Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Strefa prezentacji
AutorWiadomość
Strefa prezentacji [odnośnik]21.03.16 13:32
First topic message reminder :

Strefa prezentacji

Co kwartał, tuż przed wprowadzeniem najnowszych kolekcji, magiczny świat ogarnia modowa gorączka. Z niecierpliwością oczekiwane są najnowsze kolekcje, które po raz pierwszy pokazane zostaną potencjalnej klienteli właśnie tutaj, na specjalnie przygotowanym wybiegu. Odpowiednie oświetlenie i muzyka stwarzają niepowtarzalną atmosferę, gdy kolejni modele występują na podwyższeniu w długo oczekiwanych kreacjach.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Strefa prezentacji - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Strefa prezentacji [odnośnik]21.06.21 7:38
Gapić się i plotkować było niby rzeczą wieśniacką, ale kiedy w jedną dłoń wziąć wachlarz, w drugą kieliszek wina, to nagle okazywało się, że każdemu to przystoi. Szlachta w końcu kochała kontrowersje – o ile można było je wygodnie oglądać z daleka, skandaliczne plotki – o ile nie dotyczyły ich rodu, czy porażki – zwłaszcza i wybitnie cudze. Odetta miała paręnaście lat milczenia i obserwacji aby nauczyć się, że lepiej w wielu wypadkach było po prostu zachować milczenie, albo zrobić to samo, co robi otoczenie. Być może dlatego Odetta tak mocno polegała na swoich przyjaciołach i rodzinie, odwzorowując ich zachowanie w danej sytuacji, nawet jeżeli rozważania na temat tego przychodziły dopiero później. Była dzieckiem w świecie dorosłych.
Panna Parkinson poza spędzaniem czasu na modzie ukochała sobie dwie aktywności – spędzanie czasu z jednorożcami, gdzie mogła odpocząć i oczyścić swój umysł, jednocześnie trzymając się spokojnego otoczenia, z drugiej potrafiła spędzać godziny w sali baletowej, ćwicząc wytrzymałość ciała i smukłą sylwetkę. Pływać nawet nie umiała, a na tym etapie dziwacznie było zapytać o możliwość nauki, od wody więc trzymała się z dala, przynajmniej dopóki nie była mowa o uzdrowiskach i termalnych wodach. Te były wyjątkiem.
Zaśmiała się tylko na te zapewnienie, delikatnie klepiąc ją po ramieniu, będąc pewna, że kusić ją to będzie dalej. Miała sama wielkie szczęście, że jej mało kiedy ktokolwiek odmawiał, jeżeli chodziło o stroje, a zwłaszcza jej brat. Delikatnie spojrzenie, subtelne pytanie, niewielkie zapewnienie i już miała na swoje usługi osoby, które mogły przygotować jej coś specjalnego. Ba, w wielu wypadkach jej własny brat upierał się przy pozostaniu jako twórca, chcąc, aby jego siostra nosiła tylko to, co najlepsze. Była mu za to niezmiernie wdzięczna.
- Masz rację, to zdecydowanie musi być bardzo edukujące ze strony krawiectwa. Jeżeli nie miałabyś nic przeciwko, zasugerowałabym to Edwardowi. Ja ledwie znam się na modzie na tyle, że mogę coś wystylizować i zasugerować,  on jest prawdziwym twórcą. Mam nadzieję, iż jeżeli będziesz zamawiać coś na sabat, to zdecydowanie z jego stylizacji. – Wiedziała, że jej brat na pewno nie podziękuje jej za dodatkową ilość pracy, więc może po prostu nie musiała się przyznawać.
Delikatnie ujęła dłoń Octavii, zwłaszcza kiedy ta ujmowała jak bardzo świadoma była całej otoczki towarzyszącej jej wystąpieniu. Sama przecież narzekała na to i teraz czuła się lekko niezręcznie, rozumiała jednak czemu wszyscy narzekali. Czemu Edward tak mocno narzekał. Dlatego sądziła, że zderzały się tutaj dwie postawy i nikt chyba nie narzekał.
- Podejrzewam, że skojarzenia z modą powiązaną z osobami nieczarodziejskimi rzeczywiście mogą budzić w wielu osobach z arystokracji niepochlebne komentarze. Tak jak chęć mojej rodziny do wyznaczania trendów. – Miała nadzieję, że takie sytuacje będą jednak mniej dotykać Octavię. Wiedziała, że jest silna i da radę w wielu wypadkach, ale nawet ona mogła mieć problem przeciwko całej hordzie plotkujących szlachcianek. – Oh tak..nie spodziewałam się tych wszystkich dziwnych wizji. Opium zdecydowanie nie pozostanie moim zainteresowaniem. - Chciała chyba powiedzieć coś jeszcze, ale zanim zdążyła, zobaczyła wołającego ją kuzyna. - Wybacz, muszę uciekać. Spotkamy się jeszcze na spokojnie i wtedy wszystko omówimy.
Uśmiechając się do Octavii opuściła pomieszczenie.

| ztx2
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Strefa prezentacji [odnośnik]28.08.21 11:34
10 stycznia 1958

Dom Mody Parkinson odwiedzała chyba po raz pierwszy. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek jej noga stanęła w tym przybytku - jak dotąd to nie było na kieszeń wiedźmy. Nigdy nie narzekała na zarobki, gdy była dzieckiem ojciec zarabiał porządnie, zawsze stać ich było na dobrze skrojone szaty czarodziejów, lecz kolekcja Parkinsonów? To luksus. Zdecydowanie ponad ich stan. Sigrun jednak zaszła o wiele wyżej, znalazła się ponad stanem i potrzebowała kogoś o specjalnych, wyjątkowych umiejętnościach - a tak się składało, że mogła go odnaleźć właśnie tutaj, z polecenia lordów wiernych wspólnej sprawie. Miała nadzieję, że odpowiednio ją zapowiedzieli.
Młoda, dość ładna czarownica, której defekty urody maskowała doskonale skrojona, schludna, acz gustowna szata, zaproponowała wiedźmie, kiedy ta znalazła się już w środku, informując o umówionym spotkaniu i podając swoje nazwisko, coś do picia i spytała, czy czegoś potrzebuje. Zapewniła, że lord Parkinson powinien zaraz się pojawić, wystarczy, że chwilę na niego zaczeka. Sigrun skinęła zatem głową, poprosiła czarownicę - najwyraźniej asystentkę, czy kogoś w tym guście - o filiżankę mocnej, czarnej kawy bez mleka i cukru, po czym przypomniała sobie o czymś jeszcze. Z własnej, zaczarowanej torby, którą tak jak zawsze miała przewieszoną przez ramię, wyciągnęła duży pakunek. O wiele większy, niż pozornie mogła zmieścić skórzane wnętrze torby, pracownica Domu Mody Parkinson nie okazała jednak zdziwienia, najwyraźniej przywykła do takich sztuczek i były jej dobrze znane. W brązowy papier Sigrun owinęła sporo skór tebo, na których jej zależało. Poprosiła, by od razu zaniesiono to lordowi Parkinson, czy komuś kto miał ocenić, czy się nadają.
Po chwili pozostała sama, nie wiedząc czemu w pustej, przestronnej sali, w której centralnym punktem był dziwny wybieg. Sigrun domyślała się, że spacerują po nim modelki podczas pokazów nowych kolekcji. Widziała to kiedyś w Proroku Codziennym, takich szmatławców dla bab jak Czarownica bowiem nie zwykła raczej czytać. Proroka też już nie, to było dawno.
Przyglądała się starym (a może nowym, nie orientowała się w modowych trendach arystokracji, która zwykle ubierała się u Parkinsonów) projektom na zaczarowanych manekinach, które zaczęły się do niej wdzięczyć, najpewniej by zachęcić do zainteresowania się szatą, kiedy w powietrzu zaczęła lewitować elegancka filiżanka. Sigrun ujęła ją w dłoń i napiła się trochę kawy, czekając wciąż na pojawienie się arystokraty, z którym była umówiona. Mając w ustach smak dobrej, czarnej kawy nabrała ochoty, by zapalić papierosa, nie była jednak pewna, czy wypada - ale właściwie dlaczego nie? Upiwszy trochę zaczarowała filiżankę, aby lewitowała dalej, a z kieszeni wyciągnęła papierośnicę.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Strefa prezentacji [odnośnik]30.08.21 21:21
To była już trzecia filiżanka mocnej kawy z kilkoma kroplami mleka, którą Edward wypił tego popołudnia. Pracownia Domu Mody, którą zajmował, lśniła czystością, a przede wszystkim pustkami. Początek stycznia jawił się jako okres pozwalający na odetchnięcie od ogromu pracy; w zamian dawał chwilę na skupienie się na wewnętrznych potrzebach, na talentach, które odziedziczył po przodkach, które doskonalił, pielęgnował i szlifował każdego dnia swojej pracy, jednocześnie oddalając się od tych z umiejętności, które wymagały nieco więcej ukojenia. To niosła mu herbata, zatem dlaczego kawa?
Stołek, na którym Edward zwykł siedzieć przed nachylonym blatem kreślarskim, stał w kącie. Większość pulpitu wypełniały rozrzucone we wręcz artystycznym nieładnie karty pełne równań, obliczeń oraz obrazujących je wykresów. Teoria magii w swym prawdziwie praktycznym wcieleniu! Mimo tego, iż Edward nie należał do geniuszy, a jego myśli stanowiły iście frywolny potok niezrozumiały dla nikogo innego, to zagłębianie się w liczby opisujące magię oraz najtrudniejsze zagwozdki, które z tego wynikały, stanowiły pewien nieodzowny element jego życia. Połączony z umiejętnością zaklinania szat wykonanych ze specjalnie skrojonych i przygotowanych tkanin, naturalnie. Gdzieś w tym wszystkim leżał także list otrzymany od Sigrun Rookwood. Spojrzał nań raz wczoraj w ciągu dniu; dzisiaj rano po raz drugi, nie wiedząc, że oto nastało spotkanie. Pobudzony kawą Edward nie usłyszał ani pukania, ani wejścia pracownicy do pracowni. Uprzejmie pochrząkiwania, kaszlnięcia niknęły w eterze coraz to bardziej złożonych równań. Wypielęgnowana dłoń chwyciła w pewnym momencie za różdżkę. Wypolerowany wiąz zalśnił w świetle resztki dnia przebijającej się przez okno, a chwilę później z jego końca wystrzelił szmaragdowo–złoty promień i rozpadł się na snop iskier niknących w powietrzu.
Odwrócił się. Uśmiechnął, wysłuchał informacji od pracownicy. Przejął pakunek, który rozpakował na roboczym blacie po lewej. Końcem różdżki przebiegł po sporych płatach skóry, nauczony doświadczeniem nabytym zagranicą, wzbudzając magię zwierzęcia, z którego zostało pozyskane. Lekki prąd przeszył jego palce, z ust wyrywając krótki, dźwięczny chichot, po którym odstąpił od blatu i ze swoim najlepszym uśmiechem oraz błyskiem w oku pozwolił się poprowadzić korytarzami do oczekującej na niego klientki.
Pani Rookwod, wreszcie mamy okazję spotkać się en personne — powitał czarownicę, szeroko rozkładając ręce. Nie wyciągnął dłoni, by uścisnąć jej. Delektował się momentem. Patrzył na ubiór, w którym go odwiedziła. Widział dobrej jakości tkaninę, a im bliżej podchodził, także i mocne, niezawodne szwy. Zatem nie była to próba zdobycia czegoś za darmo i Sigrun Rookwood było stać na jego usługi. Wspaniale!
Tędy proszę — wskazał dłonią na korytarz, gdy wreszcie postanowił wyciągnąć ku niej rękę. Silna postura czarownicy w pewien sposób mu imponowała. Nauczony rozpoznawania magii, czuł coś mrocznego i niebezpiecznego; prawdopodobnie w okolicy ramiona i to właśnie tam spojrzał zaciekawiony, łapiąc się na tym, że miał tu do ubicia interes. Kolejny wspaniały projekt rozsławiający gust i smak Parkinsonów! — Tędy, zapraszam — powtórzył, odwracają się na pięcie, by wreszcie poprowadzić Sigrun w stronę pracowni. Szczęśliwie ta nie znajdowała się w piwnicy ani tym bardziej na parterze. Pierwsze piętro na tyłach doskonale spełniało swoją zaciszną rolę, gdzie wreszcie wpuścił gościa, podsuwając dla czarownicy stołek. Samemu oparł się o pochylony blat kreślarski, zasłaniając nieco swoją sylwetką swe numerologiczne rozważania.
Bardzo dobrej jakości skóra tebo — podjął lekko, nie chcąc, by milczenie między nimi trwało zbyt długo. — Zakładam, że pani wiedza o moich bardziej niszowych talentach nie wzięła się znikąd. Oczywiście nie będę pani męczyć, kto taki polecił mnie. Zamiast tego zapytam, jakiego rodzaju szatę chciałaby pani uzyskać z tych skór? Wybór nieprzypadkowy, jak rozumiem. — Pytanie zawisło w powietrzu, a wzrok Edwarda w całości spoczął na czarownicy. Obserwowanie jej w tym momencie było kluczowe. Tak wiele mógł dowiedzieć się, nie tylko z ust, ale i z ciała. Machnięciem różdżki przywołał do siebie szkicownik oraz pióro. W kilku prostych ruchach nakreślił jej sylwetkę obleczoną ubraniem. I słuchał.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Strefa prezentacji [odnośnik]06.09.21 17:28
Ledwie wyciągnęła z kieszeni szaty swoją srebrną papierośnicę i już miała ją otwierać, by wyciągnąć z niej jednego papierosa - własnoręcznie skręconego, czasy były ciężkie, a tytoń coraz trudniej dostępny, nawet jeśli na przedramieniu nosiło się Mroczny Znak - gdy usłyszała swoje nazwisko padające z męskich ust. Głos zabrzmiał obco, przyjemnie jednak dla ucha, czarownica odwróciła się w jego kierunku natychmiast, spojrzeniem brązowych oczu odnajdując przystojną twarz młodego arystokraty o uśmiechu tak czarującym, że mógłby wygrać plebiscyt magazynu Czarownica, o którym napisał w listownej odpowiedzi. Prezentował się tak jak Sigrun się tego spodziewała po kimś, kto trudnił się projektowaniem szat (głównie dla arystokracji) - niezwykle elegancki i szykowny. Odwzajemniła ten uśmiech, decydując się ostatecznie zamknąć papierośnicę i wsunąć ją do kieszeni swojej szaty; czuła na sobie oceniające spojrzenie lorda Parkinson, uważnie przyglądającego się temu, co Rookwood miała na sobie. Zaraz jak to brzmiało? Nie szata zdobi czarodzieja? Gdyby ktokolwiek powiedział to w Domu Mody Parkinson głośno, najpewniej zostałby po prostu wyśmiany. Była tego świadoma, dlatego przyodziała się w jedną ze swych najlepszych szat.
- Lordzie Parkinson, niezwykle cieszę się, że zgodził się pan na to spotkanie - odpowiedziała Sigrun, opuszczając ręce wzdłuż ciała, skoro nie podał jej dłoni w ramach przywitania. Inni Rycerze Walpurgii, nawet ci szlacheckiego pochodzenia, nie mieli już oporów, by to zrobić - a jednak Edward ją zaskoczył. Wyciągnął ku niej dłoń, ona ją uścisnęła, uścisk zaś miała dość mocny jak na kobietę, choć może ciężko było mu to ocenić - zapewne ilość czarownic, którym w życiu uścisnął dłoń mógł policzyć na palcach. Zmrużyła lekko oczy, kiedy spojrzał na jej lewe przedramię, okryte długim rękawem, nic jednak nie powiedziała. Wymruczała ciche podziękowanie, gdy zaprosił ją do swojej pracowni i ruszyła we wskazanym kierunku. W sali prezentacji nie było nawet miejsca, aby usiąść.
- Będę z panem szczera, lordzie Parkinson, nie czytuję raczej Czarownicy - odpowiedziała powoli Sigrun, z ciekawością rozglądając się po pracowni arystokraty, jakby szukała czegoś, co mogłoby ją zainspirować. - Słyszałam, oczywiście, o projektach Domu Mody Parkinson, są zachwycające - skłamała gładko; zachwycające może i były, ale w większości zdecydowanie nie w jej stylu. Nie wyobrażała sobie samej siebie w tiulowej sukni jaką widziała kilka chwil wcześniej w sali prezentacji. - Pański kuzyn, lord nestor Tristan Rosier, chociażby ma wysokie mniemanie o pańskich projektach - zdradziła mu, choć zapewnił, że nie będzie pytał kto jej go polecił - może jednak lepiej, aby wiedział? - Tak, skóra tebo jest pierwszorzędna, znam dobrego handlarza. Słyszałam, że jest bardzo wytrzymały i odpowiednio zaczarowany bardzo dobrze chroni. Wie pan, zawodowo tropię wilkołaki, potrzebuję więc szaty... do zadań specjalnych. Jak tarczy. Dlatego chciałam zwrócić się do kogoś, kto jest mistrzem tej dziedziny - wyrzekła, zwracając spojrzenie ku lordowi Parkinson i uśmiechając się kącikiem ust. Nagle przypomniała sobie o czymś. - Och, zapomniałabym... - chwilę grzebała w skórzanej sakwie, zanim wyciągnęła drugi pakunek, który przekazała w ręce lorda Parkinson, aby go ocenił. Po odwinięciu materiału mógł tam odnaleźć goblini galon. - Wspomniany handlarz miał też to. Ponoć można tego użyć, aby wzmocnić taką szatę. To prawda, lordzie Parkinson?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Strefa prezentacji [odnośnik]17.10.21 0:05
Edward zdawał się nie przejmować tym, że odpowiedź odnośnie jego ulubionego czasopisma pozostała negatywna. Nie dał po sobie poznać lekkiego rozczarowania, niezmiennie prezentując sobą doskonały przykład lorda niewzruszonego, a wprost przeciwnie: oczarowanego samym sobą i zachwyconego, że kolejna osoba obcowała z jego pięknym obliczem. Uśmiechnięty zerknął na Sigrun, kiwając lekko głową w ramach potwierdzenia.
Nic, czego nie można by nadrobić w wolnym czasie, czyż nie? — Zapytał lekko, nie oczekując odpowiedzi. Pozostawał we własnym wyobrażeniu nieomylny, jeśli chodzi o złote rady redakcji Czarownicy, choć do dziś nie przełknął listownie wymierzonego policzka przez tego, kto śmiał zapytać o jego pasje w dziedzinie literatury. Na samą myśl ogarniała go złość, uśmiech lekko przygasał, a spojrzenie nabierało ostrości, której przecież nie mógł pokazywać przy przyjmowanym właśnie gościu.
Ach, Tristan, naturalnie. Mój drogi kuzyn, mam nadzieję, że naopowiadał pani zbyt wiele na mój temat — zagaił, przemierzając kilka kroków w stronę kwadratowego podestu, na którym stał manekin z upiętymi tkaninami będącymi przymiarką do jednej z sukien planowanych na wiosenną kolekcję. Choć termin prezentacji dla pospolitego czarodzieja wydawał się odległy, to Edward doskonale wiedział, że pierwsze prezentacje odbywały się za zamkniętymi drzwiami domów mody i co lepiej sytuowanych butików na całym świecie zdecydowanie wcześniej. Publika jak zwykle dowiadywała się ostatnia, gdy wszelkie decyzje o krojach, fasonach, rodzajach podszewek i dodatków zapadły, i zostały zatwierdzone przez najważniejsze autorytety dziedziny mody. Edward, naturalnie, sam siebie postrzegał jako niezaprzeczalnego eksperta w tej kwestii i cieszył się, gdy inni utwierdzali go w tym, korzystając z jego usług. Najzwyklejsze konsultacje, przymiarki czy wreszcie zamówienia czyniły go niezrównanym mistrzem. I to właśnie zamierzał udowodnić pani Rookwood w trakcie tego spotkania. Nie było lepszego wyboru niż Edward!
Owszem, to bardzo dobry handlarz tkanin — przytaknął, zwolniwszy miejsce na podeście. — Proszę zdjąć wierzchnie okrycie. Zdejmę z pani miarę. — Podjął, wskazując na podwyższenie. W milczeniu odwrócił się do czystego manekina, który ustawił obok jako dodatkowy model. Następnie przemierzył spory kawałek pracowni do ściany z półkami, gdzie znajdowały się panele tkanin służących do tworzenia wstępnych wykrojów. Edward nie tworzył na żywo, korzystając z materiału, który miał lśnić. Setki drobnych zmian czynionych w trakcie prowadziły do niszczenia, do powstania szwów niedostatecznie mocnych i trwałych, co w przypadku zaklętych szat miało o tyle duże znaczenie, iż najmniejsze rozejście nici zaburzało spójny przepływ magii oraz magicznych właściwości w tkaninie i nawet wytrzymała skóra tebo okazałaby się bezużyteczna. Prawdziwe marnotrawstwo, ot co.
Ooooch, goblini galon — zaregaował, rozpakowując dodatkowy pakunek. — Nieczęsty gość w moich rękach, muszę przyznać. Większość moich przyjaciół obywa się bez niego, a jego obecność zdaje się zmieniać wszystko, pani Rookwood. Szata zostanie potraktowana z należytym szacunkiem i priorytetem. A teraz przymiarki! — Zakończył podekscytowany, odłożywszy galon na blat, po czym zabrał z niego odpowiednie miarki, taśmy, podkładkę z kawałkiem pergaminu oraz pióro. Odczekał stosowny moment na zajęcie przez Sigrun miejsca i zabrał się do rozwijania pierwszej z miar, którą powoli objął biodra czarownicy, następnie uda, talię oraz biust. Stosowne wartości zanotował na pergaminie i przystąpił do dokładnego mierzenia obwodu nadgarstków, długości ramion, szerokości barków, krzątając się wokół Sigrun dobrych kilkanaście minut, w trakcie których dystans między nimi zmieniał się ledwie o cale. Edward lubił czuć kontakt ze swoimi modelami i modelkami. Lata praktyki takiej pracy stały się nawykiem, z którym nie walczył, doświadczając ciepła oraz magicznej prezencji innej osoby. Gdy się odsunął, jeszcze przez kilka chwil czuł pewną aurę, z wolna otrząsając się z niej, nim ponownie zabrał głos.
Mamy dość materiału, by wykonać solidny płaszcz — powiedział. — Oczywiście pogoda obecnie nie dopisuje i zbyt długie przebywanie na zewnątrz nadal będzie dokuczliwe. Mniej, jednak nie unikniemy tego. Mogę jednak dołożyć wełnę abraksana, jeśli jest pani zainteresowana. Znacznie wzmocni wewnętrzną część szaty, a dodatkowo będzie cieplejszy. I stłumi wszelkie bolesne upadki. — Wygłosił, powoli cofając się do skór tebo leżących na stole oraz gobliniego galonu. Nowym piórem, ze specjalną metalową końcówką począł kreślić formy na rozłożonych materiałach do pierwszych przymiarek. Projekt, który widział własnymi oczami, głównie w wyobraźni, nabierał pierwotnego, nieco niezbyt konkretnego kształtu, Kilkanaście minut później sunął krańcem różdżki, szepcząc pod nosem zaklęcia tnące, kolejne minuty po spędzając na wstępnym spięciu fragmentów w projekt.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Strefa prezentacji [odnośnik]28.10.21 20:29
Nie dostrzegła lekkiego rozczarowania po lordzie Parkinson, niezbyt uważnie nawet mu się wówczas przyglądała, zaaferowana mnogością barw, tkanin, niezwykłych szat i ich fasonów wokół. Komnata ta, tak pełna przepychu i strojów, różniła się od wszystkich, w których dotychczas miała okazję gościć. Czuła się niczym Alicja, która wpadła do dziury krainy czarów - czarów modowych; a zatem wyobcowana. Niczym intruz. Intruzem chyba naprawdę była, pasowała tu jak pięść do nosa. Nie czytywała ani Czarownicy, ani nie nosiła podobnie fantazyjnych strojów. Lord Parkinson rzeczywiście miał prawo czuć się rozczarowany podobną klientką, lecz i sama Sigrun ukrywała przed nim swe prawdziwe myśli, zachowując beznamiętny wyraz twarzy, bądź przywołując na usta lekko ironiczny uśmiech.
- Naturalnie, lordzie, kobieta taka jak ja na pewno znajdzie w Czarownicy wiele cennych porad - odpowiedziała pogodnie, starając się, by do tonu głosu nie zakradła się nawet nutka kpiny; nie zamierzała urazić swego rozmówcy, który zdawał się nie dostrzegać, że już na pierwszy rzut oka Sigrun sprawia wrażenie kogoś, kto Czarownicą to raczej pali w piecu, niż zaczytuje się w poradach miłosnych Wilhelminy.
- Wyrażał się o panu wyłącznie w samych superlatywach - odrzekła Rookwood, tym razem nawet nie kłamiąc; z ust lorda Rosiera rzeczywiście padły pochwały pod adresem umiejętności i talentów kuzyna, jednakże nie rozmawiali o nim za wiele, ograniczył się wyłącznie do rekomendacji. Nie było innych powodów, by miał akurat z nią dyskutować o osobie krewnego, niezwiązanego z Rycerzami Walpurgi... Nie spotykali się towarzysko (już), mieli zdecydowanie istotniejsze tematy do rozmów.
Potrzebowała krawca, który nie tylko uszyje coś, w czym będzie jej wygodnie, lecz przede wszystkim - zaczaruje to odpowiednio, tchnie w materiał prawdziwą magię, wydobywając zeń naturalne właściwości skór.
- W porządku - przytaknęła. Zbieranie miar nie było Sigrun całkiem obce. To nie tak, że ubierała się przecież w byle co. Bywała u krawców, lecz raczej na ulicy Pokątnej, nic wyjątkowego. Bez cienia skrępowania ściągnęła z siebie tunikę i koszulę, którą miała pod spodem, zostając w cienkiej halce, aby lord Parkinson mógł zdjąć miarę. Zdjęła za dużo? Może. Na twarzy czarownicy nie było jednak widać ani cienia wstydu. Przypatrywała mu się uważnie. Nie spodziewała się, żeby lord, profesjonalista spojrzał na nią nieodpowiednio; nawet gdyby to jednak uczynił, to nie czułaby się skrępowana. Sigrun Rookwood należała do kobiet bezwstydnych.
- Przyznam, że niełatwo było to od handlarza wydrzeć. Niemało też kosztowało, ale zależy mi, by szata była wytrzymała. Przyznam, że wiodę... bardzo intensywny tryb życia, powiedzmy - odpowiedziała, wciąż stojąc nieruchomo na podwyższeniu; nie sprawiało jej to problemu, nie należała jednak do osób cierpliwych. Mijały kolejne minuty, lord Parkinson krzątał się wokół niej, mierząc chyba każdy cal jej ciała, a ona marzyła, aby zapalić jeszcze jednego papierosa. Mężczyzna wydawał się bardziej podekscytowany projektem, niż ona sama. Właściwie bardziej niż większość czarownic jakie znała. Naprawdę ekscentryczny czarodziej. Nie znała za wielu takich mężczyzn.
- Płaszcz byłby najodpowiedniejszą opcją - przyznała Sigrun. Zmarszczyła brwi, zastanowiwszy się nad jego słowami; w istocie płaszcz z samej, cienkiej skóry mógł nie być najodpowiedniejszym odzieniem na tak surową zimę. Słowa Edwarda wzbudziły w niej jednak zainteresowanie. Abraksany miały grubą sierść, która chroniła je przed zimnem, dobrze znała te stworzenia, szczególnie często wykorzystywane na północy. To dobrze wróżyło. - Podszyty taką wełną... brzmi naprawdę obiecująco. Z chęcią na to przystanę. Większe znaczenie ma dla mnie praktyczność, lordzie Parkinson. Chciałabym, by nie krępował ruchów - wyrzekła. Chyba jako jego klientka mogła nieco pomarudzić i pokręcić nosem?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Strefa prezentacji
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach