Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kraina Jezior
AutorWiadomość
Kraina Jezior [odnośnik]08.04.16 14:38
First topic message reminder :

Kraina Jezior

Kraina Jezior to jedno z najlepszych miejsc w Anglii na spędzenie wakacji, oderwania się od przytłaczającej codzienności. Tuż pod granicami ze Szkocją, praktycznie odludnych terenach można odpocząć od hałasu samochodów, widoku drapaczy chmur czy ludzi wciąż ze sobą rywalizujących, skupionych na własnej karierze i sprawach doczesnych. Osoby obdarzone choć odrobiną artystycznej duszy z pewnością docenią uroki Lakes, wszak zbiorowisko akwenów znajduje się na włościach Fawleyów, jednych z najbardziej rozmiłowanych w sztuce i potrafiących docenić piękno magicznych rodów. Nic w tym dziwnego, gdy potomkowie dorastają na takich terenach! Kraina Jezior to nie tylko wszechobecna woda i malownicze lasy pełne dębów i sosen. Tutaj niewinne niziny, łąki osiągają rozmiary potężnych oraz stromych szczytów, które przyciągają miłośników górskiej wspinaczki i aktywnego wypoczynku; pasjonaci niższych terenów na pewno zachwycą się bezkresnymi wrzosowiskami. Niezależnie od pory roku woda w jeziorach ulokowanych w głębokich kotlinach jest lodowata. Choć zdecydowana większość wypoczywających ogranicza się do plażowania tuż poniżej zboczy, na których wypasane są owce, pozostała część zażywa niezapomnianych kąpieli. Wieczorami czarodzieje powracają do namiotów, przy których biwakują, a w rytm celtyckich melodii wyśpiewywane są historie o Pani z Jeziora, umilające czas przy ogniskach.
Na mniej zatłoczonych częściach można napotkać spokojne konie dziesiątkami przebiegające przez wody Krainy Jezior lub pasące się tuż przy zboczach w pobliżu brzegu. Niech to jednak nie zmyli nierozważnych śmiałków! Pomimo licznych ostrzeżeń i informacji wciąż zdarzają się przypadki porwania przez kelpie w głębokie tonie, gdy tylko zdejmie się magiczne wędzidła okiełzujące te zapierające dech w piersi stworzenia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kraina Jezior - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kraina Jezior [odnośnik]30.12.21 22:07
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kraina Jezior - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kraina Jezior [odnośnik]30.12.21 22:35
Mówił, że dobrze, pokiwał nawet głową. To faktycznie dobrze, bo przynajmniej kontaktował. W sytuacjach wysoko stresowych, gdy nie miał przy sobie nikogo, komu mógł w stu procentach zaufać (grono to ograniczyło się znacznie, choć może... nigdy nie było duże? Może właśnie rozszerzało się, mozolnie, przyjmując teraz w ten zbiór nie tylko Michaela, któremu ufał, zdawało mu się, że od zawsze, ale także Justine), przechodził w trochę inny, prawie odruchowy tryb działania. Odsuwał swe emocje na bok, spychał je bez większych sentymentów i choć było mu ciężko, bo przecież to właśnie emocje go definiowały i ich tłumienie wysłało go w pierwszej kolejności do walijskiego gabinetu Hectora Vale — wiedział, że tak było trzeba.
Nie zdążył złapać go za rękę, ani wyrwać z niej różdżki. Ascendio popchnęło Hectora dalej, a Castor nie mógł pozwolić mu na zrobienie jakiejś głupoty.
Ascendiorzucił z ręką wyciągniętą w kierunku, w którym magia porwała jego dotychczasowego towarzysza. Dla niego nie chciała być z początku taka łaskawa, chyba dalej był roztrzęsiony. Próbował prędko unormować oddech, przymknąć oczy, skupić się na swobodnym przepływie magii. Powtórzył więc zaklęcie Ascendio i spokój wydawał się opłacać. Przemknął obok Hectora, dopadając do poszkodowanego dosłownie chwilę później, bez wcześniejszych przystanków. Oglądanie magipsychiatry wchodzącego w rolę uzdrowiciela na człowieku, któremu nie można było przecież pomóc (zawiódł, zawiódł, kolejny raz zawiódł, był faktycznie tylko płaczkiem i cizią, prostym kąskiem dla tych, którzy pragnęli zrobić komuś krzywdę; a przecież obiecał bronić tych, którzy nie potrafili zadbać o swe bezpieczeństwo! Czy... czy zasługiwał na wybaczenie? Każde wytłumaczenie było przecież tylko marną wymówką, czymś stworzonym tylko dla uspokojenia rozkołatanego sumienia).
Wreszcie podszedł do Hectora, ułożył długie, kościste palce na jego barkach, chciał go podnieść, niech ziemia i trawa nie brudzą mu spodni, niech nie płacze, cholera, tylko niech on nie płacze...
Bo to właśnie kryształki łez cieknące po policzkach magipsychiatry zakłuły Castora na tyle, że nie mógł już się powstrzymać. Przełamał jedną z dzielących ich barier, nie widział innego wyjścia. Podciągnął go do góry, użył siły, jeżeli trzeba było. Po tym wszystkim, w gęstym milczeniu obrócił go twarzą do siebie, a plecami do człowieka bez duszy. Kościste ramiona objęły ciało starszego mężczyzny mocno i pewnie, długie palce wplotły się w noszące pierwsze ślady siwizny włosy.
Pozwolił mu nawet ułożyć głowę na lewym barku.
— To nie śpiączka... — szepnął, przypadkowo zdradzając się z własną wiedzą medyczną; tym, że dobrze wiedział, co zamierzał zrobić Hector i że na jego miejscu pewnie zrobiłby to samo. Gdyby starczyło mu odwagi i wiary.
Gdyby nie drżał z przerażenia, nie mogąc oderwać wzroku od tego makabrycznego widoku, choć... chyba nie potrafił płakać.
— Hectorze, wrócisz zaraz do domu — szeptał nad jego uchem, choć starał się o stanowczość swego tonu — Wrócisz do Walii, weźmiesz gorącą kąpiel. Wypłaczesz się, a potem zrobisz sobie obiad, wypierzesz spodnie i przyjmiesz popołudniowych pacjentów. — dodał chwilę później, nie wypuszczając go z objęć. — Zrozumiałeś?


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Kraina Jezior [odnośnik]30.12.21 23:34
Udało się - był tego pewien. Pobudzający prąd spełzł z drewienka różdżki na leżącego mężczyznę, był taki młody, magiczna energia powinna pobudzić zdrętwiałe nerwy i wyrwać każdego z letargu. Rzucał to zaklęcie wielokrotnie, doskonale wiedział, kiedy zrobił to poprawnie - a choć teraz zrobił wszystko jak należy, to leżący człowiek nadal był odrętwiały, a szeroko otwarte oczy nienaturalnie wręcz puste. Mina zupełnie bez wyrazu.
-N...nie, nie, proszę, już jest bezpiecznie, Pax... - głos mu drżał, ale palce zaciskał już kurczowo na różdżce, musiał spróbować jeszcze raz, musiał próbować do skutku. W głębi duszy, którą wciąż jeszcze posiadał, wiedział, że to bez sensu - że nic nie da się zrobić. Potrzebował jednak kotwicy, czegoś co umożliwi mu zapanowanie nad narastającą paniką i gorzką bezsilnością, potrzebował działania.
Kotwicą okazało się jednak co innego. Zadziwiająco silne ramiona. Drgnął, gdy poczuł smukłe palce na swoich plecach, a potem pozwolił podciągnąć się do góry i obrócić, nie stawiał oporu, jak szmaciana lalka. Usta lekko mu drżały, podobnie jak rzęsy. Chwiejąc się na nogach, podparł czoło o bark blondyna. Zarejestrował, że nagle zrobiło się odrobinę cieplej, a potem - gdy poczuł delikatne dłonie na karku i tyle głowy - że bardzo dawno nikt nie dotykał go w ten sposób. Kupując czas dziewczyn w Wenus i wchodząc w układ z Sykes chciał przecież czuć jak najwięcej i jak najmniej zarazem, chciał żeby bolało. Teraz bolały go tylko noga i dusza.
Dopiero wtedy, gdy Oliver wplótł palce w jego włosy, zaszlochał cicho - i uświadomił sobie, że faktycznie płacze.
Nie płakał od... nie pamiętał od jak dawna. Nie płakał, gdy dowiedział się o śmierci Beatrice, gdy trzymał w ramionach zdziwionego i nierozumiejącego odejścia matki Deimosa, gdy opuszczano trumnę na pogrzebie. Zdobył się na łzy dopiero teraz, przy obcym człowieku...?
-To niemożliwe... - wymamrotał na pozór bez związku, lewą rękę usiłując wznieść ponad bark Castora-Olivera i dotknąć własnego policzka, poczuć mokre ślady łez. Wziął płytki, urywany wdech.
-Wiem, że nie, ale... - szepnął jeszcze ciszej. Zamknął oczy, trzęsąc się z zimna i tłumionego już szlochu. Castor-Oliver czuł wyraźnie, jak trzęsą mu się plecy, jak drży lekko mięsień na policzku.
Gorąca kąpiel brzmiała tak kusząco, ale...
-N..nie zostawię cię tu. - cofnął głowę, usiłując podchwycić spojrzenie Olivera. Był za niego odpowiedzialny. Swojego pacjenta z szeregiem traum, pacjenta który właśnie nabawił się nowej, pacjenta który go... dotykał, choć tak bał się dotyku?
-W gazetach pisali, że nie atakują obywateli z zarejestrowanymi różdżkami, zarejestrowałeś różdżkę, Oliverze? - zmarszczył lekko brwi, po policzkach spłynęły dwie kolejne łzy, chwycił się tej myśli jak kolejnej kotwicy, przeklinając się zarazem za to, że samemu dopełnił tej formalności dopiero w styczniu. Co, jeśli... jeśli dementor napadłby jego?


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Kraina Jezior [odnośnik]31.12.21 11:09
Gdy przyglądał się oczom bez wyrazu — jak gdyby nie mógł oderwać od nich wzroku, bo ten należący do Hectora Vale pchał jego własny aparat wzroku w każdym kierunku, w którym akurat zwracał się magipsychiatra — poczuł dziwne ukłucie w boku; tym razem w lewym, nie prawym. Oczy wciąż miał suche, zbyt suche nawet, piekły go zupełnie tak, jakby ktoś siłą wciskał pod powieki ziarenka piasku, jakby nie mógł się ich pozbyć, choćby mrugał do samego wieczora. Chłopak, albo młody mężczyzna, na którym dementor wykonał wyrok... Mógł być w jego wieku. Za życia mógł mieć jasną twarz, taką promieniejącą od uśmiechu, którego już nigdy nie zobaczą. Oczy miał ciemne, podobne chmurom, które zaszły na niebie, ale matowe jakieś, prawie jak u ślepca.
Miał tyle przed sobą.
— Zrobiłeś wszystko, co mogłeś — szeptał, wciąż jedną dłoń mając opartą na jego plecach, silnie na tyle, na ile pozwalało mu wygłodniałe ciało, gotowy do przyciśnięcia go jeszcze bliżej, gdyby próbował się wyrwać, gdyby była taka potrzeba. — Nie byłeś obojętny, to najważniejsze — i chyba w jakiś przerażający sposób ten brak obojętności, chęć pospieszenia poszkodowanemu na ratunek, pomimo logiki, pomimo bolącej nogi i strachu, który zawisł w powietrzu zbyt mocno, zbyt prędko, jakoś Castora pocieszył. Ściągnął mu z pleców jeden ciężar, ten, którego najbardziej obawiał się w walijskim gabinecie; że człowiek, któremu próbował zaufać, któremu chciał zaufać za pieniądze, mógł być kimś złym. Miał sumienie. Miał emocje, chciał pomóc nawet wbrew wiedzy... W ponurym człowieku tlił się jakiś ogień, ogień, o którego obecność Castor się bał. Ogień, który Oliver Meadowes mógł podtrzymać, zupełnie tak, jak podtrzymywał teraz jego ciało.
Gdy mężczyzna sięgał do swego policzka, dłoń Castora wysunęła się z włosów, oparła się na moment o zimny kark mężczyzny. Wydawał się być znów taki zmęczony, adrenalina i wilgoć nie sprzyjały utrzymaniu odpowiedniej temperatury ciała. Ostrożnie sunął więc dłonią dalej. Na policzek uzdrowiciela, chłodny i mokry od łez.
Hector...
— Jestem dorosły i za siebie odpowiedzialny — przypomniał mu, miękko, tym razem samemu wchodząc w rolę upominającej strony rozmowy. Skąd brał się ten dziwny spokój? Był przecież tylko powierzchowny, bo czuł w kościach, czuł w prędkości, z jaką płynęła jego krew, że trzyma się na ostatniej lince, że musiał złapać się jej niezwykle kurczowo i nie puścić, bo był teraz odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale za roztrzęsionego magipsychiatrę, który łkał tak szczerze i prawdziwie, że chyba i jego pacjent chciał wyrzucić to wszystko z siebie, ale misja, którą sobie obrał, nie pozwalała na takie podchody; był przecież odpowiedzialny też za tego młodzieńca tuż obok. Przypominał sobie, co w takich sytuacjach robili jego najbliżsi. Wypracowali sobie już szereg zachowań, próbował sobie wyobrazić, co by było, gdyby zamiast Castora Sprouta na miejscu było któreś ze starszej części rodzeństwa Tonks. Poza tym, że nie musieliby przecież się nad tym zastanawiać, bo patronus by wszystko załatwił...
Sens. Musiał odnaleźć działanie, którego sens dałby Hectorowi poczucie misji, spełnienia obowiązku.
— Ale możesz mi pomóc. Dam ci teraz moją miotłę, przytrzymaj ją w miejscu tak, abym mógł spokojnie na nią wsiąść z pacjentem — gdy cofnął się o krok, kościstym kciukiem starł jeszcze jedną łzę, która zatrzymała się na linii szczęki mężczyzny. Usta drgnęły w słabym uśmiechu, bo uśmiech był tutaj nie na miejscu, nie chciał tego robić, ale musiał. Dość już było wrażeń. Zdjął z pleców miotłę, którą wręczył Hectorowi zgodnie z wcześniej przekazanym planem. Gdy ten współpracował, Castor podszedł powoli do młodzieńca bez duszy.
Na sam początek zamknął mu oczy i próbował przymknąć usta.
Tak będzie prościej.
Potem dźwignął go z ziemi. Z trudem, bo przecież silny wcale nie był, ale chyba adrenalina wystarczyła, by mógł chociaż przesunąć go do Hectora. Ostrożnie ułożył go przed sobą, ledwo panując nad drżącymi dłońmi. Nigdy nie był tak blisko kogoś, kto... A teraz łydkami asekurował nogi pod miotłą tak, by nie latały na wszystkie strony, lewym ramieniem obejmował w pasie w tym samym celu, głowę — odchyloną makabrycznie w tył — miał opartą o swe ramię. I chyba chciał wymiotować i krzyczeć, i zniszczyć coś z tego żalu, bólu, ze s t r a c h u, ale nie mógł go, nie mógł ich zostawić.
— Mam dokumenty — odpowiedział wreszcie na pytanie Vale, choć w jego tonie nie można było odnaleźć ulgi. Tylko zawieszony wyrok, który wisiał nad jego głową od stycznia.
— Uważaj na siebie, Hectorze — poprosił, wzbijając się w powietrze. Zapach śmierci wgryzał się we wszystko, co mógł, choć ciało wciąż nie umarło. Poleciał do Leśnej Lecznicy, jedynego miejsca, w którym byli ludzie zdolni do wydania ostatecznej diagnozy. Których ocenie mógł i musiał się poddać, dla spokoju swego i wiecznego spoczynku nieszczęsnego młodzieńca.

| z/t x2 chlip


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Kraina Jezior
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach