Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
1950. Malfoyoland
AutorWiadomość
1950. Malfoyoland [odnośnik]20.03.16 20:39
Kiedy dziś sięgam pamięcią do tych dni, wydają mi się one niewiele znaczące, właściwie nieprawdziwe. Jakby ich nie było. A przecież były, przecież ich wspomnienie prześladuje mnie czasami, kiedy kładę się i staram zrozumieć sytuację w której jestem.
Wino pomaga zapomnieć.

Tamtego lata używałem głównie wina. Jeszcze nie byłem na tym poziomie zaawansowania, by raczyć sie brunatnobrązowym trunkiem, który w naszych stronach uznaje się za najbardziej czcigodny. Mówię o whisky. Mój brat nadużył jej tego wieczora i wymienił kilka niestosownych uwag dotyczących mej dzisiejszej partnerki. Wysławiał się przede wszystkim na temat nieczystości krwi i tego, że nie wypada mi przyprowadzać swojej hogwarckiej kochanicy na tak ważne przyjęcie u lordów Malfoy. Fobos miał oczywiście dużo racji, ale w tamtym momencie pragnąłem tylko opuścić tę konwersację, bo gotowy byłem przywalić mu w nos, za to że obraża moją dziewczynę. Dwadzieścia sześć lat to jednak wiek wyjątkowej odwagi.
Wyszedłem na taras sam. Nie było przy mnie Milburdze, zresztą po tym co powiedział o niej Fobos... cóż, musiałem w końcu pogodzić się z tym, że ona nigdy nie wejdzie na dobre do mojego życia. Mogę się oszukiwać kolejne dziesięć lat, albo zgodzić się, że nasz czas minął. I tak przedłużyłem naszą znajomość o dekadę. Powinienem był z nią skończyć zaraz po wyjściu z Hogwartu, tak umawiałem się z bratem. Tylko, że on, on jest wciąż inny odemnie. Wolałbym być takim samym, ale wciąż brakuje mi tej stanowczości. Wiedziałem, że gdyby nie postępowanie mego brata, mógłbym być z Milburgą. Ale w tę noc, kiedy przegrał w karty wszystko, przekreślił całą naszą przyszłość. On musiał ożenić się z Shackelbotówną, ja zaś miałem tylko czekać, aż to małżeństwo się skończy. Dziś była w drugiej ciąży. Osobiście skręcała mnie myśl, że ta kobieta jest śmiertelnie chora a śmie mieć na swoim łonie potomków mego rodu.
Nic to wszystko mnie już teraz nie zajmowało. Złapałem butelkę wina i postanowiłem oddalić się w samotności. Milburga? Ona bardzo dobrze wie co robię, kiedy postanawiam zostawić ją samą dla siebie na przyjęciu. Poradzi sobie. Zresztą, przypadła do gustu Morpheusowi, może to z nim dziś spędzi wieczór. Ja zamierzałem w każdym razie upić się winem z dala od brata, który niczym kat czychał na moje niewykorzystane kawalerstwo.
Zawędrowałem aż nad małe oczko wodne, czy raczej była to fontanna, dziś trudno mi powiedzieć co to było. Bo i nie był najważniejszy kształt czy architektura, ale światło księżyca (pora bowiem była już nocna) które padało na jasnowłose stworzenie, które przycupnęło na jakiejś ławeczce czy brzegu fontanny (to musiała być fontanna w takim razie). Widok zapierał dech w piersiach, nigdy nie widziałem, żeby włosy czyjeś jaśniały blaskiem księżycowym.  Ścisnąłem mocniej w dłoni szyjkę od butelki z winem i podchodze do niej. A im bliżej się niej znajduję, tym bardziej wydaje mi się być młoda. Odchrząknąłem w tej samej sekundzie w której zauważyła moją obecność, wcześniej starałem się nie niszczyć tej ulotnej chwili.
- Zmęczona tańcami ? - w panice zagaduję pierwszym zdaniem, które wypłynęło mi na język. Nie wydaję się być przerażony, raczej bardzo znudzony, ale to tylko pięknie założona maska typowa dla Carrowów.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]20.03.16 22:25
Jedno z tych wspomnień, które są jak sen. Pamiętam, że jeszcze długo żyło w moim sercu. Pamiętam jak szepcząc dzieliłam się nim z przyjaciółkami.  Dziś nie ma to już znaczenia. Mój piękny sen rozmył się pod naporem rzeczywistości.  Nie ma już tamtej dziewczynki i nie ma już tamtego młodego lorda. Przeszłość przynieść może jedynie łzy więc po co do niej wracać?
To był okres w którym wciąż potrafiłam wywołać uśmiech na twarzach moich najbliższych. Tylko Leandra widziała  o moich kontaktach z mieszańcami i zainteresowaniach światem mugoli. Pozostali wciąż widzieli we mnie tą wesołą lecz wciąż dobrze wychowaną dziewczynkę. Iskierki w niebieskich oczach nigdy nie gasły i to one sprawiały, że z taką łatwości zdobywałam wszystkie serca.  Świat należał do mnie i wystarczyło tylko jedno skinienie by upadł do moich stup.  Ramy złotek klatki nie były wówczas tak wyraźne a ci, którzy mnie w niej więzili wciąż byli przyjaciółmi.
Bal wydawany przez moją matkę był dorocznym świętem na które zjeżdżali się przedstawiciele najważniejszych magicznych rodów. Cały dom tonął  w  atłasach i jedwabiach a światło odbijało się od klejnotów zdobiących szyje czy dłonie dam.  Żadna z nich nie mogła się prezentować lepiej niż przedstawicielki rodu Malfoyów. To była nasza noc podczas której cały kraj składał hołd naszemu rodowi. Kawalerowie mieli niepisany obowiązek porzucić swoje partnerki by przetańczyć z nami choć kilka chwil. Miałyśmy być ujmujące i czarujące jak nigdy. Miałyśmy zapadać w pamięci by młodzi lordowie śnili o nas latami. Przynosiłyśmy tym chlubę naszej rodziny jednocześnie poszerzając jej wpływy. Gdy my zdzierałyśmy pantofle starsze pokolenia właśnie ustalały wysokości posagu. Wielki bal Malfoyów był najzwyklejszym matrymonialnym targiem. Jednak gdy masz czternaście lat nie zwracasz na takie rzeczy uwagi. Cieszyłam się, że  znów mogę tańczyć, że znów jestem wśród znanych i przyjaznych mi osób. Wówczas nie byłam wstanie sobie nawet wyobrazić dnia w którym będę zdolna ich znienawidzić i będę gotowa wyprzeć się swojego nazwiska tak jak kiedyś zrobił to Lycus.
W pewnym momencie udało mi się wyrwać z tłumu gości. Mała i drobna z łatwością zniknęłam w tłumie by w końcu dotrzeć do ogrodów. Chłodne letnie powietrze przyniosło ze sobą spokój i ukojenie dla rozgrzanych policzków. Tanecznym krokiem ruszyłam w stronę fontanny wymarzonego miejsca na krótki odpoczynek i nacieszenie się pięknem dzisiejszej nocy.  Przysiadłam na murku wpatrując się to w rozgwieżdżone niebo to  w taflę wody odbijającą promienie księżyca.  Pamiętam, że nuciłam pod nosem jaką melodie w duchu prosząc los by ta noc nigdy się nie skończyła. Minęło kilka zbyt długich chwil zanim zdałam sobie sprawę, że ktoś mi się przygląda. Gdy dał znak o swojej obecność bez najmniejszych oznak skrępowania podniosłam się z miejsca dygając tak jak zawsze uczyła mnie tego niania. Nie widziałam zbyt dobrze jego twarzy ale bez względu na to  z jakiej rodziny pochodził należało mu się szacunek jako gościowi w domu moich przodków. Gdy w końcu postanowił się odezwał posłałam w jego stronę jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. - Potrzebowałam oddechu- - kiwnęłam potakująco głową. - Noc jest tak piękna, że musiałam oddać jej szacunek i spędzić w jej objęciach chwilę lub dwie. - Tendencja do niepotrzebnych uniesień cechowała mnie od maleńkości i żadna z licznych guwernantek nie potrafiła tego wyplewić. Tak samo siermiężnym zadaniem było pozbycie się chochlikowatego uśmiechu, który widniał na mojej twarzy na szczęście tylko przez kilka sekund.  Gdy mój towarzysz podszedł trochę bliżej mogłam rozpoznać w jego twarzy jednego z braci Carrow.  W jednej chwili moja głowa była pełna najróżniejszych pytań. Czy to on odwiedzał nas w wakacje? To on był przyjacielem Lycusa? Czy to o nim szeptano, że ośmielił się przyprowadzić mieszańca na tak ważne wydarzenie? Przyglądałam się jego twarzy głównie skupiając się na tym ostatnim pytaniu. Jeśli to była prawda to może…może on był taki sam jak Lycus i ja. Mój wzrok powoli przesuwaj się od jego twarzy do butelki zaciśniętej w jego dłoni. Nagle uświadomiłam sobie, że młodej damie nie przystoi tak się gapić . Dlatego czym prędzej spuściłam wzrok. Zaciekawienie jednak nie pozwoliło długo trwać  tym stanie udawanego zawstydzenia. Uniosłam lekko spojrzeniem pozwalając by znów rozświetliły je tańczące iskierki a z twarzy nie schodził lekki uśmiech.  Chwilę później ponownie przysiadłam na murku fontanny po cichu licząc, że zrobi to samo.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]21.03.16 16:29
Dziewczyna wstaje i dyga, jak więc należało i ja się lekko ukłoniłem. Gdybym usłyszał, że chce dalej tańczyć, musiałbym skłonić się niżej i wyciągnąć dłoń, by uraczyć ją tańcem. A tego przecież nie lubię robić. Zresztą, nie wypadają młodzieży podobne swawole z dala od ojcowskiego spojrzenia i matczynego smaku. Wiedziałem dobrze, że na podobnych uroczystościach wszystko ma swoje znaczenie. Każdy taniec zostanie skomentowany, tak samo jak suknie, stroje, jedzenie, a nawet wino. Jedynym miejscem, którego nawet w wielebnej Czarownicy nie zdołają skomentować będą lordowskie sypialnie. Do tych wciąż nie miały wstępu jednak prócz kurtyzan, nie miały chyba nawet przeróżne Lady. Co mnie zawsze rozbawiało, ta dychotomia moralna.
Dość dziwne wydały mi się jej słowa. Niecodzienne i natchnione niewytłumaczonym smakiem, z którym nie obcowałem na codzień. Wyobraźnia podsuwa mi pod nos zaraz jej ciało literalnie będące w ramionach niebios. Rozgwieżdżonych jak to dziś. Nie dziwne więc, że jej słowa wywołują na moim licu niewymuszony, krótki uśmiech.
- Myślę, że znalazłaś sobie na prawdę urocze miejsce na te rozkosze
Nie wiem w którym momencie uznałem, że panienkowanie i lordowanie nie jest zbyt potrzebne w podobnych okolicznościach przyrody, ale faktem jest, że nie pomyslałem o tym, żeby zwracać się do niej bardziej oficjalnie ani przez chwilę. To może mieć coś wspólnego z jej wiekiem, który wydaje mi się być graniczący z przyzwoitością. Przyzwoitością moich myśli, które nagle nie chcą przestać wirować i dać spokój temu widokowi błyszących księżycowym blaskiem włósów.
Przestępuję więc krok bliżej i tłumaczę to, dlaczego musiałem przerwać jej wtulanie się w szanowaną noc.
- Ja zaś poszukuję miejsca, gdzie nikt nie będzie szeptał za moimi plecami, że poczyniłem gafę największą w całej pamięci rodu, gdzie będę mógł w spokoju zapalić i uraczyć się winem
Po co mówić to, może nie ma pojęcia co się dzieje w świecie dorosłych. Nie traktując jej jak nieświadome niczego dziecko, zyskać chcę chyba już tylko przyzwolenie na posadzenie tyłka zaraz obok na tym murku z fontanny.
- Więc jeżeli nie zamierzasz, to może mogę się przyłączyć?
Butelka znalazła się na ziemi, szyjką oparta o fontannę, jest narazie nieistotnym kompanem. Nie wpadłem na pomysł dzielenia się alkoholem, co więcej nawet nie miałem ochoty teraz go zaczynać. Wciąż odczuwałem posmak tego kieliszka, który skończył na dnie mojego brzucha przed chwilą.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]21.03.16 20:14
Muszę przyznać, że myślałam o nakłonieniu go do powrotu na parkiet. Tyle, że im dłużej było mi dane przyglądać się jego twarzy czułam, że nie powinnam tego robić. Ja byłam zmęczona ciągłymi podskokami i piruetami a odpoczynku szukałam w powiewie świeżego powietrza.  Jego stan miał źródło zupełnie gdzie indziej  a ratunkiem miała być butelka.  Ponownie rzuciłam spojrzenie w jej stronę zastanawiając się jak smutne musi być życie tych co szukają pocieszenie w gorzkim płynie. Spokojnie należało przypomnieć mi tę myśl gdy znów ktoś przyłapie mnie w salonie z pucharem wina w dłoni.
Ten szybki uśmiech, który pojawił się na twarzy młodego lorda tylko mnie ośmielił. Był jak zachęta by jeszcze przez chwilę nie wracać do tłumu gości i nie dać się odnaleźć spojrzeniu opiekunów. - W istocie.  W blasku słońca jest równie urocze. Pełne barw i zapachu. -  na kilka chwil moja twarz przybrała rozmarzony wyraz .  Myślałam, że może ta noc powinna  jednak się skończyć. Mogłabym wtedy wrócić do swoich spacerów  i godzinami tonąc w wypełnionym latem Wiltshire. Nawet do głowy mi nie przyszło, że lord Carrow mógł nie wiedzieć, że stoi na ziemi, którą uważałam za swoją . Nigdy nie było potrzeby bym musiała się komuś przedstawiać. Gdziekolwiek się zjawiałam w towarzystwie rodzeństwa czy krewnych dobrze wiedziano kim jestem i jak mnie zadowolić. Uroki życia księżniczki zamkniętej w złotek klatce.
Usiadłam po turecku w poprzek murku jednocześnie odwracając wzrok od mężczyzny. Moją uwagę znów pochłonęła  gładka tafla wody. Może dla tego znalazłam w sobie na tyle odwagi by znów się odezwać. - Od kiedy to młodzi lordowie uciekają przed plotkami. Jutro pewnie wybuchnie jakiś skandal a oni o wszystkim zapomną. - w moim głosie próżno było szukać przygany czy jakiejś formy pocieszenia. Mówiłam to co myślałam nie biorąc nawet od uwagi, że mogę okazać się nietaktowna. Przecież jutro wybuchnie jakiś skandal. - A ona jest całkiem ładna- -  uśmiechnęłam się sama do siebie opuszkami placów zakłócając spokój wody.  Czy to takie dziwne, że gdy dowiedziałam się o obecności mieszańca musiałam ją zobaczyć? Trzymała się dzielnie, to trzeba było jej przyznać. Jednak musiała być bardzo zakochana albo bardzo głupia, żeby narazić się na coś takiego. Wrodzona ciekawość kazała mi zadawać kolejne pytania.  Ciężko powiedzieć co właściwie powstrzymało mnie przed ich zadaniem. Może świadomość, że i tak się dowiem. Jak nie dziś to za pięć lat. Odchyliłam się lekko tak by móc na niego spojrzeć. - Mam długie uszy- - wyjaśniłam nie dostrzegając nic złego w przyznaniu się do tego. Z reguły moja bezpośredniość była uznawana za uroczą więc nie widziałam powodu by teraz z niej rezygnować. Byłam zbyt zajęta myślą, że moje przypuszczenia odnośnie tego człowieka okazały się prawdziwe.  Coraz mocniej pragnęłam się dowiedzieć czy Lycus kochał go kiedyś jak brata. Czy właśnie znalazłam kogoś kto przybliży mi brata, którego prawie nie znałam.  Byłam tak podniecona tą wizją, że wszystko inne przestało mieć znaczenie.
- Już milknę. Obiecuję- - uśmiechnęłam się przyjaźnie dając jasno do zrozumienia, że nie mam nic przeciwko by się do mnie dołączył. Swoją uwagę ponowne poświęciłam wodzie w tym samym czasie próbując przypomnieć sobie chwilę w, której ktoś przy mnie pił/upijał się czy chociaż pali.  Nie…chyba nic takiego nie miało miejsca. Taki widok nie był przeznaczony dla oczu młodej niewinnej panienki. Nasz klasa społeczna zatrzymała się na obyczajach z czasów średniowiecza
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]21.03.16 22:41
- Nie zwykłem słuchać plotek, czy się nimi przejmować - zaprzeczenie idzie w patrze ze wzrokiem zgubionym gdzieś w połowie drogi do oczu rozmówczyni - Ale odkąd głównymi osądzcami okazują sie być nie młode panienki, a dostojni nestorowie - tu smutny koniec pewności siebie, a ja z dłońmi za plecami prycham śmiejąc się z własnej nieprzymuszonej głupoty - Cóż wtedy wolę unikać chociażby echa podobnych rozmów
Za pozwoleniem siadam na murku odgradzającym ziemię pachnącą latem od tafli wody po której młoda Malfoy wodzi palcem.
- Obawiam się, że tym razem mogę stać się bohaterem jednego z takich skandali - przyznanie się do winy i znów obseracja baczna rozmówczyni. Ile może liczyć lat. Jej lico jest tak delikatne, oczy praktycznie niepodkreślone żadnym sposobem. Widywałem Milburgę bez makijażu, wdywałem ją w pełnym makijażu. I chociaż wstyd się przyznać, dokładnie wiem, że jej makijaż umie podkreślić pewne elementy. Może nie umiałbym tego teraz odtworzyć, nawet myślenie o tym wydaje mi się abstrakcyjne. Ale rzeczywiście na twarzy młodej dziewczyny nie widzę ni śladu po podobnych zabiegach. Jedyną dodatkową ozdobą zdaje się być blask księżycowy, ta łuna która otacza jej głowę. I właściwie cała jest piękna. A może po prostu wmawiam to sobie, bo jest nimfą, zjawą, która zniknie, kiedy dotknę jej dłoni.
- Widuje się ładniejsze - przyznaję nie bez jakiegoś wewnętrznego bólu, który pojawia się znikąd.
Przecież nie będę nikogo okłamywał, że Milburga jest najpiękniejsza na świecie. W szkole nie miała za grosz gustu. Została przezmnie, powiedzmy sobie szczerze, wyciągnięta na powierzchnię. Bardzo ciężko było mi ją przekonać, by przyszła dziś ze mną na bal. Twierdziła (teraz już wiem, że miała rację), że to nie jej sposób spędzania wieczoru. Mieliśmy napić się i uciec sprawdzić każdą sypialnię, ale okazało się, że zostały zabarykadowane. Więc wróciliśmy do pierwotnego planu. Upijania się.
Dziś kilka razy widziałem jak nestor zagapił się w jej biust. I w sumie mu się nie dziwię.
- Ale ma okropny charakter i za to ją cenię - wyjaśnienie przychodzi mi z taką łatwością, że mógłbym zacząć obawiać się o to, czy nie błądzę w tych absuraldnych opowieściach o Dolohov ze zbytnią łatwością. Jeszcze brakuje tego, bym stal się rekinem mórz arystokratycznych i miał czelność opowiadać o swojej partnerce w ten sposób. Nie chciałem o niej rozmawiać, szczególnie, że nie na niej skupiały się właśnie teraz moje myśli. Te przeznaczone w jakiś romantyczny sposób w podziale na kobiety, skupione były wokół bawiącej się palcami w wodzie panienki.
- Jesteś siostrą Abraxusa, prawda? - przerwana cisza, która nastąpiła po zapaleniu papierosa i wypuszczeniu dymu z płuc. Czy to nieodpowiednie dla młodej panienki, by pilnować na wpół pijanego mężczyznę i patrzeć jak pali? Czy właśnie zachowywałem się jakbym był tfu, liberałem?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]22.03.16 12:59
- Bo kiedyś wszyscy musimy  złożyć ślubną przysięgę - dodałam pół szeptem nie przejmując się tym czy będzie wstanie dosłyszeć moje słowa. Odnosiłam się oczywiście do wzmianki o nestorach rodu. Nie mogłam wiedzieć, że była to pewnego rodzaju przepowiednia.  Zdanie wypowiedziane w złą godzinę. Może sama nałożyłam na siebie tę małą klątwę i nie miała o tym pojęcia. Nie, to niemożliwe.  Wtedy jeszcze nie towarzyszyły mi myśli o samodzielności. Wiedziałam, że kiedyś będą czyjąś żoną ale była to wizja tak odległa, że stawała się nierealna. - Fortuna wybawi cię o skandalu drogi lordzie - uśmiechnęłam się sama do siebie z tej zabawy w mugolską cygankę wróżącą z kryształowej kuli. Jednak moje słowa dotyczyły przyziemnej sprawy a nie bogini i jej władzy nad ludzkim losem. Przecież, który lord będzie się oglądał na dawno minione skandale gdy może wżenić swoją córkę w najbogatszy ród Wielkiej Brytanii.  Słuchałam dalej w milczeniu z pozoru wyglądając tak jakbym  nie przywiązywała żadnej wagi do słów mojego rozmówcy. Tak powinno było to wyglądać  Gdy już skończy miałam powiedzieć „ tak drogi lordzie” czy „oczywiście drogi lordzie” by następnie odejść pod pretekstem wołającej mnie matki czy siostry. Byłam jednak zbyt zajęta analizowaniem tego dziwnego człowieka. Jego wypowiedzi były dość śmieszne.  Jak mógł nie uważać swojej partnerki ze tę najpiękniejszą? Jak mógł ją cenić za to, że miała okropny charakter ? Czy nie był dżentelmenem? Może rzeczywiście trzeba było uciec zanim usłyszę coś czego nie powinnam. Już teraz zaczęła kiełkować mi w głowie myśl, że mężczyźni to dziwne istoty i nie da się ich zrozumieć.  Rzuciłam szybkie spojrzenie w stronę alejki prowadzącej do domu. Nie, nie. Jeszcze troszkę tu zostanę. Pierwszy raz ktoś rozmawia ze mną w tak otwarty sposób. Byłam ciekawa co stanie się za chwilę. Gdy cisza zaczęła się przeciągać podniosłam się z miejsca. Stając na murku zaczęła spacerować wzdłuż niego zastanawiając się czy stałoby się coś złego gdyby nagle postanowiła wejść do wody. To przecież tylko sukienka, której już pewnie nigdy nie włożę i buciki, które znikną gdzieś na dnie szafy. Te dziwne rozmyślania przerwał głos mojego towarzysza. Byłam gdzieś  w połowie koła gdy dotarło do mnie to pytanie. Zatrzymała się w pół kroku uśmiechając się przy tym wesoło. Jeszcze trochę a klasnęłabym w dłonie. W końcu zmierzaliśmy  w stronę interesującego mnie tematu. - Prawda - zmusiłam się do lekkiego, niezobowiązującego tonu. - Znasz dobrze mojego brata? - chyba dopiero w tym momencie zdałam sobie sprawę, że pominęłam formułki grzecznościowe. Chyba powinnam się zarumienić i zacząć przepraszać ale po co skoro i tak było już za późno. Jeszcze te kilka kroków i znalazłam się po jego drugiej stronie. Dopiero teraz dotarło do mnie, że przy mnie pali. Z ciekawością przyglądałam się  obłokom dymu wydobywającym się z jego ust. Zapach może być drażniący ale na swój sposób całkiem przyjemny. Nie rozumiałam czemu damy tak się burzą gdy ich mężowie pachną w podobny sposób. Ja nie miałabym nic przeciwko.  Odwróciłam się na palcach i na nowo rozpoczęłam swój spacer.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]22.03.16 13:52
- Słucham? - nie dosłyszałem co mówiła, a w każdym razie to co usłyszałem nijak nie pasowalo do moich narzekań i twierdzeń dotyczących szlachty. Nie mam pojęcia czy się przesłyszałem, ale i tak wieść pocieszająca, była lepsza. Mimo, że nieprawdziwa.
- Mam nadzieję, że wiesz co mówisz
Na pewno nie wie, przecież nie ma pojęcia jak to jest być w centrum skandalu.
Ona wstaje. Czy odeszła na dobre? Chciałbym wstać i poprosić, by jeszcze nie szla, ale to nie wypada.
Chciałbym żeby nie szła, bo jest miłą odmianą. Nie przepadam za dziećmi, a dziecko Fobosa ledwo toleruję. Ale to małe stworzenie, które urwało się z księżyca, ta zjawa, ona sprawiła mi wyjątkową niespodziankę. A myślałem, że skończy się tak jak zawsze: znajdę Milburgę i pójdziemy zwiedzać krzaki.
Ale nie tym razem, bo kiedy już chciałem zastanawiać się, czy Milburga nie znalazłaby drogi do fontanny, gdybym zawołał ją tu patronusem - słysze kroki po lewo.
Okazuje się, że wciąż tu jest. Stoi już blisko, po drugiej mej stronie. Czy zamienia strony ze znudzenia, znów rwą ją stopy do tańca, czy może oczekuje, że wstanę, żeby mogła znów wrócić na swoje miejsce? Wyraźną czuję radość od niej bijącą, to mnie zadziwia i cieszy, chociaż nie dam po sobie poznać. Uspokojony, że nie uciekła mi zbyt prędko, postanawiam mówić to co myślę.
- Czy ja wiem, dość tajemniczy z niego człowiek
Przyznanie się do winy nie przychodzi mi z trudnem. A może i mała Megara podpowie mi w jaki sposób dojść do tego co Abraxus na prawdę myśli o mnie i o naszej chyba przyjaźni. Nadganiam uprzejmością, która idzie za gadatliwością, bo przy papierosie najłatwiej jest rozmawiać. To tylko pięć siedem minut, nie więcej.
- Ale znam każdą z twoich sióstr i - Lycusa też znałem, mrugam do małej, bo oboje wiemy, że nie powinniśmy rozmawiać o Lycusie. Szczególnie na balu u Malfoyów. Kto to widział.
Ona stoi nademną i kiedy zadzieram głowę do góry widzę jak lata w niebie. Bardzo jej tam ładnie, pasują tam jej jasne niczym gwiazdy włosy i ta sukienka zwiewna i biała. Wzdycham i oświadczam: - Pewnie gdybym był lepszą partią od lorda ambasadora, bylibyśmy rodzeństwem - to bardzo pewne siebie, to świadczy tylko o tym, że wiem o tym, jak wiele znaczę dla rodziny Malfoy. A w każdym razie tak mi się wydaje. I pewnie nierozważnie nazwałem się partią gorszą, zważywszy na to, że teraz nieco pozmieniało się i już Fobos ma swoją żonę więc i na mnie kolej pewnie przyjdzie niedługo. Faktem jest jednak, że mówię prawdę, a i wizja posiadania tak uroczego stworzenia w rodzinie jak mała Megara, w jakiś sposób mnie zadowalała.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]22.03.16 14:53
Wiem o czym mówię i wiem, że mam racje. Kolejna klątwa, którą rzucono na mnie w dzień narodzin.  Gdybym urodziła się chłopcem. Pięknym złotowłosym chłopcem, który swym honorem i odwagą przynosiłby chlubę rodzinie. Gdybym urodziła się chłopcem wszystko wyglądałoby inaczej. Nie musiałabym drżeć ze strachu i ronić łez  w poduszkę a potem znów wirować wśród jedwabi i atłasu.
- Gdy zrozumie się, że Albi nie robi nic co nie przyniesie mu korzyści przestaje być tajemniczy czy choćby interesujący. Dla niego „przyjemność” jest obcym słowem wyciągniętym z wiersza - gdy zdałam sobie sprawę, że mój głos przybrał dość niebezpieczny ton szybko wzięłam się w garść pytając ze śmiechem - Czy właśnie zdradzam swojego brata sugerując, że  poświęcając tobie swój czas on oczekuje czegoś w zamian? - żałowałam, że nocy i fakt, że pozostawałam w ciągłym ruchu nie pozwalał dostrzec wyrazu jego twarzy. Jedna nadzieja w tym, że nie weźmie moich słów na poważnie. Nikt nie przejmuje się tym co wygaduje nastoletnia dziewczynka.  
Widziałam jego mrugnięcie gdy wspomniał o moich siostrach. Wiedziałam co ono oznacza a mimo to otwarłam usta gdy on zamilkł. - i Lycusa -  Dziwnie było wypowiedzieć to imię po tak długim czasie. Może powinnam czuć się zażenowana ale moja radość jeszcze rozkwitła. Nie mogłam się powstrzymać by w końcu nie zahaczyć o ten istny temat tabu.  - Tutaj i tak nikt nas nie słyszy-  gdy mógł go dostrzec posłałam w jego stronę ciepły uśmiech. Może nie powinniśmy się przejmować co wypada a co nie jeśli i tak nikt nas nie widzi a żadne nigdy nie przyzna się otwarcie do podobnej rozmowy.   Niby czego młoda panna Malfoy miałaby szukać w towarzystwie lorda Carrowa? Słuchając ponownej wzmianki o swojej siostrze znieruchomiałam. Oczami wyobraźni próbowałam połączyć tę parę jednak nawet dla mnie to zadanie wydawało się niemożliwe.  - Dziękuj za to niebiosom. Nie chciałbyś zostać zmiażdżony pod łapami tego straszliwego smoka - znajdując się znów obok niego usiadłam  na miejscu choć wiedziałam, że długo nie będę wstanie pozostać w jednej pozycji. - Cały świat tańczy w takt ryku Medei - cichy śmiech rozniósł się wokół fontanny.  - Biedny lord ambasador. Dobrze, że przynajmniej z dala od wyspy. Oboje jesteśmy bezpieczni. - zaczęłam kiwać z głową  geście rozpaczy zaraz jednak znów się śmiejąc. Zdradziłam już Mede i Abraxasa. Dobrze, że przynajmniej Astoria wciąż pozostawała dla mnie świętością. - Zresztą ponoć jestem straszną siostrą. Ale to pewnie dla tego, że jestem najmłodsza a oni są zazdrośni. - uniosłam dumnie głowę pozwalając by w oczach pojawiła się iskierka dumy i pewności siebie   Oczywiście moje słowa dość mocno mijały się z prawdą. Jeśli ktokolwiek z całej piątki wiedział czym jest rodzicielska miłość było to Abraxas   i Medea. Chociaż i w ich przypadku sprawa jest mocno naciągane. Tyle, że nie było sensu mieszać w to biednego lorda, który chciał się przecież tylko spokoju napić wina. I tak już usłyszał za dużo.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]22.03.16 15:27
Nikt przecież nie weźmie na powaznie tego co mówi dziecko. Chyba, że akurat ma się przesłanki, by myśleć o pewnych rzeczach i pewnych osobach w podobny sposób. Czy mam Abraxusa za kogoś, kto widzi w świecie tylko kolejne okazje do osiągnięcia swego celu? Ja go właściwie za to podziwiam, jest przecież tak podobny do Fobosa.
- Mam tylko nadzieję, że nie oczekuje więcej niż ja o niego - wolimy dryfować na powierzchni żartu, niepowagi. Pomaga mi w tym mój nietrzeźwy do konca stan. I to rozpraszające wszystkie cienie księżycowe światło, które odbija się od jej jasnej twarzy.
- Moglibyśmy porozmawiać o Lycusie - tu jednak nie daję jej ujrzeć zbyt wiele światła i wypuszczam dym - Ale nie powinniśmy. I lepiej zostawmy ten temat, bo krzaki też mają uszy - przy ostatnim słowie zachwiawszy się, szeptem mówię to do ucha małej panienki Malfoy. Żeby ją nastraszyć mocniej, czy żeby sprawdzić, jak będzie reagowała na wszystkie moje zagrywki na które nagle naszla mnie ochota. Może nie mogłem się powstrzymać i to ta magiczna jej aura mnie tutaj przywiodła.
Porównanie wspaniałej Medei Malfoy do smoka tak bardzo mnie rozbawiło, że aż zawtórowałem jej śmiechem. Wciąż uznawałem Medeę za niezwykłą kobietę, ale to prawda, że lubiła sie rządzić. Czy jednak nie każda dama z rodu Malfoy ma taką w a d ę? Nigdy nie mógłbym poślubić kobiety, która traktowałaby mnie z góry.
- W takim razie, czuję sie pocieszony, bo za tańcami nie przepadam - uniesiona w powietrzu dłoń stanowi świadectwo mojego braku większego pochwalenia jeżeli chodzi o tańcowanie. Wolałem inne aktwności ruchowe, nawet jeżeli chodziło o męsko damskie, wciąż wolałem inne.
- Jeżeli więc Abraxas jest interesowną szują, a Medea apodyktycznym smokiem, zostają jeszcze dwie osoby: Astoria i ty - spoglądam na tę świezo patrzącą na świat dziewczynę i chce, żeby powiedziała mi co sądzi o Astori i przedewszystkim, co sądzi o samej sobie. Bo to fascynujące na swój sposób. Dla rozluźnienia atmosfery wolę zgodzić się z nią jeszcze w jednej kwestii.
- O, coś o tym wiem, gdyby nie ja, Fobos miałby okrutnie nudne życie - krecę głową w rozbawieniu i spogladam na tego podlotka, który siadł u mego boku. Wiruje mi świat od wina, więc postanawiam, że to czas, żeby jeszcze więcej go skosztować. - Może wina? - ale kiedy unoszę butelkę nie spostrzegam kieliszków, to zaś niezwykle zasmuca mnie, chociaż kiedy myślę o tym, że prawie upiłem dziecko, uznaję, że to zdząrzenie losu. - Zdarzyło sie, że zagubiłem w drodze tu kieliszki. Więc może lepiej odpuśćmy, z mniej niebezpiecznych polecam papierosy. Może się skusisz
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]22.03.16 16:27
I znów pojawiła się ta myśl, że mężczyźni są dziwni i nie należy marnować czasu na próby zrozumienia ich. Zaraz obok pojawiła się ta dotycząca ludzi dorosłych, o tym jak pokręconymi duszami się wydaję i że nie widzę powodu by pchać się do ich świata. Przez chwile zrobiło mi się nawet żal tego człowieka. Mało kto potrafił pokonać i wykorzystać moją rodzinę. Byliśmy uosobieniem politycznej władzy oraz tego co za nią podążało. Nam nie wolno było ufać, nas nie dało się pokonać. Wyrzuciłam z głowy te przykre myśli za pomocą lekkiego potrząśnięcia. Wróćmy do czegoś przyjemniejszego…wróćmy do Lycua. Jego szept był dla mnie jedynie zachętą by nie odpuszczać tak łatwo. Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy jednocześnie pozwalając by na moją twarz wślizgnął się lekko chochlikowaty uśmiech. - Jeśli nawet to na mnie spadnie kara a nie na ciebie. Ja się nie boję- —uniosłam lekko brodę dla podkreślenia swoich słów. Niania bez ustanku powtarzała, że młodej damie nie przystoi być odważną. Powinna być spokojna i potulna tak by zadowolić swoich najbliższych a nie wsadzać nos w sprawy, które jej nie dotyczą jednocześnie narażając coś co wszyscy uparli się nazywać honorem rodziny. Więc może czas najwyższy przestać się bawić w damę i znaleźć dla siebie nowy, lepiej przylegający przymiotnik.
- Astoria jest…- zaczęłam szybko w porę jednak ugryzłam się w język. Chciałam powiedzieć, że jest jedyną osobą w domu, która jest mi droga ale to byłoby niepotrzebne. Dlatego poprzestałam na skróconej wersji. - Jest dla mnie bardzo ważna i nie mogę powiedzieć o niej złego słowa- bez względu na to ile nas dzieliło na zawsze pozostanie tą, która chroniła mnie przed złem tego świata choć jej nikt nie bronił. Do końca życia miałam być jej za to wdzięczna choć pewnie nie raz będę to okazywać w nieadekwatny sposób. - A jeśli chodzi o mnie to jestem zbyt młoda, żeby można było określić mój charakter - bardzo wymijająca odpowiedź ale przynajmniej zgodna z prawdą. - Wiem tylko tyle, że jestem inna niż reszta mojego rodzeństwa. Choćby dla tego, że jestem spod herbu orła a nie węża. W którą stronę pójdę, nie wiadomo. - wzruszyła lekko ramionami. Odchyliłam się nieznacznie do tyłu przenosząc wzrok na rozgwieżdżone niebo. Uśmiechnęłam się słysząc, że zgadzam się ze mną w sprawie młodszego rodzeństwa. Możliwe, że byliśmy do siebie trochę podobni. Gdy słyszałam, że proponuje mi wino czy papierosy niemal od razu usłyszałam w głowie oburzony krzyk swoich opiekunów. Pokręciłam przecząco głową do tego stopnia, że srebrne kosmyki włosów zaczęły wirować wokół mnie. - Papierosy są przeznaczone dla panów- - nie miałam pojęcia czy prawda ale nigdy nie widziałam kobiety z papierosem w dłoni stąd moje pewne stwierdzenie. - Ale wina mogę spróbować- wyciągnęłam w jego stronę biała dłoń. Przecież wszyscy znamy opowieści o zakazanym owocu i o tym radosnym uczuci gdy w końcu chwycimy je w palce.. A o tym, że nigdy nie próbowałam wina, że ktoś może je wychuchać pomyślę później…obiecuję.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]13.04.16 22:31
Dość intensywne spojrzenie zwrócone w stronę młodej dziewczyny. - Jest coś konkretnego, co cię interesuje w tym temacie?
Nie chce jej ustąpić, ale może.. może sam ma ochotę w końcu poruszyć z kimś ten temat? Narazie ostrożnie, wcale nie zamierza się z tym zbyt mocno wyhylać.
- Zbyt młoda, by móc określić charakter ? - tym na prawdę mnie rozbawiła - Jesteś dla siebie niesprawiedliwa. Kobiety są albo damami albo są nie damami, więc zbyt wielkiego wyboru nie masz - okrutnie to zabrzmiało, prawie jakbym wcale nie żartował, a mówił prawdę i złośliwie chciał jej dokopać. Naturalnie bardzo prawdopodobne, że nie ma pojęcia o czym mówię. I mam nadzieję, że nie ma, nie od dziś fascynuje mnie ta niewinność szlachcianek. Zastanawiam się kiedy będę mógł jej skosztować. Czy niedługo? Mój brat był mniej więcej w moim wieku, więc może już pora? Ale czy na prawdę uśmiecha mi się korzystanie ze wszystkich obowiązków tylko za ten słodki smak niewinności, który jest tak niespotykany w kręgach, które zdarza mi się odwiedzać? Panny w domu rozpusty Lestrangów wcale nie wydają się być niewinne. Niektóre są winne nie tylko nieczystości, ale również innych przykrych rzeczy. Jak morderstwa, kradzieże.
- Ach, no tak, jedyne dziecko Malfoyów, które było zbyt mądre, żeby trafić tylko do Slytherinu - nie, tak nie nazywał jej Abi, ani nawet Lycus nie mógł tak myśleć. Swoją drogą, co to znów za brat, który znika z twojego życia tak prędko? Chciałbym spytać Megary, bo nie mogę zrozumieć, sam mam wyjątkowy kontakt z bratem.
Przychodzi temat używek, jedna z nich wydaje się niekobieca, druga zaś bardziej już pociąga młodą panienkę. Wyciągniętą dłoń mierzę spojrzeniem.
- Więc niech będzie wino - nie oddaję jednak butelki, sięgam za to po kamień, który leży w wodzie, a żeby to zrobić to sobie wpierw musiał odsłonić nadgarstek, odwijając koszulę do góry. Odstawia na chwilę butelkę i przy pomocy różdżki przetransmutowuje kamyk w coś na kształt czarki do picia. - Nie będziesz przecież piła swojego pierwszego wina bezpośrednio z butelki - żartuje, mając nadzieję, że wcale nie trafił. Ale co, jeżeli trafił?
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]17.04.16 15:38
Nie zwróciła najmniejszej uwagi na intensywność spojrzenia swojego rozmówcy. Była zbyt szczęśliwa radując się faktem, że w końcu ktoś chce z nią rozmawiać o Lycusie. Ale im dłużej zastanawiała się nad pytaniem, które mogłaby mu zadać tym wydawało jej się to trudniejsze. - Czy on z tobą rozmawia? Widujesz go? - cichy głos i powiększające się niebieskie oczy jasno świadczyły o tym jak zależy jej na uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi. Sama dostawała jeden list na pół roku jeżeli rzeczywiście miała szczęście. Skrawek papieru mający zaświadczyć o tym, że jej brat żyje  i ma się dobrze. Tak bardzo potrzebowała tego jednego małego kłamstwa.  Megara nie dostrzegła żartu w jego głosie. Nie widziała w nim też kpiny czy chęci dokopania jej . Z miną wielkiego filozofa rozważyła każde wypowiedziane przez niego słowo by w końcu wydać wyrok. - Jeśli to rzeczywiście prawda. To ja nie chce być damą, to jest strasznie nudne. - wyznała szczerze  i uczciwie. W normalnej sytuacji nigdy nie odważyłaby się na podobne stwierdzenia. Coś jej jednak mówiło, że po opuszczeniu ogrodów szacowny lord nie będzie nawet pamiętał jej twarzy. - A ty jesteś gentelmanem czy nie jesteś gentelmanem? - spytała wprost. Uznała, że skoro on pytał się  o jej charakter sama posiada to tego  podobne prawo. Mało interesowało ją to, że może zostać uznana za niegrzeczną. Ten dziwny człowiek powoli zaczął ją fascynować. Czy to źle, że chciała się dowiedzieć o nim czegoś więcej?
- Jedyne dziecko Malfoyów nie dość sprytne i nie dość ambitne żeby trafić do Slytherinu - poprawiła go nie szczędząc sobie przy tym lekko smutnego uśmiechu. Dobrze wiedziała co rodzina myśli na temat jej przydziału. Nie chciała więc wierzyć w słowa wypowiedziane przez Lorda Carrowa. Zresztą mając te trzynaście lat wciąż nie zdawała sobie sprawy, jaki potencjał ukrywa.  Obserwowała każdy jego ruch a gdy kamień zmienił się w niewielką czarkę oczy aż jej rozbłysły. Możliwość swobodnego używania magii to jedyny element dorosłości, który rzeczywiście ją pociągał.  To co później zrobiła mogło się wydawać mało taktowane ale przecież nikt  ich nie obserwował a młody lord nie wiedział przecież nawet jakie imię nosiła.  Podniosła się z zajmowanego dotychczas miejsca i wzięła od niego butelkę. Uśmiechając się w iście niewinny sposób spojrzała mu w oczy zaskoczona, że są tak podobne do jej własnych. Gdy puścił uchwyt wróciła na murek zapełniając czarkę do  połowy. - Lordzie Carrow- - jej uśmiech przybrał dość wesoły wyraz a chwilę później pociągnęła z butelki zdecydowanie za duży łyk. Gdy tylko cierpka ciecz dostała się do jej gardła miała ochotę wszystko wypluć.  Duma zwyciężyła  i choć przełknęła nie była wstanie zapanować nad bardzo sugestywnym skrzywieniem się. Pewnie gdyby nie jej towarzysz zaczęłaby jęczeć, że to było strasznie niedobre. Teraz mogła jedynie odstawić butelkę na murek i udawać, że nic się nie stało. Nie miała pojęcia, że wszystko będzie wyglądało tak…zawstydzająco. Przecież piła już wcześniej wino. To co, że rozcieńczano je z wodą.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]18.06.16 9:03
Raczej zrozumiałym były dla Deimosa pytania młodej Malfoy. Była w wieku, który określa się mianem wieku pytań (najprawdopodobniej jej rówieśnicy już z tego wyrośli, jednak Deimos mocno ją odmładzał i nie znał się za bardzo na dzieciach, więc nie miał pojęcia kiedy jest wiek pytań, a warto również zwrócić uwagę, że Megara jako Krukonka musiała mieć ten wiek nonstop i chyba nigdy nie wyrośnie?).
- Niestety nie jest nam dany kontakt, Lycus znikł jak śliwka w kompot. Nie warto się nikogo pytać, gdzie teraz przebywa, żeby nie podzielić jego losu - ujawnia megarze tę tajemnicę, która tajemnicą nie była. Ale faktem jest, że gdyby Deimos zaczął rozpytywać o Lycusa i tak niewiele by się dowiedział. Może chciałby się z nim spotkać i dowiedzieć się, czy na prawdę musiał się aż tak uzewnętrzniać, by zostać wymazanym z rodu. Przecież to wcale nie było takie łatwe, a Malfoye zbyt cenią sobie nazwisko, by wywalać za małe przewinienia. Co zrobiłeś drogi przyjacielu?
Zaś wyznanie młodej panny Malfoy rozbawia Deimosa, aż mu się oczy zaśmiały.
- Rzeczywiście całkiem nudne się wydaje, chociaż ja akurat nie znam się na byciu damą - przyznaje , tym samym dając jej do wiadomości, że jakby jednak miała ochotę mu opowiedzieć co jest według niej tak nudne, że nie chce aż zostać damą, to on chętnie posłucha. Właściwie, dlaczego by nie. W całej tej sytuacji pomyślał, że Medea moglaby mu pokazać co to znaczy być damą. I nagle się rozmarzył.
- Zważywszy na urodzenie, gentelmanem jestem - przyznaje się w końcu, wciąż będąc rozbawionym tą bezpośredniością, która w kręgach lordowskich nie miała miejsca. Miła odmiana! - Ale my mamy wiele ciekawych zajęć, na przykład służenie ramieniem damie, albo wkładanie odpowiednich strojów o odpowiedniej porze dnia - żartuje, podśmiewając się trochę, może trochę mocniej niż trochę, bo przecież zartowanie z absurdów szlachectwa było na porządku dziennym, kiedy się spotykał ze swoimi przyjaciółmi (jak Lycus). Specjalnie nie podaje szermierki i jeździectwa za plus gentelmaństwa, bo to na prawdę były fajne rzeczy, natomiast pilnowanie rodzaju koszuli na odpowiednią godzinę? Przecież nie żyją wiktoriańskich czasach!
Rozkłada w końcu ręce, ale generalnie jest w dobrym humorze, wiec nieszczególnie się przejmuje tym, że rozmawia z jedynym dzieckiem Malfoyów, które nie jest w Slytherinie. Jej wyznanie nawet nieco go poruszyło, wyglądała na taką smutną, taką niedocenioną. Jakby widział samego siebie, który nie jest ideałem jak Fobos. Tylko że w przeciwieństwie do Abiego i Megary, Fobos i Deimos się na prawdę lubili.
- Ktoś musi być mądry, żeby inny mógł z tego korzystać - unosi mądraliński palec i wypowiada te mocne słowa, a potem kładzie jej ten palec (troche się chwieje) na ustach - Tylko nie mów nikomu że bronię Krukonów - a potem sie znów ogarnia i szuka szlugów po kieszeniach.
Bo pijany.
I patrzy na pijące małe dziecko, na pannę Malfoy, którą rozpija, gdyby Lycus tu się nagle pojawił, to dostałby od niego w twarz za to. I nagle złośliwość zwycięża, bo Deimos postanawia sobie, że zrobi absolutnie wszystko, żeby Lycus się przejął swoją przeszłością. Bo lawirując w politycznych sprawach, zapomniał o nim, o siostrze, zostawił wszystkich dla czegoś... co było tylko abstrakcją.
- No jestem pod wrażeniem - pociesza ją, ogarnia już się i nie jest taki śmieszkowaty. Znalazł papierosy. - Pozwól mi panienko, tylko zapalę i możemy pić to dalej
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]18.06.16 19:13
Zapał czy też radość tak wyraźnie tląca się w niebieskich oczach Megary gasły z każdym słowem. Na konie nie zostało już nic, tylko dziecko, które odebrano ostatni promyk nadziei. Ale trzeba było się uśmiechnąć. Przecież lord był dobry i przynajmniej z nią rozmawiał. Nie krzyczał nie groził po prostu rozmawiał. - Szkoda - przyznała w końcu - Ale dziękuje - zdobyła się na lekki uśmiech. - Chciałabym po prostu wiedzieć czy wszystko z nim w porządku.- wzruszyła lekko ramionami próbując zbagatelizować   targające nią w tej chwili uczucia. Zawsze gdy myślała o starszym bracie wmawiała sobie, że tak naprawdę go nie pamięta. Udawała, że potrafi sobie przypomnieć jak Astoria ciągnęła ją do domu gdy palono jego rzeczy. W kółko powtarzała, że jeśli nie przestanie płakać to matka znowu będzie na nią zła. Skoro wtedy tak bardzo płakała Lycus musiał coś dla niej znaczyć…musiał być ważny.  Z pewnością, skoro gdy z domu zniknęły rzeczy Medei potrafiła cały dzień skakać na łóżku i krzyczeć z radości. Kącik ust drgnął lekko na wspomnienie tego cudownego dnia . Gdy okazało się, że nie została zbesztana za swoją bezpośredniość od razu wzrosła jej pewność siebie. Zaczęła się wesoło uśmiechać lustrując młodego lorda od stup do głów. - To widać - przyznała śmiejąc się cicho. - Nie sprostałbyś wszystkim zasadom, które nas ograniczają. Uczą mnie tego od urodzenia a ja i tak nic z tego nie rozumiem.- na razie wciąż wszystko było żartem, lekką nic nie znaczącą rozmową. Megara zeskoczyła z murku schylając się po kilka kwiatów. Gdy chwilę później znów zajmowała swoją pozycję zaczęła odrywać pojedyncze płatki i kłaść je na tafli wody.  Słuchała co lord ma do powodzenia po czym zaczęła się śmiać pozwalając by wesołe dźwięki rozniosły się po całym ogrodzie. - No tak, bo bez tego na pewno nie utrzymałybyśmy się na nogach. - kiwnęła potakująco głową - Nie zapominaj o szermierce czy jeździe konnej. To musi być naprawdę wspaniałe - przyznała na chwilę uciekając w krainę własnych fantazji. Niemal widziała jak galopuje przez łąki zostawiając cały paskudny świat za sobą. Ale nie bo przecież na jazdę konną jest zbyt narwana i pewnie coś jeszcze sobie zrobi. Pomijając oczywiście fakt, że żeńskie siodła są przeraźliwie niewygodne.  Panienka Malfoy musiała naprawdę porządnie ugryźć się w język by powstrzymać kolejny wybuch śmiechu. Już mogła mówić, Deimos zajął się szukaniem papierosów. -Oczywiście,  w końcu prace domowe ślizgonów nie zrobią się same - pozwoliła sobie na szybki uśmiech znów nie wyrażający nic poza rozbawieniem. Co prawda nikt nigdy niczego na niej nie wymuszał. Mogła być krukonem ale w oczach większość ślizgonów wciąż była córką Malfoyów. Postacią, która kiedyś może należeć do ich rodziny. Przecież niezbadane są wyroki seniorów rodów. - Będę milczeć - obiecała.  
Trochę czerwieni pojawiło się na bladych policzkach. Chwilę później nadszedł mały zawrót głowy. Dla tego z taką ulgą przyjęła fakt, że minie trochę czasu zanim znów będzie musiała się napić. - Niech się lord nie śpieszy - dodała ocierając czerwone krople z ust. Nie poddawała się! Po prostu grzecznie czekała na swojego towarzysza. Jak na prawdziwą damę przystało. Oczywiście pod warunkiem, że wcześniej nie znajdzie jej siostra lub, któraś z opiekunek.
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: 1950. Malfoyoland [odnośnik]26.06.16 21:45
- Znając go, to radzi sobie świetnie - przyznaje się Deimos, że nawet jeżeli kolegę mu wydziedziczyli, to jednak wciąż był jego kolegą, a nawet przyjacielem. Przecież z nikim tyle nie przeszedł, na przykład wagonu wstydu, kiedy Lycus miał te swoje transgenderowe mutacje. Kiwa głową Deimos i zabiera się do myślenia o Lycusie. Czy rzeczywiście tak dobrze sobie radzi, dlaczego czuł że musi młodą Malfoy o tym przekonywać? A może wcale nie jest teraz z nim tak dobrze? - Pamiętasz go dobrze? - pyta z ciekawości, może dlatego, żeby się zorientować ile właściwie ona ma lat.
Miło mu się z nią rozmawia, bo jest już wstawiony, a ona kręci się i jest urocza. Śmieje się, jej śmiech rozbrzmiewa wszędzie. Jest przyjemny, bo nawet sprawia, że i on się uśmiecha. Chociąż to dziecinna rozmowa i koledzy z którymi rozważa polityczny świat, śmieliby się z niego.
Megara twierdzi, że szermierka i jazda konna są na równi z innymi atrakcjami? Otóż moim zdaniem są o wiele ciekawsze. DLatego nieco poważnieję po tych radościach nad fontanną i zamierzam bronić swoich ulubionych dyscyplin sportu.
- Jazda konna jest akurat bardzo przyjemna - mówi po czym pokazuje kolor ozdoby przy swojej szacie wyjściowej, dając jej do zrozumienia, że rozmawia z Carrowem, który się na koniu wychował. Zresztą błszyszy jej tym sygnetem też po oczach, niech się dziewczyna ogarnie, bo wstyd zadawać niektóre pytaina. - A jeżeli chodzi o szermierkę, to chyba sama wiesz, że od kilku lat twój starszy brat zawsze ze mną wygrywa w finale. Musze jednak przyznać, że lubię ten sport również
Płatki kwiatków rozpłyneły się po wodzie, a Deimos w tym czasie patrzy jak się na policzkach Megary zakręciły włosy ładnie. No no, kiedyś będzie z niej ładna dziewczyna. - Nie próbowałaś nigdy jeździć czy ćwiczyć szermierki?
To by było bardzo smutne, Deimos nie mógł czasami zrozumieć o co chodzi z tym, że kobiety nie mogą się bawić na całego. Milburga nigdy się tym nie przejmowała, zawsze robiła wszystko co chciała.
Ten układ milczenia był miły, a przypieczętowali go łykiem wina. Tzn on się napił, nawet zapomniał jej powiedzieć, że ma tez to zrobić.
- Możesz nie wierzyć, ale połowę moich prac robiła pewna krukonka - zdradza tajemnice pannie Malfoy, zapominając o grzecznościach. Wszak był pijany.
- Nie no, mamy cały wieczór na wypicie, może wiec lepiej oszczedzać, bo dziś jestem zbyt leniwy, żeby wracać po buteleczkę na salę. Chyba że ty chcesz pobiec i mi przynieść nową? - unosi brew, zastanawiając się, czy Megara umiałaby to zrobić. Dmucha gdzieś obok dymem i drapie sie po brodzie. Do czergo to doszlo, żeby z nastoletnią siostrą Malfoyów miał się upijać w dzień balu, czy to jakiś ważny bal? A kogo to obchodzi, jemu się stad nigdzie nie śpieszy, bo dobrze mu tu.
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491

Strona 1 z 2 1, 2  Next

1950. Malfoyoland
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach