Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Tron księcia
AutorWiadomość
Tron księcia [odnośnik]12.03.16 2:58
First topic message reminder :

Tron księcia

Przy jednym ze strumyków na czerwonej, obitej jedwabiem poduszce, siedzi żaba - ale żaba nie byle jaka, bo żaba nazywana księciem. Żaba na poduszce wygląda zaiste godnie, pręży szyję, kumka bardzo rzadko, a przekrzywiona złota korona zdobiąca jego głowę wydaje mu się wcale nie ciążyć. Zwyczaj zachęca panny do całowania księcia, ponoć pocałunek prawdziwej księżniczki może go odczarować.

Rzut kością: k100 - jeśli wyrzucisz 100, książę zostaje odczarowany, konieczna jest interwencja mistrza gry. Podczas jednej wizyty księcia można ucałować tylko raz - za drugim razem zaczyna uciekać.
Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tron księcia - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Tron księcia [odnośnik]28.12.20 20:41
Miła pani była, ale żeby tak od razu panować od pierwszego spojrzenia to naprawdę bez sensu było.
- Ja żaden pan... Na pana to trza mieć wygląd i piniondze, hehe - zarechotał.  - Hagrid po prostu jestem, że ten... No. A to jeziorko, o Pani, jakbym ja wiedział, że tam kelpie pływają to bym może i częściej nad wodę chodził, a tak to wie pani, do lasu głównie, bo to lasy to też inaczej człeka nastrajać mogą, nie? Czasem se jakiś ptaszek przeleci, czasem lisek, zawsze to inaczej jakoś tak niż mieście, chociaż ja to bardziej na wsi to lubię, tu w Londynie to dużo policjantów jakiś, znaczy ten... Dużo ludu się kręci, nie? Bo to takie miasto w sumie stolica, nie ma co - potok słów wypływał ze zdenerwowanego Hagrida.
Pani ładnie mówiła coś o ludziach i o sadzeniu mandragor, a chociaż ten na zielarstwie to nie uważał za szczególnie to jednak jakieś takie podstawowe nazwy pamiętał. Żaba dalej gapiła się na nich chociaż z ubiegiem chwil ten miał wrażenie, że robi to z coraz większym obrzydzeniem. Jemu całowanie żaby jakoś szczególnie nie przeszkadzało, w końcu nie takie rzeczy w ustach trzymał, a skoro to królewicz miał się pojawić po pocałowaniu to aż szkoda było nie spróbować, zwłaszcza jak to by mogło sił dodać takiemu Hagridowi i pomóc w złapaniu tych wszystkich szumowin. Gdy pocałował jednak królewicza nic się nie stało, a żaba wybałuszyła oczy gotowa do ucieczki. Podobno każdy miał w sobie taką wewnętrzną księżniczkę i liczyło się bardziej to co miało się w serduszku niżeli na zewnątrz. Tatko też tak mówił, pewnie dlatego matulę poznał i w ogóle do domu zaprosił, bo żaden przeciętny czarodziej olbrzymek to nie za bardzo lubił.
- Pani ładnie mówi... Tatko mi tak mówił kiedyś. Bo jakby tak się głębiej zastanowić... To ja tam się na jakiś medycynach nie znam za bardzo, ale chyba każdy ma serce i wątrobę i nerki, to czemu się mają różnić takie ludzie? Znaczy teraz to i tak... - machnął ręką, bo to co się z mugolakami stało w Londynie to pojęcie przechodziło.
Nie mówił już dalej, bo kto mógł wiedzieć co ta Pani rzeczywiście myśli o mugolakach, a narażać się nie było potrzeby, zwłaszcza w takich czasach i takim miejscu jak mogła zaledwie różdżką machnąć i ot, po zabawie. Ta jednak spróbowała sama pocałować żabę, a pewnie taka ważna paniusia z ministerstwa by tak nie zrobiła. W kobiecie musiało być coś więcej miłego niż w takim przeciętniaku z Londynu co na mugoli pluł. Mogli by się nawet zaprzyjaźnić gdyby świat inaczej wyglądał.
- Pani próbuje, może się uda - nie udało się. - No szkoda... A to pewne, że to królewicz jakiś? Bo może pomocy potrzebuje i całowanie go to nie wystarczy...? - nie chciał go urazić. - Pani mi więcej o tych kelpiach powiedzieć może ten...? Nie żebym coś, ale jakbym tam wrócił se to bym się chętnie dogadał i popatrzył, a tak to ja żem nawet nie wiedział...



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Tron księcia [odnośnik]30.12.20 19:15
Przekrzywiła lekko głowę, uśmiechając się półgębkiem. Choć tych, którzy mieli wygląd i pieniądze, o których półolbrzym mówił, mogłoby obrazić nieużywanie w ich kierunku słowa „pan”, tak ani trochę nie oznaczało to, iż na ten tytuł zasługiwali. O wiele częściej skromne persony, były bogatsze wewnętrznie i uczuciowo. – Hagrid – powtórzyła, chociaż czuła, że mimo wszystko odpowiedniejszy będzie zwrot „panie Rubeusie”. Dalsza część morza informacji zalała pannę Crabbe niespodziewanie, najwyraźniej ktoś tu miał za długi jęzor i wcale nie była to ona. Bądź co bądź proste podejście do życia, o którym mówił mężczyzna było dla Forsythii prawdą, której nigdy nie wypowiadała na głos. Ciągnęło ją do lasu, do natury, pragnęła zanurzyć się w jeziorze, frywolnie musnąć stopami trawę, aż w końcu wspiąć się na najwyższą z góry i spojrzeć z niej na horyzont. Miasto kochała na swój sposób, uwielbiała kamienice, w której mieszkała wraz z rodziną, lubiła fakt tego, że miała wszędzie blisko – do pracy, do sklepu, do znajomych. – Dużo? – uniosła brew z lekkim niedowierzaniem. Najwyraźniej Hagrid miał zaległości, wszak stolica bez mugoli wydawała się znacznie cichsza, straciła ten tętent życia, którym pulsowała każdego dnia, a nocy zresztą też. – Kiedyś to i było dużo… - mruknęła pod nosem niemrawo. Oczywiście, można było odnaleźć w tym zalety – technologia mugoli robiła swoje, zaś świat magii mógł oferować prostsze i mniej szkodliwe rozwiązania, niemniej jednak nie należało od razu skreślać nowinek. Nigdy nie wnikała w to czym parają się niemagiczni, a zaledwie czasem błądziła wzrokiem za ich dziwnymi wynalazkami, których pojąć nie mogła.     
Porównaniem, jakim obdarzył ją mężczyzna, mogła czuć się niemal zaszczycona, o ile „tatko” pana Rubeusa, był lepszy ojcem od Faustusa. Nie wiedziała też, co mogła powiedzieć, bo czy „dziękuję” byłoby odpowiednie? Stała więc tak, wpatrując się w żabkę na rękach, przygryzając sobie samej język, ażeby nie powiedzieć czegoś zdrożnego w dalszej poruszanej kwestii. Owszem, mieli serce, wątrobę i nerki, ba! Nawe płuca! Czarodziej, charłak, mugol, półolbrzym, półgoblin, półwila, metamorfomag… czy nawet objęci klątwą wilkołactwa. Piętnowano każdego, kto odstawał od normy i nie wpisywał się w skrojony na wymiar schemat. Stała tak ze zwieszoną głową, jakby smutna, że przyszło jej odpowiadać za to co się działo w stolicy, a przecież nie była z tym bezpośrednio powiązana.  
Żabi Książę nie przemienił się, nadal pozostawał zielony i śliski. Westchnęła ciężko i odłożyła ropuchę na czerwoną poduszkę, która to wcześnie służyła za tron. Potem zgrabnym ruchem złapała upadłą, malutką koronę i włożyła ją na królewski łebek. – A szkoda, może innym razem – wzruszyła ramionami w rozbawieniu, zgarniając przy okazji torbę z pamiątkowymi figurkami. Słuchała olbrzyma, lecz blask odbity z opalowego jednorożca rzucił jej pomysł. Może bycie przezornym i zakup dwóch figurek był swoistym żartem losu? – Pomocy? Och, że Książę? Cóż, myślę, że gdyby było inaczej, to właściciel ogrodu zająłby się tym już wcześniej – wytłumaczyła. – O kelpiach? A co też pan by chciał o nich wiedzieć? – zapytała właściwie retorycznie, bo czekała jedynie na okazję, aby móc się podzielić wiedzą. Przez bite pięć minut zaczęła rozwodzić się na temat wodnych stworzeń, opowiadać o tym gdzie można je spotkać, dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej, jakie winno zachować się środka bezpieczeństwa, i tak dalej… i tak dalej. Rzecz jasna wszystko w wielkim skrócie, przestępując z nogi na nogę, jakby zniecierpliwiona tym, że jej słowa nie nadążały za biegnącymi myślami. – Jeśli pan chce, to mogę pana poduczyć w kwestii tych stworzeń dokładniej przy innej okazji – zaproponowała. Wiedzy nigdy nie skąpiła, szczególnie jeśli ktoś wydawał się zaintrygowany tematem. Zaraz potem sięgnęła do papierowej torby i wyjęła opalowego jednorożca, wystawiając go w kierunku Rubeusa. – Niech pan to potraktuje jako prezent, dobrze? Rzadko spotyka się takie osoby jak pan, równie rzadko co jednorożce. Proszę przyjąć, nalegam – uśmiechnęła się ciepło, zerkając to na błyszczącą figurkę, to na półolbrzyma.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Tron księcia [odnośnik]02.01.21 21:48
No kiedyś więcej było, fakt. Hagrid pamiętał jak jeszcze był brzdącem i tatko zabrał go na Pokątną co by mundurek do szkoły kupić. Wszystkie przykrótkie były, ale miła pani ze sklepu coś w końcu znalazła, parę razy nitką machnęła i pasował jak ulał. Nieprzyzwyczajeni byli, że 11-letnie półolbrzymy przychodzą sobie ot tak na Pokątną i proszą o mundurek. Kupili też wtedy różdżkę, teraz złamaną i zachowaną jedynie na pamiątkę. Różdżka już do dłoni pasowała. Teraz tłok na Pokątnej ustał, ale dalej się tam ludzie kręcili. Więcej ich było niż w takim Keswick, to na pewno.
- No ta, kiedyś to wincyj, ale dalej to ni jak jak do tego jak na wsi się siedzi, wi Pani. Wieś ładna, trochę mniejsze kamieniczki są, no i las wszędzie. Ale jak Pani była to wie na pewno co i jak - kogoś mu nawet przypominała. - My pod Keswick, w sensie na wsi tam gdzie żem mieszkał zanim się do wielkiego miasta sprowadziłem, to taką gromadkę sióstr mieliśmy. To sławne na całą wieś było, naprawdę! Z pięć ich było. Ale jedna to się poszła potem z jakimś chłopem migdalić za stodołą i potem cała wieś gadała, a te zamiast głowy w piasek to nagle wielkie panie na osiedlu się zrobiły. Ja żem z nimi nie gadał, bo to nie moje progi, ale to nawet miłe dziewuszki były. Jedna z młodszych to taka gwiazda była, że zawsze na pierwszych stronach gazetek, wi Pani? To nawet mi ją pani przypomina. Kendall się zwała chyba, jak pamiętam. Może rodzina? - słowotok ustał, ale półolbrzym naprawdę ciekawy był.
Słuchał jeszcze jak mu opowiadała o kelpiach. Coś tam wiedzieć wiedział, nawet więcej niż coś, bo u profesora Kettleburna wszystko słuchał, a i potem u wujostwa to jeden temat do rozmów miał. Pani jednak mówiła ciekawie i z taką pasją prawdziwą. Pewnie dużo by go mogła nauczyć, może warto było z taką kontakt utrzymać. Tylko takiej to głupio pewnie w Parszywym się pokazać albo z półolbrzymem być widzianą.
- A chętno! - odpowiedział z entuzjazmem. - Ja w Parszywym siedzę, wie Pani gdzie? W porcie, to tam to zwykle wieczorami jatka, ale popołudniu to zapraszam, bardzo ładny lokal, naprawdę! - a by się Pani Boyle ucieszyła jakby jej w końcu jakaś porządna klientela zaczęła do knajpy schodzić.
Kobieta wsuwająca mu w rękę małą figurę jednorożca kompletnie go zdziwiła. To był jeden z najpiękniejszych prezentów jakie mógł otrzymać i aż go zatkało.
- Ojeja ja... O Pani... Nie wypada mi, ale to przecie takie ładne... Że... Jak się wabi? - dopytał jeszcze i maślanymi oczami wpatrywał się w malutki rożek na figurce.

zt



No i idę z tym brzemieniem ku Golgocie
Co ja pieprzę idę przecież w
jasną dal
Rubeus Hagrid
Zawód : robol w porcie
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I should NOT have said that...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półolbrzym

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t8954-rubeus-hagrid https://www.morsmordre.net/t8983-gog https://www.morsmordre.net/t8964-chlop-jak-dab#267986 https://www.morsmordre.net/t8982-skrytka-bankowa-nr-2106 https://www.morsmordre.net/t8963-rubeus-hagrid
Re: Tron księcia [odnośnik]02.01.21 22:59
Uniosła brwi wraz z kącikami ust, nie mogąc uwierzyć, że mężczyzna gdy tylko podłapał temat, natychmiast rozgadywał się jak przekupka na targu, która właściwie niezbyt dobrze sprawowała swą powinność, gdyż zamiast opchnąć potencjalnym klientom swój wyborny towar, ta wolała rozprawiać o opowieściach ze swego życia, życia przyjaciółek, rodziny, znajomych, szlachty, o której zasłyszała plotki, czy innym jegomościu spod ciemnej gwiazdy. Niewątpliwie Hagrid miał w sobie coś z kobiety, więc może Forsythia nie pomyliła się, aż tak bardzo z oceną, że półolbrzym w rzeczywistości w środku był księżniczką. Słuchało się go jednak milej, niż kobieciny na targu, a nawet sam ton jego głosu wprawiał, że mimowolnie uszy skupiały się właśnie na nim. Czarownica nie traciła uwagi, kiwając głową na każdą podaną informację, jakby skrupulatnie notowała ją w pamięci. – Wiem, wiem – przytaknęła z uznaniem. Chociaż nie wiedziała, na jak długo byłaby w stanie wytrzymać na wsi, szczególnie teraz gdy trzeba było wyściubić nos poza Londyn, aby się przeteleportować. Chodziło głównie o to, że z takiej wsi wszędzie było daleko i nawet panna Crabbe nie chciała myśleć, co musieli przeżywać mugole bez możliwości przemknięcia z jednego miejsca do drugiego bez pomocy magii. Przecież była to tragiczna strata czasu, szczególnie jeśli należało się gdzieś spieszyć! – Pięć sióstr? A to dopiero – mruknęła pod nosem, mając przed oczami obraz bitwy o łazienkę czy suknie. Doskonale pamiętała, co działo się w żeńskim dormitorium i łazienkach. Straszne to były chwile, godne powstania nowego bogina, gdyż młode dziewczęta były szybsze od kelpii i agresywniejsze niżeli rogogon węgierski. – Kendall? – uniosła brwi w zdziwieniu. Nie przypominała sobie nikogo o takim imieniu w gazetach, ale też do Czarownicy rzadko sięgała w przeciwieństwie do swojej kuzynki. – To chyba nie jest brytyjskie imię – mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do mężczyzny, a zaraz potem uśmiechnęła się ciepło. – Obawiam się, że to nie rodzina, ale nigdy nic nie wiadomo – wzruszyła ramionami, nie wiedząc, cóż więcej mogła rzec.
Słysząc nazwę lokalu, jej powieka lekko drgnęła – nie przepadała za takimi lokalami, niemniej jednak nie jej było oceniać, gdzie ktoś przesiaduje. – Mhm – przytaknęła mrukliwie, kiwając głową. Nie uśmiechała jej się wizyta w portowej karczmie, ale być może potrzebowała spędzić tam po prostu więcej czasu. – Kiedyś przyjdę – stwierdziła, lecz entuzjazmu w to wielkiego nie włożyła. Ot, zwykłą uprzejmość.
Widząc reakcję na podarunek, uśmiechnęła się szeroko. – Wypada, wypada – powtórzyła, oddając półolbrzymowi figurkę. – On… nie ma imienia, ale wiesz co Rubeusie? To ty go nazwiesz i zdradzisz mi przy naszym kolejnym spotkaniu – oznajmiła stanowczo, aczkolwiek uprzejmie. Jeszcze chwilę tak stali, wymienili kilka słów, aż w końcu rozeszli się, każde w swoją stronę. Jedynym kto pozostał, był Żabi Książę, który wciąż czekał na to, aby usta nadobnej Księżniczki odmieniły jego los. 

|zt


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Tron księcia [odnośnik]21.04.21 22:35
9 listopada 1957

Miała jeszcze całkiem sporo czasu do pierwszej próby w Piórku Feniksa. Do Londynu przybyła kilka godzin wcześniej, miała odwiedzić jeden ze sklepów w jednej części miasta po odbiór materiałów, dostała się tam dzięki Błędnemu Rycerzowi. Miała zamiar później udać się na ulicę Pokatną, tam czuła się bezpiecznej, lecz gdy błąkała się uliczkami nieopodal ogrodu magizoologicznego w oddali dostrzegła znajomą sylwetkę. Przyśpieszyła kroku, ciekawa, czy jedynie jej się wydawało, czy może naprawdę natknęła się na młodszą siostrę skrzypka o imieniu Jamesa. Stukot obcasów o bruk niemal odbijał się echem po opustoszałej ulicy. Oblicze Demelzy, ubranej w ciemną sukienkę do kostek i narzuconą nań ciepłą, czarną pelerynę z kapturem, rozjaśniało, gdy rozpoznała oblicze cyganki.
- Sheila! - zawołała za dziewczyną, zaczynając niemal biec w jej kierunku; uniosła rękę, machając nią na prawo i lewo, by zwrócić na siebie uwagę. - Sheila, zaczekaj - krzyknęła znów, przyśpieszając, a kiedy wreszcie zrównała się z nią krokiem uśmiechnęła się szeroko, stając naprzeciwko niej. - Cieszę się, że cię widzę. Dawno nie rozmawiałyśmy - wyrzuciła z siebie, zapanowawszy nad przyśpieszonym oddechem i wsunęła kosmyk ciemnych włosów za ucho, który wymknął się upięciu podczas biegu. Piegowate policzki, niemuśnięte dziś jeszcze nawet odrobiną pudru, zaczerwieniły się lekko pod wpływem zimnego wiatru.
Ostatnio coraz rzadziej spotykała w Londynie znajome twarze. Miasto wydawało się opustoszałe. Ponure, brzydkie i mroczne. Gdyby tylko mogła, wcale by tu nie bywała. Dziwiła się Sheili i Jamesowi, że jeszcze się stąd nie wynieśli. Co właściwie ich tu trzymało? Demelza nie miała jednak w zwyczaju wsadzać nos w cudze sprawy i narzucać się ze swoimi złotymi radami.
Nie zamierzała puścić młodszej czarownicy tak łatwo, gdy w oddali dostrzegła dwójkę funkcjonariuszy magicznej policji. Miała przy sobie dokumenty, naturalnie, nie ruszała się teraz bez nich, lecz kontrola to ostatnie, czego by sobie tego życzyła. Każda z nich była tak nieprzyjemna.
- Masz ochotę na spacer po ogrodzie magizoologicznym? Chodź, chodź - rzuciła nagle, łapiąc Sheilę pod ramię i nieśmiało ciągnąc ją w kierunku bram ogrodu. Demelza chciała umknąć z pola widzenia funkcjonariuszy magicznej policji, zanim jeszcze zdążą je zatrzymać. - Wiesz, że trzymają tu huhapaki? I hipogryfy? - spytała z entuzjazmem, zatrzymując się dopiero przy budce, gdzie należało kupić bilet. Od razu wyjęła z torebki sakiewkę i wysupłała kilka monet. - Ja zapłacę - zaoferowała się, w końcu to ona ją tu zaciągnęła, właściwie niemal siłą. Podała starszej czarownicy kilka sykli, ona zaś wręczyła im dwa bilety i obdarowała słabym uśmiechem. Niewielu mieli teraz odwiedzających. Przeszło pól roku temu część ogrodu strawiła szatańska pożoga. Demelza miała jednak nadzieję, że Sheila o tym nie pamięta. Nie zamierzała o tym młodszej czarownicy przypominać. - Słyszałaś o Tronie Księcia?


Let me see you

Stripped down to the bone



Ostatnio zmieniony przez Demelza Fancourt dnia 30.05.21 17:15, w całości zmieniany 1 raz
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Tron księcia [odnośnik]23.04.21 19:59
Kiedy mogła, starała się zostawać w mieszkaniu Adelaidy, nie wychodząc w wolnych chwilach i poświęcając się rozwijaniu swoich zainteresowań i pasji. Czasem było to przesiadywanie nad harfą, czasem wyszywanie kolejnych rzeczy które miały pomóc jej osiągnąć o wiele wyniki w zawodzie, a czasem po prostu siedzenie i wpatrywanie się w przestrzeń za oknem kiedy szczotkowała włosy. Miała nadzieję, że dni będą spokojniejsze, bo nadzieja w końcu była matką głupich i chyba nikt nie wierzył że sytuacja będzie jakkolwiek normalna. Mimo tego wszystkiego, musiała od czasu do czasu odpuszczać sobie samej i wychynąć z jednego miejsca aby znaleźć się w drugim. Najczęściej robiła to w ramach załatwiania wszelkiego rodzaju spraw, czy to przeniesieniu jakiś nowych materiałów, czy to czasem dostarczeniu nowej rzeczy jakiemuś klientowi, ale jeżeli chodziło o samodzielne zwiedzanie, na to zdecydowanie nie było to dla niej. Zwłaszcza, że ona najbardziej tęskniła za otwartymi przestrzeniami za możliwością biegania wśród przyrody, nie za ciasnymi przestrzeniami w których nie dało się oddychać i ciężko było się w nich poruszać. Zazdrościła czasem zwierzętom pod tym względem – było to o wiele łatwiejsze niż takie martwienie się współczesnymi wydarzeniami.
Może dlatego tak cicho przemierzała uliczki, ubrana w jasnozieloną sukienkę na którą narzuciła szary płaszcz – proste, ale komfortowe do poruszania się, jak i odpowiednie na tę porę roku, dlatego Sheila nie przejmowała się, czy podkreśla to jej urodę czy wręcz przeciwnie. Nie mogła winić nikogo za to, że nie nosi się w najnowszej modzie, nawet jak mieszkała u krawcowej. Już i tak kosztowała utrzymanie, nie miała więc co narzekać. Zresztą, jaka osoba będzie na to zwracać uwagę?
Rozmyślania przerwał jakże znajomy głos – ciemne włosy Sheili mignęły w promieniach jesiennego słońca kiedy tylko odwracała się w stronę Demelzy. Jej spojrzenie rozjaśniło się na jej widok, przechodząc z jednego miejsca na drugie i spoglądając na sylwetkę kobiety. Podchodząc do Demelzy, Sheila przerzuciła torbę na drugie ramię, ciesząc się na widok znajomej.
- Ciebie też bardzo miło wiedzieć! Mam nadzieję, że wszystko w porządku? Wyglądasz tak pięknie jak zawsze! – Delikatna twarz wyglądała tak uroczo, ale jednocześnie pociągająco. Jeżeli miałaby podziwiać kogoś za jego urodę, to na pewno jej znajomą. Nie, żeby sądziła, że Demelza ma nie tylko powierzchowność, którą mogła zachwycać, lubiła jednak patrzeć na ładne rzeczy i ludzi, tak samo jak uwielbiała podziwiać kogoś, kto to zasługiwał.
Dała się poprowadzić, kątem oka zerkając na nich. Nic na sumieniu nie miała, ale rzeczywiście lepiej było ominąć dodatkowe spotkanie policjantów. Zresztą, ogród zoologiczny…oczywiście nie miała możliwości zobaczenia ich wcześniej, z wiadomych powodów, ale też mało kiedy zajmowała się zwiedzaniem podczas kończenia swojej edukacji. Ale teraz, gdy miała u boku kogoś znajomego, czuła się znacznie lepiej, a i towarzystwo Demelzy było wyjątkowo…uspokajające jak na ten moment.
- Oh, naprawdę? Tęsknię za oglądaniem zwierząt. Gotowa byłabym po prostu przytulić coś, co tylko by do mnie podbiegło. Znaczy najbardziej tęsknię za końmi, które miał mój dziadek. Mówiłam ci, że musiałam oddać własnego konia przed przyjazdem tutaj? - To była kolejna istota, którą musiała opuścić i zostawić za sobą, dlatego nie chciała teraz nad tym rozmyślać. – Dziękuję, to miłe z twojej strony! Pozwól, że następnym razem ja cię gdzieś zabiorę. – Nie mogli jej ciągle inni ludzie czegoś kupować, powinna sama to zrobić!
- Tron księcia? To brzmi jakby jakiś mężczyzna ze zbyt wybujałym ego nazwał tak swój ulubiony fotel, ale podejrzewam, że nie o to właśnie tutaj chodzi…


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tron księcia [odnośnik]24.04.21 20:40
Na uśmiech Sheili odpowiedziała własnym, ciepłym i serdecznym, całkiem szczerym. Naprawdę cieszyła się, że widzi kogoś znajomego, lubianego, a przede wszystkim... żywego i całego. Zwłaszcza w Londynie. Miasto to, niegdyś przez Demelzę kochane i uwielbiane, teraz ją przerażało. Jego pustka tak bardzo niepokoiła. Starała się nie włóczyć jego uliczkami, jeśli tylko nie musiała. Gdyby tylko Piórko Feniksa nie znajdowało się w samym centrum, w samym sercu miasta, w ogóle zrezygnowałaby z odwiedzin stolicy do momentu, kiedy sytuacja by się nie uspokoiła... Jeśli chociaż działałaby teleportacja!
- Powiedzmy, że w porządku - odparła Demelza. - Nie mogę narzekać raczej - dodała, bo właściwie taka była prawda. Jako czarownica czystej krwi, z dokumentami, niepowiązana z nikim, kto sprzeciwiał się Ministerstwu Magii, ani z samym Ministerstwem była raczej... Bezpieczna? Trudno to tak określić, bo nikt nie był bezpieczny, zginąć można było i przypadkiem. Miała jednak pracę, dach nad głową i co włożyć do garnka. Mogła więc chyba nazwać się szczęściarą w czasach takich jak te. - Dziękuję ci, jesteś urocza jak zawsze, a nie mniej uroczo wyglądasz - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Sheila zachwycała swoją niebanalną urodą, błyskiem w oku i kształtną sylwetką, której Dem mocno jej zazdrościła - cyganka jeszcze w pełni nie rozkwitła, a już wyglądała o wiele bardziej kobieco od niej samej. - A ty? Wszystko w porządku? Co robisz tutaj sama? - Fancourt prędko odbiła pałeczkę, zasypując młodszą koleżankę gradem pytań, któremu towarzyszyło badawcze spojrzenie jakim obdarzyła jej słodką twarzyczkę. Jednocześnie pomyślała o dziwnym śnie, który nawiedził ją ostatnio. To w nim była dementorem (na Merlina...) i pragnęła porozmawiać z Sheilą. Tylko ona zdecydowała się nad nią ulitować i wysłuchać problemów najdziwniejszego dementora jakiego można było sobie tylko wyobrazić. To czyniło cygankę w oczach Demelzy jeszcze bardziej uroczą. - Wiesz, że teraz jest niebezpiecznie tutaj... - wyrzekła cichutko, pochylając się ku drugiej czarownicy, tak aby jej słowa dotarły wyłącznie do uszu Sheili. Uśmiechnęła się, kiedy dziewczyna opowiedziała o swojej tęsknocie za zwierzętami - to nie mógł być przypadek, że wpadły na siebie akurat tutaj i teraz. Zaraz jednak uśmiech zastąpił wyraz zmartwienia, gdy mówiła dalej. - Naprawdę? Bardzo mi przykro... Jak miał na imię? Nie wiedziałam, że mieliście konie... - odpowiedziała ze szczerym współczuciem. Niektórzy bardzo przywiązywali się do swoich zwierzęcych towarzyszy, byli im przyjaciółmi, Sheila wydawała się właśnie kimś takim - musiała tęsknić za wierzchowcem. Demelza zawsze marzyła o posiadaniu zwierzęcia, innym niż sowa, rodzice jednak nie wyrażali na to zgody. Teraz, kiedy mieszkała już sama i była niezależna, wciąż uznawała, że to chyba nieodpowiednia pora.
- Dobrze, dobrze, nie martw się tym - uspokoiła ją, uśmiechając się znów, kiedy otrzymały bilety. To nie był aż tak duży wydatek, aby nadszarpnął jej budżet - Demelzie wydawało się nawet, że ogród magizoologiczny obniżył ceny byleby zachęcić czarodziejów i czarownice do odwiedzin. Grzech nie skorzystać, czyż nie?
Zaśmiała się perliście na żart Sheili. Tak, rzeczywiście brzmiało to jak nazwa fotela mężczyzny z wybujałym ego albo...
- ... albo wyjątkowo poetyckie określenie toalety - wyszeptała Sheili do ucha, bo tak nieodpowiedni żart nie powinien paść z ust młodej, dobrze wychowanej kobiety. Damą jednak nie można było jej chyba już nazwać. Odszukała spojrzeniem tabliczkę wskazującą kierunek do wspomnianego Tronu Księcia i ruszyła w tamtym kierunku, wciąż trzymując Sheilę pod ramię, tempem spacerowym, nigdzie im się wszak nie śpieszyło. - Wyobrażasz sobie co byłoby, gdyby naprawdę zmienił się w księcia? Ciekawe, czy został mu jedynie tytuł... - zachichotała tancerka, próbując wyobrazić sobie, że ta żaba to naprawdę zaklęty książę, a nie jedynie lep na turystów. - I czy w ogóle mówi po angielsku? Nie było chyba w Anglii magicznych książąt...


[bylobrzydkobedzieladnie]


Let me see you

Stripped down to the bone



Ostatnio zmieniony przez Demelza Fancourt dnia 26.07.21 16:31, w całości zmieniany 2 razy
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Tron księcia [odnośnik]28.04.21 11:24
Niestety dożyły obydwie czasów, że fakt samej sytuacji, gdzie ktoś bliski był żywy, był znaczącym pocieszeniem i wsparciem. Dziwaczne i niepokojące to zbyt małe słowa aby opisać teraz atmosferę Londynu – jakkolwiek obecna władza nie chciałaby lukrować rzeczywistości, tak samo miasto wypełniał po prostu strach. Ludzie tacy jak Demelza i Sheila przemykali pomiędzy uliczkami, udając, że ich oczy nie dostrzegają niczego oprócz brukowanej drogi i własnego nosa. Chciało się pilnować jedynie swoich interesów, a fakt, że dzięki obecnym działaniom kwitło dużo podejrzanych interesów…cóż, nie było ciężko przekonać się o problemach, co zresztą Sheila sama odczuła na swojej skórze.
- Jakbyś jednak chciała narzekać, to mów. – O ile oferta dotyczyła bardziej wygadania się na tematy utyskujące życiu, tak jakby problemy dnia codziennego mogły przytłoczyć, to jednak dość szybko Doe pomyślała o tym, że niezadowolenie można prezentować również na tematy rządowe. Z tego niekoniecznie chciała, aby ktokolwiek jej się zwierzał. Nie, nie zamierzała odwiedzać policji i składać jakiekolwiek zeznania, ale gdyby tylko trafiła kiedyś w sytuację, z której ucieczka nie byłaby możliwa, gdyby ktoś wszedł jej do głowy…bolało ją to, że nawet dostałby najmniejszą informację która pomogłaby dalej dręczyć ludzi. – Kto w końcu jak nie inna kobieta może zrozumieć problemy i bolączki?
Dodała to, próbując być dowcipna, oczywiście jednak nie brzmiało to tak, jakby umiała. Odchrząknęła więc, skupiając się raczej na drodze, bo jednak wyszło to lepiej, uśmiechając się lekko na komplement, który otrzymała.
- Jak mnie tak będziesz chwalić, to się jeszcze będę ciągle rumienić. – Szturchając lekko łokciem Demelzę, zerknęła jeszcze na wejście do ogrodu zoologicznego. Ciekawe, czy kiedyś takie miejsca wrócą do wcześniejszej świetności, wyglądając świetnie, mając tę kojącą atmosferę. Tęskniła za tym, co było dobre, ładne, proste…nie, żeby zapowiadało się, aby szybko to miało minąć. Nie była aż tak naiwna żeby wierzyć, że wszystko nagle zniknie i wszyscy pogodzą się, radośnie biegnąc ramię w ramię w idealnym świecie.
- U mnie…w porządku. Biegnę teraz jedynie za sprawunkami, nie wychodzę zbyt często. Rozumiesz, sama wolę unikać przebywania zbyt długo na ulicach… - odpowiedziała równie szeptem, mając nadzieję, że nikt oprócz nich nie będzie interesować się zbytnio tym, o czym właśnie rozmawiały. Nic wielkiego, tylko dwie młode dziewczyny które wyszły na spacer i właśnie rozmawiają o bzdurnych kwestiach, które nie powinny nikogo fascynować.
- Nazwałam go Raven, bo wyglądał tak ślicznie – cały był czarny, a często zarzucał jeszcze łagodnie swoją grzywą. I tak, mieliśmy koni sporo, wędrowaliśmy po świecie a do ciągnięcia wozów konie są najlepsze. – Nie wiedziała w sumie, czy Demelza kiedyś rozważała etniczną przynależność Sheili, bo o ile nie było to coś,  czym się chwaliła, to jednak jej wygląd mógł budzić pewne podejrzenia. Na temat o biletach uśmiechnęła się jedynie, zaraz też parskając śmiechem na te słowa o toalecie. A i owszem, rzeczywiście byłoby to prawdą.
- Może byłby bardzo eleganckim księciem? Już teraz wygląda na przystojnego. Znaczy miło by było, gdyby był odczarowany, ale też nie można ujmować mu niczego jako żabie. – Zachichotała lekko, niekoniecznie próbując sobie wyobrazić księcia w ludzkiej formie, skoro żaba w koronie i tak bawiła ją już bardziej niż powinna. – Nawet z tytułem, mógłby cię porwać na białym koniu w dal i byłabyś jego księżną! Czy w sumie księżniczką?
Rozmyślania na temat losu biedaka zostały przerwane przez samego zainteresowanego, to też Sheila nie powstrzymała się przed klęknięciem i złożeniem delikatnego pocałunku na skórze płaza. Cóż, nie spodziewała się efektów, ale postanowiła spróbować.

| Rzut na całowanie księcia


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tron księcia [odnośnik]28.04.21 11:24
The member 'Sheila Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tron księcia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tron księcia [odnośnik]11.05.21 21:34
Nigdy nie sądziła, że takich właśnie czasów dożyje. O wielkiej wojnie czarodziejów słyszała jako dziecko od rodziców, nigdy jednak nie dotknęła Fancourtów tak zbyt dotkliwie, a kiedy władzę przejął w Wielkiej Brytanii Grindelwald wydawało się, że nic nie będzie w stanie zachwiać jego żelaznymi rządami. Demelza sama nie wiedziała co o tym myśleć i za wiele o tym nie rozmyślała jako nastolatka. Nie znała się na polityce, ojciec nie chciał nawet, aby cokolwiek o tym myślała - uważał, że najlepiej, jeśli kobieta o tym milczy. Ona zaś pragnęła jedynie spokoju, lecz nawet w jej sytuacji to nie wchodziło w grę. Może i była w uprzywilejowanej pozycji, jako czarownica półkrwi, ale nie potrafiła pozostać całkiem obojętna na to, co działo się wokół. Przeżywała to w duchu. Zamartwiała się, miewała koszmary i czuła strach, kiedy kroczyła ulicami Londynu i nie tylko. Bała się, że całkiem przypadkiem ona, albo ktoś, na kim jej zależało, padnie ofiarą tej wojny. Marzyła o tym, by dobiegła już końca - ale czy sama uczyniła cokolwiek, aby tak się stało?
Za bardzo się bała.
- Kochana jak zawsze - odparła z uśmiechem Demelza, czułym gestem gładząc dłoń młodszej koleżanki, gdy zaproponowała jej, że może się wygadać - ot tak, po prostu, o czymkolwiek. To było naprawdę miłe i potrzebne. Czasami czuła wyrzuty sumienia, kiedy na język cisnęły jej się słowa narzekania o zmęczeniu, niesmacznym obiedzie, czy poprutym przypadkiem materiale. Teraz obawiała się trochę, że zaraz ktoś jej wytknie "czym są twoje problemy, kiedy ludzie wokoło giną"? Nie chciała wychodzić na nieczułą egoistkę. Dobrze było wiedzieć, że Sheila nie pomyślałaby o niej w ten sposób. - Z rumieńcem ci do twarzy - zaśmiała się. W tym też nie było ani odrobiny nieszczerego pochlebstwa. Siostra Jamesa wyróżniała się tak niewinną, dziewczęcą buzią, że jej urodę podkreślało jedynie lekkie zaczerwienienie policzków.
- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam ci? - zaniepokoiła się Dem. Jeśli Sheila była z kimś umówiona, na konkretną godzinę, nie powinna była czuć się skrępowana, aby odmówić zaproszeniu. Fancourt nie chciała pokrzyżować jej planów, najlepiej byłoby w istocie, gdyby Sheila jak najszybciej wróciła do domu, do rodziny - sama na ulicy nie była bezpieczna. Czy Demelza jednak, robiąc to samo, miała prawo ją pouczać? Mimo że liczyła sobie kilka lat więcej, to bynajmniej nie czuła się mądrzejsza życiowo choćby o jotę... - Dbaj o siebie, Sheila. I o Jamesa. Zginąłby bez ciebie - wyrzekła z troską, pozwalając sobie na dowcip o jej bracie, czemu towarzyszył uniesiony kącik ust.
Cieszyła się, że Doe mogła pozwolić sobie na wygospodarowanie czasu, aby dołączyć do niej na spacerze po ogrodzie magizoologicznym. Wydawał się opustoszały, ale przy tym taki spokojny... Ponury Londyn nagle znalazł się gdzieś o wiele dalej, dwie czarownice zaś w innym świecie.
- Adekwatne imię, jeśli taką miał maść... Musiał być piękny, prawda? - zastanowiła się. Ona sama nigdy nie miała za wiele do czynienia z końmi. - Nigdy chyba nawet nie siedziałam na końskim grzbiecie, wiesz? Jak to jest? Ty pewnie świetnie jeździsz, skoro tak... Ale naprawdę podróżowaliście... wozami po kraju? W nich mieszkaliście? - zdziwiła się Demelza; słyszała co nieco o tym, że ona i James należą do czegoś w rodzaju... mniejszości, lecz nie zwykła wścibsko dopytywać i w zasadzie nie miała pojęcia o ich społeczności. Na jej twarzy malowało się szczere zainteresowanie.
Uwagę od tej historii na kilka chwil odjął swoją obecnością ropuch, który - zgodnie z zapowiedzią - siedział jak panicz na czerwonej poduszce. Demelza i Sheila przystanęły blisko.
- Czy żaba może być przystojna? Żaba jak żaba - zaśmiała się, obserwując najpierw ropuchę z dystansu. Naprawdę mógł być księciem? - Księżniczką chyba trzeba się urodzić? Czy nie? Nie jestem pewna. Zresztą... jeśli tylko naprawdę by mnie kochał, mogłabym być jego księżniczką, księżną, królową... czym tylko zechce - westchnęła z rozczuleniem, patrząc jak Sheila, jako pierwsza, przyklęknęła przy żabie, by złożyć na jej śliskiej skórze przelotny pocałunek. Demelza czekała kilka chwil w napięciu.
Czy coś się stanie?
- Może ja spróbuję - zaoferowała nieśmiało, po długiej chwili ciszy, którą przerwało głośne kumkanie rzekomego księcia. Fancourt przyklęknęła wtedy obok, wyciągnęła dłonie, aby płaz wskoczył na nie i uniosła do twarzy. - Jeśli jesteś prawdziwym księciem, to mam nadzieję, że mój pocałunek odsłoni twe oblicze - powiedziała cicho, zerkając jeszcze na Sheilę z podekscytowanym uśmiechem, po czym zmrużyła powieki i ucałowała żabę.

| Rzut na całowanie księcia


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Tron księcia [odnośnik]11.05.21 21:34
The member 'Demelza Fancourt' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 47
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Tron księcia - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Tron księcia [odnośnik]15.05.21 22:57
Wielka wojna czarodziejów, ta pierwsza, nie zajmowała jej nigdy. Miała więcej własnych problemów, kiedy musiała skupiać się na tym, że silna dłoń ojca może wychynąć z mroku, wyciągając ją z posłania, zadając jeden cios za drugim, by na koniec wepchnąć ją do piwnicy wypełnionej zatęchłym zapachem. Potem jej życie się zmieniło, a ciemność piwnicy zamieniła się w barwne spódnice i radosne melodie. Nie obchodziły jej wojny, Hogwart nie mącił jej ducha. Pamiętała jak trzymała się w grupie i nie zajmowała się czymkolwiek, co znajdowało się dookoła, bo kojarzyła przekleństwa i nieprzychylne słowa, które społeczeństwo kierowało w jej stronę. Z braćmi zawsze pozostawali gdzieś na uboczu, nie przejmując się czymkolwiek, co na ich barkach miało spoczywać. Społeczeństwo było gdzież dalej, a cyganie byli grupą.
Wojna nagle pojawiła się u jej progu, który nawet nie był jej progiem. Zastała ją, kiedy niczym zaszczute zwierzę chowała się po kątach, pamiętając jeszcze jak jej rodzina umierała, zapach palonego ciała czy przerażone konie, próbujące się wyrwać przy najbliższej okazji. To wszystko wydawało się znów dziać, a ona nagle nie mogła nawet stać prosto kiedy na to patrzyła. Jedynym szczęściem, które spotkało ją przez te dwa lata, była Adelaida, która stała obok niej, pozwalając jej się uczyć i rozwijać. Sheila miała wrażenie, że z jednej strony była blisko kobiety, czując, że ma wiele do niej uczuć i cierpliwości, z drugiej nie czuła się tak, jakby była częścią „rodziny”.
- Nie jestem kochana aż tak, po prostu wiem, że ciężko siedzieć i dusić w sobie wszystko. – Śmierć rodziny czy stratę, tak na przykład. Nigdy nie wymuszała wyznań na drugiej osobie, nie będąc ani aparatem rządu aby to robić, ani człowiekiem któremu zależało jakkolwiek na łamaniu drugiej osoby. Zwierzeń nie można było wyciągać bez pewnej traumy, dlatego sama nigdy nie martwiła się o to, by od kogoś wymagać aby powiedział jej wszystko już i teraz. Zresztą, lubiła Demelzę  - miała w sobie nie tylko coś dziewczęcego, ale również i silnego. Tak jakby była pięknym bursztynem z morza, który można znaleźć tylko wtedy, kiedy człowiek pilnował dokładnie czego szuka.
- Jesteś zbyt miła dla mnie. – Potrząsnęła lekko głową, pozwalając, aby jej brązowe włosy lekko zafalowało. – I w niczym mi nie przeszkodziłaś. Znaczy, w zasadzie bardziej wracałam do siebie, ale nie z pośpiechem. – No, pośpiech to był jednak, bo nie zamierzała robić sobie po Londynie wycieczek krajoznawczych, musząc brać też pod uwagę, że nie czekały na nią już obowiązki. Warsztat krawiecki był na wykończeniu, a ona sama nie mogła nic pomóc oprócz dodatkowych pomocy w domu. A przecież nikogo chyba nie zbawi to, że została na mieście chwilę dłużej niż powinna. Nie ze złośliwości, po prostu czasem zastanawiało ją, że jak już wyszła na zewnątrz, to być może powinna przebywać w towarzystwie nieco dłużej niż lekkie wymienienie uprzejmości i zwykłe pomachanie na pożegnanie.
- Nie martw się, Adelaida na pewno o mnie zadba! – Zaśmiała się, wierząc, że przynajmniej zadrapania i stłuczenia nie są jej straszne z byłą uzdrowicielką. Chyba tym mocniej złapała dłoń Demelzy, starając się dodać jej jakoś otuchy. Wiedziała, że to nie jej samej potrzeba było wielkiego wsparcia, ale właśnie samej pannie Fancourt. Demi była silną dziewczyną, na pewno dałaby radę, ale jeżeli mogłaby coś pomóc, na pewno by chciała.
- Był bardzo przystojny…pewnie nadal jest! Mam szczerą nadzieję, że jego obecny właściciel dba o niego jak najlepiej. Mimo, że był spory, to jednak wcale nie miał w sobie agresji czy upartości. Wręcz przeciwnie, był bardzo ostrożny, tak jakby pilnował cię na każdym kroku. Mam nadzieję, że wciąż jest. A co do wozów to tak, mieszkaliśmy w nich rodziną i podróżowaliśmy z miejsca na miejsce. Nie brzmi to może ciekawie, ale rzeczywiście ma swój urok. Przyzwyczajasz się do wiecznie zmieniającego się krajobrazu, przywiązujesz się mniej do tego, co posiadasz, a otwierasz się na nowe doświadczenia. Wiem jednak, że taki styl życia nie pasuje każdego, więc rozumiem, czemu kogoś może to nie interesować. – Nie chciała od razu zarzucać znajomej dużą ilością informacji, ani też sugerować, że ona nie nadawała by się  do czegoś takiego, ale wiedziała, że często gadziowie nie rozumieli, jak można była tak egzystować. – A co do samej jazdy na grzbiecie konia…to trochę tak, jakbyś płynęła w powietrzu i nic nie mogło cię dogonić… - Rozmarzyła się na chwilę, tak jakby przypominała sobie właśnie swoją ostatnią jazdę.
- Oczywiście, że żaba może być przystojna! Znam taką jedną, nazywa się Bogart i powiem ci, to prawdziwy gentleman! Tylko żabi.– Odchyliła się nieco, nic się jednak nie stało po tym, jak złożyła pocałunek na skórze płaza. Zerknęła jeszcze na to, jak Demi kuca przy żabie, aby również przycisnąć usta do żabiego księcia. Reakcja jednak była podobna, a to oznaczało, że niestety nic tu po nich, ale przynajmniej obydwie miały co opowiadać.
- Cóż…chyba nie jesteś akurat jego księżniczką, więc musi ci wystarczyć bycie moją! – Spróbowała zażartować, aby rozluźnić tę dziwaczną sytuację, kiedy obydwie pocałowały żabę nadaremnie, nie wiedziała jednak, jak jej to wyszło.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tron księcia [odnośnik]30.05.21 17:55
Uśmiechnęła się ciepło do Sheili, gdy zapewniła ją, że może się jej zwierzyć w każdej chwili. Była kochana i niepotrzebnie zaprzeczała. W obecnych czasach wszyscy mieli na własnych barkach tyle problemów, że nie potrzebowali przejmować się jeszcze cudzymi. Demelza doskonale o tym wiedziała i nie chciała tym Doe zadręczać, zwłaszcza, że wewnętrzny głosik podpowiadał, że przecież wcale nie ma tak źle, prawda? Mogła teraz przymierać głodem, gnić w Tower za byle co, bądź dosłownie rozkładać się gdzieś... Gdziekolwiek, jeśli znalazłaby się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Nie, zdecydowanie nie powinna była teraz narzekać, psuć im tego spotkania żalami z przeszłości.
- Wcale, że nie - odpowiedziała, kręcąc przy tym głową, trochę drocząc się z Sheilą. Wcale nie czuła się za miła. Czy to źle, że wypowiadała głośno myśli jakie chodziły jej po głowie? Nie karmiła przecież dziewczyny kłamstewkami, byleby zrobiło się jej milej. To nie fałszywe uprzejmości. Naprawdę tak myślała i chciała, by o tym wiedziała. - Kim jest Adelaida? - spytała Demelza, wchodząc dziewczynie w słowo; może kiedyś słyszała z ust cyganki to imię, lecz nie zapadło jej w pamięć (jeśli powinno, to pewnie zrobiłoby się Demelzie głupio i poczerwieniałaby ze wstydu). Czasami łapała się na tym, że chyba naprawdę mało o nich tak naprawdę wiedziała - Sheili i Jamesie. Zawsze ich słuchała, nie wypuszczała drugim uchem tego, co mówili, lecz niewiele potrafiłaby powiedzieć o ich przeszłości, dlatego ucieszyła się, gdy Doe zaczęła o niech opowiadać.
- Na pewno dba, nie martw się, pewnie jest szczęśliwy - wyrzekła łagodnym tonem. Nie wiedziała tego, oczywiście, chciała jednak tymi słowami jakoś ukoić tęsknotę i żal Sheili za ukochanym wierzchowcem. Wiedziała jak niektórzy przywiązują się do zwierząt. Słuchała opowieści z zafascynowaniem - nie sądziła, że żyli w ten sposób. - Ciężko mi to sobie wyobrazić... - przyznała szczere. Ona sama wychowała się w tradycyjnym domu. Ich dom stał w Kent i sądziła, że właśnie dam było jej miejsce. - To musi być w pewnym sensie... Fascynujące. Można tyle zobaczyć, podróżować, poznawać świat, ciągle nowych ludzi... - zastanawiała się na tym, rozważając w myślach za i przeciw; czy ona mogłaby tak żyć? Nie była pewna. Chyba potrzebowała poczucia bezpieczeństwa. - Jak to się zatem stało, że osiedliście w Londynie? - O ile się nie myliła, to chyba Sheila mieszkała w magicznym porcie? Przynajmniej tak zapamiętała. Nie wiedziała, że mogło być to drażliwe pytanie. - Trochę jak lot na miotle? - zastanowiła się. - Na niej też nie potrafię latać...
Chyba kiepska była z niej czarownica. Mówili, że każdy prawdziwy czarodziej i czarownica powinni potrafić utrzymać się na miotle jeszcze przed jedenastym rokiem życia, kiedy to dostaje się list z Hogwartu, lecz Demelza nie ufała miotłom i nigdy nie czuła potrzeby, by dobrze się tego nauczyć. Nie było jej na nich wygodnie.
- Żaba o imieniu Bogart? - zaśmiała się. Właściwie nie zdziwiło to tancerki jakoś szczególnie mocno. Czarodzieje wybierali sobie na towarzyszy różne stworzenia. W Hogwarcie pozwalano na trzy ich rodzaje - kota, sowę, bądź ropuchę właśnie. Demelza zawsze chciała mieć swoje zwierzątko, lecz rodzice nie pozwalali - tolerowali tylko sowę, by dostarczała korespondencję, ona nie była jednak zbyt towarzyska. - Muszę ją zatem poznać.
Najwyraźniej w gwiazdach nie zapisano przyszłości z księciem u boku ani Sheili, ani Demelzie. Ropucha pozostała wciąż ropuchą, zarówno po całusie od jednej, jak i drugiej. Dotknąwszy wargami wilgotnej skóry płaza Dem poczuła szybsze uderzenie serca, lecz ekscytacja pękła jak mydlana bańka. Żaba zarechotała. Tancerka odłożyła ją na poduszkę i wyprostowała się z lekkim westchnieniem. Cóż...
- Trudno! Ja będę twoją, a ty moją - odparła na słowa przyjaciółki i otworzyła szeroko ramiona, aby uścisnąć ją krótko i ucałować w czoło. Zrobiło jej się naprawdę miło. - Księżniczki zaś zasługują na słodkości. Masz ochotę na jakieś ciastko? Kiedyś mieli tu stoisko... - zaproponowała.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Tron księcia [odnośnik]01.06.21 23:29
Ciężko nawet było jej powiedzieć, czemu tak szybko polubiła Demlzę. Oczywiście teoretycznie łatwiej było jej przekonać się do kogoś, kto był w jakiś pozytywny sposób powiązany z Jamesem, ale jednocześnie do takich osób podchodziła z nieufnością. Może zaważyło też tutaj to, że na co dzień Demelza nie miała łatwo, biorąc pod uwagę, jaką pracę podejmowała – ludzie lubi gardzić tymi, których uznawali w jakiś sposób za gorszych, nawet jeżeli tak naprawdę nie było ku temu przesłanek. Może właśnie to rozumiała i w jakiś sposób doceniała, jak wysoko panna Fancourt potrafiła nosić głowę. I chyba dlatego też właśnie oferowała możliwość zwierzenia – bo tym uznawanym za margines społeczny nie było łatwo.
- Wcale że tak – stwierdziła z cichym parsknięciem, delikatnie łapiąc Demelzę za policzek i pociągając lekko. Nie za mocno, oczywiście, nie chciała jej zrobić krzywdy, ale zawsze przypominało jej się, kiedy tak ciągała Jamesa gdy tylko ten akurat zajmował myśli czymś innym, a ona chciała przywrócić jego myśli do porządku. Jak zawsze, jak to dziecko którym nigdy nie przestała być dla brata. – Ale dziękuję. Adelaida to krawcowa z Camden Town u której pracuję. Była kiedyś uzdrowicielką, ale teraz, po śmierci męża, zajęła się rodzinnym warsztatem. Przygarnęła mnie dwa lata temu, kiedy…kiedy tego potrzebowałam.
Tak chyba prościej było to opowiedzieć, nie wchodząc zbytnio w drażliwe tematy. Nie spodziewała się, aby Demelza pamiętała konkretnie imię kobiety u której Sheila pracowała, wiedząc, że takie szczegóły nigdy nie były łatwe do zapamiętania. Zresztą, jej znajoma miała na głowie dużo własnych problemów żeby jeszcze siedzieć i wypytywać ludzi o ich życie aby zapamiętać wszystkie informacje dla późniejszego przyswojenia ich i rozmowy na ten temat.
- Mam nadzieję, dziękuję, że tak mówisz. Wiem, że najczęściej zwierzęta cieszą się, kiedy mają dobrą osobę obok siebie, podejrzewam więc, że tak po dwóch latach już nie bardzo mnie pamięta. Ale najważniejsze, aby był silny i zdrowy. – I żeby miał dobrą opiekę, dach nad głową i możliwość odpoczynku. Sama również posiadała jedynie sowę na ten moment, będąc całkiem szczęśliwą, że jej zwierzak potrafił dobrze wyrazić miłość i wdzięczność. Bluszczyk czasem wydawał się osamotniony brakiem innych ptaków, pozwalała mu więc w nocy wylatywać na zewnątrz aby poszukał sobie przyjaciół.
- Podejrzewam, że dla mnie to równie naturalne tak jak dla ciebie mieszkanie wciąż pod jednym dachem, nie ruszając się z miejsca. Po prostu inna perspektywa sprawia, że to drugie, nieznane, wciąż postrzegamy jako coś niezwykłego. Ale gdybyś zaczęła żyć w ruchu, przestałabyś uważać to za niezwykłe. – Nie mówiła tego pogardliwie, bardzo dobrze wiedząc, jak perspektywa potrafiła się zmienić, że urodzona i wychowana przez pierwsze lata w mieście, obecnie Sheila nieczuła się dobrze w takich miejscach. Wędrowny styl życia już wszedł w jej nawyki, więc powrót do zamieszkania w budynku który wydawał jej się szary i brzydki zdecydowanie wpłynął na jej postrzeganie.
- Powiedzmy, że można poznać – zaśmiała się lekko, pamiętając, jak nieprzyjemnie potrafiło się zrobić kiedy cygański tabor spotykał miejscowych. W niewielu miejscach witano ich jakkolwiek pozytywnie. Na pytanie o Londyn przygryzła lekko wargę, zastanawiając się, jak najlepiej temat ten rozwinąć, by ciekawość została zaniepokojona, ale by nie rozdrapywać starych ran i wyznaczyć granicę. – Dwa lata temu przyszli nieodpowiedni ludzie i wszyscy się rozdzieliliśmy się, aby przeżyć. Nie każdemu się to udało.
Spojrzenie wbiła gdzieś w pustkę, wiedząc, jak wielce rozczarowana była, gdy James potwierdził, jak wielkie były straty w taborze. Słowa o lataniu na miotle wzbudziły jednak w niej rozbawienie, tak że nie mogła się powstrzymać, aby nie zachichotać cicho.
- Powiedziałabym, że tak, ale z miotłami też jestem całkiem fatalna jak na czarownicę. A widać powinno się to mieć we krwi. – Pamiętała jak czytała historię i unosiła brwi, kiedy czarodziejkami miały być stare kobiety z dużą ilością brodawek, dziwnym kotem i unoszące się na miotle. Nigdy takiej nie poznała, bo babcia była prześliczna.
- Tak, to bardzo przystojny i wykwintny gentleman. Zdecydowanie powinnaś go poznać. – Nie wiedziała, jak Aidan postrzegał poznawanie nowych ludzi, zwłaszcza w jego sytuacji rodzinnej…ale Demelza nikogo nie chciała krzywdzić i była bardzo dobrą osobą. Więc czemu by jej miał nie poznawać? Demi mogła skorzystać z większej ilości osób o dobrym sercu w swoim towarzystwie. Zerknęła jeszcze na żabę, ale ta nie wydawała się zainteresowana którąkolwiek z nich, nie pozostało więc nic innego jak znów ująć ramię Demelzy, tym razem po to, aby zaraz znaleźć się w jej uścisku.
- Bardzo dobrze! Musimy się kiedyś wybrać razem w letni czas za miasto, zrobię ci koronę i będziesz wtedy królową elfów, Tytanią. – Zrobi jej przepiękny wianek z rumianków i przeplecie trawami, tak aby zyskał na objętości. – Słodkości? – zainteresowała się zaraz, rozglądając po okolicy. – Wiesz, że pierwszy raz spróbowałam czekolady dopiero w Hogwarcie?


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tron księcia [odnośnik]27.06.21 14:55
Rodzeństwo Doe pojawiło się w jej życiu nie tak dawno temu, właściwie niespodziewanie, polubiła jednak oboje bardzo szybko, choć pozornie nie mieli ze sobą za wiele wspólnego. Nazywała to drugim życiem, bo pierwsze skończyło się w chwili, kiedy wyrzucono ją z domu rodzinnego, w nim jeszcze bardziej ceniła i pielęgnowała przyjaźnie - ludzi dobrych, serdecznych i ciepłych. Takich właśnie jak Sheila. Starszy brat dziewczyny, którego mgliście kojarzyła jeszcze z lat szkolonych, kiedy był kilka roczników niżej i kręcił się razem z Marcelliusem pajacującym na miotle podczas meczy quidditcha (to zapadło Dem w pamięć o wiele lepiej), niekiedy sprawiał wrażenie cwaniaczka, lecz i tak budził w niej dużą sympatię. Szczerze lubiła oboje, ale to z Sheilą, choć jeszcze młodszą, bardziej odnajdywała wspólny język. Doe, tak jak Demelza, lubiła szyć; starsza dziewczyna ożywiła się więc na wspomnienie krawcowej z Camden Town.
- Och, to wspaniałe z jej strony. Musi mieć naprawdę dobre serce. Mam nadzieję, że kiedyś ją poznam. Uczy cię fachu? - odpowiedziała łagodnym tonem, uśmiechając się szeroko, kiedy Sheila pociągnęła ją za policzek w czułym geście. Nie miała nic przeciwko, nie złościło jej to. Sama nie miała rodzeństwa, była jedynaczką, rodzice zaś byli raczej oszczędni w okazywaniu czułości. Takie gesty budziły w Demelzie niemal rozczulenie. Zauważyła też, ze wspomnienie przygarnięcia sprawiło, że po twarzy Doe przemknął cień. Uniosła wtedy dłoń, aby pocieszającym gestem pogładzić jej ramię, lecz nie dopytywała i nie naciskała. Sheila wiedziała, że jeśli tylko będzie potrzebowała się wygadać, to ma się do kogo zwrócić.
Miała też nadzieję, że wypowiedziane przez nią słowa o koniu, którego niegdyś posiadała Doe, to prawda. Bardzo chciała w to wierzyć. Nie mogła jednak mieć pewności, bo na koniach nieszczególnie się znała. Nigdy nie miała też zwierzęcia, którym mogłaby się zaopiekować i nabyć doświadczenia w opiece nad nim. Czy one naprawdę czuły jak ludzie? Tęskniły za swoim człowiekiem?
- Może masz rację. Mówią, że trawa po drugiej stronie płotu zawsze jest zieleńsza - odparła po chwili zastanowienia nad koczowniczym trybem życia o którym opowiadała Doe. Wydawał się intrygujący i ciekawy zarazem, lecz czy ona potrafiłaby tak żyć? Chyba miała pewne wątpliwości. Gdyby musiałaby być całkiem szczera, to przyznałaby, że jest nieco... wygodnicka. - A potem człowiek się przyzwyczaja. To zadziwiające do czego można przywyknąć, prawda?
Teraz to po twarzy Demelzy przemknął cień smutku. Chyba przyzwyczaiła się do rozbierania na scenie, do wstydu, z którym musiała żyć. Nie można było tego porównywać do tak diametralnej zmiany życia jaką przeżyła Sheila, zwłaszcza, kiedy było to spowodowane taką tragedią - wciąż pozostawała dla Demelzy zagadką, Doe wspominała o tym raczej mgliście, James zaś w ogóle, lecz znów nie zamierzała naciskać. Do niektórych zwierzeń znajomość musiała po prostu dojrzeć.
- Zdradzę ci sekret - wyrzekła, nachylając się ku Sheili i ściszając głos do konspiracyjnego szeptu - ze mnie też jest chyba fatalna czarownica. Słabo nawet czaruję - powiedziała jej w sekrecie, lecz z uśmiechem. - To wcale jednak nie znaczy, że jestem kiepskim człowiekiem, prawda? - pocieszyła i siebie, i Sheilę. Do egzaminów końcowych w Hogwarcie chyba lepiej było nie wracać. - Jeśli to taki dzentelmen, to teraz będę cię trzymać za słowo, dopóki mi go nie przedstawisz, She! - zaśmiała się, grożąc cygance paluszkiem, sugerując, że nie zamierza o tym zapomnieć. - Byłoby wspaniale. Może w przyszłym roku odbędzie się znów Festiwal Lata, jeśli... Wszystko się uspokoi - dokończyła kulawo. Miała co do tego szczere wątpliwości. - A nawet jeśli, to zapraszam cię do siebie. Do Brighton. To nad morzem, wiesz? Mają tam wspaniałą promenadę. Spodobałoby ci się. Umiesz się już teleportować? - Sheila była bardzo młoda, chyba ledwie pełnoletnia, Dem nie miała pewności, czy zdążyła ukończyć kurs teleportacji, nauczyć się tego od kogokolwiek.
Pomiędzy ciemnymi brwiami tancerki pojawiła się zmarszczka smutku i troski, gdy Doe podzieliła się z nią wspomnieniem o pierwszej czekoladzie - zabrzmiało to bardzo smutno. Tym bardziej zapragnęła zabrać ją na coś naprawdę dobrego.
- Pierwsze razy zawsze najlepiej się pamięta, dlatego chodź - może uda nam się zdobyć coś, czego też jeszcze nie próbowałaś. Ani ty, ani ja - zachęciła ją z uśmiechem, bo cóż im pozostało? Nie chciała jej dołować - chciała poprawić Sheili humor, dlatego pomaszerowała z nią żwawym krokiem alejką w stronę bram ogrodu magizoologicznego.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Strona 7 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Tron księcia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach