Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główna brama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główna brama   12.03.16 2:32

First topic message reminder :

Główna brama

Czarodziejskie zoo odgrodzone jest od mugoli wieloma zaklęciami obronnymi; Ministerstwo Magii musi wszak wziąć pod uwagę, jak bardzo niebezpieczną inicjatywą jest samo jego utworzenie. Zbłąkany mugol prawdopodobnie zginąłby wewnątrz ogrodu bardzo szybko. Jedyne wejście prowadzi przez mur, z którego należy wyjąć odpowiednią cegłę, aby otworzyć tajemne przejście, po drodze należy podać hasło otrzymane na zakupionym wcześniej - listownie - bilecie.
Tuż przy bramie śpi stary cerber, raczej maskotka zoo niż jego strażnik; jest tak stary, że już od kilku lat nie ma w pysku ani jednego zęba. Wciąż jego szczęki mają jednak wystarczająco dużo siły, żeby poważnie zranić dorosłego czarodzieja. Prawdopodobnie z tego względu nad cerberem tańczą dwa zaczarowane flety, nieustannie grające cichą zsynchronizowaną kołysankę.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna brama   20.08.17 20:50

Otoczenie wydawało się bardziej przygnębiające niż dawniej. Choć uliczka prowadząca do wejścia do ogrodu magizoologicznego nigdy nie była zbyt ruchliwa, teraz trąciła pustką, a otoczenie wydawało się szare i ponure. Nie była pewna, czy powodem są anomalie, czy niezbyt przyjemna jak na maj aura. Nie wiedziała, jak to wszystko wyglądało w oczach mugoli, którzy do tej pory nawet nie wiedzieli o magii, a tymczasem ponoć sami mogli doświadczyć anomalii. Pewnie nie rozumieli, czym są i bali się ich, a im nie miał kto pomóc, tak jak miało to miejsce w przypadku czarodziejów, których po zranieniu przez anomalie mogli poskładać uzdrowiciele. Josie nagle zrobiło się ich żal, choć nigdy nie wykazywała większego zainteresowania ich światem i bardzo niewiele o nim wiedziała, prawie nic. Świat magii był na tyle obszerny i zajmujący, że całkowicie jej wystarczał i nie czuła potrzeby wymykania się do tego innego, pozbawionego czarów świata.
Nie spodziewała się ujrzeć tu nikogo, a już na pewno nie Marianny Goshawk, która jeszcze niedawno leżała poparzona na oddziale. Josie doskonale pamiętała moment, kiedy zobaczyła ją i dwóch innych czarodziejów w tamtej sali trzydziestego kwietnia, kiedy uczestniczyła w ich leczeniu. Takich widoków trudno było zapomnieć; może po latach, gdy naogląda się jeszcze większej ilości ran, to wspomnienie zatrze się w jej pamięci, ale póki co pozostawało wyraźne jako jedna z najbardziej drastycznych rzeczy, które miała okazję widzieć w swojej krótkiej, bo zaledwie dwuletniej pracy.
Zastanawiało ją to też z tego względu, że Marianna była podejrzewana o uczestnictwo w czarnomagicznym incydencie, który doprowadził do pożaru. Josie nie wiedziała o tym zbyt wiele poza wypowiadanymi szeptem uwagami, ale naprawdę trudno było w to wszystko uwierzyć. Marianna zawsze sprawiała wrażenie spokojnej, oddanej pracy uzdrowicielki, Josie mgliście pamiętała ją też z Hogwartu; również była w Ravenclawie, tylko parę klas wyżej. Nie pasowała do kogoś, kto szwendał się po Nokturnie i maczał palce w czarnej magii. Ale skoro ją wypuszczono i po zakończeniu pobytu w Mungu nie wylądowała w którejś z cel Tower, może to jednak była pomyłka? Nie wiadomo.
- Sama nie wiem. Nie jestem pewna, czy wchodzenie tam jest szczególnie rozsądne w obecnym czasie – odpowiedziała po chwili wahania, zwracając w jej stronę wzrok. – Nie wiadomo, jakie szkody poczyniły tam anomalie. – Słyszała o przypadkach popsutych zaklęć ochronnych, stworzeniach, których nic nie trzymało już w ryzach, więc kto wie, co działo się tutaj? Te obawy powstrzymały ją przed próbą wejścia do środka; nie była nawet pewna, czy przejście w murze wciąż działało. Albo czy po jego otwarciu nagle nie wyskoczy na nią ranne, wygłodniałe i oszalałe od złej magii zwierzę. – Obawiam się, że zwierzęta też mogły to poczuć. Tą złą moc – dodała, przygryzając lekko wargę. Naprawdę nie powinna tu przychodzić, ale zbyt późno uświadomiła sobie możliwe konsekwencje i przywołała w pamięci zasłyszane na korytarzach Munga informacje. I tym sposobem znalazła się tutaj, po czym nieoczekiwanie spotkała Mariannę. – Nie wiedziałam, że też interesują cię magiczne stworzenia – zagaiła po chwili. Niewiele wiedziała o tej kobiecie, a wydarzenia sprzed tygodnia pokazywały, że i ten obraz mógł być mylny. Ale nie zamierzała pytać o tamten dzień. Nawet jeśli Marianna naprawdę miała coś wspólnego z tajemniczym incydentem to na pewno jej o tym nie powie.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna brama   16.09.17 18:53

Długo pracowała nad tym by ludzie myśleli, że jest miłą i ułożoną kobietą, która woli oddać się pracy niż zabawom. Nie pokazywała się z mężczyznami, więcej czasu spędzając w Mungu niż we własnym domu. Ale każdy człowiek ma drugą twarz, taką też posiada Marianna. Mroczną, zapatrzoną w ogromną potęgę, której się obawiała i jednocześnie pragnęła chociaż ją musnąć. Póki co była jednak nikim, nisko w hierarchii wiedziała, że minie jeszcze sporo czasu nim będzie mogła z odwagą stanąć obok innych członków organizacji. Teraz jednak była tu, stała obok kobiety, którą znała tylko z Munga i, która nie wiedziała o drugiej stronie Marianny. Musiała więc przyjąć uśmiech na twarz i udawać, że to co się wydarzyło, było dla niej równie szokujące co dla innych. Patrzyła na Jocelyn uważnie, na jej słowa delikatnie kiwając głową. Wiedziała o co jej chodziło, anomalie szalały, ludzie i istoty magiczne bardzo na tym traciły. Ale, ogarniając anomalie, czerpiąc z nich siłę inni mogli zyskać. Rycerze i to dla nich szukałam tych miejsc, które można było przejąć.
- Rozumiem, ale nigdzie nie ma ostrzeżenia, że jest to miejsce niebezpieczne - zauważyła.
Rozejrzała się. Poszukiwała jakiejś tabliczki mówiącej, że wejście jest zabronione, ale niczego takiego nie dostrzegła. Być może było pierwszego, drugiego, może trzeciego dnia, ale był już tydzień po wybuchu i pewnie poradzili już sobie z kłopotami. A te niebezpieczne zwierzęta, które nie można było oglądać na pewno były w pewien sposób ogrodzone.
- Na pewno poczuły, ale trzeba być dobrej myśli, że za mocno nie ucierpiały - dodała ciepłym głosem.
Sprawiała wrażenie osoby, która naprawdę martwiła się o te stworzenia. Bo naprawdę tak było, byli dla niej ważniejsi niż niejeden czarodziej, w dodatku ten o nieczystej krwi. Ci czarodzieje mogli zdychać pod jej domem i pewnie nie zwróciłaby na nich uwagi, wykorzystała ich do swojej nauki czy obserwowała ich z okien ciągle przyzwyczajając się do uczucia, że sama przyczyniła się do czyjejś śmierci. Ale zwierzęta nie musiały cierpieć.
- Nie znam się na nich jakoś specjalnie, raptem tyle co pamiętam z Hogwartu, ale czasami lubię się przejść i je pooglądać - wzruszyła ramionami.
Nie było to nic nadzwyczajnego. Była uzdrowicielką, starała się więc w jakiś sposób mieć swoją wiedzę w miarę rozwiniętą, skupioną nie tylko na człowieku ale i trochę na zielarstwie ale i troszkę na zwierzętach. Zrobiła kilka kroków w stronę wejścia, chwyciła za klamkę i spojrzała na koleżankę z pracy. Uśmiechnęła się lekko.
- Możemy sprawdzić co dzieje się w środku, najwyżej szybko uciekniemy - stwierdziła czekając na decyzję kobiety.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna brama   17.09.17 11:22

Ludzie byli nieprzewidywalni i mieli swoje tajemnice. Każdy miał jakiś sekret lub sprawę, o której nie mówił głośno. Josie wiedziała, że tak właśnie jest, ale mimo to dla własnego spokoju ducha często wolała naiwnie wierzyć, że ci, którzy ją otaczają, nie skrywają żadnych mrocznych sekretów. Że nikt z jej bliskich, znajomych czy współpracowników nie uprawia potajemnie czarnej magii ani nie uczestniczy w innych złych rzeczach. Nigdy też nie wnikała nachalnie w życie innych, mimo wrodzonej ciekawości świata czasami woląc coś przemilczeć. Matka zadbała o jej staranne wychowanie, więc wiedziała, że nie wypada być wścibską, choć sprawa Marianny nurtowała ją i budziła niepokój. W końcu kobietę tę podejrzewano o udział w czarnomagicznych praktykach, więc nie mogła tego faktu zupełnie zignorować i postanowiła zachowywać wobec niej ostrożną rezerwę. Ostatecznie mimo wszystko wciąż pozostawały współpracowniczkami, i być może przyjdzie im pracować razem gdy Marianna powróci do pracy. Dlatego nie mogła dać po sobie poznać podejrzliwości i obaw, i starała się zachowywać jak najbardziej normalnie, mając nadzieję, że okaże się, że Marianna po prostu tamtego dnia przebywała w złym miejscu i czasie.
- Rzeczywiście, nie ma. Oby to znaczyło, że nic niebezpiecznego nie dzieje się za tym murem – zgodziła się; gdyby ogród został zaatakowany przez anomalie, ktoś powinien go pilnować, by nie weszły do niego niepowołane osoby. Ministerstwo raczej nie zostawiłoby takiego obszaru samego sobie. Tymczasem w pobliżu nie było żadnej żywej duszy. Może więc ewentualne kłopoty zostały już w tym miejscu opanowane, lub... zajmowano się nimi wewnątrz murów? – Też mam taką nadzieję. Widziałam co anomalie potrafiły zrobić z czarodziejami, ale nie możemy zapominać, że stworzenia również na tym cierpią. Dobrze, że istnieją ludzie, którzy pamiętają także o nich. – Josie może nie posiadała wielkiej wiedzy na temat magizoologii, ale zawsze lubiła zwierzęta i lubiła też się o nich uczyć. Oczywiście wiedziała, jak groźne są niektóre z nich i jak niebezpieczne mogą się stać pod wpływem anomalii, ale były częścią magicznego świata tak jak i czarodzieje, i też odczuwały cierpienie i strach.
W ślad za Marianną zdecydowała zbliżyć się do przejścia w murze, które do tej pory prowadziło na drugą stronę i którym już tak wiele razy przechodziła. Kiedy ostatni raz była w rezerwacie, nawet nie myślała, że pewnego dnia będzie żywić takie obawy odnośnie tego, co zastanie w środku i czy po otwarciu bramy nie rzuci się na nią zgraja rozszalałych, poranionych anomaliami stworzeń.
Jej serce zaczęło bić nieco szybciej; była wyjątkowo czujna, a dłoń w kieszeni lekko musnęła drewno różdżki; była gotowa natychmiast ją wyjąć, gdyby okazało się to potrzebne.
- Zgoda, możemy sprawdzić. Jeśli jest nieczynne, najwyżej brama nas nie przepuści. A jeśli coś nas zaatakuje... Pozostaje mieć nadzieję, że damy radę się przed tym obronić.
Czuła, że postępują lekkomyślnie, ale nie dawała jej spokoju ciekawość; chciała upewnić się, czy wszystko było w porządku, czy jedno z jej ulubionych miejsc w Londynie przetrwało. Mimo to pozostawała bardzo ostrożna, gdy Marianna próbowała otworzyć drzwi, które, ku jej zdumieniu, skrzypnęły i zaczęły się powoli otwierać, ale w środku wydawało się cicho, przynajmniej na pozór. Nie było słychać gwaru odwiedzających, choć bardzo możliwe, że obsługa była na miejscu, próbując opanować zwierzęta w przeznaczonych dla nich częściach. Stąd jeszcze nie było widać poszczególnych wybiegów, tylko przejście; gdzieś z boku zwykle czaił się stary, bezzębny cerber zwykle usypiany przez flety, ale teraz Josie nie potrafiła dostrzec nawet jego.
- Jak myślisz, co tam się teraz dzieje? To nie wygląda tak jak zawsze – zapytała, nie wchodząc jednak do środka; stała przed wejściem, ostrożnie próbując dostrzec coś w środku. Dziwny był sam fakt, że przejście ustąpiło; może chroniące je zaklęcia osłabły, lub ktoś zapomniał należycie je zamknąć w obliczu poważniejszych problemów, jakie mogły czaić się w środku?





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna brama   26.11.17 11:18

Kto by pomyślał, że taka osoba jak Marianna może być podejrzewana o coś tak strasznego, jak użycie czarnej magii. Przecież zawsze była miła, pomocna i pogodna, kto by na to wpadł? Nawet teraz osoby, które ją znały z Munga musiały mieć niezły mętlik w głowie. I o to chodziło kobiecie, aby ten mętlik im wprowadzić. W czasach zawirowań w Ministerstwie, gdy okazało się, że sama Minister nie miała czystego sumienia, bardzo łatwo jest zaszczepić myśl, że i auorzy mogą nie działać fair. Mogą kłamać, wykorzystywać sytuację i brak świadków na swoja korzyść, oskarżyć kogokolwiek, aby udać, że znaleźli sprawcę. Nawet jeśli to nie było prawdą. Wszakże Marianna nie użyła żadnego z czarnomagicznych zaklęć. Nie tamtego wieczora. Teraz też próbowała sprawić wrażenie osoby, która nie jest niczemu winna. Spacer miał być formą relaksu na zdenerwowanie, które ją teraz miało obejmować. Pchnęła bramę i wsunęła głowę do środka, pozornie wszystko wyglądało jak zawsze, tyle że większość zagród było pustych, zwierzęta na pewno były pochowane lub właśnie zajmowali się nimi magizoolodzy. Kobieta weszła do środka i wpuściła swoją towarzyszkę do środka.
- Nic nam nie grozi, ale chyba nie ma co oglądać - zauważyła.
Przesunęła się w bok, aby Jocelyn mogła spokojnie się rozejrzeć i zauważyć, że są bezpieczne. Nie było się czego bać, nic na nie nie wyskoczyło, nie słychać było żadnych krzyków, ujadania, dźwięków wydawanych przez zwierzęta. Sytuacja była chyba opanowana, aczkolwiek czuć było, że coś tu się działo.
- Możemy się przejść kawałek, aczkolwiek nic interesującego raczej nie zobaczymy, szkoda - mruknęła. - Miałam nadzieję, że uda mi się odstresować. Ta sytuacja kosztuje mnie dużo nerwów…
Wiedziała, że jej koleżanka z pracy będzie wiedzieć o co Mariannie chodzi. Pewnie cały szpital huczał, wszyscy wiedzieli, a Marianna póki co nie miała planu jak się bronić, w końcu jeszcze dokładnie nie wiedziała co zostało postanowione w trakcie ostatniego spotkania.
- To bardzo przykre, że oskarżają mnie o coś, czy też próbują oskarżyć, czego nie zrobiłam - rzuciła w końcu. - Może wizyta na Nokturnie nie była najlepszym pomysłem, ale skierowałam się tam w zgoła innych celach niż chęć spalenia się żywcem w zawalonym budynku… Zresztą, za dużo nie pamiętam i tak, co trochę mnie denerwuje, bo będą mogli mi wcisnąć najgorszą rzecz, a ja nie będę mogła się obronić. Po tej sensacji z panią Minister w ogóle nie ufam Ministerstwu.
Westchnęła cicho i nic już więcej nie powiedziała, bo nie było sensu. Czekała teraz co powie na to wszystko jej towarzyszka. Może Marianna trafiła na fajny, podatny grunt i okaże się, że Jocelyn ma podobne poglądy co do Ministerstwa? A jeśli nie, to nic się nie stanie. Szybciutko się oddali i obie o tym zapomną. I tak miała przeczucie, że awansu w Mungu, to nie doczeka i posadki już długo grzać nie będzie.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna brama   26.11.17 15:52

Jocelyn podejrzewała, że wielu pracowników Munga mogło być zdumionych tamtego dnia, kiedy Marianna wylądowała na oddziale poparzona i podejrzewana o udział w czarnomagicznym incydencie. Nie codziennie mieli okazję leczyć kogoś spośród swoich, a jeszcze rzadziej słyszeć o takich podejrzeniach względem któregoś z nich. Tamten dzień, tamta interwencja lecznicza zapadły wyjątkowo mocno w pamięć młodej stażystki nie tylko przez wyjątkowo drastyczne okoliczności i widoki, ale i przez zainteresowanie tą sprawą aurorów.
Rzeczywiście trudno było jednak teraz w pełni ufać osądom ministerstwa po tym, co się działo w ostatnim czasie. Josie mogła podejrzewać, że panował tam chaos nie mniejszy niż w Mungu. Wszystkie instytucje były pogrążone w chaosie, a zwykli, szeregowi pracownicy mogli tylko wypełniać swoje obowiązki i liczyć, że będzie lepiej, że ich bliskim nie stanie się nic złego. Nie znaczyło to jednak, że miała ufać Mariannie; jakaś iskierka niepewności wciąż w niej tkwiła, trudno było udawać, że tamten dzień nie miał miejsca. Podejrzewała, że po powrocie do pracy Marianna długo będzie się mierzyć ze spojrzeniami i ukradkowymi szeptami, nawet jeśli okaże się, że rzeczywiście była niewinna i oskarżono ją przez paskudny zbieg okoliczności. Dla uzdrowiciela choćby nikły cień podejrzeń o powiązanie z czarną magią był wyjątkowo niekorzystny, w końcu mieli być od tego, by leczyć, a nie szkodzić.
Patrzyła na nią ukradkiem, gdy wchodziły do środka ogrodu magizoologicznego. Zwykle to miejsce było pełne gwaru zwiedzających i odgłosów zwierząt, dziś było cicho i pusto. To wywarło na Josie dość przygnębiające wrażenie. Kątem oka dostrzegła też kilka porzuconych na posadzce piór oraz podartych świstków papieru. Kawałek dalej leżała połamana deska nosząca na sobie ślady pazurów. Cóż, przynajmniej nic się na nie nie rzuciło, ale podejrzewała, że w pierwszych dniach maja tak właśnie mogło to tutaj wyglądać. Teraz prawdopodobnie pracownicy zabrali zwierzęta z wybiegów i opiekowali się nimi. Taką miała nadzieję.
- Wydaje mi się, że jest nieczynne – zauważyła, rozglądając się i zastanawiając się, co się tu działo wcześniej. – Też miałam nadzieję, że będę mogła pooglądać zwierzęta. Dawno tu nie byłam, a teraz... Teraz wszystko się zmieniło, nawet tutaj. To niepokojące, prawda?
Czy jeszcze istniały w tym kraju jakieś miejsca nie skalane złem anomalii?
Domyśliła się też, o jakiej sytuacji mówiła Marianna. Bycie podejrzaną o coś okropnego z pewnością musiało być stresujące, nie mówiąc o tym, że cały majowy okres był stresujący i napięty.
Gdy znowu się odezwała, ponownie na nią spojrzała; nie spodziewała się takiego wyznania, pewna, że Marianna będzie za wszelką cenę unikać tematu tamtych wydarzeń, dlatego też Josie sama nie zaczynała tematu i poczuła się nieco skonsternowana, jako że nie wiedziała co o tym myśleć, i kto miał w tym wszystkim rację: Marianna, czy może aurorzy? Z tak małą wiedzą o sprawie trudno było się opowiedzieć po konkretnej stronie, nawet jeśli fakt chaosu w ministerstwie oraz dotychczas idealnej opinii panny Goshawk przemawiał na jej korzyść.
- Jeśli nie miałaś z tym nic wspólnego, prędzej czy później ktoś weźmie to pod uwagę. Kto wie, co myślą sobie aurorzy... Jeśli jesteś niewinna, nie mogą ci niczego udowodnić. – W każdym razie, nie powinni. Ale nie dziwiła jej nieufność Marianny wobec ministerstwa po tej sytuacji oraz po tym, co zrobiła pani minister. – Mój udział w tej całej sprawie to tylko pomoc w leczeniu was. Nic więcej mi nie wiadomo. Ale... może już niedługo będziesz mogła wrócić do pracy? – zapewniła. Wolała się w to nie mieszać, a nawet gdyby chciała, i tak nie miała do tego głowy ani czasu. Bardzo szybko po uleczeniu własnych ran powstałych po wybuchu wróciła do pracy. – W tych czasach wszystko staje na głowie i okazuje się nie takie jak być powinno, więc trzeba być wyjątkowo ostrożnym. Dobrze, że Mung względnie sobie radzi, choć bywa ciężko. Wciąż mamy sporo pacjentów po anomaliach.
A z racji tego, że niektórzy uzdrowiciele też ucierpieli, lub jak Marianna byli na zwolnieniu z innych względów, rąk do pracy niekiedy brakowało.
Wtedy jednak Jocelyn zauważyła zbliżającego się w ich stronę mężczyznę w wymiętej szacie, z plakietką pracownika tego przybytku.
- A co wy tu wyprawiacie? Dzisiaj nieczynne – burknął mężczyzna, wyraźnie dając im do zrozumienia, że powinny wyjść.
Josie spojrzała na Mariannę.
- Chyba dziś rzeczywiście niczego nie zobaczymy – powiedziała cicho. Ale zanim zdążyła zapytać mężczyzny, czy ze zwierzętami wszystko w porządku, zostały wygonione na zewnątrz, słysząc jeszcze, że zwiedzanie nie jest dziś możliwe.
Znów znalazły się na ulicy przed ogrodem.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna brama   13.01.18 17:22

Nie wiedziała czy kobieta jej w jakikolwiek sposób uwierzyła, czy nie. Marianna starała się grać swoją rolę i trzymać się swojej wersji wydarzeń. Bo co innego mogła zrobić? W tym momencie nie spodziewała się jeszcze, że wszystko może potoczyć się zgoła inaczej niż sobie wymyśliła. Ale chyba na tym polega życie, że wszystko idzie nie tak jakby się tego chciało. Marianna nie miała nic więcej do dodania, a słowa kobiety nie wpłynęły na nią zbytnio ale postarała się zareagować na nie w taki sposób, aby nie wzbudzić żadnych podejrzeń. Uczepiła się za to tematu anomalii i tego jak Mung radził sobie z nowymi trudnościami.
- To wydarzenie było naprawdę dziwne, dzięki Merlinowi, że mnie nigdzie nie wygnało - stwierdziła. - Ponoć ktoś zginął przez te anomalie, tak słyszałam.
Udała zmartwioną, ale już jakiś czas temu zauważyła, że jak kiedyś ją to przejmowało, tak teraz zbytnio się nad tym wszystkim nie zastanawiała, a póki nie był to nikt z grona Rycerzy, to tym bardziej. Nim zdążyła jeszcze jakoś zareagować podszedł do nich strażnik, który poinformował je, w dość niemiły sposób, że miejsce to zdecydowanie jest zamknięte. Goshawk westchnęła ciężko. Liczyła na spacer, że zaraz rozstanie się ze swoją towarzyszką i pójdzie w stronę zwierząt, aby dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego, ale chyba nie będzie jej dane tak uczynić. Znaczy, że swoja towarzyszką faktycznie się zaraz rozejdzie i to akurat było z tego wszystkiego najlepsze. Zerknęła na Josie i kiwnęła jej głową.
- Masz rację - odmruknęła.
I faktycznie nie zdążyły niczego dodatkowo powiedzieć, zapytać czy cokolwiek, a już znalazły się na zewnątrz. Marianna zacisnęła usta starając się, aby nic nieodpowiedniego, co mogłaby wpłynąć na jej reputację, więc tylko cichy niezrozumiały pomuk pod nosem mógł pokazać, że kobieta nie jest do końca zadowolona.
- W takim razie chyba nic tu po nas. Mają tu niemiłych strażników, ale w sumie, to nie dziwię mu się, może być tak zmęczony, że mieć już sił na bycie uprzejmym - powiedziała.
Wzruszyła lekko ramionami, posłała do kobiety lekki uśmiech, ale myślami była już daleko w innym miejscu. Należało jeszcze tylko przenieść tam swoje ciało. Tylko może w konwencjonalny sposób, aby nie nawinęły się jakieś niespodziewane anomalie.




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
Jocelyn Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4647-jocelyn-vane https://www.morsmordre.net/t4674-poczta-jocelyn https://www.morsmordre.net/t4673-j-c-vane https://www.morsmordre.net/f316-maxwell-lane-84 https://www.morsmordre.net/t4675-jocelyn-vane
Stażystka uzdrowicielstwa
20
Czysta
Panna
,,,
10
10
0
23
0
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główna brama   13.01.18 20:27

Josie nie naciskała. Nie kontynuowała tematu, wiedząc, że jest niezręczny. Sama też może nie chciała wiedzieć wszystkiego o tej sprawie i wolała mieć swoje wyobrażenia. Tak było łatwiej. Bezpieczniej. Wolała o tym nie myśleć, bo to już nie była sprawa jej ani innych uzdrowicieli którzy wyleczyli Mariannę i pozostałe ofiary. Wykonali swój obowiązek, udało im się uratować całą trójkę i uleczyć ich rany. Ciąg dalszy był już w rękach aurorów, ale niezależnie od wyniku ich postępowania pewnie trochę czasu potrwa, zanim Marianna uwolni się w Mungu od podejrzliwych spojrzeń i szeptanych po kątach plotek. Nie wszyscy mogą być równie zachowawczy jak Jocelyn.
- Tak... To było straszne, a stało się krótko po waszym... wypadku. Nigdy nie widziałam równie wielkiego obłożenia w Mungu jak w ostatnich dniach – powiedziała, nie zdradzając że sama padła ofiarą magicznego wybuchu i została nieoczekiwanie teleportowana w nieznane sobie miejsce. – I niestety rzeczywiście były ofiary śmiertelne. A jeszcze więcej rannych. Mam jednak nadzieję, że wkrótce się to uspokoi.
Minął dopiero tydzień. Nikt nie wiedział jednak, że to wciąż dopiero początek, że kolejne tygodnie wciąż pozostaną trudne, bo magia nie uspokoi się tak łatwo i szybko. Jeszcze wiele problemów i obowiązków miało być na głowie uzdrowicieli, którzy mogli leczyć ofiary dopiero po fakcie. Josie miały czekać bardzo pracowite tygodnie.
Ogród magizoologiczny był tylko jednym z wielu miejsc które ucierpiały i nie wiadomo kiedy zostaną przywrócone całkowicie do poprzedniego stanu. Nikt nie chciał odpowiedzieć na pytania, szybko wygoniono je na zewnątrz. Na wizytę wśród magicznych stworzeń będzie musiała poczekać, miała tylko nadzieję że zwierzęta przetrwały i że czarodzieje właśnie byli w trakcie naprawiania szkód do jakich doszło tamtej nocy.
- Tak... Nic tu po nas. Nie dzisiaj w każdym razie – powiedziała, gdy znalazły się na ulicy. – Chyba czas znaleźć sobie inne miejsce na spędzenie tego popołudnia. – Ostatecznie mogła ten wolny czas wykorzystać na wizytę w galerii lub innym miejscu które (miała nadzieję!) było spokojne i nienaruszone anomaliami, albo wrócić do domu i pogrążyć się w odprężającej lekturze. Cokolwiek, żeby nie myśleć o anomaliach i innych tragediach, oderwać się od tego choć na chwilę. To wyjście, zamiast poprawić jej nastrój tylko go pogorszyło, i nawet rozmowa z Marianną nie pomogła, bo przysporzyła młódce kolejnych wątpliwości.
- Tak czy inaczej... Uważaj na siebie, Marianno. Pewnie zobaczymy się wkrótce w pracy – powiedziała na pożegnanie, nie wiedząc, że to wcale nie jest takie pewne i że przyszłość może przynieść kolejne zaskoczenie. Nie były jednak w tak zażyłej relacji by miała się narzucać i przeciągać rozmowę, tak naprawdę dotychczas znały się głównie z widzenia z korytarzy i sal Munga, więc po tej krótkiej, zdawkowej wymianie zdań pod ogrodem magizoologicznym należało się rozstać.
Skinęła jej głową, po czym oddaliła się, by znaleźć dogodne miejsce do teleportacji.

| zt.





Zamknięci w ramach schematówPamiętajmy, by nie zgubić siebie.

Powrót do góry Go down
Marianna Goshawk
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3736-marianna-goshawk https://www.morsmordre.net/t3750-odynka https://www.morsmordre.net/t3752-zielona-uzdrowicielka-zaprasza#69938 https://www.morsmordre.net/f283-pokatna-27-4 https://www.morsmordre.net/t3753-mari-goshawk
Uzdrowicielka rodziny Burke, pomocnica Cassandry
24
Czysta
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
3
10
0
13
3
10
6
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główna brama   14.01.18 16:49

I Marianna również zauważyła, że wydarzyło się to po wydarzeniach w Wywernie, ale nie łączyła tych kwestii i nikt nie powinien. Z tego co się orientowała były one kompletnie ze sobą nie powiązane, ale postronne osoby nie mogły być tego świadome. Dlatego spojrzała na towarzyszkę z zaciekawieniem, jakby jej uwaga mogła coś wnieść w tę rozmowę.
- Nie wiem czy można to ze sobą łączyć, może to po prostu zbieg okoliczności? - wzruszyła lekko ramionami.
Marianna również miała nadzieję, że to się uspokoi, ale może nie tyle co napływ rannych, bo to się chyba nigdy nie skończy, co te wszystkie anomalie, które już nie raz dały o sobie znać i były niebezpieczne nie tylko dla zwykłych czarodziei, ale przede wszystkim dla Rycerzy, na których dobru Mariannie zależało najbardziej. Faktycznie, zwiedzania dzisiaj tutaj nie będzie, obie nie miały czego szukać, więc nic dziwnego, że ich rozmowa zmierzała ku końcowi. Ich drogi zaraz się rozejdą i Marianna będzie musiała znaleźć sobie inne miejsce do spędzenia czasu póki mogła czuć się, względnie, bezpiecznie na ulicach Londynu, bo nawet nie spodziewała się tego jak szybko może się to zmienić. Póki co była pozytywnie nastawiona, z jakimś tam planem ułożonym w głowie i wszystko szło po jej myśli. Póki co. Dlatego zdobyła się nawet na uśmiech do towarzyszki, która wyraziła nadzieję, że niedługo spotkają się w Mungu.
- Tak, tak, mam nadzieję, że to nie wpłynie na moją pracę i szybko pozbędę się tego ciężaru - odpowiedziała uprzejmie mając nadzieję, że tyle wystarczy.
Marianna również nie wiedziała, że to wcale nie będzie takie łatwe i proste, że już niedługo sama ze swojej pracy zrezygnuje i całe jej życie nagle stanie do góry nogami. W tej chwili jednak obróciła się na pięcie i ruszyła w przeciwną stronę niż ta, w którą poszła panna Vane. To spotkanie było trochę niefortunne, miała nadzieję, że więcej dzisiaj na nikogo ze swojej pracy nie trafi i nie będzie musiała znowu się tłumaczyć czy udawać jak bardzo jest jej przykro, że oskarżyli ją o takie okropieństwo. Podążyła ulicą w bliżej nie określonym kierunku.


zt




A ty? Czy ty? Już rozumiesz też
Czy chcemy czy nie, czeka na nas śmierć
Po tym co się tu stało każdy chyba wie
Pod drzewem dziś to wszystko zacznie się

Powrót do góry Go down
 

Główna brama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Brama Miłości
» Brama [ZAMKNIĘTA] / Podwórze
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Brama Królowej
» Brama wjazdowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley :: Ogród magizoologiczny-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18