Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Biuro Mulcibera
AutorWiadomość
Biuro Mulcibera [odnośnik]01.04.16 11:55

Biuro Mulcibera

Ten niezbyt bogato i elegancko urządzony gabinet należał do Mulcibera od kilku lat. Nie przykładał on jednak większej wagi do jego wystroju, nie musiał reprezentować jego nazwiska w typowo szlachecki sposób — liczyła się funkcjonalność. Dlatego w środku już od pierwszej chwili w oczy rzucał się stos ksiąg, pergaminów, a także szafek z kartotekami, w których miał alfabetycznie uporządkowane sprawy. Był perfekcjonistą, choć nie pedantem — co było widać. Ogromne biurko przeznaczone było do mieszczenia na sobie niezliczonej ilości rzeczy niezbędnych na już — pióra, atramenty, pergamin. Z pewnością znajdą się również kości nieznanego pochodzenia, prawdopodobnie należące do zwierząt, które sprowadzał na tamten świat. Kolekcja? Nie bawił się w takie rzeczy, to raczej przypadek. Z tyłu, za fotelem, mieściła się tablica, na której często w naukowy i charakterystyczny dla siebie sposób rozrysowywał powiązania i koligacje, bądź rozwiązywał dylematy, czy zapisywał istotne kwestie do zrobienia i przeanalizowania.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biuro Mulcibera Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]07.04.16 18:57
/ Fontanna - stąd

Mulciber stał się świadkiem niemalże wzruszającej sceny, w której przyjaciel dowiaduje się, że jego ukochana przyjaciółka wychodzi za kogoś, kto nie jest jej oczywiście godzien — jakie to typowe, oczywiście mając jej za złe, że nie była z nim szczera. Ta scenka rodzajowa zrobiła na nim całkiem spore wrażenie, rzadko bowiem w swoim towarzystwie doświadczał podobnych sytuacji. Kręcił się raczej wśród szemranych typów pokroju Burke'a, którzy bardziej wzruszeni byli widokiem świeżej wątroby niż kogoś im bliskiego. Przyglądał się więc temu z rozbawieniem, bo chociaż przyjaciel jego przyszłej żony za wszelką cenę próbował mu wbić szpilkę, to właśnie ich pożegnanie sprawiło, że kompletnie o tym zapomniał.
Ciche "proszę", które niemalże wypadło z jej ust, było jak muzyka dla jego uszu. Słodkie, eteryczne, przynoszące satysfakcje. Nie powiedział więc nic już na temat jej przytyku i uniesienia, jedynie tocząc z nią bitwę na spojrzenia, którą przegrała w końcu, by z żalem i bólem spojrzeć po raz ostatni na swojego przyjaciela. Tryumfował w tej chwil, choć nie zrobił praktycznie nic, aby przyczynić się do tak przykrej sytuacji. No, może poza tym, ze po prostu był. Był obecny, rzecz jasna.
Słowa panny Ollivander na jego dość ironiczną propozycję, ale jakże trafnąi dosadną były dla niego jasną informacją o tym, że nie musi dłużej wpatrywać się w mało interesujący tył Skamandera. Odwrócił się więc od razu i wolnym krokiem ruszył w kierunku wind, nie czekając też na Katyę, choć liczył na to, że z nim pójdzie.
Milczał całą drogę do swojego biura, wsłuchując się w jej ciche kroki bardziej niż w swoje, udając za to, że nie słyszy słabego siąkania nosem — jakby w ten sposób dało się opanować cisnące się do oczu łzy. Nie musiał na nią patrzeć, aby wiedzieć, że ją to dotknęło. Była wrażliwą dziewczyną, bardzo emocjonalną, łapiąc do siebie wszystko i przepuszczając przez siebie jak filtr — wszystko, co złe, zatrzymywało się w środku, zamiast wylecieć na zewnątrz. On zaś robił zupełnie odwrotnie, wszystko przelatywało przez niego, nie pozostawiając po sobie śladu. To nie była ignorancja, to była sztuczka, której się uczył od małego. Eliminował słabości, jakiekolwiek by nie były — nic czuł więc żadnej straty z tego powodu.
Po wejściu do gabinetu, praktycznie od razu zajął miejsce w fotelu za biurkiem, równie zagraconym co jego mieszkanie, każdy kąt, który należał do niego. Oparł przy tym nogi o kant blatu i wsunął papierosa w usta, by załagodzić irytację, jaką w nim wzbudziła dziewczyna chwilę wcześniej. Mogła nie zauważyć jak stężała mu twarz, kiedy zaczęła mówić o tytule lady, o tym, że oni dwaj są winni jej szacunek z tego tytułu. I pewnie gdyby nie Skamander wyśmiałby ją, bo nie przywykł do tego, by ktokolwiek, a już na pewno nie kobieta dyktowała mu warunki — czy była wysoko urodzona, czy nie. Miał szacunek do rodów, bo tak trzeba było. Nie do ludzi, bo na to trzeba było sobie zapracować. A on winien był ją szanować, gdy zostanie jego żoną. Bo tak miało być, bo tego chciał.
— Czuj się jak u siebie — powiedział, lustrując ją wzrokiem z góry do dołu, paląc papierosa mimo iż wiedział, że jej się to nie podoba. Nie wynikało to nawet ze złośliwości, jak w przypadku Samuela, lecz z czystej potrzeby nakarmienia się magiczną nikotyną. Trzymał rękę z boku, powoli obracając głowę w bok, a wraz z tym lekkim ruchem jego wzrok przemknął po pokoju i utknął na jakimś stosie książek, choć nie było tam nic czego by nie widział wcześniej.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]07.04.16 22:29
Co czuła, gdy sprowokowana do pewnych zachowań, stała pod ostrzałem dwóch mężczyzn, którzy utwierdzali ją w przekonaniu, że jest tylko marionetką, kukiełką, którą należy sterować, by nie popełniała żadnych błędów? Była to ogromna pustka, która przelewała się przez jej serce, bo odkąd wróciła do Londynu, jedyne co odczuwała, to... Dyskomfort. Miała wrażenie, że ktoś zamknął ją w klatce i zmusił do oglądania samej siebie w krzywym zwierciadle, a im dłużej utwierdzała się w przekonaniu o tym, to coraz bardziej wszystko stawało jej się obojętne. Może dlatego nie reagowała, gdy Ramsey z niej szydził albo z tej dwójki, która była sobie bliższa niż mógłby pozwolić na to jego honor? Godziła się na ten śmiech, bo skoro już zostało powiedziane A, to trzeba było powiedzieć też i B. Ona jednak milczała, pozostawała bierna, by wreszcie pozwolić mu osiągnąć mentalny sukces, który zamykał ją na to, co wydarzyło się między nimi kilka dni temu. Przypominało to istną sinusoidę, a ona nie zamierzała być myszką, którą ktokolwiek złapie w swoje szpony. Kotem w tej rozgrywce stał się Mulciber, choć wciąż brakowało mu refleksu i szybkości, by najzwyczajniej w świecie ją dorwać i zniewolić.
Czy chciała z nim iść? Przez moment, krótki ułamek sekundy, w której nie była jeszcze w pełni świadoma tego co się stało, ale im dłużej dreptała wolnym krokiem, tym bardziej żałowała, że zdecydowała się iść z narzeczonym. Miała dość tego dnia i miejsca, w którym przyszło jej pracować. W Oslo nigdy nie doświadczyłaby czegoś takiego, bo tam ludzie byli jej obcy; niemal tak jak tutaj, ale z szanownym Ramseyem przyjdzie dzielić dziewczynie życie, które zakończy się w chwili, w której powie sakramentalne tak.
Starała się zachować spokój, toteż jak najciszej próbowała stłumić w sobie żal i ból, który wypełnił ją od środka, gdy znaleźli się już w windzie, a następnie na korytarzu. Szła krok za nim, by najzwyczajniej w świecie mieć chwilę na dojście do siebie, jakby to było jedyne słuszne rozwiązanie tej poplątanej sprawy, której miała dosyć.
Uśmiechnęła się podle, gdy stanął do niej plecami, tuż po przekroczeniu progu jego biura, bo emocje powoli opuszczały wątłe ciało dziewczyny, a gniew i złość widoczne były, choć nie w jej mimice, ani tym bardziej ruchach, to w emanującym od niej cieple, które z sekundy na sekundę stawało się intensywniejsze. Kolor włosów zmienił się niemal na pstryk palców, gdy z pięknego, miedzianego brązu w intensywną, głęboką czerń. Długie pasma okalały jej dziewczęcą buzię, która nabierała wyraźniejszych rysów, a linia kształtnnych piersi i bioder przypominała o tym, że jednak jest kobietą; istną diablicą w skórze anioła, który potrafi pokazać w najmniej odpowiednim i oczekiwanym momencie swoje umiejętności, których Mulciber... Cóż, z pewnością się nie spodziewał. Nawet w milimetrze nie przypominała siebie, kiedy to raz po raz zbliżała się, a tęczówki w odcieniu obsydianu szkliły się coraz wyraźniej. Mógł to dostrzec dopiero w momencie, kiedy znalazła się wystarczająco blisko i zmysłowym, dość kokieteryjnym ruchem zrzuciła z siebie płaszcz. Za każdym razem pod inną postacią nabierała swoistej pewności siebie pomimo, że i tej nie brakowało jej kiedy była sobą, ale teraz? Musiała się zrelaksować. W pełni. Nachyliła się bezczelnie nad jego biurkiem, kiedy rozwalony niczym król starał się pokazać, że to on jest panem, ale - nie był. Nie miał nad nią takiej władzy, by respektowała fakt, że niebawem będzie do niego należeć; w pełni - jak kobieta do mężczyzny, który może ją posiąść. Lekcja pokory, a może uległości? No dalej, panie Mulciber. Pokaż na co cię stać. Serce biło jej jak szalone, przypominając o tym, że także zasługuje na chwilę wytchnienia. Nie potrafiła się uspokoić, bo wlepiała w narzeczonego intensywne spojrzenie, jakby celowo siłowała się z nim w swojej nietuzinkowej pozie, której nie znał, ale nie była w stanie panować nad tym, co kotłowało się w jej duszy i siało istny zamęt, by wreszcie znaleźć odpowiedni upust. Dłonie szeroko rozstawione na blacie dotykały sterty papierów, które nie miały dla niej żadnej wartości, więc przypadkowa destrukcja ich nie była niczym szczególnym, prawda? Sięgnęła jednak prawą ręką w stronę Ramseya, by po chwili wydostać spomiędzy jego palców papierosa, który ją drażnił. Cholernie. Zgasiła go w atramencie stojącym nieopodal książki, a w całej tej otoczce gęstniejącej atmosfery, która stawała się dla niej nieznośna, nie przerywała kontaktu wzrokowego.
-Bawi cię to, Mulciber? - zwróciła się dość arogancko, a nazwisko, które nosił podkreśliła nutą drwiny. Szanowała go jako człowieka, mężczyznę, ale brakowało w tym czegoś, co spowodowałoby, że oddałaby mu respekt względem pozycji, którą piastował w jej życiu. Nie zastanawiała się nad swoim postępowaniem, a jedynie sięgnęła po różdżkę, którą chwilę później wycelowała w drzwi i... Poof, rzuciła zaklęcie. -Colloportus - nie obchodziło ją to, czy się udało bądź i nie. Liczyła, że będą sami, bo to miała być ich pierwsza batalia, która mogła się skończyć w sposób różnoraki, ale to czego Ramsey o niej nie wiedział, to nigdy - nigdy - nie przegrywała, bo była na to zbyt silna, pomimo jakże wątłej i kruchej budowy ciała. -To chyba kolejna rzecz, której ci nie mówiłam, ale cenię sobie prywatność, choć może pozwól, że ci się przedstawię... - szepnęła z filuternym uśmiechem, kiedy tylko wyciągnęła w jego stronę dłoń. Świdrowała go nieustannie wzrokiem, aż w końcu obeszła biurko, bezwstydnie zrzucając nogi Ramseya, by stanąć na wprost niego i oprzeć się pośladkami o kant. Różdżka nie była jej już potrzebna, toteż odłożyła ją za siebie, by mieć większą swobodę ruchów, gdyby nagle zechciała go udusić. Mogła, prawda? Opuszkami przesunęła jedynie po jego ramieniu, a zaraz potem wzdłuż kąta twarzy, by zawiesić ów ruch na wysokości brody, którą delikatnie pogładziła. -Chociaż nie, to byłby dla ciebie zaszczyt gdybyś poznał moją tożsamość, a dzisiaj nie zasłużyłeś na to, żebym sprawiała ci jakąkolwiek przyjemność... - mówiła ledwie słyszalnym szeptem, który miał za zadanie wedrzeć się głęboko do podświadomości i zasiać istne spusztoszenie, by pamiętał, że to nie ona była winna, a on. Całkowicie. Zdawała się być ulotna, zmysłowa, ale wciąż niewinnie dziewczęca wszak nie posiadała żadnego doświadczenia, a flirt bądź gra zmysłów zdawała się być dopiero początkiem długiej drogi. -A już w szczególności taką, która byłaby słodką, niespełnioną obietnicą - mruknęła jeszcze dwuznacznie, a następnie spojrzała na sufit, bo ten zdawał się w tym momencie bardziej interesujący niż sam właściciel tego jakże ciasnego pomieszczenia.


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time


Ostatnio zmieniony przez Katya Ollivander dnia 08.04.16 20:52, w całości zmieniany 1 raz
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]07.04.16 22:29
The member 'Katya Ollivander' has done the following action : rzut kością


'k100' : 55
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Biuro Mulcibera Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]08.04.16 22:41
Siedział za biurkiem, rozwalony jak zwykle w pozie, która był jasnym komunikatem, że jest mu wszystko jedno, że mu nie zależy w tej chwili na niczym, a może czując irytację trawi ją na skrupulatne myśli i wnioski. Patrzył więc z dużą doza zainteresowania na jej nagłą zmianę. Chwilowa konsternacja w niego wstąpiła, bo przeoczył moment, w którym się zmieniała — czy więc aby na pewno była jego narzeczoną?Ale miała te same oczy, to samo spojrzenie. Dwa błyszczące obsydiany, których nie mógłby pomylić z niczym innym — wszędzie by ją rozpoznał. te kruczoczarne włosy, ponętne kształty i wyostrzone rysy nie mogły go więc zmylić, chociaż nie mógł się nadziwić jej pomysłom, jej gustowi, a może przypadkowi, który płatał mu figla. Bo czyż nie była podobna do Anastazji? Palcami przeczesywał jej długie, czarne kosmyki, głaskał jej bladą, alabastrową twarz, dotykał jej krągłości, bo miała należeć do niego. Zaciągał się papierosem powoli, przeciągając wzrokiem po jej nienagannej sylwetce, tak idealnie i doskonale wpasowanej w jego gusta. Nie krępował się wcale, bezczelnie oceniając wszystko, co poddawała mu do oceny, jakby na tacy wystawiając siebie i niesiebie, by wziął to, czego chciał.
Wypuścił w jej kierunku stróżkę dymu, nieco arogancko, nieco zaczepnie, nie mrugając i nie spuszczając z niej wzroku, kiedy utkwił go w końcu w jej ciemnych oczach.
— Właściwie... cholernie — odpowiedział równie buntowniczo, unosząc brwi, co nadało jego twarzy wyraz drwiny i lekkiego rozbawienia. Nawet wtedy, gdy po raz kolejny nie pozwoliła mu palić w spokoju — a będzie i tak, kiedy mu się tylko zachce — nie poruszył się wcale. — Imponujące — rzucił pod nosem, kiedy zamknęła skutecznie drzwi. Nikt miał im więc nie przeszkadzać, byli sam na sam, a ona dobrowolnie zamknęła się w klatce z potworem, nieświadoma jego prawdziwej twarzy, która — wbrew pozorom — nie była młodzieńcza, przystojna i zadbana. Była pomarszczona, zła, i odstraszająca, a on wcale się tego nie wstydził.
— Prywatność — powtórzył po niej, przypominając sobie ich schadzkę w sypialni gościnnej, podczas jego wizyty w dworku Ollivanderów. — Zauważyłem. Dlatego właśnie odprawiłem twojego ojca z kwitkiem — mruknął pod nosem, niewzruszony jej zadziornym tonem. Podobała mu się w tej wersji, bo była nieprzewidywalna, ciekawa i intrygująca, a on każdy jej ruch obserwował z fascynacją podobną do nowościom, jakimi uraczało go życie.
Zrzucenie jego nóg, jak jakiegoś chłopca, którego należało nauczyć kultury, było dla niego pierwszym sygnałem ostrzegawczym przed mogącą się zrodzić falą agresji. Wypuścił powietrze głośno, rozchylając usta i spuszczając z niezadowoleniem wzrok — lecz nie krył wcale tego, że nie odpowiadało mu to, co zrobiła. Chcąc go nauczyć pokory? Szacunku? Może chciała wzbudzić w nim posłuch i uległość? Oblizał dolną wargę, opierając się dłońmi o podłokietniki, jakby lada chwila miał wstać i skrzyżował z nią spojrzenie.
— Nie zasłużyłem? Och, doprawdy?— zironizował, zadzierając wyzej brodę, kiedy podążała po niej palcami. Chciał się wyswobodzić z jej dotyku, który mógł być palący ale nie chciał dac jej tej satysfakcji. — To co, moja droga zamierzasz teraz zrobić? Ukarać mnie? Litości — szepnął, starając się trzymać na wodzy ewentualne emocje, które mogły gdzieś w nim buzować, rodzić się, kiełkować.
Wstał, lecz nie tak nagle i gwałtownie. Stanął tuż przed nią, tak jak wtedy, gdy tkwiła na parapecie i spojrzał na nią z góry. Bo to właśnie z tej perspektywy mógł podziwiać jej piękne długie włosy, blade lica, błyszczące spojrzenie. Z jej ust płynęły krnąbre wyrażenia, zuchwałe zwroty, ale jak mógłby ją ukarać teraz, przed ślubem, za to, że ne zachowywała się tak, jak powinna, za to, ze nie zachowywała się jak... każda szlachcianka?



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]09.04.16 17:36
Czy ona także miała do niego należeć? Być w pełni oddana? Posłuszna? Rozkosznie uległa? Mogła rozkładać wątłe ramiona, w których znalazłby ukojenie, ale wymagała jednego, czego ewidentnie nie potrafił jej dać. Nie wiedziała dlaczego i mimo swej ciekawości nie szukała odpowiedzi, jakby chciała je poznać samodzielnie, bez zbędnego zadawania nieodpowiednich pytań.
Poddawała się emocjom z łatwością, a to było powodem zmian, które były widoczne właśnie teraz, gdy stała na wprost i wlepiała w mężczyznę to roziskrzone spojrzenie. Mówiło ono tak wiele, bo sugerowała mu, że wszystko ma na wyciągnięcie rąk, ale sam rezygnował z tego, co był w stanie sobie wypracować. Jego postawa, a także sposób wypowiedzi doprowadzał ją do szalu, bo im dłużej bawili się w te podchody, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że wyczyszczenie sobie pamięci nie było bezpodstawne. Czuła, że zrobił coś złego, a przecież nie mogła ciąglę się faszerować Obliviate, tak samo jego. To było wręcz abstrakcyjne, toteż kiedy jej serce waliło w piersi donośnie, a krew płynęła w żyłach i zdawała się być wręcz parząca, nie odrywała wciąż wzroku od Mulcibera, którego pochłaniała bez reszty, jakby nic jej nie obchodziło. A wiele ją interesowało - dlaczego taki jest, co się stało, że przejawiał tyle obojętności. Dla Katyi to było nienormalne; chore wręcz.
Milczała, a jedyną ulotnością, którą się obdarzali w tej chwili, to ciche oddechy, których powietrze prześlizgiwało się pomiędzy ich rozchylonymi wargami. Pozorne ciepło, które od nich biło - w innej scenerii, zapewne - mogło dawać poczucie bezpieczeństwa, ale Ollivander odbierała to dwojako. Głowiła się od kilku dni - jak to możliwe, że wywoływał w niej takie pokłady frustracji, zaspokojenia i ciekawości, a zaraz potem czystej niechęci, tak jak teraz.
-Wiem... - szepnęła na wzmiankę o ojcu i delikatnie zsunęła dłoń na jego tors. Powodziła subtelnie opuszkami palców po materiale, który z pewnością sprawiał, że ta wysublimowana pieszczota była jeszcze bardziej wyczuwalna, wszak bawiła się jak mała dziewczynka, która wciska kompilacje różnych guziczków. -Chciałam za to podziękować - spodziewał się tego krótkiego wyznania? Z pewnością nie, ale to właśnie dlatego nie przestawała drażnić jego zmysłów, gdy jej wątła ręka zsuwała się coraz niżej, a dotyk zatrzymała dopiero przy pasku od spodni. Przełknęła głośniej ślinę, bo pomimo nowego wyglądu, a także zachowania, podświadomie wciąż była słodką, dziewczęcą Katyą, która uczyła się w sposób niezbyt dosadny swoich reakcji na bliskość z mężczyzną, który znał wypukłość jej piersi, które pasowały mu do dłoni, a także linii ciała, którą ostatnim razem rysował w swojej wyobraźni. Teraz to ona czyniła jemu, a zawstydzenie powoli zaczynało być widoczne na bladych polikach, które pokryły się czerwienią.
Zbliżyła się na krok w stronę Ramseya, tak, że po raz kolejny ich ciała się ze sobą dotykały, a ciężki i wolniejszy oddech dziewczyny mógł wyczuć poprzez unoszącą się niezbyt miarowo klatkę piersiową. Nie przestawała mierzyć się z nim na spojrzenia, ale odebrała mu możliwość wzroku, kiedy to jej ręce powędrowały do góry, a palce dotknęły powiek, które mimowolnie zamkneła. Robiła to spokojnie, bez pośpiechu. Rysowała linię brwi, prostego nosa, a także kości policzkowych, jakby próbując go zapamiętać, a cała ta otoczka była przesiąknięta czymś obcym, nietypowym. Nie rozumiała tego, bo działała instynktownie. Rozbudzała w sobie potrzebę zrozumienia dla wszystkiego, co miało miejsce między nimi, a przecież byli z dwóch różnych światów. Nie należała w końcu do typowej, nudnej arystokracji, która wymagała od niego uwielbienia, bo to nie było jej konieczne do dalszej egzystencji. Była warta więcej niż kwiaty we włosach i róż na młodych licach, wszak miała naturalny czar i magie, którą roztaczała dookoła, a gdy chciała coś ugrać - nie bawiła się w perfidne rozdanie, które miało na celu upokorzyć partnera.
-Dlaczego ciągle ze mną walczysz? - spytała nagle, kiedy to jej usta zbliżyły się do jego i omiotła je ciepłym oddechem. Musnęła ledwie wyczuwalnie górną wargę Ramseya, a zaraz potem dolną, aż w końcu złożyła na nich krótki pocałunek, choć wciąż blokowała mu swoimi dłońmi możliwość patrzenia. -Dlaczego robisz mi na przekór? - mruczała w sposób zmysłowy, tak jakby chciała wedrzeć się do umysłu mężczyzny, w którym zamierzała zrobić istne spustoszenie, ale to miało inny wydźwięk. Głębszy i bardziej dosadny. -Dlaczego nie możesz poddać się grze, którą musimy wygrać wspólnie, a nie... W pojedynkę? - znów złączyła ich wargi, tym razem na dłużej, a prawa dłoń znalazła się na powiekach Mulcibera, by nie był bezczelny. By zachował tę część tylko dla nich i dla własnych wspomnień, kiedy to raz po raz w sposób tak delikatny, tak nieznany poddawała go słodkiemu pocałunkowi, który miał być obietnicą.
Czego sobie życzysz, mój słodki Królu?


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]11.04.16 10:42
Dziewczyna, którą poznał w kasynie była zupełnie inna niż ta, którą doprowadził na skraj ekstazy w dworku jej ojca i zupełnie inna niż ta, która siedziała na biurku przed nim, ponętnie na niego patrząc, oddychając cieżko pod naporem gęstego powietrza i tężejącej wokół nich aury. Była dla niego zagadką, niewiadomą, ale jednocześnie kimś pozbawionym własnej tożsamości przez zbyt długą walkę z człowiekiem, który chciał ją tworzyć w inny sposób. Lata oponowania przeciwko ojcu i chęć znalezienia własnego "ja" gdzieś daleko, na wolności w oczach Mulcibera jawiły ją jako podatną na jego wpływy, choć wcale nie bezwolną. Potrzebowała czegoś, co ją zdefiniuje, czegoś, co pozwoli jej na znalezienie własnego miejsca w tym świecie i umożliwi dumne patrzenie przed siebie, bez cienia strachu, że okaże się hańbą dla własnego rodu. W tym więc dostrzegał możliwość swoich wpływów i ukierunkowania jej w odpowiednim kierunku. Chciał wobec tego ofiarować jej intensywność ludzkich doznań i świadome miejsce u boku kogoś ważnego — nazwanie ją Księżną nie było więc przypadkowe. Cały misterny plan Mulcibera od samego początku przypominał o sobie z tyłu jego głowy. Kreował ją na swój własny sposób, powoli, delikatnie, stroniąc od agresji, bo przecież wiedział, że będzie to dla niej powtórką z rozrywki. Powstrzymując swoje zapędy i zwierzęce pragnienia budował w niej swój wizerunek, lecz przede wszystkim jej własny sposób postrzegania jako żony — teraz — człowieka niższego statusem, który wpisując się w jej własne zdanie na temat czystości krwi dobrze ją traktuje. W przyszłości — człowieka potężnego, zdolnego do wszystkiego. Wtedy będzie miała wybór, czy stać się niechętną wobec jego działań, lecz uległą żoną, która winna spełniać sumiennie swoje obowiązki, czy akceptującą jego brudną naturę, silną i szanującą, w której będzie szukał wsparcia.
Jej dłoń, tak delikatna, tak ciepła i subtelnie przylegająca do jego piersi, ciążyła mu niesamowicie. N i e c h c i a ł jej w ten sposób, n i e c h c i a ł, aby czarowała go łagodnością i przyjemnością tak ulotną i zdradliwą. Paluszkami przesuwała po materiale, rysując na nim jakieś ścieżki, którym wcale się nie przyglądał, nie odrywając wzroku od jej twarzy — innej niż tą, którą zdążył przyswoić jako nienaganny obraz swojej przyszłej żony. Zmiana jej wizerunku była podniecająca w niezwykły sposób, dawała szansę na spełnianie pragnień i wszelakich fantazji, jeszcze bardziej oddalając od niego poczucie winy iż czyni prawdziwe okropności własnej żonie. Co jednak jeśli chciałby zobaczyć w niej kogoś znajomego? Kogoś... niegdyś bliskiego?
Milczał. Nieustępliwie nie odzywał się, kiedy podziękowała, jakby zachowywał czujność w jej delikatnych ruchach. Skupiał się na jej oczach i wargach, które szeptały zaklęcia mu nieznane do tej pory. Czuł jej dotyk na brzuchu, a później i niżej, gdy wsparła się o pasek. No dalej, no rozepnij go. Klęknij. Zrób to, co do Ciebie należy. Sam pozostawał niewzruszony, przynajmniej jego zewnętrzna powłoka nie zdradzała nic, co działo się w nim wewnętrznie, a przecież tuż pod skórą krew szybciej zaczeła krążyć, reagując na każdą jej delikatną pieszczotę w sposób iście wysublimowany. Dopiero kiedy ich piersi zetknęły się ze sobą, a jej niespokojny oddech za każdym razem drażnił jego szyję, wraz z piersiami, które przylegały do niego objął ją w talii lekko, palcami zatrzymując się w najwęższym punkcie jej tułowia.
Zacisnął szczękę, kiedy zakryła mu oczy, nie nie zrobił nic ponad to. Kości policzkowe mu się uwydatniły podobnie jak żuchwa, która wyrażała niewypowiedziane niezadowolenie i niechęć wobec jej uczynków. Nie zaprotestował jednak, nie odepchnął jej i nie odrzucił jej próby testowania samej siebie?. I kiedy ona błądziła opuszkami po jego twarzy, objął ją mocniej i bardziej zdecydowanie, przyciskając do swoich bioder w geście ewentualnej obrony.
Zaskoczyła go. Nie tyle ruchem, a pytaniem, choć i jedno i drugie wprawiło go w lekką konsternację. Dlaczego walczył? On z nią? Niby czym? On wcale nie walczył, on próbował ją przeciez poskromić pod siebie, dopasować do własnych potrzeb, tak aby ich egzystencja była mentalnie bezbolesna. Musnęła jego usta,a w tym momencie jego klatka piersiowa zapadła się gwałtownie. Nie odwzajemniał jej gestu, bo był zbyt c z u ł y , zbyt d e l i k a t n y , a przede wszystkim zbyt o s o b i s t y. Nikt nie mógł sobie pozwolić na to wobec niego, nawet żona. Oponował więc swoją biernością w gestach warg, chociaż jego dłonie sprawnie mialy odwrócić jej uwagę od dotychczasowej zabawy, gdy przesuwały sie wzdłuż jej boków i żeber w górę, a później przez plecy i wzdłuż kręgosłupa w dół.
— Dlaczego miałbym Ci cokolwiek ułatwiać?  — skoro mi nikt nigdy niczego nie ułatwiał? Spytał cicho, wprost do jej warg, nieznacznie przechylając głowę. Liczył na to, że tym gestem upomni się o brak możliwości patrzenia, a ona jakby złośliwie zabraniała mu tego robić. Czyżby jego wzrok palił? Czyżby wężowe spojrzenie było zbyt niebezpieczne? Zbyt przeszywające?
Słodkie pocałunki odbierały mu oddech, a w głowie wciąż miał wrażenie, że były zbyt d e l i k a t n e i c z u ł e, aby mógł je zaakceptować. Nie mógł dopuścić do tego, by wytworzyła się między nimi jakakolwiek więź, a on padł ofiarą jej uroku. Był na to zbyt potężny, zbyt silny i twardy by ulec kobiecie w jakikolwiek sposób, nawet w tak błahym przypadku. Dlatego właśnie, gdy złączyła ich usta ponownie, a on ciągle nie mógł wiercić jej dziury swoim spojrzeniem, przyległ do niej silniej, rozchylając jej usta gwałtem językiem w namiętnym pocałunku. Zetknięte wargi pozostały w namiętnym tańcu zmysłów przez chwilę, bo ujął ją za kark, wplatając dłoń we włosy i uniemożliwiając jej ucieczkę. Nie pozwoliłby jej się odsunąć, wolno i intensywnie całując ją tak, jak nie powinien. Nie byli zespoleni węzłem małżeńskim, ale wizja przeznaczenia sobie dawała mu pełne przyzwolenie na ten czyn, który podkreślił ujmując jej twarz drugą ręką. Tak, zatrzymał ją przy sobie nawet gdyby chciała się uchylić. Nie mogła. Nie przed nim. Kciukiem przetarł wilgotną wargę, kiedy dał jej sekundę na wzięcie głębokiego oddechu nim ponownie zatopi się w niej z całą swoją intensywnością. I kiedy tak się stało, naparł na nią ciałem, zmuszając ją, by wsparła się o biurko, a może nawet zabrała dłoń z jego oczu, wciąż uniemożliwiając mu patrzenie. To właśnie chciał osiągnąć.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]11.04.16 11:43
Zmieniała się w zależności od ludzi, którzy przy niej trwali. Przypominała łagodny zefirek, który otulał twarz, kiedy to promienie słońca drażniły skórę. Mogła stać się też niespokojną wichurą, która zerwie wszelkie linie połączeń, ale zawsze pozostawała Katyą Ollivander, która w swej absurdalnej dualności sięgała po maski, by pozostać zamkniętą na swoistego rodzaju doznania, od których mogłaby się uzależnić. On dostał jednak szansę na to, by ją poznać i widział jej naturalne oblicze, gdy tonęła w jego ramionach i pozwalała się dotykać. W dworku, jak i zarówno kilka - a może nawet kilkadziesiąt minut temu na dole, w Ministerstwie. Nie chciała walki. Nie takiej jaką stoczyła nie tak dawno z Perseusem, który bez trudu rzucił na nią zaklęcie czarnomagiczne, odbierając tym samym oddech. Ich relacja była definitycznie zakończona, bo pomimo, że początkowo pojedynek przypominał starcie dwóch szczeniaków, tak teraz nie było już śladu po dawnej zażyłości. Mulciber wciąż jednak miał szansę, by się przed nim nie zamykała i pozwoliła dać mu się poznać, tak jak sobie tego życzył. Oddając mu duszę i swoje najskrytsze pragnienia, po które z pewnością musiał sięgnąć, bo nie oddałaby ich na pstryk palców. Była trudna i nieokiełznana, ale to czyniło ją kimś zupełnie innym od tych przeciętnych, pustych szlachcianek, którymi się otaczał, a które nie posiadały głębi, oprócz tej między smukłymi udami, rzecz jasna. Problem nie leżał w tym, że nie chciała i nie zamierzała iść na taką ugodę, a w tym, że nie chciał do niej dotrzeć, bo odbierał przyszłej żonie możliwość bycią tą samą, która jawiła się wśród swoich przyjaciół. Nie była w stanie mu zabronić tego, by jej nie odpychał. Z trudem poddałaby się jego życzeniom, ale wtedy straciłby bezpowrotnie możliwość otrzymania jej z całym dobrodziejstwem inwentarza, z którego rezygnował dobrowolnie.
Nie kontrolowała ich bliskości, bo zdawała się być jeszcze odpowiednia, a przynajmniej na tyle, by nie przekraczać pewnego progu. Ramsey miał swój pomysł na to, co się między nimi wytwarzało i, pomimo że nie oponowała przed zepchnięciem swoich rąk, tak dopóki nie zrobił nic - wciąż błądziła po nim jak mała dziewczynka, która szuka odpowiedniej drogi. Rysowała w swojej pamięci portret, a rozkoszne pocałunki miały być tylko słodkim dodatkiem do tego, co się odgrywało. Oboje byli aktorami. Wprawnymi i zakłamanymi, ale gdy była dla niego dobra, czuła i tak ulotna, nie grała. Pokazywała mu siebie, toteż gdy mulciberowe dłonie znalazły się na jej talii, jęknęła cicho wprost do jego warg. Znała ten dotyk i wiedziała, że nie jest zły, ależ w jakim błędzie żyła, skoro pozwalała na intymność potworowi, który bez mrugnięcia okiem byłby w stanie ją zabić.
-Dlatego, że to ty pragniesz mojej duszy i pozbawiasz się możliwości, by ją posiadać - szepnęła pomiędzy urywanymi oddechami, a gdy tylko naparł na nią, cofnęła się posłusznie. Serce dudniło jej w piersi i pomimo, że emocje zalewały ich z każdej strony, to żadne nie dało po sobie poznać prawdziwych odczuć względem tego, co sobie czynili. Dopiero pocałunek jaki jej zaserwował sprawił, że ugięły się pod nią kolana, a skoro i tak opierała się pośladkami o blat biurka, usiadła na nim posłusznie. Nikt im się nie przyglądał, toteż nie wzbraniała się przed tą intensywną pieszczotą, jakby celowo pozwalając mu na pertraktację warunków, które bezapelacyjnie zostałyby oddalone. Na ten moment ze strony Katyi wchodził tylko kompromis, a czy przyszły mąż potrafił go sobie wypracować? Zsunęła mimowolnie dłonie, gdy już usadowiła się wygodnie, a opuszkami prześlizgiwała się po jego ramionach, na tors, zatrzymując się dopiero, gdy musiała wedrzeć się na granicę ich zespolonyc hciał, choć nie tak dosłownie połączonych. Zradzał w niej swoistego rodzaju potrzebę, pragnienie, które chciała zaspokoić, a skoro nie była rozkapryszona, a zachcianką nie było uwielbienie, którego winna wymagać, powodziła bez trudu wzdłuż żeber Ramseya, aż na biodra. To tam dotyk pozostał na dłużej, aż w końcu znów zbliżyła dłonie do podbrzusza narzeczonego i prawą przesunęła wzdłuż męskości, choć to było dla niej całkowicie zaskakujące. Cofnęła się mimowolnie, gdy dostrzegła, że zrobiła coś haniebnego, a jej palce nie powinny się tam znajdować, zabrała pospiesznie dłoń i wypuściła ze świstem powietrze. Wstyd zalał jej policzki, w tęczówkach zrodziła się niepewność, a zastygnięcie w bezruchu miało jasno sygnalizować, że zbyt śmiele postąpiła. -Ja... Ja... - szeptała pod nosem i to właśnie w tej jednej sekundzie, włosy poczęły zmieniać gwałtownie kolor. Przechodziły z granatu w fiolet, aż wreszcie stały się różowe, by swoją feerię barw zakończyć na naturalnym odcieniu. Uniosła niepewne spojrzenie do twarzy Ramseya, jakby niemo chcąc przeprosić za to, że dotknęła go w ten erotyczny sposób, który winna praktykować dopiero po ślubie. Serce waliło jak szalone, a oddech spłycił się diametralnie; nie zrobiła jednak nic, a miała ochotę na to, by zedrzeć maskę arystokratki, która wciąż pozostawała na właściwym miejscu.


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]11.04.16 23:02
Jej dotyk — czy na pewno tak bardzo niestosowny? Utarło się co wypada, a co nie. Przyjęło się, iż należy zachować wstrzemięźliwość, należy zachować to, co najwspanialsze do ślubu — cnotę, nie tą dawniej uważaną za największą z wartości, a czystość, która stała się towarem na sprzedaż. Dziewice były droższe, jakby nieco bardziej unikatowe, elitarne, przeznaczone dla odpowiednich mężczyzn. Lecz jaki był stosunek wartości do jakości? Żaden, gdyż ta, która ją zachowywała zwykle pozostawała ubogą w doświadczenia, bierną kurewką jednego prywaciarza. Gdzie podziało się szukanie doznań, szukanie wewnętrznych pragnień i możliwości? To wszystko utknęło gdzieś pomiędzy przesadą a absurdem.
Każdy jej jęk, każdy szept, każde spojrzenie i gest było dla niego drogowskazem do jej duszy. Była to ledwie jej część — najuboższa, najbardziej podatna na wpływy, najbardziej zaniedbana i wymagająca uwagi. On dawał jej to w pełni, znalazłszy najsłabszy punkt, przez który wedrze się do środka, do jej głowy i wnętrza w poszukiwaniu kryształowego Kamienia Duszy, którego pochwyci, pozostawiając ją zaklętą w jego ramionach na wieki.
— Jeśli dam ci się poprowadzić... dobrowolnie...— szeptał do jej warg, przesuwając palcami po jej ciele w tą i we w tą. Zdawał się nie zważając na ubrania, strzępków materiału, które na sobie miała. Dotykał ją tak jakby była naga muzą w jego ramionach, jakby była jedyną kobietą kiedykolwiek. I tak też ją całował — z pasją, namiętnością i oddaniem, bo w tej chwili nie istniało nic więcej i nie liczył się nikt inny. Połączeni splotem wzajemnych oddechów, wzajemnych krótkotrwałych uniesień poddawali się emocjom, które w nich rosły i wrzały.
Kiedy usiadła pokornie na biurku, zmuszona do tego jego nagłą impertynencją i siłą, otworzył oczy by na nią spojrzeć, nie przerywając pieszczoty jaką ją obdarzał. Przemknął po krótce po jej oczach, by dostrzec w wyrazie jej twarzy rozkosz i przyjemność, a kiedy tak się stało, przymknął powieki, ściągając brwi i oderwał się od jej kształtnych, kuszących warg, by rozpocząć własną ścieżkę przyjemności po jej żuchwie na szyję. Szczupłą, delikatną i łatwą do pochwycenia dłońmi, którymi praktycznia ją oplatał. Wciąż przytrzymywał jej kark dłonią, drugą lekko odchylał jej twarz w górę, aby dała mu większy dostęp do siebie.
Tonął w smaku jej skóry skąpanej olejkami, skropionej kwiatowymi, świeżymi perfumami, które dodawały jej dziewczęcej niewinności. Spijał je z jej ciała, obdarzając muśnięciami lekkie uwypuklenie ścięgien. Chciał aby nie mogła się powstrzymać, aby oddała się przyjemności, do której sama go prowokowała. To nie była jego wina — czyniła z nim to sama, łaknąc jego bliskości i pobudzając do działania, więc działał, dążył do własnej mentalnej ekstazy, podczas, gdy ona uczyła się jego ciała na pamięć, coraz śmielej wędrując dłońmi po jego sylwetce. Centymetr po centymetrze, uczyła się tej bliskości, a gdy dotknęła tego newralgicznego miejsca, wydał z siebie ciche westchnięcie, wyrażające ulgę z tej fizycznej współpracy.
Odsunęła się jak oparzona, umykając jego ustom. Ściągnęła za to na siebie jego pełnej konsternacji wzrok, a także głośny wdech, który zrobił, gdy udsunął od niej ręce. Wyprostował się też powoli, krzyżując z nią spojrzenie.
— Ty co...? Coś ty zrobiła?— spytał cichym, choć nieco ganiącym tonem, marszcząc brwi. Karcące spojrzenie spłynęło na nią w ułamku sekundy, lecz równie szybko złagodniało w jakimś kapryśnym wyrazie.— Podobało ci się?— spytał wprost z tą typową dla siebie nonszalancją i sięgnął po jej drobną dłoń. Nie tkwił pomiędzy jej nogami, gdyż te dzieliły wciąż ich oboje, ale ręce miała blisko, toteż bez krępacji zamierzał wskazać jej właściwy kierunek. Cóż nim było? To chyba proste do przewidzenia, skoro oparł się udami o jej kolana i przyłożył jej palce do siebie. Nie w pełni, nie całkiem, lecz tak, aby mogła swobodnie i bez stresu sprawdzić z czym właściwie miała do czynienia, skoro nie wiedziała. O dziwo, dawał jej czas na to by się oswoić, zachęcał ją do eksploracji terenu, do dalszego badania powierzchni jego ciała, bo okazało się to dla niego... niezwykle przyjemne.
— Jedyny sposób w jaki można się oprzeć pokusie to... ulec jej — szepnął niewinnie i lekko wzruszył ramionami, powoli przyciągając jej dłoń bliżej, aż mogła poczuć jego siłę.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]12.04.16 6:20
Trafiła na mężczyznę, który ewidentnie nie miał problemu z bliskością, dotykiem i dzikią perwersją. Ba! Chętnie go praktykował, a jeszcze chętniej prowokował do tego, by przekroczyć tę barierę intymności, w której to usta Katyi rozchylały się swobodnej, gdy zatapiał się w nich, a językiem pokazywał - namacalnie - że to wszystko jest dobre. Miała w końcu należeć do niego, a więc posiadał pełne prawo, które nakazywało wręcz skosztowanie swojej narzeczonej, a niebawem żony. Ollivander w tej grze była więc podatna na wpływ Ramseya, ale nie bezwolna. Sprawdzała swoje reakcje, a także jego, bo nie była pewna - czemu tak sie dzieje. Dlaczego podniecenia wypełnia jej kanaliki nerwowe, a pragnienia każdego kolejnego ruchu, który muskałby jej delikatną skórę i zahaczał o wrażliwe miejsca, dopiero się w niej rodziły. Pozwalała mu więc na ten jeden moment pokazywania sobie erotyki, która była zbyt śmiała, ale dla niej wciąż nader intrygująca, skoro nie potrafiła z tego zrezygnować. Ze skrupulatnością dziecka wchodziła na teren, który winna przekroczyć po ślubie - według utartego schematu; była jednak zbyt ciekawsa, a ta bliskość zradzały w niej potrzebę, by miał ją w swoich objęciach i dawał to dziwne ukojenie i rozładowanie względem napięcia, które jeszcze chwilę temu się między nimi wytworzyło.
Nic więc dziwnego, że z rozkoszą przyjmowała pocałunki, a prześlizgiwanie sie smukłych, ramseyowych palców po swoim ciele traktowało jako eskalację jej kobiecości, która w ten zmysłowy sposób choć już w pełni ukształtowana, zdradzała do czego ta mała cholera jest zdolna. Nie bała się tego, co o niej myśli, bo w końcu nie mógł myśleć źle, prawda? Gdzieś w podświadomości świtała jej wizja tego, że jest jedną z wielu, ale czarne scenariusze odchodziły na bok, gdy oddawała mu swoje zadawalenie w tych cichych jękach. Wydobywały się z niej, kiedy była zbyt blisko jego ucha, a karminowe usta zahaczały o to wrażliwe miejsce tuż za nim. Wbiła w niego swoje palce, ale niezbyt mocno. Robiła to z wyczuciem i kiedy tylko się odezwał, wypuściła ze świstem powietrze.
-To ja się zgadzam na dobrowolne prowadzenie, ale kiedy przestanie mi się to podobać... - zawiesiła głos, bo chciała się droczyć w ten sposób, który już poznał. Mulciber doskonale wiedział, że nie będzie go uwodzić, choć robiła to nieustannie, ale nie w celu by coś ugrać, a żeby w nim zrodzić potrzebę gonienia za nią. Wodziła go za nos i to w okrutny sposób, gdy w jednej chwili była nazbyt blisko, a w kolejnej odsuwała się i nie pozostawiała mu żadnych złudzeń. -Zniknę, a potem zjawię się jak senna mara, by upomnieć się o swoje - dodała z rozbawieniem i po raz kolejny musnęła jego wargi. Zdawał się mieć lepszy pomysł, a ona chcąc się przekonać o wyobraźnie, którą niewątpliwie posiadał - przystała na to.
Odchyliła posłusznie głowę, kiedy to wargi Ramseya przylgnęły do smukłej szyi i uśmiechnęła się kącikowo. Dziwna wrażliwość tego miejsca sprawiała, że oddychała głębiej, ale zdecydowanie dużo wolniej, a klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie, kiedy to próbowała złapać powietrze. Przymknęła powieki, a dolna warga została nazbyt mocno przygryziona, kiedy to właśnie zapętlał się w swojej lekkiej, acz zmysłowej pieszczocie. Wydała z siebie cichy pomruk, choć kompletnie niekontrolowany, jakby tym chciała go zapewnić, że to wszystko jej się podoba i chce więcej, bo chciała. Oczywiście, że chciała, ale musiała się wykazać silną wolną, której nic nie mogło złamać, a już w szczególności podniecenie, które wyczuwała między swoimi udami. Ta reakcja ciała była kompletnie niezrozumiała, ale czy ktokolwiek był w stanie zrozumieć coś takiego? Wiedziała, że to sprawka mężczyzny, dlatego w duchu prosiła żeby na tym poprzestali, pomimo że ciało krzyczało o więcej.
Otworzyła jednak szerzej oczy, bo muśnięcie męskości Mulcibera było przypadkowe, a ona poczuła się nagle skrępowana tym, że pozwoliła sobie na tyle. Zastygła w bezruchu, bo gdy tylko odezwał się w ten karcący sposób, ziemia jej się z pod nóg osunęła i czekała na reprymendę, która dziwnie nie nadchodziła.
-Ja... - szepnęła, kiedy tęczówkami powodziła po wykończeniu paska jego spodni, a gdy padło to kluczowe pytanie, uniosła pospiesznie głowę. Było zaskakujące, ale perwersyjny, dość leniwy uśmiech wykrzywił jej usta. To miało być potwierdzenie? Kto wie; pozwoliła jednak na ujęcie swojej dłoni i wręcz z prawdziwą, nad wyraz intensywną ciekawością dała sie poprowadzić tam. Nieustępliwie patrzyła narzeczonemu w oczy, a gdy ten przylgnął do jej kolan, rozsunęła nogi i wsunęła mu palec wskazujący za materiał spodni, by go do siebie przyciągnąć. Dopiero potem dłonią, metodą - rzecz jasna - prób i błędów, powodziła po materiale i mimowolnie zacisnęła paluszki, by przetestować swoje możliwości, bo przecież nie jego. Ruch zdawał się być pewny, choć było w nim wiele niepewności. Przesuwała jednak bez obaw wzdłuż niedużej wypukłości, która malowała się pod ubraniem i ciągle zaciskała wargę, jakby zachęcając do tego, by się nią zajęto.
-Tylko pokusie nie potrafię się oprzeć, mój słodki Królu - szepnęła między urywanymi oddychami, aż w końcu zatrzymała się i nie robiła nic. Trzymała jedynie dłoń w zakazanym miejscu, a oczom pozwoliła się śmiać w jakimś dziwnym rozbawieniu. Usta wciąż pozostawały wygięte w ten specyficzny sposób, bo cóż mogło kręcić się w jej umyśle? Właśnie teraz, gdy powoli przekraczała granicę i sięgała do...
Jak myślisz - do czego?


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]12.04.16 10:09
Dlaczego miałby mieć? Przywilejem braku przywileju szlachcica było to, że mógł sobie pozwolić na dużo, bo nikt nie śmiał go oceniać w kategoriach ogólnie przyjętych norm klasowych. Był dość dogłębnie zeznajomiony z tematyką bliskości z kobietami, a czas i doświadczenie okazało się jego sprzymierzeńcem, czyniąc z niego dobrego kochanka. Katya nie mogła więc źle trafić, jeśli miała oceniać swojego przyszłego męża pod względem fizyczności, czy cielesnego obowiązku małżeńskiego, który mógł zamienić się w falę przyjemności zamiast elementów dopełniających święty węzeł małżeński.
Wolno i intensywnie pochłaniał jej każdy jeden oddech, splatając ich języki w zbyt zażyłym tańcu, zbyt intymnej relacji jak na ogólnie przyjęte normy. Może nie powinni — choć dlaczego, skoro umowa była już dopięta, a oni mogli odliczać dni, kiedy zostaną sobie wzajemnie przekazani już na wieczność. Czy nie było to wygodnym i dobrym rozwiązaniem, aby poznać się bliżej i udowodnić sobie wzajemnie, że ślub z obowiązku i decyzji starszyzny nie był tak beznadziejną decyzją jak w większości przypadków? Byli inni niż większość narzeczeństw, mając szansę czerpać przyjemność z bycia ze sobą, choć los niefortunnie ich połączył.
Zamruczał z satysfakcją, kiedy zgodziła się na uległość, bo było mu to całkiem na rękę. Nie mógł sobie wymarzyć lepszej pozycji niż ta, w której ona bez protestu i użycia siły godzi się na wszystko, pozwalając dać mu eskalować jej piękne ciało i interesującą duszę. Jej pokora i podatność na jego mniej lub bardziej wysublimowane sugestie zadowalały go w pełni i czyniły usatysfakcjonowanym z małżeństwa, które niedługo mieli sfinalizować. Brzmiało to profesjonalnie, przedmiotowo, lecz jak inaczej można było nazwać umowę pomiędzy dwoma mężczyznami odpowiedzialnymi za połączenie tej dwójki? Tylko oni mogli sprawić, aby suche podpisy nabrały znaczenia.
— Upomnieć o swoje? A co jest Twoje, moja droga?— spytał, unosząc brew, kiedy oderwał się od niej, a jej delikatne paluszki błądziły w okolicach jego kroku, badając fakturę drobnej wypukłości, która ledwie została obudzona ze spoczynku. Nic wielkiego, nic drażniącego, nic wypełnionego testosteronem i gotowością do wtargnięcia w nią z lub bez zaproszenia.
Igrał z nią każdym słowem, a nawet spojrzeniem, drocząc się i prowokując niewinną dziewczynę, szlachciankę. Młode dziewcze, nigdy nie zbrukane pruderią i lubieżnością. I to w niej było najbardziej fascynujące — jej niewiedza, nieświadomość tego, co ją czeka. Każdy rumieniec oblewający jej policzki działał na niego rozczulająco, dając mu o wiele więcej satysfakcji niż gotowość do przyjęcia go i podniecenie pomiędzy jej smukłymi udami. Speszony wzrok istoty, która nie wie co czyni, a jednak ma nieodpartą chęć spróbować zdawał się być bezcenny w obliczu kobiet, z którymi folgował dniami i nocami. Wczoraj, miesiąc temu, rok, czy pięć wstecz. Rumiane lico i karminowe usta, które zagryzała do krwi w połączeniu z drżącym dotykiem palców i gęsią skórką, kiedy otulał ją ciepłym oddechem. Tak właśnie winna wyglądać jego żona przed ślubem, nim zacznie ją uczyć i dopasowywać pod siebie.
Sprawiała mu przyjemność, kiedy przesuwała palcami wzdłuż jego męskości, powoli sprawiając, że reagowała pod jej dotykiem tak, jak powinna. Wyraz jego twarzy nie zmieniał się znacznie, choć jego oczy błyszczały, wyrażając zadowolenie, podobnie jak subtelny szarmancki uśmiech, kiedy operował jej dłonią lekko po swoich spodniach. Kiedy jednak się zatrzymała, uniósł brew i uśmiechnął się szerzej, pozwalając jej aby zabrała rękę i zrobiła z nią to, co chciała.
— Co cię tak bawi?— spytał, widząc jej wzrok i odsunął od niej biodra, aby wesprzeć się rękami o blat i nachylić w jej kierunku. Pozostawił jej rozchylone uda wolne, nie przylegając już do niej ciasno i nie zgarniając dla siebie jej przestrzeni. Przekrzywił głowę, przyglądając jej się z ciekawością i zainteresowaniem, bo pozostawała tajemnicą, którą powinien nauczyć się rozwiązywać, czyż nie? — Lubie ten kolor — odpowiedział, chwytając kosmyk jej włosów między palce i zerkając na niego. — Ale w czarnych też mi się podobasz. 



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]12.04.16 15:07
I dokładnie to otrzymał od Katyi. Nie oceniała go, bo to nie była konieczność. Wpasował się w jej gust jako przyszły mąż, który emanował pewnością siebie, a także swoistego rodzaju umiejętnością uwodzenia, choć wcale nie dawała się w ten sposób traktować. Flirtowali i korzystali z tego, że nikt nie mógł im przeszkodzić, bo tkwili za niewidzialną kurtyną intymności, w której lawirowali na granicy dobrego smaku i czystej perwersji. Ollivander miała to do siebie, że była ciekawska. Chciała odkryć sekrety i móc bawić się niczym małe dziecko, które dostaje nową zabawkę. Ramsey choć nią nie był, to dawał jej dużo radości, kiedy prześlizgiwał się swoimi wprawnymi dłońmi po smukłym ciele i naciskał na wrażliwe pukty, które zradzały w niej istną potrzebę zdarcia z niego koszuli i oddania się dzikim żądzom i namiętności. Musiała jednak cierpliwie czekać, bo dopóki nie należała do niego w pełni - nie zamierzała mu się oddać. Testowanie własnej cierpliwości było jednak zbyt trudne, ale jeśli teraz uległaby temu, co w niej stworzył... To zapewne wszystko runęłoby na łeb i szyję.
Skąd wynikała ta uległość? Zapewne z siły Mulcibera, którą przekładał na słodkie pocałunki, a także dotyk, któremu się poddawała bez reszty. Nie miała powodu do sprzeciwu, skoro tak skutecznie pokazywał jej, że opór jest bezsensowny i nic tym nie osiągnie. Jedynie kolejną kłótnie, a po co mieli się na sobie wyżywać, kiedy spędzanie czasów w sposób przyjemny dawało więcej radości i spełnienia? Uśmiechnęła się więc w chwili, w której zamruczał i wygięła się w jeszcze większy łuk, by jego dłonie mogły bez trudu dotrzeć do trudno dostępnych miejsc.
-Ty jesteś mój - powiedziała bez ogródek i uniosła wymownie brew, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, a zaraz potem musnęła go czule, jakby wydusiła z siebie coś niewłaściwego i chciała go udobruchać. -A ja jestem twoja - szepnęła jeszcze dla potwierdzenia, a może i wcale nie? Była ulotna i on o tym doskonale wiedział, skoro przelatywała mu między palcami. Robiła to na tyle skutecznie, że nie wahała się ani chwili, kiedy to udawało im się przekraczać kolejną granicę bliskości. I faktycznie. Mieli być małżeństwem, a w tym momencie oboje chyba doświadczali tego, że ich związek może stać się przygodą, zabawą, którą będą prowadzili do ostatniego oddechu. Katya była w końcu aurorem i łapała takich jak on, ale nie miała pojęcia o tym, toteż pozwalała temu płynąć, bo co jeśli prawda wyszłaby na jaw?
Bawiła się przednio, kiedy to palce prześlizgiwały się po materiale spodni Ramseya, a jego męskość była dla niej wyczuwalna, choć jeszcze nie tak, jakby miał ją wziąć i uczynić swoją. Korzystała więc z możliwości poznania go, sprawdzenia czy jej odpowiada, ale już teraz była pewna, że tak jest i będzie, kiedy tylko stracą szaty, a następnie oddadzą się wirowi doznań. Chciała pozbawić go paska, bo był zbędny i ograniczał jej dostęp. Przyglądała się swojej dłoni, którą podążała wzdłuż miejsca, która mogłoby reagować jeszcze lepiej, gdyby tylko spełniła jego zachciankę. Czy nie chciał, by klęknęła przed nim i dała mu rozkosz, której potrzebował? Dozowała mu jednak przyjemność, wszak na wszystko przyjdzie czas.
-Nasze reakcje - odpowiedziała spokojnie, bo mówiła prawdę. Była tym zaskoczona, co działo się z jej ciałem, a także jego. To chyba logiczne, skoro nie posiadała w ogóle doświadczenia, czyż nie? Nie była pewna tego, co się działo i dlaczego to miało miejsce, ale Ramsey mógł być pewien, że całkowicie jej to odpowiada. Kiedy jednak cofnął biodra zrobiła smutną minkę, bo przecież odebrał jej możliwość bawienia się i dotykania w ten nieładny sposób, którego nie powinna się dopuszczać. Był jednak mężczyzną, z którym przyszło jej żyć, uczyć się go i sprawiać mu radość, a nie tylko ekstazę. Chciała go wiec poznać, rozmawiać z nim, ale gdy byli w tak emocjonującej grze - nie myślała o niczym innym.
Przysunęła się bliżej blatu, by unieść nieznacznie nogi i zacisnąć na ramseyowych biodrach uda, jakby uniemożliwiała mu ucieczkę. Kiedy jednak dotknął jej włosów, a zaraz potem wyszeptał te zdania, zawstydzenie pojawiło się na bladych policzkach po raz kolejny. Uśmiechnęła się więc jedynie i przesunęła opuszkami po jego ustach, jakby chcąc przekonać się czy jest prawdziwy. -Ma pan plany na dzisiejszy wieczór? - zapytała i przysunęła się jeszcze bliżej, bo nie zamierzała dać mu uciekać. Przynajmniej na razie.


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]12.04.16 20:43
Ty jesteś mój było niczym zaklęcie, które wypowiedziała ku jego zdziwieniu. Nieznacznie zmarszczył brwi, jakby w pierwszej chwili kompletnie nie zrozumiał wypowiedzianych słów, jakby mówiła w zupełnie innym języku, a przecież oboje płynnie mówili po angielsku. Nie przywykł do takich wyznań, choć doskonale pamiętał moment, w którym podobnie określiła do Anastazja. Był jej. Cóż to w ogóle miało znaczyć? Wedle wyznawanych wśród szlachciców zasad nie było podobnego określenia. Mógł być jej mężem, partnerem życiowym, ale on sam jak mógł być jej? Chodziło o należenie do kogoś, czyż nie? Wyraźnie dała mu do zrozumienia, że już teraz, w tej chwili należy do niej, a nie do żadnej innej Przywłaszczyła go sobie, tak jak on nie ośmielił jeszcze jej, choć myślami wybiegał daleko poza okres wesela, które nieuchronnie się zbliżało. Skoro ona sama była jego, co dodała w pośpiechu z powodu jego konsternacji. Czy dokładnie tak, jak będzie za półtora miesiąca? Czy tak, że mógł położyć na niej swoje dłonie bez obaw, że mu nie wypada(jak gdyby jakiekolwiek miał?), czy tak, że mógł jej mówić co ma robić, co jej wolno, a co nie? Wprawiło go to w chwilową zaduę, która ukrył pod niezmiennym wyrazem twarzy. Może nieco mu stężała po chwili, kiedy zacisnął szczękę, jakby się złościł, ale przecież tylko rozważał swoje możliwości — i wiedział, że cokolwiek by nie mówiła, prawdziwe prawa otrzyma w chwili, gdy oboje przysięgną sobie… miłość i oddanie.
— Jesteś moja — powtórzył po niej niskim barytonem, a spojrzenie nieco mu pociemniało. — Podoba Ci się ta wizja? Mówisz o tym bez skrępowania, bez strachu i obawy, że stracisz wolność. Nie reagujesz tak jak większość szlachcianek przed ślubem wobec kogoś z kim niecnie zaaranżowano ożenek — stwierdził, przekrzywiając głowę nieco w bok. W gruncie rzeczy był naprawdę ciekawy jej zdania, szczególnie, że pierwsze spotkanie w dworku znacznie odbiegało od tego, co działo się w tej chwili. Nawet wtedy, gdy uraczyła go swoją obecnością w kasynie wydawała się bardzo oziębła i niechętna temu małżeństwu, a jej zuchwałość wiązała się wyłącznie z próbą przetestowania swojego przyszłego męża. Chciała go sprawdzić? I co? Po takim krótkim czasie, po kilku spotkaniach stwierdziła, że może… będzie jej przeznaczony? Czy miał w sobie aż taki dar, że z dziecinną łatwością zdobył jej duże, silnie bijące serce? Wątpił w to, doszukując się w jej zachowaniu podstępu. Nie był kimś, w kim można było się łatwo zadurzyć, miał więc świadomość swojej władzy jako przebiegłego kochanka, który znając kobiece ciało na wylot, a po części również kobiecą psychikę mógł oczarować umiejętnościami, szarmanckim uśmiechem i gestem.
— Co zabawnego jest w naszych reakcjach, moja luba?— spytał z zaciekawieniem, unosząc lewą brew. Intrygowała go, w jakiś sposób sprawiała, że zastanawiał się nad rzeczmai, których nie rozważał wcześniej, bo jej niezwykle proste, kobiece, a może zwyczajnie ludzkie myślenie po prostu zwracały mu uwagę na rzeczy wcześniej niezauważalne.
Uśmiechnął się, widząc jej smutną, och, jakże fałszywie smutną minkę, którą szybko rozpromienił uśmiech. Wnioski nasuwały się same, a on nie musiał specjalnie analizować sytuacji i jej zachowania, by wiedzieć, że pragnęła jego bliskości, tak samo jak on czerpał przyjemność z jej. Nie było to żadną potrzebą warunkowaną uczuciem czy choćby przyzwyczajeniem — nie był zdolny do takich doznań, ale kiedy już tkwiła w jego ramionach czerpał korzyści. Chłonął jej zapach, spijał słodycz z jej skóry, pozwalając sobie na przedsmak ślubnej ekscytacji z celebrowania z nią w dość intymny sposób.
Chciał się wycofać i wyprostować, ale kiedy oplotła go nogami i przyciągnęła częściowo do siebie — najzwyczajniej w świecie nie mógł tego zrobić. Spojrzał na nią spod byka, zaintrygowany jej zdecydowanym ruchem, który był naganny dla panniy z dobrego domu. Ani szlachciance po ślubie, która winna być stonowana w swoich pragnieniach i pieszczotach jak i tym bardziej przed ślubem, gdy nawet spojrzenie w oczy wydawało się dość zuchwałe.
— Być może, a dlaczego panienka pyta?— odpowiedział pytaniem na pytanie, patrząc jej prosto w oczy. Nie miał planów, częściowo więc skłamał, ale jego odpowiedź nie różniła się od standardowych na standardowe pytania. — Jeśli ma panienka propozycję nie do odrzucenia… plany można zmienić — wybiegł przed szereg. Zbyt szybko to powiedział, jakby był ciekaw tego, co ma mu do zaproponowania, zupełnie zapominając o zachowawczej, zdystansowanej postawie. Balansował na granicy tego co powinien i tego, czego nie powinien, ale dla niego to była wciąż jedynie zabawa, której nie brał na poważnie. Objął ją jedną ręką, powoli się prostując i odrywając od blatu, bo była i tak wystarczająco blisko.
Ciężkie westchnięcie wydostało się spomiędzy jego ust. Ostatecznie ułożył dłonie na jej ramionach, tak jak wtedy, gdy stali z Samuelem i pogładził palcami jej wystające kości.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]13.04.16 0:42
Kiedy wypowiedziała te trzy słowa, była pod wpływem intensywnych emocji, a krew buzująca w jej żyłach napędzała do większej śmiałości niż ta, którą oddawała mu do tej pory. To było oczywiste zatem, że postąpiła bez najmniejszego zawahania, a to co podpowiedział zmącony umysł zdawało się być jedynym i słusznym rozwiązaniem. Szeptała w sposób zmysłowy. Wdzierała się do ramseyowej podświadomości. Chciała tam zakorzenić potrzebę spotkań z nią. Tajemnych schadzek w zimowym ogrodzie albo tuż przy jeziorze, które kryło się za ścianą kwiecistego ogrodu. Byłaby w stanie pociągnąć go za dłoń w stronę fortepianu, na którym nie grała od dawna, tylko po to - żeby poczuł. Nauczył się naturalnych zachowań dziewczyny, młodej kobiety, która niebawem miała zostać jego żoną. Dlatego był jej; należał do niej w dziwny, pokręcony sposób, a ona sobie go przywłaszczyła, bo miała taki kaprys, a przecież one trwają dłużej niż wzniosłe obietnice, które niezawsze jesteśmy w stanie spełnić. Dlatego nie przysięgała, gdyż nie znała potęgi słowa, ale szepcząc mu w ten rozkoszny sposób i przyznając, że również może tytułować ją mianem swojej, nie hańbi ich w żaden sposób. Sakramentalne tak miało być tylko potwierdzeniem tego, co mu oznajmiła, ale skoro został ponad miesiąc do tego wydarzenia - dlaczego miała się blokować i zatrzymywać przed śmiałymi frazami?
Przypatrywała się przez moment twarzy meżczyzny i zastanawiała się nad tym, o czym może myśleć. Czemu poddaje się z taką skrupulatnością rozważaniom - widziała to w końcu w jego oczach, w które lubiła się wgapiać; bezczelnie, niewinnie, z pełnym wstydem, a zaraz potem jawną ciekawością sugerując mu, że... Zna odpowiedzi i wie gdzie szukać, tylko winien odpowiednio chcieć, by dostać to czego pragnął. Duszę. Nieskalaną i czystą duszę, która przy odrobinie wysiłku mogła należeć już tylko do niego.
-Tak - ucięła krótko i zaraz potem sięgnęła do jego bioder, by przysunąć go jeszcze bliżej siebie. Wtuliła się policzkiem w tors Mulcibera, jakby wsłuchując się w rytm serca, które biło donośnie. Uśmiechnęła się kącikowo, bo było to dla niej nowe. Nasłuchiwać melodii innego człowieka, która informowała, że żyje i jest prawdziwy. Miarowy oddech mężczyzny sprawiał, że była w stanie bez trudu przymknąć powieki i skupić się na tym, a dłonie powoli uniosła na wysokość jego ledźwi i to tam zaplątła smukłe palce w koszyczek. Nie uniosła jednak spojrzenia i nie analizowała tego w kategorii dobre bądź złe. Intuicyjne z pewnością, ale nie klasyfikowała swych czynów w jakiejkolwiek kategorii. -Spodziewał się pan kolejnej, nudnej szlachcianki, która wymagać będzie uwielbienia, a przy tym za każdym razem przypomni, że nie jest pan lordem? Oczekiwał pan pruderyjnej kokietki, która w swym fałszu budzić będzie w panu nieposkromioną żądzę zaspokojenia zwierzęcych potrzeb? A może chciał pan poznać kobietę, która w swym wyrachowaniu i buńczucznej postawie wobec wszystkiego stanie się pana marną imitacją? - zadała trzy, jakże proste pytania. Nie ociekały jednak obłudą, bo chciała znać jego stanowisko i to może dlatego odsunęła się na długość rąk, by mieć lepszy pogląd na jego twarz, która zdradzała tak wiele, ale on sam zapewne o tym nie wiedział. Badała grunt, bo gdzieś pomiędzy wierszami tworzyła także obraz Ramseya, by mieć jasny pogląd na to - jakim człowiekiem jest. -Rozumiem, że nie spełniam wymagań, a moje nie-bycie jak każda jest dość problematyczne - powiedziała spokojnie, choć drwina pojawiła się w tych słowach. Dopiero dawała mu się poznawać, oswajać ze sobą i swoimi zachowaniami, które w wielu przypadkach odbiegały od normy. Niegdyś plasowała się na wysokiej pozycji sztywnej i typowej arystokratki, ale dzisiaj była inna. Bardziej pewna siebie, a i w tym nieposkromiona, jakby dopiero czekała na dobrego tresera, który nie czyniąc z niej bezwolnej marionetki, będzie potrafił zapanować nad emocjonalnym żywiołem, siejącym tak ogromne spustoszenie, że jedyne co po nim zostaje, to... Zgliszcza.
-Mówienie o tym mnie krępuje, tak jak i robienie tego zawstydza, nie wspominając o myśleniu, a proszę mi wierzyć, że moje myśli w ostatnich dniach skutecznie wędrowały, ku... - uśmiechnęła się figlarnie, niczym mała kusicielka, a jej tęczówki powędrowały nieco niżej. Zawiesiła spojrzenie na męskości Ramseya, którą jeszcze kilka chwil wcześniej dotykała i sprawdzała jaki jest, by zaraz potem wrócić do jego twarzy, przygryzając przy tym rozkosznie wargę. -Spędzanie niemoralnego żywotu z panem może być niezwykłe, właściwie... - zawiesiła głos i zamyśliła się, a skoro to nie była gra - nawet nie brała pod uwagę, że mógłby to w ten sposób traktować. -To życie już się zaczęło, prawda? Pełne pokus, sekretów i nieznanego, co bardzo, ale to bardzo chcę poznać. Proszę zatem nie być zaskoczonym, że nie reaguję na pana - jak każda - podkreśliła dobitnie te dwa słowa, by zaraz potem kontynuować swój wywód -I nie stronię od pańskiego towarzystwa; jest mi przy panu dobrze, a to chyba najważniejsze, prawda? To prawdziwy komplement z moich ust, bo nie przy każdym mężczyźnie mogę się tak czuć - powiedziała celowo, jakby chcąc sprawdzić jego reakcje na świadomość, że otacza się przedstawicielami męskiego towarzystwa. Lubiła ich w końcu i filozoficzne rozmowy o wszystkim i o niczym, ale w tej chwili to Ramsey dawał jej rozkosz płynącą z wymiany zdań. Miała nawet wrażenie, że pewnych zagrań dopuszcza się świadomie, ale nie żałowała tego i nie miała o to pretensji, wszak... Dobrowolnie przystawała na jego zabawę, w którą weszła w ślepo; nie zastanawiając się nad tym, czy grozi jej niebezpieczeństwo.
-Z przyjemnością pokrzyżuję zatem pańskie plany - rzuciła z rozbawieniem, a kiedy zsunęła się z biurka, stanęła na paluszkach i wsparła dłońmi o silne ramiona Mulcibera. Musnęła w subtelnej pieszczocie jego usta, a zaraz potem odsunęła się w bok, by pozostawić go otulonego zapachem delikatnych perfum i z ciągle narastającym podnieceniem, które w ciągu najbliższych kilku dni będzie doprowadzać do pewnego pułapu, by potem się wyślizgnąć. Najpiękniejsze zamierzała oddać mu podczas pierwszej - notabene drugiej - wspólnej nocy. Wspomnienie jednak tego budziło w niej lęk, wszak miała tajemnicę, która mogła ją pogrążyć, a to sprawiało, że chciała się wycofać. Nie ze ślubu, a ze zwykłej świadomości obcowania przy nim, choć... Nie mógł mieć jej za złe czegoś, co sam praktykował od lat, a ona? Jeden jedyny raz, który w tym momencie był w stanie odbić się potężną czkawką. -Noc jest taka młoda i cała przed nami, dlatego wierzę, że praca pana nie wykończyła, a spisywanie raportów stanie się przyjemniejsze, gdy słodka woń moich perfum będzie ciągle panu towarzyszyć - mruknęła dość dwuznacznie, a jednym machnięciem różdżki otworzyła drzwi, jakby nie przejmując się tym, że jeszcze parę minut wcześniej je serce dudniło napędzane falą podniecenia.


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t2286-dam-ci-gwiazdke-z-nieba#34654
Re: Biuro Mulcibera [odnośnik]14.04.16 10:51
Czuć — cóż to znaczy? Odczuwanie bólu to rejestrowanie go, przetwarzanie, świadomość jego współistnienia w naszym organizmie. Ramsey czuł ból fizyczny, lecz brakowało mu obawy przed nim, więc wielokrotność jego powtarzania uczyniła z czasem jego skórę grubszą, bardziej odporną. Czucie bólu było więc dla niego treningiem wzmagającym jego siłę z czasem. Czuć coś czego nie da się wyjaśnić, jak irytacja, złość, żal, smutek i szczęście — a cóż to znaczy? Mniej więcej tyle, że odczuwanie emocji warunkuje daną osobę i weryfikuje charakter. Mulciber nie czuł — nie całkowicie, bowiem jego umysł działał jak doskonały filtr, który dopuszczał to, co negatywne — wściekłość, frustrację, nienawiść. Było to niezwykle rzadkie, bo intensywne, a on wzbraniał się przed tym, co swoją energią mogło siłę zamienić w słabość. Nienawiść prowadziła do szaleństwa i głupoty, a on miał bardzo racjonalny umysł, rzeczywistościowy kalkulator, który w ułamku sekundy łączył sieci zależności i podejmował decyzje, co się opłaca, czy co lepiej zrobić. Czy istniała więc szansa, że straci panowanie nad samym sobą, że stanie się nagi, pozbawiony rozumu i patrzący jedynie emocjami? Kto wie. Być może istniała w tym świecie osoba, która zdolna by była aby obedrzeć go z tej grubej skóry. Zapoczątkowałaby rozpad człowieka, który prawie trzydzieści lat gnił od środka. To byłby moment na jego upadek i zniszczenie.
— Szlachcianki są różne, choć dość powtarzalne. Niektóre wyniosłe i łaknące uwagi i uwielbienia, inne głupie, dziecinne i niewinne, kompletnie nieświadome co je czeka, inne pod maską normalności skrywają swoje dewiacje i pragnienia, ale przez wzgląd na nazwisko nigdy ich nie ujawniają, stając się zgorzkniałe jeszcze przed trzydziestką— odpowiedział zgodnie z prawdą, spoglądając jej w oczy. Wciągał powoli zapach jej perfum, kiedy była tuż obok i patrzył w  te maślanie duże ciemne jak węgiel oczy. — Nie nazwałbym tego tak, moja droga — mruknął, uśmiechając się sardonicznie. — Odbieganie od norm jest intrygujące i przyciąga wszystkich, którzy są zaciekawieni poszukiwaniem odpowiedzi. Jeśli się panienka z godzi, z przyjemnością podejmę się badań nad... panienki duszą. Pojęcie duszy niezwykle mnie fascynuje prawie tak bardzo jak sumienia.
Spodziewałby się tego, że jego przyszła żona będzie taką małą kusicielką? Nie. Ta, którą poznał kilka tygodni wcześniej na siłę mu próbowała udowodnić, że nic nie zmusi ją do obcowania z nim, a niechęć z zaaranżowanego małżeństwa przysłaniało wszystko inne. Szybko więc udało mu się ją do siebie przekonać, kiedy podsycał w niej pragnienie bliskości i potrzebę odkrywania samej siebie, przy człowieku, który,,, na boga, dziś okrywa ją płaszczem bezpieczeństwa, po to by za tydzień skatować ją jak psa.
Kiedy więc przeniosła wzrok na jego przyrodzenie i uśmiechnęła się perwersyjnie i słodko jednocześnie, sam zrobił to samo.
— To tylko ludzkie ciało. Powszechnie uznawane za element wstydu i skrępowania, ale wszyscy mamy przecież to samo — powiedział leniwym tonem, pozostawiając dla siebie pokrzepiające słowa, iż nie ma sie czego wstydzić, bo to nic czego nie widział, czy nie robił już wcześniej. Obdarzył ją tylko lekkim uśmiechem i zbliżył się do jej ucha, bo przecież była tak blisko, że nie mógł się oprzeć.
— W tym przypadku porównanie "jak każda" może świadczyć o normalności zjawiska, proszę się tego nie obawiać.
Wyprostował się na powrót, a ona przylgnęła ciasno do jego ciała, wtulając się w jego pierś jak mała dziewczynka. Przy nim nią była — małą, kruchą szlachcianką w ramionach potwora, który miał powoli wysysać z niej wszystkie życiodajne soki. Nie była świadoma tego, co ją czeka, a on nie miał powodu, aby ją w tym uświadamiać. Żona była mu na rękę, a z każdą chwilą zdawał sobie sprawę, że mógł łączyć przyjemne z pożytecznym. Była młoda, piękna, inteligentna i dobrze urodzona — cóż więcej mogłoby go lepiej spełnić i usatysfakcjonować?
— Cała przyjemność po mojej stronie, lady Ollivander — mruknął szarmancko w odpowiedzi na jej komplement i skinął głową, spuszczając jednocześnie wzrok, szczególnie, że zsuwała się z biurka, by ucałować jego wargi. Tak, jak zwykle — ciepło i subtelnie. Powinien się przyzwyczajać do napływu czułości z jej strony, bo delikatność i wrażliwość na wszystkie bodźce i sytuacje miała wypisane na twarzy.
Wygładził koszulę, którą skrywał pod marynarką i powoli spojrzał na nią, doszukując się w jej oczach odpowiedzi na to, co nastąpi za chwilę. Wykończony pracą? Niewiele sypiał i tak, późno wracając do domu, wstając nadzwyczaj wcześnie. Powinien być zmęczony, ale on juz dawno zapomniał o czymś takim, prawda? Przyzwyczaił się do takiego prawa bytu.
— Lubi panienka tę porę dnia?— spytał, obchodząc powoli biurko, aby do niej podejść i dołączyć, wszak w biurze nic go nie trzymało, a skoro jego urocza towarzyszka i przyszła żona miała dla niego propozycję — nie śmiałby jej odrzucić, nawet z czystej ciekawości. — Jestem w pełni sił, moja droga, o to bym się nie martwił. Jeśli chcesz mnie wyciągnąć na długi spacer to zapewniam, że podołam — odpowiedział z rozbawieniem, otwierając drzwi do swojego gabinetu i oboje ruszyli w kierunku wyjścia.

/Gdzieś dalej, a jak nie to zt



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Biuro Mulcibera BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next

Biuro Mulcibera
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach