Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
wiosna, 1947
AutorWiadomość
wiosna, 1947 [odnośnik]25.03.16 19:53
Podobno to wiosna jest czasem budzącego się życia, rodzącej się na nowo przyrody i kwitnącej nadziei. Dla mnie oznaczała przede wszystkim powrót do normalnego harmonogramu treningów Quidditcha. Śnieg już nie zalegał na murawie, a bramek nie okalał szron. Dni były coraz to dłuższe, a temperatura coraz wyższa. Z każdym dniem trudniej wysiedzieć mi w ławce, aby wsłuchiwać się w monotonny głos nauczyciela opowiadającego historię magii. Słowa przepływały w powietrzu niczym wirujące drobinki kurzu, a ja błądziłem myślami zupełnie gdzie indziej. Nie wyobrażałem sobie czarodziejskich bitew, w których trup słał się gęsto, chociaż zazwyczaj naprawdę lubiłem te opowieści. Teraz moje myśli krążyły wysoko w górze, blisko błękitnego, wiosennego nieba usłanego barankami obłoków oraz pierwszych, nieśmiałych promieni słońca. Nie mogłem się doczekać końca lekcji.
Każdy trening był nie tyle ciężką pracą, co przednią zabawą. Uwielbiałem to robić, z każdym kolejnym razem mocniej kochałem latanie na miotle. Kolejny celnie odbity tłuczek napawał mnie jeszcze większą satysfakcją i upewniał w przekonaniu, że nigdy mi się to nie znudzi. Wiedziałem, że właśnie to chcę robić w przyszłości. Nie myślałem o tym, że rodzinie się to nie spodoba. Na niebie, w przestworzach liczyło się tylko to. Byłem niepokonany, nieograniczony, wolny, a myśl zbliżającej się okazji do pokazania gryfonom, gdzie ich miejsce napawała mnie radością.
Koniec treningu mimo wszystko wiązał się z pewną tęsknotą, rodzącym się na nowo oczekiwaniem na najbliższą okazję do wzbicia się w przestworza. Jednak póki miałem, dla kogo stąpać po ziemi nie żałowałem ani trochę. Tym razem po szybkim prysznicu nie skierowałem swoich kroków do pokoju wspólnego, żeby spotkać się z Allison. Dziś czekała mnie podróż pomiędzy zakurzone regały biblioteki, gdzie czekać miał na mnie pewien zaczytany krukon. Chociaż dam sobie rękę uciąć, że dziś wynurzył głowę ze swojego książkowego schronu i mignął mi pomiędzy widzami dzisiejszego treningu. Zaraz się przekonam, bo chociaż biblioteka nie należy do moich ulubionych miejsc to zdarza mi się tu pojawiać. Nie przez wzgląd na znajomość topografii tego miejsca udaje mi się znaleźć przyjaciela tak szybko. To bardziej instynkt kieruje mnie we właściwym kierunku, ciekawa sprawa.
- Oczy Ci wypadną od tego czytania, Prince. - Pałka, która jeszcze niedawno widowiskowo rozgramiała tłuczki ląduje na stronach księgi, którą Amodeus tak żarłocznie pochłania. Nie sądzę, żebym inaczej był w tanie przyciągnąć jego uwagę. Chyba wszystko przegrywa w starciu z książkami.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]25.03.16 20:37
Kiedy to ostatni raz cieszyłem się na przybycie wiosny? Tak naprawdę, z głębi serca. Oczekiwał jej, drepcząc niecierpliwie gołymi stopami pod stołem, irytujący tym niezmiernie matkę, która jednak nie powiedziała nic na ten temat. Wywołując radosny uśmiech ojca, który dobrze wiedział, czego ma się spodziewać, co takiego zamierzam robić przez zbliżająca się wielkimi krokami porę roku. Uciec gdzieś, w tylko dobrze sobie znane miejsce, schować się przed światem, spędzałem całe dnie przesiadując w jakiś dzikich krzakach z torbą wypełnioną po brzegi zapasami, ale przede wszystkim, książkami. Niestety, te czasy już dawno minęły dla mnie. Wiosna zaczęła oznaczać co innego, nieuchronny koniec, ostatnie miesiące, poprzedzające wakacje, których obecnie nie cierpiałem. Nie żeby wcześniej był jakimś wielkim miłośnikiem. Złośliwe słońce, które postanawia wychylać się zza wiekuistych, angielskich chmur, rażąc niemiłosiernie mą wrażliwą skórę. Coś takiego jak zwyczajne przesiadywanie na dworze, stawało się dla mnie zmorą, największą torturą. Teraz, teraz dochodziła do tego rozłąką. Z ukochanym Hogwartem, światem magii, do którego tak łatwo przywyknąłem, z drogim mi przyjacielem, jedyną osobą, którą tak naprawdę polubiłem. Oczywiście, poza moją młodszą siostrzyczką. Przynajmniej ona mi pozostanie. Może tym razem uda mi się czegoś ją nauczyć, odciągnąć od tych niepoważnych stworów, które i tym razem z pewnością sprowadzi do domu.
Fakt, niby były jakieś plusy z ocieplenia się klimatu. W szkole robił się mniejszy tłok, wszyscy uciekali na rozgrzane w słonecznych promieniach Błonie. Rozpoczynały się treningi quidditcha. Znaczy, to nie tak, że wcześniej ich nie było. Były, sam jestem światkiem, przecież je oglądałem. Ale teraz? Pojawią się gapie, wśród których miło jest się ukryć. Nie chcę znów wysłuchiwać bezsensownych narzekań Ślizgonów. Nie każdy jest taki jak oni, wszędzie dopatrują się podstępów, jakby nie mogliby się już przyzwyczaić, że przychodzę tam tylko dla Sørena, a nie aby podkraść im jakieś bardzo, ale to bardzo ważne strategie. Gdyby więcej czasu poświęcali na treningi, a nie snucie domysłów, to nie musieliby zadręczać tych swoich gadzich główek takimi problemami.
Delektowałem się ciszą, wszędobylską samotnością, która rozlewała się po pustej bibliotece. Widzicie, mówiłem, spokój, jakiego zimą nie można zaznać. Niby wtedy też ich za wielu nie ma, aż dziw bierze, że połowa z tych obiboków nie wyleciała jeszcze ze szkoły. Ich strata, więcej książek dla mnie. Przynajmniej nikt nie zobaczy mojego małego podstępu z podmianą okładek. Och, nie ma co się oburzać, przecież to taka niewinna sztuczka, książka na niej nie ucierpi. Chociaż miałem pozwolenie od Profesora Slughorna, to jednak nieswojo się czułem, czytając tak... jawnie księgi z Działu Zakazanego. Dlatego też rzuciłem prosty urok, a zakurzona okładka czarno magicznej księgi zamieniła się w... Cóż, zakurzoną, mniej ciekawy odpowiednik o teorii krzyżowej transmutacji.
Miałem ochotę krzyknąć, lecz jednak tego nie zrobiłem. Po pierwsze i najważniejsze, nie wypadało mi podnosić głosu w bibliotece. Nie, nie przeszkodziłbym komuś, a naraził się bibliotekarce, która potrafiła być całkiem straszna. Dwa, nie chciałem dawać tej satysfakcji niezapowiedzianemu gościowi. Dlatego też poczekałem, licząc powoli do trzydziestu, udając że dalej czytam podniszczony wolumin. Dopiero kiedy skończyłem odliczać, w ślimaczym tempie odwróciłem głowę znad kartek, wlepiają wzrok w przyjaciela.
- Panie Avery... - wycedziłem przez zęby dość chłodnym tonem, dokładnie tak jak sobie zaplanowałem chwilę wcześniej. - Czyżby w domu nie wpojono Panu żadnych manier? - kontynuowałem swe małe przedstawienie, choć nie potrafiłem powstrzymać się przed zadziornym uśmieszkiem, to mój ton dalej pozostał co najmniej oziębły.



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]26.03.16 1:33
Chyba każdy będąc małym, irytującym berbeciem lub też troszkę większym dzieciakiem cierpiał na taką przypadłość. Na wiosnę. Właściwie na niecierpliwe, pełne podniecenia oczekiwanie na nadejście tej pory roku. Na roztopy zszarzałego śniegu, z którego nie da się już zrobić bałwana, na krzaki zielone od liści, w których można zrobić bazę czy po prostu na zwykłe ciepło. Dla mnie oznaczało to upragnioną możliwość opuszczenia murów domu. Chociaż zimą nie cierpiałem na nudę wymyślając z Allie miliony zabaw na minutę to zawsze czegoś brakowało. Od kiedy nauczyłem się poprawnie siedzieć na miotle była ona dla mnie ulubionym synonimem spędzania wolnego czasu. Od najmłodszych lat pokochałem uczucie towarzyszące wznoszeniu się w przestworzach. Nie można było tego porównać z niczym innym. Wielce ubolewam nad faktem, że Amadeus nie podziela mojej opinii. Wielokrotnie próbowałem go przekonać, ale w jego prywatnej hierarchii zawsze wygrywały książki. Oczywiście jeśli mówimy o przedmiotach. W innym konkursie pierwszeństwa zdecydowanie znajdowaliśmy się nawzajem na podium. Wciąż nie mogę do końca uwierzyć, że udało mi się odnaleźć kogoś kogo mogę nazwać mianem przyjaciela z całym bagażem odpowiedzialności niesionym przez ten termin. Minęło już tyle czasu, a nasze ścieżki się nie rozminęły mimo tych wszystkich różnic. Domu czy statusu krwi.
- Lordzie Avery - poprawiam go z rozbawieniem w głosie skoro już bawimy się w tytułowanie. Nigdy jakoś specjalnie nie obchodziło mnie jaki wyraz ma stać przed moim nazwiskiem, ale czasem okazuje się to całkiem przydatną rzeczą. Tym bardziej, że nie muszę się martwić o przypadkowe urażenie. Co jak co, ale na to znamy się za dobrze. Dlatego z czystą satysfakcją chłonę widok zaskoczonego przyjaciela. W końcu nie często udaje mi się podejść tego czujnego obserwatora. - I owszem, panie Prince, odebrałem w domu rodzinnym staranne wychowanie. - Szczerzę zęby i zabieram okurzony przedmiot z jego ukochanej książki. Akurat na tym polu wolę nie wchodzić mu w rachubę. Rzucam pod stolik swoją torbę, miotłę oraz pałkę, aby nikt przypadkowo się o nie nie zabił. Następnie zajmuję miejsce na krześle na przeciwko przyjaciela i przyglądam się to jemu, to trzymanej przez niego książce. Nie poruszam jednak tematu na pewno szalenie porywającej lektury, którą mu przerwałem. - Widziałem Cię na trybunach - rzucam, unosząc brew ku górze w wyrazie niemego pytania. Tłumacz się, Książę.

[bylobrzydkobedzieladnie]


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you




Ostatnio zmieniony przez Søren Avery dnia 26.03.16 17:18, w całości zmieniany 1 raz
Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]26.03.16 13:03
Oczywistym było, że czekałem, wciąż wpatrzony w twarz przyjaciela, który tak dobrze zwykle skrywał swe emocje. Rzecz jasna, nie przy mnie. Zobaczenie wesołego Sørena było ekskluzywnym przywilejem, zaszczytem, który spotykał niewielu ludzi. Na całe szczęście, ja do nich należałem. Wywołanie nawet najmniejszego pęknięcia w jego chłodnej masce stało się dla mnie czymś... Pożądanym. Uwielbiałem oglądać te drobne promyki radości, które przebijały się przez jednolity wyraz, zawsze ten sam, chłodne znudzenie gburowatego szlachcica. Zabawne, w końcu ja też nie należę do ekstrawertyków, którzy nie mają problemów z wyrażaniem siebie. A teraz mam czelność wypominać to komuś? Mógłbym to nazwać hipokryzją, lecz tego nie zrobię. Już ja dobrze wiem, co tam się kotłuje w tym jego zakutym łbie. Pewnie sam teraz obgaduje mnie ze sobą.
Uśmiechnąłem się niewinnie, nieświadomie naśladując paskudnego, wyliniałego potwora, którego moja matka śmie nazwać domowym pupilem. Nawet nie zdaję sobie sprawy, jak bardzo potrafię go przypominać. Na przykład teraz, uśmiechając się niczym ten leniwy kuguchar, który zwykł w myślach torturować myszy, bo na żywo mu się nie chciało, przecież to trzeba było by się ruszyć. Tak, uśmiech mój niewiele miał wspólnego ze szczerymi intencjami, był prostą zapowiedzą nadchodzącej zagłady. Ktoś tu chyba zapomniał, że ze mną nie staje się w słowne szranki.
- Czy Lord zdaje sobie sprawę, że w hierarchii znajduje się dużo niżej od Księcia? - powiedziałem to jakby od niechcenia, w ogóle nie ciesząc się z tego, że mój przyjaciel tak łatwo dał się złapać w zastawione sidła. - Zdaję się, że niewiele Pan z tego przyswoił, niczym ostatnią lekcję Historii Magii - urwałem, delektują się satysfakcją, która miała nastąpić przed zadaniem ciosu. - Którą przesiedział Pan, wpatrując się w okno. Zapewne rozmyślając na temat, ile to Ślizgonek przyjdzie na następny mecz.
Uniosłem nieco brew, przyglądając się temu co właśnie robił. Czyli że nie przegonię go z biblioteki, a z mej fascynującej lektury nici? Ech. Westchnąłem ciężko, przymykając przy tym książkę, zaznaczając palcem miejsce, na którym skończyłem. Odwróciłem wzrok, kiedy usłyszałem, co takiego miał mi do powiedzenia.
- W twoim śnie?
Moje spojrzenie powróciło do niego, całkowicie wyzbywając się uczuć, które zaskoczyły mnie tuż przed chwilą. Nie było to żadną tajemnicą, więc czemu powiedział to tak, jakby było w tym coś złego?



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]26.03.16 20:52
To chyba weszło mi w krew, że przy nim nie muszę się pilnować. Przy Amodeusie wyzbyłem się tej przesadnej uwagi na to co mówię i robię. Nawet nie zauważyłem, kiedy po prostu mu zaufałem. Przestałem się doszukiwać w jego czynach podtekstów, doszukiwać się, jakie korzyści chce pozyskać przez znajomością ze mną. Odkryłem, że za zwyczajową mgiełką kpiny i sarkazmu kryje się po prostu czysta sympatia, zwykła, bezinteresowna przyjaźń. Posiadanie osoby innej niż siostra, przy której mogę być po prostu sobą jest bardzo dobrą rzeczą. Przecież nie można robić wszystkiego z siostrą, nawet najdroższą bliźniaczką. Na przykład walczyć na słowa, a w moim przypadku raczej przegrywać.
Rytuał wygodne umoszczenia się na krześle i perfekcyjnego ułożenia prawej kostki na lewym kolanie sprawił, że nie zauważyłem tego charakterystycznego grymasu, uśmiechu zwiastującego zadanie idealnego ciosu. Krzywię się więc nieznacznie słysząc jego uwagę, ale zaraz zbieram się w sobie, aby nałożyć na twarz maskę idealnego spokoju. Cóż, tu mnie ma, nie mogę zaprzeczyć, że nie pomyślałem o tym w takiej kategorii. Jednak w końcu jesteśmy przyjaciółmi, żeby się w pewnych kwestiach uzupełniać. On jest bardziej wygimnastykowany umysłowo, a ja fizycznie. Pełna równowaga.
- Czyż nie w gestii Księcia jest utrzymywać swój lud w niewiedzy? - pytam pukając się wskazującym palcem w usta jak gdybym rozważał tę kwestię w głębokim zamyśleniu. - W końcu motłochem łatwiej rządzić. Czy może się mylę?- Unoszę lekko brew i mrużę oczy przyglądając mu się w skupieniu. Mam wrażenie, że nie prowadzimy zwykłej rozmowy, a wyjątkowo zaciekłą partię szachów czarodziejów. - Doping ślizgonek jest bardzo istotną kwestią w zagadnieniu motywacji zawodników - rzucam jeszcze pogodnym tonem. Widocznie Amodeus zauważył moje dzisiejsze zamyślenie. Prawdę mówiąc mało czego to on nie zauważał. Jak gdyby miał oczy i uszy dookoła głowy, niezwykłe. Na szczęście dla mnie, bo będę miał, od kogo przejrzeć notatki, gdy przyjdzie nam rozliczyć się z wiedzy z tego zagadnienia. Wiem, że mi ich nie pożałuje.
Mój uroczy przyjaciel jest widocznie niepocieszny, że przeszkadzam mu w lekturze, co napawa mnie jeszcze większą radością. Lubię mu od czasu do czasu poprzeszkadzać. Gdyby nie ja i jego siostrzyczka chyba tylko te opasłe tomiszcza byłyby jego przyjaciółmi, trochę socjalizacji mu nie zaszkodzi.
- Nie, na szczęście ostatnio nie mam koszmarów - mówię bez krzty złośliwości. Czubkami palców wybijam na nodze niesłyszalny rytm, gdy znów na niego spoglądam. - Myślałem, że po lekcjach od razu się tu zaszyjesz. Raczej ciężko czyta się na trybunach. - To doprawdy miłe, że się pofatygował, nie spodziewałem się. Jestem więc ciekaw, co podkusiło go do wejścia w paszczę ślizgonów.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]26.03.16 21:55
Nie miałem w zwyczaju nie zwracać uwagi na mego rozmówcę, w porównaniu do mojego bliskiego, żeby nie powiedzieć jedynego przyjaciela. Nie moją winą było, że tak wiele można było wyczytać z ludzkiej twarzy, prostych gestów, które tak często pozostają niezauważone. Drobny ruch ramion, sposób w jakich nabiera się powietrze, ułożenie rąk. To że miałem niewielkie problemy z wprowadzeniem tej wiedzy w praktykę, nie zmieniał faktu, iż mogłem wyciągać wnioski z cudzych błędów, i ile mogę to tak ująć. Cóż, twój błąd Sørenie, że dałeś się tak łatwo podejście. Mogłeś zwracać uwagę na coś innego, niż na swą zajmującą osobę. Przynajmniej zdążyłbyś się wycofać z godnością z tego... Nie, pojedynkiem tego nie śmiem nazwać, w końcu to bardziej przypomina jednostronną rzeź. Nie moja wina, żeś poświęcał czas na treningi bicepsów, a nie rozwijanie zaniedbanego mózgu. Teraz błagaj o litość, jak na przegranego przystało. Nie żeby mnie to cieszyło czy coś. Przecież nie czerpię z tego najmniejszej przyjemności, skąd! Że niby zemsta za ostatnią lekcję eliksirów? Pff, oszczerstwa i łgarstwo. Nie moją winą było to, iż miałem jakiś felerny kociołek, a mój napar słodkiego snu tak jakby zważył się i wybuchł jednocześnie! Przynajmniej zacząłem wszystko od nowa oraz wyrobiłem się.
- Czasami zastanawiam się, czy podczas któregoś z licznych treningów nie dostałeś tłuczkiem w głowę, co skutkowało takim efektem... - jakby od niechcenia wskazałem wolną dłonią na jego twarz, nie żeby coś było z nią nie tak. - A może to choroba, którą zaraziłeś się w dzieciństwie od trolli? - machnąłem dłonią, jakbym rozganiał nieprzyjemny, nieistniejący smród. Bo trolle śmierdzą, prawda? Może nigdy nie widziałem żadnego na żywo, ale tyle i wiele więcej o nich wiem.
Prychnąłem cicho, kiedy usłyszałem wzmiankę o roli rozwrzeszczanych Ślizgonek, które miały motywować przyjaciela. Jakoś nigdy nie rozumiałem tej zagadkowej przypadłości, na którą cierpieli dojrzewający chłopcy. Czyżby coś mnie ominęło, bo jakoś nie odnajduję niczego przyjemnego w bandzie dziewczyn, która dosłownie ślini się na widok "niezwykle przystojnego, młodego panicza Averego, hihihi". Merlinie, okaż łaskę i obdaruj te biedne dziołchy chociaż odrobiną rozumu. Ciekawi mnie, czy moja siostrzyczka też zacznie się tak zachowywać? Na razie jest na etapie ogólnego zachwytu magią oraz jednorożcami, co nie ukrywam, cieszy mnie niezmiernie. Ale czy w przyszłości... Morgano! Chyba bym sobie oczy wydłubał.
Zerknąłem na niego niepewnie. Trochę mi wstyd było, że zapomniałem się we słanych myślach i przestałem zwracać na niego uwagę. Przynajmniej one dotyczyły jego, poniekąd, więc nie powinien się gniewać. Nah, pewnie nawet nie zauważył, dalej kontemplując nad dziwnie zachowującym się tabunem bab.
- Chyba ustaliliśmy już, że myślenie nie jest najmocniejszym z twych atutów, prawda? - usilnie starałem się zabrzmieć poważnie i ozięble, a me wysiłki spaliły na panewce, jakoś nie mogłem powstrzymać wesołego uśmieszku, a przez mój głos ciągle przewijała się nutka wesołości. - Jakby to wyglądało, gdyby twój największy fan nie pojawił się na pierwszym, wiosennym treningu?
To nie tak, że odwróciłem swoją głowę, aby coś ukryć. Nie, nie poczułem się lekko niezręcznie, przyznając się do tej drobnej słabostki. Ten rumieniec to w ogóle nie jest z tym związany. Ja nie wiem, ogarnij się. Najchętniej to zasłoniłbym się trzymaną książką albo zapadł pod ziemię. O, to jest myśl.



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]27.03.16 15:42
Zdjętej maski nie sposób dostatecznie szybko założyć. Przyjaciel, ta wredna szuja, na pewno zauważył przemykający przez moją twarz grymas niezadowolenia. Krótkie wykrzywienie warg w wyrazie pełnej dezaprobaty, a może także i urazy. Owszem, lata przyjaźni nauczyły mnie przyzwyczajenia się do tych drobnych słownych żądeł, którymi regularnie raczy mnie kuć. Jednak jak nikt inny Amodeus potrafi swoimi uwagami przedostać się pod mój skrzętny pancerzyk i trafić w czuły punkt. W najmniej spodziewanym momencie, chociaż akurat teraz sam opuściłem gardę. Dlatego teraz przyodziewam się idealny spokój pozwalając sobie przez moment jedynie lustrować go wzrokiem. Dopiero po chwili, gdy już wiem, co chcę powiedzieć wydymam lekko wargi, demonstracyjnie pokazując swoją obrazę.
- Są pewne granice, proszę Księcia – mówię tylko, kończąc tę rundę naszej rozgrywki. Nie jestem pewien, kto tym razem wraca z tarczą, a kto na. Zresztą to nie istotne, bo kiedykolwiek bym tego nie wspomniał to dla niego zawsze będę tym, który przegrał. Podejrzewam u niego kompleks zwycięscy, jakiego nawet ja będąc graczem Quidditcha nie posiadam, ale nigdy mu o tym nie powiem. Zapewne z góry wyparłby się wszystkiego i jeszcze zdołał tak przekręcić, żebym to ja czuł się zakompleksiony.
Uśmiecham się natomiast słysząc jego reakcję na wzmiankę o żeńskiej części kibiców wężowej drużyny. Przyzwyczaiłem się do nich już dawno temu, jako do nieodłącznego elementu tego sportu. Co zresztą nie jest dla mnie do końca zrozumiałe, bo przecież w szeregach naszej grupy grają także dziewczyny, z przewagą chłopaków, ale zawsze. Naprawdę bawi mnie uraz Amo do tych radosnych, trochę rozwrzeszczanych, a na pewno pełnych szalejących hormonów dziewcząt. Traktuje je tak, jak gdyby były z innego świata, który koliduje z jego idealnie uporządkowaną krainą wiedzy. Dla mnie są raczej obojętne z drobnymi wyjątkami jak moja siostra na czele.
- Zazdrosny? - pytam ze śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Czyżby bał się utraty tytułu mojego kibica numer jeden? Uśmiech nie schodzi mi z ust także, gdy po raz kolejny próbuje mi zagrać na nerwach. Tym razem nie przegapiłem jego grymasu, zauważam, że tylko pozoruje swój wyniosły ton. Idąc jego śladem unoszę brwi wysoko, niemalże ku linii włosów. - Natomiast siła w pięści to mój zdecydowany atut - rzucam lekkim tonem, ale na mojej twarzy nie rysuje się żadna emocja. Nie udaje mi się jednak utrzymać tej maski na długo. Kąciki ust same unoszą mi się do góry, gdy widzę jakże uroczą reakcję Amodeusa na własne słowa. Może i odwrócił głowę, ale nie da się nie zauważyć kwitnącego na jego bladej twarzy rumieńca. Opuszczam nogę na ziemię, aby móc pochylić się nad stołem i oprzeć o niego splecione dłonie.
- No tak, inaczej na pewno nie poszłoby mi tak dobrze. - Nadal świdruję go wzrokiem, chcąc, żeby obrócił się z powrotem w moją stronę. Przecież nie ma się czego wstydzić, jest moim najlepszym przyjacielem, cieszę się za każdym razem, gdy widzę go w tłumie kibiców.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]27.03.16 21:04
- Nie do lordów należy ich ustalanie - puściłem mu oczko, w ogóle nie ukrywając mojego rozbawienia.
Przyjaciel czy nie, nie oznacza to, że powinienem mu pobłażać, ba!, właśnie z tego powodu zwykłem znęcać się nad nim. Dla jego własnego dobra. Na kogo by wyrósł, ten mój delikatny Søren, gdybym nie wystawiał go co jakiś czas na nasze małe, prywatne pośmiewisko. Potrzebował tego, równie dobrze jak ja. Jak mógłbym odmówić sobie przyjemności zmieszania z błotem zbyt wyniosłego paniczyka. Fakt, Avery nie do końca pasował do tego opisu, ale dlaczego? Oto jest pytanie! Na które oczywiście potrafię odpowiedzieć, bo przecież to me usilne zabiegi uświadamiają mu raz po raz, że nie jest królem tego świata, pępkiem naszej magicznej społeczności. Chociaż rozkrzyczane tabuny panienek starają się przekonać go, że jest inaczej. A to że czerpię z tego przyjemność? Cóż mogę rzec. Miło jest być w czymś lepszym, szczególnie od szlachcica. Mógł należeć sobie do uprzywilejowanej grupy społecznej, a w żyłach jego przodków magia mogła płynąć od setek lat, ale... Tutaj, przy mnie, był tylko Sørenem, a może i aż? Nic więcej jak przyjacielem, dobrym graczem quidditcha, jak na szkolne standardy, śpiochem co wiecznie przesypia historię magii, tłumacząc się, iż kolejne opowieści o powstaniach goblinów nie dotyczą naszych czasów. Był tylko człowiekiem, a moją powinnością stało się przypominanie mu o tym.
Prychnąłem oburzony. Jakbym miał o co być zazdrosnym! Naprawdę, nie pojmuję, co on takiego widzi w tych rozwrzeszczanych pannicach, co to śmią nazywać się fankami, a bardziej niż mecz je interesuje to, jaką fryzurę tydzień temu miał młody Avery. Czasami zaczynam żałować, że palenie czarownic było jedynie niepoważnym żartem. Znaczy, palili je, ale te biedne mugole nawet nie wiedziały, że ich tak zwane "ofiary" czerpały z tego więcej przyjemności, niż oni sami.
- Nie chcę wyjść na przemądrzałego Krukona - zawahałem się, chociaż dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że to tylko taka formalność, bo i tak zamierzam powiedzieć to, co sobie wymyśliłem. - Ale wiesz, że to nie w pięściach, które notabene się odmieniają, masz siłę albo powinieneś mieć, lecz w ramionach? - jakoś tak uśmiechnąłem się, tak trochę tryumfalnie.
Dopiero teraz zebrałem się w sobie i wróciłem mym wzrokiem ku jego twarzy. Nie do końca rozumiem, dlaczego przyznanie się do obecności na tym treningu, wywoływało we mnie takie uczucia. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, jakby przyłapanie mnie na czymś od razu wiązało się z czymś złym. Może to tylko przyzwyczajenie wyniesione z domu. Pewnie to to, tak, na pewno. Ale to nie przed matką przyznaję się do chwili słabości, a nim, moim cwaniackim przyjacielem.



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]28.03.16 2:00
Na kolejną odzywkę w wielkim stylu odpowiadam wymownym milczeniem. Podobno niektóre bitwy należy przegrać, aby móc wygrać wojnę, a cierpliwość jest mi bardzo dobrze znaną cechą. Nie mam zamiaru bawić się w przeciąganie liny na wyjątkowym grząskim dla mnie terenie, gdzie niezwykle łatwo mogę zaliczyć upadek. Pozwalam więc Amodeusowi święć tryumf w tym pojedynku, wiedząc, że to tylko jeden z wielu na naszej długiej drodze. Zarówno patrząc w przeszłość jak i przyszłość. Nie sądzę, żeby mogło być inaczej. Z ust każdego z nas padło już wystarczająco słów, które mogłyby nas śmiertelnie poróżnić, przekreślając tym samym szansę na dalszą przyjaźń, a mimo to wciąż trwaliśmy. Nie wiem, co takiego musiałoby się wydarzyć, aby zniszczyło trwającą już tyle czasu więź. Podobno nie ma co gdybać i nic nie jest nigdy do końca pewne, ale pewne rzeczy po prostu się wie.
Tak jak to, że te drobne zgryźliwości między nami to zwykły dowód na prawdziwość powiedzenia kto się czubi ten się lubi. Dlatego pozwalam sobie na uśmieszek zadowolenia słysząc jego reakcję. Oczywiście, jakże mógłbym posądzić panicza Cartera o posiadanie jakichkolwiek uczuć. Broń Salazarze, przecież nic takiego nie opisano w księgach, nie można tego zbadać żadną miarą czy wyuczyć definicji na pamięć, więc to bezsens, bujda, blef, kłamstwo po prostu! Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek zmieni na ten temat zdanie. Być może znajdzie kiedyś osobę, dla której straci głowę, a wtedy ja z ogromem satysfakcji wygarnę mu to wszystko i wygram tę bitwę. Bo przecież nie wojnę.
- Za późno - wgryzam mu się między jedno zdanie a drugie z wyrazem bezwzględnego spokoju. Jeśli w jakiś sposób można opisać mojego drogiego przyjaciela to ostatnim słowem, jakiego bym do tego użył jest skromność. Co zresztą widać. Gdyby nie fakt, że kocha wiedzę z zapałem najprawdziwszego krukona to dziwiłbym się, że Tiara nie przydzielała go z tą dumą do Slytherinu. - Gdybym wszystko mówił poprawnie odebrałbym ci tę dziecięcą radość z wyprowadzania mnie z błędu. Mam zbyt miękkie serduszko, żeby ci to robić - rzucam wesoło tym razem chcąc z premedytacją zmazać z jego twarzy ten zwycięski wyraz. Niech nie myśli, że w każdej potyczce będę kulił się pod jego chwałą. Inaczej jego ego nie zmieści się w dormitorium. Zresztą jest już do tego na dobrej drodze.
W milczeniu przyglądamy się sobie dłuższą chwilę. Tym razem nie rzucam żadną złośliwością, aby zniszczyć dziwnie patetyczny nastrój tej chwili.
- Dzięki - mówię po prostu. Chcę, żeby wiedział, że naprawdę doceniam jego obecność. Przecież doskonale wiem jak nie przepada, żeby nie powiedzieć nie trawi, tej sportowej atmosfery.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]28.03.16 13:05
Uśmiechnąłem się jedynie, kiedy usłyszałem tę drobną złośliwość, to skromne wtrącenie z jakim ośmielił się wkroczyć w mą wypowiedź. Nie moją winą było, że pyszne Ślizgony czy też nadpobudliwe Gryfony uważały mnie, nas, Krukonów za nieco przemądrzałych nudziarzy. Tak, celowo przemilczałem Puchonów, w końcu nie było o czym mówić. Co mógłbym powiedzieć, jak miałbym dziabnąć ich żądłem nieuprzejmości, kiedy Ci są tacy... Wypełnieni po brzegi sielską miłością. Więc, jakżebym śmiał wytrącać ich z tego przekonania, niszczyć ich niezgrabny światopogląd. Muszę stawać na wysokości zadania, spełniać rolę, jaką powierzyło mi społeczeństwo. Czy coś takiego. Przynajmniej mam dobrą wymówkę, kiedy chcę poprawić czyjeś błędy. W końcu jestem Krukonem, nie wypada mi tego nie zrobić, prawda?
- Naprawdę wierzysz, że nie znalazłbym innego sposobu, gdybyś nie podsuwał mi takich rzeczy na srebrnej tacy? - odparłem równie wesoło co on. - Dobrze, że w innych sytuacjach nie jesteś miękki, zazwyczaj - puściłem mu oczko, kiedy to mówiłem.
Nie sprecyzowałem tego. Przecież nie musiał wiedzieć, źle, nie musiałem uświadamiać mu tego, jak bardzo podziwiam jego zaangażowanie co do pewnych spraw. Nie chciałem również wspominać o tym, że to dzięki jego uporowi zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Dobrze zdawałem sobie sprawę z tego, że moja zlękniona, pragnąca samotności osoba, nie jest idealny materiałem na kumpla. Niby jak przyjaźnić się z kimś, kto zdecydowanie bardziej woli spędzać czas z zakurzonymi księgami, niż ludźmi z krwi i kości. Byłem jednak wdzięczny, że dzięki niemu nie muszę iść przez życie samotnie, a i odnalazłem radość w dzieleniu się z nim moimi doświadczeniami. Ciekawe, czy odczuwałbym taką frajdę ze zdobywania nowej, jakże użytecznej wiedzy, gdybym nie miał przed kim się nią pochwalić. Na całe szczęście, nie będzie mi dane to sprawdzić, taką mam nadzieję.
Przyglądałem się mu w milczeniu, zastanawiając się nad znaczeniem tego jednego słowa, który w dziwny sposób rozlało przyjemną falę ciepła po całym mym ciele. Mimowolnie uśmiechnąłem się, zupełnie zapominając o jakiejś błyskotliwej ripoście, którą miałem w zwyczaju rzucać w takich momentach.
- Nie ma za co - odbąknąłem całkowicie zmieszany, w końcu nie codziennie ktoś dziękował mi w taki sposób. - Chcesz zobaczyć, co czytam? - rzuciłem nieśmiało, przeganiając precz tę dziwną atmosferę, z którą w ogóle nie byłem zaznajomiony, a tego uczucia po prostu nie cierpiałem.



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]28.03.16 22:12
Chociaż nie robię tego często to zdarza mi się zastanawiać, jakim cudem się przyjaźnimy. Przecież tak często jego słowa wprawiają mnie w irytację. Dlaczego zawsze musi dążyć do bezwzględnej wygranej? Czy nie może czasem uznać mojej wyższości w tej materii? Chociażby tylko po to, żeby dać mi tę odrobinę satysfakcji, której mi skąpi. Tak jak teraz, znów nie opuszczając gardy i odbijając moje pytanie kolejnymi zdaniami. Ta zabawa wydaje się doprawdy nie mieć końca.
- Wierzę, że z tobą nie ma rzeczy niemożliwych - rzucam, niezbyt siląc się na ukrycie kpiny w moich słowach. Natomiast jego stwierdzenia sprawia, że moje brwi po raz kolejny podczas tej rozmowy wędrują ku górze, ukrywając się za zgrają niesfornie opadających włosów. Co może mieć na myśli Amodeus? Czyżby jego myśli nie zajmowały tylko i wyłącznie książki oraz zawarta w nich wiedza? Być może w przysłowiu, że cicha wody brzegi rwie jest więcej prawdy niż mogłoby się wydawać. Uśmiecham się więc do niego z rozbawieniem. - To prawda, kiedy trzeba potrafię być twardy. - Teraz natomiast jestem usposobieniem anielskiej niewinności, a na moje słowa nie pada nawet cień podtekstu. Jednak iście diabelski uśmieszek może bardzo łatwo pokrzyżować moje plany. Jestem ciekaw, w jaką stronę pójdzie nasza konwersacja.
Odpowiadam mu tym samym wyrazem, tym razem pozbawionym wszelkich drugich den czy innych tego typu rzeczy. Bywają takie momenty, że po burzy dogryzania następuje rozpogodzenie. Chwila typowej, męskiej szczerości, która jednak umyka równie szybko jak się pojawiła. Rozmowy o uczuciach i o tym jak jeden jest ważny dla drugiego nie należą do łatwych dla żadnego z nas. Mimo, że obaj posiadamy urocze siostry, które zapewne są doskonałe w tych wszystkich babskich rzeczach to dla nas wyrażanie wszystkich tych uczuć jest cholernie niewygodne. Zresztą, po co to mówić? Przecież ważniejsze jest to, co robimy, jak okazujemy sobie naprawdę naszą przyjaźń. Łzawe wyznania niemające odzwierciedlenia w rzeczywistości są przecież zupełnie bez sensu. Liczą się te proste gesty, często skryte zasłoną przyjacielskich kuksańców, niewybrednych żarcików czy niepochlebnych komentarzy. Tak to działa.
- Jasne, o ile to naprawdę nie jest teoria krzyżowej transumtacji - lekko przechylając głowę doczytuję tytuł widniejący na okładce. Zapewne nie ma dziedziny magii, oczywiście nie licząc eliksirów, którą Amodeus by się nie interesował, ale nie sądzę, żeby właśnie to zajmowało go na tyle.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]29.03.16 10:44
Zabawne jest to, że dopiero za jakiś czas zrozumiem, co takiego miałeś w tej chwili na myśli. W końcu mój cały świat opierał się na szkolnych przygodach i to tych związanych z nauką, a nie przemycaniem ognistej w mury tego zamku. Znaczy, to też nam się zdarzało, ale nie o to mi teraz chodzi. Śmieszne, prawda? W końcu udało Ci się przechytrzyć mnie, wygrać jedną z wielu bitew, a nawet nie mamy o tym pojęcia. Cóż za ironia, prawie mi tego żal.
Całkowicie zignorowałem ten twój diaboliczny uśmieszek, nie mając bladego pojęcia, że twe słowa mogą mieć tak paskudny i nieprzyzwoity podtekst. Niby skąd? Burza szalonych hormonów ominęła mnie szerokim łukiem, a zapowiadało się na to, że nie miała najmniejszej ochoty, aby wrócić po mnie. Przynajmniej na razie. Oczywiście, wyczułem, że coś było na rzeczy, ale nie mając pewności o co Ci chodzi, postanowiłem rozegrać to bezpiecznie. Nie chciałem wpaść w twą pułapkę, tak usilnie zastawianą na mą osobę. Dlatego odpowiedziałem Ci skromnym uśmieszkiem, który niewiele wyrażał. Od czasu do czasu to ja mogę być tym tajemniczym i chłodnym przyjacielem, a jak widać ty tym przebiegłym lisem, co to atakuje znienacka.
- Pewność siebie to dobra cecha - naśladowałem twój ton anielskiego dziecięcia, który wręcz idealnie nadał się do tego, co sobie zaplanowałem. - Chociaż tyle Ci pozostaje - znów nie precyzowałem, pozostawiając Ci szerokie pole do popisu. Dalej, popuścić swojej wyobraźni, a przekonasz się, że zbytnie roztrząsanie spraw może być równie zgubne, co nie poruszanie ich. Jakże wiele czasu zajęło mi, aby dowiedzieć się tego. Ciekawe, czy zrozumiesz lekcję, czy podziękujesz mi za nią. Może kiedyś...
To nie tak, że uciekałem. Nagła zmiana tematu, to swoiste zawieszenie broni, które starałem się wywołać, nie miało mieć takiego celu. Przynajmniej nie głównego. Dobrze wiesz, jak kocham dzielić się moimi sekretami, a że tylko z tobą mogłem to robić, cóż, było moją winą, ale nie cierpiałem z tego powodu. Rozbawiła mnie twoja uwaga odnośnie tego co czytałem. Lekko zdziwiłem się, że jeszcze nie rozpoznałaś tak prostego triku. Najwidoczniej, mamy jeszcze nad czym popracować, skoro dajesz tak łatwo się oszukać. Nieśpiesznie wyciągam swoją różdżkę, nie chciałem dać ponieść się temu swoistemu podnieceniu, przecież nie musisz wiedzieć, jak bardzo mi się to podoba. Krótki ruch nad książką wystarczył, aby zdjąć zaklęcie. Uśmiechnąłem się przebiegle, kiedy okładka książki zmieniła się nie do poznania, Najczarniejsze zakamarki magii autorstwa Godelota.
- Tak lepiej? - rzuciłem, w ogóle nie ukrywając swojego rozbawienia, a lekki dreszczyk zabarwił mój głos.



I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Amodeus Prince
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
wiosna, 1947 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Re: wiosna, 1947 [odnośnik]29.03.16 13:55
Niemożliwe. Amodeus nie wychwycił aluzji! Znaczy, zauważył, że to, co chcę mu powiedzieć ma ukryte znaczenie, ale widocznie nie potrafił go odczytać. W innym wypadku nie dałby tak po prostu za wygraną. Niby zareagował, ale to nie było to, czego oczekiwałem. Nie obronił się jak to zwykle miał w zwyczaju atakiem, ale rzucił gładkie zdanie mogącym znaczyć wszystko albo nic. Nie wypłynął z bezpiecznego portu na głębokie morze. Niezwykłe, że wiedza Amo w tak oczywistej, czysto ludzkiej kwestii nie jest do końca pełna. Nie mam jednak zamiaru dalej drążyć tematu. Nie w moim stylu jest czerpać przyjemność z walki z niedomagającym przeciwnikiem, chociaż wiem, że w odwróconej sytuacji przyjaciel nie pozostawiłby na mnie suchej nitki. Ja wolę jednak zachować sobie tę satysfakcji z rozumienia czegoś, czego on nie chwyta do końca, starczy mi.
- Każdy nadrabia czymś braki jakiejś innej cechy. Widocznie ja nadganiam pewnością siebie brak wiedzy. - Uśmiecham się szeroko nie wstydząc się przyznać, że moje zasoby mądrości są zdecydowanie uboższe od tych, w które uposażony jest mój przyjaciel. Przecież on dosłownie zjada książki przy okazji chłonąc ich zawartość niczym sucha gąbka. Niemożliwe, żeby miał w mózgu miał tyle wolnego miejsca!
Ta zmiana wpływa dobrze zarówno na mnie jak i na niego. Atmosfera między nami przerzedza się i oczyszcza jak gdyby burza naprawdę była do tego potrzebna. Chyba większość naszych spotkań tak wygląda, taki niepisany rytuał, który mimo wszystko pasuje nam obu. Uśmiecham się pod nosem widząc jak Amodeus sięga po różdżkę, żeby zdjąć z książki zaklęcie maskujące. Wiedziałem, że nie zafascynowała go tak transmutacja. Zapewne zna już ją na pamięć.
- Lepiej - kiwam głową, po czym wstaję ze swojego miejsca. Chwytam krzesło za oparcie i przechodzę z nim na drugą stronę, aby móc wygodnie usadowić się obok przyjaciela. Z ciekawością przyglądam się trzymanej przez niego książce. - No to tłumacz profesorze. - I jak zwykle wsiąkamy na długie godziny. Nawet ja, zaciekły przeciwnik nadprogramowej nauki, zwłaszcza, gdy wiosna szaleje za oknami i zachęca do korzystania z dobrej pogody. Wsiąkamy na długie godziny, siedząc w bibliotece dopóki bibliotekarka nie zaatakuje nas nagle swoim skrzeczącym głosem każąc wracać do siebie.
To były najlepsze czasy.

|koniec.


okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Soren Avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
wiosna, 1947
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach