood paryskie listy, lecz na pewno lepiej niż w zeszłym miesiącu. Chyba. A może wcale nie? Wszystko mieszało jej się w głowie, gdy podążała za blondynką do kuchni, nawet nie próbując jej wmawiać, że w ich przypadku istnieje granica pomiędzy gościem a gospodynią. Selina była przecież u siebie. - Czy naiwnym będzie liczenie na to, że z miejsca opowiesz mi o swoich sprawach? - zapytała po chwili, gdy znad czajnika zaczęły się wydobywać pierwsze obłoki pary.
[bylobrzydkobedzieladnie]




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home



Ostatnio zmieniony przez Harriett Lovegood dnia 13.01.17 21:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   13.01.17 17:35

Wszystko ostatnio było istnym chaosem - nie potrafiła żadnej ze spraw poświęcić na tyle uwagi, by dociągnąć je do końca i zamknąć, by z satysfakcją stwierdzić, że ma to za sobą. Każdy naglący problem atakował ją znienacka, wyczerpując swoją moc na szarpanie jej nerwów i tworzenie mętlika w głowie, by zasiać tam swoje ziarno i zrobić miejsce dla innych tematów, które robiły to samo. Jej mózg zdawał się pulsować od mnogości wrażeń. Rzadko kiedy była jakkolwiek podatna na bodźce z zewnątrz, toteż zazwyczaj wystarczało, że odpędziła się od tego jak od natrętnej muchy. Coraz więcej rzeczy zaczynało jej jednak dotyczyć i nie mogła nic poradzić na to, że była tym rozdrażniona. Wszystko lawinowo zaczęło się od tych piekielnych oświadczyn Brandta i Morgan, by potem przejść ekspresem przez lekkomyślną i intensywną znajomość z Leonardem, śmierć Alfreda, powrót Fredericka i związane z nim dylematy, których wolałaby nie posiadać, prośbę Aarona i niepokój związany z aktualnymi wydarzeniami. To wszystko zdawało się tylko zapętlać wokół niej i dusić, a jej wybuchy zdawały się wcale nie pomagać. Każda sprawa pozostawała tak samo aktualna, bo kompletnie nierozwiązana - były jak pudła, które miały niebezpieczną zawartość. Nie wiadomo, kiedy w końcu wybuchną jej w twarz, a nie mogła się ich tak zwyczajnie pozbyć. Jedynym problemem, z jakim potrafiła sobie radzić, była Harriett. Nawet, jeśli koneksje emocjonalne były z nią bardzo silne, nigdy nie miały w sobie nic z destruktywnej mocy, która mogłaby zrobić komukolwiek krzywdę. Była spokojna w jej towarzystwie i dobrze się w nim odnajdywała.
Dlatego moment, w którym znalazła się w znajomych ścianach, spotkał się z westchnieniem ulgi. Tu nie czuła się zagubiona ani nękana przez konsekwencje swoich decyzji. Jej umysł mógł w końcu odpocząć, kiedy nie musiał trwać w trybie obronnym, a cały świat czekał za oknem, aż Selina podejmie po raz kolejny walkę o kolejny dzień i swoje miejsce w nim. Było coś relaksującego w tej świadomości, że tutaj nigdzie jej się nie spieszy.
Mimo spokoju, jaki odczuwała w tym domu, nie mogła sobie poradzić z dokuczającym jej uczuciem, że nie potrafi do końca poskładać układanki w całość. Miała tylko kilka drobnych elementów i mnóstwo luk, w których bez wątpienia były składowe, które martwiły ją najbardziej. Co się stało, Harriett? Ciepłe objęcia, jakie dzieliły, jednocześnie wypełniały tęsknotę, ale też odbijały piętno na rosnącym napięciu. Półwila była cicha, jakby zawstydzona i definitywnie ckliwa. Selina wydała z siebie westchnięcie, uśmiechając się blado na jej wytłumaczenie.
-Cóż, przynajmniej nie skończą nam się tematy do rozmowy.-zauważyła z nikłym rozbawieniem, przeciągając spojrzenie. Zawahanie przy odpowiedzi na jej pytanie tylko pogłębiło zmarszczkę na jej czole. Kątem oka obserwowała postępy czajnika. Chyba mogła poczekać z wyciąganiem ciężkiej artylerii do momentu, aż usiądą z kubkami herbaty przy kominku. Wstrzymała więc na moment natrętne pytania, starając się być cierpliwą.
Zaskoczyła ją swoim pytaniem, może nawet nieco bawiąc Osę swoją troską.-Nie musisz nadawać im tyle wagi, to nic istotnego, Harriett.-zbagatelizowała płynnie problemy, o których pisała pod wpływem emocji przyjaciółce, z dziecinną łatwością rozszerzając usta w uśmiechu, który miał sugerować, że to nie nią należy się martwić.-Właściwie to nie ma o czym opowiadać. Jestem przekonana, że... Mastrangelo, o którego cię wypytywałam, nie pojawi się już w moim życiu. Mamy tak odmienne poglądy, że prawdopodobnie tylko by mnie irytował.-zaśmiała się, nie patrząc na nią, kiedy tłumaczyła jej jak trywialna jest to sprawa. Nie rozwodziła się więcej na ten temat, nie rozwijając też drugiej sprawy, o której napomknęła pisemnie kuzynce. Zamiast rozkazać filiżankom wyłonić się z szafek, zaczęła wyciągać z nich wszystko manualnie, poruszając się sprawnie po kuchni. Milczała, brzękając tylko od czasu do czasu zastawą.-Ale dość o tym.-kolejny uśmiech, kiedy się obracała, lewitując przed sobą dwie parujące filiżanki.-Powiesz mi w końcu co się u ciebie dzieje? Dlaczego zdecydowałaś się wyjechać?-spoważniała, skupiając swój wzrok na drobnej twarzy.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Salon   13.01.17 23:43

Mijający rok odcisnął ciężkie piętno na nich wszystkich, przyznając każdemu sporą porcję tragedii ciężkich do pojęcia. Może było to głupie ze strony Harriett, która była przecież doskonale świadoma profesji swojego świętej pamięci małżonka (ba! poznali się w trakcie aurorskiej interwencji, która zwróciła jej wolność dosłowną, by odebrać tą metaforyczną) oraz ryzyka z nią związanym, jednak nigdy nie spodziewała się, że kiedykolwiek doczeka dnia, w którym Zaim nie wróci z pracy, ani dnia, w którym przyjdzie jej sypać garść suchej ziemi na drewniane wieko jego trumny. Głupie przekonanie, że dobrym ludziom (a właśnie do tej kategorii zaliczał się Naifeh) nie może się przydarzyć nic złego. Przydarzało się jednak wciąż i wciąż, bez końca, hurtowo i bez pardonu. Eilis wszak nie zasługiwała na śmierć, która zabrała ją w tak młodym wieku, plantacja Lovegoodów nie powinna zostać zniszczona, wila, której truchło znalazła w piwnicy handlarzy, nigdy nie powinna ginąć w imię hedonistycznych zachcianek ludzi o pełnych sakiewkach - wyliczanka zdawała się nie mieć końca, a każdy kolejny punkt dolewał kolejne krople do już i tak przelewającej się czary goryczy.
- O to z pewnością nie mamy się co martwić - zaśmiała się dla rozluźnienia atmosfery, choć nie sądziła, by kiedykolwiek wcześniej brak tematów był ich realnym powodem do zmartwień. Prześlizgnęła się spojrzeniem po znajdujących się za otwartymi drzwiczkami szafki filiżankach, z których jedna miał praktycznie niezauważalnie wyszczerbiony rant (nieznaczna skaza doprowadzała Harriett do szewskiej pasji myślą o tym, że nie była w stanie całkowicie doprowadzić swojej ulubionej porcelany do stanu świetności po tym, jak Charlie nieostrożnie zrzucił część zastawy śniadaniowej na podłogę), jednocześnie udając, że nie dostrzega ostrzegawczej zmarszczki rysującej się na twarzy Seliny.
- Pozwól mi, że sama to osądzę - zaprotestowała miękkim tonem, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że jeśli teraz odpuści, wspomniane wcześniej tajemnicze sprawy ponownie skryją się w gęstych kłębach milczenia i niewiedzy. Wysłuchała słów blondynki, co jakiś czas przytakując, chociaż nie potrafiła się z nimi zgodzić. - Odmienne poglądy to nie koniec świata - wtrąciła swoją uwagę, próbując podejść do tematu zdroworozsądkowo - nawet jeśli od dawna już nie bratała się z rozsądkiem. - Nie masz czasem wrażenia, że zbyt szybko skreślasz? - niektórych ludzi, niektóre szanse, słowa pisane w listach pod wpływem emocji. Nigdy nie poznała irytującej strony Leonarda, lecz może nie było to jej miejsce do czynienia komentarzy na temat Mastrangelo, powstrzymała się więc, ograniczając do ogólnych schematów. - A ta druga sprawa? - spytała, nie dając zbić się z tropu próbą zbagatelizowania wszystkiego. Obiecały sobie szczerość, niech więc obietnicom stanie się zadość - tym bardziej, że sama szykowała się ambitnie do emocjonalnego ekshibicjonizmu.
- Potrzebowałam odmiany - rozpoczęła ostrożnie, wracając na powrót do salonu w towarzystwie kuzynki i unoszących się gładko w powietrzu filiżanek. Zajęła miejsce na jednym z burgundowych foteli, ujmując w palce kruchą porcelanę i zastanawiając się nad tym, co powiedzieć dalej. - Każde z pomieszczeń tego domu przypominało mi Eilis, która zaledwie parę tygodni przed śmiercią zajmowała się Charliem, pomagała mi ze wszystkim… - powiedziała wyjaśniająco, nakreślając jeden z powodów swojego styczniowego przygnębienia i chęci wyrwania się. - Chciałam ułożyć sobie wszystko w głowie, w innym otoczeniu, po raz pierwszy od dawna skupić się na sobie, niezależnie od tego, jak egoistycznie to brzmi - była przecież matką, miała niezbywalne zobowiązania, a i tak zostawiła syna pod cudzą opieką. Czy to czyniło z niej złą osobę? Nie wypowiedziała pytania na głos, w ustach szykując kolejne słowa. - W noc przed wyjazdem był u mnie Ben - wyznała ostatecznie, przerywając zapadającą na nowo ciszę. - Znaczy, na Merlina, to zabrzmiało źle! - - zreflektowała się szybko, uzmysławiając sobie niefortunność kryjącą się pomiędzy wierszami zestawionymi z dobrze znaną Lovegood historią.
- Przyszedł do oranżerii, miotał się jak zranione zwierzę, był w naprawdę kiepskim stanie… - wyjaśniła, nie potrafiąc właściwie przyznać, że spotkanie to miało bezpośredni wpływ na plan wyjazdu, mimo że to właśnie osobliwe wydarzenia styczniowej nocy przypieczętowały jej decyzję o ucieczce.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Selina Lovegood
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t986-selina-lovegood#5480 https://www.morsmordre.net/t1028-alfred-wlasnosc-seliny-lovegood#5823 https://www.morsmordre.net/t1027-will-you-dare-selina#5821 https://www.morsmordre.net/f133-queen-elisabeth-walk-137-2 https://www.morsmordre.net/t1131-panna-lovegood
ścigająca Os, naczelna zołza, bywalczyni kolumn Czarownicy
30
Czysta
Panna
pride
will be always
the longest distance
between us
5
24
1
0
0
0
36
11
Czarownica

PisanieTemat: Re: Salon   14.01.17 0:37

Ostatni rok faktycznie należał do wybitnie pechowych dla całej rodziny. Aaron, który miał - podobno - szczęśliwie się ożenić, odnajdywał swoje ukojenie, pasję i troskę w najdroższej herbaciarni, musiał porzucić swoje plany na rzecz zobowiązania, które wyniszczyło nie tylko plantację i odebrało mu nieco serca do biznesu, to jeszcze stworzyło zadrę między kochankami, a także poczyniło szkody wśród wujów, wprowadzając terror i strach w ich życie. Nie wyobrażała sobie jak musiał się z tym wszystkim czuć, a tym bardziej ze świadomością swojego czynu, która będzie go jedynie przygniatać do ziemi. Wyobrażała sobie, że Imbryk jedynie mu przypomina o tych strasznych wydarzeniach, a niesprawiedliwość, jaką musiał czuć, że mimo braku swojej winy musiał ponownie walczyć o wygranie uczuć ukochanej... Selina była wdzięczna, że mogła zabrać część mroku z jego barków. Nawet, jeśli doprowadzały ją do obłędu. Był jeszcze Apollinare, który pechowy rocznik zaczął już w '54. No i Harriett. Jej słodka, niewinna Harriett, która nie zasługiwała na żadne zło tego świata, a mimo wszystko była nim dotykana tak dotkliwie i nienawistnie.
Blondynka zdusiła westchnięcie, słysząc prośbę półwili. Wyglądało na to, że jednak nie pójdzie jej tak gładko jakby chciała, co musiała jednak przyjąć na siebie bez marudzenia - w końcu sama zadeklarowała, że powinny liczyć wobec siebie na całkowitą szczerość. Zadrżały jej usta, kiedy ciągle stała odwrócona plecami do drugiej kobiety, wyrównując to, jak filiżanki stały na spodkach. Bezsensowna czynność, ale przynajmniej mogła czemuś przykuć uwagę.
-To jest koniec, Hattie, jeśli w grę wchodzi odrzucenie.-ucięła ostrym tonem, dając się zbytnio ponieść emocjom. Odwróciła się, przestraszona swoją nagłą reakcją, układając usta do bezgłośnych przeprosin. Wypuściła ciężki oddech, pocierając własne dłonie w nerwowym geście.-Myślę, że oboje jesteśmy zadowoleni z takiego obrotu spraw.-powtórzyła spokojniej.-Nie tracimy swojego czasu. Oboje... oczekiwaliśmy czegoś innego.-wytłumaczyła, unosząc dumnie brodę do góry, biorąc kolejny głęboki oddech.
Taka była prawda, czyż nie? Mastrangelo zdawał się kompletnie nie dostrzegać, że nie jest w stanie działać wbrew swojej naturze i z wdzięcznością oddać się z jego ramiona, zmieniając swoje wszystkie życiowe priorytety. Nie był czynnikiem przewrotowym w jej życiu. Był... nagle był zbyt blisko, by potrafiła dłużej trzeźwo analizować sytuację. Popłynęła, zapominając o rozsądku, żałując każdej chwili, a zwłaszcza tego upokorzenia, kiedy z taką okrutnością przyznał, że nie jest tym, czego chce. Że jest niewystarczająca. Jakiej zmiany oczekiwał, skoro już tyle naginała, wbrew każdej komórce swego ciała wytwarzając w sobie tak silną sympatię do jego osoby, że samo wspominanie o nim bywało bolesne.
Rzuciła przyjaciółce długie spojrzenie, kiedy zapytała o drugą sprawę, jakby oceniając czy naprawdę musi poruszać ten temat.
-W Nowy Rok... spotkałam Fredericka Foxa po dwunastu miesiącach milczenia.-powiedziała wolno, ponieważ sama nie miała pojęcia jak ułożyć to sobie w głowie.-Nie mogę powiedzieć, by był mi on kompletnie obojętny, to fakt.-przyznała, obronnym tonem.-A on... wyhodował sobie coś na rodzaj uczucia do mnie. Ciężko z tym walczyć, wydaje się być o tym dosyć przekonany.-powiedziała, jakby to z nim było coś nie tak, a nie z nią.-Nie chciałabym z nim jednak zrywać kontaktu.-mówiła obcym, rzeczowym tonem, prostując się, jakby upewniała się w swojej decyzji i w tym, że nie ma w tym nic nienormalnego.-Choć to nie jest najprostsze...-przyznała cicho, zerkając na Harriett jakby spłoszonym wzrokiem, kiedy przypomniała sobie o niedogodnościach ich spotkań. Jeżeli tak się czuła jej kuzynka za każdym razem, to nie dziwiła się, że ostatnio milczała na temat swoich problemów! Wzruszyła ramionami na koniec, obronnie, jakby to nie było nic strasznego i nie miała nic więcej do dodania.
Sprawy drugiej Lovegoodówny były dla niej dużo istotniejsze, więc z prawdziwą ulgą przyjęła to, że w końcu otworzyła wargi i zaczęła mówić. Nie spieszyła się, podobnie jak ona wcześniej, zastanawiając się jak ubrać to wszystko w słowa. Selina miała nadzieję, że nie pomijała zbyt wiele kwestii.
Wspomnienie Eilis wywołało na jej czole zmarszczkę, a dłoń nieco bezsilnie zacisnęła się na uchu filiżanki, ale nie przerywała jej. Nie mogła ją uchronić przed stratą opiekunki. Rozumiała niejako jak musiała się czuć, kiedy i w jej sercu została pustka po stracie Alfreda.-Więc jaki miałaś plan na Francję? Byłaś taka podekscytowana...-przypomniała sobie, nie potrafiąc zmyć wyrazu zmartwienia z twarzy.-To nie brzmi egoistycznie, Hattie.-wtrąciła jej zaraz, nawet nie ukrywając, że nie podoba jej się, iż tak myśli.-Charles to duży, dzielny chłopiec.-przypomniała jej, uśmiechając się blado.
Kolejna rewelacja jednak ją wytrąciła nieco z równowagi. Odłożyła gwałtownie zastawę, patrząc intensywnie na nią. Wiedziała, że w to wszystko wplątany był Wright! Złość odbiła się momentalnie na jej twarzy, choć powstrzymywała się przed gwałtowniejszymi reakcjami.
-Czego on tutaj szukał?-zapytała, zaciskając palce w pięści. To było tak dawno temu... A ona o niczym nie wiedziała!-Wiedziałam, że to przez niego...-fuknęła, wściekła.






I care for myself.
The more solitary, friendless, unsustained I am,
the more I will respect myself.
Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Salon   19.01.17 20:39

Wciąż pozostawała w słodkiej nieświadomości w kwestii szczegółowego biegu wydarzeń odciskających piętno na Aaronie, trzymana przez rodzinę pod kloszem niewiedzy wciąż nie wiedziała dokładnie, co miało miejsce w Indiach, jak wiele kosztowało go rodzinne dziedzictwo ani ile ważyły tajemnice, które nosił w sobie i których jej nie dane było poznać. Na domiar złego, wcale nie była pewna tego, czy w kwestiach dotyczących Seliny wiedziała cokolwiek więcej, skoro ścigająca przy każdej próbie wypytania jej o szczegóły dotyczące życia prywatnego stosowała uniki podobne do tych rodem z boiska i odnosiła podobną skuteczność w starciu z Harriett, która nie potrafiła bezkompromisowo przyciskać ludzi, gdy odbierała pierwsze sygnały narastającego dyskomfortu - w przypadku Seliny próg ten był wyjątkowo niski.
Przysłuchiwała się pobrzdękiwaniu porcelany, chociaż same filiżanki nie przyciągały jej uwagi, która była całkowicie skupiona na kuzynce. Jej plecy wydawały się być nienaturalnie spięte, ramiona nie zwisały swobodnie wzdłuż tułowia, zdradzając nerwowość, która zaledwie chwilę później objawiła się w pełni w jej głosie. Nie uraziła jej nagłym odsłonięciem emocji - jakżeby mogła? Harriett przygryzła w zamyśleniu dolną wargę, hamując się przed impulsywnym wyrzucaniem z siebie kolejnych słów, przychodzących automatycznie, choć bez cienia zrozumienia.
- Odrzucenie? - powtórzyła, z jednej strony nie oczekując rozwinięcia, a z drugiej zderzając się z niemiłym zaskoczeniem, że wspomniane wcześniej poglądy nie dotyczyły kwestii geopolitycznych, tylko tych znacznie bardziej kluczowych, bliższych sercu i stających na drodze owocnych relacji. - Jeśli cię odrzucił, chyba będę zmuszona zrewidować swoje zdanie na jego temat - oznajmiła, nie kryjąc wkradającego się w jej ton oburzenia. Oczywiście, Selina nie należała do najłatwiejszych w obyciu, ale… Leonard musiał wiedzieć o tym doskonale - mało tego, najprawdopodobniej właśnie to przyciągało go do Lovegood. Czyżby jednak po czasie odkrył, że Osa jest czymś więcej niż był w stanie znieść i dlatego odstawił ją na bok, niczym zabawkę, która nie spełniła jego wyobrażeń? - Jeśli chciał, byś naginała swoją wolę do jego oczekiwań, może faktycznie taki obrót spraw jest dobry - dodała, wciąż nieświadomie marszcząc brwi. Nie potrafiła tego pojąć, ale jednego była pewna: Selina niczym sobie nie zasłużyła na podobne traktowanie. Tym chętniej przeszła do kolejnego tematu, przytakując lekko głową i układając sobie w odpowiednich miejscach kolejne obrazki. Frederick Fox znów pojawił się na horyzoncie, czy wyniknie z tego burza?
- Dlaczego miałabyś z nim zrywać kontakt, jeśli wyhodował sobie coś na kształt uczucia, a jak sama mówisz, nie jest ci kompletnie obojętny? - zapytała konkretnie i bez niedomówień, dochodząc do wniosku, że ograniczenie się do tylko jednego pytania zwiększy szanse na uzyskanie rzetelnej odpowiedzi. - Najlepsze wybory rzadko kiedy są najlepszymi - szepnęła, podchwytując spojrzenie tak dalece odbiegające od zwyczajowej hardości. Sięgnęła po dłoń blondynki, by ścisnąć ją w pokrzepiającym geście trwającym zaledwie parę chwil - wystarczająco długo, by wyrazić to, czego nie była w stanie przekazać werbalnie, lecz jednocześnie za krótko, by zirytować ją ckliwością.
Plan na Francję. Machnęła lekceważąco ręką, tym jednym gestem przekreślając wagę nadawaną wszystkim styczniowym listom. - Znasz mnie, jestem trochę słomianym zapałem. Ekscytuję się byle czym i szybko tracę zainteresowanie - mówiła lekkim głosem, jakby oderwanym od rzeczywistości, w której można było ją określić na wiele różnych sposobów, lecz słomiany zapał nie był jednym z nich. - Przez krótki czas kiedy tam byłam, wydawało mi się, że może być jak dawniej, że może mogłabym znowu śpiewać - plan na Francję powracał niczym bumerang. - Spotkałam się z dyrektorem opery Garnier, wciąż pamiętał mnie z występów gościnnych i chciał, żebym śpiewała u niego, ale… w tym rzecz, wcale nie jest jak dawniej. Mam zobowiązania, tu, na miejscu, nie mogę tak po prostu się spakować i zacząć od nowa gdzie indziej, nie mogę spędzać całych dni na próbach, by wracać do domu późnym wieczorem, nie mogę pozwolić, by Charlie z półsieroty ze względu na moją karierę zmienił się praktycznie w sierotę oglądającą mnie częściej na zdjęciach niż na żywo - zaskakujące, jednak dało się powiedzieć to wszystko przy jednym podejściu, wystarczyło tylko otworzyć usta i wypowiedzieć parę pierwszych słów, by wzbudzić efekt lawinowy i przywołać resztę. Resztę napawającą ją wstydem, na bladych policzkach wykwitły rumieńce, gdy Harriett przytykała usta do brzegu filiżanki, by upić łyk herbaty. - Naiwne mrzonki, już się z nich wyleczyłam - zapewniła w przerwie pomiędzy kolejnymi łykami rozgrzewającego napoju. To nie brzmi egoistycznie, Hattie. Chciałaby to usłyszeć jeszcze raz.
Cichy protest porcelany wyrwał ją z zamyślenia. Odnalazła spojrzeniem wzburzoną twarz Seliny, przesunęła lazurowymi tęczówkami po zaciśniętych pięściach i przez jej głowę przemknęła nieznośna myśl, że może jednak tej wieści należało jej oszczędzić.
- To nie przez niego, Selino - zaprzeczyła, powracając do starych, dobrych schematów stawania w obronie Benjamina, nawet gdy tego nie potrzebował. - Chciał dokończyć rozmowę, której nie udało nam się odbyć w sylwestrową noc - czy to lekkie nagięcie rzeczywistości nie brzmiało pięknie? Mordercze bałwany skutecznie wtedy stawały na przeszkodzie, wciąż pamiętała serię ostrych sopli wyrastających tuż przed nimi. Wcale nie gorzej pamiętała potłuczone doniczki.
- Przeprosił mnie - wyrzuciła z siebie kolejne oświadczenie. - Za wszystko.
I co teraz?




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Salon
» Bar i salon gier "Chaco Taco"
» Salon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Canterbury, Honey Hill-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18