Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Salon aukcyjny
AutorWiadomość
Salon aukcyjny [odnośnik]28.03.16 21:30

Salon aukcyjny

★★★★
W salon aukcyjny nie wykorzystywany jest zbyt często, lecz to właśnie tutaj mają miejsce największe emocje. Podczas mniejszych aukcji, a także dorocznych aukcji charytatywnych, z których zebrane galeony przekazywane są na cele dobroczynne, za pomocą imiennego listu zapraszani są tutaj znakomite osobistości świata czarodziejskiego. Wyprzedawane są wtedy zarówno stare kolekcje oraz stworzone specjalnie na ten jeden wieczór unikalne kreacje.
Sala powiększa się w zależności od ilości osób. Kupujący, a także obserwatorzy zasiadają w wygodnych pozłacanych fotelach z obiciem z ciemnozielonego atłasu. Stroje prezentowane są na scenie przypominającej tą teatralną, dzięki czemu każdy projekt jest doskonale widoczny nawet dla osób w ostatnich rzędach. Do licytacji natomiast służy specjalna tabliczka z przedłużeniem, wręczana gościom przy wejściu na salę.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:48, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon aukcyjny Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]11.05.21 13:05
| 08.11?

W związku ze zbliżającym się koncertem charytatywnym Cressida potrzebowała nowej sukni. Miała co prawda całkiem sporo sukien, ale mąż gorąco ją zachęcał, żeby sprawiła sobie coś nowego i sam włożył w jej drobną rączkę sakiewkę z galeonami na ten cel. Zależało mu na tym, żeby jego młoda żona, jako jego największa ozdoba pięknie prezentowała się u jego boku podczas towarzyskiego wyjścia. Tym właśnie była w dorosłym życiu – żoną i ozdobą swego męża oraz matką swoich dzieci, choć William nie był aż tak mocno konserwatywny jak jej pan ojciec. Liczył się z jej zdaniem i nie tłamsił jej, a wręcz zachęcał do różnych rzeczy, chcąc by zyskała więcej pewności siebie i wiary w swoją wartość. Niemniej jednak żadne z nich nie zapominało, że żyli w świecie patriarchalnym i Cressida, jako kobieta, pozostawała podległa mężowi i wielu rzeczy nie wypadało jej robić.
W Domu Mody Parkinson nie gościła może tak często jak niektóre damy mocniej zafiksowane na punkcie ubrań, ale przynajmniej kilka razy w roku tu bywała, zwykle wyciągana przez krewne lub koleżanki, które chętnie udzielały jej rad i dbały o to, żeby nie była tak bardzo zacofana pod względem mody. Zahukana, oderwana od rzeczywistości Cressida z wieloma rzeczami nie była na bieżąco, żyła w swoim świecie i czasem należało sprowadzać ją z obłoków na ziemię.
Dziś umówiła się tutaj na spotkanie ze starszą siostrą, która wyszła za mąż za mężczyznę z innego rodu i także miała swoje obowiązki, w związku z czym spotykały się ostatnio rzadziej. Spędziła z siostrą całkiem miły czas w tutejszej kawiarni, gdzie przez ponad godzinę rozmawiały nadrabiając zaległości, potem zaś miały zacząć obchodzić różne wystawy i poszukiwać odpowiednich ubrań, ale w korytarzu przed jednym z pomieszczeń rozdzielił je dość spory tłum czarodziejów. Na ile mogła to stwierdzić Cressida, chyba była to jakaś sala aukcyjna, gdzie jednak dopiero zbierali się czarodzieje, dyskutujący z ożywieniem i zastanawiający się nad tym, co Dom Mody Parkinson miał im dziś zaprezentować. Przypomniała sobie, że rzeczywiście dziś miało odbyć się takie wydarzenie, mąż wspominał jej o otrzymanym zaproszeniu, choć z racji swoich obowiązków zawodowych nie miał dziś czasu się tu pojawić, był zajęty organizowaniem wernisażu jednego ze swoich obiecujących podopiecznych. Niziutka Cressie szybko jednak straciła z oczu siostrę i przy jej boku pozostała tylko wierna służka towarzysząca jej podczas niemal wszystkich wyjść poza obręb dworku; damie w końcu nie wypadało podróżować samotnie, a już tym bardziej nie wypadało przebywać sam na sam z obcymi mężczyznami. Zawahała się; powinna tam wejść, odnaleźć siostrę i usiąść z nią korzystając z tego, że wydarzenie jeszcze się nie rozpoczęło i ludzie dopiero się schodzili, czy może spotkają się dopiero później? Zanim podjęła decyzję, dostrzegła nadchodzącą korytarzem znajomą twarz.
- Droga lady Parkinson, jak miło cię widzieć – powitała koleżankę poznaną już po debiucie, kolejną młodą damę, z którą przez fakt nauki w Beauxbatons nie dane jej było zaprzyjaźnić się w czasach szkolnych, ale kto wie, może dorosłość otworzy przed nimi interesujące perspektywy znajomości?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]15.05.21 17:55
Ktoś kiedyś zaśmiał się, że Parkinsonów nigdy nie widywano dwa razy w tych samych strojach i chociaż mogło być w tym ziarno kłamstwa, ciężko było nie przyznać, że akurat ta rodzina nie dokładała wszelakich starań tylko po to, aby każdy zachwycał się nimi nawet w najdrobniejszy sposób. Urodziwi, kokietujący, nie mogli odstawać wyglądem tylko przez to, że ubrania ich nie były odpowiednio dobrane. Więc nawet jeżeli dom mody działał prężnie od około piętnastu lat, już dużo wcześniej zwracano uwagę na to, co na siebie można założyć. Odetta, chociaż niekoniecznie wpasowywała się w trend rodzeństwa, które osobowością zdobywało sobie popularność, tak wciąż zachwycała wyglądem zewnętrznym, a więc musiała zachwycać również strojami. Dlatego na każde wydarzenie starała się, aby jak najlepiej i jak najgodniej nosić wszystko, co wyszło spod ręki brata albo kogoś innego, oddelegowanego do zadania kreowania najnowszej kolekcji. Musiała w końcu brać udział w sukcesie rodziny, jak również na ten sukces sama pracować. Edward zajmował się projektami, czasem też szyjąc coś własnoręcznie, a jej zostawało błyszczenie w tym na ekranie.
Dlatego też spędzała tak wiele czasu w tym miejscu, przygotowana do zapoznania się z każdym materiałem, każdym krojem, wszystkim, co dostępne było w ofercie. Dbała o to tak, jakby to była jej pasja no i tak właśnie była. Jednak nie tylko skupiała się na tym, ale również na osobach, które odwiedzały to miejsce – rzecz jasna, o ile były odpowiedniego statusu krwi. Nie mogła się przecież zajmować kimkolwiek, ale jeżeli jakaś szlachcianka chciała zawitać w to miejsce, Odetta była bardziej niż chętna, aby jej jakoś pomóc. Nie spodziewała się, że dziś będzie taka potrzeba, nawet z odbywającą się aukcją, sądząc, że ktoś by się tym już zajął. Dlatego pewnym zaskoczeniem była dla niej całkiem znajoma twarz pośród gości, tym bardziej, że była samotna – miała co prawda służkę, ale lady Parkinson spodziewała się, że reszta rodziny również będzie towarzyszyć. Schodząc ze schodów wraz ze stukotem obcasów, Odetta skierowała się w stronę Cressidy, posyłając w jej stronę szeroki uśmiech i podchodząc by znaleźć się tuż obok.
- Droga lady Fawley, bardzo miło cię tu widzieć. – Zerkając jeszcze przez ramię, panna Parkinson zajrzała do sali aukcyjnej, zastanawiając się nad dzisiejszym dniem, ale nie kojarząc czegoś, co mogłoby zainteresować dzisiaj szlachciankę, ale nie znała też do końca gustu odwiedzającej dziś dom mody. – Czyżbyś lady potrzebowała czegoś z naszych dzisiejszych sprzedaży? A może chciałabyś zerknąć na inną ofertę, obecnie całkiem limitowaną. A może jeszcze coś innego mogę zrobić dla lady? Proszę tylko powiedzieć, a postaramy się, abyś wyszła stąd, lady, zadowolona.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]18.05.21 3:03
W rodzie Flintów, gdzie wychowała się Cressida, nie przykładano aż tak dużej wagi do powierzchowności. Podążanie za modą nie było priorytetem dla rodu, który ogólnie nie szedł z duchem czasu, choć naturalnie lady Flint nie odstawały urodą ani elegancją od dam z innych rodzin. U Fawleyów było nieco inaczej, ten artystyczny i oderwany od przyziemnej prozy życia ród miłował wszystko, co piękne, więc i Williamowi zależało na tym, by jego młoda żona ładnie wyglądała u jego boku.
Patriarchalne wychowanie sprowadzało ją do roli dodatku do mężczyzny, tak od dziecka została wychowana – nie miała być niezależną jednostką, a właśnie żoną swego męża oraz matką jego dzieci. William jednak nie był tak mocno skostniały i konserwatywny, nie miał nic przeciwko temu, by Cressida spotykała się z rodziną lub koleżankami bez jego towarzystwa. Ufał jej i wiedział, że nigdy świadomie nie zrobiłaby niczego, co mogłoby splamić jej lub jego reputację. Pozwalał jej mieć swoje pasje i życie towarzyskie, i martwiło go, gdy zbyt długo siedziała w posiadłości. Wiedział przecież doskonale, jak trudno jej było nawiązywać przyjaźnie przez fakt, że uczyła się w Beauxbatons i że czuła się osamotniona, bo nie miała zbyt wielu przyjaciółek, więc zależało mu na tym, żeby teraz, w dorosłym życiu, znalazła sobie nowe. Sam ją ośmielał i zachęcał, próbując wybić z jej głowy kompleksy i sprawić, by uwierzyła w siebie, co było niezwykle trudnym wyzwaniem, bo dziewczątko zbyt mocno nasiąkło niskim poczuciem wartości.
William zawsze kupował nowe szaty właśnie u Parkinsonów i do tego samego zachęcał Cressidę, nie skąpiąc jej galeonów. Nie chciał, by nosiła ubrania od podrzędnych, nieznanych krawcowych, bardziej ufał specjalistom w dziedzinie mody, a za takich uchodzili członkowie rodu Parkinson. Poza tym koncert charytatywny, na jaki mieli się wybrać, zasługiwał na to, by pojawiła się na nim w czymś nowym.
Nie planowała pojawienia się na aukcji, wyszło to przypadkiem, że akurat tu trafiła i zgubiła siostrę w tłumie; jako osóbka oderwana od rzeczywistości czasem przegapiała terminy różnych wydarzeń i dlatego zwykle to mąż pilnował wszystkiego, dbając o to, by nie zapomniała o żadnym ważnym wyjściu. Jego salonowe życie było dużo bardziej intensywne, czuł się w tym świecie jak ryba w wodzie, podczas gdy Cressie była wycofana i wolała trzymać się na uboczu, nie chcąc znajdować się w centrum uwagi towarzystwa.
- Poszukuję nowej sukni, takiej którą mogłabym założyć na koncert charytatywny organizowany za tydzień przez ród Burke. Wybieram się tam wraz ze swoim mężem – odpowiedziała na pytanie Odetty, podejrzewając, że dama również otrzymała zaproszenie na to wydarzenie, tak jej się przynajmniej wydawało. Cała konserwatywna część socjety musiała trzymać się razem. – Bardzo chętnie zapoznam się z propozycjami, chciałabym tylko, żeby suknia nawiązywała w jakikolwiek sposób do barw rodowych oraz żeby nadawała się na obecną pogodę. – Był listopad, więc lekkie, cienkie suknie się nie nadawały. Dlatego tym bardziej musiała wprowadzić do swej garderoby suknię odpowiednią na zimniejszą aurę, bo miała więcej takich wiosennych i letnich. Wierzyła jednak, że młoda lady będzie rozeznana na tyle dobrze, że pomoże jej wybrać coś odpowiedniego, co mogłoby się też spodobać jej mężowi. Odkąd przyjęła nazwisko Fawley o wiele częściej nosiła na sobie różne odcienie niebieskiego, podczas gdy dawniej, jako lady Flint, zazwyczaj można ją było zobaczyć w rodowych zieleniach. Bardzo za nimi tęskniła, ale wiedziała, że w towarzystwie podczas oficjalnych wyjść nie wypadało jej już obnosić się barwami panieńskiego rodu, i zielenie zachowywała tylko na bardziej luźne, nieformalne spotkania. – Dokąd powinnam się udać, by obejrzeć odpowiednie suknie? – spytała jeszcze. Prawdę mówiąc, nie kusiło jej uczestnictwo w aukcji, wolała chyba na spokojnie i bez presji pooglądać kreacje, dokonać przymiarek i finalnie wybrać coś odpowiedniego. Jej siostra, jeśli udała się do sali, na pewno poradzi sobie i spotkają się po wszystkim, wymieniając się wrażeniami.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]20.05.21 11:16
Dla Parkinsonów uroda była wszystkim. Niczym towar, który można było pokazać na sklepowych półkach, którym można było kusić i zwabiać. Każdy miał być zainteresowany, przyciągnięty, a „zakup” odpakować mogli jedynie nieliczni. Odetta pozostawała w tym nieco dalej, bowiem o ile wierzyła we własną urodę, tak świadomość własnej głupoty utrudniała jej kokietowanie oraz czarowanie urokiem. Miała więc w sobie sporo łagodności, chowanej skrzętnie pod grubym płaszczem uprzejmości, chociaż i tak odcinającym się na tle wszystkich tych zachowań.
Ciekawiło ją to za to, jak inne panny odnajdowały się w sytuacji, gdzie ich stan zmieniał się i przechodził w narzeczeństwo. Sama nie miała jeszcze okazji stanąć na ślubnym kobiercu, chociaż przez chwilę pierścionek miał okazję zdobić jej palec, świadcząc o narzeczeństwie. Theseus…wydawał się być miły. Nie mieli wiele okazji aby poznać się przed jego przedwczesną śmiercią, a kiedy zabrakło go na tym świecie, musiała rozważać o rzeczach najzupełniej dziwacznych, takich jak noszenie żałoby oraz wspieranie rodziny, do której już nie miała dołączyć. Czy byłby taki sam jak William? Czy dawałby jej tyle swobody, ile miała obecnie Cressida? A może wręcz przeciwnie, widziałby ją w bardzo konkretnej roli, a jakiekolwiek spełnianie się poza nią spotkałoby się z jego dezaprobatą? Cóż, już nigdy nie miała się o tym przekonać, a nie było co płakać nad rozlanym mlekiem.
Spokojnie wysłuchała informacji na temat poszukiwania sukni, jednocześnie przyglądając się Cressidzie, oceniając nie tylko jej gust po tych paru powierzchownych świadectwach, jakim był dzisiejszy strój, ale również starając się dokładnie wyobrazić sobie, jaki krój sukni najlepiej leżałby na pani Fawley. Chociaż często wmawiano jej, iż wyglądać powinna o wiele lepiej, niż pozostałe osoby, Odetta nigdy jakoś nie skupiała się na tej dziwacznej, damskiej rywalizacji – nie, żeby miała tak w zasadzie wybór, co dokładnie na siebie wkłada – chcąc każdej szlachciance pomóc poczuć się jednocześnie swobodnie jak i szykownie. Starała się też, by stroje łączyły w sobie piękno nowości jak i tradycję.
- Co prawda nie jestem kwalifikowanym sprzedawcą, więc jeżeli sobie lady życzy, mogę takiego wezwać i ten przedstawi całą naszą ofertę. Ale jeżeli to żaden problem, sama chętnie doradzę i podpowiem, co ciekawego ma nasz Dom Mody do zaoferowania. – Wydawać by się mogło, że nie miała zbytnio opinii, skoro całe to miejsce założone i zarządzane było przez jej rodzinę, ale prawda była jednak, że kochała modę bez wymuszania na niej tego przez kogokolwiek, tak więc przebywanie w rodzinnym interesie traktowała jako swoją drugą pasję, zaraz obok eliksirów. Spojrzała jeszcze na aukcję, ale wiedząc, że tłoczne miejsca nie są zbyt dobre do poszukiwania nowości, dlatego z uśmiechem zaproponowała przejście się wraz z nią do innej części Domu Mody – strefa wystaw w tym momencie była dość opustoszała, ale miała wystawione wiele ślicznych modeli z najnowszych kolekcji, które jeszcze nie zdążyły pokazać się na salonach, chociaż publiczność była ich już świadoma. Zresztą klejnot koronny całej kolekcji Odetta założyła na ostatnie przyjęcie, stąd i pewien zalążek był już znany.
- Proszę wybaczyć, napije się czegoś lady? – Zagadnęła jeszcze, przypominając sobie, że może wypadałoby jednak gościa należycie potraktować, nie trzymając go w niepewności i niedogodności. Rozglądając się za błękitami na sali, prowadziła młodą Cressidę w sobie tylko znanym kierunku. – Jeżeli chodzi o suknię, to rzeczywiście, przyda się coś z materiałów nieco cieplejszych, wciąż jednak powinno to być na tyle przewiewne, abyś się lady nie męczyła. Czy masz może jakieś preferencje, lady, co do rodzaju tkanin albo ilości ozdób? Na pewno łatwiej będzie coś dobrać pod tym względem. – Co prawda Cressida była rok młodsza od niej, ale Odetta nie chciała odnieść się do niej jakkolwiek nieuprzejmie, zwłaszcza, że była już zamężna, podczas gdy panna Parkinson dopiero na początku tego roku skończyła żałobę po narzeczonym.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]22.05.21 12:40
Cressida jako osóbka niepewna siebie i swojej wartości nigdy nie potrafiła świadomie kokietować i oczarowywać. Jakimś cudem udało jej się jednak oczarować swojego męża (ale nie robiła tego celowo, po prostu tak wyszło), lecz Williama przyciągnął jej delikatny, niewinny urok oraz łagodna, prostolinijna natura. Od pierwszej chwili, kiedy ją ujrzał zapragnął pojąć za żonę właśnie ją, tak inną od większości dam. Bo mimo tego, że Cressida zawsze tak ściśle przestrzegała wpojonych jej zasad i dbała o swoją reputację, swym charakterem wyróżniała się z grona zadufanych w sobie, wyrachowanych dziewcząt. Na tle innych lady wyróżniała się także wyglądem, bo nie była klasyczną pięknością. Jej białą jak mleko skórę naznaczały miodowe piegi układające się w konstelacje na policzkach, nosku i ramionach, a jej włosy były ciemnorude. Choć jej rodzice i rodzeństwo cechowali się ciemnymi włosami, Cressida odstawała wyglądem, będąc jedynym rudzielcem w swojej najbliższej rodzinie, co zawdzięczała wstydliwemu w obecnych czasach odległemu pokrewieństwu z Prewettami; jej babka od strony matki pochodziła z tej właśnie rodziny, aktualnie źle kojarzonej, więc nie chwaliła się takim powiązaniem. Miała tylko to szczęście, że jej włosy nie przypominały już kolorem wiewiórki, jak w dzieciństwie, a z wiekiem ściemniały, stając się raczej kasztanowe. Posiadała też bardzo rzadką zdolność rozmawiania z ptakami, o czym jednak wiedziało niewiele osób spoza rodziny.
Zamążpójście było dla niej naturalną koleją rzeczy, została wychowana po to, by zostać żoną i matką, nie wyobrażała sobie by mogło być inaczej, choć kompleksy i niskie poczucie wartości zawsze szeptały do jej ucha obawy, że nikt jej nie zechce i przyjdzie jej zostać starą panną. Panicznie bała się staropanieństwa, gdyż wtedy zawiodłaby swój ród i nie spełniłaby swojego marzenia o zostaniu matką. W ich patriarchalnym świecie wartość miały tylko kobiety wpisujące się w przeznaczone im role, stare panny samotne powyżej dwudziestego piątego roku życia w większości przypadków nie były mile widziane w towarzystwie, budziły pogardę i śmieszność, zwłaszcza jeśli zostały same przez niedorzeczne, męskie aspiracje i pragnienie niezależności. Nieatrakcyjnym kobietom można było wybaczyć życiowe niepowodzenia, bo nie miały wpływu na to, jakim wyglądem obdarzyła je natura, ale te, które były same z własnego wyboru… Cóż, Cressidzie zawsze powtarzano, że powinna unikać towarzystwa takich osób w trosce o własną reputację. Staropanieństwo było synonimem życiowej porażki. Na szczęście dla niej adorator znalazł się szybko, William bardzo zabiegał o jej rękę i w końcu został zaaprobowany przez jej pana ojca, który zapewne obawiał się, że inni kandydaci do ręki tej gorszej z córek mogą się nie pojawić. Dziewczątko miało szczęście; trafił jej się wyjątkowo dobry, kochający i troskliwy mąż, który bardzo o nią dbał, i tylko czasem odrobinę zazdrościła dziewczętom, które mogły pocieszyć się panieństwem i mieszkaniem przy własnej rodzinie chwilę dłużej. Ona sama jedenaście miesięcy po opuszczeniu murów szkoły już musiała wejść w rolę żony i opuścić swój umiłowany ród, by zamieszkać z obcymi ludźmi.
- Bardzo chętnie poznam twoje rady, z pewnością dobrze znasz się na tym, co jest taką dumą twego rodu – powiedziała z uśmiechem. Każdy ród miał coś, z czego był dumny; Flintowie zajmowali się zielarstwem, Fawleyowie szeroko pojętą sztuką, a Parkinsonowie doskonale poruszali się w świecie mody i dzięki nim także członkowie innych rodów mogli wyglądać szykownie na salonach i odróżniać się od niższych warstw społecznych. Mąż Cressidy nie chciał, by ubierała się ona u Madame Malkin czy innych sprzedawców zaopatrujących osoby z gminu, uważał że zasługiwała na to, co najlepsze.
Poszła we wskazanym przez damę kierunku, zadowolona z jej towarzystwa. To była przecież dobra okazja, by lepiej poznać młodą lady w podobnym jej wieku, zwłaszcza że według Williama nie powinna się zamykać tylko w gronie nielicznych koleżanek z czasów Beauxbatons, a powinna szukać też innych relacji i walczyć ze swoją wrodzoną nieśmiałością i niepewnością siebie. Odetta odrobinę ją onieśmielała; była bardzo ładna, jej uroda zdawała się nie odbiegać od kanonów piękna i na pewno podobała się wielu mężczyznom.
- Jeśli nie byłby to kłopot, mogę się napić herbaty – odpowiedziała, podążając za niewiele starszą koleżanką, którą kojarzyła z salonów, ale nigdy nie były ze sobą blisko, właśnie przez to że kończyły różne szkoły. – Chciałabym żeby suknia nie była zbyt przesadzona. Staram się unikać nadmiaru ozdobników, lubię kreacje, które są tradycyjne, ale jednocześnie nieprzesadzone. – Cressida była skromna z natury, dlatego nie obwieszała się ozdobami jak choinka i starała się zachować dobry smak, by wyglądać elegancko, ale unikać przesady. Jej obecny strój właśnie taki był; miała na sobie długą, niebieską suknię o długich rękawach, a pod nią znajdował się gorset podkreślający smukłość talii; jak na dziewczątko, które półtora roku temu powiło bliźnięta, mogła się poszczycić nienaganną figurą. To w połączeniu z niziutkim wzrostem sprawiało, że wyglądała jak filigranowa laleczka. Ale do tej pory Dom Mody Parkinson zawsze potrafił spełnić jej oczekiwania, które nie były tak wygórowane jak u niektórych dam. W porównaniu z niektórymi rówieśniczkami Cressida była naprawdę przyjemną klientką, bo nie kaprysiła i nie kręciła noskiem na wszystko, a była osóbką dość ugodową, poza tym zawsze obawiała się wyrażać opinii, które mogłyby kogoś urazić. – Chciałabym też, żeby ta suknia nie była tylko na to jedno wyjście, a żeby przydała się też i na inne. – Cressie nie lubiła marnotrawstwa, nie należała do dam, które nie zakładały sukni więcej niż raz. Szanowała swoje ubrania, choć rozumiała też, że nie mogła ciągle pokazywać się w jednych i tych samych, stąd chęć nabycia czegoś nowego, lecz z drugiej strony miała obawy odnośnie miejsca, w jakim miał odbyć się koncert, bo Nokturn zdecydowanie nie kojarzył się z uroczym i eleganckim miejscem, ale musiała wierzyć, że Burke’owie zadbają o to, by żaden z gości nie doznał uszczerbku ani na zdrowiu, ani na ubiorze. – Później chętnie zobaczę też dział z konfekcją dziecięcą, moje bliźnięta tak szybko rosną. – Może znajdzie jakąś ładną sukieneczkę dla Portii? Jej dzieci nie były już leżącymi w kołysce niemowlętami, a że rosły jak na drożdżach, regularnie trzeba było wymieniać ich garderobę.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]25.05.21 1:02
Obydwie panie doskonale zgrywały się w swojej niepewności – Odetta od dziecięcia miała wrażenie, że odstaje od Parkinsonów na spory dystans. Nie brakiem urody, tego była pewna, ale jej niezrozumienie świata niemal zawsze blokowało ją, aby poczuć z siebie jakąkolwiek dumę. Dlatego być może tak chętnie powierzała swój los mężczyznom ze swojej rodziny – bo wiele zdejmowało to ciężaru z jej ramion. Jednocześnie wiedziała, że Edward nigdy nie zrobi czegokolwiek, co miałoby wyrządzić jej jakąkolwiek krzywdę, stąd i każde jego polecenie czy prośba były dla niej czymś oczywistym i naturalnym, co do czego nigdy nie powinna mieć wątpliwości. Obydwie więc szlachcianki pozbawione były tej typowej zgryźliwości i wyrachowania, chociaż każda z nich podążała tą drogą na swój własny sposób. Chociaż pewnie i Odettę czekała zmiana statusu, a więc i podążenie drogą posłuszeństwa, tym razem mężowi.
Może dlatego w Cressidzie widziała osobę, która godna była szacunku, nie tylko jako żona ale i jako matka. Przez chwilę nawet Odetta zastanawiała się, czy nie powinna podpytać pani Fawley jak wygląda życie żony i jak można by męża wspierać i zadowalać, nie tylko na polu cielesności. Brakowało jej siostry, która zmarła zanim Odetta wypytać by ją mogła o takie sekrety. Jednak i Cressidę samą tak do końca nie znała, stąd takiego pytania panna Parkinson nie powinna zadawać przy pierwszym lepszym zapoznaniu się.
- Dziękuję za tak miłe słowa. Prawdą jest, że chociaż sama nigdy nie poświęciłam się szyciu – w końcu damom wypadało haftować drobne przedmioty w ramach samokształcenia, nikt jednak przy zdrowych zmysłach nie widział, aby szlachcianka z krwi i kości spędzała godziny i męczyła swoje dłonie zwykłą pracą. Mężczyznom się jakoś więcej wybaczało – to jednak staram się zawsze na bieżąco śledzić najnowsze trendy. Dodatkowo reprezentuję całość firmy pośród szlachty, stąd nie godzi się, abym nie interesowała się tym, co mam na sobie nosić i co zachwalać.
Była bardzo pewna, że powodów do zachwalania tych strojów było bardzo wiele. Oczywiście, nie mogła mieć porównania z ubraniami miernej jakości – nawet jeżeli przeżyła rodzinny interes o parę lat, tak naprawdę nigdy nie pozwolono by jej założyć ubrań które miałyby nie reprezentować jej statusu – ale też wiedziała, że było w nich coś wyjątkowego, zwłaszcza w tym, co tworzył jej ukochany  Edward. Miękkość materiału, obszycia, mieniące się kolory – to wszystko przykuwało uwagę i eksponowało atuty, pozostając wciąż w dobrym guście ale i przecierając szlaki. Zastanawiała się jednak, czym właściwie chciała odróżniać się ich rodzina, kiedy jednocześnie stawiali jeszcze nacisk na piękno i urodę, tworzyli magiczne lustra jak również zajmowali się jednorożcami. Wydawało się to całkiem sporym rozstrzałem.
Teraz jednak sama czuła się nieco onieśmielona – w końcu Cressida w jej oczach w niczym nie ujmowała jej urodą, a i jej status był nieco wyższy od Odetty – nie była już panną, a żoną i matką, co stawiało ją wysoko w oczach panny Parkinson, wychowanej w tradycyjnych męskich wartościach i patriarchalnym świecie. Wydawało się więc, że to pani Fawley miała w tym momencie przewagę nad wcale nie tak starszą od niej Odettą, bo tak bardzo chciała, żeby nie popełnić żadnej gafy albo czegoś, co sprawiłoby, że jej nowa klientka postanowi już tu nie wrócić.
- Oczywiście, to żaden problem! – Wzrokiem panna Parkinson rozejrzała się po okolicy aby gestem przywołać do siebie kogoś z obsługi. Zlecenie na herbatę zostało od razu przyjęte, tak więc bez dalszych przeszkód mogła pokazać Cresssidzie przestronną salę, pozwalając jej rozejrzeć się na spokojnie po projektach, tak aby nie zasypać jej na start masą pytań i informacji. Trzeba było dać jej możliwość nacieszenia oczu i rozejrzenia się po wystawionych rzeczach, bo może coś niespodziewanego by ją urzekło, a przecież Odetta nie miała na celu odmawiać niczego. Zwłaszcza klientom, którzy byli skorzy zostawić tutaj odpowiednią sumę, bez narzekania na ceny. Wydawało się jednak, że obydwie podchodziły teraz do siebie z nieśmiałością i ostrożnością, próbując się wybadać nawzajem. W końcu nie było nic dziwnego, że przyjaźnie od serca wybitnie częste pośród szlachty nie były. A może tylko jej tak się to wydawało.
- Myślisz raczej o czym, co można będzie również założyć na co dzień? – To też było całkiem ważne, zwłaszcza pod względem ubioru. Spojrzenie młodej Parkinson powędrowało przez okolice a drobna twarz ściągnęła się w zastanowieniu. – Skoro idziemy w coś nie nazbyt ozdobnego, może nieco bardziej nietypowy krój? Nic zbytnio przesadzonego, ale coś, co zdecydowanie podkreśliłoby piękną sylwetkę jak i jednak wyróżniło z tłumów.
Czyż w końcu nie chodziło o to, aby nie zlewać się z tłem? Jedna suknia już zwróciła jej uwagę, dlatego powiodła Cressidę przed granatową suknię, która chociaż stworzona z prostego jedwabiu, nałożoną miała drugą warstwę z szyfonu ozdobionego złotymi drobinkami, a na ramiona można było zarzucić delikatną pelerynkę. Drugą propozycją była delikatna suknia przechodząca kolorystycznie w gradient, złożona z licznych warstw cienkiego tiulu, ostrożnie pogrubionego tak, aby suknia nie była zbyt przewiewna. Drobne wyszycia kwiatów zdobiły główną część, oddając wrażenie roślinności wodnej albo kwiatów na błękitnym niebie.
- Czy któraś z tych się podoba? – To dopiero pierwsze propozycje, ale może Cressidzie coś wpadło do oka. Na kwestię dziecięcą pokiwała głową, uśmiechając się delikatnie. – Mam nadzieję, że dzieciom zdrowie dopisuje i wszystko w porządku?

inspiracje dla sukni tu i tu
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]30.05.21 13:11
Cressida również nie rozumiała świata, a już na pewno nie tego poza murami szlacheckich rezydencji. Świat zwykłych ludzi był jej obcy, w wielu kwestiach wykazywała się ignorancją, o wiele rzeczy wolała nie pytać dla własnego spokoju. Żyła w mydlanej bańce, starannie izolowana przez krewnych od spraw nieodpowiednich, i miało to miejsce już od dzieciństwa. Zawsze otaczano ją ochronnym kloszem, uczono ją też, że jako dziewczynka, a później kobieta potrzebuje opieki mężczyzn, że to mężczyźni są od zajmowania się polityką i innymi trudnymi, męskimi sprawami. Ona miała po prostu ładnie wyglądać, być grzeczna, miła i posłuszna, a w odpowiednim wieku miała wyjść za mąż i urodzić mężowi dzieci. Najprawdopodobniej wiele ją z Odettą łączyło, obie żyły w swoim świecie i były przygotowywane przez najbliższych do podjęcia odpowiednich ról.
Gdyby została zapytana, z pewnością chętnie opowiedziałaby co nieco o tym, jak to jest być żoną i matką. Dużo kuzynek i koleżanek pytało ją o to, i zawsze chętnie opowiadała o pozytywach małżeństwa i macierzyństwa. Nie czuła się z tym źle, bowiem czuła się w swoich rolach szczęśliwa i spełniona, choć pewnie inaczej byłoby, gdyby padły pytania nieco bardziej krępujące, zahaczające o sfery dotyczące cielesności. Dla wychowanej w patriarchalnym świecie Cressidy cielesność była tematem tabu, czymś bardzo krępującym, o czym wstydziła się rozmawiać nawet z siostrą i przyjaciółkami. Ale o innych elementach małżeństwa i macierzyństwa opowiadała chętnie. Sama pamiętała, jak przed swoim ślubem wypytywała zamężne krewne i znajome o to, jak to jest być żoną.
Rozumiała jak to jest, jej samej też nie uchodziło normalnie pracować ani chodzić na wyrobki. Kobiety o ich statusie nie mogły niszczyć swoich dłoni ani usługiwać niżej urodzonym, więc choć mogły angażować się w działalności swoich rodów, nie mogły tyle, co mężczyźni. Ale nie ulegało wątpliwości, że Odetta była piękną wizytówką swego rodu, bardzo ładną dziewczyną o dobrym wyczuciu gustu, a przynajmniej tak mogło to wyglądać na pierwszy rzut oka. Ciekawe, czy Cressie potrafiłaby się odnaleźć w takiej roli, gdyby tak wżeniono ją do rodu Parkinson? Czy ze swoim nieśmiałym, zahukanym i niepewnym siebie charakterem umiałaby równie pięknie prezentować na sobie suknie? Pewnie nie, zwłaszcza że przecież zawsze starała się trzymać w cieniu, unikając bycia na świeczniku. Im mniej osób ją oceniało, tym lepiej. Nie uważała się też za piękność, choć byli i tacy, jak jej mąż, którzy potrafili docenić jej niestandardowy typ urody, rzadko spotykany na salonach.
- To zrozumiałe i godne podziwu, że interesujesz się tym, z czego słynie twój ród – powiedziała z uśmiechem. – Dorastając wśród Flintów interesowałam się ziołami, o których nauczał mnie pan ojciec, a teraz, jako lady Fawley, oddaję się swej pasji do sztuki. – Oczywiście nie zapomniała o tym, co było wcześniej, wciąż posiadała sporą wiedzę o magicznej florze i interesowała się zielarstwem, nawet jeśli nie miała nigdy zajmować się nim zawodowo. Jej pasja do malarstwa, zapoczątkowana jeszcze w dzieciństwie, pod okiem Fawleyów rozkwitała, starannie pielęgnowana przez jej męża będącego mecenasem sztuki. Nie mogła chodzić na wyrobki i tworzyć dla gminu, ani wystawiać się na pokaz dla gawiedzi, ale jej twórczość cieszyła oczy bliskich i przyjaciół, a niekiedy była wypożyczana renomowanym galeriom na wernisaże.
Cressie zawsze szanowała osoby, które żyły w zgodzie z rodowymi zwyczajami i zajmowały się tym, z czego słynęły ich rodziny. Ją samą wychowano w ogromnym szacunku do tradycji, i pomimo zmiany nazwiska pamiętała o wpojonych wartościach. A teraz, podczas tej rozmowy rzeczywiście w pewnym sensie próbowały się wzajemnie wybadać; Cressie była z natury nieśmiała, więc tym ostrożniej podchodziła do ludzi, ale była też osóbką miłą i życzliwą, więc starała się być wobec każdego grzeczna, no i mimo swojej nieśmiałości zależało jej, żeby poznawać inne dziewczęta z salonów, w nadziei że w którejś z czasem odnajdzie bratnią duszę. Czy znajdzie ją w Odetcie, czas pokaże, na pewno nie było to ich ostatnie spotkanie.
Z ciekawością obejrzała zaprezentowane stroje, przechadzając się wśród nich, i co jakiś czas ostrożnie muskając delikatną dłonią tkaniny. Nie wątpiła w to, że suknie są wykonane z materiałów wysokiej jakości i wiele z nich jej się podobało.
- Chciałabym, żeby suknia była dobra na wyjścia, ale nie tak elegancka, jak te przeznaczone na bale i sabaty. Coś odpowiedniego właśnie na koncerty czy wizyty w galerii sztuki – powiedziała, dalej precyzując swoje oczekiwania, choć czyniła to w sposób dość nieśmiały. Nigdy nie potrafiła być rozkapryszona i roszczeniowa, brakowało jej do tego pewności siebie i buty.
Miała w swej garderobie kilka kategorii sukien; te najelegantsze przeznaczone na sabaty, bale, śluby i inne ważne okazje, te wciąż ładne, ale mniej strojne na okazje typu koncert czy wernisaż, oraz codzienne suknie nadające się na odwiedziny u rodziny czy koleżanek, czy na wyprawę do Londynu. Te ostatnie były zwykle dość skromne, ale wciąż odpowiednie dla jej statusu, odróżniające ją od czarownic z gminu, bo jako lady nawet w domowym zaciszu nie mogła nosić się jak zwykła plebejuszka.
Spojrzała na obie zaproponowane suknie.
- Piękna jest ta suknia, ale nie wiem, czy odkryte ramiona to dobry wybór na zimowe miesiące – odezwała się, spoglądając na pierwszą z propozycji. – Wolałabym raczej zabudowaną górę, z długimi rękawami, które zapewnią ochronę przed chłodem. – Nie chciała przeziębić się na tym Nokturnie. Wciąż była w skrytości ducha przerażona tym, że to właśnie tam miał odbywać się koncert, przecież całe życie ją tym miejscem straszono i ostrzegano, że złe wiedźmy pożerają tam żywcem takie panienki jak ona. W dorosłości może już nie wierzyła w takie opowiastki, ale nie zmieniało to faktu, że Nokturnu się bała. – Jeśli chodzi o drugą, również jest piękna, choć czy nie dałoby się ułożyć materiału tak, by nie odsłaniał nóg? – Cressie była w końcu bardzo grzecznym i konserwatywnym dziewczątkiem, wiedziała że nóg nie wypadało odkrywać, bo jej ciało mógł podziwiać tylko mąż, zaś publicznie musiała dbać o przestrzeganie norm. – Dzieci rozwijają się dobrze, dziękuję. Ale jako że szybko rosną, regularnie musimy wymieniać ich garderobę. Poza tym i im przyda się coś odpowiedniego na jesień i zimę. – Ze starych ubranek po pewnym czasie wyrastały, więc należało się zatroszczyć o nowe. Stare zaś miały pozostać schowane, by w przyszłości przydać się potencjalnym kolejnym dzieciom Cressidy, które dziewczątko chciałoby kiedyś mieć. Marzyła o dużej rodzinie.
Dalej przechadzała się wśród sukni, na dłużej zatrzymując się przy jednej z nich, w ciemno turkusowym kolorze, której tkanina wydawała się pokryta delikatną koronką, z jakiej wykonane były również rękawy.
- Wygląda naprawdę ładnie – rzekła, z uwagą przyglądając się sukni, która zakrywała to, co powinna zakrywać, a jednocześnie nie była przesadnie strojna. – A czy ty również wybierasz się na ten koncert, lady Parkinson? – zapytała po chwili, ciekawa, czy Odetta miała już jakieś plany odnośnie swojego ubioru. I zastanawiała się też, czy jej towarzyszka również czuła lęki i obawy w związku z lokalizacją koncertu.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]01.06.21 23:24
Ich świat miał być piękną klatką, taką, z której człowiek nie tyle nie chciał wyjść, co po prostu nie dostrzegał ich ze swojego miejsca. Było tam wygodnie, było miękko, człowiek nie musiał zastanawiać się, co było gdzieś poza miejscem które zapewniało wyżywanie i dobre towarzystwo. Świat na zewnątrz był przedstawiany jako brudny, niedelikatny, taki, w którym młode panny nie miały nawet racji bytu. Żadna z nich wcale nie pragnęła wyrywać się na wolno, mając zaufanie w tych wszystkich ludziach którzy opowiadali im dlaczego powinny zachowywać się tak a nie inaczej. Cressida miała męża który gotowy był spełnić się jako głowa ich rodziny i bronić jej oraz zapewnić dobry byt. Odetta naprawdę cieszyła się, kiedy widziała kobietę w małżeństwie które można było uznawać za szczęśliwe. Miała szczerą nadzieję, że pani Fawley jeszcze niejednokrotnie pochwali się jakąś dobrą historią.
Wyglądała też na tyle uprzejmie, że nie obraziłaby się za takie pytanie. Panna Parkinson chętnie by zapytała kogoś z bliższej rodziny, ale jej siostra własne życie poświęciła aby spróbować chociażby urodzić dziecko, zaś nie każda kuzynka wydawała się chętna do rozmawiania na te tematy. Zresztą, ciekawie byłoby poznać opinię osoby spoza rodziny, zwłaszcza kiedy rodzina skupiona była na takim zakonserwowaniu urody, iż niektóre panny potrafiły kręcić nosem na fakt, iż musiały zajść w ciążę i urodzić. Tak, jakby zapominały o gorsetach wyszczuplających talię. Albo o innych możliwościach tkanin, dostosowywanych przecież do działań i zachowań szlachcianek. Odettcie do głowy niekoniecznie przyszło, że wiąże się z tym jeszcze ból, czy inne niedogodności podczas ciąży. Ale Cressida wydawała się w miarę szczęśliwa i spokojna, więc nie mogło to być aż tak źle.
Ciekawiło ją, czym tak w zasadzie zajmowała się pani Fawley w wolnym czasie. O ile dobrze rozumiała z opowieści kuzynostwa, francuska szkoła magii mocno stawiała na rozwój artystyczny, a teraz tym bardziej otaczało ją to kiedy Cressida poświęcała się zajęciom którym szczycili się Flintowie. Może kiedyś, kiedy lady Fawley miała nieco luźniejszy czas, Odetta mogłaby ją poprosić o drobne oprowadzanie po jednej z ciekawszych galerii, tak aby i panna Parkinson zaznała sztuki nieco innej niż balet czy tańce które obserwowała zazwyczaj.
- Dziękuję, to naprawdę miłe słowa. Zwłaszcza, że z tego, co rozumiem, sama poświęcasz się temu, czym zajmuje się rodzina twojego męża. To również niełatwe, zwłaszcza, że nie zawsze łatwo jest wzbudzić w sobie pasję do czegoś innego niż było to dotychczas. Ale z tego co rozumiem, dobrze się odnajdujesz w obecnej roli? – Wydawała się…szczęśliwa, na tyle, na ile można to było powiedzieć o szlachciance. Mimo bardzo podobnych zasad – chociaż innych wartości – każda wysoko urodzona dama wydawała się zadowolona z zupełnie różnych kwestii. Dochodziły jeszcze te szlachcianki z rodów, o których teraz nie mówiło się głośno, a one pewnie miały nieco inne problemy. Ależ musiały przez tę wojnę niegustownie wyglądać!
- Jeżeli wolno mi nieśmiało zapytać, czy miałabyś kiedyś możliwość poduczyć mnie nieco o ziołach i roślinach? Ten temat nie jest mi kompletnie obcy ze względu na moje zainteresowanie eliksirami, ale chciałabym jakoś usystematyzować i rozwinąć wiedzę. Oczywiście, o ile to nie problem! – Wolała postawić jasno sprawę, że nie zamierzała się narzucać ani wymagać zbyt wiele od tej początkowej i drobnej relacji. W końcu na pewno Cressida miała też dużo obowiązków. Ale gdyby chciała, Odetta na pewno nieco więcej dowiedziałaby się o ziołach i rozmaitych gatunkach. Może wtedy nieco lepiej poznałaby pannę, z którą rozmawiała teraz, dowiadując się, czy przyjdzie im razem zaprzyjaźnić się i spędzać ze sobą więcej czasu. Teraz zdecydowanie chciałaby, aby tak było.
Doprecyzowanie pozwoliło jej wyobrazić sobie przykładową suknię, ale i jej towarzyszka nie pozostawała bierna w tej sytuacji, przedstawiając swoje całkiem sensowne uwagi oraz preferencje. Wybrała również model, który wydawał się skraść jej serce, dlatego Odetta zdecydowanie podążała za nią, gotowa podpowiedzieć nieco więcej gdyby coś innego jeszcze złapało jej uwagę. I oto chyba było rozwiązanie ich poszukiwań, a kiedy Cressida odnalazła suknię, która przykuła jej uwagę, Odetta zachęciła ją do wyciągnięcia ręki i dotknięcia materiału, tak aby sama poczuła, czy pasuje jej jego wygląd.
- Jeżeli się podoba, możesz ją przymierzyć i zobaczyć, czy nie trzeba jej w jakiś sposób dopasować. – Propozycja padła, tak aby Cressida wiedziała, iż nie musiała polegać jedynie na wzroku, ale mogła też poczuć, jak całość na niej leży. – Owszem, razem z bratem się tam udajemy. Cieszę się, że będzie ze mną Edward, bo tak między nami, chociaż wiem, że lordowie Burke zapewnili nam bezpieczne przejście, obawiam się, iż niepokoi mnie sama perspektywa Nokturna. – Nie, żeby kiedyś postawiła na nim stopę, ale nie słyszała ani jednej pochlebnej opinii.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]02.06.21 13:08
Cressida była od urodzenia tak bardzo przyzwyczajona do swojej złotej klatki, że… nawet jej nie dostrzegała. Nie znała po prostu niczego innego, całym jej światem był ten, w którym żyła i dorastała. Była niczym ptak, który wykluł się już w zamknięciu nigdy nie zaznając wolności, więc nie pragnęła jej. Nie kusił jej świat poza złotą klatką, wręcz jawił jej się on jako niebezpieczny i niepokojący. Nie rozumiała dziewcząt, które buntowały się i były ciekawe tego zwykłego, plebejskiego życia. Ona nie była ciekawa, nie korciło jej sięganie po zakazane owoce. Dobrze jej było w rolach, które zostały jej przypisane z racji urodzenia. Dama, córka, żona i matka. Czego więcej pragnąć od życia? Może tylko tego, żeby jej dzieci miały je równie piękne, dostatnie, spokojne i szczęśliwe jak ona.
Cressida pragnęła zostać matką i nie żałowałaby narodzin bliźniąt nawet gdyby w konsekwencji straciła idealną figurę. Uroda nie była dla niej nigdy tak ważna jak dla Parkinsonów. Miała jednak szczęście, że natura podarowała jej dobre geny i wciąż mogła się cieszyć wąską talią, dodatkowo podkreśloną przez gorset, mający także dawać wrażenie, że nie była wcale tak bardzo płaska. Typowo kobiecych kształtów jej brakowało, bo odznaczała się bardzo drobną sylwetką pozbawioną krągłości, może jedynie biodra zaokrągliły się nieco po wydaniu na świat dwójki dzieci.
- Kochałam malować już wcześniej, więc to nie było tak, że zostałam zmuszona do polubienia malarstwa po ślubie – sprostowała z uśmiechem. Już wcześniej posiadała talent i zamiłowanie do sztuki, wżenienie w Fawleyów po prostu pomogło jej rozwinąć skrzydła, bo u Flintów sztuka nie była zbytnio ceniona. Pan ojciec akceptował jej fanaberię bo nie kłóciła się z tradycyjnymi kobiecymi rolami, ale nie rozumiał malarstwa. – Po prostu to szczęśliwy zbieg okoliczności, że zostałam żoną mecenasa sztuki i członka rodu kochającego malarstwo, tak samo jak i szczęśliwe było dla mnie to, że mogłam uczyć się w Beauxbatons, gdzie sztuka była bardzo ważna i ceniona. – Może to, że malowała, było jednym z powodów, dla których William zainteresował się właśnie nią? – Nie musiałam jednak wyrzekać się innych wcześniejszych pasji, mój mąż nie ma nic przeciwko temu, że lubię rośliny czy jeżdżę konno. Sam kupił mi niedawno własną aetonankę, żebym nie musiała wciąż pożyczać wierzchowców od jego kuzynek. Wierzę, że twój przyszły mąż również może docenić twoje pasje. – A przynajmniej tego Cressida jej życzyła, aby nie musiała wyrzekać się zamiłowania do mody ani współpracy z rodowym interesem Parkinsonów. Wydawało jej się jednak, że dobry, szanujący żonę mąż nie powinien mieć nic przeciwko, choć na pewno byli i tacy, którzy próbowali dość mocno podporządkować sobie żony. – I z chęcią mogę cię pouczyć o roślinach! – zgodziła się z zapałem, zadowolona, że Odetta wykazała zainteresowanie dziedziną, która była Cressidzie bliska z racji jej pochodzenia. Rośliny były dla Flintów tym, czym moda dla Parkinsonów. Poza tym taka wspólna nauka mogłaby im pomóc się bliżej poznać, co także byłoby bardzo cenne. – Gdyby pora roku była bardziej sprzyjająca, zaprosiłabym cię do ogrodów Fawleyów, ale jako że zbliża się zima, to pozostają książki i zielniki, po ślubie zabrałam z rodzinnego domu własnoręcznie zilustrowany egzemplarz. Ewentualnie możemy pewnego dnia wybrać się razem do londyńskiego ogrodu magibotanicznego, dawno tam nie byłam, więc chętnie zobaczę, jak teraz wygląda – zaproponowała; można było zauważyć, że się ożywiła i nie była już tak onieśmielona jak na samym początku rozmowy.
Później znów skupiła uwagę na sukniach, oglądając pokazane jej propozycje, a także poszukując wzrokiem czegoś, co mogłoby jej się spodobać. Dużo sukien było przepięknych, ale szczególnie jedna przykuła jej uwagę swym kolorem oraz krojem, eleganckim ale jednocześnie skromnym.
- Tak, chętnie ją przymierzę – zgodziła się; podejrzewała, że z racji jej niskiego wzrostu suknia może być nieco za długa, więc w przypadku zakupu być może konieczne byłoby skrócenie jej, aby nie potykała się o jej brzeg.
Ulżyło jej, kiedy dowiedziała się, że nie tylko ona miała obawy w związku z miejscem, gdzie miał odbyć się koncert.
- Muszę przyznać, że ja też boję się wyprawy na Nokturn – wyznała. Nie słyszała o tym miejscu niczego dobrego, nigdy tam nie była, bo zawsze jej mówiono, że to nie miejsce dla dobrze wychowanych dziewcząt. Ale wiedziała też, że Burke’owie są porządnym i szanowanym rodem, i że na pewno zadbają o to, żeby ich gości nie spotkała krzywda, w końcu byłby to wielki skandal, gdyby którąś z dam pożarła zła wiedźma, albo wydarzyło się jeszcze inne nieszczęście. Mimo to i tak się obawiała. – Ale William mnie namawia, że powinniśmy pójść, przekonuje mnie, że ród Burke zadba o bezpieczeństwo. Poza tym oboje uważamy, że za koncertem stoi piękna i wspaniałomyślna idea, bo czy nie cudownie będzie okazać wsparcie potrzebującym czarodziejom? – Cressie tak naprawdę nie znała realiów życia niżej urodzonych czarodziejów, ale wyobrażała sobie, że na pewno musi im być bardzo źle, i że oni, jako ci lepsi i uprzywilejowani, powinni dawać dobry przykład i otaczać opieką tych, którym wiodło się obecnie gorzej za sprawą tych strasznych buntowników z plakatów i innych im podobnych zwolenników fałszywej i zgubnej ideologii równości. - Gdzie mogę się udać, by przymierzyć suknię i obejrzeć się w niej?


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]06.06.21 12:21
Klatki przestawała być problemem, a może nawet nigdy dla nich nie była? W końcu żadna z tych panien nie chciała uciekać z miejsca, w którym było jej dobrze, gdzie jedzenia i pięknych strojów było pod dostatkiem, a jeżeli dana panna zachowywała się odpowiednio, mogła pochwalić się wsparciem rodziny i poparciem wśród najbliższych. Chociaż Odetta była najmłodszą z całej gromadki, bez większego problemu mogła liczyć na wsparcie od rodziny, takie jak pomoc od braci gdy tylko tego potrzebowała, albo ciepłe powitanie w domu kuzynostwa, gdzie Rosierowie zawsze chętnie pozwalali jej pozostać parę dni w ich Chateau.
Wyobrażała sobie, iż podobnie musiało być z Cressidą. Wyglądała ślicznie, wydana została za mąż w towarzystwie, w którym wydawała się szczęśliwa. Dodatkowo mogła rozwijać swoją pasję, zyskała więcej uwagi i zainteresowań odnośnie nowego rodowego zajęcia, miała dwójkę na pewno prześlicznych dzieci, a rodzina męża z nim samym na czele obdarzała ją tak wielkim zaufaniem, że pozwalali jej posiadać pewną swobodę. Wydawała się ucieleśnieniem ideału, do którego Odetta postanowiła dążyć, czy jednak będzie jej to dane? Nie wiedziała, jednak być może powinna niebawem zapowiedzieć się w siedzibie rodu Fawley, tak w ramach odwiedzin.
- Czy była okazję wystawiać swoje dzieła? Jestem ciekawa, czy miałam możliwość zauważyć coś, co lady już namalowała. Może też mogłabym liczyć na twoją poradę, jeżeli tylko miałabyś czas? Poszukuję obrazu do mojego pokoju i zastanawiam się, czy mogłaby mi lady doradzić? Wiem, że wielu twórców chętnie sprzedałoby wiele obrazów słynnych twórców, tak naprawdę wręczając doskonałą kopię, a nie powiem, dziwnie by było utknąć z podrabianym dziełem na które wydało się pieniądze i na które trzeba codziennie patrzeć. – Delikatnie pozwoliła sobie zgarnąć z twarzy własny, niesforny kosmyk, który delikatnie zlał się z pozostałymi, tworząc ślicznie ułożoną fryzurę.
- Niesamowicie się cieszę, że masz możliwość rozwijać każdą swoją pasję. Smutno byłoby gdyby nie pozwolono na kontynuowanie swoich własnych zainteresowań. Jeździsz konno? Mnie nigdy nie było to dane, mam nadzieję, iż to całkiem ciekawa rozrywka? Wydaje mi się, że dobrze się odnajdujesz w obecnym życiu i cieszę się, że o tym słyszę. Jeżeli będziesz miała kiedyś chwilę i interesujesz się również fauną, zapraszam cię do Broadway Tower. Dziękuję zaś za wiarę w mojego przyszłego męża, sama mam nadzieję, że dostane kogoś, kto będzie dla mnie tak dobry jak twój mąż dla ciebie. – W końcu czyż nie o tym marzyła każda szlachcianka? Aby mieć kogoś „dobrego”. Czymkolwiek to dobre miało być akurat w tym momencie.
- Dziękuję, będę zachwycona! Nie miałam od dawna możliwości przechadzać się po ogrodach londyńskich, dlatego chętnie skorzystam z tej możliwości. Wydaje mi się, że własnoręcznie zrobione zielniki muszą być niezwykle piękne, dlatego również chciałabym je obejrzeć przy możliwej okazji. Niestety w kwestiach twórczych nie byłam nigdy najlepsza, chociaż całkiem cieszy mnie gra na fortepianie. – Może gdyby poprosiła Cressidę, ta nauczyłaby ją nieco więcej na temat i być może Odetta nauczyłaby się mieć nieco więcej wspólnego z malowaniem? Może kiedyś sama stworzył obraz do sypialni?
- Cel jest zaiste bardzo zaszczytny! Mam nadzieję, że w takim razie obydwie znajdziemy pocieszenie w towarzystwie naszych bliskich. Możemy potem spotkać się po koncercie, wymienić się doświadczeniami i mieć nadzieję, że Nokturn pod opieką rodu Burke jednak nie będzie aż tak straszny. Czy masz potem jakieś plany jeżeli chodzi o przyjęcia albo wydarzenia? Jeżeli nie, pozwolę sobie zaprosić na pokaz zimowej kolekcji na początku grudnia. – Wiedziała, iż nie każda pani i dama miały na to czas, ale miło by było pojawić się z kimś ciekawym u boku, bo podejrzewała, że Edward tego dnia będzie rozchwytywany. Miała nadzieję, że ugości kogoś z własnego zaproszenia.
Skinęła dłonią po służbę, a ta zdjęła suknię z wystawy, a urocza niewiasta o pogodnym spojrzeniu błękitnych oczu poprowadziła Cressidę do oddzielnego pokoju, pozwalającego jej na ubranie sukni, chętna asystować jej gdyby zaszła taka potrzeba. Kiedy zaś wyszła, Odetta uśmiechnęła się na ten widok, z zainteresowaniem spoglądając na kobietę przed nią.
- Być może nieskromnie, ale powiem, że bardzo ślicznie wyglądasz. Gdyby jeszcze odrobinę skrócić i dopasować w talii, tak aby nie był to zupełnie bezkształtny wzór, oraz żeby nie ciągnęła się po ziemi.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]08.06.21 11:42
Cressida nigdy nie rozumiała tych, które uciekały. Sama nie miewała takich pokus, zawsze akceptowała swoje życie takim, jakie było, doceniała to, co było jej dane i kochała oraz głęboko szanowała swoją rodzinę i tradycje, w których wyrosła. Ale zdawała sobie sprawę, że byli ludzie, którzy zdradzali swoje rodziny i bezczelnie spluwali na tradycje i wartości. Takich należało wykreślać ze swojego życia i kilka miesięcy temu zmuszona była tak zrobić, kiedy swoją rodzinę zdradziła jej koleżanka, Isabella niegdyś Selwyn. Myślała, że miały szansę zostać przyjaciółkami, ale bardzo się zawiodła. W momencie gdy Cressie dowiedziała się o jej zdradzie, poczuła głęboki smutek, zawód ale i przede wszystkim niedowierzanie, lecz wiedziała, że od tamtej chwili Isabella miała stać się dla niej martwa i nie wolno jej było się z nią spotykać ani nawet do niej pisać. W jej życiu nie mogło być miejsca na zdrajców bez względu na to, kim dla niej byli wcześniej. Gdyby, nie daj Merlinie, taka sytuacja wydarzyła się w jej rodzinie, to byłaby gotowa wyrzec się nawet rodzonej siostry, co zrobiłaby z wielkim bólem, ale nigdy nie sprzeciwiłaby się panu ojcu. Na szczęście jednak jej brat i siostra byli wzorowymi potomkami Flintów i jednymi z ostatnich ludzi, których zdrady mogłaby się obawiać. Miała nadzieję, że nikt z jej krewnych nigdy nie odwróci się od rodziny i zasad, wystarczyło już że musiała zerwać kontakty z rodziną ze strony matki.
Mąż Cressidy ufał jej i wiedział, że nigdy celowo nie skalałaby swojej ani jego reputacji, dzięki czemu mogła opuszczać dworek bez niego, musiała jej jedynie towarzyszyć służka lub ktoś z rodziny, wszystko to w trosce o jej bezpieczeństwo. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że dla kogoś mogłaby się jawić jako ideał, w swoim mniemaniu była przecież niepełnowartościowa – ale była to wyłącznie kwestia jej kompleksów zrodzonych w dzieciństwie pod wpływem tego, że od zawsze stała w cieniu starszego rodzeństwa. W czasach, kiedy była niezamężna, niewątpliwie to jej Odetta jawiłaby się jako ideał ze swoją urodą znakomicie podkreśloną dobrze dobranymi sukniami. Prawdę mówiąc, nadal w skrytości ducha mogła jej pozazdrościć tej szlachetnej urody niezmąconej rudością i piegami. Chciałaby być taka piękna.
- Owszem, kilkukrotnie użyczałam swoje obrazy na wernisaże londyńskim czarodziejskim galeriom sztuki – rzekła; zawsze jednak były to występy gościnne, jej prace nigdy nie były główną atrakcją, bo nie wypadało jej się wystawiać na pokaz dla gawiedzi, poza tym nie lubiła być w centrum uwagi i odpowiadało jej to, że może stać w cieniu kogoś innego. Jej mąż promował młode talenty (oczywiście o odpowiednim pochodzeniu), opiekował się też twórczością żony, ale szanował to, że wcale nie marzyła o sławie i rozpoznawalności, choć ze swoim talentem miała wszelkie warunki do tego, by zaistnieć. Ale wolała być w pierwszej kolejności żoną i matką, sztuka była jedynie przyjemnym hobby, zwłaszcza odkąd urodziła dzieci. – Z przyjemnością doradzę w kwestii obrazu, zależnie od tego, czego konkretnie poszukujesz. Mój mąż ma dużo większą wiedzę teoretyczną ode mnie, ale myślę, że i ja będę potrafiła ci pomóc.
Uśmiechnęła się lekko. Rzeczywiście miała ogromne szczęście, że jej mąż i jego rodzina tak życzliwie podchodzili do jej pasji, także tych niezwiązanych ze sztuką.
- Nigdy nie uczyłaś się jeździć konno? – zdziwiła się, ale może w tych typowo dworskich rodach nie nauczano dziewczynek takich umiejętności. Cressida pochodziła z Flintów, gdzie również dziewczęta odbierały takie nauki. Jej pan ojciec był bardzo konserwatywny, ale zadbał o to, by jego córki uczyły się tego, co bliskie Flintom. Tym sposobem Cressie od dziecka jeździła konno i była w tym naprawdę dobra, w szkole nawet należała przez pewien czas do kółka jeździeckiego. – I oczywiście interesuję się również fauną. Zwłaszcza ptakami, ale ciekawią mnie i inne zwierzęta. – Ptaki były jej bardzo bliskie przez wrodzoną znajomość ich mowy, ale o tym, że posiadała taki dar, wiedziało niewielu i były to głównie osoby z jej rodziny oraz bliższych znajomych, nie licząc kilku osób, które o jej odmienności dowiedziały się przypadkiem, nakrywając ją na używaniu daru. Pozostawało jednak faktem, że ptaki ciągnęły do jej towarzystwa i nawiązywanie z nimi kontaktu przychodziło jej z naturalną lekkością i łatwością. – Bardzo chętnie odwiedzę cię w Broadway Tower, ale i równie chętnie ugoszczę cię pewnego dnia w Ambleside. Nasze ogrody nawet zimą wyglądają pięknie.
Może, gdy zaczną utrzymywać regularniejszy kontakt i odwiedzać się, z czasem stworzy się między nimi bliższa więź? Cressie wydawało się, że Odetta mogłaby być dobrym materiałem na potencjalną przyszłą przyjaciółkę, musiałyby się tylko lepiej poznać i przekonać się, jak spędza im się razem czas. Na ten moment rozmawiało jej się z lady Parkinson na tyle dobrze, że zapomniała o początkowym onieśmieleniu. Z Isabellą też tak kiedyś było, póki nie zdradziła... ale nie chciała o niej myśleć.
- Jestem pewna, że twój pan ojciec zadba o to, by znaleźć dla ciebie odpowiedniego męża – zapewniła ją z troską, bo tak przecież wypadało, choć nie wiadomo było, kogo ojciec Odetty uzna za odpowiedniego i ile będzie w tym względów politycznych. Większość małżeństw była zawierana dla dobra rodów, a szczęście małżonków stało na drugim planie.
- W ogrodach londyńskich jest wiele pięknych roślin, a zawsze najlepiej poznawać je żywe, a nie tylko na rysunku, choć chętnie pewnego dnia pokażę ci i zielnik. Mój pan ojciec zawsze tworzył wspaniałe zielniki, a ja je dekorowałam. – W końcu Leander Flint nie był ani trochę utalentowany plastycznie, więc zajmował się stroną merytoryczną zielników, a Cressie niezwykle starannie je ilustrowała. Większość pozostała w Charnwood, ale jeden Cressida zabrała sobie po ślubie jako pamiątkę. – Też lubię grać na fortepianie. Nie jestem w tym szczególnie dobra, ale potrafię zagrać proste melodie. Moje dzieci lubią, gdy dla nich gram, muzyka je uspokaja.
Dlatego Cressie grała regularnie, nie zrażając się tym, że nie miała wielkiego talentu. Wystarczyło że potrafiła grać dla swoich dzieci.
- Może będzie okazja porozmawiać po wszystkim. Jestem bardzo ciekawa tego, co zaprezentuje lady Burke, podziwiam jej odwagę, bo sama nie odważyłabym się grać publicznie – powiedziała; to było coś innego niż pokazywanie komuś obrazów, bo nad obrazem mogła pracować w spokoju i ciszy przez wiele godzin, dopieszczając niedoskonałości zanim ktokolwiek zobaczy finalny efekt, a muzykę wykonywało się na żywo, ze świadomością tego ilu ludzi słucha i strach przed popełnieniem błędu był o wiele większy. Fałszywego dźwięku nie dało się zamalować tak, jak źle naniesionej linii na płótnie. – Nie mam jeszcze zbyt wielu planów poza tym, że pojawię się na tym koncercie i zapewne także na noworocznym sabacie. Na początek grudnia na ten moment nic nie planuję, więc chętnie zapoznam się z nową kolekcją.
Następnie udała się na przymiarki sukni w towarzystwie dziewczyny zatrudnionej w domu mody. Zdjęła swoją suknię i założyła tę upatrzoną, która rzeczywiście była trochę za długa, ale ogólnie ładnie prezentowała się na niej, podkreślając delikatność i eteryczność urody dziewczątka. Jej kolor uwypuklał zaś bladość jej skóry i kontrastował z bielą lic oraz ciemnorudą barwą włosów.
- Dziękuję – podziękowała za komplement. – Mi też podoba się ta suknia. Czy będzie możliwe, żeby ją dopasowano tak, aby leżała na mnie jak najlepiej? Chętnie ją kupię i chciałabym, żeby do dnia koncertu była już gotowa.
Mąż dał jej galeony na ten cel, aby kupiła sobie suknię oraz przy okazji jakieś ubranka dla dzieci. Suknia musiała jednak zostać dopasowana w talii i odrobinę skrócona, bo obecnie jej dół ciągnął się po ziemi i materiał narażał się na uszkodzenia, a Cressidę na potknięcie, gdyby przydepnęła go bucikiem podczas chodzenia.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]12.06.21 18:12
Było coś przerażającego w wyparciu się całej swojej rodziny. Od tak odrzuceniu parudziesięciu lat, które miało się za sobą, tak jakby nigdy się nie istniało. Wyrzec się wszystkich i wszystkiego i to dla czego? Dla jakiś niejasnych poglądów, z którymi można było się po prostu nie obnosić? W końcu Odetta tak właśnie to widziała – ludzie, którzy odcięli się od innych tylko dlatego, że coś im nie pasowało. Spróbowała wyobrazić sobie życie bez Edwarda, ale każda taka sytuacja powodowała u niej spory niepokój. Miałaby nagle zamartwić się o niego tylko w sekrecie, publicznie przyznając, że nigdy taki mężczyzna nie miał miejsca w jej życiu? Nie mogąc nawet upewnić się, czy wszystko z nim w porządku, czy nie jest chory, czy jednak daje radę…on był dał, ale ona?
Starała się oczywiście robić wszystko, co zadowoliłoby jej rodzinę, nie wyznając sprzecznych z nią poglądów, ale co, jeżeli kiedykolwiek zrobiłaby coś, co spowodowałoby, że jej ojciec wyrzuciłby ją z domu, co miałaby zrobić? Nie umiała nic innego niż eliksiry i znajomość mody – tego drugiego w ogóle nie miałaby pewnie jak egzekwować, bo przecież nikt nie potrzebował osoby która o modzie umiała opowiadać, ale nie trzymała poprawnie igły i nitki, a na eliksiry potrzebne były też składniki. Może by jakimś cudem miałaby odrobinę szczęścia, wydawało się jednak, że na ten moment raczej padłaby z głodu i wycieńczenia albo znalazłaby się w jeszcze gorszym miejscu nić by się mogło wydawać, dlatego drżała w tej obawie, że kiedyś zrobi coś, co zapewni jej miejsce poza rodziną. Czuła już, jak zmartwienie sprawia, że zaczynała się martwić i chyba jej serce miało bić coraz mocniej i ciężej jej było oddychać, dlatego postanowiła przestać o tym myśleć.
- To niesamowite! Na pewno muszę zobaczyć twoje prace, czy jest jakiś styl, którym się kierujesz? Czy to wygląda nieco inaczej pod względem malarskim i najpierw szykuje się płótno i pomysł, na którym chce się oprzeć? – Nigdy nie miała okazji malować, a chociaż ozdoby ścian, którymi były malarskie wyczyny, zdecydowanie było zachwycające. Odetta kochała głównie stonowane bądź ciemne barwy, tak jakby nagle miało być coś niesamowitego, tym bardziej, jeżeli obraz mógł odżyć. Ciekawe, czy ktoś jeszcze będzie zaciekawiony tym, jak miało to przełożenie na następne działania – niektóre w końcu miały zaczarowane wrażenia tak, że czarodziej mógł mieć wrażenie, że jest na tym obrazie. Taki proces ze względu twórcy musiał być albo bardzo czasochłonny i nawet też męczący, albo bardzo interesujący. Chętnie bym się dowiedziała jaki. – Mogę zaprosić i pokazać, do jakiego wnętrza poszukuję czegoś ciekawego, albo po prostu też o tym opowiedzieć. Wiem, że dobrze dobrać też do tego odpowiednią ramę, ale w wielu sytuacjach jest ona już odpowiednio przygotowana?
Przynajmniej tak to rozumiała jeżeli się nad tym zastanowić, ale że na obrazach póki co niewiele się znała, dlatego miała nadzieję, że będzie mogła liczyć na pomoc. Zwłaszcza, że Cressida nie wyglądała na osobę, która podchodziłaby nieuprzejmie do jej niewiedzy albo chętnie wykorzystywała to potem.
- Miałam taką możliwość, ale moja matka, która pochodzi z Rosierów, miała nadzieję, że poświęcę się bardziej baletowi. I rzeczywiście skupiłam się bardziej na tym, a uraz z jazdy konnej mógł spowodować większy problem. Sama mam nadzieję, iż teraz, kiedy nie poświęcam tańcu się aż tak mocno – głównie dlatego, że nie miała możliwości występować na scenie – nadrobię te lata. – Przetarła lekko policzek, mając nadzieję, że wcale nie będzie to absolutnie niemiłe, ani też nie sprawi, że pani Fawley pomyśli nieco gorzej o rodzie Parkinsonów. To nie tak, że nikt nie jeździł przecież. – Skoro tak, to serdecznie zapraszam, bardzo chętnie pokażę nasze rodowe jednorożce. A z zaproszenia do Ambleside równie chętnie skorzystam. Może nawet grudniowo, kiedy wyjdzie najnowsza kolekcja i sama będę miała nieco więcej czasu?
Na pewno dałoby to też chwilę aby przygotować dla Cressidy jakiś drobny podarunek? Wiedziała, że w wielu wypadkach mogła skorzystać z czegoś, co znajdowało się w ofercie domu mody, albo wykorzystać też osoby które tu pracowały, tak aby jednak było to coś o wiele wyjątkowego. Nie chciała się wkupywać w łaski, chciała żeby Cressida dobrze się czuła w jej towarzystwie i czuła się doceniona jako lady. Sama też przekonywała się nieco, aby zdradzić ciut więcej o swoim życiu, teraz zaś skupiając się na jej sześciu i zainteresowaniu tym miejscem.
- Dziękuję. – Sama chciała wierzyć, że jej życie z mężem u boku będzie lepsze. Nie zawsze było to takie oczywiste, ale to chyba lepsze, niż pozostanie starą panną. – Czy mogłabym zamówić u ciebie stworzenie rysunku bądź portretu? Czy jednak nie czujesz się na tyle pewnie, aby zrobić coś takiego? – Wolała wyczuć, gdzie miała postawić granicę. Nie chciała też, aby uznała to za kolejną próbę wkupienia się w czyjeś łaski, chciała po prostu zebrać też miłą kolekcję jednorożców. Rysunki takie zawsze były przepiękne. Ale Cressida nie musiała się tego podejmować.
- Przyznam, że taniec jest mi bliższy, ale fortepian ma takie uspokajające brzmienie. Mam też nadzieję, że często nawet można się w tym zagubić. Mam nadzieję też, że uda nam się porozmawiać, czy to bezpośrednio po wydarzeniu, czy po koncercie. Zawsze jesteś mile widziana w Domu Mody Parkinson, nie tylko dla kolekcji czy zakupów, ale też dla odwiedzin. – Pokiwała głową, wiedząc, że chętnie porozmawia jeszcze kiedyś z młodą panią Fawley. A może będzie mogła się pozachwycać nawet jej pociechami.
- Sukienkę możemy wysłać nawet jutro, dopasowanie jej nie zajmie zbyt wiele czasu jeżeli chodzi tylko o skrócenie. Jeżeli masz też teraz chwilę, możemy przejść do sekcji dziecięcej, żebyś mogła wybrać coś ciekawego. – Uśmiechnęła się i pozwoliła, aby pani Fawley przebrała się z powrotem, zabierając się z nią zaraz do sekcji dziecięcej i pokazując najnowszą kolekcję, z której Cressida mogła na spokojnie wybierać.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]14.06.21 13:10
Cressie nigdy nie porzuciłaby swojej rodziny i życia, które znała. Nie była typem osoby lubiącej się umartwiać dla idei, poza tym pewnie nie przetrwałaby w świecie zwykłych ludzi, gdzie na wszystko trzeba było ciężko zapracować, nie dostawało się niczego za sam fakt istnienia. Zawsze była ściśle zależna od innych i nie potrafiłaby zadbać o siebie samodzielnie (nikt nie uczył tego młodych dam, które i tak miały w dorosłości wychodzić za mąż i przechodzić z opieki ojca pod pieczę męża), poza tym nie posiadała zbyt wielu życiowych umiejętności. Potrafiła świetnie malować, ale poza światem wyższych sfer najprawdopodobniej nie byłoby to użyteczne. Czarownicą była dość mierną, w żadnej dziedzinie poza malarstwem nie wybijała się szczególnie, poza tym, już pomijając kwestie umiejętności, była kompletnie nieżyciowa, oderwana od rzeczywistości i nie miała pojęcia o tym, jak się utrzymywać, bo przecież od tego byli mężczyźni. To oni dbali o materialny byt rodziny oraz o jej bezpieczeństwo, a kobieta miała siedzieć w domu, rodzić dzieci i opiekować się nimi. Do tego była stworzona także Cressida i czuła się dobrze w swojej roli, tak dobrze, że żaden bunt nigdy nie przyszedłby jej do głowy.
Jedynie czasami zastanawiała się, co działo się z Isabellą po tym, jak zdradziła. Nie wspominała jej imienia głośno, potępiała jej wybór i oficjalnie uznawała że ktoś taki nigdy nie istniał, ale w głębi duszy się zastanawiała, czy była Selwynówna gdzieś tam żyje, czy może rzeczywiście umarła w zderzeniu z tym strasznym światem pospólstwa, według zapewnień rodziny pełnym niebezpieczeństw czyhających na młode, delikatne dziewczęta. Być może nigdy się tego nie dowie.
- To zależy od tego, co akurat tworzę. Najchętniej maluję pejzaże, ale zdarza się uwieczniać na szkicach lub płótnie także rośliny, zwierzęta czy ludzi – wyjaśniła. Cressida nie tylko malowała obrazy, potrafiła też rysować. – Tworząc staram się jak najwierniej odwzorowywać rzeczywistość. – Nie przepadała za nowomodnymi abstrakcyjnymi nurtami, była tradycjonalistką. Dla niej kilka bezkształtnych kolorowych plam na jakimś tle nie było prawdziwą sztuką. Konserwatyzm jej wychowania przenosił się także na jej twórczość. – Rama to już coś, co dodaje się do obrazu po jego skończeniu, i nie zajmuję się tym osobiście. – Fawleyowie mieli na podorędziu kogoś, kto oprawiał dla nich obrazy, choć Cressie w przypadku swoich płócien miała decydujący głos w kwestii wyboru ramy. Nie miała nic przeciwko wyjaśnianiu pewnych kwestii, bo rozumiała, że jeśli Odetta sama nie malowała, to mogła nie mieć rozeznania. Nie każdy musiał znać się na wszystkim.
- Sama nie miałam okazji uczyć się baletu – przyznała; w rodzie Flintów nie była to umiejętność tak ważna jak jazda konna, dlatego zamiast wciskać Cressidę w baletowy kostium sadzano ją na grzbiecie najpierw kucyka, a kiedy podrosła, to normalnego konia. Uczono ją jednak salonowych tańców balowych, które musiała znać każda młoda lady, po prostu balet pominięto, a i ona nigdy nie prosiła o nauki, bo i tak bardziej ją ciągnęło do koni. Ale absolutnie nie myślała źle o rodzie Parkinsonów, wiedziała przecież, że każdy ród miał inne tradycje i inne umiejętności uważał za najważniejsze. – Byłoby naprawdę cudownie, gdybym mogła odwiedzić ciebie, a ty mnie. Może właśnie w grudniu się uda? – Była podekscytowana, bo zależało jej na tym, by nawiązać jakieś relacje z innymi dobrze wychowanymi damami, a Odetta wydawała się miłą i dobrze ułożoną młodą kobietą, poza tym obie mogły się od siebie wiele nauczyć. Chętnie zobaczyłaby też jednorożce, choć nie była pewna, czy będzie to możliwe, skoro nie była już panną, a mężatką, ale może udałoby jej się obejrzeć te piękne stworzenia chociaż z daleka. Dobrze, że chociaż w szkole miała okazję pogłaskać jednorożca na lekcjach opieki nad magicznymi stworzeniami.
- Jak najbardziej mogę wykonać dla ciebie obraz, musiałabyś tylko powiedzieć, co miałby przedstawiać – przytaknęła, bo przecież nie było to dla niej nic trudnego, często malowała dla krewnych i znajomych. Większość jej bliskich oraz koleżanek posiadała już jakąś pracę opatrzoną jej imieniem. Zresztą była osóbką tak prostolinijną, że nawet nie wpadłaby na to, że prośba o obraz mogłaby być próbą wkupienia się w jej łaski; poza tym biorąc pod uwagę jej niską samoocenę zdecydowanie nie uważała siebie za osobę, w której łaski ktokolwiek miałby chcieć się wkupić. – I będę pamiętać, na pewno jeszcze nie raz się tu pojawię, gdy akurat będę gościć w Londynie. – Nie bywała w stolicy często, ale od czasu do czasu się zdarzało.
Dokonała przymiarki sukni, uważnie oglądając się w lustrze. Była zadowolona z tego co widziała, suknia przypadła jej do gustu. Na ogół nosiła kreacje z szerszym dołem, ale na koncert mogła założyć coś skromniejszego, ale wciąż eleganckiego w swej prostocie.
- Dobrze, byłabym bardzo wdzięczna, gdyby udało się to zrobić do jutra – powiedziała gdy już zdjęła suknię i przebrała się z powrotem w swój własny ubiór, też niegdyś zakupiony właśnie tutaj, tak jak większość jej sukien. Choć posiadała w garderobie także dzieła francuskich magicznych projektantów, to i tak najchętniej ubierała się u Parkinsonów, nie chcąc odstawać od innych dam.
Następnie mogły udać się do działu dziecięcego, gdzie Cressida uważnie obejrzała ubranka, starając się odnaleźć coś w rozmiarach pasujących na jej dzieci. Udało jej się zakupić dwie ładne sukieneczki dla Portii oraz spodenki dla Juliusa. Po wszystkim podziękowała Odettcie za towarzystwo i rozmowę, oraz wyraziła nadzieję na rychłe kolejne spotkanie, a potem udała się znowu w okolice sali aukcyjnej, gdzie mogła poczekać na swoją siostrę.

| zt. x 2


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Salon aukcyjny [odnośnik]21.10.21 11:50
3 stycznia 1958

Jej spojrzenie krytycznie zatrzymało się na manekinach, które pracownicy właśnie ustawiali przed nią, prezentując zarówno modele, które dotarły do nich dziś rano, jak i wcześniej zakupione przykłady. Dla niektórych sprawa wystawy mogła wydawać się błahostką, dla Parkinsona była to jednak kwestia życia i śmierci. Mieli przecież zachwycić gości na pierwszy rzut oka, zapraszając ich do zajrzenia głębiej, zorientowania się bardziej w świecie przepychu, spojrzenia na otaczającą ich rzeczywistość przez piękno skondensowane w kilku manekinach i jakże wyśmienicie pięknych strojach. Jeżeli to by się nie udało, oznaczałoby, że zawiodła i nie wykorzystała odpowiednio swojego potencjału, a co najważniejsze, trzeba będzie poprawiać jej pracę, czego absolutnie nie chciała.
Zastanawiała się długo, jaki motyw wybrać do samej prezentacji, bo pod to podlegały kolejne decyzje. Motyw z tańcem i eleganckim ukazaniem tkanin w ruchu byłby dobrym pomysłem, ale skojarzenia z sabatem powinni raczej zostawić na poprzedni okres, gdzie szlachcianki dawały się skusić na lepsze oferty, tylko po to aby lepiej wyglądać na parkiecie. Niejedna z nich w końcu szukała też obiektu swoich zainteresowań, dlatego chciały swoim wyglądem przyćmiewać wszystkie inne, a próżność grała w tym wypadku również pierwsze skrzypce. W końcu Odetta skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie chciała na sabacie być tą najpiękniejszą. Każda panna chciała.
Musiała jednak powrócić do tego co tu i teraz. W jakiś sposób potrzebowała nawiązać do obecnej sytuacji, ale chociaż polityka i moda były ze sobą związane przez wieki, chociaż wydawać by się mogło inaczej, tak Odetta szukała jakiegoś nowego motywu. Przez chwilę martwiła się, że nie będzie w stanie wpaść na cokolwiek – każdy kolejny pomysł, który zaczęła sobie rozpisywać, znajdując sobie kąt dla siebie kiedy Edward zajmował się kolejnym projektem w swojej pracowni, ostatecznie lądował w koszu, a jej frustracja jedynie rosła. Chciała się wykazać, jak jednak to zrobić, jeżeli nie miało się na to absolutnie pomysłu?
Inspiracja, jak zawsze w takich wypadkach, przyszła niespodziewanie, sprawiając, że następnego dnia przychodząc do pracy była gotowa do działania. Zawitała do domu mody przed jego otwarciem, ściągając do tego grupę pracowników, otrzymując wcześniej zgodę ojca na mały dodatek do pensji za pracę poza jej godzinami, uśmiechając się do wszystkich nieco zaspanych, ale wciąż zjawiających się w tym miejscu pracownikom. Dobrze, że się zjawili, bo potrzebowała ich gotowych do pracy, właśnie dlatego teraz stała przed manekinami, końcówkę pióra trzymając blisko ust i muskając nimi swój kącik ust.
- Wybierzemy w takim razie te trzy męskie i te trzy damskie, resztę można odnieść do magazynu, a do tego damy cztery dziecięce. – Uśmiechnęła się lekko, ostatecznie wskazując, którymi manekinami się dziś zajmą, resztę odrzucając. Spojrzała jeszcze na wszystko dla pewności, ostatecznie kiwając głową tak aby przenieść spojrzenie na dostępną przestrzeń. Poprosiła specjalistów od dekoracji i zaklęć, tak aby już wcześniej przygotowali dostępną przestrzeń. Miejsce na wystawę zmieniło się więc na nowo, wykorzystując miejsce do stworzenia różnych sekcji, tak aby pokazać lokacje.
Pierwszą z nich przywołany był magicznie bruk, dookoła którego widać było postawione iluzją stragany, niemal identyczne jak te, które widniały na zimowym jarmarku. To jednak nie one miały być centrum, a cztery manekiny, które w pewnym zapętleniu poruszały się po przestrzeni, pokazując sobie rozmaite rzeczy, czy ostrożnie łapiąc dzieci za dłonie. Męskiemu manekinowi przeznaczyła szatę z czerni obszytej zielenią, nie mogąc sobie darować nawiązania do rodowej barwy, na ramiona wybierając mu ciepłą pelerynę, która sięgała kostek, ale nie miotła się po ziemi, przeszyta jeszcze futrem na ramionach dla dodatkowego zapewnienia warstwy pomiędzy ramionami a chłodem. Kobieta otrzymała błękitną suknię, z odpowiednio rozłożystą spódnicą która jednak dosięgała do kostek, tak aby żadna z dam nie miała wątpliwości, jak dokładnie powinno się nosić. Na czerń sukni nałożono ozdobny żakiecik w kremowym kolorze. Wszystko to przykrywało (lecz nie zasłaniało!) futro. Dzieci potraktowano nieco bardziej ulgowo, przynosząc im szaty w nieco jaśniejszych kolorach – sukienka z zieleni, na którą nałożono pelerynkę oraz szata dla chłopca w odcieniach czerni, przypominająca nieco tę ojcowską, tym razem jednak z jasnymi obszyciami, które nawiązywały jasno do żakietu matki. Wszystko wykończono rękawiczkami przygotowanymi już wcześniej na okresy zimowe, oraz eleganckimi czapkami, poważniejszymi dla męskich manekinów i nieco bardziej modnymi dla damskiej części. Całość spięła biżuteria, skupiająca też wzrok na szyi oraz nadgarstkach. Panna Parkinson odsunęła się, oceniając, jak wyszła środkowa część wystawy, krytycznym wzrokiem przesuwając po wszystkim zanim nie odsunęła się, kiwając głową. Póki co była usatysfakcjonowana.
Następna część, znajdująca się po prawej stronie od sceny z jarmarku znajdowała się w pomieszczeniu, gdzie odnaleźć można było nie tylko kominek, miękki dywan oraz półki z ciemnego drewna, ale również wygodne fotele i poduszki rozłożone przed nim. Siedząca na fotelu kobieta wydawała się pochłonięta lekturą, chociaż wydawało się, że czyta coś niezwykle interesującego, przez co siedzący przed nią manekin dziecka zerkał na nią od czasu do czasu, tak jakby wychwytywał jej słowa. Dla tych manekinów trzeba było skupić się na samych strojach, które zakryte już nie miały być pelerynkami, a więc i zwracać uwagę już na samych siebie. Wybrała błękitną suknię, nieco ciężką do noszenia, idealnie jednak rozlewającą swoją tkaninę na fotel i otulającą ciało idealnie, nie pozostawiając miejsca na nieodpowiednie sugestie, wciąż jednak podkreślając talię kobiety, tak aby nie wyszła na zupełnie przestarzałą. Tutaj biżuteria mogła też stanowić główne centrum – bogaty naszyjnik i kolczyki mogły ozdobić twarz i uwydatnić status noszącej je osoby. Półbuty ze złotą sprzączką co jakiś czas stukały obcasami kiedy manekin zmieniał nieco pozycję siedzącą. Znajdujące się na poduszkach dziecko miało przed sobą parę zabawek, często sięgając po zaczarowany bączek – pozwalało to uwydatnić ruch rąk, a tym samym zwrócić uwagę na ozdobne rękawy, zrobione ze srebrzystego materiału, na których końcówkach przypięto ozdobne paski, wyróżniając je spośród całego. Podobne obszycia można było znaleźć wzdłuż dekoltu i końcówki spódnicy sukienki, nadając im spójnej całości. W swojej sielskości, scena miała nawiązywać do spokoju domowego i dobrobytu, tak ważnego podczas zimy.
Ostatnia scena przedstawiona była pośród śniegu, pozwalając sobie na drobne opady, które jednak wydawały się nie dotykać drzew. Męski manekin, ubrany tym razem w szatę w kolorze ciemnego granatu, wyróżniał się od szarości i bieli i pozwalał sobie zaistnieć na pierwszym planie. Tym razem peleryna męska była krótsza, idealna do założenia na przejażdżkę konną albo polowanie, nie krępując ruchów osoby znajdującej się na koniu albo sięgającej po kuszę. Dziecko nosiło podobną pelerynę, tworząc swoiste powiązanie pomiędzy nim a postacią ojca – Odetta zdecydowanie celowała w skojarzenia rodzinne, pokazując, jak zimą zagospodarować sobie można było czas, zwłaszcza kiedy pogoda wydawała się ciążyć jeszcze bardziej. Mężczyźni przedstawieni na aktywności fizycznej, wybierającej rozrywkę, uczący tego swoich synów, kobiety w domu wraz z córkami, idealny obraz rodziny. Dla dziecka wybrano jeszcze szatę koloru głębokiego fioletu, kończącą się nieco wyżej aby uwydatnić nogi, na które włożono najnowszy model jeździeckich butów, zaprojektowany przez jednego z kuzynów Odetty. Manekiny co jakiś czas spoglądały gdzieś w oddali albo podchodziły do znajdujących się obok przyrządów jeździeckich, z figurką chłopca wpatrzoną w każde działania „starszego” z manekinów.
Ostatnim etapem było odsunięcie się i spojrzenie na całość kolażu, krytycznie dostrzegając jeszcze kolejne błędy. Wyciągała dłoń, pokazując, co poprawić i co powinno być przesunięte jeszcze tak, aby światło otoczenia i wykreowanych scen jak najlepiej pokazywało wszystkie detale strojów, które przecież miały ściągać na siebie uwagę. Dopiero kiedy była ostatecznie zadowolona, uśmiechnęła się szeroko, odsuwając się oddając wszystkie zapiski, które potem ktoś przekazać miał do gabinetu ojca. Czuła pewne wymęczenie i uznała, że czas był idealny, aby udała się do swoich komnat, odpoczywając zasłużenie po tak ciężkim poranku.

zt, 1270 słów


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Salon aukcyjny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach