Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Muzeum Harpii, Walia
AutorWiadomość
Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]08.04.16 21:46

Muzeum Harpii

★★
Muzeum walijskiej drużyny Quidditcha, założonej w 1203 roku. Kobiety, wchodzące w skład jedynej w pełni żeńskiej drużyny, zbierały każdą pamiątkę, aby ściągnąć tu swoich fanów. Może tu obejrzeć legendarne znicze czy połamane na treningach miotły. Nie mogło też zabraknąć strojów drużyny aż od początków jej istnienia oraz zdjęć wszystkich trenerów. Podobno w nocy harpie strzegą terytorium muzeum, ale to zapewne plotki zazdrosnych Os. Zainteresowanie przede wszystkim przyciąga zdjęcie zaręczyn kapitana Sokołów, Rudolfa Branda oraz kapitan Harpii, Gwendolyn Morgan. Fani drużyny mówią, że to była najpiękniejsza scena po meczu, który trwał aż siedem dni. Co roku składane są przed muzeum kwiaty upamiętniające to wydarzenie. Oprócz eksponatów znajduje się tu także sklepik z bibelotami. Można kupić sztuczne pazury harpii, szaliki, flagi, książki biograficzne, czasami odbywają się tu licytacje autografów. Ceny jednak znacznie przewyższają standardowe, ale czegóż nie robi się dla swojej pasji?


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:27, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Muzeum Harpii, Walia Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]09.01.19 3:07

13 IX 1956


Trzynaście kichnięć nie było wystarczającym ostrzeżeniem, oczywiście, że nie. Nigdy nie jest. Powoli przemierza wiekowe sale, obserwując ewolucje zniczy na przestrzeni mijających lat oraz historie związane z ich pochwyceniem. Trochę drży, choć jest skłonna obwinić uchylone okno za odczuwany chłód, nie zaś własne wewnętrzne wypalenie. Palce wbijające się w przedramiona są innego zdania, podobnie jak z lekka zaczerwieniony nos, którego koloryt towarzyszył jej od samej chwili przebudzenia wraz z opuchniętymi powiekami oraz drapiącym gardłem. Może ostatnio przekroczyła niewidzialną linię między prywatnym treningiem a niepotrzebnym forsowaniem się, co poskutkowało spadkiem odporności. Może to lodowa pustynia osiadła na dnie duszy, po raz kolejny o sobie przypominała, nie zezwalając by żaden ciepły płaszcz założony oraz szalik, w którym niemalże topiła się dolna część twarzy, przyniósł sobą tę jakże niezbędną ulgę. A może to po prostu ten nieszczęsny piątek trzynastego dawał o sobie znać, choć gdyby tak wszelkie znane światu złe omeny, postanowiły obrać rzeczywistą formę i krokiem defiladowym przetoczyłyby się tuż obok niej, w odległości wystarczającej, by móc sięgnąć po nie dłonią — najpewniej wtedy wzrokiem akurat mierzyłaby niebo, zastanawiając się, czy jest ono wystarczająco czyste, by móc je przemierzać bez obaw o potencjalne uszkodzenia spowodowane złą pogodą. Niemniej trzynaście kichnięć zostało zapomnianych, tak jak zostały zapomniane pogryzione skarpetki przez niechcianego — ale chcianego bardzo przez Susanne — współlokatora, jak zapomniana została rozlana kawa z mlekiem na ciemne panele sypialni, jak zostało zapomniane otępienie w członkach i drapiące gardło. Wszystko ograniczało się w tym momencie do cichych skrzypnięć podłogi, do gry świateł na plakietkach odsłaniających treść, gdy tylko spojrzenie wystarczająco długo nań padło. Nie spieszyła się, była przed czasem i kustosz muzeum osobiście zachęcał ją, by przyjrzała się wszystkim eksponatom, które być może wzbogaci o własną kolekcję. Romy była dosyć co do tego sceptyczna, ale była też przeziębiona, tak też nie ujawniła swego podejścia poczciwemu mężczyźnie, zachowując ten przedziwny pesymizm sobie samej. Zresztą, ten piątek trzynastego nie zdołał przestraszyć wszystkich, gdyż mogła dostrzec kilka osób goszczących w budynku, z zainteresowaniem omawiających jakiś szczegół, błogo nieświadomi, że oto członkini ich ulubionej drużyny przechadza się tuż obok nich. Ale to dobrze, bo Romy nie lubiła spojrzeń na sobie, nie lubiła też mediów, a do fanów własnych była jeszcze bardziej sceptyczna, niż do wyżej wspomnianego kustosza. Tak też korzystała z chwili spokoju, przeszukując kieszenie płaszcza w poszukiwaniu chusteczki, a gdy tej nie znalazła, postanowiła przetransmutować apaszkę trzymaną w niewielkiej torebce, chcąc ulżyć zapchanemu nosowi. Tego, czego się jednak nie spodziewała, było kichnięcie w trakcie rzucania zaklęcia. Tego, czego w ogóle nie przewidziała, było przypadkowe stworzenie potwora. Tego, czego w ogóle wolała nie rejestrować, był odgłos tłuczonej szyby w niemalże całkowicie opustoszałej sali. Ach, no cóż.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]12.01.19 21:53
Kiedy trzynastego dnia miesiąca o godzinie trzynastej trzynaście (sekund, zapewne, trzynaście, choć różdżki chyba nie dałby sobie za to odebrać) rozpakowujesz szeleszczące opakowanie, a potem odgryzasz żabie kawałek głowy, jednocześnie ze zblazowanym wzorkiem odwracając kartę (ostatnio szczęście go opuściło, zgarnął jakąś nędzną Babę Jagę) - i w ramach tej karty widzisz j ą, puszczającą Ci oczko, zanim na miotle śmignęła gdzieś w daleko... wiedz, że coś się dzieje.
Albo coś się stanie - nie może być tak, żeby bilans karmy we wszechświecie się nie zgadzał; skoro w końcu doczekał się szafirowej Leopoldiny Smethwyck, to limit szczęścia przysługującego mu na ten dzień zdecydowanie już wyczerpał.
Załatwiał w pobliżu kilka spraw zawodowych; tak właściwie Leopoldina, która pojawiła się jeszcze na chwilę, pytając go, czy cały dzień tak zamierza jej wypatrywać, podpowiedziała mu, że skoro jest fanem Harpii i pofatygował się już do Walii, to mógłby przynajmniej wysilić się jeszcze trochę i wstąpić do Muzeum.
Nigdy wcześniej o tym miejscu nie słyszał - raczej nie spodziewał się w środku szokujących atrakcji, dlatego też najpierw skierował swoje kroki do sklepiku i nabył nakładane na palce lewej dłoni, idealnie się do nich dopasowujące, szpony harpii. Z którymi nie będzie miał później co zrobić, ale to już melodia przyszłości, po co rozważać o takich rzeczach zawczasu.
W leniwym tempie przemierzał sale, z umiarkowaną ciekawością zagłębiając się w zbyt obszerne opisy ewolucji oraz ckliwe epopeje o złamanych miotłach. Nie był aż takim quidditchowym świrem, żeby miało to dla niego jakieś większe znaczenie.
Nagle usłyszał dźwięk, który nijak nie zgrywał się z harmonijną ciszą, jedynie czasem przerywaną szmerem przyciszonych rozmów. Dźwięk dobiegający z sali obok.
Wiedziony impulsem ruszył w stronę jego źródła - lecz to, co zastał w pomieszczeniu... cóż, był to dość osobliwy widok.
Komiczny tryptyk. Filigranowa, czarnowłosa czarownica; wylatująca w powietrze - wraz z zapewne cenną zawartością - szklana gablota. I atakująca relikty historii Quidditcha żaba. Wielgaśna czekoladowa żaba.
- Ożeż w mordę Melina - wyszeptał, jednocześnie szybko kalkulując - przecież taka żaba nie może się zmarnować! Trzeba ją jak najszybciej zatrzymać, zanim... znajdzie drogę ucieczki; najpewniej w końcu zorientuje się, że jedyne wyjście z tego pomieszczenia to drzwi, we framudze których stał jeszcze niestratowany Rory.
Różdżka sama wskoczyła do jego dłoni.
- Arresto Momentum!


kołyszę się na nitce nieokreślonych pragnień, palce zaczepiam o rozszczepione na liściu słońce, chwytam umykający wszechświat

Rory Prewett
Zawód : botanik
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
and meet me there,
with bundles of flowers
we'll wait through
the hours of cold
OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6716-roratio-prewett https://www.morsmordre.net/t6753-listy-z-nieba-rory https://www.morsmordre.net/t6769-plants-can-read-your-mind https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t6751-skrytka-bankowa-nr-1686#176204 https://www.morsmordre.net/t6754-r-g-prewett#176213
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]12.01.19 21:53
The member 'Rory Prewett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 44

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Muzeum Harpii, Walia HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Muzeum Harpii, Walia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]08.02.19 0:16
Wydaje jej się, że gdzieś już to widziała. Ta myśl pojawia się niczym iskra, łuna światła w zamroczonym umyśle i niczym monumentalna latarnia morska, swym blaskiem zezwala wynurzyć się z oparów ciemności oraz nieznanych wód nieświadomości, skierować się na stały ląd świata codziennego. Mruga więc powoli, raz, potem drugi, unosząc woal smolistych rzęs i patrząc na otoczenie z niezrozumieniem opatrzonym znacznym pociągnięciem nosa. Siedzi na zakurzonych deskach, podpierając się zaczerwienionymi oraz otartymi od upadku dłońmi, z granatowym beretem leżącym obok prawej ręki, który musiał się zsunąć z krótkich, brązowych kosmyków, gdy trzewiki o zaokrąglonych czubach traciły pod sobą grunt. Piecze ją policzek, więc muska go ostrożnie palcami tylko po to, by na opuszkach mogła ujrzeć plamy krwi. Odłamki oraz okruchy szkła na wzór migotliwych gwiazd rozsiane są po ciemnych panelach i patrząc na co większe fragmenty, zaczyna powoli doceniać pojedyncze, stosunkowo niewielkie skaleczenie. Wreszcie swoją uwagę kieruje w miejsce, gdzie dotychczasowe oszołomienie ustąpiło poczuciu déjà vu, przejmującemu zaintrygowaniem dosyć filigranowe ciało. Bo wydaje jej się, że gdzieś to widziała. Tu, pośród elementów strzaskanych szyb mających chronić cenne eksponaty, resztek mioteł graczek sprzed lat smętnie zwisających ze swych podestów, obserwuje jak sporej wielkości czekoladowa żaba wydająca z ciebie gardłowe dźwięki, wspina się na kolejną szklaną wystawę i tylko łut szczęścia chroni kafla, którym Ria Weasley pobiła swój rekord tym samym doprowadzając drużynę do zwycięstwa, przed uderzeniem nieskoordynowanych łap. Ach. Teraz pamięta. Widziała kiedyś film, film dosyć straszny i nie tak znowu niemożliwy, jeśli żyło się pośród magii — film o ogromnym gorylu, który siał zniszczenie w mieście oraz wspinał się na wieżowce, trzymając drobniutką blondynkę w masywnym łapsku. I chociaż zaczarowanemu łakociowi brakuje wiele do zaszczytnego miana King Konga, począwszy od braku owłosienia po nieobecność delikatnej blondynki, tak niszczenie zdają się mieć na podobnym poziomie. Romy wzdycha trochę i wciąż smarcząc, próbuje się podnieść na tyle sprawnie, żeby nie poranić się bardziej. Co prawda do wszelkich uszkodzeń powinna być w miarę przyzwyczajona, niemniej nie była osobą wypaczoną, by miała znowu z bólu przyjemność czerpać i narażać się nań bez przerwy. Otrzepując ciemną szatę, widzi, jak jakaś sylwetka majaczy w drzwiach i myśli, że chyba właśnie wpadła w tarapaty, bo przecież obecność poniszczonych przedmiotów i szalejącej bestii można było łatwo połączyć z jej skromną osobą, ale w sumie potem przypomina sobie o tych wszystkich anomaliach, które pojawiają się przypadkiem i to nawet bez użycia magii — którego swoją drogą dokonała, ale w dobrej wierze i trosce o zapchany nos — tak też łatwo mogłaby zrzucić na nie winę. Ale mężczyzna, a raczej bardziej młodzieniec wydaje się mieć tyle wspólnego z obecnym zarządem, co Romy z rozprawami Wizengamotu, więc nieco się rozluźnia. Choć nie bardzo jest to widoczne na obojętnej twarzy, którą można podciągnąć prędzej pod pogardę, niźli obawę. Czarodziej najwyraźniej chce zadziałać, powstrzymać potworę przed wydostaniem się z pomierzenia i sianiem dalszego zamętu, jednak jego zaklęcie nie jest wystarczające. Dziewczyna aż unosi brew, może nie dlatego, że jest rozczarowana brakiem prędkiego odzewu — który w zasadzie powinien iść pierwszy od niej, dziękuję hipokryzjo za przypomnienie — oraz rozprawieniem się z czekoladą, a bardziej z doborem zaklęcia. Petrificus chyba byłby lepszy. Jednak ona tak się zastanawia, a tu kolejny trzask przecina powietrze i coś spada, chociaż Mallard nie jest w stanie dostrzec co. Najpewniej plakietka informacyjna, bo kolejne połacie szkła nie ścielą podłogi. Przeciera gardło i chce się wycofać, opuścić z cichym pogwizdywaniem salę, ale nie może, bo rudzielec wciąż stoi w drzwiach, uniemożliwiając i jej ucieczkę. Niech to druzgotki porwą, a św. Franciszek głową smutno pokręci! Romy nie jest typem, lubującym brać odpowiedzialność za własne czyny, jednak wytykania palcami i kierowania na siebie uwagi też nie lubi, tak też łapie za leżącą nieopodal różdżkę, nieco niepewnie zaciska zaraz szczupłe palce wokół drewna.
Reparifarge — stara się brzmieć wyraźnie, lecz dłoń jej lekko drży, a kolejne kichnięcie się zbiera. W dodatku boi się, że czar będzie kaprysić i anomalia może sprowadzić coś znacznie gorszego, niż agresywne słodycze.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]08.02.19 0:16
The member 'Romy Mallard' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 29

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Muzeum Harpii, Walia HZIHMKB
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Muzeum Harpii, Walia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]12.07.19 18:12
17 grudnia
Nie filozofować za dużo. Nie zastanawiać się na zapas. Ostatecznie ze zmartwień nie przychodzi nic dobrego, to tylko niepotrzebna strata energii, której wydaje mi się, że nie mam. Nigdy tak dużej jak w chwilach, w których pojawia się złość. Ale dzisiejszy dzień od początku jest spokojny, wręcz leniwy, dziś złość jest tak daleko, jakby nie było jej wcale, a ja płynę z prądem beztroski, pozwalając się ponieść rozmowom o quidditchu i nadchodzących rozgrywkach. Z szalikiem w barwach Harpii owniniętym wokół chudej szyi, cudownie ciepłym i miłym w dotyku, w otrzepanych ze śniegu szatach (ostatnie płatki zdążyły już dawno zamienić się w wodę, a później wyschnąć), otoczona gwarem znajomych głosów od godziny chodzę od gabloty do gabloty, patrząc na siedemset pięćdziesiąt parę lat historii. Jej wycinka, tego całkowicie poświęconego Harpiom z Holyhead. Ewolucja szat sportowych na przestrzeni wieków, zmiany w miotłach, egzemplarze których, pochodzące ze szczególnie pamiętnych meczy, opatrzone są tabliczkami z opisem, portrety i zdjęcia osób, które zapisały się na kartach opiewających historię quidditcha. Wspomnienie wychylonych kufli kremowego piwa jeszcze rozgrzewa, na ustach błąka się uśmiech, obecny nawet z perspektywą długiej drogi powrotnej - daleko, daleko stąd do Londynu, to już nie kilka minut poświęconych na teleportację, ale praktycznie wyprawa. Błędny Rycerz, jeden z kursujących o określonych porach, oficjalnych świstoklików, kilkanaście minut spaceru w śnieżycy. Lżejsza sakiewka - prawie pusta - domaga się uwagi, ale spycham tą myśl tam gdzie inne, w jakiś zapomniany, zakurzony kąt pamięci, pod zbiorczą nazwą o tym też pomyślę później. O czujności zapomnieć trudniej, więc wyławiam spojrzeniem powód nagłego poruszenia i zmiany w natężeniu głósów, jeszcze zanim zastanowię się, co też sprowadza tu prawdziwą, grającą w głównym składzie Harpię. Raczej nie warta w muzeum, choć pogłoska ma w sobie odrobinę wdzięku, idealnie na ładną opowiastkę przy kremowym piwie, albo i czymś mocniejszym. Temat schodzi na autografy, trwa dobrą minutę, taką akurat na trochę wzdychania i zastanawiania się, czy wypada podejść, ale wtedy jestem już kilka kroków dalej. Zatrzymuje mnie uścisk dłoni na nadgarstku, odwracam się do kolegi - chyba nie podziela mojego przekonania, że życie jest zbyt krótkie na taką ilość wątpliwości - i już po chwili idę dalej, niezrażona możliwą kompromitacją.
- Panno McKinnon - odzywam się tak, by miała szansę mnie usłyszeć, jeszcze zanim wyraźnie zmniejszę dystans, celowo odzierając się tym samym z jakiegokolwiek elementu zaskoczenia - czy zgodzi się pani poświęcić mi chwilę czasu?
Furtka na spieszę się, jestem zajęta, mam na głowie coś ważniejszego, czyli właściwie posłanie do wszystkich psidwaków, wcale nie tak nieprawdopodobny obrót sytuacji, nawet jeśli nie podchodzę do zupełnie obcej osoby. Niewiele wiem o Jamie, tyle, że była kapitanem drużyny, już na ostatnim, siódmym roku, kiedy zaczęłam naukę. Pamiętam ją na miotle, pamiętam też z opowieści ojca, który pracował z jej ojcem przy kilku sprawach. Poza szkołą spotkałam ledwie kilka razy, ale kontynuuję:
- Jennifer Leach, o ile nie sprawi to problemu, to chciałabym poprosić panią o autografy, dla siebie i przyjaciół.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Muzeum Harpii, Walia VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]13.07.19 2:49
Lubiła bywać w muzeum Harpii. To miejsce zawsze przywoływało dobre wspomnienia lat, kiedy zabierała ją tu ciotka, również Harpia. Mogła wtedy pooglądać zgromadzone tu pamiątki; stare szaty, miotły, gazety z opisami triumfów drużyny, ale także trofea, gadżety fanowskie, portrety dawnych zawodniczek, a ze stosunkowo nowszych lat ruchome fotografie, na których uwieczniano składy w poszczególnych sezonach. Ciotka Davina z dumą pokazywała jej swoje zdjęcia oraz inne świadectwa swoich dawnych dokonań w barwach Harpii, oddziałując mocno na jej wyobraźnię.
Gdy dołączyła do drużyny, powodów dla których odwiedzała to miejsce, pojawiło się więcej. Choć nie próbowała usilnie pozować na wielką gwiazdę i wciąż cechowała się swego rodzaju skromnością i pokorą, lubiła spotykać się z kibicami. Nie zawsze podczas jakichś oficjalnych okazji, a jak przystało na przysłowiową dziewczynę z sąsiedztwa potrafiła się tu zjawić spontanicznie, by porozmawiać o rozgrywkach, treningach, dać kilka autografów lub podpisać się na odwrocie ruchomego zdjęcia przedstawiającego aktualny skład Harpii.
To było na swój sposób zdumiewające, ale i pokrzepiające, że nawet w tych trudnych czasach wciąż byli ludzie, którzy odwiedzali to miejsce i oczekiwali na nadchodzący mecz. Zupełnie jakby świat się nie walił; myśląc o swoich pasjach pewnie mogli na chwilę o tym zapomnieć, ona też. Myśląc o nadchodzącym meczu, który trzeba będzie zagrać w tak paskudnych warunkach, próbowała nie myśleć o sprawach większej wagi, przynajmniej chwilowo.
Kiedy po dzisiejszym treningu doprowadziła się do porządku i zdążyła w miarę odmarznąć, to udała się właśnie do muzeum, by zajrzeć tam przed powrotem do domu. Tak o, by sprawdzić, czy przed nadchodzącym już za trzy dni meczem ktoś tu był. Obecni tu kibice zainteresowali się nią szybko, bo pojawiła się w swojej własnej postaci, tej, pod którą była znana z boiska. Wysoka sylwetka zwieńczona krótkimi, postrzępionymi czarnymi włosami przyciągała wzrok, kibice dopytują o nadchodzący mecz z Osami, drużyną dla której parę lat temu grała. Podpisała się na kilku podsuniętych skrawkach pergaminu, a wtedy obok siebie usłyszała kolejny głos, młody i dziewczęcy. Odwróciła się w tamtą stronę, dostrzegając młodą dziewczynę, która wyglądała, jakby w tym roku ukończyła Hogwart.
- Jasne – powiedziała, uśmiechając się lekko. Zawsze miała szczególnie dużo entuzjazmu wobec młodych dziewcząt, lubiła być inspiracją dla tych spośród nich, które także marzyły o karierze zawodniczek, lub czymkolwiek wyłamującym się poza schemat kury domowej.
Nazwisko Leach było jej znajome, choć dość mgliście. Kojarzyła że ojciec kilka razy wspominał o koledze z pracy noszącym to nazwisko, który zginął w ubiegłym roku podczas akcji. Mgliście kojarzyła że pan Leach miał córkę, ale nie była pewna, czy miała ona na imię Jennifer, czy może inaczej.
- I nie ma problemu. Powiedz tylko, na czym mam się podpisać i dla kogo będą autografy – rzekła, mile połechtana tym, że kilka młodych osób chciało zdobyć jej podpis. – Kibicujesz Harpiom, tak? – spytała, uśmiechając się na widok szalika. Sama miała na sobie podobny, obecnie rozwiązany i zwisający luźno po obu stronach szyi, bo w pomieszczeniu było ciepło i nie musiała być nim owinięta.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]07.09.19 23:37
Nie oczekuję rozpoznania, ale brak negatywnej reakcji na brzmienie mugolskiego nazwiska - mogłam je przemilczeć - nastraja mnie do stojącej naprzeciw kobiety odrobinę pozytywniej, w naturalnym odruchu odwzajemniam uśmiech i jednocześnie macham znajomym że można podejsć, jest bezpiecznie, widzą przecież, że nie zostałam zjedzona, w mgnieniu oka spopielona żywym ogniem, ani nawet odprawiona z kwitkiem, czyli wszystko dobrze, nie ma się czego bać. Szczerzę się już całkiem wesoło, zauważając spojrzenie na dłużej osiadające na szaliku - jeszcze kilka wygranych zakładów, i Harpie z Holyhead faktycznie mają sporą szansę zaskarbienia sobie mojej uwagi na wyłączność, do wypowiedzi Jamie dodaję więc niemal natychmiast: - i jeszcze obstawiam wyniki.
Hazard to coś, co postrzegam w charakterze nieszkodliwej rozrywki, dopóki nie pochłania większych sum pieniędzy nawet się nad nim nie zastanawiam - próby mieszania go z jasnowidzeniem, jako z góry skazane na niepowodzenie, porzuciłam po kilku pierwszych porażkach, wróżenie i niejasne, podsuwane przez karty odpowiedzi uwzględniam w ocenie głównie z przyzwyczajenia, jako równie prawdopodobne źródło wiedzy, co moje mikre zdolności oceny rzeczywistych uzdolnień graczy. Niewystarczające w żadnym wypadku, złudnie podnoszące na duchu w obliczu przypadkowego szeregu zmiennych.
- Mam dobre przeczucia co do nadchodzącego meczu - stwierdzam, nie rozmijając się tak bardzo z prawdą, bo też jedna z kart wskazała mi wczoraj możliwy zysk. Uda się lub nie, traktuję to z pewnym przymróżeniem oka. Podsuwam sympatycznej Harpii wyciągnięte z kieszeni zdjęcie drużyny i gęsie, trochę sfatygowanie, ale wciąż zdatne do użytku pióro, po którym widać pewną beztroskę w sposobie przechowywania (przepastne kieszenie, dla mnie najważniejszy element szat, wybitnie nie sprzyjają delikatnym przedmiotom), z kolei kałamarza z czarnym jak smoła tuszem użycza już Robert Hopkirk, czyli kolega, który wcześniej przejawiał pewne niewielkie obawy co do pozyskiwania autografów. Patrzę na pannę McKinnon i w duchu odnotowuję, że właściwie początkowy pomysł odsprzedania fotografii poszedł precz, pomimo niewielkiego przywiązania do dobytku zamierzam ten drobiazg zachować. Co może bardziej kojarzyć się z beztroską, jeśli nie Quidditch? Stała na horyzoncie, nie przerwano rozgrywek z powodu anomalii, więc wątpliwe, by przerwała je nawet wojna. Pospiesznie wyrzucam z głowy myśl o tym, ile z utrwalonych na zdjęciu zawodniczek dożyje następnego roku lub dwóch, wyłapuję ją, zanim skutecznie zapuści korzenie. Jeden dzień bez spoglądania na świat w ciemnych barwach nie wydaje się jakoś szczególnie nieosiągalny.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Muzeum Harpii, Walia VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]08.09.19 0:47
Jamie nigdy nie była uprzedzona do mugoli ani mugolaków, nazwisko zresztą nie skojarzyło jej się jednoznacznie mugolsko, wiedziała przecież że jej ojciec miał kolegę po fachu noszącego to miano. Było przecież wielu czarodziejów i różne nazwiska, oprócz tych od wieków czarodziejskich zapewne regularnie napływały i nowe, bo w każdym pokoleniu do społeczności dołączali jacyś mugolacy. Dla Jamie pochodzenie nie miało większego znaczenia, nigdy nie uczono jej oceniać ludzi przez pryzmat tak niedorzecznego kryterium. Każdy krwawi tak samo, jak powtarzał jej ojciec.
Wobec fanów była otwarta i życzliwa, może poza tymi zbyt nachalnymi, którzy próbowali się do niej przystawiać. Na szczęście potrafiła się przed takimi bronić. Jej ulubionymi fanami pozostawały jednak kobiety, zwłaszcza te młode. Babska solidarność była w niej silna, poza tym lubiła inspirować inne dziewczęta do sięgania po marzenia. Harpie z Holyhead od wieków przeczyły temu, że quidditch jest męskim sportem, czarownice również mogły dobrze się w nim spisywać i niejednokrotnie bić facetów na głowę.
- Więc obstawiasz, że wygramy? – zapytała z uśmiechem. Nie było w tym nic złego, wielu czarodziejów obstawiało, która drużyna wygra, zwłaszcza tuż przed meczami. Dla młodych zapewne była to niezła rozrywka. Ona sama w młodszym wieku też kilka razy zakładała się z kimś o jakieś drobne sumy lub o słodycze, bardziej dla zabawy, choć oczywiście kibicowaniu Harpiom zawsze była oddana. I skrycie kibicowała im nawet wtedy, gdy grała dla Os, zawieszając to tylko na czas meczów, w których jako Osa stawała naprzeciw nich. Wtedy oczywiście kibicowała swoim, głodna sukcesów i marząca o tym, by kiedyś założyć na siebie szatę w barwach Harpii. To pragnienie w końcu się spełniło, i za kilka dni miała zmierzyć się z Osami jako Harpia, zawalczyć przeciwko swoim byłym kompanom z drużyny, choć od tamtego czasu skład częściowo się zmienił.
- Solidnie trenowałyśmy, bez względu na tę fatalną pogodę, więc myślę że mamy duże szanse na zwycięstwo. – Choć oczywiście wszystko mogło się zdarzyć, burza raczej nie zniknie w ciągu paru dni, a więc oprócz przeciwników, tłuczków i tak dalej czekało je jeszcze zmierzenie się z pogodą. Trudne wyzwanie, ale musiały dać radę, były przecież silne i uparte. Nie były byle kwokami, a dumnymi Harpiami. – Gramy z Osami z Wimbourne. Moja była drużyna – dodała jeszcze, uśmiechając się w zamyśleniu. Przenosiny do innych składów nie były jednak rzadkością, a jeśli panna Leach interesowała się rozgrywkami Harpii, ten fakt mógł być jej znany.
Podpisała się piórem na podsuniętym jej zdjęciu, nieco zamaszyście zapisując swoje imię i nazwisko. Jej charakter pisma nie był najpiękniejszy, nigdy nie przykładała większej wagi do tego, jak pisze, ale grunt że dało się odczytać.
- Proszę bardzo – powiedziała, oddając fotografię z powrotem młodej dziewczynie. Nie był to pierwszy raz kiedy składała komuś podpis, a naprawdę sławni zawodnicy byli zaczepiani o autografy dosłownie wszędzie, nawet podczas zakupów na Pokątnej. Jej jeszcze to nie dotyczyło, poza tym zawsze mogła skorzystać z metamorfomagii. Dziś jednak znajdowała się w muzeum Harpii, a każdy, kto w ciągu ostatnich paru lat obejrzał choć jeden ich mecz, mógł w niej rozpoznać jedną ze ścigających, wyróżniającą się wysokim jak na kobietę wzrostem i wyjątkowo niesforną fryzurą.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]16.02.20 17:30
- Niech to mówi samo za siebie, bo mówi lepiej ode mnie - unoszę koniec szalika w barwach drużyny, wesoła, uśmiechnięta i z lekkością na duszy, za którą w następnych miesiącach wielokrotnie zdążę zatęsknić. Zapamiętuję chwilę beztroski, której Jamie jest obecnie dość istotną częścią. Nie spodziewam się, żebym miała ją w przyszłości spotkać, na pewno nie rozmawiając w spokojniejszych okolicznościach, i chyba uważam, że nie potraktuje tego poważnie, ale i tak pytam:
- Wierzy pani we wróżby?
Układam fotografię w jednej z kieszeni, odsuwam się o krok, ustępując znajomym, od których i tak pewnie zdystansuję się, gdy sytuacja polityczna zrobi się mniej sprzyjająca. Jak robiłam wcześniej, kiedy sam fakt, że mogliby być widziani z mugolaczką, mógł być dla nich szkodliwy. Talię zmęczonych życiem kart mam już w rękach, nie rozstaję się z nią, przeszły wiele.
- Nie zaskoczy mnie, jeżeli nie, ale może namówię na zajrzenie w przyszłość, jeśli nie dziś, to kiedyś. Od pani nie wezmę ani knuta, a może przepowiem dobry los - lekkość w głosie sugeruje, że naprawdę dopuszczam możliwość, że w przyszłości kryje się coś dobrego, a nie same nieszczęścia, co musi być zasługą chwili. Wyłamuje się to przecież z codziennego czarnowidztwa.
Łowię wzrokiem powątpiewające spojrzenie kolegi, i kiwam głową, że spokojnie, wiem co robię, najwyżej pogoni mnie, a nie ich.
Nie wszyscy wierzą, większość bagatelizuje, inni zbyt twardo stąpają po ziemi, ale ciekawa jestem, jak podchodzi do tego ta konkretna Harpia. Na tyle, żeby zaryzykować zerknięcie w tarot. Czasu na pełną wróżbę zapewne jej nie ukradnę, ale jedna, może nawet trzy karty, uchylające rąbka tajemnicy?
Ma pełne prawo uznać mnie za naciągaczkę i oszustkę. Czy będę chwalić się, że wróżyłam uznanej graczce, traktując to jako środek do poprawienia sobie wątpliwej renomy, zdobycia większego rozgłosu? Nie. Ale gdyby podejrzewała właśnie coś takiego, zupełnie by mnie tym nie zaskoczyła. Przyglądam jej się, i zastanawiam się, co odpowie. Zgodzi się, nie zgodzi? Uzna, że to bzdura, czy jednak wręcz przeciwnie?



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Muzeum Harpii, Walia VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]16.02.20 19:07
- Cieszę się – powiedziała. – Od dawna nam kibicujesz? – zapytała. Sama kibicowała tej drużynie odkąd pamiętała. Nawet kiedy grała dla Os, to w głębi duszy nie zapomniała o swojej ulubionej drużynie, choć naturalnie grała jak najlepiej dla składu, w którym była. Niemniej jednak gdy nadarzyła się okazja, to zmieniła barwy na te wymarzone, choć niektóre Osy zapewne mogły się poczuć zdradzone, że McKinnon nie podjęła próby powrotu do nich po wypadku i przymusowej przerwie, a zaczęła się ubiegać o miejsce w Harpiach. Ale nie żałowała.
Nad kolejnym pytaniem dziewczyny musiała się zastanowić. Miała dość ambiwalentny stosunek do wróżb. Wiedziała, że istnieją prawdziwi jasnowidze zdolni przewidzieć przyszłość, ale wielu ludzi ograniczało się do zgadywanek i prób doszukiwania się symboli w herbacianych fusach i tego typu rzeczach. Z tym przynajmniej kojarzyło jej się to hogwarckie wróżbiarstwo, ale nie negowała tego, że są czarodzieje, którzy rzeczywiście mają dar.
- Zależy... Na ogół podchodzę do nich ze zdrowym dystansem i rozsądkiem, nie uzależniam swojego dobrego samopoczucia od wróżb czy omenów. Te na wróżbiarstwie w Hogwarcie nie były zresztą specjalnie wiarygodne i z tego, co wiem od kolegów, większość zmyślała, byle zaliczyć przedmiot – wybrała dość dyplomatyczną odpowiedź, nie chcąc obrazić dziewczyny, jeśli ta należała do ludzi, którzy wierzyli we wróżby. Zdaniem Jamie we wszystkim ważny był rozsądek, a byli ludzie, którzy bardzo się tym przejmowali. Nawet w środowisku quidditcha istnieli zawodnicy, którzy do tego stopnia bali się złych omenów, że próbowali wymigiwać się od gry. Jamie do nich nie należała.
- Więc zajmujesz się wróżeniem? – zapytała, znów uważniej przyglądając się dziewczynie. Nie mogła wiedzieć, że Jennifer jest prawdziwym jasnowidzem. Sama nim nie była, nie posiadła też zdolności legilimencji i nie siedziała ludziom w głowach. – No cóż, mogę przynajmniej posłuchać, tak z czystej ciekawości – dodała po chwili. W jej głosie brzmiał dystans, ale dziewczyna wydawała się miła, kibicowała Harpiom, więc Jamie naprawdę nie chciała traktować jej obcesowo ani zbywać. Szanowała kibiców, a zwłaszcza kibicki Harpii. Poza tym, jeśli dziewczyna nie zamierzała jej naciągnąć na pieniądze, to mogła z ciekawości przynajmniej posłuchać, co miała do powiedzenia i co takiego niby widziała w jej przyszłości. To nie przyniesie jej przecież krzywdy, nie runie na nią grom z jasnego nieba... Choć biorąc pod uwagę anomalie, na boisku jak najbardziej jej to groziło. Ale nie będzie to miało nic wspólnego z wróżbami, a po prostu stałym od początku listopada zagrożeniem, z jakim zmagali się gracze quidditcha oraz wytrwali, zdesperowani widzowie, którzy oglądali rozgrywki nawet przy takiej pogodzie. Wychodziła z założenia, że co ma być to będzie.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]16.02.20 20:47
- Usłyszałam o was jeszcze w Hogwarcie - i nie da się ukryć, że obok reprezentacji domów była to najlepiej kojarzona przeze mnie drużyna.
- Zachowawczo - kiwam głową i natychmiast kontynuuję - ale trudno się dziwić, bo zajęcia wybitnie sprzyjały ubarwianiu faktów i dopowiadaniu sobie co bardziej podkoloryzowanych interpretacji do ułożenia fusów. Za to były spokojne i z bardzo dobrą herbatą - żartuję, ale nie widzę w tym nic złego. Miło jest na tych kilka minut wrócić do sposobu bycia żywcem wyciągniętego z korytarzy Hogwartu, to jest zakręconej fascynatki podglądactwa zamysłów losu. Jamie McKinnon wykazuje się sporym taktem i chyba próbuje mnie nie urazić, choć do pomysłu nie wydaje się szczególnie przekonana. Nie silę się tu na tworzenie mglistej otoczki tajemnicy, budowanie autorytetu wiedzącej, wieszczki, który mógłby mi dopomóc przy podtrzymaniu zainteresowania klientki - to nie jest biznes, a ja nigdy nie byłam zdolną aktorką.
- To jedna z niewielu rzeczy, na których naprawdę się znam - szybko odpowiadam na pytanie, wskazując kobiecie względnie płaską przestrzeń, na której da się rozłożyć karty. Pada na jedną z przeznaczonych dla odwiedzających ław, na których można przysiąść w trakcie wędrówek po muzeum. Na środku rozkładam talię, spodziewając się dalszego sceptycyzmu, ale przysiadam na jednym końcu i zapraszająco spoglądam na Jamie, licząc, że zajmie miejsce po przeciwnej stronie.
- Wróżenie może dać ogólne pojęcie o nadchodzących wydarzeniach, ale w formie wskazówek podlegających interpretacji, to nigdy nie są jednoznaczne, pewne odpowiedzi. Nie ma mniej precyzyjnej dziedziny magii.
Jeszcze nie zrezygnowała i nie powiedziała, że nie ma czasu, ale spodziewam się, że długo ta życzliwość nie potrwa, postanawiam więc nie nadużywać nadmiernie cierpliwości i po prostu przejść do rzeczy.
- Poproszę panią o wybranie kart. Takich, które najbardziej do pani przemawiają, wydają się właściwe, w jakiś sposób odpowiednie. Przesunięcie nad nimi ręką na pewno nie zaszkodzi - uśmiecham się zachęcająco, tylko po części cicho zastanawiając się w duchu, czy zawodniczka jednak się od tego nie wymówi. Warto było tu przyjść, bawię się znakomicie. Troszkę jej kosztem, ale bez złośliwości, no i czy dzielna Gryfonka nie podejmie wyzwania?
- Wystarczy jedna, na ogólny obraz sytuacji, powiązana z panią. Trzy, by poznać więcej szczegółów, w prostym, najbardziej znanym układzie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość zagadnienia.
Karty nie gryzą, a ja nie mam wobec niej żadnych złych intencji.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Muzeum Harpii, Walia VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]16.02.20 21:22
Uśmiechnęła się. Harpie były jedną z popularniejszych drużyn, zwłaszcza wśród dziewcząt, ale i wśród chłopców miały swoich fanów.
- Moja ciotka też niegdyś była Harpią. Kibicowałam im od dziecka – przyznała. Mając taki wzorzec w rodzinie trudno, żeby było inaczej. Poza tym imponował jej feministyczny duch tej drużyny. Dzielne kobiety spełniające swoje marzenia na przekór sztywnej rzeczywistości i utartym schematom.
Wyglądało też na to, że Jenny wychwyciła jej zachowawczość i nie wyglądała na zdziwioną.
- Właściwie to wymyślanie wróżb i snów było zabawne – powiedziała. – Nie ma we mnie za knut daru jasnowidzenia, więc jedyne co mogłabym robić, to zmyślać.
Osób z darem podobno było bardzo niewiele. Jamie urodziła się za to z innym, również rzadkim i budzącym zazdrość u tych, którzy wiedzieli. Ale i jej przyjemnie było cofnąć się myślami do Hogwartu, do tej beztroski, do śmiania się z kolegami nad sennikami i wymyślonymi naprędce snami. Często o negatywnym wydźwięku, bo nauczycielka zdawała się je lubić. Czasem podśmiewali się też skrycie z jej nawiedzonego tonu. Ale Jamie i tak rzecz jasna szybko skończyła przygodę z wróżbiarstwem.
- Lubisz wróżyć przypadkowo spotkanym ludziom? – zapytała, ale podążyła za nią ku jednej z ław, i po chwili wahania zasiadła po przeciwnej stronie. Mogła nie dawać zbytniej wiary kartom, ale nic jej nie szkodzi, jak sprawi dziewczynie przyjemność i jej posłucha. Sama też lubiła dzielić się swoją pasją ze światem poprzez granie w quidditcha.
- Zawsze zastanawiałam się, skąd takie pomalowane skrawki papieru mogą wiedzieć, jaka jest czyjaś przyszłość – podzieliła się swoim spostrzeżeniem. Przecież to tylko kawałki papieru, prawda? Żadne potężne artefakty. Tak samo skąd mogłyby znać przyszłość fusy od herbaty lub obierki z jabłek?
Przesunęła ręką nad rozłożonymi kartami, wybierając trzy dość na chybił trafił, nie wiedząc co znajduje się na odwrocie tych, które wskazała. Zresztą czy to miało znaczenie? Ale może młoda wróżbitka miała ją zaraz zaskoczyć. Jamie spojrzała w jej stronę, ciekawa, jakie słowa padną z jej ust, gdy spojrzy na karty, które Jamie wybrała całkowicie przypadkowo. Nie miała w sobie odpowiednich mocy, nie czuła żadnych sensacji w żołądku, żadna karta jej nie oparzyła ani nic z tych rzeczy.






Jamie McKinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Re: Muzeum Harpii, Walia [odnośnik]16.02.20 23:50
- I zawsze chciała pani pójść w jej ślady? Miała jasny cel? - pytam, ale właściwie... pasowałoby to do niej. Nie znam tej kobiety, ale wydaje się zdeterminowana w realizowaniu swoich planów, gdyby było inaczej, z pewnością nie utrzymałaby pozycji w drużynie, grając zawodowo.
- Oczywiście. Karty mogą wiele o nich powiedzieć. Albo skutecznie sprawić, że się wściekną, ale mam nadzieję, że akurat coś takiego nie będzie miało miejsca.
Czasami lepiej było trafić na osobę, która traktowała wróżbę z przymrużeniem oka, niż na taką, która prawdziwie się nią przejmie.
- A wróżyć może każdy, tego się można nauczyć, nie trzeba mieć daru jasnowidzenia. Karty to po prostu narzędzie. Takie samo, jak kociołek, teleskop, wynik pracy wielu pokoleń wróżbitów rozwijających metody ich interpretacji. Istnieją całe podręczniki, instrukcje odczytywania rozmieszczenia kart w układach, relacji, w jakie razem wchodzą. Brzmi trochę strasznie, ale później i tak sprowadza się głównie do wyczucia wróżbity i sytuacji, w której znajduje się osoba, dla której wróży.
Odsuwam karty, których Harpia nie wybrała, pozostawiając przed nią jedynie te trzy, po które zdecydowała się sięgnąć, w zapamiętanej kolejności.
- Czyli na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość - mówię, odsłaniając kolejno te moje zmęczone życiem, jak je nazwała Jamie, skrawki papieru.
- Przeszłość. Królowa mieczy, karta małych arkanów - wskazuję kartę z wizerunkiem siedzącej na drewnianym tronie kobiety o poważnym obliczu, odzianej w błękity, kolczugę, w koronie, trzymającą w ręce opartej na podłokietniku wzniesiony ku niebu miecz, z drugą ręką z kolei uniesioną, jakby do kogoś sięgała - oznacza silną, zdecydowaną kobietę, zdolną wskazać pozytywny kierunek w życiu, odważną, niezależną do szpiku kości. Wkraczającą w życie w chwili, w której jest potrzebna, żeby ochronić lub udzielić pomocy.
Badawczo przyglądam się Jamie, choć ręka mi jednak drgnęła, nie powiem. Poczułam się zmieszana. Przykrywam to uśmiechem i odsłaniam kolejną kartę.
- Siła. Moc. Należy do wielkich arkan, oznacza siłę, nie tylko fizyczną, bardziej nawet wewnętrzną. Zdolność do radzenia sobie z wszelkimi przeciwnościami, stawiania im czoła z podniesioną głową, odwaga. Również aktywność, dyscyplina, ciężka praca.
Sięgam po trzecią kartę, mającą odnosić się głównie do przyszłości.
- Kolejna z wielkich arkan. Sąd ostateczny, czyli wezwanie do nowego życia, podsumowania, cel, nadchodzące próby i wyzwania, z którymi trzeba się będzie zmierzyć. Właśnie w przyszłości.
Niewiele mówią mi szczególnie te dwie ostatnie karty, ale może dla panny McKinnon okażą się jaśniejsze. Myślami jestem już przy nadchodzącym meczu, w którym Harpia weźmie udział. To by się nawet pokrywało z wyzwaniem, a wcześniejsza z aktywnością, ale co dokładnie będą znaczyć dla niej, cóż.
- Powodzenia na meczu - dodaję, tak w duchu zgodności z tą interpretacją - bo raczej nie będzie łatwy. Ale to i tak pewnie nic dziwnego, warunki są wymagające.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : 5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz
Muzeum Harpii, Walia VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Muzeum Harpii, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach