Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Taras widokowy
AutorWiadomość
Taras widokowy [odnośnik]12.03.16 14:15
First topic message reminder :

Taras widokowy

Taras widokowy na szczycie wieży astronomicznej roztacza nie tylko przepiękny widok na Londyn, ale nade wszystko jako najwyższy czarodziejski budynek w Anglii stanowi idealne miejsce na obserwację nieba. Astrologowie rysują tutaj mapy, przy lunetach stoją badacze, a raz za czas przewijają się zafascynowani turyści.
Olbrzymie lunety, przy których można usiąść i przyjrzeć się nocnemu niebu są wyjątkowe; zaklęte w ten sposób, by bez trudu odnajdywały kolejne konstelacje gwiazd. Szkła mają doskonałą widoczność.
Za dnia taras jest zamknięty.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Taras widokowy - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Taras widokowy [odnośnik]13.06.20 13:13
Krępacja nie miała wiele wspólnego z jego zachowaniem wobec lady Shacklebolt, a przynajmniej w jego spojrzeniu na całe to spotkanie. Złożoność sytuacji, jak to postrzegał i zdołał wyjaśnić absolutnie chłodno i logicznie, wpływała na to, że osiągnięcie równowagi stanowiło dla niego rzecz niemal niewykonalną. Niemal, gdyż wyzwania podejmował się w pełni świadomości, choć sił ewidentnie Zachary'emu brakowało. Na szczęście nie łączyło się to ze zmęczeniem wynikającym z działań w minionym miesiącu, gdzie poświęcał całe dnie, tygodnie na upilnowanie porządku tak na samym oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych, jak i na pozostałych, chcąc uratować to, co z kliniki Świętego Munga zostało. Oczywistym było jednak to, że wszystkie podjęte kroki przekładały się na każde następujące po sobie zdarzenie. Także teraz, kiedy stał oparty o barierkę, o dobre dziewięć cali górując nad posturą towarzyszki wieczoru. Choć jej burza włosów dodawała jej wzrostu, zapewne buty również, to czysta kalkulacja doprowadziła go do takiego wniosku; całkowicie słusznego w jego racji.
Milczącym skinieniem głowy przyjął słowa podziękowania ze strony Safiyi. Nie wiedział, co w takich sytuacjach wypadało powiedzieć. Cisza oraz skromny gest ciała powinny być naturalnym wyrazem tego, co miał na myśli. W pierwszej chwili nie myślał ani trochę o tym, by kierować się kurtuazją i zasadami. Instynkt chronienia, dbania o innych wykształcił bardzo wcześnie i, mimo wyraźnej obcości, był gotów osłonić ją własnym ciałem, gdyby zaszła taka potrzeba. Dopiero po dłuższej chwili myśli o grzeczności tego czynu dotarły do niego, wywołując w nim dość niepokojący dreszcz — stowarzyszony z tym, jak Safiya, dość nietrafnie, posłużyła się jego prawdziwym imieniem, powodując, że ruch głowy oraz spojrzenia stały się gwałtowne, pełne nieskrywanego zaskoczenia, którego w otaczającej ich ciemności nie dało się dostrzec; wymagało wysiłku podejmowanego nadaremnie, bowiem zaraz przybrał ten sam obojętny wyraz, wygaszając nagły błysk jasnych oczu.
Zechariah to imię mojej krwi — odparł lekko, starając się nie brzmieć krytycznie. Wiedział doskonale, że nikt poza Shafiqami nie był w stanie wymówić tego imienia dostatecznie poprawnie i znał tylko jedną osobę, która zawsze zadawała sobie trud posługiwania się nim. Doceniał to za każdym razem, gdyż widywali się w zacisznych miejscach pozbawionych zgubnych oczu plotkarzy. — Mam prośbę. — Odezwał się, spoglądając na nią, dostrzegając skrawki twarzy okrytej włosami w świetle górujących gwiazd. — Zwracaj się do mnie tym imieniem, jeśli chcesz, tylko wtedy, gdy jesteśmy sami. — Wygłosił cicho, nie starając się ukryć za specyficzną chrypą towarzyszącą jego głosowi. — Co do astronomii... — podjął, wędrując za ręką Safiyi kreślącą kierunki na nocnym niebie — wiem, co nieco. Nie zgubię się, jeśli tylko niebo rozświetlą gwiazdy, ale ich sekrety na zawsze pozostaną dla mnie tajemnicą. Ludzkie ciało jednak, nie ma przede mną żadnych tajemnic. — Dodał, wolno składając słowa w zdania tak, jakby chciał, by mówiła dalej. Mógł słuchać tego tonu, na pewno teraz, gdy powoli oswajał się z nim, coraz łatwiej przyjmując do świadomości. Wspomnienie Egiptu z całą pewnością w tym pomogło. Nie spodziewał się, by mogła mieć wiele wspólnego z gorącą Afryką, w końcu jej rodzina pochodziła z Jamajki. — Tak, masz rację. W Egipcie znacznie łatwiej dostrzec gwiazdy. Magiczne kręgi przy pustynnych oazach zawsze gromadziły wielbicieli astronomii. — Odezwał się, nieco nakreślając to, co pamiętał z dzieciństwa. Kilkukrotnie miał szansę odwiedzić jedno z takich miejsc, ale nigdy nie przyciągnęło jego uwagi wystarczająco mocno, by chciał zgłębiać je dalej. Zaszczepione od dziecka pragnienie poznawania ciała dominowało w każdym aspekcie, nawet tutaj, na tarasie Wieży astrologów, gdy powoli wodził wzrokiem po sylwetce Safiyi, nie mogąc dostrzec zbyt wiele. Kształty raz rozbijały się w blasku gwiazd, zaraz cień na nich spoczywał, chowając to, co ledwie zobaczył i nie zdołał zapamiętać.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Taras widokowy [odnośnik]13.06.20 20:41
Krótkotrwałe zmieszanie pojawiło się na twarzy Safii, ale równie szybko zniknęło, gdy kiwnęła głową na znak, że rozumie i dostosuje się do jego prośby a zamiast zastanawiać się nad powodem podobnej decyzji, skupiła się na zaproponowanym przez siebie temacie.
Wybrałeś naprawdę szlachetny, wymagający poświęceń zawód, to godne podziwu – zdawała sobie sprawę z tego, że w niedalekiej przyszłości pełne poświęceń życie uzdrowiciela stanie się również i jej życiem, i nie będzie mogła zrobić z tym nic, poza przywyknięciem. Musiała się liczyć z długimi nieobecnościami przyszłego męża, całogodzinnymi dyżurami i jego zmęczeniem, choć przyzwyczajona do niemal identycznego widoku w domu, u własnych rodziców, była przygotowana do podobnej roli już od małego. Zdecydowanie bardziej obawiała się styku dwóch odmiennych kultur; czy i tu czekały ją ogromne wyrzeczenia a lord narzuci jej swoją wolę w pełni już podczas ślubu? Przecież i ta ceremonia, stroje i oferowane jedzenie łącznie z rozrywkami dla gości znacznie się od siebie różniły. – Dlaczego wyspecjalizowałeś się akurat w zatruciach? – zagadnęła z ciekawości, nie widząc niczego nieodpowiedniego w swoim pytaniu. To, że lord Shafiq pracował na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych nie stanowiło wiedzy tajemnej, jeśli podczas salonowych rozmów rzeczywiście się słuchało niż przytakiwało głową od niechcenia, a o czym niezbyt subtelnie wspomniało nawet ostatnie wydanie Czarownicy. Poza utrzymaniem konwersacji, Safia wykazała naturalne zainteresowanie wobec kierującymi lordem intencjami: mógł przecież wybrać choćby zakażenia magiczne i narażać się jeszcze bardziej na wszelkie choroby zakaźne, czy urazy pozaklęciowe i naprawiać efekty niepowodzeń. Choć drobiazgowe, składało się jednak na całokształt mężczyzny – a w szczegółach tkwiła odpowiedź na wiele pytań.
Wyczuwalna, leciuteńka, zmiana w zachowaniu Zacharego, pomimo jego wcześniejszego milczenia, dodała jej otuchy. Kiedy podjęty przez ciemnowłosą temat ciał niebieskich spotkał się z niewymowną aprobatą i zainteresowaniem, a wspomnienie rodzinnego domu nie zostało zbyte milczeniem, postanowiła kontynuować swoją wypowiedź. Jednocześnie ze swoim zamiarem odwróciła się wreszcie do Zacharego przodem, czując od dłuższej chwili na sobie jego nienachalny wzrok. Pomimo mroku, w leniwym świetle majaczących gwiazd twarz mężczyzny sprawiała atrakcyjne wrażenie, a stojąc całkiem blisko, zdołała nawet odszukać jego oczy; to jednak nie zaspokajało w pełni kobiecej ciekawości.
Czasami żałuję, że Anglia nie oferuje podobnych możliwości – chociaż z czasem przywykła do możliwości, które miała pod ręką, ostatnie pół roku spędzone na Jamajce mimo wszystko wpłynęło na nią i podejście do niektórych spraw; miała wrażenie, że podobnie jak po przeprowadzce, znowu potrzebowała trochę czasu na zaaklimatyzowanie się i wrócenie do zwykłego, szlacheckiego rytmu dnia. – Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że w obrębie Oriona znajduje się ponoć najważniejszy dla Egipcjan gwiazdozbiór Wielkiego Psa – kontynuowała dalej, odrywając na moment wzrok od oczu uzdrowiciela – i najjaśniejszy Syriusz, który zwiastował wylew Nilu, ale musisz mi wybaczyć, nie jestem pewna na ile informacje w księgach pokrywają się z rzeczywistością a na ile są fantazją i domysłem autora – przyznała lekko zawstydzona, naciągając abaję szczelniej na ramiona. – Fascynujące w gwiazdach jest to, że widzimy je prawie tak samo z każdego punktu na ziemi, ale dla każdej kultury mają inne znaczenie – nie kryła zafascynowania innymi kulturami, historiami z nimi związanymi i próbą odszukiwania punktów wspólnych, skromnie uznając to za coś, co wyróżniało ją na tle pozostałych dam, i to te lektury uznawała za najbardziej wartościowe w rodzinnej bibliotece. Zaraz po księgach dotyczących zielarstwa i rytualnej magii voodoo.
Doceniam, że pokazałeś mi to miejsce, Zachary; to z pewnością ta lepsza strona Wysp, której dotąd nie poznałam. W ramach rekompensaty chciałabym ci pokazać w przyszłości jedną z moich kryjówek, jeśli znajdziesz dla mnie czas – szczerzy uśmiech ozdobił drobną buzię i chociaż widoczny mógł być jedynie jego zarys, z pewnością wyczuwalna była intencja, która się za nim kryła.



goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Safia Shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt
Re: Taras widokowy [odnośnik]28.06.20 22:07
Nigdy nie miałem wątpliwości co do obranej dla mnie ścieżki. — Padło w odpowiedzi pewnym tonem, dość oczywistym, absolutnie zbieżnym z tym, jakim posługiwał się w stosunku do swoich pacjentów. Choć zdawał sobie sprawę z tego, iż Safiya doceniała fakt parania się tak wymagającym zajęciem, to sam w sobie nie dostrzegał powodów do tego, aby obnosić się zupełnie niepotrzebną dumą. Na przekór arystokratycznemu i faraońskiemu wychowaniu w tym jednym, bardzo ważnym aspekcie swojego życia pozostawał pokorny tak długo, jak było to możliwe. Myśli związane z objęciem pieczy nad oddziałem powróciły do Zachary'ego – wraz z nowym zaszczytem będzie musiał zmienić się, rozwinąć na zupełnie innych płaszczyznach. Dla pełnego spokoju ducha oraz zachowania tajemnicy w poczynaniach Rycerzy postanowił nie dzielić się tym, co zaplanował los. Jeśli miał zostać ordynatorem – prawdopodobnie najmłodszym w dziejach – wszystko miało wydarzyć się w sferze publicznej, do której Safiya miała dostęp. Zdejmowanie kolejnych fałd okrywających go bezpieczeństwem, sekretem przed nią było czymś, co przychodziło mu trudno. Próbował pozostać w bezpiecznej sferze tematów, które poruszano łatwo na salonach czy gazetach, choć tych drugich nie czytywał szczególnie uważnie.
Brwi uniósł w lekkim zdziwieniu, usłyszawszy pytanie. Jeszcze nie wspomniał, który z oddziałów był jego drugim domem. Przyjął jednak za pewne, iż taka informacja krążyła pośród dostojnych czarodziejów i czarownic, z którymi się spotykała.
Skąd wiesz, że to moja specjalizacja? — Zapytał, zwracając się ku niej, na moment odbiegając od odpowiedzi, której zamierzał udzielić. Sam siebie pytał jednak, czy potrafił to zrobić we właściwy sposób. — To dość... rozbudowana specjalizacja. Rzadko wymaga używania prostych zaklęć leczniczych. Opiera się na wiedzy pielęgnowanej przez naszą rodzinę od mileniów, naszym talencie do warzenia eliksirów, naszych rękach do roślin. Właściwie jesteśmy kolebką uzdrawiania jako takiego – niezrównanym autorytetem naszych przodków, których dumnie reprezentujemy dziś. — Umilkł na moment, nie łapiąc się na tym, w jaki sposób udzielił odpowiedzi. Przemawianie w imieniu rodu, do którego należał, w ostatnim czasie nabrało znaczenia w pewnych kręgach. Prawdopodobnie wprowadził w myślach Safiyi zamęt tymi sformułowaniami, lecz zrobił to całkowicie nieumyślnie; świadomie nie prostował tego, pragnąc uchylić przed nią nieco z posiadanego punktu widzenia. — Oczywiście biegle władam zaklęciami leczniczymi i jestem w stanie uleczyć każdy uraz czy schorzenie, lecz nie są one niezbędne przy diagnozowaniu zatruć eliksirami albo roślinami. Ujarzmianie tajemnic ciała jest dla mnie znacznie bardziej atrakcyjnym zajęciem. — Dodał, mając w swojej wypowiedzi to coś, co dla Zachary'ego było oczywistym nawiązaniem do ciała samego w sobie oraz płynącego zeń piękna, a nie jedynie złożonego mechanizmu mięśni, żył i organów. Tym również się nie podzielił. Nie chciał jej mówić o tym, jak przedmiotowo traktował swoją służbę, jedynie z ubocza obserwując ich ruchy, by później długimi godzinami analizować je z naręczem anatomicznych atlasów.
Spoglądając w ciemne oblicze Safiyi okryte wieczornym mrokiem, otulone burzą włosów, które okazywały bezczelne nieposłuszeństwo, lekko wygiął wargi w uśmiechu, obnażając zęby. Doskonale czuł ruch własnych mięśni twarzy, jak układały się w wyraz całkowicie dla Shafiqa nienaturalny – obojętność była mu znacznie bardziej przyjazna. Poruszał się w niej gładko, łatwo słuchał tego, co mówiła, zachowując spokój, nie musząc podejmować zbyt wielu reakcji innych niż lekkie skinienia głową będące potwierdzeniem, że jego uwaga nie umknęła.
Tego nie wiem. Mam kilka ksiąg z biblioteki w Aleksandrii, może będą pomocne. — Finalnie zaproponował, choć nie wiedział, w jakich okolicznościach mogłoby do tego dojść. Harmonogram zajęć pozostawał, mimo wszystko, napięty wyjątkowo mocno, a nie składał przecież obietnic bez pokrycia. Kolejne spotkanie po prostu musiało zostać odłożone w czasie, jeśli ze wszystkim zamierzał zdążyć.
W zasadzie nigdy nie miałem okazji tutaj przyjść — odparł, podążając wzrokiem w bok. — Za dnia taras jest zamknięty, natomiast to, co pozostanie mi z nocy, poświęcam na odpoczynek. — Spojrzał jeszcze raz na Safiyę, dostrzegając jej uśmiech. — Dobrze, możemy tak zrobić. Miejsce za miejsce. — Skwitował, zerkając ku drzwiom prowadzącym do budynku. Nie miał pojęcia, ile czasu tu spędzili. Nocne niebo jarzyło się maleńkimi punkcikami w ilości wystarczającej, by był w stanie stwierdzić, że późna godzina zawitała na dobre. Jeśli Safiya rzeczywiście wymknęła się z posiadłości, nie mówiąc o tym nikomu, w jego obowiązku leżało zadbanie, by wróciła tam bezpiecznie. — Chyba powinniśmy iść. Nie powinnaś wracać do Brighton Pavillion tak późno. — Odezwał się cicho, nie brzmiąc dostatecznie pewnie. Propozycję tę składał raczej mimochodem i nie traktował jej jako punktu wieńczącego spotkanie.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Taras widokowy [odnośnik]29.06.20 1:22
Zastygła na krótki moment w bezruchu, kiedy zamiast konkretu, uzyskała odpowiedź wymijającą, pytaniem na pytanie. Naturalnie w tym przypadku czarownica nie uznała tego za niegrzeczne, choć przez chwilę musiała zastanowić się, czy aby na pewno nie popełniła błędu dopytując o specjalizację uzdrowiciela i zdradzając, że w ogóle posiada tę wiedzę. Może tym razem źródła zawiodły i stojący obok mężczyzna posiadał swój gabinet na innym oddziale, niż wspomniany?
W naszym świecie niewiele da się ukryć, Zachary – zaczęła, ważąc odpowiednio każde wypowiadane słowo – chociaż nie angażuję się szczególnie w życie szlacheckiej społeczności, dochodzą do mnie wszelkie plotki i informacje, zresztą... jako alchemik powinnam wiedzieć, do kogo mogę się zwrócić w razie problemów, prawda? – próbowała wybrnąć z sytuacji z twarzą i nieskromnie uważała, że nie tylko jej się to udało, ale i zdołała pokazać, że kiedyś, w przyszłości, równie dobrze mogą porozmawiać na temat eliksirów i ingrediencji, gdy odwaga znowu gdzieś zaginie albo zastanie ich brak ciekawszych tematów. Odpowiedź lorda, choć nieco zagmatwaną, zrozumiała bez większych przeszkód i mogła się w zasadzie domyślić, że pielęgnował w dużej mierze tradycję rodzinną przekazywaną z pokolenia na pokolenie, podobnie jak ona kultywowała rytualną magię swoich przodków w domowym zaciszu.
Nauka anatomii musi być fascynująca – zawyrokowała, dostrzegając nagłe ożywienie się lorda i zapewne skrywaną głęboko w głosie ekscytację. – Niestety nie dane było mi poznać choćby jej podstaw, bardzo tego żałuję – dodała. Jej słowa jednak miały większy sens, sugestię, nieśmiało przebijającą się między zgłoskami, której nie chciała i nie mogła wygłosić wprost, a przynajmniej nie tu, nie od razu, kiedy tak naprawdę dopiero poznawała tego człowieka. Chociaż jak na razie pierwsze wrażenie było całkiem pozytywne, nie miała absolutnie żadnej pewności, czy wynikało ono z kobiecej umiejętności przekoloryzowania pewnych rzeczy, czy faktycznie nawiązywała się pomiędzy nimi nić porozumienia. Ostrożna w osądach brnęła po omacku dalej w swobodną dyskusję, a uśmiech Zacharego był wystarczającym potwierdzeniem tego, że w jakimś stopniu zdołała go zainteresować.
Astrologia również posiada wiele tajemnic – odsunęła się od barierki – może to, że pomyślałeś właśnie o tym miejscu jest jedną z nich? – nic nie działo się bez przyczyny i tej idei trzymała się niemal od zawsze. Na wspomnienie o powrocie do domu zareagowała kiwnięciem głową; chociaż wątpiła, by ktokolwiek dostrzegł jej nieobecność po wieczornej rutynie i zamknięciu w komnatach, coraz mocniej odczuwała angielską, wieczorną aurę. Udała się więc wraz z lordem nieśpiesznie ku wyjściu z wieży, obiecując, że podarowaną chustę odda mu osobiście przy następnej okazji.

ztx2



goddesses don't speak in whispers;
they scream.
Safia Shacklebolt
Zawód : kapłanka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
too late for tears, damage is done
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8545-safiya-shacklebolt#249238 https://www.morsmordre.net/t8578-ghede#251399 https://www.morsmordre.net/t8581-szamanka-miasta#251409 https://www.morsmordre.net/f231-sussex-brighton-brighton-pavilion https://www.morsmordre.net/t8580-skrytka-bankowa-nr-2017#251404 https://www.morsmordre.net/t8579-s-shacklebolt
Re: Taras widokowy [odnośnik]20.01.21 12:54
29 sierpnia 1957 roku

Ostatnie tygodnie skutkowały nieprzyjemnym rozbiciem eterycznego dziewczęcia. Obawy jakie towarzyszyły jej przez niemal cały sierpień odrobinę ucichły, pierścień z kamieniem księżycowym zdobił jej dłoń, a dziewczyna tonęła w przygotowaniach oraz układaniu odpowiednich planów. Ślub z pewnością nie był rzeczą, którą powinno planować się z ledwie miesięcznym wyprzedzeniem, Frances była jednak przekonana, że skoro udało jej się zdobyć posadę prawej ręki profesora Lacework, z pewnością uda się jej również zapanować nad tym rozgardiaszem. Lecz nie dziś, dzisiejszy wieczór miał być poświęcony chwili odprężenia oraz pracy naukowej. Nie wszystko dało się zauważyć gołym okiem, a praca nad tajemnicami alchemii oraz eliksirów wymagała również odpowiedniej porcji wiedzy z dziedziny astronomii - to oznaczało, iż panna Burroughs miała okazję by odwiedzić jedno ze swoich ulubionych miejsc.
Dawno nie przekraczała progu wieży astrologów, zbyt pochłonięta pracą pod okiem niezwykle wymagającego Aegisa. Było już późno, gdy stukot obcasów zawiadomił badaczy o pojawieniu się nowej osoby. Ubrana w czarną sukienkę, swym krojem podkreślającą kobiecą sylwetkę, alchemiczka z zachwytem wypisanym na buzi wkroczyła na taras widokowy. W dłoniach skrytych pod materią rękawiczek niosła naręcze kawałków pergaminu, przepełnionych obliczeniami oraz teoriami, które musiała uzupełnić o dane, wypisane w gwiazdach.
Szaroniebieskie spojrzenie powędrowało po tarasie, dzisiejszego wieczoru niezwykle przepełnionego innymi czarodziejami. Czy naprawdę nie mieli co robić? Domyślała się, że sprawką tego wydarzenia mogły być ostatnie roje meteorytów, których obserwacja nie będzie wiązała się z chłodem. Perseidy zdążyły już minąć, nadal jednak dało się zauważyć na nieboskłonie Aurygidy, z radiantem w miejscu gwiazdozbioru Woźnicy. Czy miała rację? Była niemal pewna, że tak, w każdej jednak chwili mogła przekonać się o prawdziwości swoich założeń.
Ciche westchnienie wyrwało się z malinowych ust gdy zauważyła, że chyba wszystkie teleskopy są zajęte. Chyba, gdyż przy jednym stała pewna kobieta, nie zasiadała jednak przy teleskopie ani nie zbliżała twarzy do okularu. Czyżby to była jej szansa? Dłonią poprawiła złote pukle, palce mocniej zacisnęła na pliku notatek, by pełnym gracji krokiem ruszyć w kierunku ów damy oraz teleskopu.
- Przepraszam panią bardzo... - Zaczęła przyjaźnie, odrobinę nieśmiało, nieprzywykła do zaczepiania nieznajomych. - Czy korzysta może pani z tego teleskopu? - Spytała z nadzieją w szaroniebieskim spojrzeniu oraz licząc na odpowiedź negatywną, pozwalającą jej zająć się pracą, jaką miała do wykonania.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]21.01.21 22:20
Naprawdę lubiła to miejsce. Odwiedzała Wieżę Astrologów dość często. Z przyjemnością spędzała czas na pogawędkach w komnacie z mapą nieba i niekiedy korzystała z tutejszej biblioteki. Zawsze jednak wybierała takie pory, aby nie było zbyt wielu innych odwiedzających. Wieża Astrologów nie ograniczała wszak wstępu gościom - każdy mógł wejść. Teraz, naturalnie, należało mieć zarejestrowaną różdżkę i dzięki temu czuła się spokojniejsza. Nie minie żadnego mugolaka.
Z przyjemnością odpowiedziała bowiem na zaproszenie lorda Flint, który poprosił, by towarzyszyła mu sierpniowego wieczoru. Wiedział, że lady Rosier wielkim umiłowaniem darzy ciała niebieskie i interesuje się astronomią, postanowił to wykorzystać. Pojawili się w Wieży Astrologów wspólnie. On w eleganckiej, ciemnej szacie, ona zaś wystrojona jak zawsze - w złotej, bogatej sukni i rodowych klejnotach. W uszach i na piersi błyszczały rubiny w złocie, zaś w finezyjną fryzurę tuż nad karkiem wpięła złotą spinkę z różą.
Dobry humor opuścił jednak Rosierównę, kiedy przeszli na taras widokowy. Był pełen! Może i byli to wyłącznie porządni obywatele Londynu, czarodzieje i czarownice, lecz wciąż... Z klasy niższej. Fantine uśmiechała się, lecz uśmiech ten nie sięgał oczu. Lord Flint zaraz skinął na swego sługę, by przepędził kogoś od teleskopu i zrobił miejsce dla Róży. Młoda dama podeszła do niego ochoczo, z nadzieją, że uda jej się wypatrzyć spadające meteoryty i przyjrzeć im dokładnie. Rozpraszały ją jednak rozmowy wokół. Sama obecność tych ludzi. Drażniła ją. Lord Flint musiał dostrzec chyba to rozdrażnienie, obiecał coś z tym zrobić i przeprosił ją na moment. Może chciał porozmawiać z pracownikami Wieży Astrologów?
Rosierówna nie była pewna. Została sama, nie licząc stojącej kilka metrów dalej przyzwoitki, razem z teleskopem. Nic się jednak na niebie nie działo, żadnego meteorytu, dlatego przestała wypatrywać.
W pierwszej chwili Fantine nie zareagowała, nieświadoma, że nieznajoma zwraca się właśnie do niej. Przywykła do należnej jej tytulatury, wszyscy zwracali się doń lady Rosier, bądź lady Kent, niekiedy Claude mówił do niej panienko. Obróciła się ku blondynce, nie ujrzała jednak nikogo innego, musiała mówić do niej. - Och, nie, już nie - odpowiedziała, spoglądając to na czarownicę, to na teleskop, z którego jeszcze kilka minut temu korzystała, lecz rozbolała ją skóra w miejscu, gdzie przytknęła oko. Nie wiadomo któż tego wcześniej dotykał. Odsunęła się, splatając przed sobą elegancko dłonie, kiwnęła głową, dając nieznajomej znak, że może podejść do teleskopu i z niego skorzystać jeśli tylko chce.
- Przyznam, że choć spodziewałam się większej ilości gości niźli zazwyczaj, lecz nie tylu entuzjastów spadających meteorytów - westchnęła z lekkim żalem. - Czegóż jednak można było się spodziewać, skoro ominął nas Festiwal Lata... - powiedziała ze smutkiem. Może bardziej do siebie, niż nieznajomej.
Obejrzała się przez ramię. Lorda Flint jak nie było, tak nie było dalej, zniknął gdzieś, pozostawiając Fantine samą sobie na tarasie Wieży Astrologów.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Taras widokowy [odnośnik]22.01.21 23:16
Eteryczna alchemiczka zawsze bardziej była zainteresowana księgami, niż sprawami polityki. Nie orientowała się w pełni w sprawach konfliktu, jaki miał miejsce w czarodziejskim świecie. Mniej-więcej kojarzyła o co chodzi, posiadała zarejestrowaną różdżkę a przyjaciel skutecznie pomagał jej omijać wszelkie problemy, na tym jednak jej obeznanie się kończyło. Zawsze ponad piękne przemowy ceniła sobie księgi, w których towarzystwie spędzała większość swojego czasu. Nic więc też dziwnego, że nie skojarzyła twarzy dziewczyny ze szlachecką rodziną, samej spędzając najwięcej czasu w towarzystwie ekscentrycznego profesora, odczynników alchemicznych oraz ingrediencji różnorakiego pochodzenia.
Uśmiechnęła się ciepło, gdy jej nadzieje potwierdziły się, a kobieta przyznała, iż nie korzysta już z teleskopu. Wspaniale, po prostu idealnie! Możliwość zebrania odpowiednich danych sprawiła, że oczy panny Burroughs błysnęły ekscytacją.
- Och, dziękuję. - Odpowiedziała grzecznie, po czym odłożyła swoje notatki na jeden z niewielkich stoliczków, by zająć miejsce przed teleskopem. Ostrożnie rozłożyła swoje notatki, by odnaleźć listę informacji, jakie powinna odnaleźć dzisiejszego wieczoru. Nie sądziła, że kobieta spróbuje wdać się z nią w pogawędkę, to też od razu przysunęła twarz do okularu, ustawiając teleskop w odpowiednim miejscu, z którego mogła prowadzić odpowiednie obserwacje oraz pomiary. Głos kobiety był dla niej zaskoczeniem, potrzebowała chwili nim go zarejestrowała, po czym delikatnie odsunęła się od teleskopu. Zaciekawienie błysnęło w szaroniebieskim spojrzeniu, które uważniej przesunęło po sylwetce kobiety.
- Przyznam, iż mnie również zaskoczyła ilość gości. Widzi pani, dziś będziemy mogły zaobserwować rój Aurygidów, z radiantem w miejscu gwiazdozbioru Woźnicy… O wiele popularniejsze są Perseidy, które większość czarodziejów błędnie uważa za jedyny deszcze meteorytów, z którym mamy do czynienia… - Wyjaśniła spokojnie, jedynie przez chwilę skupiając spojrzenie na buzi nieznajomej, by gdzieś w połowie wypowiedzi powrócić spojrzeniem do teleskopu. A gdy na chwilę zamilkła, zanotowała coś w swoich notatkach zgrabnym oraz eleganckim pismem. - To właśnie Perseidy można było zaobserwować podczas Festiwalu Lata. - Dodała, na chwilę przenosząc spojrzenie w kierunku nieznajomej, a noszone przez nią rubiny zasiały pewną myśl w głowie alchemiczki. Myśl, która pewnego dnia przerodzi się w plan śmiałego projektu naukowego. Sama nigdy nie miała okazji wziąć udziału w Festiwalu Lata, zwykle nie mając towarzystwa bądź czasu na udział w podobnych zabawach. - Dzisiejszy wieczór jednak sprzyja zbieraniu danych z nieboskłonu. Niebo jest przejrzyste, a i zbliżająca się zmiana pory roku pomaga dojrzeć odrobinę więcej. Nie zdziwiłabym się, gdyby połowa tu obecnych miała również do czynienia z pracą naukową. - Zakończyła swoją myśl uprzejmie, z delikatnym uśmiechem wymalowanym na malinowych ustach. Miękkie spojrzenie przesunęło po buzi kobiety, po czym panna Burroughs powróciła do teleskopu, wyszukując spadających gwiazd.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]23.01.21 21:12
Czy Fantine interesowała się polityką? Bynajmniej. Tę brudną grę uznawała za domenę mężczyzn, niegodną damy, to od samego początku wpajała jej matka i tego starała się trzymać. Nie czuła nawet szczególnej ciekawości, czytanie i słuchanie o politycznych intrygach i planach nie sprawiało Róży żadnej przyjemności. Wiedziała to, co wiedzieć powinna młoda dama, by zapytana odpowiedzieć na pytanie i podtrzymać rozmowę. To w zupełności wystarczyło. Jeśli proszono ją o wypowiedź - a damy o politykę pytano niezwykle rzadko - powtarzała to, co usłyszała od Tristana, wcześniej zaś pana ojca i wuja nestora. Rosierowie nigdy nie akceptowali chęci do zjednania czarodziejów z mugolami, promugolskiego podejścia niektórych rodów, ujętych w skorowidzu czystości krwi, a ich nastawienie określić można było wręcz jako wrogie. Tristan teraz w pełni popierał nowe rządy, lorda Cronusa Malfoya i Lorda Voldemorta, którego tytułował Czarnym Panem, jego młodsza zaś pokładała w pełni wiarę w jego osąd - jeśli zdaniem brata byli to odpowiedni ludzie, aby stać na czele ich magicznego społeczeństwa, to zgadzała się w tym w pełni.
Musiała przyznać, że niezwykle przyjemna była świadomość, że w Londynie brakowało już niemagicznych i mugolaków. Nie miała obaw, ze minie ich na ulicy, choć wciąż nie kroczyła po nich z taką pewnością jak dawniej. W mieście wciąż było wyjątkowo niespokojnie, rebelianci nie odpuszczali, co wzbudzało w niej ogromną irytację. Przez to wszystko wszak nie odbył się Festiwal Lata.
Początkowo Fantine wzięła młodą, urodziwą blondynkę za amatorkę, entuzjastkę ładnych widoków nocnego nieba, których tu dziś nie brakowało, w czym obie się zgadzały. Jej odpowiedź ją jednak zaskoczyła - bo czarownica bynajmniej nie brzmiała jedynie na amatorkę i zwykłą entuzjastkę.
- Och, jest pani astronomem? - spytała uprzejmie, uśmiechając się przy tym lekko. - Przy odrobinie szczęścia dostrzeże pani także kometę Kiess - dodała. To, co powiedziała blondynka zrobiło na niej dobre wrażenie, lady Rosier nie wydawała się jednak tymi informacjami zaskoczona, czy skonfundowana, na jej twarzy nie malowało się niezrozumienie. Nie mogła powiedzieć, by sama czuła się astronomem, lecz ciała niebieskie darzyła wielkim umiłowaniem i zawsze czuła się ciekawa tajemnic nieba - a do tego ich ułożenie nieodłącznie wiązało się z eliksirami, do których miała talent, z przyjemnością więc zgłębiała te sekrety.
- Tak, wiem. W zeszłym roku Perseidy zaprezentowały nam wspaniałe widowisko - wspomniała z sentymentem Fantine. Przypomniała sobie jednak jednocześnie o dość nieprzyjemnym spotkaniu z lordem Nott, który nie zachował się wobec niej odpowiednio. Ostatnimi czasy w ogóle o nim nie słyszała, nie widywała go także podczas spotkań towarzyskich. Czyżby zapadł się pod ziemię ze wstydu przez swojego brata? - Brała pani udział w zeszłorocznym festiwalu? - spytała. Pod wpływem słów blondynki Fanny powiodła spojrzeniem po gościach zebranych na tarasie widokowym. Niektórzy rzeczywiście mieli przy sobie pergaminy, pióra, kałamarze i mapy nieba, lecz nie potrafiła stwierdzić, czy wyglądają na... naukowców. - A pani? Prowadzi pani badania do... pracy naukowej? - Fantine zerknęła przelotnie na jej notatki.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Taras widokowy [odnośnik]23.01.21 23:18
Eteryczna alchemiczka uśmiechnęła się delikatnie, słysząc pytanie, jakie powędrowało w jej kierunku. I o ile zwykła sporo czasu spędzać w wieży Astrologów, a ciała niebieskie wydawały jej się niezwykle interesujące, tak nie było to czymś, na czym skupiała swoją karierę. To alchemia najmocniej skradła jej serce, a marzenia o wielkich odkryciach które zapiszą jej nazwisko na kartach historii nie pozwałaby, by odpuścić w dążeniu do odpowiedniej wiedzy.
- Nie, niestety nie. - Odpowiedziała z nutą melancholii w głosie, gdyż badania nad ciałami niebieskimi wydawały się być czymś niezwykle fascynującym. - Zajmuję się alchemią, a ta wymaga również odpowiedniej znajomości astronomii, by móc efektownie pracować. - Sprostowała, duma pojawiła się w jej głosie a szaroniebieskie spojrzenie błysnęło, jak za każdym razem gdy przychodziło jej choćby wspominać o swojej dziedzinie, która zdominowała życie eterycznego dziewczęcia. Nie była pewna, czy towarzysząca jej kobieta przybyła tu w celach innych, niż estetyczne, postanowiła więc nie zamęczać jej bardziej dogłębnymi wtrąceniami.
Dopiero słowa tyczące komety wzbudziły podejrzenie, że kobieta musiała być obeznana choćby z tematem astronomii. Blondynka przechyliła delikatnie głowę, uważniej przejeżdżając szaroniebieskim spojrzeniem po jej sylwetce - nieznajoma wyglądała niepozornie, ona jednak doskonale wiedziała, że te niepozorne istoty potrafią kryć w sobie najwięcej… W końcu sama była tego najlepszym przykładem. - Niezwykle liczę na widok tej komety… Po pani słowach wnioskuję, że astronomia jest pani bliska, czyż nie? - Spytała z wyraźnym zaciekawieniem w delikatnym głosie. Rzadko spotykała kobiety zainteresowane wiedzą, potrafiące rozmawiać o czymś więcej niż krój sukni, obiad dla męża bądź plany, dotyczące ilości pociech. Niezwykle cieszyła ją więc możliwość porozmawiania z kobietą, wykazującą się wiedzą również w innej materii. - Och, niestety nie miałam ku temu możliwości. Planowałam wybrać się na Festiwal Lata, lecz moja droga matka zachorowała i nie miałam serca pozostawić jej samej w domu. - Odpowiedziała uprzejmie, wyśmienicie maskując ukłucie żalu, jakie pojawiło się w jej piersi. Nie było jednak powodu, by wspominać o rodzinnych problemach.
Na chwilę wróciła do swoich notatek, by przez chwilę wpatrywać się w niebo, gdy wybrzmiewały kolejne słowa, padające z ust nieznajomej. Uśmiechnęła się lekko, a roziskrzone, szaroniebieskie spojrzenie powędrowało ponownie do twarzy kobiety.
- Och tak. Widzi pani, piastuję stanowisko prawej ręki wybitnego profesora nazwiskiem Lacework. Wspólnie prowadzimy badania tyczące najróżniejszych alchemicznych zagadnień oraz możliwych nowych receptur. Przysłał mnie tu dziś, bym zebrała kilka potrzebnych nam danych. - Po raz kolejny jej głos przepełnił się dumą. Wiedziała, że profesor nigdy wcześniej nie chciał przyjąć żadnego ucznia a fakt, iż to właśnie w niej dostrzegł odpowiedni potencjał sprawił, że panna Burroughs odczuwała niezwykle silne pokłady dumy. Posiadała odpowiednią wiedzę, tego była pewna.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]24.01.21 12:18
- Rozumiem to doskonale, lepiej, niż pani sądzi - wyrzekła arystokratka; może zabrzmiała przy tym ciut wyniośle, choć przecież blondynka prędko zorientowała się sama, że nie ma do czynienia z laikiem i amatorką, kiedy Róża wspomniała o komecie Keiss. - Można tak powiedzieć, droga pani - odpowiedziała Fantine, uśmiechając się kącikiem ust, bo w istocie zajmowała się alchemią. Nigdy nie ukończyła kursu w Ministerstwie Magii, czy szpitalu świętego Munga, uznając to za niegodne swojej pozycji, nie miała więc licencji alchemika, lecz nie przeszkadzało to Fantine w zgłębianiu tajemnic alchemii nawet po ukończeniu Instytutu Magii Beauxbatons. Miała to szczęście, że jej rodzina mogła pozwolić sobie na zatrudnienie dla niej prywatnych nauczycieli, którzy przybywali do Chateau Rose, by udzielać Fantine nauk - zarówno z alchemii, jak i astronomii. To była chyba jedyna dziedzina magiczna, która naprawdę ją fascynowała i do jakiej miała talent. Zwykła powtarzać, że to nieprzypadkowe. Słynna Mahaut, założycielka ich rodu, była wszak słynną, niezrównaną alchemiczką i Fantine wierzyła, że talent do warzenia mikstur przekazano jej wraz z szlachetną krwią, w której płynęła także cząstka Mahaut. - Warzę mikstury w naszym rodzinnym rezerwacie albioonów czarnookich w Kent - rzekła, zdradzając tym samym swoją tożsamość oraz prawdę o tym dlaczego wie o czym mówiła Frances, a i za chwilę skojarzy nazwisko profesora. Fantine powiedziała to z dumą. Z premedytacją nie określiła tego jako pracę, nie czuła bowiem, by kalała swoje ręce pracą niegodną arystokratki - dbała jedynie o rodowe dziedzictwo, szlifując tym samym własny talent.
- Przykro to słyszeć. Mam nadzieję, że pani matka czuje się już lepiej - powiedziała Fantine z doskonale udawanym współczuciem - niewiele ją obchodziło poza samą sobą i własnymi bliskimi. Niestety. - To wielka strata dla czarodziejskiego świata, że przerwano tak starą tradycję... - westchnęła z żalem.
Czuła ogromną złość na ród Prewettów, których powinnością było dbanie o magiczne dziedzictwo i tradycje, tymczasem ośmielili się je zaniedbać. W imię czego? Obrony brudnych mugoli? Naprawdę? Nie mogła wprost w to uwierzyć.
- Profesor Lacework? - powtórzyła za blondynką Róża, nieśpiesznie, mrużąc przy tym oczy, bo była pewna, że zna to nazwisko i potrzebowała chwilki, by wydobyć więcej szczegółów z pamięci. - Och, tak, znam to nazwisko. Naprawdę wybitny alchemik. Czyż nie pracował w Departamencie Tajemnic przed laty? Pozostaje mi zatem złożyć pani gratulacje, że udało się pani awansować na jego uczennicę - powiedziała w końcu, skinąwszy Frances głową leciutko, z uznaniem, lecz wciąż dość płytko. Fantine nie zwykła zbytnio spoufalać się z czarodziejami spoza własnej klasy społecznej, jednakowoż pozostanie obojętnym wobec takiej informacji byłoby zwyczajnie niegrzeczna. Nazwisko profesora robiło zaś wrażenie na każdym, kto zajmował się alchemią - mniej lub bardziej profesjonalnie.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.


Ostatnio zmieniony przez Fantine Rosier dnia 25.01.21 19:25, w całości zmieniany 1 raz
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Taras widokowy [odnośnik]24.01.21 15:23
Uśmiechnęła się delikatnie na wyniosłe słowa jakie padły z ust nieznajomej. Ta wypowiedź odrobinę przypominała jej inną kobietę, jaką przyszło jej spotkać w Wieży Astrologów. Tamta kobieta jednak wykazała się niezwykłym brakiem jakiejkolwiek astrologicznej wiedzy, dodatkowo upierając się, iż jest nieomylna. I mimo iż wyniosłość była na podobnym poziomie, ta nieznajoma nie wzbudzała w niej natychmiastowej niechęci oraz rozmyślań, w jaki sposób mogłaby ją otruć. Nie spodziewała się rozmów w podobnym miejscu pewna, iż profesorzy którzy zwykli pomagać jej z nauką astronomii mają dziś dzień wolny od pracy lecz krótka pogawędka, przynajmniej na razie, wydawała się być całkiem przyjemną.
- Och, to brzmi jak fascynujące zajęcie. Wiele dobrego słyszałam o stworzeniach z państwa reerwatu. - Odpowiedziała uprzejmie, z zainteresowaniem błyszczącym w szaroniebieskim spojrzeniu. Korciło by zadać kilka pytań, dowiedzieć się czy kobieta miała okazję wypróbować mikstury na wielkich i potężnych stworzeniach… Wiedziała jednak, iż nie wypada wnikać w podobne kwestie, nawet jeśli ciekawość niezwykle mocno kuła, by wypowiedzieć pytania.
Eteryczna alchemiczka nie przywykła, by słyszeć słowa współczucia w tonach głosu rozmówcy przyzwyczajona, do niezwykłej obojętności na jej losy zwłaszcza ze strony najbliższych. Może dlatego ta konkretna nuta w głosie kobiety wydawała jej się odrobinę podejrzana? Nie była pewna. - Tak, jest już lepiej, dziękuję. - Odpowiedziała uprzejmie, dokładnie tak, jak wypadało odpowiedzieć na podobne słowa. - Kto wie, może na zgliszczach tej dawnej tradycji powstanie nowa oraz lepsza tradycja? Jestem pewna, że zmiany przyniosą wiele dobrego, proszę pani. Szkoda tracić piękną cerę na troski. - Odpowiedziała ciepło, orientując się po której stronie konfliktu stoi czarownica. I o ile Frances wolała zachować neutralność, nie miała zamiaru narażać się na zbytnie zainteresowanie kogoś, kto otwarcie stał po stronie Ministerstwa. Nie teraz, nie gdy ledwie kilka tygodni dzieliło ją od pełnego bezpieczeństwa, jakie miał zapewnić jej najbliższy przyjaciel.
Eteryczna alchemiczka kiwnęła głową, a złote pukle zatańczyły wokół delikatnej buzi.
- Owszem, pracował niegdyś w Departamencie Tajemnic. - Przytaknęła, a gdy gratulacje opuściły usta towarzyszącej jej kobiety, panna Burroughs uśmiechnęła się ślicznie. - Och, dziękuję… - I już miała coś dodać, gdy poruszenie innych czarodziejów przykuło jej uwagę. Ostrożnie przysunęła się do teleskopu, a westchnienie zachwytu wyrwało się z malinowych ust. Gwiazdy poczęły spadać z nieba w sporej ilości, dając niezwykle piękne przedstawienie na nieboskłonie.
- Och, powinna to pani zobaczyć. Wielkim nieszczęściem byłoby przegapić taki pokaz… - Zaproponowała nieznajomej, pewna, że dla osoby zafascynowanej astronomią z pewnością będzie to interesujące zjawisko. Pełnym gracji ruchem zrobiła miejsce przy teleskopie, by nieznajoma, jeśli chciała, mogła zerknąć przez okular.



Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]25.01.21 20:00
Wielu alchemików dałoby się pociąć, by móc dostąpić tego zaszczytu i rozpocząć pracę w rezerwacie albionów czarnookich w Kent, nad którym od wieków pieczę sprawowała rodzina Fantine - ród Rosier. Przyjmowali tam wyłącznie znakomitych specjalistów w trosce o swoje smoki, które były dla nich tak cenne. Nie chciała o tym myśleć, lecz gdyby nie była członkiem rodziny, bez licencji zadowca najpewniej nie mogłaby o myśleć o podobnym zajęciu - to jednak Fantine wcale nie obchodzilo. Nigdy nie wyobrażała sobie siebie bez tytułu lady Kent. Przerażałaby ją ta myśl i mroziła krew w żyłach. Sama była jednak świadoma tego jak wiele nauki jeszcze przed nią, dlatego zgodziła się - z łaskawością królowej - poddać pod opiekę i kontrolę wybitnego mistrza eliksirów, który sprawował pieczę nad poczynaniami młodej Róży.
- Owszem, jest to fascynujące, nie każdemu dane jest poznać te niezwykłe stworzenia z tak bliska - westchnęła z zachwytem Fantine. Zupełnie tak jakby sama miała do czynienia ze smokami z naprawdę niewielkiego dystansu i obcowała z nimi na co dzień, podczas gdy jej rola w rezerwacie ograniczała się do warzenia mikstur i działalności charytatywnej na jego rzecz - dbała o odbywające się tam wydarzenia, ważnych gości, przyjęcia, jego sławę. Albiony czarnookie zaś obserwowała z bezpiecznej odległości. Uśmiechnęła się, zadowolona z tego, że blondynka słyszała o ich rezerwacie wiele dobrego. Nawet jeśli było to kłamstwo, to nie zauważyła tego.
- Och, mam ogromną nadzieję, że się nie myli co do Festiwalu Lata... - odparła z nutą smutku Fantine. Nie czuła się przekonana co do [i]nowego]/i]. W jej przekonaniu Rycerze Walpurgii i nowy Minister Magii przywracali dawny, właściwy porządek. Zaniechanie tak ważnej dla nich tradycji było wielką stratą, lecz obawiała się, że dla rodu Prewettów nie było już nadziei, że było już za późno... Zupełnie tak samo jak dla Weasleyów, których nie wiadomo z jakich względów nie wykreślono wciąż ze Skorowidzu Czystości Krwi.
- Życzę zatem owocnej współpracy - dodała jeszcze, gdy blondynka uśmiechnęła się do niej ślicznie, wyraźnie zadowolona z tego, że udało jej się zdobyć stanowisko asystentki byłego Niewymownego. Miała ku temu powód - tylko najbardziej utalentowanym mogło przypaść w udziale podobne wyróżnienie.
Fantine rozglądała się właśnie za lordem Flintem, zniecierpliwiona jego przeciągającą się nieobecnością, gdy nieznajoma zachęciła ją, by podeszła do teleskopu. W istocie - czułaby zawód, gdyby przeoczyła coś naprawdę pięknego.
- Bardzo dziękuję - odezwała się uprzejmie, po czym stanęła przy teleskopie, nachyliła się i przytknęła oko do okularu. Z różanych ust wydobyło się westchnienie zachwytu. Nawet jeśli taras widokowy Wieży Astrologów był pełen - i tak warto było tu przybyć. Choćby dla takiego widoku. - Wielka szkoda, że nie nieczęsto zdarza się okazja, by obserwować takie niebo - westchnęła z żalem, odrywając się w końcu od teleskopu, by pozwolić Frances dalej pracować.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Taras widokowy [odnośnik]25.01.21 22:35
Panna Burroughs nie wątpiła, iż rezerwat tak mitycznych stworzeń z pewnością zatrudniał najlepszych alchemików specjalizujących się również w  opiece nad magicznymi zwierzętami, sama jednak czuła, iż z pewnością nie była to droga dla niej. Ona marzyła o odkryciach; wielkich poczynaniach które pomogłyby zapisać jej nazwisko na kartach historii oraz zapewnić niezliczone pokłady wiedzy, nieśmiertelność oraz wieczne piękno. Wizja zapewne odrobinę egoistyczna, lecz piękna w swym istnieniu. Pewna, że jest na odpowiedniej drodze by osiągnąć spełnienie swoich marzeń, panna Burroughs nie miała najmniejszego zamiaru, by z nich zboczyć.
- Również mam taką nadzieję, z przyjemnością w kolejnym roku wzięłabym udział w podobnym wydarzeniu… - Odpowiedziała z odrobiną rozmarzenia w głosie. Pracoholizm skutecznie odbijał się na jej organizmie - brakowało jej odpoczynku, chwili wytchnienia oraz złapania doddechu, ku temu jednak zawsze brakowało jej odpowiedniego pretekstu. A Festiwal Lata z pewnością mógłby takim pretekstem być.
- Dziękuję. - Odpowiedziała z wdzięcznością w głosie, będąc niemal przekonaną, że z pewnością współpraca z profesorem Lacework będzie należała do niezwykle udanych. Mimo jego ekscentryczności udało im się całkiem nieźle zgrać, a wiedza, jaką mógł jej przekazać była na tyle cenna, że współpraca musiała pójść jak najlepiej tylko mogła.
Uśmiechnęła się do kobiety, gdy ta podeszła do teleskopu aby przyjrzeć się pięknemu zjawisku. Nie wyobrażała sobie, by nie podzielić się pięknym odkryciem z drugą pasjonatką gwiazd. W tej jednej kwestii egoizm wydawał jej się niezwykle ciężkim grzechem. - Och, ależ nie ma za co. - Odpowiedziała ciepło, a gdy kolejne słowa uciekły z jej ust, tajemniczy uśmiech pojawił się na ustach Frances. Ostrożnie, najrówniej jak się tylko dało, oderwała kawałek pergaminu, by zgrabnym, eleganckim pismem zapisać nazwę pozycji, która pomagała jej w obserwacji podobnych zjawisk nie tylko w sierpniu.
- Proszę. Tę pozycję znajdzie pani w tutejszej bibliotece, czwarty, piąty oraz szósty rozdział traktuje o obserwacji podobnych zjawisk w ciągu całego roku. Mam nadzieję, że pomoże pani w tej kwestii. - Wypowiedziała pogodnie, wręczając wzniosłej kobiecie kawałek pergaminu. Nie wiedziała, czy kobieta miała okazję zapoznać się z tym dziełem, uznała więc, iż jego polecenie nie będzie niczym, co mogłoby uwłaczać jej wiedzy. - Miło było mi z panią porozmawiać, niestety muszę wracać do pracy. Życzę miłego wieczoru! - Odpowiedziała czując, iż to właśnie w tym momencie krótka pogawędka powinna dobiec końca. Z delikatnym westchnieniem panna Burroughs przeniosła spojrzenie ponownie na notatki, by wrócić do pracy - noc była krótka, a blondynka miała nadzieję, że jeszcze uda jej się choć chwilę przespać.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Taras widokowy [odnośnik]28.01.21 21:41
Niezaprzeczalnie Fantine miała ogromne szczęście. Wszystko wszak zawdzięczała właściwie własnemu urodzeniu. Bogactwa, zaszczyty, dobrobyt, luksusy, którymi od zawsze była otoczona. Chowano ją pod złotym kloszem jak maleńką księżniczkę. O nic nie musiałaby się starać, gdyby tylko nie chciała. Nie była jednak aż tak zepsuta, aż tak pusta i głupia. Była Rosierem. Miała ambicję. Pragnęła spełnić oczekiwania matki, ogromne i niezwykle wysokie, nie była wszak byle kim - lady Cedrina oczekiwała od Fantine znacznie więcej, niż choćby od innych dam. Zamierzała mieć do powiedzenia coś więcej, niż kilka słów o najnowszych sukniach domu mody Parkinson - ale o tym także zawsze miała wiele do powiedzenia, moda była jej ogromną pasją i wcale się tego nie wstydziła - dlatego z lubością zgłębiała tajemnice alchemii i astronomii. Malowała. Spełniała się artystycznie, choć jej obrazy wciąż nie były tak doskonałe jak sobie tego życzyła. Mogła spełniać się jako alchemiczka w rodzinnym rezerwacie, a towarzystwo tych mitycznych stworzeń czyniło to jeszcze bardziej niezwykłym. Przeszło rok temu, nawet więcej, Tristan odesłał tam siostrę, aby dać jej nauczkę na przyszłość - i nie spodziewał się chyba, że Fantine wyciągnie z tego aż tak wiele.
- Wypowiedzmy więc w myślach życzenie, by następnego spełnionego marzenia móc sobie zażyczyć podczas nocy spadających gwiazd na festiwalu... bądź czymś podobnym - odparła enigmatycznie.
Wolała, rzecz jasna, aby to wciąż był tradycyjny Festiwal Lata w Weymouth, lecz jednocześnie nie widziała przyszłości dla rodu, który sprawował tam władzę. Lord Archibald Prewett musiałby pójść po rozum do głowy, a to wydawało się już całkiem niemożliwe.
- Ależ oczywiście, rozumiem. Dziękuję pani. Sprawdzę tę pozycję - odpowiedziała Róża, przyjmując od blondynki kawałek pergaminu; gdy wróci do Chateau Rose nakaże służbie, by sprawdziła zawartość rodzinnej biblioteki. Może akurat mieli to na półkach. W bibliotece pałacu rodu Rosier nie brakowało wszak cennych i rzadkich pozycji.
-Lady Rosier? - odezwał się głos z boku, odrywając Fantine od kończącej się rozmowy. To młody, przystojny lord Flint pojawił się obok, z zaciekawieniem spoglądając to na Różę, to na nieznajomą blondynkę, której elegancko skinął głową.
- [i]Pani pozwoli, że ukradnę lady Rosier[/ii] - zwrócił się do nieznajomej, a Fantine uśmiechnąwszy się pożegnała alchemiczkę, której imienia nawet nie poznała. Przyjęła od Flinta zaoferowane ramię i razem oddalili się od teleskopów, zniknęli w środku Wieży Astrologów, a może w ogóle z Londynu.

| zt x2


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Taras widokowy [odnośnik]06.08.21 21:40
4 stycznia 1958
Miód pitny przyjemnie palił w język i umilał oczekiwanie. Alkohol krążący w żyłach Perseusa dawał młodemu lordowi złudne uczucie ciepła, dzięki czemu ostry zimowy wiatr smagający jego policzki nie wydawał się już taki przenikliwy. Nowy Rok zapowiadał się pracowicie, ale nie pesymistycznie jak poprzedni. Właściwie, to lord Black był pełen nadziei, pierwszy raz od wielu tygodni myślał o swej przyszłości napełniony optymistycznymi wizjami. Czy był szczęśliwy? Ciężko powiedzieć; na pewno nie chciał być dłużej nieszczęśliwy, dlatego jednym z jego głównych postanowień na nadchodzące dwanaście miesięcy było otaczanie się ludźmi, którzy sprawiają, że na jego twarzy pojawiał się uśmiech.
Bez wątpienia jedną z nich była lady Lestrange; zabawna, inteligentna, z głową pełną pomysłów, od których włos jeżył, ale z którą nigdy nie było mu nudno. Lubił ją, nawet bardzo. Była jego drogą przyjaciółką i towarzyszką zabaw, które reszta socjety uznałaby za oburzające. — Być może wypiłem trochę bez ciebie, ale to dlatego, że się spóźniałaś — wyjaśnił, gdy tylko ujrzał Octavię, robiąc przy tym oskarżycielską minę godną swej wersji sprzed dwudziestu lat. — Ale spokojnie, jeżeli nam zabraknie, to zapraszam do mnie! Na pewno coś znajdziemy w piwniczce Blacków i będziesz miała niepowtarzalną okazję zwiedzić lordową sypialnię! — zaraz potem uśmiechnął się, nawiązując do ich rozmowy sprzed niespełna półtora miesiąca. Nie miał oczywiście żadnych nieprzyzwoitych zamiarów; stojąca przed nim dama była ostatnią kobietą, którą chciałby uwieść. Nie dlatego, że uważał ją za małą urodziwą (wręcz przeciwnie, chętnie by ją komplementował, gdyby nie groziło to rozbiciem butelki na jego głowie lub innym guzem!), a dlatego, że cenił sobie ich relację taką, jaką była. Kochał ją, ale dałby sobie uciąć rękę za to, że było to tylko przyjacielskie uczucie.
Niewiele zabrał ze sobą alkoholu; opróżnioną do połowy butelkę czarodziejskiego miodu pitnego, jedną szampana oraz jeden Porter Starego Sue. Poza tym przytargał ze sobą z Grimmauld Place dwa duże koce, pod którymi mogliby się skryć, podziwiając gwiazdy w bezchmurną styczniową noc. Brakowało mu tego; obserwowania nieboskłonu połączonego ze szczerymi rozmowami. — Nie wiem jak ty, ale ja mam wrażenie, że trzyma mnie jeszcze od sabatu — wyznał rozbawiony, narzucając koc na ramiona przybyszki. Nie mógł przecież pozwolić na to, aby zmarzła przez niego, choć z ich dwójki to Perseus miał gorszą odporność i jego organizm był podatniejszy na wychłodzenia.


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Taras widokowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach