Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pracownie projektantów
AutorWiadomość
Pracownie projektantów [odnośnik]28.03.16 21:32
First topic message reminder :

Pracownie projektantów

★★★★
Projektanci pracują w pojedynkę lub w większych grupkach, wobec czego pracownie to mniejsze lub większe pomieszczenia, do których prowadzą poszczególne drzwi na ścianach długiego korytarza; jeśli wierzyć tabliczce, dostęp do niego posiadają tylko upoważnione osoby. Mówi się - zapewne z lekką dawką ironii, że wejście do tej części domu mody jest równie trudne jak ograbienie banku Gringotta. Do poszczególnych sal można dostać się tylko i wyłącznie za pomocą specjalnego, unikatowego klucza, osobnego dla każdego pracownika. Na drzwi nie działają żadne zaklęcia otwierające - zabezpieczenia te wprowadzono w momencie prób pierwszych włamań, wszak niektóre osoby wiele by oddały za projekty z niewprowadzonej jeszcze kolekcji.

W pomieszczeniach znajdują się wielkie, czarne tablice, na których kredą zarysowywane są wstępne projekty; stoły do właściwych szkiców, kilka manekinów, próbniki materiałów, które można łączyć ze sobą za pomocą odpowiednich czarów.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownie projektantów - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pracownie projektantów [odnośnik]24.12.20 3:55
Właściwie od maleńkości była obsesyjnym wręcz piewcą urody Delaney. Orędowniczką tych aksamitnych, czarnych włosów, stonowanego, pełnego dystyngowania spojrzenia, nieskazitelnej, niepoddającej się promieniom słonecznym cery. Podziwiała ją odkąd tylko sięgała pamięcią - i doskonale wiedziała dlaczego jej matka stawia młodą Bulstrode za wzór do naśladowania. W istocie, próbowała swoją kuzynkę naśladować, w każdym aspekcie - będąc jednocześnie wdzięczną, że Lane jej na to pozwalała. I niezmiennie akceptowała jej wszystkie porażki. W przeciwieństwie do jej matki.
Nic więc dziwnego, że jeśli akurat tworzyła w Domu Mody - to niemal wszystkie jej projekty opierały się na wysokiej, smukłej sylwetce kuzynki. Na jej typie urody. Proporcjach. Wdzięku. Delaney była jej najlepszą przyjaciółką, niewątpliwie - ale przede wszystkim, zajmowała zaszczytne miejsce jej muzy. Prawdziwej inspiracji. Być może nie zdawała sobie z tego pojęcia - przyzwyczajona do wylewnych zachwytów Malodory.
Nic więc dziwnego, że kiedy miała już okazję pracować bezpośrednio na kuzynce - nie widziała nic, poza nią i wirującymi jej przed oczami wyobraźni projektami. Wizualizowała wszystko nieobecnym, pełnym skupienia spojrzeniem - dłonie służyły jej za niezawodną miarę, pod powiekami błyskały kolory i wzory, które współgrały z Delaney najpiękniej. Bynajmniej nie tylko przez wygląd. Krawiectwo było równie trudne co rzeźba - piękne na zewnątrz dzieła, mogły być puste w środku. Jasnowłosa dążyła do czegoś innego, niż chwytającego oko kawałka szmaty - do emocji, które chwytała w każdą fałdę i warstwę materiału, podkreślając nie tylko urodę, ale też osobowość.
Tak — odpowiedziała zupełnie bezwiednie na pierwsze pytanie - kompletnie nie zauważając ruchu dłoni swej krewnej. Z aksamitnej poduszeczki na nadgarstku wyjęła kolejne szpilki, układając plisowanie spódnicy - krytycznym wzrokiem oceniając jej długość i podwijając ją jeszcze o kilka milimetrów. — Gdyby tak jednak zrezygnować z tej przestrzeni...
Skubała wewnętrzną stronę swojego policzka - niepomna na liczne narzekania swej matki, że jest to gest nieelegancki i zostaną jej po tym zmarszczki wokół ust na starość.
O nie? Mgła? O czym... Och — dopiero po chwili - ze znacznym opóźnieniem doszedł do niej sens rzucanych przez czarnowłosą frazesów. Zamrugała kilkukrotnie, jakby budząc się ze snu i przekrzywiając głowę, niczym zaciekawiona papużka. — Lord Carrow. Lorcan — powtórzyła za Delaney, próbując skupić się na podrzuconym temacie i odgonić uparcie nawracające pomysły odnośnie podszewki tworzonej spódnicy. Chętnie dałaby boczne rozcięcie, by zwrócić uwagę na szczupłe, sarnie łydki Bulstrode, podbite odpowiednią barwą materiału...
Jest swobodny. Wolny, chociaż gra. To chyba jego taka zabawa... Walczy słowem zupełnie jak Ty — zaskakująco trzeźwo wypowiedziała się o narzeczonym kuzynki, wstając z klęczków. Wyprostowała się - dalej jednak znacznie niższa od Delaney, drobniejsza i filigranowa wręcz, niczym mała, szklana laleczka, pełna światła. Sięgnęła dłonią do włosów kuzynki - z wydętymi delikatnie wargami w wyrazie zamyślenia, układając błyszczące fale według własnego widzimisię. — Przyciąga uwagę. Jednocześnie ją rozprasza, kiedy chce. Przez kontakt z końmi jest empatyczny, choć skrzętnie to ukrywa, kiedy mu pasuje. I... — zawiesiła się na sekundę, bezwiednie unosząc dłoń do policzka. Tam, gdzie wcześniej widniała czerwona pręga, ozdobiona błotem. — Jestem urocza? — zmarszczyła przy tym brwi, a jasne oczy wyraźnie skoczyły w przeszłość, odtwarzając skrawki wspomnień. Dosłownie na sekundę - bo zaraz otrzeźwiały i wróciły do otulania uwagą sylwetki Bulstrode. — To chyba nie był odpowiedni komplement. Nie dla mnie. — mruknęła, mając oczywiście na myśli odbiorczynię pochlebstwa
Gość
Anonymous
Gość
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]24.12.20 15:21
Właśnie tego się obawiała. Takiej odpowiedzi lady Parkinson, mimo życia w swoim świecie, zaskakująco często wypowiadała się bardzo przyziemnie o charakterze ludzi. Jej słowa były zawsze szczere, autentyczne. Nieprzerzucone przez filtr fałszu, w jaki zwykle sprawy ubierała Delaney. Przymknęła powieki, zbyt długo rozwodząc myśli nad osobą lorda Carrowa. Dlatego wróciła uwagą do pierwszej poruszonej kwestii, zerkając na rąbek spódnicy.
Jak dużo przestrzeni? — spytała. Mówiły tu o lekkim wcięciu, który da trochę swobody ruchu, czy o rozpustnym rozcięciu? Arystokraci czasami byli tak ograniczeni, że niektóre dewotki zdawały się znacznie bardziej wyrozumiałe jeśli rozchodziło się o kwestie mody… Jakby zobaczenie łydki, kolana, czy nagich pleców zakrawało o ciężki grzech.
Tylko mnie nie spinaj. W ostatniej sukni od Twojej kuzynki nie mogłam oddychać. Rozmówcy omal nie pomyśleli, że rumienię się na ich widok.
Na samo wspomnienie boleśnie wciągnęła brzuch, ściągając łopatki, a chwilę potem przerzuciła wzrok na przestrzeń przed sobą. Sama poruszyła temat Lorcana, a jednak zwlekała z odpowiedzią na niego. Teraz, kiedy powiedziała już wszystko na temat kreacji, co miała do dodania, jedynie imię lorda pozostawało na ustach. Niewypowiedziane.
Właśnie to mnie niepokoi. Jest przekorny. Nie wiem, jaki jest jego typ. Sprawdza mnie. Maluje się poza schematami, więc trzeba wychodzić ze schematów, żeby go złamać.
Westchnęła. Każda rozmawiała sobie swoje, w swojej perspektywie. Malodora rozprawiała nad jego charakterem, a Delaney nad sposobami, jak go zmanipulować. Nie był… prosty. Jak większość mężczyzn. To ona miała go wodzić, a dotychczas to on wodził ją. Matka byłaby niepocieszona.
Drgnęła, przypominając sobie komplement, jakim obdarował Malodorę Lorcan. Uśmiechnęła się łagodnie, bez złości, a jednak odczuwała frustrację, którą skierowała w całości ku lordowi.
Był powściągliwy, używając tylko słówka urocza — przyznała.
Jesteś czarująca, Malodora. Prawdziwa, niezmącona normami, wyjątkowa. Piękna. Trochę roztargniona, choć wiele dam wydawałoby się przez to “popsutych”, w Twoim przypadku…
Zlustrowała ją uważnie spojrzeniem, od góry do dołu, próbując wejrzeć w męski umysł i domyśleć się, co takowy mógłby mężczyźnie podpowiadać.
Nie ma drugiej takiej, jak Ty, Malodora. Mężczyźni lubią unikalność. Auć. Nie kłuj. Nie moja wina.
Wyciągnęła dłonie do kuzynki, chwytając jej smukłe palce w swoje.
To dlaczego mu tego nie powiedziałaś?
Powstrzymała rozbawienie, wpatrując się w starszą kuzynkę, jak wpatruje się w młodszą siostrę, którą otacza się opieką.




Delaney Bulstrode
Zawód : klejnot Bulstrode'ów, ambasadorka Domu Mody Parkinsonów
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Duma związana jest z tym, co co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9056-delaney-grace-bulstrode#273113 https://www.morsmordre.net/t9116-lorena#274818 https://www.morsmordre.net/t9115-de-laney#274801 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9114-delaney-bulstrode#274789
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]27.12.20 0:47
Parkinsonówna miała jednak do siebie to - że rzadko kiedy, wychodząc ze swojego artystycznego skupienia pamiętała co mówiła sama do siebie.
Przestrzeni? O jakiej przestrzeni mówisz? — zmarszczyła brwi, odchylając się nieco i podwijając automatycznie opadające rękawy za dużej, białej koszuli. Ta była wyjątkowo rozchełstana przez twórczy proces - między perłowymi guzikami błyskał nieśmiało biust jasnowłosej, jak zwykle w jej pracowni nieograniczony absolutnie niczym. Na taką swobodę pozwalała sobie wyłącznie przy członkach rodziny - i to wyłącznie tej najbliższej, najczęściej płci wyłącznie żeńskiej. Przynajmniej z założenia - bo jednak często zapominało jej się o założeniu odpowiedniej garsonki i paradowała w lnianej koszuli i męskich cygaretkach.
Nie obrażaj mnie Śnieżko, wiesz, że moje projekty prócz wyglądu są przede wszystkim praktyczne! — sarknęła - nieurażona jednak, a zwyczajnie rozbawiona. Równie rozbawiły ją wylewne słowa Delaney o Lorcanie, co też dała po sobie poznać poprzez ledwie powstrzymywany chichot. Który jednak szybko się urwał - kiedy zdała sobie sprawę z różnicy perspektywy z jaką spoglądały na jednego człowieka. Nauczona doświadczeniem - wiedziała, że jej postrzeganie było nie tyle błędne - co zwyczajnie niepoprawne. Być może właśnie dlatego była tak wspaniałą towarzyszką do rozmów - ale sama nie odnosiła w nich większych sukcesów.
Macie chyba zbyt podobne strategie. To jak gra w szachy z równym przeciwnikiem - każdy z was szachuje, ale nikt nie dojdzie do mata, póki to drugie stoi... O remisie już nie wspominając. Nie wiem, czy dobrze to ujmuję... — ostatnie zdanie mruknęła już pod nosem, poprawiając fałdę spódnicy - bardziej jednak dla zajęcia rąk, aniżeli by rzeczywiście coś zmodyfikować. Zastygła tak z przelewającą się przez palce, lekką tkaniną - przysłuchując się kolejnym słowom kuzynki. Już w połowie jej wypowiedzi zaczęła kręcić głową - na znak zaprzeczenia i by nie dopuścić do siebie możliwości, że te wszystkie określenia, którymi została właśnie zalana - są w istocie zaletami, a nie wadami.
Moja matula nie podzielałaby twojego zdania Lane. I... mężczyźni też go chyba nie podzielają. — Roztargniona - czyli dokładnie taka, jak Delaney ją określiła - wbiła szpilkę odrobinę za wysoko, miast w materiał to w udo kuzynki. Podniosła na nią przepraszające, jasne spojrzenie - akurat kiedy młoda Bulstrode ujmowała jej dłonie w swoje. Pod wpływem jej pytania skruszała jeszcze bardziej, przygryzając wnętrze policzka - jednak zastanawiając się nad odpowiedzią.
Zawsze robię to, czego akurat nie powinnam — stwierdziła, a jej usta wygięły się w słodko-gorzkim uśmiechu. Zaraz jednak wzruszyła ramionami, sięgając po paletę tkanin leżącą u jej bosych stóp. Zawsze pracowała boso.
Cieszę się przynajmniej, że mogę stanowić doskonałe tło do swatek. Jestem idealnym przykładem jak żona lorda zachowywać się nie powinna! — parsknęła szczerym śmiechem, wstając z klęczek i podsuwając dwa wybrane kolory - ciemny granat i burgund - do twarzy Delaney. Miękkim, pieszczotliwym niemal gestem odgarniając jej włosy z ramienia i unosząc delikatnie podbródek. — Mogę bardzo się starać być idealna, ale nie potrafię. Twoja dyscyplina jest godna podziwu. — W jej głosie nie było żalu - a raczej pogodzenie się z tym, że była unikalna. A przez to problematyczna. I zapatrzona w Delaney. — Idealnie Ci w tych kolorach... Och, na Merlina, myślałaś może o tweedowej marynarce? Wtedy to na Twój widok by się rumienili.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]27.12.20 18:46
Nie była pewna czy rozumiały się co do definicji przestrzeni, którą poruszyły. Wpatrywała się teraz w swoją kuzynkę z góry. Dzięki podestowi, ich różnica wzrostu była aż nazbyt wyraźna. Dość, by Delaney patrzyła na Malodorę z wysokości równej postawnemu mężczyźnie. I widok biustu lady Parkinson, choć w lady Bulstrode budził tylko zatroskanie, u mężczyzn mógłby rozbudzać zupełnie inne emocje. Delaney pokręciła lekko głową na boki. Jej dziewicza, mlecznobiała skóra była jej bronią, z której Malodorka absolutnie nie wiedziała jak korzystać. Czarnowłosa w końcu zeszła za schodka, zmniejszając między nimi dwiema dystans i pozwoliła sobie przysiąść na stopniu, teraz, kiedy kuzynka dobierała już materiał, a nie wymiary.
Dlatego jesteś moją ulubioną projektantką, Dora — przyznała, nie kryjąc się nawet z faworyzowaniem jej krojów i fasonów ponad kreacjami innych kuzynek z Domu Mody. Malodora, pomimo braku przyziemności, zaskakująco zawsze odpowiadała wprost na potrzeby Delaney. Potrafiła stworzyć cudne kreacje, nie kosztem swobody i krępowaniem ruchów. Być może dlatego, że jej umysł był bardziej wszechstronny niż większości znanych Delaney projektantek.
Ufała jej projektom, dlatego skinęła ostatecznie tylko w zgodzie głową.
Cokolwiek będziesz chciała, Malodoro, jestem pewna, że będę zadowolona.
Uniosła wzrok do sufitu, w zastanowieniu warząc rady lady Parkinson. Gra w szachy to było bardzo dobre porównanie. Nieco uszczypnęła tego tematu, obserwując grę ojca. Zresztą, nie tylko tą, która rozgrywała się na drewnianej planszy. Skinęła w zrozumieniu głową, chwilę potem, w zamyśleniu zdradzając Malodorze swoje obawy:
Właśnie to mnie niepokoi. Że muszę oddać tą grę, ale to zbyt ryzykowne, nie sądzisz?
Co jeśli pozwoliłaby Lorcanowi poznać siebie, a dalej nie wzbudziłaby jego zainteresowania? Musiała to poważnie rozważyć. Nie dlatego, że wątpiła w swoją osobowość, a jedynie w gust Lorcana… Miała wrażenie, że bliżej jego gustowi odpowiadała Malodora, ale mogła się mylić. Tak naprawdę jeszcze wcale nie zdążyli się poznać. Przechyliła głowę na bok, mimo wszystko, potrafiąc sobie wyobrazić, że wielu mężczyzn z pewnością uznałoby jej kuzynkę za ideał kobiety. Pomimo, że nie mieściła się w ramach ich wychowania.
To już kwestia gustu, Malodora. Wiesz dlaczego tak łatwo mi tobie zaufać, w przeciwieństwie do wielu kobiet? Ponieważ nieważne jak długo bym studiowała twoje zachowanie, nawyki i słowa, nigdy nie uwiodę tych mężczyzn, których ty, zupełnie nieświadomie, mogłabyś sobie owinąć wokół palca. Dlatego… mogę chyba powiedzieć, że jesteś jedną z nielicznych kobiet, w których nie widzę konkurencji…?
Nie dlatego, że nie była nią. A dlatego, że w tych dziedzinach, w których Malodora się obracała naturalnie, była bezkonkurencyjna. Delaney nigdy nie mogłaby zagrać TAKIM urokiem. Lady Bulstrode to każdego rozdania używała zupełnie innych kart…
Wyobrażam sobie, że Lorcan mógłby się zarumienić jedynie, kiedy stanęłabym przed nim nago. A i co do tego nie mam pewności — mruknęła do własnych myśli i zaśmiała się trochę gorzko. Lord Carrow zdecydowanie ostatnio zajmował zbyt wiele czasu w jej głowie i spędzał sen z jej powiek. Nie kłamała. Próbowała go rozpracować. Bezskutecznie. Może powinna przestać i zdać się po prostu na intuicję.
Ale, hmmm, narzeczeństwo nie oznacza jeszcze, że nie mogę cieszyć ego uwagą innych mężczyzn, prawda? Tweedowa marynarka brzmi obiecująco. Zrób ją tak, żeby ściągnęła oko przynajmniej jednego zamężnego szlachcica.
Będzie jej to potrzebne… podbudowanie pewności siebie. Żeby w obecności Lorcana nie zapomniała o swoich atutach, które na nim nie robiły tak często wrażenia, jakby tego chciała.
Przy Malodorze byłą ze sobą zaskakująco szczera. Magia charakteru lady Parkinson, nawet z Delaney wydobywała uczciwość wobec samej siebie.




Delaney Bulstrode
Zawód : klejnot Bulstrode'ów, ambasadorka Domu Mody Parkinsonów
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Duma związana jest z tym, co co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9056-delaney-grace-bulstrode#273113 https://www.morsmordre.net/t9116-lorena#274818 https://www.morsmordre.net/t9115-de-laney#274801 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9114-delaney-bulstrode#274789
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]22.04.21 15:10
09 października 1957

Dom mody, należący do jej rodziny, był miejscem odwiedzanym przez nią tak często, że nawet przy jej pamięci dość ciężko byłoby zapomnieć rozkład poszczególnych pomieszczeń. Przychodziła tu chętnie, zdecydowanie uwielbiając obserwować nie tylko ruch, który zaobserwować było można gdy odpowiednio urodzone osoby pojawiały się w tym miejscu aby zaopatrzyć się w nowe stroje, ale również ta cała otoczka, którą tak kochała już od momentu, kiedy obserwowała jak Edward poświęcał się pierwszym projektom. Nigdy nie pozwalała sobie na przeszkadzanie mu, siadając gdzieś na uboczu, jeżeli tylko miała na to chwilę czasu albo możliwości, a wyjątkowo nie ganiano jej do nauki. Obserwowała czasem, jak rysuje, samej nie mając wystarczającej odwagi, by jakkolwiek spróbować poświęcić się projektom. Kiedy czasem widziała, jak oceniał tkaniny, wybierając te najlepsze, miała wrażenie, że było to miłe, obserwować tak brata w swoim żywiole. Nie komentowała tego jednak – nigdy głośno, bo nie chciała przeszkadzać – ale w momencie, kiedy mogła po raz pierwszy ubrać kreację, za której konceptem stał jej brat, zawsze czuła ten zachwyt, zwłaszcza kiedy palce muskały materiał kuchni.
Ciche kroki rozległy się najpierw na stopniach, potem na korytarzach, kiedy Odetta przemierzała kolejne korytarze. Chociaż do niektórych miejsc nie miała wstępu, żaden pracownik z obsługi nie zamierzał jej zatrzymać kiedy przestępowała korytarze. Suknia w karmazynowym kolorze idealnie podkreślała jej wyszczuploną sylwetkę, o którą tak dobrze dbała dzięki baletowi, a twarz jej nosiła te znamiona delikatności i spokoju, które można było odnaleźć u osób młodych, nieskalanych zmartwieniami i bólem. Nie ważne, jak dziwnie działo się w Londynie, jak niepokojąca była wojna – Odetta trwała w swojej idealnej bańce, w którym świat przecież nie był taki zły, a śmierci, mimo, że były, to były daleko. Przynajmniej na to mogła liczyć, prawda? Na jej brata, który zawsze będzie wiedział lepiej, na ojca, który podejmie każdą decyzję dla dobra rodziny. Ufała bezgranicznie autorytetom mężczyzn, nie czując, aby sama w tej materii miała co zmieniać.
Dotarcie do pracowni Edwarda nie było czymś trudnym, bo wiedziała doskonale, gdzie w tym miejscu można było znaleźć jej brata. Delikatnie zastukała do drzwi, czekając ostrożnie aż mężczyzna otworzy. Dopiero teraz pomyślała, że mogła mu przynieść jakieś czekoladki czy coś do jedzenia, albo może jakąś filiżankę herbaty. Oczywiście pomógłby jej skrzat, nie, że powinna zrobić to sama, ale przecież o brata dbać należało. Teraz jednak zostało jej czekanie pod drzwiami i zastanowienie, czy mogła jeszcze coś zrobić dla członka własnej rodziny.
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]25.08.21 23:50
Pogrążony, niemal dzień jak co dzień, w twórczym zapędzie, Edward nie interpretował ani upływu czasu, ani tego, co działo się poza pracownią, którą uczynił swoją. Porządek prawie nigdy nie witał do tego miejsca, a szczególnie wtedy, gdy karty zdobiące szkice kolejnych kreacji, które tak skrzętnie chował przed światem, zajmowały każdą dostępną płaską powierzchnię. Profesjonalna tablica służąca zachowaniu porządku od dłuższego czasu była pusta. Edward nie potrafił podjąć decyzji. Od samego rana zawzięcie krzątał się wokół manekinów. Raz po raz rzucał kolejne zaklęcia na igły i nici przeszywające wzory ściegów, upinające próbny materiał w kształt, których wizualizacje przelewał na papier. Z różdżką w lewej dłoni i filiżanką herbaty w prawej, krążył wokół kolejnych ekspozycji, ręcznie poprawiając to, w czym magia nie była w stanie go wyręczyć. Tym z resztą cechowało się wysokie krawiectwo, któremu zaprzedał własną duszę jeszcze jako dziecko i poświęcał się bezgranicznie.
Z dwiema szpilkami w zębach oceniał upięcie mające stworzyć siódme dzieło, tkwił w głębokim zamyśleniu. Pukanie do drzwi przemknęło mu przez uszy, po czym wpiął kolejną metalową spoinę, naciągając fragment materiału na boku sukni. Głęboko westchnął i wyjmując ją, upiął raz jeszcze, zostawiając znacznie mniejszy fragment. Nie mógł przecież zmarnować tak dużo muślinu na wierzchnie okrycie dołu! W magazynie zostały ostatnie metry tkaniny, które przebiegle zarezerwował sobie podczas ostatniego wspólnego lunchu z ojcem. Na szczęście! Bez dobrze wymierzonych ilości żadna z kreacji Edwarda nie powstałaby w tym miesiącu! Ach, tak! Drzwi!
Odsunąwszy się od manekina, w kilku krokach dotarł do wrót prowadzących do zwykłego świata. Otworzył je, wyciągnąwszy szpilkę spomiędzy zębów i uśmiechnął się do siostry.
Odetta, kochanie! — Chwycił drobne palce czarownicy i lekko pociągnął, by jak najszybciej weszła do środka. — Herbaty? — Wskazał na fikuśny dzbanek na tacy. — Może usiądziesz? — Zapytał, przechodząc na środek pomieszczenia, ponownie znikając za rzędem manekinów. — Co sądzisz o tej zielonej? Wydaje mi się, że kiedyś wypuściłem podobną suknię z łączeniem muślinu po bokach na rękawy... pamiętasz może, w którym to katalogu było? — Potok słów wypadł zza gęstwiny tkanin, którymi wnet obłożył się i stanął przy ostatnim z manekinów, by przez chwilę w ciszy popracować nad materiałem mającym fikuśnie zamykać się na plecach.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]30.08.21 11:13
Spokojnie czekała, nie wiedząc, czy w tym momencie mężczyzna miał w ogóle ochotę aby z nią rozmawiać. Wiedziała, że Edward nigdy nie uciekał z jej towarzystwa, była jednak świadoma, że często pogrążał się w twórczym szale, jak to artysta. Za to go doceniała, bo wiedziała, że nawet jeżeli dla twórczego szału poświęcał się jak nikt. Kochała potem oceniać wszystko, natomiast wiedziała, że nie miał nic przeciwko kiedy odwiedzała go od czasu do czasu. Ostrożnie zerkała na wszystko dookoła, przesuwając się pomiędzy materiałami kiedy wchodziła do środka. Cieszyła się, kiedy dostrzegła jego twarz, delikatny uśmiech i spokojne spojrzenie, teraz nieco odległe kiedy jego umysł od razu wędrował ku wszystkim projektom.
- Edziu, kochany! – Uśmiechnęła się od razu, zaraz też wsuwając się do środka i pozwalając mu zamknąć drzwi. Miała też ochotę uściskać go, ale póki co wędrowała za nim, zaraz też przechodząc w głąb miejsca i rozglądając się po okolicy. – Herbaty zawsze! Ale mam nadzieję, że nie jest słodzona? – Wolała nie pić za dużo napoi z cukrem, bo w końcu musiała pilnować swojej talii. Te wszystkie piękne stroje nie mogły być w końcu nienoszone bo ktoś dorobił się wałeczków! Zresztą, to było tak mocno nieatrakcyjne!
Przysunęła sobie stołek, siedząc i obserwując sukienkę przed sobą. Uniosła lekko brwi, rozmyślając nad tym co powiedział i rzeczywiście, dostrzegała podobieństwa, ale nie mogła powiedzieć, żeby jednak była to identyczna wersja poprzedniej sukienki.
- Katalog czternasty, na jesień i zimę! – Jeżeli potrzebował pamiętać, co jest w którym elemencie, wiedziała, że w takim wypadku na pewno się nie myli. – Nie mógłbyś lekko zmienić dołu? Wydaje mi się, że lepiej byłoby się poruszać gdyby był nieco szersz- dopiero w tym momencie zrozumiała, że właśnie zaczęła się kierować w stronę rozmawiania o projektach jak to robiła wobec zwykłych pracowników i zrobiło jej się niespodziewanie….przykro. Zamilkła, czując, że na twarz wypełza jej rumieniec i spuściła wzrok na swoje kolana, czując się niepewnie. Czy miałaby cokolwiek do powiedzenia w tym, co tworzył Edward? Nie czuła się na siłach, teraz zaś czuła że lekko przesadziła.
- Ale…ale ja w sumie nie o tej sprawie teraz. Tata mówi o możliwości moich zaręczyn…czy wspominał coś o tym wobec ciebie. Czy wiesz może, czy ma jakiegoś kandydata czy będzie się dopiero rozglądał?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]17.10.21 1:03
Ach, tak! Rzeczywiście! Dziękuję — padło w szybkiej odpowiedzi, po której Edward zaczął krzątać się przy regale zawierającym katalogi z opublikowanymi kreacjami. Każda jedna, czy to z kolekcji ogólnodostępnej, czy z sekcji tworzonej na zamówienie, była skrzętnie katalogowana i archiwizowana. Był prawie pewien, że gdzieś w Broadway Tower leżało pudło z modelem tej konkretnej sukni, ale nie było ani czasu, ani sposobu, aby tak szybko dostarczyć je i ukoić myśli Parkinsona zaaferowanego twórczą ekstazą. Jednocześnie przyjmował opinię siostry, którą bardzo sobie cenił mimo tego, że swój własny autorytet traktował jako kluczowy w procesie kreowania trendów. Ona jedna miała niezbywalne prawo powiedzieć, jeśli coś było wykonane źle lub było, o zgrozo i Merlinie, brzydkie. Jej jednej był w stanie wybaczyć najgorsze ze słów, które mogły paść w tym miejscu, wiedząc, iż rozumiała go i całą sobą wspierała w działaniach mających przynieść świetność Domowi Mody Parkinsonów.
Znalazłszy właściwy katalog jesienno-zimowy, przewertował kolejne strony. Dotarł gdzieś do środka, gdzie znajdowała się wspomniana przez Edwarda suknia i już miał powiedzieć kilka słów uznania w stronę Odetty, lecz wtedy spojrzał na nią i zamilkł w pół słowa, patrząc na nią skonsternowany. Podszedł bliżej, niwelując dzielącą ich odległość z krawiecką precyzją, po czym lekko dotknął jej policzka, potem podbródka i poruszył ręką, aby uniosła głowę. Słowa padające z jej ust nieco zdziwiły Edwarda. Nie tego spodziewał się. Zdecydowanie nie tego i musiał przykucnąć przed ukochaną siostrą, opierając się jej uda, jak miał w zwyczaju robić, kiedy przychodziła pora na wsparcie starszego brata.
Nie przejmuj się tym, skarbie — odparł ciepło, uśmiechając się do niej. — Ojciec nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić twojej pozycji. Wiesz, że cię kocha... na swój sposób... i nie pozwoli, by stała ci się krzywda. — Powiedział, chcąc, by była pewna i całkowicie zaufała Edwardowi. — Na razie nie musisz się tym martwić. Twoja pomoc w Domu Mody jest nieoceniona i zamierzam przypomnieć o tym ojcu przy najbliższej okazji, Odetto. Jeśli jakkolwiek liczy się z moim zdaniem oraz słowem wuja Rubeusa, to nie poślubisz nikogo, kto nie spełni naszych i twoich wymogów. — Dodał, lekko skubiąc siostrę w podbródek, by z powrotem na jej pięknej twarzy zawitał uśmiech. — Głowa do góry. Jesteś Parkinsonem, a Parkinsonowie ronią łzy jedynie ze wzruszenia nad samymi sobą — powiedział, chwytając ją wreszcie za dłonie, samemu wstając i ją zachęcając do tego samego. — Chodź, przejrzymy ostatni katalog Domu Mody i znajdziemy coś, co mogłoby ci się spodobać — zaoferował, sugestywnie unosząc brwi kilkukrotnie, nim roześmiał się szczerze, czekając na jej przekorną odpowiedź.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]31.10.21 0:00
Było coś mesmeryzującego w oglądaniu ludzi, którzy starali się jak najlepiej aby ich dzieło było w pełni perfekcyjne. W wielu wypadkach to właśnie to decydowała, że kiedy miała gorszy dzień, kiedy czuła się niepewnie, kiedy po prostu potrzebowała wsparcia, szła do miejsca, gdzie mogła przypatrywać się, jak Edward pracował. Była zachwycona kiedy obserwowała jak tylko udawało mu się wyczarować cuda z czegoś, co w innych dłoniach byłoby tylko czymś miernym. Nie mogła ukrywać, że też cieszyła się na myśl, że to mogło być coś dla niej – nawet jeżeli miała już tak wiele sukienek, zawsze uwielbiała dostawać coś prosto od Edwarda. Wiedziała, że nigdy by nie odmówił zrobienia czegoś dla niej i dlatego też bardzo liczyła na jakieś nowe stroje. Przyzwyczaiła się jednak, że Ed był dość zajętą personą, zwłaszcza w świecie mody i nie mogła go mieć tylko dla siebie.
Uśmiech zagościł na jej twarzy kiedy tylko dojrzała jak sięga po odpowiedni katalog, zachwycona, że ufał jej pamięci. Musiała jednak przyznać, że miała też swoje zmartwienia, a chociaż nienawidziła przeszkadzać mu w twórczym szale, potrzebowała z nim teraz porozmawiać, nie mogąc momentami spać przez wzgląd na swoje obawy. Z jednej strony chciała mieć męża, zamartwiając się raczej posądzeniem o staropanieństwo, co było największą obrazą dla szlachcianki i co gorsza, mogło skończyć się wydaniem za kogoś ze statusu niżej, co byłoby drugą obrazą dla szlachcianki.
- A jeżeli zrobiłabym coś nie tak, myślisz, że wtedy…nie wiem, Edwardzie stresuję się. Co jeżeli zrobię coś nie tak? Ja…może się martwię za bardzo, ale potem powiedzą, że coś ze mną nie tak. Czy jest coś ze mną nie tak? – Wiedziała, że jeżeli mogłaby znieść reprymendę od kogoś, to właśnie od Edwarda. To dla niego była gotowa się zmienić albo poprawić, albo podejść do czegoś zupełnie inaczej. Wystarczył komentarz, wystarczyłoby nawet słowo. Cokolwiek. Jeżeli by uznał, że tak byłoby lepiej.
Uniosła lekko głowę, kiedy podniósł jej podbródek, spoglądając na niego swoimi sarnimi oczyma, tak jakby upatrywała w nim jakiegoś ratunku. Uśmiechnęła się na wspomnienie o ronieniu łez, wyciągając ostrożnie swoją dłoń aby złapać tę jego wolną, ściskając ją lekko i ciesząc się na to, że przyszła z tymi obawami do Edwarda. Nikt inny tak jak on nie umiał tak mocno jej pocieszyć. Pochyliła głowę, ostrożnie stykając swoje i jego czoło, oddychając lekko i mrużąc oczy zanim nie zaśmiała się cicho.
- Zawsze wiesz co powiedzieć, tak jakbyś umiał po prostu czytać mi w myślach. Może jesteś legilimentą, tylko mi się jeszcze nie pochwaliłeś? – Zaśmiała się lekko, chociaż ciężko było powiedzieć, aby był to udany żart. Starała się jednak pokazać, że nie martwiła się zbytnio, ale w tym momencie też chciała jakoś pokazać, że póki co humor jej powraca. Kiedy wspomniał o katalogu, uszczypnęła lekko jego policzek, robiąc to nieczęsto, ale lubiąc od czasu do czasu pokazać, że też umie go podrażnić.
- Z katalogu? Nie chciałbyś uszyć czegoś specjalnie dla mnie, Edziu?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]09.01.22 0:33
Odetta stanowiła jeden, na chwilę obecną jedyny wyjątek osoby tak bliskiej, która mogła bez cienia wątpliwości zjawiać się w progach pracowni zajmowanej przez Edwarda Parkinsona, by mu przeszkadzać. Swojej ukochanej siostrzyczki, którą czasami traktował jak dziecko, nie potrafił postawić w sytuacji kogoś innego, obcego. Nie ufał nikomu innemu tak mocno jak jej, może poza samym ojcem i wujem nestorem, lecz oni zaliczali się do grona, w którym dumny i zapracowany projektant bywał nadzwyczaj rzadko, za jedyny i codzienny kontakt z rodziną mając właśnie ją. Najpiękniejszą pośród Parkinsonów, ubraną zgodnie z dziesięcioma przykazaniami starszego brata, który o nią dbał i który nie mógł pozwolić na to, by jakakolwiek krzywda się wydarzyła jego ukochanej Odetcie.
Nie masz powodów do stresu, kochanie — niemal wszedł w słowa siostry opiekuńczym tonem, sięgnąwszy do jej dłoni własnymi. — Jesteś doskonała w każdym calu, a każdy cal materiału sukni tylko to udowadnia, Odetto. Wszystko jest z tobą w jak najlepszym porządku, skarbie. Nie musisz się niczym przejmować, niczym martwić. — Czy ją pocieszał? Niezupełnie. Nie traktował swoich słów, jakże prawdziwych i szczerych, jako formy pocieszenia. Będąc opiekuńczym, starszym bratem, stwierdzał jedynie fakty, o których jego najdroższa siostra zdawała się nie myśleć, gdy do głosu dochodziły plotki oraz domysły mające cokolwiek wspólnego z instytucją małżeństwa.
Nie masz czym się martwić. Niedawno skończyłaś Hogwart i najwyraźniej bardzo próbujesz iść w moje ślady. Słyszałem, że poświęcasz prawie cały swój wolny czas Domowi. Jestem pewien, że ojciec jest z ciebie dumny. — Odezwał się półszeptem, ciesząc się tak naturalnym dotykiem, który wzajemnie sobie ofiarowywali, jak doskonale rozumieli się i odnajdywali w meandrach rzeczywistości, od której tak skrupulatnie odstawali, każdego dnia zerkając w lustra ze złoconymi ramami i pielęgnując swoje doskonałe oblicza. Nie było przecież nic gorszego niż niezadbany i niemodnie ubrany Parkinson! Doskonale o tym wiedział, kiedy sam przez chwilę był w tym miejscu, zmagając się z bólem po stracie Isadory. Spokój odnalazł właśnie w tej pracowni i w towarzystwie Odetty, w której pokładał całe swoje zaufanie, ba, całe swoje życie, wiedząc, że zawsze będzie mu towarzyszyła.
Prychnął cicho w rozbawieniu, udawanym rzecz jasna. Posądzenie Edwarda o zdolność legilimencji było przecież wyjątkowym niedopowiedzeniem, o którym najmłodsza z pociech tej linii Parkinsonów najwyraźniej zapominała w nawale spraw.
To poniżej mojej godności — stwierdził w udawanym, lekko ironizującym tonie. — choć prawdą pozostaje, że sięgam głęboko cudzych umysłów, by pokazać im, jak powinni się ubierać. — Jął dalej, nieco poważniejszym głosem, zza którego przebijała wyraźna wesołość, aż została złamana krótkim śmiechem, gdy został uszczypniętym w policzek. Zaczerwienienie miało zniknąć w ciągu najbliższych kilku chwil, które Edward poświęcił na odnalezienie katalogu.
Najpierw katalog — odpowiedział poważnym, obeznanym w krainie mody tonem. — Jak inaczej dowiem się, co już masz w swojej szafie? — Padło pytanie z przekornym błyskiem w oku, by po kilku kolejnych krokach mieć w rękach właściwy egzemplarz zawierający fotografie manekinów, modeli oraz rysunki szkiców wszystkich dzieł, które Edward dopuścił do publikacji. — Może coś z luźniejszym, lekko rozkloszowanym rękawem? Och, a może te falbanki? Nie, nie, masz już taką górę sukni. Szyłem ją na letnie przyjęcie w Glocuster. Pamiętasz ten skwar? Myślałem, że się uduszę... kto, na igły i nici, żąda fraku na tak nieformalne spotkanie. Jak im było? Burley? Hurley? — Przerzucał kolejne strony zbioru, palcem wskazując na wspominane kreacje, a pełną dłonią zakrył wspomniane falbanki, nie pozwalając siostrze dłużej na nie patrzeć. Choć piękne i kuszące, to absolutnie nie łączyły się z nadchodzącą zimną i grudniową atmosferą. Nie, jego siostra potrzebowała czegoś prostego, pozbawionego przesadnego zużycia tkanin. — Może coś ciemniejszego? Głęboka zieleń? Złote guziczki w mankiecie i dzwonkowy rękaw. Tak, bez kołnierza i z dekoltem wychodzącym na barki... do tego perłowa kolia... — zaczął powoli zastanawiać się nad tym, co mógłby przygotować dla siostry, z każdym słowem odnajdując coraz więcej ekscytacji w głosie, aż wreszcie porzucił katalog i sięgnął po czystą kartę, by w takt własnych słów zacząć kreślić pierwsze kształty wyjątkowo prostej sukni. Przynajmniej dla Edwarda. Jakikolwiek inny krawiec nigdy nie zrozumiałby poziomu głębi i złożoności łączeń materiałów. Żaden, naprawdę.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Pracownie projektantów [odnośnik]20.02.22 17:31
Edward mógł robić cokolwiek, ale w oczach Odetty, zawsze był ideałem. Gwiazdą, już nie wschodzącą, ale w pełni świecącą. Przyćmiewał innych Parkinsonów, żyjąc jak tylko chciał, pozwalając sobie na wyznaczenie trendów, działając w zgodzie ze swoim sumieniem i nie zbaczając z utartej drogi. Chciała być jak ona, zdecydowana, piękna, nie pozwalająca innym na ignorowanie jej w jakikolwiek sposób. Sporo pracy jeszcze przed nią, ale teraz….teraz miała jeszcze przed sobą wiele do zrobienia. A mogła zacząć po prostu od sukienki. Nowy strój był zawsze czymś, co się przydawało, a już zupełnie nie wypadało chodzić jej w rzeczach z zeszłego sezonu. Teraz spoglądała z zaciekawieniem na własnego brata, uśmiechając się na każde z jego słów. Nawet jeżeli wątpiła w swoje działania i to, co robiła, jeżeli Edward mówił, że wszystko w porządku, tak właśnie musiało być.
- Nie wiem, jak dałabym sobie rade, bez najcudowniejszego Parkinsona będącego moim bratem. – Na nowo wyciągnęła dłoń, tym razem za to delikatnie poprawiając jego kołnierz i pilnując, aby wszystko leżało na nim idealnie. Przy okazji strzepnęła jeszcze jakiś niewidzialny pyłek, odsuwając się niemal z zadowoleniem kiedy tak spoglądała na niego. Idealny i idealnie ubrany. Jak zawsze.
- Oczywiście, że się angażuję, cały Dom Mody zasługuje na odpowiednią uwagę. Jesteśmy w końcu ludźmi, którzy muszą być ubrani najmodniej, bo z kogo będą mogli brać przykład jak nie z nas? Podejrzewam, że jeszcze wiele twoich projektów trafi na pierwsze strony Czarownicy, nie mówiąc już o innych gazetach. – W końcu wypadało, aby jeszcze inne magazyny i czasopisma doceniły w końcu to, co robią dla kraju. Tyle czasu zajmuje im upewnienie się, żeby każdy wiedział, że na ten moment to są przywódcy. Minister Magii nawet najbardziej charyzmatyczny, niezbyt dobrze wyglądałby w źle skrojonej szacie.
- Mam nadzieję, że będą się bardziej słuchać. Mówiłam ci, że ostatnio widziałam jakiegoś czystokrwistego z dziurą w szacie. Jak on w ogóle nie wstydził się w czymś takim pokazać, ja nie wiem, do czego to dochodzi. – Miała wrażenie, że na ten widok zakrztusi się jedzonym w kawiarni ciastkiem i umrze tam na miejscu. Jak w ogóle można było pokazać się po mieście. Nie wiedziała już nawet, co było gorszą perspektywą – wyjście niemodnie, czy wyjście w czymś podartym. Każda opcja byłaby niezmierzonym wstydem i żadnej by nie wybrała zostając w domu.
Podniosła się z miejsca aby złapać katalog, przerzucając jego strony aby raczej wyszukać to, czego nie miała, bo to zdecydowanie było dla niej łatwiejsze. Zmarszczyła również lekko brwi i nos, zaraz jednak rozluźniając się, tak aby jednak uniknąć tworzenia się zmarszczek. Nie mogła sobie na nie pozwolić!
- Jak to, nie znasz zawartości mojej szafy na pamięć? – Rzuciła to jednak żartem, przybliżając się do Edwarda kiedy spoglądała jak pracował, jak jego dłonie przesuwały się po papierze. Wywróciła jeszcze oczyma, kiedy wspomniał o tym felernym przyjęciu i upale, jaki lał się wtedy z nieba, tak jakby miało ich to wykończyć. – Oh, nie przypominaj mi. Pamiętasz Breanbury? Ilość jej perfum powaliłaby smoka, nie mówiąc już o sytuacji, gdy trzeba było przejść obok niej. – Niektórzy chyba nie potrafili zrozumieć, że skoro nie mogli pójść w jakość, niekoniecznie powinni nadrabiać ilością. Myślała, że wtedy będą musieli ją wynosić.
- Pouczyłbyś mnie? – Te słowa wyrwały się z niej, zanim zdążyła pomyśleć nad tym nieco dłużej. – Znaczy…chciałabym też umieć projektować. – Nie dla tego, aby go zastąpić, nikt nie mógł go zastąpić. Ale….po prostu chciała też umieć nieco więcej.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Pracownie projektantów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach