Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Konfekcja damska
AutorWiadomość
Konfekcja damska [odnośnik]21.03.16 13:31
First topic message reminder :

Konfekcja damska

★★★★
Wkraczając w świat odzieży damskiej ciężko jest na dłużej zatrzymać na czymś wzrok; z wieszaków kuszą kreacje najróżniejsze, przykuwające uwagę a to detalem, to znów idealnym krojem czy śmiałą innowacją. Od dodatków zaczynając, przechodząc przez stroje codzienne, docierając do najbardziej wyszukanych i zachwycających kreacji wieczorowych - wszystko tutaj ma za zadanie ukazywać wyjątkowość, porywać zmysły, wyznaczać najwyższą wartość. Osobistości, które można spotkać między tymi modowymi arcydziełami nie należą do postaci nijakich czy pierwszych z brzegu: suknie projektowane przez najlepszych londyńskich i światowych projektantów, a sprzedane w tym budynku, zdobiły niejedną szlachetnie urodzoną damę na sabatach, skupiających arystokratyczną śmietankę towarzyską świata czarodziejów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:45, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Konfekcja damska - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Konfekcja damska [odnośnik]26.12.21 10:33
Uspokajający ton głosu Odetty miał w sobie taką siłę, że zdołał przebić się przez opary - absurdu? - narkotycznego uniesienia, łagodząc nieco pretensjonalne zachowanie księżniczki Deirdre. Ta lekko spokorniała, nadąsana mina została zastąpiona nieco łagodniejszą wersją, a skośne oczy tylko raz wywróciły się w niewerbalnym przekazie zniecierpliwienia. Tak, lady Parkinson bez wątpienia posiadała dar normowania skrajnych nastrojów, a także dopasowywania swego zachowania nawet do nieprzewidzianych atrakcji, co z pewnością zaimponowałoby madame Mericourt...gdyby tylko pozostawała przy zdrowych zmysłach lub obserwowała całe zajście z wygodnej pozycji gościa Domu Mody, oburzonego groteskowym zachowaniem tej obcej dziewuchy, dającej upust swym urojeniom. - Tak, księżniczka musi błyszczeć, lśnić niczym diament, magiczny kamyk, zachwycający swym blaskiem... - odpowiedziała z emfazą jeszcze zanim podążyła posłusznie za arystokratką, udobruchana jej kolejnymi, przezornymi działaniami, zaspokajającymi śmieszne potrzeby królewny. Głos Deirdre nieco się załamał, rozmył, znów się zachwiała, narkotyczny proszek wpływał na poczucie równowagi równie mocno, co na połączenie jawy i snu, dlatego z ulgą przyjęła możliwość zajęcia miejsca siedzącego. Przymknęła oczy z zadowoleniem, zwiększonym tylko słodką inkantacją. Wiedziała, czego się po niej spodziewać, lecz specjalnie przedłużała moment teatralnego zaskoczenia, a gdy w końcu uniosła powieki, aż zaklaskała w dłonie. Wokół niej wirował brokat, osiadając na jej ohydnej czarnej sukni, na żałośnie prostych butach i całym otoczeniu, łaskawie wprowadzając do prezencji królewny upragniony splendor. Brakowało tylko jednorożca, jej pięknego, słodkiego jednorożca o czerwonym ubarwieniu...Nie, nie czerwonym, białym, skąd w jej wyobrażeniach karmazynowy odcień krwi spowijający sierść zwierzęcia? Zmarszczyła brwi, zafrasowana, a rzeczywistość powoli przebijała się przez mgiełkę urojeń, mącąc w głowie jeszcze mocniej. Szukała jednorożca, oczywiście, że tak, miała go jednakże znaleźć dla Niego, dla wyjątkowego mężczyzny, a potem zabić...Ale nie, nie, to jakiś koszmar, podszept spowodowany nasilającym się bólem głowy, księżniczka Dei nigdy nie skrzywdziłaby tak ślicznego stworzenia!
Przez kilka chwil biernie pozwalała Odecie działać, skupiona na wewnętrznej walce. Usadzona przed toaletką, powróciła do swej narzuconej toksycznym eliksirem roli, przeglądając się w zwierciadle i odgarniając z czoła kosmyk włosów. - Ale jak ten jednorożec tutaj wejdzie? Nie zmieści się w drzwiach! - zauważyła zaskakująco rzeczowo w porównaniu z serią farmazonów, opuszczających jej usta. - Ma się błyszczeć. I może zaplećmy je w koronę z warkoczy, dookoła głowy! - poleciła władczym tonem, a kiedy Odetta sięgnęła po szczotkę, posłała jej pierwszy lekki, akceptujący i prawie przyjazny uśmiech. - Pojadę do moich rodziców na jednorożcu. Zaplanowali bal na moją cześć! Orkiestra elfów, wróżkowy pyłek sypiący się spod sklepienia sali balowej, krasnoludki rozkładający czerwony dywan...Ach, powinnaś udać się ze mną, nie widziałaś jeszcze takiego bankietu! - przemawiała, prezentując pełną gamę emocji, pozwalając się podejść lady Parkinson: zniknęła nerwowość gestów, podniesiony głos pełen pretensji i chaotyczne działania, złagodniała, skupiona arogancko tylko na swoim świecie baśni. Pod koniec wypowiedzi jej głos zaczął się ponownie załamywać, rozmywać, a dłonie Dei mocno zacisnęły się na podłokietnikach. Świat odbity w lustrze zawirował, a królewna wypuściła z płuc powietrze z cichym świstem. - Nie za dobrze się czuję, kręci mi się w głowie... - wymamrotała słabo, mrugając zawzięcie, jak tuż przed omdleniem. Narkotyczne uniesienie najwyraźniej dobiegało końca, a ostatni paroksyzm szaleństwa wypalał się, sprawiając, że nerwowe oddechy zamieniły się w chochliczy chichot. - Wszystko kręci się jak na karuzeli. Dlaczego? - wychrypiała jeszcze, pobladła, pochylając nagle głowę do przodu, niepomna, że zapewne wyrwie sobie przy tym kilka kosmyków włosów, układanych przez Odettę. Już nie panowała nad swoim ciałem, skupiona na wewnętrznej, ostatecznej bitwie między tym, co urojone, a tym, co upokarzająco prawdziwe.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Konfekcja damska [odnośnik]26.12.21 23:38
Gdyby powiedziano jej, że przygotowywanie lady do sabatów będzie przydatnym doświadczeniem, pewnie zbyłaby to uśmiechem, ale jak widać, jednak udało się wykorzystać te wszystkie pokłady cierpliwości. Mimowolnie przypomniała sobie o szczebioczącej lady Yaxley i jej komentarzach, a dłonie nieco zacisnęły się same na sobie – twarz jednak pozostawała gładka i uprzejma, niczym niezmącona tafla lody. Nie, nie mogła teraz myśleć o niczym przykrym, musiała skupić się na zajmowaniu się kobietą, zanim ta zdecydowanie zrobi krzywdę sobie bądź komuś innemu. Nie znała mocy jaką dzierżyć mogła Deirdre i nie miała pojęcia o jej umiejętnościach, ale dumna postawa kobiety wskazywała, że gotowa była reagować, a nie tylko walczyć słowami. Mimowolnie Odettę przebiegł chłodny dreszcz, nie poddawała się jednak uczuciom niepokoju. Musiała zadbać, aby przynajmniej w tym miejscu wszyscy byli bezpieczni, nawet jeżeli nie do końca umiała.
- Czyli diamenty to ulubione kamienie księżniczki? A co z innymi błyszczącymi się kamieniami? Je też księżniczka rozważała? – Nakręcała dalej tę spiralę, nie wiedząc jeszcze, jak z niej wybrnie, ale to było zmartwienie przyszłej Odetty, tej, do której jeszcze miała dotrzeć. Było jednak coś nie tylko zabawnego ale i przykrego, gdy dłonie madame Mericourt wyciągnęły się w stronę spadającego na nią brokatu, tak jakby Odettę zastanowiło, iż rzeczywiście niewiele osób docenia błyszczące materiały.
Mimo to idealnie udało dobrać się zaklęcie do nastroju, a przynajmniej takiego, który pozwalał im chociaż przez chwile rozważać zupełnie inne perspektywy. Brązowe tęczówki dalej śledziły każdy ruch kobiety, ale mimo wszystko pozwalała jej na dalsze słowa i dalsze cieszenie się wszystkim. Deirdre również wyraźnie słabła, co z jednej strony było pozytywną reakcją, z drugiej jednak wolała, aby ta jej tutaj nie mdlała. Ostrożnie sięgnęła też po szczotkę, delikatnie rozpuszczając włosy kobiety i pozwalając im opaść na ziemię, szczotką subtelnie przesuwając od dołu i kierując się w stronę góry, tak aby nie ciągnąc za mocno. Na całe szczęście nie widziała myśli o krwi jednorożca broczącej jego sierść, bo wtedy na pewno przestałoby być miło i przyjemnie – nie żeby teraz była wybitnie komfortowa dla jednej i drugiej, ale przynajmniej było staranie.
- Spokojnie, powiększymy drzwi i jednorożec się zmieści! – Mówiła co tylko jej ślina na język przyniosła, zaraz też ostrożnie splatając włosy Dei w elegancką fryzurę, skupiając się też na kolejnych pasmach chwila po chwili. – Oczywiście, będzie korona. Co myślisz o prześlicznych, błyszczących się spinkach? Pasowałyby bardzo do księżniczki takiej jak ty, prawda? – Uśmiechnęła się, pozwalając jej kreować dalej kolejne wizje, słuchając też ich z uwagą, skoro miała na nie odpowiadać.
- Na pewno nie widziałam! A będą właśnie takie eleganckie posiłki jak księżniczka wcześniej wspominała, czy jednak menu pozostanie tajemnicą dla gości? – Pozwalała sobie na pytania, ale w tym momencie toaletka lekko zadrżała kiedy tylko księżniczka oparła się o nią, a Odetta pochyliła się ze zmartwieniem. Od razu zabrała szczotkę i odsunęła jakiekolwiek przedmioty, o które Dei mogłaby się uderzyć, w pierwszej chwili nie wiedząc, co jeszcze mogłaby zrobić, ale zaraz też sięgając po elegancki pled leżący na jednej z kanap, otulając Deirdre aby drżenie ustąpiło.
- Wszystko będzie w porządku, obiecuję! Może wolisz się położyć? – Nie wiedziała, czy jeszcze rozmawia z księżniczką, czy może jednak już z prawdziwą osobą poza tą dziwną wizją, dlatego pozwoliła sobie skierować do niej słowa bezpośrednio. Pewnie zaraz to miało się rozstrzygnąć.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Konfekcja damska [odnośnik]29.12.21 12:52
Skierowanie tematu niebezpiecznej rozmowy na względnie niewzburzone wody konwersacji o błyszczących kamykach było kolejnym mądrym posunięciem lady Parkinson. Lepszy efekt mogłaby osiągnąć tylko w momencie faktycznego przyprowadzenia przed oblicze rozkapryszonej Deirdre przemile rżącego jednorożca. Na samą myśl o diamentach, skrzących się na kolii lub koronie, twarz Mericourt rozjaśniła się szerokim uśmiechem - mocno niepokojącym w obramowaniu ostrych, azjatyckich rysów i pobladłej twarzy. - O nie, tylko diamenty. Nie ma piękniejszych kamieni, nawet te księżycowe się do nich nie umywają - odparła zdecydowanie, wyrażając swą niewzruszoną opinię. - A jeśli są jeszcze wzbogacone o pyłek z sierści jednorożców...Wtedy świecą się piękniej od gwiazdek na nieboskłonie - rozmarzyła się, plotąc trzy po trzy, sama pozostając zaklęta w podobny sposób, w śnieżnej kuli upojenia, którą ktoś złośliwe potrząsnął, zasypując zdrowy rozsądek czarownicy grubą warstwą narkotycznego pudru. - Chociaż rubiny też są prześliczne. Tobie pasowałyby rubiny, masz majestatyczną aurę. Nie wyglądasz na służkę - zmarszczyła brwi w zastanowieniu, w końcu skupiając pełnię uwagi na swej rozmówczyni. Wyrzuciwszy z siebie wszelkie żądania, uspokojona, usadzona i zaopiekowana, łaskawym spojrzeniem obrzuciła buzię Odetty, kiwając z uznaniem głową, nieświadoma, że popełnia paskudne faux pas. Setne już podczas tego krótkiego spotkania żywcem wyrwanego z najgorszego koszmaru śmierciożerczyni. Bardziej upokarzające mogło być chyba tylko podobne zachowanie wśród popleczników Harolda Longbottoma. O tym jednak na razie nie myślała, chociaż z każdym łagodnym przesunięciem grzebienia po swych włosach i melodyjnym pytaniem lady Parkinson, Deirdre coraz szybciej powracała do siebie. Trzeźwość i odurzenie napływały falami, zamieniając hiperaktywną dotąd królewnę w nieco senną, zdezorientowaną wiedźmę, mrugającą coraz intensywniej, tak, że brokat osypywał się z jej rzęs na policzki. - Spinki ze szczerego złota. Są ciężkie, ale warto pocierpieć. Tak pięknie mienią się w moich jasnych włosach... - wyszeptała irracjonalnie, bo mimo, że w zwierciadle widziała smoliście czarne pukle, to wykrzywiona rzeczywistość odmalowywała ją jako tradycyjną królewnę, filigranową, złotowłosą, piękną niczym Evandra. Tak naprawdę jej włosy w niczym nie przypominały kosmyków Angielek, zadziwiająco czarne, lejące się, o innej strukturze. Podobny mrok igrał teraz przed jej oczami, odchyliła się do tyłu na fotelu, pytania zadawane przez Odettę rozmywały się, nie pozwalając skupić się na wizualizacji wykwintnych słodyczy, sprowadzanych prosto z Francji. Złudzenia przestały mieć znaczenie, zawroty głowy przybrały na sile, a Deirdre nie zdążyła nawet wzruszyć się - po księżniczkowemu - troską lady Parkinson, okrywającej ją pledem. Pochyliła się gwałtownie, zamroczona, oddychając szybko, nie spadła jednak z wygodnego fotela. Po kilkunastu chrapliwych oddechach, przełknęła głośno ślinę i powoli podniosła się do pozycji siedzącej, już nie blada, a wręcz lekko zielona. Ciągle mieszało się jej w głowie, serce biło w nierównym rytmie, a wydarzenia ostatnich kilkunastu minut jawiły się jako groteskowo niemożliwe. Dlaczego wszędzie unosił się brokat? - Ja chyba...muszę odpocząć, to się nie powinno wydarzyć, nie wiem, co się stało, to... - wymamrotała z zaskakującą, jak na siebie, chaotycznością, wręcz słabością, zaciskając drżące dłonie na krawędzi podłokietnika. Ciągle nie dotarła do niej pełnia upokarzających działań, jakich się opuściła, lecz magiczny krwiobieg najwidoczniej poradził sobie z częścią odurzającej substancji, czyniąc zasłonę urojeń przeźroczystą na tyle, by w końcu stanęła stopami na realnej ziemi. Jeszcze nie do końca pewnie, rozkołysana narkotykiem, lecz już pojmująca, że zachowała się oburzający sposób. - Ktoś musiał dosypać mi coś do kieliszka, to pewnie zła czarownica...to znaczy, niekompetentny pracownik, i... - ciągnęła dalej, mieszając jeszcze baśń o królewnie z potecjalnymi, faktycznymi, szkodliwymi działaniami, mogącymi doprowadzić do publicznego upokorzenia madame Mericourt. Znów odetchnęła głęboko, ostro, nerwowo, nagle wstając gwałtownie z fotela. Odrzuciła na bok koc, nerwowo, zrobiła kilka kroków, chwiejąc się, nie tylko przez złe fizyczne samopoczucie - ogrom pechowego zachowania docierał do niej coraz wyraźniej, przygniatając ogromem zawstydzającego teatrzyku, którego stała się spaloną wstydem gwiazdką. Nerwowo strzepnęła z przodu sukni brokat, który oblepiał ją całą, stawiał w świetle reflektorów, uniemożliwiając dyskretne opuszczenie miejsca publicznej kaźni. - Muszę już iść, oczekują mnie w karocy...to znaczy, w balecie - powiedziała jeszcze szybko, tylko przez moment ogniskując na urodziwej twarzy Odetty dziki wzrok, niepodobny do opanowanego spojrzenia madame Mericourt, ale daleki również od pełnego kaprysów błysku, skrzącego się w źrenicach marudnej królewny.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Konfekcja damska [odnośnik]01.01.22 22:20
Ciekawa była, co dokładnie doprowadziło do tego, że Deirdre znajdowała się właśnie w takim stanie. Nigdy nie było wątpliwości z jakością posiłków i napojów podawanych mniej bądź bardziej okazjonalnie w Domu Mody, dlatego zastanawiała się, co dokładnie powinni teraz sprawdzić. Czy to był jakiś konkretny atak na kogoś? A może jednak pracownicy postanowili w tym wypadku zrobić jakiś niesmaczny żart? Musiała to od razu przekazać panu ojcu, aby zajął się tym bezzwłocznie, bo nie mogli sobie pozwolić na powtórny taki wypadek. Kiedy zaś w jej stronę spłynął nawet komplement, uśmiechnęła się lekko. To mógł mówić jakiś dziwaczny narkotyk, ale jakby nie patrzeć, w odrobinie (albo nawet więcej niż odrobinie) była próżnym Parkinsonem, lubiła przyjemne słowa o niej.
- Mój ród-znaczy, moje królestwo bardzo słynie z pereł, dlatego najczęściej to właśnie je nosimy, ale rubiny też brzmią idealnie. Myślała kiedyś księżniczka nad tym, jak wyglądałyby diamenty, które byłyby zawieszone właśnie na włosiu z grzywy jednorożca? – Mówiła wciąż łagodnie i ostrożnie, tak ajby naprawdę chciała jakoś wesprzeć tę rozmowę by potem nie musieć mieć na głowie zdenerwowaną księżniczkę, która mogłaby coś zrobić. W tym coś rozumiejąc jakąś krzywdę albo coś innego.
Niestety nie mogła tutaj wjechać na jednorożcu, ale o wiele gorsze byłoby wydarzenie gdyby jednak jednorożec tu był – a to spotkanie na pewno byłoby dość mroczne. Dla obydwu stron. Odetta nie była królową zaklęć aby powstrzymywać cokolwiek albo kogokolwiek, więc jeżeli miałaby coś zrobić, to jedynie w dziedzinie eliksirów. Mogła zaoferować tonik na wzmocnienie albo pomyśleć nad antidotum, w momencie kiedy jednak nie do końca wiedziały, co też mogło być dodane do napoju Deirdre, dlatego podawanie jej czegoś mogło jedynie wyrządzić kolejne szkody.
Przez chwilę zastanawiała się nad tym, czy nie powinna wezwać jakiegoś uzdrowiciela, jednocześnie zwiększając też dystans pomiędzy sobą a madame Mericourt, bo sytuacja zaczęła robić się dziwacznie niebezpieczna. Wydawało się, że samej Dei to zmysły wracają, to znów na nowo wciąga się w krainę wyobrażeń i ułudy, a była to walka, w której lady Parkinson zbyt wiele nie mogła zrobić. Wyczuła różdżkę schowaną w kieszonce rękawa, ale co na dobrą sprawę mogła rzucić? Brązowe tęczówki wyczulenie obserwowały każdy gest, a kiedy ostatecznie Mericourt wyprostowała się, Odetta uzmysłowiła sobie, że niemal dobre pół minuty wstrzymywała oddech.
Spojrzenie Deirdre budziło w niej sporo niepewności, aż do pewnego rodzaju niepokoju, ale bardzo dobrze wiedziała, że nie ma co dawać znać po sobie tego, jakie uczucia nią targały. Zamiast tego pozostała spokojna, obserwując zmieszaną i nieco władczą kobietę, która w tej chwili chciała wydostać się z pomieszczenia, w którym się znajdowała. Skinęła jedynie głową, nie zamierzając nawet powstrzymywać jej przed wyjściem. Dopiero kiedy wyszła ostrożnie posprzątała, upewniając się, że pracownicy nie będą plotkować o tym zdarzeniu. Czekała ją jeszcze jednak praca, a tego nie mogła zignorować.

ztx2


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Konfekcja damska [odnośnik]18.01.22 11:59
9 II 1958

Uporczywe wspomnienia gnieżdżące się gdzieś w odmętach zdradliwych myśli, raz po raz wychylały ciekawsko głowy, gdy kolejne kroki stawiane wzdłuż oblodzonej ulicy wystukiwały głuchy rytm. Przechadzki opatrzone zimową aurą kryły wiele niespodzianek; wiele zawodów, niechęci i niebezpiecznych zawiłości. Ciche wyobrażenia prześlizgiwały się przez meandry umysłu, irytacja wybrzmiewająca wśród gołych krzewów skrytych za śniegiem, w końcu widoczny żal w odmowie na desperackość dudniącą z szybko nakreślonego listu – w obliczu ostatnich emocjonalnych porażek, Astoria Lestrange unikała wychylania się poza wyspę Wight niemalże jak ognia.
Felerny początek drugiego miesiąca roku niósł jednak zobowiązania; wiosna wciąż lawirowała w dalekich zamieciach i ginęła pod ciężkością białego puchu, plany do tejże jednak ożywiały się wraz z każdym kolejnym dniem. Plany dalekosiężnych przedsięwzięć, wizyt i okazji, które od kobiety jej pokroju wymagały nienagannej prezencji.
Skrzące się żyrandole i błyskotliwe punkty pomieszczenia, które w ciszy – jakże dlań w tym momencie zbawiennej – przywitały owianą chłodnym powietrzem sylwetkę, sprawiały wrażenie, że doskonale zdają sobie z tego sprawę.
Zdają sobie sprawę z nadchodzącego sezonu, z mnogości ciał i ust, które chętne będą przyjąć kolejne pochlebstwo, kolejnej pary oczu nie mogącej oprzeć się zilustrowania skomplikowanej faktury.
Jasne spojrzenie zdawało się nie mieć w sobie frasobliwości, kiedy z uwagą sunęło po kolejnych zakamarkach i wieszakach, z których każda z kreacji pragnęła jak najgłośniej zaznaczyć swoją wyjątkowość i wdzięk.
Delikatne rękawiczki z białej skórki zsunięto z dłoni, obszerny kaptur wyszywany srebrną nicią skapitulował, odkrywając równie jasne pasma włosów; córka Ministra wydawała się być bielutkim punktem wśród wielobarwnych tkanin i ekstrawaganckich ozdób skradzionych z najnowszych wyobrażeń o modzie. Odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, choć miast rozchichotanej ekscytacji, aura unosząca się nad odzianą w zimową szatę kobietą, zdawała się mieć w sobie czysty lód.
Parkinsonowie uchodzili wszakże jednak za specjalistów w swojej dziedzinie, gdzie indziej miałaby się znaleźć, kiedy w bolączki dnia codziennego poczęło wpełzać proste pragnienie, niemalże potrzeba, odświeżenia garderoby jeszcze przed nowym sezonem?
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Konfekcja damska [odnośnik]26.02.22 18:33
Życie wymagało od niej wiele skupienia na różnych zajęciach, Odetta więc wybierała skupianie się na tym, co było niezbędne w jej oczywistym mniemaniu. Oczywiście nie dla wszystkich priorytety były tożsame, bo w końcu nie mogła się dziwić, że niektórzy wybierali drogę pełną polityki, opieki nad magicznymi stworzeniami czy uzdrowicielstwa. Parkinsonowie poszli w rozmaite decyzje, od wynalazków, poprzez opiekę nad jednorożcami, kończąc na szyciu magicznych i niemagicznych szat. Z tego jednak znani byli najbardziej i nie mogła się dziwić, że ludzie przyjeżdżający do Londynu właśnie z marką mody utożsamiali cały ród. Nie narzekała, dawało jej to pewnego rodzaju zajęcie i gdyby nie to, musiałaby całkowicie poświęcić się eliksirom, a pełnego „zawodu” nie dało się z tego mieć. Przy czym po prostu lubiła też możliwości, które dawało jej przebywanie w najpiękniejszych strojach z najpiękniejszego miejsca.
Teraz również spacerowała po przestrzeni domu mody, uśmiechając się lekko do siebie kiedy obserwowała dostawę materiałów. Wydawała się zdecydowanie zachwycona, bo przez panujące obecnie warunki wszystko nagle się opóźniało. Mogło wydawać się, że przy funduszach szlachty wcale tak prędko nie odczują dodatkowych obciążeń, ale nie była to prawda, a sama lady Parkinson marzyła o tym, żeby wszystko działało bez zarzutu. A to nie było niestety takie proste. Obiecywała też pomoc kuzynowi, może więc właśnie to była pora, aby zabrać się za coś, co wydawało się mniej oczywiste, bardziej wymagające…ale miało przydać się komuś.
Nie sądziła jednak, że bezcelowy z pozoru spacer miał wydawać się nową wizytą i czymś odświeżającym, ale gdy tylko zobaczyła elegancką sylwetkę, wiedziała, że nie będzie to podstawowy dzień bez większego rozeznania w ostatniej sytuacji. A teraz? Teraz mogła spotkać się z inną lady która na pewno wiedziała, jak zachowywać się w tym miejscu i na pewno chętnie skorzysta z jej obecności tutaj, doceniając to, kto mógł jej dziś doradzić.
- Lady Lestrange, bardzo miło cię widzieć. Co mogę dla lady dziś zrobić? – Uśmiechnęła się, podchodząc bliżej niej, pozwalając aby zielona suknia dobrze dopasowywała się do jej sylwetki podczas ruchu, a zapach perfum powoli wypełniał przestrzeń.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Konfekcja damska [odnośnik]16.03.22 18:52
Błysk, mat, brokat, stonowany welur, później frędzle i obszyty perłami kaptur; wielobarwność i szeroka gama materiałów oplatała pomieszczenie ciasto, sprawiając wrażenie na skraju klaustrofobii a przyjemnego ścisku. Charakterystyczny zapach nowych tkanin docierał do nozdrzy, odgłos kroków ginął w wyłożonej dywanem posadzce, z kątów błyskały co obfitsze w ozdoby suknie, odbijając się w kandelabrach i uchwytach lamp, lustrach i oknach. Dom Mody Parkinson uchodził za najlepszy w Londynie, o ile nie całej czarodziejskiej Anglii; niebotyczne sumy na ręcznie przyszytych metkach przyozdobionych nutą magii były w stanie wywołać szok, u co poniektórych ból głowy, dostatecznie tworząc z dóbr produkt niemalże luksusowy. Moda zmieniała się każdego sezonu, popyt na piękne kreacje nie malał, nawet mimo wojny i ograniczonych możliwości; arystokratki wciąż potrzebowały odpowiedniego odzienia, a kieszenie pełne galeonów wymagały rutynowego opróżnienia.
To po ich stronie stała dyplomacja; Astoria wiedziała o tym lepiej niż inni, krocząc z dumą pierw u boku męża, teraz z nienaganną prezencją figurując jako najstarsza córka Ministra Magii. Sam fakt zmieniał wiele; nie spodziewała się, że zmieni także jej pozycję w społeczeństwie na tyle, by stała się kimś w rodzaju niemal celebrytki. Przyzwyczajona do życia na uboczu, w bezpiecznych ramionach Wyspy Wight, nie podzielała entuzjazmu spojrzeń, którymi tak często obdarzano ją na londyńskich ulicach.
Tego dnia jednak Dom Mody nie obfitował w tłumy; ściskając w dłoniach rękawiczki poczuła nawet swego rodzaju ulgę, mogąc w spokoju przyjrzeć się oferowanym towarom, musnąć palcami nowo nabyte tkaniny, przeanalizować sploty i falbany sukien otwierających sezon wiosenny. Bez nadmiernych spojrzeń, bez nadmiernych słów.
Świergotliwy głos poprzedził cichy szelest kroków; lady Lestrange odwróciła się przez ramię powoli, zaraz potem wpuszczając na blade wargi subtelny uśmiech.
– Lady Parkinson – życzliwe skinienie głową było odpowiedzią na jej powitanie. Zaraz potem odetchnęła cicho, pozwalając sobie na kolejne krótkie oględziny otaczającej ich scenerii, jak gdyby chciała zebrać myśli i zastanowić się nad celem wizyty.
– Suknie na sezon wiosenny. Nie zdecydowałam jeszcze, czy chciałabym zamówić u Państwa całą garderobę, czy jedynie kilka sztuk – wypowiedziała, przenosząc spojrzenie na młodą kobietę odzianą w zieleń. Skompletowanie garderoby w jednym miejscu było praktyczne i pragmatyczne; zamiłowanie jednak do francuskich projektantów wciąż podrygiwało w dole jej serca – Czego mogę spodziewać się tej wiosny, lady Parkinson? Zależy mi na klasyce, bez nadmiernych ozdób i pogłębień.
Suknie, płaszcze, gorsety i spódnice – wszystko to, co pozornie nieistotne, stanowiło o tym, kim była w oczach socjety.
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Konfekcja damska [odnośnik]24.04.22 20:18
Obłożona biżuterią, błyszcząca i szeleszcząca z każdym krokiem Odetta wydawała się mimo wszystko sunąć przez otaczającą ją powierzchnię. Nawet na tle wszystkich pięknych projektów i produktów w domu mody wydawała się odcinać od tła, niczym światło w ciemności starając się pokazywać dookoła i robić co tylko mogła aby oczy wszystkich zwracały się w jej kierunku. Uśmiech zawsze błądził na jej twarzy, a ona, niczym najlepszy kot, skaczący po zwierzynę, czekający na największy łup. Poruszała się po tej przestrzeni równie płynnie, bywając tu niemal codziennie odkąd to miejsce zostało otwarte i poruszając się po jego przestrzeni tak swobodnie, jak to tylko możliwe. Nie było szansy na to, aby ktoś znał to miejsce lepiej od niej jeżeli nie należał do rodu Parkinsonów, nawet wieloletni pracownicy. Gdyby miała więcej pewności siebie, byłaby najlepszą i najpewniejszą panną w Londynie, tak to jednak brylowała w tym miejscu, na inne nie zwracając zbytnio uwagi.
- Żaden to problem, oczywiście, gdyby teraz lady zdecydowała się na jeden wybór, możemy zawsze potem coś domówić, znając mniej więcej wymiary oraz gusta. W końcu lady czy lordowie nie mogą chodzić źle odziani, skoro istnieje tak ważna instytucja jak to miejsce. – Uśmiech był delikatny i szczery, bo nie miała w końcu w sobie zbytnio jadu, a przynajmniej nie wobec osób które jakkolwiek obdarzała sympatią. No i oczywiście, o ile te osoby były odpowiedniego statusu. Nie mogła sobie pozwolić na zbytnie wywyższanie osób czystej krwi.
- To również zależy od tego, jakie kolory chce lady na siebie odziać. Wiosna przynosi nam odwilż nie tylko w pogodzie... – chociaż patrząc na deszczowe nastroje, nie zapowiadało się aby pogoda poprawiła się w najbliższym czasie - …ale również w kolorach, tak aby jaśnieć i podkreślać odradzające się życie. Nie oznacza to rezygnacji z ciemniejszych barw, ale warto zawsze podkreślić coś jasnymi dodatkami. Czy lady chce kolorami nawiązywać do rodu własnego, rodu w którym jest obecnie, czy może połączyć oba? – Od tego też zależał ich wybór i możliwości, a wojna wcale nie pomagała jeżeli chodziło o dostawy materiałów.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Konfekcja damska
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach