Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kraina Jezior, Kumbria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Kraina Jezior, Kumbria   08.04.16 14:38

First topic message reminder :

Kraina Jezior

Kraina Jezior to jedno z najlepszych miejsc w Anglii na spędzenie wakacji, oderwania się od przytłaczającej codzienności. Tuż pod granicami ze Szkocją, praktycznie odludnych terenach można odpocząć od hałasu samochodów, widoku drapaczy chmur czy ludzi wciąż ze sobą rywalizujących, skupionych na własnej karierze i sprawach doczesnych. Osoby obdarzone choć odrobiną artystycznej duszy z pewnością docenią uroki Lakes, wszak zbiorowisko akwenów znajduje się na włościach Fawleyów, jednych z najbardziej rozmiłowanych w sztuce i potrafiących docenić piękno magicznych rodów. Nic w tym dziwnego, gdy potomkowie dorastają na takich terenach! Kraina Jezior to nie tylko wszechobecna woda i malownicze lasy pełne dębów i sosen. Tutaj niewinne niziny, łąki osiągają rozmiary potężnych oraz stromych szczytów, które przyciągają miłośników górskiej wspinaczki i aktywnego wypoczynku; pasjonaci niższych terenów na pewno zachwycą się bezkresnymi wrzosowiskami. Niezależnie od pory roku woda w jeziorach ulokowanych w głębokich kotlinach jest lodowata. Choć zdecydowana większość wypoczywających ogranicza się do plażowania tuż poniżej zboczy, na których wypasane są owce, pozostała część zażywa niezapomnianych kąpieli. Wieczorami czarodzieje powracają do namiotów, przy których biwakują, a w rytm celtyckich melodii wyśpiewywane są historie o Pani z Jeziora, umilające czas przy ogniskach.
Na mniej zatłoczonych częściach można napotkać spokojne konie dziesiątkami przebiegające przez wody Krainy Jezior lub pasące się tuż przy zboczach w pobliżu brzegu. Niech to jednak nie zmyli nierozważnych śmiałków! Pomimo licznych ostrzeżeń i informacji wciąż zdarzają się przypadki porwania przez kelpie w głębokie tonie, gdy tylko zdejmie się magiczne wędzidła okiełzujące te zapierające dech w piersi stworzenia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Kraina Jezior, Kumbria   11.02.18 13:33

Potrzebowała tego. Skupić się na czymś, nakierować swoje myśli na coś konkretnego. Skupiała się na swoich zadaniach, skupiała się także na nauce, póki nie mogła wiele więcej, to właśnie były jej cele. Kiedy odczytała propozycję spotkania utkwioną między wierszami kolejnego listu, propozycja jaką wysnuła wydała jej się najbardziej oczywistą rzeczą pod słońcem, choć kiedy już zjawiła się w postawi atramentu odpowiednio złożonego w litery na pergaminie, wywołała w głowie lady Prewett małe zamieszanie. Czyż nie było to jednak nie na miejscu? Nie była pewna, choć wychowała się w szlacheckim dworze, czasem sama nie była przekonana, jak powinna się zachować, w końcu jednak po prostu posłała sowę w świat, postanawiając po prostu zachowywać się pod tym względem swobodnie. Nie powinni udawać, ona nie powinna być bardziej damą niż jest, ponieważ w łańcuchu tego słowa mogłaby któregoś dnia się udusić.
Wydało jej się to dobrym rozwiązaniem także trochę dlatego że mogło być odrobinę nie na miejscu, w pewnym stopniu także ryzykowne. Wydało jej się to w pewien sposób po prostu szczere. Słodkich i grzecznych panien czekających na zaproszenie do kawiarni było wiele, żadne z nich nie zdawało się jeszcze mieć oczekiwań względem drugiego, więc jeśli mają uciec od siebie z krzykiem za kilka miesięcy, może lepiej by zrobili to teraz?
A może trochę Prewett czuła się zagubiona w obcej, krępującej sytuacji i sięganie w niej ku bliskim jej sercu miejscom pomagało jej czuć się swobodnie, odnajdować.
- Skrzeloziele. - odpowiedziała krótko na słowa Ollivandera, zaraz wyjmując z torebki niezbyt apetycznie wyglądającą roślinę, która ma pomóc im wejść pod wodę i nie utonąć. - To porcja na godzinę. W razie gdyby cokolwiek poszło nie tak, jest zaklęcie bąblogłowy. Mimo to gdybyś czuł... cokolwiek, jakkikolwiek dyskomfort związany z oddychaniem, wychodzimy.
Mówiła spokojnym tonem, nie zamierzając rozczulać się nad Ollivanderem, traktując jednak nie zamierzając bagatelizować jego schorzenia.
- Wiem gdzie mniej więcej ich szukać, nie trzeba nurkować bardzo głęboko. Przede wszystkim żadnych gwałtownych ruchów. Pamiętaj że to my jesteśmy na ich terenie, nie odwrotnie. To bardzo nerwowe stworzenia. Pewnie spędzimy przy nich kilka minut, muszę się im trochę przysłuchać. I nie trzymaj różdżki w dłoni ale miej ją w pogotowiu.
Wymieniła, co przyszło jej na myśl, choć i tak czuła się odpowiedzialna za bezpieczeństwo ich obojga. Nie sądziła jednak, by coś poważnie im groziło. Wiedziała jak się zachować i wierzyła w rozsądek Ollivandera, nie wątpiła także że w razie złego samopoczucia da jej znać - a wtedy po prostu wypłyną.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kraina Jezior, Kumbria   11.02.18 23:50

Ważne, że próbowali na swój sposób. W tym ostatecznie tkwiło sedno, by odnaleźć się wśród niewiadomych i podejść od strony, od której powinni się znać, jak najbardziej szczerej i niepozowanej - skoro dobrze wiedzieli, że aktorstwo potrafi być w szlacheckim życiu na porządku dziennym. Prawdopodobnie krępowało ich tempo, jakie chcąc nie chcąc musieli sobie narzucać. Nie mieli lat na poznawanie się, w bardzo optymistycznej wersji był to rok, nie więcej. Teoretycznie nikt nie wymuszał na nich posłuszeństwa, w praktyce obydwoje mieli świadomość wymagań, trudno się więc dziwić, że nie czuli się pewnie na wspólnym gruncie. Mimo tego, gdy Ulysses na spokojnie układał myśli, widział lady Prewett jako osobę interesującą - może nie porywającą, nie dała mu się poznać tak gwałtownie jak Valerie, ale przecież nie spodziewał się, by ktokolwiek mógł tak targnąć emocjami. Przede wszystkim widział w Julii szczerość i dostrzegał charakterek, dzięki któremu nie była kolejną mdłą panienką, skupioną głównie na powierzchowności. Wydawała mu się zaradna, miała w sobie przekorę, upór i miarkę gryfońskiej dumy - nie wadziła mu. Nadchodził najwyższy czas, by oswajać się nie tylko z myślami, lecz z realnym towarzystwem.
Kiwnął krótko głową, odbierając skrzeloziele z delikatnych dłoni, w naturalny sposób muskając palce panny Prewett własnymi i nie wiedzieć czemu, czując się z tym faktem nieco dziwnie. Może postrzegał ją zbyt przez pryzmat potencjalnej przyszłości? Niemniej, był to zbyt krótki moment, by poświęcać mu masę zbędnych przemyśleń, po prostu uniósł roślinę, przyglądając się jej. Constantine obracał się wśród tego sprawniej, lecz znał działanie skrzeloziela. Nie skakał z radości na myśl o skrzelach, niedługo mających przyozdobić jego szyję w okolicach węzłów chłonnych, ale nie skrzywił się nawet przez moment, jak zwykle niewiele dając po sobie znać. Prawdopodobnie, gdyby uśmiechał się częściej, atmosfera między nimi byłaby lżejsza, lecz skoro unikali udawania, nie silił się na to. Tego wyrazu ekspresji używał wyjątkowo rzadko, znacznie go stopniując.
- Liczę na to, że w razie komplikacji ze swojej strony, dasz mi znać bez zgrywania bohaterki - czujne spojrzenie, gdy odpowiedział jasno, również nie patyczkując się i podejmując konkrety. Także wolał reagować na czas. Ufał swojej intuicji oraz sprawnemu zmysłowi obserwacji, lecz każdemu umykały szczegóły, byli wszak tylko ludźmi.
- Rozumiem - odparł krótko, spokojnie, obserwując przez moment wodne ptactwo, niewinnie pływające nieopodal i znikające z wolna w szuwarach. Coś mu się widziało, że ich wycieczka nie będzie tak bajkowa, jak wyprawa rzędu kaczek. Tym razem uśmiechnął się nieco, specyficznie. Wrócił spojrzeniem do kobiety. - Nie próbowałem nurkować na zbyt długi czas, chociaż zdarzało mi się sprawdzać, jak długo jestem w stanie wytrzymać pod wodą po bąblogłowie. Nie wiem, jak zadziała na mnie skrzeloziele, w razie potrzeby mam zapas leków - poinformował rzetelnie. Nie drżał przed atakami, lecz w zależności od ich nasilenia... cóż, raczej wolał zaoszczędzić jej tej przykrości. Nie ukrywał przed nią schorzenia, nie próbował być na wyrost, męska duma zdołała się przyzwyczaić do tego, że czasem nie było innego wyjścia, niż zasięgnąć pomocy medycznej. - Anapneo rozwiązuje większość problemów, ale w razie większych komplikacji mamy wszystko, czego potrzeba. Jak sprawnie pływasz? - zapytał z ciekawości. Pamiętał, że przy pierwszym spotkaniu kulała lekko; woda stawiała spory opór, wymagający mimo wszystko odrobiny sprawności. Na szczęście tu mógł nadrobić ewentualne braki Julii, która z kolei znała się bardziej na stworzeniach, jakie mogliby napotkać po drodze do trytonów.
- Gdyby jednak uznały, że nasze towarzystwo im wadzi, zgaduję, że staramy się nie robić im krzywdy i skupiamy się na ucieczce? - uniósł brew, widząc w tym trochę ironii, ale znał zagrożenie, nie zamierzał podejmować prób unicestwienia podwodnych władców. - Mój jedyny wymóg - ach, przecież, też jakieś miał - trzymamy się blisko siebie.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Kraina Jezior, Kumbria   02.03.18 12:46

Julia była dość pewną siebie osobą i chyba dzięki tej cesze nie peszyła jej powściągliwość Ollivandera. Nie potrzebowała potwierdzenia słuszności swoich słów oraz zachowań oraz tego czy są odpowiednie. Nie potrzebowała wszelkiej maści uśmiechów, choć czasem zastanawiała się co kryje się wewnątrz tego człowieka. Czuła, że tak na prawdę nie wie o nim nic, chyba jednak prawdziwej wiedzy nie oczekiwała - tą zbiera się przez lata. Potrzebowała tych informacji które mógł jej dać, chciała wiedzieć że będzie przez męża szanowana, że ten nie ma w zamierze ograniczać jej aktywności czy nadużywać władzy jaką mąż w ich realiach posiada nad żoną, która niejednokrotnie wywoływała na jej skórze nieprzyjemne dreszcze. Ollivander jak na razie spełniał jej oczekiwania.
I zaciekawiał. Czuła się dobrze w jego towarzystwie, dość swobodnie jak na sztucznie aranżowaną sytuację.
- Nie jestem bohaterką ani dobrą aktorką. - uśmiechnęła się pod nosem na słowa mężczyzny. Być może jej ciekawość niekiedy zakrawała o chorobliwą, jednak mieszana była ze świadomością iż trup nie dowie się niczego. A ona chciała wiedzieć wszystko co dotyczy tych istot, chciała się z nimi porozumiewać. Dlatego musieli być szalenie ostrożni. Po pierwsze: żeby wyjść bez uszczerbku na zdrowiu i życiu, po drugie: żeby osiągnęła swój cel.
- Martwi ludzie nie zdobywają wiedzy. - wyraziła na głos swoje myśli z pewną dozą determinacji odbijającą się w głosie, a tą determinacją i pewnością jakby nadrabiała za swoją niepozorną powierzchowność. Spojrzała na Ollivandera wzrokiem pirata który zamierza wykopać swój skarb, by chwilę później wsunąć do ust swoją porcję skrzeloziela.
Na słowa o lekach skinęła lekko głową - przyjęła informacje. Wcześniej już wspominała, że w razie najmniejszych nawet problemów, natychmiast ruszą ku górze. Liczyła że leki się nie przydadzą, jednak lepiej być zawsze ubezpieczonym. W końcu zdjęła swoją niewielką torebkę z której wyjęła różdżkę by schować ją w specjalnym miejscu w swojej sukni. Zawsze prosiła by doszywać niewielką "kieszeń", którą dodatkowo wiązała sznurkiem by mieć pewność że magiczny przedmiot się nie wysunie. Poczuła jak przechodzą ją lekkie dreszcze z zimna, woda na pewno będzie zimniejsza jednak tam łatwiej się przyzwyczają.
- Nie sprawnie. - odpowiedziała mu szczerze i spojrzała uważnie w oczy mężczyzny. Uśmiechnęła się nieznacznie ciekaw, czy teraz uważa ją za szaloną, czy może daje jej jeszcze odrobinę szansy. Choć... czy myliłby się tak bardzo? - Bez skrzeloziela czy bąblogłowy nie poradziłabym sobie. - dodała jeszcze. Nie potrafiła pływać, poruszała się w wodzie powoli i bazowała na wspomaganiu się magią. - Ascendio w razie konieczności.
Dodała, o i taki właśnie miała plan, gdyby musieli uciekać lub gdyby skrzeloziele przestało działać.
- Tak. To wojownicze istoty ale... trudno mieć im za złe, że wchodzimy na ich teren. To my jesteśmy agresorami. Oczywiście nasze życia stawiam wyżej, jednak ucieczka to najlepsza z możliwych opcji.
Na wymóg uśmiechnęła się nieznacznie. Tak.
- Możesz być tego pewien.
Byłaby szalona, gdyby nie bała się ani trochę, zdawała sobie sprawę iż ich ekspedycja mogłaby być o wiele lepiej przygotowana, jednak dokładne przygotowania nie dawały pewności bezpieczeństwa, a nie zawsze były nawet do końca możliwe.
- Możesz zrezygnować. - dodała spokojnie, bo na pewno nie nazwałaby go tchórzem. Sama czuła lęk równy ekscytacji, serce biło jej mocniej, policzki lekko się rumieniły choć nie była pewna czy to z zimna czy ekscytacji. - Nie będę miała ci za złe.
Spojrzała na niego jeszcze, nim ruszyła w kierunku wody - gdy poczuła, że zjedzone chwilę wcześniej skrzeloziele zaczyna działać. Niespiesznie, mimo wszystko czekając na niego.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kraina Jezior, Kumbria   05.03.18 1:03

Nie był fanem ograniczania przestrzeni osobistej, niezależnie w którym kierunku miałaby zachodzić. Jeśli już, stawiał innych w ogniu logicznych argumentów, sprytnie i powoli układając je w podłużne pręty klatek, niepostrzeżenie nie pozostawiając wyjścia. Tak długo, jak nie zamierzała sprowadzać na niego niesławy, szkodzić nowej rodzinie, unikać oczywistego losu matki, nie miał żadnych powodów, by wyrywać ją z życia, do którego przywiązała się przez te wszystkie lata. Dopóki nie pchała się bezczelnie w ramiona niebezpieczeństwa, bez namysłu i ostrożności, nie zamierzał prawić jej wykładów na temat odpowiedzialności. Możliwe, że przyszłość niosła im ziarna niezgody - trudno było uniknać różnicy zdań i rozdrażnienia, gdy każde z obydwu obecnych charakterów parło w swoją stronę i kierowało się wolnym duchem. Okiełznanie tej dwójki wydawało się trudnym zadaniem - zgadzali się na kompromisy, kto jednak wiedział, jakie konkretnie miały one być? Dokładnie z tego powodu próbował ograniczać wybieganie naprzód w rozmyśleniach. Skupiając się na aktualnym spotkaniu, bardziej rzeczywistym niż wyobrażenia o przyszłości, uniósł lekko brew i posłał krótkie, ironiczne spojrzenie. Cóż za rozsądek! Mógłby jej nie wierzyć, w końcu Tiara Przydziału nie bez powodu umieszczała pretendentów w konkretnych domach. Oczywiście, wszystko wiązało się ze stereotypami, jakich próbował unikać, lecz nie sposób było zaprzeczyć - to wychowankowie Godryka mieli tendencję o pomijaniu pewnych kwestii na rzecz męstwa. Nieraz był bezpośrednim świadkiem tego, jak ich oślepiało, choć zarzekali się, że absolutnie do tego nie dojdzie.
- Zakwestionowałaś Gryffindora w kilku słowach, ale w spojrzeniu wciąż go więzisz - stwierdził, z lekkim rozbawieniem przyjmując mieszankę wniosku na temat martwych oraz spojrzenia, jasno mówiącego, że nie odpuści - czyż stąd niedaleko było do przekraczania granicy? Determinację również wyrażali na inne sposoby. Spojrzał niechętnie na skrzeloziele, lecz nawet drobna zmarszczka nie przecięła twarzy, gdy dołączył do jedzenia niewielkiej ohydy, także podejmując przygotowania do podwodnej wyprawy. Zdjął lekką marynarkę, skórzane buty i pozbył się spodni, odrzucając wszelkie zbędne warstwy materiału, przykrywające strój kąpielowy - prosty, czarny, uwięziony gdzieś między dekadami przeszłych lat, aczkolwiek nie sięgający odległego, siedemnastego wieku. Skoro planowali błądzić w odmętach nieznanego sobie jeziora, wolał oszczędzić krępację ruchów na tyle, na ile było to możliwe. Lewe ramię miał już całkiem ciasno obwiązane sprawdzonym zabezpieczeniem na różdżkę, ale zapobiegawczo sprawdził, czy drewno tabebui trzyma się w osłonce tak, jak powinno, dopiero wtedy pokonując odległość między drzewem, przy którym pozostawili rzeczy, a brzegiem jeziora. Zimna woda rozprowadziła po ciele gęsią skórkę - na szczęście był dosyć zahartowany i przyzwyczajał się szybko. Z ogromną powagą i jeszcze większym uporem starał się trzymać dobrą kondycję, przesuwając tym samym granicę, jaką bezwzględnie kreśliła mu choroba. Nie mógł liczyć na ponadprzeciętne sukcesy w tym temacie, całkowicie wystarczała mu świadomość, że dotarł do momentu uśrednienia własnych predyspozycji, co w dalszym ciągu nie mogło być brane za pewnik. Zawsze istniało jakieś ryzyko. Blizna pod okiem świeciła idealnym przykładem.
Musnął opuszkami okolice szyi, pod palcami wynajdując lekkie wypukłości blizn oraz nowe, nieznajome wypustki; odczuwał specyficzne działanie rośliny - ciało zmieniało się powoli, niekomfortowe uczucie ciągnięcia promieniowało po obydwu stronach szczęki. Uśmiechnął się pod nosem - zamierzała poinformować go, gdyby nie zapytał? Milczał, kalkulując chłodno, jak bardzo mogło im zaszkodzić powolne tempo. Nie uśmiechało mu się używanie magii, tym bardziej pod wodą, na terenie trytonów. Jedna, drobna anomalia potrafiła pokrzyżować każdy plan. Odjął nieco punktów na skali rozsądku, która wcześniej przedstawiała się bardzo przyzwoicie, ale do rezygnacji wciąż było mu daleko. Milczał dalej, postanawiając zostawić sprawę bez najmniejszego komentarza, zamiast tego uniósł podbródek i wykonał krótki okrąg, rozciągając szyję. Trzymał w pamięci, że powinien wyjątkowo zwracać uwagę na ruchy Julii w wodzie.
- Trzymam za słowo - odparł krótko, naprawdę licząc na to, iż nie utrudnią sobie zadania i nie rozdzielą się, ale na wszelki wypadek... - gdyby coś nas rozdzieliło, masz nie więcej niż minutę na znalezienie się nad taflą wody. Wtedy Ascendio idzie w ruch od razu - mruknął jeszcze, brodząc w wodzie przy brzegu, zaś kolejne słowa przyjął z typowo spokojnym spojrzeniem, odpowiadając dopiero, gdy przeszedł spory kawałek naprzód, będąc już prawie całkowicie zanurzony.
- Nie kpij ze mnie, Prewett - prawie ostrzegawczo, choć zdecydowanie bardziej ironicznie, pierwszy raz przełamując barierę tak jawnie, ukazując mniej zachowawcze oblicze. Dawno nie miał okazji wystawiać się na próbę i ostentacyjnie drażnić własnych ograniczeń, adrenalina jeszcze nie krążyła w żyłach zbyt dynamicznie - dopiero po kilku ruchach w wodzie dotarło do niego, że pchają się w bardzo wątpliwe warunki - zdania jednak nie zmienił i nie zamierzał. Przez kilka chwil pływał w samotności, w zasięgu wzroku rudowłosej, przyzwyczajając się do temperatury, obserwując nieliczne rośliny i mijając drobne ryby oraz nieszkodliwe stworzenia. Znalazł się obok Julii po tej niedługiej rozgrzewce, elegancko i płynnie oferując jej swoją dłoń, drugą zaś wskazując, by kierowała tą małą ekspedycją.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Kraina Jezior, Kumbria   15.03.18 15:09

- W kilku cechach jakie chlubi Gryffindor mieści się wiele osobowości. - odpowiedziała na jego słowa spokojnie, przyzwyczajona po części. Nie była typową Gryfonką, choć niejednokrotnie wiara w swoje zdolności i tendencja do walczenia o własne przekonania były cechami które silnie wiązały ją z domem. Każdy Gryfon utożsamiał się z nim jednak po swojemu. Największa grupa rzecz jasna przez oczywistą odwagę w słowie i czynie, często graniczącą z brawurą i poczuciem humoru. Typowy Gryfon jest duszą towarzystwa, wesołkiem z wielkim sercem. Ona zawsze trzymała się raczej z boku, cicha i spokojniejsza, pochłonięta przez własne cele i na nich skupiona. Otwierała się względem nielicznych, to jej wystarczyło. Podobnie jak nie potrzebowała myśleć o sobie jako o bohaterce, szczególnie gdy wciąż zbyt mało zrobiła, zbyt mało potrafiła by móc walczyć.
Teraz jednak była chwila na coś innego. Oboje spożyli skrzeloziele, które powoli zaczynało zmieniać ich tkanki, dawać dodatkową zdolność. Charakterystyczne uczucie w okolicach szyi dawało znak, że właśnie odbywają się tam magiczne przemiany, dodatkowa część której nie powinno tam być.
Transmutacja jakiej ulegli jej samej nie wydawała się niekomfortowa. Możliwe iż dlatego że przywykła do tej właśnie magii, do zmian, była to właśnie jej dziedzina, żegnanie się z naturalną formą na rzecz... czegoś. Nie było jednak nad czym dłużej myśleć.
- W porządku.
Nie byli Romeo i Julią, romantycznymi głupcami którzy z głupiego oddania stawiliby własne życie na szali. Oboje cenili swoje życie i nawet jeśli po każdym z nich możnaby spodziewać się chęci ratowania drugiej osoby, najpewniej wiedzieli iż własne bezpieczeństwo do tego celu jest czymś koniecznym.
Na ostatnie jego słowa zareagowała jedynie łagodnym uśmiechem. Ruszyła w stronę wody, nie przejmując się zimnem które przeszyło jej ciało mroźnymi dreszczami. Eliksir rozgrzewający - obowiązkowo gdy tylko się stąd wydostaną. Teraz jednak powoli, badając grunt pod stopami weszła do wody i zanurzyła się w niej niedługo za Ulyssesem. Krótka chwila lęku, nie paniki, jednak poczuła jak jej serce bije mocniej. Poczuła że potrzebuje powietrza i choć doskonale wiedziała, jak działa skrzeloziele, w tej chwili myśl o zaczerpnięciu powietrza pod wodą wydała jej się przerażająca, pojawiło się dość logiczne przekonanie, że wypełni swoje płuca wodą. Spojrzała ku górze, kiedy Ollivander zjawił się obok niej. Oddychał normalnie, ona z kolei czuła że musi wziąć oddech. Zacisnęła dłoń na jego przedramieniu z siłą o jaką by siebie nie podejrzewała i w końcu wypuściła powietrze, pozwalając sobie na pierwsze podwodne oddechy. Potrzebowała chwili. Oparła drugą dłoń o ramię towarzysza czekając, aż jej oddech trochę się uspokoi. Nie patrzyła przy tym na niego, nie powinna się bać - to było głupie. A jednak świadomość, że znajduje się pod wodą okazała się straszniejsza niżby się tego spodziewała.
Zaraz skinęła głową nie chcąc tracić więcej czasu. Poruszanie się w wodzie nie było trudne dzięki błonom jakie pojawiły się między ich palcami. Minęła krótka chwila nim Prewett opanowała tę umiejętność, wiedziała jednak gdzie powinni się kierować.
Nie można powiedzieć, że czuła się pewnie. Nie była głupia. Póki znajdowali się na głębokości gdzie docierało jeszcze światło słoneczne było jednak dobrze i niżej schodzić nie zamierzała. Wiedziała w którą stronę się kierować, to udało jej się sprawdzić dość dokładnie. W końcu pomiędzy roślinami przed nimi pojawiły się pierwsze oznaki ruchu. Zatrzymała się, nie chcąc nadmiernie naruszać ich terenu. Dookoła dość wyraźnie dało się słyszeć charakterystyczne odgłosy, które dzięki wcześniejszym przygotowaniom była w stanie rozpoznać. Złapała dłonią za duży, kamienny element nie chcąc, by woda nadmiernie nimi poruszała.
Swojemu towarzyszowi wskazała tył chcąc, by pilnował czy coś nie planuje ich zaskoczyć, sama wysunęła się jedynie nieznacznie. Planowała pozostać jedynie cichym obserwatorem tak długo, jak będzie to możliwe, choć była pewna że zostali już dawno zauważeni.
Jedno ze stworzeń krążyło dookoła nich powoli, acz uważnie obserwując. Zwróciła się do niego przodem i wykonała kilka powolnych kroków by odrobinę się zbliżyć.
- Czego tu szukacie?
Usłyszała charakterystyczny, skrzeczący odgłos dosłyszalny mimo przeszkody jaką stanowiła woda. Tryton był uzbrojony, jednak Prewett nie sięgała po różdżkę, starając się pokazać iż nie są agresorami. Jedną dłonią wciąż obejmowała ramię towarzysza, drugą pozostawiała na widoku.
- Jedynie wiedzy. - odpowiedziała, choć jej język nie był jeszcze perfekcyjny. Dbała o to by używać tylko dźwięków których była absolutnie pewna. Przynajmniej teraz - za pierwszym razem.
Zimno już przestało jej przeszkadzać. Tryton ją fascynował. Jego forma, płynne ruchy, czy fakt że na prawdę była w stanie się z nim porozumieć. To wszystko ją pochłaniało. Chciała się zbliżyć, uważała jednak na gesty. Żałowała że nie mają czasu by spędzić tu całego dnia - już dotarcie tutaj zajęło im dużą część. - Nie jesteśmy wrogami.
Zapewniła jeszcze, choć nie liczyła na ufność stworzenia. Zerknęła zaraz na Ulysessa.
- Za chwilę stąd odejdziemy.
To trwało krótko. Zdecydowanie zbyt krótko, jednak już ta chwila była dla niej bogata w cenne informacje. W końcu wykonała pierwszy ruch, by zaczęli się oddalać. Niespiesznie.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Kraina Jezior, Kumbria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18