Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Taras widokowy
AutorWiadomość
Taras widokowy [odnośnik]12.03.16 14:15
First topic message reminder :

Taras widokowy

Taras widokowy na szczycie wieży astronomicznej roztacza nie tylko przepiękny widok na Londyn, ale nade wszystko jako najwyższy czarodziejski budynek w Anglii stanowi idealne miejsce na obserwację nieba. Astrologowie rysują tutaj mapy, przy lunetach stoją badacze, a raz za czas przewijają się zafascynowani turyści.
Olbrzymie lunety, przy których można usiąść i przyjrzeć się nocnemu niebu są wyjątkowe; zaklęte w ten sposób, by bez trudu odnajdywały kolejne konstelacje gwiazd. Szkła mają doskonałą widoczność.
Za dnia taras jest zamknięty.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Taras widokowy - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Taras widokowy [odnośnik]26.03.20 20:06
Niebo nocą było najpiękniejszą rzeczą, jaką Wendelina widziała w życiu.
A widziała wiele bogactw tego świata. Odwiedzała francuskie salony, regularnie bywała na sabatach i innych spotkaniach z arystokratami. Angielska przyroda również nie była jej zupełnie obca, choć z powodu choroby nigdy nie śmiała szczególnie często podróżować. Miała najpiękniejsze suknie, dotykała najdroższe diamenty. Tworzyła cieszące oko fajerwerki. A jednak… nic nie mogło się równać z pięknem nocnego nieba. Gwiazd układających się w konstelacje, światła księżyca i pojedynczych chmur, które tej nocy delikatnie do przysłaniały.
Tego dnia nie była tu jednak tylko z powodu chęci nauki i podziwiania najwspanialszego z dzieł natury. Próbowała odpocząć. Rozluźnić się i zapomnieć o zdradzie krewnej, o kolejnej hańbie toczącej ich rodzinie, o kolejnych kłodach, które los rzucał jej pod nogi. Czy tylko ona z młodego pokolenia chciała dbać o ten ród? Czasem miała wrażenie, że tak. Ich rodzice, wujkowie… wszyscy dwoili się i troili, by zapewnić im byt, z cioteczką Morganą na czele, a młodzi buntownicy próbowali być mądrzejsi. Odruchowo zacisnęła dłoń na trzymanym w dłoni ołówku, którym kreśliła mapę nieba, spoglądając przez lunetę. Drewienko wyślizgnęło się jej jednak z dłoni, z cichym trzaskiem opadając na kamienną posadzkę tarasu i turlając się w ciemności nie wiadomo gdzie.
Wendelina rozejrzała się uważnie, próbując odnaleźć przedmiot, odruchowo szukając dłonią różdżki. Czar przywołujący powinien wystarczyć… och, zaraz, tam jest!
Ołówek wylądował tuż przy buciku Frances, zatrzymując się przy zamyślonej alchemiczce. Wendelina, chwilowo sama na tarasie (odesłała służkę do środka, dziewczyna niebywale się nudziła), wstała z miejsca, poprawiając swoją długą, elegancką szatę w barwach rodowych i podeszła w stronę panny Burroughs. Wszystko w wyglądzie młodej kobiety – suknia, wysadzany diamentami naszyjnik, upięcie włosów i postawa – sugerowało, kim lady Selwyn jest. Wendelina nie miała zamiaru ukrywać swojego nazwiska, nawet mimo tego, że całkiem niedawno zostało zhańbione po raz kolejny. Poprzedni nestor zasiał w ich rodzinie drzewo pełne zatrutych owoców. Nie łatwo było się pozbyć chwastów, które urodziło. Wendy miała jednak szczerą nadzieję, że Isabella była ostatnią z tych, które opuściły ich familię.
Przepraszam, to chyba moje – powiedziała, zerkając na ołówek.
Mogłaby go podnieść, ale chylenie głowy przed zwykłym śmiertelnikiem uwłaczałoby jej i tak już nadszarpniętej dumie. Wyciągnie różdżki wydawało się zaś młodej lady całkiem niegrzeczne, biorąc pod uwagę, że przedmiot dotykał bezpośrednio nogi dziewczyny.
Wendelinie wydawało się, że zna skądś jej twarzy. Bywała tutaj? Pewnie była jednym z licznych młodych naukowców, którzy przybywali do wieży, aby podejmować nauki. Lady Selwyn nie miała jednak z nimi bliższego kontaktu, ucząc się tylko pod okiem tych, których cioteczka i matka uznały za godnych przebywania z ich krewną. Według Wendeliny oznaczało to najlepszych specjalistów w fachu. Według ich krewnych – żonatych mężczyzn krwi co najmniej czystej.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Taras widokowy [odnośnik]28.03.20 1:25
Nauka pochłaniała pannę Burroughs bez reszty. Zwłaszcza teraz, gdy była ledwie dwa, może trzy kroki od zatopienia się w naukowej karierze. I to nie tak, że pragnęła zmienić miejsce pracy. Szpitalne korytarze zapewniały jej pieniądze, pozwalające pomóc matce oraz młodszemu rodzeństwu, dodatkowo stanowiąc niewielkie drzwi do kontaktów, które mogły pomóc się jej rozwinąć. Tymi drzwiami był przełożony, który pokładał wiarę w młodą acz zdolną alchemiczkę. Frances wierzyła również, że będzie w stanie połączyć pracę w szpitalu z karierą naukową. Ba! Była przekonana, że te dwie ścieżki całkiem nieźle ze sobą współgrają.
Nie poczuła, jak niewielki przedmiot uderza o jej bucik. Zbyt pochłonięta obliczeniami lawirowała od teleskopu do swojego notatnika. Pracowała sprawnie, w tylko sobie znanym systemie co jakiś czas bezgłośnie poruszając malinowymi ustami.
Dopiero głos młodej czarownicy jaka do niej podeszła, wyrwał ją z zamyślenia. Zdezorientowana nagłą przerwą w działaniu blondynka przeniosła spojrzenie na lady Selwyn. Przebiegła szaroniebieskim wzrokiem po jej buzi oraz sukni, jednak jej wygląd nie zrobił na niej najmniejszego wrażenia. Panna Burroughs wychodziła z założenia, że szacunek powinno się zdobywać własnymi siłami oraz że z pewnością, nie był on czymś, co wynosiło się jedynie przez rodzinę, w której przyszło się na świat.
Przez jedną krótką chwilę, dziewczyna przyglądała się szlachciance, wyraźnie wybita z rytmu, w jaki wpadła. Ach, nigdy nie przepadała za nagłymi wyrwaniami z toku myślowego w którym pływała. Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało za spojrzeniem dziewczyny na ołówek, znajdujący się tuż przy jej nodze.
- Och, nic się nie stało… - Odpowiedziała, po czym zupełnie odruchowo pochyliła się, aby podnieść ołówek. Smukłe palce sięgnęły w kierunku niewielkiego drewienka otaczającego granitowy rysik, pech chciał jednak, że pochylając się, przesunęła delikatnie stopę w bok, co poskutkowało potoczeniem się ołówka dalej, wprost do barierek chroniących przed wypadnięciem z tarasu. Ledwie ułamek później dziewczęta mogły zobaczyć, jak kawałek drewienka przekracza próg tarasu by spaść w nicość. Z ust Frances wyrwało się ciche westchnienie, a gdy wyprostowała się, szaroniebieskie oczy na chwilę tylko, zahaczyły o twarz stojącej obok niej dziewczyny.
-Niefortunny przypadek. - Stwierdziła, nie czując się zobowiązaną do przepraszania za coś, co nie było jej winą, lecz kapryśnym zrządzeniem przypadków. - Powinnam mieć gdzieś zapasowy ołówek, mogę Ci go pożyczyć abyś mogła skończyć to, co robisz. - Dodała jeszcze, oferując pomoc w tym wypadku. Nie sądziła, aby wcześniej miała okazję ją spotkać… Bądź zwyczajnie nie przyłożyła do tej postaci większej uwagi, zbyt skupiona nad swoim badawczym debiutem, który od wielu dni pochłaniał ją w całości. Panna Burroughs sięgnęła do niewielkiej torebki stojącej tuż obok niej w poszukiwaniu odpowiedniego przedmiotu. Cóż, z pewnością byłoby łatwiej, gdyby znajdujące się tam rzeczy nie były pomniejszone zaklęciem, aby wszystko mogło się pomieścić.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]28.03.20 16:07
Kariera naukowca! Och, Wendelina marzyła, aby móc poświęcić się jej bez reszty. Niestety, rodowe obowiązki nie pozwalały jej na to, aby otwarcie nazywać się naukowcem. Nikt nie bronił jej nauki i zagłębiania pasji, jednak na razie jej głównym celem było wydanie na świat potomka krwi szlachetnej, najlepiej męskiej płci. Gdy dopełni tego obowiązku, nikt nie powinien bronić jej spędzać długich godzin w bibliotekach i dokonywać fascynujących odkryć. Na razie jednak nauka musiała pozostać w kategoriach pasji, niżli kariery. Chociaż, z racji na swoje pochodzenie, ta powinna rozwijać się w przypadku szlachcianki szybciej i bardziej dynamicznie. Wpływy rodzinne były nie lada ułatwieniem.
Właściwie w pewnym sensie zazdrościła takim młodym czarownicą jak ta blondynka. Jej pewnie nikt nie mówił, co ma robić, prawda? A nawet, jeśli mówił, to dziewczyna nie musiała obawiać się o reputacje całej swojej rodziny, reprezentując przede wszystkim siebie. Jeśli jednak Wendy miałaby wybór, nie stanęłaby na jej miejscu. Czymże jest jej pozorna wolność, skoro to tylko arystokratyczne rody dzierżą władzę? Skoro to one mają finanse, wpływy i możliwości, o jakich zwykli prostaczkowie nie mogliby marzyć? Ach, i najważniejsze – mają swoją historię. Piękną, nie raz sięgającą antycznych czasów, łącząc ich rodziny w jedną, potężną frakcję, która działając razem, mogła przejąć władzę nad całą Anglią.
Uniosła brew, gdy Frances przez swoją nieudolność zepchnęła ołówek z wieży. Westchnęła, kręcąc głową i podeszła do krawędzi.
Nie trzeba – powiedziała, nie komentując nieudolności dziewczyny. Szkoda było na to strzępić języka, prawda? Wyciągnęła zza pazuchy różdżkę: – Accio!
Ołówek już po chwili wzleciał w górę, spoczywając bezpiecznie w dłoni Wendeliny. Szlachcianka obejrzała go uważnie: nie wyglądał na zepsuty. Jeśli rysik się nie złamał, powinna być w stanie dalej nim pracować. Jeśli zaś byłoby inaczej, proste Reparo powinno naprawić tę sytuację.
Studiuje panna jakieś konkretne układy? – spytała, spoglądając w niebo i chowając ołówek do kieszeni. – Dziś jest wyjątkowo dobra noc na podziwianie konstelacji Barana. Bharani świeci dziś zadziwiająco jasno, nie sądzi panna? – dopytała z chłodną grzecznością w głosie. Grzeczność wymagała wymiany kilku niezobowiązujących uwag, skoro już nawiązała kontakt z dziewczyną.
Ruszyła na swoje poprzednie miejsce, wcale nie tak oddalone od tego, przy którym siedziała blondynka. Usiadła, zerkając to na nią, to na nieboskłon. Och, tak, wiosna była doskonałym czasem na podziwianie tej prostej konstelacji. Cztery gwiazdy były tej nocy dobrze widoczne na niebie.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Taras widokowy [odnośnik]29.03.20 5:27
Coś w kobiecie, jaka stanęła koło niej nie podobało się pannie Burroughs. W jej postawie, sposobie jakim na nią patrzyła nie było nic, co w jakikolwiek sposób zachęciłoby blondynkę do rozmowy bądź nawiązania kontaktu. Frances nie była w stanie zrozumieć tego dziwnego uczucia, jakie pojawiło się w niej w towarzystwie tej czarownicy. Coś czego nie była w stanie nazwać odpychało ją od postaci szlachcianki, przywodząc na myśl same, najgorsze porównania. I naprawdę nie potrafiła tego uczucia wyjaśnić. Sama Frances nigdy nie zamieniłaby się na życia z kimkolwiek pochodzącym z magicznej arystokracji, nawet jeśli w jej rodzinie zwykle się nie przelewało. Nie ciągnęło ją do bogactw, wpływów czy drogiej biżuterii, gdyż jej serce posiadało inne, trochę bardziej przyziemne, lecz dla niej nadal nieosiągalne tęsknoty.
Przestała szukać, gdy tylko kobieta odmówiła jej pomocy. Uznając rozmowę za zakończoną ponownie przystawiła twarz do teleskopu, zawzięcie wypatrując odpowiedzi na któreś z pytań, jakie kłębiły się w jej głowie.
Kosmos będzie dla ciebie zawsze otwarty, o ile nie zapomnisz, jak należy na niego spoglądać. Słowa, jakie często powtarzał jej trochę zabawny profesor Leopold ponownie rozbrzmiały w jej głowie sprawiając, że panna Burroughs wzięła głębszy oddech.
Delikatny uśmiech zarysował się na wargach jasnowłosej, gdy pytanie padło z ust kobiety, nadal kręcącej się gdzieś w pobliżu.
- Nie, nie studiuję układów. Dzisiejszego wieczora szukam odpowiedzi. - Tajemnicze stwierdzenie nie mijało się z prawdą, nie miała jednak pewności, czy mogła powiedzieć coś więcej w kategorii tego, czym obecnie się zajmowała, gdyż szlachcianka w pierwszym kontakcie nie wzbudziła w niej zaufania. Nie wyglądała również na kogoś, kto posiadałby większą wiedzę w dziedzinach, jakie interesowały pannę Burroughs.
Szaroniebieskie spojrzenie powiodło po nieboskłonie,bez pomocy teleskopu odnajdując odpowiednią konstelację. Frances była pewna, że w ostatnich tygodniach wyuczyła się na pamięć całej, skomplikowanej mapy nieba.
- Nie, nie sądzę tak. - Sprzeciwiła się słowom, jakie padły z ust lady. - Gwiazdy zwykły świecić z ustaloną jasnością. Owszem, czasem ulega ona zmianie, jest to jednak proces długi, który da się przewidzieć. - Odruchowo wyjaśniła, czemu nie zgadza się z teorią. - Nic nie wskazywało i nadal nie wskazuje, by jasność Bharani uległa zmianie. - Tym razem bystre oko zerknęło na konstelację za pomocą teleskopu przez jedną, krótką chwilę. - Hamal i Sheratan nadal ją przyćmiewają, tak samo jak moja ulubiona gwiazda w tej konstelacji - Gamma Arietis. - Dodała jeszcze, odsuwając się od teleskopu i zerkając na swoje obliczenia. I nawet fakt posiadania ulubionych gwiazd w danych konstelacjach nie wydawał jej się dziwny. Spojrzenie Frances po chwili uniosło się na nieznaną jej jeszcze kobietę. Cóż, nie sądziła, aby szlachcianka w pełni rozumiała, o czym mówiła.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]29.03.20 13:22
Gdyby Frances wyznała jej swoje myśli na temat bogactwa, Wendy jedynie uniosła by brew, spoglądając na nią z powątpiewaniem. Ten, kto nigdy nie zaznał bogactwa i siły rodzinnych wpływów nie mógł na ten temat przecież nic wiedzieć. Z jednej strony więc lady Selwyn nie dziwiłaby się poglądom panny Burroughs, z drugiej jednak uznawałaby je za co najmniej naiwne. Jeśli Wendelina tylko by chciała, mogłaby ruszyć palcem i dostać co tylko zapragnie. Poza tym szlachecka krew oznaczała też godny arystokracji talent, czyż nie? Jeśli Frances przerastała w czymkolwiek Wendy, ta była pewna że to wynika tylko z godzin poświęconych nauce, a nie prawdziwemu talentowi. Tak, tak niewątpliwie było.
Siedząc już na miejscu i słysząc kolejne słowa panny Burroughs, młoda arystokratka uniosła brew, nieco zaciekawiona słowami towarzyszki.
Odpowiedzi? – spytała obniżonym i nieco tajemniczym głosem, wyraźnie oczekując rozwinięcia tej myśli. Na twarzy damy pojawił się delikatny, jakby zachęcający do dalszej spowiedzi uśmiech.
Wendelina nie lubiła tajemnic. A przynajmniej nie tych, które mieli przed nią prostaczkowie. Bo i po co mieliby cokolwiek ukrywać? Jeśli więc Frances zależało na jakkolwiek pozytywnych stosunkach z lady Selwyn, powinna odpowiedzieć. Z detalami. I liczyć, że jej kolejne słowa zaciekawią kobietę zamiast znudzić. Chociaż to w gruncie rzeczy nie było przecież takie trudne. Miedzianowłosa mogła uznawać samą siebie za niebywale wybredną i z wysokimi wymaganiami, ale jako arystokratka nie miała przecież nadmiernej ilości rozrywek. A przynajmniej nie takich, które szczerze by ją bawiły i na które mogła sobie bezkarnie rozmawiać. Nieznajoma miała więc sporą szansę, by opowieścią wkupić się w łaski lady Selwyn.
Kolejne słowa uraziły jednak nieco młodą damę. Wendelina zmarszczyła delikatnie brwi, po chwili jednak wzdychając przeciągle. Och, nieznajoma, jakież ty bzdury prawisz! – mówiła jej postawa, chociaż rzecz jasna, Wendelina nie miała zamiaru mówić tego na głos. To byłoby niegodne, czyż nie?
Ich jasność jest codzienne, owszem, ta sama – przyznała jej rację. – Ale nie widzi panna, jak dzisiejsza jasność księżyca wpływa na barwy innych ciał niebeskich? Jak te gwiazdy, które zazwyczaj nikną w świetle innych, są dziś widoczne? Nawet sto dziewiąty Messier jest dziś dobrze widoczny. Ale, skoro panna tak mówi, pewnie nie zwróciła na to uwagi? – Uniosła brew po raz kolejny, nachylając się nad teleskopem i poruszając nim delikatnie.
Gdy luneta natrafiła na odpowiednie miejsce, Wendelina odsunęła się od niego, znów zerkając na swoją własną kartkę i zaczynając coś prędko na niej zaznaczać. Kolejne gwiazdozbiory, kolejne korelacje między gwiazdami… Ciekawe, jakie miały wpływy na co prostsze eliksiry? Czy dałoby się je ulepszyć, dokładając do przepisu większe detale związane z gwiazdami? A może lepiej byłoby dodać do nich składniki wrażliwe na zmiany ciał niebieskich?


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Taras widokowy [odnośnik]31.03.20 12:57
Ciche westchnienie wyrwało się z ust panny Burroughs.
Nie czuła się zobowiązana, aby wprowadzać nieznajomą kobietę w tajniki swojej pracy naukowej, nad którą spędziła tyle czasu. Zwłaszcza tak nieprzyjemną w obyciu kobietę, gdy lady Selwyn nie wzbudziła w niej pozytywnych odczuć. Frances bardzo rzadko odczuwała do kogoś zwykłą, czystą niechęć jednak fasada jaką wybudowała sobie Wendelina sprawiała, że jasnowłosa nie miała ochoty na bliższe kontakty z widocznie zarozumiałą lady.
- Tworzę nowe eliksiry, a do tego potrzebuję kilku odpowiedzi, które mogę znaleźć jedynie między gwiazdami. - Odpowiedziała, mając nadzieję, że to zaspokoi jej ciekawość i łoda lady nie będzie zadawać już więcej pytań. W końcu powiedziała to, o co ją zapytano.
Młoda alchemiczka wróciła do swojej pracy. Skrupulatnie rozpoczęła notować coś w swoim notesie, kontynuując skomplikowane obliczenia. Niestety, w swoim niewielkim mieszkanku ani na dachu kamienicy nie posiadała miejsca na tak wielki teleskop. A szkoda, wolałaby dokonywać tych pomiarów w domu, bez zakłóceń w postaci zarozumiałych szlachcianek, przeszkadzających tym, którzy robili tu coś więcej niż podziwiali kolor gwiazd. Powoli w pannie Burroughs narastała swego rodzaju irytacja, wywołała jakże wielką ignorancją naukową młodej lady. Czy ona w ogóle słyszała, co wypowiadały jej usta? Frances była pewna swojej wiedzy, popartej naukowymi dziełami oraz przekazanej przez astronomów, prowadzących badania w tej wieży.
- Pozornie. - Zaczęła, obojętnym tonem. - To tylko złudzenie optyczne. Z naukowego punktu widzenia jasność księżyca nijak ma się do jasności innych planet oraz widoczności na nieboskłonie. - Ponownie zwróciła dziewczynie uwagę na to, że najwidoczniej miała kiepskiego nauczyciela, bądź sama nie pojęła odpowiednio jego słów. Z drugiej jednak strony, każdy zerkał w gwiazdy w innym celu. Może młoda lady chciała jedynie podziwiać piękno ciał niebieskich? Nie wiedziała, czuła się jednak w obowiązku sprostować te kwestie. - Polecam tutejszą bibliotekę, zwłaszcza zbiór artykułów profesora Goodlflacka oraz dzieło profesora Firethrona. To drugie traktuje o złudzeniach optycznych i ich wpływie na odczytywanie danych z nieboskłonu. - Dodała, bo jeśli lady będzie chciała zgłębić temat, mogła przecież udać się do biblioteki, bądź na rozmowę z którymś z profesorów, pozwalając jej swobodnie pracować. Szaroniebieskie spojrzenie na chwilę uniosło się znad notatek, pokrytych obliczeniami by ostatni raz przesunąć po nieprzyjemnej sylwetce lady. - A teraz przepraszam, muszę wracać do swoich badań. - Rzuciła, nie czekając na odpowiedź ponownie dostawiając twarz do teleskopu, by odnaleźć miejsce na nieboskłonie, które dzisiejszego dnia ją interesowało.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]02.04.20 13:32
Wendelina wcale nie uważała samej siebie za zarozumiałą. Znała swoją wartość, owszem, nie miała zamiaru jej umniejszać. Wiedza, którą zdobyła samodzielnie i wpływy jej rodziny sprawiały, że lady Selwyn mogła czuć się w swej skórze pewnie, przynajmniej w trakcie kontaktów ze zwyczajnymi ludźmi. Bo czyż nie taką osobą była siedząca nie tak daleko niej kobieta? Gdyby była szlachetnie urodzona, przecież znałaby jej twarz. Podobnie stałoby się, gdyby Frances był wyjątkową uczoną, która mimo młodego wieku dokonała wielkich odkryć. Niestety, twarz blondynki nie była znana miedzianowłosej damie, więc ta naprawdę nie miała powodów aby domniemywać, że kobieta jest kimkolwiek więcej.
Odpowiedzi w gwiazdach… kto wie, może je panna znajdzie. Choć nie sądzę, aby ciała niebieskie miały możliwość przemawiania – stwierdziła, wzdychając. Mogła liczyć kąty, badać ruchy i schematy na nieboskłonie, sprawdzać jasność i analizować odległości. Do odpowiedzi musiała dojść sama. Wendelina, mająca mimo wszystko całkiem ciekawską naturę, nie powstrzymała się jednak przed kolejnym pytaniem: – Jaki eliksir planuje panna stworzyć?
Nie do końca podobał jej się bezosobowy sposób, w jaki odzywała się do niej nieznajoma. Może czuła się speszona? Nie wyglądała na taką, ale Wendelina nie zdziwiłaby się, gdyby jasnowłosa dziewczyna po prostu nie wiedziała, jak się ma do niej zwracać. Starsi od niej nie wiedzieli. A co dopiero jakieś młode, ledwo opierzone dziewczę.
Wendelina spojrzała na Frances po raz kolejny z wyraźną wyższością w spojrzeniu. Cóż ta dziewucha sobie myślała! Naprawdę brała ją za idiotkę?
Złudzenia optyczne wpływają na nasze zdolności obserwacji nieba, panno…? – zawiesiła głos, czekając, aż dziewczyna poda jej swoje własne nazwisko. Niech ta naiwna alchemiczka wyjawi, kim tak naprawdę jest: – Naprawdę sadzi panna, że nie znam ich prac? Niech panna jednak spróbuje obserwować niebo w centrum miasta albo przy zapalonych świecach. Oczywiście, że te złudzenia optyczne mają wpływ na możliwość obserwacji nieboskłonu! Jasność gwiazd jest stała, jednak to, jak je postrzegamy, już nie. Dlatego są noce lepsze i gorsze na obserwowanie i badanie nieba. To chyba powinna panna wiedzieć, jeśli planuje panna naukową karierę?
W głosie lady Selwyn bił chłód skierowany ku Frances oraz pasja i pewność w stosunku do poruszanego tematu.
Jeśli ma panna zamiar szerzyć takie herezje – zaczęła ponownie po krótkiej chwili, nie interesując się kompletnie przeprosinmi dziewczyny: – chyba lepiej by było, by swoje badania prowadziła panna w innym miejscu. Nie sądzę, aby taka świątynia wiedzy, jak to miejsce, mogło je długo znosić – odparła z pewnością w głosie, zaczynając zbierać swoje rzeczy. Musiał wyjaśnić sprawę z zarządcą tego miejsca. Jak on mógł wpuszczać takie osoby na ten teren?


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Taras widokowy [odnośnik]04.04.20 0:17
Panna Burroughs dyskretnie wywróciła oczami.
- Nie potrzebuję, aby przemawiały. Wystarczy mi kilka danych. - Odpowiedziała wymijająco, mając nadzieję, że nieprzyjemna lady w końcu da jej sposób. Czy naprawdę nie miała niczego innego do roboty, niż przeszkadzanie akurat jej? Zwykle Frances nie miała nic przeciwko krótkim pogawędkom o ile drugi rozmówca chociaż starał się być uprzejmy. Lady Selwyn nawet nie wysiliła się, aby chociaż spróbować. - Niestety, nie mogę tego zdradzić. To tajemnica zawodowa. - Och, jakże chętnie opowiedziałaby komuś o swoich wielkich planach! Ta kobieta jednak nie wzbudzała w niej chociażby odrobiny zaufania, nie miała więc dzielić się z nią swoimi odkryciami. W ogólnym rozrachunku miała z kim dzielić się swoimi planami i były to osoby zaufane, którym z pewnością mogłaby powierzyć tajemnice.
Z ust jasnowłosej alchemiczki wyrwało się ciche westchnienie. Im dłużej kobieta mówiła, tym bardziej Frances upewniła się w chęci opuszczenia tarasu i znalezienia chociaż odrobiny spokoju. Czy naprawdę ta, ponoć świetnie zorientowana naukowo lady, nie miała chociaż kszty szacunku dla ludzi, zgłębiających wiedzę?
- Nie mówiłam, że złudzenia nie mają wpływu na możliwość obserwacji nieboskłonu. - Zaczęła wyjątkowo obojętnym tonem. - Zwróciłam jedynie uwagę, że z naukowego punktu widzenia jasność księżyca nie ma wpływu na jasność gwiazd i zaproponowałam dwa, naprawdę dobre dzieła, gdyby chciała pani poszerzyć swoją wiedzę w tej materii. - Wszak nie miała nic złego na myśli, czyż nie? Obrażanie ludzi nie było jej domeną. - A skoro uważa się pani za człowieka wiedzy, nie ma pani żadnego, choćby najmniejszego powodu aby się unosić. Wszak nigdy za wiele informacji, czyż nie? - Frances zgarnęła swoje notatki po czym wstała z miejsca, by bez pożegnania opuścić taras widokowy. Paskudny człowiek, jakim była lady Selwyn zabrał jej przyjemność z prowadzenia badań. Nie dosłyszała nawet końcówki wypowiedzi kobiety, zamykając za sobą drzwi i udająć się w tylko sobie znanym kierunku.

/z.t


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]07.04.20 15:14
Czemuż miała się wysilać w jakikolwiek sposób, skoro przed sobą miała kogoś… kogoś takiego? Nie dość, że wątpliwego pochodzenia to jeszcze nieszczególnie dobrze wychowanego. Z resztą, lady Selwyn wcale nie uważała siebie za niemiłą. Przeciwnie. W stosunku do wielu innych arystokratek była przecież uosobieniem grzeczności i skromności. Nie to co na przykład jej droga kuzyneczka. Młodziutka lady Nott naprawdę zasługiwała na potępienie w wielu względach. Jej ignorancja była wręcz bolesna. Kim jednak była Wendelina aby pouczać krewną? To jej rodzice odpowiadali za jej wychowanie.
W takim razie powinna panna słuchać, obliczać i poznawać wiedzę z kart ksiąg. A nie próbować rozmawić z gwiazdami – zauważyła, orientują się, że kobieta nie podała jej swojego nazwiska. Może się go wstydziła? Jeśli była mugolaczką… och, co w takim razie szlama robiłaby w tej świątyni wiedzy? Wendelina naprawdę musiała się z kimś rozmówić. Tak to nie mogło wyglądać! Czy ci naukowcy poszaleli?
Też mi coś, tajemnica zawodowa. Szlamy i tajemnice! Niech ktoś te zakały magicznego społeczeństwa w końcu wytępi. Wendelina doskonale wiedziała, że lord Malfoy, pod zwierzchnictwem szlachetnego lorda Voldemorta robi co w jego mocy, ale chyba działał zdecydowanie zbyt wolno, jeśli jedna z mugolaczek właśnie siedziała przed damą!
Nie skomentowała jednak, spoglądając na Frances z coraz większą kpiną w spojrzeniu.
Naprawdę sądzi panna, że potrzebuje pouczeń, by wiedzieć, w jaki sposób mam rozwijać swoją wiedzę? – dopytała ironicznie, kładąc dłoń na biodrze.
Och, no tak! Ucieka! Niech ucieka, szlama jedna! Wendelin naprawdę już dopilnuje, by tak aroganckie, źle wychowane i źle urodzone dziewczę nie miało dostępu do takiego miejsca jak to! To naprawdę źle świadczyło o pracownikach wieży, że pozwalali tajniki astronomii poznawać tak butnej dziewuszce. Wzdychając ciężko i próbując zapanować nad przyśpieszonym oddechem, lady Selwyn podniosła swoje rzeczy i odczekawszy chwilę, ruszyła ku wyjściu z tarasu. Nie miała zamiaru wpaść po raz kolejny na blondynkę. To byłoby zdecydowanie poniżej jej godności.

| zt dla Wendy


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Taras widokowy [odnośnik]10.06.20 10:53
4 maja 1957
Musiało do tego dojść.
Dalsze zwlekanie już dawno straciło sens. Odkładał to na ostatni moment, zajmując się tym, co wymagało jego pilnej uwagi. Własna kariera uzdrowicielska wciąż miała priorytetowe znaczenie. Stała na równi z obowiązkami wobec Rycerzy i Czarnego Pana. To na tym skupiał się, to wokół tych dwóch materii krążył nieustannie, zrzucając z barków obowiązki wobec rodu. Zalążek przymierza z Shackleboltami utworzył ponad pół roku temu, cierpliwie oczekując na tą, która miała stać się ich chlubą. Wtedy powtarzał sobie, że był na to wszystko gotowy, że potrafił podołać oczekiwaniom ojca, dziadka, także samego nestora, że był w stanie godnie reprezentować rodzinę, pozostając samotnym przedstawicielem na Wyspach. Znaczna część rodu wyjechała, nie mając żadnego interesu w pozostaniu w posiadłości narażonej na wojenne ruchy; na jego prośbę, z resztą. Uwikławszy samego siebie w konflikt, nie oczekiwał nigdy, iż przybierze on takich rozmiarów – zmuszony do dbania o ich życie, nakazał im opuścić Wielką Brytanię i nie żałował tego posunięcia, choć każdego dnia coraz bardziej doskwierała mu cisza gorących murów na Wyspie Man. Zrobił to, co musiał i był gotów ponieść tego konsekwencje.
Poruszył się niespokojnie na samą myśl. Obawa czaiła się za rogiem, czuł to całym sobą, gdy opierał się o barierkę tarasu widokowego, na której przewiesił ciemnozieloną abaję. Szal luźno owinięty wokół szyi łatwo ulegał ruchom powietrza, porywom wiatru. W pewien dziwny sposób nie doskwierało mu zimno, choć gruba koszula skryta po kamizelką zdawała się na wskroś temu przeczyć. Plecami zwrócony do wejścia na taras, wpatrywał się w coraz ciemniejsze, usłane gwiazdami niebo, zastanawiając się, czy list z zaproszeniem, posłany niemal w ostatniej chwili, sprowadzi odbiorcę na miejsce. Późna pora istotnie nie sprzyjała temu, by dama opuszczała dom. Była to jednak ostatnia chwila, w której mógł, a przede wszystkim chciał, załatwić sprawę jak należy. Z dala od ciekawskich spojrzeń, od kogokolwiek innego; jedynie przyzwoitka skryta gdzieś w cieniu, jeśli Safiya poinformowała ją o swoich planach.
Poruszył się znów, tym razem w odpowiedzi na dosłyszane kroki. Powoli wyprostował się, zaciskając palce wokół balustrady, lecz nie odwrócił się ku niej. — Jesteś — odezwał się, cicho, niemal całkowicie nietaktownie, emanując zmęczeniem tym samym, które towarzyszyło mu w zeszłym miesiącu. Wolał jednak ofiarować jej tę twarz samego siebie, niż nadskakiwać w sposób absolutnie sprzeczny z zasadami. Mieli przecież tylko porozmawiać, poznać się nim przyjdzie im razem stanąć, związać ręce przysięgą i kroczyć wspólnie przez życie. Rozmowa miała być sednem tego spotkania. — Rozczarowałem cię? — zapytał, chcąc poznać nieco z jej myśli. Ledwie kilka, tych najbardziej aktualnych. Może już wcześniej widziała jego zdjęcie. Może oczekiwała, że zwróci się ku niej i z miejsca ofiaruje to, co winien ofiarować.
Wciąż jednak nie odwrócił się, nieustannie pozostając na swoim miejscu. Jedynie zadarł głowę do góry, chcąc uszczknąć z widoku nocnego nieba nad Londynem. Miałaś cholerne szczęście, że cię tutaj nie było, Safiyo.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Taras widokowy [odnośnik]10.06.20 11:07
Niepokojące informacje o wydarzeniach w stolicy docierały systematycznie w odległe zakątki świata, gdzie czarownica spędziła ostatnie nieco ponad pół roku, ale i to nie popychało jej rodziny do podjęcia jednej ze słuszniejszej decyzji na przestrzeni ostatnich lat: zostawienia Wysp ponownie, daleko za sobą i powrócenia tam, gdzie pasowali najbardziej. Powrót do Anglii, chociaż nie pierwszy w życiu, był tym razem o wiele cięższy; nie ze względu na wojnę, z którą nie miała zbyt wiele wspólnego. Ze względu na obietnicę złożoną podczas szczytu, który był początkiem końca i zwiastunem ogromnych problemów.
List od niedoszłego–przyszłego narzeczonego zastał ją podczas pracy w małej, zakurzonej pracowni i zaskoczył na tyle, że z początku nie wiedziała czy nie powinna była odmówić – był wieczór, pora i okoliczności niesprzyjające żadnym wyjściom a jej zdecydowanie bliżej było do położenia się, niż do odbywania niezręcznego, pierwszego spotkania z człowiekiem, którego znała jedynie dzięki korespondencji listownej. Z drugiej strony, po głębszym namyśle, widziała w jego liście szansę i niezwykłą możliwość do opuszczenia posiadłości – co od początku kwietnia zdarzało się dość rzadko – i porozmawiania w niezaaranżowanych przez rodzinę okolicznościach. Podjęcie decyzji zajęło jej mimo wszystko trochę czasu, a kiedy znalazła się w wyznaczonym miejscu, nie miała pewności, że Zachary jeszcze w ogóle będzie na nią czekać. Gdy po pokonaniu tysiąca schodków niemalże biegiem przystanęła w wejściu sali, zmrużyła oczy, ale dostrzeżenie czegoś w półmroku nie było wcale proste. Jedynie zarys sylwetki, z początku nieznajomej, utwierdził ją w przekonaniu, że lord wykazał się niespotykaną cierpliwością i samozaparciem. Nim jednak podeszła do Zacharego, dłuższą chwilę spokojnie wpatrywała się w jego plecy oceniającym wzrokiem. Jego aparycja wciąż – chcąc czy nie – pozostawała dlań zagadką, choć za sprawą niedawnego wydana Czarownicy mniejszą, niż przez ostatnie miesiące. Uznając, że nie robiła przecież nic złego, czy tym bardziej obdzierającego z prywatności, została na swoim miejscu tak długo, dopóki nie zadecydował się przerwać przedłużającej się pomiędzy nimi ciszy. Pozwolił jej zresztą na to sam, wydając się niewzruszony pojawieniem się kogoś w sali.
Zaskoczyłeś – odparła z pewnym wahaniem i zatrzymała się tuż obok, zaciskając dłonie na barierce. Niezależnie od ciekawości, zamiast spojrzeć na lorda, podobnie jak on zadarła głowę ku górze. Widok nieba zapierał zdecydowanie dech w piersi. Podziwiając jak ostatnie światełka rozpływały się w ciemnościach nocy ustępując miejsca mieniącym się srebrną poświatą gwiazdom jej głowę zaprzątnęła jedna z nic nie znaczących myśli. Dlaczego wszystkich miejsc w Anglii zawsze omijała zawsze te najbardziej godne uwagi, najładniejsze i ustronne, poświęcając je na rzecz szlacheckich spotkań w wystawnych, mdłych posiadłościach?
Nigdy nie byłam w tym miejscu – przyznała z uznaniem. – Czy to tutaj odpoczywasz po ciężkich dyżurach? – spytała, próbując wkroczyć na neutralny grunt. Chociaż nie mieli okazji widzieć się wcześniej, nie byli całkowicie pozbawieni kontaktu od czasu wyjazdu; inaczej jednak wymieniało się spisane, kilkukrotnie przemyślane listy, inaczej zaś rozmawiało, widząc się na żywo po raz pierwszy.



goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Safia Shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt
Re: Taras widokowy [odnośnik]10.06.20 18:56
Zdawał się nie zauważać jej obecności, nawet słysząc odpowiedź. Tak bezpośrednią, niemal całkowicie naganną, pozbawioną krzty smaku i elegancji. Jednak odnajdywał w tym swego rodzaju ukojenie rozedrganych myśli. Przynajmniej teraz, gdy byli sami i nikt nie obserwował ich, nie śledził, nie pilnował, czy przestrzegali sztywnego protokołu.
Wytchnienie pozwalające być sobą.
To... dobrze — odpowiedział wolno, nieco zbyt mocno akcentując zgłoski. Wciąż nie poruszył się ani o cal, uparcie obserwując niebo pokrywające się coraz większą ilością gwiazd. Patrząc na białe, maleńkie punkty rozświetlające granat przeistaczający się w czerń, nie zastanawiał się nad tym, jak jego przyszła żona wyglądała. Choć aparycja istotnie stanowiła ważny element w prezencji damy, która miała być jego towarzyszką, to pozostawała wierzchnią warstwą łatwą do odarcia bądź zmiany. Stawiał sobie pytanie, czy znała swoje miejsce. Czy miała do powiedzenia coś, co będzie posiadało wartość w rozmowie wyraźnie podszytej polityką, czy zachowa milczenie zgodnie z zasadami. Czy przyjmie zdanie męża z pokorą, czy....
Poruszył się, jakby próbował otrząsnąć się z czegoś zimnego. Dreszcz nieprzyjemnego uczucia, które od siebie odepchnął, próbując zachować kontrolę nad sobą i nad całą sytuacją. Mimo młodego wieku pozostawał statecznym szajchem oraz lordem, prowadząc życie skoncentrowane głównie wokół pełnienia uzdrowicielskiej służby i dumnego prezentowania rodu. Choć zapewne już dawno, według niektórych, powinien pojąć za żonę jedną z kuzynek, to nigdy nie był zmuszany do przyspieszania pewnych aspektów swojego życia. Jego zamiary powoli wykraczały poza mury rodu. Nie chciał popadać w stagnację – ani pozwalać rozmowie utknąć w martwym punkcie.
Podobają ci się kwiaty, które posłałem? — zapytał tak obojętnie i tak chłodno, jakby rozmawiał z jedną ze swoich pacjentek. Ugryzł się w język, w sam koniuszek, nieco marszcząc brwi w odpowiedzi na ból. Pytanie postawił w tak absurdalny sposób, jakby oczekiwał wyraźnego zaprzeczenia na infantylny gest, na który się zdobył. Rzadko czynił to wobec własnych sióstr czy matki. Zasady gorącego Kairu nauczyły go obdarowywania biżuterią, sukniami, księgami powiązanymi z zainteresowaniami obdarowywanego bądź przedmiotami niosącymi znaczenie; do wysyłania butelek dobrego alkoholu nie potrafił się przemóc. W przypadku obcej mu osoby nie wiedział, nie miał absolutnie zielonego pojęcia, w którym kierunku winien podążyć. Za niewypowiedzianą radą ciotki Fathme zdecydował się na kwiaty. Chciał wiedzieć, czy słusznie.
Nie — odpowiedział cicho. — Odpoczynek nigdy nie był wpisany w profesję uzdrowiciela.I nigdy nie będzie, dopowiedział samemu sobie w myślach, zerkając nieco ku Safiyi. Dostrzegł ledwie burzę włosów okalających jej twarz, nic więcej. Z powrotem sięgnął ku gwieździstemu niebu, paradoksalnie do własnych uczuć odnajdując tam równowagę. — N... Nie jest ci zimno? — zapytał, układając dłoń na abai. Wyraźne zachwianie we własnym głosie wybiło Zachary'ego z rytmu. Wiedział, że nie tak powinno być, że to wszystko winno przebiec w innej, znacznie przyjaźniejszej atmosferze, a to spotkanie tutaj zdawało się być katorgą, którą sam na siebie zesłał. Jednak dumnie ponosił konsekwencje własnych czynów; jeśli miała zapamiętać go w ten sposób, niech tak będzie.
Jak minęła twoja podróż z Jamajki? — sięgnął po kolejne pytanie, zastanawiając się, czy to rzeczywiście tam te kilka listów wymienione w ostatnich miesiącach trafiało. Z korespondencji wynikało niewiele. Wymiany uprzejmościami, całkowicie grzecznościowe, nie niosły aż tylu informacji, które dało się pozyskać prawdziwą rozmową. Ta najwyraźniej nie zapowiadała się na najlepszą, a przynajmniej nie sądził tak po tym, jak sam zachowywał się w obecności Safiyi.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Taras widokowy [odnośnik]10.06.20 21:54
Trema, która uderzyła w nią dopiero po przekroczeniu wejścia do Wieży Astrologów powoli zaczynała się ulatniać, pozostawiając miejsce lekkiemu, wewnętrznemu i nie podszytemu złośliwością rozbawieniu. Nauczona obserwowania ludzkich odruchów, słuchania tembru ich głosu i słów, które wypowiadali, bez większego problemu zauważyła zdenerwowanie bijące ze strony lorda i chociaż z jednej strony mu się wcale nie dziwiła, z drugiej nie do końca też potrafiła je zrozumieć. W końcu sam zaproponował miejsce i ten termin, kierując się spontanicznością niźli sztywnymi zasadami, a ona przecież nie gryzła i nie zaklinała wzrokiem, jak zwykle za czasów szkolnych sądzono. Pomiędzy tym uważała jednak jego zachowanie za całkiem urocze, niespotykane zapewne w innych warunkach, niż te, które stworzył, i nie zamierzała zapamiętywać go jako gbura. Obdarzona wrodzonym optymizmem, który wprawdzie nieco podupadł w ostatnich miesiącach, wierzyła, że wystarczyła odrobina cierpliwości i pracy nad Zacharym, by poznać go od innej, przystępniejszej strony.
Na pytanie o kwiaty uśmiechnęła się szeroko, lecz stojący w bliskiej odległości mężczyzna raczej nie mógł dostrzec jej twarzy skrytej dodatkowo pomiędzy burzą kręconych, gęstych włosów. Gest, który uważał za miałki czy nic nie znaczący, był jej niezwykle miły i nie potrzebowała drogich prezentów w obliczu miłości, którą darzyła wszelkiego rodzaju roślinność.
Są piękne, nie dostałeś mojej wiadomości zwrotnej? – spytała niezrażona wyczuwalną w głosie obojętnością. – Posłałam sowę z podziękowaniami niemal od razu – chociaż czarownica podejrzewała, że pytanie zostało zadane tylko i wyłącznie grzecznościowo i dla przerywania ciszy, poczuła się źle z myślą, że być może wysyłane wiadomości nie trafiały do odpowiednich osób lub nie trafiały do nich w ogóle. Ale szybko została wyrwana z krótkotrwałego zamyślenia, czy raczej sprowadzona na ziemię odpowiedzią. Odetchnęła głębiej, odwracając się tym razem tyłem do barierki; oparła się o nią plecami i zerknęła wgłąb ciemnego pomieszczenia otaczając drobne ramiona rękami.
Ktoś, kto jest odpowiedzialny za ludzkie życie, powinien mieć czasami na względzie również swoje, nie uważasz? – poruszyła temat dalej, upatrując w nim dobrej okazji do dyskusji, wymiany poglądów albo też wydobycia z lorda czegoś więcej. Chciała, by poczuł się choć trochę komfortowo, na razie jednak błądziła jak dziecko we mgle. Dopiero później poczuła chłód otulający jej ciało.
Może odrobinę, jednak widok zdecydowanie to rekompensuje. Dziękuję, że pytasz – wprawdzie nienawykła do uskarżania się na swoje niedogodności, jednak dalej zapominała, że wieczory w Anglii bywały zdecydowanie zimniejsze i nieprzyjemne niż w jej egzotycznym kraju. – Podróż, cóż, bywały lepsze. Zdecydowanie bardziej zaskoczyło mnie to, co się tutaj dzieje – nie wiedziała wszystkiego. Orientowała się oczywiście w aktualnej polityce, w wydarzeniach, lecz informacje, które docierały na Jamajkę były przeważnie podsłuchiwane z ukrycia. Protekcja rodziny sięgała jej nawet na drugim końcu świata i nie była szczególnie z tego powodu uradowana; wolała wiedzieć. – Nie sądziłam, że od mojego wyjazdu aż tak się pogorszyło – dodała, zaciekawiona ruchem uzdrowiciela. Mógł zbyć jej słowa milczeniem, mógł też być tym, który jako pierwszy przestanie ją okłamywać – ale przeczucie podpowiadało, że jej subtelne podpuszczanie na nic się nie zda.



goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Safia Shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt
Re: Taras widokowy [odnośnik]12.06.20 16:13
Rzadko przytrafiało się w jego życiu, by milczenie tworzyło przeszkodę. Jako dziecko nigdy nie należał do szczególnie wylewnych i niemal za cud uważał, że w ogóle nauczył się mówić. Nauka słuchania była jedną z pierwszych lekcji, które odebrał na swojej ścieżce ku uzdrowicielstwu. Miał wychwytywać wszelkie objawy, szczycić się ponadprzeciętną spostrzegawczością w diagnozowaniu przypadków i, zgodnie ze słowami dziadka, dało się to wykonywać doskonale bez wypowiedzenia choćby jednego słowa. Choć wtedy roześmiał się prosto w twarz swojego opiekuna, szybko docenił ten rodzaj swobody. Prawo milczenia, jak nazwał tę regułę, stosował konsekwentnie, opierając na niej znaczną część swojego wychowania. Wykształcenie, niestety, wymagało od Zachary'ego zabrania głosu i wpisywało się w Prawo głosu, co do którego nigdy nie potrafił odnaleźć złotego środka. Niemal zawsze pozostawał w sytuacji, w której odnosił wrażenie, iż powiedział za mało bądź za wiele, tym samym pozostawiając, bądź siejąc niepotrzebny dyskomfort w myślach swojego odbiorcy.
Niespecjalnie starał się ukryć westchnięcie, gdy padło pytanie w odpowiedzi. Korespondencja dostarczana w ostatnim czasie do Shafiqa była, delikatnie mówiąc, nieporządkiem. Z wolna powstający chaos na biurku utrzymywał się tylko i wyłącznie na wyraźne polecenie, by niczego nie dotykać. Sam chciał uporządkować to wszystko, gdy znajdzie chwilę na przejrzenie listów. W ostatnim czasie nadchodziło ich sporo; nie chciał wiedzieć, skąd i dlaczego, ale wiedział doskonale, że nie był w stanie spojrzeć na stos piętrzących się kopert bez odwrócenia się na pięcie i udania w miejsce tak odległe od nich jak tylko to możliwe.
Musisz mi wybaczyć — zaczął po chwili. — Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu na przeglądanie korespondencji trafiającej na Wyspę. — Wyjaśnił, samemu sobie mając niewiele do zarzucenia, właściwie nic. Spełniał swoje obowiązki najlepiej jak potrafił. Jednocześnie dochowywał prywatności swojego życia przed służbą, nie chcąc, by jakiekolwiek myśli zakwitły w głowach dziewcząt. Z wyraźnym trudem pozwolił Tahirowi regularnie układać kolejne stosiki i związywać je taśmą, by chociaż namiastka chronologii została zachowana. Treść oraz ewentualne udzielenie odpowiedzi na nie odkładał na naprawdę lepszy czas.
Skulił się wewnętrznie, usłyszawszy uwagę. Miała całkowitą rację w swoim stwierdzeniu. W ciszy w pełni zgadzał się z tym, że winien dbać wpierw o siebie samego, później o innych. Nieubłaganie jednak spełniał Prawo priorytetu, ku rozczarowaniu dziadka stosując je odwrotnie niż powinien – zapewniał bezpieczeństwo wszystkim innym, doprowadzając swój organizm do wycieńczenia, postępując inaczej niż wymagały od niego pozostały reguły, czyniąc z Zechariaha kogoś, kto w głos rację przyznawał rzadko.
Być może — odparł wymijająco, poruszając się wtedy, kiedy i Safiya zmieniała pozycję. Na jej kolejną odpowiedź zareagował tak, jak tego oczekiwano. Sięgnął po abaję przewieszoną na poręczy balustrady i rozłożył. Dość wolno, absolutnie ostrożnie i z zachowaniem dystansu nałożył ją na jej plecy, taktownie unikając spojrzenie w twarz. Wzrokiem błądził pośród prawdziwej burzy poskręcanych włosów podczas tej rycerskiej czynności, a gdy skończył – wrócił na swoje miejsce, pośladkami opierając się o barierkę, by móc spoglądać w tym samym, ciemnym kierunku co ona. Do tematu zdrowia nie powrócił. Towarzyszył mu całe życie i wiedział, dlaczego go poruszyła. Było to tak oczywiste, że chciała go poznać, dowiedzieć się czegoś o nim, a on zgodnie z zasadami jej to wszystko utrudniał. Mimo tej świadomości nie umiał odnaleźć w sobie choćby krzty poczucia winy, za naturalne przyjmując, że tak właśnie miało być.
Wiele się zmieniłozbyt wiele, odpowiedział lady Shacklebolt. — Zmiana była nieuchronna. Oczekiwano jej od dawna i nastała, mimo buntu czy sprzeciwu. Mogą tego nie rozumieć teraz, ale z czasem dojrzeją do tego, aby to zrobić. Potrzebują tylko trochę czasu... — urwał, resztę wypowiedzi zachowując we własnych myślach. Zdradzenie tak wielu szczegółów mogłoby przyjść mu niezwykle łatwo, a tym samym ujawnienia tego, co sądził i co czynił, by nowy porządek zachować. Nie chciał uświadamiać jej w tak oczywisty sposób, zdecydowanie woląc, aby ten kawałek jego doświadczeń jak najdłużej pozostał owiany tajemnicą.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 21 +1
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26 +2
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Taras widokowy [odnośnik]12.06.20 18:30
Och, nic się nie stało – odparła kurtuazyjnie i tym samym zakończyła temat, nie widząc sensu w dalszym przerzucaniu się przeprosinami. W gruncie rzeczy błąd i lekki nietakt – bo przecież mogła powstrzymać się przed zadaniem pytania – leżał po jej stronie, gdy po prostu nie wzięła pod uwagę tego, że lordowie bywali zazwyczaj bardziej zajęci od dam i pochłonięci swoją pracą, obowiązkami rzadko kiedy odpisywali na słaną im korespondencję w terminie.
Spotkanie, któremu Safia próbowała nadać jakikolwiek kierunek, nie szło jednak po jej myśli. Nie kryła rozczarowania, gdy zgrabna próba rozpoczęcia dyskusji nie powiodła się, a po zaledwie niedługiej chwili również zaskoczenia, gdy Zachary nawet nie spojrzał w jej kierunku, co potraktowała jako dość osobliwe zachowanie. Na szczęście też, dzięki temu, nie był w stanie odczytać żadnej z malującej się na drobnej twarzy czarownicy emocji, których nie zdołała powstrzymać, choć w normalnych okolicznościach, pomiędzy przedstawicielami arystokracji, była do tego zmuszona. Tutaj, mimo wszystko, do pewnego stopnia mogła zachować odrobinę siebie i pozornej swobody, którą zaoferował jej lord doborem miejsca, ale nie była pewna, czy postąpił w ten sposób tylko dlatego, że rzeczywiście dopiero teraz znalazł dla niej czas, czy może ciemność i brak wścibskich spojrzeń miała nadać mu śmiałości, której na razie bezskutecznie poszukiwała.
To bardzo miłe z twojej strony – chociaż lady wiedziała, że Zachary nie mógł postąpić inaczej, w głębi duszy miała szczerą nadzieję, że jego gest nie wynikał tylko i wyłącznie z przymusu dobrego wychowania, a prawdziwej, minimalnej chęci. Kawałek materiału rzeczywiście pomógł, zamiast jednak skupić się na miłym cieple, swoją uwagę skierowała na zapach, którym emanował. Korzenna, orientalna nuta, tak dobrze znana ze swoich prywatnych zbiorów, szybko wdarła się w nos i wpłynęła nieco na nastrój, jak poprawnie uwarzona amortencja. Zauważając, że obojgu była potrzebna chwila dystansu od politycznych zawiłości, lady Shacklebolt próbowała chwycić się następnego tematu.
Zacheriahu... – zaczęła przyjemnym dla ucha tonem, układając w myślach słowa, które chciała wypowiedzieć, szybko jednak zawahała się i wyraźnie zmieniła swój zamiar – interesujesz się choć odrobinę astronomią? – zadane z pozoru błahe pytanie nie tylko ją interesowało i pozwalało sprawdzić obręb wspólnych tematów, ale dawało również pole do drobnego popisu. Niezależnie od odpowiedzi była w stanie wymienić się z lordem uwagami na temat gwiazd lub powiedzieć zdecydowanie więcej, niż dotychczas.
Już po chwili z powrotem ciemnowłosa spoglądała w niebo, zgarniając w oczu burzę nieposkromionych włosów. Wyjątkowo wyraźny tego wieczoru rozgwieżdżony nieboskłon zdawał się być na wyciągnięcie ręki.
Wbrew pozorom ta dziedzina niesie za sobą ogrom plusów – przyznała, na krótki moment zapominając o obecności mężczyzny. – Obserwacja gwieździstego nieba, zwłaszcza tak bezchmurnego, bywa niezwykle odprężająca i kojąca myśli – uśmiechnęła się, po raz kolejny odnajdując w sobie tęsknotę za domem, gdzie jedną z milszych rozrywek były wieczorne seanse i odszukiwanie gwiazd układających się w poszczególne konstelacje. – Spójrz, proszę – poczekała na ruch ze strony uzdrowiciela i kiedy zdobyła odrobinę uwagi, nakreśliła palcem lewej dłoni linię na wschodnim niebie, rękę utrzymując w górze odrobinę dłużej. – Ta trójka gwiazd powszechnie znana jest pod nazwą Pasu Oriona. Mieliśmy jednak szczęście, to ostatni z dni, kiedy jesteśmy go w stanie ujrzeć, aż do jesieni. A z kolei tu – nakreśliła nieduże pole mniej więcej pod Orionem – tutaj powinna znajdować się Wielka Mgławica, niedostrzegalna niestety gołym okiem; ponoć składa się aż z kilkuset gwiazd – dodała pełna entuzjazmu.
W moim wyobrażeniu jednak obserwacja nieba w Egipcie, z pustyni, byłaby bardziej fascynująca i owocna, niż tutaj, gdzie odbijają się światła miasta, a może tylko się mylę? – zagadnęła wcale nie mniej entuzjastycznie. Wprawdzie wiedziała, że się nie myliła, w czym utwierdziły ją jedynie spędzane niejednokrotnie wakacje u dalszej rodziny w Afryce, lecz nie zamierzała się przechwalać.



goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Safia Shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Taras widokowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach