Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kraina Jezior

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kraina Jezior - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime08.04.16 14:38

First topic message reminder :

Kraina Jezior

Kraina Jezior to jedno z najlepszych miejsc w Anglii na spędzenie wakacji, oderwania się od przytłaczającej codzienności. Tuż pod granicami ze Szkocją, praktycznie odludnych terenach można odpocząć od hałasu samochodów, widoku drapaczy chmur czy ludzi wciąż ze sobą rywalizujących, skupionych na własnej karierze i sprawach doczesnych. Osoby obdarzone choć odrobiną artystycznej duszy z pewnością docenią uroki Lakes, wszak zbiorowisko akwenów znajduje się na włościach Fawleyów, jednych z najbardziej rozmiłowanych w sztuce i potrafiących docenić piękno magicznych rodów. Nic w tym dziwnego, gdy potomkowie dorastają na takich terenach! Kraina Jezior to nie tylko wszechobecna woda i malownicze lasy pełne dębów i sosen. Tutaj niewinne niziny, łąki osiągają rozmiary potężnych oraz stromych szczytów, które przyciągają miłośników górskiej wspinaczki i aktywnego wypoczynku; pasjonaci niższych terenów na pewno zachwycą się bezkresnymi wrzosowiskami. Niezależnie od pory roku woda w jeziorach ulokowanych w głębokich kotlinach jest lodowata. Choć zdecydowana większość wypoczywających ogranicza się do plażowania tuż poniżej zboczy, na których wypasane są owce, pozostała część zażywa niezapomnianych kąpieli. Wieczorami czarodzieje powracają do namiotów, przy których biwakują, a w rytm celtyckich melodii wyśpiewywane są historie o Pani z Jeziora, umilające czas przy ogniskach.
Na mniej zatłoczonych częściach można napotkać spokojne konie dziesiątkami przebiegające przez wody Krainy Jezior lub pasące się tuż przy zboczach w pobliżu brzegu. Niech to jednak nie zmyli nierozważnych śmiałków! Pomimo licznych ostrzeżeń i informacji wciąż zdarzają się przypadki porwania przez kelpie w głębokie tonie, gdy tylko zdejmie się magiczne wędzidła okiełzujące te zapierające dech w piersi stworzenia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime29.12.19 20:27

Rozgoryczenie i wyrzuty sumienia wracały co jakiś czas, dając się we znaki w najmniej odpowiednich momentach. Zdawała radzić sobie z nimi znakomicie, przyjmując kamienną maskę, zupełnie jakby odizolowaną od towarzyszących jej faktycznie uczuć. Być może właśnie ona stanowiła problem; być może to właśnie zamknięcie się na ludzi dobijało ją jeszcze bardziej; być może to te cholerne uzależnienie od bycia w centrum uwagi doprowadzało do tego wszystkiego. Kokieteria była częścią zbioru konwenansów, którego Blanche kurczowo się trzymała. Tak samo jak to dyganie w ramach powitania, parę słodkich komplementów, trzepotanie rzęsami i opanowana postawa, w zupełności wykluczająca przeżywanie czegokolwiek. Te wszystkie nawyki i tendencje z pewnością odebrały jej ten niewielki kawałek człowieczeństwa i indywidualności, sprowadzając ją do obrazu standardowej damy, którą przecież nie była. W istocie to dalece jej też do takiej wizji było, bowiem ta emocjonalna niestabilność czy przesadna histeria nijak wpisywały się w ramy prawdziwej lady. A już tym bardziej, dla wielu hańbiące, zachowanie podporządkowane planowi uwodzenia. Niczym wybitny strateg upatruje sobie ofiarę, okręca wokół palca, ostatecznie pozostawiwszy ze złamanym sercem. Lub też wybrakowanym majątkiem, jak to stało się przecież z mężem, którego nazwisko wciąż nosiła. Tak przynajmniej postępowała parę lat temu, kiedy to pozwalała sobie na znacznie więcej. Lubowała się w tym byciu wolnym lekkoduchem, wyzwoloną kobietą i nimfomanką, która w istocie nie potrzebuje wcale mężczyzn. Ten nieustanny flirt i zwodzenia okazał się być jednak składnikiem, z którego nie potrafiła zrezygnować, nawet jeśli definiowała samą siebie jako kobietę lojalną. Nie tylko tradycjom, ale też ludziom; finalnie sama przekonała się o swojej (nie)wierności, której przecież nikt nigdy nie kwestionował, nie poddając swojej postawy krytycznej ocenie. Stąd też ta pełna sensualności maniera towarzyszyła jej już bardzo długo, niekiedy doprowadzając do jakichś mniej lub bardziej zobowiązujących romansów. Miłostki przeważnie nie trwały jednak w nieskończoność, opierając się przede wszystkim na przynoszących spełnienie fizycznych zbliżeniach, aniżeli na metafizycznym połączeniu dwóch dusz. Pojawiał się nowy facet, poprzedni szedł w zapomnienie; w trakcie tego wszystkiego istniała również nadzieja na stworzenie normalnego, opartego o faktyczną miłość związku. Blanche natomiast niekoniecznie skłonna była wierzyć takim ideałom, ulegając coraz to kolejnym pochlebstwom ze strony przypadkowych bywalców Klubu, w którym to grywała (a aktorką z zawodu, o dziwo, nie była!).
Na wydarzenie przybyła nawet chwilę przed czasem, z tą typową dla siebie afektacją w wyglądzie i zachowaniu. Napotkawszy grupkę znajomych jej osób, wdała się w dyskusję na jakiś zupełnie prozaiczny temat. Jak to wedle konwenansów przystało, z uwagą słuchała tego zlepka bzdur, niekiedy kiwając głową twierdząco lub przecząco. Nie ukrywała swojego braku zaangażowania; uwagę wolała poświęcić podziwianiu otaczającego ją miejsca. Zamyślona wpatrywała się w jeden punkt, jakby w zamgleniu słuchając rozmowy tych snobów. Z letargu wyrwał ją obcy głos, który przerwał te burzliwe rozważania o polityce.
- Och tak? - powiedziała w pierwszej chwili, orientując się, że mężczyzna zwraca się do niej. Odwróciła się w jego stronę całkowicie, wzrok skupiając na przedmiocie leżącym na jego otwartej dłoni. - Ach tak, rzeczywiście, nawet nie zauważyłam, że go nie mam - przyznała po chwili, odbierając zgubiony kolczyk; sekundę później już miała go z powrotem w uchu. - Niezmiernie panu dziękuję... - wypowiedziała, wraz z nieznajomym stopniowo oddalając się od grupki znajomych i zgoła rozgniewanych czarodziei. Już i tak nie mogła ich słuchać.
- Pan pozwoli, że się przedstawię... - rozpoczęła, spoglądając na towarzysza. - Blanche Flume.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime31.12.19 8:17

Jayden nauczył się wycofywania, wyciszenia, odcinania się, chociaż niegdyś zawsze epatował emocjami na prawo i lewo. Porozumiewał się dzięki nim, a teraz gdy zostały sterroryzowane w tak brutalny sposób, zobojętniał. Można było twierdzić, że przybierał maskę, której nie dało się w żaden sposób pokonać, lecz czy nie była to prawda? Że skrzywdzony tak dotkliwie badał po omacku swoje możliwości i tylko w ogólnie pojętej bierności znajdował odpowiedź. Przeżywał swoje winy wewnątrz, na zewnątrz nie ukazując nic więcej ponad zmęczoną twarz, matowe oczy i ograniczony uśmiech, który niegdyś był jego znakiem rozpoznawczym. Podobnie jak całkowite roztrzepanie. Teraz nie było w nim tego samego mężczyzny, co w dniach przeszłych. Niegdyś dziecko, teraz dojrzały czarodziej, lecz z dorosłością szła również prawda, ból i cierpienie. Czy była to kara za to, że pozostawał tak zamknięty w swoim świecie, że nie dostrzegał przez trzy dekady realności? Że nawet najczarniejsze momenty nie posiadały w sobie nic z dobra. Że ludzie byli okrutni i nic nie było w stanie ich usprawiedliwiać. Że było więcej śmierci niż kiedykolwiek i bliscy ginęli każdego dnia w niewyjaśnionych okolicznościach. Że był słaby, chociaż myślał, że jest odpowiednią osobą do stania na straży bezpieczeństwa zgromadzonych w Szkole Magii i Czarodziejstwa dzieci. Że nie wystarczyło, by naprawdę tego chciał i położył na szali swoje życie. Wiedział, że poświęcenie nie zawsze szło w parze z sukcesem, bo czy gdyby mu się udało, kobieta z Ulicy Pokątnej wciąż by żyła? Ile razy w myślach odgrywał ten moment błędu, gdy zaklęcie nie zadziałało jak trzeba i cały budynek wybuchł. Gdy nie potrafił powstrzymać napastników, którzy bez litości sterroryzowali okolicę. Po tej walce był poraniony nie tylko fizycznie, lecz również i psychicznie, a gdy w szpitalu zobaczył wydanie Proroka Codziennego traktującego o jego bohaterstwie, czuł gniew. Nie tylko na pracujących w gazecie ludzi, lecz głównie na siebie. Za swoją niekompetencję, która później zrodziła się w coś znacznie gorszego...
Wspomnienie Sylwestra przemknęło przez myśli profesora wywołując u niego paraliżujący dreszcz. Na szczęście ktoś potrącił go delikatnie, a Jayden wrócił do aktualnego wydarzenia, jakim był artystyczny recital. Ile razy w ciągu trwających momentów miał uciec duchowo gdzieś indziej? Ile razy miał zostać porzuconym, poszatkowanym przez ogień i kawałki drewna we wspomnieniach odtwarzanych bez ustanku w głowie? Nie liczył już, ale wymęczenie tym wszystkim nie ustępowało, podobnie jak jego zatwardziałość w próbie dalszego funkcjonowania. Miał nie tylko rodziców u boku, lecz również uczniów w Hogwarcie, nad którymi musiał sprawować opiekę, a ta odpowiedzialność nie mogła pozostać bez nadzoru. Oddawał się więc pracy, oddawał się badaniom, żeby nie dać się pochłonąć zupełnie przez winy przeszłości. Próby zamknięcia umysłu spełzały na niczym, pomimo opanowania tej ciężkiej sztuki, jednak jak można było wyłączyć się zupełnie? Czy w ogóle na to zasługiwał? Na chociażby moment odpoczynku od cierpienia i noszenia ciężkich łańcuchów win? Nie. Wiedział, że odczuwanie tego wszystkiego pozostało mu jako symbol porażek. Że był wart tylko tego.
Czy wiedząc to wszystko, nieznajoma tak chętnie nawiązałaby z nim kontakt, wychodząc wręcz z koła zainteresowanych nią osób? Jayden nie próbował w żaden sposób tego osiągnąć. Planował zniknąć w tłumie i próbować się w nim zgubić. - Vane - odparł po krótkim momencie milczenia, zauważając, że kobieta zgrabnie wysunęła się spomiędzy swojego grona i zaraz stała obok niego. Lub właściwie powoli przesuwała się dalej. - Jayden Vane. Miło mi - Panno? Pani? Nie dodał ów formy grzecznościowej, nie mając pojęcia, gdzie leżała prawda, a delikatność podobnych kwestii była znana wszem wobec. Nawet jeśli jej nazwisko przy okazji brzmiałoby mu znajomo, nie zarejestrowałby w tym stanie tego faktu. Nie, gdy jego myśli były pochłonięte przez czarny chaos. Nie, gdy znajdował się tak naprawdę mile dalej. - Pańscy przyjaciele nie wyglądają na zadowolonych z samotności - zauważył, zerkając na chwilę przez jej ramię na zmarszczone brwi czarodziejów, przy których kobieta dopiero co stała. Nie zamierzał pozwalać jej na skazanie się na jego towarzystwo. Nie w tym stanie.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime02.01.20 23:41

Maska przybierana przez Blanche emanowała emocjami. Bynajmniej jednak nie tymi negatywnymi, bowiem wychowanie, skupione na tym cholernym ukrywaniu, pozostawiło w niej ten nawyk. Tendencję do udawania, tłumienia złości czy irytacji, zasłaniania łez. Czasami nie wytrzymywała i wpadała w te żałosne histerie, przez które postrzegana była jako niezrównoważona wariatka. Do tego jednak nie dochodziło często, a jeśli już takowy kryzys następował, to tylko przy osobach, którym Flume względnie ufała. Stąd też niekiedy dochodziło do końca tych sielankowych miłostek; kochanek, niezależnie od tego, jak bardzo sympatyzował z jej wyglądem, widząc jej szał, zdecydował się zerwać kontakt. I to nie był raptem pojedynczy przypadek; jedynie Nic jakoś znosił jej kapryśne uniesienia, dbając przy tym o jej rozluźnienie oraz wyładowanie napięcia. Teraz, gdy Nicolasa Flume nie miała już przy swym boku, terapeutyczny wymiar okazały się mieć te gorące kąpiele w mieszkaniu w centrum. One działały chwilowo, Blanche też nie przesiadywała w domu całymi dniami, by tak leżeć w pachnącej i pełnej piany wannie. Nimi traktowała się zwykle wieczorem, po pracy, czasem obfitej w dziwaczne i niespodziewane zdarzenia. Od czasu do czasu (ostatnio nawet częściej) decydowała się też na lampkę (czy dwie...) czerwonego półsłodkiego wina. Tak na poprawienie trawienia i skosztowania coraz to nowych gatunków tegoż trunku. Czy słusznym byłoby nazywać ją alkoholiczką? Jeszcze zapewne nie, choć niedawno zaczęła sięgać po alkohol sama, bez towarzystwa. Nigdy wcześniej nie polewała sobie samotnie, swoją potrzebę trunków uzasadniając czyjąś propozycją lub inną okazją. Z chęcią przyjmowała kolejki od mężczyzn w pracy (i po niej też); zawsze piła razem z nimi, toteż częstego sięgania po alkohol nie mogła nazwać jakimś uzależnieniem. I teraz raczej nie powinna tego traktować w ten sposób, bowiem faktycznego problemu jeszcze nie miała, ale kto ją tam wie, czy z czasem nie przekształci się to w kolejny z rodzajów tej pieprzonej terapii. Kto wie, czy w najbliższym okresie nie zastąpi rytualnych kąpieli winem? Kto wie, czy okazyjne lampki nie przetransformują się w codzienną tendencję? Kto wie, czy któregoś dnia zawartość nie zmieni się też w którychś z mocniejszych napoi?
Nie czytała Proroka. W ogóle. Zwłaszcza od momentu, kiedy to stał się równie nielegalny, co niektóre psychoaktywne substancje. Wolała nie narażać się na niepotrzebne ryzyko; bez tej gazety potrafiła być obiektywną, nie paść ofiarą tej rządowej gadce. Zresztą polityczne kwestie były zupełnie poza granicami jej zainteresowania; dopóki nikt nie chciał jej aresztować, do całej sprawy podchodziła zgoła lekceważąco. Choć miała w sobie to ziarno empatii, która często się u niej właściwie objawiała, nie potrafiła przejąć się cudzym losem. Jej czysta krew zdawała się być chyba faktem zapewniającym w obecnej sytuacji bezpieczeństwo - i tego się trzymała. Gdyby Nicolas wciąż żył, zapewne zrobiłaby wszystko, byleby tylko uchronić go od możliwej krzywdy. Ale jego już przecież od dawna tutaj nie było, żyła sobie sama, bez potomstwa, choć z nazwiskiem mężczyzny mugolskiego pochodzenia. Och, gdyby zaszła taka potrzeba, to i ta przybrana po ukochanym godność uległaby zmianom; gdyby zaszła potrzeba, Blanche wstąpiłaby nawet do którejś z organizacji, o których tyle plotek już słyszała. Oczywistym było, że nie miała ochoty ryzykować swojego zdrowia dla jakiegokolwiek stowarzyszenia, niezależnie od tego, w imię jakiej idei by walczyła; oczywistym było też to, że nie czuła się do tego zobowiązana przez jakieś niewidzialne liny obywatelskiego obowiązku. Jej ojczyzną była Francja, to stamtąd pochodziła i to tenże właśnie francuski akcent pojawiał się w jej głosie, gdy przestawała się kontrolować. Za swój kraj też pewnie niczym nie chciałaby ryzykować, była tchórzem i egoistką; bynajmniej nie czuła jednak żadnej powinności względem przeprowadzania ryzykownych rewolucji tutaj, w Wielkiej Brytanii.
Chyba nie miała tego wyczucia. Tej dziwnie nieokreślonej intuicji co do ludzi. Do wszystkich podchodziła z serdecznym nastawieniem; nie polegała też na pierwszym wrażeniu, choć miało one swój procent udziału w jej ocenie.
- Och trudno, myślę, że sobie beze mnie poradzą - mruknęła, coraz to bardziej oddalając się do kółka zadziwionych dyskutujących. Nie sądziła, że towarzystwo nowego znajomego, pana Vane'a, okaże się przecież taką porażką. Na pewno nie będzie większą od tego, które miała zafundowane do tej pory.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime30.01.20 14:37

Emocje kiedyś były dla niego czymś tak naturalnym jak powietrze. Każdy, kto znał Jaydena chociaż odrobinę, wiedział, że mężczyzna wręcz epatował uczuciami i nie dało się być obojętnym na tak silną falę poruszenia. Widząc jego postać, można było niemal poczuć to ciepło, szczęście i bezkompromisową pociechę — bycie beztroskim było wszak banalnie proste. Przez całe trzydzieści lat swojego życia taki właśnie był. Trwał w wydłużonym dzieciństwie, nie pozwalając na to, by ból zagarnął i przejął władzę nad jego życiem. Nie chciał być taki, jak inni, którzy tylko wyczekiwali smutku, nie potrafiąc się cieszyć z tego co było. Co trwało i było najważniejsze. Dlatego też nie myślał o konsekwencjach daleko wybiegających w przyszłość, doceniając najmniejszy z detali aktualnego dnia. Oczywiście, że nie był osobą, która całkowicie nie interesowała się następstwami, bo czy wtedy tak bardzo zależałoby mu na edukacji młodego pokolenia? Lub walki o równość, która była zagrożona w ich świecie? Chciał rozprzestrzeniać dobro wydobywające się z jego wnętrza i bronić wartości tak trwale przekazywanych mu przez rodziców. Pomimo że koniec końców odszedł z Zakonu Feniksa, pozwalając na całkowite wymazanie jego pamięci ze wspomnień związanych z tą organizacją, nie zaprzestał wierzyć w podstawowe filary budujące jego tożsamość. Zamierzał przeciwstawiać się tym, którzy próbowali narzucić jeden punkt widzenia na rzeczywistość i chociaż równało się to z niebezpieczeństwem, nie chciał odpuszczać. Widział, że ta walka niszczyła relacje między nim a najważniejszymi osobami w ego życiu, ale nie mógł odpuszczać. Przyjaźnie, miłości rozsypywały się, jednak to nie mogło być rozdarte bez powodu. Potrzebował widzieć przed sobą cel i dążyć do niego, nieważne jak bardzo miał się dla niego poświęcić. Kiedyś też tak było, chociaż dawny Jayden był już jedynie wspomnieniem podświadomości astronoma. Wyciszonym i zepchniętym na kraniec rozumu. I mimo że tak bardzo te dwie wersje jego osoby się od siebie różniły, i wtedy i teraz Vane nie przywiązywał wagi do tego, by uważać na słowa czy powstrzymywać się przed działaniami, które uważał za słuszne. Zawsze miał w sobie coś ze zbawcy świata i nie można było go przed tym powstrzymać. Bo jeśli nawet zwyczajni czarodzieje bali się bronić swoich wierzeń, to tak naprawdę kto miał mieć siłę, by to zrobić?
Przebywając na uroczystości takiej, jak ta, Jayden czuł się jeszcze bardziej zagubiony niż kiedykolwiek. Kiedyś celebrowałby urwane momenty, ale mając na sercu tak wiele ran, nie umiał się tym cieszyć. Dostrzegając znamiona wojny, która panoszyła się dokoła, nie był w stanie o niej zapomnieć i nie myśleć o jej ofiarach nie tylko fizycznych, ale też i mentalnych. Bo ta walka nie działa się jedynie podczas pojedynków. Wystarczyło dostrzec, że pole walki znajdowało się również i głównie między ludzkimi relacjami. Wszak i on sam padł pod ciosem ukochanej osoby, która była ostatnim człowiekiem, od którego spodziewał się uniesienia ostrza w jego kierunku. Co więc było trwałe i znaczące, skoro bliscy stawali przeciwko sobie? Czy oddawanie się przepychowi w Krainie Jezior nie ukazywali swojego lekceważenia w stosunku do tych spraw? Czy to w ogóle było potrzebne? Czy nie czyniło z nich kogoś, kto znieczulał się na krzywdę? Czy jego towarzyszka zadawała sobie sprawę z jak smutnym człowiekiem przyszło jej właśnie obcować? Uśmiechnął się blado, słysząc jej odpowiedź. Chciał uciec, być jak najdalej od ludzi, a jeden gest grzeczności sprawił, że znajdował się na świeczniku bardziej niż tego pragnął. Wiedział jednak, że własne humory to była jedna część, drugą stanowiło wychowanie, które w odpowiedni sposób przyjął i nie mógł tak po prostu zlekceważyć drobnego gestu bliskości, której postanowiła się podjąć czarownica. - Chyba nie jest pani stąd, prawda? - spytał po dłuższej chwili ciszy, gdy wspólnie przemierzali kolejne dekoracje, zostawiając zgęstniały tłum za plecami. Jayden potrzebował oddechu, nawet jeśli oznaczało to po prostu wydostanie się ze zgromadzonych kobiet i mężczyzn i znalezienie drogi ku jednemu z brzegów jeziora. Jego towarzyszka w każdym momencie mogła zawrócić, lecz tego nie robiła. Pozwalała na to, by jedynie gwiazdy i księżyc szły wraz z nimi. - Jeśli się mylę to proszę wybaczyć, ale pani akcent jest... Wyróżnia się - uzupełnił swoją wypowiedź. Nie rozumiał ludzi, którzy napływali do Wielkiej Brytanii w chwilach wielkiego terroru. Dlaczego to robili? Skąd nachodziła ich motywacja? Przebywając u boku Blanche, miał nikłą szansę na poznanie jej punktu widzenia.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime15.02.20 20:06

Poczucie zaniepokojenia było jej obce. Zwykle pewna siebie, świadoma swojej wartości, brylowała między stolikami Klubu Piórko Feniksa, rzucając zalotne spojrzenia w stronę dzianych i przystojnych mężczyzn. Wzbudzała zawstydzenie wśród innych za pomocą tego eterycznego głosu, niewinnych uśmiechów, zalotnych spojrzeń i paru komplementów; sama jednak nie ulegała tym gierkom, nawet jeśli lubiła w nich tkwić i oczekiwała tego samego od swojego rozmówcy. Nie rumieniła się jak niedojrzała nastolatka podczas tych sensualnych zabaw słowem i gestem; pewnie prowadziła te konwersacje, świadomie w nich uczestniczyła, czasem dla zabawy, czasem z nadzieją na jakieś inne, bardziej satysfakcjonujące ekscesy. Ale nigdy nie padła ofiarą czyichś słówek lub dotyku. Mogła być nimi zafascynowana, aczkolwiek nie należało się spodziewać od niej cnotliwej skromności i chichotu. Po prostu była stanowcza i bezpośrednia, nauczona, jak winna mężczyzn kontrolować i nimi manipulować. Przyzwyczajona do tego, że ta perswazja zawsze okazywała się być niezwykle skuteczną. Przebywając w towarzystwie nowo poznanego Jaydena Vane'a nie była sobą. Czuła otaczającą go smętną aurę, przygnębienie, niepokój i brak pewności siebie. Może i nie miała jakiegoś wyjątkowej intuicji względem ludzi ani żadnej wiedzy z dziedziny psychologii, ale miała to przeczucie. Z pewnością daleki był jej nieszczerym postawom, które opierały się na sztucznych uśmiechach. Niezdolny był chyba do tak zręcznego maskowania swoich uczuć i problemów; lub wręcz przeciwnie, był na tyle beznamiętny, że Blanche przypisała mu całe te depresyjne zobrazowanie. Nie chciała jednak wypytywać go o nic, wszakże uznała to za zupełnie niepotrzebny element tego wieczora. Przyjechała tutaj na recital, nie po to, by zajmować się czyimś cudzym życiem. Mogłaby go wysłuchać, pewnie nawet coś na to poradzić, ale nikt o zdrowych zmysłach nie zwierzałby się przecież ledwie sobie znanej osobie o wątpliwym zaufaniu. Stąd też zachowała dystans i nie decydowała się na żadne ruchy typowe dla jej kokieteryjnej pozy; pozostała neutralną, zupełnie niezainteresowaną (bynajmniej pod względem tych bałamutnych zaczepek) swoim rozmówcą ani pozostawioną w tyle grupą czarodziejów dumających na tematy polityczne.
- W rzeczy samej - przytaknęła, potrząsając głową twierdząco. Zwykle nie zdawała sobie sprawy z obecności swojego francuskiego akcentu; przybierał on na mocy w sytuacjach niestandardowych i stresujących, kiedy to nie była w stanie całkowicie nad sobą zapanować. Być może jednak ucho pana Vane'a okazało się na tyle wprawne, że wyłapało obce elementy w jej mowie. I nawet jeśli towarzysz oczekiwał jej odejścia, wydawało się, że jest to możliwość daleka od prawdy. Nie planowała opuszczać go w najbliższym czasie. - Tu n'as pas tort* - dodała w swoim rodzimym języku. Od dawna nie posługiwała się nim już w żadnej z zaistniałych sytuacji; teraz jednak czuła potrzebę wypowiedzenia tych słów właśnie po francusku, traktując to jako rodzaj nagrody za tę czujność. - Mieszkam tu tyle lat, a wciąż zdaję się mówić jak pierwszy lepszy turysta - odparła zmieszana, poprawiwszy burzę loków. Spojrzała również na zegarek, po czym powiedziała:
- Recital już powinien się zacząć. Może zajmiemy któreś z miejsc?

*Tu n'as pas tort. - Nie mylisz się.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime27.02.20 20:31

Nie winił swojej towarzyszki za to, że nie widziała w nim odpowiedniego człowieka do rozmów. Sam nie chciałby przebywać w swoim otoczeniu. A przynajmniej nie w takowym momencie jego życia, bo nie miał sobą nic do zaoferowania prócz posępnego oblicza o ostrych rysach, które niegdyś rozjaśniał nieustanny uśmiech. To wydawało się być odleglejsze niż nawet rozpoczęcie wojny, chociaż kryło się w niecałych miesiącach, tygodniach wstecz. Gdyby to od niego zależało, zamknąłby się wśród murów znaczącej Wieży Astronomicznej, oddając się obliczeniom oraz pasji, byle tylko zapomnieć o świecie poza granicami obserwatorium, które zarówno stało się jego domem jak i więzieniem. Hogwart nie był już tym samym miejscem co dawniej — nie dla niego przynajmniej. W końcu widząc doskonale znaną sobie, przemykającą po jego korytarzach postać, nie mógł uznawać, że było to odpowiednie. Że było to dobre. Tyle lat siadali ramię w ramię na posiłkach w Wielkiej Sali, a teraz Jayden unikał ich jak ognia, bojąc się tego spotkania. Dawniej byli przyjaciółmi, teraz nie wiedział, jak miał ich nazywać. Tęsknił za nią, chciał widzieć ten ciepły uśmiech, który witał go już tyle czasu dzień w dzień, gdy zaspany wturlał się na śniadanie i pozdrawiał dyrektora oraz pozostałych nauczycieli nieprzytomnym wzrokiem. Aktualnie już tego nie było i nie było szansy na odzyskanie tamtych dni. Należały one do przeszłości podobnie zresztą jak i on sam. Kiedyś spotkanie z przypadkową kobietą wyglądałoby zupełnie inaczej, ale Jayden nie zamierzał się nikomu przypodobać. Nie zamierzał równocześnie nakładać maski, by zadowolić pozostałych gości. Chciał być sam, dlatego nie mamił Blanche kolejnymi trywialnymi żartami czy pustymi słowami. Tych było już powiedzianych zbyt wiele w Krainie Jezior.
- Nie powiedziałbym - odparł, równocześnie zaprzeczając temu, co powiedziała o swoim akcencie oraz języku kobieta. Nie robił tego przez grzeczność i musiała to wyczuć, bo chociaż wyszukał inne dźwięki w jej mowie, nie znajdował błędów. Jego matka dbała, by nie tylko wychowywał się wśród muzyki, lecz równocześnie skupiał się na małych detalach, a takich rzeczy się nie zapominało. - Proszę uprzejmie - powiedział, przystając na propozycję i przepuszczając kobietę przodem, by znalazła dla siebie odpowiednie miejsce między rzędami krzeseł ustawionych w kierunku sceny. To było piękne wydarzenie, jednak Vane nie umiał się nim odpowiednio cieszyć. Nie w sposób, w jaki by tego pragnął. Tęsknota za bliskością miękkiego ciała nie odchodziła, a wspomnienia grudniowej nocy nawiedzały go nawet i w tym miejscu. Bo ile by dał, żeby u jego boku znajdowała się właśnie czarownica pachnąca ziołami oraz w brudnym od ziemi fartuszku? - Czym zajmuje się pani w wolnym czasie? - spytał nagle Flume, nie przejmując się pewną innością oraz odmiennością ów pytania. Chciał przekonać się, co mogło się kryć za jego toczącymi się myślami i nie testował w żaden sposób kobiety obok siebie. Sprawdzał samego siebie, nie zdając sobie z tego do końca sprawy.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Blanche Flume
Blanche Flume

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7923-blanche-adaline-flume#225452 https://www.morsmordre.net/t8235-lettres-d-amour#237698 https://www.morsmordre.net/t7943-sois-mon-bien-aime#226674 https://www.morsmordre.net/f106-fleet-street-47-2 https://www.morsmordre.net/t7944-skrytka-bankowa-nr-1919#226691 https://www.morsmordre.net/t7945-b-flume#226692
Zawód : gra, śpiewa i trochę dramatyzuje
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
jestem kobietą
wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
wolna jak rzeka, nigdy nie poddam się

jestem kobietą
jestem wodą, jestem ogniem,
j a w ą i s n e m

OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime04.04.20 21:42

Wyczuwała tę posępną aurę - w głosie, na skórze i w powietrzu. Zagęszczała otoczenie tego nadętego środowiska, rozrzedzała lekkość zastanej sytuacji. Nie znała przyczyn tego deficytu entuzjazmu, na który ewidentnie cierpiał jej towarzysz, choć w pewnej chwili refleksja ta zaczęła dotyczyć jej osoby. Być może wcale nie miał ochoty wysłuchiwać jakiejś obcej kobiety, grzecznościowo odpowiadać na jej pytania i w ogóle podtrzymywać tejże konwersacji. Doprawdy niesłychane. Taka niechęć ze strony mężczyzn była wyjątkowo rzadka, zwykle podyktowana faktem posiadania żony, partnerki lub nawet kochanki. Poza tymi ewenementami nie znajdywała nigdy odrzucenia - niejako z powodu jej uwodzicielskiej formy, połączonej z niezaprzeczalną urodą; niejako też ze względu na otaczającą ją anielską aurę, która kwestionowała opcję wzgardzenia. Stąd też bezwstydnie prowadziła swoje zawiłe gry zakrawające o grząski grunt flirtu - niekiedy zbyt niestabilny przy nierozbudowanych relacjach z ledwie jej znanymi mężczyznami. Lubowała się w byciu adorowaną, choć bynajmniej nie pragnęła jednostkowości w traktowaniu - nie zależało jej na byciu tą jedyną różą wśród ogrodowych chwastów, mogła stanowić za element składający się na cały bukiet. Najprawdopodobniej nie godziło się to z nieznaną jej moralnością kochania - szacunkiem, wartościowaniem uczucia, postrzeganiem go jako te wyjątkowe; niemniej jednak nie odczuwała presji podporządkowania się konwenansom i temu, co obiektywnie etyczne i prawidłowe. W tej kwestii była cyniczną nimfomanką, dosadną i stanowczą w swych działaniach. W rozmowie z panem Vane nie podjęła się jeszcze żadnych ryzykownych prób; bynajmniej nie zamierzała też robić tego w bliskiej przyszłości. Nie z powodu zwykłej przyzwoitości i obrączki, którą za sprawą światła zdołała dostrzec na palcu; prędzej chodziło w tym wszystkim o tego posępnego ducha i depresyjny ton. Czyżby robiła coś nie tak? A może ten depresyjny humor nijak miał się do jej towarzystwa? Czuła, że być może winna po prostu dać mu spokój. Pozostawić towarzysza na samotną afirmację krajobrazu, muzyki i wszystkiego innego, tylko nie jej. Nie chciała od tego uciekać, a jednak odczuwała drzemiącą wewnątrz potrzebę pozostawienia swego znajomego. Dla niego. Ostatecznie jednak tego nie zrobiła; co najwyżej postawiła sobie konkretne granice. W milczeniu odnalazła odpowiednie miejsce, zajęła je, zerkając ukradkiem na mężczyznę. Nie spodziewała się ujrzeć entuzjazmu ani zachwytu, co najwyżej beznamiętność. Pytanie ją zaskoczyło; właściwie to nie wiedziała nawet jak winna na nie odpowiedzieć. W wolnym czasie chodziła na schadzki, piła wino, biorąc przy tym długie kąpiele, ewentualnie jeszcze próbowała poszerzać swą wiedzę na temat wróżbiarstwa. Nic wzniosłego, nic chlubnego, nic odpowiedniego - tak właśnie prezentowały się te jej zainteresowania. Czy chciała o nich mówić? Nie sądziła, by miała czym się przed nim chwalić.
- Właściwie to samo, co w pracy. Ćwiczę wokal i grę na pianinie - odrzekła w końcu, spojrzenie koncentrując na muzycznym wydarzeniu. Właśnie się rozpoczęło.




nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyle co pra­wie nic
naj­wy­żej wio­sen­ną zie­leń
i po­god­ne dni
naj­wy­żej uśmiech na twa­rzy
i dłoń w po­trze­bie
nie obie­cu­ję ci wie­le
bo tyl­ko po pro­stu sie­bie.

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Kraina Jezior - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Kraina Jezior [odnośnikKraina Jezior - Page 7 I_icon_minitime12.04.20 18:23

Nie dostrzegał jej urody. Nieważne co by robiła, wciąż pozostałby na nią całkowicie obojętny i pusty. Kiedyś doceniał najmniejszy element piękna, umiejąc wyłuskać je z czegoś, co pozornie dla wszystkich innych było niczym więcej nad szkaradą. Nie patrzył na to w ten sposób. Lecz kiedyś było inaczej. Kiedyś był inny, a jego serce biło jako część większego systemu wszechświata, przelewając międzyplanetarny pył w żyłach czarodzieja. Kiedyś wrażliwość profesora pozwalała na zachwyt oraz drżenie warg w grymasie uśmiechu. Kiedyś to, co nieznaczące, było wielkie. To było jednak kiedyś... Teraz to, co czuło, zobojętniało i uodporniło się na wszelkie piękno, które w oczach estety wyszarzało, zlewając się z otoczeniem. Nie było w tym cudowności ani życia — była jedynie dwuwymiarowa nicość. Egzystencja zamiast walki, hibernacja zamiast oddechu. Jak w momentach odizolowania się od uczuć, gdy starał się opanować najistotniejszą podstawę oklumencji oraz panowanie nad własnym umysłem. Wtedy również wszystko stawało się niczym, a nic wszystkim. Niektórzy uważali to za gest godny podziwu — osiągnięcie ów pułapu i zdanie sobie sprawy z tej prostej zasady równowagi, która na papierze wydawała się banalna w swej teorii. Lecz dopiero zaznając całkowitej rozpaczy, ciemności oraz krzywdy, Jayden był w stanie osiągnąć ów perfekcję. Wypruwanie się z emocji dla jednych stanowiło oczywistość, inni całe dekady nie zbliżali się do niej, nie mogąc odstawić budujących człowieka uczuć na bok. Kiedyś Vane'owi zdawało się, że wystarczyła silna wola, by osiągnąć to, czego się pragnęło. Jak w każdej płaszczyźnie, życie i czas udowadniały mu, jak bardzo był w tej kwestii naiwny. Udało mu się, zdobył cenną umiejętność zamykania umysłu przed innymi czarodziejami, lecz cena, którą musiał zapłacić, była wielka. Astronom pozostawał ślepy na wszystko, co nie było nią. Co nie było snującą się postacią, po której pozostawał cudowny zapach unoszący się w pokoju i przypominający o świeżości ziemi, lecz również i bólu. Ludzie dokoła niego byli jak duchy, zlewali się w całość, a on wałęsał się między nimi, czując dotykającą go coraz mocniej transparencję. Znikał, odżywając tylko, gdy zdawało mu się, że w pobliżu znajdowało się coś, co przypominało mu o tej ukochanej figurze. Podrywał się wtedy z bijącym sercem, przeszukując wzrokiem okolicę i chociaż miało się to równać z otwarciem niezagojonych ran, ignorował to. Bo ona dawała mu życie i równocześnie krzywdziła, a on nie umiał bez niej funkcjonować. Znów łączyli w sobie dwa przeciwieństwa, które stawały się oczywistością i namacalną realnością.
Nie. Nie przeszkadzało mu towarzystwo Blanche. Po prostu pozostawała kolejnym cieniem na jego drodze. Musiała się pomylić, bo na palcu profesora nie widniała obrączka ani żaden inny pierścień. Nie był żonaty i chociaż miało się to wydarzyć w niedalekiej przyszłości, podczas ponurych dni lutego nikt nie mógł tego przewidzieć ani się tego domyślić. Na razie zamknięte dni przed nimi pozostawały zasnute za gęstą mgłą nieświadomości i to przeszłość wraz z przejmującym smutkiem opanowywały teraźniejszość. Siadając przy kobiecym boku, milczał. Milczał, wiedząc, że słowa jego towarzyszki oraz muzyka osnuwały go, lecz tak naprawdę ich nie słyszał. Zupełnie jak przepływały przez niego i szybko znikały, wsiąkając w ziemię. Nie chciał tego. Nie chciał być taki, ale nie potrafił tego zmienić. Nie potrafił. Nawet niebo nie cieszyło go tak jak kiedyś, a gwiazdy uparcie milczały, wystawiając swego przyjaciela na próbę. To bolało... Wszystko w nim cierpiało... Zanim wystąpienie się zakończyło, niepostrzeżenie ulotnił się spoza grona słuchaczy, zlewając się z ciemnością kumbryjskiego nieba i zostawiając Krainę Jezior za sobą.

|zt




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
 

Kraina Jezior

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kumbria, Carlisle-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21