Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Skrzacie drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Skrzacie drzewo   11.04.16 15:57

First topic message reminder :

Skrzacie drzewo

Na obrzeżach Londynu znajduje się spore drzewo, wokół którego krążą przedziwne legendy. Dzieci wierzą, że w środku mieszka starzec, którego broda jest z waty cukrowej, w pniu zaś trzyma najpyszniejsze słodycze świata. Dorośli jednak znają prawdę, lecz nie znaleźli jeszcze sposobu, aby przekazać ją najmłodszym pozwalając im tkwić w słodkiej niewiedzy jak najdłużej. W korycie drzewa swój dom zorganizowały bowiem zwolnione ze służby skrzaty domowe. Nikt jednak nie był w środku drzewa, sami mieszkańcy obrzeży zastanawiają się, ile tych wyrzuconych z domów stworzonek tam mieszka. Podobno między konarami znajdują się rozległe tunele. Aby zarobić na swoje życie, skrzaty zaczęły pędzić wino. Na początku swojej działalności zostawiały na progach domów butelkę z odrobiną trunku i informacją, gdzie można go zdobyć więcej. Taka praca za darmo zagwarantowała im niesamowitą reklamę, a ta z kolei pozwoliła im rozpocząć produkcję wina na większą skalę. Aby kupić butelkę, trzeba zapukać trzy razy w okno. Zrobić to jednak można tylko po zmroku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 https://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 https://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec https://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 https://www.morsmordre.net/t5574-skrytka-bankowa-nr-1304#130127 https://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
Zawód : historyk
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Speak and may the world come undone.
OPCM : 14
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Skrzacie drzewo   21.12.17 18:04

W duchu prosiłam, żeby Skamander zamilknął na wieki - a przynajmniej teraz - i nic więcej nie mówił, bo pogrążał się z każdym słowem. Nie wiedziałam już nawet co mu mam odpowiadać, więc przeszłam do liczenia do dziesięciu w myślach, zaraz obok rozważań na temat kiepskiego doboru partnerów przez Justine. Przy okazji przypomniałam sobie dlaczego niezbyt przepadałam za jego osobą, a raczej on samodzielnie mi o tym przypomniał.
Gdy przeprosił - miałam zamiar dalej trochę poudawać złość, która powoli mi przechodziła, dopóki nie usłyszałam dalszej części wypowiedzi.
- Za to co zrobię? Zrobię co? - Zerwiesz mi resztę sukienki? Usmarujesz błotem po włosach? Zmarszczyłam czoło z niepewnością spoglądając na każdy ruch Samuela, a kiedy ten podszedł do mnie i się pochylił już wiedziałam co planuje. Oczywiście zaczęłam się wierzgać i wrzeszczeć jak mandragora, machając rękoma na oślep, ale przewaga i we wzroście i sile nie dawała mi dużego pola do popisu. Spróbowałam nawet ugryźć go w tę rękę, którą mnie pociągnął, jednak szybciej zawisłam na jego ramieniu. - Na czyrakobulwy świata, POSTAW MNIE Z POWROTEM! - Paliłam się ze wstydu wiedząc, że Skamander na pewno z tak bliskiej odległości zobaczy jakie szkody wyrządził i ujrzy moje kolorowe majtki, a przy okazji uznałam, że wrzaski nic nie dadzą. Uspokoiłam się natychmiastowo, odchrząknęłam głośno i zakryłam twarz rękoma. Wiedziałam, że spojrzał - jak każdy osobnik płci brzydkiej. - No, także tak. Napatrzyłeś się? Coś jeszcze chcesz mi powiedzieć? Może specjalnie sobie sama podarłam sukienkę na zadku? Oświeć mnie, mój mistrzu. - Wyburczałam pod nosem, posyłając mężczyźnie gniewne spojrzenia (które, gdyby tylko mogły, zgromiłyby go na miejscu), kiedy tylko odstawił mnie na ziemię. Jego propozycja, chociaż była w porządku, wywołała mój sprzeciw.
- Mam zrobić marsz wstydu środkiem ulicy? Chyba mocno cię uderzyłam przy upadku. - Marzyłam o powrocie do domu, dlatego też szybko przeszłam do realizacji swojego marzenia - zakrywając tyły rękoma, jak dotychczas, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam się oddalać.



Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 44
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skrzacie drzewo   09.01.18 21:51

Świat zwariował. I przeprowadził kiepski już od podstaw żart, zabawny tylko dla samego twórcy. Samuelowi nie było do śmiechu, a już na pewno nie Leanne, która z wielkim prawdopodobieństwem chciałaby go udusić. Sam był zły i gniewna iskra narastała, pulsując napięciem. Starał się rozłożyć kumulujące emocje i frustrację. Chciał w końcu pomóc, a wszystko, czego się dotknął, kończyło się coraz bardziej spektakularna porażką. Próba naprawy, czegokolwiek, jawiło się już tylko, jako kolejna przeszkoda.
Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna była w tym wszystkim poszkodowana, ale ognisty charakter i coraz bardziej pretensjonalniej ton nie ułatwiał opanowania ciągu niepowodzeń. Cierpliwość Samuela miała swoje granice, a dziś nadszarpnięta po wielokroć, chwiała się na kilku jeszcze włoskach silnej woli. Pchnięta seria niekontrolowanych wyrazów uderzyła skuteczniej jak pięść. I właściwie zdecydowanie bardziej wolałby fizyczny cios, niż uszczypliwe pretensje Tonksównej. Granica powoli przesuwała się na stronę pęknięcia.
- Wystarczająco - mówił znowu chłodniej, a pierwsze mgnienie rozluźnienia szybko zniknęło. Odstawił kobietę na ziemię, ale od razu pożałował. Nie słuchała go, nic co mówił wcześniej nie docierało - Wystarczy - uciął wrzaski, kończąc kawalkadę win, które mu przypisywała - Widzę, bardzo łatwo przychodzi ci zrzucanie odpowiedzialności na innych. W takim razie biorę wszystko na siebie. Dosłownie - nie zatrzymał gorzkiej nuty, która wkradła się w krótką, chłodną odpowiedź. Już bez słowa chwycił dziewczynę w pasie i pociągnął ją, sadowiąc na ramieniu. Spódnicę bez wahania zarzucił, by kryła wszystko to, czego widzieć nie powinien. Miał dosyć i nie planował przedłużać absurdalnego obrazka, pogarszając sytuację - Niedaleko mieszkam - dodał cicho, poprawiając uchwyt, by szarpiąca się na ramieniu niewiasta, przypadkiem nie fiknęła zamaszystego kozła. Czuł się jak idiota niosąc wierzgającą dziewczynę, ale na szczęście droga była krótka i gdy tylko dostrzegł znajome zabudowania i ścieżkę, odetchnął swobodniej.
Posadził ją w progu na schodach, by po chwili zniknąć, zostawiając ją pod opieką matki. Nie przejął się spojrzeniem, które mu posłała, pokręcił ledwie głową, maskując paskudne zmęczenie. A gdy przyczyna gniewu Leanne (jedna z wielu) została zażegnana, rodzicielka zatrzymała Samuela - Chodź, coś ci pokażę - i nigdy by nie zgadł, co kryło się w matczynym pomyśle, dopóki mała, puchata kulka nie trafiła w jego dłonie - Dziś rano ktoś podrzucił - skwitowała cicho - Myślę, że wiesz co zrobić.
Cisza nie mówiła mu nic. Siedziała na schodach tak, jak ją zostawił na szczęście już w nowej spódnicy - Zanim się na mnie rzucisz... - popiskiwanie maleńkiego, biało-brązowego stworzonka wzmogło się. Puszek pigmiejski. Wydawał się jeszcze bardziej kruchy, niż mu się wydawała. Ciepłe, puchate ciałko zwinęło się w jego szorstkich, poznaczonych bliznami dłoniach - Przepraszam - z głosu zniknęła twarda linia. Usiadł obok i zanim kobieta odskoczyła? wsunął jej na kolana kociaka.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 https://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 https://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec https://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 https://www.morsmordre.net/t5574-skrytka-bankowa-nr-1304#130127 https://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
Zawód : historyk
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Speak and may the world come undone.
OPCM : 14
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Skrzacie drzewo   09.01.18 22:40

Niebezpieczne balansowałam po granicy, aż wreszcie ją przekroczyłam - widziałam to doskonale po jego twarzy, potem nawet słyszałam w tonie głosu, ale zdenerwowanie i zażenowanie całą sytuacją było silniejsze ode mnie. Nie potrafiłam ugryźć się w język, uznając, że tym samym może chociaż odwrócę uwagę od swojego półnagiego zadka, jednak wypowiedziane przez Samuela słowa podziałały na mnie jak kubeł lodowatej wody. Spojrzałam nań zdziwiona, uciszając się natychmiastowo, dopiero teraz rzeczywiście powstrzymując się od komentarza. Nie miałam zamiaru dolewać oliwy do ognia, mimo tego, że poczułam się cholernie urażona. W końcu każdy kto znał mnie dłużej wiedział, że umiem przyznać się do błędu - prędzej czy później - i nigdy nie zrzucałam na nikogo odpowiedzialności. Odwróciłam się na pięcie, podejmując próbę ucieczki. Na marne oczywiście; czując szarpnięcie i nagłe przerzucenie przez ramię nie miałam już siły się wierzgać i krzyczeć. Całą drogę przemilczałam, wierząc w to, że Samuel wie co robi.
Widok cioci Skamander przywołał na moje usta słaby uśmiech, po którym nie odwróciłam się nawet za siebie, zajmując się tylko i wyłącznie towarzystwem kobiety. Pozwoliłam sobie pomóc, przy okazji opowiedziałam jej całą historię z mchu i paproci jak to dzisiaj spadłam z drzewa na Samuela, a później podarł mi spódniczkę. Umyłam się powierzchownie z błota, dziękując kobiecie za naprawienie mojego ubrania, a gdy powiedziałam, że powinnam pójść, zatrzymała mnie na schodach aromatyczną herbatą i najlepszą szarlotką jaką jadłam w ostatnim czasie. Liczyłam na to, że zaraz wróci, kiedy jednak obok mnie usiadł Skamander, nie raczyłam nawet na niego spojrzeć. Urazy trzymałam długo; byłam bardzo pamiętliwym Tonksem - każdy miał przecież wady, a te niewątpliwie należały do moich.
- Nie zamierzam się na nikogo rzucać. - Odparłam spokojnie, poważnie, prostując się ostentacyjnie, jakbym właśnie prezentowała swoje mięśnie przed przeciwnikiem, kiedy jednak na moich kolanach pojawiła się mała puchata kulka nie mogłam powstrzymać się od wesołego uśmiechu. Pogłaskałam stworzonko palcem po łebku, ono po chwili wdrapało się po moim rękawie na ramię, wtulając w szyję. - Ja ciebie też przepraszam. - Na znak rozejmu podsunęłam Samuelowi talerzyk z drugim kawałkiem ciasta i swoją rękę, coby rozejm miał fizyczne potwierdzenie.



Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
OPCM : 44
UROKI : 20
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Skrzacie drzewo   09.01.18 23:54

Cisza przecinana ledwie jego własnymi krokami i oddechami dwóch sylwetek. Napięcie, które w końcu odnalazło ujście, powoli opadało. Źródło emocji umknęło, a przeciw ciszy nie chciał walczyć. Na tyle mocno, że gdy docierali do progu domu, czuł się pusty. Ślady mentalnej walki i wcześniejszej, emocjonalnej batalii znaczyły się cieniem w oczach i zmęczonym obliczu. Matka odgadywała go najszybciej. Wyłapywała napięcie bez słowa przyjmując jego obecność w nieoczekiwanym towarzystwie. Wiedział, że mu ufała, niezależnie od niezbyt sensownie i dobrze wyglądającego obrazka, który prezentowali z Leanne.
Zapach w stajni, głosy poruszonych aetonanów, które mijał, nieodmiennie kojarzył mu się z uśmiechem. Z przeszłością przetykaną beztroską. Z czasem, który miał już nie wracać. Ale o tym nie chciał mówić rodzinie. Walczył po to, by nie musieli się bać.
Usiadł na schodach ze świadomością, że wszystko potoczyło się za daleko. Ze słowami, emocjami i...złośliwością losu, który obrał dziś sobie Skamanderową obecność za synonim pecha. Pomoc, którą intencyjnie oferował, mieniła się w nieszczęście - Początkowo wyglądałaś, jakbyś chciała - myślenie, które nie było atakowane przez pęczniejące emocje, dawało o wiele lepszą dedukcyjną odpowiedź. Leanne była żywiołową istotą i bardzo często - o czym zdołał się przekonać - najpierw działa, potem myślała. Przynajmniej w dziedzinie relacji z innymi. Z nauką działa...zupełnie jak nie ona. Metodycznie. Chłodno.
Na uśmiech, który pojawił się na kobiecym obliczu, nie zareagował tym samym. Nie znaczyło to jednak, że nie czuł cichej, spokojnej ulgi, gdy przyjęła kociaka, który bardzo szybko znalazł sobie idealne miejsce do spania. Obserwował profil Leanne, na mieniące sie na nim uczucia i spokój, który nareszcie spływał na nich oboje - Wystarczy - kiwną głową, ostrożnie oplatając palce dziewczyny, by lekko zacisnąć na nich swoje - Nie wiem, czy teraz ci się bardzo spieszy, ale obiecałem pomóc przy jednym z młodych, niezajeżdżonych jeszcze aetonanów. Masz ochotę potowarzyszyć? Jeździłaś kiedyś? - w międzyczasie musiał jeszcze wrócić po zostawiony pod dębem motocykl. Nie sadził jednak, by ktokolwiek pokusiłby się o jego kradzież. Nie działający i tak nie zdawał się na wiele. A dla Samuela, znaczył wiele, przede wszystkich z ukrywanego sentymentu. I wspomnienia - Chodź...cie - rozluźnił uchwyt na drobnej dłoni, pozwalając tym samym, by zdecydowała, czy chce pójść razem z nim, czy też wrócić do siebie, zabierając nowego, puchatego kompana ze sobą. Pechowy dzień się skończył.

| zt?






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Leanne Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5268-leanne-tonks#118087 https://www.morsmordre.net/t5336-cwirek#119683 https://www.morsmordre.net/t5334-szalony-naukowiec https://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 https://www.morsmordre.net/t5574-skrytka-bankowa-nr-1304#130127 https://www.morsmordre.net/t5338-l-tonks#119729
Zawód : historyk
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Speak and may the world come undone.
OPCM : 14
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Skrzacie drzewo   10.01.18 0:11

Jakoś musiałam przecież nadrabiać godziny spędzane nad starymi księgami i zakurzonymi woluminami. W swojej pracy nie miałam miejsca na gdybanie, wesołość, czy rozwlekanie wszystkiego na kilka godzin - musiałam działać od razu, myśleć i skupiać się na celu, w innym przypadku eksploracje nie miałby najmniejszego sensu. Podczas wypraw również zachowywałam się jak nie ja i podczas pisania zresztą też; w innym przypadku nie pisałabym teraz kolejnej pracy naukowej i nie pomagałabym innym, młodszym ode mnie w ich esejach, nie poznawałabym naukowców, nie zapraszano by mnie na wyprawy badawcze. Prezentowałam dwa zupełnie odmienne oblicza, ale potrafiłam rozdzielać pracę i życie na dwie osobne kategorie, nigdy nie mieszając ich w siebie wzajemnie. Nie rozumiałam czemu niektórych to dziwiło.
Tymczasem odwróciłam nieco głowę, przytulając się policzkiem do swojego puszka, a mój wzrok spoczął na zaciśniętych dłoniach.
- Najpierw zjedź szarlotkę. Na osłodę dnia. - Sama zajęłam się przestudzoną herbatą, podsuwając i ją pod nos chłopaka, zaś na propozycję wzruszyłam ramionami. - Nie jeździłam i chyba wolę nie próbować. - Nie umiałam w sport. Ani trochę. Nie latałam na miotle, nie pływałam, nawet nie tańczyłam, bo nie byłam zabawowym człowiekiem jak mogłoby się wydawać po moim wesołym charakterze. W zasadzie patrząc od strony zabaw, festynów i pochodnych byłam sztywniakiem i ostatnią osobą, która chodziła na nie ze zwykłej chęci, a kiedy jednak już niefortunnym zrządzeniem losu się tam pojawiałam - męczyłam się jak nigdy, prosząc Merlina o szybką śmierć.
- Mogę potowarzyszyć. Absurd też nie wygląda tak jakby chciał robić cokolwiek. - Nazwanie puszka Absurdem wydało mi się niesamowicie zabawne, patrząc na cały dzisiejszy dzień. Co prawda i tak raczej nie wiedział, że to jego imię, nie wspominając o reagowaniu, ale nie mogłam wołać do niego ej ty lub bezosobowo. Wreszcie podniosłam się ze schodów, ruszając wraz z Samuelem w stronę aetonanów, co jakiś czas kontrolując puchatą kulkę.

zt


Powrót do góry Go down
 

Skrzacie drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Huśtawka na drzewie
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Drzewa Genealogiczne
» Drzewo życia.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18