Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Dzikie wybrzeże, Walia
AutorWiadomość
Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]03.04.16 20:43
First topic message reminder :

Dzikie wybrzeże

Walia słynie z fascynujących krajobrazów, które wcale nierzadko stanowiły inspirację dla artystów i poetów. Ta część wybrzeża ulokowana jest pomiędzy klifami, doskonale dbającymi o prywatność osób, które odnalazły tę odludną część stanowiącą zaledwie niewielki fragment Parku Narodowego Pembrokeshire Coast. Mgła osadza się tutaj o wczesnych godzinach porannych i wieczornych. Grafitowe skały zachęcają do odpoczynku i kontemplacji morskich fal bijących o ściany wysokich klifów, morska bryza drażni skórę, a jod wypełniający powietrze jest doskonale wyczuwalny szczególnie w późniejszych porach roku. Odpoczywać można także w wysokich, gęstych trawach urozmaiconych różnokolorowymi kwiatami. Warto wybrać się także na spacer po nieodległych, piaszczystych plażach podczas jednego z monstrualnych odpływów. Niestety, kąpiel możliwa jest tylko w kilku miejscach, gdzie skały łagodnie opadają w głąb płycizny. Doskonale odnajdą się tutaj także miłośnicy skamielin - na wybrzeżu z łatwością można odnaleźć mniejsze i większe amonity wyrzucone na brzeg lub wrośnięte w skały. Jeśli ma się wystarczającą ilość szczęścia, w oddali można dojrzeć bawiące się delfiny i hipokampusy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dzikie wybrzeże, Walia - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]11.02.22 8:56
Druga teleportacja w tak krótkim czasie wyraźnie go uderzył mocniej, był nadwyrężony. Pierw pod granice z Walią, później do jej wnętrza... I nawet nie był pewny, gdzie tak do końca się znalazł.
Nie był pewny niczego mając pustkę w głowie. Co miał zrobić? Wrócić do Doliny? Mógł zapomnieć o Kerry, a co z Jamesem i Sheilą? Przecież się dowiedzą, że był mordercą, na pewno Marcel im przekaże. Zamordował tego dzieciaka... Nie pamiętał tego, nie pamiętał niczego i chciałby, żeby to co opowiadał było kolejnymi kłamstwem z jego strony, więc dlaczego czuł tak silne przekonanie, że opowiadał Justine i Hasper prawdę wtedy? Dlaczego ta historia nie brzmiała obco i pusto, choć kiedy chciał przywołać wspomnienia wydarzeń, była jedynie pustka i niepewność?
Co się wtedy działo... Mówił prawdę? Czy jeśli mówił... To te dzieci... One wszystkie zginęły przez niego?
Ruszył przed siebie, nie mając zamiaru czekać. Zorientował się, że był na jakiejś plaży, wyraźnie na wybrzeżu. Dobrze, odpocznie moment, nawet mimo chłodu i zimy. Pamiętał te dni, kiedy tęskno patrzył za morzem, kiedy na pierwszych dniach powrotu do Hogwartu ona pachniała bryzą z wybrzeża Szkocji, tym słonym zapachem pełnym świeżości. Dzisiaj nie chciał mu przynieść ukojenia, jakby szukał gdzieś zapachu rosy, kurnika... Jakiegoś siennika. Kerry zawsze niosła ten zapach, w końcu musiała wiele czasu spędzać w kurniku otaczając opieką wszyst kurki.
Jednak dzisiaj było coś więcej w tym zapachu morskiej bryzy, coś obcego i jakby niebezpiecznego. Dlaczego jego oddech przyspieszał w niepokoju na dźwięk uderzających o brzeg fal? Dlaczego czuł się tak... Tak źle? Nagle było mu ciężko, nagle cały ocean wydawał się być przeraźliwie ogromny i nieposkromiony; wydawał się być niebezpieczeństwem, któremu Thomas nie nie był w stanie stawić czoła przez brak jakiejkolwiek odwagi.
Nie miał niczego. Nie powinien tam wracać, do Doliny ani do Londynu. Nie miał tam czego szukać, tak będzie łatwiej dla wszystkich. Marcel na pewno się ucieszy, był tego pewny. Eve również. W końcu może James zobaczy, że jego brat nie był warty gonienia... Nie był warty, żeby w ogóle być obok nich. Jedyne co przynosił to problemy.
Dlaczego czuł ten dziwny ucisk teraz w klatce piersiowej? Dlaczego czuł się tak... Obco? Jakby był w niebezpieczeństwie, jakby ocean, który zawsze kojarzył się z czymś przyjemnym, w tym momencie był tak obezwładniający?
Przesunął wzrok na mężczyznę, kiedy ten go przywitał. Szlag. Nie tak to miało wyglądać, nie chciał niczyjego towarzystwa w tym momencie. Ale mimo to zaraz przywołał uśmiech na wargi i chciał zawołać coś, ale jedyne co to cicho coś zahaczał. Poczuł jak gardło jest suche, może nawet jest zaziębiony? Nie był pewny, może to ten ucisk, którego nie rozumiał. Dłonie mu drżały, a ręce mu drżały. Czy to z zimna? Że zmęczenia?
Podniósł dłoń do niego, machając w pozdrowieniu i przywitaniu, jakby, chciał tego mężczyznę uspokoić, że było z nim w porządku. Nawet jeśli czuł ból i zmęczenie, nawet jeśli kiedy już po chwili spróbował wykonać krok, coś go paraliżowało. Czuł jakby miał się ugiąć pod własnym ciężarem, ale nawet jeśli chciał iść - nie był pewny nawet dokąd by miał. Nie wiedział...
Zaraz jednak odwrócił wzrok od mężczyzny, odwrócił od tej wody gdzieś w bok, rozglądając się nieco. Nie podnosił do obrony różdżki, chociaż wciąż ściskał ją w dłoni - ale ta wisiała raczej bezwładnie. Nie wiedział co miałby z nią zrobić, nawet gdyby został zaatakowany. Odbić zaklęcia? Rzucić jakieś? Rzucić różdżką w kogoś?
I tak by to nie przyniosło skutku. Był marną parodią czarodzieja, nie potrafił wykonać nawet jednego zaklęcia poprawnie... Nawet jako gęś się nie sprawdzał. Do niczego się nie nadawał.
Mógł po prostu stać i się uśmiechać, co również nie współgrało z jego zmęczonym wzorkiem i zadrapania można, z jego opatrunkami.

K6:



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dzikie wybrzeże, Walia - Page 13 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]11.02.22 8:56
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dzikie wybrzeże, Walia - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]13.02.22 21:56
Młodzieniec podniósł rękę w przyjaznym geście, a w swojej walijskiej naiwności Hector Vale wziął to za przyjazne zamiary. Może zbyt wiele lat spędził już w tym przytulnym, małym miasteczku, gdzie wszyscy traktowali się serdecznie i odwdzięczali za każdą przysługę. Zdążył odzwyczaić się od typu ludzi, których spotykał w rodzinnym Shropshire - surowych i podejrzliwych. Dzieciństwo w tamtym środowisku i wybór kariery zawodowej nauczyły go za to wnikliwej obserwacji ludzi - i gdy przyjrzał się chłopakowi uważniej, dostrzegł wreszcie szkarłatny ślad na szyi.
Co...
-Wszystko w porządku...? - odezwał się z daleka i kilkoma szybkimi krokami (ręka mocniej zaciśnięta na lasce, ostre szarpnięcie bólu w udzie) skrócił o połowę dzielącą ich odległość. Teraz widział wyraźniej - ranę na szyi, pobladłą cerę, dziwnie trzymaną rękę. Zadrapania, opatrunki. Ktoś go zranił? Uleczył? To drugie - ewidentnie pobieżnie. Uśmiech dziwnie kontrastował z pustym wzrokiem, a Hector spojrzał brunetowi w oczy - uważnie, choć z niepokojem.
-Co się stało? Jesteś ranny? - zapytał, zbliżając się jeszcze o krok. Był nieświadom, że pomiędzy machnięciem ręką a jego pytaniami chłopak zdążył zapomnieć, jak tu się znalazł - choć może dostrzegał już w jego wzroku lekką dezorientację.
-Znasz... masz tu kogoś? W Rhyl? - zapytał łagodniej, zastanawiając się, czy nieznajomy zmierza do domu któregoś z sąsiadów. Nie widział tu wcześniej nikogo takiego, żadnego chłopaka o równie ciemnych włosach, ale czego poszukiwałby akurat w Rhyl? Chyba, że to przypadkowa teleportacja?
-Jestem m... - magipsychiatrą, lubił mówić, ale tym razem instynkt kazał mu się poprawić: -Uzdrowicielem. Potrzebujesz pomocy? - nie wierzył w takie zbiegi okoliczności, w teleportację prowadzącą zbłąkanego wędrowca akurat przed zbierającego myśli na plaży magipsychiatrę. Jednak skoro już tu był, na drodze kogoś potrzebującego, to musiał zaoferować pomoc. Zgodnie z etyką zawodową, zgodnie z własnym sumieniem.
Poza tym, obecność nieznajomego na tym odludziu była zagadką - a Hector lubił rozwiązywać zagadki i desperacko potrzebował czegokolwiek, co pomoże mu oderwać myśli od koszmarów z ostatnich dni i problemów w domu. Przesunął po sylwetce bruneta uważnym wzrokiem, wreszcie znów łapiąc z nim kontakt wzrokowy - i usiłując oszacować jego stan zdrowia.

spostrzegawczość +30?


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]13.02.22 21:56
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 39
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dzikie wybrzeże, Walia - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]13.02.22 23:04
Rozejrzał się dookoła niepewnie, słysząc słowa tego człowieka. Nie był pewny, co robił na plaży, co robił w miejscu, które tak nagle wydawało się być niebezpieczne i obezwładniające. Czuł jakiś niepokój, spoglądając na fale, które zbliżały się to oddalały na piasku. Bał się, że mogły się aż za bardzo zbliżyć po linii brzegu - dlaczego nagle w jego głowie zjawiła się myśl o tym, jak te fale po lekkim dotknięciu jego stóp, mogłyby go wciągnąć w swoje czeluści? Dlaczego zrobiło mu się ciężej na ramieniu, ciężej w oddychaniu - nie pojmował, nie rozumiał. Morze nigdy nie budziło w nich takich odczuć?
Gdzie w ogóle się znajdywał? Zaraz odwrócił wzrok w bok jakby szukając wzrokiem Justine i Hasper. Nie było ich tutaj... Był tylko ten mężczyzna. Czy byli wciąż w Hassop? Nie był pewny, nie wiedział...
Przeniósł spojrzenie na nieznajomego, zaraz znów uśmiechając się do niego wesoło, choć jego oczom ciężko było teraz wykrzesać iskrę radości. Czuł się zmęczony, czuł jak jego gardło bolało, jak na myśl o tym, że nie zobaczy już więcej Kerstin coś go ściskało w środku i nie chciało puścić. To bolało.
Ale tak powinno być lepiej. Dla niej, dla jego rodziny, dla wszystkich. Gdyby po prostu zniknął te wszystkie dzieciaki mogłyby przeżyć. Gdyby wrócił, gdyby zaatakował tych szmalcowników, gdyby zrobił cokolwiek innego...
Zerknął na swoje dłonie, na których nie było już krwi - były ślady po tym jak próbował ją zdrapać, ale nie było samej krwi. Nie rozumiał tego do końca, a ten obcy wciąż zadawał pytania.
Otworzył usta, ale z jego ust znów nie wydostały się słowa. Może jego gardło było zbyt zdarte już?
- Mhmmm... - mruknął, kiwając głową, znów uśmiechając się wesoło. Zaraz uniósł dłoń z kciukiem w górze, jakby chciał przekazać, że jest wszystko w porządku - choć czuł jak lewa ręka jest wciąż obolała i nie tak sprawna jak przed kilkunastoma godzinami jeszcze.
Na pytanie o krewnych, pokręcił głową, wycofując się o krok. Nie rozumiał do końca, dlaczego ten mężczyzna nagle znalazł się przed nim... Wydawał się nie stanowić zagrożenia, ale nie mógł być pewny w tej chwili o tym. Bał się? Zaskakujące, ale tak. Był w stanie się poddać, czuł że już miał dość każdego momentu, przez który oddychał, a jednocześnie nie był w stanie tego skończyć. Nie był... na tyle odważny. Bał się umrzeć, bał się zginąć, bał się po prostu...
Ułożył dłonie na pasie swojej torby, mocniej na niej zaciskając palce. Pokiwał lekko głową, zaraz przecząco. Potrzebował pomocy? Nie, nie był pewny... W końcu był w stanie sobie poradzić, prawda?
Znów wycofał się o krok, rozglądając znów po wybrzeżu, nie wiedząc nawet dokąd miałby się udać. Gdzie miałby...
Zaburczało mu w brzuchu dość głośno, choć może szum fal to wszystko zagłuszył? Poczuł to uczucie uciążliwego głodu połączonego ze stresem. Rozejrzał się znów niepewnie na boki, wszystko byleby nie na tego... uzdrowiciela.
Nie potrzebował pomocy. Już jedną dostał przecież.
Zaraz jednak burczenie się powtórzyło, a Thomas zaczął nieporadnie sięgać do torby po butelkę z wodą. Czuł jak pusty żołądek go palił, bolał, chociaż może nie zwracał na to uwagi wcześniej? Może powinien coś zwinąć, jeśli tylko znajdzie jakieś miasto...
Zaczął pić wodę, do której wcześniej był tak sceptyczny, choć znów odczuł ten dziwnie zaciskający się żołądek. Po kilku drobnych łykach, odsunął butelkę, zakręcając je. Jego palce były dziwnie... sztywne. A jego wzrok zwyczajnie zmęczony. Jego włosy wyraźnie wyglądały jakby jeszcze jakiś czas temu zaschły od mokrego, jego ubranie tym bardziej nie wydawało się najczystsze - a przede wszystkim nie wydawało się być świeże, jakby przeszedł w nim już wiele przez ostatni tydzień. Do tego niepewne ruchy lewej ręki i ciągła nerwowość.
Thomas chwiał się na nogach, dygotał na coraz to większy podmuch wiatru. Powinien może odpocząć, zaufać komuś?
Skierował wzrok w kierunku Hectora znów. Znów spróbował coś powiedzieć, ale słowa utknęły mu w obolałym gardle.
- Miahrs... - urwał gardłowo, marszcząc brwi w zastanowieniu nad samym sobą. Zaraz jednak odłożył butelkę z wodą do torby i zawahał się przez moment. Po tym kucnął, mało nie przewracając się w piach, ale łapiąc w ostatniej chwili równowagę.
Gardło utrudniało mu komunikację, ale były i inne sposoby na to. Może to i lepiej? Łatwo robił zamieszanie wokół siebie... może gdyby zaczął więcej milczeć, wszystkim byłoby łatwiej?
Posunął palcem po piasku, tworząc jeden prosty budynek, a po chwili kolejny, i trzeci... a po tym dróżkę. Podniósł wzrok na Hectora, jakby w nadziei że ten zrozumie jego przez. Po tym uniósł prawą dłoń, te zdrową, i palcami wykonał ruch jakby naśladował krok jakiejś postaci, po czym wskazał na rysunek trzech domków. Miasto, jakiekolwiek... gdzieś powinna być do niego droga. I może ten mężczyzna ją znał?



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dzikie wybrzeże, Walia - Page 13 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]14.02.22 0:31
Znał ten rodzaj uśmiechu - przyjmował go na twarz stale, choć czasem mniej nieudolnie, bo często miał więcej siły niż ten chłopak. Może gdyby nie oszołomienie i obrażenia, Thomas wyglądałby równie wiarygodnie jak Hector Vale na własnym ślubie i przy nieskończonej ilości innych nieznośnych okazji towarzyskich.
Głos nieznajomego był zachrypnięty, a zamiast odpowiedzi wydobył się z niego jedynie potwierdzający pomruk. Jak na kogoś w stanie osłabienia, brunet starał się brzmieć bardzo przekonująco, zapewniając o tym, że jest w porządku choćby gestykulacją. A potem Hector Vale dostrzegł coś jeszcze bardziej zaskakującego - że chłopak się go boi. Krok do tyłu, rozbiegane spojrzenie, palce kurczowo trzymające torbę. Ten obrazek nie pasował do ludzi, odwiedzających spokojne i senne wybrzeże Rhyl, gdzie wszyscy się znali. Ani do ludzi rozmawiających z Hectorem Vale, drobnym kaleką o wyuczonym, łagodnym uśmiechu.
-Spokojnie... - mógłby go uspokoić jednym Paxo, ale sięganie po różdżkę jeszcze dodatkowo by go wystraszyło. Wolał załatwiać takie sprawy gestami i słowami - te bywały bardziej autentyczne od magii, choć działały wolniej. -Mieszkam tutaj, w Rhyl. Wiesz... wiesz, gdzie trafiłeś, prawda? - powiedział łagodnie, nie chcąc wydać się całkiem obcy, ale...
...chłopak nie wiedział. Pokręcenie głową, krótkie dwie sylaby ("miasto"?) i rysunki na piasku to potwierdziły. Obserwował go uważnie, widząc łapczywie pitą wodę, słysząc burczenie w brzuchu, z niepokojem zerkając na ranę na szyi.
-Jesteśmy w Walii. Najbliższe miasto to Wrexham, ale to dzień drogi. Tam zmierzasz? Masz siłę się teleportować? - starał się mówić powoli, widząc, że chłopak jest oszołomiony. -Zanim udasz się w drogę, pozwolisz, że to uleczę? Mam tam gabinet - wskazał ręką na dom na wzgórzu, za wydmami. -to dziesięć minut spaceru. - dla kogoś, kto porusza się bez laski, jeszcze mniej. -I śniadanie. Twaróg z chlebem, co ty na to? Chleb nie jest już pierwszej świeżości, ale nasyci głód. - dodał zachęcająco. Rana nie wydawała się krwawić, krew zakrzepła, więc mógł poczekać jeszcze kwadrans - dać chłopakowi czas na dojście do domu, zbudowanie zaufania.

/zt idziemy tutaj


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]01.05.22 16:37
Był późny wieczór. Porywisty wiatr szarpał płaszczem, uniesionym kołnierzem targając z podobną siłą, zmuszając do mrużenia oczu nie tylko przed sobą, ale i przed deszczem ponuro siąpiącym z nieba. Porywane krople osiadały na twarzy, by za chwilę z siłą grawitacji prędko opaść, miękko ułożyć się między igłami zarostu, zmiękczyć je i przyciemnić. Dłonie ocierały je z czoła i skroni, gdy kapały na powieki, drażniąc je niepotrzebnie - musiały być odciążone, musiały pozwalać oczom patrzeć w jednym kierunku, w stronę końca klifu, na którym mieli się spotkać. Większość Brytyjczyków mogłaby zadać sobie pytanie - na cóż to wychodzić, skoro pogoda nie tylko do tego nie zachęca, ale i wręcz odstrasza, a wojna szalejąca dookoła wcale nie łagodnieje, co sprawia, że wszystko dookoła staje się znacznie niebezpieczniejsze niż rzeczywiście było. Jeszcze tak niedawno deszcz i wiatr nie robiły na nikim większego wrażenia, ot, niepokorna córka bogów, Natura, miała gorszy dzień. Dzisiaj jej kaprysy i humory miały zupełnie inny wydźwięk.
Zobaczył ją stojącą u brzegu klifu, podobnie jak jego - targał nią wiatr, włosy szarpiąc na myśl niegasnącego ognia. Z tej perspektywy wskazywała mu drogę do siebie, do zadania, którego oboje mieli się podjąć, niczym latarnia wskazująca podróżnym drogę do bezpiecznego gruntu, pewnego. Sam fakt, że z podobnymi informacjami udała się do niego sprawiał, że startowała w jego hierarchii zaufania z dobrej pozycji; że miała serce walczące o dobro w każdej postaci. Z drugiej strony - jej listy i sylwetka w miejscu spotkania mogły okazać się zwykłą podpuchą i zwabieniem w odludny zakątek Anglii, gdzie sprytnie ukryty czarodziej, z którym Rhennard miał na pieńku, zwyczajnie zaatakuje i wywiąże się walka, z której mógłby nie wyjść żywy. Ryzykował. Ale wiedział też, że jeśli nie zaryzykuje, znikacze, które miały zostać przeszmuglowane w jednym z przemytniczych statków, będą śniły mu się po nocach, będzie myślał o tym, że pozwolił sobie na tak bezczelne i prostackie odpuszczenie walki o sprawiedliwość dla tych, na których tak mu zależało.
Stanął obok niej z nieco szybszym oddechem przez długi, szybki marsz pod górę, ale delikatna zadyszka nie zachwiała jego sylwetką. Spojrzał w dół, na ostre szpikulce wystające znad powierzchni wody, na płaskie skały omywane falami zabielonymi pianą tak agresywnie, że powodowały dreszcze na karku. Przejmujący chłód wdzierały się pod skórę, oszraniał kanaliki z toczącą się w nich krwią. Oddychało się gorzej, ciężej, ale to nic, za chwilę to minie. Mieli zadanie do wykonania.
- Pani Wellers - skinął jej głową na znak przywitania i szacunku. To ona znała się na sztuce morza, znała jego sekrety i zachowania. Wiedziała więcej, zamierzał więc oddać jej dowodzenie. - Jedyny na wybrzeżu statek, więc zgaduję, że to oni - podniósł temat poruszany przez nich w listach. Przemyt znikaczy. Nie było powiedziane nic więcej. Zastanawiał się tylko, jakie gatunki chcieli przeszmuglować za morską granicę i czy jakimś cudem udało im się wyrwać kilka sztuk z rezerwatu? Jeśli tak, poprzysiągł sobie wymierzyć sprawiedliwość w adekwatny sposób. Ale najpierw - znikacze i informacje. - Liczę, że da się wycisnąć z nich cokolwiek na temat źródła, z którego wyszedł ten przemyt. Kto im to zlecił? Ktoś musiał.
Pogoda niczego nie ułatwiała. Ale być może na coś się zda i ponura aura pozwoli im o chwilę dłużej być anonimowymi.
Rhennard Abbott
Zawód : działacz na rzecz praw zwierząt
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]08.05.22 1:00
Ustawiła się między skałami, w idealnym punkcie by tylko móc obserwować to, co dzieje się pod skałami. Czy porywała się z motyką na słońce? Nie pierwszy raz, nie ostatni, w ogóle bez większych motywów, ale przynajmniej w, jak się miało okazać, jakże doborowym towarzystwie. Wysłała wiadomość do lorda który zajmował się znikaczami i, na całe szczęście, wiedział by różdżką nie machać na lewo i prawo. Uznała sprawę z całkiem załatwioną, to znaczy spodziewała się, że cokolwiek teraz się nie stanie, ten może jej wysłać człowieka albo dwóch. Znała się na przemycie, wiedziała jak rozmawiać z zamieszkującymi morze trytonami, rozważała wszystkie drogi ucieczki gdy znała okolice, ale otoczyć opieką najpewniej dość przerażone znikacze, to było zadanie którego podejmować się osobiście nie chciała. Nie dlatego, że nie lubiła znikaczy albo zwierząt, wierzyła jednak w profesjonalną opiekę. No i profesjonalną opiekę dostała, bowiem odpowiedział jej sam lord, ustalając z nią godzinę i miejsce spotkania. Przebieg zdarzeń mieli ustalić na miejscu, obserwując sytuację która w każdej chwili mogła się zmienić, ciągnięcie więc suchych planów mogło więc wcześniej okazać się bezcelowe przy zderzeniu z rzeczywistością.
Wiatr smagał wystające spod kaptura włosy, sprawiając że co rusz jej wizję przysłaniały czerwone kosmyki, nie przejęła się jednak zanim ostatecznie nie usłyszała kroków. Nauczona wcześniejszym doświadczeniem, używała po zjawieniu się na miejscu Homenum Revelio, więc kimkolwiek była i nie była ta osoba, na miejscu zjawiła się ostatnio. Po zwróceniu się po imieniu w jej kierunku obróciła lekko głowę, kiwając na powitanie. Jeżeli nie był to lord Abbott tylko ktoś podszywający się pod tę osobę, szybko to wyjdzie w ich obecnym spotkaniu. Na szczęście żadne wielkie tajemnice Zakonu tu nie padały (nie, żeby jakiekolwiek znała), więc przykucnęła niżej, dłonią wskazując na przygotowaną wcześniej mapę, rozrysowaną w rozsypanym przez nią piaskiem.
- Lordzie Abbott. Zakładam, że lordowi nie jest tu przyjemnie i chciałby lord sprawę tę rozwiązać jak najszybciej, dlatego też pozwolę sobie przejść do sedna. – Dłoń odziana w czarną rękawiczkę wskazała na wybrane miejsce na wybrzeżu, wyjątkowo na „mapie” oznaczone przez kawałek jasnego drewna. – Załadowali znikacze na statek, ale nie wypłyną, nie w taką pogodę. – Usta drgnęły w uśmiechu, gdy chciała wspomnieć że chyba sama Kymopoleia ma ich teraz w opiece, nie wyczuwała jednak aby Rhennarda bawiło to tak samo.
- Możemy więc to załatwić na różne sposoby. Gdy skończą, zostanie niewielka obsada do pilnowania statku, dwóch, może trzech, spodziewam się raczej że dwóch bo w tę pogodę nikt nie chce siedzieć. Istnieje więc droga bezpośredniej konfrontacji, czego, spodziewam się, tłumaczyć nie muszę. – Wiedzieli obydwoje co to oznacza, a niektórych rzeczy nie trzeba było opisywać. – Istnieje możliwość wkradnięcia się, wyniesienia znikaczy i ulotnienia się. Istnieje też inna droga, którą może być pańska propozycja. – Spokojnie czekała na to, jaką decyzję podejmie Abbott. Musieli na sobie polegać, więc jego komfort był równie ważny w tej chwili.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Dzikie wybrzeże, Walia [odnośnik]22.05.22 18:49
O prawa walczyło się zawsze i wszędzie, nieważne, czy stało się na krańcu klifu, ostrożnie poruszało między skalnymi osuwiskami czy wypatrywało oznak niebezpieczeństwa na plażowym piasku. Walczyło się o nie również za biurkiem, czemu Rhennard przyklaskiwał przez ostatnie lata, jednocześnie odrzucając tę formę działalności razem z zakończeniem oficjalnej współpracy z Wydziałem Zwierząt w Ministerstwie. Wtedy znacznie częściej zakładał wygodne ubrania bardziej na „mugolską” modłę i wyprawiał się w teren z tymi, z którymi jeszcze łączyły go zaufane, przyjacielskie relacje. Nie od dzisiaj było wiadome, że ingrediencji zaczynało brakować, również tych zwierzęcych, z powodu wojennych działań, które nigdy nie obchodziły się litościwie ze światem flory i fauny. Zainteresowani zaczynali polować na wszystko, co się ruszyło, nie przestrzegając przy tym wytycznych, których razem z (niektórymi) pracownikami Wydziału Zwierząt starał się pilnować. Niewielu wiedziało o bioróżnorodności, o zagrożonych gatunkach i trwałych, niezaburzonych dotąd zależnościach między nimi. Osobników ubywało zbyt szybko, by mogli cokolwiek jeszcze ratować, choć ze wszystkich sił się starali. Te stworzenia, zwłaszcza samice, chowano po domach tych, których jeszcze owe istnienia obchodziły. Nie zawsze dożywały następnego dnia, ale innym udawało się dojrzeć nawet kolejnych świtów - i to była najprawdopodobniej ich zguba. Bo najsilniejsze osobniki były jednocześnie najcenniejsze, a złote galeony zawsze cieszyły oczy szmalcowników, przemytników i zwyczajnych barbarzyńców.
- Doceniam troskę, ale proszę traktować mnie dzisiaj jak równego sobie, pani Wellers - pozwolił sobie wejść jej w słowo, zanim rozpoczęła swoją historię. Hikorowe drewno, jasne, wibrujące od magii, trzymały mocno jego palce. Skinął jej głową, że z ogromną chęcią wysłucha tego, co miała mu do powiedzenia. - Ukrywanie się uważam za swoją piętą Achillesową, zrezygnujmy więc z tego planu. Ten, który zakłada konfrontację z wrogiem, jest najlepszy, zakładając, że ich nie przybędzie w razie hałasu, który na pewno wywołamy. Odczekajmy, aż pracownicy skończą wnosić towar, a strażnicy stracą czujność, wtedy ruszymy na nich z ofensywą. - odparł, zaraz kucając przy kamieniu i ocierając deszcz kapiący z nosa i brwi. - Caelum - szepnął, świst różdżki był ledwo słyszalny. W tej samej chwili tuż nad ich głowami pojawiła się tarcza niczym parasol osłaniająca ich przed ulewą. Dopóki na dole wciąż było gwarno, musieli czekać.
Rhennard Abbott
Zawód : działacz na rzecz praw zwierząt
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Dzikie wybrzeże, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach